sobota, 16 listopada 2019

Czy jestem rozczarowany?

Chyba wszyscy moi czytelnicy dokładnie wiedzą jakie mam poglądy i kogo od niepamiętnych czasów zawsze popierałem. Przez wielu nawet zostałem okrzyczany fanatycznym "pisiorem", choć osobiście zawsze podkreślałem, że realnie na dziś nie ma żadnej innej alternatywy dla Polski i Polaków, i to mimo tego, iż można mieć do tej partii lub koalicji Zjednoczonej Prawicy wiele zastrzeżeń. Wielokrotnie o tym pisałem...

Najgorszym dla Polski scenariuszem byłoby przejęcie władzy przez totalną opozycję, bowiem groziłoby to utratą suwerenności i niepodległości Polski jako jednolitego państwa oraz pozwoliłoby na powrót do władzy aferzystów i ludzi skupionych na własnych korzyściach i zdradzie targowickiej.

Podobnie tragiczną byłaby przegrana prezydenta A. Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Taka przegrana doprowadziłaby do marazmu decyzyjnego władz wykonawczych, gdzie totalny, większościowy senat wsparty totalnym prezydentem zahamowałby wszelkie reformy w Polsce a nawet doprowadziłby do wcześniejszych wyborów do parlamentu. Wtedy zaś już wcale nie jest pewne, że PiS (ZP) uzyskałoby wynik dający mu możliwość samodzielnych rządów.

Właśnie takie podejście do polskiej polityki predestynuje mnie do wypowiedzi, które są namiastką krytyki obecnie rządzących, choć nie ukrywam, że są to na razie emocjonalne i być może w wielu aspektach przedwczesne konkluzje, ale nie mam zamiaru milczeć, gdy coś mi się nie podoba.

A takich wątpliwości mam wiele i teraz chciałbym się skupić na nich a nie na pozytywach rządzenia przez ostatnie cztery lata, które moim zdaniem przewyższają negatywy, ale w takiej sytuacji krytyka może tylko dać jakiś mały przyczynek do korekty przez PiS dotychczasowego modelu rządzenia. 

Po pierwsze.

Przez cztery lata nie dokonano gruntownych przedsięwzięć w obszarze zdekomunizowania i zlustrowania osób publicznych w Polsce. Efektem tego jest ponowne wkroczenie na salony parlamentarne lewicy z SLD połączone ze skrajną lewicą. Ci ludzie nigdy nie powinny dostąpić takich zaszczytów i gdyby był wprowadzony w Polsce program PiS-u pod nazwą CELA+ najprawdopodobniej taki powrót lewicy byłby niemożliwy.

Niepokoję się też o bieżące decyzje PiSu, które dotyczą wyborów składu poszczególnych nowych komisji sejmowych, gdzie lewica zyskuje niewspółmiernie dużo w porównaniu do wyniku wyborów. Niepokoję się tym, że za posłami lewicy głosują też członkowie PiS (ZP) jak to było m.in. w przypadku komisji ds. rodziny i polityki społecznej, gdzie przewodniczącą została właśnie przedstawicielka lewicy. Boję się stwierdzenia, że PiS wchodzi w koalicję z SLD, ale realnie tak to wygląda, przynajmniej w tym obszarze. Podobno też może zdarzyć się sytuacja, że SLD poprze ustawę PiS-u o likwidacji 30-krotności składek ZUS dla najbogatszych a sprzeciw wobec niej już zapowiedzieli koalicjanci PiS-u w postaci Porozumienia J. Gowina. Czy już możemy mówić o rozpadzie ZP? Może nie a może jednak tak... Nie wiemy, ale mam nadzieję, że nie.

Podobnie zabrakło programu CELA+ dla ludzi odpowiedzialnych za afery PO-PSL i wcześniejszych ekip. Czy ktoś z nich ogląda dziś świat zza krat? A afer tych było tysiące: od hazardowej, Amber Gold aż po aferę stoczniową. Dlaczego nie pociągnięto ich do odpowiedzialności karnej a dziś Ci ludzie "śmieją się nam w głos"? Można mieć wrażanie, że jednak w jakiś sposób dalej obowiązuje zasada Okrągłego Stołu: "my nie ruszamy waszych a wy nie ruszacie naszych". Również mam nadzieję, że to nie jest prawda.

Po drugie (trochę związane z pierwszym).

Nie zrealizowano przez ten czas wielu zapowiedzi przedwyborczych deklarowanych przez PiS. Owszem, większość wprowadzono w życie, ale dotyczyły one przede wszystkim wsparcia socjalnego dla Polaków w postaci: 500+, wyprawka+, mieszkanie+, darmowe leki dla seniorów, obniżka składek ZUS dla małych przedsiębiorców i likwidacja składek dla młodych ludzi do 26 roku życia, obniżka CIT, pomoc dla niepełnosprawnych, wzrost płacy minimalnej i stawki godzinowej, obniżenie wieku emerytalnego, emerytura+ i wiele innych. Za pozytyw poza socjalny można też uznać większą ściągalność podatków, w tym VAT oraz prowadzenie działań zmierzających do wyrównanego deficytu budżetowego a także zwiększenie poziomu centralnych inwestycji infrastrukturalnych i rentowności przedsiębiorstw państwowych wraz z promocją nowych technologii na uczelniach i w biznesie.

