Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochrona zdrowia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochrona zdrowia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Ochrona zdrowia. Jak to drzewiej było...

Prezydent A. Duda słusznie podkreślił fakt, że gdy zostanie prezydentem nie pozwoli na prywatyzację szpitali tak jak chciała to zrobić koalicja PO-PSL. Jestem pewny, że gdyby - nie daj Boże - znów przejęli władzę to po prostu powróciliby do swoich pierwotnych zamierzeń. 

Niejednokrotnie za czasów D. Tuska i spółki  pisałem o ochronie zdrowia, m.in. w postach: ""Plan "C" – cisza nad tą trumną", "Konieczna ogólnonarodowa debata w sprawie ochrony zdrowia"!, "Zmiana systemu ochrony zdrowia, warunki brzegowe".

Przeczytawszy więc moje poprzednie posty postanowiłem je częściowo przypomnieć. Treść odnosi się do ówczesnego stanu, ale warto teraz o tym wiedzieć, bowiem PO czy PSL mają bardzo krótką pamięć jeżeli chodzi o nikczemne czyny przez nich dokonywane. Poza tym uważam, że większość moich wniosków i konstatacji jest jak najbardziej aktualna i też w czasie obecnej pandemii koronawirusa.

Proszę tedy cofnąć się do rządów D. Tuska i E. Kopacz i przez ten pryzmat ocenić czy prezydent podejmując ten temat postąpił słusznie przestrzegając nas przed prywatyzacją publicznych jednostek ochrony zdrowia.

----------------------------------------

Ewa Kopacz, Premier i była pani Minister Zdrowia oraz nowy Minister Zdrowia w zaciszu powyborczych gabinetów przyjęli prawdopodobnie zasady kontynuacji wcześniejszego - określonego przeze mnie jako "C" - planu, dotyczącego wielkiego oszustwa, jakim była, jest i będzie w ich wykonaniu reforma ochrony zdrowia.

Sławetna posłanka B. Sawicka zwracała już uwagę swemu wydumanemu kochankowi z CBA, że jest jeszcze jedna z ostatnich wielkich możliwości skonsumowania przez liberalne (sic!) postokragłostołowe elity polskiego majątku: to wielki "deal" na ochronie zdrowia. Była posłanka została w końcu skazana, co prawdopodobnie dla PO ma posłużyć jako niby "zamknięcie" tematu, "listek figowy"... a harce mogą zaczynać  niejako od nowa...

Poprzedni rząd D. Tuska oczywiście próbował już wszelkimi sposobami skonsumować wreszcie ten jeden z ostatnich torcików polskiego majątku narodowego. Najpierw był plan A. Obowiązkowo miały być skomercjalizowane a później oczywiście sprywatyzowane szpitale. Nie wypalił. No to zabrano się za plan B, czyli dobrowolność komercjalizacji poprzez samorządy, dając jednocześnie "marchewkę" w postaci oddłużania tych szpitali, które się na to zdecydują. Plan nie wypalił. Jakoś szpitale niechętnie były w stanie uwierzyć i zaufać nieudolnej pani minister. Tym bardziej nie zaufają biednemu nowemu ministrowi zdrowia, który - jak sądzę - został perfidnie wrobiony w zarządzanie "burdelem", jaki w ministerstwie zostawiła po sobie E. Kopacz

Plany A i B więc nie "wypaliły".

I tu niespodziewanie z pomocą "chłopcom od piłki i deal'i wszelkiego rodzaju przyszedł kryzys (2008-2011), na którym można jeździć jak na "siwej Kobyle" usprawiedliwiając brak działania i pomocy komukolwiek brakiem kryzysowych pieniążków. Dodatkowo PO wygrała ponownie wybory (sic!) i w nowym ministerstwie zabrakło partaczki E. Kopacz a na front wysłano - pozyskanego w tym celu z SLD - B. Arłukowicza.

No i przez ostatnie miesiące mamy kontynuację nagminnego i pogłębiającego się  kryzysu polskiej ochrony zdrowia. Czyżby rząd przyjął kolejną strategię doprowadzającą w końcu "chłopców" do jej trwałych i nietrwałych aktywów, t.j. zasadę "im gorzej tym lepiej"? Cisza nad tą trumną! Zdaje się wołać całe poletko "czarnych polskich owieczek z PO(ło)wiałych"... od letnich promieni Słońca Peru.

Ta "cisza nad tą trumną" to chyba właśnie był  plan "C", czyli pseudoreformy ochrony zdrowia, tzn. przejęcia jej przez owych nieznanych "speców od deal'i" wywodzących się z jedynie słusznych kręgów "elit postokrągłostołowych".  Ten plan C był i jest bardzo prosty: doprowadzenie do zapaści szpitali, a później wyciągnięcie najważniejszych założeń z planów A i B oraz podanie "pomocnej dłoni" szpitalom w postaci (a jakże) komercjalizacji, która zawsze w końcu kończy się przecież prywatyzacją. Dziś chyba mamy kontynuację tegoż planu.

I za jakiś  czas, z satysfakcją stanie wtedy przed gawiedzią Donald Tusk, i wystawiwszy na pierwszy ogień biednego B. Arłukowicza wspólnie obwieszczą: A NIE MÓWILIŚMY I NIE PRZESTRZEGALIŚMY. WYSZŁO NA NASZE! BIERZMY SIĘ WIĘC ZA PLAN A i B!

Chcę być dobrze zrozumiany. Również uważam, że w Polsce potrzebna jest reforma funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia,. Obecny stan jest w dłuższej perspektywie nie do zaakceptowania.

Mam natomiast wrażenie, ze jedynym celem wszelkich działań rządu w tym zakresie nie jest prawdziwa, fundamentalna reforma systemu ochrony zdrowia, ale li tylko "skok" na aktywa, które reprezentują szpitale i inne jednostki lecznicze.

Uważam od wielu lat, że konieczna jest w Polsce ogólnonarodowa debata na temat obecnego stanu ochrony zdrowia i kształtu jej reformy. Jest ona niezbędna. Zdrowie dotyczy nas wszystkich i przyszłych pokoleń Polaków. Obok podatków temat ten winien być jednym z pierwszoplanowych, nad którymi dyskutuje się publicznie! Wydaje mi się, że zawsze jest czas na dyskusję o tym newralgicznym obszarze funkcjonowania polskiego społeczeństwa a reforma ochrony zdrowia winna być najważniejszym obszarem działań rządowych, nad którym należy podjąć ogólnonarodową dyskusję.

Zdrowie, jego ochrona, dotyczy nas wszystkich a podejmowane przez rząd działania skutkować będą na następne dziesięciolecia. Dziwię się więc nieudolności rządu w tym obszarze i uważam, że obecny Pan Minister B. Arłukowicz nie będzie w stanie przeprowadzić ani monitorować takowej reformy.

Oto w punktach kilka moich refleksji, tez i pytań na temat polskiej ochrony zdrowia i konieczności jej reformy:

1. Obecny stan systemu ochrony zdrowia, co jest oczywiste, jest niezadawalający i wymaga zmian i reformy. Kolejki pacjentów, korupcja, marnotrawienie publicznych pieniędzy, ogólne niedofinansowanie, emigracja lekarzy i pielęgniarek (niskie płace) oraz wiele innych czynników tylko utwierdza w tym przekonaniu.

2. Reforma systemu ochrony zdrowia jest – będzie procesem skomplikowanym i długotrwałym. Większość dotychczasowych rządów podejmowała próby naprawy tego systemu różnymi sposobami: utworzenie Kas Chorych, oddanie szpitali samorządom (tak jest obecnie) przy zachowaniu ich państwowej własności, likwidacja w 2002 przyszpitalnych fundacji, próby stworzenia koszyka świadczeń podstawowych… następnie ponowna centralizacja Kas Chorych i utworzenie NFZ, siedmioletni plan profesora Religi, oddłużanie szpitali i wzrost uposażenia lekarzy i pielęgniarek, a teraz pomysł prywatyzacji (komercjalizacji) szpitali. Jak widać każdy rząd ma swój pomysł na system ochrony zdrowia. Zmiana rządu przerywa poprzednio rozpoczęte reformy i jeszcze bardziej komplikuje system. I tu oczywistość: potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta.

 3. Prywatyzacja (komercjalizacja) szpitali jest tylko jedną z dróg możliwej poprawy sytuacji polskiej służby zdrowia i nie jest wcale pewna jej skuteczność i efektywność w tym przypadku. Komercjalizacja bowiem polega na utworzeniu jednoosobowej spółki prawa handlowego, którego właścicielem jest państwo, samorządy lub ich agendy. Dalszym etapem jest prywatyzacja polegająca na sprzedaży całości lub części tej spółki (w przypadku obowiązującego chyba planu B od razu szpitale przekształcane są w spółki bez okresu komercjalizacji). Wspomaganie szpitali, które zdecydują się na przekształcenia w spółki jest nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych, a tym samym obywateli. Czy dzielenie firm - dla których będzie możliwa pomoc finansowa i dla, których tej pomocy nie będzie – na podstawie akceptacji przez nie planów rządowych jest zgodne z Konstytucją RP? Czy nie jest to dogmatyczne, irracjonalne, realizowanie „świętej” idei liberalnej a forma prawna nie przypomina np. przymusowej nacjonalizacji dokonywanej przez komunistów? (teraz formą nacisku są korzyści ekonomiczno-materialne),

4. Oczywiście w gospodarce rynkowej własność prywatna lepiej służy rozwojowi gospodarczemu niż własność państwowa, co wiąże się przede wszystkim z m.in. wyższą jakością nadzoru właścicielskiego. Chcąc wypracować zysk, prywatny przedsiębiorca podejmuje decyzje, które przy akceptowanym przez niego poziomie ryzyka przyniosą największe korzyści. Nie można jednak zapominać, że każda działalność gospodarcza zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem niepowodzenia w tym upadłości. Nieprzewidywalność, nawet marketingowa, popytu na usługi medyczne eliminuje prywatno-rynkową ideę szpitali – nie wiemy kto, kiedy i na co zachoruje; nie jesteśmy w stanie przewidzieć epidemii; nie jesteśmy w stanie przewidzieć skali popytu na usługi medyczne w przypadku klęsk żywiołowych, wojny czy ataków terrorystycznych.

