Moje posty

▼

sobota, 31 października 2026

Manipulacja według "zamachowców", czyli jak kreować negatywny wizerunek Prezydenta RP Karola Nawrockiego?

Uwaga!

❗️ To obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję, a nie autentyczne zdjęcie!
Grafika wygenerowana i opublikowana przez Bart Staszewski zaczęła być masowo udostępniana w mediach społecznościowych – zarówno przez polityków, dziennikarzy, jak i innych użytkowników platform społecznościowych.
⚠️ Choć obraz jest bardzo podobny do tego, co można zobaczyć na autentycznych nagraniach z wydarzeń ostatniej nocy pod Trybunałem Konstytucyjnym, nie jest rzeczywistym kadrem z tych wydarzeń.
📣 Nieodpowiedzialne korzystanie z AI i brak odpowiednich oznaczeń mogą prowadzić do jeszcze większego chaosu informacyjnego i sprzyjać dezinformacji.
Apelujemy o wyraźne oznaczanie treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję! Szczególnie wtedy, gdy dotyczą kwestii wrażliwych społecznie i politycznie.
🗳️ Przed nami kolejne wybory. Bądźmy odpowiedzialni za treści, które tworzymy i udostępniamy.


-----------------------------------------------

A poniżej zdjęcie tego jak to wyglądało naprawdę. Te kobiece "łapska" atakujące i wypychające – z progu wejścia do budynku Trybunału Konstytucyjnego – Prezydenta RP Karola Nawrockiego należą do Pani sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej (określenie "łapska" nie odnosi się do płci pięknej).

Ta Pani uzurpuje sobie prawo nie tylko do bycia sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale też do kierowania tym gremium.

Źródło: Kadr z nagrania rzeczonej sytuacji z wejścia Prezydenta RP K. Nawrockiego do obecnej siedziby Trybunału Konstytucyjnego.

Przyszło nam żyć naprawdę w ciekawych czasach. Tylko czy aby naprawdę chodziło nam o to, żeby w tych "ciekawych czasach" traktowano nas jak idiotów?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

„Gibt man Kindern oder Narren Messer, ist das Unglück vorprogrammiert” [1].

Nie wiem, ale jakoś od wczorajszego wieczora mam nieodparte wrażenie, że w Polsce rządy powierzyliśmy ludziom, którzy pasują do kierowania naszą piękną Ojczyzną jak "woły do karety". Po prostu to my sami "wpuściliśmy kozły do ogrodu" i daliśmy im hasać do woli ("Freie Hand haben" - "robić co się chce"). 

W mojej wyobraźni tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć dziejący się na naszych oczach "zamach stanu" rządu D. Tuska i jego koalicyjnej kamaryli.

Nie dopuszczam bowiem do siebie myśli, że może być jeszcze gorzej i ten "zamach stanu" jest wyrafinowanym celowym planem powolnego pozbawiania Polski niepodległości i suwerenności, wykreowanym przez zewnętrzne siły. Oznaczałoby to, iż mamy do czynienia ze zwykłą zdradą stanu, zdradą państwa polskiego. 

Mam nadzieję, że z tą zdradą nie mamy do czynienia, ale jaka jest prawda to czas pokaże...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

[1] W języku polskim ten niemiecki (trochę zliteratyzowany) zwrot oznacza: "Jeśli da się dzieciom lub głupcom noże, nieszczęście jest z góry zaprogramowane / nieuniknione".  Można je odnieść do polskiego zwrotu: "Dać małpie brzytwę, a ona sama się pozacina (lub "a ona sama się pokaleczy”). Ja bym w kontekście tego tekstu użył tłumaczenia: "Dać małpie brzytwę, a ona sama siebie i wszystkich dookoła pokaleczy”). Ten zwrot sam w sobie ogólnie oznacza zjawisko powierzenia niebezpiecznego narzędzia lub odpowiedzialnego zadania osobie niekompetentnej, nieodpowiedzialnej lub nieprzewidywalnej, co nieuchronnie prowadzi do katastrofy.

poniedziałek, 19 października 2026

Zawsze bądźmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami i brońmy naszej Ojczyzny!

Powiem szczerze. Byłem pełen obaw związanych z ewentualnym ponownym rządem D. Tuska. Z tym, że moim odniesieniem były lata 2007-2015 i tylko na tej podstawie bałem się o nasz kraj i walczyłem jak mogłem, żeby ponownie nie dopuścić D. Tuska do władzy.

Wtedy (przed jesiennymi wyborami w 2023 roku) napisałem wiele postów prezentujących moje obawy i w moim środowisku odbyłem wiele rozmów zachęcających do głosowania na PiS czy też zachęcałem do czynnego brania udziału w wiecach wyborczych i zadawaniu wielu pytań do kandydatów różnych opcji. Zależało mi żeby osoby z mojego otoczenia dokonywały świadomego aktu wyborczego a emocje zeszły na dalszy plan. 

Wtedy też uważałem, że mamy do czynienia z – inicjowanym przez PO i jej akolitów – okresem brutalizacji i wulgaryzacji walki wyborczej, czego jaskrawym przykładem było ich przewodnie hasło kampanii wyborczej "***** ***". I znów po stronie polskiej "prawicy" nijak nie można było znaleźć przejawów podobnej nienawiści do przeciwników, co z kolei w każdych wyborach jest już normą. I tu mamy przejaw wielkiej hipokryzji w "wolnej" Polsce po 1989 roku: "w III RP mowę nienawiści szerzą niemal zawsze ci, którzy najbardziej oskarżają o nią swoich przeciwników politycznych kojarzonych z prawą stroną sceny politycznej". 

Niestety stało się inaczej i to z różnych przyczyn, w tym też ze względu na liczne błędy popełniane przez PiS. I choć PiS te wybory wygrał to jednak nie był w stanie zbudować koalicji umożliwiającej rządzenie Polską a Donaldowi Tuskowi to się udało. I to  – o zgrozo – on ponownie został premierem.  

Ale... w moich najgorszych przewidywaniach nie spodziewałem się aż tak złych dla Polski i Polaków rządów jakie tworzy obecna koalicja 13 grudnia. Nawet mi się już nie chce pisać co oni złego wyprawiają w każdej dziedzinie naszego państwa. Jest bardzo źle a będzie jeszcze gorzej jeżeli jak najszybciej nie odsuniemy ich od władania naszą Ojczyzną. 

A my jako Polacy możemy to zrobić, bo jesteśmy dumnym narodem i nie możemy pozwolić na to zło, którego dziś doświadczamy... Nie stać nas na to i – jako naród – na to po prostu nie zasługujemy. 

Dlatego też przypomnę jeden z moich tekstów. Choć będzie on lekko zmodyfikowany to robię to po to, aby nas ponownie zjednoczyć i zmobilizować do walki o naszą Ojczyznę. Bo ona tonie... każdego "tuskowego" dnia coraz szybciej.

Tak. Jestem dumny, że jestem Polakiem! I dumny jestem nawet z tego, że nasi wrogowie tak nas nienawidzą...


