- egocentroizm (lub - z inspiracji blogerki guantanamera z BM24 - egocentrotyzm - jak idiotyzm lub sklerotyzm) - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu,
- idiolatria - postawa polegająca na uwielbieniu samego siebie, braku jakiegokolwiek krytycyzmu do własnych działań lub słabości.
------------------------------------------------------
Być może jestem nieco spóźniony z tą informacją, ale po prostu przeczytawszy o przygotowaniach Trybunału Konstytucyjnego do uroczystych obchodów swojego 30-lecia po prostu muszę - ku potomności - o tym napisać.
To, co wyprawia dzisiaj TK z A. Rzeplińskim i S. Biernatem na czele jest nie tyle kuriozalne co właśnie hipokrytyczno-egocentroistyczno-idiolatriatyczną kpiną z Polaków, nas wszystkich. Ci megalomani i mitomani (a sądzę, że dotyczy to szczególnie prezesa i wiceprezesa TK) przekraczają już wszystkie granice jakiejkolwiek praworządności i przyzwoitości. Dotyczy to zarówno formalnej, niezgodnej z prawem pracy związanej z orzekaniem, jak i ze sposobem funkcjonowania tegoż ciała jako instytucji publicznej utrzymywanej z naszych, Polaków podatków.
Ta chora i stworzona przez komunistycznego mordercę W. Jaruzelskiego vel. Wolskiego instytucja zwana TK uważa, że w Polsce jest władzą najwyższą... nie naród, nie parlament ani prezydent, ale właśnie oni. Są przeświadczeni, że są ponad prawem i prawo ich nie dotyczy i mogą robić wszystko, co chcą, również w sferze obyczajowej.
Niedawno głośno było o kosztującej 100 tysięcy złotych wycieczce 5 sędziów TK [1] do Chin a tydzień temu TK ogłosiło przetarg (przygotowywany co najmniej od września-października 2015 roku), który ma wyłonić operatora do obsługi konferencji międzynarodowej i uroczystości z okazji Jubileuszu 30-lecia utworzenia Trybunału Konstytucyjnego. Koszt tej majowej (19-20) imprezy ustalono w granicach 650-750 tysięcy złotych! (netto bez VAT). Zaproszono m.in. sędziów skupionych w Europejskiej Konferencji Sądów Konstytucyjnych i sędziów Komisji Weneckiej Rady Europy. Razem impreza ma być przygotowana dla ponad 200 uczestników, w tym łącznie dla gości zagranicznych (wraz z osobami z ich obsługi) w ilości około 140 osób [2].
To jakiś obłęd!
Nie dość, że w ostatnich latach Trybunał Konstytucyjny kierowany przez A. Rzeplińskiego stał się typową i stojącą ponad prawem instytucją polityczno-partyjną reprezentująca interesy tylko jednej strony polskiej przestrzeni politycznej (tej związanej z III RP i odchodzącą władzą PO-PSL), to jeszcze z naszych pieniędzy ma zostać sfinansowana impreza z okazji 30-lecia utworzenia TK.
Jeszcze bardziej kuriozalna, megalomańska i chamsko kpiąca z Polaków wydaje się ta impreza po zajrzeniu do SIWZ (specyfikacja istotnych warunków zamówienia) przetargu.
Co tam możemy wyczytać? Ano m.in. to, że TK wymaga:
– zapewnienia noclegów w jednym obiekcie hotelowym dla wszystkich członków delegacji zagranicznych oraz osób im towarzyszących, a także członków ochrony delegacji korzystających z ochrony. Zamawiający wymaga, aby standard obiektu nie był niższy niż pięciogwiazdkowy. Obiekt hotelowy powinien znajdować się w lewobrzeżnej części Warszawy w promieniu 3,5 km od Kolumny Zygmunta III Wazy (sic!),
- podczas trwającego 2 godziny lunchu w Arkadach Kubickiego podane mają zostać m.in. rosół z bażanta, perliczki z kołdunami oraz „pieczony udziec jagnięcy z owocami czarnej porzeczki i Crème de cassis”. Do picia „wino w rodzaju Luigi Leonardo, czerwone i białe np. np. Sangiovse, I.G.T, Włochy 2013” (...) Do serwowania dań powinna być użyta zastawa porcelanowa i szklana, a sztućce mogą być wyłącznie metalowe dobrej jakości”. Podczas biesiady obsługa winna być w jednolitych uniformach,
Ponadto planuje się też kolację w holu Muzeum Narodowego (sic!) i obiad w Muzeum Historii Żydów Polskich. Nie planuje się zwiedzania Muzeum Powstania Warszawskiego.
Tego wszystkiego jest znacznie więcej (polecam zajrzeć do poszczególnych plików przetargu na stronie TK - dopóki istnieją).
Naprawdę!
To coś niebywałego. TK przygotowuje imprezę godną przyjęcia królów i prezydentów państw, ale... jeśli się dobrze zastanowić, to czy sądownictwo prawie na całym świecie a szczególnie konstytucyjne nie jest władzą najwyższą, stojącą ponad innymi władzami, w tym królami i prezydentami? Władzą nie podlegającą tak naprawdę nikomu, nawet narodowi? Jeżeli taka refleksja w nas powstaje to jedynym sposobem na realizację woli narodu jako w demokracji najważniejszego aktu władztwa to władza sądownicza musi być (jak np. w USA) wybierana w wyborach powszechnych!
Pomijając tą ostatnią dygresję to uważam, że już czas skończyć z tym szaleństwem sędziów TK. Jak długo jeszcze Polacy będą znosić ich samych i ich mitomańskie i megalomańskie fanaberie oraz cyniczne i hipokrytyczne kpienie z nas wszystkich i naszego państwa! Sędziowie TK z naszych podatków zarabiają niemal 20 tys. zł (nawet w niektórych przypadkach więcej niż prezydent) a do tego urządzają sobie wycieczki i organizują biesiady na nasz koszt dochodzące do kilkuset a nawet miliona złotych!!!
Dość tego! Szanowni i bezczelni schorowani panowie sędziowie! Wam potrzebna jakaś forma pomocy odpowiednich organów i ludzi a nie zajmowanie stanowisk publicznych!
Pozostawiam to bez dalszego komentarza... bo musiałbym używać słów, które mogłyby być uznane za procesowo istotne...
Wzburzony pozdrawiam
[1] http://niezalezna.pl/74546-byla-wycieczka-czyli-co-robili-w-chinach-sedziowie-trybunalu-konstytucyjnego
[2] http://trybunal.gov.pl/o-trybunale/przetargi/art/8668-wybor-operatora-do-obslugi-miedzynarodowej-konferencji-oraz-uroczystosci-z-okazji-jubileuszu-30/
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egocentroizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egocentroizm. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 stycznia 2016
środa, 21 października 2015
Jedno jest pewne - kłamczucha E. Kopacz i PO muszą odejść!
We wczorajszym, popołudniowym swoim tekście [1] przedstawiając powody mojego niegłosowania na PO stwierdziłem między innymi, że jedną z tych przyczyn jest to, że "rządzą nami dziś kłamcy i aferzyści..."
Tak się jakoś - na potwierdzenie moich słów - złożyło, że zarówno w poniedziałkowej debacie B. Szydło i E. Kopacz, jak i we wtorkowym, wieczornym pojedynku liderów, E. Kopacz przynajmniej dwa razy -wyraźnie i bezczelnie oraz chyba chorobliwie, fanatycznie po prostu - jej zwyczajem skłamała, tym razem na temat skrajnie niekorzystnej dla Polski niemiecko-rosyjskiej umowy o budowie gazociągu bałtyckiego (Nord Stream).
Pierwszym istotnym kłamstwem (w czasie bezpośredniej debaty) było zarzucenie PiS-owi, że w czasie swoich rządów nie reagował ani nie protestował w sprawie Nord Stream I.
Niedługo po tym kłamstwie PiS w swoim oświadczeniu udowodnił, że premier okłamała publicznie 8 mln Polaków oglądających debatę a tym samym wszystkich nas [2]. W oświadczeniu tym szczegółowo przedstawiono podjęte przez Rząd Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 zorganizowane działania w celu zablokowania realizacji budowy Nord Stream I.
We wczorajszej debacie liderów pani B. Szydło w jednej ze swoich wypowiedzi odniosła się do kłamstwa E. Kopacz mówiąc: "Pani wczoraj skłamała, mówiąc, że rząd PiS nie protestował, a protestował. W 2006 przyjął uchwałę, w której wyraził sprzeciw wobec projektu Nord Stream" [3].
