Witam
Mam na chwilę dość polityki. Wszystko miesza się we własnych kotłach a walka tak naprawdę rozgrywa się o dusze ludzi - wyborców niezdecydowanych.
I tutaj pojawia się problem fundamentalny dla sztabów wyborczych wszystkich kandydatów: W jaki sposób i jakimi środkami skłonić ich do zagłosowania na własnego kandydata?
Zauważmy - o czym pisałem już wielokrotnie - polska scena polityczna wykreowana przez mainstream III RP to świat powierzchownego PR-u, kolorowego opakowania, które może kryć różną zawartość. W przypadku PO zawartość ta została już dawno posmakowana: okazała się raczej produktem o niskiej jakości i lekko już zatęchłym. Wszystkie cuda już zostały "zcudowione" i pozostały cudami widniejącymi na transparencie niespełnionej przeszłości. Obecna polityka PO jest tylko bieżącym zarządzaniem bez jakiejkolwiek strategii przyszłości. Produkt pod nazwą PiS pomimo, że jest zdecydowanie lepszej jakości został niestety wyparty, ośmieszony i zdezawuowany PR-wo (marketingowo-propagandowo) przez ten niższej jakości, potwierdzając niejako maksymę M. Kopernika, że "pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy". Równanie do średniej jest równaniem w dół i właśnie taki uśredniony przekaz prostych zależności oferowała nam cały czas PO.
Wśród polskiego społeczeństwa ten uśredniony, powierzchowny przekaz był przyjmowany, bowiem przez 20 lat uśredniliśmy ludzi, nie stworzyliśmy społeczeństwa obywatelskiego, odpowiedzialnego za swoje państwo, za swój region, miasto. Hasło przyświecające od samego początku trwania III RP to "twórzmy kapitalizm" vide. troszczmy się tylko o siebie, o swoje życie... Takie podejście zrobiło z nas kompletnych egoistów, wąsko myślących tylko o własnej D... Nie ma samorządności ani świadomości lokalnej. I tutaj kuriozum (chociaż wcale nie tak nielogiczne): im większe skupisko ludzi (miasto) tym ta świadomość obywatelska jest mniejsza. Ludzie żyją samotnie mijając się każdego dnia bez żadnych więzi i dbałość o coś więcej poza własnym szczęściem i pieniędzmi.
Tak naprawdę więc III RP wykreowała, szczególnie w dużych miastach, zbiory egoistycznych jednostek, których w ogóle polityka nie obchodzi... dla nich znaczenie ojczyzna tkwi w nich samych. Idą do wyborów na zasadzie stadnego głosowania (zjawisko znane socjologicznie), często bezmyślnie na zasadzie tzw "impulsu zakupowego", czyli jakiegoś przekazu, który akurat jest dla niego znany i ma pozytywne konotacje (dla lubiących jeść... np. długa kiełbasa a dla lubiących "logicznie myśleć"... oczywistość, że woda spływa do Bałtyku). Często więc decyzje podejmowane są w ostwtniej chwili przed dokonaniem zakupu (oddaniem głosu)... tak jak w zwykłym sklepie... idziemy, szukamy czegoś innego i nagle kupujemy coś, co akurat nam się nagle spodobało...
Dlatego też tak istotne są ostatnie dni kampanii. Wyborcy już ukształtowani i mający już wybranych swoich kandydatów zagłosują na nich niezależnie od przekazu, formy i treści prowadzonej kampanii wyborczej. Ci niezdecydowani albo pójdą za głosem stadnym swoich środowisk, albo będą się kierować głosami liderów opinii (stąd w spotach reklamowych pokazywane są znane postaci... bowiem ludzie niezorientowani dokonają wyboru na zasadzie: "skoro on tak głosuje to ja też"... oglądacze Ferdka zagłosują tak jak Ferdek Kiepski) bądź też podejmą decyzję w ostatniej chwili nawet z powodu pięknego uśmiechu jakiejś Pani z Komisji, która akurat jest "mężem zaufania" konkretnego kandydata (ten akurat przypadek dotyczy mężczyzn i lesbijek).
