Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Traktat Lizboński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Traktat Lizboński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

Polski już nie ma!

Ostatnio miałem czas na wiele przemyśleń i ocenę naszej rzeczywistości społeczno-politycznej niejako z lotu ptaka i... doszedłem do bardzo smutnych refleksji wynikających ze zrozumienia tak naprawdę ogromu zmian, jakie dokonały się w globalnym świecie, w tym Europie. Zrozumiałem, że już teraz wszystko powoli bedzie zmierzało do innych rozwiązań, zrozumiałem że już teraz nie nie jestem traktowany jako Polak ale Europejczyk z unioeuropejskiego regionu zwanego Polską! Póżniej być może będzie to region europejski w strukturach globalnej jednej władzy światowej.

Powyższe konstatacje doprowadziły mnie do następującej konkluzji...

OTÓŻ W POLSCE NIE POTRZEBUJEMY JUŻ WŁADZY USTAWODAWCZEJ CZYLI PARLMENTU A TAKŻE URZĘDU PREZYDENTA RP. NIE POTRZEBUJEMY TEŻ DOTYCHCZAS STNIEJĄCYCH PARTII POLITYCZNYCH ANI TEŻ WYBORÓW PARLAMENTARNYCH I PREZDENCKICH. 

Bo tak naprawdę w sumie wszystkie partie są już w Polsce nieistotne. Zgadzając się gremialnie i stadnie na Traktat Lizboński i uczestnictwo w projekcie zwanym UE partie te dokonały same wyboru całkowitej swojej marginalizacji w sensie prawnie istotnego wpływu na Polaków i na nasz kraj. Logicznie więc obecne patie nie mają żadnego wpływu na obecny i przyszły los Polaków. A tym samym wybory do polskiego parlamentu czy też na Prezydenta nie mają juz zadnego znaczenia bowiem de facto Polski Parlment zatracił cel swojego istnienia: stanowienie prawa a polski Prezydent w świetle Prezydenta Europy zaracił jakikolwiek sens swojego bytu. W przyszłości tak naprawdę jedynymi wyborami lokalnie istotnymi dla obywateli bedą wybory samorządowe i to raczej w wyborach do regionów niż w ramach dotychczasowych województw. W sensie wybrów do gremium ustawodaczego będą zaś liczyc się tylko wybory na poszczególne globalne partie polityczne jak na ten przykład te funkcjonujace już w Parlamencie Europejskim. Być może faktycznie wystarczy w Polsce jakieś mało liczne gremium stanowiące prawa o charakterze lokalnym (coś na kształt 100 osobowego Senatu Samorzadowego). Państwo Polskie przestało już istniec więc po co nam rząd i parlament stanowiacy prawo krajowe, którego de facto już sam nie stanowi?

Także los całej naszej postokrągłowej klasy politycznej jest przesądzony a jej członkowie, zdając sobie z tego sprawę, muszą mieć jeszcze czas na wyciągnięcie resztek możliwych "profitów" wynikających z władzy oraz odpowiednie "ustawienie" się w nowej rzeczywistości (wybór partii lub instytucji globalnych). Władze rządowe natomiast muszą mieć jeszcze czas na całkowitą wyprzedaż naszego kraju!

Cała nasza klasa polityczna (nie licząc marginalnych ugrupowań o różnym chaakterze) z ochotą uczestniczy w zbiorowm oszukiwaniu Polaków i przedłużaniu czasu trwania prowizorycznej budowli zwanej naszą sceną polityczną. Polska polityka jest jednym teatrem, w którym od 24 lat graja ci sami aktorzy tylko przedstawienia sie zmieniają. I Ci aktorzy zrobią wszystko żeby ten teatr trwał do czasu zakładanego przez Unię Europejską jego końca i broń Boże żeby ludzie nie zaczęli zauważać też innych aktorów i innych teatrów a tym samym nie wyeliminowali ze sceny politycznej przed momentem jej całkowitej Europeizacji i stworzenia z Europy Konfederacji Regionów a nie Ojczyzn.

