Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara katolicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara katolicka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 stycznia 2022

Przestrzegam przed " NOCĄ Magii" w TVN!

Osiem lat temu napisałem tekst pt.: "Jak unikać opętania?" [1]. Był on niejako podsumowaniem moich wcześniejszych postów dotyczących ówczesnego promowania w serialach telewizyjnych TVP różnych dziwnych szatańsko-okultystycznych motywów czy też zatrudnienia jako członka jury "The Voice of Poland" niejakiego - według mnie diabelsko szpetnego - Darskiego Adama vel Nergala, który onegdaj darł Biblię na koncertach i satanistycznie profanował polskie godło narodowe.

Na szczęście dziś już w publicznej telewizji te praktyki zniknęły, ale na nieszczęście TVN cały czas emituje swój program pt.: "NOC Magii". Przestrzegam przed jego oglądaniem jak i innych tego typu audycji audio-wizyjnych. 

We wskazanym na początku tekście napisałem m.in.: "Jak można zwrócić na siebie uwagę demona i być przez niego dręczonym, zniewolonym lub opętanym? (...)  Po czwarte - magia, wróżbiarstwo – magia istnieje i KRK wypowiada się o niej jasno. Bóg w Starym Testamencie już zabronił używania magii. Człowiek nie jest w stanie nagiąć woli Boga czy aniołów. Demon jest upadłym aniołem silniejszym, inteligentniejszym i potężniejszym od człowieka, lecz niektórym pozwala na używanie swojej mocy. A skoro człowiek używa mocy demona, ten zdobywa wpływ na taką osobę. Każda magia tzn. tzw. biała i czarna tak samo szkodzi!. Podobnie otwieramy się na szatana i demony poprzez uczęszczanie do magów i wróżek oraz wierzenie i praktykowanie: wicca, makumba, voodoo, czarów, uroków i przekleństw, numerologii, kabały, horoskopów, tarota, kart anielskich i innych form wróżenia a także noszenie talizmanów, amuletów (np. pierścień Atlantów, pentagram, pseudo-krzyż ankh, czerwone wstążki i inne). Należy też przestać wierzyć w zabobony i przestać być przesądnym. W żaden sposób nie należy też: oglądać i  korzystać czasem z porad wróżbitów występujących dziś w różnych programach telewizyjnych" [1]

Sataniści i kościół szatana przewrotnie odwracają o 180 stopni nauczanie i tradycję Kościoła Katolickiego i ogólnie chrześcijańskiego. "Śmierć Pana Jezusa miała miejsce około godziny 15-tej w piątek, 3 kwietnia, w roku 33 naszej ery" [2]. Dla nas - chrześcijan to bardzo ważny dzień, który czcimy w Wielki Piątek, ale też pościmy w każdy piątek, więc sataniści uaktywniają się oczywiście na odwrót: raczej zawsze około godziny 3 w nocy. I o takiej porze emitowana jest ta TVN-owska "NOC Magii". Nie ma tu żadnego przypadku. 

Nie mam zamiaru opisywać praktyk satanistyczno-okultystycznych: wskazuję jedynie akurat na ten przypadek, by pokazać i jednocześnie przestrzec przed przewrotnością Szatana. On naprawdę istnieje, choć faktycznie jego największym sukcesem w obecnych czasach jest to, że ludzie przestali w jego istnienie wierzyć. Ale my Chrześcijanie nie możemy wymazywać go z pamięci i winniśmy robić wszystko, aby przed nim się bronić. A jak? Odsyłam do tekstu [1].

Być może u wielu czytających gdzieś tam pojawi się jakaś ironiczna myśl dezawuująca takie pojmowanie świata. Trudno. Jestem katolikiem, więc myślę i czuję po katolicku, i jestem smutny, że bardzo dużo ludzi odeszło od Boga a przez to nie zauważają, że postępują i myślą tak, jak od zawsze na ich zatracenie chciał Szatan. 

Warto tedy przypomnieć, że najważniejszym działaniem dla Chrześcijan a szczególnie Katolików jest ewangelizacja i ciągłe nawracanie siebie i innych na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przestrzeganie przed Szatanem jest jednym z takich działań. A on działa przede wszystkim poprzez lęk, strach, pychę, nienawiść, złość oraz zmuszając ludzi do popełniania grzechów ciężkich i śmiertelnych (np. samobójstwa). Ufność i wiara w Boga Ojca, Jego Syna i Ducha Świętego daje spokój ducha i radość życia. I dlatego ważne jest, aby pamiętać, że  Bóg zawsze czeka na nas, nawet, gdy upadamy...Czeka na nasz powrót do niego, czeka na naszą wiarę, szczerą modlitwę i nasze nawrócenie...

P.S.
Ostatnio napisałem o klątwie TVN, która spadła na naszych skoczków, którzy w zdecydowanej większości są wierzący a często i czynią znak Krzyża Świętego przed skokiem... i to w takiej promującej "NOC Magii" telewizji [3]. Może jednak warto się nad tym głębiej zastanowić?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 27 czerwca 2020

Co robić, kiedy dzieci odchodzą od Boga?

Chciałbym w tej ciszy wyborczej zaproponować Państwu bardzo ważny tekst na temat wiary i  odchodzenia od niej. Prezentuję go bo sam swego czasu jako młody człowiek miałem okresy, kiedy wiara - mimo iż byłem wychowany w rodzinie katolickiej - stawała się dla mnie bardzo odległa. Opisałem to m.in. w tekście "Jak stopniowo odchodziłem od wiary" [1]

Poniższy tekst odnalazłem przypadkowo, ale po jego przeczytaniu zrozumiałem swoje zachowanie i mam nadzieję, że będzie on przydatny dla Państwa, dla rodziców i też dzieci, którzy borykają się z tym problemem. 

------------------------------------------------------

Autor tekstu: ks. Radosław Chałupniak [2]

Chcę podjąć niezwykle ważny i aktualny problem kryzysu wiary ludzi młodych. Przez „kryzys wiary młodzieży” rozumiem sytuacje zanegowania zarówno teorii, jak i praktyki wiary. Moja wypowiedź jest owocem wielu kapłańskich doświadczeń, kiedy osobiście znani mi młodzi ludzie porzucali albo zaniedbywali swoją wiarę, a także doświadczeń poznawanych pośrednio, z różnych rozmów i spotkań z rodzicami i wychowawcami. Pragnę odnaleźć odpowiedź na pytanie: jak zachować się wobec takich sytuacji, jak reagować, kiedy bliscy, młodzi ludzie odchodzą od Boga. Odniesieniem tych rozważań, będzie znana, ale wciąż na nowo odkrywana przypowieść Jezusa o miłosiernym Ojcu (Łk 15,11-32).

Postawy miłosiernego Ojca

Reakcja Ojca na decyzję i fakt odejścia młodszego syna jest dla mnie niezwykła, zupełnie odmienna od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, czego się spodziewamy. Można byłoby nawet zarzucić Ojcu edukacyjną bierność. Ojciec dał synowi część majątku, która przypadała na niego, i… pozwolił mu odejść. Warto przypomnieć, że Jezus, zanim opowiedział tę przypowieść, mówił o dobrym pasterzu i o pewnej kobiecie. Zdumiewająca jest pewna arytmetyczna zależność: dobry pasterz stracił 1/100 swego majątku i szukał, kobieta 1/10 i szukała, ojciec miał dwóch synów, stracił jednego, „połowę swego skarbu”, i… w danym momencie nie zrobił nic. Nachodzą nas ważne pytania: Czyżby temu niezwykłemu Ojcu zabrakło pedagogicznej intuicji? Czyżby nie wiedział, że syn zmarnuje podarowany mu majątek? Czyżby dobry Ojciec nie chciał zachować go od zła?

Warto pamiętać, że młodszy syn „odjechał w daleką krainę” tak, by nie mieć kontaktu z Ojcem. Tam roztrwonił, przepił, przehulał „swój” majątek, żyjąc bez Boga, bezbożnie (gr. zon asotos), a dokładniej – żyjąc tak, by wszystko sprzeciwiało się jego zbawieniu (soteria). Ciągle warto pamiętać, że to nawrócenie dokonywało się w młodszym synu i nie było wywołane jakimś przynagleniem, tym bardziej przymuszeniem ze strony Ojca. Ojciec wobec młodszego syna był otwarty i… niezwykle konsekwentny, nie cofnął podarowanej mu wolności. W tej wolności, traktowanej jako ważny dar wychowania, można dopatrywać się zasadniczej przyczyny ojcowskiej reakcji. Ojciec kocha, kocha z całego serca, ale w tej miłości nie cofa, nie odbiera synowi wolności. Pozwala mu myśleć, decydować i działać „po swojemu”, zgodnie z własnym rozeznaniem, choć – jak można się domyślać – nie jest to zgodne z ojcowską wolą. Młodszy syn odchodzi korzystając ze swej wolności, która w tym momencie tak bardzo rani kochające serce Ojca. Ojciec nie sprzeciwia się, milczy, daje i zaczyna swe oczekiwanie, cierpliwe wyglądanie za ukochanym. Ta przypowieść jest swoistą kwintesencją Ewangelii, jak pisze o. L. Mycielski, ten fragment możemy śmiało nazwać „Ewangelią w Ewangelii” [1], a więc Dobrą Nowiną o Bogu, który hojnie obdarowuje różnymi łaskami, pozostawia wolność wyboru i… jest w tym wierny, konsekwentny.

W Roku Wiary warto przypomnieć sobie jedną z jej najważniejszych cech: wiara opiera się na wolności. W innych przypadkach przestaje być wiarą, a staje się automatycznym nawykiem, społecznym przymusem czy emocjonalnym zniewoleniem.

Interpretacja ewangelicznej przypowieści kończy się dla wielu na powrocie „Marnotrawnego” do domu. Jednakże jest jeszcze drugi syn, któremu można by nadać imię „Wierny”, choć byłoby to bardzo powierzchowne i w rzeczywistości nieprawdziwe. Jezus mówi o nim nieprzypadkowo. Przymiotnik „starszy” (presbyteros) oznacza tego, który ma być mądrzejszy, bardziej doświadczony. Tymczasem wierność starszego syna okazuje się w istocie ukrytą niewiernością. Nie powinno się porównywać, ale kto wie, może ten, który został, grzeszył bardziej niż ten, który odszedł. Może jego fizyczna obecność była faktyczną alienacją, duchowym opuszczeniem Ojca. Można byłoby nawet powiedzieć, że o ile „ateizm” młodszego syna wynikał ze względów ideologiczno-materialnych, to starszy syn przejawiał w swym odniesieniu do Ojca postawę ateizmu praktycznego, choć był blisko, żył „jakby Ojca/Boga nie było”.

Kiedy Marnotrawny fizycznie odszedł od Ojca, mentalnie uczynił to także ten starszy. Ojciec został wówczas sam. Pojawiające się w starszym synu wątpliwości, żale i pretensje coraz bardziej oddalały go od domu ojcowskiego i, choć fizycznie nigdzie nie odszedł, to – używając biblijnego symbolu – jego serce było daleko, stawało się coraz bardziej kamienne, zamknięte na ojcowską miłość. Jest jednak zasadnicza różnica w reakcji ojca wobec młodszego i starszego syna. O ile w odniesieniu do młodszego Ojciec nie reagował w sposób pośpieszny, to w momencie, kiedy na wieść o powrocie młodszego brata starszy „rozgniewał się i nie chciał wejść”, „ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu” (Łk 15,28). Ojciec nie zraża się małością swego starszego syna, jego wyrzutami i zazdrością, lecz spokojnie i z wielką miłością tłumaczy, co się stało, rozmawia z nim.

Ewangeliczna przypowieść porusza swoją aktualnością. Wiele razy, słuchając ją i rozważając, sami odkrywaliśmy siebie w roli synów – i młodszego, i starszego. Przychodzą jednak takie sytuacje w naszym życiu, kiedy jesteśmy zaproszeni, by w swoim życiu odkryć i naśladować miłującego Ojca. Bóg na drodze naszego rozwoju stawia nas w sytuacji wyboru: albo będziemy „szukać po swojemu”, albo przyjmiemy Jego „logikę miłości”: pozwolimy sobie i naszym bliskim na miłość, która nie zniewala, ale z całą cierpliwością czeka, pozostaje otwarta, rozmawia i ryzykuje.

