Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debata. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 listopada 2021

Prawda i normalność - tego boją się unijne lewackie elity!

Całkiem niedawno, bo ponad miesiąc temu premier RP Mateusz Morawiecki przemawiał w Parlamencie Europejskim podczas debaty na temat polskiej praworządności. 

Wówczas powiedział m.in., że:

"integracja europejska to dla nas wybór cywilizacyjny i strategiczny. Tu jesteśmy, tu jest nasze miejsce i nigdzie się stąd nie wybieramy (...) nie możemy milczeć, gdy Polska jest atakowana w niesprawiedliwy i stronniczy sposób (...) niedopuszczalne jest podejmowanie decyzji bez podstawy prawnej i używanie szantażu finansowego (...)  Podczas swojego wystąpienia szef polskiego rządu mówił o nierównościach społecznych, inflacji, które uderzają we wszystkich obywateli Europy, a także o zagrożeniach zewnętrznych, rosnącym długu publicznym, nielegalnej imigracji i kryzysie energetycznym zwiększającym wyzwania polityki klimatycznej, które przekładają się na niepokoje społeczne (...) wokół naszych granic jest coraz bardziej niespokojnie. Na południu napór milionów ludzi uczynił basen Morza Śródziemnego miejscem tragicznym. Na wschodzie mierzy się z agresywną polityką Rosji, która posuwa się nawet do wojen, żeby zablokować wybór europejskiej drogi wśród krajów naszego sąsiedztwa (...) dziś stoimy u progu kryzysu gazowego i energetycznego wywołanego celowo przez rosyjskie firmy. Skala tego kryzysu już w najbliższych tygodniach może wstrząsnąć Europą (...) wiele przedsiębiorstw może zbankrutować, a dziesiątki milionów ludzi kryzys gazowy może wpędzić w ubóstwo przez niekontrolowany wzrost kosztów w całej Europie (...) premier mówił również, że dziś, gdy wschodnia granica UE „jest obiektem ataku cynicznie wykorzystującego migrację z Bliskiego Wschodu, to Polska daje Europie bezpieczeństwo, stanowiąc wraz z Litwą i Łotwą zaporę, która chroni tę granicę”. Morawiecki podziękował służbom polskim, litewskim i łotewskim i wszystkim państwom południa Europy za trud i profesjonalizm w ochronie granic Unii (...) Premier podkreślił podczas debaty w PE, że gdy dziś w państwach, „które zakładały wspólnotę, poziom zaufania do Unii spadł do historycznie niskich poziomów  jak np. 36 proc. we Francji, w Polsce to zaufanie do Europy utrzymuje się na najwyższym poziomie (...) Mój rząd, większość parlamentarna, która za tym rządem stoi, jest częścią tej proeuropejskiej większości w Polsce. Nie oznacza to, że Polacy nie przeżywają dziś wątpliwości i niepokojów o kierunek zmian w Europie. Ten niepokój jest widoczny i niestety uzasadniony (...) niedopuszczalne jest rozszerzenie kompetencji, działanie metodą faktów dokonanych – mówił. – Niedopuszczalne jest narzucanie innym swojej decyzji bez podstawy prawnej. Tym bardziej niedopuszczalne jest używanie do tego celu języka szantażu finansowego, mówienie o karach, czy używanie jeszcze dalej idących słów wobec niektórych państw członkowskich (...) odrzucam język gróźb, pogróżek i wymuszeń. Nie zgadzam się na to, by politycy szantażowali i straszyli Polskę. By szantaż stał się metodą uprawiania polityki, wobec któregoś z państw członkowskich. Tak nie postępują demokracje. Jesteśmy dumnym krajem, Polska jest jednym z państw o najdłuższej historii państwowości i rozwoju demokracji [1]". 

Abstrahując od tego, czy w pełni, czy tylko częściowo zgadzam się ze stwierdzeniami premiera, to na pewno owe przemówienie musiało bardzo zezłościć lewackie, unijne elity, które opanowały Parlament Europejski i uważają się za ostateczną ideologiczną wyrocznię wszelkich europejskich poglądów. Nie tylko bowiem M. Morawiecki w większości oznajmiał oczywistą i logiczną prawdę, to jeszcze "śmiał" kategorycznie przeciwstawić się  obecnemu kierunkowi rozwoju UE, czyli dążenia jej do stworzenia jednego, scentralizowanego europejskiego Superpaństwa, które ja chyba jako pierwszy od dawna nazywam ZSRE (Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich).  

Te niby europejskie elity uzurpujące sobie wyłączność na prawdę nie znoszą kiedy ta ich prawda o rzeczywistości jest podważana. Nienawidzą też pokazywania normalności, która jeszcze całkiem niedawno była podwaliną chrześcijańskich norm i towarzyszyła przez wieki rozwojowi niemal wszystkich krajów europejskich. Teraz dla nich liczy się ideologia gender, LGBT+, New Age a nie rodzina i prawa naturalne oparte na Przykazaniach Bożych.

Na celowniku tychże elit stały się dwa państwa: Polska i Węgry, przy czym to nasz kraj ma kluczowe znaczenie, bo zneutralizowanie Polski będzie końcem normalnej Europy. 

