Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
wtorek, 31 marca 2020
A sądy swoje...
Całkiem niedawno Sąd Okręgowy w Poznaniu (sic!) zwolnił z aresztu Arkadiusz Ł. który był oskarżony o o zorganizowanie międzynarodowej grupy przestępczej zajmującej się tzw. oszustwami "metodą na wnuczka". Jego grupa wyłudziła w ten sposób prawie prawie 1,6 mln zł bo za "czyny, które mu zarzucono, został już wcześniej skazany. skazany. Sąd zwolnił go z aresztu a sędzią był Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego [1].
No i cóż się okazało? Ano w niemieckich mediach decyzja SO była powszechnie krytykowana, bo Arkadiusz Ł. prowadził działalność również na terenie Niemiec. Prokuratura złożyła też wniosek o ponowne aresztowanie "Hossa". Sąd kazał go aresztować, ale gdy policja przyszła po Arkadiusza Ł., nie było go w domu. Teraz rozpoczynają się poszukiwania i wydano wobec przestępcy list gończy, który został wydany... a jakże! przez tego samego sędziego z Poznania. To naprawdę zakrawa o kpinę, śmieszność i jakąś hipokryzję SO i samego sędziego [2].
No ale to nie wszystkie "igraszki" naszych sądów. W ubiegły piątek okazało się, że zwolniono z aresztu tymczasowego 8 członków zorganizowanej grupy przestępczej sprzedającej nielegalnie leki za granicę. Sąd też nie zastosował wobec nich nawet wolnościowych środków zapobiegawczych. Decyzję podjął Sąd Okręgowy w Gdańsku (sic!).
Grupa wywoziła polskie leki za granicę, by tam sprzedawać je z olbrzymim zyskiem. Bandyci to nie tylko cwaniacy. To ludzie bardzo niebezpieczni. Jeden ze zwolnionych podejrzanych podczas pobytu w areszcie podżegał do polania substancją żrącą córki innego podejrzanego w celu wymuszenia na nim zmiany złożonych wyjaśnień. I taką to grupę sąd sobie wypuścił a przecież ABW rozpracowywała ją ją miesiącami. Prokuraturze udało się zakwestionować transakcje sprzedaży leków na około 50 milionów złotych a Minister Sprawiedliwości Z. Ziobro zapowiedział ostrą walkę z mafiami lekowymi. Ta decyzja SO jest kompromitacją tegoż sądu i kpiną z wymiaru sprawiedliwości.
Oczywiście - podobnie jak we wcześniejszej sprawie - SO nie zastosował wobec członków mafii lekowej nawet wolnościowych środków zapobiegawczych. Obecnie podejrzani ci przebywają już na wolności. Od decyzji sądu prokuratura złoży zażalenia. "Dlaczego sąd nie wziął pod uwagę, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż podejrzani wrócą do swojego procederu? Przecież przestępcy mogą teraz mataczyć oraz próbować ukryć już osiągniętych przez nich korzyści" [3].
Należy się głęboko zastanowić nad przyczynami takich i podobnych werdyktów sądów. Czyżby to była nawet walka z prokuraturą Z. Ziobry? Tego nie wiem, ale powyższe wyroki są szokujące i dające wiele do myślenia.
I m.in. dlatego konieczna jest głęboka reforma systemu sądownictwa w Polsce. Ja się nawet zastanawiam czy ta reforma nie winna iść w kierunku sądownictwa USA. Oczywiście z lekkimi zmianami dotyczącymi kwestii regionalnych, ale z powszechnym wyborem sędziów poprzez głosowanie suwerena i ławą przysięgłych.
[1] https://polskatimes.pl/arkadiusz-l-pseudonim-hoss-tworca-metody-na-wnuczka-wyszedl-na-wolnosc/ar/c1-14867703
[2] https://plus.gloswielkopolski.pl/poznan-wydano-list-gonczy-za-hossem-wczesniej-zostaly-wypuszczony-na-wolnosc-mimo-skazania-za-oszustwa-na-wnuczka/ar/c1-14878587
[3] https://wpolityce.pl/kryminal/493594-ujawniamy-sad-wypuscil-na-wolnosc-czlonkow-mafii-lekowej
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 13 listopada 2019
Senat - "polityczny kac" PiSu
"Z pierwszych wypowiedzi i decyzji nowej większości w Senacie wyłania się dość jasny plan użycia tego politycznego narzędzia. Izba wyższa parlamentu ma być ośrodkiem władzy, który ustawi się na agresywnej kontrze wobec większości sejmowej, rządu i prezydenta. Od podkreślanej skromności (nowy marszałek zamierza mieszkać w hotelu sejmowym) przez wskazanie nowej dla większości Polaków twarzy Tomasza Grodzkiego na marszałka po natychmiastową zapowiedź orędzia do Polaków.
