Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 października 2023

Polacy! W wyborach wybierajcie po polsku i dla Polski!

Już za tydzień wybory parlamentarne oraz referendum ogólnokrajowe. Zdałoby się powiedzieć: nareszcie, bo cała ta kampania wyborcza była męcząca i ze strony totalnej opozycji zupełnie bezprogramowa, i oparta jedynie na negatywnych emocjach z jednym przesłaniem: "***** ***". 

Dziś ostatnia popołudniowa niedziela przed głosowaniem, więc chciałbym się z Państwem podzielić moimi refleksjami. Mam nadzieję, że znajdą Państwo chwilę niedzielnego czasu, aby zapoznać się z tym tekstem. 

Otóż przez wszystkie lata tzw. III RP a nawet w czasach komuny wpajano nam "politykę wstydu". Mieliśmy być narodem zakompleksionym i głupim, który winien mieć kompleksy wobec jakiegoś wyimaginowanego "zachodu" i wstydzić się polskości.

Niestety część zwykłych Polaków dalej nosi w sobie ten pierwiastek wstydu i kompleksu, który antypolacy wpoili im przez ten czas. Nie wiem jaka to jest dziś część. Może 10 a może nawet z 20%. Przekonamy się 15 października po wynikach wyborów. Jeżeli takich Polaków jest 20% to PO (KO) uzyska wynik w granicach 30% a jeżeli jest ich tylko 10% to - wedle nomenklatury żydowskiej, w której żydowskość uznaje się po matce Żydówce - Niemiec D. Tusk zdobędzie około 20% głosów, bo tak naprawdę 10% wyborców to są ludzie, którzy nie czują żadnego związku z Polską, więc głosują na PO (KO), Lewicę czy też Hołownię z Kosiniakiem-Kamyszem. 

Ja wobec tego typu zabiegów mających zbudować u mnie polski kompleks niższości zawsze podchodziłem z szyderczym uśmiechem, bo jestem dumny, że jestem Polakiem! I dumny jestem nawet z tego, że nasi wrogowie tak nas nienawidzą...


Polska to mój kraj. Dla mnie zawsze piękny, choć bywa i brzydki, ale i tak przeze mnie kochany. Dla wielu mi podobnych jest umiłowanym Domem Rodzinnym – macierzą będącą obiektem tęsknoty i westchnień, odniesieniem do najważniejszej przesłanki naszej tożsamości. 

I często przecież im jesteśmy dalej (np. na stałej lub czasowej emigracji) od tej naszej Polski, tym staje się Ona dla nas piękniejsza, idealizujemy ją, gdzieś tam wewnętrznie zaczynamy doceniać jej dla nas ogromne znaczenie, przypominamy sobie już tylko raczej pozytywne z nią wspomnienia... Tęsknimy i może nieraz też żałujemy, że... ją opuściliśmy... że nie zrobiliśmy dla niej tego, co mogliśmy najlepszego i na co było nas stać. Bardzo często chyba też w takich przypadkach mamy poczucie, że nie docenialiśmy jej piękna i znaczenia, gdy byliśmy jej i ona była dla nas...

Utratę tej Ojczyzny i żal za popełnione błędy zapewne odczuwało wielu Polaków wtedy, gdy Polska na  123 lat straciła niepodległość i zniknęła z mapy świata zagrabiona przez Zaborców. Podobne odczucia towarzyszyły wielu naszym Rodakom (nie mówię tu o zdrajcach i konformistach życiowych oraz ideowych), gdy na przeszło 40 lat Polska znów straciła niepodległość zagrabiona tym razem przez jednego z byłych Zaborców, tym razem pod hasłami "ogólnoświatowej szczęśliwości" zwanej komunizmem czy też realnym, marksistowskim socjalizmem.

