Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Droga Krzyżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Droga Krzyżowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 marca 2023

"Pasja" po raz kolejny - "Krew Jego na nas i na dzieci nasze"!

Obejrzałem po raz kolejny film pt.: "Pasja" w reżyserii Mela Gibsona a opowiadający o ostatnich godzinach życia i męczeńskiej na Krzyżu śmierci Jezusa Chrystusa.

Scenariusz filmu oparty został na czterech Ewangeliach oraz objawieniach katolickich świętych. Obraz jest wierny przekazom historycznym i teologicznym. Aktorzy posługują się dwoma językami: aramejskim i łaciną. Operator, Caleb Deschanel, czerpał inspirację z malarstwa Caravaggia, mistrza światłocienia, a specyficzny klimat filmu podkreślają kostiumy utrzymane w kolorach brązowym, czarnym i beżowym, ręcznie szyte.

Wedle mnie jest to film, który chyba najbardziej oddaje tragizm męczeńskiej śmierci Jezusa Chrystusa, poprzez którą Nasz Pan odkupił człowieczy "grzech pierworodny" a późniejsze Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest dogmatyczną podstawą naszej katolickiej wiary.

Cenię bardzo ten film i zawsze jestem wzruszony oglądając go, ale zawsze mam wielki niedosyt, że niestety w tym prawdziwym przekazie M. Gibson pominął bardzo istotne zawołanie ówczesnych sanhedryńskich Żydów żądających ukrzyżowania Jezusa Chrystusa: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze".

Całość i kontekst tego zawołania można odczytać w Nowym Testamencie (Mt 27, 15-26):

"15 A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. 16 Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. 17 Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: «Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?» 18 Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. 19 A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: «Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu». 20 Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. 21 Pytał ich namiestnik: «Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił?» Odpowiedzieli: «Barabasza». 22 Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!» 23 Namiestnik odpowiedział: «Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!» 24 Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». 25 A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze»9. 26 Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować10 i wydał na ukrzyżowanie" [1].

Ja wiem, dlaczego reżyser filmu musiał akurat ten cytat pominąć. Całe bowiem Hollywood jest niestety  niemal w całości żydowskie i antychrześcijańskie a żydowskie zawołanie "Krew Jego na nas i na dzieci nasze" oznacza tak naprawdę to, że sprawczy żydowscy podżegacze do morderstwa Jezusa Chrystusa sami na siebie ukręcili bat przeklęcia na wszystkie pokolenia... przeklęcia trwającego tak długo, dopóki nie nawrócą się na wiarę chrystusową. 

I tak jestem zaskoczony, że M. Gibsonowi udała się ta cała realizacja a nawet miała trzy nominacje do Oscara. Pamiętajmy jednak zawsze o omawianym żydowskim zawołaniu....


[1] https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=363#W15 - warto przechowywać Biblię w pierwotnym tłumaczeniu, bo istnieją "siły nieczyste", które akurat ten jej fragment chciałyby z niej "oczyścić" (wykasować).

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

sobota, 20 kwietnia 2019

Watykan - Droga Krzyżowa czy Przesłanie Społeczne?

Króciutko, ad hoc...

Obejrzałem wczoraj Drogę Krzyżową pod przewodnictwem Papieża Franciszka. I mimo, iż każdy wierzący przeżywa ten dzień wewnątrz swojego ducha, to od głowy Kościoła Katolickiego powinniśmy usłyszeć o naszej wierze to, co jest religijnym wymiarem męczeńskiej śmierci Jezusa Chrystusa.

Z tego też względu - po wysłuchaniu słów Papieża w czasie Drogi Krzyżowej - mam bardzo mieszane uczucia. Nie czas może ku temu, ale pragnę się ad hoc podzielić kilkoma refleksjami...