Polska to mój kraj. Dla mnie zawsze piękny, choć bywa i brzydki, ale i tak przeze mnie kochany.  Dla wielu mi podobnych jest umiłowanym Domem Rodzinnym – macierzą będącą obiektem tęsknoty i westchnień, odniesieniem do najważniejszej przesłanki naszej tożsamości. I często przecież im jesteśmy dalej (np. na stałej lub czasowej emigracji) od tej naszej Polski, tym staje się Ona dla nas piękniejsza, idealizujemy ją, gdzieś tam wewnętrznie zaczynamy doceniać jej dla nas ogromne znaczenie, przypominamy sobie już tylko raczej pozytywne z nią wspomnienia... Tęsknimy i może nieraz też żałujemy, że... ją opuściliśmy... że nie zrobiliśmy dla niej tego, co mogliśmy najlepszego i na co było nas stać. Bardzo często chyba też w takich przypadkach mamy poczucie, że nie docenialiśmy jej piękna i znaczenia, gdy byliśmy jej i ona była dla nas...

Utratę tej Ojczyzny i żal za popełnione błędy zapewne odczuwało wielu Polaków wtedy, gdy Polska na 123 lata straciła niepodległość i zniknęła z mapy świata zagrabiona przez Zaborców. Podobne odczucia towarzyszyły wielu naszym Rodakom (nie mówię tu o zdrajcach i konformistach życiowych oraz ideowych), gdy na przeszło 40 lat Polska znów straciła niepodległość zagrabiona tym razem przez jednego z byłych Zaborców, tym razem pod hasłami "ogólnoświatowej szczęśliwości" zwanej komunizmem czy też realnym, marksistowskim socjalizmem.

Boję się, że i tym razem popełniamy znów ten sam błąd tracąc niepodległość i suwerenność na rzecz tym razem nie ZSRR, ale jego twórczego rozwinięcia, który ja nazywam ZSRE (Związek Socjalistycznych Republik Europejskich). A docelowo historia ma trochę "zakręcić kołem" i ma powstać Wielki Federalny Związek Landów Europejskich. Dzisiejszy proces naszego zniewolenia (i nie tylko naszego) jest niestety bardziej niebezpieczny, bowiem odbywa się nie poprzez walkę zbrojną a walkę, w której orężem jest manipulacja socjotechniczna i puste werbalne frazesy o demokratycznej formie jednoczenia się ludzi...

Mam jednak nadzieję, że znów zwycięży w nas patriotyzm uwalniający nas z jarzma unijnej, totalitarnej dyktatury i utraty naszej Ojczyzny...

                    Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ZgJVHXJkQaM

Wierzę, że znów poczujemy w naszych sercach dumę z Polski, dumę z tego, że jesteśmy Polakami! Dumę z naszej wielowiekowej historii, tolerancji, tradycji, symboli, wiary, ziemi, tożsamości narodowej, języka, kultury i sztuki. Dumę z naszych lasów, wód Bałtyku, jezior i gór, łanów zbóż, polskiej waluty, wypracowanego naszymi rękoma majątku narodowego i dumę z naszych Ojców i Dziadków, którzy za tą Polskę oddali swe życie.

Tak. Jestem dumny, że jestem Polakiem! I dumny jestem nawet z tego, że nasi wrogowie tak nas nienawidzą... że Moskale i Niemcy a nawet Ukraińcy tak się nas bali i boją, iż muszą ze strachu walczyć o nasze unicestwienie. Jestem dumny, że nie potrafili nas zniszczyć a musieli nam oddawać pruskie i ruskie hołdy.

Jestem dumny, że nasza historia tak razi naszych wrogów. Widać jesteśmy tak mocni duchem, że wzbudzamy nienawistny strach, ale i obiekt pożądania, który często wyrażany jest przez część nienawidzących polskości i Polaków Żydów, ale też i innych nacji.  

Ten strach przed polskością, naszą tożsamością jest ich porażeniem i wewnętrznym cierpieniem a jednocześnie bywa lichwiarską obrzydliwą pazernością oraz zawistną zazdrością wyrażaną wobec naszej państwowości, naszej ziemi, historii, naszej wiary i umiłowania polskości.

Szkoda jednak, że moja Ojczyzna przez wielu jest niestety znienawidzona, choć przecież praktycznie nigdy nie byliśmy pierwotnym agresorem wobec innych narodów a nasza dobroć i tolerancja były zawsze naszymi narodowymi cechami...

Po 123 latach zaborów odzyskaliśmy naszą Niepodległość i od razu zatrzymaliśmy najazd marksistowskich hord komunistycznych Sowietów. Uratowaliśmy świat przed barbarzyństwem klasowych morderców. Skutecznie dawaliśmy odpór rasowym, niemieckim, nazistowskim zbrodniarzom, by zostać pokonanymi dopiero wtedy, gdy pomogli im okupanci sowieccy…   W czasie okupacji tylko w Polsce istniało zorganizowane Państwo Podziemne i cały czas trwała walka zbrojna zakończona Powstaniem Warszawskim...  Przeżyliśmy komunizm, wobec którego przez całe lata stawialiśmy czynny opór. To w Polsce zrodził się ruch Solidarności a nasz Papież pokazał światu jacy naprawdę jesteśmy… przede wszystkim piękni duchem i miłością oraz tolerancją wobec innych.

Jakże często walczyliśmy „za naszą i waszą wolność” i jakże często nie usłyszeliśmy nigdy słów wdzięczności a bywało, że stawaliśmy się obiektem wrogości i nieracjonalnej wrogości. Gdy Żydzi tułali się – przeganiani wszędzie – po całej Europie… właśnie w Polsce zyskali schronienie dane im przez Kazimierza Wielkiego…  W czasie II Wojny światowej walczyliśmy na wszystkich frontach… by zostać zdradzeni w Jałcie. Zapoczątkowaliśmy - dzięki 10-milionowej Solidarności -  upadek komunizmu we wszystkich krajach a dziś świętuje się na świecie tylko „obalenie Muru Berlińskiego”…

Ale przecież nam niepotrzebna jest żadna wdzięczność! Po prostu tacy jesteśmy… Ludzcy, dobrzy, tolerancyjni, po chrześcijańsku miłujący siebie i innych oraz… kochający po prostu swój kraj, swoją Ojczyznę,  chronicznie nie znoszący zniewolenia a gloryfikujący prawdziwą Wolność!

Jako jedyni przecież w kontynentalnej Europie instytucjonalnie nie splugawiliśmy się współpracą z nazistowskimi Niemcami a w czasie wojny stworzyliśmy największy ruch oporu, czyli Polskie Państwo Podziemne. Pomagaliśmy też Żydom, choć groziła za to karta śmierci całych polskich rodzin. Obecnie zaś w odruchu serca wspaniale pomagamy (pomagaliśmy) Ukraińcom, choć przecież z tyłu głowy mamy to, że i oni kiedyś nas mordowali na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. I przyjmując uchodźców z Ukrainy nawet nie musieliśmy budować dla nich jakichś obozów dla uchodźców... A Ukraińcy "w dowód wdzięczności" znów nas nienawidzą w ramach obrony ukraińskich i nazistowskich morderców-ludobójców Polaków spod znaku "banderowskich" OUN-UPA. 