Natomiast nie dokonano gruntownych zmian strukturalnych i wizerunkowych. Gruntowna reforma sądownictwa "dzięki" wetom prezydenta stanęła w miejscu. Nie powrócono też do pomysłu uwolnienia zawodów prawniczych. Nie ujawniono Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI, nie uchylono sławetnej ustawy 1066 dotyczącej tzw. "bratniej pomocy", podpisano CETA, nie wprowadzono jednak podatku obrotowego dla sieci handlowych, pomoc dla frankowiczów skończyła się na werbalnych zapowiedziach, nie zmniejszono liczebności biurokracji, niby powołano PFN (Polski Fundusz Narodowy), ale jego działanie jest nijakie, nie dokonano - o czym wspomniałem - dekomunizacji i lustracji,  na arenie międzynarodowej - po interwencji Izraela - wycofano się z zakazu propagowania i ścigania za treści antypolskie i wiele innych.

Moje zaniepokojenie budzi też brak ostatecznego wyjaśnienia tragedii smoleńskiej. Minęło cztery lata prac komisji d.s. jej wyjaśnienia i dalej nic oficjalnie nie wiemy a temat tej tragedii jakby gdzieś uleciał z pierwszych celów rządów PiS. Podobnie wygląda sytuacja rozwiązania zagadki śmierci bł. J. Popiełuszki ("mordu założycielskiego" III RP) i wynika to też z ponownego niepowołania prokuratora Witkowskiego, który najwięcej wie o tej sprawie. Sądzę zresztą, że ich wyjaśnienie byłoby politycznym "trzęsieniem ziemi" a to utwierdza mnie w przeświadczeniu, że już nigdy nie dowiemy się o nich prawy.

Po trzecie.

Zauważam zbytnią uległość wobec środowisk żydowskich i zamilczanie znaczenia amerykańskiej ustawy 447 JUST, która może być podstawą nieprawnych reparacji wojennych, które Polska miałaby zwrócić tym środowiskom za tzw. utracone bezspadkowe mienie żydowskie. Takie reparacje się nie należą i to wedle prawa międzynarodowego, jak i polskiego. Poza tym znów powstaje dziwna ustawa H.R. 943 (ustawa "oświatowa"), która ma najprawdopodobniej utwierdzać Amerykanów w dzisiejszej ich postawie wobec Polski i Polaków a przynajmniej zintensyfikować tragiczne znaczenie Holocaustu (polityka największych "cierpiętników", którym należy się wszystko). 

(o tej ustawie 447 niedawno i obszernie pisałem też [1].[2] - polecam)

Kiedyś bardzo krytycznie odnosiłem się do wizyty rządu D. Tuska w Izraelu (2011) i wspólnego tam posiedzenia z rządem tego państwa. Tak samo krytycznie odnoszę się do identycznego spotkania w Izraelu części naszego rządu kierowanego przez B. Szydło (2016). Zarówno o jednym jak i o drugim wiemy bardzo mało a informacja o tym ostatnim zniknęła już ze stron rządowych. O czym tak dyskutowano? Tego nie wiemy... a szkoda...

Podobnie odnoszę się do niewiadomej roli J. Danielsa, który pojawił się nagle i bryluje wśród władz państwowych naszego kraju. Czyżby był emisariuszem nadzorującym z ramienia Izraela Polskę? Tego też nie wiemy.

Zawsze też bulwersującym dla mnie jest fakt zapalania chanukowych świec w polskim Pałacu Prezydenckim. Czy coś podobnego jest możliwe w izraelskim Knesecie, gdzie można by tam się podzielić z katolickim Ciałem Bożym, czyli świątecznym opłatkiem? Szczerze wątpię.

Pisałem też tak: "(...) trzeba z Żydami negocjować ostro. I trzeba bardzo ostro. Wtedy Żydzi faktycznie zechcą z nami rozmawiać, bo dopóki państwo jest słabe to po prostu Żydzi je wykorzystują (...) ale trzeba dyskutować z poziomu dwóch niezależnych podmiotów państwowych a nie na kolanach, trzeba dyskutować konkretnie - raczej nie politycznie, ale w zakresie przede wszystkim wzajemnych interesów opartych o obustronne korzyści". Podtrzymuję tą wypowiedź, z tym, że naprawdę Polacy muszą naciskać na Izrael i wszelkie poza-izraelskie środowiska żydowskie (USA) na mówienie prawdy o Holocauście Żydów i roli Polaków w tym Holocauście. Na razie uważam, że w tym zakresie - kształtowania polityki historycznej, nie robi się zbyt wiele i ulega się narracji żydowskiej.

Po czwarte.

Nie podoba mi się kształt personalny nowego rządu. Co prawda tylko do niektórych postaci, ale i tak jest to ważne, bowiem mogą oni rzutować na działania całego rządu.

Najbardziej jestem zaskoczony ponownym powołaniem na ministra zdrowia Ł. Szumowskiego, który w sektorze ochrony zdrowia nie potrafił przeprowadzić reform strukturalnych a ograniczył się tylko do wpompowywania dodatkowych pieniędzy do chorego sektora. Oczywiście ja wiem, że jest to ministerstwo bardzo trudne, ale od niego powinno się wymagać przedstawienia jakiegoś wieloletniego programu ochrony zdrowia w Polsce i to przekraczającego jedną czy dwie kadencje rządów. Tego zabrakło.