Odchodząca młodość

Religijny kryzys wiary swych dzieci, jaki często boleśnie przeżywają rodzice (wychowawcy), ma swój szerszy kontekst, związany z całym procesem rozwoju i wychowania. Najczęściej odrzucenie wiary religijnej jest jedynie jednym z wielu symptomów okresu dorastania i gwałtownie zmieniającej się relacji wychowawcy – wychowankowie. Zanim podejmiemy rozważania dotyczące reakcji wychowawców na odrzucenie wiary, warto przypomnieć sobie ogólną dynamikę odniesień wychowawczych, zwłaszcza w okresie dorastania.

Wobec wychowawców na każdym etapie stawiane są wysokie wymagania. W różnych momentach życia przychodzi im zmierzyć się z wyzwaniami, które wydają się ich przekraczać, a nawet podważają cały dotychczasowy wysiłek wkładany w wychowanie. Kiedy dzieci (uczniowie) swymi słowami i zachowaniem zdają się przekazywać informacje, które sprzeczne są z przekazywanymi im dotąd wartościami, wychowawcy mogą reagować skrajnie: od obojętności po nadgorliwość, od złości po obojętność, od lęku po spokój, od samooskarżeń i poczucia winy do agresji. O ile wychowawcy profesjonalni byli i są przygotowywani do takich sytuacji, to dla rodziców takie momenty są szczególnie trudne, przeżywane zawsze w sposób wyjątkowy.

Zerwanie relacji wychowawczych przez dzieci można interpretować na różne sposoby. Dla jednych jest to koniec wychowania, a więc przekazywania określonych wartości, natomiast dla innych jest to konieczny etap wychowania – radykalne „przejęcie sterów swego życia”, podjęcie odpowiedzialności za nie, przejście z heteronomii do autonomii, odejście od wychowania i podjęcie trudu samowychowania.

Każda rodzina wchodzi w pewien krytyczny czas, kiedy dzieci zaczynają coraz częściej samodzielnie podejmować różne decyzje. Generalnie zadaniem rodziców w okresie dorastania ich dzieci powinno być udzielanie coraz większej swobody, przy jednoczesnym uczeniu odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Rodzice muszą wzmacniać poczucie samowystarczalności nastolatka, jego pewność, że może on rzeczywiście zatroszczyć się o siebie. Zarówno rodzice jak i dzieci muszą nauczyć się układów bardziej partnerskich, budowanych na wolności i wzajemnym zaufaniu, otwartości i gotowości do pomocy. Rodzice powinni pamiętać, że, chociaż młodzi zbliżają się do dorosłości, ich potrzeby emocjonalne niewiele zmieniły się od czasów dzieciństwa. Nawet na tym etapie potrzebują pewności, że są kochani, że rodzice są zawsze do ich dyspozycji i zrobią wszystko, co tylko będą mogli, dla ich dobra. Niezależnie od etapu rozwojowego podstawowym obowiązkiem rodziców wobec dzieci jest stworzenie im kochającego i szczęśliwego domu. Nastolatek potrzebuje rodziców, by go przygotowali i pomogli wykonać niebezpieczny krok w dorosłe życie. Przejście w dorosłość powinno być stopniowym procesem „odłączania się”, do którego rodzice muszą przygotować swoje dzieci. J. Dobson pisał kiedyś: „Jeżeli coś kochasz, uwolnij to. Jeżeli powróci do ciebie jest twoje, jeżeli nie powróci, to nigdy w ogóle twoje nie było” [2].

W okresie dorastania głównym zadaniem jest zakończenie procesu indywidualizacji, które wyraża się w określeniu własnej, szeroko pojmowanej tożsamości: psychologicznej, psychoseksualnej, interakcyjnej, społecznej, ustalenie własnego systemu wartości zdefiniowanie własnych celów życiowych. Osiągnięcie tego jest trudne zarówno dla dziecka, jak i jego rodziców [3].

Wychowawcy, a szczególnie rodzice, różnie reagują na sytuacje, w których dowiadują się o ważnych sprawach dotyczących ich dzieci, np. samodzielny wybór szkoły, kierunku studiów czy zawodu, decyzja o opuszczeniu domu rodzinnego i zamieszkaniu osobno, przynależność do nieakceptowanych przez wychowawców grup rówieśniczych, wybór partnerów życiowych. Wśród tych spraw, które budzą niepokój, a czasem nawet wywołują wyraźny sprzeciw rodziców wierzących, jest moment, kiedy dorastające dzieci wprost przyznają albo pośrednio ukazują, że wiara w Boga nie jest dla nich ważna, że jest w nich wiele wątpliwości i pytań, czasami tak dużo, że odchodzą od religijnych praktyk, a nawet podejmują działania zmierzające w kierunku formalnej apostazji.

Wydawałoby się, że dzieci, wchodząc w dorosłość, w sposób niemal automatyczny przejmą styl myślenia i wartościowania rodziców, tymczasem w wychowaniu nie ma takiej gwarancji. Często jest właśnie na odwrót. Dorastające dzieci kochających rodziców buntują się wobec tej miłości i kwestionują wiele dotychczas przekazywanych treści, także dotyczących religijnej wiary.

Wobec kryzysu wiary młodych

Toczące się na internetowych forach dyskusje ukazują, jak współcześnie wiele jest przyczyn takich religijnych odejść młodych ludzi. W rodzinach, w których wiara traktowana jest poważnie, dzieci często odczuwają (zbyt) silną presję, ich „ucieczka od Boga” jest reakcją na swoistą „pobożność na siłę”. Nie chcą w swoim życiu długich modlitw, negatywnie reagują na propozycje wyjazdu na rekolekcje, mimo wcześniejszych doświadczeń porzucają praktyki prowadzące do rozwoju wiary. Występuje swoisty paradoks: religijne zaangażowanie rodziców osłabia wiarę ich dzieci. Młody człowiek, który od samego początku wychowywany był religijnie, może na pewnym etapie swego rozwoju odczuwać swoisty bunt, może pragnąć odejścia od Boga i wiary, od rodziców i ich przekonań, aby odnaleźć siebie, odkryć, kim jest naprawdę. Takie odejście łączy się z gwałtownym pragnieniem poznania i potwierdzenia własnej tożsamości. Z kolei w rodzinach, w których religijność jest jedynie czymś zewnętrznym i powierzchownym, brak świadectwa wiary ze strony rodziców, dość szybko staje się zachętą do podważenia jej roli i marginalizowania Boga w życiu. Niekiedy przyczyną osłabienia, a nawet zarzucenia wiary jest wiele sytuacji duszpasterskich i katechetycznych, jak np. infantylizm nabożeństw dla dzieci czy zbyt powierzchowne, odległe od życia nauczanie religijne lub słabe przygotowanie niektórych katechetów do swej pracy, ich brak zaangażowania i obojętność wobec wychowanków. Silny w okresie dorastania wpływ rówieśników często jest związany z powtarzaniem i nagłaśnianiem informacji medialnych, które wykorzystują nastroje antyreligijne czy antykościelne [4]. Preferowany w mediach styl życia, promujący wartości oparte o hedonizm, konsumpcjonizm czy relatywizm, staje się dla wielu młodych ludzi zbyt dużą pokusą wobec wymagań, jakie płyną z wiary.

W sytuacjach, kiedy dorastający wyraźnie kwestionują wiarę w Boga, wychowawcy muszą mieć świadomość, że ten kryzys wiary, choć jest doświadczeniem trudnym, nie jest jednak dramatem. Trzeba uważać na zbyt szybkie wyjaśnienia, dostrzegając, jak wiele różnych spraw może być ze sobą powiązanych na zasadzie przyczyny i skutku.

Na pytanie: „Co robić w takim kryzysie wiary?” – nie ma jednoznacznej i uniwersalnej odpowiedzi. Pamiętając o ewangelicznej przypowieści i mając jednocześnie świadomość wiary jako Bożego daru, na pewno trzeba podkreślić, by nie odbierać młodym wolności. W takiej sytuacji wychowawca/rodzic sam odkrywa czy swą rolę sprowadza do „więziennego dozorcy”, czy też – mimo wewnętrznych zmagań – potrafi otworzyć swą dłoń i pozwolić bliskiej osobie, by odeszła. Warto w tym miejscu przypomnieć, że od Jezusa ludzie także odchodzili, a On pozwalał im odejść (bogaty młodzieniec (por. Mt 19,22); odejście słuchaczy, dla których trudne były słowa Jezusa o Chlebie żywym i pytanie wobec uczniów: „Czy i wy chcecie odejść?” (por. J 6,60-69).

Doświadczenie własnej niewiary lub też możliwości niewiary jest ważne w życiu młodego człowieka przede wszystkim dla niego samego. Daje mu okazję do odkrycia, że wiara jest zaproszeniem, a nie przymusem czy jakimś jedynie zewnętrznym przekazem. Każdy staje przed wolnym wyborem – ważną decyzją, którą musi podjąć w swym życiu: „Wierzyć czy nie wierzyć?”. Wiara, choć jest Bożym darem – łaską (por. KKK 153), jest jednocześnie „aktem ludzkim” – zadaniem (por. KKK 154-155), jest wolnym opowiedzeniem się za obecnością Boga we własnym życiu, „osobowym przylgnięciem człowieka do Boga” i „dobrowolnym uznaniem całej prawdy” (KKK 150).

Dla wielu współczesnych młodych ludzi jest to zadanie bardzo trudne. Na pewno w takich sytuacjach, kiedy nasi wychowankowie odchodzą od Boga, warto rozmawiać. Warto szukać przyczyn „niewiary”, ale może jeszcze bardziej odkrywać wartość własnej wiary. Ważne jest, by te dyskusje były dzieleniem się własnymi przekonaniami i doświadczeniami, a nie manipulacją – ukrytym i podstępnie realizowanym pragnieniem, by młody człowiek przyjął nasze stanowisko. Jak przypominają specjaliści od komunikacji w takich, nierzadko trudnych, rozmowach należy posługiwać się komunikatami „ja”, mówiąc o swoich odczuciach i przeżyciach, jednocześnie unikając groźby czy emocjonalnego szantażu.

Wolność wyboru także tutaj nie może być ograniczona. Takie rozmowy są dowodem dobrych relacji wychowawczych. Szanując wolny wybór młodego człowieka, warto z nim podejmować rozmowy dotyczące wartości i norm moralnych. Dla wielu jest to bowiem swoista „próba” wiary – negacja Boga jest konsekwencją zanegowania Jego przekazań. Jak przypomina o. J. Salij: „najgroźniejszym niszczycielem wiary jest grzech”. Pomagając ludziom młodym w odkrywaniu wartości wiary, warto powoływać się na zdanie-przestrogę, które usłyszał kiedyś ten znany dominikanin: „Tylko nie próbuj na konto tych wątpliwości omijać którekolwiek z Bożych przykazań!” [5].

W rozmowach z młodymi na tak delikatne tematy należy zachować dużo ciepła i cierpliwości. Uważać na słowa i pamiętać, że w tych dyskusjach nie ma zwycięzców. Komunikacja wiary powinna być nastawiona na zwycięstwo prawdy, a nie na klęskę którejś ze stron. Nie chodzi o jałową krytykę Kościoła, ale o wspólne szukanie odpowiedzi o własne w nim miejsce. Nie chodzi o oskarżanie o wszystko Boga, ale odkrywanie dobra, które od Niego mamy. Nie jest to łatwy dialog wychowawczy, ale na pewno warto go podejmować. Sytuacje, w których wychowankowie/dzieci podważają sens wiary, zawsze są dobrą okazją do tego, by dać świadectwo własnej, żywej wiary. Nie może być tak, że niewierność dzieci pociągnie za sobą niewierność rodziców [6].

Wiara rodziców, która w takiej chwili również poddana jest swoistej próbie, powinna być jeszcze bardziej umocniona. Wyrażona słowami powinna mieć potwierdzenie w codziennym życiu. Zwłaszcza rodzice, którzy swoim oddziaływaniem na co dzień tworzą określoną atmosferę domu, mogą tym bardziej pokazać, że Bóg jest dla nich ważny i chcą przy Nim trwać, mimo że dzieci zdają się od Niego odchodzić. Na marginesie warto przypomnieć, że swoistym sprawdzianem wiary rodziców jest sytuacja wyrażona w pytaniu: „Która z decyzji dziecka byłaby dla mnie trudniejsza, że porzuca ono wiarę czy idzie do zakonu lub seminarium?”. Okazuje się, że dla wielu rodziców uświadomienie sobie takiej alternatywy pociąga za sobą odkrycie, jaka naprawdę jest nasza wiara.

