wtorek, 6 października 2026

Czy Premier RP już nam ostatecznie zwariował? (Część I - Raport CIA)

Zastanawiałem się czy w ogóle poruszać temat ewentualnego zwariowania Premiera Donalda Tuska, bo nie jestem ani psychologiem, ani tym bardziej psychiatrą więc moje oceny psychiki oraz zachowań innych są jedynie subiektywne a ich konkluzje wynikają m.in. z osobistych doświadczeń zawodowych, posiadanej wiedzy ogólnej i marketingowej (psychologia ogólna – w tym psychologia zachowań konsumenckich, statystyka i inżynieria społeczna, NLP) oraz informacji, wypowiedzi innych i obserwacji dziejącej się rzeczywistości. Można mi tym bardziej zarzucić pewnego rodzaju tworzenie scenariusza oraz reżyserię filmu czy też konstrukcji i istoty tekstu z gatunku tzw. "teorii spiskowej", bowiem w większości traktuję moje słowa jedynie w kategorii "political fiction", satyry i szyderczego sarkazmu.

Śpieszę też wyjaśnić, że używane nieraz w tekście określenia oznaczają: 
– szyderczy sarkazm - werbalny lub niewerbalny przekaz, który jest przesadnie piękny i wyszukany, a jednocześnie ironiczny i szyderczy wobec danej osoby lub grupy osób, 
– egocentroizm - moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu,  
– megalomitomania - patologiczne zaburzenie psychiczne charakteryzujące się jednoczesnym występowaniem przesadnego poczucia własnej wielkości (megalomanii) oraz kompulsywnej skłonności do zmyślania i tworzenia fałszywych historii (mitomanii), które służą podtrzymaniu wyolbrzymionego obrazu własnej osoby, 
– obsesyjna nienawiść - silne, uporczywe i nawracające uczucie wrogości, które zajmuje umysł osoby przez długi czas, często prowadząc do obsesyjnego myślenia o zemście lub krzywdzie. Osoba z obsesyjną nienawiścią może nieustannie rozmyślać o doznanych urazach i planować odwet, nawet jeśli minęły lata od zdarzenia. Jest często podstawą patologicznej mściwości i może być elementem różnych zaburzeń psychicznych, takich jak zaburzenia osobowości (np. paranoidalne, obsesyjno-kompulsyjne) lub zaburzenia afektywne,
– psychologiczna projekcja – świadomy lub podświadomy mechanizm obronny, który polega na przypisywaniu innym ludziom własnych akceptowanych bądź nieakceptowanych myśli, emocji, pragnień, wad lub motywacji. 

Oczywiście żadne z wymienionych określeń nie odnosi się bezpośrednio do zachowań Czcigodnego i Ukochanego Przywódcy, polskiego premiera Tuska Donalda, a wszelkie podobieństwa w tym zakresie są przypadkowe i niezamierzone.

Mówiąc w bardziej zrozumiałym, dla niektórych nawet chyba ojczystym, języku oznacza to wg. tłumacza Google mniej więcej to: 

Für Deutschland – "Dla Niemiec" – (zwrot dodany do tekstu na pamiątkę słynnego aktu służebnie pochwalnego wobec Niemiec i Niemców wygłoszonego onegdaj przez D. Tuska):


Natürlich trifft keine der genannten Bezeichnungen direkt auf das Verhalten des verehrten und geliebten Führers, des polnischen Premierministers Donald Tusk, zu, und jegliche Ähnlichkeiten in diesem Bereich sind zufällig und unbeabsichtigt. 

Tekst podzieliłem na części, które nie są merytorycznie chronologiczne a moim subiektywnym zdaniem są co najmniej ważne, czyli tak naprawdę kolejność części jest merytorycznie nieistotna. No chyba, że po ich lekturze można będzie wyodrębnić zależności przyczynowo - skutkowe określonych postaw i zachowań naszego Gorącego Słońca Peru. 

Ogólnie zaś muszę stwierdzić, że napisanie tego tekstu rodziło się w "bólach tworzenia" i jak dla mnie trwało zbyt długo, oj... za długo. Wynikało to przede wszystkim z tego, iż – chyba po raz pierwszy w historii mojego blogowania (od 2008 roku) i pomimo tego, że tekst ma charakter szyderczego sarkazmu i satyry  – musiałem zmierzyć się z koniecznością autocenzury. Jej podstawą było zachowanie tzw. "ostrożności procesowej", która jest niezbędna w totalitarnym lub quasi totalitarnym państwie i w okolicznościach braku lub ograniczenia wolności słowa, czyli cenzury politycznej i ideologicznej, w tym mającej nawet charakter prewencyjnej. 

Było to dla mnie nowe doświadczenie i teraz rozumiem ile pracy musieli włożyć w swój przekaz opozycyjni artyści, naukowcy, dziennikarze, etc. w okresie zamordyzmu i szalejącej cenzury czasów komuny. Tyle tylko, że wtedy było jasne gdzie jest "zło" i jak ono (nawet prawnie - uchwalona 31 lipca 1981 roku przez Sejm PRL ustawa o kontroli publikacji i widowisk) wygląda. Teraz rządzący mogą dowolnie uznać, kto jest ich wrogiem i kogo należy  prześladować lub w określony sposób zniszczyć. A opozycyjni twórcy a nawet zwykli ludzie zaczęli się po prostu bać systemu i nagminnie już stosują autocenzurę i autocenzurę prewencyjną. 

