poniedziałek, 27 września 2021

Jeszcze raz: "Powrót do Jedwabnego"

Filmowi Wojciecha Sumlińskiego "Powrót do Jedwabnego" jak dotąd poświęciłem jeden tekst [1]. I chyba jednak to za mało, bowiem ów film starają się przemilczeć niemal wszyscy a jeżeli już się na jego temat wypowiadają to raczej z krytyką a nie aprobatą. Podobnie jest z książką "Powrót do Jedwabnego 3" tegoż samego autora, która ujawnia kulisy ewentualnego przyszłego rozbioru Polski przez część polskich i amerykańskich Żydów.  

Bywają takie historyczne chwile, które pozwalają oddzielić ziarna od plew. Nieraz wydaje się, że np. jedne medium jest propolskie i patriotyczne a drugie skrajnie antypolskie. Odbiorcy tych mediów myślą zero-jedynkowo jak to zauważył W. Sumliński [2]: jeżeli ktoś deklaruje, że ogląda TVP to znaczy, że jest patriotą a ten, który ogląda TVN jest Polsce nieprzychylny. Jeżeli ktoś czyta np. żydowską gazetę dla Polaków, czyli GW jest przeciw Polsce a ten, kto czyta wSieci jest obrońcą polskich wartości. Tak po prostu nie można, bo między takimi postawami jest cała przestrzeń możliwych opinii, które mogą być i antypolskie, i propolskie a ściślej mówiąc prawdziwe lub nieprawdziwe. Prawda winna być jedynym miernikiem oceny takich opinii. 

Armand Jean Richelieu powiedział kiedyś: "Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam" [3]. Ja bym dodał, iż "strzeż mnie od fałszywych przyjaciół". I prawdopodobnie tak się czuje dziś W. Sumliński, który za swoje: film i książkę o Jedwabnym został zaatakowany z wydawać by się mogło zupełnie niespodziewanej strony a mianowicie przez portal braci Karnowskich [4]. Piórem Jakuba Maciejewskiego we wPolityce.pl zostały przez niego wykreowane kalumnie wobec W. Sumlińskiego i został zmieszany "z błotem" a ja osobiście nie mogę się w ogóle z takim oglądem sytuacji zgodzić. Mówiąc szczerze to przeżyłem swoisty dysonans poznawczy. Dotychczas ufałem braciom Karnowskim jako tym, którzy naprawdę myślą o Polsce i Polakach. Ale jak widać wszystko, co dotyczy tej części Żydów, którzy są antypolscy i planują rozbiór naszego kraju jest zamilczane lub krytykowane. Zrozumiałem jednak jedno: chyba faktycznie już jesteśmy (albo niebawem będziemy) własnością żydowską. Skoro bowiem nawet bracia Karnowscy pokusili się o krytykę to komu można wierzyć? Zostają tylko nieliczni, którzy jednak publikują lub przemawiają w mediach niszowych. 

A niestety sprawa jest bardzo poważna. Pani dr Ewa Kurek, historyk i mol książkowy (sama tak o sobie mówi), wprost stwierdza, że dziś mamy do czynienia z czwartą w przeciągu 100 lat próbą przejęcia Polski przez Żydów a ja jej ufam, bo od lat zajmuje się sprawami relacji polsko-żydowskich i jest w tej dziedzinie bardzo obiektywna [5]. Szkoda, że moi rodacy nie są do końca świadomi tej agresji. Bo iluż Polaków w ferworze codziennej bieganiny, pracy, wychowywania dzieci, chwil odsapnięcia ma czas na śledzenie niszowych portali albo nawet na czytanie gazet czy książek? Zdecydowana mniejszość, która czerpie informacje jedynie z dużych mediów mainstreamowych a szczególnie telewizyjnych a tam mamy do wyboru jedynie TVP lub TVN z może jeszcze Polsatem. A z nich bije jednak w określonych sprawach - jak np. żydowskich - jeden głos rozmieniany na drobne. 

Jak dotąd nie udały się poprzednie próby przejęcia Polski przez Żydów. I dlatego mam nadzieję, że teraz też tak będzie i takie ustawy jak Just Act 447 przejdą w zapomnienie, z tym jednak, że to my-Polacy musimy o to zawalczyć i potrafić oddzielić owe ziarna od plew. 