W sytuacji kryzysu wiary wychowanków zawsze warto zachować spokój. Potraktować ten czas jako okazję do jeszcze intensywniejszego własnego rozwoju duchowego, swej relacji z Bogiem. Wiara karmi się słowem Bożym, umacnia w modlitwie (także za swych bliskich), wyraża w określonych słowach i uczynkach. Kiedy dzieci odchodzą od Boga, trzeba się za nich modlić. Właśnie wtedy potrzebują oni modlitwy swych najbliższych, osób, które chcą im dać to, co w życiu najważniejsze.

Zanim odejdą

Odwołując się jeszcze do ewangelicznej przypowieści, warto zwrócić uwagę na jeden, istotny szczegół. Sytuacja odejścia od Boga, „wyjścia z domu”, jest pewnym momentem w czasie. Zanim jednak on zaistniał, zanim trzeba było podjąć pewne „działania terapeutyczne”, było dużo czasu na wychowanie. W tym miejscu raz jeszcze warto przypomnieć, jak wielkie znaczenie ma cała „profilaktyka” albo „prewencja”, czyli właściwe wychowanie religijne.

Zanim dojdzie do sytuacji kryzysowych warto tworzyć dużo wcześniej – w odpowiednim czasie pozytywne doświadczenia wiary, łączyć teorię z praktyką życia, wyjaśnienia z modlitwą, modlitwę z postanowieniami i właściwym działaniem. Nie wolno ulegać rozpowszechnianemu dziś poglądowi, że „dzieci same się wychowają”, także pod względem religijnym. Natura nie znosi pustki. Im wcześniej z oddziaływań na dzieci wycofują się wychowawcy, tym szybciej docierają tam manipulatorzy, którzy wykorzystają słabe punkty młodych.

Zanim od Ojca odszedł marnotrawny syn, ten mądry Rodzic uczynił coś bardzo ważnego – we właściwym czasie dał synowi doświadczenie domu. W trudnej, a nawet można stwierdzić – w beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazł się ewangeliczny uciekinier, pozostało w jego sercu coś istotnego – pamiętał o domu swego Ojca, o tym, że ktoś na niego czeka, że ma dokąd wrócić.

Wychowanie religijne rozpoczyna się dużo wcześniej nim nastąpi konieczność prowadzenia rozmów na poważne tematy dotyczące odejść od wiary. Rodzice katoliccy są wielokrotnie zachęcani, by podjęli odpowiedzialność za wychowanie religijne. W momencie ślubu przyjmują zobowiązanie, by przyjąć i po katolicku wychować dzieci, którymi ich Bóg obdarzy. W decyzji o chrzcie swych dzieci, kiedy swoją wiarą niejako „przynoszą” dzieci do Kościoła, ponownie zostaje im przypomniane, że ich przywilejem i obowiązkiem jest troska o rozwój wiary ich dzieci.

Warto, by wychowawcy mieli świadomość, dlaczego chcą przekazywać wiarę dzieciom/uczniom, na ile wychowanie religijne jest następstwem pewnego społecznego przymusu („bo co inni powiedzą?”), skutkiem jakiejś postawy magicznej („na wszelki wypadek, aby nic złego się nie działo, aby zdrowo się rozwijało”) czy – jak powinno być – owocem własnej wiary i przekonania, że wiara w Boga jest czymś wartościowym, co warto zostawić najbliższym. Wychowanie religijne dokonuje się od pierwszych chwil życia dziecka [7] – od modlitwy za nie jeszcze przed narodzeniem, od bliskości i przytuleń w wieku niemowlęcym, przez rozmowy ujawniające naturalną ciekawość dziecka i niekończące się odpowiedzi na dziecięce pytania „dlaczego?”, dalej – przez współpracę rodziców z katechetami i duszpasterzami w czasie, kiedy uczęszcza ono na lekcje religii i przygotowuje się do przyjęcia sakramentów. W okresie dorastania ważna jest możliwość oraz zachęta ze strony wychowawców do zaangażowania się w grupy rówieśnicze, także o charakterze religijnym. Młody człowiek powinien doświadczyć, że wiara nie jest tylko rzeczywistością przejętą od najbliższych, zwłaszcza rodziców, ale czymś ciągle aktualnym i ważnym w jego życiu osobistym, a także w relacjach z innymi. Na tym etapie znaczącą rolę ma spotkanie z żywym słowem Bożym – przez lekturę i medytację Pisma Świętego, a także przez odkrywanie ważnych źródeł wiary Kościoła: Katechizmu Kościoła katolickiego i katechizmu młodych – Youcat. Wychowanie religijne obejmuje de facto całe życie człowieka. W okresie dzieciństwa i dorastania niezwykle ważne zadanie spoczywa na rodzicach i wszystkich innych wychowawcach, którym zależy na integralnym rozwoju ludzi młodych.

Wszystkie „instytucjonalne” działania powinny być dopełnieniem codziennej rodzinnej atmosfery, na którą oprócz dobrych wzajemnych odniesień rodziców i dzieci składają się także wspólne modlitwy, rozmowy na tematy religijne, lektura książek duchowych czy pogłębianie wiedzy religijnej przez czytanie czasopism religijnych i oglądanie programów poświęconych wierze. Atmosfera religijna rodzinnego domu jest czymś niezwykle ważnym – pozwala odkrywać i przeżywać wiarę w codzienności: od widocznych symboli religijnych przez zwyczaje religijne, wspólne przeżywanie niedziel i świąt, aż po różne religijne gesty (np. krzyżyk na czole) czy post piątkowy. W prostych symbolach i gestach obecnych w życiu rodzinnym dziecko odkrywa Boga jako kogoś bliskiego, kto jest doświadczany przez miłość i troskę najbliższych, w którym odnajduje odpowiedzi na życiowe pytania, który jest i działa, kocha i uczy miłości. Takie doświadczenie jest dla ludzi młodych ważnym punktem odniesienia w życiu. Nawet jeśli pojawią się wątpliwości, kiedy przyjdzie czas „próby wiary”, kiedy pokusy zwyciężą, a wolność zda się być ważniejszą od miłości i wiary, w sercu i w pamięci pozostanie doświadczenie, na którym będzie można budować swe życie od początku.

W jednym z pięknych określeń wychowania jako „obdarowywania dzieci korzeniami i skrzydłami” zawarta jest ważna myśl: wychowawcy muszą dać wychowankom doświadczenie zakorzeniania w istotnych wartościach, którymi sami żyją, i okazję do wzrastania, do przeżywania własnego życia według własnych pragnień. W świecie, który głosi relatywizm i lekceważy wiele tradycyjnych norm postępowania, młodzi ludzie powinni znaleźć w wychowaniu, także religijnym, takie zasady, na których będą mogli mocno oprzeć swoje życie. Te „korzenie” silnie łączą się z wiarą, otwierają na Boga i jego obecność w życiu codziennym.

Jednocześnie istotnym zadaniem wychowawców jest przekazanie, że każda wartość łączy się z dobrym wykorzystaniem daru wolności. „Skrzydła” pozwalają każdemu unieść się wzwyż, rozwijać swe pragnienia, przekraczać swoje słabości i realizować swe ideały. Rodzice i inni wychowawcy swoją otwartą postawą mogą nauczyć młodych wolności, która potrafi wybrać to, co dobre, piękne i prawdziwe, co prowadzi ku Bogu i ludziom. Tylko w wolności może człowiek w pełni przeżywać swe człowieczeństwo, podejmując zaproszenie do wiary i do miłości. Ku takiej wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5,1).

---------------------------------------------

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/10/jak-stopniowo-odchodziem-od-wiary.html (Mam na ten temat przygotowane jeszcze dwa długie teksty. Pierwszy traktuje o tym jak odszedłem od wiary a drugi jak do niej powróciłem, ale one raczej nie nadają się na ich przedstawienie w formie blogowej a raczej publicystycznej. Poza tym muszę do ich opublikowania jeszcze dojrzeć)

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 25 listopada 2019

Żywa Wiara i Pierwsze Boże Przykazanie

Jakie to szczęście być wolnym od wszystkiego co ziemskie tak, aby nic nie stawało się ubezwłasnowolnieniem woli, ciała i umysłu, uczuć, życia. To uwalnia od pychy, lęku i strachu. Boża radość wnętrza i Boży spokój ducha jako efekt zawierzenia w Miłosierdzie Boże... daje to szczęście bycia wolnym od wszystkiego, co ziemskie, daje uwolnienie od wpływu złego ducha...

Takie szczęście jest właśnie codziennym odczuwaniem własnego istnienia, czyli własnej wolności od wszystkiego... Wtedy łatwo zostawiać za sobą dobra, miłości i mądrości ślady...

Przestrzeganie Pierwszego Bożego Przykazania jest podwaliną wiary!. "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną" wyznacza dla Chrześcijan drogowskaz postępowania. Żaden inny bożek, żaden człowiek czy przedmiot, żadne talizmany czy amulety, żadne zabobony i wierzenia w los... nie mogą być ponad wiarę w Boga Ojca i również wiarę we współistotność Jego z własnym Synem Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym. A jeżeli nie mogą być ponad tą wiarę, to przykazanie... to czczenie ich i wiara w nie jest jednym z najcięższych grzechów wobec Boga Ojca i Syna Jego i Ducha Świętego.

Apostołowie zostawili wszystko dla Jezusa Chrystusa, nic nie było przed nim ważne. Jest tak, że wszystko to, co staje się dla nas nadrzędne wobec Boga Ojca, przez co można nas zniewolić i ubezwłasnowolnić... jest tym, co powoduje łamanie przez nas Pierwszego Przykazania. Siła przedmiotów a zwłaszcza złotego cielca (pieniądza), które wywołuje w nas pożądanie silniejsze niż do Boga Ojca jest naszą zgubą! Pieniądz, moda, kariera, dobra doczesne stały się dla nas bożkami, które zastąpiwszy prawdziwą wiarę w Stwórcę Jedynego, prowadzą nas ku wiecznemu potępieniu! Korzystajmy z tych rzeczy tak, aby nie przesłaniały nam naszej wolności, szczęścia i jedności z Bogiem w Trójcy Jedynym! Korzystajmy z nowinek techniczno-technologicznych (internet, smartfony) tak, żeby one nas nie uzależniały i aby jednak Bóg był dla nas najważniejszy.

Musimy pamiętać zawsze, że nic nie musimy, ale możemy!  Możemy w każdej chwili swojego życia powrócić do Boga Ojca i Jego Syna a oni z Bożym Miłosierdziem nas przyjmą, bo zawsze nas kochali, kochają i będą kochali do czasów ostatnich i ostatecznych! Nawracajmy się każdego dnia, korzystajmy z sakramentów, bo wtedy dajemy świadectwo naszej wiary.

Pamiętajmy...

Współistotność  Syna Jezusa Chrystusa z Bogiem Ojcem Wszechmogącym i Duchem Świętym to tajemnica, której przyjęcie gwarantuje nam trafny wybór drogi do Królestwa Bożego. Duch Święty jest we wszystkich nas, którzy wierzą. Jest też zrealizowaną już zapowiedzią powtórnego zesłania, powtórnego przyjścia Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Uwierzmy w to a będziemy cieszyć się Królestwem Bożym!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 20 października 2016

Intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla i Pana Polski oraz narodów świata!

W ostatnią niedzielę odczytano we wszystkich parafiach Kościoła Katolickiego "List pasterski Episkopatu Polski w sprawie Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana" [1]. 

W początkowym fragmencie tekstu możemy w nim przeczytać m.in.:

"Pan Bóg bez ociągania bierze w obronę tych, którzy dniem i nocą do Niego wołają. Ma więc sens nasza wytrwała modlitwa. Trzeba więc o łaskę wiary stale prosić, ale też mężnie wiarę wyznawać i razem z innymi ją manifestować (...) W nadchodzących dniach szczególnym aktem wiary i modlitwy będzie Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, którego treść została zatwierdzona przez Konferencję Episkopatu Polski, a jego uroczysta proklamacja odbędzie się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach 19 listopada br. – w przeddzień uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata".