Jak bardzo mocno ówczesne przemówienie M. Morawieckiego było dla lewackich elit unijnych niewygodne, to mogliśmy zauważyć w ostatnich dniach, gdzie PE odmówił polskiemu premierowi wzięcia udziału w dyskusji o Białorusi [2]. "Rzecznik prasowy PE przekazał RMF FM, że odmówiono polskiemu premierowi wystąpienia ze wzgląd na to, że „w tego rodzaju debacie wszystkie kraje są już reprezentowane przez półroczną prezydencję Rady UE”. W tym wypadku chodzi o ministra Słowenii, który zabierze głos na początku debaty" [2]

Odmówienie zatem obecności naszego premiera, który - jako, że to przecież my aktualnie bronimy polskiej i unijnej granicy - jest kuriozalne. Można tylko płakać nad tą decyzję, ale trzeba robić swoje. Stąd polski premier i tak wystąpił w PE z listem, który przeczytał na forum europoseł PiS prof. Ryszard Legutko. I dobrze, że tak się stało, bo znów unijni lewacy musieli usłyszeć mocną krytykę. 

Prof. Ryszard Legutko nawiązując do listu premiera Morawiecki powiedział m.in.:

"Premier rządu mojego kraju Mateusz Morawiecki miał tu przyjechać. Niestety nie umożliwiono mu tego, ale poprosił mnie, żebym przekazał treści, które chciał tutaj wyrazić. Czynię to tym chętniej, że one odzwierciedlają poglądy mojej grupy, wielu milionów moich rodaków, a także mieszkańców Europy. Rozpoczął Ryszard Legutko, który występował w imieniu frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR). W tej chwili kilkanaście tysięcy polskich funkcjonariuszy i żołnierzy patroluje wschodnią granicę Unii Europejskiej. Po raz pierwszy od czasów żelaznej kurtyny integralność granic Polski i krajów bałtyckich jest zagrożona. To jest długi cień neoimperialnej polityki Rosji. Od kilkunastu tygodni Łukaszenka posyła każdego dnia na granicę setki cywilów. I to nie jest wcale powtórzenie kryzysu migracyjnego z 2015 roku. Mamy do czynienia z zaplanowaną akcją prowokacyjną, której migranci są tylko narzędziami Łukaszenki, a celem jest destabilizacja w Europie.

Zamiarów Łukaszenki nie trzeba dowodzić. On sam dostarcza takich dowodów. „Zmasakrujemy wszystkie szumowiny, które wy, czyli Zachód, finansowaliście”. Te słowa nie padły na tajnej naradzie. Wypowiedział je Łukaszenka w telewizji BBC. Rosja Władimira Putina od lat konsekwentnie dąży do odbudowania pozycji imperialnej i podporządkowania sobie części Europy. Jej siłą jest nasza bierność. Kiedy napadała na Gruzję, nie byliśmy się w stanie jej przeciwstawić. Kiedy wydzierała Ukrainie Krym, nie byliśmy w stanie jej powstrzymać. Kiedy Łukaszenka fałszował wybory prezydenckie zabrakło nam determinacji, by obronić naród białoruski przed dyktaturą. Kiedy sam Władimir Putin zaczynał rozgrywkę, której celem było rozgrywanie poszczególnych krajów europejskich, zabrakło na solidarności, która postawiłaby tamę budowie gazociągu Nord Stream 2. 

Na granicy polsko-białoruskiej toczy się regularna bitwa o przyszłość Europy. Czas najwyższy, abyśmy to sobie uświadomili — zaapelował Mateusz Morawiecki w liście odczytywanym przez eurodeputowanego i zaproponował w 7 punktach dalsze działania.

Po pierwsze żadnych ustępstw. Sprawy zaszły za daleko. Rosja i Białoruś przekroczyły wszystkie granice i na więcej pozwolić nie można. Po drugie nic o nas bez nas. Każda próba rozwiązania konfliktu musi bazować na porozumieniu. Każda próba negocjacji z pominięciem niektórych państw, to sukces Władimira Putina. Po trzecie solidarność wobec wspólnego zagrożenia. Ta sprawa nie dotyczy Litwy, Łotwy, Polski i Estonii - to jest sprawa szersza. Po czwarte słowa już nie wystarczą. Musimy działać zdecydowanie m.in. przez sankcje. Po piąte współpraca transatlantycka. Ten konflikt ma wymiar starcia cywilizacyjnego i wymaga to stosowanej odpowiedzi nie tylko w ramach UE, ale także poszerzenia współpracy o NATO. Po szóste wspólna polityka energetyczna. Unia jest przedmiotem szantażu energetycznego Rosji dlatego, że nadal w polityce energetycznej gramy przeciw sobie, a nie dla siebie nawzajem. Dopóki to się nie zmieni możemy być pewni, że Putin będzie rozgrywał te interesy na swoją korzyść. Po siódme Europa to więcej niż UE. Państwa, które pozostają poza Unią, takie jak Ukraina czy Mołdawia muszą dostać sygnał, że nie zostaną same na pastwie neoimperialnej polityki Moskwy [3]. 

Czy wobec odmówienia wystąpienia naszego premiera na forum PE można przejść do porządku dziennego? Oczywiście, że nie i polska dyplomacja musi wyciągnąć z tego wnioski, bo być może faktycznie nam już nie jest po drodze z UE w jej obecnym kształcie?

Faktycznie Polacy w zdecydowanej większości popierają nasze członkostwo w UE, ale czy takie jej decyzje jak blokowanie wypowiedzi naszego premiera powoli nie doprowadzi jednak, że to poparcie zdecydowanie spadnie? I jeżeli moi rodacy przyjmą do wiadomości, że obecna UE jest zupełnie inna niż ta, do której przystępowaliśmy, to nie nastąpi czasem zdecydowany odwrót poparcia naszego w jej  członkostwa. 