Kolejną osobą jest nowy minister finansów T. Kościński. Jest to osoba, której poza wąskim gronem bankowców nikt w Polsce nie zna a tylko wiemy, że był współpracownikiem M. Morawieckiego jak on był prezesem BZWBK. Poza tym to kolejny minister po V. Rostowskim, który jest angielskim imigrantem w Polsce i nawet dobrze nie mówi po polsku. Poza tym - również jak Vincent R. - nie ma wykształcenia wyższego a jego zażyłe znajomości ze środowiskiem banksterów mogą źle służyć naszemu krajowi. Może też okazać się odwrotnie i będzie dobrym ministrem, ale na dziś ta nominacja mi się nie podoba.

No i już największym dla mnie "ciosem" jest ponowne powołanie na ministra spraw zagranicznych J. Czaputowicza. Onegdaj krytykowałem W. Waszczykowskiego, ale to i tak był lepszy minister niż obecny. Niestety jest on ze "stajni" B. Geremka a nasza dyplomacja po prostu stoi w miejscu i nie widać żadnej poprawy. J. Czaputowicz jest bardzo "miękkim" ministrem a na dzisiejsze czasy jest potrzebny ktoś młodszy, bez układów i energiczny, który mógłby przewietrzyć naszą dyplomację ze "złogów" postkomunistycznych i geremkowskich a w dużej części nawet dziś antypolskich w znaczeniu niemalże obstrukcji wobec poczynań i decyzji "pisowskich". Naprawdę mamy przecież wielu w miarę młodych ludzi, nie uwikłanych zależnościami, zdolnych i o dużej wiedzy, którzy mogliby objąć stanowiska ambasadorów i innych w polskiej dyplomacji a tak ta dyplomacja jak w wielu obszarach staje się niemal dziedziczna, podobnie jak w przypadku zawodów prawniczych.

Wielu też niezależnych publicystów ma zastrzeżenia do A. Adamczyka jako ministra infrastruktury. Nie znam tegoż obszaru, więc trudno mi skomentować tą osobę.

To tyle moich wątpliwości. Piszę o nich nie z pozycji opozycyjnej, ale jako zwolennik PiS, który ma wątpliwości i wierzy, że szybko to wszystko zostanie pomyślnie załatwione przez nowy rząd.

Czy jestem wobec tego rozczarowany? Na razie trochę tak...
  

[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/08/ustawa-447-just-i-zroda-antypolskosci.html
[2] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/09/zydzi-i-antypolska-ustawa-447.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 13 listopada 2019

Senat - "polityczny kac" PiSu

Pan M. Karnowski na portalu wPolityce.pl zamieścił felieton pt. "Dlaczego utrata Senatu, choć bolesna dla Prawa i Sprawiedliwości, nie zabije politycznie tej partii i nie będzie radykalnym przełomem" [1], w którym pisze, iż:

"Z pierwszych wypowiedzi i decyzji nowej większości w Senacie wyłania się dość jasny plan użycia tego politycznego narzędzia. Izba wyższa parlamentu ma być ośrodkiem władzy, który ustawi się na agresywnej kontrze wobec większości sejmowej, rządu i prezydenta. Od podkreślanej skromności (nowy marszałek zamierza mieszkać w hotelu sejmowym) przez wskazanie nowej dla większości Polaków twarzy Tomasza Grodzkiego na marszałka po natychmiastową zapowiedź orędzia do Polaków.

(...)

W oczach przewodniczącego Schetyny najwyraźniej to jest porażka po które PiS już się podniesie, moment przełomowy, dramatyczny zwrot odbierający obozowi Jarosława Kaczyńskiego pewność siebie. Być może lider Platformy rzeczywiście w to wierzy, ale jeśli tak, to znaczy iż uległ własnej propagandzie. Prawda jest bowiem taka, że PiS nigdy nie miało nie tylko władzy totalnej, ale nawet całkowitej. Nigdy niczego takiego też nie twierdziło, uparcie dopominając się jedynie o uznanie demokratycznego werdyktu Polaków i prawo do wdrażania swojego programu. 

(...) 

Co więcej, pan Schetyna musi mieć problem z pamięcią, bo zapomina bolesne dla PiS porażki w Unii Europejskiej czy nieudana walka o przejęcie rządów w większych miastach i metropoliach. Mimo wygranej w wyborach samorządowych finałem było przejęcie połowy zaledwie sejmików.

W tych momentach i wielu innych opozycja i jej media dowodziły, że oto nastąpił przełom. Piemontem opozycji miała być najpierw Bruksela, potem Gdańsk, wreszcie Warszawa. Nigdy z tego za wiele nie wychodziło. Z prostego powodu: jeśli się od początku nie miało władzy totalnej, jeżeli od zawsze trzeba się było gimnastykować, często cofać, zawsze liczyć z siłami i procedurami, przełykać przez cztery lata gorzkie pigułki, to jedna dodatkowa, tym razem w Senacie, nie zmienia zbyt wiele.

Bo zgoda, że jakaś pierwsza bolesna porażka może złamać władzę totalną, ale partię demokratyczną może po prostu chwilowo osłabić, zmobilizować, zmusić do korekty lub wymiany nie działających podzespołów. PiS to ten pierwszy przypadek".

