Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suwerenność ekonomiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suwerenność ekonomiczna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2025

Brońmy gotówki i złotówki przed ich likwidacją!

W UE dzieje się to, co w zakresie pieniądza od dawna przewidywałem. Jak donosi portal salon24.pl:

"Unia Europejska wprowadza cyfrowe euro, które ma zmienić sposób, w jaki przechowujemy i wydajemy pieniądze. Europejski Bank Centralny postanowił przygotować się na nową erę finansów. Prace nad cyfrowym euro rozpoczęły się w 2023 roku, a zakończona właśnie faza przygotowawcza dała zielone światło do wdrożenia projektu. Według planu, cyfrowe euro ma zostać wprowadzone do powszechnego użytku w 2029 roku. Wcześniej, w 2027 roku, ruszy jego pilotaż. Jak tłumaczy Europejski Bank Centralny, nowa forma waluty ma być cyfrowym odpowiednikiem gotówki – publicznym dobrem, nad którym kontrolę będą mieć banki centralne, a nie prywatne korporacje. Według szacunków EBC, stworzenie infrastruktury dla nowej waluty pochłonie około 1,3 miliarda euro, a jej utrzymanie będzie kosztować około 320 milionów euro rocznie. Choć cyfrowe euro ma być projektem dla całej Unii Europejskiej, nie wszystkie kraje od razu odczują jego skutki. Polska, która nie przyjęła jeszcze wspólnej waluty, będzie obserwować proces z boku – przynajmniej na początku" [1].

W artykule wskazano też, że wspólna cyfrowa waluta UE ma ją uniezależnić od płatności w dolarach amerykańskich a tym samym jest elementem wyparcia USA z UE (Europy) oraz w sposób zawoalowany będzie wymuszał na krajach posiadających swoją walutę  narodową do przyjęcia waluty Euro. W takiej sytuacji jest Polska i ciekawe czy UE – mimo tego, że u nas obowiązuje waluta narodowa – nie zażąda od nas już teraz opłaty na sfinansowanie wprowadzenia wspólnej waluty cyfrowej Euro. 

Jednakże należy pamiętać, że własna waluta, nieskrępowany obrót gotówkowy, własność prywatna, rodzina, państwa narodowe i chrześcijańskie wartości  to nasze miecze w walce z lewackimi i globalistycznymi  dążeniami do naszego zniewolenia. Musimy robić wszystko, aby nie dopuścić do tego, by pozbawiono nas tych atrybutów, bo inaczej nie będziemy wolni, suwerenni i niepodlegli!

Onegdaj napisałem tekst o konieczności zachowania własnej waluty, czyli polskiej złotówki [2], gdzie zawarłem m.in. takie słowa:

"Frontalny atak na polską złotówkę nastąpi wtedy, gdy "koalicja 13 grudnia" rozpocznie ostateczną  wojnę z NBP i jego prezesem prof. Adamem Glapińskim. Będzie to trudne, ale "koalicja 13 grudnia" już pokazała, że prawo i praworządność to dla niej puste słowa! Trzeba bowiem uzmysłowić sobie, iż konieczność istnienia waluty Euro jest też jednym z postulatów tych, którzy chcą stworzyć z UE jedno scentralizowane Państwo Europa ze stolicami w Berlinie i Brukseli. A niestety obecny rząd jest podnóżkiem elit unijnych i zgodzi się na wszystko, co nakaże mu Berlin, Paryż czy Bruksela z naciskiem oczywiście na Berlin". I cały czas przygotowuje się do przejęcia NBP urabiając światową finansjerę poprzez media zewnętrzne [3].

Teraz postaram się odpowiedzieć dlaczego musimy też walczyć o pierwszy i w konsekwencji drugi atrybut wolności, czyli gotówkę i nie pozwolić, aby gotówka została wyeliminowana na rzecz pieniądza elektronicznego.  

1. W czasie kryzysu finansowego w Grecji władze tego kraju zdecydowały się na ograniczenie wypłat z bankomatów. Każdy klient banku mógł dziennie wybrać w gotówce maksymalnie 60 euro ze swojego rachunku (...) Grecka gospodarka przed tą decyzją należała do grupy mocno uzależnionych od płatności gotówkowych – zgodnie z danymi EBC ponad 90 proc. transakcji detalicznych opierało się na banknotach i monetach (...) Opłacanie większych zakupów kartą płatniczą stała się więc nie kwestią wygody, ale wręcz konieczności. Podpisując dekret o „bankowych wakacjach”, greckie władze zafundowały obywatelom przymusowy kurs obsługi płatności bezgotówkowych [4].

2. Pod m.in. hasłem "walki z szarą strefą" rząd w Indiach dokonał w 2016 roku największej w świecie wymiany pieniędzy. Indie z dnia na dzień usunęły z obiegu 86 proc. gotówki. Bez wcześniejszych zapowiedzi władze kraju postanowiły unieważnić banknoty o dwóch nominałach - 1000 i 500 rupii, które były najbardziej popularnymi nominałami w Indiach (...) W efekcie powstał poważny kryzys w państwie, ludzie ustawiali się w gigantycznych kolejkach, doszło do zamieszek, w których były ofiary śmiertelne. Część ludzi zostało z bezwartościową gotówką, która nie zapewniała im środków do życia [5].

3.Sukcesywna walka z gotówką trwa na wielu frontach w wielu krajach. Cyfryzacja i stopniowe odejście od gotówki postępuje m.in. w Danii, Estonii, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Singapurze czy Korei Południowej. Prym w transakcjach bezgotówkowych wiodą jednak Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Natomiast Szwecja idzie w tych zmianach najdalej. Według Królewskiego Instytutu Technologicznego w Sztokholmie, 80 proc. transakcji w Szwecji przeprowadzanych jest elektronicznie. Kraj zamierza po 2030 r. całkowicie zrezygnować z tradycyjnego pieniądza. Jak zakładają skandynawscy analitycy, gotówka za 5-6 lat będzie wykorzystywana marginalnie [6] i jest to zgodne z przedstawionymi planami UE w zakresie likwidacji gotówki.

4. W Polsce też planowano drastycznie ograniczyć płatności gotówkowe. Od 1 stycznia 2024 roku obrót w gotówce między przedsiębiorstwami miał zostać ograniczony do 8 tysięcy złotych z obowiązujących od 2017 roku 15 tys. zł (od stycznia 2017 roku ów limit i tak został zmniejszony z 15 tys. Euro na 15 tys. zł). Natomiast transakcje konsument-firma i konsument-konsument ograniczone zostały do 20 tys. zł. Wynikało to z założeń tzw. "Polskiego Ładu". Na szczęście w walce o gotówkę zaangażowało się wiele organizacji i wielu Polaków [7]. Przyniosło to efekt w  połowie 2023 roku w postaci rezygnacji z tych nowych  limitów i od stycznia 2024 roku obrót gotówką przez konsumentów nie jest ograniczony a dla firm wynosi owe 15. tys. zł.

5. Kiedyś firma PayPal, obsługująca przelewy bezgotówkowe, zablokowała konto chrześcijańskiej organizacji dobroczynnej "GiveSendGo", gdyż zbierano na niej fundusze na ochronę prawną uczestników protestów pod Kapitolem - poinformowała sama spółka. "GiveSendGo" reklamuje się jako pierwsza organizacja chrześcijańska tworząca zbiórki społeczne, która nie pobiera żadnej prowizji. Zamknięte zostało również konto należące do Ali Alexandra, jednego z organizatorów spotkania w Waszyngtonie (...) Już wcześniej PayPal zablokował konto należące do organizacji "Joy in Liberty" (dosłownie "Radość w Wolności"), ze względu na to, że opłaciła ona podróż części zwolenników D. Trumpa do Waszyngtonu. Nie ujawniono, czy chodzi o osoby biorące bezpośredni udział w zajściach, czy zwykłych demonstrantów. Tym samym PayPal staje się kolejnym gigantem, który rozpoczyna atak na Donalda Trumpa i jego najbliższe otoczenie. Wcześniej np. Twitter poinformował, że od piątku zawiesił ponad 70 000 kont, ze względu na "złamanie regulaminu" - w tym konto samego Trumpa. Szereg dużych amerykańskich firm, w tym AT&T Inc, American Express i Dow Inc, zapowiedziało, że odetnie finansowanie kampanii polityków republikańskich, którzy wypowiadali się o możliwych nieprawidłowościach podczas wyborów.

6. "Na podstawie ustawy Szef Krajowej Administracji Skarbowej może zlecić każdemu bankowi i SKOK-owi natychmiastowe zablokowanie rachunku przedsiębiorcy na okres 72 godzin (bez sobót i dni wolnych od pracy). Możliwe jest przedłużenie blokady na okres do trzech miesięcy a nawet do 6 miesięcy na wniosek prokuratury z możliwością przedłużenia o kolejne 6 miesięcy. (…) Zgodnie z nową regulacją, bank lub SKOK nie może informować przedsiębiorcy o samym fakcie blokady, jej przyczynach, okresie. Informacje o blokadzie przekazuje wyłącznie Szef KAS” [7].

Przytaczam powyższe, aby uzmysłowić Szanownym Czytelnikom, co może się zdarzyć, gdy w obrocie finansowym zabraknie gotówki a nasze transakcje wykonywane będą jedynie poprzez zapisy elektroniczne. W każdej bowiem chwili możemy być zablokowani przez banki i zamknięty przez nie może być nam dostęp do naszych pieniędzy. To nie żadne czarnowidztwo, ale realna groźba. 

A powodów do zablokowania naszego dostępu do kont w niedalekiej przyszłości może być wiele. Choćby to, że np. nie zaszczepimy się podczas trwania jakiejś faktycznej czy mitycznej zarazie lub będziemy mieli za mało "punktów przydatności społecznej lub zaufania społecznego". Takie punkty już są przydzielane w Chinach a to one dziś stają się pierwszą potęgą świata [8]. 

Według chińskiej punktacji "jej wartość zawiera się w granicach od 350 do 950, a użytkownikowi przypisywana jest jedna z pięciu możliwych ocen opisowych: nie najlepsza (350–550), umiarkowana (550–600), dobra (600 650), doskonała (650–700) oraz super (700–950). Ci z najwyższą punktacją mogą liczyć na szereg udogodnień: brak konieczności pozostawiania depozytu podczas wynajmu roweru, samochodu lub mieszkania, szybsze zameldowanie w hotelu czy na lotnisku, a nawet lepszą ekspozycję na portalach randkowych. Dobry rating pomaga również w dostępie do usług publicznych. Można liczyć na szybsze załatwienie spraw wizowych czy mieć pierwszeństwo w przyjęciu do szpitala" [9]. Tak jest na razie, ale system totalnej inwigilacji obywateli chińskich jest cały czas udoskonalany i zmierza do całkowitego ubezwłasnowolnienia ludzi. 

To komunistyczne marzenie totalnego sterowania ludźmi i ich inwigilowania wreszcie dla neomarksistów spełnia się na naszych oczach i nie sądzę, żeby ten mechanizm nie podobał się lewackim światowym i neomarksistowskim elitom, choćby w UE czy obecnie w USA. Już niedługo takie punktacje mogą być wprowadzane w obrębie cywilizacji zachodniej, której upadek też dzieje się na naszych oczach. A najdoskonalszą formą nacisku na obywateli byłaby oczywiście możliwość zablokowania im dostępu do własnych pieniędzy a to może gwarantować jedynie wycofanie gotówki z obiegu. Wtedy wystarczyłby tylko przycisk "enter" i już byłoby po sprawie, czyli jeżeli ktoś miałby złą punktację "przydatności społecznej" mógłby pożegnać się z dostępem do własnych pieniędzy. Czy wobec takiej groźby obywatele postępowaliby wbrew obowiązującym lewackim standardom? Pytanie wydaje się retoryczne. 