Ja osobiście wielokrotnie mówiłem, że w końcu powinna w Polsce rozpocząć się prawdziwa debata na temat ewentualności Polexitu. Bo tak jak dziś jesteśmy w niemieckiej UE traktowani jest niedopuszczalne! Powtórzę słowa premiera "Jesteśmy dumnym narodem o wielowiekowej tradycji państwowości i demokracji".  Należy nam się wobec tego szacunek i równe nas traktowanie w ramach podpisanych przez nas unijnych traktatów!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

środa, 21 października 2015

Jedno jest pewne - kłamczucha E. Kopacz i PO muszą odejść!

We wczorajszym, popołudniowym swoim tekście [1] przedstawiając powody mojego niegłosowania na PO stwierdziłem między innymi, że jedną z tych przyczyn jest to, że "rządzą nami dziś kłamcy i aferzyści..."

Tak się jakoś - na potwierdzenie moich słów - złożyło, że zarówno w poniedziałkowej debacie B. Szydło i E. Kopacz, jak i we wtorkowym, wieczornym pojedynku liderów, E. Kopacz przynajmniej dwa razy -wyraźnie i bezczelnie oraz chyba chorobliwie, fanatycznie po prostu - jej zwyczajem skłamała, tym razem na temat skrajnie niekorzystnej dla Polski niemiecko-rosyjskiej umowy o budowie gazociągu bałtyckiego (Nord Stream). 

Pierwszym istotnym kłamstwem (w czasie bezpośredniej debaty) było zarzucenie PiS-owi, że w czasie swoich rządów nie reagował ani nie protestował w sprawie Nord Stream I. 

Niedługo po tym kłamstwie PiS w swoim oświadczeniu udowodnił, że premier okłamała publicznie 8 mln Polaków oglądających debatę a tym samym wszystkich nas [2].  W oświadczeniu tym szczegółowo przedstawiono podjęte przez Rząd Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 zorganizowane działania w celu zablokowania realizacji budowy Nord Stream I.

We wczorajszej debacie liderów pani B. Szydło w jednej ze swoich wypowiedzi odniosła się do kłamstwa E. Kopacz mówiąc: "Pani wczoraj skłamała, mówiąc, że rząd PiS nie protestował, a protestował. W 2006 przyjął uchwałę, w której wyraził sprzeciw wobec projektu Nord Stream" [3].

Na powyższe słowa agresywnie zareagowała E. Kopacz stwierdzając: "Pani poseł Szydło - pani mówi o uchwale? I co z tego? Nord Stream 1 został wybudowany, a dzięki unii energetycznej, w której Polska ma mocną pozycję Nord Stream 2 nie będzie wybudowany " [3].

Dziś okazało się, że to kolejne, drugie już kłamstwo E. Kopacz dotyczące rurociągu bałtyckiego, tym razem Nord Stream 2 (drugiej nitki), któremu budowie tak mocno i zdecydowanie sprzeciwia się prezydent A. Duda. W dzisiejszej bowiem wypowiedzi na ten temat E. Kopacz całkowicie zaprzeczyła swoim wczorajszym słowom mówiąc: "Nie powiedziałam, że nie powstanie. Będziemy się przed tym bronić. Dzisiaj unia energetyczna i silna pozycja Polski, ale unia energetyczna dbająca o interesy wszystkich członków UE jednakowo, mało tego, określająca priorytety, stąd moje stwierdzenie, że gdyby PiS wpłynął na ustalanie priorytetów w UE, to nigdy nie powstałby Nord Stream 1" [4].

Doprawdy trudno oprzeć się wrażeniu, że dla pani E. Kopacz bezczelne kłamstwa i późniejsze mętne wycofywanie się z nich poprzez kolejne kłamstwa jest rzeczą naturalną, tak jak jej niektóre zachowania. Tak było w sprawie sławnego już "przekopywania na metr w głąb ziemi smoleńskiej", co okazało się przecież wierutnym i prymitywnym kłamstwem, z którego później E. Kopacz starała się mętnie wycofywać. Tak jest i teraz, więc można sądzić, że tak bywało jeszcze wiele razy... choćby zapewne w przypadku "kwot" imigrantów islamskich lub zaprzeczania słowom córki o wyjeździe z Polski...

Nie wiem czym to - charakteryzujące E. Kopacz - zjawisko  tłumaczyć. Nasuwają mi się tylko trzy hipotetyczne wytłumaczenia:

Pierwsze to takie, że E. Kopacz być może boi się i wykonuje polecenia A. Merkel a także w sumie W. Putina. Stąd te - racjonalne z tego punktu widzenia - kłamstwa o przekopywaniu na "metr w głąb" czy natychmiastowe wycofanie się z deklaracji, że Nord Stream 2 nie będzie wybudowany.

Drugie to takie, że E. Kopacz być może zrobi wszystko - nawet bezczelnie kłamiąc Polaków - aby mieć i utrzymać władzę PO w Polsce... władzę dla władzy i jej profitów, władzę chroniącą przed odpowiedzialnością za swoje decyzje... przy jednoczesnym frontalnym, fanatycznym i chyba chorobliwym oczernianiu PiS i straszeniu nim Polaków. Z tego punktu widzenia jej kłamstwa i postępowanie wydają się też racjonalne.