Otóż o ile zgadzam się z pierwszym akapitem przytoczonego tekstu, to dalszy wywód Pana M. Karnowskiego mnie nie przekonuje.

Rzeczywiście pierwsze zamierzenia nowego Marszałka Senatu (orędzie, wyjazd do Senatu USA) dają przedsmak tego, co będzie się działo przez całe cztery lata. KO będzie starała się wykreować  z Senatu niejako oddzielny ośrodek władzy w Polsce, który jest w kontrze do faktycznej władzy wykonawczej i ustawodawczej w naszym kraju. Jest to niepokojące, bowiem dla wielu środowisk zagranicznych będzie to przyczynek do ponownej ostrej krytyki PiS i polskiego rządu a wtórować będzie takiemu postrzeganiu Targowica Senacka. I nie ma tu żadnego znaczenia, że w myśl Konstytucji polityką zagraniczną zajmuje się polski rząd a nie senat.

Wczoraj też mieliśmy śmiałą wypowiedź Pana J. Kaczyńskiego o tym, że skończyła się opozycja totalna i z tym stwierdzeniem też się nie zgadzam i uważam, że jest przeciwnie: dotychczasowa opozycja totalna dostała senackiego "wiatru w żagle" i jej totalniactwo drastycznie się zintensyfikuje, zarówno na terenie kraju, jak i za granicą.

Chciałbym się mylić, ale uważam, że tak się stanie, szczególnie przez najbliższe 6 miesięcy czyli okresu trwającej już nieformalnie kampanii wyborczej w wyborach na urząd Prezydenta RP, które mają się odbyć w maju przyszłego roku.

A jeżeli tak będzie, to dopiero wtedy zauważymy jakim błędem było przez PiS tak naprawdę zlekceważenie kampanijne wyborów do Senatu. Myślano zapewne, że wszystko pójdzie z rozpędu  i chyba zbyt mocno uwierzono w sondaże przedwyborcze. I jednak po raz kolejny utwierdziliśmy się, że "pycha może kroczyć przed upadkiem".

Nie twierdzę, że PiS tą pychą się odznaczał lub odznacza, ale po prostu zostało trochę uśpione sondażami i nie przewidziało, że jednak wybory jednomandatowe kierują się inną logiką niż proporcjonalne. Ludzie bardziej głosują na znane im twarze i - co jest trochę smutne - nie zawsze to głosowanie jest racjonalne i często opiera się tylko na regionalnych czynnikach emocjonalnych, ale i to sztab wyborczy PiS winien przewidzieć.

Cieszę się, że po raz wtóry PiS (ZP) osiągnęło wynik dający mu bezwzględną większość w Sejmie i możliwość utworzenia ponownie samodzielnego rządu. Tym niemniej nawet tymi wynikami PiS był - mimo "dobrej miny do złej gry" - rozczarowany, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu o zbytniej, przedwyborczej pewności siebie samej partii i środowiska z nim związanego.

Tyle tylko, że od 1989 roku mamy po raz pierwszy sytuację, że większość sejmowa nie ma jednocześnie większości senackiej i nikt nie ma żadnego doświadczenia jak w takiej sytuacji będzie wyglądało rządzenie w Polsce a po zapowiedziach nowego Marszałka Senatu i całego PO widać już, że nie będzie żadnej współpracy między większością sejmową a senacką: będzie marazm i przeciąganie do granic (30 dni) procesu legislacyjnego.

Wszystko to nie napawa optymizmem i wpłynie na płynność wprowadzania kolejnych reform rządu PiS (ZP). Już nie będzie sytuacji, że jakieś ustawy będą przyjmowane expresowo: należy się liczyć z ciągłą obstrukcją Senatu... no chyba, że coś się zmieni po wyborach prezydenckich i jednak PiS-owi uda się "pozyskać" jakichś senatorów do swojego klubu.

Oczywiście wolniejsze reformy lub nawet ich brak PiS będzie mógł tłumaczyć obstrukcją totalniaków senackich, ale taki argument przemawiał będzie do wyborców tylko przez jakiś czas a później pozostanie w świadomości tylko to, że PiS nie wykonuje tego, co zapowiadał.

Osobiście mam "lekkiego politycznego kaca" z powodu takiego a nie innego rozkładu mandatów senackich i może dlatego patrzę raczej - w przeciwieństwie do M. Karnowskiego - pesymistycznie, bo jeżeli spełnią się czarne scenariusze to wtedy będzie można powiedzieć: PiS przegrało na własne życzenie batalię o Polskę. Oby tak się nie stało.

Sądzę tedy, iż niestety kolejne lata wcale nie uspokoją sceny politycznej w Polsce a będzie odwrotnie.

I w tym kontekście znów staniemy w maju do kolejnych najważniejszych wyborów: wyborów prezydenckich. Jeżeli A. Duda wygra ponownie, to wtedy sytuacja będzie w miarę klarowna i będzie szansa na kontynuację odbudowy Polski. Jeżeli jednak wygrałby kandydat totalniaków, to - przy obecnym opozycyjnym senacie i braku większości sejmowej predestynującej PiS do odrzucenia veta prezydenta - sytuacja stanie się tragiczna i zablokuje jakiekolwiek zmiany w Polsce.