Wobec powyższego nawet G. Orwell pisząc swój "Rok 1984" wydaje się dziś słabo przewidującym  przyszłość ludzkości. To do czego dążą dziś nemorksistowscy totalitaryści jest o wiele bardziej przerażające. Będą nami rządzić i sterować naszymi zrachowaniami wybrańcy a my będziemy niewolnikami pozbawionymi własności, rodziny, indywidualizmu. Będziemy tak postępować jak będą oni chcieli i od nas wymagali. Staniemy się bezwolnymi wykonawcami ich poleceń. A jeżeli zaczniemy się buntować to zostaniemy obywatelami ostatniej kategorii, którym nic się nie należy i którzy będą skazani na wegetację lub sami - jak w "Seksmisji" - będziemy tworzyli jakieś obozy wolnościowych  odszczepieńców.  

Wracając do gotówki. Trend na świecie jest taki, że coraz mniej transakcji wykonuje się gotówkowo. W Polsce jest to już poniżej 50%. Oczywiście dla lewackich macherów, rządów i banków to sytuacja jak najbardziej pożądana, bo gotówka to wolność a jej brak spowoduje wiele niekorzystnych dla każdego z nas następstw, do których - abstrahując już od strategicznych celów neomarskistów - możemy zaliczyć [10]: 

– 100 % kontrolowanie nas przez Państwo i przez banki, przy czym żaden indywidualny zakup nie ujdzie ich uwadze,
– brak normalnego rozporządzania swoimi pieniędzmi i np. dawania ich komuś,
– automatyczne opodatkowanie każdej transakcji, i to co do każdego grosza, a nie będzie można się już obronić przed nieograniczonymi zakusami fiskalnymi władzy,
– w razie wybuchu jakiegokolwiek kryzysu finansowego, krachu na giełdzie, czy też wojny nie będzie można już pójść do bankomatu i wyjąć swoich pieniędzy, aby je uchronić przed stratą,
– dzięki likwidacji gotówki banki będą miały monopol na „strzyżenie” nas z naszych pieniędzy na koncie,
– w przypadku załamania się systemów bankowości elektronicznej stracić możemy cały swój dorobek życia, albo przez pewien czas nie będziemy mieć do niego dostępu, 
– jeśli władza będzie osłabiała wartość pieniądza i powodowała inflację to już nie będzie można się przed tym uchronić,
– likwidacja gotówki to skrajne uprzywilejowanie jednego rodzaju przedsiębiorców (tj. banków) kosztem wszystkich innych podmiotów i przyznanie im ogromnej władzy w stosunku do każdego z nas bez jakichkolwiek nawet pozoru demokratycznego wpływu obywateli na te podmioty,
– jeśli władza spróbuje wprowadzić tzw. wariant cypryjski (przymusowy skok Państwa na pieniądze wszystkich obywateli do wysokości pewnej kwoty) to już nie będziemy mogli się przed tym uchronić wyjmując gotówkę z bankomatu, bo jej nie będzie,
– jeśli będziemy niewygodni dla władzy to nasze konta mogą być automatycznie wyzerowane.

Musimy zrobić wszystko, aby nie dopuścić do tego, aby pozbawiano nas gotówki w obiegu. No i oczywiście też o zachowanie złotówki. 

Czy nam się to uda? Mam w tej sprawie duże wątpliwości, ale cuda się zdarzają. A takim cudem byłby albo upadek UE w jej dzisiejszym demoliberalnym i lewackim kształcie  albo nasze wyjście z UE, co pozwoliłoby nam na: obrót gotówką i zachowanie złotówki. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 25 marca 2024

Zagrożenia dla Polski w strefie euro

Autorem tytułu i treści tego felietonu (pod podkreśleniem) nie jestem ja, ale prof. dr hab. Janusz Bilski. Jest on emerytowanym pracownikiem Uniwersytetu Łódzkiego. W trakcie pracy naukowej badał zagadnienia międzynarodowego systemu walutowego, teorii kursów walutowych i światowych rynków walutowych. 

Ów tekst [1] wydał mi się ważny, a dodatkowo jest bardzo merytoryczny co jest rzadkością nawet wśród ekonomicznych naukowców, nawet profesorów.  

Liczę, że przedstawienie jego treści na moim blogu rozszerzy liczbę osób, które go przeczytają i zaczną realnie zastanawiać się nad sensownością  - o ile w ogóle - szybkiego przyjęcia unijno-niemieckiej waluty Euro w naszej Polsce. Można ten tekst traktować jako niemal przedłużenie mojego felietonu pt. "W obronie prezesa NBP. NIE dla waluty Euro!" [2].

Oczywiście nie muszę chyba nikomu oznajmiać, że jestem przeciwnikiem zarówno samej waluty Euro jak i jej wprowadzenia w Polsce, i zgadzam się z konkluzjami Pana profesora J. Bilskiego. 

--------------------------------------------------------------------------------

Zagrożenia dla Polski w strefie euro

Wprowadzenie euro jest niebezpieczne z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia. Polska gospodarka jest jeszcze niedojrzała, różnice technologiczne, rozwój systemu finansowego, poziom konkurencyjności wymagają przyspieszonej modernizacji. Nasza gospodarka wychodzi dopiero z rozwoju zależnego, potrzebny jest czas.

W przestrzeni publicznej rzadko mamy do czynienia z gruntowną analizą korzyści i zagrożeń wynikających z przystąpienia Polski do unii gospodarczej i walutowej (UGW).

Powstają prace o charakterze raczej przyczynkarskim – nie analizują wszystkich aspektów członkostwa Polski w strefie euro. Na domiar złego dyskusje wokół problemu mają silne zabarwienie polityczne; to nie sprzyja rzeczowej ocenie zysków i kosztów związanych z wprowadzeniem w Polsce euro. Poniższe opracowanie nie pretenduje do roli kompleksowego badania – jest subiektywną oceną zagrożeń wynikających z członkostwa w UGW (unia gospodarcza i walutowa).

Wniosek główny można sformułować następująco – Polska nie powinna przystępować do strefy euro ze względu na zagrożenia, jakie wynikają z obecnych mechanizmów i systemu zarządzania w UGW. 

Przyjęcie euro można rozważyć po gruntownej reformie Eurosystemu. Dwa najważniejsze powody, które uzasadniają taką konkluzję to:

1. Władze Eurosystemu stworzyły mechanizm pułapki zadłużeniowej wobec państw deficytowych. Prowadzi to do niekontrolowanego zadłużenia i utraty suwerenności finansowej. Dług staje się niepodtrzymywalny. Brak możliwości zarządzania na poziomie państw uruchamia procesy sprzyjające tworzeniu quasi-federacji.

2. W unii walutowej występują zjawiska petryfikujące podział na kraje centrum i peryferii; pogłębia to dysproporcje rozwojowe między członkami UGW. Co więcej, kraje peryferyjne spychane są na ścieżkę rozwoju zależnego. Wyjaśnieniem tych procesów jest deformujące działanie przeszacowanego, realnego kursu walutowego.

Od kilku lat Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej rozwijają się niezwykle dynamicznie i z po wodzeniem „gonią” czołówkę państw UE. Wielkość długu publicznego należy do najniższych we Wspólnocie. Istnieją obawy, że przystąpienie obecnie do strefy euro może zahamować rozwój ekonomiczny i społeczny kraju.

Wspólnota długu

Sytuacja finansów publicznych w większości państw południowej flanki strefy euro jest dramatycznie zła. Dziś część krajów unii walutowej jest zadłużona bardziej niż w najgorszych latach II wojny światowej. W okresie globalnego kryzysu finansowego Grecja była uważana za bankruta z długiem publicznym na poziomie 126 proc. PKB (2009 r.). W III kwartale 2022 r. po wdrożeniu drakońskich programów naprawczych Grecja jest już zadłużona w wysokości 178 proc. PKB, Włochy – 147 proc., Portugalia – 120 proc., Hiszpania – 115 proc., Francja – 113 proc. Dla porównania Polska – 50,3 proc. PKB.

W 2022 r., w sześciu państwach (Niemcy, Włochy, Francja, Belgia, Hiszpania, Austria) roczne koszty obsługi długu przekroczyły 16 proc. PKB. Próg ten jest traktowany przez Komisję Europejską jako punkt krytyczny. Oznacza to, że największym gospodarkom UE może grozić kryzys płynnościowy. I nie jest to opinia ekonomistów nieprzychylnych integracji monetarnej – jest to prognoza Komisji przedstawiona w „Debt Sustainability Monitor 2022” (kwiecień 2023, s. 34).

Jak mogło dojść do tak niebezpiecznego wzrostu zadłużenia publicznego? Według mnie jest to splot trzech grup przyczyn, które uruchomiły pułapkę zadłużeniową.

Pierwsza wynika z faktu, że w strefie euro nie działają mechanizmy wyrównawcze wymuszające na krajach osiąganie równowagi zewnętrznej. Jedyną potencjalną metodą równoważenia rachunku obrotów bieżących na szczeblu rządów jest tzw. wewnętrzna dewaluacja. Oznacza to redukcję wydatków, ograniczenie inwestycji, obniżkę płac, zatrudnienia i innych. Celem jest poprawa konkurencyjności zewnętrznej gospodarek. Dla wielu rządów świadome wprowadzanie gospodarki w recesję jest działaniem opacznym i z ekonomicznego, i ze społecznego punktu widzenia. W tej sytuacji krajom pozostają sprawdzone metody osiągania równowagi, tzn. zaciąganie kredytów oraz import kapitału. Na szczeblu Eurosystemu nie stworzono mechanizmów lub reguł postępowania, które substytuowałoby procesy wyrównawcze. W projektach reformy strefy euro pojawiały się propozycje wykorzystania risk sharing do amortyzowania negatywnych konsekwencji szoków asymetrycznych. Jak pokazują badania, efekty tych działań są bardzo skromne (raport EBC 2021).

Drugą grupą przyczyn narastania długu były nadzwyczaj korzystne warunki rynkowe dla zewnętrznego finansowania nierównowag krajowych w ostatnich 10–12 latach (do 2021/2022). Według BIS stopy procentowe były najniższe od XIV w. (raport BIS 2021) i wynosiły od 0,0 proc. do 1,5 proc. W długich okresach oprocentowanie było negatywne. Inflacja w tym czasie wahała się w przedziale 0–2 proc. w większości państw strefy euro. Europejski Bank Centralny od czasu Globalnego Kryzysu Finansowego prowadzi politykę luzowania ilościowego. Ważnym mechanizmem tego procesu były programy skupu obligacji. Efektem zaś zwiększenie płynności rynku, tworzenie stałego popytu na papiery skarbowe i w konsekwencji utrzymywanie niskich rentowności obligacji. Przedstawiona sytuacja stworzyła nieograniczoną pokusę permanentnego zadłużania państw.

Jedynym ograniczeniem, raczej teoretycznym, były reguły Paktu Stabilizacji i Wzrostu (zawieszone w latach 2020–2022 i w 2023 r. ponownie zawieszone). I tu z  pomocą przyszła nauka. To jest trzecia grupa przyczyn powstania pułapki zadłużeniowej. Na przełomie drugiej dekady XXI w. powszechna stała się opinia, że narastanie długu w warunkach niskich kosztów finansowania może być korzystne dla wzrostu gospodarczego i równocześnie neutralne dla stabilizacji fiskalnej kraju.

Przedstawione poglądy rozpropagowała bardzo opiniotwórcza praca Oliviera J. Blancharda z 2019 r. „Public Debt and Low Interest Rates”. To był argument, dla wielu ekonomistów i polityków, za utrzymaniem dotychczasowej metody finansowania deficytów. Autor uważał, że niskie stopy procentowe i łatwość rolowania długu powoduje, że wzrost zadłużenia publicznego nie tworzy kosztów fiskalnych.  Finansowanie długu nie wymaga podnoszenia podatków. W konsekwencji reguły fiskalne, jak pisał niemiecki ekonomista Daniel Gros, stały się już tylko problemem akademickim. Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że dosyć powszechna akceptacja wniosków Blancharda spotykała jednak opinie krytyczne. Przykładem są prace cytowanego D. Grosa i innych („EconPol POLICY BRIEF” nr 38).

Warto też zwrócić uwagę na dynamikę narastania deficytów finansów publicznych w ostatnich latach. W sześciu krajach dług wzrósł o ok. 10 p.p. Rekordzistką jest Hiszpania z wynikiem ok. 20 punktów. W Polsce i w ośmiu innych krajach poziom długu do PKB obniżył się. Dane te pokazują, że narastanie deficytów nie jest konsekwencją działania szoków asymetrycznych czy wahań koniunkturalnych. Zjawisko ma charakter systemowy, a jego źródła tkwią w wadliwie działających mechanizmach unii walutowej.