Z takiej perspektywy więc można łatwo wtłumaczyć oczywistość kierunków działań polityków reprezentujących wszystkie partie polityczne, którzy na dziś i dla gawiedzi nawet starają być wobec siebie coraz bardziej antagnistyczni (ale tak naprawdę w nieisotnych kwestiach). Wszystkie partie przecież - niczym prowadzone na rzeź bydło - parły w stronę Unii Europejskiej i w sumie promowały zapisy traktatowe (TL) niwelujące faktyczną niepodległość i suwerenność Polski. Nie było żadnej merytorycznej dyskusji w sprawie TL bo... być nie mogło. W jej wyniku bowiem trzeba by było Polakom jasno i otwarcie powiedzieć, że Traktat Lizboński uśmierci Polskę jako niepodległe i suwerenne państwo. I gdyby do naszej świadomości dotarł ten fakt, to pewnie mógłby przyczynić się do rewolucji na naszej scenie politycznej (pewnie i tak w konsekwencji spacyfikowanej jak w przypadku irlandzkiego NIE). Z tego też względu nie przeprowadzono również referendum, bo byłaby kampania, w której trzeba by wyłożyć ten tragiczny w swojej wymowie fakt: Polska przez wieki walcząc o swoją państwowość teraz oddaje ją dobrowolnie i bez żadnego oporu.

Nie należy się też dziwić, że tak szybko i delikatnie wszyscy przeszli do porządku dziennego nad tym traktatem i w dalszym ciągu nie mówi się o nim dosłownie nic, temat nie funkcjonuje w polskiej dyskusji politycznej. A przecież to jego zapisy oddały naszą niepodległość i suwerenność państwową.

Reasumując zrobiło mi się tak trochę smutno...

Może jednak jest jeszcze szansa na odwrócenie tego toczącego się walca, niszczacego narodowość i państwowość? Wątpię w nią coraz bardziej, chociaż historia upadku sztucznych tworów takich jak Cesarstwo Rzymskie, ZSRR czy III Rzesza, daje mi jej trochę więcej.

Pozdraiwam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 3 grudnia 2009

HISTORYCZNA RZEWNOŚĆ WSPOMNIEŃ O NASZEJ NIEPODLEGŁOŚCI...

Witam


Od kilku dni obowiązuje Konstytucja Europejska zwana dla niepoznaki Traktatem Lizbońskim. Unia Europejska literalnie prawnie stała se państwem federacyjnym z marionetkowym Prezydentem i równie egzotyczną na arenie międzynarodowej Minister Spraw Zagranicznych. Informacja o tym przeszła nawet niezbyt eksponowana zważywszy tak długi okres przygotowań, kontrowersji i zawirowań referendalno-konstytucyjnych.

I co? Czy sposób funkcjonowania Polski i innych krajów Unii się zmienił? Czy mieszkańcy tych krajów utracili swą suwerenność lub niepodległość?

Otóż WCALE NIE! Bo takowe powoli i systematycznie traciły od momentu przekształcenia EWG w twór najpierw quasi-państwowy a teraz już z definicji prawnej ściśle już państwowy, ale powiedzmy że wielce eksperymentalny i pionierski. Traciły w sposób płynny a najważniejszym elementem tej utraty było powolne oddawanie podstawowego atrybutu państwowej niezależności i suwerenności jaką jest możliwość stanowienia własnych praw obowiazujących nadrzędnie na terenie danego kraju!

Do teraz jeszcze strażnikiem tych resztek suwerenności były konstytytucje nardowe jako akty normatywne zakreślające granice wpływu prawa unijnego na prawo danego państwa. Z dniem wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego de facto mamy do czynienia z sytuacją, w której dotychczasowe zapisy w konstytucjach narodowych możemy traktować jako niebyłe, już historyczne.