[1] https://wpolityce.pl/polityka/472689-utrata-senatu-jest-dla-pis-bolesna-ale-go-nie-zabije

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 12 listopada 2019

"PiSior" odpowiada na neonie24.pl

Ostatnio na forum portalu neon24.pl ukazały się dwa felietony krytykujące mnie jako niepoprawnego a nawet fanatycznego tzw. "pisiora", charakteryzującego się nawet "schizofrenią polityczną":

1) "Polityczna schizofrenia? Ad rem Krzysztofjaw" (https://wiktor-smol.neon24.pl/post/151439,polityczna-schizofrenia-ad-rem-krzysztofjaw)
2) "Wynurzenia PiSiora" (https://jantwardowski.neon24.pl/post/151457,wynurzenia-pisiora)

Jako, że owe posty można zakwalifikować - mimo nieraz niepotrzebnie "ostrego" języka ad personam - jako merytoryczne, obiecałem ustosunkowanie się do nich w formie odrębnej notki, co niniejszym czynię.  Dodatkowo do tejże odpowiedzi skłaniają mnie bardzo liczne komentarze do tych postów blogerów tegoż forum.

A tak ogólnie inspiracją całej dyskusji był mój post: "Co i jak prywatyzowano w latach 90-tych i kolejnych?" (m.in. tu: https://www.salon24.pl/u/krzystofjaw/997837,co-i-jak-prywatyzowano-w-latach-90-tych-i-kolejnych)

Odpowiedź trochę zajęła mi czasu, bo w międzyczasie dopadła mnie grypa a z gorączką trudno pisać.

-------------------------------------------------------

PiS-PO to samo zło. To partie, które wywodzą się z obrad Okrągłego Stołu i Magdalenki, gdzie komuniści dogadali się z tzw. konstruktywną, różową opozycją i zabetonowali na lata polską scenę polityczną, gdzie zamiennie rządzą od lat aż do dzisiaj, a to skanalizowanie owej sceny miało też za cel niedopuszczenie do odrodzenia się polskiej myśli i partii narodowej.

Jest jeszcze gorzej. Obie partie lub środowiska je reprezentujące tak naprawdę to efekt dogadania się żydo-komuny z żydowsko-lewicową częścią Solidarności i dziś Polska jest tak naprawdę pod władaniem żydowskim i można o niej powiedzieć, że to już nie jest Polska a żydowskie Polin albo już Judeopolonia. I niezależnie kto rządzi i tak zawsze rządzą w Polsce Żydzi lub ich marionetki:  szabes-goje/filosemici.

Żeby tego jeszcze było mało to wszystkie te środowiska są niejako nie tylko zarządzane przez żydowski zarząd powierniczy, ale przez szerszą grupę zwaną masonerią czy też jeszcze wyżej Iluminatami, gdzie większość to też Żydzi... W tym kontekście zdawać sobie trzeba sprawę z tego, iż po 1968 roku masoneria ulokowana we władzach PZPR zaczęła tracić nad nią kontrolę na rzecz skrzydła narodowego polskich komunistów. I ta komunistyczna masoneria przeszła do opozycji jako tzw. opozycja demokratyczna, której wytworem był m.in. KOR z mistrzem (czy jak mu tam w tej masonerii) Loży Kopernik J.J. Lipskim na czele a skutkiem przejęcie władzy w III RP.

Hierarchowie Kościoła Katolickiego to też Żydzi albo filosemici a sam KK jest tak naprawdę antypolski nie uwzględniający, że polskie państwo i Polacy (Lechici, Słowianie) żyli znacznie dłużej niż od Chrztu Polski w 966 roku a nasze prasłowiańskie korzenie predestynują nas do szerokiej współpracy ze słowiańskimi braćmi, takimi jak np. Rosja, która tak naprawdę nam nie zagraża, ale za to zagrażają USA i Izrael.

Dodatkowo też liderzy obecnie rządzących dalej podejmują działania na rzecz zniewolenia Polski przez USIsrael: stają się amerykańsko-żydowskim wasalem w Europie. PiS jest partią zdrady narodowej wprowadzając na polskie terytorium obce, okupacyjne wojska amerykańskie i kupując od USA uzbrojenie, przepłacając bez opamiętania. Z drugiej zaś strony wspiera i finansuje Muzeum Żydów Polskich Polin, czy też cmentarze żydowskie a czaru goryczy dopełnia fakt palenia chanukowych świec w Pałacu Prezydenckim oraz obrady Knesetu w Krakowie (PO) i obrad polskiego rządu wraz z izraelskim w Izraelu (PO i PiS).

Pozostaje też pytanie. Po co ta obecność wojsk amerykańskich w Polsce? Czyżby po to, aby spacyfikować Polaków, gdyby nie chcieli całkowitej dominacji USIsraela w Polsce? A może jest to tylko jakaś mistyfikacja obecności tej armii, która liczebnie jest bardzo mała i w razie zagrożenia jest zdolna po prostu ewakuować się,  pozostawiając nas na samotną walkę tak, jak było to podczas II WŚ, kiedy to nasi zachodni sojusznicy nie wypełnili swoich zobowiązań wobec Polski a później nas sprzedali Stalinowi? A może ma w swoisty sposób zabezpieczać interes żydowski, gdy Polacy zaczną spłacać wyimaginowane reparacje wojenne?