Trzecia to ta, że E. Kopacz być może ma problemy osobowościowe i nie kontroluje swoich wypowiedzi, nie ma orientacji o ich sensie a kłamstwo jest immanentną cechą jej osobowości, z którego być może sobie nie zdaje nawet sprawy lub zdaje sobie sprawę, lecz świadomie lub nieświadomie wykorzystuje je być może dla własnego psychoegocentroizmu [5].

Nie umiem wskazać, które z tych hipotetycznych moich wytłumaczeń może być prawdziwe. Być może jest to tylko jedno z nich, może dwa, może kompilacja wszystkich trzech a może istnieje też jakieś inne. A może żadne z nich a postawa E. Kopacz wynika przede wszystkim z władczej pogardy i lekceważenia Polaków oraz uważania ich za idiotów oraz sklerotycznych imbecyli... chociaż i to jest jakieś nieracjonalne chyba zaklinanie rzeczywistości... Oby!

Niezależnie jednak od tego, jaka jest prawda to E. Kopacz a tym samym kierowane przez nią PO muszą odejść... odejść dla dobra Polaków i Polski. A później być może będzie trzeba im w jakiś sposób zdrowotnie pomóc, bądź odpowiednio osądzić, bądź też pozostawić ich w spokoju... aby wstydliwie zniknęli z polskiej sceny politycznej...

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/10/dlaczego-nie-zagosuje-na-po.html
[2] http://wgospodarce.pl/informacje/21466-ewa-kopacz-klamala-rzady-pis-jako-jedyne-walczyly-przeciwko-tworzeniu-gazociagu-nord-stream-i
[3] http://wpolityce.pl/polityka/269107-ewa-kopacz-idzie-na-calosc-nord-stream-2-nie-bedzie-wybudowany-dzieki-unii-energetycznej-doprawdy
[4] http://niezalezna.pl/72120-ewa-klamca-kopacz-premier-nie-pamieta-co-mowila-wczoraj
[5] "psychoegocentroizm" - to moje słowo (neologizm) stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu (sam "egocentroizm"), przy równoczesnym występowaniu: urojonego  przeświadczenia o własnej wielkości, zniekształconego myślenia o rzeczywistości, racjonalizowania nieracjonalnego własnego zachowania i nieracjonalnego jego bronienia "za wszelką cenę", obwiniania innych za  jakiekolwiek trudności i przeszkody, skłonności do patologicznego kłamstwa, chronicznego dążenia do osiągnięcia własnych korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle, skupiania się na teoretycznej własnej doskonałości oraz samozadowolenia i zawyżonej nieprawidłowej własnej samooceny, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 27 czerwca 2010

Znów farsa debaty?

Witam

Mam przeróżnych znajomych. Nie chodzi mi o wygląd zewnętrzny czy posiadany majątek (bo to jest najmniej istotne), ale o poziom ogłady, obycia, kultury oraz wykształcenia i intelektu. Jedni są żyjącymi we własnym świecie naukowcami, inni sprawnymi biznesmenami czy lekarzami. W swoim życiu poznałem wspaniałych ludzi... Z jednej strony nie wykształconych ani bogatych lecz pięknych duchem, kulturą osobistą, cechujących się prężnym kręgosłupem etyczno-moralnym i prawością oraz racjonalnością życiowego postępowania. Z drugiej strony takich samych mądrych i prawych znakomicie wykształconych i posiadających "klasę samą w sobie".

Niestety i w jednej grupie i w drugiej przyszło mi spotkać również jednostki kruche, obłudne, perfidne, cyniczne i po prostu (nawet pomimo posiadanego wykształcenia) po prostu głupie, prostackie... którym tzw.: "słoma" zaczyna "wychodzić z butów" w stanie ich wzburzenia lub np. nietrzeźwości (naprawdę... jak łatwo poznać człowieka po tym co mówi i jak się zachowuje będąc pod znacznym wpływem alkoholu... wtedy nie gra a zaczyna być pierwotnym sobą, prawdziwym...).   

Właśnie... Jestem w stanie znieść szczerych: idiotów, prostaków,  chamów i innych tego typu osobników. Ale wprost nie cierpię obłudy, fałszu i cynicznej hipokryzji! Mam też wprost awersję do kłamców i tchórzy, którzy potrafią "za plecami" Cię oczerniać... by w cztery oczy obłudnie Cię wychwalać lub milczeć... albo takich, którzy boją się publicznej wymiany argumentów i unikają bezpośredniej rozmowy... bowiem wiedzą, że są kretynami, oszczercami, nie starcza im wiedzy i intelektu do własnej logicznej argumentacji swojego zdania i wyrażanych przez siebie opinii... Wiedzą, że są kłamcami lub po prostu "słomowo" prostackimi i ociekającymi obłudą oraz fałszem karykaturami  przypisywanych sobie wyimaginowanych cech o konotacji pozytywnej społecznie (takich np. jak: szlacheckie pochodzenie czy też podpieranie się osiągnięciami członków swojej rodziny, przyjaciół, środowisk do których się słusznie bądź nie należy). Ileż to razy w różnych rozmowach słyszałem nienawistną wprost krytykę i oczernianie innych, przy nieobecności tychże wyszydzanych. I, gdy nadarzała się okazja, to miałem niesamowitą satysfakcję (tym razem w obecności zainteresowanych i mnie) prosząc takiego delikwenta o powtórzenie tych słów krytyki bezpośrednio zainteresowanemu... (jakimi pospolitymi wprost tchórzliwymi szczurami - tymi, którzy są wystawiani przez resztę szczurzego bractwa do spróbowania nowego żarcia - nieraz się okazywali... żenada...).