(...)
W oczach przewodniczącego Schetyny najwyraźniej to jest porażka po które PiS już się podniesie, moment przełomowy, dramatyczny zwrot odbierający obozowi Jarosława Kaczyńskiego pewność siebie. Być może lider Platformy rzeczywiście w to wierzy, ale jeśli tak, to znaczy iż uległ własnej propagandzie. Prawda jest bowiem taka, że PiS nigdy nie miało nie tylko władzy totalnej, ale nawet całkowitej. Nigdy niczego takiego też nie twierdziło, uparcie dopominając się jedynie o uznanie demokratycznego werdyktu Polaków i prawo do wdrażania swojego programu.
(...)
Co więcej, pan Schetyna musi mieć problem z pamięcią, bo zapomina bolesne dla PiS porażki w Unii Europejskiej czy nieudana walka o przejęcie rządów w większych miastach i metropoliach. Mimo wygranej w wyborach samorządowych finałem było przejęcie połowy zaledwie sejmików.
W tych momentach i wielu innych opozycja i jej media dowodziły, że oto nastąpił przełom. Piemontem opozycji miała być najpierw Bruksela, potem Gdańsk, wreszcie Warszawa. Nigdy z tego za wiele nie wychodziło. Z prostego powodu: jeśli się od początku nie miało władzy totalnej, jeżeli od zawsze trzeba się było gimnastykować, często cofać, zawsze liczyć z siłami i procedurami, przełykać przez cztery lata gorzkie pigułki, to jedna dodatkowa, tym razem w Senacie, nie zmienia zbyt wiele.
Bo zgoda, że jakaś pierwsza bolesna porażka może złamać władzę totalną, ale partię demokratyczną może po prostu chwilowo osłabić, zmobilizować, zmusić do korekty lub wymiany nie działających podzespołów. PiS to ten pierwszy przypadek".
Otóż o ile zgadzam się z pierwszym akapitem przytoczonego tekstu, to dalszy wywód Pana M. Karnowskiego mnie nie przekonuje.
Rzeczywiście pierwsze zamierzenia nowego Marszałka Senatu (orędzie, wyjazd do Senatu USA) dają przedsmak tego, co będzie się działo przez całe cztery lata. KO będzie starała się wykreować z Senatu niejako oddzielny ośrodek władzy w Polsce, który jest w kontrze do faktycznej władzy wykonawczej i ustawodawczej w naszym kraju. Jest to niepokojące, bowiem dla wielu środowisk zagranicznych będzie to przyczynek do ponownej ostrej krytyki PiS i polskiego rządu a wtórować będzie takiemu postrzeganiu Targowica Senacka. I nie ma tu żadnego znaczenia, że w myśl Konstytucji polityką zagraniczną zajmuje się polski rząd a nie senat.
Wczoraj też mieliśmy śmiałą wypowiedź Pana J. Kaczyńskiego o tym, że skończyła się opozycja totalna i z tym stwierdzeniem też się nie zgadzam i uważam, że jest przeciwnie: dotychczasowa opozycja totalna dostała senackiego "wiatru w żagle" i jej totalniactwo drastycznie się zintensyfikuje, zarówno na terenie kraju, jak i za granicą.
Chciałbym się mylić, ale uważam, że tak się stanie, szczególnie przez najbliższe 6 miesięcy czyli okresu trwającej już nieformalnie kampanii wyborczej w wyborach na urząd Prezydenta RP, które mają się odbyć w maju przyszłego roku.
A jeżeli tak będzie, to dopiero wtedy zauważymy jakim błędem było przez PiS tak naprawdę zlekceważenie kampanijne wyborów do Senatu. Myślano zapewne, że wszystko pójdzie z rozpędu i chyba zbyt mocno uwierzono w sondaże przedwyborcze. I jednak po raz kolejny utwierdziliśmy się, że "pycha może kroczyć przed upadkiem".