NASZA KONSTYUCJA (podobnie jak i innch państw członkowskich) STAŁA SIĘ MARTWYM AKTEM PRAWNYM!

Zauważmy! TAK NAPRAWDĘ OD KILKU DNI W POLSCE NIE OBOWIĄZUJĄ JUŻ ZAPISY KONSTYTUCYJNE ZAWARTE W NASZEYM WŁASNYM DOTYCHCZAS NAJWYŻSZYM AKCIE PRAWNYM A PRZEPISY ZAWARTE W TRAKACIE LIZBOŃSKIM! CZYLI PRZESTALIŚMY BYĆ NIEPODLEGŁYM I SUWERENNYM PAŃSTWEM!

I nie dziwmy się Premierowi Tuskowi, który mówi, że wcale TL nie musi być opublikowany w Dziennu Ustaw by obowiazywał w Polsce! Przecież nasza Konstytucja jest zapisem w swietle prawa międzynarodowego obecnie już aktem prawnym niższego rzędu by nie powiedzieć, że martwym (nietrudno wobrazić sobie np. wyrok zaskarżenia sposobu wejścia TL w Polsce wydany przez Europejski Trybunała Sprawiedliwości -sic!-).

Aż dziw, że w Polsce, tak przwiązanej do tradycji własnej państwowości i przez dzisiątki lat jej pozbawianej, fakt ten nie wzbudził jakichś emocjonalnych dyskusji i oporów. Medialne głosy o jej końcu (w dotychczasowym rozumieniu tego pojęcia) były raczej marginalizowane lub przedstawiane wprost humorystycznie (pokazanie kilkuosobowego happeningu JKM palącego flagę Unii Europejskiej oraz wygłaszającego marginalne i karykaturalne jakieś apele o utracie suwerenności). Nawet na forach głosy krytyki Traktatu były w sumie nieliczne i niewzbudzające wielkich emocji (chociażby dość dobry wczorajszy post na Salonie niejakiego xsiora: http://xsior.salon24.pl/141961,namiestnik-czy-prezydent).

Parafrazując własną odpowiedź udzieloną autorowi pod jego postem mogę powiedzieć, że rzeczywiście Logicznym na pewno jest taki oczywisty fakt - Traktat Lizboński tworzacy z Unii Europejskiej pańswo federacyjne drastycznie ogranicza występowanie dotychczasowch, historycznie ukształtowanych kategorii wolnościowych zawierające się w określeniach: suwerenność i niepdległość poszczególnych państw.

Stała się rzecz wielce więc zmieniajaca funkcjonowanie świata - Powstało nowe państwo: Unia Europejska składajaca się z czegoś na miarę poszczególnych Stanów w USA lub poszczególnch Republik w dawnym ZSRR! Autor wierdzi, że jest to twór twór wielce nowatorski. Ja bym dorzucił jeszcze, że nawet pionierski w sensie abstrakcyjności pwstawania europejskich struktur niczym jak we wspomnianym ZSRR.

Mało tego!. Ograniczenie wolności i utrata przez poszczególne narody własnych państwowości obyło się po raz pierwszy bez rozlewu krwi a nawet przy społecznym poparciu ludzi zniewolonych i zmanipulowanych współczesnymi socjotechnikami, mediami i charakterem globalne informacji. Twórcom Unii Europejskiej udało sie ją stworzyć przy kosmicznie rozrośniętych biurkach administracyjnych, tworzących coś na kształt Komitetu Centralnego ZSRR do którejś tam potęgi. I nawet metodami niedemokraycznymi (zmiana nazwy kluczowego dokumentu aby ominąć konsekwencje referendów we Francji czy Holandii lub też przeprowadzaniem referendów w Irlandii do zakładanego skutku!) oraz z pominięciem praw zawartych w dotychczas obowiązujacych w państwach członkowskich najwyższych aktach prawnych (konstytucje).