Boję się, że i tym razem możemy znów popełnić ten sam błąd tracąc niepodległość i suwerenność na rzecz tym razem nie ZSRR, ale jego twórczego rozwinięcia, który ja nazywam ZSRE (Związek Socjalistycznych Republik Europejskich). Dzisiejszy proces naszego zniewolenia (i nie tylko naszego) jest niestety bardziej niebezpieczny, bowiem odbywa się nie poprzez walkę zbrojną a walkę, w której orężem jest manipulacja socjotechniczna i puste werbalne frazesy o demokratycznej formie jednoczenia się ludzi...

Mam jednak nadzieję, że znów zwycięży w nas patriotyzm uwalniający nas z jarzma dzisiejszej unijnej, totalitarnej dyktatury i utraty naszej Ojczyzny...

Wierzę, że znów poczujemy w naszych sercach dumę z Polski, dumę z tego, że jesteśmy Polakami! Dumę z naszej wielowiekowej historii, tolerancji, tradycji, symboli, wiary, ziemi, tożsamości narodowej, języka, kultury i sztuki. Dumę z naszych lasów, wód Bałtyku, jezior i gór, łanów zbóż, polskiej waluty, wypracowanego naszymi rękoma majątku narodowego oraz dumę z naszych Ojców i Matek oraz Dziadków i Babć, którzy za tą Polskę oddawali swe życie.

Taką dumę z Polski chce zaszczepić w młodych Polakach PiS (ZP) fundując m.in. darmowe wycieczki edukacyjne. Chce zaszczepić dumę a nie wstyd za polskość!

Nieraz my nie zdajemy sobie sprawy jakim nieocenianym darem dla nas jest Polska i m.in. nasz piękny język ojczysty! 

Tak. Jestem dumny, że jestem Polakiem! I dumny jestem nawet z tego, że nasi wrogowie tak nas nienawidzą... że Moskale i Niemcy tak się nas bali i boją, iż muszą ze strachu walczyć o nasze unicestwienie. Jestem dumny, że nie potrafili nas zniszczyć a musieli nam oddawać pruskie i ruskie hołdy.

Jestem dumny, że nasza historia tak razi naszych wrogów. Widać jesteśmy tak mocni duchem, że wzbudzamy nienawistny strach, ale i obiekt pożądania, który często wyrażany jest przez część nienawidzących polskości Polaków czy też Niemców, Żydów, Rosjan... i innych nacji.  

Ten strach przed polskością, naszą tożsamością jest ich porażeniem i wewnętrznym cierpieniem a jednocześnie bywa lichwiarską obrzydliwą pazernością oraz zawistną zazdrością wyrażaną wobec naszej państwowości, naszej ziemi, historii, naszej wiary, naszego języka i umiłowania polskości.

Szkoda jednak, że moja Ojczyzna przez wielu jest niestety znienawidzona, choć nigdy nie byliśmy pierwotnym agresorem wobec innych narodów ani nie kolonizowaliśmy żadnych krajów a nasza dobroć i tolerancja były zawsze naszymi narodowymi cechami...

Po 123 latach zaborów odzyskaliśmy naszą Niepodległość i od razu zatrzymaliśmy najazd marksistowskich hord komunistycznych Sowietów. Uratowaliśmy świat przed barbarzyństwem klasowych morderców. Skutecznie dawaliśmy odpór rasowym, niemieckim, nazistowskim zbrodniarzom, by zostać pokonanymi dopiero wtedy, gdy pomogli im okupanci sowieccy…   

W czasie okupacji tylko w Polsce istniało zorganizowane Państwo Podziemne i cały czas trwała walka zbrojna zakończona Powstaniem Warszawskim...  Przeżyliśmy komunizm, wobec którego przez całe lata stawialiśmy czynny opór. To w Polsce zrodził się ruch Solidarności a nasz Papież  św. Jan Paweł II pokazał światu jacy naprawdę jesteśmy… przede wszystkim piękni duchem i miłością oraz prawdziwą tolerancją wobec innych.