--------------------------------------------------

No, ale starczy już tego przydługiego, ale dla mnie koniecznego wstępu i skupmy się na pewnym znamiennym fakcie.   

Otóż stało się coś nieprawdopodobnego w dużym państwie europejskim, które chce uważać się za poważne. 

Oto na oczach kamer, mikrofonów i ludzi, którzy podobno umieją czytać, dokonano publicznej prezentacji wniosków z chyba tajnego i "dość precyzyjnego" raportu CIA, który miał otrzymać od szefa tej agencji Johna Ratcliffa nasz Ukochany Premier Donald Tusk. Dokonał tego z pełną powagą. Słowami z dokumentu, którego jak się okazało... najprawdopodobniej nigdy nie było. 

Nie było żadnej teczki. Nie było stron. Nie było numeru, daty, pieczęci, parafki ani nawet tej żałosnej kserokopii, którą u nas zwykło się nazywać oryginałem, bo oryginał „jest w sejfie Kancelarii Premiera”. Był człowiek, nawet Premier RP. Były kamery i mikrofony. Była powaga tak gęsta, że można było nią kroić powietrze. I był głos, który przez dłuższy czas prezentował to, czego najpewniej nigdy nie sporządzono. A przed nim siedziało lub stało grono osób w polskim Sejmie oraz m.in. podczas spotkania z szefami rządów państw Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie.

"Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach i tak, jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy. Należy spodziewać się różnych scenariuszy i Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE" - stwierdził był nasz Czcigodny Premier [1]. 

Zresztą zobaczcie i usłyszcie to (razem z komentarzem) na własne oczy i uszy...


Na takie dictum odpowiedział prezydencki minister Marcin Przydacz: "Nie było żadnego »tajnego raportu CIA« na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?" [2].

Do narastających wątpliwości odniósł się też Tomasz Siemoniak, przedstawiając kulisy przekazania informacji ze stolicy USA. Jak wyjaśnił, natychmiast po rozmowie przeprowadzonej w Waszyngtonie z szefem amerykańskiej agencji wywiadowczej przekazał szefowi rządu kluczowe ustalenia: "Przekazałem je premierowi nie w postaci pisemnego raportu, po prostu można to nazwać ustnym raportem" – sprecyzował Tomasz Siemoniak. Dodatkowo poinformował, że te same, precyzyjne informacje niezwłocznie po paru dniach trafiły również do Prezydenta RP [3].

Pozwolą Państwo, że opiszę rzecz po kolei, gwoli ścisłości, skoro ścisłości właśnie nam odmówiono.

Najpierw ustami  polskiego premiera powiedziano, że dokument istnieje. Potem, że w sumie jego treść jest co do zasady raczej utajniona, więc nie może być pokazana. Potem, że "raport - niewidka" został już pokazany — właśnie teraz, ustnie — i że kto nie słuchał, ten nie czytał. Na koniec "między wierszami" dodawano, że wątpliwości co do istnienia dokumentu są nawet atakiem na powagę państwa i jego bezpieczeństwo. I fanatyczni zwolennicy KO czy lewacko-demoliberalne elity unijne kiwali z wielką powagą głowami, jakby kiwanie było formą lektury.

Nie wiem, kto i dlaczego uznał, że werbalny zwrot „przedstawiam” zastępuje papier. Nie wiem, kto i dlaczego nauczył część dziennikarzy z nabożeństwem zapisywać "wyplute z gardła" przez D. Tuska treści, których – z dużą dozą prawdopodobieństwa graniczącego z pewnością  – nikt nigdy nie napisał. 

Ale wiem jedno. Od tej chwili dokument nieistniejący ma już swój żywot publiczny, bogatszy niż niejeden dokument istniejący. Ma interpretacje. Ma obrońców. Ma krytyków, którzy spierają się o nieistniejący przecinek. Ma ludzi, którzy nawet „czytali go w całości”, choć całość składa się z kilku zdań wypowiedzianych do mikrofonu: że dokument (w kontekście rosyjskiego imperializmu) jest bardzo ważny dla polskiego i europejskiego bezpieczeństwa. 

Prezentujący części raportu nasz Ukochany Premier D. Tusk był nad wyraz poważny, jakby faktycznie wierzył w istnienie tego raportu. 

A może on rzeczywiście w to wierzył, może też sam go wymyślił albo miał jakieś urojenia lub słyszał głosy czytające mu jego treść? Mogło być też tak, że zrobił to na rozkaz jego mocodawców z Berlina albo też najzwyczajniej z własnej potrzeby, bo po prostu jest "patologicznym kłamcą" i kłamiąc odczuwa specyficzną formę jakiejś chorej ekscytacji i satysfakcji? Albo też zrobił to bardzo cynicznie licząc na wywołanie w Polakach psychozy strachu przed ewentualną agresją i wojną z Rosją? Może też skierował te słowa do debilnej części swojego fanatycznego elektoratu, który bezgranicznie i bezrefleksyjnie uwierzy w każdą wypowiedzianą przez niego bzdurę? A może jest to pośredni wyraz jego nieskrępowanej i widocznej już niemal obsesji na punkcie Prezydenta Karola Nawrockiego, którego podziwia a jednocześnie zazdrości mu wszystkiego tak mocno, że aż go we wszystkim nienawidzi?

No i poniżej mamy "wariację" sztucznej inteligencji na temat wspomnianej obsesji:

    Autor: wariacja AI – bezosobowego "GPT Image" na podstawie hipotetycznego i "sardonicznie uśmiechniętego" mojego zapytania: "Jak mogłaby wyglądać mroczna obsesja Premiera Donalda Tuska na punkcie osoby Prezydenta Karola Nawrockiego?"