Koszty obsługi zadłużenia

Komisja Europejska od kilku lat bada zdolność państw UE do obsługi zadłużenia. Efektem tych prac są roczne raporty. Ciekawe jest to, że badania te co roku zmieniają nazwę i częściowo metodologię. W artykule wykorzystano dwa ostatnie raporty: 1. Fiscal Sustainability Report 2021 (opublikowany w 2022 r.) i 2. „Debt Sustainability Monitor 2022” (opublikowany w 2023 r.).

W najbardziej zadłużonych krajach UE (Francja, Włochy, Hiszpania, Grecja) roczne GFN będą wynosiły ponad 20 proc. PKB. W 5 krajach koszty obsługi zadłużenia szacowane są w wysokości ok. 5 proc. PKB. W Polsce koszty finansowania długu, według cytowanego raportu, będą wynosiły ok. 6 proc. PKB rocznie. I tu ciekawostka, w raporcie opublikowanym w 2023 r. nastąpił gwałtowny wzrost GFN do ponad 10 proc. Jest to zupełnie niezrozumiałe, uzasadniono to bardzo ogólną oceną o prawdopodobnym pogorszeniu się warunków makroekonomicznych w 2022 r. Jest to ewidentna pomyłka. I taką prognozę Komisji przygotowano opierając się na danych z października 2022 r. (ibidem, str. 58). Przyjęto, że dług publiczny Polski wzrośnie do poziomu 52,9 proc. PKB; w rzeczywistości zmalał (IV kwartał 2022 r.) do 49,1 proc. (w 2021 r. – 49,5 proc.). Według ekspertów Komisji potencjalny PKB Polski miał w 2022 r. osiągnąć 2 proc. – rzeczywisty PKB w 2022 r. wzrósł o 5,1 proc. Dysponując zatem danymi z 10 miesięcy takich błędów się nie popełnia.

W omawianych raportach przedstawiono test wrażliwości nowego i rolowanego długu na zmiany stóp procentowych. Raport z 2022 r. pokazał następujące wyniki: wzrost o 1 p.p. skutkuje powiększeniem długu średnio o 5,8 p.p. w krajach UE i o 6,4 p.p. w UGW w 2031 r. W sześciu najbardziej zadłużonych krajach (Belgia, Grecja, Hiszpania, Francja, Włochy, Portugalia) wzrost ten wyniesie 7,8 p.p. powyżej scenariusza bazowego.
Należy w tym miejscu przypomnieć, że omawiane raporty przyjęły bardzo optymistyczne założenie – jest to prognoza podwyżki stopy referencyjnej EBC o 1 p.p. Dziś już wiadomo, że założenia te są nieaktualne. Główna stopa EBC wzrosła od lipca 2022 r. z poziomu 0,0 proc. do 4,25 proc. (sierpień 2023 r.). Konsekwencje tego będą bolesne dla najbardziej zadłużonych państw UGW. W tej sytuacji konieczne są działania wspierające ze strony Eurosystemu.

To już się dzieje od blisko 10 lat. Są to różnego rodzaju programy skupu obligacji na rynku wtórnym. Większość z nich zakończyła się w lipcu 2022 r., wkrótce jednak uruchomiono nowe w reakcji na wzrost stóp procentowych (The Transmission Protection Instrument – TPI).

Działanie i efekty stabilizujące programów są dobrze opisane w literaturze przedmiotu. Mniej jest natomiast analiz badających negatywne, długoterminowe konsekwencje interwencji EBC.

Pozytywy to:

1. Harmonizacja poziomów rentowności obligacji skarbowych w krajach UGW;

2. Stworzenie stabilnego popytu na dokumenty dłużne, co gwarantuje niskie ceny długu. To są niewątpliwe sukcesy programów.

Główną negatywną konsekwencją interwencji EBC jest zablokowanie działania (via stopa proc.) mechanizmów osiągania równowagi między popytem na kapitał (cena kapitału pożyczkowego) a podażą funduszy (oszczędności). Jest to efekt zaniżania ceny długu w części państw Eurosystemu. Brak związku między premią za ryzyko a wielkością długu wyeliminował rynkowe ograniczanie narastania zobowiązań. Zdeformowane zostały mechanizmy i funkcje alokacyjne rynków finansowych strefy euro. To prawda, że również w innych krajach (USA, Wielka Brytania) działały programy skupu aktywów, nigdy jednak tak długo i na taką skalę. Na przykład w 2021 r. programy EBC pokrywały znaczącą część GFNs państw: Portugalia – 74 proc., Słowacja – 72 proc., Grecja – 47 proc., Niemcy – 40 proc. Powstał w ten sposób subrynek długów rządowych, gdzie jedynym inwestorem są banki centralne.

Czy przedstawiona powyżej sytuacja państw południowej flanki strefy euro może stać się udziałem Polski? Czy nasza gospodarka może wpaść w pułapkę zadłużeniową? Obawiam się, że tak. Konkurencyjność międzynarodowa i równowaga zewnętrzna Polski są bardzo kruche. Pozycja eksportu opiera się na konkurencji cenowej, nie technologicznej. Elastyczna, niezależna polityka pieniężna i kursowa są warunkiem sine qua non kontrolowania deficytów. Twarde warunki rynkowe hamują pokusę życia ponad stan.

Dysproporcje rozwojowe w UE

Celem tworzenia ugrupowań integracyjnych jest wyrównanie poziomu rozwoju krajów członkowskich. Konwergencja ekonomiczna i społeczna zapisana jest w traktatach europejskich. Brak postępów w tym zakresie oznacza dysfunkcjonalny charakter mechanizmów integracyjnych. W 2022 r. przeprowadziłem badania na temat różnic w poziomie rozwoju różnych grup państw UE. Wyniki zostały opublikowane między innymi w „Obserwatorze Finansowym” z 4 lutego 2023 r.

Kraje Wspólnoty podzieliłem na trzy grupy (pełna klasyfikacja państw w artykule w „Obserwatorze Finansowym”): centrum tworzą kraje o najwyższym poziomie rozwoju. Semiperyferie to państwa przede wszystkim południowej flanki strefy euro i Europy Środkowo-Wschodniej oraz Południowej, najsłabiej rozwinięte kraje UE to peryferia.

Badanie to różni się taksonomią od większości znanych mi prac. Bodaj po raz pierwszy kraje objęte są identyczną metodologią badań jak pozostałe gospodarki UE. W analizie wykorzystałem dwie grupy wskaźników. Pierwsze to indeksy określające zaawansowanie ekonomiczne państw. Są to np. PKB per capita, wskaźniki wydajności pracy, wartość dodana eksportu i inne. Drugą grupę tworzą miary porównujące poziom konwergencji w dwóch obszarach – synchronizacja faz cyklu koniunkturalnego oraz podobieństwo struktury sektorowej gospodarki. Badanie obejmuje ostatnie 20 lat.

Generalnie wnioski wynikające z analiz można przedstawić następująco:

1. Powiększa się dystans rozwojowy między krajami centrum a semiperyferiami; oznacza to postępującą polaryzację gospodarek strefy euro;

2. Kraje peryferyjne (w większości poza UGW) osiągnęły w wielu wskaźnikach poziom zbliżony do krajów semiperyferyjnych.

Wnioski takie mogą irytować naiwnych euroentuzjastów. Są to jednak fakty potwierdzone licznymi badaniami.


Opublikowany w 2020 r. artykuł Claudiusa Gräbnera i Jakoba Hafele omawia dorobek literatury światowej na temat relacji centrum-peryferia w UE („The Emergence of Core-Periphery Structures in the European Union: a Complexity Perspective”, ZOE Discussion Papers No 6, 2020). Badania potwierdzają podział na dwie grupy państw o różnym poziomie zaawansowania technologicznego gospodarek. Poza tym duża część prac wskazuje na pogłębianie się dysproporcji w strefie euro. Różni autorzy wskazują odmienne przyczyny procesów polaryzacyjnych. Są to między innymi:

– nierównomierne rozmieszczenia potencjału technologicznego,
– odmienna struktura tworzenia PKB,
– nieekwiwalentna wymiana handlowa, rozumiana szerzej jako wymiana technologiczna,
– neoliberalne modele wymiany międzynarodowej,
– odmienne modele wzrostu gospodarczego,
– finansjalizacja gospodarek ze szczególnym uwzględnieniem Globalnego Kryzysu Finansowego,
– przyczyny o charakterze społecznym i instytucjonalnym.

Wymienione przyczyny nie mają zatem, według mnie, charakteru decydującego. Głównym powodem polaryzacji gospodarek w UE jest wadliwe działanie strefy euro. Długookresowe odchylanie kursu realnego od nominalnego w części państw strefy euro petryfikuje tradycyjną strukturę sektorową tworzenia PKB, co hamuje wzrost wydajności pracy i obniża konkurencyjność zewnętrzną gospodarek.

Warto zwrócić uwagę na wyniki badań dotyczących procesów polaryzacyjnych w UE. Podstawowy makrowskaźnik to tempo wzrostu PKB do czasu kryzysu covidowego.

Zdecydowanie wolniejszy wzrost PKB w krajach Południa Europy wpłynął na pozostałe wskaźniki. I tak PKB per capita w latach 2009–2020 obniżył się w krajach semiperyferyjnych oraz we Włoszech, Francji i na Słowacji (OECD 2022). Wzrósł w pozostałych krajach.

Wydajność siły roboczej liczona PKB na godzinę pracy jako procent średniej UGW w latach 2012–2019 obniżyła się w krajach semiperyferyjnych.

Przykładowo w Grecji w 2012 r. – 61,5 proc., w 2019 r. – 57 proc.; Hiszpania odpowiednio – 89 proc. i 88 proc. W krajach centrum wskaźnik wykazywał stabilizację (w części wzrósł, w innych, np. Włochy – się obniżył). W krajach peryferyjnych dynamika wzrostu była wysoka i dla przykładu w Polsce indeks wzrósł o 10 p.p., Litwa – 8 p.p., Czechy – 5,5 p.p.

Należy przy tym pamiętać, że powyżej przedstawione są kierunki i dynamika zmian. W dalszym ciągu jednak dystans dzielący peryferie i centrum jest znaczący.

Wnioski na temat wydajności pracy skorelowane są z danymi o przekształceniach strukturalnych w gospodarkach państw UE. Mierzone to jest procentowym udziałem różnych sektorów w całkowitej wartości dodanej (gross value added at current basic prices). W badanych grupach państw można zaobserwować następujące tendencje (Eurostat 2021):

1. W krajach centrum sektory tradycyjne (rolnictwo, przemysł, budownictwo i inne) w latach 2009–2019 wykazywały stabilne udziały. Podobnie w krajach semi- i peryferyjnych. Przesunięcia dotyczyły jedynie zmiany udziałów poszczególnych sektorów. Tak np. w krajach Południa Europy wzrósł udział rolnictwa, zmniejszył się natomiast budownictwa.

2. Z punktu widzenia badania ważne są zmiany udziału sektorów nowoczesnych (wysokowydajnych) ze szczególnym uwzględnieniem działu nauki i zaawansowanych technologii. I tak w krajach centrum obserwujemy stabilizację udziału tych branż w tworzeniu PKB. W krajach semiperyferyjnych partycypacja tych sektorów zmniejszyła się, w peryferyjnych wzrosła i osiągnęła poziom państw Południa Europy.

Sektor nauki i wysokich technologii szczególnie ważny dla modernizacji gospodarek wykazywał w krajach rdzenia lekki wzrost. Niemcy w latach 2009 i 2019 odnotowały odpowiednio 10,7 proc. i 11,5 proc., Holandia – 14,3 proc. i 15,5 proc., podobnie było w innych państwach. Kraje semiperyferyjne wykazały w badanym okresie spadek udziału sektora; tak na przykład Hiszpania – 11,6 proc. (2009 r.) i 7,6 proc. (2019 r.), Grecja odpowiednio – 6,3 proc. i 5,5 proc. W krajach ESWiP obserwowaliśmy stabilny wzrost wskaźnika i tak Polska – 7,2 proc. i 8,5 proc., Węgry – 8,9 proc. i 10,4 proc., Słowacja – 8,3 proc. i 10,8 proc. Przedstawione tendencje są ważne, nie można jednak zapomnieć, że kraje semi- i peryferyjne odnotowują wskaźniki poniżej średniej UE, która wynosi 11,5 proc.