Reasumując: wykreowany przez III RP społeczeństwo prawie w ogóle nie interesuje się polityką, nie ma przekonań politycznych (ilu Polaków jest w stanie określić się jako konserwatysta lub ideowy lewicowiec?), jest wykształcone na zasadzie prostego "wykształcicucha", do którego dociera i owszem przekaz "Padłeś? -Powstań: Powerred!", ale już nie mają pojęcia dlaczego napój energetyzujący powoduje wzrost ich "poweru".
Stawiam więc pytanie: Po co debata merytoryczna kandydatów, skoro interesować będzie ona może 20% społeczeństwa a rozumieć ją będzie może 5%. Chyba, ze owa debata merytoryczna ma być li tylko medialnym, cyrkowym przedstawieniem, w którym najważniejszą rzeczą będzie znajomość cen jabłek na targu...
Pozdrawiam
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
niedziela, 13 czerwca 2010
sobota, 5 czerwca 2010
Podziękowanie...
(wspomnienie o księdzu Jerzym Popiełuszce)
Miałem 16 lat i świat krętych dróg życia przed sobą...
Wszystko było możliwe, nic nie było przeszkodą...
Świat widziany ze szczytów gór dawał skrzydła anielskie...
I kazał lecieć ku pełni kolejnych dni nieskończonych, zdawały się wieczne...
Śmierć nie istniała...
Słońce oblane blaskiem purpury...
Kolor drogi mlecznej, zew dalekiej natury...
I tylko ten ciągły stukot pociągu... już Warszawa...
I tłumy szły, tłumy ich szły z gniewnym smutkiem...
Transparenty, znaki V, z ciszy krzykiem...
Śmierć zaistniała we mnie...
I nagle czerń nieba i te łzy zraszające serce...
Jego już nie ma wśród twarzy dających ciepło...
Jego, który swą prawością zło dobrem zwyciężał
Jego, który dawał nadzieję
A tłumy wracały w skupieniu...
Już wiedząc, że zwyciężył pośmiertnie...
Szedłem z nimi... już inny... zmieniony na zawsze...
Bo zostawił za sobą we mnie prawości i mądrości ślad
A ja widząc te tłumy zrozumiałem, że warto tak żyć
Dziękuję Ci za to księże Kapelanie!
P.S.
Wierszyk ten (może lekko infantylny) odnalazłem w swoim kajeciku robiąc porządki. Pisałem go kilka dni po pogrzebie Księdza Jerzego. Nie zmieniałem w nim nic bowiem chciałem oddać atmosferę tamtych dni i wpływu jaki pogrzeb Księdza Jerzego miał na moje dalsze życie.
Pamiętam, że wtedy celowo używałem czasu przeszłego chcąc podkreślić, że ta śmierć zrobiła ze mnie dorosłego człowieka.
Dzisiaj mogę tylko powtórzyć: Jeszcze raz dziękuję Ci księże Kapelanie...
krzysztofjaw
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
Miałem 16 lat i świat krętych dróg życia przed sobą...
Wszystko było możliwe, nic nie było przeszkodą...
Świat widziany ze szczytów gór dawał skrzydła anielskie...
I kazał lecieć ku pełni kolejnych dni nieskończonych, zdawały się wieczne...
Śmierć nie istniała...
Słońce oblane blaskiem purpury...
Kolor drogi mlecznej, zew dalekiej natury...
I tylko ten ciągły stukot pociągu... już Warszawa...
I tłumy szły, tłumy ich szły z gniewnym smutkiem...
Transparenty, znaki V, z ciszy krzykiem...
Śmierć zaistniała we mnie...
I nagle czerń nieba i te łzy zraszające serce...
Jego już nie ma wśród twarzy dających ciepło...
Jego, który swą prawością zło dobrem zwyciężał
Jego, który dawał nadzieję
A tłumy wracały w skupieniu...
Już wiedząc, że zwyciężył pośmiertnie...
Szedłem z nimi... już inny... zmieniony na zawsze...
Bo zostawił za sobą we mnie prawości i mądrości ślad
A ja widząc te tłumy zrozumiałem, że warto tak żyć
Dziękuję Ci za to księże Kapelanie!