Na koniec jeszcze raz zachęcam do obejrzenia filmu i przeczytania książki. 






Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 25 września 2021

Turów: Jedna wstrętna i antypolska baba!

Chciałbym na wstępie przeprosić za moją emocjonalność, ale naprawdę trudno zachować równowagę psychiczną wobec jednoosobowej decyzji wiceprezes TSUE, Pani Rosario Silva de Lapuerta, która nałożyła na polski kompleks Turowa karę w wysokości pół miliona Euro dziennie za to, że Polska nie wstrzymała jego pracy. 

To się po prostu nie mieści w głowie. Ta wstrętna paniusia naraziła nasz kraj na ogromne straty i nawet nie przejęła się faktem, iż nawet - jakbyśmy chcieli - zatrzymanie pracy Turowa nie może się odbyć z dnia na dzień. 

Doprawdy nie wierzę, że taka persona podjęła decyzję samodzielnie, ale wykonuje czyjeś zadania. Po stronie niemieckiej, jak i czeskiej istnieją podobne kompleksy i nikt nie kwestionuje ich pracy. Padło na Polskę i zapewne jest to jeden z elementów - po wygranej J. Bidena i sprzedaniu przez niego Polski Niemcom - wojny hybrydowej wypowiedzianej Polsce przez Niemcy. Nie zmienia to jednak faktu, iż ta wstrętna i antypolska baba jednoosobowo podpisała się pod tym wyrokiem i Polska prawdopodobnie będzie musiała liczyć się z tym, że zostaną obcięte dla nas fundusze unijne pomniejszone o sumaryczną dniową karę nałożoną przez TSUE (jedną wiekową Panią, która i tak wkrótce odchodzi na emeryturę!).. 

Właśnie tak to trzeba oceniać. Pani sędzia Rosario Silva de Lapuerta  w ogóle zlekceważyła polskie stanowisko w tej sprawie, które zostało przesłane do TSUE, bowiem: 

"Traktaty wprost nie przewidziały nawet możliwości nałożenia kary na państwo członkowskie za niedostosowanie się do orzeczonego środka tymczasowego. Choć w 2018 roku, także w sporze z Polską, Trybunał uznał już, że ma takie uprawnienie, bo inaczej środki tymczasowe byłyby martwe (sprawa wycinki Puszczy Białowieskiej), to nakładając taką karę po raz pierwszy wiceprezes mogła przekazać polski wniosek Wielkiej Izbie, czyli składowi 15 sędziów, o co zabiegała Warszawa. Odrzuciła jednak polski wniosek uznając, że wsparcie nie będzie jej potrzebne.

Jednak wiceprezes mogła przecenić swoje możliwości pełnej oceny sytuacji. Warszawa przedstawiła jej 57-stronnicowy wniosek o zniesienie nakazu wstrzymania wydobycia w Turowie, dołączając do niej kilka opinii, m.in. hydrologicznych czy dot. bezpieczeństwa pracy sieci przesyłowej elektroenergetycznej, liczących w sumie prawie 600 stron.

Rząd i eksperci zwracali w nich uwagę, że wstrzymanie pracy kopalni nic nie zmieni w stosunkach wodnych w Czechach, bo te poprawią się dopiero po zalaniu kopalni, co wymaga lat, a nie miesięcy (a tyle potrwa wydanie wyroku w sprawie). Przekonywali natomiast, że takie podmywanie dołu kopalni mogłoby spowodować osuwanie się ścian i zniszczenie nowego ekranu przeciwfiltracyjnego, który ma wstrzymywać odpływ wody z Czech. Sytuacja sąsiadów mogłaby się wtedy pogorszyć. Zwrócili też uwagę na bardzo napięty bilans energetyczny kraju i fakt, ze elektrownia Turów, która bez kopalni nie będzie w stanie produkować, bo – pomijając kwestie ekonomiczne – infrastruktura nie jest przygotowana do przyjmowania codziennie kilkudziesięciu składów kolejowych lub kilkuset ciężarówek z węglem.

