Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyskusja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyskusja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 maja 2023

Swexit! Szwecja poza UE?

Pan Dariusz Matuszak opublikował na portalu wpolityce.pl ciekawy felieton pod tytułem: "Swexit. Czy Szwecja szykuje się do opuszczenia UE? Jeden z najważniejszych polityków wzywa do rewizji stosunków z Brukselą" [1].

Napisał w nim m.in., że: "Lider Szwedzkich Demokratów Jimie Akesson oznajmił, że przyszedł czas, by na nowo przyjrzeć się członkostwu Szwecji w Unii i całkowicie zmienić relacje z nią. To jeden z najważniejszych polityków, od którego zależy istnienie szwedzkiego rządu" [1]. 

W dalszej części zwrócił uwagę, że choć Szwedzcy Demokraci nie są w obecnej koalicji rządzącej to praktycznie wspierają konserwatywną (jak na warunki szwedzkie) mniejszość rządową składającą się z koalicji Umiarkowanej Partii Koalicyjnej (Moderaci), Chrześcijańskich Demokratów i Partii Ludowej. Wskazał też, że te trzy ugrupowania nie mają większości w parlamencie, ale mogą rządzić właśnie dzięki ugrupowaniu J. Akessona.

Autor zacytował również słowa szefa Szwedzkich Demokratów: "Dzisiaj istnieją dobre powody, aby poważnie przewartościować nasze członkostwo w związku (...) Szwecja zwyczajnie oddała znaczną część swojego prawa do decydowania o sobie. Nawet, jeśli jesteśmy reprezentowani w Unii przez naszych polityków, to jesteśmy o wiele za mali, aby móc coś realnie zmienić. Oznacza to, że niemieccy, polscy, czy francuscy politycy mogą w praktyce decydować, jaki samochód będziesz mógł kupić, ile kosztować będzie benzyna albo jakie drzewo będziesz mógł wyciąć na własnej działce (...) Politycy i biurokraci z innych krajów, których nie wybieramy, ani nie możemy odwołać, mają dziś większy wpływ na szwedzkie prawo niż ja i moi koledzy wybrani do Riksdagu. Taki rozwój sprawia, że wola ludu, która znajduje odzwierciedlenie w wynikach wyborów parlamentarnych, będzie stawała się coraz mniej ważna. Nasze wybory parlamentarne w Szwecji wkrótce przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie dla rozwoju Szwecji. Oczywiście nie możemy do tego dopuścić (...) UE może narzucić bardziej liberalną politykę imigracyjną Szwecji, która w ostatnich latach przyjęła coraz bardziej twardą postawę w sprawie wniosków o azyl"

W dalszej części tekstu autor konkluduje: 

"Otóż od 2005 roku odkąd liderem Szwedzkich Demokratów został Jimie Akesson partia głosząca antyunijne, antyimigranckie hasła zdobywała coraz większe poparcie. Jednak przez długie lata eurosceptycyzm ugrupowania postrzegany był jako główna przeszkoda w zdobyciu większej liczby głosów. Do 2018 roku Szwedzcy Demokraci otwarcie wzywali do przeprowadzenia referendum w sprawie Swexitu. I wtedy, by zyskać też mniej radykalnych wyborców, Akesson porzucił antyunijną retorykę. Teraz zaś, po 5 latach do niej z przytupem wraca. To oznacza, że nie boi się już utraty poparcia, że nastroje w Szwecji są takie, iż otwarta dyskusja o sensie obecności w Unii jest możliwa, staje się częścią politycznej debaty. Uniosceptycyzm wchodzi do głównego nurtu poglądów. Przestaje być dziwaczną i oderwaną od rzeczywistości intelektualną fanaberią".

(...)