Na powyższe słowa agresywnie zareagowała E. Kopacz stwierdzając: "Pani poseł Szydło - pani mówi o uchwale? I co z tego? Nord Stream 1 został wybudowany, a dzięki unii energetycznej, w której Polska ma mocną pozycję Nord Stream 2 nie będzie wybudowany " [3].
Dziś okazało się, że to kolejne, drugie już kłamstwo E. Kopacz dotyczące rurociągu bałtyckiego, tym razem Nord Stream 2 (drugiej nitki), któremu budowie tak mocno i zdecydowanie sprzeciwia się prezydent A. Duda. W dzisiejszej bowiem wypowiedzi na ten temat E. Kopacz całkowicie zaprzeczyła swoim wczorajszym słowom mówiąc: "Nie powiedziałam, że nie powstanie. Będziemy się przed tym bronić. Dzisiaj unia energetyczna i silna pozycja Polski, ale unia energetyczna dbająca o interesy wszystkich członków UE jednakowo, mało tego, określająca priorytety, stąd moje stwierdzenie, że gdyby PiS wpłynął na ustalanie priorytetów w UE, to nigdy nie powstałby Nord Stream 1" [4].
Doprawdy trudno oprzeć się wrażeniu, że dla pani E. Kopacz bezczelne kłamstwa i późniejsze mętne wycofywanie się z nich poprzez kolejne kłamstwa jest rzeczą naturalną, tak jak jej niektóre zachowania. Tak było w sprawie sławnego już "przekopywania na metr w głąb ziemi smoleńskiej", co okazało się przecież wierutnym i prymitywnym kłamstwem, z którego później E. Kopacz starała się mętnie wycofywać. Tak jest i teraz, więc można sądzić, że tak bywało jeszcze wiele razy... choćby zapewne w przypadku "kwot" imigrantów islamskich lub zaprzeczania słowom córki o wyjeździe z Polski...
Nie wiem czym to - charakteryzujące E. Kopacz - zjawisko tłumaczyć. Nasuwają mi się tylko trzy hipotetyczne wytłumaczenia:
Pierwsze to takie, że E. Kopacz być może boi się i wykonuje polecenia A. Merkel a także w sumie W. Putina. Stąd te - racjonalne z tego punktu widzenia - kłamstwa o przekopywaniu na "metr w głąb" czy natychmiastowe wycofanie się z deklaracji, że Nord Stream 2 nie będzie wybudowany.
Drugie to takie, że E. Kopacz być może zrobi wszystko - nawet bezczelnie kłamiąc Polaków - aby mieć i utrzymać władzę PO w Polsce... władzę dla władzy i jej profitów, władzę chroniącą przed odpowiedzialnością za swoje decyzje... przy jednoczesnym frontalnym, fanatycznym i chyba chorobliwym oczernianiu PiS i straszeniu nim Polaków. Z tego punktu widzenia jej kłamstwa i postępowanie wydają się też racjonalne.
Trzecia to ta, że E. Kopacz być może ma problemy osobowościowe i nie kontroluje swoich wypowiedzi, nie ma orientacji o ich sensie a kłamstwo jest immanentną cechą jej osobowości, z którego być może sobie nie zdaje nawet sprawy lub zdaje sobie sprawę, lecz świadomie lub nieświadomie wykorzystuje je być może dla własnego psychoegocentroizmu [5].
Nie umiem wskazać, które z tych hipotetycznych moich wytłumaczeń może być prawdziwe. Być może jest to tylko jedno z nich, może dwa, może kompilacja wszystkich trzech a może istnieje też jakieś inne. A może żadne z nich a postawa E. Kopacz wynika przede wszystkim z władczej pogardy i lekceważenia Polaków oraz uważania ich za idiotów oraz sklerotycznych imbecyli... chociaż i to jest jakieś nieracjonalne chyba zaklinanie rzeczywistości... Oby!
Niezależnie jednak od tego, jaka jest prawda to E. Kopacz a tym samym kierowane przez nią PO muszą odejść... odejść dla dobra Polaków i Polski. A później być może będzie trzeba im w jakiś sposób zdrowotnie pomóc, bądź odpowiednio osądzić, bądź też pozostawić ich w spokoju... aby wstydliwie zniknęli z polskiej sceny politycznej...
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/10/dlaczego-nie-zagosuje-na-po.html
[2] http://wgospodarce.pl/informacje/21466-ewa-kopacz-klamala-rzady-pis-jako-jedyne-walczyly-przeciwko-tworzeniu-gazociagu-nord-stream-i
[3] http://wpolityce.pl/polityka/269107-ewa-kopacz-idzie-na-calosc-nord-stream-2-nie-bedzie-wybudowany-dzieki-unii-energetycznej-doprawdy
[4] http://niezalezna.pl/72120-ewa-klamca-kopacz-premier-nie-pamieta-co-mowila-wczoraj
[5] "psychoegocentroizm" - to moje słowo (neologizm) stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu (sam "egocentroizm"), przy równoczesnym występowaniu: urojonego przeświadczenia o własnej wielkości, zniekształconego myślenia o rzeczywistości, racjonalizowania nieracjonalnego własnego zachowania i nieracjonalnego jego bronienia "za wszelką cenę", obwiniania innych za jakiekolwiek trudności i przeszkody, skłonności do patologicznego kłamstwa, chronicznego dążenia do osiągnięcia własnych korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle, skupiania się na teoretycznej własnej doskonałości oraz samozadowolenia i zawyżonej nieprawidłowej własnej samooceny, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Tak się jakoś - na potwierdzenie moich słów - złożyło, że zarówno w poniedziałkowej debacie B. Szydło i E. Kopacz, jak i we wtorkowym, wieczornym pojedynku liderów, E. Kopacz przynajmniej dwa razy -wyraźnie i bezczelnie oraz chyba chorobliwie, fanatycznie po prostu - jej zwyczajem skłamała, tym razem na temat skrajnie niekorzystnej dla Polski niemiecko-rosyjskiej umowy o budowie gazociągu bałtyckiego (Nord Stream).
Pierwszym istotnym kłamstwem (w czasie bezpośredniej debaty) było zarzucenie PiS-owi, że w czasie swoich rządów nie reagował ani nie protestował w sprawie Nord Stream I.
Niedługo po tym kłamstwie PiS w swoim oświadczeniu udowodnił, że premier okłamała publicznie 8 mln Polaków oglądających debatę a tym samym wszystkich nas [2]. W oświadczeniu tym szczegółowo przedstawiono podjęte przez Rząd Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 zorganizowane działania w celu zablokowania realizacji budowy Nord Stream I.
We wczorajszej debacie liderów pani B. Szydło w jednej ze swoich wypowiedzi odniosła się do kłamstwa E. Kopacz mówiąc: "Pani wczoraj skłamała, mówiąc, że rząd PiS nie protestował, a protestował. W 2006 przyjął uchwałę, w której wyraził sprzeciw wobec projektu Nord Stream" [3].
Na powyższe słowa agresywnie zareagowała E. Kopacz stwierdzając: "Pani poseł Szydło - pani mówi o uchwale? I co z tego? Nord Stream 1 został wybudowany, a dzięki unii energetycznej, w której Polska ma mocną pozycję Nord Stream 2 nie będzie wybudowany " [3].
Dziś okazało się, że to kolejne, drugie już kłamstwo E. Kopacz dotyczące rurociągu bałtyckiego, tym razem Nord Stream 2 (drugiej nitki), któremu budowie tak mocno i zdecydowanie sprzeciwia się prezydent A. Duda. W dzisiejszej bowiem wypowiedzi na ten temat E. Kopacz całkowicie zaprzeczyła swoim wczorajszym słowom mówiąc: "Nie powiedziałam, że nie powstanie. Będziemy się przed tym bronić. Dzisiaj unia energetyczna i silna pozycja Polski, ale unia energetyczna dbająca o interesy wszystkich członków UE jednakowo, mało tego, określająca priorytety, stąd moje stwierdzenie, że gdyby PiS wpłynął na ustalanie priorytetów w UE, to nigdy nie powstałby Nord Stream 1" [4].
Doprawdy trudno oprzeć się wrażeniu, że dla pani E. Kopacz bezczelne kłamstwa i późniejsze mętne wycofywanie się z nich poprzez kolejne kłamstwa jest rzeczą naturalną, tak jak jej niektóre zachowania. Tak było w sprawie sławnego już "przekopywania na metr w głąb ziemi smoleńskiej", co okazało się przecież wierutnym i prymitywnym kłamstwem, z którego później E. Kopacz starała się mętnie wycofywać. Tak jest i teraz, więc można sądzić, że tak bywało jeszcze wiele razy... choćby zapewne w przypadku "kwot" imigrantów islamskich lub zaprzeczania słowom córki o wyjeździe z Polski...