W dalszej części listu (całość pod niniejszym tekstem) możemy przeczytać m.in. uzasadnienie dokonania przez nas aktu intronizacji Jezusa Chrystusa, które jest w sumie  dość klarowną i spójną, ale i zawiłą konstrukcją słowno-logiczną. Kwintesencją natomiast całego listu jest określenie czym w istocie jest owa intronizacja i co oznacza:

"Jubileuszowy Akt jest nade wszystko aktem wiary, który potwierdza wybór Chrystusa i obliguje nas do życia na miarę zawartego z Nim przymierza, jest aktem sprawiedliwości, w znaczeniu oddania Mu tego, co Jemu należne i aktem posłuszeństwa w odpowiedzi na Jego Miłość. W proklamacji aktu nie chodzi tylko o jakiś wyraz zewnętrznego uznania Jezusa Królem i Panem, ale postawę głęboko wewnętrzną, duchową, która ma swoje konsekwencje w życiu i promieniuje na wszystkie sfery życia, na innych ludzi i owocuje w społeczeństwie. O to właśnie wołał św. Jan Paweł II w homilii inaugurującej swój pontyfikat: „Nie lękajcie się. Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych oraz kierunków cywilizacyjnych”. Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana trzeba zatem widzieć szerzej, jako początek realizacji wielkiego dzieła otwarcia Jezusowi drzwi: naszych domów i serc, świątyń i miejsc pracy. Chodzi o dzieło umiłowania Jezusa do końca, oddania Mu życia, zawierzenia Mu siebie, swej przyszłości i pracy nad sobą, podejmowania posługi miłości miłosiernej ze względu na Niego oraz realizacji Ewangelii we wszelkich sferach życia, również społecznej, ekonomicznej i politycznej".


Oceniając ów tekst i przesłanie w nim zawarte warto - o czym wspominałem - przypomnieć, że już od wielu lat w Polsce istnieje wiele grup i stowarzyszeń domagających się intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla i Pana Polski. 

Opierają się one przede wszystkim na przekazie Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny (1901-1944), która doznawała - w różnych postaciach - wielu Objawień Bożych. Jak możemy przeczytać na portalu intronizacja.pl

"Od września 1937 roku Rozalia otrzymuje szereg proroczych wizji, w których żądania Jezusa wobec Polski i świata zostały bardzo wyraźnie sprecyzowane. Od spełnienia tych żądań Bóg uzależniał los naszej Ojczyzny i innych narodów. Istotę tych objawień można sprowadzić do warunku: Jeśli Polska chce ocalić siebie, musi uznać Jezusa swym Królem w całym tego słowa znaczeniu poprzez Akt intronizacji. Ma być on dokonany przez cały Naród, a w szczególności przez władze państwowe i kościelne, które w imieniu Narodu mają wspólnie dokonać w sposób uroczysty tego aktu. W następstwie za przykładem Polski pójdą inne narody i także one dokonają Aktu intronizacji Jezusa na swego Króla. Wszystkie narody, które nie uznają Jezusa swym Królem, zginą" [2]. 


Nie chciałbym w tym momencie konfrontować postawy dotychczasowych zwolenników intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla i Pana Polski (do nich się zaliczałem i zaliczam) z propozycjami w tym obszarze polskiego episkopatu. Tak naprawdę bowiem obydwa dążenia do ubłagania Jezusa Chrystusa do bycia naszym Królem i Panem tu na ziemi są niejako komplementarne i tożsame.

Zresztą moja opinia jest identyczna ze słowami bp Andrzeja Czai, który - w imieniu Ruchów Intronizacyjnych KEP - napisał m.in:

"...nie można zlekceważyć faktu, że w życiu wielu wiernych mamy do czynienia ze stanem uśpienia wiary, a nawet jej agonii. Można też mówić o swoistym procesie detronizacji Jezusa. Stąd pilna potrzeba Jego intronizacji poprzez obudzenie żywej wiary i życia z wiary, wyprowadzenia wielu wiernych z tego swoistego letargu, który prowadzi do cichej apostazji – zostawiania Boga na marginesie życia, czy wręcz odchodzenia od Boga (por. Jan Paweł II, Ecclesia in Europa, nr 9). Trzeba więc w dokonaniu Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana widzieć nade wszystko, mówiąc obrazowo, mocne uderzenie w dzwon, które przy zamykaniu Bramy Miłosierdzia, będzie zwróceniem się do Boga o szczególną łaskę miłosierdzia dla nas wszystkich i które powinno nas tak dogłębnie poruszyć, aby nie wrócić do codzienności bez świadomego potwierdzenia wyboru Jezusa, jednoznacznego opowiedzenia się za Nim i podjęcia na nowo realizacji powołania do świętości".
 (...)
"Równocześnie trzeba stwierdzić, że doprowadzenie do proklamacji Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana stanowi zarazem zwieńczenie ważnego dzieła rozeznania i skorygowania dążeń i oczekiwań tzw. ruchów intronizacyjnych przez pasterzy Kościoła w Polsce. Po czasie wstrzemięźliwego odnoszenia się do jakiegokolwiek postulatu intronizacji Jezusa Chrystusa, w 2012 roku biskupi, w dwóch listach pasterskich, określili ramy kościelnego nauczania o królowaniu Jezusa i kulcie Chrystusa Króla. W 2013 roku Zespół ds. Ruchów Intronizacyjnych, ukonstytuowany przez Konferencję Episkopatu Polski, zaprosił do dialogu przedstawicieli ruchów intronizacyjnych i w ten sposób zawiązał się nieformalny zespół mieszany do wymiany myśli i wspólnych ustaleń. Oprócz dziesięciu biskupów tworzą go przedstawiciele: Wspólnot dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, Rycerstwa Jezusa Chrystusa Króla, Stowarzyszenia „Róża” i Fundacji Serca Jezusa, Ruchu Obrony Rzeczypospolitej „Samorządna Polska”, Stowarzyszenia „Ruch Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski”. Są także reprezentanci środowisk inteligencji katolickiej oraz reprezentantka wspólnot i grup Polonii amerykańskiej, kanadyjskiej i australijskiej" [3] - (całość pod niniejszym tekstem). 

Z radością odnotowuję więc fakt, iż po tylu latach starania wielu nas o dokonanie takowej intronizacji przyniosły one pozytywny rezultat. Widocznie dzisiejsza sytuacja na świecie (w tym Polsce) jest rzeczywiście bardzo niedobra dla ludzkości... skoro dotąd nieraz swoiście "opierający się" intronizacji hierarchowie KK niejako zmienili lub mówiąc inaczej uściślili swoją opinię rozszerzając intronizację - oprócz Polski i Polaków - na inne narody. 

Oczywiście można się spierać i zastanawiać oraz wskazywać na pewną pokrętność zdań płynących z ust części hierarchów KK. Można wskazywać, iż nie zawsze "wyjście Salomonowe" jest dobre. Można też wskazywać na brak jednoznacznej postawy władz Polski do aktu intronizacyjnego, można jeszcze wiele,  ale to... z Polski wyszedł (wyjdzie) głos błagalny do naszego Jezusa Chrystusa aby objął nad narodami zamieszkującymi ziemię, nad państwami (w tym Polską) swoje Królowanie. Żeby stał się Królem i Panem Ziemi i Królem i Panem każdego człowieka na niej zamieszkałego; Królem i Panem każdego państwa; Królem i Panem ludzkich serc i Królem i Panem ich ducha oraz umysłu i ciała.

Tak rozumiem, staram się swoim skromnym umysłem i emocjonalnym wnętrzem zrozumieć istotę i ważność tego dnia dla Polski i dla świata. Zapamiętajmy! Z Polski 19 listopada wyjdzie głos dokonania intronizacji Jezusa Chrystusa na naszego Króla i Pana, tu na Ziemi.

I to ostatnie może być największym sensem tego aktu. Sensem zarówno metafizycznym, ale - w zakresie wiary i ocalenia ludzkości - również realnym i pożądanym.

Utwierdził mnie w owym emocjonalnym dla mnie fakcie intronizacji  sam jej tekst, który - ze względu na Jego ważność - umieszczam tutaj w całości, prosząc jednocześnie na wnikliwe jego zanalizowanie, też pod kątem spełnienia Objawień Bożych Służebnicy Rozalii Celakówny.

 ---------------------------------------------

 Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana 

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

– W naszych sercach  – Króluj nam Chryste!
– W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!
– W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!
– W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!
– W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!
– W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!
– W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!
– W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

– Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca ­– Chryste nasz Królu, dziękujemy!
– Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!
– Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!
– Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!
– Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

– Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę –  Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień –  Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.
Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.
Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

*  *  *
Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu
uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.
Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen. 
 ---------------------------------------------
Żródło: [4] 


To poddanie się nas Królowaniu Jezusa Chrystusa i wprost intronizowanie Go na tego Króla i Pana jest - tak to staram się pojąć - aktem rozpaczy ludzi wołających - wobec bezmiaru szatańskiego zła - o ratunek i to wołanie głośnie, przeradzające się w ów czyn intronizacji. Po prostu - jako ludzie - nie dajemy sobie już rady z siłami zła rozlewającymi się po całym świecie, również w naszej Ojczyźnie, w Polsce. Zła przejawiającego się m.in. w: zabijaniu nienarodzonych dzieci, eutanazji na życzenie, gender, relatywizacji zła i dobra, możliwości dowolnego i nie wynikającego z biologii kształtowania własnej płciowości, gloryfikowaniu ruchów LGBTQ, możliwości wychowywania dzieci przez pary homoseksualne, globalizmie,  odchodzeniu od Boga, laicyzacji i zlewaceniu, braku wzajemnego szacunku, upadku rodziny i wszelkich norm etyczno-moralnych, powszechnym konsumpcjonizmie, kulcie pieniądza, satanizmie, skupianiu się ogólnie na "złotym cielcu", traktowaniu człowieka jako przedmiotu a nie podmiotu... i w wielu jeszcze innych obszarach...

Można dalej iść tym tokiem rozumowania, mając nadzieję, że nie będzie to poczytane jako myśl heretycka.

Wołamy aby Jezus Chrystus był tu naszym Królem i Panem i wyparł tym samym tego Diabła, który zawładnął Ziemią i wieloma ludźmi. Szatana, który rozlał tą swoją szpetną rzekę zła powodzią na zbyt wielu, na zbyt dużym obszarze! Wołamy z całą mocą naszych serc do naszego Jezusa Chrystusa - Przyjdź do nas i bądź naszym Królem i Panem a my oddajemy się Tobie w całości, w całości Twojemu Królowaniu i Panowaniu! Przyjdź jako Król i uratuj nas przed szatańskim złem!

Módlmy się więc modlitwą intronizacyjną ukształtowaną i przedstawioną przez polski episkopat. Módlmy się więc żarliwie i z podziękowaniem oraz nadzieją i radością:

Modlitwa do Jezusa naszego Króla i Pana
 
Jezu Chryste, Królu Wszechświata, Panie nasz i Boże,
Odkupicielu rodzaju ludzkiego, nasz Zbawicielu!
Ty, który mówiłeś, że Królestwo Twoje nie jest z tego świata,
który wzywałeś nas do szukania Królestwa Bożego
i nauczyłeś nas prosić w modlitwie do Ojca: „przyjdź Królestwo Twoje”,
wejrzyj na nas stojących przed Twoim Majestatem.
Wywyższamy Cię, oddajemy Ci cześć i uwielbienie.
Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu.
Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu
przepraszamy za wszelkie nasze grzechy i zaniedbane dobro.
Wyrażamy naszą skruchę i prosimy o zmiłowanie.
Przyrzekamy zabiegać o pomnożenie Twojej Chwały,
dziękować za nieskończone Miłosierdzie, które okazujesz z pokolenia na pokolenie,
wiernością i posłuszeństwem odpowiadać na Twoją Miłość.
Boski Królu naszych serc, niech Twój Święty Duch,
wspiera nas w realizacji tych zobowiązań, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.
Niech pomaga nam porządkować całe nasze życie i posłannictwo Kościoła.
Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie,
na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi.
Spraw, aby nasze rodziny, wioski, miasta i świat cały objęło Twe Królestwo:
królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski,
królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju,
teraz i na wieki wieków Amen.