"Opinia szwedzkiego polityka pokazuje też jak zmienia się postrzeganie Unii w Europie. Kolejne wybory i ewentualne sukcesy takich partii jak hiszpańska Vox będą stanowić wielkie wyzwanie dla eurokracji. Moim zdaniem to tylko kwestia czasu aż eurosceptycy zbudują masę krytyczną, by rozpoczął się ostateczny proces rozpadu Unii. Gdy ci ludzie się odnajdą, odliczą, przekonają, że jest ich dość, to rzucą wyzwanie Brukseli. Zresztą wyjście choćby jeszcze jednego państwa z Unii, oznacza koniec tego wspólnotowego projektu, albo jego całkowitą, fundamentalną przebudowę na zupełnie już innych zasadach".

(...) 

"A gdy to się stanie, nikt nikogo bagnetem, pałką, wrzaskami z trybuny Parlamentu Europejskiego nie będzie już w stanie powstrzymać przed ucieczką z europejskiego obozu".

To dobrze, że felietonista wpolityce.pl odnotował zdanie szefa Szwedzkich Demokratów na temat ewentualnego Swexitu, choć zdaję sobie sprawę, że jak na razie to głos jednego polityka a ewentualne wyjście Szwecji z UE to "pieśń dalekiej przyszłości". 

Niemniej cieszę się z samego faktu, iż w takiej do niedawna lewackiej i skrajnie rządowo prounijnej  Szwecji zaczyna się dyskusja o celowości jej dalszej bytności w europejskim kołchozie. 

Osobiście już od dawna apeluję o taką publiczną debatę w Polsce, debatę nad sensownością pozostawania Polski w takiej UE jaka jawi się dzisiaj i jaka - zdaniem eurokratów - ma ona być w przyszłości, publiczną debatę nad możliwością Polexitu. 

Okazuje się więc, że można jednak rozpocząć taką dyskusję. Skoro można w małej Szwecji to dlaczego nie można w Polsce, która od dawna jest przez elity unijne atakowana, poniżana i bezczelnie okłamywana? 

Sądzę, że nawet samo rozpoczęcie takiej dyskusji w Polsce ośmieli też wiele innych społeczeństw europejskich do zastanowienia się nad swoim członkostwem w UE, która jak na razie zmierza do zabrania suwerenności i niepodległości wszystkim państwom unijnym. 

Dygresyjnie. 

Kiedyś to polska Solidarność rozpoczęła demontaż bloku komunistycznego i samego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) ze stolicą w Moskwie. Może i też to my znów mamy szasnę na rozmontowanie Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE), czyli na wyprzedzające zastopowanie dążeń elit unijnych do budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie. 

Gdybyśmy rozpoczęli taki proces to jak widać na przykładzie Szwecji, moglibyśmy liczyć nawet na niespodziewanych sojuszników. A wtedy może jakoś udałoby się - na co liczy np. PiS - zebrać w nowym Parlamencie Europejskim tylu a'la konserwatywnych europosłów, że możliwym stałoby się zawrócenie z obecnej drogi "rozwoju" UE i jej powrót do korzeni, do Europy Ojczyzn. 

Ja jestem, wobec możliwości wewnętrznej przemiany UE, raczej sceptyczny i uważam, że najpierw musi nastąpić upadek UE - Euroexit, aby na tych gruzach powstał zupełnie nowy europejski ład. Ale być może się mylę i chciałbym się mylić! Wszak są jakieś oznaki zmiany na staro-europejskiej scenie politycznej, gdzie coraz większe znaczenie mają a'la konserwatyści: jest Szwecja, są Włochy, jest Hiszpania czy Irlandia. Więc kto wie?
 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Rządowe animozje w sprawie KPO – Czy jest to "ukamienowanie" Polski?

"Wszystkie cele i kamienie milowe zostały przyjęte w kwietniu 2021 r. przez całą Radę Ministrów - wszyscy, którzy wtedy zapoznali się z dokumentem, doskonale wiedzą, co w nim jest - powiedział premier Mateusz Morawiecki, pytany o słowa szefa MS Zbigniewa Ziobry, że tzw. kamienie milowe KPO nie były konsultowane" [1].