Polska w końcu podniosła też, że wstrzymanie pracy elektrowni będzie skutkować realnym zagrożeniem życia i zdrowia mieszkańców Bogatyni i Zgorzelca. Oba miasta niemal w całości ogrzewane są ciepłem z elektrowni Turów. Nie ma możliwości zmiany tej sytuacji z dnia na dzień. Sędzia Rosario Silva de Lapuerta niemal całkowicie zignorowała ten argument. Skwitowała go tym, że Polska w niewystarczający sposób udowodniła to zagrożenie dla ludzi.

Nie tylko zdawkowo odpowiedziała na wszystkie polskie argumenty, ale też nierówno potraktowała w tym sporze Polskę i Czechy. Gdy wcześniej Praga starała się udowodnić, że praca kopalni stwarza niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia Czechów, a Polska podnosiła głównie straty materialne z tytułu wstrzymania pracy kopalni i elektrowni, wiceprezes TSUE uznała, że samo uprawdopodobnienie zagrożenia zdrowia i życia Czechów powinno mieć prymat nad argumentami Warszawy natury ekonomicznej. Tym razem, gdy chodziło o zdrowie i życie osób mieszkających po drugiej stronie granicy sędzia uznała, że Polska w niewystarczający sposób udowodniła to zagrożenie" [1] .

Polska jest obecnie pod ścianą. Nie zazdroszczę polskiemu rządowi, ale czy czasem sam nie zgotował sobie tego losu nie stawiając weta wobec unijnych, budżetowych pomysłów w lipcu i grudniu 2020 roku? A Z. Ziobro przestrzegał i domagał się weta. Jego głos wybrzmiał jedynie w Berdyczowie. 

Ogólnie dziwię się też Czechom, bo postawili na szalę współpracę w ramach V4. Można oczywiście mówić, że taka skarga na Polskę jest wynikiem kampanii wyborczej w Czechach, ale to ich nie tłumaczy. Po ich ataku na Polskę widać, że faktycznie J. Biden sprzedał Niemcom nasz region. I to jest smutne a zarazem strasznie niebezpieczne. 

Niestety rząd polski na dziś dzień ma bardzo mało argumentów prawnych aby powstrzymać egzekwowanie orzeczenia TSUE (jednej wstrętnej sędziny). Pozostaje nam chyba jednak "ulica", czyli masowe demonstracje związków zawodowych przed siedzibą TSUE, ale także na brukselskich ulicach. Wierzę w to, że polscy górnicy są w stanie rozpalić płomień niezgody na owe orzeczenie i ich "Solidarność" pokaże, że tak z Polakami nie można pogrywać. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

piątek, 24 września 2021

Nasza obecność w UE - czas na głęboką refleksję!

Zawsze - choć może to zabrzmieć patetycznie - czuję się źle ze świadomością, że jakieś moje profetyczne przewidywania wobec mojej Polski i utrzymania jej suwerenności oraz niepodległości znajdują jednak odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niestety tak jest w przypadku naszej obecności w UE. 

Osobiście w dziwnym dwudniowym referendum w sprawie zgody naszych rodaków na przyłączenie się do UE głosowałem przeciw, ale jednak - choć podświadomie przeczuwałem, że to jest i będzie niedobre dla naszej Ojczyzny - tliła się jakaś nadzieja, że może jednak się mylę i nie ukrywam tego, iż chciałem  żebym się mylił. Tym bardziej, że w momencie naszego wejścia do UE tamtejsze elity jeszcze ukrywały swoje prawdziwe zamiary a dziś UE jest zupełnie inna niż w 2004 roku. 

Jednak - ku mojemu smutkowi - UE rozwija się w przewidywanym przeze mnie kierunku, czyli budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, drugiego ZSRR, który ja nazywam Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) z centralą nie w Brukseli, ale w Berlinie. 

Na początek taka moja konstatacja: jeżeli ktokolwiek z moich rodaków myślał, że bogate kraje Starej UE, a przede wszystkim Niemcy bezinteresownie będą inwestowały w postaci tzw. pomocy unijnej w nowych krajach, które wraz z Polską wstąpiły do UE to jest albo idiotą, albo ignorantem, albo nieukiem, albo po prostu cynikiem lub naiwniakiem. Pomijam tutaj możliwość indywidualnej chciwości i celowego działania na niekorzyść Polski, bo to zwykłego obywatela nie dotyczy, natomiast może dotyczyć polskich elit z różnych obszarów i polityków, którzy za unijne srebrniki są w stanie zdradzić Polskę. A takich niestety w naszym kraju nie brakuje. Nie brakuje w nim także tych, którzy tak naprawdę etnicznie (i nie tylko) Polski i Polaków nienawidzą i nie czują się Polakami, choć w naszym kraju mieszkają i zarabiają a niektórzy z nich nawet zapowiadali, że aż tak tej obecnej Polski nienawidzą, iż z niej po prostu wyjadą na zawsze. Jednak jakoś zostali a szkoda, bo nasz kraj poczułby się lepiej bez nich. 