Nie twierdzę, że PiS tą pychą się odznaczał lub odznacza, ale po prostu zostało trochę uśpione sondażami i nie przewidziało, że jednak wybory jednomandatowe kierują się inną logiką niż proporcjonalne. Ludzie bardziej głosują na znane im twarze i - co jest trochę smutne - nie zawsze to głosowanie jest racjonalne i często opiera się tylko na regionalnych czynnikach emocjonalnych, ale i to sztab wyborczy PiS winien przewidzieć.
Cieszę się, że po raz wtóry PiS (ZP) osiągnęło wynik dający mu bezwzględną większość w Sejmie i możliwość utworzenia ponownie samodzielnego rządu. Tym niemniej nawet tymi wynikami PiS był - mimo "dobrej miny do złej gry" - rozczarowany, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu o zbytniej, przedwyborczej pewności siebie samej partii i środowiska z nim związanego.
Tyle tylko, że od 1989 roku mamy po raz pierwszy sytuację, że większość sejmowa nie ma jednocześnie większości senackiej i nikt nie ma żadnego doświadczenia jak w takiej sytuacji będzie wyglądało rządzenie w Polsce a po zapowiedziach nowego Marszałka Senatu i całego PO widać już, że nie będzie żadnej współpracy między większością sejmową a senacką: będzie marazm i przeciąganie do granic (30 dni) procesu legislacyjnego.
Wszystko to nie napawa optymizmem i wpłynie na płynność wprowadzania kolejnych reform rządu PiS (ZP). Już nie będzie sytuacji, że jakieś ustawy będą przyjmowane expresowo: należy się liczyć z ciągłą obstrukcją Senatu... no chyba, że coś się zmieni po wyborach prezydenckich i jednak PiS-owi uda się "pozyskać" jakichś senatorów do swojego klubu.
Oczywiście wolniejsze reformy lub nawet ich brak PiS będzie mógł tłumaczyć obstrukcją totalniaków senackich, ale taki argument przemawiał będzie do wyborców tylko przez jakiś czas a później pozostanie w świadomości tylko to, że PiS nie wykonuje tego, co zapowiadał.
Osobiście mam "lekkiego politycznego kaca" z powodu takiego a nie innego rozkładu mandatów senackich i może dlatego patrzę raczej - w przeciwieństwie do M. Karnowskiego - pesymistycznie, bo jeżeli spełnią się czarne scenariusze to wtedy będzie można powiedzieć: PiS przegrało na własne życzenie batalię o Polskę. Oby tak się nie stało.
Sądzę tedy, iż niestety kolejne lata wcale nie uspokoją sceny politycznej w Polsce a będzie odwrotnie.
I w tym kontekście znów staniemy w maju do kolejnych najważniejszych wyborów: wyborów prezydenckich. Jeżeli A. Duda wygra ponownie, to wtedy sytuacja będzie w miarę klarowna i będzie szansa na kontynuację odbudowy Polski. Jeżeli jednak wygrałby kandydat totalniaków, to - przy obecnym opozycyjnym senacie i braku większości sejmowej predestynującej PiS do odrzucenia veta prezydenta - sytuacja stanie się tragiczna i zablokuje jakiekolwiek zmiany w Polsce.
[1] https://wpolityce.pl/polityka/472689-utrata-senatu-jest-dla-pis-bolesna-ale-go-nie-zabije
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
wtorek, 16 maja 2017
Proponuję rządowi "nowe otwarcie"
"Tu na dole, lokalnie, w przyszłym roku (w wyborach samorządowych - dop.: kj) nic się więc nie zmieni. Wygrają ci, co wygrać mają. Może PiS odwojuje kilka samorządów wojewódzkich, może jedno czy dwa większe miasta. Ale generalnie zPOdziejska sitwa przetrwa- ba, nawet umocni się. W moim platformianym od 2002 roku powiecie marazm, korupcja i złodziejstwo trwać będą w najlepsze. Bo co pomogą szklane urny czy monitoring, skoro "włodarze" miast i gmin mają już wielokrotnie przećwiczone metody "wygrywania" wyborów? Mają ludzi, czas i motywację do dokonywania kolejnych "cudów nad urną". Smutny wieczór...jak się chce reformować państwo to nie można zwracać uwagi na wrzask elyty III RP i mieć skrupuły. Oni nie będą mieli gdy wrócą (nie daj Boże) do władzy, złamią każdą zasadę i prawo.