Tak więc cieszmy się, że jesteśmy Polakami i nie dajmy się skłócić wewnętrznie. Naszym antypolskim i niepolskim wrogom na tym zależy. A my przecież jesteśmy ponad ich prymitywny poziom umysłowy. Zdrajcy i wrogowie nie dorastają nam "do pięt". Bądźmy dumnymi z polskości i walczmy o nią wspólnie. Powtórzę: cieszmy się codziennie, że jesteśmy Polakami!

Dziś jednak w poczuciu dumy z tego, że jestem Polakiem marzy mi się znów Polska i świat, gdzie prawda jest prawdą a fałsz kłamstwem, dobro dobrem a zło złem, zdrajca zdrajcą a patriota patriotą, przestępca przestępcą a prawy człowiek właśnie takim... Po prostu świat, gdzie słowa znaczą to, co znaczą...

Marzy mi się Polska, w której rządzący wypełniają swoją misję i we wszystkich działaniach dbają o nasz kraj. Gdzie prawo jest traktowane powszechnie jako obowiązujące wszystkich w ten sam sposób. Jakże bym chciał cały czas żyć w wolnym i praworządnym kraju... Marzy mi się Wielka Polska, ale w znaczeniu takim o jakim pisze w swojej książce R. Ziemkiewicz.


Na razie tak naprawdę dzisiaj powoli, bardzo powoli odbudowujemy naszą Ojczyznę.  Może jeszcze za mało, ale idziemy w dobrym kierunku i mam nadzieję, że ten kierunek zostanie utrzymany w następnej  kadencji ZP (PiS + akolici). Więc dla Polski na dzień dzisiejszy nie ma innego wyboru w przyszłorocznych wyborach jak postawić krzyżyk przy nazwiskach kandydatów prezentujących  propolską optykę, choć wiem, że wielu ludziom z prawicy PiS się nie podoba, ale jakie mamy wyjście? Kontynuacja rządów KO i jej akolitów zniszczyłaby naszą suwerenność i niepodległość już całkowicie, byłaby już realnie końcem naszej państwowości. 

Polska to nasze państwo i chcę być z niego dumny. Żądam, aby była obowiązkiem Polaków, którzy nią rządzą. Tak jak zapewne obowiązkiem rządzących Izraelem Żydów są obowiązki izraelskie/żydowskie, rządzących Francją Francuzów są obowiązki francuskie, rządzących Niemcami Niemców są obowiązki niemieckie, rządzących Rosją Rosjan są obowiązki rosyjskie, rządzących Grecją Greków są obowiązki greckie, rządzący Amerykanami z USA są obowiązki amerykańskie...

Takie to proste, naturalne i oczywiste przecież... Wszakże chyba tylko dla tych jednak, którzy czują się narodowo tymi, którymi mają zaszczyt rządzić... Gdy tak nie jest stają się domniemanymi i realnymi zdrajcami obowiązków jakie im powierzono a tym samym zdrajcami mojej Ojczyzny - Polski!

KO-PSL-Lewica W. Czarzastego zrobili przez ostatnie trzy lata z naszej Ojczyzny znów jakieś kartonowe państwo, gdzie znów można o nim mówić, że tutaj to jest tylko "kamieni kupa", jakieś państwo teoretyczne będące pod władaniem niemieckiej UE. A jeżeli Niemców to oczywiście i Rosji, czyli kondominium niemiecko-rosyjskiego, choć najbardziej wyraźnie widać to, że D. Tusk jest nadzwyczaj proniemieckim polskim premierem. Dzisiaj priorytetem dla nas są Stany Zjednoczone i mimo, że też mam wątpliwości to wolę ich niż Niemców z Rosjanami.

W poczuciu dumy z polskości walczmy zawsze o naszą Ojczyznę każdego dnia, każdej minuty, każdej sekundy. Brońmy polskości i takich instytucji jak TK (Trybunał Konstytucyjny) czy NBP (Narodowy Bank Polski). Brońmy naszej waluty (polskiego złotego) i polskiego języka (polskiej mowy). Brońmy naszej historii przed próbami jej celowej modyfikacji na naszą niekorzyść i brońmy naszej katolickiej wiary, ale z poszanowaniem wiary innych, którzy naprawdę czują w sobie polskość. Brońmy naszej wolności i niepodległości oraz homogeniczności etnicznej  Bądźmy patriotami wszędzie, nawet poza granicami Polski. Mamy wspaniałą Polonię i niech ona też stawia nas na piedestale swoich nadrzędnych wartości. Bo Polska to piękny kraj, bo Polska to piękni ludzie, zawsze tolerancyjni i życzliwi dla innych, gdzie też byliśmy w stanie walczyć za innych, choć nie zawsze spotykaliśmy się tych innych wdzięcznością.

"Jestem kamieniem, ludzie głazami...
 Staję się piaskiem, Oni górami..."

Razem, wspólnie i wszyscy stwórzmy głazy, z których może powstać wspaniała GÓRA odrodzonej i pięknej Polski!

I zróbmy wszystko, aby wspomniany R. Ziemkiewicz już nigdy nie miał powodu, aby z goryczą i smutkiem mówić: 

             Źródło: https://www.youtube.com/watch?                                               v=MG_lJKnE9ms&list=TLPQMTgxMDIwMjbfvsxBqJbgSA&index=5


P.S. Jeżeli ktoś uzna tekst za nadmiernie pompatyczny to trudno, jego sprawa...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
kjahog@gmail.com 


czwartek, 15 października 2026

A miało być tak pięknie, a miało być tak wspaniale...

"A miało być tak pięknie, a miało być tak wspaniale,
a wyszło jak zwykle — tylko po tym memy zostaną..."

Jakoś ostatnio nie potrafię inaczej pisać o naszym "Złotym Premierze" [0] jak tylko w kategorii "political fiction" lub w sposób lekko żartobliwy, ironiczny czy szyderczo-sarkastyczny. "I sam sobie zadaję pytanie: Dlaczego tak jest? Czy to platoniczna przyjaźń? Czy może już takież kochanie?" [1,2].

I często mam też pewność, że "Złoty Premier" myśli tak jak ja i robi to, co ja bym na jego miejscu robił. Wiem, że może być to przejaw jakiejś dewiacyjnej projekcji psychologicznej czy nawet chorego fanatyzmu, ale co ja mam zrobić jak już tak jest?

Więc o czymże ja to myślałem i już w swoich snach widziałem? 

Dziś jest wspaniały dzień, dzień będący rocznicą zwycięskiej bitwy wyborczej w 2023 roku. I choć to musiało jeszcze trwać do 13 grudnia, to już było wiadome, że znów będziemy u władzy. No i to marzenie, ta myśl, ten cel i to "słowo ciałem się stało i mieszka wśród nas" [3] już 3 lata. 