Doprawdy! Hipokryzja Eurokratów sięgnęła najwyższych lotów: w imię demokracji wprowadzili niedemokratycznymi metodami ustrój federacyjny zbliżony niemalże do totalitaryzmu! Czyż nie jest to genialne! Czyż Stalin nie zaśmiewa się w grobie! Powstało wreszcie idealne beznarodowe państwo federacyjne z Centralnym Kierowaniem, Planowaniem, i Stanowieniem Praw takich samych dla wszystkich! Ba chyba nawet On nie myślał, że można tak prawnie i szczegółowo ingerować w kazde nawet najbardziej prywatne obszary funkcjonowania jednostki! Czyż Hitler nie pije "za zdrowie" ziszczonej wreszcie idei Wielkiej Rzeszy (zmodfikowanej dzisiaj o jeszcze 2, 3 najwieksze dotychczasowe państwa Europy) otoczonej miękkimi buforami świadczącymi na jej rzecz usługi i jej podporzadkowanej (te bufory to oczywiście pańswa średnie i małe, którch głos bedzie liczył się coraz mniej, systematycznie coraz mniej - vide ograniczanie prawa veta). Nie wspomnę już o grobowych konwulsjach śmiechu wydobywających się zapewne z piersi i ust G. Orwella!

I nie dziwmy się, że dla pozorów powołano na dzień dzisiejszy tak mało charyzmatycznych przywódców i z małych krajów. Dzisiaj silny Prezydent UE czy silny Minister Spraw Zagramnicznych jeszcze moliby być postrzegani przez wielu jako faktyczny zamach na własnych narodowych przywódców. Ale nie martwmy się: kolejni bedą coraz bardziej wyraziści i będą coraz więcej deprecjonowali znaczenie lokalnych wodzów ograniczając ich rolę do (co słusznie zauważył xsior) mniej wiecej roli Gubernaorów Stanowych w USA.

W tej sytuacji naprawdę lekceważenie przez D. Tuska polskiej Konstytucji czy też zaśmiewanie się z polskości świadczą jedynie o zrozumieniu przez niego sensu zmiany, która się dokonała. I w tym samym kierunku podążają jego propozycje zmian w naszej konstytucji. Nie chodzi tu wcale o konstytucje (bo przeciez tak naprawdę ona nie obowiązuje) ale o perspektywiczna likwidację Urzędu Prezydenta RP. Bo przecież będzie jeden Europejski a lokalnie to bedzie coś na kszałt obecnego Premiera czy też Kanclerza lub Gubernatora.

Tak na koniec smutne spostrzeżenie (rozszerzając myśl blogera Salonu24 - Frianta): PRL prawnie i formalnie była cały czas suwerenna i niepodległa (pomijam inne aspekty) a teraz, takową przestała być całkowicie. Prawo obowiązujące w Polsce może być w zdecydowanej większości ustalane jawnie poza jej granicami (sic!). W czasach komuny przynajmniej dbano o jakieś pozory tego, że to Polacy ustanawiają własne prawo chciaż nawet i wtedy stanowiliśy raczej jego więszkość.

Niestety dzisiaj nam Polakom ale i innym narodom europejskim (przynajmniej wsród niezlemingowanych części społeczeństw) pozostaje rzewne wspomnienie takich pojęć jak: patriotyzm, norodowość, suwerenność, niepodległość, Ojczyzna...

I tylko mam nadzieję, że jak każdy sztucznie tworzony twór federacyjny w historii (Cesarstwo Rzymskie, ZSRR, III Rzesza i inne) Unia Europejska w końcu musiałaby będzie upaść! Oby to stało się jak najprędzej! A może o tylko moje marzenia...
Pozdrawiam

sobota, 3 października 2009

TRAKTAT LIZBOŃSKI - 1:1. I CO DALEJ? III REFERENDUM!

Witam

Tak w sumie krótko i to nawet bardzo biorąc pod uwagę obszar i zakres tematu.