(...)
Wczoraj pisałem o heroicznej pracy Ziobry, Macierewicza, Mariusza Kamińskiego, Jakiego, Święczkowskiego, Naimskiego, Morawieckiego itd. I o "nicnierobieniu" ludzi zajmujących się według komunistycznej nomenklatury - "nadbudową". Gliński, Gowin, KRRiTV, RMN, Komisja Etyki Mediów z niezwykłą tolerancją traktują łajdaków z profesorskimi tytułami, szemrane "autorytety" czy sprzedajnych "tfurców". Dziś doszło fiasko reformy samorządów. Po zapomnianej już warszawskiej ustawie metropolitarnej to kolejny sygnał dla PO-szustów, że ich pajacowanie i kłamstwa przynoszą efekty. Przypomnę więc rządzącym - bez wygrania wyborów samorządowych w 2018 roku PiS nie zostanie przy władzy na drugą kadencję. A wtedy...".
Zgadzam się z "Yagonem 12", przy czym sytuacja jest - wedle mnie - jeszcze bardziej niekorzystna i dotyczy ona nie tylko wyborów samorządowych, ale wielu innych niezrealizowanych jeszcze zmian, nieprzeprowadzonych reform.
Jest taka niepisana zasada w biznesie (ale chyba można ją odnieść do wielu innych obszarów, także do polityki).
Otóż zostając np. nowym prezesem firmy lub też dyrektorem/członkiem zarządu ds. jakiegoś pionu (finanse, handel i logistyka, produkcja, marketing, inne) przez około 3 miesięcy należy poświęcić bardzo dużo czasu na poznanie firmy od środka, poznanie swojego obszaru nadzoru oraz poznanie sytuacji zewnętrznej wobec firmy (jej otoczenia). Na tej podstawie - o ile jest to konieczne lub uznamy, że jest to konieczne - trzeba przygotować zespół decyzji dotyczących ewentualnych zmian i przez następne trzy miesiące je sukcesywnie wprowadzać, budując w ten sposób swoje zasady funkcjonowania firmy czy określonego pionu. Gdy przegapi się ten okres to później jest bardzo trudno a nieraz wręcz niemożliwe reformowanie i zmiany tych zasad.
Jest bowiem coś takiego jak opór przed zmianą prezentowany przez pracowników (kadrę kierowniczą), którzy już są przyzwyczajeni do dotychczasowego modelu funkcjonowania, wiedzą gdzie jest ich miejsce, mają ustalone ścieżki postępowania, mają swoje "księstwa" czy "silosy", swój system wzajemnych zależności, znajomości, "układy", jakieś korupcyjne współzależności, itd. I nie chcą tego zmieniać. Nie chcą bo będą się musieli od nowa znaleźć w określonej sytuacji, znów udowadniać swoją przydatność, podnosić kwalifikacje, zmieniać swoje utrwalone nawyki, nie chcą tracić ewentualnych "lewych dochodów" i dotychczasowych powiązań, może też boją się przed utratą pozycji, itd. Ten opór jest naturalny i można go odnosić do każdej dziedziny życia społecznego czy politycznego - vide: reforma szkolnictwa i opór nauczycieli, reforma sądownictwa i opór sędziów, itd.
Natomiast gdy pojawia się nowy szef, to przez jakiś czas - właśnie te sławetne pół roku - skłonność do oporu jest relatywnie niska, bo ludzie wiedzą, iż nowy szef będzie zaprowadzał "nowe porządki" i się na to godzą, choć wewnętrznie ten opór jest, ale przecież ludzie chcą pracować... więc są skłonni do podporządkowania się nowym decyzjom nowego szefa. Ale w sytuacji, gdy już miną pierwsze miesiące to czas akceptacji nowości mija i później jest bardzo trudno coś zmienić, bo ludzie przyzwyczajają się do jakichś nowych zasad i tam, gdzie mogą (gdzie nie dokonano zmian) powracają do znanych sobie ścieżek, modeli zachowań i adaptują je do nowych okoliczności.
Powyższe jest niejako zawarte w powiedzeniach: "jeżeli czegoś nie zrobisz zaraz na początku już nie zrobisz nigdy" lub "zbuduj sobie dobrą opinię na początku, a później nawet, gdy popełnisz błąd to nie będzie on końcem twojej kariery".