Jakże pięknie byłoby w taką rocznicę otrzymać na pięknej tacy prezent w postaci Trybunału Konstytucyjnego jako zwieńczenie dzieła zawłaszczania konstytucyjnych organów państwa. Teraz miało być już z górki, następny w kolejce czekał NBP.

I już wszystko było uzgodnione i dopracowane ze wszystkich stron. Komisja Wenecka miała dać nam specyficzny glejt do działań pacyfikujących obecny TK. Mój "Bobas" przygotował mundurową oprawę tegoż uroczystego przejęcia. Wcześniej w sieć poszła wiadomość, że szykowany był zamach na mnie i na moich ludzi. Kochany W. Putin też coś dorzucił ostrzeliwując Ukrainę blisko granicy z  Polską i to tak, żeby można było wprawić Polaczków w poczucie strachu i oblężenia. Aferki trochę zbyt pedofilsko-zoofilsko frywolnych i o "lepkich rączkach" towarzyszy skutecznie leżą sobie teraz pod dywanem i ani myślą spod niego wypełzać. Pieniążki z KPO przyszły i też już są rozdane. Towarzysze chyba się cieszą bo mają wymarzone jachty, swoje kluby swingersów czy kasę na inne swoje fanaberie. Nawet mojemu "Leninkowi" kapnąłem 400 tysięcy dla jego żony - a co? Niech też się cieszy - wszak dałem mu "drugą osobę w państwie" i coś mu się należy za fatygę. Trochę szkoda, że nie chce poddać się procedurze sprawdzającej przez ABW, no ale jak prawnie +nie musi, to nie musi. "Bobasa" trochę musiałem przystopować, bo już za dużo tego alkoholu wokół niego. Ja też sobie lubię golnąć, ale wtedy raczej trzeba się schować w szpitalnym "pokoju odtrucia" u młokosa w Szpitalu Południowym a nie wychodzić do ludzi i gadać z pogłosem. Krajanie z Niemiec też się chyba cieszą, bo dałem im SAFE i to tak sprytnie, że całą ewentualną odpowiedzialność będą ponosili wespół-zespół Kosiniak z Kamyszem - o pardon... jeszcze z Andrzejkiem, któremu w nagrodę dałem funkcję wiceprzewodniczącego KO. Może to i mało, ale i tak niech się cieszy - wszak zdobył tylko niespełna 7 tysięcy głosów w wyborach a ja dajmy na to prawie 550 tysięcy! Dziś jest już pełną gębą rządowym finansistą i ekspertem od gospodarki. Czy kiedykolwiek o tym marzył? A ja nieraz lubię spełniać marzenia. Fakt... trochę szkoda Rafcia, który miał być prezydentem, ale z tej klęski też trzeba umieć wyjść z twarzą, bo w końcu urząd prezydencki w ogóle jest nam niepotrzebny. W Krakowie trzeba przewietrzyć, żeby znów jakaś tam niespodzianka nam nie wpadła. Koniu "Romek" cały czas ze skutkiem zagania do liczenia głosów nasze stadko baranów z "silnych razem". No i tylko ten TK, NBP i na koniec porąbany "Alfons" wraz z tymi "wolnymi" Polaczkami, którzy chyba nigdy już się nie zmienią i którym nie wolno ufać ani na jotę. To nieprzewidywalny katolicki motłoch. Szkoda, że Otto von Bismarck po mojemu, po prusacku nie dokończył swojego Kulturkampf. Ileż wtedy mniej by było problemów w mojej Europie, moim Berlinie, mojej Brukseli. Na dzisiejszą rocznicę miał być gotowy TK a później już by poszło gładko... "Bobas" zawalił sprawę, bo nawet jego mundurowa świta w części zdezerterowała. Nawet mój ogier Berek nie dał rady z dryblasem z TK a zapewniał, że spokojnie go pokona. Porąbany "Alfons" został w kraju a miało go przecież nie być i droga do jego Pałacu miała stać otworem jak onegdaj za czasów prezia Dudy. Teraz i na wojsko też nie ma co liczyć. Gdzież ta karność i posłuch z czasów Jaruzela, no gdzie? Nikomu już nie można ufać! Trzeba czystek, tak - trzeba do cholery zrobić czystki i niemiecki porządek z tymi niesfornymi Polaczkami! Tylko kto zrobi jeszcze porządek z tym złotowłosym Trumpem i na koniec z porąbanym "Alfonsem"...?

Nagle... otworzyłem oczy i ze zgrozą przejrzałem się w lustrze. To był już kolejny raz ogromny wstrząs poznawczy: wszak nie jestem D. Tuskiem!



[0] Nazwa "Złoty Premier" w odniesieniu do Premiera D. Tuska nawiązuje do nazywania Kanclerz A. Merkel "Złota Pani" stosowanym przez publicystę S. Michalkiewicza, 
[1] Całość tegoż wersetu stanowi parafrazę fragmentu wiersza A. Mickiewicza pt. "Niepewność", który został muzycznie spopularyzowany przez piosenkę M. Grechuty pod tym samym tytułem,
[2] Platoniczne uczucie – głęboka sympatia, przywiązanie i emocjonalna bliskość wobec drugiej osoby, bez wymiaru seksualnego, często również bez oczekiwania na związek romantyczny. Może obejmować zachwyt, troskę, tęsknotę i poczucie szczególnej więzi, ale pozostaje przede wszystkim w sferze emocjonalnej, duchowej lub intelektualnej,
[3] Parafraza cytatu z Ewangelii według św. Jana 1,14. Nie waham się użyć tego biblijnego zwrotu, bom wszak już nie żyję w grzechu z moją żoną. Tak już jest od momentu kiedy pojąłem moją miłość za żonę na ślubie w obrządku rzymskokatolickim, który miał miejsce w 2005 roku i 27 lat po ślubie cywilnym. Trochę późno, ale cóż było robić przed wyborami prezydenckimi w kraju katolickim? No co?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

środa, 14 października 2026

Skandal! Komisja Wenecka ingeruje w polski proces wyboru sędziów do TK!

W piątek Komisja Wenecka przyjęła rekomendację w sprawie przepisów regulujących kompetencje prezydenta RP w zakresie odbierania ślubowań od sędziów Trybunału Konstytucyjnego oraz innych powołań. Opinia pozostawała tajna do czasu jej oficjalnego opublikowania - aż do wczoraj [1].

Opinia Komisji Weneckiej dotyczy wieloletniego sporu wokół procedury powoływania i zaprzysięgania sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jej kluczowe tezy sprowadzają się do następujących punktów:

1. Brak prawa weta i kontroli po stronie Prezydenta. Zgodnie ze stanowiskiem Komisji, Prezydent RP nie ma kompetencji do kontrolowania ani weryfikowania procedury wyboru sędziów TK dokonanego przez Sejm. Rola głowy państwa przy odbieraniu ślubowania ma charakter wykonawczy i urzędowy (związany), a nie uznaniowy czy dyskrecjonalny. Prezydent nie może zatem odmawiać odebrania ślubowania ani przewlekać tej czynności.