Nie wiem czym to - charakteryzujące E. Kopacz - zjawisko tłumaczyć. Nasuwają mi się tylko trzy hipotetyczne wytłumaczenia:
Pierwsze to takie, że E. Kopacz być może boi się i wykonuje polecenia A. Merkel a także w sumie W. Putina. Stąd te - racjonalne z tego punktu widzenia - kłamstwa o przekopywaniu na "metr w głąb" czy natychmiastowe wycofanie się z deklaracji, że Nord Stream 2 nie będzie wybudowany.
Drugie to takie, że E. Kopacz być może zrobi wszystko - nawet bezczelnie kłamiąc Polaków - aby mieć i utrzymać władzę PO w Polsce... władzę dla władzy i jej profitów, władzę chroniącą przed odpowiedzialnością za swoje decyzje... przy jednoczesnym frontalnym, fanatycznym i chyba chorobliwym oczernianiu PiS i straszeniu nim Polaków. Z tego punktu widzenia jej kłamstwa i postępowanie wydają się też racjonalne.
Trzecia to ta, że E. Kopacz być może ma problemy osobowościowe i nie kontroluje swoich wypowiedzi, nie ma orientacji o ich sensie a kłamstwo jest immanentną cechą jej osobowości, z którego być może sobie nie zdaje nawet sprawy lub zdaje sobie sprawę, lecz świadomie lub nieświadomie wykorzystuje je być może dla własnego psychoegocentroizmu [5].
Nie umiem wskazać, które z tych hipotetycznych moich wytłumaczeń może być prawdziwe. Być może jest to tylko jedno z nich, może dwa, może kompilacja wszystkich trzech a może istnieje też jakieś inne. A może żadne z nich a postawa E. Kopacz wynika przede wszystkim z władczej pogardy i lekceważenia Polaków oraz uważania ich za idiotów oraz sklerotycznych imbecyli... chociaż i to jest jakieś nieracjonalne chyba zaklinanie rzeczywistości... Oby!
Niezależnie jednak od tego, jaka jest prawda to E. Kopacz a tym samym kierowane przez nią PO muszą odejść... odejść dla dobra Polaków i Polski. A później być może będzie trzeba im w jakiś sposób zdrowotnie pomóc, bądź odpowiednio osądzić, bądź też pozostawić ich w spokoju... aby wstydliwie zniknęli z polskiej sceny politycznej...
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/10/dlaczego-nie-zagosuje-na-po.html
[2] http://wgospodarce.pl/informacje/21466-ewa-kopacz-klamala-rzady-pis-jako-jedyne-walczyly-przeciwko-tworzeniu-gazociagu-nord-stream-i
[3] http://wpolityce.pl/polityka/269107-ewa-kopacz-idzie-na-calosc-nord-stream-2-nie-bedzie-wybudowany-dzieki-unii-energetycznej-doprawdy
[4] http://niezalezna.pl/72120-ewa-klamca-kopacz-premier-nie-pamieta-co-mowila-wczoraj
[5] "psychoegocentroizm" - to moje słowo (neologizm) stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu (sam "egocentroizm"), przy równoczesnym występowaniu: urojonego przeświadczenia o własnej wielkości, zniekształconego myślenia o rzeczywistości, racjonalizowania nieracjonalnego własnego zachowania i nieracjonalnego jego bronienia "za wszelką cenę", obwiniania innych za jakiekolwiek trudności i przeszkody, skłonności do patologicznego kłamstwa, chronicznego dążenia do osiągnięcia własnych korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle, skupiania się na teoretycznej własnej doskonałości oraz samozadowolenia i zawyżonej nieprawidłowej własnej samooceny, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Jeszcze raz refleksyjnie o Unii Europejskiej...
Od zawsze śmieszyła mnie próba odgórnej i anaturalnej budowy z krajów
Europy jakiegoś jednolitego tworu przypominającego jedno federacyjne
państwo.
Projekt Unii Europejskiej z mitycznym jednym Parlamentem, rządem czy jednym trybunałem sądowym od momentu powstania tej idei przypominał mitomańską i megalomańską oraz oderwaną od racjonalności wizję zjednoczonego komunizmem bezklasowego świata "wiecznej szczęśliwości robotniczo-chłopskiej". Zresztą idea ta powstała - podobnie jak komunizm - w głowach bezpaństwowych szalonych quasi komunistów (globalistów) marzących tak naprawdę o likwidacji państw, narodów i wszelkich różnic pomiędzy ludźmi oraz zarządzaniu ludzkością przez scentralizowany, jeden ośrodek władzy . Nieprzypadkowo też chyba Traktat z Maastricht, będący początkiem obecnej UE, podpisano 11 grudnia 1991 roku, czyli tuż przed rozwiązaniem w dniu 26 grudnia tego samego roku ZSRR... Czyżby od początku zakładano po prostu twórczą kontynuację tegoż ostatniego w ramach nowego, unijnego eksperymentu?
Unia Europejska w obecnym kształcie oraz próba jej reformowania to - oprócz marksizmu i jego dzieci: komunizmu i nazizmu - kolejny efekt ludzkich chorych wizji prowadzący w konsekwencji do zniewolenia wielu ludzi przez garstkę totalitarystów. Kiedyś próbowano zbudować te "nowe światy" siłą oręża zbrojnego, dziś wykorzystuje się broń w postaci finansów, pauperyzacji ludzi, propagandy, wyjaławiania tożsamości narodowej i ubezwłasnowolniania poprzez zadłużenie... Sądzę, że gdy zawiodą metody "pokojowe", to i tak żądni władzy i wyzuci z człowieczeństwa socjal-komuno-global-unioniści sięgną po broń w postaci walki zbrojnej...
Szczyty UE mające uratować jej istnienie w obecnym kształcie kończą się z reguły fiaskiem lub kolejnymi planami jeszcze większej integracji: bankowej, fiskalnej, politycznej... Skończy się zapewne planem całkowitego zjednoczenia Europy pod jednym przywódctwem Parlamentu Eurpejskiego (Prezydenta), Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego. Sądzę, że taki chory plan jest zresztą realizowany od samego początku...
Politycznie zbudowano więc jakiś sztuczny twór, który miał zastąpić dobrze funkcjonujące EWG. Chciano dokonać rzeczy niemożliwej: stworzyć jednorodnego mieszkańca Europy i jedno państwo zapominając, że współczesny kształt i podział polityczny naszego kontynentu formował się od ponad 1500 lat, czyli od upadku innej mitomańskiej namiastki jednego wielkiego państwa: Cesarstwa Rzymskiego.
Sama decyzja o utworzeniu - w projektowanej ex ante formie - UE, a w szczególności wspólnej waluty Euro implikowały od początku jej dzisiejszy kryzys i prawdopodobny upadek.
Doprawdy... Dzisiejsi unioniści - ratując UE i strefę Euro - przejawiają wszystkie charakterystyczne objawy tzw. syndromu "strażaka-podpalacza": najpierw na piasku zbudowali drewniany szałas, później go "podpalili" a teraz "gaszą"... zakrywając płomienie kolejnymi warstwami nowych gałęzi! Efekt takiego gaszenia oczywiście będzie tylko jeden... jeszcze większy pożar...
Niesatysfakcjonujące dla swoistych "Eurotomanów"* ich ostatnie "szczytowania unijne" wydają się dla nich niemal szokiem. Podobnie jak kryzys w Grecji, na Cyprze i w południowych krajach Europy. Coraz więcej mieszkańców poszczególnych kraów jest coraz bardziej wrogo nastawionych do zniemczonej UE.
Warto jednak zwrócić uwagę, że obecny kryzys nie jest kryzysem państw europejskich a li tylko instytucji zwanej Unią Europejską. Przed powstaniem tej instytucji Europa i jej kraje istniały, trwały i rozwijały się... Po jej likwidacji również Europa i jej kraje będą istniały, trwały i rozwijały się ... bogatsze o nowe negatywne doświadczenia, które - mam nadzieję - pozwolą im uniknąć powtarzania błędów w przyszłości.