Dlatego uważam, że choć PiS (ZP) czy prezydent zrobili już bardzo dużo i działają w bardzo złej atmosferze, to jednak nie dokonali w wielu obszarach radykalnych zmian i teraz stary układ III RP staje się coraz silniejszy.
Obym się mylił, ale być może czas na radykalne reformy dla PiS-u już minął i czego nie zdołali zmienić już nie zmienią a tym samym pozwolą na odradzanie się hydry zdradliwych "elit III RP". Mało tego... przez te kilkanaście miesięcy dawne elity mogły też jakoś "wejść w układy" z elitami PIS (ZP) i teraz opór może być już nie tylko ze strony zdrajców i antypolaków, ale też płynąć od swoich.
No dobrze, może się mylę a państwo nie jest firmą i ogrom pracy jest większy, ale czy aby na pewno? Premier/prezes ma kilkunastu ministrów/dyrektorów, więc to aż tak inne od sytuacji firmy nie jest. A jeżeli są jakieś "wąskie gardła" czy "słabe ogniwa" wpływające negatywnie na cały zarząd/rząd to po prostu trzeba dokonywać wymiany. I też uważam, że P. Gliński już dawno winien być zmieniony (ja bym tego dokonał zaraz po haniebnych wypowiedziach na temat oceny niektórych NGO-sów). To PiS może zrobić, bo z J. Gowinem (też powinien być zmieniony) sprawa jest trudniejsza, bo to koalicjant. Zastanowiłbym się też nad dymisją K. Jurgiela (rolnictwo) czy K. Radziwiłła (zdrowie). Zatrudniłbym też nowego rzecznika prasowego na miejsce R. Bochenka. Chyba dobrze byłoby jednak przywrócić na tym stanowisku E. Witek.
Niemniej zdaję sobie sprawę jednak z niesamowitej wielości i głębokości koniecznych działań w celu naprawy Rzeczpospolitej. Można powiedzieć, że komuna i postkomuna III RP, czyli PRL i PRL-bis miały dziesiątki lat na stworzenie z Polski "układu wzajemnych zależności" oraz wykreowanie swoistego establishmentu zwanego "elitami III RP", który nakierowany jest - z jednej strony - na wysysaniu z Polski środków trwałych i obrotowych dla własnej i dla sił zewnętrznych korzyści (uwłaszczenie, korupcja, mafie vatowskie, prywatyzacja za bezcen, oddawania Polski we władanie korporacjom finansowo-przemysłowym, itd) a - z drugiej strony - na niszczeniu polskiej narodowej tożsamości, niszczeniu polskości. Był też czas na stworzenie swoistych enklaw dla określonych grup/beneficjentów III RP, np. korporacji zawodowych (sędziowie, środowisko akademickie, popłuczyny ubeków i WSI-oków, itd). Ostatnie zaś rządy PO-PSL dokończyły dzieła niszczenia Polski ostatecznie doprowadzając ją - jak sami stwierdzili - do stanu "państwa teoretycznego", gdzie jest już tylko "chuj, dupa i kamieni kupa".
PiS (ZP) przejęło zatem Polskę w stanie zbliżającego się - używając dalej terminologii biznesowej - bankructwa. Tak naprawdę więc przystąpiono niejako do budowy państwa na nowo, jego odbudowy. I rozumiem ogrom działań, które należało podjąć i które w większości zostały podjęte przy wściekłym ataku odsuniętej od koryta i niszczenia Polski targowickiej "totalnej opozycji" wraz z jej zagranicą.
Być może faktycznie tak naprawdę nie dało się zrobić więcej niż do tej pory zrobiono. Niestety to, czego nie zrobiono staje się fundamentem odbudowy zdrajców reprezentowanych przez establishment, elity III RP i jej zagranicy, wrogiej silnej i suwerennej Polsce.
Czy zatem można coś w tej sytuacji zrobić?
Owszem można, ale wyjściem nie jest rezygnacja z reform tak jak się to stało w przypadku reformy samorządów. To jest błąd, ale można go jeszcze naprawić.
Co ja bym zrobił na miejscu J. Kaczyńskiego i B. Szydło a co onegdaj zrobiłem w swojej pracy zawodowej?
Trzeba po prostu zrobić "nowe otwarcie", które będzie niejako ponowieniem sytuacji przypominającej "wejście nowego szefa lub dyrektora pionu do firmy". Wtedy będzie znów czas na radykalne zmiany, których do tej pory nie zdążono zrobić.