Dodatkowo jak to jest, że w Polsce para prezydencka jest niemal zawsze albo całkowicie żydowska (Kwaśniewscy) albo w żeńskiej połowie (Komorowski, Duda). Czy nie stać nas na prawdziwych Polaków na szczytach władzy?

No i jak może PiS być propolski skoro jednak ostro nie reaguje na antypolskie wybryki Żydów, w tym w zakresie ustawy 447, która może doprowadzić do realizacji żądań Żydów zapłaty przez Polskę reparacji wojennych za bezspadkowe mienie żydowskie utracone w Polsce podczas II WŚ, co przecież jest niezgodne z prawem międzynarodowym i polskim.

Innym aspektem jest też wykorzystywanie przez PiS samej tzw. religijności  Polaków i powoływanie się na wartości chrześcijańskie podczas, gdy np. sprawa aborcji i eutanazji jest przez tą partię "schowana pod dywan" i w ogóle nie ruszana pod względem ochrony życia poczętego. PiS optuje za zachowaniem status quo, czyli obecnych uregulowań dotyczących aborcji, chociaż środowiska pro life uważają, że jest to zgoda na zabijanie nienarodzonych dzieci...

Podobnie zachowawczo PiS odnosi się do zintensyfikowanej już do granic, propagandowej ofensywy w Polsce środowisk LGBTQ+ i całego tego lewactwa. A przecież cała postmarksistowska ideologia gender została właśnie wyeksportowana z USA, więc czemu tak nam zależy na tym sojuszu z "diabłem"?

No i... W czasie kampanii wyborczej w roku 2015 roku PiS obiecało ścigać przestępców ze szczytów władz poprzednich ekip rządowych a szczególnie PO-PSL. I co? Czy ktoś z nich dzisiaj ogląda świat zza krat? Pytanie retoryczne, które musi utwierdzać w nas podobno przyjętą podczas Magdalenki i OS zasadę: "wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych".

A przecież winno być inaczej. Polska wzorem Islandii, Szwajcarii czy Norwegii powinna być krajem neutralnym, w którym to tylko my podejmujemy decyzje i nie zależymy od nikogo.

Jeżeli zaś mielibyśmy sięgać do polskiej myśli politycznej ostatniego stulecia to naszym wzorem nie powinien być jakiś socjalista J. Piłsudski a narodowiec R. Dmowski.

Myliłby się ktoś, że PiS o zapędach socjalistycznych (socjaldemokratycznych) nam coś daje w postaci np. programu 500+ i innych. Tak naprawdę to równocześnie zabiera nam to poprzez podatki i omamia Polaków jakąś nieokreśloną czasowo budową państwa dobrobytu. Tak próbował robić E. Gierek w latach 70-76 tych ubiegłego wieku a jak się to skończyło to wszyscy wiemy: ogromnym zadłużeniem i kryzysem.

O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu duże zwiększenie tzw. wolnej kwoty dochodu nie podlegającego opodatkowaniu, dzięki której  obywatele mogliby nawet zyskać więcej niż te 500+, przy czym niepotrzebna by była kosztowna administracja (biurokracja) zajmująca się redystrybucją dochodów państwa na ów program. Dotyczy to też innych reform socjalnych PiS-u.

-------------------------------------------------------

Powyższe to w skrócie tok rozumowania moich adwersarzy. Mylę się?

Oczywiście jest to tylko zarys poglądów i to wygładzony przeze mnie, z pominięciem ostrzejszych wypowiedzi w stosunku do PiS i "amerykańsko-żydowskich zbójców". Podobnie – poprzez eliminację występującego nieraz u nich "bełkotu" argumentacyjnego – starałem się skonkretyzować ich zarzuty tak, aby stały się czytelne i nie zaprzeczały jedne drugim oraz stanowiły jakąś spójność merytoryczną.

Zanim przejdę do mojej interpretacji tych poglądów wyrażonych między innymi w moich komentarzach do tych tekstów, to polecam wpierw obejrzenie niniejszego filmiku:




Mnie mierzi Państwa krótkowzroczność polityczna sprowadzana tylko do polskiego poziomu. "Na złość i nienawiść do PiS-u chcą Państwo odmrozić nasze polskie uszy". Tak po prostu nie można, bo polskie państwo naprawdę znów zniknie z mapy świata. Należy sobie postawić pytanie: Z kim nam po drodze i co da nam najwięcej korzyści przy oczywistych warunkach brzegowych? Musimy myśleć przyszłościowo, strategicznie a nie operacyjnie czy taktycznie.

Nie jesteśmy samotną wyspą i nigdy nie będziemy. Czy nam się to podoba czy też nie. Tak jest i nic na to nie jesteśmy w stanie poradzić. Nie mamy nawet broni jądrowej, a tylko takie kraje liczą się w geopolitycznej rozgrywce.

Naszymi atutami są tak naprawdę: położenie, liczebność i zasoby naturalne oraz kreatywność młodych Polaków. I pod tym względem winniśmy ukierunkowywać nasze działania. Jakby nie osądzać źle PiS-u to w tych obszarach dokonuje najwięcej w ostatnich 30 latach.