2. Możliwość ślubowania bez fizycznej obecności Prezydenta. W sytuacji, gdy Prezydent bezpodstawnie odmawia lub opóźnia odebranie ślubowania i blokuje objęcie funkcji przez sędziego, dopuszczalne jest złożenie ślubowania bez jego fizycznego udziału. Warunkiem jest zachowanie formy prawnej (np. złożenie oświadczenia na piśmie, odpowiednie poświadczenie procedury i formalne doręczenie go Prezydentowi). Ma to zapobiegać paraliżowi konstytucyjnego organu.

W praktyce więc opinia stanowi uzasadnienie i wsparcie dla działań większości parlamentarnej, rządu D. Tuska i Marszałka Sejmu W. Czarzastego. Jest ona istotna w odniesieniu do sędziów wybranych przez Sejm, od których prezydent dotychczas nie odebrał ślubowania, np. w sprawie Macieja Berka czy wcześniejszych zaprzysiężeń w Sali Kolumnowej w obecności Marszałka Sejmu.

Jest to skandaliczna rekomendacja jawnie wkraczająca w zakres kompetencji polskiego wymiaru sprawiedliwości, w co nie może wkraczać UE. 

I choć jest to tylko niewiążąca prawnie w Polsce rekomendacja Rady Europy a nie wiążące prawnie  to jawnie opowiada się po jednej ze stron wewnętrznego politycznego sporu wokół wyboru sędziów TK – oczywiście po stronie rządu D. Tuska i Marszałka Sejmu W. Czarzastego a nie po stronie Prezydenta RP K. Nawrockiego. 

Takie działanie Komisji Weneckiej może w przyszłości grozić w Polsce prawnym dualizmem i już kompletnym paraliżem polskiego wymiaru sprawiedliwości! Czy o to chodzi urzędnikom/biurokratom Komisji Weneckiej? Czy o to chodzi unijnym, polskim podżegaczom walki z prezydentem K. Nawrockim? A przy okazji też, niestety, ma chyba służyć do kolejnego etapu ograniczania niepodległości, suwerenności i wolności Polski jako wolnego, suwerennego i niepodległego państwa europejskiego. 

Jak więc widać peowska i lewacka wizja walki z Polską "ulicą i zagranicą" obowiązuje dalej, choć już jest z oczywistych względów pozbawiona członu "ulicy". Tym niemniej w UE może być jeszcze nadzwyczaj skuteczna, szczególnie działając przeciw K. Nawrockiemu i jego prezydenturze a obszar dotyczący TK i wyboru sędziów do jego gremium nadaje się do tej walki z Polską idealnie.

Myśląc życzeniowo to - wedle mnie - są to już "ostatnie podrygi konającej ostrygi", czyli "ostatnie podrygi tonącego okrętu" jakim jest współczesny model UE. Tyle tylko, że na koniec będziemy oglądać rozpaczliwe próby uratowania "czego się da" przez unijne elity chcące dalej być wyrocznią ws. Europy i jej kierunku rozwoju. Proces oddania przez nich władzy może niestety być "drogą przez mękę" a szkoda...

Co dalej?

Już teraz są pierwsze efekty opinii Komisji Weneckiej. M. Berek już dziś rano ma złożyć "pseudoślubowanie" przed Marszałkiem Sejmu, choć opinia Komisji Weneckiej w żaden sposób nie ma prawnego wpływu na polski wymiar sprawiedliwości, w tym na proces wyboru sędziów do TK. Sama publikacja niniejszego felietonu z pewnością nastąpi już po tym niby zaprzysiężeniu. 

Oj... jak się "chłopcy" śpieszą, by zawczasu postawić Polskę przed "faktem dokonanym" i zarazem narzucić swoją narrację w sprawie politycznej dyskusji nad wspomnianą rekomendacją Komisji Weneckiej.  

Trzeba jednak powiedzieć, że opinia ta może mocno wpłynąć na prawnie wiążące, czyli - jak już wspomniałem - treści hipotetycznych rozporządzeń UE, postanowień TSUE czy wyroków ETPCz. 

Ale do tego jeszcze daleka droga i można domniemywać, że cała sprawa zakończy się tylko na tym etapie, bo UE też ma ograniczone możliwości wpływania na ustrój prawny w Polsce. Trzeba bowiem wiedzieć, że Komisja Wenecka może jedynie rekomendować, lecz niczego nie może nakazać, natomiast np. TSUE może wiążąco orzekać, lecz tylko wtedy, gdy sprawa wyboru lub statusu sędziego TK realnie wchodzi w zakres prawa UE. Sam polityczno-konstytucyjny spór o ślubowanie sędziego wybranego przez Sejm pozostaje przede wszystkim sprawą polskiego prawa konstytucyjnego.

Mówiąc najkrócej. Sam wybór sędziów TK oraz procedura uchwały Sejmu i ślubowania przed Prezydentem to co do zasady materia ustrojowa regulowana polską Konstytucją i ustawami, więc nie jest automatycznie sprawą dla TSUE. Trybunał TSUE nie może projektować polskiego TK, wybierać jego sędziów, unieważniać uchwał Sejmu ani przejąć funkcji polskiego organu konstytucyjnego, jakim jest np. Prezydent RP K. Nawrocki.

TSUE może jednak pośrednio ocenić krajowe reguły lub praktykę dotyczącą TK, jeżeli wykazany zostanie rzeczywisty związek z prawem UE. Taki związek mógłby wystąpić, gdy sposób obsadzenia TK:

– pozbawiałby jednostkę skutecznej ochrony praw wynikających z prawa UE,
– utrudniałby polskim sądom stosowanie prawa UE lub wykonywanie wyroków TSUE,
– byłby elementem działania państwa naruszającego wymóg skutecznej ochrony sądowej z art. 19 ust. 1 TUE,
– wpływałby na sprawy objęte Kartą praw podstawowych UE, która wiąże państwa tylko wtedy, gdy „stosują prawo Unii”.

W takim wypadku TSUE nie rozstrzygałby „kto ma być sędzią TK” na gruncie polskiej Konstytucji. Mógłby natomiast stwierdzić, że Polska — przez określoną regulację albo praktykę — narusza obowiązki unijne, a państwo musiałoby usunąć naruszenie. Z perspektywy bowiem prawa UE nie można usprawiedliwić niewykonania obowiązku unijnego krajowym wyrokiem czy normą konstytucyjną. TSUE powołuje się w takich przypadkach na:

– art. 19 ust. 1 Traktatu o UE, który wymaga, by państwa zapewniały skuteczną ochronę sądową w dziedzinach objętych prawem UE,
– art. 47 Karty praw podstawowych UE, który chroni prawo do skutecznego środka prawnego i do niezależnego, bezstronnego sądu — gdy sprawa mieści się w zakresie prawa UE.