Każdy z tych w/w powodów jest możliwy i każdy z nich można by było omówić w osobnym felietonie albo  też zanalizować je wszystkie by wykazać, że przyczyną zachowania Premiera jest tak naprawdę ich "mix", czyli  ich współzależny zespół. I rzeczą najważniejszą jest określenie wewnętrznej struktury ich stopnia wpływu na decyzje i zachowania naszego Słońca Peru. Niemniej każdy z nich jest co najmniej niebezpieczny dla Polski i Polaków, bo przecież dotyczy osoby samego Premiera Polski a Polska nie zasługuje na premiera być może: nierównoważnego psychicznie, z ewentualnym kompleksem niższości lub też możliwego patologicznego kłamcę i zawistnika. 

No bo jak określić osobę, która "ciągle się wścieka", opowiada o nieistniejących w rzeczywistości faktach, bywa patologicznym kłamcą i cynicznym hipokrytą z silnie zakorzenionym "mechanizmem wyparcia", u której często widać wybujałe ego a jednocześnie jakiś nieokreślony "kompleks niższości" czy też charakteryzującą się  nad wyraz rozwiniętą i w sumie infantylną potrzebą posiadania władzy i oceniającą innych "podług własnej miary"? A dodatkowo wyczuwa się u niej brak empatii lub ta empatia jest raczej udawana.

Czy jest ona egocentroikiem, megalomitomanem a może już osobą niemal chorą psychicznie projektującą swoje wyobrażenia o innych na podstawie wyobrażeń o własnej osobie? Nie mnie to rozstrzygać – są od tego różni specjaliści. Ja tylko subiektywnie i w "krzywym zwierciadle"* opisuję to co widzę i jak to  – być może całkowicie błędnie – odbieram i interpretuję. A szczerze... to chciałbym w tym temacie być naprawdę  w "mylnym błędzie".

Człowiek naiwny (dla przykładu jakiś dziennikarz), a więc dziś niemal wywrotowiec — mógłby zapytać, czy może dostać egzemplarz omawianego raportu. Odpowiedź na to niemal zawsze jest jedna i wypowiadana z wyrzutem, że egzemplarz właśnie został przekazany publicznie. Ustnie. I że domaganie się papieru jest niepoważne, bo papier można sfałszować, a powagi nie. Na to nie ma już odpowiedzi, bo odpowiedź wymagałaby dokumentu, a dokumentu nie ma, więc zamyka się jakąkolwiek dyskusję w imię dokumentu.

I tu dochodzimy do rzeczy, która powinna każdego normalnego człowieka zadziwić, postawić na nogi i skłonić do poważnej refleksji.

Skoro dokumentu nie ma, to nie ma też tego, co dokument rzekomo przedstawia, nakazuje lub przed czym przestrzega. Nie ma więc podstawy, aby stanowił podstawę wyciągania na jego podstawie jakichkolwiek wniosków, bo przecież dokumentu po prostu nie ma a jest tylko przekaz ustny. I na jakiej podstawie ten ustny przekaz premiera powstał? Na podstawie dokumentu, którego nie ma? Istny "misz masz", jakieś koło absurdu i hipokryzji, które zamknęło się tak szczelnie, że prawda nie ma już którędy wejść ani wyjść.

Mówiąc kolokwialnie: pokazano nam pustkę i kazano jej bić brawo.

Najpierw było zdanie. Potem stało się cytatem. Cytat stał się źródłem. Źródło stało się dokumentem. Dokument stał się podstawą tworzenia atmosfery strachu. A kiedy ktoś już pyta o papier, to słyszy, że jest ignorantem, bo „wszyscy już to słyszeli”. Wszyscy. Czyli nikt nie musi już sprawdzać. Sprawdzanie bowiem byłoby brakiem zaufania do wszystkich i atakiem na bezpieczeństwo państwa, a brak takiego zaufania jest dziś jedynym przestępstwem, które nie wymaga dokumentu.

Pozostawiam w próżni pytanie, które i tak ciśnie się na usta: jeżeli dokument nie istnieje, to co właściwie zostało zaprezentowane z taką drgającą powagą?

Odpowiedź jest prosta i dlatego nie padnie na żadnej konferencji prasowej. Zaprezentowano naszą gotowość, żeby uwierzyć. Nic więcej. Ani strony, ani podpisu, ani treści. Tylko gotowość. I ta gotowość — to trzeba powiedzieć z całą szyderczą powagą, na jaką stać felieton — była jedynym załącznikiem, jaki tego dnia naprawdę wniesiono na salę.

A na koniec opowiem Państwu, co mi się śniło...

...Była sala. Duża, urzędowa, z wodą w karafkach, których nikt nie pije, bo picie wyglądałoby na lekceważenie powagi. Na stole leżała teczka. Gruba. Z napisem „DOKUMENT”. Prezentujący otworzył ją z namaszczeniem, z jakim otwiera się rzeczy ostateczne. W środku nie było kartek. Było lustro. I każdy, kto zajrzał, zobaczył nie treść, tylko własną minę, już zgodną, już kiwającą, już cytującą artykuł, którego nie ma. A im dłużej patrzył, tym bardziej był pewien, że właśnie przeczytał. I zaczął poprawiać innych: że w podkreślonym i omawianych akapicie raportu jest inaczej, że załącznik mówi wprost, że kto nie widzi, ten nie chce widzieć. A lustro milczało. Lustro zawsze milczy. To ludzie dopisują mu głos. I ten głos był coraz pewniejszy, i coraz bardziej oburzony, i coraz głośniej żądał postępowania  prokuratorskiego wobec wszystkich, którzy śmią twierdzić, że w teczce nic nie ma... aż się przebudziłem.