Jakże często walczyliśmy „za naszą i waszą wolność” i jakże często nie usłyszeliśmy nigdy słów wdzięczności a bywało, że stawaliśmy się obiektem wrogości i nieracjonalnej wrogości. Gdy Żydzi tułali się – przeganiani wszędzie – po całej Europie… właśnie w Polsce zyskali schronienie dane im przez Kazimierza Wielkiego…  W czasie II Wojny światowej walczyliśmy na wszystkich frontach… by zostać zdradzeni w Jałcie. Zapoczątkowaliśmy - dzięki 10-milionowej Solidarności -  upadek komunizmu we wszystkich krajach europejskich a dziś świętuje się na świecie tylko „obalenie Muru Berlińskiego”…

Ale przecież nam niepotrzebna jest żadna wdzięczność! Po prostu tacy jesteśmy… Ludzcy, dobrzy, tolerancyjni, po chrześcijańsku miłujący siebie i innych oraz… kochający po prostu swój kraj, swoją Ojczyznę,  chronicznie nie znoszący zniewolenia a gloryfikujący prawdziwą Wolność!

Jako jedyni przecież w kontynentalnej Europie instytucjonalnie nie splugawiliśmy się współpracą z nazistowskimi Niemcami a w czasie wojny stworzyliśmy największy ruch oporu, czyli Polskie Państwo Podziemne. Pomagaliśmy też Żydom, choć groziła za to karta śmierci całych polskich rodzin. Obecnie zaś w odruchu serca wspaniale pomagamy Ukraińcom, choć przecież z tyłu głowy mamy to, że i oni kiedyś nas mordowali na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. I przyjmując uchodźców z Ukrainy nawet nie musieliśmy budować dla nich jakichś obozów dla uchodźców....

Tak więc cieszmy się, że jesteśmy Polakami i nie dajmy się skłócić wewnętrznie. Naszym antypolskim i niepolskim wrogom na tym zależy. A my przecież jesteśmy ponad ich prymitywny poziom umysłowy. Zdrajcy i wrogowie nie dorastają nam "do pięt". Bądźmy dumnymi z polskości i walczmy o nią wspólnie. Powtórzę: cieszmy się codziennie, że jesteśmy Polakami!

Dziś jednak w poczuciu dumy z tego, że jestem Polakiem marzy mi się Polska i świat, gdzie prawda jest prawdą a fałsz kłamstwem, dobo dobrem a zło złem, zdrajca zdrajcą a patriota patriotą, przestępca przestępcą a prawy człowiek właśnie takim... Po prostu świat, gdzie słowa znaczą to, co znaczą...

Marzy mi się Polska, w której rządzący wypełniają swoją misję i we wszystkich działaniach dbają o nasz kraj. Gdzie prawo jest traktowane powszechnie jako obowiązujące wszystkich w ten sam sposób. Jakże bym chciał cały czas żyć w wolnym i praworządnym kraju... 

Na razie tak naprawdę dzisiaj powoli, bardzo powoli odbudowujemy naszą Ojczyznę.  Może jeszcze za mało, ale idziemy w dobrym kierunku i mam nadzieję, że ten kierunek zostanie utrzymany w następnej  kadencji ZP (PiS + akolici). 

Więc dla Polski na dzień dzisiejszy nie ma innego wyboru w tegorocznych wyborach jak postawić krzyżyk przy nazwiskach kandydatów prezentujących propolską optykę, choć wiem, że wielu ludziom z prawicy PiS się nie podoba, ale jakie mamy wyjście? Powrót PO i jej akolitów zniszczyłby naszą suwerenność i niepodległość, byłby już realnie końcem naszej państwowości. 

Powtórzę: wybór D. Tuska i jego akolitów oznacza utratę naszej Ojczyny i podporządkowanie jej kondominium niemiecko-rosyjskiemu. Czy chcemy znów być pod zaborami? Nie!