Na miejscu J. Kaczyńskiego chyba jednak - wobec tchórzostwa B. Komorowskiego, który boi się bezpośredniej z nim konfrontacji  i dyskusji - zrezygnowałbym z uczestnictwa w takiej sztucznej "nie-debacie".

Rozumiem wymogi kampanii wyborczej, ale są chyba jakieś jej granice – debata winna być debatą pomiędzy kandydatami a nie prowadzonymi przez dziennikarzy równoległymi w czasie i obrazie osobnymi z nimi wywiadami!

Chociaż może i tak będzie lepiej nawet dla J. Kaczyńskiego... Kiedyś napisałem taki sobie dwuwiersz:

"Rozmowa psa z kamieniem,
Słychać tylko wycie..."

Różnica klas pomiędzy kandydatami jest tak duża jak pomiędzy dwoma poziomami IQ: poniżej 80 i powyżej 120... trudno wtedy znaleźć nawet uśredniony "pułap" odpowiedniego poziomu rozmowy i argumentacji (o ile ten z IQ 120 potrafi się zniżyć i dopasować do rozmówcy, to ten z IQ 80... nijak nie jest w stanie znieść się trochę wyżej... np. chociażby do IQ równego 100)

Po debacie być może (jeżeli będzie w ogóle warto)  napiszę epilog do tego postu...

Pozdrawiam

P.S. A może jednak dojdzie do merytorycznej wymiany zdań i zadawania sobie wzajemnie przez kandydatów pytań?


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

czwartek, 9 lipca 2009

KONIECZNA OGÓLNONARODOWA DEBATA W SPRAWIE OCHRONY ZDROWIA!

Witam

W nawiązaniu do mojego dzisiejszego artykułu: "PLAN C - CISZA NAD TĄ TRUMNĄ" i biorąc pod uwagę, że:

1. Donald Tusk wczorajszą swoją wypowiedzią żenującą i bezczelną wypowiedzią, którą można streścić słowami "nie przewiduję debaty publicznej na temat sytuacji w ochronie zdrowia),

2. Zamknęło się również wczoraj usta i postawiło pod groźbą utraty pracy pana Prezesa NFZ Pana Jacka Paszkiewicza,

3. Pani Minister unika tematu związanego z ochrona zdrowia lub jest tez do niego nieprzygotowana (vide. dzisiejsze w TVP 1 wybryki i machanie rękami z pianą na ustach na dziennikarkę, która ośmieliła sie merytorycznie pytać o te kwestię,

4. Sprzecznymi deklaracjami rządu w sprawie podniesienia składki zdrowotnej (teraz jest przeciw),

5. Obecnie jest katastrofalna sytuacja w ochronie zdrowia a rząd ustami wszystkich swoich przedstawicieli ucieka od tematu, go zakrzyczą i zaciąga "nimb milczenia' nad tym newralgicznym, dotyczącym wszystkich Polaków pierwotnym obszarem egzystencji Polaków,

6. Kompletnie nie prowadzi sie żadnej dyskusji społecznej na ten temat (jedynym, który to robił był nieodżałowany Prof. Zbigniew Religa), lekceważy się i poniża polskiego pacjenta,

7. Dotychczasowe próby jakiejkolwiek reformy "ochrony zdrowia" zakończyły sie kompletną katastrofą, dowodząc nieudolności Pani Minister Ewy Kopacz (zresztą jak i nieudolności cało żadu),

8. Jedynym celem prób reformy ochrony zdrowia realizowanym przez rząd jest sprzedaż aktywów szpitali i bezpośrednią lub pośrednią prywatyzację sektora ochrony zdrowia,

9. Poprzez brak jakiejkolwiek reakcji na obecna sytuację szpitali, chce je sie doprowadzić do stanu zapaści a tym samym spowodować niepotrzebną śmierć wielu pacjentów,

10. Prawdopodobnym celem braku reakcji na obecną sytuację jest celowe sparaliżowanie służby zdrowia, spowodowanie buntów społecznych (lekarzy i pacjentów) połączonych z manifestacjami - i w konsekwencji doprowadzenie do upadku szpitali i konieczności (a jakże) ich komercjalizacji i udowodnienia, ze jest ona niezbędna (cóż za szyderstwo z nas Polaków, obecnych i przyszłych pacjentów),

11. Szpitale masowo występują do sądów o zapłatę przez NFZ zaległych zobowiązań, a tym samym doprowadza sie do uszczuplenia środków NFZ (zatrudnianie tabunów prawników),

12. W środowisku krążą plotki o tym, ze rząd zamierza skomercjalizować w tym roku 50% szpitali,

13. Wykorzystuje sie kryzys gospodarczy do realizacji wcześniej wskazanego przez posłankę Sawicką "deal'u" , tzn. oddania polskiej służby zdrowia w prywatne ręce,

14. W ogólnopolskich mediach również milczy sie na temat stanu i reformy ochrony zdrowia w Polsce
oraz wobec ignorancji i szyderstwa władz polskich wobec nas Polaków

WZYWAM DO OGÓLNONARODOWEJ DEBATY NA TEMAT OBECNEGO STANU ORAZ KRZTAŁTU REFORMY W POLSKIEJ OCHRONIE ZDROWIA

Jest ona niezbędna. Zdrowie dotyczy nas wszystkich i przyszłe pokolenia Polaków. Obok podatków temat ten winien być jednym z pierwszoplanowych, nad którymi dyskutuje się publicznie!