Czy państwo naprawdę nie widzą i nie zauważają, że na dzień dzisiejszy władzę może objąć jedynie PiS albo skrajnie antypolska PO z akolitami? Danie znów władzy PO wiązałoby się już z fizycznym rozbiorem Polski na regiony np. poprzez likwidację urzędów wojewódzkich, czyli władzy państwowej w terenie. Tego Państwo chcą? To proszę to napisać oficjalnie: Nie chcemy PiS-u, wolimy PO a tym samym następny rozbiór i likwidację Polski (na zawsze?)!

Taktycznie dziś tylko taki mamy wybór, co nie znaczy, że musimy akceptować politykę PiS w całości. Owszem nie, ale należy przez najbliższe lata budować (choćby na fundamencie Konfederacji) propolska formację, która będzie umiała i będzie w stanie rządzić, ale realnie a nie teoretycznie.

Państwu marzy się jakaś neutralność Polski. Naprawdę Państwo uważają, że dziś jest to możliwe?
Podają Państwo przykłady takich krajów jak Islandia, Szwajcaria czy Norwegia. Islandia jest małym krajem wyspiarskim, który tak naprawdę nie ma znaczenia dla wielkich mocarstw i ich sojuszy. Szwajcaria jest bankiem banków dla całego świata i jako taka zawsze była neutralna i może na to sobie pozwolić. Norwegia też funkcjonuje na obrzeżach Europy, choć ma mocny zasób w postaci bałtyckich złóż ropy naftowej.

Czy mi się podoba to wszystko? Owszem nie! Też bym chciał aby Polska jak dawniej była mocarstwem, ale tak nie jest. To jest realizm i niestety musimy wybierać między kondominium niemiecko-rosyskim a kondominium amerykańsko-izraelskim. Jeżeli ktoś tego nie zauważa, to wedle mnie jest "krótkowidzem" i winien iść do propolskiego "okulisty"... może ta wizyta nakłoni wreszcie moich adwersarzy do przeczytania o naszej historii, w której od wieków mieliśmy i zapewne mamy tak naprawdę tylko dwóch wrogów: Niemców i Moskwę.

Jak współcześnie wygląda kondominium niemiecko-rosyjskie to widać na przykładzie North Stream 2, gdzie Niemcy w celu ratowania tej inwestycji gotowi są nawet łamać traktaty unijne. I właśnie tego się boję: współpracy Niemiec i Moskwy ponad naszymi głowami a tak naprawdę przeciw nam. Znamy to - powtarzam - przecież z historii a cele Niemiec i Moskwy się nie zmieniły: wspólna między nimi granica, która wyklucza istnienie państwa polskiego.

Mierzi mnie też zauważany przez Państwa widok Żyda na każdym "rogu polskiej ulicy". W Żydach upatrują Państwo niemal jedynego zła dla Polski a współpracę z USA uważają za budowę w Polsce owego żydowskiego Polin czy też Judeopolonii.

Tak nie jest chociaż zdaję sobie sprawę z faktu głębokiego uzależnienia polskiej polityki od zdania dużej części Żydów i Izraela. Ale trzeba też zaznaczyć, że nie tylko Polska jest pod ich wpływem. Są niemal wszyscy a wynika to z prostego faktu: Żydzi mają pieniądze i mogą oddziaływać na międzynarodowy rynek finansowy kreując albo prosperity albo kryzys. Powiedziano i napisano o tym już wiele. Także musimy się liczyć z ich głosem, bo jako państwo o czym wspomniałem - jesteśmy za słabi, aby być neutralnym mocarstwem. Stąd należy szukać globalnych sprzymierzeńców.

Należy też zdawać sobie sprawę, że Izrael może funkcjonować tylko dlatego, że otrzymuje rocznie gigantyczne pieniądze z USA i nie tylko pieniądze, ale też uzbrojenie aż do bomby jądrowej. Dlatego tak Żydzi chcą i im się to udaje wpływać na USA.

Musimy się z tym pogodzić a jak z nimi współpracować to zawarłem w swoim całym cyklu (jeszcze nie ukończonym) o Żydach i Talmudzie - część pierwsza: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/03/nie-da-sie-zrozumiec-duzej-czesci-zydow.html i część szósta (na razie ostatnia): https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/06/nie-da-sie-zrozumiec-duzej-czesci-zydow.html. Ta współpraca musi być, ale na poziomie dwóch podmiotowych krajów. Ale żeby to osiągnąć należy wpierw odbudować państwo w takim zakresie w jakim jest to realnie możliwe. A powrót do władzy PO zniszczyłby już całkowicie te nikłe jeszcze fundamenty odbudowy naszego państwa. Tego chcecie moi kochani adwersarze?

Oczywiście zgadzając się jednak na współpracę z USA winniśmy od nich żądać konkretów i jak się wydaje powoli takie dostajemy. Świat liczy bodajże przeszło 160 państw a Polska jest tylko jednym z nich i największy dotychczas gracz międzynarodowy jak USA musi walczyć o swoją dominację a my możemy do tego się przyczynić.