Kontynent zwany Europą liczy dziś oficjalnie 46 państw, do UE należy 27, do strefy Euro 17. Należy chyba więc uzmysłowić tym Eurotomanom, że od wieków Europa i jej poszczególne kraje były różne. W większości odmienne są nie tylko pod względem kultury, obyczajów, tradycji, języka, historii a nawet pochodzenia etnicznego mieszkańców, ale także pod względem gospodarczym i politycznym. Stanowią niejako odrębne rodziny w europejskim budynku wielorodzinnym...
Poszczególne kraje mają swoją unikalną tożsamość, ale łączy je pewien model cywilizacyjnego i opartego na wartościach chrześcijańskich rozwoju, który może być podstawą bardzo dobrej współpracy i przyjaznego sąsiedztwa. Niemniej zawsze będzie to 17, 27 czy 46 odrębnych krajów o tzw.: "różnych prędkościach", przy czym nie można ich sprowadzać tylko do sfery gospodarczej. Francuz pozostanie Francuzem, Holender Holendrem, Niemiec Niemcem a Polak Polakiem i nie zmieni tego żadna nawet eugeniczna interwencja szalonych naukowców czy też masowo stosowana przez psychotycznych "Eurotomanów" inżynieria społeczna.
Likwidacja więc de facto krajów europejskich w imię budowy jednolitego państwa jest przedsięwzięciem zabójczym dla przyszłości narodów europejskich jak i samej Europy.
Pozostaje jedynie zapytać: Czy Europejczycy są samobójcami, czy też może dali się zniewolić przez jednostki opanowane "eurotomanią", czy też stali się ofiarą nie europejskich morderców?
Pozdrawiam
*Eurotomania - hipotetyczna jednostka a'la chorobowa charakteryzująca się występowaniem u osób nią dotkniętych - z jednej strony - urojonego przeświadczenia o powszechnej miłości i uwielbienia mieszkańców krajów Europy do Unii Europejskiej a - z drugiej strony - objawów charakterystycznych dla wszelkiego typu uzależnień, t.j. zniekształconego myślenia o Europie i UE, racjonalizowania konieczności utworzenia i trwania UE, nieracjonalnego jej bronienia "za wszelką cenę" i obwiniania innych za powodowanie przez UE trudności. Ponadto - z wieloletnich obserwacji klinicznych - zauważono też u "Eurotomanów" występowanie zachowań niemalże psychopatycznych (aspołecznych) i psychotycznych: skłonność do patologicznego kłamstwa twórców UE, którego celem jest osiągnięcia korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle (mitomania); skupianie się na teoretycznej doskonałości UE oraz samozadowolenie i zawyżoną nieprawidłową samoocenę jej założycieli i budowniczych, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości (megalomania). Często też "Eurotomanów" cechuje "egocentroizm"**.
**Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu.
P.S.
Jako uzupełnienie kompilacja wypowiedzi N. Farage o UE
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=zic0GIKfdB4
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Projekt Unii Europejskiej z mitycznym jednym Parlamentem, rządem czy jednym trybunałem sądowym od momentu powstania tej idei przypominał mitomańską i megalomańską oraz oderwaną od racjonalności wizję zjednoczonego komunizmem bezklasowego świata "wiecznej szczęśliwości robotniczo-chłopskiej". Zresztą idea ta powstała - podobnie jak komunizm - w głowach bezpaństwowych szalonych quasi komunistów (globalistów) marzących tak naprawdę o likwidacji państw, narodów i wszelkich różnic pomiędzy ludźmi oraz zarządzaniu ludzkością przez scentralizowany, jeden ośrodek władzy . Nieprzypadkowo też chyba Traktat z Maastricht, będący początkiem obecnej UE, podpisano 11 grudnia 1991 roku, czyli tuż przed rozwiązaniem w dniu 26 grudnia tego samego roku ZSRR... Czyżby od początku zakładano po prostu twórczą kontynuację tegoż ostatniego w ramach nowego, unijnego eksperymentu?
Unia Europejska w obecnym kształcie oraz próba jej reformowania to - oprócz marksizmu i jego dzieci: komunizmu i nazizmu - kolejny efekt ludzkich chorych wizji prowadzący w konsekwencji do zniewolenia wielu ludzi przez garstkę totalitarystów. Kiedyś próbowano zbudować te "nowe światy" siłą oręża zbrojnego, dziś wykorzystuje się broń w postaci finansów, pauperyzacji ludzi, propagandy, wyjaławiania tożsamości narodowej i ubezwłasnowolniania poprzez zadłużenie... Sądzę, że gdy zawiodą metody "pokojowe", to i tak żądni władzy i wyzuci z człowieczeństwa socjal-komuno-global-unioniści sięgną po broń w postaci walki zbrojnej...
Szczyty UE mające uratować jej istnienie w obecnym kształcie kończą się z reguły fiaskiem lub kolejnymi planami jeszcze większej integracji: bankowej, fiskalnej, politycznej... Skończy się zapewne planem całkowitego zjednoczenia Europy pod jednym przywódctwem Parlamentu Eurpejskiego (Prezydenta), Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego. Sądzę, że taki chory plan jest zresztą realizowany od samego początku...
Politycznie zbudowano więc jakiś sztuczny twór, który miał zastąpić dobrze funkcjonujące EWG. Chciano dokonać rzeczy niemożliwej: stworzyć jednorodnego mieszkańca Europy i jedno państwo zapominając, że współczesny kształt i podział polityczny naszego kontynentu formował się od ponad 1500 lat, czyli od upadku innej mitomańskiej namiastki jednego wielkiego państwa: Cesarstwa Rzymskiego.
Sama decyzja o utworzeniu - w projektowanej ex ante formie - UE, a w szczególności wspólnej waluty Euro implikowały od początku jej dzisiejszy kryzys i prawdopodobny upadek.
Doprawdy... Dzisiejsi unioniści - ratując UE i strefę Euro - przejawiają wszystkie charakterystyczne objawy tzw. syndromu "strażaka-podpalacza": najpierw na piasku zbudowali drewniany szałas, później go "podpalili" a teraz "gaszą"... zakrywając płomienie kolejnymi warstwami nowych gałęzi! Efekt takiego gaszenia oczywiście będzie tylko jeden... jeszcze większy pożar...
Niesatysfakcjonujące dla swoistych "Eurotomanów"* ich ostatnie "szczytowania unijne" wydają się dla nich niemal szokiem. Podobnie jak kryzys w Grecji, na Cyprze i w południowych krajach Europy. Coraz więcej mieszkańców poszczególnych kraów jest coraz bardziej wrogo nastawionych do zniemczonej UE.
Warto jednak zwrócić uwagę, że obecny kryzys nie jest kryzysem państw europejskich a li tylko instytucji zwanej Unią Europejską. Przed powstaniem tej instytucji Europa i jej kraje istniały, trwały i rozwijały się... Po jej likwidacji również Europa i jej kraje będą istniały, trwały i rozwijały się ... bogatsze o nowe negatywne doświadczenia, które - mam nadzieję - pozwolą im uniknąć powtarzania błędów w przyszłości.
Kontynent zwany Europą liczy dziś oficjalnie 46 państw, do UE należy 27, do strefy Euro 17. Należy chyba więc uzmysłowić tym Eurotomanom, że od wieków Europa i jej poszczególne kraje były różne. W większości odmienne są nie tylko pod względem kultury, obyczajów, tradycji, języka, historii a nawet pochodzenia etnicznego mieszkańców, ale także pod względem gospodarczym i politycznym. Stanowią niejako odrębne rodziny w europejskim budynku wielorodzinnym...
Poszczególne kraje mają swoją unikalną tożsamość, ale łączy je pewien model cywilizacyjnego i opartego na wartościach chrześcijańskich rozwoju, który może być podstawą bardzo dobrej współpracy i przyjaznego sąsiedztwa. Niemniej zawsze będzie to 17, 27 czy 46 odrębnych krajów o tzw.: "różnych prędkościach", przy czym nie można ich sprowadzać tylko do sfery gospodarczej. Francuz pozostanie Francuzem, Holender Holendrem, Niemiec Niemcem a Polak Polakiem i nie zmieni tego żadna nawet eugeniczna interwencja szalonych naukowców czy też masowo stosowana przez psychotycznych "Eurotomanów" inżynieria społeczna.
Likwidacja więc de facto krajów europejskich w imię budowy jednolitego państwa jest przedsięwzięciem zabójczym dla przyszłości narodów europejskich jak i samej Europy.
Pozostaje jedynie zapytać: Czy Europejczycy są samobójcami, czy też może dali się zniewolić przez jednostki opanowane "eurotomanią", czy też stali się ofiarą nie europejskich morderców?