Oj, jak to dobrze, że to był tylko sen...

Tylko że przemówienie premiera nie było snem. Było całkiem realne. Z mikrofonem. Z powagą. Z dokumentem, którego nie było. I z nami, którzyśmy już prawie zaczęli go cytować.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... a jeżeli już musisz zostawić jakiś dokument, zostaw taki, który da się wziąć do ręki...

Koniec części I. Niedługo będą kolejne. A może Państwo mają jakieś propozycje zachowań premiera, którymi warto się sarkastycznie przyjrzeć? Bo dziś chyba już tylko satyra nam pozostaje, zupełnie jak za czasów komuny...

[2] Tamże
*„w krzywym zwierciadle” – związek frazeologiczny, który oznacza przedstawianie rzeczywistości w sposób celowo zniekształcony, przesadzony i karykaturalny, zazwyczaj po to, aby coś wyśmiać, skrytykować lub obnażyć czyjeś wady. W literaturze, filmie i publicystyce zwrot ten oznacza zastosowanie satyry, parodii lub groteski. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

czwartek, 17 września 2026

87 rocznica agresji Sowietów na Polskę!

Dzisiaj 87 rocznica najbardziej tchórzliwego, barbarzyńskiego i chamskiego ataku na Polskę w całej jej historii.

Pozwolą Państwo, że niemal w całości przypomnę mój ubiegłoroczny felieton, który choć trochę przybliża tamte wydarzenia.

---------------------------------

17 września 1939 r., łamiąc traktaty międzynarodowe, w tym: obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Sowiecka wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując tym samym nazistowsko-komunistyczne ustalenia zawarte w tajnym protokole zawartego 23.08.1939 roku (i zmodyfikowanego we wrześniu tegoż samego roku) paktu Ribbentrop-Mołotow a właściwie Stalin-Hitler. Ta zbrodnicza i barbarzyńska napaść na broniącą się cały czas Polskę była niczym innym właśnie jak realizacją IV Rozbioru Polski dokonanego przez socjalistycznych, sowieckich, marksistowskich oraz nazistowskich, marksistowskich, niemieckich nieprzyjaciół, od zawsze nienawidzących Polskę i Polaków. Sowieci tym samym "wbili nam nóż w plecy" i ostatecznie doprowadzili w kampanii wrześniowej do naszej tragicznej w skutkach klęski.

Nie był to atak przypadkowy a jego przygotowania Sowieci rozpoczęli zaraz po swojej klęsce w wojnie z Polską w 1920 roku a nawet wcześniej. Był po prostu realizacją zapowiedzi - wcale nie uważającego się za człowieka rosyjskiego a nawet gardzącego rodowitymi Rosjanami i dowiezionego na rewolucję ze Szwajcarii - W.I. Lenina: "Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidzić jej będą Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią. Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami".

Po wojnie polsko - bolszewickiej z 1920 roku w Moskwie stało się jasne, że sami sowieccy bolszewicy nie są w stanie pokonać Polski i rozszerzyć swojego panowania na całą Europę. Potrzebna im zatem była nowa wielka wojna, której sojusznikiem mogły być jedynie upokorzone - w swoim mniemaniu - Traktatem Wersalskim Niemcy - tak samo nienawidzący Polski i niezgadzający się na jej istnienie jak Sowieci. Oba kraje łączyła wspólna historia i dokonanie rozbiorów Polski, oba kraje w latach 20-tych XX wieku były geopolitycznie alienowane...

16 kwietnia 1922 roku komisarz spraw zagranicznych Rosji Gieorgij Cziczerin i minister spraw zagranicznych Niemiec Walther Rathenau podpisali we włoskim Rapallo układ militarno - handlowy. Zmieniał on diametralnie sytuację zarówno Niemiec jak i Rosji. Inicjatorami podpisania owego układu byli Sowieci. Niemniej zarówno dla nich, jak dla Niemców był to układ idealny. Niemcom pozwalał ominąć obostrzenia Traktatu Wersalskiego i swobodnie szkolić oraz zbroić się militarnie na terenach sowieckich, dla Rosjan był niezbędny dla budowy swojego przemysłu zbrojeniowego i swojej gospodarki.

Punktem zwrotnym współpracy sowiecko-niemieckiej było objęcie w Niemczech władzy przez socjalistę i szefa Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), Adolfa Hitlera.  Program jego partii  oparty był - podobnie jak komunistów w Rosji Sowieckiej - na ideach K. Marksa i nie miał nic wspólnego z ówczesnym ruchem faszystowskim. Wielu nazistów wywodziło się z szeregów niemieckich komunistów. Sam Hitler uważał się za ucznia Stalina, choć obaj myśleli o sobie jako o wrogach konkurujących między sobą w dążeniu  do identycznego celu, jakim było wojenne opanowanie jak największej ilości narodów Europy a nawet świata.