Te wybory są ważne nie tylko dla Polski i Polaków, ale też dla wszystkich narodów i państw w UE. UE ma dziś ogromne kłopoty związane przede wszystkim z ogromną skalą nielegalnej imigracji socjalnej z krajów Afryki i Azji. De facto za wielką skalę tej imigracji odpowiadają Niemcy, którzy za sprawą A. Merkel "otworzyli drzwi" dla tej imigracji. I dziś na ulicach Włoch, Francji, Niemiec, Szwecji, Holandii, Belgii i wielu innych krajów mamy hordy rozwydrzonych imigrantów. Są walki ich gangów, morderstwa, gwałty i inne przestępstwa.  

Europa sobie nie radzi. W Szwecji już jest wojsko na ulicach, Francuzi chcą (tak jak u nas) referendum w sprawie migracji, Włosi chcą odsyłać migrantów z powrotem do ich krajów, zaczynają ponownie funkcjonować granice i kontrole graniczne, jest chaos, zniszczone budynki, samochody a ludzie boją się wychodzić samemu i po zmroku. Taki to los zgotowali Niemcy całej zachodniej Europie.

I co? Ano Niemcy mają tylko jeden sposób na pozbycie się problemu migrantów: przymusowa ich relokacja do innych krajów europejskich, w tym do Polski. Na to nie może być naszej zgody i jej nie ma jak, bo stawiamy twarde weto. My chcemy po prostu uszczelnić granice w Europie, odsyłać nielegalnych imigrantów z powrotem a pomagać na miejscu w Afryce czy Azji. 

Polska jest dziś najbezpieczniejszym krajem w UE i oczy Europejczyków są zwrócone na nas z nadzieją, że wygra PiS (ZP), co sprawi, że ideologiczne elity unijne będą zmuszone zmienić swoje podejście do imigrantów na mniej więcej takie jakie ma nasz obecny rząd. Na to liczą Europejczycy. 

Gdyby u nas wygrało PO (KO) to byłby też koniec Europy, bo D. Tusk i jego akolici dołączyliby do grona tych, którzy chcą przymusowej relokacji oraz budowy Jednego Państwa Europa, co zniechęciłoby inne kraje do walki o siebie. Czy możemy zawieźć Europę? Nie!

Polska przecież to nasze państwo i chcę być z niego dumny. Żądam, aby była obowiązkiem Polaków, którzy nią rządzą. Tak jak zapewne obowiązkiem rządzących Izraelem Żydów są obowiązki izraelskie, rządzących Francją Francuzów są obowiązki francuskie, rządzących Niemcami Niemców są obowiązki niemieckie, rządzących Rosją Rosjan są obowiązki rosyjskie, rządzących Grecją Greków są obowiązki greckie...

Takie to proste, naturalne i oczywiste przecież... Wszakże chyba tylko dla tych jednak, którzy czują się narodowo tymi, którymi mają zaszczyt rządzić... Gdy tak nie jest stają się domniemanymi i realnymi zdrajcami obowiązków jakie im powierzono a tym samym zdrajcami mojej Ojczyzny - Polski!

Więc w jaki sposób półkrwi Niemiec a półkrwi niby Kaszub, czyli D. Tusk ma działać w interesie Polski? Tak by mogło być gdyby on czuł się związany z Polską a nie prawił, że "wszystko dla Niemiec":

"Für Deutschland" (dosłownie "Dla Niemiec"):


Często przytaczam tę wypowiedź D. Tuska bo ona oddaje jego zespolenie z Niemcami a nie z Polską. I jak można ufać Niemcowi? Czy znów Niemiec ma nam pluć w twarz i nas degradować do roli niemieckich niewolników?

PO-PSL zrobili z naszej Ojczyzny jakieś kartonowe państwo, gdzie była tylko kamieni kupa, państwo teoretyczne będące pod władaniem niemieckiej UE. A jeżeli Niemców to i Rosji, czyli kondominium niemiecko-rosyjskie. Dzisiaj priorytetem dla nas są Stany Zjednoczone i mimo, że też mam wątpliwości to wolę ich niż Niemców z Rosjanami.