To "nowe otwarcie" trzeba szczegółowo zaplanować i dokonać go niemal i w miarę możliwości jednego dnia lub bardzo szybko, przy zapewnieniu odpowiedniej komunikacji z wyborcami, z Polakami.
Po pierwsze. Trzeba dokonać przeglądu działań ministerstw i określić, którzy ministrowie mogą lub powinni być zmienieni. Ale nie może się to ograniczać jedynie do szefów, ale także do wiceministrów lub dyrektorów departamentów. Taką listę trzeba sporządzić wraz z wyznaczeniem zmienników.
Po drugie. Należy stworzyć katalog koniecznych zmian, gruntownych zmian oraz przygotować strategię ich wprowadzania (m.in. terminy), wraz z niezbędnymi działaniami taktycznymi, operacyjnymi oraz przygotowawczymi.
Po trzecie (będąc już przygotowanym w zakresie dwóch poprzednich działań) należy wybrać odpowiedni moment na ogłoszenie "nowego otwarcia". Ten moment należy odpowiednio wyznaczyć, chociażby kreując określoną sytuację, która niejako będzie "wymuszała" owe otwarcie i powodowała jego akceptację przez wyborców, Polaków.
No i po czwarte. Podjąć jednego dnia (no może w ciągu kilku, kilkunastu dni) decyzję o tym "nowym otwarciu", czyli: jednocześnie wymienić kadry - to można zrobić jednego dnia, wprowadzić określone reformy (przyjąć nowe ustawy, rozporządzenia, zarządzenia, uchwały) - to można zrobić w dwa tygodnie. No a potem ponownie mieć te 3 do 6 miesięcy czasu na dokonywanie koniecznych zmian i reform.
To tylko taka moja propozycja, ale coś trzeba zrobić, bo ucieka nam czas a nowa szansa na odbudowę naszej Ojczyzny może się już w takim zakresie nie pojawić.
[1] http://niepoprawni.pl/blog/yagon-12/dzisiejsze-fiasko-reformy-samorzadow-to-punkt-dla-elyty-iii-rp
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
sobota, 11 lipca 2009
SMUTNO BĘDZIE PO PRZEBUDZENIU ZE SNU RZĄDÓW PO!
Liberał Donald Tusk korzysta garściami z rozwiązań, które z liberalizmem nie mają nic wspólnego. A. Lepper, jako największy ekonomiczny autorytet poucza wkoło rządowych fachowców od gospodarki i finansów. Rząd niby rządzi a nie chce rozmawiać na temat rządzenia ze społeczeństwem (vide. naprawdę tragiczna sytuacja w ochronie zdrowia). Do Polski przyjeżdża Komisarz odpowiedzialna z upadek polskich stoczni oglądać swoje dzieło i to w towarzystwie jakiegoś tam Nowego Prezesa wirtualnej spółki Stocznie Polskie… a Polacy nadal nie wiedzą, kto te stocznie tak naprawdę kupił. Przyboczny Minister D. Tuska jest najzwyczajniejszym cieciem. I dalej… D. Tusk, jak nigdy przedtem, kala się przed Prezydentem prosząc Go o nie zawetowywanie ustaw „niby rządowych”. Nie podnosi się podatków a jednak się podnosi lub ma zamiar podnieść (vide. VAT). Powstaje jakaś hybryda partii politycznej w postaci SD (nie mająca nic prócz znanych twarzy) a wszystkie media jak na komendę piszą tylko o niej, powoli odwracając się od promowania jeszcze niedawnych bohaterów z PO. Do niedawno „królowa” wśród mediów, czyli GW nagle mocno traci w ilości sprzedawanych egzemplarzy i zbliża się swym poziomem do tabloida z „wyższej półki” (vide. drukowanie kuriozalnych metodologicznie i nie odnoszących się do realiów wyborów prezydenckich, sondaży politycznych). I wiele jeszcze innych…
A to wszystko w czasie wakacji i na oczach coraz bardziej zdezorientowanych Polaków, którzy już sami nie wiedzą, w co wierzyć: dalej w Tuska czy może już w Olechowskiego, a może w lady ex-prezydentową?