Z kolei Sebastian Kaleta "podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie zwrócił uwagę, że pojawiły się informacje, iż - jak mówił - rzekomo „te rozwiązania miały być skonsultowane i również zaakceptowane przez Solidarną Polskę czy też ministerstwo sprawiedliwości w ramach rządu”. Niestety tak nie było. Fałszywą jest informacja, że te rozwiązania, które pojawiły się w KPO, które budzą dyskusje, czyli pełne oskładkowanie umów, zmiana regulaminu Sejmu, wprowadzenie podatku od emisji pojazdów spalinowych, również zmiany w sądownictwie - one nie były konsultowane i akceptowane przez rząd" [2]

Dodatkowo środowiska Solidarnej Polski mówią, że w kwietniu 2021 roku mieli tylko kilkanaście godzin na zapoznanie się z dokumentem liczącym 498 stron i podjęły wczoraj (12.06.2022 roku) uchwałę, że Komisja Europejska wychodzi poza traktatowe kompetencje próbując narzucić Polsce niekorzystne rozwiązania z zakresu prawa i gospodarki, zawarte w tzw. kamieniach milowych. "Ostateczna treść znajdujących się tam żądań Unii Europejskiej nie była przedmiotem konsultacji rządowych ani politycznych z Solidarną Polską. Poważne wątpliwości ustrojowe budzi już sama konstrukcja tzw. kamieni milowych, jak i ich przedmiot" [3].

Sądzę, że wielu Polaków - też jak ja - będących zwolennikami obecnych polskich władz ma swoisty "mętlik w głowie", więc postaram się w punktach wytłumaczyć obecny konflikt wokół unijnego FO i naszego KPO. Oczywiście jest to mój subiektywny pogląd, bo zawsze byłem przeciw przyjmowaniu przez Polskę tego rozwiązania. 

Po pierwsze. W lipcu i grudniu 2020 roku rząd polski zgodził się w unijnych negocjacjach budżetowych na tzw. pocowidowy  Fundusz Odbudowy a tym samym na unijne propozycje wprowadzenia po raz pierwszy mechanizmów: dających UE możliwość wprowadzania podatków unijnych, uwspólnotowienia długów (każdy kraj od tego momentu stał się żyrantem długów innych państw unijnych) oraz na tzw. "mechanizm warunkowości" uzależniający wypłatę środków w ramach FO od spełnienia przez określone państwo pewnych warunków, które musi spełnić, aby otrzymać środki unijne. W przypadku tego ostatniego podobno UE obiecała, że będzie to dotyczyć jedynie oceny wydatkowania środków finansowych, ale - jak się okazało - ten mechanizm wykorzystany został przez UE do tworzenia całej palety warunków (kamieni milowych), które pozatraktatowo dotyczą niemal każdej sfery funkcjonowania państw UE, w tym Polski. 

Po drugie. Lider Solidarnej Polski Z. Ziobro od samego początku negocjacji w sprawie budżetu był zwolennikiem postawienia przez Polskę weta wobec pozatraktatowych budżetowych ustaleń w 2020 roku. Ostatecznie jednak poddał się presji PiS, które chciało (i chce dalej) utrzymać władzę w imię własnego przekonania, iż dla dobra Polski nie można po raz kolejny dopuścić zdrajców z totalnej opozycji do władzy. I -wedle mnie - jest to racjonalny argument, ale kiedyś musi być postawiona granica: albo dobro i niepodległość Polski, albo poddanie się federacyjnej presji Niemiec i w imię obietnicy uzyskania unijnej pomocy powolnego oddawania naszej państwowości a to, co znajduje się w polskim KPO jest takim właśnie oddawaniem za bezcen naszej suwerenności i niepodległości. 