Kulminacyjnym aktem owej współpracy było podpisanie wspomnianego paktu Ribbentrop-Mołotow. Warto zwrócić uwagę, że inicjatorem jego tajnego protokołu - m.in. likwidującego ostatecznie Polskę - był sam J. Stalin. W. I. Lenin to właśnie jego obwiniał za klęskę z 1920 roku. J. Stalin z tej nienawiści nie chciał nawet, aby Polska istniała jako jedna z republik sowieckich. Dlatego też już w 1938 roku zlikwidował polską sekcję kominternu (jako przyszłego zalążka komunistycznego rządu w Polsce) a jej członków wymordował. Już wtedy chyba zdecydował, że Polska w żadnej formie nie będzie istniała, nawet jako kolejna republika ZSRR.

Zgodnie z zapisami owego paktu CCCP miała graniczyć z Rzeszą – skąd my to ostatnio znamy? – na Wiśle. Ten IV Rozbiór Polski  dawał Sowietom ponad połowę naszego kraju, razem z prawobrzeżną częścią Warszawy. Ponadto zapisy paktu dawały Stalinowi: Łotwę, Estonię, Finlandię i część Rumunii. Oczywiście też Niemcy zyskali: Sowieci przekazali im olbrzymią ilość surowców, w tym stali, paliw i zboża, niezbędnymi dla rozwoju niemieckiej armii. Niemcy ponadto przekazali Rosjanom plany swych najlepszych pancerników i czołgów. W myśl postanowień umowy niemieccy doradcy pomagali w sowieckich fabrykach wprowadzać nowe technologie a sami uczyli się od Sowietów, jak wykorzystywać więźniów obozów do pracy. Uzgodniono też ścisłą współpracę NKWD z niemieckim gestapo, zwłaszcza w zwalczaniu polskiego ruchu oporu.

Jedną z tragiczniejszych kart naszej historii jest fakt, że treść paktu Ribbentrop-Mołotow  i jego tajnego załącznika znana była aliantom tuż po jego podpisaniu. Nie przekazano go jednak Polsce! Można to oceniać jedynie w kategoriach zdrady Polski dokonanej przez jej sojuszników: Anglię i Francję. Gdyby Polacy znali zapisy tajnego protokołu inaczej wyglądałaby cała kampania wrześniowa i inaczej musielibyśmy zareagować na sowiecką agresję! Inaczej też musieliby zachować się alianci w obliczu żądania przez Polskę pomocy w czasie agresji przez dwa ludobójcze totalitaryzmy. A my czekaliśmy naiwnie na pomoc aliantów w dniu 3 września i później...

Mimo tego - po agresji Niemiec - Polska broniła się.  16 września 1939 sytuacja Niemiec była bardziej niż beznadziejna. Brakowało paliwa i pojawiały się problemy logistyczne. Luftwaffe musiała odwołać szereg lotów. Straty w sprzęcie zmotoryzowanym wynosiły połowę stanu. Polskie wojska postępowały według planu defensywnego przygotowanego przed wojną, trwała bitwa nad Bzurą, którą - gdyby nie sowiecka agresja - mogliśmy nawet wygrać i zmienić losy kampanii wrześniowej. A. Hitler wielokrotnie wzywał J. Stalina do wypełnienia ich umowy i ataku na Polskę. Nastąpiła ona 17 września, po zakończeniu w dniu 16 września na wschodzie japońsko-sowieckiej bitwy nad Chałchin – Goł. J. Stalin musiał - zanim zaatakuje Polskę -  mieć pewność, że nie będzie walczył na "dwóch frontach", co charakteryzowało poczynania Niemców.

Należy też  wskazać, że Francja i Anglia zdecydowały 12 września 1939 roku (podczas konferencji w Abbeville) o nie udzieleniu przez nich zbrojnej pomocy  Polsce w walce z Niemcami. Była to ich ostateczna zdrada, o której też wiedział J. Stalin i jego wówczas przyjaciel w walce A. Hitler.  Ci zdrajcy jeszcze okłamali Polskę, że uderzą właśnie 17 września.

Pod koniec dnia 16 września do oddziałów sowieckich zgromadzonych w strefie przygranicznej dotarł tajny rozkaz K. Woroszyłowa nr 16634 o treści: "Uderzać o świcie siedemnastego", czyli od samego początku wojny Sowieci byli gotowi do uderzenia...

Jakże wtedy pomiędzy 3 a 6 rano Józef Stalin musiał być zadowolony. Czekał tyle dni, bo aż 17 od momentu kiedy jego serdeczny, socjalistyczny przyjaciel Adolf Hitler napadł równie barbarzyńsko na Polskę - tego "koszmarnego bękarta Traktatu Wersalskiego" jak określał to jego przecież ukochany minister Wiaczesław Mołotow (często można też spotkać łagodniejsze tłumaczenie tegoż cytatu - moim zdaniem łagodzone "na siłę": "poroniony płód traktatu wersalskiego").

Łącznie Sowieci skierowali do walki z "Polskimi Panami" prawie - według różnych źródeł - od 0,6 do 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 - 3 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 - 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 - 18 tys. oficerów (dane zróżnicowane: zależnie od źródła i sposobu kwalifikacji). Wielu z tych oficerów i innych znamienitych Polaków zostało później - w roku 1940 - bestialsko zamordowanych na terenie Rosji Sowieckiej w jednej z największych zbrodni ludobójstwa, tzw: Zbrodni Katyńskiej. Na obchody jej 70 rocznicy leciał w kwietniu 2010 roku do Katynia śp. Lech Kaczyński i wielu patriotów, którzy w dzisiejszych czasach walczyli o polskość i naszą niepodległość. Trudno oprzeć się wrażeniu podobnego celu jaki przyświecał śmierci tych elit... z roku 1940 i 2010...

