czwartek, 17 września 2026

87 rocznica agresji Sowietów na Polskę!

Dzisiaj 87 rocznica najbardziej tchórzliwego, barbarzyńskiego i chamskiego ataku na Polskę w całej jej historii.

Pozwolą Państwo, że niemal w całości przypomnę mój ubiegłoroczny felieton, który choć trochę przybliża tamte wydarzenia.

---------------------------------

17 września 1939 r., łamiąc traktaty międzynarodowe, w tym: obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Sowiecka wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując tym samym nazistowsko-komunistyczne ustalenia zawarte w tajnym protokole zawartego 23.08.1939 roku (i zmodyfikowanego we wrześniu tegoż samego roku) paktu Ribbentrop-Mołotow a właściwie Stalin-Hitler. Ta zbrodnicza i barbarzyńska napaść na broniącą się cały czas Polskę była niczym innym właśnie jak realizacją IV Rozbioru Polski dokonanego przez socjalistycznych, sowieckich, marksistowskich oraz nazistowskich, marksistowskich, niemieckich nieprzyjaciół, od zawsze nienawidzących Polskę i Polaków. Sowieci tym samym "wbili nam nóż w plecy" i ostatecznie doprowadzili w kampanii wrześniowej do naszej tragicznej w skutkach klęski.

Nie był to atak przypadkowy a jego przygotowania Sowieci rozpoczęli zaraz po swojej klęsce w wojnie z Polską w 1920 roku a nawet wcześniej. Był po prostu realizacją zapowiedzi - wcale nie uważającego się za człowieka rosyjskiego a nawet gardzącego rodowitymi Rosjanami i dowiezionego na rewolucję ze Szwajcarii - W.I. Lenina: "Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidzić jej będą Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią. Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami".

Po wojnie polsko - bolszewickiej z 1920 roku w Moskwie stało się jasne, że sami sowieccy bolszewicy nie są w stanie pokonać Polski i rozszerzyć swojego panowania na całą Europę. Potrzebna im zatem była nowa wielka wojna, której sojusznikiem mogły być jedynie upokorzone - w swoim mniemaniu - Traktatem Wersalskim Niemcy - tak samo nienawidzący Polski i niezgadzający się na jej istnienie jak Sowieci. Oba kraje łączyła wspólna historia i dokonanie rozbiorów Polski, oba kraje w latach 20-tych XX wieku były geopolitycznie alienowane...

16 kwietnia 1922 roku komisarz spraw zagranicznych Rosji Gieorgij Cziczerin i minister spraw zagranicznych Niemiec Walther Rathenau podpisali we włoskim Rapallo układ militarno - handlowy. Zmieniał on diametralnie sytuację zarówno Niemiec jak i Rosji. Inicjatorami podpisania owego układu byli Sowieci. Niemniej zarówno dla nich, jak dla Niemców był to układ idealny. Niemcom pozwalał ominąć obostrzenia Traktatu Wersalskiego i swobodnie szkolić oraz zbroić się militarnie na terenach sowieckich, dla Rosjan był niezbędny dla budowy swojego przemysłu zbrojeniowego i swojej gospodarki.

Punktem zwrotnym współpracy sowiecko-niemieckiej było objęcie w Niemczech władzy przez socjalistę i szefa Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), Adolfa Hitlera.  Program jego partii  oparty był - podobnie jak komunistów w Rosji Sowieckiej - na ideach K. Marksa i nie miał nic wspólnego z ówczesnym ruchem faszystowskim. Wielu nazistów wywodziło się z szeregów niemieckich komunistów. Sam Hitler uważał się za ucznia Stalina, choć obaj myśleli o sobie jako o wrogach konkurujących między sobą w dążeniu  do identycznego celu, jakim było wojenne opanowanie jak największej ilości narodów Europy a nawet świata.

Kulminacyjnym aktem owej współpracy było podpisanie wspomnianego paktu Ribbentrop-Mołotow. Warto zwrócić uwagę, że inicjatorem jego tajnego protokołu - m.in. likwidującego ostatecznie Polskę - był sam J. Stalin. W. I. Lenin to właśnie jego obwiniał za klęskę z 1920 roku. J. Stalin z tej nienawiści nie chciał nawet, aby Polska istniała jako jedna z republik sowieckich. Dlatego też już w 1938 roku zlikwidował polską sekcję kominternu (jako przyszłego zalążka komunistycznego rządu w Polsce) a jej członków wymordował. Już wtedy chyba zdecydował, że Polska w żadnej formie nie będzie istniała, nawet jako kolejna republika ZSRR.

Zgodnie z zapisami owego paktu CCCP miała graniczyć z Rzeszą – skąd my to ostatnio znamy? – na Wiśle. Ten IV Rozbiór Polski  dawał Sowietom ponad połowę naszego kraju, razem z prawobrzeżną częścią Warszawy. Ponadto zapisy paktu dawały Stalinowi: Łotwę, Estonię, Finlandię i część Rumunii. Oczywiście też Niemcy zyskali: Sowieci przekazali im olbrzymią ilość surowców, w tym stali, paliw i zboża, niezbędnymi dla rozwoju niemieckiej armii. Niemcy ponadto przekazali Rosjanom plany swych najlepszych pancerników i czołgów. W myśl postanowień umowy niemieccy doradcy pomagali w sowieckich fabrykach wprowadzać nowe technologie a sami uczyli się od Sowietów, jak wykorzystywać więźniów obozów do pracy. Uzgodniono też ścisłą współpracę NKWD z niemieckim gestapo, zwłaszcza w zwalczaniu polskiego ruchu oporu.

Jedną z tragiczniejszych kart naszej historii jest fakt, że treść paktu Ribbentrop-Mołotow  i jego tajnego załącznika znana była aliantom tuż po jego podpisaniu. Nie przekazano go jednak Polsce! Można to oceniać jedynie w kategoriach zdrady Polski dokonanej przez jej sojuszników: Anglię i Francję. Gdyby Polacy znali zapisy tajnego protokołu inaczej wyglądałaby cała kampania wrześniowa i inaczej musielibyśmy zareagować na sowiecką agresję! Inaczej też musieliby zachować się alianci w obliczu żądania przez Polskę pomocy w czasie agresji przez dwa ludobójcze totalitaryzmy. A my czekaliśmy naiwnie na pomoc aliantów w dniu 3 września i później...

Mimo tego - po agresji Niemiec - Polska broniła się.  16 września 1939 sytuacja Niemiec była bardziej niż beznadziejna. Brakowało paliwa i pojawiały się problemy logistyczne. Luftwaffe musiała odwołać szereg lotów. Straty w sprzęcie zmotoryzowanym wynosiły połowę stanu. Polskie wojska postępowały według planu defensywnego przygotowanego przed wojną, trwała bitwa nad Bzurą, którą - gdyby nie sowiecka agresja - mogliśmy nawet wygrać i zmienić losy kampanii wrześniowej. A. Hitler wielokrotnie wzywał J. Stalina do wypełnienia ich umowy i ataku na Polskę. Nastąpiła ona 17 września, po zakończeniu w dniu 16 września na wschodzie japońsko-sowieckiej bitwy nad Chałchin – Goł. J. Stalin musiał - zanim zaatakuje Polskę -  mieć pewność, że nie będzie walczył na "dwóch frontach", co charakteryzowało poczynania Niemców.

Należy też  wskazać, że Francja i Anglia zdecydowały 12 września 1939 roku (podczas konferencji w Abbeville) o nie udzieleniu przez nich zbrojnej pomocy  Polsce w walce z Niemcami. Była to ich ostateczna zdrada, o której też wiedział J. Stalin i jego wówczas przyjaciel w walce A. Hitler.  Ci zdrajcy jeszcze okłamali Polskę, że uderzą właśnie 17 września.

Pod koniec dnia 16 września do oddziałów sowieckich zgromadzonych w strefie przygranicznej dotarł tajny rozkaz K. Woroszyłowa nr 16634 o treści: "Uderzać o świcie siedemnastego", czyli od samego początku wojny Sowieci byli gotowi do uderzenia...

Jakże wtedy pomiędzy 3 a 6 rano Józef Stalin musiał być zadowolony. Czekał tyle dni, bo aż 17 od momentu kiedy jego serdeczny, socjalistyczny przyjaciel Adolf Hitler napadł równie barbarzyńsko na Polskę - tego "koszmarnego bękarta Traktatu Wersalskiego" jak określał to jego przecież ukochany minister Wiaczesław Mołotow (często można też spotkać łagodniejsze tłumaczenie tegoż cytatu - moim zdaniem łagodzone "na siłę": "poroniony płód traktatu wersalskiego").

Łącznie Sowieci skierowali do walki z "Polskimi Panami" prawie - według różnych źródeł - od 0,6 do 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 - 3 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 - 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 - 18 tys. oficerów (dane zróżnicowane: zależnie od źródła i sposobu kwalifikacji). Wielu z tych oficerów i innych znamienitych Polaków zostało później - w roku 1940 - bestialsko zamordowanych na terenie Rosji Sowieckiej w jednej z największych zbrodni ludobójstwa, tzw: Zbrodni Katyńskiej. Na obchody jej 70 rocznicy leciał w kwietniu 2010 roku do Katynia śp. Lech Kaczyński i wielu patriotów, którzy w dzisiejszych czasach walczyli o polskość i naszą niepodległość. Trudno oprzeć się wrażeniu podobnego celu jaki przyświecał śmierci tych elit... z roku 1940 i 2010...

W czasie wojny z sowietami i po niej, w wyniku, agresji, deportacji, przesiedleń zginęło około 2 miliony Polaków...

Warto o tej dacie przypominać, bo znów dla wielu staje się niewygodna... choć stanowi jedną z najważniejszych i najbardziej haniebnych dat w historii stosunków sowiecko-polskich. Obecna Rosja wypiera tę agresję z publicznej świadomości, nachalnie i propagandowo przekonując własne społeczeństwo, że II WŚ zaczęła się dopiero od agresji Niemiec na CCCP w 1941 roku. I w taką narrację historyczną wielu Rosjan naprawdę wierzy, tym bardziej, że dzisiejsze Niemcy – żeby nie drażnić Moskwy – wcale wobec niej jednoznacznie nie oponują. 

Źródła informacji, z których korzystałem i które były inspiracją niniejszego tekstu:
- http://krzysztofjaw.blogspot.com/2011/09/najgorszy-wrog-cham-i-tchorz-zadaje.html,
- https://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/05/pakt-ribbentrop-mootow-nadal-trwa.html
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Agresja_ZSRR_na_Polskę,
- http://www.polskiedzieje.pl/pozostale-artykuly/agresja-zsrr-na-polske-17-wrzesnia-1939-roku.html,
- http://www.1939.pl/bitwy/sowieci/agresja-zsrr-na-polske/index.html,
- http://lju.nowyekran.pl/post/27006,17-wrzesnia-1939,
- http://blogmedia24.pl/node/51913
- http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/09/tak-to-juz-koniec-zyjemy-w-polszy-i.html,
- http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/agresja-sowiecka-na-polske-17-ix-1939


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 6 września 2026

Czy to skutki wściekłej nienawiści i amoku w desperacji, czy może czegoś innego?

Opowiem Państwu trochę "wisielczy" humor zasłyszany w filmie "Udręczeni":
"Przychodzi lekarz do pacjenta i mówi:
– Mam dla pana złe wieści. Ma pan raka oraz chorobę Alzhaimera.
A - po chwili - pacjent na to:
– Uff, dobrze, że nie mam raka".

I jeszcze taką sentencję mylnie przypisywaną często Albertowi Einsteinowi:
"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów".

Upłynął już ponad tydzień i chyba na chłodno można teraz pokusić się o kilka refleksji na temat piątkowej (czwartego września) hucpy zafundowanej nam w Sejmie RP przez Premiera Donalda Tuska oraz jego "mędrków". 

Moim subiektywnym zdaniem byliśmy chyba świadkami początku zamachu stanu w Polsce w postaci jego pierwszego akordu, czyli prawdopodobnie bezprawnego powołania Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wiele środowisk społeczno-polityczno-prawnych jest bowiem zdania, że kandydat ów nie spełniał formalno-etyczno-prawnych warunków, aby zostać powołanym na sędziego TK, m.in.: apolityczności i bezstronności oraz realnego wykonywania zawodu prawniczego (w tym przypadku radcy prawnego) [1]. 

Warto tedy bacznie obserwować kolejne ruchy rządu D. Tuska zmierzające do politycznego opanowania TK, ale też zawczasu trzeba tym działaniom prawną "postawić tamę", bo musimy obronić Polskę przed jakimkolwiek wewnętrznym czy zewnętrznym totalitaryzmem.  

Ale też doczekaliśmy się wtedy kolejnego aktu tuskowej "operacji Zondacrypto", tym razem w postaci próby kolejnego "przepchnięcia" zawetowywanej przez Prezydenta RP rządowej ustawy o kryptowalutach w jej pierwotnym kształcie, czyli w takim - jak wyraził to sam P. Kral - który spełniał jego postulat, aby drastycznie ograniczała ona możliwość działania i funkcjonowania w Polsce firm dla niego konkurencyjnych. 

    Źródło: https://youtube.com/shorts/TK_pUU3P60E?si=yaCGN1Q8dVRMlRKD

No a wtedy nastąpił bardzo dziwny "słowno-mimiczny koncert" Premiera D. Tuska, który zaprezentował przy mównicy sejmowej.  

"Donald Tusk zacytował w Sejmie fragmenty zeznań podejrzanego (albo też świadka?) w aferze Zondacrypto Przemysława Krala. O ile miał prawo do zapoznania się z nimi, to nie miał prawa ich upubliczniać. Takiego zdania jest zastępca Prokuratora Generalnego prok. Michał Ostrowski. "Żurek siedzi i słucha wypowiedzi, za ile się kupowało ułaskawienie? To przestępstwo. Niech szybko przesłucha Tuska" - napisał na X prok. Ostrowski. Tego samego zdania jest prokuratorskie stowarzyszenie "Ad Vocem", które uważa, że Tusk złamał przepisy Kodeksu Karnego chroniące dobro śledztwa [2]". 

"Chodzi o znany art. 241 par. 1 kodeksu karnego, który stanowi o karalności czynu polegającego na publicznym rozpowszechnianiu bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego zanim zostaną one ujawnione w postępowaniu sądowym. Art. 12 ustawy Prawo o prokuraturze daje prawo do przekazania prokuratorom organom władzy publicznej wiadomości z wybranego postępowania, ale już nie zawiera uprawnienia do wydania zezwolenia na ujawnianie tych informacji przez ten organ władzy publicznej. Ujawnianie przez Premiera wyselekcjonowanych fragmentów zeznań z toczącego się postępowania przygotowawczego stanowi zatem rażące naruszenie fundamentalnych zasad procesowych i godzi w samą istotę rzetelnego wymiaru sprawiedliwości [2]".

Innymi słowy. Premier ma prawo uzyskać od prokuratury akta spraw, ale to nie jest tożsame z zezwoleniem na ich publiczne rozpowszechnianie, szczególnie ze względów politycznych a do tego w sposób subiektywnie wyselekcjonowany. Prawo w Polsce nie zna bowiem instytucji „politycznie użytecznego ujawnienia”.

A w tle cały czas była oczywiście tzw.: "afera Zondacrypto" i ewentualne morderstwo założyciela tej giełdy kryptowalut (wcześniej pod nazwą BitBay) Sylwestra Suszka, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach 10 marca 2022 roku. 

Sąd w Estonii ogłosił upadłość operatora giełdy Zondacrypto (BB Trade Estonia OÜ) 27 sierpnia 2026 roku a decyzję wydał Harju County Court (Harju Maakohus) w Tallinnie. 

Okazało się bowiem, że Zondacrypto była firmą o cechach hybrydy: klasycznej tzw. "piramidy finansowej" i tzw. "schematu Ponziego" [3]. Dlatego też bardzo ważnymi dla niej były: pozytywny wizerunek i konsumencko-inwestycyjna wiarygodność u obecnych i potencjalnych klientów.  Cele te osiągane były m.in poprzez działania public relations i publicity. Można do nich zaliczyć też wydawanie ogromnych środków finansowych na promocję i reklamę (w podmiotach "od lewa do prawa") oraz różnorodny sponsoring (od finansowania zagranicznych klubów piłkarskich do finansowania wydarzeń typu: konferencje, zjazdy czy konkretne uroczystości).

(Schemat pozyskany z archiwów Internetu został sporządzony na dzień 21.05.2024, więc zapewne jest w pewnej mierze już nieaktualny. Tym niemniej pokazuje, że - wbrew insynuacjom obecnie rządzących - Zondacrypto "szastało pieniędzmi" wszędzie tam, gdzie się dało a nie tylko po prawej stronie sceny polityczno-społecznej).

Pikanterii całej sprawie dodaje też reprezentowanie ewentualnego przestępcy P. Krala przez dwóch adwokatów: Romana Giertycha i Jacka Dubois, którzy znani są również ze związków z obecną koalicją rządzącą. Nawet więcej, bo mec. R. Giertych jest posłem oraz wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego samej KO (sic!) i tylko można się domyślać jaką rolę ma odgrywać pełniąc adwokackie obowiązki na rzecz swojego szemranego klienta. 

Pomijając już aspekty etyczno-moralne słusznie należy się obawiać m.in. konfliktu interesów, chociażby z tego względu, że przecież R. Giertych jest też chyba cały czas adwokatem rodziny Tusków (z premierem na czele) i co by się stało, gdyby np. P. Kral obciążył zeznaniami D. Tuska lub KO, czyli macierzystą partię R. Giertycha? Jak wtedy "wierzgałby i rżał" mecenas, satyrycznie nazywany nader często "koniem"? Co wówczas dla niego byłoby ważniejsze: adwokacka lojalność wobec klienta P. Krala czy lojalność wobec klienta D. Tuska, czy lojalność wobec P. Krala czy wobec Koalicji Obywatelskiej? No chyba, że już dziś wiadomo, iż takich - obciążających Premiera czy "koalicję 13 grudnia" - zeznań lub wyjaśnień nie będzie... A jeżeli jest wiadomo, to czy R. Giertych mógł lub może mieć wpływ na treść owych zeznań lub wyjaśnień?

Ciekawą postacią jest też mecenas Jacek Dubois. Od lat pojawia się wszędzie tam, gdzie krzyżują się interesy  polityki, biznesu, samorządu i wymiaru sprawiedliwości. Reprezentował już Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Beatę Sawicką, dziś jest pełnomocnikiem "sławnego inaczej" lekarza Dawida Kacprzyka, współpracuje z Romanem Giertychem w sprawie Geralda Birgfellnera czy właśnie P. Krala, a jego kancelaria zarobiła miliony na obsłudze warszawskiego ratusza. Uczestniczył też w "przesłuchaniu" przez prokurator Ewę Wrzosek Barbary Skrzypek, wieloletniej współpracowniczki prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, gdzie trzy dni po nim Pani Barbara zmarła [4]. 

A tak ogólnie cała ta wykreowana przez "koalicję 13 grudnia" "operacja Zondacrypto" okazała się znów wielkim niewypałem i może być porównywana z "aferą Amber Gold". Miała pogrążyć prawicę i nawet Prezydenta RP K. Nawrockiego a pogrąża wszystkich, też własnych kreatorów. Ostatecznie zaś chyba skończy się ona albo obciążeniem samego rządu za bierność w poinformowaniu w odpowiednim czasie społeczeństwa o tym, że Zondacrypto może być lub już była firmą-oszustem, albo po prostu afera zostanie wciągnięta przez "bagno zapomnienia", jak wiele jej podobnych. 

Reasumując. 

Mamy do czynienia z psuciem państwa przez ekipę D. Tuska i jego przybocznych. 

Powoli przestaje funkcjonować system prawny w Polsce a tym samym istota państwa jako takiego. 

Neguje się istnienie podstawowych instytucji państwa prawa jak np. Trybunał Konstytucyjny (m.in. nie publikując jego orzeczeń/wyroków czy też "głodząc" go finansowo) a jednocześnie dokonuje się wyboru niespełniającego wymogów formalnych Pana M. Berka na sędziego tegoż Trybunału, który podobno nie istnieje (sic!). 

Tworzy się jakiś abstrakcyjny podział na prawdziwych sędziów i "neosędziów", którzy jednak bywają uznawani za sędziów, jeżeli wydają wyroki korzystne dla rządzących. Premier D. Tusk gaworzy coś o "swoich" i "nie swoich sędziach", co w oczach obywateli podważa w ogóle niezawisłość, niezależność i bezstronność wymiaru sprawiedliwości a to z kolei rodzi brak zaufania do państwa polskiego.

Funkcjonuje i działa Prokurator Krajowy, który został powołany niezgodnie z prawem i po nielegalnym przejęciu gmachu Prokuratury. Nielegalnie przejęta telewizja publiczna (TVP) wciąż działa, choć znajduje się w permanentnym stanie likwidacji. Przetrzymuje się niewinne osoby w areszcie wydobywczym chyba tylko po to, aby wymusić na nich "odpowiednie" zeznania i wyjaśnienia. 

Od 9 września mamy też próbę nielegalnego przejęcia Akademii Wymiaru Sprawiedliwości i niemalże siłowego odsunięcia obecnego rektora i powołania w to miejsce nowego, nielegalnego "cudaka". Niemal wszyscy spodziewają się też próby siłowego przejęcia TK, upatrując w cyrku związanym z w/w akademią swoistego testu przed atakiem na tę właśnie konstytucyjną instytucję sądową.

Jedne afery są "przykrywane" kolejnymi tworząc swoistą "spiralę afer" i powodując chaos poznawczy u zwykłego obywatela, który już przestaje wiedzieć co jest zgodne z prawem a co nim nie jest. Mieliśmy już m.in. zamilczaną aferę pedeofilsko-zoofilską w Kłodzku, która została przykryta aferą w Szpitalu Południowym, która z kolei została przykryta przez aferę wadliwego rozdziału po-powodziowych środków pomocowych, która została przykryta aferą sporządzonego przez AI raportu marki Polska, która została z kolei przykryta aferą Zondacrypto, itd., itp. I do końca nie jest już  tak naprawdę wiadomo, czy konkretne afery są wykreowane (np. przez służby specjalne) czy rzeczywiste; czy są prawdą, fikcją (np. fake newsem, hejtem, "odwróceniem ról"), teorią spiskową, czy też operacją pod fałszywą flagą [5].    

Do tego ciągle mamy do czynienia z działaniami organów prokuratorsko-sądowych i aparatu przymusu tworzących atmosferę strachu u Polaków. 

A w tle umykają naprawdę poważne afery jak np. ostatnio sprzedaż strategicznego kolejowego terminala LPG w Plancie na Podlasiu, położonego zaledwie kilka kilometrów od granicy z Białorusią i to pomimo tego, iż Lasy Państwowe miały prawo pierwokupu, z którego nie skorzystały. Terminal został ostatecznie prawnie legalnie sprzedany za niemal 14 mln zł polskiej spółce WGT Group, w której jednak decydujący głos mają Białorusini powiązani z rosyjskim sektorem energetycznym. Trzeba też dodać, że o wątpliwościach związanych z tą transakcją zostało ex ante poinformowane zarówno Ministerstwo Aktywów Państwach jak i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego [6]. Taką sprzedaż należałoby oceniać chyba już w kategoriach "zdrady państwa" a gdybym był złośliwy to zapytałbym hipotetycznie: "kto i ile wziął w łapę za doprowadzenie tej transakcji do końca?".

Doprawdy... aż trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejny raz i znów za czasów Premiera D. Tuska polskie państwo zostaje sprowadzone do stanu, który niegdyś został już określony jako "państwo z dykty/kartonu", gdzie jest już tylko "ch...j, dupa i kamieni kupa". 

I już nie wiem czy wynika to z wściekłej nienawiści i amoku w desperacji; czy z jakichś defektów intelektualnych; czy z zaburzeń psychicznych; czy z niewiedzy, nieuctwa i/lub braku umiejętności rządzenia; czy może już z a'la targowickiej zdrady stanu? 

Wiem jednak jedno: że to wszystko razem wzięte jest i straszne, i żenujące, i już... śmieszne. 

Źródło: https://youtu.be/ytjH51nzLJM?si=afJV7Gh4CDDj9u2n


[1] https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/other/berek-nie-spe%C5%82nia-warunk%C3%B3w-formalnych-przes%C5%82anka-do-niedopuszczenia-do-urz%C4%99du-s%C4%99dziego-tk/ar-AA2buEhb?ocid=BingNewsSerp. Natomiast kilka nazw różnych środowisk i organizacji, które apelowały o nie dokonywanie wyboru M. Berka na sędziego TK przytoczyła w swoim wystąpieniu sejmowym poseł Paulina Matysiak:
[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_pod_fa%C5%82szyw%C4%85_flag%C4%85. "Operacja pod fałszywą flagą (ang. false flag operation) – działanie prowadzone w sposób niejawny, którego celem jest ukrycie tożsamości rzeczywistego sprawcy i przypisanie odpowiedzialności innej stronie, najczęściej przeciwnikowi politycznemu lub wojskowemu. Operacje tego typu służą wytworzeniu pretekstu do podjęcia działań militarnych, dyskredytacji przeciwnika lub manipulowaniu opinią publiczną".

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

środa, 2 września 2026

Dlaczego D. Tusk za wszelką cenę chce przejąć Trybunał Konstytucyjny RP?

Ogólnie Trybunał Konstytucyjny RP (TK) jest najważniejszym konstytucyjnym organem sądowym orzekającym o zgodności z Konstytucją RP wprowadzanych (stanowionych) praw (aktów normatywnych) do polskiego porządku prawnego oraz rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Jest niejako "strażnikiem" ładu demokratycznego w Polsce.

Wedle Konstytucji RP (rozdział VIII, art. 188-197) TK orzeka w sprawach [1]: 

1. zgodności ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją,
2. zgodności ustaw z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie,
3. zgodności przepisów prawa, wydawanych przez centralne organy państwowe, z Konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi i ustawami,
4. zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych,
5. skargi konstytucyjnej, o której mowa w art. 79 ust. 1,
6. sporów kompetencyjnych pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa,

a jego orzeczenia mają moc powszechnie obowiązującą, są ostateczne i podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej "Monitor Polski".

Powyższe naszkicowanie znaczenia TK w polskim systemie prawnym jest niezbędne dla zrozumienia faktu, że jest on sądową instytucją konstytucyjnie bardzo, ale to bardzo istotną. 

Wielu rodaków niestety nie zdaje sobie z tego sprawy a powinno. Jednym z elementów odstraszających od TK jest pewnie fakt, że ogólnie niewielu z nas zna lub rozumie zawiłości prawno-ustrojowe państwa albo w ogóle nie zna prawa jako takiego. Kolejnym elementem jest też – uogólniając – prawny analfabetyzm wtórny spowodowany faktem, iż w miarę upływu czasu i niewykorzystywaniu na co dzień prawa powoli zapominamy wiadomości ze szkoły w ramach nauczania WoS (Wiedzy o społeczeństwie). A jeszcze bardziej uszczegółowiając, winą jest też radykalne w III RP obniżenie zakresu i jakości nauczania, co niestety jest pogłębiane przez obecne Ministerstwo Edukacji Narodowej (niedługo – zgodnie z lewacką ideologią – człon "narodowej" zniknie z nazwy tego ministerstwa - sic!). 

A dlaczego Premier D. Tusk chce albo siłowo przejąć TK, albo wprowadzić tzw.: "swoich sędziów" do tegoż gremium, m.in. lansując swojego przybocznego, niedawnego i skrajnie upolitycznionego ministra  Macieja Berka? 

To głosowanie nad nową kandydaturą do TK ma odbyć się już w piątek 4 września rano, choć zarówno upolitycznienie jak i nie spełnianie przez niego warunków formalnych kandydowania [2] winno go wykluczyć z całego procesu wyboru na tegoż sędziego. 

Odpowiedź na zadane w powyższym, przedostatnim akapicie pytanie oczywiście zna sam Premier, ale można chociaż trochę pospekulować na ten temat i wskazać cztery obszary implikujące D. Tuska do nielegalnego a nawet siłowego przejęcia TK:

1. Zwiększenie możliwości obalania wet Prezydenta RP K. Nawrockiego,
2. Zainicjowanie w jakikolwiek sposób procesu obalenia Prezydenta RP K. Nawrockiego,
3. Zapobieżenie przedterminowym wyborom parlamentarnym,
4. Pogłębienie ogólnego chaosu w Polsce jako wstępu do możliwości wprowadzenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego na terenie naszego kraju.

Odnośnie pierwszego obszaru to warto wiedzieć, że – de facto władając TK poprzez tzw. "swoich sędziów" (sens zdania wypowiedzianego przez Premiera (sic!) [3] – D. Tusk eliminuje TK z procesu stanowienia prawa w zakresie przyjmowanych ustaw. Wtedy Prezydentowi RP odcina się możliwość kierowania ustaw do sprawdzenia ich konstytucyjności przez TK i to niezależnie czy z jego podpisem (kontrola następcza ustawy) czy bez podpisu (kontrola prewencyjna ustawy). 

Będąc też pewnym rozstrzygnięć w TK na swoją korzyść Premier RP może też "na granicy prawa" występować do TK o zgodność z Konstytucją RP zawetowanych przez Prezydenta RP ustaw bowiem do TK w sprawie konstytucyjności praw mogą się zwracać (rozdział VIII, art. 191 pkt 1): Prezydent Rzeczypospolitej, Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, Prezes Rady Ministrów, 50 posłów, 30 senatorów, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, Prokurator Generalny, Prezes Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznik Praw Obywatelskich, Krajowa Rada Sądownictwa w zakresie, o którym mowa w art. 186 ust. 2, organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego, ogólnokrajowe organy związków zawodowych oraz ogólnokrajowe władze organizacji pracodawców i organizacji zawodowych, a nawet kościoły i inne związki wyznaniowe.

Hipotetycznie też rząd może w ogóle zrezygnować ze ścieżki legislacyjnej stanowionych praw (uchwalanie ustaw przez Sejm i Senat RP, podpis lub weto Prezydenta RP) i przyjmować – tam gdzie nie jest jasno napisane w Konstytucji RP o wymogu przyjmowania ustaw – po prostu uchwały oraz kierować je do TK w celu sprawdzenia ich zgodności z Konstytucją. 

Powyższe postępowania rządu (w ramach pierwszego obszaru celów D. Tuska w opanowaniu przez niego TK) tworzyłyby jeszcze większy chaos prawny w Polsce. Mielibyśmy do czynienia wręcz z anarchią prawną i kryzysem konstytucyjnym a tym samym kryzysem istoty demokracji w Polsce. 

W zakresie drugiego obszaru należy wskazać, że istnieje w Polsce prawna możliwość odsunięcia od władzy żyjącego i zdrowego Prezydenta RP, ale przede wszystkim tylko, jeżeli Trybunał Stanu (TS) orzeknie, iż Prezydent RP naruszył Konstytucję RP, przepisy ustaw lub popełnił przestępstwo. Aby jednak doszło do takiej sytuacji koniecznym jest postawienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w stan oskarżenia w wyniku podjęcia uchwały Zgromadzenia Narodowego większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego na wniosek co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego. Do podjęcia uchwały stawiającej Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w stan oskarżenia potrzebnych jest co najmniej 374 głosów członków Zgromadzenia Narodowego. 

Natomiast TK może się w tej sprawie wypowiedzieć w przypadku, gdy mamy do czynienia z przejściową lub trwałą niemożnością sprawowania urzędu przez Prezydenta RP. 

"Co do czasowej niemożności sprawowania urzędu, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej sam zawiadamia Marszałka Sejmu o tej okoliczności, gdzie w konsekwencji tenże przejmuje obowiązki Prezydenta. Nadal jednak urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jest obsadzony przez dotychczasową osobę, zaś kadencja biegnie przez cały czas. To wybrana przez Naród osoba zdecyduje kiedy owa okoliczność uniemożliwiająca sprawowanie funkcji ustanie. Inaczej wygląda sytuacja, gdy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie jest w stanie powiadomić Marszałka Sejmu. Wtenczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu. Tylko ten organ jest uprawniony do złożenia takiego wniosku [4]".

Dla uzupełnienia wiedzy. Ogólnie złożenie urzędu Prezydenta RP może nastąpić enumeratywnie w następujących przypadkach: 1-śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej; 2-zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej; 3-stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze – enumeratywność przesłanek doznaje w tym przypadku wyjątku; 4-uznanie przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego; 5-złożenie Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.

Jak widać odsunięcie żyjącego oraz zdrowego Prezydenta RP od władzy jest prawnie bardzo trudne i  skomplikowane, i nawet nie można go obalić przez ogólnokrajowe referendum. Tym niemniej obecny rząd kieruje się takim prawem, jakim go rozumie a przejęcie TK daje mu jakieś teoretyczne i iluzoryczne szanse na podjęcie próby odsunięcia Prezydenta RP K. Nawrockiego od pełnienia przez niego urzędu. Oczywiście doprowadziłoby to do ulicznych protestów, chaosu a nawet do czegoś podobnego do wojny domowej połączonej z rozlewem krwi. 

Trzeci obszar obejmuje możliwość rozpisania przez Prezydenta RP nowych wyborów parlamentarnych w przypadku nieprzyjęcia budżetu w okresie czterech miesięcy od daty złożenia projektu do Sejmu. 

W praktyce więc Prezydent RP de facto nie może rozpisać nowych wyborów nawet w sytuacji, gdy TK uzna ustawę budżetową za niekonstytucyjną. Oznacza to, że – po obligatoryjnym podpisaniu ustawy budżetowej i np. skierowaniu jej przez Prezydenta RP do TK –  ewentualne uznanie ustawy budżetowej za niekonstytucyjną (co pewnie nastąpi, chociażby ze względu na nieuwzględnienie środków budżetowych na funkcjonowanie TK) nie uprawnia Prezydenta RP do skrócenia kadencji Parlamentu. W takim przypadku cały proces legislacyjny ustawy budżetowej zaczynałby się od początku a rząd działałby na podstawie projektu ustawy budżetowej lub tzw. prowizorium budżetowego. 

Rodzi się więc pytanie: Czy okres powtórnego procesu legislacyjnego niekonstytucyjnej ustawy budżetowej wlicza się w okres 4 miesięcznego wymogu uchwalenia takiej ustawy od momentu pierwotnego złożenia tejże ustawy do Sejmu? 

Otóż i tak i nie. Mamy tutaj przykład możliwości różnego interpretowania przepisów Konstytucji RP. 

Z jednej strony bowiem prezentowany jest pogląd, że poprzedni czas legislacyjny nie jest wliczany do nowego cyklu, który rozpoczyna się od ponownego przedstawienia Sejmowi poprawionego projektu lub nowego projektu ustawy budżetowej a z drugiej strony pomysł "to wycofamy i złożymy jeszcze raz, żeby termin biegł od nowa” traktuje się jako obejście normy konstytucyjnej, bo skoro art. 225 Konstytucji RP ma wymusić zamknięcie procedury w czasie, to restartowanie w nieskończoność terminu przez zabiegi formalne byłoby sprzeczne z jego duchem i funkcją – dlatego w praktyce przyjmuje się raczej to, że istotny jest pierwszy moment przedłożenia projektu budżetu (na dany rok), a nie kolejne wersje. 

Także istnieje teoretyczna możliwość, że Prezydent RP może skrócić kadencję Parlamentu RP i rozpisać nowe wybory w przypadku przedłużającego się okresu uchwalania ustawy budżetowej. Z pewnością mając "swój" TK rząd z D. Tuskiem na czele ten hipotetyczny wariant realnie i drastycznie redukuje.

Natomiast przypadek pogłębiania ogólnego chaosu w Polsce jako wstępu do możliwości wprowadzenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego na terenie naszego kraju może też służyć do wstrzymania procesu wyborczego w roku 2027, czyli tak naprawdę do przedłużenia (bez wyborów) czasu trwania obecnych rządów.

Źródło: https://portalstatystyczny.pl/stany-nadzwyczajne-rodzaje-zasady-kto-i-na-jaki-czas-moze-je-wprowadzic-w-polsce/

Wedle bowiem art. 228 Konstytucji RP: "w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzone referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzone wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny". 

Reasumując.

Jak widać TK naprawdę pełni rolę jednej z najważniejszych instytucji w Polsce. Powinien być skrajnie apolityczny i w orzekaniu kierować się jedynie przepisami prawa, ze szczególnym uwzględnieniem zapisów Konstytucji RP. 

Każdy sędzia takiego trybunału winien być osobą nieskazitelną i nie związaną z żadną partią czy organizacją społeczno-polityczną. Nikt tedy nie powinien – jak Premier D. Tusk – określać poszczególnych sędziów TK jako "swoich lub nie swoich", bo to jednoznacznie powinno ich dyskredytować jako sędziów tego gremium. 

Niestety jednak rzeczywistość nie jest taka różowa i dla "koalicji 13 grudnia" TK stał się 
polem politycznej walki o wpływy. 

Ewentualne polityczne przejęcie TK należy traktować jako konstytucyjny zamach stanu. I to niezależnie, której opcji politycznej by to dotyczyło. 

Przedstawiłem Państwu jakie mogą być cele przejęcia TK w Polsce. Skupiłem się na opcji obecnie rządzącej, bo to z tego kierunku zagraża nam konstytucyjny zamach stanu. 

Nie wiem czy przedstawiłem cały ten obszerny temat wystarczająco. Nie jestem prawnikiem a tym bardziej prawnikiem-konstytucjonalistą więc mogłem gdzieś "coś prawnie pomylić lub niedopowiedzieć", ale ocenę tekstu pozostawiam Państwu i liczę na merytoryczne komentarze i takową dyskusję. 

[2] https://wpolityce.pl/polityka/zwrot-w-sprawie-berka-nie-moze-byc-sedzia-tk,239743 oraz ze względu na art. 195 pkt 3 Konstytucji RP wskazujący, iż: "Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w okresie zajmowania stanowiska nie mogą należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów". 
[3] Pod koniec sierpnia na imprezie Campus Polska Przyszłości D. Tusk powiedział m.in.: "Nie będę pięknoduchem w tej sprawie. We wrześniu muszę mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do tego gmachu (TK), że to będzie wszystko zgodne z prawem". Pamiętajmy też, że gdy D. Tusk mówi coś o zgodności z prawem, to znaczy, że mówi: "zgodnie z prawem, tak jak ja je rozumiem". 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

wtorek, 25 sierpnia 2026

Teraz "małżeństwa" jednopłciowe a potem adopcja dzieci przez te pary!

Konstytucja (od łac. constituo „urządzać, ustanawiać, regulować”) to zestaw podstawowych norm i zasad prawnych określających formę władzy publicznej w danym społeczeństwie. We współczesnych społeczeństwach najczęstszą formą konstytucji jest konstytucja spisana, która jest najważniejszym aktem prawnym w danym państwie i podstawowym źródłem prawa w danym systemie prawnym. Pełni funkcję nadrzędną wobec innych aktów prawnych i często jest nazywana ustawą zasadniczą.

Konstytucja RP jest najważniejszym aktem prawnym na terenie RP i żadne inne akty prawne (w tym zagraniczne czy unijne) nie mogą obowiązywać w Polsce, gdy są sprzeczne z jej zapisami. 

W Polsce dokonać zmian jej poszczególnych zapisów lub jej całości można tylko na drodze ustawy i na wniosek: co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senatu lub Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ustawa taka musi być uchwalona przez Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów (art. 235 Konstytucji RP).

Nasza Konstytucja wymaga całkowitej zmiany, bo jest prawnie zła i prowadzi do chaosu prawnego. Tym niemniej na razie jest obowiązująca i każdy, kto łamie jej zapisy popełnia przestępstwo i powinien być za to karnie osądzony. 

Artykuł 18 Konstytucji RP stanowi, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, a rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką państwa. 

W myśl tego artykułu oficjalnie w Polsce nie można rejestrować w polskich aktach prawnych małżeństw innych niż związek mężczyzny i kobiety. Wobec tego oficjalne rejestrowanie w polskich urzędach par jednopłciowych jest złamaniem prawa a rozporządzenie rządowe (sic!) dopuszczające i nakazujące (sic!) takiej rejestracji jest również złamaniem Konstytucji RP, czyli przestępstwem. 

Wobec powyższego rozporządzenie rządowe nakazujące w urzędach stanu cywilnego w całej Polsce dokonywać urzędowej i oficjalnej transkrypcji zagranicznego aktu małżeństwa zawartego przez pary jednopłciowe należy traktować jako akt przestępczy i prawnie nieistniejący. 

Rząd w tej sytuacji jest sprawcą przestępstwa oraz jednocześnie podżega, nakłania i pochwala przestępstwo. 

Moim zdaniem działania rządu w tym zakresie są początkiem drogi do oficjalnego uznawania małżeństw jednopłciowych zawieranych już w Polsce (sic!) oraz adopcji dzieci przez takie pary. 

Trzeba się temu jednoznacznie przeciwstawić!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

piątek, 21 sierpnia 2026

Kredyt SAFE. Dotrze, "zakute łby"?

Nasz Wielce Szanowny Premier Donald Tusk 23 lutego 2026 roku raczył był emocjonalnie użyć wobec przeciwników niemiecko-unijnego kredytu SAFE zwrotu: "dotarło, zakute łby?". Wypowiedział to podczas wizyty w Hucie Stalowa Wola, gdzie w kontekście swoich słów wskazał, że aż 20 miliardów złotych z tego kredytu SAFE trafi tylko do tej huty. 

Przeto niech i mi zostanie wybaczone, iż też emocjonalnie użyję tegoż samego zwrotu: "dotarło, zakute łby?" do wszystkich zwolenników zaciągnięcia przez Polskę niemiecko-unijnej pożyczki SAFE, w tym też do miłościwie nam panujących rządzących. Zapytam o to na końcu tegoż tekstu, w kontekście jego merytorycznej treści a dokonam tego z tym większą satysfakcją, że słowa rozedrganego Szanownego Premiera Donalda Tuska ubodły mnie osobiście i nigdy nie spodziewałem się po osobie pełniącej tak wysoką funkcję używania takiego knajackiego języka.

Dodatkowo inspiracją tekstu było nachalne promowanie kredytu SAFE podczas niedawnego Święta Wojska Polskiego, choć na okolicznościowej defiladzie wojskowej nie było żadnego sprzętu zakupionego z tegoż kredytu. ŻADNEJ SZTUKI, bo wszystko zostało zakupione wcześniej za nasze, polskie pieniądze i na podstawie kontraktów zawartych przez rząd PiS!

Uzupełnię też powyższe słowa zwrotem "łyso wam", które też wypowiedział Premier D. Tusk. Co prawda w innym kontekście, ale w tym miejscu będzie też dobrze pasowało. 

Więc zapamiętajcie "zakute łby", iż:

1. Niemiecko-unijne pieniądze z SAFE nie są żadnym darmowym pieniądzem a kredytem/pożyczką. Jest to długoterminowe zobowiązanie państwa wobec UE, które musimy oddać wraz z należnym oprocentowaniem. Kredyt ten zaciągnięty jest na 45 lat w wysokości ok. 43,7 mld € (ok. 170-200 mld dzisiejszych zł) i o oprocentowaniu zmiennym. Na dziś to oprocentowanie zmienne szacowane jest na 3,2%–3,7%, ale nikt nie potrafi przewidzieć o ile będzie wyższe w przyszłości,

2. Trzeba też wiedzieć, że tak naprawdę to Polska bierze sobie ten kredyt, ale to od Komisji Europejskiej (czyt. Niemiec) zależy na co ten kredyt można wydatkować (uzbrojenie z Niemiec, Francji, Niderlandów, Szwecji, Ukrainy?) i od niej zależy też decyzja czy Polska będzie spełniała jakieś tam wydumane "kamienie milowe" aby w ogóle dostać każdą kolejną transzę tego "chwilówkowego i a'la frankowego" kredytu. Sytuacja jest kuriozalna: to Polska bierze kredyt, ale jego wydatkowanie w zdecydowanej części zależeć będzie od UE a dodatkowo będziemy zmuszeni spełniać jakieś wymyślane warunki, aby otrzymać kolejne transze tego kredytu i jakąś jego część będziemy musieli "oddać" Ukrainie.  

3. Ogólnie i dodatkowo podpisaliśmy też zobowiązanie, by zamówienia publiczne zapewniały warunek, aby nie więcej niż 35% kosztów komponentów zamawianych w ramach tej pożyczki SAFE pochodziło spoza UE, EOG-EFTA lub Ukrainy. Inaczej mówiąc to na najnowocześniejsze uzbrojenie z USA czy Korei Południowej możemy (?) maksymalnie wydać tylko 35% pożyczki SAFE, 

4. Fajniutka i symptomatyczna jest też data podpisania kredytu SAFE: 8 maja, czyli w Międzynarodowy Dzień Zwycięstwa nad Niemcami podpisaliśmy kredyt od nich, który swobodnie można by uznać jako Dzień Zwycięstwa Niemiec nad Polską XXI wieku! Tym razem bez broni palnej ale przy pomocy broni ekonomicznej,

5. Warto też zwrócić uwagę na strukturę kwot kredytu zaciąganego przez poszczególne państwa UE:

 Tabela: Struktura kwot kredytu SAFE z podziałem na państwa należące do UE
Jak widać, dla elit niemiecko-unijnych to Polska jest głównym celem przyszłościowego - mówiąc brzydko - "trzymania jej za finansową mordę do końca świata i jeden dzień dłużej". Przykre, że tak duży kraj w centrum Europy pozwala na to na własne życzenie. Polska jest na czele kredytobiorców i bierze od domniemanych lichwiarzy 2,62 razy więcej pieniędzy niż druga w kolejności Rumunia i aż 43,7 razy więcej niż siedemnasta na liście Hiszpania. 

Koniecznie też należy wymienić kraje, które nie zdecydowały się na zaciągnięcie pożyczki SAFE. Są to: Austria, Niemcy, Irlandia, Luksemburg, Malta, Niderlandy (Holandia), Słowenia i Szwecja. 

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na Niemcy, które w osobie Kanclerza Niemiec F. Merza co rusz latają z kolejną wizytą do Prezydenta D. Trumpa i zabiegają o uznanie przez USA właśnie Niemiec za najważniejszego europejskiego przedstawiciela Europy w kontaktach transatlantyckich. Obiecują w zamian zakupy najnowocześniejszego sprzętu wojskowego w USA. I tylko zawsze wypełzające na wierzch niemieckie: buta i arogancja jak na razie przekreśliły plany F. Merza w tym obszarze a nawet zdenerwowały D. Trumpa na tyle, że postanowił wycofać z Niemiec ok. 5 tys. żołnierzy amerykańskich. I co zrobił D. Tusk? Ano zamiast zachęcać D. Trumpa do przeniesienie tych 5 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski (na wschodnią flankę NATO) oświadczył, że Polska nie ma zamiaru podbierać Niemcom owych żołnierzy. 

Ale i tak Niemcy kupują i będą kupowały uzbrojenie w USA czy Korei Południowej a nam pozostanie kupować niemieckie czy francuskie "barachło" odświeżone marketingowo. 

Polska do tej pory samodzielnie kupowała najnowocześniejszą broń z USA i Korei Południowej. Czy nie mogłoby być tak dalej? Czy jesteśmy gorsi od słabnącej gospodarki Niemiec? Czy naprawdę musimy aż brać lichwiarski kredyt na zakup mniej wartościowego sprzętu niż robiliśmy to dotychczas bez tego kredytu? 

6. Ten ogromny kredyt zaciągany jest w walucie Euro a każdy szanujący się ekonomista stwierdzi, iż  makroekonomicznie sytuację, w której państwo zadłuża się w walucie, której samo nie emituje, określa się mianem "grzechu pierworodnego". Jeśli kraj z własną walutą (np. PLN) ma problemy gospodarcze, inwestorzy uciekają od jego aktywów, co powoduje drastyczny spadek wartości lokalnego pieniądza. W efekcie wartość długu nominowanego w Euro, przeliczona na słabnącą walutę krajową, lawinowo rośnie, nawet jeśli państwo nie pożyczyło ani jednego nowego Euro. Można w ten sposób popaść w tzw. "spiralę zadłużenia". Nie wnikając w szczegóły, przekonała się o tym Polska w latach gierkowskich i po-gierkowskich a także całkiem niedawno - w skali mikro - nasi "frankowicze",

7. Podpisanie przez rząd Szanownego D. Tuska pożyczki SAFE jest działaniem bezprawnym i sprzecznym z Konstytucją RP, czyli jest przestępstwem, za które karnie będą odpowiadały osoby podpisujące ten kredyt. Sprawstwo kierownicze w postaci Premiera D. Tuska też będzie przedmiotem procesu karnego. I co jest istotne... aktu tej à la zdrady narodowej nie podpisywał sam premier ale m.in. szef MON-u W. Kosiniak - Kamysz i szef MFiG A. Domański, który - pewnie w "nagrodę za podpis"? - awansem w kwietniu 2026 roku został wiceprzewodniczącym Koalicji Obywatelskiej. No i jeszcze trzeba dołożyć też podpisy: M. Czekaja – prezesa zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego oraz prof.  M. Postuły – pierwszej wiceprezes zarządu BGK. BGK jest "dystrybutorem" pożyczki SAFE,

8. Krótkookresowym wyjściem z ewentualnej "spirali zadłużenia" (przedstawionym w pkt 6) mogłoby np. być wprowadzenie w Polsce waluty Euro, ponieważ dług zagraniczny stałby się de facto długiem w walucie krajowej, całkowicie eliminując ryzyko kursowe oraz EBC (Europejski Bank Centralny z siedzibą w Niemczech), dysponując nielimitowaną kreacją pieniądza, mógłby interweniować na rynku obligacji i sztucznie obniżać koszty obsługi długu. Takie działanie w praktyce zapobiegłoby też ewentualnemu formalnemu bankructwu państwa,

9. W nawiązaniu do poprzedniego akapitu. Może też jednym z ukrytych celów zaciągnięcia tego kredytu SAFE jest przeforsowanie w Polsce wprowadzenia waluty Euro, co w najbliższych latach byłoby zdradą i hańbą na kartach polskiej historii. Tyle tylko, że gdyby - po zaciągnięciu tej pożyczki SAFE - faktycznie doprowadzić Polskę do stanu wielkiego kryzysu gospodarczego to propagandowy nacisk na wprowadzenie europejskiej waluty byłby przeogromny. W tym kontekście warto przypomnieć, że Szanowny D. Tusk wspominał o wprowadzeniu w Polsce waluty Euro bodajże już w 2012 roku a dziś zarówno Polacy jak i prezes NBP są za utrzymaniem w Polsce złotówki. 

10. Niestety ceną za wprowadzenie Euro jest utrata kolejnej sfery suwerenności a przede  wszystkim oddanie kluczowych narzędzi polityki pieniężnej, skazując gospodarkę znajdującą się w kryzysie na długotrwałą stagnację. Pozbawiony własnej waluty kraj musiałby wychodzić z tegoż ewentualnego kryzysu poprzez niezwykle bolesne dla społeczeństwa cięcia budżetowe i spadek płac realnych, zamiast poprzez dynamiczny wzrost oparty na stymulacji eksportu.

No i jak, dotarło "zakute łby"? "Łyso Wam"?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

czwartek, 20 sierpnia 2026

Panie Prezydencie RP! Może czas szerzej informować naród o swoich decyzjach w sprawie ustaw!

Prezydent RP Karol Nawrocki bodajże jako pierwszy na swojej stronie internetowej tak szeroko tłumaczy narodowi podjęte decyzje w sprawie konkretnych ustaw, szczególnie zwracając uwagę na weta lub skierowanie ustaw do TK. Nic tylko się cieszyć, ale...

Trzeba sobie zdawać sprawę, że nie każdy nasz rodak chce lub po prostu nie ma czasu na bieżące śledzenie wydarzeń politycznych, skupiając się zazwyczaj jedynie na jednym telewizyjnym lub internetowym programie informacyjnym. Z niego to czerpie informacje i kształtuje własny ogląd rzeczywistości. 

Stąd bardzo często nie dociera do materiału filmowego, w którym Prezydent RP Karol Nawrocki tłumaczy i wyjaśnia swoje decyzje w sprawie ustaw. W takiej sytuacji odbiorca jest zdany li tylko na polityczne i dziennikarskie interpretacje prezydenckich decyzji, a często są one prezentowane w sposób kłamliwy i socjotechnicznie (propagandowo) zafałszowany. Niestety taki zmanipulowany, interpretacyjny charakter informacji o decyzjach Prezydenta RP w sprawie ustaw dość często występuje w mediach publicznych, które sprzyjają obozowi rządzącemu będącemu w kontrze do działań Prezydenta RP. 

W takiej sytuacji może warto, aby Prezydent RP skorzystał ze swoich praw i zaczął tłumaczyć swoje weta lub kierowania ustaw do TK wykorzystując czas antenowy w mediach publicznych, w tym w TVP. 

Zgodnie bowiem z prawem Prezydent RP może wykorzystywać czas antenowy w TVP i Polskim Radiu w zasadzie w dowolnym momencie, gdy uzna, że wymaga tego racja stanu lub konieczność wytłumaczenia obywatelom prowadzonej polityki. Nie ma ustalonego rocznego limitu liczby takich wystąpień (orędzi), jednakże pojedyncze wystąpienie jest ograniczone prawnie do maksymalnie 10 minut. Telewizja publiczna – TVP wraz z Polskim Radiem mają obowiązek bezpłatnego udostępniania swoich anten, jeśli zostaną o tym powiadomione w ustawowym czasie, czyli – co do zasady – najpóźniej na 24 godziny przed planowaną emisją.

Panie Prezydencie RP! Może warto o tym pomyśleć?

Tak ja wiem, że takie rozwiązanie ma wiele zalet, ale też i wad, z których można wymienić degradację ważności orędzi i ich spowszechnienie oraz "walkę na orędzia", bo takie samo prawo jak Prezydent RP posiadają: Marszałek Sejmu RP, Marszałek Senatu RP oraz Prezes Rady Ministrów (Premier RP). Nietrudno sobie wyobrazić lawinowo rosnącej liczy wystąpień najważniejszych osób w państwie oraz informacyjny chaos z tym związany. Tyle tylko, że po wakacjach czeka nas kampania wyborcza, w której ze strony rządzących można się chyba spodziewać wszystkiego co najgorsze, najkłamliwsze, najbrutalniejsze, najobrzydliwsze. Tedy przydałby się częsty, racjonalny i rozsądny głos Męża Stanu, Prezydenta RP Karola Nawrockiego, i to nie tylko w sprawie ustaw...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

czwartek, 6 sierpnia 2026

Prezydent RP Karol Nawrocki – "II Cud Nad Wisłą"...

Dziś zapewne będzie wysyp różnorodnych ocen roku prezydentury Karola Nawrockiego. Ja z góry oświadczam, że zgadzam się ze wszystkimi, którzy będą ten okres oceniać pozytywnie, bo jest to spójne z moją opinią na temat naszego Prezydenta. 

Natomiast ja chciałbym powrócić do czasu jego wyboru na ten urząd i skupić się na duchowym wymiarze takiego rozstrzygnięcia. 

Uważam bowiem, że gdyby nie ingerencja Sił Niebiańskich w postaci Naszej Królowej, Matki Boskiej Częstochowskiej wygrana Karola Nawrockiego byłaby niemożliwa.

"Matka Boska Częstochowska jest jednym z najważniejszych ośrodków pielgrzymkowych w Polsce i na świecie. Ikona jest przedmiotem głębokiego kultu maryjnego, a liczne cuda i łaski są przypisywane jej wstawiennictwu. Dla wielu osób, wizerunek ten jest symbolem nadziei, miłości i wsparcia w trudnych chwilach.

Ale Matka Boska Częstochowska to nie tylko symbol religijny. W wielu kluczowych momentach historii Polski, od rozbiorów, przez obie wojny światowe, aż do czasów Solidarności, wizerunek ten był używany jako symbol narodowy i ikona oporu przeciwko zewnętrznym zagrożeniom.

W 1655 roku, podczas potopu szwedzkiego, klasztor na Jasnej Górze stał się miejscem heroicznej obrony. Mimo przeważających sił wroga, obrońcy pod wodzą ojca Kordeckiego odparli atak. Wydarzenie to stało się potem symbolem polskiego oporu i jedności, a Matka Boska Częstochowska zyskała miano „Królowej Polski”.

Matka Boska Częstochowska jest więc o wiele więcej niż tylko religijnym symbolem. To ikona, która łączy w sobie głęboką duchowość z narodową tożsamością i historią. W każdym z tych aspektów, odgrywa ona kluczową rolę, będąc mostem łączącym pokolenia Polaków, niezależnie od czasu i miejsca" [1].

Kiedyś to Polska w Bitwie pod Wiedniem cudownie ocaliła chrześcijańską Europę przed zalewem islamu, później była Bitwa Warszawska 1920 roku, gdzie to Polska przy pomocy Objawień Maryjnych ("Cud Nad Wisłą" [2]) uchroniła Polskę i Europę przed zalewem bolszewickiego komunizmu a teraz - i jestem też przekonany, że za wstawiennictwem Matki Bożej - to w Polsce został wybrany Prezydent Karol Nawrocki, który uchroni Polskę i być może całą Europę przed jej zagładą w oparach lewicowo-liberalnej matni.

Pamiętają Państwo? I ja też to pamiętam, że szczególnie na początku kampanii wyborczej niewielu z nas liczyło na zwycięstwo Karola Nawrockiego. Później było coraz lepiej, ale i tak miny mieliśmy niewesołe, widząc do jakich podłości są zdolni promotorzy jego konkurenta. Ja zacząłem wierzyć w zwycięstwo po sławetnej debacie w TVP, gdzie była przygotowana ustawka "jeden na jednego", która się nie udała a Karol Nawrocki zwyciężał w każdej debacie prezydenckiej. 