Wielu ekonomistów wyraża opinię, że wielkość i dynamika eksportu do PKB świadczą o pozycji konkurencyjnej kraju na rynkach międzynarodowych. Wskaźnik ten w krajach peryferyjnych osiąga bardzo dobry poziom. I tak, np. Czechy, Litwa, Węgry z udziałem 71–80 proc. dorównują Belgii i Holandii. Polska z wynikiem 55,6 proc. jest na poziomie Niemiec, Szwecji, Austrii. Relatywnie niski udział eksportu w PKB odnotowują kraje Południa Europy: Włochy, Francja, Hiszpania, Portugalia, jest to 28–36 proc. Wskaźniki te są ważne z punktu widzenia dalszych analiz, określają bowiem wielkość tzw. sektorów tradable i nontradable.

O zaawansowaniu technologicznym eksportu świadczy kolejny indeks, to jest bezpośrednia wartość dodana eksportu (WITS Comtrade–2020). Wskaźnik ten w latach 2004–2019 wykazywał następujące tendencje. W krajach centrum, z wyjątkiem Francji, odnotowano wzrost indeksu na poziomie 30–40 proc. W krajach semiperyferyjnych dynamika wyniosła poniżej 30 proc. (Grecja obniża wskaźnik o 19 proc.). W krajach peryferyjnych dynamika bardzo wysoka (np. Polska 115 proc.), pamiętać jednak należy, że gospodarki te startowały z bardzo niskiego poziomu.

Biorąc pod uwagę poziom sald rachunków obrotów bieżących, to obserwujemy tu bardzo ciekawe zjawisko. W połowie pierwszej dekady XXI w. w krajach Południa Europy nastąpiła radykalna poprawa sald C/A. Zbiegło się to w czasie z eksplozją ujemnych sald w systemie Target 2, które systematycznie narastały. W marcu 2023 r. najwyższe saldo ujemne miały Włochy ca 685 mld euro, Hiszpania – 446 mld, Grecja – 115 mld, Portugalia – 66 mld. Niemcy miały saldo dodatnie w wysokości 1100 mld euro. Przedstawione dane nie pozostawiają wątpliwości – salda rachunków bieżących są zniekształcone działaniem Target 2.

Należy zatem zwrócić uwagę na następujące fakty:

– kraje semiperyferyjne to bez wyjątku członkowie strefy euro,
– jest to grupa najbardziej zadłużonych gospodarek w UGW,
– państwa te charakteryzują się niższą efektywnością procesów ekonomicznych.

Przyczyny polaryzacji gospodarek w strefie euro

Dla wyjaśnienia opisanych procesów można wykorzystać zmodyfikowaną koncepcję tzw. „hipotezy wydajnościowej” Samuelsona-Balassy (Janusz Bilski, „Międzynarodowy System Walutowy”, PWE 2006), adaptując ją dla obszaru jednowalutowego.

Gospodarki państw UGW składają się z dwóch sektorów tradable i non-tradable. Sektor non-tradable produkuje towary i usługi na rynek wewnętrzny, nie jest wystawiony na działanie konkurencji zewnętrznej. Charakteryzuje się niższą wydajnością pracy niż tradable, towarzyszy temu wzrost cen i płac. Powoduje to, że rentowność sektora utrzymuje się na wysokim poziomie.

Opisane zjawiska umożliwiają powstanie przeszacowanego kursu realnego (nie nominalnego). Duży udział sektora non-tradable w PKB powoduje przeszacowanie kursu realnego w całej gospodarce. Zjawisko to występuje w krajach południa Europy. Dodatkowo wysoka rentowność powoduje alokację zasobów w sektorze non-tradable. W krajach północy Europy (Niemcy, Holandia) mają miejsce odwrotne procesy, inwestycje są lokowane w sektorach nowoczesnych – tradable (Alberto Alesina, Guido Tabellini & Francesco Trebbi, l. „Is Europa an Optimal Political Area?”, „NBER Working Paper Series” no 23325, 2017).

Zjawisko to powoduje powiększanie się luki technologicznej między Południem a Północą strefy euro. Oczywistą konsekwencją jest słaby wzrost, narastanie długu publicznego, utrata konkurencyjności międzynarodowej. Potwierdzają to liczne badania. Wyniki różnią się na ogół siłą oddziaływania przeszacowanego kursu walutowego. To zrozumiałe, analizy dotyczyły różnych grup państw (w tym euro), różnych okresów, odmienna była niekiedy metodologia. Bardzo istotny wpływ miały wielkość sektora non-tradable oraz skala różnic w wydajności pracy między sektorami. To nie są łatwe badania, analizowane są impulsy gospodarcze o niskiej częstotliwości – trudne do identyfikacji. Dopiero w długich okresach kumulatywne zmiany pokazują polaryzacyjny charakter procesów. Problem wpływu przeszacowanego realnego kursu walutowego na gospodarkę był również badany przez instytucje unijne (np. „ECB Working Paper Series”, No 2018, November 2017). Wnioski nie są zbyt radykalne, to zrozumiałe racje ekonomiczne przegrywają z ambicjami politycznymi. Widać coraz wyraźniej, że unia walutowa to nie jest projekt gospodarczy – to jest wehikuł, który ma przekształcić Wspólnotę w quasi-federację (J. Bilski, „Plany reformy strefy euro – analiza porównawcza”, „Ekonomista” nr 6, 2021).

Co z tego wynika dla Polski? Wprowadzenie euro jest niebezpieczne z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia. Polska gospodarka jest jeszcze niedojrzała, różnice technologiczne, rozwój systemu finansowego, poziom konkurencyjności wymagają przyspieszonej modernizacji. Nasza gospodarka wychodzi dopiero z rozwoju zależnego, potrzebny jest czas. Warunkiem niezbędnym emancypacji ekonomicznej Polski jest utrzymanie wysokiego poziomu elastyczności rynków i mechanizmów rynkowych. Szczególną rolę odgrywa tu niezależna polityka pieniężna i możliwość zmian kursu walutowego. Sprawnie działający kanał dostosowań nominalnego kursu walutowego pozwala uniknąć powstawania zakłóceń między kursem realnym a nominalnym. Dodatkowo płynny kurs jest ważnym instrumentem polityki gospodarczej kraju.

-------------------------------------------------------------------------

Artykuł prof. J. Bilskiego został opublikowany w dniu 03.01.2024 na forum: .

Jego tekst poznałem wczoraj i cieszę się, że Pan profesor ma podobne do moich - jako zwykłego mgr. ekonomii - wątpliwości związane z walutą Euro i jej szybkim wprowadzeniem w Polsce. Wierzę, że jest wśród ekonomistów wielu, którzy mają podobne zdanie i, że to właśnie Oni skutecznie postawią tamę przed powodzią szalejących zwolenników szybkiego przyjęcia w Polsce waluty Euro!



P.S.

Zdaję sobie sprawę, że tekst dla wielu może być zbyt przenaukowiony a przez to nie do końca zrozumiany, ale moim zdaniem profesor ekonomii nie mógł napisać go inaczej. Jeżeli jednak ktoś z Państwa chciałby się o jakąś kwestię zapytać to służę wyjaśnieniami. Można pisać też na mój prywatny e-mail: kjahog@gmail.com(link sends e-mail)

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

sobota, 23 marca 2024

W obronie prezesa NBP. NIE dla waluty Euro!

Bardzo rzadko to robię, ale sprawa jest na tyle poważna, że warto ze znacznymi zmianami i uzupełnianiami przypomnieć mój tekst z 14 lutego tego roku pt.: "W obronie polskiego złotego trzeba już teraz głośno krzyczeć!" [1], w którym stwierdziłem m.in., iż jedną z najważniejszych i antypolskich decyzji D. Tuska będzie "wyznaczenie daty przyjęcia przez Polskę nowej niemiecko-unijnej waluty, czyli Euro... bo po co nam waluta narodowa i centralny Narodowy Bank Polski, skoro w niemieckim Frankfurcie nad Menem jest EBC - Europejski Ban Centralny emitujący Euro!",

Stwierdziłem też, że ""frontalny atak na polską złotówkę nastąpi wtedy, gdy "koalicja 13 grudnia" rozpocznie ostateczną  wojnę z NBP i jego prezesem prof. Adamem Glapińskim (..) a konieczność istnienia waluty Euro jest jednym z postulatów tych, którzy chcą stworzyć z UE jedno scentralizowane Państwo Europa ze stolicami w Berlinie i Brukseli. A niestety obecny rząd jest podnóżkiem elit unijnych i zgodzi się na wszystko, co nakaże mu Berlin, Paryż czy Bruksela z naciskiem oczywiście na Berlin""

I cóż to mamy teraz? Nowy rząd pod wodzą D. Tuska i całe to środowisko "koalicji 13 grudnia" wysmażyło 68 stronnicowy dokument mający doprowadzić prezesa NBP, prof. dra hab. A. Glapińskiego do skazania go w procesie przed Trybunałem Stanu. 

I chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że chodzi tylko o jedno: odsunięcie A. Glapińskiego z funkcji kierowania naszym bankiem centralnym, bo stanowi on przeszkodę we wprowadzeniu w Polsce waluty Euro. A taki negatywny stosunek do Euro szef NBP wyrażał przecież wielokrotnie i nawet jeżeli nie podważał idei samej waluty unijnej to twierdził, że najpierw - i przed wprowadzeniem tej waluty - Polska musi ekonomicznie dołączyć do bogatych krajów unijnych a to zajmie jeszcze wiele lat. 

Trzeba bowiem przypomnieć, że 6 letnia - druga i ostatnia - kadencja prezesa NPB kończy się dopiero w połowie 2028 roku a więc może się zdarzyć, że D. Tusk pomimo nawet 4 lat swoich rządów po prostu nie zdąży wprowadzić w Polsce Euro a przecież on już kiedyś zapowiadał, że ta waluta zostanie wprowadzona w naszym kraju już w 2012 roku. 

Ale przecież nie tylko chodzi o samą walutę Euro ale też o polskie aktywa rezerwowe NBP, które na koniec grudnia 2023 roku wynosiły 193,8 mld dolarów, w tym złoto warte było 23,8 mld USD. Na koniec stycznie 2024 aktywa rezerwowe spadły o 4,3 mld dol. i osiągnęły poziom 189,6 mld dol.

Konieczne jest zwrócenie uwagi, że to właśnie prezes NBP A. Glapiński rozpoczął po wielu, wielu latach skupować dla Polski złoto, którego na koniec grudnia 2023 posiadaliśmy ok. 358,7 ton. 



"Na koniec 2023 roku polskie rezerwy złota wynosiły 358,7 ton. Stawia to Polskę na 17. miejscu na świecie. Lub 15., jeśli ze statystyk wyłączyć instytucje międzynarodowe, czyli Europejski Bank Centralny (posiadający 506,5 ton złota) oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy (2 814 t) (...) Dokonujemy intensywnych zakupów złota, (...) chcemy dojść do 20 proc. rezerw w złocie (dziś - 12,6% - dop. kj), bo czasy są niespokojne, a ratingi międzynarodowe i handel międzynarodowy patrzy, ile rezerw złota ma dany bank. Jeśli ma duże rezerwy i dużą część w złocie znaczy, że to jest wiarygodny kraj (...) i w takim kraju się handluje i inwestuje – wyjaśnił na grudniowej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński" [2].

A jakie są powody, że szef NBP przed wprowadzeniem waluty Euro najpierw chce doprowadzić Polskę do poziomu ekonomiczno-gospodarczego, który dziś charakteryzuje najbogatsze kraje unijne? 