W czasie wojny z sowietami i po niej, w wyniku, agresji, deportacji, przesiedleń zginęło około 2 miliony Polaków...

Warto o tej dacie przypominać, bo znów dla wielu staje się niewygodna... choć stanowi jedną z najważniejszych i najbardziej haniebnych dat w historii stosunków sowiecko-polskich. Obecna Rosja wypiera tę agresję z publicznej świadomości, nachalnie i propagandowo przekonując własne społeczeństwo, że II WŚ zaczęła się dopiero od agresji Niemiec na CCCP w 1941 roku. I w taką narrację historyczną wielu Rosjan naprawdę wierzy, tym bardziej, że dzisiejsze Niemcy – żeby nie drażnić Moskwy – wcale wobec niej jednoznacznie nie oponują. 

Źródła informacji, z których korzystałem i które były inspiracją niniejszego tekstu:
- http://krzysztofjaw.blogspot.com/2011/09/najgorszy-wrog-cham-i-tchorz-zadaje.html,
- https://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/05/pakt-ribbentrop-mootow-nadal-trwa.html
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Agresja_ZSRR_na_Polskę,
- http://www.polskiedzieje.pl/pozostale-artykuly/agresja-zsrr-na-polske-17-wrzesnia-1939-roku.html,
- http://www.1939.pl/bitwy/sowieci/agresja-zsrr-na-polske/index.html,
- http://lju.nowyekran.pl/post/27006,17-wrzesnia-1939,
- http://blogmedia24.pl/node/51913
- http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/09/tak-to-juz-koniec-zyjemy-w-polszy-i.html,
- http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/agresja-sowiecka-na-polske-17-ix-1939


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 6 września 2026

Czy to skutki wściekłej nienawiści i amoku w desperacji, czy może czegoś innego?

Opowiem Państwu trochę "wisielczy" humor zasłyszany w filmie "Udręczeni":
"Przychodzi lekarz do pacjenta i mówi:
– Mam dla pana złe wieści. Ma pan raka oraz chorobę Alzhaimera.
A - po chwili - pacjent na to:
– Uff, dobrze, że nie mam raka".

I jeszcze taką sentencję mylnie przypisywaną często Albertowi Einsteinowi:
"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów".

Upłynął już ponad tydzień i chyba na chłodno można teraz pokusić się o kilka refleksji na temat piątkowej (czwartego września) hucpy zafundowanej nam w Sejmie RP przez Premiera Donalda Tuska oraz jego "mędrków". 

Moim subiektywnym zdaniem byliśmy chyba świadkami początku zamachu stanu w Polsce w postaci jego pierwszego akordu, czyli prawdopodobnie bezprawnego powołania Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wiele środowisk społeczno-polityczno-prawnych jest bowiem zdania, że kandydat ów nie spełniał formalno-etyczno-prawnych warunków, aby zostać powołanym na sędziego TK, m.in.: apolityczności i bezstronności oraz realnego wykonywania zawodu prawniczego (w tym przypadku radcy prawnego) [1]. 

Warto tedy bacznie obserwować kolejne ruchy rządu D. Tuska zmierzające do politycznego opanowania TK, ale też zawczasu trzeba tym działaniom prawną "postawić tamę", bo musimy obronić Polskę przed jakimkolwiek wewnętrznym czy zewnętrznym totalitaryzmem.  

Ale też doczekaliśmy się wtedy kolejnego aktu tuskowej "operacji Zondacrypto", tym razem w postaci próby kolejnego "przepchnięcia" zawetowywanej przez Prezydenta RP rządowej ustawy o kryptowalutach w jej pierwotnym kształcie, czyli w takim - jak wyraził to sam P. Kral - który spełniał jego postulat, aby drastycznie ograniczała ona możliwość działania i funkcjonowania w Polsce firm dla niego konkurencyjnych. 

    Źródło: https://youtube.com/shorts/TK_pUU3P60E?si=yaCGN1Q8dVRMlRKD

No a wtedy nastąpił bardzo dziwny "słowno-mimiczny koncert" Premiera D. Tuska, który zaprezentował przy mównicy sejmowej.  

"Donald Tusk zacytował w Sejmie fragmenty zeznań podejrzanego (albo też świadka?) w aferze Zondacrypto Przemysława Krala. O ile miał prawo do zapoznania się z nimi, to nie miał prawa ich upubliczniać. Takiego zdania jest zastępca Prokuratora Generalnego prok. Michał Ostrowski. "Żurek siedzi i słucha wypowiedzi, za ile się kupowało ułaskawienie? To przestępstwo. Niech szybko przesłucha Tuska" - napisał na X prok. Ostrowski. Tego samego zdania jest prokuratorskie stowarzyszenie "Ad Vocem", które uważa, że Tusk złamał przepisy Kodeksu Karnego chroniące dobro śledztwa [2]". 

"Chodzi o znany art. 241 par. 1 kodeksu karnego, który stanowi o karalności czynu polegającego na publicznym rozpowszechnianiu bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego zanim zostaną one ujawnione w postępowaniu sądowym. Art. 12 ustawy Prawo o prokuraturze daje prawo do przekazania prokuratorom organom władzy publicznej wiadomości z wybranego postępowania, ale już nie zawiera uprawnienia do wydania zezwolenia na ujawnianie tych informacji przez ten organ władzy publicznej. Ujawnianie przez Premiera wyselekcjonowanych fragmentów zeznań z toczącego się postępowania przygotowawczego stanowi zatem rażące naruszenie fundamentalnych zasad procesowych i godzi w samą istotę rzetelnego wymiaru sprawiedliwości [2]".