5. Należy jednak zwrócić uwagę, że powyższe stwierdzenie (pierwsze w punkcie 4) jest istotne ekonomicznie w przypadku firm obracających tzw. dobrami prywatnymi. Przez wieki rozwoju gospodarki rynkowej wypracowany został jednak zbiór tzw. dóbr publicznych, za które odpowiada państwo. Należą w skrócie do nich: obrona narodowa (wojsko, wywiad i kontrwywiad, służby celne), bezpieczeństwo (policja, straż pożarna), środowisko naturalne, sektory strategiczne (spółki strategiczne) oraz … właśnie ochrona zdrowia (lecznictwo, służby sanitarno-epidemiologiczne). Zgodnie z priorytetami obecnego rządu po służbie zdrowia należy również sprywatyzować: wojsko, policję, SANEPID, straż pożarną i inne. Wtedy można już tylko rządzić dla samego rządzenia i nic nie robić – będąc u władzy i czerpać z niej korzyści.

6. W ujęciu dobra publicznego zdrowie nie może być traktowane, jako towar rynkowy, którego obrót nastawiony jest na zysk a szpitale jako firmy – spółki prawa handlowego nastawione na zysk. Tak naprawdę szpitale winny być instytucjami non profit (nie nastawionymi na zysk).

7. Szpital jako spółka prawa handlowego oferować będzie usługę medyczną jako towar, który winien przynieść zysk. Stąd tylko niedaleka droga do racjonalności wyboru takich pacjentów, których leczenie jest opłacalne i unikanie kosztotwórczego (przynoszącego stratę) pacjenta. Znów w skrócie: prowadzi to do ograniczenia powszechnej dostępności do leczenia i ochrony zdrowia. Jest to niezgodne z Konstytucją RP, której artykuł 68 zobowiązuje władze publiczne do zapewnienia obywatelom równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Podobne sformułowania zawierają akty prawne większości europejskich krajów wysokorozwiniętych, w których dominującą rolę w ochronie zdrowia odgrywa sektor publiczny (około 90% to działalność publiczna a tylko około 10% to działalność prywatna). Prywatna służba zdrowia jest dominującą jedynie w USA (brak powszechnej dostępności usług zdrowotnych w USA i niska jakość służby publicznej – to jeden z największych problemów społecznych tego państwa) oraz w krajach, których państwa nie stać na traktowanie zdrowia jako dobra publicznego (kraje Trzeciego Świata). Próba pełnej prywatyzacji sektora zdrowotnego na Słowacji zakończyła się kompletna klapą – państwo ponownie przejmuje własność nad szpitalami.

8. Jeżeli nawet byśmy założyli, że prywatyzacja szpitali uzdrowi nasze lecznictwo to zanim się jej dokona winno się przede wszystkim stworzyć tzw. koszyk usług podstawowych i wycenić procedury medyczne. W prywatnych spółkach zysk wynika z różnicy pomiędzy ostateczną ceną danego dobra a kosztami niezbędnymi na jego wytworzenie. Brak wiedzy o kosztach i niezbędnych do realizacji procedur medycznych podważa więc sens prywatnej działalności i sprawia, ze decyzje są nieracjonalne i nieefektywne. Rozpoczęcie reformy od prywatyzacji jest niczym innym jak bezsensownym, skazanym na niepowodzenie działaniem od końca, które nie przyniesie żadnych efektów a wprost przeciwnie: może „rozwalić” cały system „od środka” a tym samym skazać obywateli na kłopoty związane ze zdrowiem i życiem.

9. Innym działaniem poprzedzającym ewentualną prywatyzację i przekształcenie w spółki winna być reforma systemu finansowania szpitali i instytucji zajmujących się lecznictwem. Jeżeli szpitale mają być prywatne to powinny być finansowane z prywatnych a nie publicznych pieniędzy. Dlaczego nasze pieniądze pochodzące ze składek mają być rozdzielane bez naszej wiedzy w postaci kontraktów publicznej instytucji NFZ z prywatnym szpitalem? Dlaczego nie mamy decydować, który szpital jest dla nas lepszy i któremu damy zarobić?. Dlaczego mamy płacić na coś, na co nie mamy wpływu? Stąd winno się (zgodnie z planami PO) zlikwidować NFZ i wprowadzić też powszechne, prywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz zaprzestać pobierania od nas składki zdrowotnej (pieniądze winny być do naszej dyspozycji). Taka winna być konsekwencja próby prywatyzacji szpitali, ale co z konstytucyjną powszechnością dostępu do służby zdrowia?, co z tymi, którzy nie pracują, są chorzy, nie radzą sobie z życiem?. Najlepszym rozwiązaniem byłaby ich likwidacja! – o braku potrzeby istnienia nieefektywnych jednostek i sposobów ich likwidacji odsyłam rząd i PO do rozwiązań zaproponowanych przez autora Main Kampf.

10. Powszechna prywatyzacja szpitali (a to nam grozi w przyszłości) prowadzi w prostej linii do radykalnego zwiększenia korupcji, pauperyzacji społeczeństwa i powolnego eliminowania jakiegokolwiek publicznego szpitala. Wynika to w głównej mierze z wcześniej opisywanego faktu finansowania prywatnej ochrony zdrowia przez służby publiczne (NFZ). Nie od dzisiaj wiadomo, że korupcja kwitnie przede wszystkim na styku państwo-prywatna firma lub instytucja. Nie trudno sobie wyobrazić jak łase będą nasze urzędasy na profity za odpowiedni kontrakt. I zależeć to będzie od tego ile prywatny właściciel będzie miał kasy i będzie ja skłonny przeznaczyć na „Deal” „kręcenie lodów”. Szpitale publiczne są - będą skazane w tym względzie na porażkę, co sprawi powolny ich upadek i nie pozwoli na rozwój.

11. Prywatyzacja szpitali nie zwiększy racjonalności ich działań z prostego powodu: menedżer prywatnego szpitala oczywiści że będzie chciał zarobić, ale również nie będzie obarczony ryzykiem tej działalności – w razie czego (groźby upadłości) i tak pomoże państwo, bo przecież jest to kwestia dobra publicznego a ewentualna upadłość szpitala może w konsekwencji spowodować reakcję społeczną eliminującą w wyborach dotychczasowych „włodarzy”. Tak więc prywatyzując nic de facto nie zmieniamy: dalej tworzymy system, który wymagał będzie nieustannych dotacji państwowych. Jest to podobna sytuacji do trwającej przez lata niefrasobliwości (delikatnie mówiąc) bankowców, którego efektem jest obecny kryzys. Oni też wiedzieli, ze w razie czego pomoże państwo i tak się dzieje. Konsekwencją tego kryzysu jest nawet częściowa nacjonalizacja banków. Prawdopodobnie prywatyzacja szpitali skończy się podobnie – potrzeba ich ponownej nacjonalizacji. Ale w między czasie ile osób zarobi na tej prywatyzacji?

Powyższe refleksje są tylko moimi subiektywnymi opiniami. Może staną się skromnym zalążkiem dyskusji o tak pilnej przecież reformie ochrony zdrowia. Wyrażam też nadzieję, iż nazwany przeze mnie planem C projekt dezorganizacji ochrony zdrowia a następnie jej prywatyzacji dla jej uratowania... nie jest realizowany przez rząd.

----------------------------------------------

Tak pisałem dobrych parę lat temu, za czasów rządów PO-PSL. Czy miałem rację? Zostawiam to czytelnikom...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 16 września 2019

Jeszcze raz o ochronie zdrowia - to wyzwanie na II kadencję PiS-u!

Chyba wszyscy się zgodzimy, że reforma sektora ochrony zdrowia jest jak najbardziej potrzebna.

Długie kolejki na SOR-ze, kolejki do specjalistów, nieraz niechlujstwo w szpitalach, nieraz też przyjmowanie korzyści majątkowych przez lekarzy, brak pielęgniarek i wykształconych lekarzy, którzy w dużej mierze wyjechali z kraju "za chlebem", czyli przyzwoitymi zarobkami, niedofinansowanie szpitali i całego sektora, brak odpowiedniego systemu nauczania, który jest długi i bardzo skomplikowany, choć tak długi okres uzyskania specjalizacji daje pozytywne korzyści w postaci dobrego przygotowania zawodowego lekarzy i pielęgniarek, co chwalą sobie kraje, gdzie ten polski personel pracuje.  Tylko, że oni kończą szkoły w Polsce i winni w Polsce pracować tutaj, przynajmniej jakiś ściśle określony czas. Nie może być tak, że finansujemy emigrantów - zbyt drogo kosztuje wykształcenie jednego lekarza czy pielęgniarki, abyśmy sobie pozwolili na fakt szybkiej ich emigracji zarobkowej a tym samym na godzenie się w Polsce z brakami personelu medycznego.

Całkiem niedawno miałem styczność ze szpitalem. Oprócz długiego oczekiwania na SOR-ze nie narzekam, ale są to pojedyncze przypadki, kiedy trafi się na lekarza z powołaniem niesienia zdrowia. Tyle tylko, że na tzw. rehabilitację czekam już pór roku a jest to czas stracony i powodujący postępowanie mojej choroby. Tak nie powinno być i trzeba to zmienić. Wiele jest takich przypadków, np. kolejka do operacji zaćmy, czy też - mimo reformom - do kuracji onkologicznych. Problemem też - jak wspomniałem - jest obszar owego powołania do bycia lekarzem czy pielęgniarką. Bardzo się często zdarza, iż lekarze są nimi z przypadku, na co już naprawdę nie mamy wpływu, choć chyba należy zwiększyć na uczelniach czy katedrach  medycznych zajęcia z psychologii, bo nawet empatii można się choć trochę nauczyć a pacjenci winni czuć, że faktycznie są pod właściwą opieką. Niepokojąca jest też gradacja  pacjentów na tych, którzy leczą się poprzez NFZ a pacjentami płacącymi prywatnie za opiekę medyczną, na co często bardzo narzekają potrzebujący pomocy medycznej.

Cztery lata rządów PiS-u to za mało na reformę służby zdrowia (ochronę zdrowia). Kiedyś profesor Zbigniew Religa przedstawił 7-letni plan uzdrowienia tego sektora, ale oczywiście nie miał on szans wdrożenia, ze względu na różne zmiany rządu, które średnio po czterech latach są inne i mają swoje sposoby i swoją wizję polskiej ochrony zdrowia.

Inaczej było w przypadku PO-PSL. Mieli aż osiem lat na przeprowadzenie takiej reformy... i jedynym ich planem była oczywiście komercjalizacja  i prywatyzacja szpitali, ich zamykanie"niby dla dobra" całej służby zdrowia. Można powiedzieć, że nie zrobili nic i dzisiejsze ich gaworzenie, że taką reformę - po przejęciu władzy - przeprowadzą, to są ich jakieś wyimaginowane mrzonki i nie można im ufać w "żadnym calu" - są skłonni obiecać wszystko, byleby po raz kolejny dostać się do władzy... a wtedy rzeczywiście pozamykają szpitale i je sprywatyzują, co dla nich było wielkim dealem na szpitalach i innych jednostkach zajmujących się zdrowiem Polaków (np. uzdrowiska, gdzie pozostało w rękach państwa polskiego jedynie 7 dużych uzdrowisk na 26 funkcjonujących państwowo do czasu przejęcia władzy przez PO-PSL).

Musimy też cały czas zwiększać nakłady na ochronę zdrowia, bo tego potrzebują lekarze, pielęgniarki, służba pomocnicza a wreszcie sami pacjenci. Trzeba te nakłady zwiększać stopniowo dbając, aby te pieniądze nie były marnotrawione a niestety w obecnym systemie często są i gdzieś przepadają w zawiłościach procedur i leczenia. Warto byłoby również rozszerzyć ilość placówek klinicznych, co sprawi, iż nasze leczenie będzie diametralnie skuteczniejsze.

Dodatkowo należy przeprowadzić reformę polityki lekowej, tak, aby poprzez nią nie zarabiały tak wielkich pieniędzy duże i międzynarodowe koncerny farmaceutyczne, tak, aby można było swobodnie prowadzić kuracje najnowocześniejszymi lekami i wprowadzać nowoczesne procedury leczenia. Trzeba też skończyć z lobbingiem firm farmaceutycznych skierowanym na lekarzy i sugerowanie im, jakie leki  mają przepisywać, szczególnie te brane przez nas przewlekle, przez długi czas a nieraz do końca życia. Będzie to bardzo trudne, ale jest chyba wykonalne.

Zresztą ta polityka lekowa jest katastrofalna. Nieraz dofinansowuje się leki zupełnie niepotrzebnie, bo i tak wykorzystywane są bardzo rzadko i nie są one najnowocześniejsze  a firmy farmaceutyczne celowo wyznaczają dla nich ceny horrendalnie wysokie nie mające nic wspólnego z kosztami ich wytworzenia. Podobnie jest z lekami dostępnymi na rynku bez recepty i w przypadku parafarmaceutyków (suplementów diety).

I taka drobna uwaga dla pacjentów: zawsze w aptece możemy zapytać czy istnieje jakiś tańszy generyk, czyli lek z tą samą substancją czynną. Aptekarze mają obowiązek o tym poinformować pacjentów. Ja często z takiego rozwiązania korzystam i nieraz miesięcznie oszczędzam nawet 50-100 złotych jak nie więcej, więc warto. Można też poprosić lekarza, aby na receptę przepisał nam tańszy lek, wtedy też niejako sami reformujemy politykę lekową. Nie można też opierać się na promowanej nazwie leków (np. "żółty krem z apteki") ponieważ istnieje dużo tańszych zamienników z tą samą dawką leku i tą samą substancją czynną. Ja na ten przykład ostatnio biorę glukozaminę (substancja lecząca stawy, ich zwyrodnienie a także odbudowująca chrząstkę międzystawową). 60 tabletek 625 mg glukozaminy kosztuje od powyżej 50 zł do 30  a nawet 25 zł, więc po prostu oszczędzam swoje pieniądze a nazwy handlowe glukozaminy bywają różne. Można też skorzystać z zakupu leków bez recepty przez internet i ze stron aptecznych - takie leki są z reguły tańsze niż w tradycyjnej aptece. I jeszcze jedno: należy przestać brać leki garściami i wierzyć w to, że są panaceum na wszystko. W Polsce jest jedna z najwyższych konsumpcji leków i suplementów diety: trzeba z tym skończyć poprzez odpowiednią kampanię promocyjną i uświadamiającą, tyle tylko, że byłoby to niekorzystne dla firm i na pewno spotka się z ostrą reakcją tych firm..

Inną sprawą jest częste dopuszczanie do sprzedaży leków, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie na receptę jak. np: przeciwbólowy Ketonal a to tylko jeden przykład. Taka polityka powoduje, że NFZ często nie ma pieniędzy na dofinansowanie leczenia naprawdę ciężkich przypadków a ludzi "szlag trafia" a taka polityka jest bardzo korzystna dla firm farmaceutycznych.

W Polsce sektor farmaceutyczny ma chyba największą rentowność w całej Europie, co widać np. oglądając reklamy, gdzie w danym bloku reklamowym aż około 50% to reklamy leków i parafarmaceutyków. Czy to nie jest zastanawiające? A za te reklamy płacimy my wszyscy, bo w kosztach wytworzenia leku wliczane są koszty promocji.

Konieczne jest też wreszcie ustalenie tzw. "koszyka świadczeń podstawowych" leczenia, co niemal zawsze obiecywały różne rządy i żaden z nich go nie stworzył. Wiem, że jest to trudne, ale musimy to zrobić, aby nasza służba zdrowia była na wyższym poziomie i można było kalkulować efektywność leczenia. 

Należy także podjąć ogólnonarodową dyskusję dotyczącą zmiany obecnego systemu ochrony zdrowia i zastanowić się nad powrotem tzw. Kas Chorych. Spełniały one dobrze swą funkcję i szkoda, że za czasów rządów SLD ponownie scentralizowano ten sektor i wprowadzono NFZ. Komu i dlaczego tak przeszkadzały Kasy Chorych? Tego naprawdę nie wiem a  powrót do nich to droga jest daleka i wyboista.

Zdrowie, jego ochrona, dotyczy nas wszystkich a podejmowane przez rząd działania skutkować będą na następne dziesięciolecia. Mam nadzieję, że nowy minister zdrowia podoła temu zadaniu, bo obecny jest bardziej naukowcem i lekarzem niż managerem i nie ma wizji jak winna ta ochrona zdrowia w Polsce wyglądać.

To są takie ogólne moje refleksje i zdaję sobie sprawę, że temat ten wymaga pogłębionej analizy. Niemniej jednak mam nadzieję, że przyszła reforma ochrony zdrowia przedstawiona zostanie jako długookresowy plan, do którego realizacji powinniśmy dążyć i nade wszystko nie doprowadzić do zaniechania publicznej ochrony zdrowia. Obecny rząd - mimo zastrzeżeń - coś jednak robi w tym zakresie a w zapisach w ich programie znalazły się tematy związane z reformą tego newralgicznego sektora, co - mam nadzieję - będzie reformą korzystną dla wszystkich, skuteczną i efektywną.

Ale aby tą reformę przeprowadzić potrzeba nawet nie czterech, ale ośmiu lat samodzielnego  rządzenia obecnie nam panujących. Jest to możliwe i uważam, że będzie to z korzyścią dla Polski i Polaków.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

środa, 7 sierpnia 2019

Opłaca się być skutecznym...

Polska po sukcesie obalenia F. Timmermansa wreszcie zaczęła być postrzegana jako lider nie tylko V4, ale wielu innych krajów, jak np. Włoch. Przyjechała do naszego kraju w drugiej po Francji wizycie nowa szefowa KE. To nie jest przypadkiem. Rola Polski w UE wzrosła a Morawiecki zaczął być postrzegany jako lider, skuteczny lider nie tylko naszego państwa.

Teraz są geopolityczne warunki by wreszcie budować silne państwo. Mamy NATO i stajemy się teraz jego realną "wschodnią flanką". A to dziś jest w interesie USA, do tego V4 i projekt Trójmorza też popierany przez USA. To trzeba wykorzystać dziś, gdy sytuacja jest geopolitycznie korzystna dla nas.

Uważam też, że nigdy Niemcy i Moskwa nie będą naszymi przyjaciółmi, więc musimy się otworzyć na USA. Pozostaje UK jako silny sojusznik USA i jej wyjście z UE może spowodować ścisły sojusz pomiędzy UK a Polską, bo Amerykanie też chcą mieć swojego sojusznika w UE. Po wyjściu z niej UK (co za nowego premiera jest pewne) pozostaniemy jedynym krajem w UE tak proamerykańskim i USA zdają sobie z tego sprawę. Stąd wynika też ich poparcie dla Polski i zapowiadana kolejna wizyta D. Trumpa w naszym kraju.

Jesteśmy - wbrew pozorom - bardzo bogatym krajem. Mamy surowce naturalne i lasy, mamy wody geotermalne, jesteśmy też jednym z najliczniejszych ludnościowo krajów w Europie. I możemy sprawić, że Polska wreszcie odzyska takie znaczenie, jakie mieć powinna.

Niestety nasze położenie z jednej strony jest bardzo korzystne jako centrum Europy, ale z drugiej jesteśmy "solą w oku" naszych sąsiadów: Niemiec i Rosji, które nie chcą silnego państwa polskiego i będą robiły wszystko, żeby tak się nie stało.

Wszystko wskazuje na to, że ZP znów wygra wybory parlamentarne i będzie mogła ponownie tworzyć rząd samemu.

Ostatnie 4 lata poświęcono przede wszystkim na uzdrowieniu finansów państwa i pomoc socjalną dla zwykłych ludzi. To już jest i kolejny rząd powinien skupić się w kwestiach wewnętrznych na ochronie zdrowia i jej reformy oraz w dalszym ciągu na sądownictwie a w kwestiach zagranicznych na budowie pozycji Polski w świecie. Niestety ministrowie z  obszarów zdrowia i dyplomacji jakoś nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Mamy jakiegoś pecha do ministrów spraw zagranicznych i ministrów zdrowia. Ja wiem, że są to bardzo trudne ministerstwa, ale tym bardziej dobór kadry powinien być zdecydowanie lepszy. Nie mamy specjalistów? Oj sądzę, że mamy i niekoniecznie muszą to być profesorowie, którzy są bardziej teoretykami niż realistami a nam potrzeba ich sprawności zarządczej i dyplomatycznej oraz długookresowej wizji z celami strategicznymi do osiągnięcia. Teoretyczne ogólniki nie wystarczą, tu trzeba działać i reformować obydwa te obszary.

Reasumując. Opłaca się być skutecznym na arenie międzynarodowej (jak M. Morawicki), bo wzrasta pozycja Polski, ale winniśmy robić swoje i za wszelką cenę "myśleć po polsku" i budować swoją niezależność, suwerenność i niepodległość.  Nie mamy co zbytnio liczyć na innych, liczmy więc na siebie - to stara maksyma sukcesu i nią podążajmy. A wtedy przyjaciele sami się znajdą.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

czwartek, 24 stycznia 2013

Premier, kórego nie ma!

Dzisiaj możliwie jak najbardziej krótko,  bo naprawdę nie ma o kim się rozpisywać...Trudno mi jest niestety gaworzyć o naszym premierku.  Kiedyś przychodziło mi to o wiele łatwiej. Było to w czasach, kiedy jeszcze wzbudzał u mnie jakiekolwiek emocje.

Obecnie jednak jest dla mnie śmiesznością samą w sobie, po prostu nikim, tak jak zapewne nikim jest dla międzynarodowych przywódców tego świata.

Jako bowiem jeden z nielicznych premierów krajów UE najpewniej albo nie został zaproszony lub też sam zrezygnował z uczestnictwa w 43 Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Na to największe ""Forum Ekonomiczne (...) ma w tym roku przybyć prawie 50 szefów państw lub rządów, w tym kanclerz Niemiec Angela Merkel, premier Rosji Dmitrij Miedwiediew, premier Wielkiej Brytanii David Cameron i premier Włoch Mario Monti. Swój udział zapowiedzieli także m.in. sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde, szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi oraz założyciel Microsoftu Bill Gates. Łącznie oczekuje się ponad 2,5 tys. uczestników z ponad 100 krajów. Organizatorzy Forum ogłosili w czwartek, że głównymi tematami będą: zdrowie i systemy ochrony zdrowia, a także zdrowie pracowników. Hasłem tegorocznego forum jest "Elastyczny dynamizm"" [1].

Jeszcze wczoraj rzeczniczek rządu, niejaki P. Graś argumentował nieobecność naszego premierka na tym forum koniecznością obrony (nomen omen) przez niego naszego ministerka od zdrowia B. Arłukowicza, który i tak... przecież nie ma sznas na odwołanie. Dziś okazało się, że tak naprawdę premierek profilaktycznie zachorował i musiał poddać się szpitalnej opiece lekarskiej [2], co wydaje sie być kolejnym PR-owym zabiegiem mającym na celu wybielenie naszego premierka z jego nieobecności na tym - dotyczącym m.in. ochrony zdrowia - ekonomicznym forum.

No cóż... nikt już chyba nie szanuje naszego premierka i chyba nadszedł czas, abyśmy wszyscy zrozumieli, że jest dla naszej Polski naprawdę szkodnikiem... jest premierem, którego tak naprawdę nie mamy...

[1] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/donald-tusk-nie-pojedzie-do-davos,1,5402001,wiadomosc.html
[2] http://wyborcza.pl/1,75248,13288039,Donald_Tusk_w_szpitalu__Ostra_infekcja_drog_oddechowych.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 17 maja 2012

Ochrona zdrowia: plan "C" - kontynuacja czy debata?

Witam

Niejednokrotnie już pisałem o ochronie zdrowia, m.in. w postach z 2009 roku: Plan "C" – cisza nad tą trumną oraz Konieczna ogólnonarodowa debata w sprawie ochrony zdrowia!

Minęło 3 lata a moje konstatacje zawarte w wymienionych tekstach są  nadal zatrważająco aktualne, co potwierdza ogłoszone wczoraj w mediach nasze ledwie 27 miejsce w Europie w obszarze stanu i jakości lecznictwa. Wyróżniono nas jedynie za leczenie zawałów serca. Czeka nas jeszcze prawdopodobnie kolejny kryzys dotyczący nowoczesnych i innowacyjnych terapii onkologicznych, bowiem nikt dziś nie wie, czy po 1 lipca na liście leków refundowanych znajdą się odpowiednie specyfiki lub też tańsze (ale też relatywnie drogie) leki generyczne. Sądzę, że na kłopotach w leczeniu raka kryzys się nie zakończy...

Przeczytawszy więc moje poprzednie posty postanowiłem je -  uzupełniając o nowe fakty  i zdarzenia - częściowo przypomnieć.

----------------------------------------

Premier i była pani Minister Zdrowia a dziś Marszałek Sejmu oraz być może  nowy Minister Zdrowia w zaciszu powyborczych gabinetów przyjęli prawdopodobnie zasady kontynuacji wcześniejszego - określonego przeze mnie jak "C" - planu, dotyczącego wielkiego oszustwa, jakim była, jest i będzie w ich wykonaniu reforma ochrony zdrowia.

Sławetna posłanka Sawicka zwracała już uwagę swemu wydumanemu kochankowi z CBA, że jest jeszcze jedna z ostatnich wielkich możliwości skonsumowania przez liberalne (sic!) postokragłostołowe elity polskiego majątku: to wielki "deal" na ochronie zdrowia. Była posłanka została w końcu skazana, co prawdopodobnie dla PO ma posłużyć jako niby "zamknięcie" tematu, "listek figowy"... a harce mogą zaczynać  niejako od nowa...

Poprzedni rząd oczywiście próbował już wszelkimi sposobami skonsumować wreszcie ten jeden z ostatnich torcików polskiego majątku narodowego. Najpierw był plan A. Obowiązkowo miały być skomercjalizowane a później oczywiście sprywatyzowane szpitale. Nie wypalił. No to zabrano się za plan B, czyli dobrowolność komercjalizacji poprzez samorządy, dając jednocześnie "marchewkę" w postaci oddłużania tych szpitali, które się na to zdecydują. Plan nie wypalił. Jakoś szpitale niechętnie były w stanie uwierzyć i zaufać nieudolnej pani minister. Tym bardziej nie zaufają biednemu nowemu ministrowi zdrowia, który - jak sądzę - został perfidnie wrobiony w zarządzanie "burdelem", jaki w ministerstwie zostawiła po sobie E. Kopacz

Plany A i B więc nie "wypaliły".

I tu niespodziewanie z pomocą "chłopcom od piłki i deal'i wszelkiego rodzaju przyszedł kryzys, na którym można jeździć jak na "siwej Kobyle" usprawiedliwiając brak działania i pomocy komukolwiek brakiem kryzysowych pieniążków. Dodatkowo PO wygrała ponownie wybory (sic!) i w nowym ministerstwie zabrakło partaczki E. Kopacz a na front wysłano - pozyskanego w tym celu z SLD - B. Arłukowicza.

No i przez ostatnie miesiące mamy kontynuację nagminnego i pogłębiającego się  kryzysu polskiej ochrony zdrowia. Czyżby rząd przyjął kolejną strategię doprowadzającą w końcu "chłopców" do jej trwałych i nietrwałych aktywów, t.j. zasadę "im gorzej tym lepiej"? Cisza nad tą trumną! Zdaje się wołać całe poletko "czarnych polskich owieczek z PO(ło)wiałych"... od letnich promieni Słońca Peru.

Ta "cisza nad tą trumną" to chyba właśnie był  plan "C", czyli pseudoreformy ochrony zdrowia, tzn. przejęcia jej przez owych nieznanych "speców od deal'i" wywodzących się z jedynie słusznych kręgów "elit postokrągłostołowych".  Ten plan C był i jest bardzo prosty: doprowadzenie do zapaści szpitali, a później wyciągnięcie najważniejszych założeń z planów A i B oraz podanie "pomocnej dłoni" szpitalom w postaci (a jakże) komercjalizacji, która zawsze w końcu kończy się przecież prywatyzacją. Dziś chyba mamy kontynuację tegoż planu.

I za jakiś  czas, z satysfakcją stanie wtedy przed gawiedzią Donald Tusk, i wystawiwszy na pierwszy ogień biednego B. Arłukowicza wspólnie obwieszczą: A NIE MÓWILIŚMY I NIE PRZESTRZEGALIŚMY. WYSZŁO NA NASZE! BIERZMY SIĘ WIĘC ZA PLAN A i B!

Chcę być dobrze zrozumiany. Również uważam, że w Polsce potrzebna jest reforma funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia,. Obecny stan jest w dłuższej perspektywie nie do zaakceptowania.

Mam natomiast wrażenie, ze jedynym celem wszelkich działań rządu w tym zakresie nie jest prawdziwa, fundamentalna reforma systemu ochrony zdrowia, ale li tylko "skok" na aktywa, które reprezentują szpitale i inne jednostki lecznicze.

Uważam od wielu lat, że konieczna jest w Polsce ogólnonarodowa debata na temat obecnego stanu ochrony zdrowia i kształtu jej reformy. Jest ona niezbędna. Zdrowie dotyczy nas wszystkich i przyszłych pokoleń Polaków. Obok podatków temat ten winien być jednym z pierwszoplanowych, nad którymi dyskutuje się publicznie! Wydaje mi się, że zawsze jest czas na dyskusję o tym newralgicznym obszarze funkcjonowania polskiego społeczeństwa a reforma ochrony zdrowia winna być najważniejszym obszarem działań rządowych, nad którym należy podjąć ogólnonarodową dyskusję.

Zdrowie, jego ochrona, dotyczy nas wszystkich a podejmowane przez rząd działania skutkować będą na następne dziesięciolecia. Dziwię się więc nieudolności rządu w tym obszarze i uważam, że obecny Pan Minister B. Arłukowicz nie będzie w stanie przeprowadzić ani monitorować takowej reformy.

Oto w punktach kilka moich refleksji, tez i pytań na temat polskiej ochrony zdrowia i konieczności jej reformy:

1. Obecny stan systemu ochrony zdrowia, co jest oczywiste, jest niezadawalający i wymaga zmian i reformy. Kolejki pacjentów, korupcja, marnotrawienie publicznych pieniędzy, ogólne niedofinansowanie, emigracja lekarzy i pielęgniarek (niskie płace) oraz wiele innych czynników tylko utwierdza w tym przekonaniu.

2. Reforma systemu ochrony zdrowia jest – będzie procesem skomplikowanym i długotrwałym. Większość dotychczasowych rządów podejmowała próby naprawy tego systemu różnymi sposobami: utworzenie Kas Chorych, oddanie szpitali samorządom (tak jest obecnie) przy zachowaniu ich państwowej własności, likwidacja w 2002 przyszpitalnych fundacji, próby stworzenia koszyka świadczeń podstawowych… następnie ponowna centralizacja Kas Chorych i utworzenie NFZ, siedmioletni plan profesora Religi, oddłużanie szpitali i wzrost uposażenia lekarzy i pielęgniarek, a teraz pomysł prywatyzacji (komercjalizacji) szpitali. Jak widać każdy rząd ma swój pomysł na system ochrony zdrowia. Zmiana rządu przerywa poprzednio rozpoczęte reformy i jeszcze bardziej komplikuje system. I tu oczywistość: potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta.

 3. Prywatyzacja (komercjalizacja) szpitali jest tylko jedną z dróg możliwej poprawy sytuacji polskiej służby zdrowia i nie jest wcale pewna jej skuteczność i efektywność w tym przypadku. Komercjalizacja polega na utworzeniu jednoosobowej spółki prawa handlowego, którego właścicielem jest państwo lub jego agendy. Dalszym etapem jest prywatyzacja polegająca na sprzedaży całości lub części tej spółki (w przypadku obowiązującego chyba planu B od razu szpitale przekształcane są w spółki bez okresu komercjalizacji). Wspomaganie szpitali, które zdecydują się na przekształcenia w spółki jest nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych, a tym samym obywateli. Czy dzielenie firm - dla których będzie możliwa pomoc finansowa i dla, których tej pomocy nie będzie – na podstawie akceptacji przez nie planów rządowych jest zgodne z Konstytucją RP? Czy nie jest to dogmatyczne, irracjonalne, realizowanie „świętej” idei liberalnej a forma prawna nie przypomina np. przymusowej nacjonalizacji dokonywanej przez komunistów? (teraz formą nacisku są korzyści ekonomiczno-materialne),

4. Oczywiście w gospodarce rynkowej własność prywatna lepiej służy rozwojowi gospodarczemu niż własność państwowa, co wiąże się przede wszystkim z m.in. wyższą jakością nadzoru właścicielskiego. Chcąc wypracować zysk, prywatny przedsiębiorca podejmuje decyzje, które przy akceptowanym przez niego poziomie ryzyka przyniosą największe korzyści. Nie można jednak zapominać, że każda działalność gospodarcza zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem niepowodzenia w tym upadłości. Nieprzewidywalność, nawet marketingowa, popytu na usługi medyczne eliminuje prywatno-rynkową ideę szpitali – nie wiemy kto, kiedy i na co zachoruje; nie jesteśmy w stanie przewidzieć epidemii; nie jesteśmy w stanie przewidzieć skali popytu na usługi medyczne w przypadku klęsk żywiołowych, wojny czy ataków terrorystycznych.

5. Należy jednak zwrócić uwagę, że powyższe stwierdzenie (pierwsze w punkcie 4) jest istotne ekonomicznie w przypadku firm obracających tzw. dobrami prywatnymi. Przez wieki rozwoju gospodarki rynkowej wypracowany został jednak zbiór tzw. dóbr publicznych, za które odpowiada państwo. Należą w skrócie do nich: obrona narodowa (wojsko, wywiad i kontrwywiad, służby celne), bezpieczeństwo (policja, straż pożarna), środowisko naturalne oraz … właśnie ochrona zdrowia (lecznictwo, służby sanitarno-epidemiologiczne). Zgodnie z priorytetami obecnego rządu po służbie zdrowia należy również sprywatyzować: wojsko, policję, SANEPID, straż pożarną i inne. Wtedy można już tylko rządzić dla samego rządzenia i nic nie robić – będąc u władzy i czerpać z niej korzyści.

6. W ujęciu dobra publicznego zdrowie nie może być traktowane, jako towar rynkowy, którego obrót nastawiony jest na zysk a szpitale jako firmy – spółki prawa handlowego nastawione na zysk. Tak naprawdę szpitale winny być instytucjami non profit (nie nastawionymi na zysk).

7. Szpital jako spółka prawa handlowego oferować będzie usługę medyczną jako towar, który winien przynieść zysk. Stąd tylko niedaleka droga do racjonalności wyboru takich pacjentów, których leczenie jest opłacalne i unikanie kosztotwórczego (przynoszącego stratę) pacjenta. Znów w skrócie: prowadzi to do ograniczenia powszechnej dostępności do leczenia i ochrony zdrowia. Jest to niezgodne z Konstytucją RP, której artykuł 68 zobowiązuje władze publiczne do zapewnienia obywatelom równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Podobne sformułowania zawierają akty prawne większości europejskich krajów wysokorozwiniętych, w których dominującą rolę w ochronie zdrowia odgrywa sektor publiczny (około 90% to działalność publiczna a tylko około 10% to działalność prywatna). Prywatna służba zdrowia jest dominującą jedynie w USA (brak powszechnej dostępności usług zdrowotnych w USA i niska jakość służby publicznej – to jeden z największych problemów społecznych tego państwa) oraz w krajach, których państwa nie stać traktowanie zdrowia jako dobra publicznego (kraje Trzeciego Świata). Próba pełnej prywatyzacji sektora zdrowotnego na Słowacji zakończyła się kompletna klapą – państwo ponownie przejmuje własność nad szpitalami.

8. Jeżeli nawet byśmy założyli, że prywatyzacja szpitali uzdrowi nasze lecznictwo to zanim się jej dokona winno się przede wszystkim stworzyć tzw. koszyk usług podstawowych i wycenić procedury medyczne. W prywatnych spółkach zysk wynika z różnicy pomiędzy ostateczną ceną danego dobra a kosztami niezbędnymi na jego wytworzenie. Brak wiedzy o kosztach i niezbędnych do realizacji procedur medycznych podważa więc sens prywatnej działalności i sprawia, ze decyzje są nieracjonalne i nieefektywne. Rozpoczęcie reformy od prywatyzacji jest niczym innym jak bezsensownym, skazanym na niepowodzenie działaniem od końca, które nie przyniesie żadnych efektów a wprost przeciwnie: może „rozwalić” cały system „od środka”.

9. Innym działaniem poprzedzającym ewentualną prywatyzację i przekształcenie w spółki winna być reforma systemu finansowania szpitali i instytucji zajmujących się lecznictwem. Jeżeli szpitale mają być prywatne to powinny być finansowane z prywatnych a nie publicznych pieniędzy. Dlaczego nasze pieniądze pochodzące ze składek mają być rozdzielane bez naszej wiedzy w postaci kontraktów publicznej instytucji NFZ z prywatnym szpitalem? Dlaczego nie mamy decydować, który szpital jest dla nas lepszy i któremu damy zarobić?. Dlaczego mamy płacić na coś, na co nie mamy wpływu? Stąd winno się (zgodnie z planami PO) zlikwidować NFZ i wprowadzić też powszechne, prywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz zaprzestać pobierania od nas składki zdrowotnej (pieniądze winny być do naszej dyspozycji). Taka winna być konsekwencja próby prywatyzacji szpitali, ale co z konstytucyjną powszechnością dostępu do służby zdrowia?, co z tymi, którzy nie pracują, są chorzy, nie radzą sobie z życiem?. Najlepszym rozwiązaniem byłaby ich likwidacja! – o braku potrzeby istnienia nieefektywnych jednostek i sposobów ich likwidacji odsyłam rząd i PO do rozwiązań zaproponowanych przez autora Main Kampf.

10. Powszechna prywatyzacja szpitali (a to nam grozi w przyszłości) prowadzi w prostej linii do radykalnego zwiększenia korupcji, pauperyzacji społeczeństwa i powolnego eliminowania jakiegokolwiek publicznego szpitala. Wynika to w głównej mierze z wcześniej opisywanego faktu finansowania prywatnej ochrony zdrowia przez służby publiczne (NFZ). Nie od dzisiaj wiadomo, że korupcja kwitnie przede wszystkim na styku państwo-prywatna firma lub instytucja. Nie trudno sobie wyobrazić jak łase będą nasze urzędasy na profity za odpowiedni kontrakt. I zależeć to będzie od tego ile prywatny właściciel będzie miał kasy i będzie ja skłonny przeznaczyć na „Deal” „kręcenie lodów”. Szpitale publiczne są - będą skazane w tym względzie na porażkę, co sprawi powolny ich upadek i nie pozwoli na rozwój.

11. Prywatyzacja szpitali nie zwiększy racjonalności ich działań z prostego powodu: menedżer prywatnego szpitala oczywiści że będzie chciał zarobić, ale również nie będzie obarczony ryzykiem tej działalności – w razie czego (groźby upadłości) i tak pomoże państwo, bo przecież jest to kwestia dobra publicznego a ewentualna upadłość szpitala może w konsekwencji spowodować reakcję społeczną eliminującą w wyborach dotychczasowych „włodarzy”. Tak więc prywatyzując nic de facto nie zmieniamy: dalej tworzymy system, który wymagał będzie nieustannych dotacji państwowych. Jest to podobna sytuacji do trwającej przez lata niefrasobliwości (delikatnie mówiąc) bankowców, którego efektem jest obecny kryzys. Oni też wiedzieli, ze w razie czego pomoże państwo i tak się dzieje. Konsekwencją tego kryzysu jest nawet częściowa nacjonalizacja banków. Prawdopodobnie prywatyzacja szpitali skończy się podobnie – potrzeba ich ponownej nacjonalizacji. Ale w między czasie ile osób zarobi na tej prywatyzacji?

Powyższe refleksje są tylko moimi subiektywnymi opiniami. Może staną się skromnym zalążkiem dyskusji o tak pilnej przecież reformie ochrony zdrowia. Wyrażam też nadzieję, iż nazwany przeze mnie planem C projekt dezorganizacji ochrony zdrowia a następnie jej prywatyzacji dla jej uratowania... nie jest realizowany przez rząd.

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 2 kwietnia 2011

Polski system ochrony zdrowia w stanie przedzawałowym.... Przyczynek do dyskusji o reformie.

"Potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta".



Witam serdecznie

W Polsce potrzebna jest reforma funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia,. Obecny stan jest w dłuższej perspektywie nie do zaakceptowani. Pomysłów, idei i metod jest wiele. Tak naprawdę polski system ochrony zdrowia jest w stanie ciągłej i nieprzerwanej od kilkunastu lat „reformy”. Nie istnieje w Polsce i nie jest realizowany kompleksowy i spójny zestaw (zespół) działań, których efektem byłoby osiągnięcie zamierzonego celu jakim jest skuteczna, efektywna publiczna (i prywatna) ochrona zdrowia w Polsce.

Niestety powyższe jest wynikiem każdorazowo wpływu bieżącej sytuacji politycznej i zmiany co jakiś czas rządów w Polsce. Jest to sytuacja naturalna będąca wyrazem realizowania w Polsce idei i istoty demokracji. Demokracja wszakże ma też swoje wady, nie jest systemem (ustrojem idealnym). Trafnie zauważył to Winston Churchill twierdząc w pewnym momencie swoich rządów: „Demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego”.

Między innymi jedną z wad demokracji jest brak wieloletnich (i rzeczywiście realizowanych) strategii (planów strategicznych) rozwoju (reformy) danych sektorów czy części narodowej gospodarki. Dotyczy to przede wszystkich sektorów państwowych, publicznych, ale też ma bezpośredni lub pośredni wpływ również na prywatną jej część a tym samym wpływa na sprawność i efektywność całości systemu ekonomicznego, gospodarczego a nawet politycznego danego kraju. Dotyczy to również Polski, gdzie okres tzw. realnego socjalizmu nie pozwolił na powstanie fundamentów zdrowej, rynkowej gospodarki i zakłócił naturalny jej, etapowy rozwój. W 1989 roku stanęliśmy przed koniecznością reformy zastanej po okresie komunistycznym, chorej w swej istocie gospodarki, która w skrócie polegała na jej transformacji zmierzającej do upodobnienia jej do kształtu gospodarek w rozwiniętych krajach, których rozwój opierał się od 200 lat na idei „rynkowej”, klasycznej ekonomii, naturalnego rozwoju.

Ni wnikając, czy XX lecie lat 1989-2010 jest sukcesem czy porażką (przychylam się raczej do tego drugiego stwierdzenia) niewątpliwie polski system ochrony zdrowia wymaga gruntownych zmian i instytucjonalno-systemowej dogłębnej reformy.

Polskie społeczeństwo się starzeje. Za kilkanaście lat będzie coraz więcej ludzi w wieku poprodukcyjnym a polski system ubezpieczeń zdrowotnych może stać się niewydolny i zagrożona może być jego płynność finansowa. Obecny czas jest być może ostatnim, w którym zainicjowane planowe i długoletnie reformy pozwolą uniknąć katastrofiy w postaci bankructwa całego polskiego sytemu ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych (już prawdopodobnie zostaniemy pozbawieni na "wieczność" środków z OFE).

W związku z tym wydaje się konieczna ogólnonarodowa debata na temat obecnego stanu oraz kształtu reformy w polskiej ochronie zdrowia!

Jest ona niezbędna. Zdrowie dotyczy nas wszystkich i przyszłych pokoleń Polaków – naszych dzieci, wnuków, pranuków... Obok podatków temat ten winien być jednym z pierwszoplanowych, nad którymi dyskutuje się publicznie!

Niech przyczynkiem do owej debaty będzie kilka poniższych refleksji, spostrzeżeń oraz propozycji przedstawionych punktowo:

1. Obecny stan systemu ochrony zdrowia, co jest oczywiste, jest niezadawalający i wymaga zmian i reformy. Kolejki pacjentów, korupcja, marnotrawienie publicznych pieniędzy, ogólne niedofinansowanie, emigracja lekarzy i pielęgniarek (niskie płace) oraz wiele innych czynników tylko utwierdza w tym przekonaniu.

2. Reforma systemu ochrony zdrowia jest – będzie procesem skomplikowanym i długotrwałym. Większość dotychczasowych rządów podejmowała próby naprawy tego systemu różnymi sposobami: utworzenie Kas Chorych, oddanie szpitali samorządom (tak jest obecnie) przy zachowaniu ich państwowej własności, likwidacja w 2002 przyszpitalnych fundacji, próby stworzenia koszyka świadczeń podstawowych… następnie ponowna centralizacja Kas Chorych i utworzenie NFZ, siedmioletni plan profesora Religi, oddłużanie szpitali i wzrost uposażenia lekarzy i pielęgniarek, a teraz pomysł prywatyzacji (komercjalizacji) szpitali, który może w niedługim czasie być przez rządy PO jak najbardziej realizowany.

Jak widać każdy rząd ma swój pomysł na system ochrony zdrowia. Zmiana kolejnego rządu przerywa poprzednio rozpoczęte reformy i jeszcze bardziej komplikuje system. I tu oczywistość: potrzeba jednego, ogólnonarodowego, międzypartyjnego planu reformy systemu ochrony zdrowia, który będzie realizowany niezależnie od zmiany rządu czy prezydenta.

3. Prywatyzacja (komercjalizacja) szpitali jest tylko jedną z dróg możliwej poprawy sytuacji polskiej służby zdrowia i nie jest wcale pewna jej skuteczność i efektywność w tym przypadku. Komercjalizacja polega na utworzeniu jednoosobowej spółki prawa handlowego, którego właścicielem jest państwo lub jego agendy (ew. samorządy). Dalszym etapem jest prywatyzacja (jest to czywistość nie podlegająca żadnej formie negacji) polegająca na sprzedaży całości lub części tej spółki. W odrzuconej przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ustawie zdrowotnej autorstwa PO (dawny tzw.: plan B) zakładano wspomożenie szpitali, które zdecydują się na przekształcenia w spółki. Z punktu widzenia prawnego i ekonomicznego takie rozwiązanie wydaje się nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych, a tym samym obywateli. Dzielenie firm - dla których będzie możliwa ewentualna pomoc finansowa i dla, których tej pomocy nie będzie – na podstawie akceptacji przez nie planów rządowych jest tworzeniem odgórnych barier funkcjonowania i nie ma nic wspólnego z wolną gospodarką rynkową. Jest to dogmatyczne, irracjonalne, realizowanie „świętej” idei liberalnej a forma prawna przypomina np. przymusową nacjonalizację dokonywaną przez komunistów (teraz formą nacisku mają być ewentualne korzyści ekonomiczno-materialne i przymusowa prywatyzacja).

4. Oczywiście w gospodarce rynkowej własność prywatna lepiej służy rozwojowi gospodarczemu niż własność państwowa, co wiąże się przede wszystkim z m.in. wyższą jakością nadzoru właścicielskiego. Chcąc wypracować zysk, prywatny przedsiębiorca podejmuje decyzje, które przy akceptowanym przez niego poziomie ryzyka przyniosą największe korzyści. Nie można jednak zapominać, że każda działalność gospodarcza zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem niepowodzenia, w tym upadłości. Nieprzewidywalność, nawet marketingowa, popytu na usługi medyczne eliminuje prywatno-rynkową ideę szpitali – nie wiemy kto, kiedy i na co zachoruje; nie jesteśmy w stanie przewidzieć epidemii; nie jesteśmy w stanie przewidzieć skali popytu na usługi medyczne w przypadku klęsk żywiołowych, wojny czy ataków terrorystycznych.

5. Należy jednak zwrócić uwagę, że powyższe stwierdzenie (pierwsze w punkcie 4) jest istotne ekonomicznie w przypadku firm obracających tzw. dobrami prywatnymi. Przez wieki rozwoju gospodarki rynkowej wypracowany został jednak zbiór tzw. dóbr publicznych, za które odpowiada państwo. Należą w skrócie do nich: obrona narodowa (wojsko, wywiad i kontrwywiad, służby celne), bezpieczeństwo (policja, straż pożarna), środowisko naturalne oraz … właśnie ochrona zdrowia (lecznictwo, służby sanitarno-epidemiologiczne). Zgodnie więc z priorytetem „prywatyzacji wszystkiego za wszelką cenę” po służbie zdrowia należałoby również sprywatyzować: wojsko, policję, SANEPID, straż pożarną i inne. Wtedy rzeczywiście można już tylko rządzić dla samego rządzenia i nic nie robić – będąc u władzy i czerpać z niej korzyści.

6. W ujęciu dobra publicznego zdrowie nie może być traktowane, jako towar rynkowy, którego obrót nastawiony jest na zysk a szpitale jako firmy – spółki prawa handlowego nastawione na zysk. Tak naprawdę szpitale (w swej ogromnej większości) winny być instytucjami non profit (nie nastawionymi na zysk). Pomijam tu "zabiegi" medyczne wykonywane na prośbęzainteresowanegonimi "pacjenta" i nie wynikajace z konieczności ratowania jego życia i zdrowia oraz leczenia (np. upiekszające operacje plastyczne...)

7. Szpital jako spółka prawa handlowego oferować będzie usługę medyczną jako towar, który winien przynieść zysk. Stąd tylko niedaleka droga do racjonalności wyboru takich pacjentów, których leczenie jest opłacalne i unikanie kosztotwórczego (przynoszącego stratę) pacjenta. Znów w skrócie: prowadzi to do ograniczenia powszechnej dostępności do leczenia i ochrony zdrowia. Jest to niezgodne z Konstytucją RP, której artykuł 68 zobowiązuje władze publiczne do zapewnienia obywatelom równego dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Podobne sformułowania zawierają akty prawne większości europejskich krajów wysokorozwiniętych, w których dominującą rolę w ochronie zdrowia odgrywa sektor publiczny (około 90% to działalność publiczna a tylko około 10% to działalność prywatna). Prywatna służba zdrowia jest dominującą jedynie w USA (brak powszechnej dostępności usług zdrowotnych w USA i niska jakość służby publicznej – to jeden z największych problemów społecznych tego państwa… obecna administracja B. Obamy podjęła się zresztą reformy całego systemu ochrony zdrowia w USA) oraz w krajach, których państwa nie stać na traktowanie zdrowia jako dobra publicznego (kraje Trzeciego Świata). Próba pełnej prywatyzacji sektora zdrowotnego na Słowacji zakończyła się kompletna "klapą" – państwo ponownie przejmuje sukcesywnie własność nad szpitalami.

8. Jeżeli nawet byśmy założyli, że prywatyzacja szpitali uzdrowi nasze lecznictwo to zanim się jej dokona winno się przede wszystkim stworzyć tzw. koszyk usług podstawowych i wycenić procedury medyczne. W prywatnych spółkach zysk wynika z różnicy pomiędzy ostateczną ceną danego dobra a kosztami niezbędnymi na jego wytworzenie. Brak wiedzy o kosztach i niezbędnych do realizacji procedur medycznych podważa więc sens prywatnej działalności i sprawia, ze decyzje są nieracjonalne i nieefektywne. Rozpoczęcie reformy od prywatyzacji jest niczym innym jak bezsensownym, skazanym na niepowodzenie działaniem od końca, które nie przyniesie żadnych efektów a wprost przeciwnie: może „rozwalić” cały system „od środka”.

9. Innym działaniem poprzedzającym ewentualną prywatyzację i przekształcenie w spółki winna być reforma systemu finansowania szpitali i instytucji zajmujących się lecznictwem. Jeżeli szpitale mają być prywatne to powinny być finansowane z prywatnych a nie publicznych pieniędzy. Dlaczego nasze pieniądze pochodzące ze składek mają być rozdzielane bez naszej wiedzy w postaci kontraktów publicznej instytucji NFZ z prywatnym szpitalem? Dlaczego nie mamy decydować, który szpital jest dla nas lepszy i któremu damy zarobić?. Dlaczego mamy płacić na coś, na co nie mamy wpływu? Stąd winno się (zgodnie z planami PO) zlikwidować NFZ i wprowadzić też powszechne, prywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz zaprzestać pobierania od nas składki zdrowotnej (pieniądze winny być do naszej dyspozycji). Taka winna być konsekwencja próby prywatyzacji szpitali, ale co z konstytucyjną powszechnością dostępu do służby zdrowia?, Co z tymi, którzy nie pracują, są chorzy, nie radzą sobie z życiem? I co z tymi, którzy dziś lub wkrótce będą emerytami lub rencistami?.

10. Powszechna prywatyzacja szpitali (zakładając taki kierunek reform) prowadzi w prostej linii do radykalnego zwiększenia korupcji, pauperyzacji społeczeństwa i powolnego eliminowania jakiegokolwiek publicznego szpitala. Wynika to w głównej mierze z wcześniej opisywanego faktu finansowania prywatnej ochrony zdrowia przez służby publiczne (NFZ). Nie od dzisiaj wiadomo, że korupcja kwitnie przede wszystkim na styku państwo-prywatna firma lub instytucja. Nie trudno sobie wyobrazić jak „łase” będą części naszych urzędniczych elit na profity za odpowiedni kontrakt. I zależeć to będzie od tego ile prywatny właściciel będzie miał środków finansowych i będzie je skłonny przeznaczyć na „promocję swojej oferty”. Szpitale publiczne są - będą skazane w tym względzie na porażkę, co sprawi powolny ich upadek i nie pozwoli na rozwój.

11. Prywatyzacja szpitali nie zwiększy racjonalności ich działań z prostego powodu: menedżer prywatnego szpitala oczywiście że będzie chciał zarobić, ale również nie będzie obarczony ryzykiem tej działalności – w razie czego (groźby upadłości) i tak pomoże państwo, bo przecież jest to kwestia dobra publicznego a ewentualna upadłość szpitala może w konsekwencji spowodować reakcję społeczną eliminującą w wyborach dotychczasowych „politycznych włodarzy. Tak więc prywatyzując nic de facto nie zmieniamy: dalej tworzymy system, który wymagał będzie nieustannych dotacji państwowych. Jest to podobna sytuacji do trwającej przez lata niefrasobliwości (delikatnie mówiąc) bankowców, którego efektem był niedawny i dalej trawający obecny kryzys. Oni też wiedzieli, ze w razie czego pomoże państwo i tak się działo i dalej dzieje. Konsekwencją tego kryzysu jest (była) nawet częściowa nacjonalizacja banków. Prawdopodobnie prywatyzacja szpitali skończy się podobnie – potrzebą ich ponownej nacjonalizacji. Ale w między czasie ile osób zarobi na tej prywatyzacji? (vide: słynna wypowiedź posłanki – podobno zakochanej w agencie CBA Tomku i często występującej w roli zawodowej płaczki – Sawickiej z PO o "dealu" możliwym na ochronie zdrowia).

Mam nadzieję, że powyższe konstatacje będą zalążkiem dyskusji i przyszłej , szybkiej ogólnonarodowej i powszechnej debaty na temat reformy - znajdujacego sie niewątpliwe w stanie "przedzawałowym" – systemu ochrony zdrowia w Polsce. Czasu jest niewiele… bo nie wiem czy trwająca obecnie "szybka" prywatyzacja części polskich uzdrowisk nie jest "rządowym przetarciem" przed chęcią sprywatyzowania szpitali...

(np. SOLANKI Uzdrowisko Inowrocław sprzedano za 20 mln zł, podczas gdy samo tylko przekształcenie w latach 2007-2009 (remont i modernizacja) części Solanek (stanowiącej może około 20-30%powierzchniowej części użytkowej), czyli Szpitala Uzdrowiskowego w nowoczesny Medical Spa kosztowało ponad 10 mln a całe uzdrowisko wcześniej zostało dokapitalizowane przez Skarb Państwa kwotą około 8 mln. zł. – sic!).

krzysztofjaw
Krzysztof Jaworucki

P.S.
Powyższy tekst jest w wielu miejscach tożsamy z wysłanym przeze mnie w czerwcu 2009 roku listem otwartym do Pana dra hab. Tomasza Zdrojewskiego, który w owym czasie był doradcą ds. zdrowia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jest też częścią szerszego i przygotowywanego przeze mnie referatu naukowego, który w swojej treści wskazywać będzie możliwe kierunki oraz alternatywy strategiczne reformy i rozwoju polskiego, publicznego sektora ochrony zdrowia.
 
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 9 lipca 2009

PLAN "C" – CISZA NAD TĄ TRUMNĄ

Rząd i Ministerstwo zdrowia w zaciszu gabinetów przyjęli prawdopodobnie plan (nie-plan) C dotyczący wielkiego oszustwa, jakim jest reforma ochrona zdrowia.

Sławetna posłanka Sawicka zwracała już uwagę swemu niedoszłemu kochankowi z CBA, że jest jedna z ostatnich wielkich możliwości skonsumowania przez liberalne (sic!) postokragłostołowe elity polskiego majątku: to wielki "deal" na ochronie zdrowia.

I rząd oczywiście próbował już wszelkimi sposobami skonsumować wreszcie ten jeden z ostatnich torcików polskiego majątku narodowego.

Najpierw był plan A. Obowiązkowo miały być skomercjalizowane a później oczywiście sprywatyzowane szpitale. Nie wypalił.

No to zabrano się za zapowiadany plan B, czyli dobrowolność komercjalizacji poprzez samorządy, dając jednocześnie "marchewkę" w postaci oddłużania tych szpitali, które sie na to zdecydują. Plan nie wypalił. 

Jakoś szpitale niechętnie już są w stanie wierzyć i zaufać nieudolnej (jak cały rząd) pani Minister E.Kopacz.

A i owszem, pokazywano sukcesy niektórych szpitali już skomercjalizowanych. Tylko tyle, że dokonywały one tego oddolnie, przy pomocy samorządów. Więc dla pseudoelit pseudoreformatorów i zdrajców "okrągłostołowych" pozostawały tylko "okruchy" z tego torcika. Ale - tak sobie zapewne w ich główkach się roiło - warto pokazać te nieliczne sukcesy, aby potem, dając to, jako przykład, upowszechnić je poprzez już "odgórne" dokonanie tejże prywatyzacji poprzez komercjalizację. A wtedy konsumować będziemy cały tort... tak to sobie chłopcy wymyślili. 

Taka dygresja: smutno mi sie robi patrząc na E. Kopacz. Ta niezbyt zresztą dobra dyrektor jednego z mniejszych szpitali została wciągnięta do gry, której juz chyba sama nie rozumie. Oby tylko, poprzez swoją naiwność, nie doprowadziła nieświadomie do faktycznego upadku polskiej ochrony zdrowia.

Plany A i B więc nie wypaliły.

I tu niespodziewanie z pomocą "chłopcom od piłki i deal'i wszelkiego rodzaju) przyszedł kryzys, na którym można teraz jeździć jak na "siwej Kobyle" usprawiedliwiając brak działania i pomocy komukolwiek brakiem kryzysowych pieniążków.

No i przez ostatnie dni mamy "dziwną" sytuację wokół ochrony zdrowia. 

Pan premier ponad rok temu zapowiedział, że podniesie składkę zdrowotną o 1% i dofinansuje w ten sposób NFZ.

Obecnie w NFZ brakuje już przeszło 650 mln zł na bieżące świadczenia. Więc Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz poinformował we wtorek, że wystąpił do ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz minister zdrowia Ewy Kopacz o podwyższenie składki na ubezpieczenie zdrowotne od 2011 roku o 0,25%. Miałoby to przynieść według Prezesa dodatkowe wpływy w wysokości 1,5 mld zł. Jego zdaniem pozwoliłoby to na utrzymanie stanu finansowania świadczeń na poziomie nie niższym niż dotychczas. No i Prezes funduszu ośmielił sie powiedzieć, że wzrost składki jest zgodny z polityką rządu.

I cóż się dzieje?. 

Nasz kochany JE D.TUSK-STRUŚ z miną "zniesmaczonego niesubordynacją swego podwładnego Cesarza" stwierdza, że jego rząd nie przewiduje pomocy dla NFZ. Tzn. nie zamierza podnieść składki (w domyśle: może kiedyś mówiłem , ze podniosę , ale jest kryzys). Zapowiada zresztą wezwanie na wyjaśnienia prezesa NFZ.

Minister E. Kopacz przywołuje do porządku swego bezpośredniego podwładne i wzywa go, żeby zajął sie tym co ma i nie wychodził "przed szereg".

Natomiast szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak ocenia wypowiedź Prezesa NFZ jako "kompletnie niezrozumiałą".

Można by powiedzieć: Premier, Minister i szef gabinetu Premiera jasno dają do zrozumienia Prezesowi NFZ: siedź cicho, bo masz jeszcze pracę a przecież możesz jej zaraz nie mieć. Nieprawdaż? A ponadto MY (czyli coś na kształt rządu) mamy inne plany!

Dygresyjnie: ja na miejscu szefa NFZ zastanowiłbym sie nad "rzuceniem w twarz swoimi papierami" w Cudako-Pustaka JE i dał buzi na dowidzenia Szanownej Pani Minister.

Czyżby rząd przyjął kolejna strategię doprowadzającą w końcu "chłopców" do aktywów trwałych i nietrwałych polskich w ochronie zdrowia, tym razem wykorzystując kryzys: im gorzej tym lepiej?

CISZA NAD TĄ TRUMNĄ? Zdaje się wołać całe poletko "czarnych polskich owieczek" z PO(ło)wiałych od letnich promieni Słońca Peru. 

Ta "CISZA NAD TĄ TRUMNA" to chyba właśnie owy plan C - pseudoreformy ochrony zdrowia, tzn. przejęcia jej przez owych nieznanych "speców od deal'i" wywodzących sie z jedynie słusznych kręgów "elit postokrągłostołowych".  

Plan C jest bardzo prosty: doprowadzenia do zapaści szpitali, a później wyciagnięcie najważniejszych założeń z planów A i B oraz wyciągnięcie "pomocnej dłoni" do szpitali w postaci (a jakże) komercjalizacji, która zawsze w końcu kończy sie przecież prywatyzacją.

I z satysfakcją stanie TUSK-STRUŚ przed gawiedzią i wystawiwszy na pierwszy ogień biedną E. Kopacz wspólnie obwieszczą: A NIE MÓWILIŚMY I NIE PRZESTRZEGALIŚMY. WYSZŁO NA NASZE! BIERZMY SIE ZA PLAN A I B!


Chcę być dobrze zrozumiany. Również uważam, że w Polsce potrzebna jest reforma funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia,. Obecny stan jest w dłuższej perspektywie nie do zaakceptowania (pisałem o tym wielokrotnie).

Mam natomiast wrażenie, ze jedynym celem wszelkich działań rządu w tym zakresie nie jest prawdziwa, fundamentalna reforma systemu ochrony zdrowia, ale li tylko skok na aktywa, które je reprezentują.

Pozdrawiam