Dzisiaj prawdopodobnie Irlandia zagłosowała na TAK dla Traktatu Lizbońskiego. Ku uciesze wszelkich bezpaństwowców i globalistów wszelkiej maści z zabarwieniem lewicowym i konformistycznym.

No cóż. Elity bildenbergów popartych przez zmanipulowane oraz bezwolne w dobie kryzysu masy zaledwie 3 milionowej ludności Irlandii zdecydowały (lub raczej NIE) o przyszłości Europy.

Zazdroszczę Irlandczykom. I chyba zazdroszczą im - o ile mają poczucie podmiotowości - wszystkie pozostałe narodowe nacje Europejskie. Tylko Oni (Irlandczycy) mogli się wypowiedzieć na temat tego traktatu, traktatu ubezwłasnowolniającego nas wszystkich.

Na chwilę obecną zwyciężyli zwolennicy Europy bez granic i bez własnej tożsamości.

Zacieranie granic i budowę Państwa Globalnego ćwiczyli już Rzymianie (Cesarstwo Rzymskie) i Komuniści (ZSRR i Satelity) oraz Faszyści (III Rzesza). Wszyscy polegli. Polegnie też i Unia Europejska stworzona na podobnych zasadach. Bo tak naprawdę Traktat Lizboński (przecież już odrzucony wcześniej przez Holandię, Francję, Irlandię a pośrednio i Niemcy) jest na wskroś tożsamy z podstawowymi ideami totalitaryzmu: niewybieralny Prezydent, ustanawianie praw poza narodami i ich potrzebami, kreowanie norm postępowania jedynie słusznych dla zbiurokratyzowanej rzeszy bezwolnych urzędników (sławetna i wyśmiana krzywizna banana a może wkrótce np. dopuszczalny okres trwania stosunku płciowego i oczekiwana dzietność rodzin jak w Chinach), powszechny obowiązek wszystkiego... w imię CZEGO? A ponadto normy na prawie każdą dziedzinę naszego życia oraz zacierająca poczcie własnej podmiotowości dowolność zachowań i relatywizm moralno-etyczny. Według nowych norm życie homoseksualne jest normą bo jest wolnością a pedofilizm Polańskiego należy bronić bo każdy mężczyzna chce seksu z nastolatką... hmmm.... BEZWOLNE ISTOTY SĄ ZE WSZECH MIAR IDEALNE DLA TWÓRCÓW NOWEGO ŁADU EUROPEJSKIEGO!...

Niech dzisiaj Ci dziwni ludzie (antyludzkie cyborgi) się cieszą. Irlandia wybrała drogę Europy plażowego piasku, gdzie każdy jest identyczny, bez własnej kultury, wielowiekowej historii, sztuki, państwowości, terytorium. Sukces osiągnęli ludzie, którzy zawsze pragnęli własnej tożsamości a nigdy jej nie mieli. Ich zawiść kazała im się asymilować i rozwalać narodowości i państwa (nawet takie młode jak USA) od środka. No cóż....

Ale to tylko połowiczny sukces. Na razie jest tyko w Irlandii jeden do jednego. Bo przecież jeżeli można było podważyć pierwsze referendum to dlaczego nie można podważyć drugiego? Skoro jednym pierwsze referendum się nie podobało i uważali, że demokratycznym jest wymuszenie drugiego to dlaczego innym nie można dać możliwości demokratycznego podważenia obecnego? Logiczne? Chyba tak. No chyba, że standardy są inne dla różnych grup ludzi a to już jest rasizm i segregacja nieprzystająca do demokratycznych procedur.

Pomijając fakt, że wygrana w obecnym referendum wynika li tylko z kryzysu ekonomicznego (spowodowanego zresztą przez zwolenników Traktatu i nie wiem czy nie było to celowe) NAWOŁUJĘ DO TRZECIEGO REFERENDUM W IRLANDII!!!

Pozdrawiam