Innymi słowy. Premier ma prawo uzyskać od prokuratury akta spraw, ale to nie jest tożsame z zezwoleniem na ich publiczne rozpowszechnianie, szczególnie ze względów politycznych a do tego w sposób subiektywnie wyselekcjonowany. Prawo w Polsce nie zna bowiem instytucji „politycznie użytecznego ujawnienia”.

A w tle cały czas była oczywiście tzw.: "afera Zondacrypto" i ewentualne morderstwo założyciela tej giełdy kryptowalut (wcześniej pod nazwą BitBay) Sylwestra Suszka, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach 10 marca 2022 roku. 

Sąd w Estonii ogłosił upadłość operatora giełdy Zondacrypto (BB Trade Estonia OÜ) 27 sierpnia 2026 roku a decyzję wydał Harju County Court (Harju Maakohus) w Tallinnie. 

Okazało się bowiem, że Zondacrypto była firmą o cechach hybrydy: klasycznej tzw. "piramidy finansowej" i tzw. "schematu Ponziego" [3]. Dlatego też bardzo ważnymi dla niej były: pozytywny wizerunek i konsumencko-inwestycyjna wiarygodność u obecnych i potencjalnych klientów.  Cele te osiągane były m.in poprzez działania public relations i publicity. Można do nich zaliczyć też wydawanie ogromnych środków finansowych na promocję i reklamę (w podmiotach "od lewa do prawa") oraz różnorodny sponsoring (od finansowania zagranicznych klubów piłkarskich do finansowania wydarzeń typu: konferencje, zjazdy czy konkretne uroczystości).

(Schemat pozyskany z archiwów Internetu został sporządzony na dzień 21.05.2024, więc zapewne jest w pewnej mierze już nieaktualny. Tym niemniej pokazuje, że - wbrew insynuacjom obecnie rządzących - Zondacrypto "szastało pieniędzmi" wszędzie tam, gdzie się dało a nie tylko po prawej stronie sceny polityczno-społecznej).

Pikanterii całej sprawie dodaje też reprezentowanie ewentualnego przestępcy P. Krala przez dwóch adwokatów: Romana Giertycha i Jacka Dubois, którzy znani są również ze związków z obecną koalicją rządzącą. Nawet więcej, bo mec. R. Giertych jest posłem oraz wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego samej KO (sic!) i tylko można się domyślać jaką rolę ma odgrywać pełniąc adwokackie obowiązki na rzecz swojego szemranego klienta. 

Pomijając już aspekty etyczno-moralne słusznie należy się obawiać m.in. konfliktu interesów, chociażby z tego względu, że przecież R. Giertych jest też chyba cały czas adwokatem rodziny Tusków (z premierem na czele) i co by się stało, gdyby np. P. Kral obciążył zeznaniami D. Tuska lub KO, czyli macierzystą partię R. Giertycha? Jak wtedy "wierzgałby i rżał" mecenas, satyrycznie nazywany nader często "koniem"? Co wówczas dla niego byłoby ważniejsze: adwokacka lojalność wobec klienta P. Krala czy lojalność wobec klienta D. Tuska, czy lojalność wobec P. Krala czy wobec Koalicji Obywatelskiej? No chyba, że już dziś wiadomo, iż takich - obciążających Premiera czy "koalicję 13 grudnia" - zeznań lub wyjaśnień nie będzie... A jeżeli jest wiadomo, to czy R. Giertych mógł lub może mieć wpływ na treść owych zeznań lub wyjaśnień?

Ciekawą postacią jest też mecenas Jacek Dubois. Od lat pojawia się wszędzie tam, gdzie krzyżują się interesy  polityki, biznesu, samorządu i wymiaru sprawiedliwości. Reprezentował już Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Beatę Sawicką, dziś jest pełnomocnikiem "sławnego inaczej" lekarza Dawida Kacprzyka, współpracuje z Romanem Giertychem w sprawie Geralda Birgfellnera czy właśnie P. Krala, a jego kancelaria zarobiła miliony na obsłudze warszawskiego ratusza. Uczestniczył też w "przesłuchaniu" przez prokurator Ewę Wrzosek Barbary Skrzypek, wieloletniej współpracowniczki prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, gdzie trzy dni po nim Pani Barbara zmarła [4]. 

A tak ogólnie cała ta wykreowana przez "koalicję 13 grudnia" "operacja Zondacrypto" okazała się znów wielkim niewypałem i może być porównywana z "aferą Amber Gold". Miała pogrążyć prawicę i nawet Prezydenta RP K. Nawrockiego a pogrąża wszystkich, też własnych kreatorów. Ostatecznie zaś chyba skończy się ona albo obciążeniem samego rządu za bierność w poinformowaniu w odpowiednim czasie społeczeństwa o tym, że Zondacrypto może być lub już była firmą-oszustem, albo po prostu afera zostanie wciągnięta przez "bagno zapomnienia", jak wiele jej podobnych. 

Reasumując. 

Mamy do czynienia z psuciem państwa przez ekipę D. Tuska i jego przybocznych. 

Powoli przestaje funkcjonować system prawny w Polsce a tym samym istota państwa jako takiego. 

Neguje się istnienie podstawowych instytucji państwa prawa jak np. Trybunał Konstytucyjny (m.in. nie publikując jego orzeczeń/wyroków czy też "głodząc" go finansowo) a jednocześnie dokonuje się wyboru niespełniającego wymogów formalnych Pana M. Berka na sędziego tegoż Trybunału, który podobno nie istnieje (sic!). 

Tworzy się jakiś abstrakcyjny podział na prawdziwych sędziów i "neosędziów", którzy jednak bywają uznawani za sędziów, jeżeli wydają wyroki korzystne dla rządzących. Premier D. Tusk gaworzy coś o "swoich" i "nie swoich sędziach", co w oczach obywateli podważa w ogóle niezawisłość, niezależność i bezstronność wymiaru sprawiedliwości a to z kolei rodzi brak zaufania do państwa polskiego.

Funkcjonuje i działa Prokurator Krajowy, który został powołany niezgodnie z prawem i po nielegalnym przejęciu gmachu Prokuratury. Nielegalnie przejęta telewizja publiczna (TVP) wciąż działa, choć znajduje się w permanentnym stanie likwidacji. Przetrzymuje się niewinne osoby w areszcie wydobywczym chyba tylko po to, aby wymusić na nich "odpowiednie" zeznania i wyjaśnienia. 

Od 9 września mamy też próbę nielegalnego przejęcia Akademii Wymiaru Sprawiedliwości i niemalże siłowego odsunięcia obecnego rektora i powołania w to miejsce nowego, nielegalnego "cudaka". Niemal wszyscy spodziewają się też próby siłowego przejęcia TK, upatrując w cyrku związanym z w/w akademią swoistego testu przed atakiem na tę właśnie konstytucyjną instytucję sądową.

Jedne afery są "przykrywane" kolejnymi tworząc swoistą "spiralę afer" i powodując chaos poznawczy u zwykłego obywatela, który już przestaje wiedzieć co jest zgodne z prawem a co nim nie jest. Mieliśmy już m.in. zamilczaną aferę pedeofilsko-zoofilską w Kłodzku, która została przykryta aferą w Szpitalu Południowym, która z kolei została przykryta przez aferę wadliwego rozdziału po-powodziowych środków pomocowych, która została przykryta aferą sporządzonego przez AI raportu marki Polska, która została z kolei przykryta aferą Zondacrypto, itd., itp. I do końca nie jest już  tak naprawdę wiadomo, czy konkretne afery są wykreowane (np. przez służby specjalne) czy rzeczywiste; czy są prawdą, fikcją (np. fake newsem, hejtem, "odwróceniem ról"), teorią spiskową, czy też operacją pod fałszywą flagą [5].    

Do tego ciągle mamy do czynienia z działaniami organów prokuratorsko-sądowych i aparatu przymusu tworzących atmosferę strachu u Polaków. 

A w tle umykają naprawdę poważne afery jak np. ostatnio sprzedaż strategicznego kolejowego terminala LPG w Plancie na Podlasiu, położonego zaledwie kilka kilometrów od granicy z Białorusią i to pomimo tego, iż Lasy Państwowe miały prawo pierwokupu, z którego nie skorzystały. Terminal został ostatecznie prawnie legalnie sprzedany za niemal 14 mln zł polskiej spółce WGT Group, w której jednak decydujący głos mają Białorusini powiązani z rosyjskim sektorem energetycznym. Trzeba też dodać, że o wątpliwościach związanych z tą transakcją zostało ex ante poinformowane zarówno Ministerstwo Aktywów Państwach jak i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego [6]. Taką sprzedaż należałoby oceniać chyba już w kategoriach "zdrady państwa" a gdybym był złośliwy to zapytałbym hipotetycznie: "kto i ile wziął w łapę za doprowadzenie tej transakcji do końca?".

Doprawdy... aż trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejny raz i znów za czasów Premiera D. Tuska polskie państwo zostaje sprowadzone do stanu, który niegdyś został już określony jako "państwo z dykty/kartonu", gdzie jest już tylko "ch...j, dupa i kamieni kupa". 

I już nie wiem czy wynika to z wściekłej nienawiści i amoku w desperacji; czy z jakichś defektów intelektualnych; czy z zaburzeń psychicznych; czy z niewiedzy, nieuctwa i/lub braku umiejętności rządzenia; czy może już z a'la targowickiej zdrady stanu? 

Wiem jednak jedno: że to wszystko razem wzięte jest i straszne, i żenujące, i już... śmieszne. 

Źródło: https://youtu.be/ytjH51nzLJM?si=afJV7Gh4CDDj9u2n


[1] https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/other/berek-nie-spe%C5%82nia-warunk%C3%B3w-formalnych-przes%C5%82anka-do-niedopuszczenia-do-urz%C4%99du-s%C4%99dziego-tk/ar-AA2buEhb?ocid=BingNewsSerp. Natomiast kilka nazw różnych środowisk i organizacji, które apelowały o nie dokonywanie wyboru M. Berka na sędziego TK przytoczyła w swoim wystąpieniu sejmowym poseł Paulina Matysiak:
[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_pod_fa%C5%82szyw%C4%85_flag%C4%85. "Operacja pod fałszywą flagą (ang. false flag operation) – działanie prowadzone w sposób niejawny, którego celem jest ukrycie tożsamości rzeczywistego sprawcy i przypisanie odpowiedzialności innej stronie, najczęściej przeciwnikowi politycznemu lub wojskowemu. Operacje tego typu służą wytworzeniu pretekstu do podjęcia działań militarnych, dyskredytacji przeciwnika lub manipulowaniu opinią publiczną".

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com