Polska jest jednym z największych krajów w Europie a tym samym ogromnym ze swoją liczebnością  rynkiem konsumenckim. Leży w tej Europie w jej centrum. Jest piękna ze swoim morzem, górami, lasami, jeziorami, polami i żyzną ziemią oraz obfitymi bogactwami naturalnymi. Ma piękne i w dużej ilości rozłożone po całym kraju aglomeracje miejskie, miasta, miasteczka i wsie. Nasza historia sięga powyżej 1000 lat a demokracją byśmy mogli się jedynie dzielić z innymi państwami Europy. Ludzie są bardzo kreatywni i w sumie - mimo tego, iż przez ostatnie kilkadziesiąt lat poziom wykształcenia obniżył się - to i tak są w porównaniu np. do Niemców czy Brytyjczyków lepiej wykształceni. Są także bardzo pracowici i tak naprawdę pracują najwięcej w UE (niestety za mniejsze pieniądze). Jakże wobec tego perfidnym było przez dziesiątki lat wtłaczanie nam tzw. "polityki wstydu" i to, że niby jesteśmy "brzydką panną na wydaniu" (W. Bartoszewski vel profesor). Możemy być dumni z Polski i z Polaków, naszej historii, tradycji, tolerancji, własnego języka, naszej wiary i przywiązania do rodziny. 

Tyle tylko, że to z czego możemy być dumni jest zaprzeczeniem rozlewającego się w UE (ale tak naprawdę w całym świecie zachodnim) lewackiego ataku na ludzkie umysły i zachowania. Czego chcą Ci  globalistyczno-demoliberalni piewcy neomarksizmu (m.in. spod znaku A. Gramsciego, A. Spinellego i Szkoły Frankfurckiej)?  Otóż odebrać nam cztery podstawowe rzeczy: Boga, rodzinę, własność i państwa narodowe [1].

Obecny rozwój UE właśnie zmierza dokładnie ideologicznie w tym kierunku. I konserwatywna Polska oraz Węgry (no może jeszcze ze dwa czy trzy mniejsze kraje) stanowią przeszkodę w zapanowaniu nad całą Europą. Niewątpliwie Polska spośród tych krajów ma największe znaczenie i stąd ten atak unijnych czynowników na nas kraj. 

No tak. To co napisałem powyżej to cel strategiczny demoliberalnych elit globalistycznych, natomiast dziś mamy do czynienia ze swoistą wojną hybrydową Berlina (Brukseli a może i Moskwy) z Warszawą. A ona przybrała na znaczeniu po wygranej przez J. Bidena prezydentury w USA. Dopóki rządził D. Trump to Polska miała swoisty parasol ochronny, dzięki czemu rząd PiS nie stracił władzy, choć cały czas były takie próby, jak np. "ciamajdan" w 2016 roku. Wszyscy chyba pamiętamy bardzo chłodne relacje A. Merkel z D. Trumpem. Oprócz zarzutów, że Niemcy niewystarczająco dokładają się do budżetu NATO to dodatkowo D. Trump bardzo mocno popierał ideę Trójmorza (miała stanowić przeciwwagę dla Niemic) oraz blokował budowę gazociągu Nord Stream 2. 

Po objęciu prezydentury przez J. Bidena nastąpiła zmiana polityki USA względem Europy o 180 stopni. Administracja nowego prezydenta znów postawiła na Niemcy, wycofała sankcje wobec Nord Stream 2 (co skutkuje tym, że już w tym roku rurociąg będzie uruchomiony) i najprawdopodobniej oddała Polskę w ponowne zarządzanie Niemcom. A jak Niemcom to i po części Rosji w ramach kondominium rosyjsko-niemieckiego. Oczywiście Amerykanie nie oddali nas w całości i być może nadzorują Niemcy i Rosję, ale raczej obejmuje to amerykańskich i izraelskich Żydów, którzy chcą nas okraść z ogromnych pieniędzy (finansowo lub w naturze) w ramach tzw. bezprawnych reparacji wojennych od Polski (Just Act 447) lub też mają zamiar zbudować swoje Polin (Judeopolonię).  