Triduum Paschalne jest wydarzeniem religijnym dotyczącym Jezusa Chrystusa i fundamentów naszej wiary a nie społecznym manifestem a już męczeńska śmierć Jezusa na Krzyżu jest kwintesencją chrześcijaństwa. To tak naprawdę jedyny dzień w roku, który winien skłaniać do przemyśleń nad męczeństwem naszego Pana i przez to duchowo łączącym nas z Nim.

Tego zabrakło u papieża Franciszka. Zabrakło religijnego wymiaru Drogi Krzyżowej i podkreślenia znaczenia Krzyża jako symbolu naszej wiary i znaczenia śmierci Jezusa będącej odkupieniem za nasze grzechy, śmierci tragicznej, ale jak się później okaże kończącej się Jego zwycięstwem  i zmartwychwstaniem.

Było za to przede wszystkim o społecznym wymiarze życia i cierpienia, ubóstwie, biedocie, przyjaźni i braterstwie (sic!) i krzyżach niesionych na ramionach wielu ludzi, w tym Nigeryjczyków. Szlachetne to, potrzebne a nawet po ludzku wzruszające, ale - moim zdaniem – nie w tym akurat dniu. Jest na to czas przez resztę całego roku, kiedy każdego dnia możemy wysuwać wnioski na temat życia i śmierci Jezusa i odnosić je do społecznych wyzwań jakie przed nami jako chrześcijanami stoją.

Moje pierwsze odczucia potwierdziła niejako w TVP siostra zakonna, która zauważyła, iż w Drogach Krzyżowych celebrowanych przez św. Jana Pawła II czy Benedykta XVI największy nacisk kładziony był na duchowo-religijny wymiar śmierci Jezusa Chrystusa, a w przypadku Franciszka wyraźnie daje się słyszeć przede wszystkim o społecznym wymiarze męczeństwa i śmierci naszego Pana.

Czy to dobrze, czy źle? Nie mnie to oceniać, choć cały pontyfikat i w niektórych sprawach postawa Franciszka może nieraz w wiernych budzić pewnego rodzaju wewnętrzne wątpliwości, budzi je też u wielu hierarchów, co tylko wzmacnia owe wątpliwości u wiernych.

Nieraz przy różnych okazjach i spotkaniach ze znajomymi słyszę od nich niejako nawet pretensje do papieża Franciszka, że tuż po wyborze nie pozdrowił wiernych znakiem Krzyża i nie udzielił tradycyjnego, inaugurującego jego pontyfikat Bożego Błogosławieństwa a po świecku na koniec życzył wiernym dobrego obiadu. Podzielam ich zdanie.

Często też przywołują pamiętny Wielki Czwartek, kiedy to Papież umył (obmył) i całował stopy m.in. kobietom a w dodatku jednej islamistce. Wskazują też wypowiedzi Franciszka dotyczące samego islamu i konieczności przyjmowania imigrantów, nawet w naszych domach. W tym przypadku zawsze przypominam sobie stwierdzenie F. Konecznego, który mniej więcej (cytat z pamięci) napisał, że "niemożliwym jest współistnienie dwóch lub większej ilości cywilizacji na jednym terenie, bo zawsze dojdzie do konfliktu między nimi".

W dyskusjach wskazuje się też na rozmiękczanie przez Papieża odwiecznych i apriorycznie niezmiennych prawd naszej wiary, w tym dotyczących m.in. obyczajowości i małżeństwa.

Mnie jednak najbardziej uderzyły dwa fakty. Pierwszym było nabożeństwo ekumeniczne z udziałem papieża Franciszka z okazji obchodów 500-lecia reformacji a drugim był brak Krzyża jako symbolu naszej wiary w papieskim filmie ekumenicznym, gdzie zamiast Krzyża pojawił się nowo narodzony Jezusek... obok Menory i symboli innych religii. Przypadek? Nie sądzę, bo jakoś tak ogólnie mam wrażenie, że powoli Krzyż zamiast coraz częściej i mocniej być eksponowany, to raczej dzieje się odwrotnie... 

To tylko tak ku refleksji...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com