Powody są dwa, przy czym jeden jest najważniejszy. Otóż na walucie Euro tak naprawdę skorzystały wyraźnie jedynie dwa kraje: Niemcy i Holandia. Niedawno związkowcy z Solidarności przypomnieli wyniki badań niemieckiego think tanku Centre for European Policy (CEP), który z okazji 20 lecia funkcjonowania waluty Euro postanowił sprawdzić jak ta waluta wpłynęła na bogactwo krajów, które tą walutę przyjęły. Wzięto pod uwagę tylko te kraje, które były najdłużej w UE.

Źródło: https://solidarnosckatowice.pl/kto-zyskal-a-kto-stracil-na-euro/
 
"Euro w formie gotówkowej weszło do obiegu w 2002 roku, jednak już 3 lata wcześniej obowiązywało w transakcjach bezgotówkowych. Okazuje się, że w dwóch pierwszych dekadach funkcjonowania wspólnej europejskiej waluty na jej wprowadzeniu zyskały jedynie dwa kraje: Niemcy i Holandia. Przeciętny mieszkaniec Niemiec wzbogacił się w badanym okresie o ponad 23 tys. euro, a Holender o 21 tys. euro. Jeden kraj, czyli Grecja „wyszedł na zero”, cała reszta straciła i to sporo. Przeciętny Francuz zbiedniał z powodu przyjęcia wspólnej europejskiej waluty o 56 tys. euro, a Włoch aż o 73,5 tys. euro. Z raportu CEP wynika, że jedną z głównych przyczyn spadku dobrobytu po przyjęciu euro było obniżenie międzynarodowej konkurencyjności. Przed wprowadzeniem euro kraje mogły, przy wykorzystaniu narzędzi suwerennej polityki monetarnej, dewaluować swoje waluty, co sprawiało, że eksportowane produkty były tańsze na światowym rynku. Przyjmując wspólną, straciły taką możliwość. – Problem rozbieżnej konkurencyjności krajów strefy euro pozostaje nierozwiązany – napisali autorzy badania" [3]. Zmniejszenie konkurencyjności z międzynarodowego punktu widzenia” wpłynęło także na osłabienie wzrostu gospodarczego, zwiększenie bezrobocia i spadek dochodów podatkowych [4].

Powyższe dane można też pokazać tabelarycznie:
Źródło: https://300gospodarka.pl/news/kto-zyskal-a-kto-stracil-przez-20-lat-istnienia-euro-na-plusie-sa-tylko-trzy-kraje-raport

Drugim powodem, ale o niejednoznacznej możliwości skwantyfikowania go jest to, że prawdopodobnie można się spodziewać upadku waluty Euro. Więc po co ponosić koszty samego wprowadzenia Euro, skoro i tak ono upadnie? Nie wiem, ile jest prawdy w tym, że np. w Niemczech cały czas utrzymywane są zdolności bicia monet i druku niemieckiej marki, ale onegdaj o tym gdzieś czytałem... 

Zarzuca się wiele prezesowi NBP, ale zapomina się o tym, że NBP nie tylko ma dbać o wartość polskiego złotego i osiągać założone wartości stopy inflacji. Dla potrzeb tego tekstu warto jednak przypomnieć, że Polski bank narodowy pełni trzy podstawowe funkcje: banku centralnego, banku emisyjnego oraz banku banków. Jego działalność jest regulowana prawnie. 

Narodowy Bank Polski realizuje szereg zadań zapisanych w Strategii Polityki Pieniężnej państwa. Do nich należą: 

– utrzymanie stabilnego poziomu cen (założonej stopy inflacji),
– zarządzanie rezerwami dewizowymi Rzeczpospolitej Polskiej,
– emisja znaków pieniężnych (m.in. podaży polskiego złotego),
– rozwój systemu płatniczego,
– utrzymanie stabilności sektora bankowego,
– prowadzenie polityki pieniężnej (w tym tzw. "operacji wolnego rynku"),
– obsługa Skarbu Państwa,
– działalność edukacyjna i informacyjna.

Jeżeliby oceniać inflację to "koalicja 13 grudnia" od dawna pragnęła, żeby ona była jak największa i niemal forsowała "samospełniającą się przepowiednię" o inflacji powyżej 20%, która miała spowodować wzrost oczekiwań inflacyjnych po stronie podaży i popytu dóbr. Wielcy "pseudoeksperci ekonomiczni" po stronie rządowej zarzucali też, że szef NBP źle walczy z inflacją, bo radykalnie nie podwyższa stóp procentowych i nie "dusi" gospodarki, co wiązałoby się ze wzrostem bezrobocia i spadkiem PKB, czyli recesją. Takie "balcerowiczowskie", monetarystyczne  sposoby walki z inflacją- tylko to zdają się znać te "eksperty". 

Natomiast prezes NBP był bardzo ostrożny w podnoszeniu stóp procentowych i cały czas zapowiadał, że inflacja będzie w czasie systematycznie spadać i zresztą wszystkie jego przewidywania się sprawdziły, co tylko po prostu ośmieszyło rządowych ekonomistów i wytrąciło im z ręki zarzut o złej polityce tłumienia inflacji przez szefa NBP. 


Wzrost cen według harmonizowanego koszyka dla UE, zmiana rok do roku w lutym 24 (%, HICP)
Źródło: https://businessinsider.com.pl/gospodarka/polska-wyzej-w-rankingu-inflacji-wyprzedzamy-juz-szesc-krajow/k9wj11l?utm_campaign=cb

"3,7 proc. rok do roku. Tyle według metodyki Eurostatu wyniosła w Polsce inflacja harmonizowana (HICP — ten sam koszyk inflacyjny i ta sama metodyka dla wszystkich członków UE) w lutym 2024 roku. Dla porównania przypomnijmy, że GUS podawał inflację według jego metodyki na poziomie 2,8 proc. Ale gusowski wskaźnik trudno porównywać z innymi krajami, bo ma inne parametry, w tym głównie inny skład koszyka (...) 3,7 proc. rdr to najniższy roczny wzrost cen HICP od lutego 2021 r., choć lepiej, żebyśmy się do tak niskich poziomów nie przyzwyczajali, bo wkrótce w górę do 5 proc. przywrócony zostanie VAT na żywność. To znacząco zmieni wartość wskaźnika w górę, tj. o około 0,9 pkt proc., jak przewiduje NBP" [5].

Z powyższych danych widać, że wszystkie kraje unijne borykały się w ostatnich latach ze wzrostem inflacji, która najpierw wynikała z pandemii Covid-19 a później dramatycznie wzrosła ze względu na cenowy szok energetyczny po rozpoczęciu przez W. Putina pełnoskalowej wojny z Ukrainą. Z wykresu odczytać można, że na na luty 2024 średnia unijna inflacja wynosiła 2,8% a inflacja w Polsce była tylko trochę wyższa i wynosiła 3,7%. Jeszcze w grudniu 2023 roku byliśmy blisko podium inflacyjnego a w lutym 2024 roku już w sześciu krajach unijnych ceny rosły szybciej. Świadczy to tylko o tym, że długookresowo (strategicznie) polityka walki z inflacją prowadzona przez NBP była prawidłowa i przy spadku inflacji uniknęliśmy radykalnego wzrostu bezrobocia i relatywnie dużej recesji. 

No i na koniec znów powtórzę zalety z posiadania własnej waluty. 

O zaletach i wadach posiadania przez państwo własnej waluty napisano dziesiątki artykułów, odbyto wiele konferencji naukowych, uczy się też o tym na uczelniach czy kierunkach ekonomicznych. Skupiając się na pozytywach posiadania własnej waluty to ogólnie całość dyskusji na ten temat można sprowadzić do kilku podstawowych konstatacji, które stanowią clou korzyści z posiadania własnej waluty [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16]. Wskazując zaś pozytywy łatwo zidentyfikować - jako przeciwstawne - wady z braku posiadania krajowej waluty i wprowadzenia w to miejsce np. Euro.

Po pierwsze. 

Posiadanie własnej waluty jest warunkiem niezależnej państwowości, atrybutem suwerenności. W dzisiejszym świecie suwerenność państwa jest w wielu aspektach ograniczana przez różnego typu uwarunkowania międzynarodowe, w tym unijne, bo do tej UE jednak weszliśmy. Na szczęście są takie obszary, w których nasz kraj wciąż zachowuje swoją suwerenność. Takim obszarem jest polityka pieniężna. Jest to bardzo ważny atut Polski. Z prawem do prowadzenia własnej polityki pieniężnej wiąże się prawo do posiadania własnej waluty narodowej. Co prawda przystępując do UE daliśmy możliwość rezygnacji dla niej z własnej waluty, ale nie został określony żaden termin, kiedy tego dokonamy. I dobrze, bo to możemy przeciągać w nieskończoność a dzisiejszy szef NBP podkreśla, że Polski na razie nie stać na przyjęcie feralnego dla krajów Południa Europy Euro. I oby nas nie było stać do czasu, kiedy ta wspólna europejska waluta upadnie, a tego jestem pewien. 

Po drugie. 

Własna waluta jest narzędziem zarządzania gospodarką. Manipulując w sensie pozytywnym stopami procentowymi czy też kursem walut oraz kosztami transakcyjnymi istnieje możliwość wpływania na stan i rozwój gospodarki. I jest to wielki atut. Jak wskazują dane od początku funkcjonowania strefy euro kraje dojrzałe posiadające własne waluty narodowe osiągają szybsze tempo rozwoju gospodarczego niż strefa euro ogółem. Co więcej, na poziomie społecznym, czyli odnoszącym się do uwarunkowań na rynku pracy, sytuacja krajów dojrzałych posiadających własne waluty narodowe jest także korzystniejsza. Kraje te charakteryzują się niższym poziomem stopy bezrobocia niż strefa euro. Dotychczasowe doświadczenie pokazuje więc, że możliwe jest osiągnięcie sukcesu gospodarczego, doprowadzenie do szybkiego poziomu wzrostu gospodarczego i dobrej sytuacji na rynku pracy bez likwidacji waluty narodowej. Także wiele krajów o nieco niższym poziomie wzrostu gospodarczego albo nawet krajów jeszcze biedniejszych zachowało swoją walutę narodową i własny bank centralny prowadzący krajową politykę pieniężną. Warto zauważyć, że spośród krajów UE własne waluty zachowały: Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Dania, Polska, Rumunia, Szwecja i Węgry. Do tego grona jeszcze niedawno należała również Wielka Brytania, ale po Brexicie jest już traktowana jako kraj poza Unią. I jak na razie nie widać chęci tych krajów do przyjmowania wspólnej waluty. 

Po trzecie i chyba najważniejsze. 

Własna waluta jest niezbędna w okresach kryzysów i przeciwdziałania im. Stanowi najważniejszy element ochrony własnej gospodarki przed kryzysem. Kiedy gospodarka kraju słabnie, spada popyt wewnętrzny, obywatele mają mniej pieniędzy i mniej kupują, rząd mniej wydaje na inwestycje, wówczas jedyną nadzieją pozostaje trzeci składnik PKB – eksport. W czasach kryzysu waluta krajowa słabnie, rosną kursy walut zagranicznych, co powoduje iż ceny naszych produktów są dla zagranicznych kontrahentów bardziej atrakcyjne. Wówczas jest szansa, że eksport się zwiększy i nadrobi ubytek w części popytu wewnętrznego czy inwestycji rządowych. Dzięki temu bezrobocie ma szansę przestać rosnąć, wpływy do budżetu spadać, gospodarka przestanie się kurczyć. Łatwiej będzie wyjść z kryzysu. Powtarzam: doświadczenie różnych krajów pokazuje, że w sytuacjach osłabienia koniunktury gospodarczej kurs waluty narodowej zazwyczaj się osłabia. Dzięki temu rośnie rentowność eksportu oraz poprawia się opłacalność krajowej turystyki. Pozwala to łatwiej wyjść z okresów stagnacji bądź wręcz recesji. Takich możliwości nie ma, gdy nie ma się własnej waluty i jest się uzależnionym np. od decyzji EBC (Europejskiego Banku Centralnego), który dba dziś tylko o interes Francji i Niemic (ewentualnie Holandii). Posiadanie własnej waluty umożliwia też płynną, dokonywaną przez bank centralny regulację kursu waluty poprzez tzw. interwencje na rynku walutowym, czyli aprecjację lub deprecjację (dewaluację) własnej waluty. Jeśli więc kurs jest za wysoki i tworzy w ten sposób warunki niesprzyjające rozwojowi gospodarczemu, to można go próbować obniżyć poprzez taką interwencję. Ta operacja działa także w drugą stronę. "Nazywa się to wojną walutową. Wtedy gospodarka kraju, który zdewaluował własną walutę jest bardziej konkurencyjna w stosunku do gospodarek sąsiadów. Produkuje taniej. Czy to się sąsiadom może nie podobać? Może. Często się nie podoba. Ba, nawet zawsze. Czy u progu idei powstania wspólnej waluty, nie było przypadkiem pozbawienie gospodarczych konkurentów tego właśnie narzędzia stymulowania własnej gospodarki? Pytanie, moim zdaniem, retoryczne" [17]. Ponadto jest możliwe swobodne regulowanie/ustalanie stopy procentowej, która decyduje o dostępności pieniądza na rynku (oprocentowania kredytów), czyli jego podaży. To też jest bardzo ważny atrybut, gdy gospodarka zaczyna stopniowo popadać w kryzys. Można to zobaczyć na przykładzie obecnego kryzysu koronawirusowego, kiedy to NBP obniżał stopy procentowe, aby polscy przedsiębiorcy mogli (mogą) uzyskiwać tańszy pieniądz a tym samym jakoś uchronić się przed bankructwem. 