A'propos natomiast obrad Knesetu w Krakowie i posiedzeń polskiego rządu w Izraelu wypowiadałem się i wypowiadam bardzo krytycznie. Pierwszy taki spęd izraelski był w 2001 roku za rządów D. Tuska a drugi już za rządów B. Szydło. Doprawdy nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale przyznaję Państwu rację: to polityczne harakiri i jeżeli ta sprawa byłaby nagłośniona to nie wiem, czy PiS miałby taką większość w wyborach, ale też gdyby ta sprawa była nagłośniona za rządów PO też by nie uzyskali większości. W tej sprawie ze wszystkich stron słychać tylko milczenie, powtarzam ze wszystkich. Podobnie jest z 447 JUST, której jestem przeciwnikiem.

Wiem, że tego typu spotkania implikują wiele podejrzeń o to, że PiS to żydowska partia podobnie jak wszystkie pozostałe. Jeżeli nawet przyjmiemy takie założenie, to dla dobra Polski winniśmy popierać tych, którzy choć trochę działają w interesie Polski a dziś nie widzę nikogo innego jak PiS. I wcale to nie jest jakaś schizofrenia polityczna tylko realizm.

My w większości poruszamy się na gruncie rodzimym zapominając, że mamy dziś do czynienia z kształtowaniem się nowego porządku światowego (nie mylić z NWO, chociaż i to można wziąć pod uwagę) a my jesteśmy tylko pionkiem w tej grze. I nawet jakby zaklinać rzeczywistość tym pionkiem na razie zostaniemy, ale z możliwością przyszłego zaszachowania i to się liczy.

I jeszcze jedno. Kondominium niemiecko-rosyjskie doprowadziłoby do likwidacji Polski, ale też zgodnie z żądaniami Żydów z roku 1915 na części Polski stworzona byłaby ta sławetna Judeopolonia. Tak uważam, że właśnie to kondominium oddaje nam Polskę Żydom a nie współpraca z USA. Można się ze mną nie zgadzać, ale warto prześledzić historię idei Judeopolonii, żeby przyznać mi rację. To właśnie niemieccy Żydzi zaproponowali tą ideę zamiast całkowitej niepodległości Polski.

Wracając na polski grunt. Programy społeczne PiS spowodowały radykalne obniżenie ubóstwa Polaków i dały godność wielu rodzinom. Emeryci dostali coś, czego nie mieli nigdy dotąd. Ogólnie zaś (nawet dzięki wzrostowi płacy minimalnej) Polakom dziś żyje się lepiej. Nie mogę zgodzić się z Państwem, iż "ten mit socjalizmu wybrzmiewa za każdym otwarciem ust gadających głów ze strony obozu władzy, który przywdział się w piórka patriotyczne: daliśmy 500 plus, 13 plus i tak w kółko i w kółko powtarzają; ten hit sezonu powtórzyli co najmniej tysiąc razy tak, że kłamstwo stało się w końcu prawdą".

Uważam, że Polacy doskonale pojmują sens tego "rozdawnictwa" a przecież on nie odbiega od zasad występujących w starych krajach UE. To tam jest i dlaczego nie mogło być u nas, dlaczego rząd PO-PSL kradł zamiast dawać... To pytania pozostające bez konkretnej odpowiedzi.

Uważam, że cała dziś totalna opozycja jest antypolska. Jeżeli zaś chodzi o PiS tak bym nie powiedział, choć i ja też nie jestem fanatycznym zwolennikiem tej partii. Ale myślę racjonalnie i na dziś nie ma innej realnej alternatywy, która mogłaby objąć władzę a dodatkowo chociaż być w części propolska. Może za cztery lata tak będzie, ale nie teraz. Stąd się bierze moje poparcie dla tej partii.

Musze się jeszcze przeciwstawić Państwa tendencjom negowania pozytywnego wpływu KK i cywilizacji łacińskiej na Polskę i jej wielowiekowy rozwój. Nie byłoby Polski bez chrześcijaństwa, nie byłoby Polski bez jej Chrztu w 966 roku, nie byłoby Polski bez naszej wiary. I proszę mi w tym zakresie nie bredzić o jakiś prasłowiańskich plemionach, do tradycji których winniśmy się jako Polacy odnosić. To jest jakaś aberracja i tyle. 

Obliczam transformację/prywatyzację na wszystkie sposoby, ale przede wszystkim skupiam się na polskich aktywach roku 1989 roku oraz generowaniu przez nich zysków po sprzedaży (wyprzedaży) ich przez III RP firmom międzynarodowym. Jest to bardzo trudne i wielu ekonomistów pracuje nad, aby ustalić właśnie wartościową kategorię tzw. utraty przyszłych dochodów z aktywów posiadanych przez państwo polskie u schyłku 1989 roku.

Innym elementem godnym badań jest to ,ile zarobiły te firmy eliminując naszą konkurencję. I to wbrew pozorom można zmierzyć przychodami tych firm na rynku polskim, tej części jaką pozyskali na polskim rynku sprzedaży. To jest prostsze, ale i trudniejsze, bo zyski firm międzynarodowych trafiają do córek matek a nasz fiskus tego nie ogarnia i brak wiedzy na ten temat.

Na koniec powiem tak: gdybyśmy nie realizowali tzw. "Planu Balcerowicza", ale opcję inną, narodową, to dziś Polska byłaby minimalnie na poziomie Francji, biorąc też pod uwagę nasze złoża mineralne, zasoby naturalne.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com