P.S.
Wierszyk ten (może lekko infantylny) odnalazłem w swoim kajeciku robiąc porządki. Pisałem go kilka dni po pogrzebie Księdza Jerzego. Nie zmieniałem w nim nic bowiem chciałem oddać atmosferę tamtych dni i wpływu jaki pogrzeb Księdza Jerzego miał na moje dalsze życie.
Pamiętam, że wtedy celowo używałem czasu przeszłego chcąc podkreślić, że ta śmierć zrobiła ze mnie dorosłego człowieka.
Dzisiaj mogę tylko powtórzyć: Jeszcze raz dziękuję Ci księże Kapelanie...
krzysztofjaw
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
Ojczyzna to rodzinny dom!
Witam po krótkiej przerwie
Niedawno w s24 pod tekstem publicystów Gazety Polskiej pojawił się komentarz blogera "Pigwa", który mógłby posłużyć dla nas wszystkich jako pewien drogowskaz traktowania własnej Ojczyzny.
"Pigwa" pisze m.in. tak (tekst delikatnie zmieniony przeze mnie - przepraszam niniejszym autora, że bez jego zgody): "Nikt za nas, nawet największy sojusznik, nie odrobi pracy domowej z patriotyzmu i dbania o własne interesy. Tego musimy nauczyć się sami. Zacząć należy od restauracji zaufania społecznego, dumy narodowej, solidarności, szacunku dla państwa i innych ludzi (...) Nie ma co obrażać się na Francuza, Włocha, Niemca, czy Rosjanina za to że nie dba o Polskę, tak jak o swój własny interes. Możemy mieć pretensje do Polaka o to, czy wystarczająco dba o swoje państwo tak jak o swój własny rodzinny dom (...) Większość z nas, jak nie wszyscy, dbają o swój dobytek, chcą mieć czysty, normalny zadbany dom. Ale o dom trzeba dbać (...) Należy z sąsiadami żyć w zgodzie, ale na zasadach partnerskich. Nie można pozwolić wejść sobie na głowę, i np. oddać części ogrodu lub domu, bo tak chce nasz sąsiad, albo pozwolić na ubliżanie swoim bliskim, albo dać sobie wrzucać śmieci do ogródka. (...) Czy nie można tak samo podejść do Polski?. Musimy Polskę zabezpieczać, ubezpieczać, inwestować, dbać, i szanować tak samo jak swój dobytek. Szanować władzę i instytucje państwowe. Oczywiste jest też ze sami tego nie zrobimy, ale możemy wybrać przedstawicieli, którzy w naszym imieniu dokonają napraw i usprawnień. Trzeba umieć powalczyć o interes własny, następnie narodowy, następnie europejski i w końcu globalny. Żyć w zgodzie ale na partnerskich warunkach".
Bardzo dobre porównanie: Ojczyzna w całości to jak rodzinny dom (inaczej: w znaczeniu ekonomicznym gospodarstwo domowe).
Z punktu widzenia każdego z nas postawmy się w sytuacjach:
1. Utraty najbliższych: w tym ojca, szwagrów, braci, córek lub nawet tylko przyjaciół i znajomych. Czy bylibyśmy w stanie oddać inicjowanie, prowadzenie i monitorowanie śledztwa ludziom z domu (miejsca), w którym ich straciliśmy?. Tym bardziej, że wiedzielibyśmy, że właściciel owego domu był mocno im nieprzychylny? Wobec tego jak można traktować Gospodarza Domu Polska, którym w tej chwili jest Tusk (na spółkę z Komorowskim)? Wyobraźmy sobie również Gospodarza Naszego Domu, który wiecznie boi się sąsiadów a w przypadku, gdy zrobią coś złego oddaje im pokłony, całuje stopy oraz nadstawia plecy do braterskiego pojednania? Chcielibyśmy takiego Ojca lub innej osoby w naszej rodzinie? Jak byśmy go nazwali?