Reasumując

Bez własnej waluty Polska byłaby bezbronna w razie dużych kryzysów i nie mogłaby się rozwijać w takim tempie jak do niedawna, czyli przed koronakryzysem i trwającą wojnę na Ukrainie. Bylibyśmy zdani - z walutą Euro - na łaskę EBC a tym samym moglibyśmy tylko liczyć na jałmużnę od bogatszych od nas krajów, które chcemy dogonić gospodarczo. Bez złotego ta pogoń nigdy się nie uda, bo wielkim krajom w postaci Niemic. Holandii czy Francji nie zależy, żeby nasza gospodarka dynamicznie się rozwijała i była konkurencyjna w stosunku do nich. Już to przerobiły kraje Południa Europy, gdzie ich konkurencyjność po przyjęciu Euro drastycznie spadła i musiały się po prostu zadłużać ponad miarę. Na walucie Euro najbardziej zyskały Niemcy i Holandia.  Po wprowadzeniu wspólnej waluty Niemcy stały się „Chinami Europy” odnotowując z roku na rok znaczną nadwyżkę w bilansie handlowym z innymi państwami unii walutowej. A pomyśleć, że D. Tusk deklarował, iż Polska może przyjąć Euro nawet w 2012 roku... Ale co mógł wówczas deklarować człowiek całkowicie wspierający niemiecką politykę i gospodarkę?

Tak na zakończenie jeszcze jeden atut posiadania własnej waluty. Mając ją własną Polska jest względnie bezpieczna i nie podzieli losu Grecji sprzed lat . Oczywiście, atak spekulacyjny na polski dług jest możliwy, ale mało prawdopodobny. Co wtedy może zrobić kraj, odcięty od źródeł zewnętrznego finansowania? W ostateczności uruchomić drukarki banku centralnego. NBP mógłby, po drobnej przeróbce ustawy o NBP, skupować polski dług obniżając jego rentowność. Tak jak robi to FED oraz Bank of Japan. Oczywiście wszystko we właściwych proporcjach i przy właściwym ukierunkowaniu strumieni pieniądza w gospodarce.

P.S. 

Prezesowi NBP zarzuca się też bezpodstawne dodrukowywanie polskiej złotówki, czyli zbyt dużą jej podaż na rynku, ponoć nielegalne działania w obszarze "operacji wolnego rynku", zbytnie zadłużenie państwa oraz tzw. "upolitycznienie NBP". 

Moim zdaniem te zarzuty są bezpodstawne i krzywdzące. Przeszliśmy "suchą stopą" koronakryzys dzięki różnym "rządowym tarczom antykryzysywym" i stabilizowaniu rynku przez NBP. Jak na razie nawet wojna na Ukrainie nie zachwiała polskiego systemu gospodarczo-finansowego a rezerwy walutowe cały czas rosną. 

Atak na prof. A. Glapińskiego jest kolejną "hucpą" antypolskiego obecnego rządu i to musi w końcu do nas dotrzeć!!!

* Astana jest piękną stolicą budowaną od podstaw od roku 1990. Przez wielu jest uważana za jedną ze stolic lub wręcz stolicę Iluminatów i Masonów: https://forsal.pl/galeria/684933,astana-zobacz-wybudowana-za-petrodolary-stolice-kazachstanu-galeria.htmlhttps://www.youtube.com/watch?v=FpBHDJM2ap4https://www.salon24.pl/u/niewiarygodne/799479,astana
 
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

poniedziałek, 19 lutego 2024

Brońmy gotówki przed jej likwidacją!*

Własna waluta, nieskrępowany obrót gotówkowy, własność prywatna, rodzina, państwa narodowe i chrześcijańskie wartości  to nasze miecze w walce z lewackimi i globalistycznymi  dążeniami do naszego zniewolenia. Musimy robić wszystko, aby nie dopuścić do tego, by pozbawiono nas tych atrybutów, bo inaczej nie będziemy wolni, suwerenni i niepodlegli!

Przed kilkoma dniami napisałem tekst o konieczności zachowania własnej waluty, czyli polskiej złotówki [1], gdzie zawarłem m.in. takie słowa:

"Frontalny atak na polską złotówkę nastąpi wtedy, gdy "koalicja 13 grudnia" rozpocznie ostateczną  wojnę z NBP i jego prezesem prof. Adamem Glapińskim. Będzie to trudne, ale "koalicja 13 grudnia" już pokazała, że prawo i praworządność to dla niej puste słowa! Trzeba bowiem uzmysłowić sobie, iż konieczność istnienia waluty Euro jest też jednym z postulatów tych, którzy chcą stworzyć z UE jedno scentralizowane Państwo Europa ze stolicami w Berlinie i Brukseli. A niestety obecny rząd jest podnóżkiem elit unijnych i zgodzi się na wszystko, co nakaże mu Berlin, Paryż czy Bruksela z naciskiem oczywiście na Berlin". I cały czas przygotowuje się do przejęcia NBP urabiając światową finansjerę poprzez media zewnętrzne [2].

Dziś postaram się odpowiedzieć dlaczego musimy też walczyć o drugi atrybut wolności, czyli gotówkę i nie pozwolić, aby gotówka została wyeliminowana na rzecz pieniądza elektronicznego.  

1. W czasie kryzysu finansowego w Grecji władze tego kraju zdecydowały się na ograniczenie wypłat z bankomatów. Każdy klient banku mógł dziennie wybrać w gotówce maksymalnie 60 euro ze swojego rachunku (...) Grecka gospodarka przed tą decyzją należała do grupy mocno uzależnionych od płatności gotówkowych – zgodnie z danymi EBC ponad 90 proc. transakcji detalicznych opierało się na banknotach i monetach (...) Opłacanie większych zakupów kartą płatniczą stała się więc nie kwestią wygody, ale wręcz konieczności. Podpisując dekret o „bankowych wakacjach”, greckie władze zafundowały obywatelom przymusowy kurs obsługi płatności bezgotówkowych [3].

2. Pod m.in. hasłem "walki z szarą strefą" rząd w Indiach dokonał w 2016 roku największej w świecie wymiany pieniędzy. Indie z dnia na dzień usunęły z obiegu 86 proc. gotówki. Bez wcześniejszych zapowiedzi władze kraju postanowiły unieważnić banknoty o dwóch nominałach - 1000 i 500 rupii, które były najbardziej popularnymi nominałami w Indiach (...) W efekcie powstał poważny kryzys w państwie, ludzie ustawiali się w gigantycznych kolejkach, doszło do zamieszek, w których były ofiary śmiertelne. Część ludzi zostało z bezwartościową gotówką, która nie zapewniała im środków do życia [4].

3.Sukcesywna walka z gotówką trwa na wielu frontach w wielu krajach. Cyfryzacja i stopniowe odejście od gotówki postępuje m.in. w Danii, Estonii, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Singapurze czy Korei Południowej. Prym w transakcjach bezgotówkowych wiodą jednak Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Natomiast Szwecja idzie w tych zmianach najdalej. Według Królewskiego Instytutu Technologicznego w Sztokholmie, 80 proc. transakcji w Szwecji przeprowadzanych jest elektronicznie. Kraj zamierza w po 2030 r. całkowicie zrezygnować z tradycyjnego pieniądza. Jak zakładają skandynawscy analitycy, gotówka za 5-6 lat będzie wykorzystywana marginalnie [4].

4. W Polsce też planowano drastycznie ograniczyć płatności gotówkowe. Od 1 stycznia 2024 roku obrót w gotówce między przedsiębiorstwami miał zostać ograniczony do 8 tysięcy złotych z obowiązujących od 2017 roku 15 tys. zł (od stycznia 2017 roku ów limit i tak został zmniejszony z 15 tys. Euro na 15 tys. zł). Natomiast transakcje konsument-firma i konsument-konsument ograniczone zostały do 20 tys. zł. Wynikało to z założeń tzw. "Polskiego Ładu". Na szczęście w walce o gotówkę zaangażowało się wiele organizacji i wielu Polaków [5]. Przyniosło to efekt w  połowie 2023 roku w postaci rezygnacji z tych nowych  limitów i od stycznia 2024 roku obrót gotówką przez konsumentów nie jest ograniczony a dla firm wynosi owe 15. tys. zł.

5. Onegdaj firma PayPal, obsługująca przelewy bezgotówkowe, zablokowała konto chrześcijańskiej organizacji dobroczynnej "GiveSendGo", gdyż zbierano na niej fundusze na ochronę prawną uczestników protestów pod Kapitolem - poinformowała sama spółka. "GiveSendGo" reklamuje się jako pierwsza organizacja chrześcijańska tworząca zbiórki społeczne, która nie pobiera żadnej prowizji. Zamknięte zostało również konto należące do Ali Alexandra, jednego z organizatorów spotkania w Waszyngtonie (...) Już wcześniej PayPal zablokował konto należące do organizacji "Joy in Liberty" (dosłownie "Radość w Wolności"), ze względu na to, że opłaciła ona podróż części zwolenników D. Trumpa do Waszyngtonu. Nie ujawniono, czy chodzi o osoby biorące bezpośredni udział w zajściach, czy zwykłych demonstrantów. Tym samym PayPal staje się kolejnym gigantem, który rozpoczyna atak na Donalda Trumpa i jego najbliższe otoczenie. Wcześniej np. Twitter poinformował, że od piątku zawiesił ponad 70 000 kont, ze względu na "złamanie regulaminu" - w tym konto samego Trumpa. Szereg dużych amerykańskich firm, w tym AT&T Inc, American Express i Dow Inc, zapowiedziało, że odetnie finansowanie kampanii polityków republikańskich, którzy wypowiadali się o możliwych nieprawidłowościach podczas wyborów.

6. "Na podstawie ustawy Szef Krajowej Administracji Skarbowej może zlecić każdemu bankowi i SKOK-owi natychmiastowe zablokowanie rachunku przedsiębiorcy na okres 72 godzin (bez sobót i dni wolnych od pracy). Możliwe jest przedłużenie blokady na okres do trzech miesięcy. (…) Zgodnie z nową regulacją, bank lub SKOK nie może informować przedsiębiorcy o samym fakcie blokady, jej przyczynach, okresie. Informacje o blokadzie przekazuje wyłącznie Szef KAS” [6].

Przytaczam powyższe, aby uzmysłowić Szanownym Czytelnikom, co może się zdarzyć, gdy w obrocie finansowym zabraknie gotówki a nasze transakcje wykonywane będą jedynie poprzez zapisy elektroniczne. W każdej bowiem chwili możemy być zablokowani przez banki i zamknięty przez nie może być nam dostęp do naszych pieniędzy. To nie żadne czarnowidztwo, ale realna groźba. 