 Jako przyczynek do debaty pozwolę sobie przytoczyć treść mojego listu wysłanego w dniu 13.06.2009 roku do Pana T. Zdrojewskiego, doradcy Prezydenta RP ds. ochrony zdrowia.

(..................................................)

(imię i nazwisko) Toruń, 13.06.2009
e-mail: krzysztofjaw@op.pl

Sz. Pan
Dr Tomasz Zdrojewski
Dordaca Prezydenta ds. ochrony zdrowia
Kancelaria Prezydenta RP

Szanowny Panie

Z tego, co udało mi się dowiedzieć i czym mówił Prezydent RP przygotowuje Pan alternatywny projekt ustawy o reformie polskiej ochrony zdrowia. Ma to być projekt konkurencyjny wobec „planu B” przygotowanego przez Rząd RP.

Prawdopodobnie projekt ten jest już w finalnej fazie przygotowań. W związku z tym chciałbym się z Panem podzielić kilkoma refleksjami, które mogą stać się dodatkowymi argumentami przemawiającymi na korzyść Pana projektu a na niekorzyść projektu rządowego.

Mam nadzieję, że podziela Pan moje opinie a jeżeli są one we fragmentach kontrowersyjne to niech będzie to mój wkład w dyskusję, której celem ma być przecież dobro polskiego pacjenta.

Moim zdanie przygotowywane projekty przez rząd (plan A, plan B) są raczej dążeniem do szybkiej prywatyzacji (poprzez komercjalizację) polskiej ochrony zdrowia. Reforma ta była przygotowywana bez ogólnonarodowych konsultacji społecznych, na szybko i bez jakichkolwiek gwarancji jej sukcesu. Nie słuchano ani nawet nie dopuszczano do dyskusji przeciwników tych projektów, czego jaskrawym przykładem było niedopuszczenie do dyskusji w Komisji Zdrowia nieodżałowanego profesora Zbigniewa Religi.

Tak naprawdę plan B jest okrężną drogą wprowadzenia planu A (zawetowanego przecież przez Prezydenta RP).

Na razie kryzys i wybory do PE spowodowały jakby uciszenie dyskusji na temat reformy ochrony zdrowia. Niemniej wydaje mi się, że za sprawą Pana projektu dyskusja odżyje od nowa i to zapewne w „medialnie krzywym zwierciadle”.

Uważam również, że zawsze jest czas na dyskusję o tym newralgicznym obszarze funkcjonowania polskiego społeczeństwa a reforma ochrony zdrowia winna być najważniejszym obszarem działań rządowych, nad którym należy podjąć ogólnonarodową dyskusję.

Zdrowie, jego ochrona, dotyczy nas wszystkich a podejmowane przez rząd działania skutkować będą na następne dziesięciolecia. Dziwię się więc nieudolności rządu w tym obszarze i uważam, ze Pani Minister E. Kopacz nie radzi sobie i nie będzie w stanie przeprowadzić ani monitorować takowej reformy. Winna ustaąpić ze stanowiska rządowego.

Wracając do tematu. Oto w punktach kilka moich refleksji, tez i pytań na temat polskiej ochrony zdrowia i konieczności jej reformy.

1. Obecny stan systemu ochrony zdrowia, co jest oczywiste, jest niezadawalający i wymaga zmian i reformy. Kolejki pacjentów, korupcja, marnotrawienie publicznych pieniędzy, ogólne niedofinansowanie, emigracja lekarzy i pielęgniarek (niskie płace) oraz wiele innych czynników tylko utwierdza w tym przekonaniu.

2. Reforma systemu ochrony zdrowia jest – będzie procesem skomplikowanym i długotrwałym. Większość dotychczasowych rządów podejmowała próby naprawy tego systemu różnymi sposobami: utworzenie Kas Chorych, oddanie szpitali samorządom (tak jest obecnie) przy zachowaniu ich państwowej własności, likwidacja w 2002 przyszpitalnych fundacji, próby stworzenia koszyka świadczeń podstawowych… następnie ponowna centralizacja Kas Chorych i utworzenie NFZ, siedmioletni plan profesora Religi, oddłużanie szpitali i wzrost uposażenia lekarzy i pielęgniarek, a teraz pomysł prywatyzacji (komercjalizacji) szpitali. Jak widać każdy rząd ma swój pomysł na system ochrony zdrowia. Zmiana rządu przerywa poprzednio rozpoczęte reformy i jeszcze bardziej komplikuje system. I tu oczywistość: potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta.

3. Prywatyzacja (komercjalizacja) szpitali jest tylko jedną z dróg możliwej poprawy sytuacji polskiej służby zdrowia i nie jest wcale pewna jej skuteczność i efektywność w tym przypadku. Komercjalizacja polega na utworzeniu jednoosobowej spółki prawa handlowego, którego właścicielem jest państwo lub jego agendy. Dalszym etapem jest prywatyzacja polegająca na sprzedaży całości lub części tej spółki (w przypadku planu B od razu szpitale przekształcane SA w spółki bez okresu komercjalizacji). Właśnie w obecnej ustawie autorstwa PO (plan B) zakłada się wspomożenie szpitali, które zdecydują się na przekształcenia w spółki. Czyż nie jest to nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych, a tym samym obywateli. Czy dzielenie firm - dla których będzie możliwa pomoc finansowa i dla, których tej pomocy nie będzie – na podstawie akceptacji przez nie planów rządowych jest zgodne z Konstytucją RP? Czy nie jest to dogmatyczne, irracjonalne, realizowanie „świętej” idei liberalnej a forma prawna nie przypomina np. przymusowej nacjonalizacji dokonywanej przez komunistów? (teraz formą nacisku są korzyści ekonomiczno-materialne),