2. Ciągłego okłamywania Nas, obrażania i manipulowania Nami przez Naszych najbliższych a przede wszystkim przez Naszego Gospodarza, np. Ojca. Czy utrzymywalibyśmy kontakty z ludźmi, którzy wielokrotnie Nas zawiedli? Jak traktujemy np.: znajomego, który pożyczył nam pieniądze i już nie oddał tłumacząc, że to nie jego wina... gdy My tymczasem widzimy jego dostatek i bogactwo? Jak traktujemy ludzi, którzy coś nam obiecują a nigdy tych obietnic i zapewnień nie spełniają? Wobec tego jak możemy traktować Gospodarza Naszego Domu - Polska, który obiecał nam Cuda dostatku i dobrobytu, podpisał się pod nimi i żadnego z tych obietnic nie dotrzymał?... Mało tego! Jego poczynania dokonane wraz z Jego przyjaciółmi sprawiły, że Nasz Dom, Nasza Rodzina na jego błędach ucierpiała: straciła majątek (np. samochód, jak a'la stocznie) lub też się okropnie zadłużyła (np. popadając w pułapkę zadłużenia zaciągając kredyty pod zastaw reszty naszego majątku, jak a'la obecne zadłużenie Polski i deficyt budżetowy) lub obniżyła bezpieczeństwo Naszej rodziny (np. zamieniając zamki w drzwiach na gorsze i same drzwi wejściowe na tańsze, jak a'la upadek naszej policji i armii). Co byśmy z takim Ojcem, Gospodarzem Naszej Rodziny zrobili? Jak Byśmy potraktowali Jego Przyjaciela, z którym te wszystkie rzeczy czynił, gdyby Ojciec wyjeżdżając na długie miesiące powierzył takiemu swojemu przyjacielowi opiekę nad Naszą Rodziną, Naszym Domem?
Każdy z nas moim zdaniem winien sobie odpowiedzieć w głębi duszy na powyższe lub wynikające z nich inne pytania (np. dotyczące wyzywania Nas, obrażania i wyśmiewania za dajmy na to noszenie czapki futrzanej a nie bawełnianej). Właśnie z punktu widzenia własnego podwórka... i zadać sobie ostatnie pytanie: Czy lepszym Gospodarzem, Ojcem jest ten, który uważa, że jego rodzina jest najważniejsza (POLSKA jest najważniejsza) czy też ten, który uważa, że najważniejsi są sąsiedzi a sam przyczynił się do zmniejszenia naszego standardu życia i degrengolady etyczno-moralnej?
Pozdrawiam
Niedawno w s24 pod tekstem publicystów Gazety Polskiej pojawił się komentarz blogera "Pigwa", który mógłby posłużyć dla nas wszystkich jako pewien drogowskaz traktowania własnej Ojczyzny.
"Pigwa" pisze m.in. tak (tekst delikatnie zmieniony przeze mnie - przepraszam niniejszym autora, że bez jego zgody): "Nikt za nas, nawet największy sojusznik, nie odrobi pracy domowej z patriotyzmu i dbania o własne interesy. Tego musimy nauczyć się sami. Zacząć należy od restauracji zaufania społecznego, dumy narodowej, solidarności, szacunku dla państwa i innych ludzi (...) Nie ma co obrażać się na Francuza, Włocha, Niemca, czy Rosjanina za to że nie dba o Polskę, tak jak o swój własny interes. Możemy mieć pretensje do Polaka o to, czy wystarczająco dba o swoje państwo tak jak o swój własny rodzinny dom (...) Większość z nas, jak nie wszyscy, dbają o swój dobytek, chcą mieć czysty, normalny zadbany dom. Ale o dom trzeba dbać (...) Należy z sąsiadami żyć w zgodzie, ale na zasadach partnerskich. Nie można pozwolić wejść sobie na głowę, i np. oddać części ogrodu lub domu, bo tak chce nasz sąsiad, albo pozwolić na ubliżanie swoim bliskim, albo dać sobie wrzucać śmieci do ogródka. (...) Czy nie można tak samo podejść do Polski?. Musimy Polskę zabezpieczać, ubezpieczać, inwestować, dbać, i szanować tak samo jak swój dobytek. Szanować władzę i instytucje państwowe. Oczywiste jest też ze sami tego nie zrobimy, ale możemy wybrać przedstawicieli, którzy w naszym imieniu dokonają napraw i usprawnień. Trzeba umieć powalczyć o interes własny, następnie narodowy, następnie europejski i w końcu globalny. Żyć w zgodzie ale na partnerskich warunkach".