Pozdrawiam
*Eurotomania - hipotetyczna jednostka a'la chorobowa charakteryzująca się występowaniem u osób nią dotkniętych - z jednej strony - urojonego przeświadczenia o powszechnej miłości i uwielbienia mieszkańców krajów Europy do Unii Europejskiej a - z drugiej strony - objawów charakterystycznych dla wszelkiego typu uzależnień, t.j. zniekształconego myślenia o Europie i UE, racjonalizowania konieczności utworzenia i trwania UE, nieracjonalnego jej bronienia "za wszelką cenę" i obwiniania innych za powodowanie przez UE trudności. Ponadto - z wieloletnich obserwacji klinicznych - zauważono też u "Eurotomanów" występowanie zachowań niemalże psychopatycznych (aspołecznych) i psychotycznych: skłonność do patologicznego kłamstwa twórców UE, którego celem jest osiągnięcia korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle (mitomania); skupianie się na teoretycznej doskonałości UE oraz samozadowolenie i zawyżoną nieprawidłową samoocenę jej założycieli i budowniczych, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości (megalomania). Często też "Eurotomanów" cechuje "egocentroizm"**.
**Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu.
P.S.
Jako uzupełnienie kompilacja wypowiedzi N. Farage o UE
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=zic0GIKfdB4
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
sobota, 10 grudnia 2011
Eurotomani!* Europa dziś i w przyszłości to Europa 27 a nawet 46 prędkości...
Witam...
Tylko tak refleksyjnie...
Od zawsze śmieszyła mnie próba odgórnej i anaturalnej budowy z krajów Europy jakiegoś jednolitego tworu przypominającego jedno federacyjne państwo.
Projekt Unii Europejskiej z mitycznym jednym Parlamentem, rządem czy jednym trybunałem sądowym od momentu powstania tej idei przypominał mitomańską i megalomańską oraz oderwaną od racjonalności wizję zjednoczonego komunizmem bezklasowego świata "wiecznej szczęśliwości robotniczo-chłopskiej". Zresztą idea ta powstała - podobnie jak komunizm - w głowach bezpaństwowych szalonych quasi komunistów (globalistów) marzących tak naprawdę o likwidacji państw, narodów i wszelkich różnic pomiędzy ludźmi oraz zarządzaniu ludzkością przez scentralizowany, jeden ośrodek władzy . Nieprzypadkowo też chyba Traktat z Maastricht, będący początkiem obecnej UE, podpisano 11 grudnia 1991 roku, czyli tuż przed rozwiązaniem w dniu 26 grudnia tego samego roku ZSRR... Czyżby od początku zakładano po prostu twórczą kontynuację tegoż ostatniego w ramach nowego, unijnego eksperymentu?
Unia Europejska w obecnym kształcie oraz próba jej reformowania to - oprócz marksizmu i jego dzieci: komunizmu i nazizmu - kolejny efekt ludzkich chorych wizji prowadzący w konsekwencji do zniewolenia wielu ludzi przez garstkę totalitarystów. Kiedyś próbowano zbudować te "nowe światy" siłą oręża zbrojnego, dziś wykorzystuje się broń w postaci finansów, pauperyzacji ludzi, propagandy, wyjaławiania tożsamości narodowej i ubezwłasnowolniania poprzez zadłużenie... Sądzę, że gdy zawiodą metody "pokojowe", to i tak żądni władzy i wyzuci z człowieczeństwa socjal-komuno-global-unioniści sięgną po broń w postaci walki zbrojnej...
Szczyt UE mający uratować jej istnienie w obecnym kształcie zakończył się całkowitym fiaskiem, bo inaczej nie mógł się po prostu zakończyć.
Politycznie zbudowano jakiś sztuczny twór, który miał zastąpić dobrze funkcjonujące EWG. Chciano dokonać rzeczy niemożliwej: stworzyć jednorodnego mieszkańca Europy i jedno państwo zapominając, że współczesny kształt i podział polityczny naszego kontynentu formował się od ponad 1500 lat, czyli od upadku innej mitomańskiej namiastki jednego wielkiego państwa: Cesarstwa Rzymskiego.
Sama decyzja o utworzeniu - w projektowanej ex ante formie - UE, a w szczególności wspólnej waluty Euro implikowały od początku jej dzisiejszy kryzys i prawdopodobny upadek.
Doprawdy... Dzisiejsi unioniści - ratując UE i strefę Euro - przejawiają wszystkie charakterystyczne objawy tzw. syndromu "strażaka-podpalacza": najpierw na piasku zbudowali drewniany szałas, później go "podpalili" a teraz "gaszą"... zakrywając płomienie kolejnymi warstwami nowych gałęzi! Efekt takiego gaszenia oczywiście będzie tylko jeden... jeszcze większy pożar...
Niesatysfakcjonujące dla swoistych "Eurotomanów" ich ostatnie "szczytowanie unijne" wydaje się dla nich niemal szokiem. Zewsząd w prasie i na forach rozległ się głośny lament o tworzeniu Europy "dwóch czy też trzech prędkości". Za tą "unijną anejakulację" właśnie zakończonego aktu miłosnego - mającego uratować ten toksyczny związek państw - "Eurotomani" obwiniają wstrętnych Brytyjczyków, Węgrów czy Czechów zamiast poszukiwać winy w samej idei Unii Europejskiej. Dzisiejszy kryzys nie jest kryzysem państw europejskich a li tylko instytucji zwanej Unią Europejską. Przed powstaniem tej instytucji Europa i jej kraje istniały, trwały i rozwijały się... Po jej likwidacji również Europa i jej kraje będą istniały, trwały i rozwijały się ... bogatsze o nowe negatywne doświadczenia, które - mam nadzieję - pozwolą im uniknąć powtarzania błędów w przyszłości.
Kontynent zwany Europą liczy dziś oficjalnie 46 państw, do UE należy 27, do strefy Euro 17. Należy chyba więc uzmysłowić tym Eurotomanom, że od wieków Europa i jej poszczególne kraje były różne. W większości odmienne są nie tylko pod względem kultury, obyczajów, tradycji, języka, historii a nawet pochodzenia etnicznego mieszkańców, ale także pod względem gospodarczym i politycznym. Stanowią niejako odrębne rodziny w europejskim budynku wielorodzinnym...
Poszczególne kraje mają swoją unikalną tożsamość, ale łączy je pewien model cywilizacyjnego i opartego na wartościach chrześcijańskich rozwoju, który może być podstawą bardzo dobrej współpracy i przyjaznego sąsiedztwa. Niemniej zawsze będzie to 17, 27 czy 46 odrębnych krajów o tzw.: "różnych prędkościach", przy czym nie można ich sprowadzać tylko do sfery gospodarczej. Francuz pozostanie Francuzem, Holender Holendrem, Niemiec Niemcem a Polak Polakiem i nie zmieni tego żadna nawet eugeniczna interwencja szalonych naukowców czy też masowo stosowana przez psychotycznych "Eurotomanów" inżynieria społeczna.
Likwidacja więc de facto krajów europejskich w imię budowy jednolitego państwa jest przedsięwzięciem zabójczym dla przyszłości narodów europejskich jak i samej Europy.
Pozostaje jedynie zapytać: Czy Europejczycy są samobójcami, czy też może dali się zniewolić przez jednostki opanowane "eurotomanią", czy też stali się ofiarą nie europejskich morderców?
Pozdrawiam
*Eurotomania - hipotetyczna jednostka a'la chorobowa charakteryzująca się występowaniem u osób nią dotkniętych - z jednej strony - urojonego przeświadczenia o powszechnej miłości i uwielbienia mieszkańców krajów Europy do Unii Europejskiej a - z drugiej strony - objawów charakterystycznych dla wszelkiego typu uzależnień, t.j. zniekształconego myślenia o Europie i UE, racjonalizowania konieczności utworzenia i trwania UE, nieracjonalnego jej bronienia "za wszelką cenę" i obwiniania innych za powodowanie przez UE trudności. Ponadto - z wieloletnich obserwacji klinicznych - zauważono też u "Eurotomanów" występowanie zachowań niemalże psychopatycznych (aspołecznych) i psychotycznych: skłonność do patologicznego kłamstwa twórców UE, którego celem jest osiągnięcia korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle (mitomania); skupianie się na teoretycznej doskonałości UE oraz samozadowolenie i zawyżoną nieprawidłową samoocenę jej założycieli i budowniczych, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości (megalomania). Często też "Eurotomanów" cechuje "egocentroizm"**.
**Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Tylko tak refleksyjnie...
Od zawsze śmieszyła mnie próba odgórnej i anaturalnej budowy z krajów Europy jakiegoś jednolitego tworu przypominającego jedno federacyjne państwo.
Projekt Unii Europejskiej z mitycznym jednym Parlamentem, rządem czy jednym trybunałem sądowym od momentu powstania tej idei przypominał mitomańską i megalomańską oraz oderwaną od racjonalności wizję zjednoczonego komunizmem bezklasowego świata "wiecznej szczęśliwości robotniczo-chłopskiej". Zresztą idea ta powstała - podobnie jak komunizm - w głowach bezpaństwowych szalonych quasi komunistów (globalistów) marzących tak naprawdę o likwidacji państw, narodów i wszelkich różnic pomiędzy ludźmi oraz zarządzaniu ludzkością przez scentralizowany, jeden ośrodek władzy . Nieprzypadkowo też chyba Traktat z Maastricht, będący początkiem obecnej UE, podpisano 11 grudnia 1991 roku, czyli tuż przed rozwiązaniem w dniu 26 grudnia tego samego roku ZSRR... Czyżby od początku zakładano po prostu twórczą kontynuację tegoż ostatniego w ramach nowego, unijnego eksperymentu?
Unia Europejska w obecnym kształcie oraz próba jej reformowania to - oprócz marksizmu i jego dzieci: komunizmu i nazizmu - kolejny efekt ludzkich chorych wizji prowadzący w konsekwencji do zniewolenia wielu ludzi przez garstkę totalitarystów. Kiedyś próbowano zbudować te "nowe światy" siłą oręża zbrojnego, dziś wykorzystuje się broń w postaci finansów, pauperyzacji ludzi, propagandy, wyjaławiania tożsamości narodowej i ubezwłasnowolniania poprzez zadłużenie... Sądzę, że gdy zawiodą metody "pokojowe", to i tak żądni władzy i wyzuci z człowieczeństwa socjal-komuno-global-unioniści sięgną po broń w postaci walki zbrojnej...
Szczyt UE mający uratować jej istnienie w obecnym kształcie zakończył się całkowitym fiaskiem, bo inaczej nie mógł się po prostu zakończyć.
Politycznie zbudowano jakiś sztuczny twór, który miał zastąpić dobrze funkcjonujące EWG. Chciano dokonać rzeczy niemożliwej: stworzyć jednorodnego mieszkańca Europy i jedno państwo zapominając, że współczesny kształt i podział polityczny naszego kontynentu formował się od ponad 1500 lat, czyli od upadku innej mitomańskiej namiastki jednego wielkiego państwa: Cesarstwa Rzymskiego.
Sama decyzja o utworzeniu - w projektowanej ex ante formie - UE, a w szczególności wspólnej waluty Euro implikowały od początku jej dzisiejszy kryzys i prawdopodobny upadek.
Doprawdy... Dzisiejsi unioniści - ratując UE i strefę Euro - przejawiają wszystkie charakterystyczne objawy tzw. syndromu "strażaka-podpalacza": najpierw na piasku zbudowali drewniany szałas, później go "podpalili" a teraz "gaszą"... zakrywając płomienie kolejnymi warstwami nowych gałęzi! Efekt takiego gaszenia oczywiście będzie tylko jeden... jeszcze większy pożar...
Niesatysfakcjonujące dla swoistych "Eurotomanów" ich ostatnie "szczytowanie unijne" wydaje się dla nich niemal szokiem. Zewsząd w prasie i na forach rozległ się głośny lament o tworzeniu Europy "dwóch czy też trzech prędkości". Za tą "unijną anejakulację" właśnie zakończonego aktu miłosnego - mającego uratować ten toksyczny związek państw - "Eurotomani" obwiniają wstrętnych Brytyjczyków, Węgrów czy Czechów zamiast poszukiwać winy w samej idei Unii Europejskiej. Dzisiejszy kryzys nie jest kryzysem państw europejskich a li tylko instytucji zwanej Unią Europejską. Przed powstaniem tej instytucji Europa i jej kraje istniały, trwały i rozwijały się... Po jej likwidacji również Europa i jej kraje będą istniały, trwały i rozwijały się ... bogatsze o nowe negatywne doświadczenia, które - mam nadzieję - pozwolą im uniknąć powtarzania błędów w przyszłości.
Kontynent zwany Europą liczy dziś oficjalnie 46 państw, do UE należy 27, do strefy Euro 17. Należy chyba więc uzmysłowić tym Eurotomanom, że od wieków Europa i jej poszczególne kraje były różne. W większości odmienne są nie tylko pod względem kultury, obyczajów, tradycji, języka, historii a nawet pochodzenia etnicznego mieszkańców, ale także pod względem gospodarczym i politycznym. Stanowią niejako odrębne rodziny w europejskim budynku wielorodzinnym...
Poszczególne kraje mają swoją unikalną tożsamość, ale łączy je pewien model cywilizacyjnego i opartego na wartościach chrześcijańskich rozwoju, który może być podstawą bardzo dobrej współpracy i przyjaznego sąsiedztwa. Niemniej zawsze będzie to 17, 27 czy 46 odrębnych krajów o tzw.: "różnych prędkościach", przy czym nie można ich sprowadzać tylko do sfery gospodarczej. Francuz pozostanie Francuzem, Holender Holendrem, Niemiec Niemcem a Polak Polakiem i nie zmieni tego żadna nawet eugeniczna interwencja szalonych naukowców czy też masowo stosowana przez psychotycznych "Eurotomanów" inżynieria społeczna.
Likwidacja więc de facto krajów europejskich w imię budowy jednolitego państwa jest przedsięwzięciem zabójczym dla przyszłości narodów europejskich jak i samej Europy.
Pozostaje jedynie zapytać: Czy Europejczycy są samobójcami, czy też może dali się zniewolić przez jednostki opanowane "eurotomanią", czy też stali się ofiarą nie europejskich morderców?
Pozdrawiam
*Eurotomania - hipotetyczna jednostka a'la chorobowa charakteryzująca się występowaniem u osób nią dotkniętych - z jednej strony - urojonego przeświadczenia o powszechnej miłości i uwielbienia mieszkańców krajów Europy do Unii Europejskiej a - z drugiej strony - objawów charakterystycznych dla wszelkiego typu uzależnień, t.j. zniekształconego myślenia o Europie i UE, racjonalizowania konieczności utworzenia i trwania UE, nieracjonalnego jej bronienia "za wszelką cenę" i obwiniania innych za powodowanie przez UE trudności. Ponadto - z wieloletnich obserwacji klinicznych - zauważono też u "Eurotomanów" występowanie zachowań niemalże psychopatycznych (aspołecznych) i psychotycznych: skłonność do patologicznego kłamstwa twórców UE, którego celem jest osiągnięcia korzyści lub przedstawienia się w lepszym świetle (mitomania); skupianie się na teoretycznej doskonałości UE oraz samozadowolenie i zawyżoną nieprawidłową samoocenę jej założycieli i budowniczych, co do świadomości własnej wartości, posiadanego znaczenia i możliwości (megalomania). Często też "Eurotomanów" cechuje "egocentroizm"**.
**Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 25 sierpnia 2010
Biedny Tusk... od piątku nowy zarząd TVP pod szyldami SLD-WSI?
Witam
Nieraz są takie chwile, kiedy autentycznie jest mi satysfakcjonująco żal Donalda Strachliwego Tuska. Takie przebłyski pojawiają sie na krótką chwilę, by szybko zgasnąć.
Kiedyś napisałem: "Tylko jakakolwiek treść przedstawiająca jakąś WARTOŚĆ jest godna szacunku i krytyki, PUSTKA zasługuje na milczenie, zapomnienie i ignorowanie a gdy jeszcze przemieszana jest egocentroistycznym* fetorem, to zasługuje na pogardę a jej miejsce jest pośród fecesów".
Bo można szanować przeciwnika nawet wtedy, gdy ponosi porażkę. Można też mieć z niej satysfakcję wynikającą z własnego zwycięstwa. Jest tylko jeden warunek... taki przeciwnik musi reprezentować sobą co najmniej tzw.: "zdolność honorową"...
Z powyższego powodu te moje krótkie chwile litowania się nad Donaldem Tuskiem znikają w momencie uświadomienia sobie, iż ta namiastka polityka jest tylko kolorowym infantylnym opakowaniem, wewnątrz skrywającym skarby w postaci resztek zatęchłej i cokolwiek roznoszącej fetor galarety. Ta "meduizowata" substancja zajmuje jednak tylko drobną część objetości tegoż opakowania... zdecydowaną wiekszość wypełnia pustka, próżnia...