W poczuciu dumy z polskości walczmy zawsze o naszą Ojczyznę każdego dnia, każdej sekundy, każdej minuty. Bądźmy patriotami wszędzie, nawet poza granicami Polski. Mamy wspaniałą Polonię i niech ona też stawia nas na piedestale swoich nadrzędnych wartości. Bo Polska to piękny kraj, bo Polska to piękni ludzie, zawsze tolerancyjni i życzliwi dla innych, gdzie też byliśmy w stanie walczyć za innych, choć nie zawsze spotykaliśmy się tych innych wdzięcznością.

"Jestem kamieniem, ludzie głazami...
 Staję się piaskiem, Oni górami..."

Razem, wspólnie i wszyscy stwórzmy głazy, z których może powstać wspaniała GÓRA odrodzonej, pięknej i zamożnej Polski! Pozwólmy nadal budować dobrobyt naszej Ojczyny przez ZP (PiS) i nie pozwólmy żeby została rozkradziona i zniknęła z mapy świata, co stałoby się gdyby jakimś cudem wybory wygrał zdradliwy D. Tusk!

Polacy! W wyborach wybierajcie po polsku i dla Polski! Dla siebie, naszych rodzin i przyszłych pokoleń!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
kjahog@gmail.com 


czwartek, 9 lutego 2023

Czy "Polska 2050" i "KO" to dwie strony tej samej monety?

Nie dajmy się oszukać! Zapewne "Polska 2050" Szymona Hołowni i "Koalicja Obywatelska" D. Tuska to są dwie strony tego samego medalu! Przynajmniej – wedle mnie – z dużą dozą prawdopodobieństwa tak to wygląda. 

Moim subiektywnym zdaniem jesteśmy bowiem świadkami "politycznej inscenizacji" podobnej do przedwyborczego powstania partii "Nowoczesna" Ryszarda Petru, o której onegdaj m.in. pisałem tak: 

"Stąd też (...) próba kreacji "Nowoczesnej" jako nowej, ożywczej, racjonalnej ekonomicznie i pozasystemowej siły na polskiej scenie politycznej. Stąd też próba wmówienia Polakom, że to partia ludzi młodych i też dla młodych (z aspiracjami i "na dorobku"), dynamicznych, światowych, wykształconych, z wielkich i małych miast, partia Europejczyków i postępowców (...)  Taka właśnie narracja dominuje obecnie w kampanii wyborczej "Nowoczesnej" i będzie tak zapewne do końca. R. Petru liczy na młodzieńczy zapał i ludzi, którzy nie pamiętają początków transformacji, ale też na tych, którzy zawiedli się na PO ale nie mogą się pozbyć "medialnie wtłoczonej w ich umysły" nienawiści do PiS. Dla nich też właśnie, w celu pozbycia się przez nich politycznego dysonansu poznawczego, "Nowoczesna" ma być najlepszą i najwłaściwszą alternatywą polityczną i ideologiczną wobec PO" [1].

O partii Sz. Hołowni też wyraziłem swoje zdanie pisząc m.in. tak:

"Sz. Hołownię wykreowano niemal identycznie jak R. Petru (...), przy czym teraz trudno jest tak naprawdę wskazać kto go decyzyjnie "sponsoruje" i kto go finansuje a takie informacje byłyby nad wyraz potrzebne. Na razie możemy to ocenić jedynie po jego sztabie wyborczym, do którego należą m.in. związany ściśle z PO Jacek Cichocki, Michał Kobosko (dziennikarz związany m.in. z Newsweekiem czy pośrednio z G. Sorosem i uważany za twórcę całego zaplecza finansowo-organizacyjnego partii), Olga Adamkiewicz (businesswoman-marketingowiec), Agnieszka Buczyńska i Stanisław Zakroczymski (również związany z dziennikarstwem), generał M. Różański pamiętający czasy komuny i przeciwnik dozbrajania polskiej armii. Prawdopodobnie Sz. Hołownia powstał aby odebrać część zawiedzionych wyborców PO i wyborców PSL oraz niezdecydowanych, w tym młodych ludzi. Pozostaje jednak w dalszym ciągu pytanie kto tak naprawdę go wykreował i czy znów nie "maczali w tym palców" postkomunistyczni spec-chłopcy z otoczenia TVN. Ludzie tworzący takie organizacje i kreujący takich liderów mają tylko kilka celów i to nie związanych z dobrem narodu, któremu mają służyć, czyli chodzi im jedynie o władzę, pieniądze oraz realizację politycznych i biznesowych celów nadrzędnych "sponsorów". To jest chyba jasne, że nikt nie tworzy takiej organizacji i nie kreuje takich ludzi bez pieniędzy a już w przypadku ruchów, które nie miały wcześniej dotacji państwowych w szczególności. Te pieniądze wówczas dają sponsorzy a kto płaci ten potem wymaga... nieprawdaż? Nie wierzmy więc, że partia Sz. Hołowni istnieje dzięki datkom społecznym - to tylko taka narracja" [2].

Hipotetycznie wygląda więc na to, że zbudowano sobie alternatywę wyborczą wobec PO-KO, ale taką która tak naprawdę nie jest żadną alternatywą, bo cele i idee 2050 są niemal takie same jak PO-KO. 

Przy takim powyższym założeniu to bardzo mnie śmieszą obecne niby ostre tarcia między D. Tuskiem a Sz. Hołownią. To jest - wedle mnie - taka ich medialna "wielka gra", choć trochę inaczej przeprowadzona niż za czasów Nowoczesnej. 

Teraz chyba polityczni macherzy - pomni doświadczeń - postanowili jeszcze bardziej zaostrzyć te niby różnice pomiędzy oboma partiami. Za czasów Nowoczesnej raczej takich ostrych starć nie było i to też przyczyniło się do jej upadku i niskiego wyniku wyborczego. Prawdopodobnie postanowiono więc wykreować relatywnie duży i sztuczny konflikt pomiędzy KO a stworzoną przez nich Polską 2050. 

Już o tym powyżej pisałem, ale powtórzę, że jeśli tak jest to cel takiego manewru jest oczywisty i tożsamy jaki był ówcześnie w przypadku Nowoczesnej: zdobyć część zawiedzionych wyborców PO i wyborców PSL oraz niezdecydowanych, w tym młodych ludzi, którzy nie głosowaliby ani na KO ani na PiS. Sądzę, że właśnie ugrupowanie Sz. Hołowni nastawione jest szczególnie na pozyskanie głosów osób, które uzyskały pełnoletność w latach 2015-2023. 

Zapewne dlatego też Sz. Hołownia prowadzi specyficzną – nastawioną szczególnie na socjologicznie wyodrębnione pokolenie Z (Gen Z) – promocję siebie i swojego ugrupowania [3]. Te internetowe pogadanki, łzy nad Konstytucją RP, bezpośredni internetowy kontakt w stylu "witam was" czy "moi kochani" i taki sam przekaz, prosty a nawet lekko prymitywny (apolityczny) język, prośby o datki na partię... mogą nas "zgredów" (ja- rocznik 1968) śmieszyć i często oceniamy je jako wykwit infantylizmu Sz. Hołowni, ale jest to tak naprawdę dobrze skrojona marketingowo-polityczna strategia, która może naprawdę docierać do młodych ludzi. Czy wymyśla ją sam Sz. Hołownia? Jestem niemal pewien, że nie, bo do tego potrzeba sztabu ludzi, badań socjologicznych, imprez promocyjnych, etc.! A to potrzebuje stabilnego sfinansowania! 