4. Oczywiście w gospodarce rynkowej własność prywatna lepiej służy rozwojowi gospodarczemu niż własność państwowa, co wiąże się przede wszystkim z m.in. wyższą jakością nadzoru właścicielskiego. Chcąc wypracować zysk, prywatny przedsiębiorca podejmuje decyzje, które przy akceptowanym przez niego poziomie ryzyka przyniosą największe korzyści. Nie można jednak zapominać, że każda działalność gospodarcza zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem niepowodzenia w tym upadłości. Nieprzewidywalność, nawet marketingowa, popytu na usługi medyczne eliminuje prywatno-rynkową ideę szpitali – nie wiemy kto, kiedy i na co zachoruje; nie jesteśmy w stanie przewidzieć epidemii; nie jesteśmy w stanie przewidzieć skali popytu na usługi medyczne w przypadku klęsk żywiołowych, wojny czy ataków terrorystycznych.

5. Należy jednak zwrócić uwagę, że powyższe stwierdzenie (pierwsze w punkcie 4) jest istotne ekonomicznie w przypadku firm obracających tzw. dobrami prywatnymi. Przez wieki rozwoju gospodarki rynkowej wypracowany został jednak zbiór tzw. dóbr publicznych, za które odpowiada państwo. Należą w skrócie do nich: obrona narodowa (wojsko, wywiad i kontrwywiad, służby celne), bezpieczeństwo (policja, straż pożarna), środowisko naturalne oraz … właśnie ochrona zdrowia (lecznictwo, służby sanitarno-epidemiologiczne). Zgodnie z priorytetami obecnego rządu po służbie zdrowia należy również sprywatyzować: wojsko, policję, SANEPID, straż pożarną i inne. Wtedy można już tylko rządzić dla samego rządzenia i nic nie robić – będąc u władzy i czerpać z niej korzyści.

6. W ujęciu dobra publicznego zdrowie nie może być traktowane, jako towar rynkowy, którego obrót nastawiony jest na zysk a szpitale jako firmy – spółki prawa handlowego nastawione na zysk. Tak naprawdę szpitale winny być instytucjami non profit (nie nastawionymi na zysk).
7. Szpital jako spółka prawa handlowego oferować będzie usługę medyczną jako towar, który winien przynieść zysk. Stąd tylko niedaleka droga do racjonalności wyboru takich pacjentów, których leczenie jest opłacalne i unikanie kosztotwórczego (przynoszącego stratę) pacjenta. Znów w skrócie: prowadzi to do ograniczenia powszechnej dostępności do leczenia i ochrony zdrowia. Jest to niezgodne z Konstytucją RP, której artykuł 68 zobowiązuje władze publiczne do zapewnienia obywatelom równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Podobne sformułowania zawierają akty prawne większości europejskich krajów wysokorozwiniętych, w których dominującą rolę w ochronie zdrowia odgrywa sektor publiczny (około 90% to działalność publiczna a tylko około 10% to działalność prywatna). Prywatna służba zdrowia jest dominującą jedynie w USA (brak powszechnej dostępności usług zdrowotnych w USA i niska jakość służby publicznej – to jeden z największych problemów społecznych tego państwa) oraz w krajach, których państwa nie stać traktowanie zdrowia jako dobra publicznego (kraje Trzeciego Świata). Próba pełnej prywatyzacji sektora zdrowotnego na Słowacji zakończyła się kompletna klapą – państwo ponownie przejmuje własność nad szpitalami.

8. Jeżeli nawet byśmy założyli, że prywatyzacja szpitali uzdrowi nasze lecznictwo to zanim się jej dokona winno się przede wszystkim stworzyć tzw. koszyk usług podstawowych i wycenić procedury medyczne. W prywatnych spółkach zysk wynika z różnicy pomiędzy ostateczną ceną danego dobra a kosztami niezbędnymi na jego wytworzenie. Brak wiedzy o kosztach i niezbędnych do realizacji procedur medycznych podważa więc sens prywatnej działalności i sprawia, ze decyzje są nieracjonalne i nieefektywne. Rozpoczęcie reformy od prywatyzacji jest niczym innym jak bezsensownym, skazanym na niepowodzenie działaniem od końca, które nie przyniesie żadnych efektów a wprost przeciwnie: może „rozwalić” cały system „od środka”.

9. Innym działaniem poprzedzającym ewentualną prywatyzację i przekształcenie w spółki winna być reforma systemu finansowania szpitali i instytucji zajmujących się lecznictwem. Jeżeli szpitale mają być prywatne to powinny być finansowane z prywatnych a nie publicznych pieniędzy. Dlaczego nasze pieniądze pochodzące ze składek mają być rozdzielane bez naszej wiedzy w postaci kontraktów publicznej instytucji NFZ z prywatnym szpitalem? Dlaczego nie mamy decydować, który szpital jest dla nas lepszy i któremu damy zarobić?. Dlaczego mamy płacić na coś, na co nie mamy wpływu? Stąd winno się (zgodnie z planami PO) zlikwidować NFZ i wprowadzić też powszechne, prywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz zaprzestać pobierania od nas składki zdrowotnej (pieniądze winny być do naszej dyspozycji). Taka winna być konsekwencja próby prywatyzacji szpitali, ale co z konstytucyjną powszechnością dostępu do służby zdrowia?, co z tymi, którzy nie pracują, są chorzy, nie radzą sobie z życiem?. Najlepszym rozwiązaniem byłaby ich likwidacja! – o braku potrzeby istnienia nieefektywnych jednostek i sposobów ich likwidacji odsyłam rząd i PO do rozwiązań zaproponowanych przez autora Main Kampf.