Przecież miało być tak pięknie i cudownie. PO miała rządzić jako partia liberalna a nawet konserwatywno-liberalna. Z zapowiedzi i obietnic w tym względzie nie zostało nic. Nie podjeto nawet próby wprowadzenia podatku liniowego ani np. reformy KRUS. Reforma finansów publicznych została odłożona w bliżej nieznaną przyszłość. Obostrzenia oraz trudności w prowadzeniu działalności gospodarczej pozostały jednymi z największych w Europie (udało się co najwyżej zlikwidować VAT od darowizn żywności). Dalej funkcjonuje skomplikowany system różnorodnych koncesji i zezwoleń (przypadek nawet zwiększenia formalności jest symptomatyczny w przypadku budowy własnych domów). Z dziesięciu obietnic D. Tuska (tych przedwyborczych) nie zrealizowana została prawie, że żadna (a jeżeli już to ledwo napoczęta). I wcale nie jest temu winien kryzys gospodarczy, który zresztą miał Polskę ominąć szerokim łukiem.
Od przeszło pół roku rząd zapowiada pakiet antykryzysowy! i co? i nic!!! Rządy krajów UE i USA wprowadziły już kilka pakietów (niezależnie jakby ich nie oceniać) a w Polsce nie ma tak naprawdę żadnego będącego wewnętrznie spójnym. Indolencja, nieumiejętność, brak kompetencji? Chyba wszystko w jednym.
Celem wszakże zarządzających na poziomie państwa winna być dbałość o jego rozwój i sprawność funkcjonowania w sensie krótkookresowym i bieżącym, jak i długookresowym (strategicznym). Czy rząd jeszcze w roku 2008 (kiedy kryzys był już na świcie widoczny) przygotował jakieś alternatywne strategiczne plany przeciwdziałania mu. Czy rząd miał przygotowany plan działań na wypadek różnych sytuacji i kierunków rozwoju kryzysu i jego wpływu na Polskę (w zakresie wariantowości planowych działań: plan pesymistyczny, optymalny i optymistyczny)? Jakże powiało niekompetencją, kiedy rząd mówił o tym, że kryzysu w Polsce nie będzie: tak jakby Polska gospodarka była gospodarka zamkniętą i stanowiła niezależną od nikogo…enklawę przypominajacą tą orwellowską z Folwarku Zwierzęcego.
Bohater tej książki niejaki Napoleon tez święcie wierzył w swoja nieomylność i dziejową misję, którą ma do spełnienia… Szanowny Panie Donaldzie… winno się wtedy krzyknąć!
Niestety okazało się, ze umiejętności zarządcze rządu D. Tuska i jego samego są żadne, nie występują w ogóle, a jeżeli już to SA takie jak odbite w „krzywym zwierciadle”...
Skuteczność, efektywność polskiego rządu PO z D. Tuskiem na czele przyrównałbym do skuteczności uniknięcia rozjechania przez samochód ślimaka przechodzącego przez ruchliwą autostradę. Prawdopodobieństwo, że nie zostanie rozjechany jest minimalne, tak jak minimalne jest prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu obecnej ekipy rządzącej PO.
Równie ważną (co planowanie strategiczne i bieżące nadzorowanie funkcjonowania Państwa) umiejętnością rządzących winna być zdolność do consensusu społecznego i umiejętność negocjacji ze społeczeństwem oraz brak wewnętrznej pychy i sztucznie pojmowanej wielkości własnej osoby. Przecież to, kto rządzi zależy od wyborców. To oni poprzez swoje głosy decydują o stanowiskach rządowych (w większości pośrednio). Tak więc państwo jest dla obywateli a nie obywatel dla państwa! Tak jak urzędnik winien być dla zwykłego Polaka ciałem służebnym a nie odwrotnie. Całą klasę urzędniczą utrzymujemy my podatnicy, cała klasę polityczną również. A rząd nie chce rozmawiać ze społeczeństwem!, unika tego jak diabeł święconej wody (czyżby się bał zdemaskowania niekompetencji, a może ma cos do ukrycia?)
Inną, jakże cenną umiejętnością zarządczą jest jasne przedstawianie społeczeństwu (pracownikom) misji, celów oraz sposobów osiągnięcia tych celów. W firmie nazywa sie to ładem korporacyjnym, w ramach którego zarządzający nią zaznajamiają i tłumaczą swoim pracownikom zasady i cele działania firmy wraz z jej strategia i misja. Chodzi o zidentyfikowanie sie załogi z działaniami firmy i przedstawienie im sposobów na ich osiągnięcie.