A powodów do zablokowania naszego dostępu do kont w niedalekiej przyszłości może być wiele. Choćby to, że np. nie zaszczepimy się podczas trwania jakiejś faktycznej czy mitycznej zarazie lub będziemy mieli za mało "punktów przydatności społecznej lub zaufania społecznego". Takie punkty już są przydzielane w Chinach a to one dziś stają się pierwszą potęgą świata [7]. 

Według chińskiej punktacji "jej wartość zawiera się w granicach od 350 do 950, a użytkownikowi przypisywana jest jedna z pięciu możliwych ocen opisowych: nie najlepsza (350–550), umiarkowana (550–600), dobra (600 650), doskonała (650–700) oraz super (700–950). Ci z najwyższą punktacją mogą liczyć na szereg udogodnień: brak konieczności pozostawiania depozytu podczas wynajmu roweru, samochodu lub mieszkania, szybsze zameldowanie w hotelu czy na lotnisku, a nawet lepszą ekspozycję na portalach randkowych. Dobry rating pomaga również w dostępie do usług publicznych. Można liczyć na szybsze załatwienie spraw wizowych czy mieć pierwszeństwo w przyjęciu do szpitala" [8]. Tak jest na razie, ale system totalnej inwigilacji obywateli chińskich jest cały czas udoskonalany i zmierza do całkowitego ubezwłasnowolnienia ludzi. 

To komunistyczne marzenie totalnego sterowania ludźmi i ich inwigilowania wreszcie dla neomarksistów spełnia się na naszych oczach i nie sądzę, żeby ten mechanizm nie podobał się lewackim światowym i neomarksistowskim elitom, choćby w UE czy obecnie w USA. Już niedługo takie punktacje mogą być wprowadzane w obrębie cywilizacji zachodniej, której upadek też dzieje się na naszych oczach. A najdoskonalszą formą nacisku na obywateli byłaby oczywiście możliwość zablokowania im dostępu do własnych pieniędzy a to może gwarantować jedynie wycofanie gotówki z obiegu. Wtedy wystarczyłby tylko przycisk "enter" i już byłoby po sprawie, czyli jeżeli ktoś miałby złą punktację "przydatności społecznej" mógłby pożegnać się z dostępem do własnych pieniędzy. Czy wobec takiej groźby obywatele postępowaliby wbrew obowiązującym lewackim standardom? Pytanie wydaje się retoryczne. 

Wobec powyższego nawet G. Orwell pisząc swój "Rok 1984" wydaje się dziś słabo przewidującym  przyszłość ludzkości. To do czego dążą dziś nemorksistowscy totalitaryści jest o wiele bardziej przerażające. Będą nami rządzić i sterować naszymi zrachowaniami wybrańcy a my będziemy niewolnikami pozbawionymi własności, rodziny, indywidualizmu. Będziemy tak postępować jak będą oni chcieli i od nas wymagali. Staniemy się bezwolnymi wykonawcami ich poleceń. A jeżeli zaczniemy się buntować to zostaniemy obywatelami ostatniej kategorii, którym nic się nie należy i którzy będą skazani na wegetację lub sami - jak w "Seksmisji" - będziemy tworzyli jakieś obozy wolnościowych  odszczepieńców.  

Wracając do gotówki. Trend na świecie jest taki, że coraz mniej transakcji wykonuje się gotówkowo. W Polsce jest to już poniżej 50%. Oczywiście dla lewackich macherów, rządów i banków to sytuacja jak najbardziej pożądana, bo gotówka to wolność a jej brak spowoduje wiele niekorzystnych dla każdego z nas następstw, do których - abstrahując już od strategicznych celów neomarskistów - możemy zaliczyć [9]: 

– 100 % kontrolowanie nas przez Państwo i przez banki, przy czym żaden indywidualny zakup nie ujdzie ich uwadze,
– brak normalnego rozporządzania swoimi pieniędzmi i np. dawania ich komuś,
– automatyczne opodatkowanie każdej transakcji, i to co do każdego grosza, a nie będzie można się już obronić przed nieograniczonymi zakusami fiskalnymi władzy,
– w razie wybuchu jakiegokolwiek kryzysu finansowego, krachu na giełdzie, czy też wojny nie będzie można już pójść do bankomatu i wyjąć swoich pieniędzy, aby je uchronić przed stratą,
– dzięki likwidacji gotówki banki będą miały monopol na „strzyżenie” nas z naszych pieniędzy na koncie,
– w przypadku załamania się systemów bankowości elektronicznej stracić możemy cały swój dorobek życia, albo przez pewien czas nie będziemy mieć do niego dostępu, 
– jeśli władza będzie osłabiała wartość pieniądza i powodowała inflację to już nie będzie można się przed tym uchronić,
– likwidacja gotówki to skrajne uprzywilejowanie jednego rodzaju przedsiębiorców (tj. banków) kosztem wszystkich innych podmiotów i przyznanie im ogromnej władzy w stosunku do każdego z nas bez jakichkolwiek nawet pozoru demokratycznego wpływu obywateli na te podmioty,
– jeśli władza spróbuje wprowadzić tzw. wariant cypryjski (przymusowy skok Państwa na pieniądze wszystkich obywateli do wysokości pewnej kwoty) to już nie będziemy mogli się przed tym uchronić wyjmując gotówkę z bankomatu, bo jej nie będzie,
– jeśli będziemy niewygodni dla władzy to nasze konta mogą być automatycznie wyzerowane.

Musimy zrobić wszystko, aby nie dopuścić do tego, aby pozbawiano nas gotówki w obiegu. 

* Jestem Państwu winien drugą część tekstu o proponowanych zmianach w systemie polskiej edukacji. Był on niemal gotowy już dwa tygodnie temu, ale niemal codziennie dowiadujmy się o nowych szczegółach demolowania polskiej szkoły, co powoduje, iż cały czas jestem zmuszony modyfikować jego treść. Ostatecznie zaś zdecydowałem się napisać tekst niejako od nowa i opublikuję go w najbliższym tygodniu. 

Mimo tego, że nie wierzę, aby coś pozytywnego to dało to zachęcam do merytorycznej opinii na temat zmian w  polskiej edukacji. Mamy czas tylko jeszcze tylko do dzisiaj, tj, do 19 kutego 2024 r. Link do opinii to: https://www.gov.pl/web/edukacja/zmiana-podstawy-programowej--zaczynamy-prekonsultacje


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 14 lutego 2024

W obronie polskiego złotego trzeba już teraz głośno krzyczeć!

Onegdaj w swoim przedwyborczym tekście pt. "Pierwsze, przerażające 100 dni D. Tuska! Zachęcam do uzupełniania listy!" napisałem m.in., że jedną  z najważniejszych decyzji D. Tuska jako powtórnego premiera Polski będzie [1]:

"Wyznaczenie daty przyjęcia przez Polskę nowej waluty niemiecko-unijnej, czyli Euro... bo po co nam waluta narodowa i centralny Narodowy Bank Polski, skoro w niemieckim Frankfurcie nad Menem jest EBC - Europejski Ban Centralny emitujący Euro!"

Jak na razie ten postulat publicznie nie został zgłoszony przez obecny rząd, ale nie ma co się łudzić, że temat ten został porzucony. Jestem bowiem pewien, iż w bardzo niedługim czasie rząd D. Tuska zacznie propagandowo "urabiać" Polaków, aby zmniejszyć ich opór przed wprowadzeniem waluty Euro w Polsce. A frontalny atak na polską złotówkę nastąpi wtedy, gdy "koalicja 13 grudnia" rozpocznie ostateczną  wojnę z NBP i jego prezesem prof. Adamem Glapińskim. Będzie to trudne, ale "koalicja 13 grudnia" już pokazała, że prawo i praworządność to dla niej puste słowa!

Trzeba sobie też uzmysłowić, iż konieczność istnienia waluty Euro jest też jednym z postulatów tych, którzy chcą stworzyć z UE jedno scentralizowane Państwo Europa ze stolicami w Berlinie i Brukseli. A niestety obecny rząd jest podnóżkiem elit unijnych i zgodzi się na wszystko, co nakaże mu Berlin, Paryż czy Bruksela z naciskiem oczywiście na Berlin. 

Dlatego też już dzisiaj musimy głośno krzyczeć i zawczasu pokazać D. Tuskowi, że jako Polacy nie zgodzimy się na utratę przez Polskę własnej waluty, bo to jest dla nas po prostu skrajnie niekorzystne, zarówno pod względem ekonomiczno-finansowo-gospodarczym, jak i społeczno-politycznym. 

O zaletach i wadach posiadania przez państwo własnej waluty napisano dziesiątki artykułów, odbyto wiele konferencji naukowych, uczy się też o tym na uczelniach czy kierunkach ekonomicznych.

Skupiając się na pozytywach posiadania własnej waluty to ogólnie całość dyskusji na ten temat można sprowadzić do kilku podstawowych konstatacji, które stanowią clou korzyści z posiadania własnej waluty [2], [3], [4], [5], [6]. Wskazując zaś pozytywy łatwo zidentyfikować - jako przeciwstawne - wady z braku posiadania krajowej waluty i wprowadzenia w to miejsce np. Euro.

I. PIENIĄDZ: RYS HISTORYCZNY I STAN OBECNY.

Historia pieniądza takiego jak dziś znamy jest bardzo długa i sięga czasów Fenicjan ok. 1000 r. p.n.e.

Jednak handel w Europie kwitł już w neolicie i bardzo długo była to wymiana "towar za towar" (barterowa) a u schyłku tej wymiany pojawiły się pieniądze towarowe i tzw. płacidła, czyli wybrane towary pełniące funkcję środka płatniczego (np. bydło w regionie śródziemnomorskim, konie na stepach Euroazji, zboże na Bliskim Wschodzie, herbata w Azji Południowo-Wschodniej, ziarna kakaowca w Ameryce Środkowej, sól) czy też przedmioty, które jedynie symbolizowały wartość i pozwalały ludziom oszczędzać lub kupić dowolny towar (np. muszle w Chinach, Indiach, Japonii, Afryce, Azji i Oceanii, kamienne toporki w Nowej Gwinei i Europie Środkowej, krążki marmuru na Nowych Hybrydach, agaty na Borneo czy nefryty w Chinach). 

Później pojawił się pieniądz kruszcowy, gdzie za określone towary płacono metalami o akceptowanej powszechnie wartości, które bito m.in z żelaza, brązu czy miedzi, by ostatecznie wskazać, że metalami wymiany będą złoto i srebro. I właśnie monety srebrne i złote stały się miernikiem wartości wszelkich dóbr. Bite monety musiały wtedy zawierać określoną ilość srebra a przede wszystkim złota. W tym mniej więcej czasie datuje się też powstawanie nazw walut, które związane były z określonym obszarem ich bicia i uznawania takiej waluty i najczęściej dotyczyły konkretnych miast, regionów i państw. Tak powstały m.in takie waluty jak: polski złoty, czeska korona, niemiecka marka, angielski funt, rosyjski rubel, węgierski forint, etc. Na monetach często bito sylwetki władców (królów), biskupów czy symbole narodowe takie jak godła państwowe.

U dołu: polski grosz z 1539 roku (Zygmunt I Stary - miasto Gdańsk).

Źródło: archiwum wcn.pl.

Bicie cennych monet było kosztowne a do tego transakcje były niewygodne ze względu chociażby na wagę monet. Pojawił się więc pieniądz papierowy, którego pierwowzorem były kwity wydawane przez złotników a oznaczające potwierdzenie zdeponowania u nich złota. Z czasem te kwity oznaczały potwierdzenie coraz mniejszej ilości tego kruszcu przy zachowaniu określonego parytetu złota, co spowodowało rozkwit bankowości, pieniądza dłużonego oraz umożliwiło niemal nieskrępowaną kreację pieniądza przez banki. Ostatecznie zaś banknoty i monety przestały mieć oparcie w dobrach materialnych (jak np. złoto) i tak powstał powszechny dzisiaj pieniądz fiducjarny, którego źródłem  wartości jest z reguły dekretowane prawnie monopolu w wykorzystaniu go na danym obszarze jako legalnego środka płatniczego oraz na popycie generowanym przez instytucje państwowe, głównie przez pobór podatków. Wartość pieniądza fiducjarnego opiera się na zaufaniu do emitenta.