10. Powszechna prywatyzacja szpitali (a to nam grozi w przyszłości) prowadzi w prostej linii do radykalnego zwiększenia korupcji, pauperyzacji społeczeństwa i powolnego eliminowania jakiegokolwiek publicznego szpitala. Wynika to w głównej mierze z wcześniej opisywanego faktu finansowania prywatnej ochrony zdrowia przez służby publiczne (NFZ). Nie od dzisiaj wiadomo, że korupcja kwitnie przede wszystkim na styku państwo-prywatna firma lub instytucja. Nie trudno sobie wyobrazić jak łase będą nasze urzędasy na profity za odpowiedni kontrakt. I zależeć to będzie od tego ile prywatny właściciel będzie miał kasy i będzie ja skłonny przeznaczyć na „Deal” „kręcenie lodów”. Szpitale publiczne są - będą skazane w tym względzie na porażkę, co sprawi powolny ich upadek i nie pozwoli na rozwój.

11. Prywatyzacja szpitali nie zwiększy racjonalności ich działań z prostego powodu: menedżer prywatnego szpitala oczywiści że będzie chciał zarobić, ale również nie będzie obarczony ryzykiem tej działalności – w razie czego (groźby upadłości) i tak pomoże państwo, bo przecież jest to kwestia dobra publicznego a ewentualna upadłość szpitala może w konsekwencji spowodować reakcję społeczną eliminującą w wyborach dotychczasowych „włodarzy”. Tak więc prywatyzując nic de facto nie zmieniamy: dalej tworzymy system, który wymagał będzie nieustannych dotacji państwowych. Jest to podobna sytuacji do trwającej przez lata niefrasobliwości (delikatnie mówiąc) bankowców, którego efektem jest obecny kryzys. Oni też wiedzieli, ze w razie czego pomoże państwo i tak się dzieje. Konsekwencją tego kryzysu jest nawet częściowa nacjonalizacja banków. Prawdopodobnie prywatyzacja szpitali skończy się podobnie – potrzeba ich ponownej nacjonalizacji. Ale w między czasie ile osób zarobi na tej prywatyzacji?

12. Skłaniam się do zadania pytania. Dlaczego mimo wielu wątpliwości tak szybko rząd i PO chce wprowadzić w życie ustawę o prywatyzacji szpitali (czy tez niby dobrowolnego przekształcania w spółkę – tzw. plan B)?. Dlaczego robi to tak jakoś wstydliwie, ukradkiem, odwracając uwagę społeczeństwa od tego tematu?. Dlaczego PO boi się dyskusji, którą na pewno spowodowałoby ogólnonarodowe referendum? Otóż śmiem twierdzić, ze wynika to faktu iż jest to „ostatni skok na kasę” pseudoliberałów pookrągłostołowych. Ochrona zdrowia jest jednym z ostatnich sektorów, na których prywatyzacji można jeszcze zarobić i się uwłaszczyć. Symptomatyczny jest tutaj zapis rozmowy telefonicznej - aresztowanej
przez CBA przed wyborami - posłanki PO Pani Sawickiej (to ta, która podobno zakochała się w oficerze CBA). Jej kwintesencją było przedstawienie koledze świetlanej perspektywy uzyskania dużej kasy - ile to niedługo można będzie zarobić na prywatyzacji szpitali. Namawiała rozmówcę do wejścia w ten „deal” inaczej „kręcenia lodów” na szpitalach i ich własności. Pytanie retoryczne: kto najwięcej zarobi na prywatyzacji? I czy czasem nie tylko o to chodzi? A co będzie później to już nie jest ważne: akt prywatyzacji, sprzedaży (nadania własności) jest nieodwracalny. Jestem właścicielem. I myśli sobie nowy właściciel - nawet jeżeli szpital będzie przynosił straty to wymienię zarząd i poproszę państwo o pomoc, którą dostanę (czy nie jest to dojna krowa?) a nawet jeżeli państwo będzie chciało powtórnie znacjonalizować mój szpital to i tak do tej pory już zarobiłem a i na nacjonalizacji zarobię.

13. Projekt ustaw (plan A i plan B) są mistyfikacją działań rządu i Donalda Tuska (podobnie zresztą jak było to podczas sławetnej „wojny” rządu z PZPN). Rząd nie ma pomysłów na rządzenie. Nie jest przygotowany na reformy i jakiekolwiek działania korzystne długookresowo dla Polski. Udaje marketingowo i PR-owo, ze coś robi – główny cel: wybory prezydenckie DT i ponowna władza PO. W zakresie reformy ochrony zdrowia jest to całkiem widoczne.

Mam nadzieję, że projekt prezydencki będzie dla polskiego systemu ochrony zdrowia długookresowo korzystny, skuteczny i efektywny a zyskają na nim zarówno służby medyczne jak i polscy obywatele.

Pozdrawiam
(podpis: imię i nazwisko)