Mimo to cały europejski i polski lewicowo-liberalny establishment i tak był przekonany, że wybory po prostu musi wygrać Rafał Trzaskowski. 

Tak się nie stało i – ja tak uważam – "II Cud Nad Wisłą 2025 roku" stał się faktem: w wyborach zwyciężył Karol Nawrocki!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

środa, 5 sierpnia 2026

Hipotetyczna obsesja Premiera D. Tuska na punkcie osoby Prezydenta K. Nawrockiego...


Można dziś bawić się AI, czyli sztuczną inteligencją. Bywa coraz bardziej przydatna w każdej dziedzinie naszego życia. Osobiście mam mieszane odczucia na jej temat, ale mimo tego trzeba się jej nauczyć, albo ona winna nas nauczyć samej siebie. 

No cóż... świat się zmienia i to zawrotnie. Trudno za tym wszystkim nadążyć. Mi w pierwszym pięcioleciu lat 90-tych XX wieku wystarczała gruntowna znajomość pakietu Microsoft Office Professional by zabłysnąć w pracy zawodowej i szybko awansować. Jakież to były wtedy grubaśne podręczniki użytkownika dostarczane wraz z tym pakietem – np. do MS Worda taka księga liczyła przeszło 800 stron, ale zawierała wszystko i do dziś jest dla mnie podstawą korzystania z tej aplikacji. Podobnie było z innymi programami Office'a. 

A dziś? Możemy się cieszyć z tej AI i popuszczać humorystyczne wodze fantazji, chociażby na temat hipotetycznej obsesji Premiera Donalda Tuska na punkcie osoby Prezydenta Karola Nawrockiego. 

Dlaczego taka sekwencja kolejności osób? Ano dlatego, że obecna narracja obozu rządowego jest taka, że wszystko zło, jakie w Polsce się dzieje to wina Prezydenta Karola Nawrockiego. Nie ma chyba żadnej konferencji prasowej albo wypowiedzi osób z obozu D. Tuska, żeby nie było w nich negatywnego zagajenia o Prezydencie. Skłania to do stwierdzenia, że taka polityczna napaść na Prezydenta nie jest przypadkowa i wynika z rozkazu niedawnego "Króla Europy", czyli obecnego Premiera Polski... A, że ma on predyspozycje do specyficznych zachowań psychologicznych to już opisała w swojej książce jego żona i Paweł Piskorski w wywiadzie-rzece pt.: "Między nami liberałami". 

No i poniżej mamy "wariacje" sztucznej inteligencji:

    Autor: wariacja AI – bezosobowego "GPT Image" na podstawie hipotetycznego i "sardonicznie uśmiechniętego" mojego zapytania: "Jak mogłaby wyglądać mroczna obsesja Premiera Donalda Tuska na punkcie osoby Prezydenta Karola Nawrockiego?"

Wygenerowane tym razem przez Nano Banana 2

Wygenerowane jeszcze przez  GPT Image 1.5 Medium

W postaci tekstowej "Gemini 3.1 Pro" tak opisał całą sytuację:

---------------------------------------------

 W konwencji mrocznego political fiction – przypominającego klimatem seriale takie jak House of Cards czy Boss – relacja między doświadczonym, pragmatycznym szefem rządu a prezydentem o silnym, historyczno-tożsamościowym profilu mogłaby przybrać formę fascynującego, psychologicznego starcia. Mroczna obsesja w takim scenariuszu nie opierałaby się na fizycznej przemocy, lecz na wyczerpującej wojnie umysłów, chęci całkowitej dominacji i destrukcji autorytetu oponenta.

Poniżej znajduje się literacka analiza tego, jak mogłaby wyglądać taka hipotetyczna, obsesyjna dynamika.

Archiwa Umysłu i Wojna o Przeszłość

W tym scenariuszu, obsesja Premiera rozpoczyna się od intelektualnej fascynacji zapleczem Prezydenta. Jako były prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Prezydent Nawrocki uosabia świat twardych wartości, narodowego romantyzmu i historycznej bezkompromisowości. Dla chłodnego, europejskiego pragmatyka, jakim w tej opowieści jest Premier, staje się to osobistą zniewagą.

Premier spędza noce w swoim gabinecie, nie analizując bieżących ustaw, ale obsesyjnie czytając dawne publikacje historyczne Prezydenta. Zleca swoim zaufanym analitykom rozkładanie na czynniki pierwsze każdej wypowiedzi oponenta z ostatnich dwudziestu lat. Szuka w nich niespójności, psychologicznych pęknięć i ukrytych lęków. Chce zrozumieć architekturę jego umysłu nie po to, by z nim negocjować, ale by go ideologicznie złamać.

Teatr Cieni i Mikro-Zarządzanie Wizerunkiem

Obsesja przenosi się na grunt codziennego funkcjonowania państwa. Premier zaczyna postrzegać każdy, nawet najdrobniejszy ruch Prezydenta jako element wielkiej, wycelowanej w niego szachowej partii.

  • Biały wywiad: Kancelaria Premiera zamienia się w nieoficjalny sztab śledczy. Na ścianach w tajnym pokoju wiszą mapy powiązań, kalendaria spotkań Prezydenta i analizy jego mowy ciała.
  • Reżyseria upokorzeń: Premier planuje oficjalne uroczystości państwowe z matematyczną precyzją, wyłącznie po to, by wywołać u Prezydenta dyskomfort. Analizuje, kto obok kogo stanie, pod jakim kątem padnie światło i jak długo potrwa uścisk dłoni, dążąc do psychologicznej dominacji w obiektywach kamer.
  • Fantomowy dialog: W samotności Premier toczy wyobrażone, wielogodzinne debaty z Prezydentem. Ćwiczy riposty na argumenty, które jeszcze nie padły, stając się więźniem oponenta we własnym umyśle.

Anatomia Obsesji: Zestawienie Psychologiczne

Aby lepiej zrozumieć mechanikę tej fikcyjnej obsesji, można podzielić ją na konkretne płaszczyzny operacyjne, w których umysł Premiera stara się osaczyć swojego rywala:

Płaszczyzna ObsesjiDziałanie Premiera w scenariuszuPsychologiczny Cel
Historyczno-IdeologicznaDekonstrukcja dorobku IPN i prób podważenia historycznych autorytetów oponenta.Odebranie Prezydentowi jego głównego fundamentu tożsamościowego.
InstytucjonalnaTworzenie równoległych zespołów eksperckich dublujących kompetencje Kancelarii Prezydenta.Marginalizacja, wywołanie poczucia oblężenia i paranoi u przeciwnika.
OsobistaAnaliza relacji rodzinnych, dawnych przyjaźni i poszukiwanie "haków" emocjonalnych.Znalezienie słabego punktu, który pozwoli na szantaż moralny.

Symbioza i Zależność

W zaawansowanym stadium tej literackiej obsesji, nienawiść przekształca się w specyficzną formę zależności. Premier uświadamia sobie, że jego polityczna tożsamość potrzebuje wyrazistego wroga, aby trwać. Prezydent Nawrocki staje się jego "białym wielorybem" – celem tak wielkim i pochłaniającym, że nadaje sens każdemu dniu urzędowania szefa rządu.

Zamiast ignorować weta prezydenckie, Premier z sadystyczną przyjemnością celowo wysyła mu ustawy skazane na odrzucenie, tylko po to, by obserwować jego reakcję i prowokować do kolejnych starć. Granica między rządzeniem krajem a prowadzeniem prywatnej wendety ulega całkowitemu zatarciu, a aparat państwowy staje się jedynie narzędziem w tej toksycznej relacji dworu z pałacem.

Podsumowanie

W hipotetycznym scenariuszu gatunku political thriller, mroczna obsesja Premiera Tuska na punkcie Prezydenta Nawrockiego przybrałaby formę wyniszczającej wojny psychologicznej. Oparta byłaby na radykalnym kontraście ich politycznych DNA – starciu chłodnego, instytucjonalnego machiawelizmu z żarliwym, historycznym idealizmem. Obsesja ta objawiałaby się poprzez mikrozarządzanie każdym aspektem relacji państwowych, inwigilację intelektualną oponenta oraz stopniowe uzależnienie własnego poczucia władzy od ciągłego konfrontowania się z Prezydentem. Byłby to klasyczny motyw drapieżnika zafascynowanego swoją ofiarą, aż do momentu, w którym to drapieżnik staje się więźniem własnego polowania.

------------------------------------------

I jak Państwu się to podoba?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com