A co w tym względzie robi nasz rząd oprócz gołosłownych obietnic, które nie zostają spełnione? I jak maja się czuć Polacy, którzy widzą, że te obietnice i działania były tylko grą przedwyborczą D. Tuska i PO (proszę sprawdzić stopień realizacji 10 punktowego programu wyborczego PO - jest prawie żaden).
I jak maja sie czuć Polacy, którzy karmieni byli nadzieją braku kryzysu a teraz w dziesiątkach miast, miejscowości tracą pracę? A apogeum kryzysu dopiero przed nami. Jak maja sie czuć inwestujący w fundusze inwestycyjne, które według zapewnień rządowych (braku kryzysu) miały być bezpieczne a przyniosły ogromne straty? A co z tymi, którzy stracili na inwestowaniu w akcje czy inne instrumenty pochodne (o niesymetrycznych opcjach walutowych już nie wspominam, bo stracimy na nich około 100-150 mld zł). Jak Polacy mogą mieć zaufanie do Polski i polskiej waluty skoro rząd dopuścił do spekulacji naszą złotówką, która w szybkim tempie raz była potęgowana aprecjacją a później gwałtowną deprecjacją, na której straciły miliony ludzi a zyskały dziwne rotschildowskie zagraniczne banki inwestycyjne? I jak w budżetach domowych zmieścić jeszcze ciągle zwiększające się raty kredytów hipotecznych (nawiasem mówić kredyt hipoteczny jest chyba jednym z najbardziej ograniczających wolność jednostki instrumentem finansowym, który tworzy pierwotne podporządkowanie się jednostki strachowi przed utratą pracy i bezwzględną walką o jej utrzymywanie).
Jak maja się czuć Polacy skoro rząd przez pół roku kilkakrotnie zmienia założenia makroekonomiczne dotyczące wzrostu PKB w Polsce (od przeszło 4% do prawie zera), a Komisja Europejska przewiduje nawet recesję w wysokości 1,4%. A przecież budżet był, według rządu, Tuska i Rostowskiego idealny. A tuż przed wyborami do PE ten sam rząd mówi, że będzie nowelizacja (dlaczego po wyborach? domyślcie sie sami). I co dały chaotyczne oszczędności rzędu 20 mld zł rozwalające przemysł zbrojeniowy i finanse samorządów oraz niektórych ministerstw? A teraz Tusk chaotycznie, dla ratowania budżetu, nawet chce uzależnić od siebie NBP!
Jest wiele pytań i coraz mniej odpowiedzi. Jedno jest pewne: tak nieudolnego rządu i tak mało kompetentnego nie było w Polsce od 1989 roku!
NIEDŁUGO OBUDZIMY SIE ZE SNU W STANIE KOMPLETNEGO KACA MORALNEGO!!! I JAK WYTŁUMACZYMY TO NASZYM DZIECIOM I WNUKOM, ŻE POZWOLILIŚMY TAKIEJ EKIPIE RZĄDZIĆ POLSKĄ?
Pozdrawiam
P.S. W rozważaniach skupiłem się raczej na wewnętrznej polityce gospodarczej rządu. Pominąłem inne kwestie, a obszarze których rząd równiez sobie nie radzi lub popełnia kardynalne błędy strategiczne. Należą do nich: polityka zagraniczna (kompletny brak propolskiej, narodowej geopolitycznej strategii w tym zakresie oraz podporządkowanie się polityce A. Merkel a także: brak walki o historyczną prawdę i obrony dobrego polskiego imienia na arenie miedzynarodowej; bierność, skundlenie wobec możnych tego swiata; pozwalanie na kreowanie fałszywego wizerunku Polaków w świecie; brak działań zmierzajacych do zamazanie biełych plam historii jak np. rzeź wołyńska), wewnętrzna polityka zwiazana z kulturą i krzewieniem polskości oraz postaw patriotycznych (w tym względzie występuje daleko posunięty konformizm "europejskości" oraz ralatywizacja podstawowych wartości), system kształcenia (wyraźne obniżenie poziomu kształcenia i tworzenie szkodliwych społecznie postaw młodych ludzi, w tym promocja homoseksualna), .... i wiele, wiele innych.
Mam nadzieję, że powstanie wielowymiarowa dogłębna analiza obecnych rządów. Oby!