Wraz z upływem lat i postępem techniczno-technologicznym pojawiły się: pieniądz bezgotówkowy i elektroniczny. Wyrażają je czeki, weksle, rachunki bankowe i przelewy bankowe oraz karty magnetyczne (karty kredytowe i obciążeniowe są połączone z kontem, z którego jest pokrywane zadłużenie z karty; karty debetowe to karty, z których wypłaty są ograniczone do stanu rachunku). Regulowanie płatności finansowych za pomocą kart magnetycznych może następować wprost z domu, owymi kartami możemy płacić w sklepach, stacjach paliw, a także za pomocą bankomatów możemy wypłacać gotówkę z naszego konta bankowego.

Funkcjonowanie pieniądza fiducjarnego jest jednak uzależnione od systemu bankowego. Płatności elektroniczne nie zawsze funkcjonują, mogą być zablokowane. Przelewy międzybankowe trwają od kilku godzin do kilku dni, podlegają kosztom transakcyjnym (szczególnie przelewy międzynarodowe), kontroli organów państwa. Pieniądz papierowy podlega inflacji, a więc nie jest dobrym środkiem dla tezauryzacji (przechowywania wartości), ponieważ może być dodrukowany przez państwo. W celu wyeliminowania tych wad walut tradycyjnych wynaleziono w 2009 roku pierwszą kryptowalutę Bitcoin, a wkrótce potem kolejne kryptowaluty. Bitcoin jest dobrem rzadkim (nie powstanie nigdy więcej niż 21 milionów jednostek waluty) oraz bardzo szybkim i łatwym do przesłania (transfer możliwy nawet w ciągu 10 minut). Obecnie ta waluta staje się legalnym środkiem płatniczym w wielu  krajach.

Obok całego historycznego rozwoju pieniądza od dawna też formułowane są mrzonki o jednej walucie światowej, która stałaby się walutą międzynarodową wypierając tym samym złoto i dolara amerykańskiego jako waluty światowej.  Pomysły te są szczególnie forsowane przez elity globalistyczne, które chcą zarządzać światem w ramach Jednego Rządu Światowego (NWO). W latach 40. XX wieku brytyjski ekonomista John Maynard Keynes zachęcał do utworzenia światowego banku centralnego, którego zadaniem byłoby m.in. wypuszczenie jednostki monetarnej o nazwie "bancor". Także administracja prezydenta USA Franklina Roosevelta optowała za jedną walutą, tyle że o nazwie "unitas". Później próbowano stworzyć komunistyczną walutę o nazwie "rubel transferowy", ale od początku ta waluta nie spełniała żadnej funkcji pieniądza międzynarodowego i upadła wraz z rozpadem ZSRR. Dnia 1 stycznia 2002 roku w formie gotówkowej wprowadzono zaś nową walutę Euro w większości krajów UE i części państw będących poza UE. Walutę Euro można uznać jako pierwszą i dla niektórych udaną próbę wprowadzenia wspólnej waluty, która obowiązuje w różnych krajach i stanowi w nich oficjalny środek płatniczy. Niemniej utworzenie jednej waluty światowej cały czas jest forsowane, czego dowodem była propozycja wysunięta w 2009 roku przez prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa, który w swojej stolicy Astanie* stwierdził: "Stworzenie światowej waluty powinno znaleźć się na porządku dziennym wszystkich ważniejszych organów politycznych i gospodarczych, szczytów i spotkań, w tym G8 i G20". Propozycję Nazarbajewa poparł m.in. Ronbert Mundell, który w 1999 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii za opracowanie systemu teoretycznego stanowiącego fundament wprowadzenia Euro.

II. KONIECZNOŚĆ POSIADANIA WŁASNEJ WALUTY. POWODY? [7], [8], [9], [10], [11], [12]

Po pierwsze. 

Posiadanie własnej waluty jest warunkiem niezależnej państwowości, atrybutem suwerenności. W dzisiejszym świecie suwerenność państwa jest w wielu aspektach ograniczana przez różnego typu uwarunkowania międzynarodowe, w tym unijne, bo do tej UE jednak weszliśmy. Na szczęście są takie obszary, w których nasz kraj wciąż zachowuje swoją suwerenność. Takim obszarem jest polityka pieniężna. Jest to bardzo ważny atut Polski. Z prawem do prowadzenia własnej polityki pieniężnej wiąże się prawo do posiadania własnej waluty narodowej. Co prawda przystępując do UE daliśmy możliwość rezygnacji dla niej z własnej waluty, ale nie został określony żaden termin, kiedy tego dokonamy. I dobrze, bo to możemy przeciągać w nieskończoność a dzisiejszy szef NBP podkreśla, że Polski na razie nie stać na przyjęcie feralnego dla krajów Południa Europy Euro. I oby nas nie było stać do czasu, kiedy ta wspólna europejska waluta upadnie, a tego jestem pewien. 

Po drugie. 

Własna waluta jest narzędziem zarządzania gospodarką. Manipulując w sensie pozytywnym stopami procentowymi czy też kursem walut oraz kosztami transakcyjnymi istnieje możliwość wpływania na stan i rozwój gospodarki. I jest to wielki atut. Jak wskazują dane od początku funkcjonowania strefy euro kraje dojrzałe posiadające własne waluty narodowe osiągają szybsze tempo rozwoju gospodarczego niż strefa euro ogółem. Co więcej, na poziomie społecznym, czyli odnoszącym się do uwarunkowań na rynku pracy, sytuacja krajów dojrzałych posiadających własne waluty narodowe jest także korzystniejsza. Kraje te charakteryzują się niższym poziomem stopy bezrobocia niż strefa euro. Dotychczasowe doświadczenie pokazuje więc, że możliwe jest osiągnięcie sukcesu gospodarczego, doprowadzenie do szybkiego poziomu wzrostu gospodarczego i dobrej sytuacji na rynku pracy bez likwidacji waluty narodowej. Także wiele krajów o nieco niższym poziomie wzrostu gospodarczego albo nawet krajów jeszcze biedniejszych zachowało swoją walutę narodową i własny bank centralny prowadzący krajową politykę pieniężną. Warto zauważyć, że spośród krajów UE własne waluty zachowały: Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Dania, Polska, Rumunia, Szwecja i Węgry. Do tego grona jeszcze niedawno należała również Wielka Brytania, ale po Brexicie jest już traktowana jako kraj poza Unią. I jak na razie nie widać chęci tych krajów do przyjmowania wspólnej waluty. 

Po trzecie i chyba najważniejsze. 

Własna waluta jest niezbędna w okresach kryzysów i przeciwdziałania im. Stanowi najważniejszy element ochrony własnej gospodarki przed kryzysem. Kiedy gospodarka kraju słabnie, spada popyt wewnętrzny, obywatele mają mniej pieniędzy i mniej kupują, rząd mniej wydaje na inwestycje, wówczas jedyną nadzieją pozostaje trzeci składnik PKB – eksport. W czasach kryzysu waluta krajowa słabnie, rosną kursy walut zagranicznych, co powoduje iż ceny naszych produktów są dla zagranicznych kontrahentów bardziej atrakcyjne. Wówczas jest szansa, że eksport się zwiększy i nadrobi ubytek w części popytu wewnętrznego czy inwestycji rządowych. Dzięki temu bezrobocie ma szansę przestać rosnąć, wpływy do budżetu spadać, gospodarka przestanie się kurczyć. Łatwiej będzie wyjść z kryzysu. Powtarzam: doświadczenie różnych krajów pokazuje, że w sytuacjach osłabienia koniunktury gospodarczej kurs waluty narodowej zazwyczaj się osłabia. Dzięki temu rośnie rentowność eksportu oraz poprawia się opłacalność krajowej turystyki. Pozwala to łatwiej wyjść z okresów stagnacji bądź wręcz recesji. Takich możliwości nie ma, gdy nie ma się własnej waluty i jest się uzależnionym np. od decyzji EBC (Europejskiego Banku Centralnego), który dba dziś tylko o interes Francji i Niemic (ewentualnie Holandii). Posiadanie własnej waluty umożliwia też płynną, dokonywaną przez bank centralny regulację kursu waluty poprzez tzw. interwencje na rynku walutowym, czyli aprecjację lub deprecjację (dewaluację) własnej waluty. Jeśli więc kurs jest za wysoki i tworzy w ten sposób warunki niesprzyjające rozwojowi gospodarczemu, to można go próbować obniżyć poprzez taką interwencję. Ta operacja działa także w drugą stronę. "Nazywa się to wojną walutową. Wtedy gospodarka kraju, który zdewaluował własną walutę jest bardziej konkurencyjna w stosunku do gospodarek sąsiadów. Produkuje taniej. Czy to się sąsiadom może nie podobać? Może. Często się nie podoba. Ba, nawet zawsze. Czy u progu idei powstania wspólnej waluty, nie było przypadkiem pozbawienie gospodarczych konkurentów tego właśnie narzędzia stymulowania własnej gospodarki? Pytanie, moim zdaniem, retoryczne" [4]. Ponadto jest możliwe swobodne regulowanie/ustalanie stopy procentowej, która decyduje o dostępności pieniądza na rynku (oprocentowania kredytów), czyli jego podaży. To też jest bardzo ważny atrybut, gdy gospodarka zaczyna stopniowo popadać w kryzys. Można to zobaczyć na przykładzie obecnego kryzysu koronawirusowego, kiedy to NBP obniżał stopy procentowe, aby polscy przedsiębiorcy mogli (mogą) uzyskiwać tańszy pieniądz a tym samym jakoś uchronić się przed bankructwem. 

PODSUMOWANIE

Bez własnej waluty Polska byłaby bezbronna w razie dużych kryzysów i nie mogłaby się rozwijać w takim tempie jak do niedawna, czyli przed koronakryzysem i trwającą wojnę na Ukrainie. Bylibyśmy zdani - z walutą Euro - na łaskę EBC a tym samym moglibyśmy tylko liczyć na jałmużnę od bogatszych od nas krajów, które chcemy dogonić gospodarczo. Bez złotego ta pogoń nigdy się nie uda, bo wielkim krajom w postaci Niemic czy Francji nie zależy, żeby nasza gospodarka dynamicznie się rozwijała i była konkurencyjna w stosunku do nich. Już to przerobiły kraje Południa Europy, gdzie ich konkurencyjność po przyjęciu Euro drastycznie spadła i musiały się po prostu zadłużać ponad miarę. Na walucie Euro najbardziej zyskały Niemcy.  Po wprowadzeniu wspólnej waluty Niemcy stały się „Chinami Europy” odnotowując z roku na rok znaczną nadwyżkę w bilansie handlowym z innymi państwami unii walutowej. A pomyśleć, że D. Tusk deklarował, iż Polska może przyjąć Euro nawet w 2012 roku... Ale co mógł wówczas deklarować człowiek całkowicie wspierający niemiecką politykę i gospodarkę?

Tak na zakończenie jeszcze jeden atut posiadania własnej waluty. Mając ją własną Polska jest względnie bezpieczna i nie podzieli losu Grecji sprzed lat . Oczywiście, atak spekulacyjny na polski dług jest możliwy, ale mało prawdopodobny. Co wtedy może zrobić kraj, odcięty od źródeł zewnętrznego finansowania? W ostateczności uruchomić drukarki banku centralnego. NBP mógłby, po drobnej przeróbce ustawy o NBP, skupować polski dług obniżając jego rentowność. Tak jak robi to FED oraz Bank of Japan. Oczywiście wszystko we właściwych proporcjach i przy właściwym ukierunkowaniu strumieni pieniądza w gospodarce.

* Astana jest piękną stolicą budowaną od podstaw od roku 1990. Przez wielu jest uważana za jedną ze stolic lub wręcz stolicę Iluminatów i Masonów: https://forsal.pl/galeria/684933,astana-zobacz-wybudowana-za-petrodolary-stolice-kazachstanu-galeria.htmlhttps://www.youtube.com/watch?v=FpBHDJM2ap4https://www.salon24.pl/u/niewiarygodne/799479,astana
 
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog