Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SARS-COV-2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SARS-COV-2. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lutego 2022

Pandemia. Intuicyjnie przestrzegam przed szczepieniem dzieci przed okresem ich dojrzewania!

Od kilku już dni staram się dotrzeć do różnych anglosaskich źródeł, które piszą o "covidowych" szczepieniach dzieci w wieku 5-11 lat. 

Z tej lektury wynika, że COVID-19 u dzieci powoduje m.in.  ewentualne zapalenie mięśnia sercowego i wieloukładowego zespołu zapalnego (MIS-C) [1]. Jednocześnie jednak stwierdza się , że dzieci ogólnie przechodzą COVID-19 łagodniej: "dzieci w wieku 5-11 lat stanowiły około 9% zgłoszonych przypadków COVID-19 ogółem w Stanach Zjednoczonych, a obecnie stanowią około 40% wszystkich przypadków COVID-19 u dzieci" [2] a członek komitetu doradczego FDA i prezes Meharry Medical College w Nashville w stanie Tennessee Dr James Hildreth powiedział w tym tym temacie, że "wydaje mi się, że w pewien sposób szczepimy dzieci, aby chronić dorosłych (...) Powinno być na odwrót (...) Należy skoncentrować się na szczepieniu dorosłych, aby chronić dzieci" [2].

Najśmieszniejsze jest to, że te same wskazane schorzenia jednocześnie też są uważane za ewentualne skutki uboczne szczepienia: "Zapalenie mięśnia sercowego występuje naturalnie po infekcjach innymi wirusami i było również postrzegane jako rzadki efekt uboczny po szczepieniu dwoma szczepionkami mRNA, Pfizer i Moderna, zwłaszcza u młodych mężczyzn" [2]. Do wskazywanych skutków ubocznych sczepień u dzieci "amerykański raport wskazuje też, że po drugiej dawce szczepienia dzieci najczęściej wskazywały bóle w miejscu ukłucia, czasem również zmęczenie oraz bóle głowy. CDC zanotowała też 11 przypadków zapalenia mięśnia sercowego (...) Ogółem CDC zanotowała 4,2 tys. "zdarzeń niepożądanych" po szczepieniu dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Jednak w 97,6 proc. przypadków uznano te zdarzenia jako "niezbyt poważne"" [3].

Zastanawiąjące jest to, że żaden z ośrodków laboratoryjnych i lekarsko-klinicznych nie jest w stanie podać jakichkolwiek informacji o długookresowych ewentualnych powikłaniach poszczepiennych dzieci w wieku 5-11 lat. Ale przecież nie można się temu dziwić, bo badanie tych skutków na teraz zaszczepionych dzieciakach może być określone dopiero po kilku albo nawet kilkunastu latach. Firmy oraz organizacje medyczne skupiają się na skutkach ubocznych zawężonych do np. jednego miesiąca po szczepieniu. To jest po prostu śmieszne, bo wcześniej - przed wprowadzeniem szczepionek do stosowania - sama praca nad nimi i badania kliniczne zajmowały co najmniej 5 a nawet 10 lat a szczepionki na "covida" powstały raptem przez rok. Jak wobec tego można określić ewentualne ich skutki uboczne? Po prostu nie da się!

Osobiście jednak przeraża mnie obecne, pandemiczne szczepienie dzieci przed okresem ich dojrzewania! Czy jakikolwiek naukowiec/ekspert może autorytatywnie powiedzieć jak te nowe szczepionki stosowane na dzieciach mogą wpłynąć na okres ich dojrzewania i późniejszą dorosłość? Nikt, bo zaszczepionych dzieci czeka jeszcze kilka lat zanim zaczną dojrzewać!

Owszem, można tworzyć jakieś hipotetyczne modele ewentualnych długoletnich poszczepiennych skutków ubocznych, ale są one "na wodzie pisane". A w tych modelach można też zawrzeć np. to, że szczepienia dzieci mogą wpływać na ich przyszłą zdolność do prokreacji, czyli bezpłodność lub zachwianie ich psycho-fizycznego rozwoju. Tak, to są być może teorie spiskowe, ale czy ktoś dzisiaj - oprócz twórców SARS-CoV-2 - może całkowicie je podważać? 

Dlatego też intuicyjnie i z całym przekonaniem odradzam szczepienie dzieci przed okresem ich dojrzewania, czyli między 5 a 11 rokiem życia. Lepiej dmuchać "na zimne" niż się "sparzyć", nawet po latach...


-----------------

Informacja

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 30 stycznia 2022

Pandemia: Świat się budzi! Chce wolności!

W piątek tzw. "Konwój Wolności", składający się głównie z kierowców ciężarówek, a wymierzony w obostrzenia związane z epidemią Covid-19 i obowiązkowymi szczepieniami, zablokował stołeczną Ottawę w Kanadzie. Licząca 70 kilometrów kawalkada, składająca się z tysięcy ciężarówek i samochodów osobowych, przybyła do stolicy ze wschodu i zachodu Kanady. W sobotę protest przeniósł się na teren wokół kanadyjskiego parlamentu. Premier Kanady Justin Trudeau ze względów bezpieczeństwa z uwagi na sytuację w Ottawie został ewakuowany z miejsca swojego zamieszkania w stolicy kraju [1].

Wcześniej około 25 tys. osób demonstrowało w Amsterdamie, protestując przeciwko restrykcyjnym działaniom rządu Holandii w walce z pandemią Covid-19 [2]. Podobnie było w Wiedniu, gdzie 40 tysięcy ludzi demonstrowało przeciwko obowiązkowym szczepieniom na Covid-19 [3]. Niedawno też 50 tysięcy ludzi z podobnego powodu demonstrowało w Brukseli [4]. Ze względu na zakaz zgromadzeń w Saksonii w Niemczech 10 tysięcy ludzi demonstrowało zaś w formie spacerów, odbyły się też demonstracje we Francji [5]. 

To tylko kilka przykładów wściekłości ludzi na obostrzenia covidowe i zapowiadane lub już obowiązujące przymusowe szczepienia przeciw wirusowi SARS-CoV-2 i związanej z nim choroby COVID-19. 

A te szczepionki - w przeciwieństwie do tradycyjnych szczepionek np. na gruźlicę czy chorobę Heinego-Medina (Polio)  - nie zapobiegają wcale chorobie, bo nawet będąc w pełni zaszczepionymi iluś tam dawkami i tak możemy zarażać i zachorować na Covid-19. Owszem... teraz panuje narracja, że zaszczepienie się łagodzi ewentualny przebieg choroby, ale czy pamiętamy, że na samym początku mówiono, że owa szczepionka (szczepionki) pozwoli nam uniknąć zachorowania na Covid-19? [6].

Taka sukcesywna i zmienna w czasie narracja dotycząca szczepień i ich skuteczności świadczy jedynie o tym, że faktycznie bierzemy udział w wielkim eksperymencie medycznym a obecne wyszczepianie milionów jest jakąś fazą badań klinicznych! 

Oczywiście nikt nie może zaprzeczyć, że wirus SARS-CoV-2 istnieje i że powoduje nieraz - często kończącą się śmiercią - chorobę COVID-19, szczególnie u ludzi, którzy mają tzw. choroby współistniejące obniżające ich ogólną odporność organizmu. 

Ale czy jest to powód aby - pod pretekstem naszego bezpieczeństwa - zabierać nam wolność, w tym wolność naszego indywidualnego wyboru?

Każdy bowiem - moim zdaniem - powinien mieć prawo wyboru: "szczepić się" czy się "nie szczepić" tymi niesprawdzonymi preparatami - gdzie nawet nie wiemy jakie to długookresowe skutki uboczne mogą ewentualnie mieć a powstały zaledwie w rok, gdy wcześniej prace badawcze nad szczepionkami trwały minimum 5 lat i więcej. To winna być li tylko nasza indywidualna decyzja i jej za nas nie powinny podejmować inni a szczególnie rządy, które zamierzają lub już wprowadziły tzw. częściowy czy nawet powszechny jak w Austrii: "obowiązek szczepień". 

Tym bardziej, że jak już powiedziałem, szczepienia nie niwelują możliwości zarażania innych wirusem SARS-CoV-2 ani zachorowania na COVID-19, co zbija najgłupszy i najbardziej absurdalny argument zwolenników obowiązkowych szczepień, mówiący że niezaszczepieni są niczym cisi "mordercy".

Na szczęście tam, gdzie pozbawia się ludzi wolności i możliwości jednostkowego wyboru na rzecz np. obowiązkowych szczepień, pojawia się ich opór. I bardzo dobrze, bo to oznacza, iż jeszcze doszczętnie nas-ludzi nie zniewolono ani kompletnie nie zmanipulowano i nie wyzuto nas z posiadania instynktu samozachowawczego ani chęci bycia wolnymi. To krzepi!

Na razie w Polsce rząd nie zamierza wprowadzać powszechnego obowiązku szczepień, choć częściowy - dotyczący np. niektórych grup społecznych czy zawodowych - już funkcjonuje. Także jesteśmy jak na razie w lepszej sytuacji niż wiele narodów na świecie, gdzie obostrzenia covidowe są coraz ostrzejsze a obowiązkowe szczepienia stały się lub stają rzeczywistością. 

Tak naprawdę, to dzisiejsza polska Lewica najbardziej nawołuje do obowiązkowych szczepień, czemu ja osobiście się zupełnie nie dziwię, bo zniewalanie ludzi mają we krwi. Podczas wczorajszej konwencji w Warszawie ustami W. Czarzastego Lewica zaprezentowała swój pomysł na pokonanie pandemii: "...Do cholery trzeba wprowadzić obowiązkowe szczepienia!". Trochę ironicznie i szyderczo: gratuluję pomysłu i doboru słów Panie W. Czarzasty!

---------------------------------------------

Informacja

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 


[6] Piszę o tym szerzej - też porównawczo Covida z grypą - w: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2021/12/covid-19-sanitaryzm-i-szczepienia-z.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 16 grudnia 2021

Covid-19. Sanitaryzm i szczepienia z zakazem stosowania amantadyny...

4 marca 2020 roku wykryto pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Pacjentem zero był 66-letni Mieczysław Opałka. Objawy, jakich wtedy doświadczył, to były: gorączka, kaszel, duszności, utrata węchu i smaku. Dziś czuje się dobrze. Natomiast pierwszy zgon na COVID-19 wywołany wirusem SARS-CoV-2 miał miejsce 12 marca 2020 roku i dotyczył 57-letniej kobiety, która była pod opieką Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu. Pacjentka cierpiała na choroby współistniejące i przyjmowała z ich powodu leki immunosupresyjne. Jej stan po zarażeniu koronawirusem, które stwierdzono 9 marca, od początku był ciężki, wystąpiły objawy zapalenia płuc o ciężkim przebiegu klinicznym. Pacjentka została podłączona do respiratora i wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej, ale niestety te zabiegi nie pomogły. 

Niedługo zatem minie już dwa lata, kiedy musimy się mierzyć z tą pandemią (nigdy nie wiem czy pisać pandemia czy epidemia). Liczba zakażonych koronawirusem od początku pandemii na dzień 16.12.2021 wynosi  3 903 445 / 90 306 (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe) [1]. Śmiertelność wśród zakażonych wynosi zatem 2,31%. Pod koniec września 2021 liczba ludności Polski wynosiła ok. 38,151 mln osób, tak więc odsetek zakażonych koronawirusem wśród Polaków to ok. 10,23% a śmiertelność wynosi 0,24%. Inaczej licząc: średniomiesięcznie od początku pandemii zakaziło się ok. 185 878,33 osób a zmarło ok. 4 300,29 osób. Inaczej licząc: średniomiesięcznie od początku pandemii zakaziło się ok. 185 878,33 osób a zmarło ok. 4 300,29 osób. Trzeba też dodać, że owe 3 903 445 / 90 306 (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe) to dane za niemal dwuletni okres, więc jeżelibyśmy chcieli uzyskać przybliżone dane roczne to należy te dane podzielić przez 2 a dokładnie przez 1,75 (21 miesięcy pandemii) a to daje ok. 2 230 540 / 51 603. I te ostatnie szacunkowe dane można porównywać rocznie z rocznymi przypadkami innych chorób, w tym też np. grypy.

Dla porównania. "Grypa w Polsce pobiła kolejny rekord. W 2018 r. liczba zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę wyniosła 5,2 mln osób" [2], czyli średniomiesięcznie 436 632, 08 osób, t.j. 2,35 razy więcej niż na obecnego koronawirusa, ale z powodu grypy wedle oficjalnych danych zmarło tylko 48 osób [3]. Dziś natomiast praktycznie zapominano już o grypie a mówi się tylko o nowej pandemii. Czyżby nagle grypa znikła.... a może zachorowania na nią wlicza się w statystykę zachorowań spowodowanych SARS-CoV-2? Tego naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić, ale zastanawiać się przecież wolno...

Ja wiem, że zaraz odezwą się głosy, że nie można porównywać grypy do zachorowań na covida, bo mamy do czynienia z zupełnie nowym wirusem i go - w przeciwieństwie do grypy - jeszcze wystarczająco nie poznaliśmy. No dobrze... ale skoro go jeszcze nie poznaliśmy i wciąż pojawiają się jego nowe mutacje to dlaczego powszechnie jesteśmy bombardowani tym, że tylko naprędce wymyślone i po raz pierwszy zastosowane (m.in. genetyczne) quasi szczepionki są w stanie tego wirusa pokonać? 

A niestety nie są, bowiem nawet już zaszczepieni mogą zarażać i chorować. No tak... ktoś powie - na podstawie propagandy medialnej - że znaczna większość chorych w szpitalach i większość zgonów to na dzień dzisiejszy ludzie nie zaszczepieni. A czy pamiętamy pierwsze reakcje na tzw. pierwszą falę koronawirusa, gdzie nas przekonywano, że szczepionki są skuteczne niemal w 100%? I co? Nagle mamy drugą, trzecią, czwartą a niedługo zapewne piątą, szóstą, etc. falę zachorowań. I ciągle powstają jakieś nowe mutacje tegoż koronawirusa (jak ostatnio Omicron), na które zapewne znów będą powstawały jakieś kolejne szczepionki. I może to trwać w nieskończoność... A - tak się zastanawiam - może właśnie o to chodzi Big-Farmie, żeby mieć cały czas popyt na produkowane przez nią preparaty szczepionkowe? Pomijam już ewentualny cel tej pandemii, który powstał gdzieś w jakichś szemranych gronach chcących doprowadzić do depopulacji i zniewolenia ludzi, choćby w postaci wprowadzenia tzw. sanitaryzmu i konieczności okazywania się jakimiś paszportami covidowymi? I to wcale już nie są jakieś teorie spiskowe, ale realia nazistowsko i komunistycznie segregujące ludzi. 

Dokąd to wszystko prowadzi? Trudno zgadnąć, ale już od dzisiaj np. w naszym kraju wprowadza się szczepienia dzieci w wieku od 5 do 11 lat, czyli podawany będzie im ten niesprawdzony preparat szczepionkowy przed okresem dojrzewania. Czy mamy jakieś miarodajne naukowe dane o wpływie tych preparatów na okres dojrzewania u dzieci i ich przyszłą płodność? Takich badań po prostu nie ma!

Dlaczego tak Ci wszyscy autorytarni medycy tak skupili się na tych preparatach szczepionkowych a nie badają leków, które mogłyby leczyć już powstałą chorobę? tego też nie wiem. 

Od samego początku niezależni lekarze wskazywali, że lekami na Covid-19 mogą być np.: chlorochiną, iwermektyna czy już osławiona amantadyna. Tą ostatnią np. leczyła się jedna z moich ulubionych dziennikarek Dorota Łosiewicz z magazynu "Sieci", która napisała m.in.: "Dziś już mogę to powiedzieć z całą pewnością: jestem ozdrowieńcem. Chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli napiszę, że leczyłam się … amantadyną" [4]. Gratuluję odwagi publicznego powiedzenia o tym, choć też oprócz owej amantadyny konieczny dla niej był też antybiotyk oraz stosowanie Pulmicortu we wziewie, suplementowanie wit. D3, C oraz Cynku  a także jednak przyjęła przed chorobą pierwszą dawkę szczepionki Moderna.  

Zupełnie zatem nie rozumiem tego, że na badanie skuteczności amantadyny przeznaczono bardzo małe środki publiczne a ostatnio wręcz została zakazana do stosowania w przypadku zachorowania na Covid- 19. '"W opublikowanym obwieszczeniu resortu podano, że od 10 grudnia ilość wydawanego na jednego pacjenta w aptece ogólnodostępnej lub punkcie aptecznym produktu leczniczego Viregyt-K (Amantadini hydrochloridum) zostanie ograniczona do nie więcej niż 3 opakowań po 50 kapsułek na 30 dni. Wskazano też, że Viregyt-K, może być ordynowany i wydawany wyłącznie w następujących wskazaniach objętych refundacją: choroba i zespół Parkinsona oraz dyskineza późna u osób dorosłych - leczenie. Rzecznik resortu pytany przez PAP o uzasadnienie tych działań wyjaśnił, że chodzi o ograniczenie dostępności amantadyny poza wskazaniami medycznymi do jej stosowania.
"Chcemy w pełni zabezpieczyć produkt dla pacjentów ze wskazaniami, czyli chorobą Parkinsona i dyskinezą późną u osób dorosłych. Niestety w ostatnim czasie, zbyt dużo tego produktu było sprzedawane poza wskazaniami medycznymi"" [5].

Czy moi Szanowni Czytelnicy, też krytycy, są w stanie wyjaśnić mi postępowanie Ministerstwa Zdrowia w sprawie amantadyny? Czy ma takie skutki uboczne, że nie można jej stosować w przypadku zachorowań na Covid-19? Nie sądzę a wiele wskazuje po prostu na to, że po prostu nie chce się leczyć choroby spowodowanej przez SARS-CoV-2 lekami, które już nie są opatentowane i bardzo tanie. Przecież jeżeli nie pomogą to i tak nie zaszkodzą... A jeżeli jednak pomogą to należałoby się jedynie cieszyć! Nieprawdaż?

P.S. z dnia 17 grudnia 2021 

Jak widać cały czas gdzieś tam na świecie i bez światła reflektorów jednak bada się środki mogące  leczyć covida. 

"Kolchicyna może zwiększyć skuteczność leczenia pacjentów z silnymi objawami choroby Covid-19 i zmniejszyć śmiertelność wynikającą ze schorzenia nawet o połowę - wynika z badań prof. Ami Schattnera z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Lek otrzymuje się z szafranu, a korzystano z niego już w starożytnej Grecji. Kolchicyna, to lek używany przez antycznych Greków i Egipcjan. Jest jednym z niewielu środków, które przetrwały tysiące lat i nadal używane są w nowoczesnej medycynie do leczenia stanów zapalnych wywołanych przez dnę moczanową oraz Rodzinnej Gorączki Śródziemnomorskiej (FMF), która jest szczególnie powszechna wśród mieszkańców Izraela pochodzenia północnoafrykańskiego. Prof. Ami Schattner poinformował, że przeprowadzono dotąd cztery badania na 6 tys. pacjentów chorujących na Covid-19, z których każde pokazało "znaczącą poprawę stanu zdrowia u osób ciężko przechodzących chorobę oraz, co najważniejsze, zmniejszenie śmiertelności nawet o połowę" po terapii kolchicyną. Lek testowano dotąd w Kanadzie, Grecji, RPA, Hiszpanii oraz Brazylii. "Lek jest tani, potrzebna jest niewielka dawka półmiligramowa dziennie, a jego stosowanie zostało już wprowadzone, czyniąc kolchicynę ważnym odkryciem, które może znacząco przyczynić się do zmniejszenia śmiertelności wśród chorych na Covid-19, jeśli wyniki będą potwierdzone w dalszych badaniach" - powiedział profesor. "Jedynym zanotowanym efektem ubocznym terapii jest występująca u niektórych pacjentów biegunka. Około 10 proc. przyjmujących kolchicynę osób rezygnuje z terapii z tego właśnie powodu" - dodał Schattner (...) Tymczasem Dania zdecydowała się autoryzację użycia molnupirawiru - doustnego leku na Covid-19 firmy Merck & Co." [6].



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 31 stycznia 2021

Heparyna - Czyżby "nowy-stary" lek na Covid-19?

Jak podaje portal fosal.pl [1]: 

""Heparyna - popularny lek przeciwzakrzepowy - blokuje białko spike, które pozwala SARS-CoV-2 zakażać komórki. Na wirusa działają już dawki podobne do stosowanych w obecnych terapiach prowadzonych z użyciem tego leku - uważają naukowcy.

Swoje odkrycie międzynarodowa grupa badaczy przedstawiła na łamach pism „British Journal of Pharmacology” i „Thrombosis and Haemostasis” [2].

Według tych publikacji heparyna, czyli lek stosowany często przeciwko zakrzepom, destabilizuje białko spike odpowiedzialnego za pandemię koronawirusa.

Tymczasem, aby wirus mógł zakazić komórkę, białko to musi się połączyć z obecnym na jej powierzchni odpowiednim receptorem.

Komputerowe modele pokazały, że heparyna przyłącza się do powierzchni białka spike, co powinno blokować jego aktywność.

Badania z żywym wirusem potwierdziły te wyniki i pokazały działanie leku już przy stężeniach stosowanych zwykle w terapiach.

Naukowcy twierdzą przy tym, że heparynę prawdopodobnie można przy COVID-19 podawać wziewnie, po czym powinna skutecznie oddziaływać na infekcję w płucach.

„To ekscytujące wiadomości, ponieważ można łatwo zmienić przeznaczenie heparyny, tak aby pomagała łagodzić przebieg COVID-19 i być może, aby zastosować ją w profilaktyce u osób z dużym ryzykiem, np. u personelu medycznego. Wyniki te skłoniły nas zbadania także innych substancji podobnych do heparyny, które potencjalnie mogłyby zwalczać SARS-Cov2” - mówi prof. Jeremy Turnbull z University of Liverpool.

„Wiemy także, że heparyna hamuje cały szereg innych wirusów, więc badanie tych leków może zapewnić nowe strategie terapeutyczne i być może pierwszą linią obrony przeciwko wirusowym zagrożeniom pojawiającym się w przyszłości, na przykład w czasie prac nad szczepionkami” - dodaje dr Mark Skidmore z Keele University.

Naukowcy zwracają uwagę, że heparyna jest dobrze poznana, co znacząco ułatwi jej potencjalne użycie.

Prowadzone są już dalsze prace nad wykorzystaniem potencjału tej oraz podobnych do niej substancji"".

Podobną informację podaje dziś portal niezależn.pl [3]. 

Oczywiście są to bardzo dobre informacje, bowiem dotyczą już badań nad ewentualnym skutecznym lekiem na postępującą chorobę Covid-19, którą wywołuje wirus SARS-CoV-2 i jego przyszłe mutacje. 

Tym bardziej to odkrycie jest cenne, że Heparyna jest znana od lat i jest tania. Podobnie zresztą jak Amantadyna, o którą cały czas toczy się bój. Wcześniej promowany i bardzo drogi lek Remdesivir okazał się zupełnie nieskuteczny w leczeniu Covid-19. 

Po raz też kolejny okazuje się, że tak naprawdę winniśmy szukać skutecznych leków na nowe choroby najpierw skupiając się na już wcześniej wynalezionych i stosowanych substancjach czynnych. Dopiero jak się okaże, że żadne z nich nie dają oczekiwanej skuteczności działania to próbować wynaleźć coś nowego. Po co bowiem "wyważać otwarte drzwi'?

Jasnym też wydaje się, że w czasie obecnej pandemii do wszystkich takich rewelacji należy podchodzić ostrożnie i ze spokojem czekać na informacje potwierdzające określone fakty. I dotyczy to zarówno szczepionek, jak i leków na Covid-19. 

Niemniej musi cieszyć fakt, że znajdują się naukowcy i lekarze, którzy poszukują skutecznego leku na Covid-19 a nie tylko skupiają się na propagandzie proszczepionkowej. 

Nie wiem też jak zareagują na te informacje firmy Big-Farma, ale nie spodziewam się, aby były zadowolone i być może ich działania - poprzez lobbing środowisk medycznych - będą też skierowane na dezawuowanie Heparyny, podobnie jak Amantadyny. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Ja się nie zaszczepię, ale to decyzja każdego z nas!

Do tej pory unikałem jednoznacznej opinii w sprawie pandemii koronawirusa. Co nie znaczy, że tym się nie interesowałem i bagatelizowałem jego wpływ na zdrowie ludzi na całym świecie. Mamy do czynienia z faktem jego istnienia i nikt nie może tego podważyć. Narobił nam wiele szkód ze śmiertelnym żniwem na czele. Tyle tylko, że jego śmiertelność może być swobodnie porównywalna ze zwykłą sezonową grypą i temu też nikt nie może zaprzeczyć. 

Rozpętała się wielka światowa propagandowa machina windująca wirus SARS-CoV na największego zabójcę w nowej historii ludzkości. Jego skutkiem jest choroba nazwana  COVID-19, która zarówno może być bezobjawowa, jak i objawowa nieraz kończąca się niestety śmiercią. To też jest niezaprzeczalny fakt. 

Przychylam się do opinii, że ów wirus został wyprodukowany ludzką ręką. Nie czas i miejsce, aby to udowadniać, ale nie wierzę w jakieś zwierzątka, u których ten wirus powstał i przeniósł się na ludzi. To jest po prostu niemożliwe, zwarzywszy na jego budowę i strukturę. Pozostaje do sprawdzenia czy został on uwolniony celowo czy też przez przypadek i niechlujstwo. Nie wiem czy kiedykolwiek dowiemy się w tym obszarze prawdy. Takie jest moje zdanie.

Ale ten wirus istnieje i chyba wszyscy chcieliby, aby też ludzką ręką został jak najszybciej zneutralizowany i pokonany na tyle, aby można było powrócić do normalności. Bo niestety z jego powodu świat "stanął na głowie", stał się nienormalny w rozumieniu dotychczasowego naszego życia. Chyba wszystkie kraje na świecie wprowadziły ograniczenia wolności jednostek i ich grup. Zamknięte zostały szkoły, biznesy, nakazano nam noszenie maseczek oraz zachowanie tzw. dystansu społecznego i zakazano spotkań w większym gronie. A człowiek przecież jest istotą stadną i samotność jest jego największym wrogiem powodującym wiele schorzeń, też psychicznych. 

Nie wiem, czy zastosowane obostrzenia wobec nas są racjonalne. Być może tak a być może nie, ale winniśmy żądać, aby wszyscy, którzy mają taką możliwość robili wszystko w jednym celu: naszego powrotu do normalnego życia. I można tu wymienić rządy poszczególnych krajów jak i np. globalne firmy farmaceutyczne, które mają monopol na tworzenie preparatów przydatnych dla naszego zdrowia.  

I tutaj pojawia się moja wątpliwość. Firmy farmaceutyczne są firmami prywatnymi i nastawionymi na uzyskanie jak największego zysku, jego maksymalizację w krótkim i długim okresie. Najlepiej dla nich byłoby jakby wszyscy ludzie byli chorzy od urodzenia i potrzebowaliby leków na choroby przewlekłe. Stąd np. wydają one nieporównywalnie mniej środków na badania nad antybiotykami (które leczą i wyleczają) a skupiają się na badaniach nad lekami leczącymi choroby, które nieraz trwają latami a tak naprawdę nie są te leki w stanie wyleczyć a jedynie zaleczyć chorobę. Wtedy firma ma stały dopływ gotówki, ma powtarzalnych stałych klientów. 