Napięcie na granicy Polski z Białorusią (nie mogło to się odbyć bez zezwolenia Kremla), atak unijnych elit na Polskę z groźbą wstrzymania pomocy unijnej w ramach Funduszu Odbudowy, jednoosobowe nałożenie przez TSUE kary w wysokości 500 tys. euro dziennie za brak wstrzymania pracy kompleksu Turów a nawet nagły powrót D. Tuska do kraju... to nie są przypadki. Wszystko jest skorelowane w czasie a ostatecznie ma doprowadzić do upadku obecnych rządów i przejęcia ich przez proniemieckich (prorosyjskich i prożydowskich?) zdrajców Polski.  

Niestety, ale i nasze obecne władze doprowadziły do takiej sytuacji, z początku myśląc zapewne, że era D. Trumpa jeszcze potrwa (lipiec 2020), ale już przecież w grudniu 2020 roku było wiadome, że wygra J. Biden i ówczesne decyzje polskiego rządu już to powinny uwzględniać a tak się nie stało. 

Popełniliśmy kardynalne błędy. Jakie? Otóż te poniżej wskazane. 

Ano to, że po raz pierwszy zgodziliśmy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE, co po prostu oznacza, iż gdyby jakiś kraj miał kłopoty ze spłatą długów wynikających z zaciągniętych pożyczek w ramach otrzymanych środków z Funduszu Odbudowy lub po prostu by ich nie spłacał,  to każdy inny kraj UE - w tym Polska - będzie wedle jakiegoś tam współczynnika proporcjonalności zobowiązany do spłaty długu tego kraju. Nazywa się to uwspólnotowieniem długu. Takie uwspólnotowienie długów dzieje się po raz pierwszy w historii UE.

Po drugie zaś i znów po raz pierwszy mamy do czynienia z faktem, że Komisja Europejska otrzymała prawo ustanawiania podatków dla wszystkich krajów UE. Dotąd takie prerogatywy miały tylko poszczególne państwa a teraz to KE ma takie prawo, co jest jawną ingerencją w dotychczasowe i traktatowe uprawnienia zarówno państw-członków UE, jak i KE. Teraz możemy spodziewać się, że nigdy demokratycznie nie wybrany rząd europejski w postaci KE może swobodnie nakładać nam podatki z pominięciem rządów danego kraju europejskiego. 

No i po trzecie. Zgodziliśmy się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę, co już widzimy. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą i już są dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki. 

Te wszystkie ataki płynące z UE i innych krajów (jak Białoruś, czyli Rosja a nawet USA) muszą chyba każdego skłonić do refleksji nad tym, czy faktycznie powinniśmy w tej UE być. Ostatnio powstał też raport, który mówi, iż średniorocznie finansowo tracimy na naszej bytności w niemieckiej UE przeszło 30 mld zł rocznie [2]. 

Ja też głęboko się nad tym zastanowiłem i chcę powtórzyć moje wnioski. UE jest nam potrzebna, ale taka jaka miała być u jej zarania, czyli Europą Ojczyzn a nie Jednym Państwem Europa. Polska winna zebrać sojuszników, z którymi będzie w stanie dzisiejszą UE zmienić od środka, właśnie w ten sposób, żeby powróciła do swoich korzeni. Jednak - jeżeliby się to okazało niemożliwe - to należy naprawdę realnie pomyśleć o ewentualnym Polexicie. 

Tak jeszcze dygresyjnie. Polacy byli od zawsze jednymi z największych zwolenników UE a takie decyzje jak nałożona kara na kompleks Turowa czy grożenie nam zabraniem funduszy unijnych mogą sprawić, że te nasze poparcie dramatycznie spadnie. Nie przez przypadek przecież to Polacy najbardziej buntowali się w czasie reżimu komunistycznego i sądzę, że elity UE tego nie rozumieją i strzelają sobie w kolano. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com