Bardzo dobre porównanie: Ojczyzna w całości to jak rodzinny dom (inaczej: w znaczeniu ekonomicznym gospodarstwo domowe).
Z punktu widzenia każdego z nas postawmy się w sytuacjach:
1. Utraty najbliższych: w tym ojca, szwagrów, braci, córek lub nawet tylko przyjaciół i znajomych. Czy bylibyśmy w stanie oddać inicjowanie, prowadzenie i monitorowanie śledztwa ludziom z domu (miejsca), w którym ich straciliśmy?. Tym bardziej, że wiedzielibyśmy, że właściciel owego domu był mocno im nieprzychylny? Wobec tego jak można traktować Gospodarza Domu Polska, którym w tej chwili jest Tusk (na spółkę z Komorowskim)? Wyobraźmy sobie również Gospodarza Naszego Domu, który wiecznie boi się sąsiadów a w przypadku, gdy zrobią coś złego oddaje im pokłony, całuje stopy oraz nadstawia plecy do braterskiego pojednania? Chcielibyśmy takiego Ojca lub innej osoby w naszej rodzinie? Jak byśmy go nazwali?
2. Ciągłego okłamywania Nas, obrażania i manipulowania Nami przez Naszych najbliższych a przede wszystkim przez Naszego Gospodarza, np. Ojca. Czy utrzymywalibyśmy kontakty z ludźmi, którzy wielokrotnie Nas zawiedli? Jak traktujemy np.: znajomego, który pożyczył nam pieniądze i już nie oddał tłumacząc, że to nie jego wina... gdy My tymczasem widzimy jego dostatek i bogactwo? Jak traktujemy ludzi, którzy coś nam obiecują a nigdy tych obietnic i zapewnień nie spełniają? Wobec tego jak możemy traktować Gospodarza Naszego Domu - Polska, który obiecał nam Cuda dostatku i dobrobytu, podpisał się pod nimi i żadnego z tych obietnic nie dotrzymał?... Mało tego! Jego poczynania dokonane wraz z Jego przyjaciółmi sprawiły, że Nasz Dom, Nasza Rodzina na jego błędach ucierpiała: straciła majątek (np. samochód, jak a'la stocznie) lub też się okropnie zadłużyła (np. popadając w pułapkę zadłużenia zaciągając kredyty pod zastaw reszty naszego majątku, jak a'la obecne zadłużenie Polski i deficyt budżetowy) lub obniżyła bezpieczeństwo Naszej rodziny (np. zamieniając zamki w drzwiach na gorsze i same drzwi wejściowe na tańsze, jak a'la upadek naszej policji i armii). Co byśmy z takim Ojcem, Gospodarzem Naszej Rodziny zrobili? Jak Byśmy potraktowali Jego Przyjaciela, z którym te wszystkie rzeczy czynił, gdyby Ojciec wyjeżdżając na długie miesiące powierzył takiemu swojemu przyjacielowi opiekę nad Naszą Rodziną, Naszym Domem?
Każdy z nas moim zdaniem winien sobie odpowiedzieć w głębi duszy na powyższe lub wynikające z nich inne pytania (np. dotyczące wyzywania Nas, obrażania i wyśmiewania za dajmy na to noszenie czapki futrzanej a nie bawełnianej). Właśnie z punktu widzenia własnego podwórka... i zadać sobie ostatnie pytanie: Czy lepszym Gospodarzem, Ojcem jest ten, który uważa, że jego rodzina jest najważniejsza (POLSKA jest najważniejsza) czy też ten, który uważa, że najważniejsi są sąsiedzi a sam przyczynił się do zmniejszenia naszego standardu życia i degrengolady etyczno-moralnej?
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)