Podobnie jest w przypadku koronawirusa SARS-CoV. Firmy farmaceutyczne skupiły się na szczepionkach niby przeciwdziałających zakażeniu  a nie leku na COVID-19, który mógłby swobodnie wyleczyć osoby, które na niego zachorowały. Logiczne przecież byłoby powstanie takiego leku albo wykorzystanie już istniejących substancji leczących, choćby w postaci Chlorochiny czy Amantadyny, która według wielu jest idealnym lekiem na COVID-19. Z tym, że jest tania i ogólnie od lat dostępna za przysłowiowe grosze a to dla firm farmaceutycznych mierny interes. I takim miernym interesem jest też dla niektórych lekarzy (też profesorów medycyny), którzy są lobbystami tychże firm farmaceutycznych i czerpią od nich niezłe gratyfikacje finansowe i nie tylko. Akurat to wiem z autopsji.

Obecnie Polska zakupiła szczepionki genetyczne mRNA z firm: Pfizer/BioNTech, Moderna oraz  CureVac i tzw. tradycyjne wektorowe od firm: AstraZeneca i Johnson&Johnson. 

W przypadku całkowicie nowych i dotychczas nie stosowanych szczepionek genetycznych, wykorzystuje się jeden lub więcej genów wirusa, w celu wywołania odpowiedzi immunologicznej organizmu. Oznacza to, że w preparacie znajduje się informacja genetyczna, w tym przypadku o budowie białka znajdującego się na kolcach wirusa, która powoduje, że komórki zaczynają to białko produkować. Zostaje ono przez organizm rozpoznane jako „obce”, co skutkuje wytworzeniem odpowiednich przeciwciał. W przeciwieństwie do tradycyjnych szczepionek, preparaty oparte na mRNA nie zawierają inaktywowanych wirusów ani nawet ich części, przez co mają być bezpieczniejsze. 

Tradycyjne szczepionki wektorowe opierają się na wykorzystaniu fragmentów innych wirusów do wywołania odpowiedzi immunologicznej przeciw konkretnemu wirusowi – w tym przypadku koronawirusowi SARS-COV-2. Podobnie jak szczepionki genetyczne, tak również szczepionki wektorowe są stosunkowo nową technologią. Były już szeroko badane w badaniach nad HIV oraz innymi chorobami, np. wirusem Ebola. W przypadku szczepionki opracowywanej przez AstraZeneca w celu wywołania odpowiedzi autoimmunologicznej organizmu wykorzystuje się nieaktywną cząstkę adenowirusa wywołującego przeziębienie u szympansów. Cząstka ta jest wektorem, czyli przenosi białko kolca SARS-CoV-2, co skutkuje wywołaniem reakcji układu odpornościowego. Z dostępnych badań wynika, że preparat opracowany przez AstraZeneca ma 90 proc. skuteczność [1]. 

Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Według naukowców powstanie nawet chociaż trochę sprawdzonej szczepionki to proces trwający co najmniej 5 lat. To minimum. Pandemia koronowirusa jest od niemal roku. Jak więc można już dziś twierdzić, że opracowano szczepionkę skuteczną, gdy jak każdy wirus też ten cały czas mutuje? Pytanie wydaje się retoryczne, tym bardziej, że firmy farmaceutyczne uchyliły się od wypłaty odszkodowań za skutki uboczne stosowania szczepionek zrzucając to na rządy poszczególnych krajów, w tym m.in. na UE i Polskę. 

Osobiście nigdy nie szczepiłem się na grypę, bo każdego roku była to już jej kolejna mutacja i szczepienie wydawało mi się bezsensowne. Tym bardziej nie mam zamiaru być "królikiem doświadczalnym" w czasie obecnej pandemii. Nic nie wiemy na temat skuteczności i ewentualnych skutków ubocznych na obecne szczepionki przeciw SARS-COV-2. Być może w ostateczności zdecydowałbym się na szczepionkę wektorową. 

Ale to jest tylko moje zdanie. Każdy z nas podejmuje własne decyzje. Wiem, że strach często bywa motorem podejmowania decyzji. Czy będą one właściwe to dopiero dowiemy się za jakiś czas. Mam nadzieję, że jednak mimo wszystko praca firm farmaceutycznych nie poszła na marne i te osoby, które poddadzą się szczepieniu nie będą tego żałować. Oby!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com