Po trzecie. Przez to trzynastomiesięczne wstrzymywanie przez KE akceptacji tego naszego feralnego KPO jesteśmy w sytuacji, że ta akceptacja dokonana i ogłoszona w Polsce 2 czerwca 2022 roku przez Ursulę von der Leyen pozbawia nas wypłaty tzw. "zaliczek", czyli na dziś musimy wpierw samemu dokonać inwestycji zgodnych z KPO a później prosić KE o zwrot poniesionych przez nas nakładów. A wtedy KE ma zdecydować czy Polska spełniła warunki ('kamienie milowe"), czy też nie. Także może się okazać, że w ogóle nie otrzymamy zwrotu poniesionych przez nas nakładów inwestycyjnych. I sądzę, że tak niestety będzie, bo elity unijne są antypolskie i nawet zagroziły szefowej KE, że jak przekaże Polsce jakiekolwiek fundusze z FO to może zostać odwołana ze swojej intratnej funkcji. A Ursula von der Leyen nie ma już powrotu do niemieckiej polityki, z której dano jej "kopa" na unijne posady urzędnicze, bowiem miano dość jej niekompetencji w Niemczech. 

Po czwarte. Okazało się, że tych warunków unijnych (tzw. "kamieni milowych") nie jest tylko trzy, które dotyczą wymiaru sprawiedliwość (a tak myślała cała opinia publiczna w Polsce), a przeszło 160 a nawet 200 czy więcej. Musimy je wszystkie spełnić, żeby dostać choć pierwszą transzę wypłaty z unijnego FO, którą przewidziano dopiero na wrzesień 2022 roku. A te "kamienie milowe" to dosłownie "ukamienowanie Polski". Są tam zapisy tak szczegółowe i tak pozatraktatowe, że aż "włos się jeży na głowie". Ozusowanie wszystkich umów o pracę, podwyższenie wieku emerytalnego (sic!) czy wprowadzeniu podatków za korzystanie z samochodów spalinowych (na benzynę i ropę). To tylko malutki wycinek tych warunków. 

Po piąte. Opinia publiczna w Polsce nie została powiadomiona, co tak naprawdę kryje się w polskim KPO. Nie było żadnej ogólnopolskiej debaty. Dopiero dzisiaj dowiadujemy się, że to nasze feralne KPO to zamach na naszą państwowość. I my to - jako Polska - podpisaliśmy i zgodziliśmy się na te rozwiązania i warunki w postaci naszego - dosłownie - "ukamienowania" nas przez elity unijne.

Po szóste. Zgadzam się dziś z politykami SP, bowiem wierzę, że faktycznie nie mieli pojęcia o ostatecznej wersji KPO. Z jednej strony faktycznie był dokument z kwietnia 2021 roku, który mogli - jako projekt - przeczytać, nawet mając tylko owe kilkadziesiąt godzin, ale ostateczna i angielska wersja tego polskiego KPO ujrzała światło dzienne dopiero 01.06.2022 roku. I właśnie ten ostatni dokument zawiera te 160 czy więcej warunków, "kamieni milowych", które Polska musi spełnić, aby otrzymać choć 1 Euro unijnej pomocy w ramach FO. A te warunki są w Polsce niemożliwe do spełnienia jeżeli chcemy dalej być normalnym i niezależnym państwem. 

Jeżeli ktoś ma na tyle siły i wytrwałości to może się zapoznać z polskim, kwietniowym (2021 rok) projektem naszego KPO [4] oraz jego ostateczną, angielską wersją z 1 czerwca 2022 roku. 

I na marginesie stawiam pytanie: Dlaczego ta ostateczna angielska wersja nie jest dostępna po polsku na stronach internetowych polskiego rządu? I dlaczego ten ostateczny dokument nazwany jest przez UE jako "aneks", co może wiele wyjaśniać w kontekście jego znajomości przez polskie społeczeństwo i polskich polityków, w tym tych z SP? 

[5] KPO - wersja angielska: "aneks" z 01.06.2022 roku, 239 stron - https://ec.europa.eu/info/system/files/com_2022_268_1_annex_en.pdf


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 2 kwietnia 2011

Polski system ochrony zdrowia w stanie przedzawałowym.... Przyczynek do dyskusji o reformie.

"Potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta".



Witam serdecznie

W Polsce potrzebna jest reforma funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia,. Obecny stan jest w dłuższej perspektywie nie do zaakceptowani. Pomysłów, idei i metod jest wiele. Tak naprawdę polski system ochrony zdrowia jest w stanie ciągłej i nieprzerwanej od kilkunastu lat „reformy”. Nie istnieje w Polsce i nie jest realizowany kompleksowy i spójny zestaw (zespół) działań, których efektem byłoby osiągnięcie zamierzonego celu jakim jest skuteczna, efektywna publiczna (i prywatna) ochrona zdrowia w Polsce.

Niestety powyższe jest wynikiem każdorazowo wpływu bieżącej sytuacji politycznej i zmiany co jakiś czas rządów w Polsce. Jest to sytuacja naturalna będąca wyrazem realizowania w Polsce idei i istoty demokracji. Demokracja wszakże ma też swoje wady, nie jest systemem (ustrojem idealnym). Trafnie zauważył to Winston Churchill twierdząc w pewnym momencie swoich rządów: „Demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego”.

Między innymi jedną z wad demokracji jest brak wieloletnich (i rzeczywiście realizowanych) strategii (planów strategicznych) rozwoju (reformy) danych sektorów czy części narodowej gospodarki. Dotyczy to przede wszystkich sektorów państwowych, publicznych, ale też ma bezpośredni lub pośredni wpływ również na prywatną jej część a tym samym wpływa na sprawność i efektywność całości systemu ekonomicznego, gospodarczego a nawet politycznego danego kraju. Dotyczy to również Polski, gdzie okres tzw. realnego socjalizmu nie pozwolił na powstanie fundamentów zdrowej, rynkowej gospodarki i zakłócił naturalny jej, etapowy rozwój. W 1989 roku stanęliśmy przed koniecznością reformy zastanej po okresie komunistycznym, chorej w swej istocie gospodarki, która w skrócie polegała na jej transformacji zmierzającej do upodobnienia jej do kształtu gospodarek w rozwiniętych krajach, których rozwój opierał się od 200 lat na idei „rynkowej”, klasycznej ekonomii, naturalnego rozwoju.

Ni wnikając, czy XX lecie lat 1989-2010 jest sukcesem czy porażką (przychylam się raczej do tego drugiego stwierdzenia) niewątpliwie polski system ochrony zdrowia wymaga gruntownych zmian i instytucjonalno-systemowej dogłębnej reformy.

Polskie społeczeństwo się starzeje. Za kilkanaście lat będzie coraz więcej ludzi w wieku poprodukcyjnym a polski system ubezpieczeń zdrowotnych może stać się niewydolny i zagrożona może być jego płynność finansowa. Obecny czas jest być może ostatnim, w którym zainicjowane planowe i długoletnie reformy pozwolą uniknąć katastrofiy w postaci bankructwa całego polskiego sytemu ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych (już prawdopodobnie zostaniemy pozbawieni na "wieczność" środków z OFE).

W związku z tym wydaje się konieczna ogólnonarodowa debata na temat obecnego stanu oraz kształtu reformy w polskiej ochronie zdrowia!

Jest ona niezbędna. Zdrowie dotyczy nas wszystkich i przyszłych pokoleń Polaków – naszych dzieci, wnuków, pranuków... Obok podatków temat ten winien być jednym z pierwszoplanowych, nad którymi dyskutuje się publicznie!

Niech przyczynkiem do owej debaty będzie kilka poniższych refleksji, spostrzeżeń oraz propozycji przedstawionych punktowo:

1. Obecny stan systemu ochrony zdrowia, co jest oczywiste, jest niezadawalający i wymaga zmian i reformy. Kolejki pacjentów, korupcja, marnotrawienie publicznych pieniędzy, ogólne niedofinansowanie, emigracja lekarzy i pielęgniarek (niskie płace) oraz wiele innych czynników tylko utwierdza w tym przekonaniu.

2. Reforma systemu ochrony zdrowia jest – będzie procesem skomplikowanym i długotrwałym. Większość dotychczasowych rządów podejmowała próby naprawy tego systemu różnymi sposobami: utworzenie Kas Chorych, oddanie szpitali samorządom (tak jest obecnie) przy zachowaniu ich państwowej własności, likwidacja w 2002 przyszpitalnych fundacji, próby stworzenia koszyka świadczeń podstawowych… następnie ponowna centralizacja Kas Chorych i utworzenie NFZ, siedmioletni plan profesora Religi, oddłużanie szpitali i wzrost uposażenia lekarzy i pielęgniarek, a teraz pomysł prywatyzacji (komercjalizacji) szpitali, który może w niedługim czasie być przez rządy PO jak najbardziej realizowany.

Jak widać każdy rząd ma swój pomysł na system ochrony zdrowia. Zmiana kolejnego rządu przerywa poprzednio rozpoczęte reformy i jeszcze bardziej komplikuje system. I tu oczywistość: potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta.

3. Prywatyzacja (komercjalizacja) szpitali jest tylko jedną z dróg możliwej poprawy sytuacji polskiej służby zdrowia i nie jest wcale pewna jej skuteczność i efektywność w tym przypadku. Komercjalizacja polega na utworzeniu jednoosobowej spółki prawa handlowego, którego właścicielem jest państwo lub jego agendy (ew. samorządy). Dalszym etapem jest prywatyzacja (jest to czywistość nie podlegająca żadnej formie negacji) polegająca na sprzedaży całości lub części tej spółki. W odrzuconej przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ustawie zdrowotnej autorstwa PO (dawny tzw.: plan B) zakładano wspomożenie szpitali, które zdecydują się na przekształcenia w spółki. Z punktu widzenia prawnego i ekonomicznego takie rozwiązanie wydaje się nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych, a tym samym obywateli. Dzielenie firm - dla których będzie możliwa ewentualna pomoc finansowa i dla, których tej pomocy nie będzie – na podstawie akceptacji przez nie planów rządowych jest tworzeniem odgórnych barier funkcjonowania i nie ma nic wspólnego z wolną gospodarką rynkową. Jest to dogmatyczne, irracjonalne, realizowanie „świętej” idei liberalnej a forma prawna przypomina np. przymusową nacjonalizację dokonywaną przez komunistów (teraz formą nacisku mają być ewentualne korzyści ekonomiczno-materialne i przymusowa prywatyzacja).

4. Oczywiście w gospodarce rynkowej własność prywatna lepiej służy rozwojowi gospodarczemu niż własność państwowa, co wiąże się przede wszystkim z m.in. wyższą jakością nadzoru właścicielskiego. Chcąc wypracować zysk, prywatny przedsiębiorca podejmuje decyzje, które przy akceptowanym przez niego poziomie ryzyka przyniosą największe korzyści. Nie można jednak zapominać, że każda działalność gospodarcza zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem niepowodzenia, w tym upadłości. Nieprzewidywalność, nawet marketingowa, popytu na usługi medyczne eliminuje prywatno-rynkową ideę szpitali – nie wiemy kto, kiedy i na co zachoruje; nie jesteśmy w stanie przewidzieć epidemii; nie jesteśmy w stanie przewidzieć skali popytu na usługi medyczne w przypadku klęsk żywiołowych, wojny czy ataków terrorystycznych.

5. Należy jednak zwrócić uwagę, że powyższe stwierdzenie (pierwsze w punkcie 4) jest istotne ekonomicznie w przypadku firm obracających tzw. dobrami prywatnymi. Przez wieki rozwoju gospodarki rynkowej wypracowany został jednak zbiór tzw. dóbr publicznych, za które odpowiada państwo. Należą w skrócie do nich: obrona narodowa (wojsko, wywiad i kontrwywiad, służby celne), bezpieczeństwo (policja, straż pożarna), środowisko naturalne oraz … właśnie ochrona zdrowia (lecznictwo, służby sanitarno-epidemiologiczne). Zgodnie więc z priorytetem „prywatyzacji wszystkiego za wszelką cenę” po służbie zdrowia należałoby również sprywatyzować: wojsko, policję, SANEPID, straż pożarną i inne. Wtedy rzeczywiście można już tylko rządzić dla samego rządzenia i nic nie robić – będąc u władzy i czerpać z niej korzyści.

6. W ujęciu dobra publicznego zdrowie nie może być traktowane, jako towar rynkowy, którego obrót nastawiony jest na zysk a szpitale jako firmy – spółki prawa handlowego nastawione na zysk. Tak naprawdę szpitale (w swej ogromnej większości) winny być instytucjami non profit (nie nastawionymi na zysk). Pomijam tu "zabiegi" medyczne wykonywane na prośbęzainteresowanegonimi "pacjenta" i nie wynikajace z konieczności ratowania jego życia i zdrowia oraz leczenia (np. upiekszające operacje plastyczne...)

7. Szpital jako spółka prawa handlowego oferować będzie usługę medyczną jako towar, który winien przynieść zysk. Stąd tylko niedaleka droga do racjonalności wyboru takich pacjentów, których leczenie jest opłacalne i unikanie kosztotwórczego (przynoszącego stratę) pacjenta. Znów w skrócie: prowadzi to do ograniczenia powszechnej dostępności do leczenia i ochrony zdrowia. Jest to niezgodne z Konstytucją RP, której artykuł 68 zobowiązuje władze publiczne do zapewnienia obywatelom równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Podobne sformułowania zawierają akty prawne większości europejskich krajów wysokorozwiniętych, w których dominującą rolę w ochronie zdrowia odgrywa sektor publiczny (około 90% to działalność publiczna a tylko około 10% to działalność prywatna). Prywatna służba zdrowia jest dominującą jedynie w USA (brak powszechnej dostępności usług zdrowotnych w USA i niska jakość służby publicznej – to jeden z największych problemów społecznych tego państwa… obecna administracja B. Obamy podjęła się zresztą reformy całego systemu ochrony zdrowia w USA) oraz w krajach, których państwa nie stać na traktowanie zdrowia jako dobra publicznego (kraje Trzeciego Świata). Próba pełnej prywatyzacji sektora zdrowotnego na Słowacji zakończyła się kompletna "klapą" – państwo ponownie przejmuje sukcesywnie własność nad szpitalami.

8. Jeżeli nawet byśmy założyli, że prywatyzacja szpitali uzdrowi nasze lecznictwo to zanim się jej dokona winno się przede wszystkim stworzyć tzw. koszyk usług podstawowych i wycenić procedury medyczne. W prywatnych spółkach zysk wynika z różnicy pomiędzy ostateczną ceną danego dobra a kosztami niezbędnymi na jego wytworzenie. Brak wiedzy o kosztach i niezbędnych do realizacji procedur medycznych podważa więc sens prywatnej działalności i sprawia, ze decyzje są nieracjonalne i nieefektywne. Rozpoczęcie reformy od prywatyzacji jest niczym innym jak bezsensownym, skazanym na niepowodzenie działaniem od końca, które nie przyniesie żadnych efektów a wprost przeciwnie: może „rozwalić” cały system „od środka”.

9. Innym działaniem poprzedzającym ewentualną prywatyzację i przekształcenie w spółki winna być reforma systemu finansowania szpitali i instytucji zajmujących się lecznictwem. Jeżeli szpitale mają być prywatne to powinny być finansowane z prywatnych a nie publicznych pieniędzy. Dlaczego nasze pieniądze pochodzące ze składek mają być rozdzielane bez naszej wiedzy w postaci kontraktów publicznej instytucji NFZ z prywatnym szpitalem? Dlaczego nie mamy decydować, który szpital jest dla nas lepszy i któremu damy zarobić?. Dlaczego mamy płacić na coś, na co nie mamy wpływu? Stąd winno się (zgodnie z planami PO) zlikwidować NFZ i wprowadzić też powszechne, prywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz zaprzestać pobierania od nas składki zdrowotnej (pieniądze winny być do naszej dyspozycji). Taka winna być konsekwencja próby prywatyzacji szpitali, ale co z konstytucyjną powszechnością dostępu do służby zdrowia?, Co z tymi, którzy nie pracują, są chorzy, nie radzą sobie z życiem? I co z tymi, którzy dziś lub wkrótce będą emerytami lub rencistami?.

10. Powszechna prywatyzacja szpitali (zakładając taki kierunek reform) prowadzi w prostej linii do radykalnego zwiększenia korupcji, pauperyzacji społeczeństwa i powolnego eliminowania jakiegokolwiek publicznego szpitala. Wynika to w głównej mierze z wcześniej opisywanego faktu finansowania prywatnej ochrony zdrowia przez służby publiczne (NFZ). Nie od dzisiaj wiadomo, że korupcja kwitnie przede wszystkim na styku państwo-prywatna firma lub instytucja. Nie trudno sobie wyobrazić jak „łase” będą części naszych urzędniczych elit na profity za odpowiedni kontrakt. I zależeć to będzie od tego ile prywatny właściciel będzie miał środków finansowych i będzie je skłonny przeznaczyć na „promocję swojej oferty”. Szpitale publiczne są - będą skazane w tym względzie na porażkę, co sprawi powolny ich upadek i nie pozwoli na rozwój.

11. Prywatyzacja szpitali nie zwiększy racjonalności ich działań z prostego powodu: menedżer prywatnego szpitala oczywiście że będzie chciał zarobić, ale również nie będzie obarczony ryzykiem tej działalności – w razie czego (groźby upadłości) i tak pomoże państwo, bo przecież jest to kwestia dobra publicznego a ewentualna upadłość szpitala może w konsekwencji spowodować reakcję społeczną eliminującą w wyborach dotychczasowych „politycznych włodarzy. Tak więc prywatyzując nic de facto nie zmieniamy: dalej tworzymy system, który wymagał będzie nieustannych dotacji państwowych. Jest to podobna sytuacji do trwającej przez lata niefrasobliwości (delikatnie mówiąc) bankowców, którego efektem był niedawny i dalej trawający obecny kryzys. Oni też wiedzieli, ze w razie czego pomoże państwo i tak się działo i dalej dzieje. Konsekwencją tego kryzysu jest (była) nawet częściowa nacjonalizacja banków. Prawdopodobnie prywatyzacja szpitali skończy się podobnie – potrzebą ich ponownej nacjonalizacji. Ale w między czasie ile osób zarobi na tej prywatyzacji? (vide: słynna wypowiedź posłanki – podobno zakochanej w agencie CBA Tomku i często występującej w roli zawodowej płaczki – Sawickiej z PO o "dealu" możliwym na ochronie zdrowia).

Mam nadzieję, że powyższe konstatacje będą zalążkiem dyskusji i przyszłej , szybkiej ogólnonarodowej i powszechnej debaty na temat reformy - znajdujacego sie niewątpliwe w stanie "przedzawałowym" – systemu ochrony zdrowia w Polsce. Czasu jest niewiele… bo nie wiem czy trwająca obecnie "szybka" prywatyzacja części polskich uzdrowisk nie jest "rządowym przetarciem" przed chęcią sprywatyzowania szpitali...

(np. SOLANKI Uzdrowisko Inowrocław sprzedano za 20 mln zł, podczas gdy samo tylko przekształcenie w latach 2007-2009 (remont i modernizacja) części Solanek (stanowiącej może około 20-30%powierzchniowej części użytkowej), czyli Szpitala Uzdrowiskowego w nowoczesny Medical Spa kosztowało ponad 10 mln a całe uzdrowisko wcześniej zostało dokapitalizowane przez Skarb Państwa kwotą około 8 mln. zł. – sic!).

krzysztofjaw
Krzysztof Jaworucki

P.S.
Powyższy tekst jest w wielu miejscach tożsamy z wysłanym przeze mnie w czerwcu 2009 roku listem otwartym do Pana dra hab. Tomasza Zdrojewskiego, który w owym czasie był doradcą ds. zdrowia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jest też częścią szerszego i przygotowywanego przeze mnie referatu naukowego, który w swojej treści wskazywać będzie możliwe kierunki oraz alternatywy strategiczne reformy i rozwoju polskiego, publicznego sektora ochrony zdrowia.
 
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com