Ogólnie, w spawie ostatnich wyroków TSUE, Polska ma raczej negatywne skojarzenia jak np. rozgardiasz wokół kopalni Turów. W sprawie Turowa nie było końcowego „wyroku nakazującego zamknąć kopalnię”, lecz tymczasowe postanowienie zabezpieczające TSUE. 21 maja 2021 r., na wniosek Czech w sporze przeciw Polsce, wiceprezes TSUE nakazał Polsce natychmiast wstrzymać wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów na czas rozpoznawania sprawy. Chodziło o ryzyko szkód środowiskowych i dla zaopatrzenia mieszkańców pogranicza w wodę, związane z oddziaływaniem kopalni na terytorium Czech. Polska nakazu nie wykonała, argumentując m.in., że nagłe zatrzymanie wydobycia grozi bezpieczeństwu energetycznemu i destabilizacją działania elektrowni Turów. 20 września 2021 r. TSUE nałożył więc na Polskę okresową karę EUR 500 tys. dziennie, naliczaną do czasu wykonania zabezpieczenia. Spór zakończył się polityczno-międzypaństwowo: 3 lutego 2022 r. Polska i Czechy zawarły ugodę, a Czechy wycofały skargę. 4 lutego 2022 r. sprawę usunięto z rejestru TSUE; od tego dnia kara przestała być naliczana, a kopalnia nie została zamknięta.

Jak widać można nie wykonywać wyroków TSUE i doprowadzić do zwycięstwa polskiego interesu narodowego. Trzeba jednak od razu być świadomym, że wtedy czekają nas kary finansowe, które możemy skutecznie rekompensować poprzez np. zmniejszenie polskiej składki do UE. A nie jestem przekonany czy UE zechce za wszelką cenę dalej chronić układ rządzący obecnie Polską – dotyczy to też sporu o sędziów do polskiego TK. 

Podsumowując. 

Rekomendacja Komisji Weneckiej nie ma żadnej mocy prawnej w Polsce, natomiast w sensie politycznym i międzynarodowym może mieć bardzo duże znaczenie.

Może np. stanowić punkt odniesienia dla TSUE i ETPCz. Choć opinie Komisji Weneckiej nie są wiążące, międzynarodowe trybunały (ETPCz w Strasburgu oraz TSUE w Luksemburgu) regularnie powołują się na nie jako na autorytatywne źródło wykładni europejskich standardów praworządności.

Może też być ważnym argument w sporze wewnętrznym. Stanowisko to daje silny mandat prawno-porównawczy rządowi i większości sejmowej do uznawania sędziów, którzy złożyli ślubowanie alternatywną drogą, podczas gdy otoczenie Prezydenta może je odrzucać, wskazując na prymat literalnego brzmienia krajowych przepisów i brak wiążącego charakteru opinii międzynarodowych ciał doradczych.

Tak czy inaczej czeka nas rok zaostrzającej się walki politycznej rządu i większości parlamentarnej z Prezydentem RP, jego otoczeniem i grubo ponad połową Polaków. Przemysł pogardy wobec Prezydenta dopiero się zaczyna i pewnie będzie jeszcze intensywniejszy niż w przypadku ś.p. Lecha Kaczyńskiego. D. Tusk walczy bowiem o "polityczne życie" a nie życie z widokiem "zza więziennych krat". Podobnie jest w przypadku całej KO i lewackiej elity spod znaku Marszałka Sejmu. 

P.S. 

Z ostatniej chwili. M. Berek i pozostali "zaprzysiężeni inaczej" sędziowie próbują dostać się do TK. Następuje siłowe przejęcie TK przez ekipę D. Tuska. Rzecz dzieje się teraz i należy ją bacznie obserwować oraz zadać sobie pytanie: – Kto i kiedy tak walczył z polskim narodem?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 6 października 2026

Czy Premier RP już nam ostatecznie zwariował? (Część I - Raport CIA)

Zastanawiałem się czy w ogóle poruszać temat ewentualnego zwariowania Premiera Donalda Tuska, bo nie jestem ani psychologiem, ani tym bardziej psychiatrą więc moje oceny psychiki oraz zachowań innych są jedynie subiektywne a ich konkluzje wynikają m.in. z osobistych doświadczeń zawodowych, posiadanej wiedzy ogólnej i marketingowej (psychologia ogólna – w tym psychologia zachowań konsumenckich, statystyka i inżynieria społeczna, NLP) oraz informacji, wypowiedzi innych i obserwacji dziejącej się rzeczywistości. Można mi tym bardziej zarzucić pewnego rodzaju tworzenie scenariusza oraz reżyserię filmu czy też konstrukcji i istoty tekstu z gatunku tzw. "teorii spiskowej", bowiem w większości traktuję moje słowa jedynie w kategorii "political fiction", satyry i szyderczego sarkazmu.

Śpieszę też wyjaśnić, że używane nieraz w tekście określenia oznaczają: 
– szyderczy sarkazm - werbalny lub niewerbalny przekaz, który jest przesadnie piękny i wyszukany, a jednocześnie ironiczny i szyderczy wobec danej osoby lub grupy osób, 
– egocentroizm - moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu,  
– megalomitomania - patologiczne zaburzenie psychiczne charakteryzujące się jednoczesnym występowaniem przesadnego poczucia własnej wielkości (megalomanii) oraz kompulsywnej skłonności do zmyślania i tworzenia fałszywych historii (mitomanii), które służą podtrzymaniu wyolbrzymionego obrazu własnej osoby, 
– obsesyjna nienawiść - silne, uporczywe i nawracające uczucie wrogości, które zajmuje umysł osoby przez długi czas, często prowadząc do obsesyjnego myślenia o zemście lub krzywdzie. Osoba z obsesyjną nienawiścią może nieustannie rozmyślać o doznanych urazach i planować odwet, nawet jeśli minęły lata od zdarzenia. Jest często podstawą patologicznej mściwości i może być elementem różnych zaburzeń psychicznych, takich jak zaburzenia osobowości (np. paranoidalne, obsesyjno-kompulsyjne) lub zaburzenia afektywne,
– psychologiczna projekcja – świadomy lub podświadomy mechanizm obronny, który polega na przypisywaniu innym ludziom własnych akceptowanych bądź nieakceptowanych myśli, emocji, pragnień, wad lub motywacji. 

Oczywiście żadne z wymienionych określeń nie odnosi się bezpośrednio do zachowań Czcigodnego i Ukochanego Przywódcy, polskiego premiera Tuska Donalda, a wszelkie podobieństwa w tym zakresie są przypadkowe i niezamierzone.

Mówiąc w bardziej zrozumiałym, dla niektórych nawet chyba ojczystym, języku oznacza to wg. tłumacza Google mniej więcej to: 

Für Deutschland – "Dla Niemiec" – (zwrot dodany do tekstu na pamiątkę słynnego aktu służebnie pochwalnego wobec Niemiec i Niemców wygłoszonego onegdaj przez D. Tuska):


Natürlich trifft keine der genannten Bezeichnungen direkt auf das Verhalten des verehrten und geliebten Führers, des polnischen Premierministers Donald Tusk, zu, und jegliche Ähnlichkeiten in diesem Bereich sind zufällig und unbeabsichtigt. 