Podobnie módlmy się modlitwą kard. Adama Stefana Sapiehy (1927 r.):

Modlitwa do Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

O Jezu, Władco serc naszych i Królu wieków nieśmiertelny, przyrzekamy Ci uroczyście, że przy tronie Twoim i przy Osobie Twojej wiernie stać będziemy. Przyrzekamy Ci, że nieskalanego sztandaru Twojego nie splamimy, że chorągwi Twojej nie zdradzimy ani niedowiarstwem, ani sekciarstwem, ani żadnym odstępstwem.
Ślubujemy Ci, że w wierze świętej katolickiej aż do śmierci wytrwać pragniemy.
Niech dzieci nasze piszą na grobach naszych, żeśmy się nigdy Ciebie, Jezu Królu i Twojej Ewangelii nie wstydzili.
Króluj w sercach naszych przez łaskę.
Króluj w rodzinach przez cnoty rodzinne.
Króluj w szkołach przez prawdziwie katolickie wychowanie.
Króluj w społeczeństwie przez sprawiedliwość i zgodę wzajemną.
Władaj wszędzie, zawsze i bezustannie.
Niech sztandar Twój powiewa nad nami wszystkimi,
a Królestwo Twoje niechaj ogarnie całą nasza ziemię! Amen.


(dziękuję za przypomnienie tekstu modlitwy kardynała Maryli z blogmedia24.pl)
---------------------------------------------

[1] http://episkopat.pl/list-pasterski-episkopatu-polski-w-sprawie-jubileuszowego-aktu-przyjecia-jezusa-za-krola-i-pana/
[2] http://www.intronizacja.pl/index.php?option=com_content&id=65&Itemid=80
[3] http://episkopat.pl/komunikat-zespolu-ds-ruchow-intronizacyjnych-w-sprawie-jubileuszowego-aktu-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana/
[4] http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/

---------------------------------------------




List pasterski Episkopatu Polski w sprawie Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana


Drogie Siostry i Drodzy Bracia!

W dzisiejszej Ewangelii wybrzmiało ważne pytanie Pana Jezusa o naszą wiarę: „Czy (…) Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,8). Bez wiary, jak zaznacza autor Listu do Hebrajczyków, „nie można podobać się Bogu” (11,6). Wcześniej usłyszeliśmy, że inaczej niż niesprawiedliwy sędzia z przypowieści, Pan Bóg bez ociągania bierze w obronę tych, którzy dniem i nocą do Niego wołają. Ma więc sens nasza wytrwała modlitwa. Trzeba więc o łaskę wiary stale prosić, ale też mężnie wiarę wyznawać i razem z innymi ją manifestować. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i poprzedzające je Dni Misyjne w diecezjach pokazały, że dzieje się wówczas zbawienie, doświadczamy obecności i bliskości Boga.

W nadchodzących dniach szczególnym aktem wiary i modlitwy będzie Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, którego treść została zatwierdzona przez Konferencję Episkopatu Polski, a jego uroczysta proklamacja odbędzie się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach 19 listopada br. – w przeddzień uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Nazajutrz akt ten zostanie odmówiony we wszystkich świątyniach Kościoła katolickiego w Polsce. Pragniemy, żeby był on znaczącym krokiem w procesie przywracania Jezusowi należnego Mu miejsca w naszym życiu osobistym, zawodowym i społecznym. Dlatego zachęcamy do podjęcia trudu duchowego przygotowania do niego i realizacji płynących z niego zobowiązań.

1. Prezentacja wydarzenia i dzieła przyjęcia Jezusa za Pana i Króla

W bulli Misericordiae vultus (nr 5) papież Franciszek podpowiada, by zamykając Drzwi Święte Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, powierzyć Chrystusowi Panu „życie Kościoła, całej ludzkości i ogromnego kosmosu, prosząc o wylanie Jego miłosierdzia jak rosy porannej, aby owocna stała się historia, którą mamy tworzyć w najbliższej przyszłości”. W nawiązaniu do tych słów i w jedności z papieżem chcemy wołać, w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata i dzień wcześniej w Krakowie-Łagiewnikach: „Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi. […] wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla, i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. Jubileuszowy Akt ma też bardzo czytelne odniesienie do obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski, w formie wyznania wiary i wyrzeczenia się złego: „Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. […] Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw”.

Zasadniczym celem dokonania aktu jest uznanie z wiarą panowania Jezusa, poddanie i zawierzenie Mu życia osobistego, rodzinnego i narodowego we wszelkich jego wymiarach i kształtowanie go według Bożego prawa. Jesteśmy bowiem świadkami wielorakiego pozostawiania Boga na marginesie życia, czy wręcz odchodzenia od Boga. W naszym życiu ma nieraz miejsce swego rodzaju detronizacja Jezusa, pozbawianie Go należnego Mu miejsca i czci, możliwości wpływu na nasze życie i postępowanie. A przecież, „Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano, istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,9-11).

Nie trzeba więc Chrystusa intronizować w znaczeniu wynoszenia Go na tron i nadawania Mu władzy ani też ogłaszać Go Królem. On przecież jest Królem królów i Panem panów na wieki (por. Ap 19,16; 1Tm 6,15n). Natomiast naszym wielkim zadaniem jest podjęcie dzieła intronizacji Jezusa w znaczeniu uznawania Jego królewskiej godności i władzy całym życiem i postępowaniem. Parafrazując myśl papieża Piusa XI z encykliki „Quas Primas”, można powiedzieć krótko: trzeba robić wszystko, by Chrystus panował. Tak określone zadanie domaga się uznania Chrystusa za swego i naszego Króla, uznania Jego panowania nad nami, czyli dobrowolnego poddania się Prawu Bożemu, Jego władzy, okazania Mu posłuszeństwa, celem uporządkowania, ułożenia po Bożemu życia osobistego i społecznego.

Dlatego Jubileuszowy Akt jest nade wszystko aktem wiary, który potwierdza wybór Chrystusa i obliguje nas do życia na miarę zawartego z Nim przymierza, jest aktem sprawiedliwości, w znaczeniu oddania Mu tego, co Jemu należne i aktem posłuszeństwa w odpowiedzi na Jego Miłość. W proklamacji aktu nie chodzi tylko o jakiś wyraz zewnętrznego uznania Jezusa Królem i Panem, ale postawę głęboko wewnętrzną, duchową, która ma swoje konsekwencje w życiu i promieniuje na wszystkie sfery życia, na innych ludzi i owocuje w społeczeństwie. O to właśnie wołał św. Jan Paweł II w homilii inaugurującej swój pontyfikat: „Nie lękajcie się. Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych oraz kierunków cywilizacyjnych”.

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana trzeba zatem widzieć szerzej, jako początek realizacji wielkiego dzieła otwarcia Jezusowi drzwi: naszych domów i serc, świątyń i miejsc pracy. Chodzi o dzieło umiłowania Jezusa do końca, oddania Mu życia, zawierzenia Mu siebie, swej przyszłości i pracy nad sobą, podejmowania posługi miłości miłosiernej ze względu na Niego oraz realizacji Ewangelii we wszelkich sferach życia, również społecznej, ekonomicznej i politycznej.

2. Zaproszenie do czynnego udziału w wydarzeniu i dziele intronizacji
 
W trakcie rozeznawania dążeń tzw. ruchów intronizacyjnych i w ramach wymiany myśli z ich przedstawicielami okazało się, że wspólny ich cel jest zbieżny z dążeniem wielu wspólnot i stowarzyszeń Kościoła w Polsce, m.in. środowiska oazowego i charyzmatycznego. Jest też u podstaw spotkań młodzieży w Lednicy. Oznacza to, że od wielu lat dojrzewa w naszym Kościele myśl i pragnienie, aby uznać Chrystusa Panem i Zbawicielem, uznać Go Królem i poddać się Jego Prawu. Dlatego bez obaw i z ufnością wobec Ducha Świętego, który przemawia wspólnym głosem ludu Bożego, zwracamy się do wszystkich wiernych z prośbą o zaangażowanie się w realizację tego dzieła.

U jego podstaw jest proklamacja Jubileuszowego Aktu. Do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach zapraszamy Was wszystkich, także wiernych ze środowisk polonijnych na całym świecie. Szczególne zaproszenie kierujemy do członków ruchów, wspólnot i stowarzyszeń kościelnych oraz do polskiej młodzieży. Zapraszamy zwłaszcza Was, którzy pielgrzymujecie na Lednickie Pola, którzy braliście udział w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie i którzy z różnych powodów zostaliście w domu. Zostawcie „kanapę” i ruszcie w drogę, zabierając z sobą cały entuzjazm wiary. Bądźcie otwarci na prośby i sugestie Waszych duszpasterzy. Potrzebujemy w Łagiewnikach młodych siewców nadziei. Realizacja dzieła intronizacji, czyli wywyższenia Jezusa w naszym życiu osobistym, rodzinnym, kościelnym i narodowym nie będzie bowiem czymś łatwym i dlatego wydarzenie w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia musi być jak mocne uderzenie w dzwon, byśmy się obudzili i z radością podjęli trudne zadanie, przekonani o jego nieodzowności.

Uroczystość rozpocznie się 19 listopada br., o godz. 10.00. Jej kulminacyjnym punktem będzie liturgia Mszy św. o godz. 12.00. Jubileuszowy Akt będzie proklamowany przed Panem Jezusem wystawionym w Najświętszym Sakramencie. Ci z nas, którzy nie wybiorą się do Łagiewnik, będą mogli śledzić to ważne wydarzenie w mediach.

Natomiast w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, we wszystkich świątyniach Kościoła katolickiego w Polsce, każdy będzie mógł osobiście i razem z domownikami, we wspólnocie zgromadzenia liturgicznego, dokonać aktu przyjęcia Jezusa za Króla i Pana. Oczywiście owocność naszego włączenia się w Jubileuszowy Akt będzie zależała od wcześniejszego przygotowania swego wnętrza i zaangażowania, od obudzenia naszej wiary.

Dlatego trzeba, byśmy wszyscy od zaraz podjęli trud duchowego przygotowania. Nie można bowiem sprowadzić Jubileuszowego Aktu tylko do wypowiedzenia formuły słownej. Trzeba treść Aktu poznać, w sercu rozważyć i przyjąć. By zaś dobrze zaowocował w naszym życiu, należy zadbać o stan łaski uświęcającej, a więc o serce czyste, pojednane z Bogiem i z bliźnimi. Konieczny jest wysiłek ożywienia osobistej więzi z Jezusem, by mógł działać i zaprowadzać Swe Królestwo w poszczególnych wymiarach naszego życia. Stąd też, pierwszym nakazem chwili jest modlitwa do Ducha Świętego, ponieważ bez Jego pomocy nikt nie jest w stanie wyznać, iż „Panem jest Jezus” (1Kor 12,3).

Już dzisiaj bardzo prosimy, aby proklamację Jubileuszowego Aktu poprzedziła nowenna, odmawiana w naszych świątyniach, klasztorach i seminariach. Odmawiajmy również w naszych domach „Modlitwę do Jezusa, naszego Króla i Pana”, którą dołączamy do tego listu.

Na czas przygotowań do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana udzielamy wszystkim pasterskiego błogosławieństwa.

Podpisali: Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce
obecni na 374. Zebraniu Plenarnym
Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie
w dniu 5 października 2016 r.

---------------------------------------------

KOMUNIKAT PRASOWY
ZESPOŁU DS. RUCHÓW INTRONIZACYJNYCH
W SPRAWIE JUBILEUSZOWEGO AKTU PRZYJĘCIA JEZUSA CHRYSTUSA ZA KRÓLA I PANA

Na zakończenie obchodów Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia i Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski, 19 listopada br. – w przededniu uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – pasterze Kościoła w Polsce wraz ze zgromadzonym ludem Bożym dokonają w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach szczególnego aktu. Przed wystawionym Najświętszym Sakramentem złożą Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Znamy już jego treść, zatwierdzoną 16 kwietnia br. przez Konferencję Episkopatu Polski i komentarz dołączony do aktu. Potrzebą chwili jest ukazanie wartości i znaczenia wydarzenia oraz zadań na drodze jego realizacji.