W takich momentach przypominam sobie zawsze słowa wypowiedziane przez tegoż osobnika: "Główną motywacją mojej aktywności publicznej była potrzeba władzy i żądza popularności. Ta druga była nawet silniejsza od pierwszej, bo chyba jestem bardziej próżny, niż spragniony władzy. Nawet na pewno..." (Źródło: Rafał Kalukin, Donald Tusk: kariera brata łaty, http://wyborcza.pl/1,76498,2968784.html)
Czy coś trzeba dodawać więcej w kontekście umiłowania D. Tuska do grafik sondażowych, które dla niego są najważniejsze dla jego egzystencji na tym ziemskim padole? Czyż można sie dziwić, że dla niego najważniejsza jest kreacja własnej pustki w mediach, dzięki którym owa popularność jest kształtowana? Czyż w końcu są warte głębszych dyskursów jego poczynania w stylu kościelnego ożenku tuż przed wyborami w roku 2005 (po wielu latach małżeństwa bezkatolickiego) czy płynący z jego otworu gębowego słowotok kilkudziesięciu obietnic i cudów, które dokona lub wycuduje po zwycięstwie w 2007 roku?
Dawno temu proponowałem komercyjnym firmom wprowadzenie nowego produktu nawiązującego do jednego z pierwszych reklamowanych w telewizyjach w początkowym okresie budowy kapitalizmu, czyli PRUSAKOLEPU. Moja propozycja była wynikiem uzyskanych informacji, że zarówno D. Tusk jak i A. Merkel mają korzenie prusacko-niemieckie i rodzinnie w przedwojennych Prusach Wschodnich byli niemal sąsiadami. Teraz proponuję wprowadzenie na rynek odświeżacza powietrza pod nazwą "TUSKFRESH", którego ideą, misją byłaby likwidacja nieprzyjemnego fetoru fecesowej próżni osobowościowej.
"Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada".
Ta ludowa maksyma idealnie się sprawdza w odniesieniu do losów politycznych naszego Donalda Strachliwego, którego premierowanie będzie opisywane na kartach historii zapewne jako jeden z najhaniebniejszych okresów Rzeczpospolitej.
Tak nieraz - mimo tego wszytkiego, co napisałem powyżej - jednak jakieś Tuskowe zjawy goszczą przez moment w mojej świadomości...
Zaiste! Biedny jest ten Donald Strachliwy - Leniwy a może Donald Antypolsko Parszywy? Sam jestem ciekaw jakim to określeniem obdarzą Donalda historycy i przyszłe pokolenia. Ja mam wielkie obawy, że swoim wnukom będę go opisywał (chociaż tego nie chcę i mam nadzieję, że tak nie będzie) jako Donalda: Pustego, Kozło-Ofiarnego, Fanfarona Zakutego (z ang.: muttonhead).
Tak naprawdę pozostaną po nim słynne słowa z Nocneuj Zmiany: "Panowie, policzmy głosy" oddające w pełni jego sposób funcjonowania w polityce. Smutny z niego, mały człowiek bez znaczenia zarówno dla opozycji... ale przede wszystkim dla tych, których być moze uważał za swoich sprzymierzeńców... a Oni właśnie od samego początku trakowali go jako "pożytecznego idiotę"... No cóż "pożyteczni idioci" dla podzbioru spec-Chłopców, dla całości zbioru jakim jest społeczeństwo są już postrzegani bezprzymiotnikowo.
Ta kochana przez Donalda Tuska popularność, ta bijąca od niego próżność i ta miłość bycia oklaskiwanym... To wszystko już niebawem będzie tylko dla niego wspomnieniem rodzącym zapewne frustrację, depresję i stan bezcelowości dalszego funcjonowania. Naprawdę... Biedaczysko... nie został prezydentem, nie wywalczył żadnych wpływów, nic nie osiagnął, z Wawelu wygoniłyby go duchy wielkich Polaków, na kartach polskiej historii będzie "szkodnikiem" a teraz straci publiczne media a przede wszystkim telewizję. Tak walczył przez te wszystkie lata o ich przejęcie, co - z jego punktu widzenia - było naturalne... dzięki mediom ON w ogóle istniał... dzięki nim żył politycznie.. A teraz KLOPS!
Zostałeś Tusku wyrolowany, ośmieszony przez tych, którzy, jak Ci się wydawało, są po Twojej stronie i na których masz jakiś wopływ.
Nic z tego Panie Donaldzie Tusku Strachliwy. B. (k...) tuż przed rezygnacją z funkcji Marszałka mianował bez Twojej wiedzy swoich członków KRRiT a teraz...
"W piątek ma się zebrać rada nadzorcza Telewizji Polskiej. Na jej posiedzeniu może być zmienione kierownictwo telewizji. Posiedzenie ma być zwołane na wniosek Małgorzaty Wiśnickiej-Hińczy, która w radzie nadzorczej TVP kojarzona jest z SLD (nie udało nam się wczoraj z nią skontaktować). Pierwszy poinformował o tym Presserwis. W obecnej radzie od września ubiegłego roku trwa koalicja SLD z PiS. W trakcie posiedzenia ma być zmieniony przewodniczący rady nadzorczej Bogusław Szwedo (związany z PiS). Równocześnie członkowie rady związani z SLD planują zawieszenie dwóch członków zarządu - prezesa TVP Romualda Orła i Przemysława Tejkowskiego. Obecnie PiS ma w radzie nadzorczej czterech członków. SLD - trzech, do tego reprezentant Bolesława Borysiuka, b. członka Samoobrony, oraz reprezentant skarbu państwa. Warunkiem powodzenia operacji jest poparcie przez przedstawiciela skarbu państwa. Nie wiadomo jednak, dlaczego rząd miałby poprzeć takie rozwiązanie, bowiem w ciągu miesiąca wejdzie w życie nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji umożliwiająca zmianę zarządów mediów publicznych w trakcie kadencji. Jeśli dojdzie do zmiany w zarządzie, władza w TVP trafi w ręce Włodzimierza Ławniczaka (SLD) i Pawła Palucha (kojarzony z Borysiukiem). Taki układ może przetrwać stosunkowo długo, bo w KRRiT Sojusz dysponuje dwoma głosami, które pozwalają zablokować każdą decyzję".
(Źródło: Kolejny przewrót w TVP?, http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8286178,Kolejny_przewrot_w_TVP_.html)
"Miałeś chamie złoty róg, został Ci się ino sznur"... i na tym wypadałoby zakończyć...
Pozdrawiam
P.S.
Niestety... prawodopodobnie przejęcie mediów publicznych przez SLD i WSI nastapi szybciej niż się wszyscy spodziewaliśmy. Pewnie dla otarcia łez coś skapnie PO i Donaldowi Tuskowi, ale to juz będzie koniec jakiejkolwiek niezalżności i wolności medialnej w Polsce. Nadchodzi czas kompletnej monopolizacji przekazu medialnego przez jedno środowisko polityczne, jeden ośrodek władzy skupionej wokół zsowietyzowanych służb specjalnych rodem z PRL i samej PRL z jej komunistycznymi funcjonariuszami. Tego nie uzyskali Komuniści do 1989 roku, uzyskali teraz. Ironia historii...
W ostatnich kilkunastu dniach TVP próbowała przemycić jeszcze kilka filmów dokumentalnych i fabularnych, których zapewne już długo nie ujrzymy. Polecam filmy: "Sowiecka Historia" (film obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notce i komentarzach TU); "Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza" (film również obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notkach i komentarzach TU i TU) czy też fabularny: "Ostatni Dzwonek" (emisja odbyła się 21 sierpnia w TVP1 - niestety nie mam linku do filmu). Być może jeszcze przygotowano jakieś niespodzianki, ale od piątku mogą sie one już nie ukazać...
*Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu.
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Nieraz są takie chwile, kiedy autentycznie jest mi satysfakcjonująco żal Donalda Strachliwego Tuska. Takie przebłyski pojawiają sie na krótką chwilę, by szybko zgasnąć.
Kiedyś napisałem: "Tylko jakakolwiek treść przedstawiająca jakąś WARTOŚĆ jest godna szacunku i krytyki, PUSTKA zasługuje na milczenie, zapomnienie i ignorowanie a gdy jeszcze przemieszana jest egocentroistycznym* fetorem, to zasługuje na pogardę a jej miejsce jest pośród fecesów".