Tekst podzieliłem na części, które nie są merytorycznie chronologiczne a moim subiektywnym zdaniem są co najmniej ważne, czyli tak naprawdę kolejność części jest merytorycznie nieistotna. No chyba, że po ich lekturze można będzie wyodrębnić zależności przyczynowo - skutkowe określonych postaw i zachowań naszego Gorącego Słońca Peru. 

Ogólnie zaś muszę stwierdzić, że napisanie tego tekstu rodziło się w "bólach tworzenia" i jak dla mnie trwało zbyt długo, oj... za długo. Wynikało to przede wszystkim z tego, iż – chyba po raz pierwszy w historii mojego blogowania (od 2008 roku) i pomimo tego, że tekst ma charakter szyderczego sarkazmu i satyry  – musiałem zmierzyć się z koniecznością autocenzury. Jej podstawą było zachowanie tzw. "ostrożności procesowej", która jest niezbędna w totalitarnym lub quasi totalitarnym państwie i w okolicznościach braku lub ograniczenia wolności słowa, czyli cenzury politycznej i ideologicznej, w tym mającej nawet charakter prewencyjnej. 

Było to dla mnie nowe doświadczenie i teraz rozumiem ile pracy musieli włożyć w swój przekaz opozycyjni artyści, naukowcy, dziennikarze, etc. w okresie zamordyzmu i szalejącej cenzury czasów komuny. Tyle tylko, że wtedy było jasne gdzie jest "zło" i jak ono (nawet prawnie - uchwalona 31 lipca 1981 roku przez Sejm PRL ustawa o kontroli publikacji i widowisk) wygląda. Teraz rządzący mogą dowolnie uznać, kto jest ich wrogiem i kogo należy  prześladować lub w określony sposób zniszczyć. A opozycyjni twórcy a nawet zwykli ludzie zaczęli się po prostu bać systemu i nagminnie już stosują autocenzurę i autocenzurę prewencyjną. 

--------------------------------------------------

No, ale starczy już tego przydługiego, ale dla mnie koniecznego wstępu i skupmy się na pewnym znamiennym fakcie.   

Otóż stało się coś nieprawdopodobnego w dużym państwie europejskim, które chce uważać się za poważne. 

Oto na oczach kamer, mikrofonów i ludzi, którzy podobno umieją czytać, dokonano publicznej prezentacji wniosków z chyba tajnego i "dość precyzyjnego" raportu CIA, który miał otrzymać od szefa tej agencji Johna Ratcliffa nasz Ukochany Premier Donald Tusk. Dokonał tego z pełną powagą. Słowami z dokumentu, którego jak się okazało... najprawdopodobniej nigdy nie było. 

Nie było żadnej teczki. Nie było stron. Nie było numeru, daty, pieczęci, parafki ani nawet tej żałosnej kserokopii, którą u nas zwykło się nazywać oryginałem, bo oryginał „jest w sejfie Kancelarii Premiera”. Był człowiek, nawet Premier RP. Były kamery i mikrofony. Była powaga tak gęsta, że można było nią kroić powietrze. I był głos, który przez dłuższy czas prezentował to, czego najpewniej nigdy nie sporządzono. A przed nim siedziało lub stało grono osób w polskim Sejmie oraz m.in. podczas spotkania z szefami rządów państw Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie.

"Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach i tak, jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy. Należy spodziewać się różnych scenariuszy i Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE" - stwierdził był nasz Czcigodny Premier [1]. 

Zresztą zobaczcie i usłyszcie to (razem z komentarzem) na własne oczy i uszy...


Na takie dictum odpowiedział prezydencki minister Marcin Przydacz: "Nie było żadnego »tajnego raportu CIA« na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?" [2].

Do narastających wątpliwości odniósł się też Tomasz Siemoniak, przedstawiając kulisy przekazania informacji ze stolicy USA. Jak wyjaśnił, natychmiast po rozmowie przeprowadzonej w Waszyngtonie z szefem amerykańskiej agencji wywiadowczej przekazał szefowi rządu kluczowe ustalenia: "Przekazałem je premierowi nie w postaci pisemnego raportu, po prostu można to nazwać ustnym raportem" – sprecyzował Tomasz Siemoniak. Dodatkowo poinformował, że te same, precyzyjne informacje niezwłocznie po paru dniach trafiły również do Prezydenta RP [3].

Pozwolą Państwo, że opiszę rzecz po kolei, gwoli ścisłości, skoro ścisłości właśnie nam odmówiono.

Najpierw ustami  polskiego premiera powiedziano, że dokument istnieje. Potem, że w sumie jego treść jest co do zasady raczej utajniona, więc nie może być pokazana. Potem, że "raport - niewidka" został już pokazany — właśnie teraz, ustnie — i że kto nie słuchał, ten nie czytał. Na koniec "między wierszami" dodawano, że wątpliwości co do istnienia dokumentu są nawet atakiem na powagę państwa i jego bezpieczeństwo. I fanatyczni zwolennicy KO czy lewacko-demoliberalne elity unijne kiwali z wielką powagą głowami, jakby kiwanie było formą lektury.

Nie wiem, kto i dlaczego uznał, że werbalny zwrot „przedstawiam” zastępuje papier. Nie wiem, kto i dlaczego nauczył część dziennikarzy z nabożeństwem zapisywać "wyplute z gardła" przez D. Tuska treści, których – z dużą dozą prawdopodobieństwa graniczącego z pewnością  – nikt nigdy nie napisał. 

Ale wiem jedno. Od tej chwili dokument nieistniejący ma już swój żywot publiczny, bogatszy niż niejeden dokument istniejący. Ma interpretacje. Ma obrońców. Ma krytyków, którzy spierają się o nieistniejący przecinek. Ma ludzi, którzy nawet „czytali go w całości”, choć całość składa się z kilku zdań wypowiedzianych do mikrofonu: że dokument (w kontekście rosyjskiego imperializmu) jest bardzo ważny dla polskiego i europejskiego bezpieczeństwa. 

Prezentujący części raportu nasz Ukochany Premier D. Tusk był nad wyraz poważny, jakby faktycznie wierzył w istnienie tego raportu. 

A może on rzeczywiście w to wierzył, może też sam go wymyślił albo miał jakieś urojenia lub słyszał głosy czytające mu jego treść? Mogło być też tak, że zrobił to na rozkaz jego mocodawców z Berlina albo też najzwyczajniej z własnej potrzeby, bo po prostu jest "patologicznym kłamcą" i kłamiąc odczuwa specyficzną formę jakiejś chorej ekscytacji i satysfakcji? Albo też zrobił to bardzo cynicznie licząc na wywołanie w Polakach psychozy strachu przed ewentualną agresją i wojną z Rosją? Może też skierował te słowa do debilnej części swojego fanatycznego elektoratu, który bezgranicznie i bezrefleksyjnie uwierzy w każdą wypowiedzianą przez niego bzdurę? A może jest to pośredni wyraz jego nieskrępowanej i widocznej już niemal obsesji na punkcie Prezydenta Karola Nawrockiego, którego podziwia a jednocześnie zazdrości mu wszystkiego tak mocno, że aż go we wszystkim nienawidzi?