Zwieńczenie i początek ważnych dzieł
 
Niewątpliwie wydarzenie w Krakowie-Łagiewnikach znacząco wpisuje się w zakończenie wskazanych wyżej Jubileuszy. Gdy przez cały rok w szczególny sposób dziękuje się za łaskę chrztu Polski i jej owocowanie w dziejach, gdy mówi się o wspaniałości Bożego miłosierdzia i zarazem niebezpieczeństwie zmarnowania go, nie można zlekceważyć faktu, że w życiu wielu wiernych mamy do czynienia ze stanem uśpienia wiary, a nawet jej agonii. Można też mówić o swoistym procesie detronizacji Jezusa. Stąd pilna potrzeba Jego intronizacji poprzez obudzenie żywej wiary i życia z wiary, wyprowadzenia wielu wiernych z tego swoistego letargu, który prowadzi do cichej apostazji – zostawiania Boga na marginesie życia, czy wręcz odchodzenia od Boga (por. Jan Paweł II, Ecclesia in Europa, nr 9). Trzeba więc w dokonaniu Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana widzieć nade wszystko, mówiąc obrazowo, mocne uderzenie w dzwon, które przy zamykaniu Bramy Miłosierdzia, będzie zwróceniem się do Boga o szczególną łaskę miłosierdzia dla nas wszystkich i które powinno nas tak dogłębnie poruszyć, aby nie wrócić do codzienności bez świadomego potwierdzenia wyboru Jezusa, jednoznacznego opowiedzenia się za Nim i podjęcia na nowo realizacji powołania do świętości.

Dlatego w „Komentarzu do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” czytamy, że akt ten „nie jest zwieńczeniem, lecz początkiem dzieła intronizacji Jezusa Chrystusa w Polsce i w narodzie polskim. Przed nami wielkie i ważne zadanie”. W nawiązaniu do słów papieża Piusa XI z encykliki „Quas Primas” można je określić krótko: „trzeba, by Chrystus panował”. Tak określone zadanie domaga się „uznania Chrystusa za swego i naszego Króla, uznania Jego panowania nad nami, czyli dobrowolnego poddania się Prawu Bożemu, Jego władzy, okazania Mu posłuszeństwa, celem uporządkowania, ułożenia życia osobistego i społecznego po Bożemu”.

Równocześnie trzeba stwierdzić, że doprowadzenie do proklamacji Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana stanowi zarazem zwieńczenie ważnego dzieła rozeznania i skorygowania dążeń i oczekiwań tzw. ruchów intronizacyjnych przez pasterzy Kościoła w Polsce. Po czasie wstrzemięźliwego odnoszenia się do jakiegokolwiek postulatu intronizacji Jezusa Chrystusa, w 2012 roku biskupi, w dwóch listach pasterskich, określili ramy kościelnego nauczania o królowaniu Jezusa i kulcie Chrystusa Króla. W 2013 roku Zespół ds. Ruchów Intronizacyjnych, ukonstytuowany przez Konferencję Episkopatu Polski, zaprosił do dialogu przedstawicieli ruchów intronizacyjnych i w ten sposób zawiązał się nieformalny zespół mieszany do wymiany myśli i wspólnych ustaleń. Oprócz dziesięciu biskupów tworzą go przedstawiciele: Wspólnot dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, Rycerstwa Jezusa Chrystusa Króla, Stowarzyszenia „Róża” i Fundacji Serca Jezusa, Ruchu Obrony Rzeczypospolitej „Samorządna Polska”, Stowarzyszenia „Ruch Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski”. Są także reprezentanci środowisk inteligencji katolickiej oraz reprezentantka wspólnot i grup Polonii amerykańskiej, kanadyjskiej i australijskiej.

W wymianie myśli dostrzeżono wspólny cel zbieżny z dążeniem wielu wspólnot i stowarzyszeń w Polsce, zwłaszcza środowiska oazowego i charyzmatycznego, cel, który jest też u podstaw spotkań młodzieży w Lednicy: uznać Chrystusa Panem i Zbawicielem, uznać Go Królem i poddać się Jego Prawu. Ustalono, że dokonanie tego typu aktu ma charakter zbawczy, zgodnie z zapewnieniem św. Pawła w Liście do Rzymian (10, 9-10): „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia”. Natomiast ogłaszanie Chrystusa Królem Polski byłoby aktem politycznym i oznaczałoby pomniejszenie Jego godności i ograniczenie Jego posłannictwa, Jego panowania i władzy. Stwierdzono też, że wołanie o uznanie Chrystusa Królem wyraźnie obecne w objawieniach prywatnych Rozalii Celak (bez jednak mówienia o Chrystusie jako Królu Polski), ma solidne podstawy biblijne i szerokie rozwinięcie w nauczaniu Kościoła, szczególnie w encyklice „Quas Primas” Piusa XI i jako takie nie może być dalej lekceważone. Zrezygnowano jednak ze słowa „intronizacja”. Uznano bowiem, że może być błędnie rozumiane, w znaczeniu dodania Jezusowi władzy, albo wyniesienia Jezusa na tron. Natomiast mówienie o „przyjęciu Jezusa jako Króla i Pana” bynajmniej nie umniejsza ani Jego królewskiej chwały, ani naszego pragnienia dobrowolnego poddania Jego panowaniu siebie samych, naszych rodzin i całej naszej Ojczyzny.

Ostatecznie owocem wspólnej pracy Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych i ich przedstawicieli jest Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana oraz Komentarz do tegoż aktu. Wielkim zadaniem jest teraz solidne przygotowanie się do dokonania aktu w swoim sercu i w rodzinie, w parafiach i diecezjach oraz podjęcie zadań, które na różnych poziomach z niego wynikają.

Zadanie należytego przygotowania
 
Wpisany w kontekst dwóch wielkich jubileuszy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana ma być z założenia aktem wiary, potwierdzającym wybór Chrystusa i zawarte z Nim przymierze chrzcielne, a równocześnie aktem zawierzenia całego narodu Bożemu Miłosierdziu. Dlatego nie jest rzeczą przypadkową, że ma być dokonany w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Ta lokalizacja stwarza wspaniałą możliwość wyrażenia Bogu wdzięczności za Światowe Dni Młodzieży i podjęcia z gorliwością zadań, jakie papież Franciszek zawarł w skierowanym do nas orędziu.

Zasadniczym celem dokonania aktu jest uznanie z wiarą panowania Jezusa, poddanie i zawierzenie Mu życia osobistego, rodzinnego i narodowego we wszelkich jego wymiarach i życie według Bożego prawa. Jako taki, powinien więc też być aktem sprawiedliwości, w znaczeniu oddania Bogu tego, co Jemu należne, a równocześnie aktem posłuszeństwa Bogu w odpowiedzi na Jego Miłość.

Wydarzenie rozpocznie się o godz. 10.00. Przewiduje się m.in. nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia i stosowną konferencję. O 12.00 rozpocznie się liturgia Mszy św. Po niej przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, wraz z rzeszą zgromadzonych wiernych, zostanie dokonany Jubileuszowy Akt. Następnego dnia, w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, ma on być przedłużony i upowszechniony we wszystkich katedrach i świątyniach Kościoła katolickiego w Polsce.

Dlatego trzeba byśmy wszyscy podjęli trud solidnego przygotowania. Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana nie można bowiem sprowadzić do poziomu formuły słownej uroczyście wypowiedzianej indywidualnie, czy razem z innymi w podniosłym momencie zwieńczenia obchodu dwóch ważnych jubileuszy. Nie wystarczy się tylko włączyć i nabożnie akt odmówić.

Zostaje podjęty z tą myślą, by Chrystus mógł bardziej i naprawdę królować w naszym życiu, w rodzinie, Kościele i Narodzie, a to się nie stanie wskutek dokonania jednorazowego aktu. Ten akt może nas jednak wprowadzić na drogę uznawania panowania Jezusa, poddania się Jego prawu, zawierzenia i poświęcenia Mu swego życia. Wespół z innymi możemy przyczyniać się do tego, że będzie więcej miejsca dla Boga w parafiach, społeczeństwie, w naszej Ojczyźnie. Pod jednym wszakże warunkiem, że akt przyjęcia Jezusa za Króla i Pana będzie świadomie dokonanym aktem wiary. Do takiego aktu jesteśmy wszyscy zdolni, odkąd jesteśmy dziećmi Bożymi. Chodzi o podstawowy poziom religijności, wynikający z naszego powołania chrześcijańskiego, który wyraża prawdziwe nawrócenie.

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana trzeba zatem widzieć szerzej, jako początek realizacji jakże zasadniczego dzieła umocnienia w nas wyboru Chrystusa, którego dokonali w naszym imieniu nasi rodzice i chrzestni oraz podjęcia na nowo z wielką gorliwością naszego powołania do świętości. Realizacja obydwu zadań zakłada szerokie otwarcie drzwi Jezusowi, umiłowanie Jezusa do końca, zawierzenie Mu życia i pracy nad sobą, podejmowanie posługi miłości miłosiernej oraz realizację Ewangelii we wszelkich wymiarach życia, nie wykluczając jego aspektu ekonomicznego, społecznego i politycznego.

Dlatego trzeba podjąć wysiłek duchowego przygotowania, wziąć udział w tym ważnym przedsięwzięciu w Krakowie-Łagiewnikach i zaangażować się w nie w parafii i w rodzinie. W najbliższym czasie pojawi się na ten temat więcej informacji w mediach. Przez kurie diecezjalne zostaną przesłane do duszpasterzy pomocne materiały: czytanki październikowe, konspekty katechez dla dzieci i młodzieży, materiały do katechezy dla dorosłych. W jedną z niedziel październikowych zostanie odczytany stosowny list pasterski, wraz z dołączoną modlitwą o dobre dokonanie dzieła i jego rozwój. Zostanie też przygotowana nowenna poprzedzająca akt oraz modlitewnik dla upowszechniania zdrowego kultu Jezusa Chrystusa, już po dokonaniu aktu.

W Jubileuszowym Akcie trzeba nam zatem zobaczyć wielkie wezwanie, impuls mobilizujący do podjęcia solidnej pracy nad sobą celem odbudowania i ożywienia osobistej więzi z Jezusem, która jest u podstaw Jego królowania w naszym życiu. Stąd też, pierwszym nakazem chwili jest modlitwa do Ducha Świętego, bez pomocy którego nikt nie jest w stanie wyznać iż Panem jest Jezus (por. 1Kor 12,3).
Opole, 15 września 2016 r.

Bp Andrzej Czaja
Przewodniczący Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych KEP

 ---------------------------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 16 października 2012

"Musicie być mocni mocą wiary i nadziei" - Jan Paweł II

Dziś kolejna rocznica wyboru naszego Karola Wojtyły na papieża. Nie pozostaje mi nic innego jak przypomnieć moje o nim wspomnienie...

Był dzień 16 października 1978 roku. 34 lata temu... Miałem wtedy 10 lat...

Mgliście tylko pamiętam jak wtedy moi najbliżsi zaczęli się modlić, płakać, wydzwaniać po znajomych, cieszyć się przez łzy radości i krzyczeć wzruszającym szeptem. Sąsiedzi wychodzili na klatkę schodową, by półgłosem przekazywać sobie wieść o czymś, co wtedy wydawało się niemożliwym, co było jakby światełkiem pośród bezkresnej i złowrogiej ciemności marksistowskiego komunizmu: Polak został Papieżem! Ta wieść rozniosła się po całej Polsce... Wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ze znaczenia tego faktu... Ani moi rodzicie ani tym bardziej ja, ale świat wtedy zaczął być jakiś inny, wyczuwało się, że stało coś wielkiego, nieodgadnionego i wzniosłego...

Rok później Jan Paweł w Warszawie zawołał: "Ja syn polskiej ziemi a zarazem ja Jan Paweł II, Papież... Wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój, Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, Tej Ziemi"... To zawołanie było chyba tylko potwierdzeniem jednego: wybór Papieża Polaka już w 1978 roku był dla Polski i świata zesłaniem owego Ducha Świętego a cały Jego Pontyfikat był końcem epoki totalitarnego barbarzyńskiego i antyludzkiego marksistowskiego komunizmu oraz początkiem zmian cywilizacyjnych Europy i Świata...

1 maja 2011 roku Jan Paweł II, Karol Wojtyła, zwykły człowiek i kapłan, który stał się "Święty za życia" został Błogosławionym Kościoła Katolickiego... Zostawił po sobie dzieło chrześcijańskiej odnowy świata i słowo, Słowo Boże, którego był nosicielem.

Czy dziś pamiętamy o czym mówił i jak mówił? Czy pamiętamy o tym, że był przede wszystkim głosicielem Prawdy, Wiary, Bożej i Ludzkiej Miłości oraz Dobra? Czy zdajemy sobie sprawę, że mówił Jezusem Chrystusem i był Jego Posłańcem na tej ziemi?  Nie jakąś ikoną, celebrytem, politykiem, społecznikiem, przywódcą, ludzkim geniuszem, ale - otrzymując dary i talenty od Boga - głosił jego Słowo pośród nas...