Bo można szanować przeciwnika nawet wtedy, gdy ponosi porażkę. Można też mieć z niej satysfakcję wynikającą z własnego zwycięstwa. Jest tylko jeden warunek... taki przeciwnik musi reprezentować sobą co najmniej tzw.: "zdolność honorową"...
Z powyższego powodu te moje krótkie chwile litowania się nad Donaldem Tuskiem znikają w momencie uświadomienia sobie, iż ta namiastka polityka jest tylko kolorowym infantylnym opakowaniem, wewnątrz skrywającym skarby w postaci resztek zatęchłej i cokolwiek roznoszącej fetor galarety. Ta "meduizowata" substancja zajmuje jednak tylko drobną część objetości tegoż opakowania... zdecydowaną wiekszość wypełnia pustka, próżnia...
W takich momentach przypominam sobie zawsze słowa wypowiedziane przez tegoż osobnika: "Główną motywacją mojej aktywności publicznej była potrzeba władzy i żądza popularności. Ta druga była nawet silniejsza od pierwszej, bo chyba jestem bardziej próżny, niż spragniony władzy. Nawet na pewno..." (Źródło: Rafał Kalukin, Donald Tusk: kariera brata łaty, http://wyborcza.pl/1,76498,2968784.html)
Czy coś trzeba dodawać więcej w kontekście umiłowania D. Tuska do grafik sondażowych, które dla niego są najważniejsze dla jego egzystencji na tym ziemskim padole? Czyż można sie dziwić, że dla niego najważniejsza jest kreacja własnej pustki w mediach, dzięki którym owa popularność jest kształtowana? Czyż w końcu są warte głębszych dyskursów jego poczynania w stylu kościelnego ożenku tuż przed wyborami w roku 2005 (po wielu latach małżeństwa bezkatolickiego) czy płynący z jego otworu gębowego słowotok kilkudziesięciu obietnic i cudów, które dokona lub wycuduje po zwycięstwie w 2007 roku?
Dawno temu proponowałem komercyjnym firmom wprowadzenie nowego produktu nawiązującego do jednego z pierwszych reklamowanych w telewizyjach w początkowym okresie budowy kapitalizmu, czyli PRUSAKOLEPU. Moja propozycja była wynikiem uzyskanych informacji, że zarówno D. Tusk jak i A. Merkel mają korzenie prusacko-niemieckie i rodzinnie w przedwojennych Prusach Wschodnich byli niemal sąsiadami. Teraz proponuję wprowadzenie na rynek odświeżacza powietrza pod nazwą "TUSKFRESH", którego ideą, misją byłaby likwidacja nieprzyjemnego fetoru fecesowej próżni osobowościowej.
"Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada".
Ta ludowa maksyma idealnie się sprawdza w odniesieniu do losów politycznych naszego Donalda Strachliwego, którego premierowanie będzie opisywane na kartach historii zapewne jako jeden z najhaniebniejszych okresów Rzeczpospolitej.
Tak nieraz - mimo tego wszytkiego, co napisałem powyżej - jednak jakieś Tuskowe zjawy goszczą przez moment w mojej świadomości...
Zaiste! Biedny jest ten Donald Strachliwy - Leniwy a może Donald Antypolsko Parszywy? Sam jestem ciekaw jakim to określeniem obdarzą Donalda historycy i przyszłe pokolenia. Ja mam wielkie obawy, że swoim wnukom będę go opisywał (chociaż tego nie chcę i mam nadzieję, że tak nie będzie) jako Donalda: Pustego, Kozło-Ofiarnego, Fanfarona Zakutego (z ang.: muttonhead).
Tak naprawdę pozostaną po nim słynne słowa z Nocneuj Zmiany: "Panowie, policzmy głosy" oddające w pełni jego sposób funcjonowania w polityce. Smutny z niego, mały człowiek bez znaczenia zarówno dla opozycji... ale przede wszystkim dla tych, których być moze uważał za swoich sprzymierzeńców... a Oni właśnie od samego początku trakowali go jako "pożytecznego idiotę"... No cóż "pożyteczni idioci" dla podzbioru spec-Chłopców, dla całości zbioru jakim jest społeczeństwo są już postrzegani bezprzymiotnikowo.
Ta kochana przez Donalda Tuska popularność, ta bijąca od niego próżność i ta miłość bycia oklaskiwanym... To wszystko już niebawem będzie tylko dla niego wspomnieniem rodzącym zapewne frustrację, depresję i stan bezcelowości dalszego funcjonowania. Naprawdę... Biedaczysko... nie został prezydentem, nie wywalczył żadnych wpływów, nic nie osiagnął, z Wawelu wygoniłyby go duchy wielkich Polaków, na kartach polskiej historii będzie "szkodnikiem" a teraz straci publiczne media a przede wszystkim telewizję. Tak walczył przez te wszystkie lata o ich przejęcie, co - z jego punktu widzenia - było naturalne... dzięki mediom ON w ogóle istniał... dzięki nim żył politycznie.. A teraz KLOPS!
Zostałeś Tusku wyrolowany, ośmieszony przez tych, którzy, jak Ci się wydawało, są po Twojej stronie i na których masz jakiś wopływ.
Nic z tego Panie Donaldzie Tusku Strachliwy. B. (k...) tuż przed rezygnacją z funkcji Marszałka mianował bez Twojej wiedzy swoich członków KRRiT a teraz...
"W piątek ma się zebrać rada nadzorcza Telewizji Polskiej. Na jej posiedzeniu może być zmienione kierownictwo telewizji. Posiedzenie ma być zwołane na wniosek Małgorzaty Wiśnickiej-Hińczy, która w radzie nadzorczej TVP kojarzona jest z SLD (nie udało nam się wczoraj z nią skontaktować). Pierwszy poinformował o tym Presserwis. W obecnej radzie od września ubiegłego roku trwa koalicja SLD z PiS. W trakcie posiedzenia ma być zmieniony przewodniczący rady nadzorczej Bogusław Szwedo (związany z PiS). Równocześnie członkowie rady związani z SLD planują zawieszenie dwóch członków zarządu - prezesa TVP Romualda Orła i Przemysława Tejkowskiego. Obecnie PiS ma w radzie nadzorczej czterech członków. SLD - trzech, do tego reprezentant Bolesława Borysiuka, b. członka Samoobrony, oraz reprezentant skarbu państwa. Warunkiem powodzenia operacji jest poparcie przez przedstawiciela skarbu państwa. Nie wiadomo jednak, dlaczego rząd miałby poprzeć takie rozwiązanie, bowiem w ciągu miesiąca wejdzie w życie nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji umożliwiająca zmianę zarządów mediów publicznych w trakcie kadencji. Jeśli dojdzie do zmiany w zarządzie, władza w TVP trafi w ręce Włodzimierza Ławniczaka (SLD) i Pawła Palucha (kojarzony z Borysiukiem). Taki układ może przetrwać stosunkowo długo, bo w KRRiT Sojusz dysponuje dwoma głosami, które pozwalają zablokować każdą decyzję".
(Źródło: Kolejny przewrót w TVP?, http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8286178,Kolejny_przewrot_w_TVP_.html)
"Miałeś chamie złoty róg, został Ci się ino sznur"... i na tym wypadałoby zakończyć...
Pozdrawiam
P.S.
Niestety... prawodopodobnie przejęcie mediów publicznych przez SLD i WSI nastapi szybciej niż się wszyscy spodziewaliśmy. Pewnie dla otarcia łez coś skapnie PO i Donaldowi Tuskowi, ale to juz będzie koniec jakiejkolwiek niezalżności i wolności medialnej w Polsce. Nadchodzi czas kompletnej monopolizacji przekazu medialnego przez jedno środowisko polityczne, jeden ośrodek władzy skupionej wokół zsowietyzowanych służb specjalnych rodem z PRL i samej PRL z jej komunistycznymi funcjonariuszami. Tego nie uzyskali Komuniści do 1989 roku, uzyskali teraz. Ironia historii...
W ostatnich kilkunastu dniach TVP próbowała przemycić jeszcze kilka filmów dokumentalnych i fabularnych, których zapewne już długo nie ujrzymy. Polecam filmy: "Sowiecka Historia" (film obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notce i komentarzach TU); "Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza" (film również obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notkach i komentarzach TU i TU) czy też fabularny: "Ostatni Dzwonek" (emisja odbyła się 21 sierpnia w TVP1 - niestety nie mam linku do filmu). Być może jeszcze przygotowano jakieś niespodzianki, ale od piątku mogą sie one już nie ukazać...
*Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu.
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)