No i poniżej mamy "wariację" sztucznej inteligencji na temat wspomnianej obsesji:

    Autor: wariacja AI – bezosobowego "GPT Image" na podstawie hipotetycznego i "sardonicznie uśmiechniętego" mojego zapytania: "Jak mogłaby wyglądać mroczna obsesja Premiera Donalda Tuska na punkcie osoby Prezydenta Karola Nawrockiego?"

Każdy z tych w/w powodów jest możliwy i każdy z nich można by było omówić w osobnym felietonie albo  też zanalizować je wszystkie by wykazać, że przyczyną zachowania Premiera jest tak naprawdę ich "mix", czyli  ich współzależny zespół. I rzeczą najważniejszą jest określenie wewnętrznej struktury ich stopnia wpływu na decyzje i zachowania naszego Słońca Peru. Niemniej każdy z nich jest co najmniej niebezpieczny dla Polski i Polaków, bo przecież dotyczy osoby samego Premiera Polski a Polska nie zasługuje na premiera być może: nierównoważnego psychicznie, z ewentualnym kompleksem niższości lub też możliwego patologicznego kłamcę i zawistnika. 

No bo jak określić osobę, która "ciągle się wścieka", opowiada o nieistniejących w rzeczywistości faktach, bywa patologicznym kłamcą i cynicznym hipokrytą z silnie zakorzenionym "mechanizmem wyparcia", u której często widać wybujałe ego a jednocześnie jakiś nieokreślony "kompleks niższości" czy też charakteryzującą się  nad wyraz rozwiniętą i w sumie infantylną potrzebą posiadania władzy i oceniającą innych "podług własnej miary"? A dodatkowo wyczuwa się u niej brak empatii lub ta empatia jest raczej udawana.

Czy jest ona egocentroikiem, megalomitomanem a może już osobą niemal chorą psychicznie projektującą swoje wyobrażenia o innych na podstawie wyobrażeń o własnej osobie? Nie mnie to rozstrzygać – są od tego różni specjaliści. Ja tylko subiektywnie i w "krzywym zwierciadle"* opisuję to co widzę i jak to  – być może całkowicie błędnie – odbieram i interpretuję. A szczerze... to chciałbym w tym temacie być naprawdę  w "mylnym błędzie".

Człowiek naiwny (dla przykładu jakiś dziennikarz), a więc dziś niemal wywrotowiec — mógłby zapytać, czy może dostać egzemplarz omawianego raportu. Odpowiedź na to niemal zawsze jest jedna i wypowiadana z wyrzutem, że egzemplarz właśnie został przekazany publicznie. Ustnie. I że domaganie się papieru jest niepoważne, bo papier można sfałszować, a powagi nie. Na to nie ma już odpowiedzi, bo odpowiedź wymagałaby dokumentu, a dokumentu nie ma, więc zamyka się jakąkolwiek dyskusję w imię dokumentu.

I tu dochodzimy do rzeczy, która powinna każdego normalnego człowieka zadziwić, postawić na nogi i skłonić do poważnej refleksji.

Skoro dokumentu nie ma, to nie ma też tego, co dokument rzekomo przedstawia, nakazuje lub przed czym przestrzega. Nie ma więc podstawy, aby stanowił podstawę wyciągania na jego podstawie jakichkolwiek wniosków, bo przecież dokumentu po prostu nie ma a jest tylko przekaz ustny. I na jakiej podstawie ten ustny przekaz premiera powstał? Na podstawie dokumentu, którego nie ma? Istny "misz masz", jakieś koło absurdu i hipokryzji, które zamknęło się tak szczelnie, że prawda nie ma już którędy wejść ani wyjść.

Mówiąc kolokwialnie: pokazano nam pustkę i kazano jej bić brawo.

Najpierw było zdanie. Potem stało się cytatem. Cytat stał się źródłem. Źródło stało się dokumentem. Dokument stał się podstawą tworzenia atmosfery strachu. A kiedy ktoś już pyta o papier, to słyszy, że jest ignorantem, bo „wszyscy już to słyszeli”. Wszyscy. Czyli nikt nie musi już sprawdzać. Sprawdzanie bowiem byłoby brakiem zaufania do wszystkich i atakiem na bezpieczeństwo państwa, a brak takiego zaufania jest dziś jedynym przestępstwem, które nie wymaga dokumentu.

Pozostawiam w próżni pytanie, które i tak ciśnie się na usta: jeżeli dokument nie istnieje, to co właściwie zostało zaprezentowane z taką drgającą powagą?

Odpowiedź jest prosta i dlatego nie padnie na żadnej konferencji prasowej. Zaprezentowano naszą gotowość, żeby uwierzyć. Nic więcej. Ani strony, ani podpisu, ani treści. Tylko gotowość. I ta gotowość — to trzeba powiedzieć z całą szyderczą powagą, na jaką stać felieton — była jedynym załącznikiem, jaki tego dnia naprawdę wniesiono na salę.

A na koniec opowiem Państwu, co mi się śniło...

...Była sala. Duża, urzędowa, z wodą w karafkach, których nikt nie pije, bo picie wyglądałoby na lekceważenie powagi. Na stole leżała teczka. Gruba. Z napisem „DOKUMENT”. Prezentujący otworzył ją z namaszczeniem, z jakim otwiera się rzeczy ostateczne. W środku nie było kartek. Było lustro. I każdy, kto zajrzał, zobaczył nie treść, tylko własną minę, już zgodną, już kiwającą, już cytującą artykuł, którego nie ma. A im dłużej patrzył, tym bardziej był pewien, że właśnie przeczytał. I zaczął poprawiać innych: że w podkreślonym i omawianych akapicie raportu jest inaczej, że załącznik mówi wprost, że kto nie widzi, ten nie chce widzieć. A lustro milczało. Lustro zawsze milczy. To ludzie dopisują mu głos. I ten głos był coraz pewniejszy, i coraz bardziej oburzony, i coraz głośniej żądał postępowania  prokuratorskiego wobec wszystkich, którzy śmią twierdzić, że w teczce nic nie ma... aż się przebudziłem.

Oj, jak to dobrze, że to był tylko sen...

Tylko że przemówienie premiera nie było snem. Było całkiem realne. Z mikrofonem. Z powagą. Z dokumentem, którego nie było. I z nami, którzyśmy już prawie zaczęli go cytować.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... a jeżeli już musisz zostawić jakiś dokument, zostaw taki, który da się wziąć do ręki...

Koniec części I. Niedługo będą kolejne. A może Państwo mają jakieś propozycje zachowań premiera, którymi warto się sarkastycznie przyjrzeć? Bo dziś chyba już tylko satyra nam pozostaje, zupełnie jak za czasów komuny...

[2] Tamże
*„w krzywym zwierciadle” – związek frazeologiczny, który oznacza przedstawianie rzeczywistości w sposób celowo zniekształcony, przesadzony i karykaturalny, zazwyczaj po to, aby coś wyśmiać, skrytykować lub obnażyć czyjeś wady. W literaturze, filmie i publicystyce zwrot ten oznacza zastosowanie satyry, parodii lub groteski. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com