1 stycznia 1982 roku w Watykanie wypowiedział słowa, które winny być i dzisiaj dla nas - Polaków, i dla nas Europejczyków, i dla Ludów Europy, i dla Ludów Świata przesłaniem codzienności:  

""Rok 1982 - Rok Pana: Jego bowiem są lata i stulecia, i każdy czas. Jemu chwała w nieskończone wieki wieków. Pozdrawiam wspólnie z wami, drodzy bracia i siostry, nowy rok, oddając na początku chwałę Bogu, który sam Jeden jest wieczny. Nie ograniczony żadnym czasem. Sam jest Prawdą i Miłością. Jest Wszechmocą i Miłosierdziem. Sam Jeden jest Święty. Jest tym, który jest. Jest Ojcem - Synem i Duchem Świętym w bezwzględnej jedności Bóstwa. Pozdrawiam więc wspólnie z wami ten nowy rok w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa - nie ma bowiem żadnego innego Imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (...) Słowa te wypowiada dziś Kościół z samej głębi tajemnicy Wcielenia: tajemnicy Narodzenia Boga w ludzkim ciele. Słowa te wiąże dziś Kościół z Boskim Macierzyństwem Maryi. Zapisuje je niejako w sercu Matki. Poprzez Serce Matki wypowiadam e noworoczne słowa z myślą o wszystkich ludziach i wszystkich ludach na okręgu ziemi. Oto Matka pokoju! Matka Boga i ludzi! Matka narodów i ludów: "Błogosławiona zwać mnie będą wszystkie pokolenia". W sposób szczególny wypowiadam błogosławieństwo dzisiejszej liturgii z myślą o mojej Ojczyźnie: o Narodzie, którego jestem synem: "Nich Cię Pan obdarzy pokojem". I w sposób szczególny zamykam te słowa w sercu Matki. Od sześciuset lat ta matka jest obecna na polskiej ziemi poprzez swój Jasnogórski Wizerunek (...) Wobec matki Jasnogórskiej powtarzam z myślą o mojej Ojczyźnie: niech Cię Pan obdarzy Pokojem!. Wszystkim ludziom, którzy w tych dniach modlą się za Polskę - dziękuję, prosząc o dalszą modlitwę. Chodzi o sprawę doniosłą dla dziejów człowieka!. Niech modlitwa stanie się siłą moich rodaków, jak tyle razy w ciągu stuleci. Aby nie zostało zmarnowane dziedzictwo tych ostatnich trudnych miesięcy i lat. Na progu nowego roku składam to dziedzictwo w Sercu Matki: w Sercu Jasnogórskiej Matki. W dniu, w którym Kościół obchodzi uroczystość Boskiego jej Macierzyństwa. Widzę tu na placu Św. Piotra, wielkie napisy "Solidarność". Dziękuję, dziękuję serdecznie za te wyrazy solidarności z "Solidarnością".   To słowo mówi o wielkim wysiłku, którego dokonali ludzie pracy w mojej Ojczyźnie, ażeby zabezpieczyć prawdziwą godność człowieka pracy (...)     (...) "Solidarność" należy do współczesnego dziedzictwa ludzi pracy w mojej Ojczyźnie. Dziedzictwo to wraz z całym owocem tysiąclecia dziejów i kultury składam w Sercu matki: na Jasnej górze. I składam je w skarbcu doświadczeń ludzi pracy na całym świecie. Jest to cząstka powszechnego dobra, sprawiedliwości i pokoju"". (1)

Jan Paweł II mówił to w 28 dni po wprowadzeniu w Polsce przez Towarzysza Wolskiego Stanu Wojennego, po wypowiedzeniu 13 grudnia 1981 roku przez obce Polakom siły... wojny z naszą wolnością i dążeniem do niej... Jakże aktualne pozostają te słowa do dzisiaj...

Kilkanaście lat później, w 1997 roku w Poznaniu Ojciec Święty zapraszając młodych ludzi do udziału w Światowych Dniach Młodzieży w Paryżu, mówił im: „...jak pojedziecie do tego Paryża, to wszystkim mówcie: my jesteśmy z Poznania, my jesteśmy stąd, skąd się Polska zaczęła, od Mieszka I i Bolesława Chrobrego”.

Czy potrafimy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami, że mamy 1000 letnią historię naszej państwowości, że zwycięstwo nad Sowietami w 1920 roku uratowało wówczas świat przed barbarzyńskim marksistowskim  komunizmem? Czy zdajemy sobie sprawę, że potrafiliśmy zawsze z honorem i oddaniem walczyć za wolność swoją i innych, że nigdy nie potrafiono zrobić z nas bezwolnych mas idących jak bezmyślne lemingi za słowami pospolitych psychopatów (jak np. niektóre narody "szły" za chorymi marksistowskimi nazistami czy komunistami)? ....

Również podczas tej samej Pielgrzymki Papież zwrócił się do polskich biskupów słowami: „Nie możemy się dziś uchylać od podjęcia wskazanego nam kierunku. Kościół w Polsce może ofiarować jednoczącej się Europie swoje przywiązanie do wiary, swój natchniony religijnością obyczaj, duszpasterski wysiłek biskupów i kapłanów, i zapewne wiele jeszcze innych wartości, dzięki którym Europa mogłaby stanowić organizm pulsujący nie tylko wysokim poziomem ekonomicznym, ale także głębią życia duchowego”.

Czy niektórzy polscy kapłani i hierarchowie kościoła pamiętają jeszcze te słowa ich rodaka i przewodnika duchowego, na którego tak chętnie się powołują? Czy są w stanie zrozumieć też sens wypowiedzianych przez Niego w dniu 13 marca 1983 roku słów, które - w odniesieniu do przypowieści o synu marnotrawnym, który powraca do Ojca i znajduje przebaczenie - brzmiały: '"Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat"  (2 Kor 5, 19) (...) Przypowieść ta przemawia do nas w sposób szczególnie przekonywujący. Mówi ona: oto jaki jest Bóg, który wychodzi na spotkanie każdego człowieka, i o tym, że Jezus Chrystus pojednał ze sobą świat. Doprawdy Bóg jest "bogaty w miłosierdzie" - dives in misericordia (Ef 2, 4). Jest to wezwanie każdego z nas do nawracania, do pojednania z bogiem (...) W Chrystusie Bóg jednał ze sobą świat"" (2). Czy niektórzy hierarchowie - w tym i redaktorzy Słowa głoszonego przez Jana Pawła II - zdają sobie sprawę, że Papież każdego dnia dawał im szansę nawrócenia na drogę dobra i daje im też taką szansę również dziś, siedząc u bogu Pana? Zaiste jak trzeba być zatraconym w grzechu, żeby nie pojmować jaką łaską była i jest ciągła szansa na powrót do Prawdy...

Tym synom kościoła i nam wszystkim może warto jeszcze przytoczyć słowa Papieża, które dla mnie są ważne i przytaczam je na swoim blogu (w opisie mojej osoby): "Jeśli ktoś lub coś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła"; "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi"; Nie sposób inaczej zrozumieć Człowieka, jak w tej wspólnocie jaką jest Naród"; "Musicie być mocni mocą wiary i nadziei"

W maju 2003 roku w przemówieniu do Polaków nasz Jan Paweł II, nasz rodak powiedział też: "Wejście w struktury Unii Europejskiej, na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego Narodu i bratnich Narodów słowiańskich wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może stanowić ubogacenie Europy. Europa potrzebuje Polski. Kościół w Europie potrzebuje Świadectwa wiary Polaków. Polska potrzebuje Europy. Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej! To jest wielki skrót, ale bardzo wiele się w tym skrócie mieści wielorakiej treści. Polska potrzebuje Europy. Jest to wyzwanie, które współczesność stawia przed nami i przed wszystkimi krajami, które na fali przemian politycznych w regionie tak zwanej Europy Środkowowschodniej wyszły z kręgu wpływów ateistycznego komunizmu".

Czy rozumiemy dziś, że - wedle słów Jana Pawła II - naszą największą wartością, którą możemy dać Europie i naszą najskuteczniejszą  w dziejach bronią, dzięki której przetrwaliśmy zabory, marksistowski nazizm, marksistowski komunizm... była i jest nasza wiara katolicka? Czy jesteśmy teraz w stanie zrozumieć dlaczego dlaczego tak tej naszej wiary, naszej tradycji, naszych wartości nienawidzą nasi wrogowie i chcą ją zniszczyć, ośmieszyć i jej nas pozbawić?

Co roku w oficjalnym I obiegu III RP mówi się o Janie Pawle II. Nie miejsce tutaj i pora na omawianie cokolwiek nieraz hipokrytycznego a nawet złośliwego oraz szyderczego i "między słowami" fałszywego gloryfikowania Jana Pawła II widocznego np. w michnikoidalnym świecie Gazety Wyborczej i innych postPRL-owskich mediach wykreowanych w wolnej Polsce przez dawnych komunizujących Chłopców.

Osobiście "pospolite ruszenie" owych zadaniowych "organów" przejawiające się w mnogości artykułów, dołączaniu do nakładów wizerunków Ojca Świętego, płyt, itp. napawa mnie obrzydzeniem w takim samym stopniu jak próba wykreowania z Jana Pawła II  jednego z wielu "gwiezdnych celebrytów i gwiazdeczek".

Pomińmy powyższe milczeniem i radujmy się z faktu, że mieliśmy takiego rodaka. Pamiętajmy jego postać, ale przede wszystkim jego Słowo i jego życie dla Chrystusa i w Chrystusie! Pamiętajmy zawsze a nie tylko w chwilach szczególnych: okrągłych rocznicach Jego śmierci, rocznicach wyboru na Stolice Piotrową czy innych wyjątkowych wydarzeń z nim związanych.  Pamiętajmy co i jak do nas  mówił, bo przecież Jego Wielkość przejawiała się przede wszystkich właśnie w pełnych Prawdy, Miłości i Dobra słowach.  Jest to tym bardziej konieczne teraz: w czasach niszczenia naszego Państwa i wszechobecnej laicyzacji oraz pauperyzacji nas wszystkich...

Na koniec, w tym szczególnym dniu jeszcze klika słów, które możemy usłyszeć jego głosem...

Poniżej niektóre z nich... zachęcam do uzupełniania...






(1) Anioł Pański z Papieżem Janem Pawłem II - tom 2, red. ks. S. Dziwisz, ks. J. Kowalczyk, ks. T. Rakoczy, Liberia Editrice Vaticana, Watykan 1986, s. 36,  
(2) Tamże s. 175   

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/  kjahog@gmail.com

sobota, 24 marca 2012

Mój Obywatelski List Otwarty do publicznej TVP z publicznym zapytaniem - szkic.

Witam bardzo serdecznie.

Pragnę przedstawić Wam  tylko pierwszą, wstępną wersję pewnego  Listu Otwartego do Zarządu TVP, który w zaciszu domowym sobie przygotowuję. Ciekawostką może być zapytanie w formie prośby o udostępnienie informacji publicznej. Szkic jest bardzo krótki, ale końcowa forma będzie zapewne o wiele dłuższa, bardziej merytoryczna i wyrażać będzie moją ogromną troskę o zatracone dla Szatana dusze w telewizji i wskazywać będzie konkretne osoby, które kreując pewne zachowania satanistyczno-kabalistyczne przyczyniają się do upadku dusz i ciał wielu prawych ludzi. Za tych kreatorów też wyrażę żal i boleść, ale wskażę ich abyście się przed nimi chronili w Domu Bożym, tym przede wszystkim wewnętrznym Domu Bożym, który oferuje wam Jezus Chrystus - Zbawiciel Wszechświata

Oto zarys treści przyszłego bardzo merytorycznie iosobowo zaskakującego zapewne wielu, rzesze ludzi, nie tylko w Polsce...

A dziś tylko...

Wielce Szanowny Zarządzie Publicznej, polskiej Telewizji i Radia

Pragnę w imieniu swoim i sądzę wielu moich wspaniałych Rodaków-Polaków, pragnę wyrazić wielkie ubolewanie z powodu trwającej już od dłuższego czasu - a narastającą zdecydowanie po śmierci bł. Jana Pawła II, Papieża i Największego Mistyka Starego Świata oraz Proroka Nowego Ładu Świata - wstrętnej i szpetnej jak największe Zło Tego Świata, promocją satanizmu, kabalizmu, okultyzmu, wróżbiarstwa, magii i czarów w różnym formacie i konfiguracji.  Dosłownie wszędzie a już w popularnych serialach w szczególności aż "poczerniało od szatańskiego zła, zał czystego w formie np. różnych przepowiedni, czarów, talizmanów, amuletów czy tez dopuszczaniu Zła w czystej formie, oficjalnych satanistów, jak Szpetny i Wstrętny jak Szatan, satanistyczny oficjalnie Nergal, czyli jakoś tam z nazwiska (skoro jednak przyznaje się do satanizmu dla mnie pozostaje wstrętnym i szpetnym jak najgorsze zło tego świata wyznawcą Bestii, czyli Szatana a więc  mogę go nazywać i szpetnym i wstrętnym, i złym i mrocznym i wściekłym i wszystkimi najgorszymi określeniami dla Zła - Nieprawdaż? -  satanistyczni i kabalistyczni prawnicy na usługach tych wstrętnych i szpetnych).

Więc wyrażam ubolewanie i gorycz oraz ZDECYDOWANIE PROTESTUJĘ!  Jak to jest, że Publiczna Telewizja Polska promuje satanizm w sposób oficjalny i nawet perfidnie prześmiewczo niby zgodny z prawem i artystycznym wyrazem. Czy można być złem artystycznym? Oczywiście można i to szpetne artystyczne zło w czystej postaci dostrzegam i widzę m.in. w Was w Was, Włodarze i Nadzorcy Polskiej Telewizji Publicznej.

Wielokrotnie o tym pisałem na swoim autorskim blogu (posty i artykuły jako załączniki). Warto zajrzeć np. do treści takich jak: Morderczy księżycowy kamień - szalona promocja magii w TVP!, W TVP2 grasują okultyści albo jeszcze jacyś gorsi szaleni odmieńcy!. wielokrotnie tez pisałem o Nergalu m.in. troszcząc sie o jego cierpiącą obecnie i byc może wiecznie duszę!: Gardząc szpetnym Nergalem przepraszam go, że nim gardzę..., Wszyscy ludzie Darskiego?.. cz.1, Wszyscy ludzie i wszystkie marki Darskiego?... cdn...

Jakże zaś już perfidną ingerencją w polską tożsamość, w polskie - znienawidzoną przez Was zapewne, co widać po czynach waszych - chrześcijaństwo i wiarę katolicką, było wyemitowanie w Drugi dzień Świąt w porze obiadowej filmu pt. ""Aria Diva". W swoim poście zatytułowanym: Dramatyzm miłości lesbijskiej w Święta Bożego Narodzenia o godz. 14.30 w TVP2! pisałem m.in. tak: "Te Święta były i są dalej dla mnie wyjątkowe... Rodzinna atmosfera, szczęście Narodzenia Pańskiego, choinka, prezenty, Pasterka, uśmiech dzieciaków, radość ciepła i bliskości najbliższych...Dziś Drugi Dzień Świąt i wspomnienie męczeństwa Św. Szczepana, którego historia życia i śmierci pokazuje, że wiara jest wyzwaniem i nieraz bywa cierpieniem... Ale mimo wszystko wszystkie te dni są są i winny być owiane wewnętrzną radością naszych serc, radością z Nowego Życia, z Nowego Narodzenia Dobra...I nawet ta Familiada, i inne programy oferowane dotychczas oraz w poprzednich latach przez publiczną telewizję niemal doskonale wkomponowywały się w świąteczną atmosferę i charakter Świąt Bożego Narodzenia...Do teraz... Bowiem dziś zaraz po Familiadzie o godzinie 14.30!!! TVP2 nadała film krótkometrażowy pt.: "Aria Diva" dozwolony (według dziwnych, zaniżonych standardów dwójkowych speców) od lat 12... Film opowiadał o lesbijskiej fascynacji zamężnej kobiety i matki dwójki synów do jej sąsiadki – śpiewaczki operowej. Była w tym filmie łazienkowa scena seksu pomiędzy bohaterką a jej mężem słyszana przez śpiewaczkę biorącą kąpiel w swoim domu. Były gołe piersi i napięcie oraz dramaturgia wyboru pomiędzy rodziną a miłością do drugiej kobiety... było pytanie śpiewaczki o możliwość jej poślubienia przez naszą bohaterkę...Hm... doprawdy film winien być ewentualnie wyemitowany późnym wieczorem i na wszelkie świętości!!! – nie dziś i nie o tej porze!!! Jaki cel miała telewizja publiczna emitując ten - nie mający żadnych odniesień świątecznych- film o takiej tematyce i z taką treścią w drugi Dzień Świat Bożego Narodzenia w porze obiadowej?Są Święta, nie chcę używać negatywnie emocjonalnych zwrotów i wyrazów, ale... chętnie najzwyczajniej po prostu... dałbym w mordę włodarzom TVP2... zresztą po raz kolejny...".

Aż nie chce mi się pisać do Was, ale muszę reagować na zło i BĘDĘ REAGOWAŁ ZAWSZE, GDY SIĘ POJAWI. BĘDĘ REAGOWAŁ JAWNIE A NIE - JAK WY - SKRYCIE TO ZŁO PROMUJECIE.

Jeżeli może nieraz przesadzę (co zawsze biorę pod uwagę) o będzie przesada w słusznej sprawie i mam nadzieję, że jeżeli przeproszę kogoś za niesłuszne nazwanie złym, to nim nie będąc uśmiechnie się i powie "nie ma sprawy". Przestrzegam jednak wszystkich szpetnych i szatańskich ZŁYCH. Będę Was wskazywał, upubliczniał do końca świata i nawoływał aby dobrzy ludzie się od Was odwrócili i przyszli z powrotem pod Skrzydła Chrystusowej Wiary. Nawet źli ludzie mogą stać się Dobrymi. Dla nikogo nie jest za późno na Nawrócenie bądź Nowe Uwierzenie bądź Zapoczątkowanie swojej wiary. Nigdy i dla nikogo nie kończy się czas na naprawę.

Takiego czasu nie ma Czyste Zło, bo jako Czyste zło nie ma w sobie krztyny Dobra.... Powiadam Wam: To Zło, co toczy świat wspaniałych ludzi stworzonych przez Boga na jego podobieństwo; Powiadam Wam! To Zło i jego wyplenienie z Rodzaju Ludzkiego jest dla mnie Wyzwaniem Mego Życia. I pamiętajcie! Jeszcze nigdy w historii świata zło nie wygrało z Dobrem, choć bywa wściekłe i szalone i staje się tak Złe, że nawet "żre" własny ogon....!

Zakończę obszernym fragmentem mojego ostatniego postu na ten temat, którego ostatni akapit będzie stanowił moją treść zapytania publicznego o o kim jest Pani Joanna Olczakówna i czy jest tożsama z Joanną Olczak-Ronikier czy też nie: Katolickość rugowana w Polsce z życia publicznego!:

"(...) Też przed kilku tygodniami pisałem o telewizyjnej inwazji okultyzmu, satanizmu, wróżbitów, itd... W wielu właśnie serialach pojawiają się sceny zabobonów, wiary w przeróżne talizmany i czarodziejskie moce sprawcze. Są nieraz przedstawiane niewinnie lub zabawnie, rzadko w kontekście negatywnym. Ostatnio w serialu  "Na dobre i złe" przezabawnie wyglądało przywiązanie przez lekarkę czerwonej tasiemki do łóżeczka nowo - narodzonego dziecka (chroniąca niby przed złem i czarownicami).   Zresztą serial ten od jakiegoś czasu obfituje w zadziwiające rozwiązanie scenariuszowe. Wprowadzono do serialu np. bardzo pozytywną  bohaterkę -Hanę, Żydówkę z Izraela, która jako ginekolog rozdaje jednak syjonistyczne talizmany szczęścia i zamiast "Dzień Dobry" gaworzy nieraz "Szalom". Jest to o tyle dziwne, że judaizm (podobnie jak chrześcijaństwo) wyklucza w imię "Pierwszego Przykazania" wiarę w sprawczą moc różnych talizmanów i amuletów oraz innych "bożków zła"*... a może chodzi tu o jakąś formę syjonistycznej kabały lub jakieś inne "coś tam obowiązującego od masońskiego czwartego stopnia wtajemniczenia"**.


Jak widać "casus Nergala" był pierwszym tak oficjalnym atakiem okultyzmu i satanizmu. Będą zapewne kolejne a już niedługo  nie będzie żadnego serialu czy programu pokazującego dobro katolickiej wiary głoszonej np. przez sympatycznego i uduchowionego  księdza oraz obrazującego dobro swojskiej, polskiej tradycji. Zostanie komercyjna rozrywka dla mało rozgarniętych mas ludzkich... ku uciesze wrogów nie tylko Kościoła Katolickiego, ale i naszej Polski!


Ponownie zastanawiam się, czy może dla niektórych moje zastrzeżenia, wątpliwości wydają się trochę przesadzone, albo wyolbrzymione, czy też nie ocierają się o jakąś a'la manię spiskowości dziejowej. Pamiętajmy jednak, że seriale i ogólnie telewizję oglądają miliony ludzi i dla wielu z nich są one nie fikcją, ale niemal rzeczywistością. Poza tym wolę telewizję rozwijającą i pobudzającą intelektualnie oraz róznorodną a nie telewizję rugującą pozytywny obraz polskiej wiary katolickiej oraz programy takie jak np. Misja Specjalna czy też Warto Rozmawiać (nie mówiąc np. o braku emisji filmu: Towarysz Generał idzie na wojnę!).


Warto więc - w kontekście powszechnej relatywizacji wszelkich wartości - pamiętać, że nie istnieje mniejsze zło! Jest albo dobro, albo zło. "Każde nawet najmniejsze zło jest tym największym złem a każde nawet najmniejsze dobro również jest największym, ale dobrem..." oraz "dawanie dobroci wraca w dwójnasób a dawanie zła i nienawiści w końcu wraca do ciebie też w dwójnasób i często w postaci kosy, która może zabić...".


*Refleksyjnie zastanawiam się czy np. w Izraelu w  jakimś najbardziej popularnym serialu wprowadzono pozytywną postać rodowitego Polaka przybyłego na jakąś praktykę do Izraela... A może tam nie-Żyd i jednocześnie Polak nie może zajmować odpowiedzialnych stanowisk czy angaży filmowych i stawać się pozytywnym bohaterem dla milionów innych Żydów?... Jak to jest naprawdę z tym prawno-państwowym podobno skrajnym nacjonalizmem państwa Izrael?)


** Polecam książkę z 2010 roku, pracę zbiorową pod kierunkiem ks. Tadeusza Kiersztyna zatytułowaną: Zatrute źródło MASONERIA (do pobrania TU)


Pozdrawiam


P.S.
Ciekawe czy prawdą jest, że pozytywną postać "Hany rozdającej talizmany" do serialu "Na dobre i złe" wprowadziła scenarzystka  Joanna Olczak-Ronikier (być może przedstawiająca się niepoprawnie po polsku jako może Joanna Olczakówna)? Jeżeli tak to mamy znów przykład jakichś dziwnych zawiłości w doborze i wyborze nazwisk przez naszych judaisycznych braci ludzkich. Niezależnie jednak od obiektywnej prawdy (choć akurat autorką tegoż odcinka, gdzie pojawiła się Hana jest rzeczywiście Joanna Olczakówna) to jako ciekawostkę mogę podać, że owa scenarzystka (i pisarka) jest rodzinnie bliską krewną takich członków antypolskiej partii komunistycznej (KPP) jak: Maksymilian Henryk Horwitz, ps. Henryk Walecki oraz Kamilla z Horwitzów Kancewicz, znana również jako Leonia Aleksandrowna Kancewicz i Julia. Zdziwienie u mnie wywołała też informacja, że jej jedyna córka Katarzyna Zimmerer była pierwszą żoną Jana Rokity (sic!).


(Zarchiwizowane przeze mnie źródła informacji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Janina_Mortkowiczowa, http://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_Mortkowicz, http://pl.wikipedia.org/wiki/Maksymilian_Horwitz, http://pl.wikipedia.org/wiki/Kamilla_Kancewicz, http://pl.wikipedia.org/wiki/Hanna_Mortkowicz-Olczakowa, http://pl.wikipedia.org/wiki/Joanna_Olczak-Ronikier, http://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_Zimmerer)"

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com