Zresztą "Polska 2050" od początku swojego istnienia jako partia polityczna ma ogromne kłopoty z finansową transparentnością. "Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe Polski 2050 za rok 2021 – donosi salon24.pl. W druzgocącym dla partii Szymona Hołowni uzasadnieniu PKW pisze o „patologicznej sytuacji”. Zaznacza, że nie można akceptować sytuacji, w której partia nie wykazuje w sprawozdaniu finansowym żadnych przychodów i wydatków, a jednocześnie prowadzi działania polityczne, które pochłaniają ogromne koszty" [4]. Mnie np. też interesuje, czy i kiedy Sz. Hołownia spłacił swoje prywatne długoletnie zobowiązania finansowe (kredyty, pożyczki, inne długi)  a jeżeli tak, to czy nastąpiło to po założeniu przez niego ugrupowania "Polska 2050"?

Poza tym Sz. Hołowni można oddać to, że dobrze wykorzystuje swoje doświadczenie dziennikarskie, wiedzę wyniesioną z nowicjatu u Ojców Dominikanów, nawet okazyjne aktorstwo czy studiowanie psychologii (nie ukończył studiów). Ma też bardzo młody wygląd jak na 47 latka (jest zaledwie o 8 lat młodszy ode mnie), co zapewne ma duże znaczenie w kontaktach z młodymi ludźmi. 

PO (KO) ma stabilny i nieprzekraczalny elektorat szacowany na 30-35% głosujących wyborców. PiS (ZP) też ma taki elektorat szacowany na 33-38% tychże wyborców. Ostatecznie może zaistnieć taka sytuacja, że najbliższe wybory wygra ZP (PiS) a drugie miejsce zajmie KO (PO), ale żadna z tych grup politycznych nie uzyska poparcia gwarantującego jej samodzielne rządy. Będzie potrzeba stworzenia jakiejś rządowej koalicji. PiS (ZP) ma ograniczone możliwości koalicyjne natomiast PO (KO) owszem i niemal jestem pewny, że pierwszą partią braną pod uwagę przez D. Tuska jest (będzie) Polska 2050 Sz. Hołowni. Zresztą jestem też niemal pewien, że jest to dzisiaj oczywiste także dla Sz. Hołowni i jego otoczenia. W takiej sytuacji może dojść do zmiany rządzących na rzecz koalicji KO-Polska 2050 a byłaby to katastrofa dla Polski i Polaków. 

Więc powtórzę jako apel, szczególnie do młodych ludzi. Nie dajcie się zwieść, wykorzystać i orżnąć! "Polska 2050" Szymona Hołowni i "Koalicja Obywatelska" D. Tuska są to – według mnie i z dużą dozą prawdopodobieństwa – dwie strony tego samego medalu!  

[3] Pokolenie Z (Gen Z) to ludzie urodzeni w latach  1997-2012. Są to ludzie wychowani w warunkach niemal nieograniczonego dostępu do technologii, co ma ogromny wpływ na ich sposób funkcjonowania w życiu społeczno-zawodowym. Zoomerzy (bo tak inaczej nazywa się to pokolenie) nie znają czasów, w których nie było Internetu, social mediów, smartfonów i aplikacji. Charakteryzuje je m.in.: ambicja
przedsiębiorczość, otwartość, różnorodność, bezpośredniość, poznawanie nowych ludzi, gromadzenie doświadczeń, troska o klimat, zaangażowanie społeczne i mobilność. Zob.: https://students.pl/artykuly/pokolenia/ 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

wtorek, 7 września 2021

Dlaczego Zbigniew Ziobro nie jest wicepremierem?

To pytanie nurtuje mnie już od dawna i można by rzec, że nawet od samych początków obecnych rządów PiS (ZP), czyli od 2015 roku. To wtedy po raz pierwszy w tamtych wyborach startowała zwycięska koalicja pod nazwą Zjednoczona Prawica zrzeszająca koalicję ugrupowań politycznych: Prawa i Sprawiedliwości, Porozumienia i Solidarnej Polski. Oczywiście te ugrupowania startowały pod wspólną listą PiS i to właśnie ta partia uzyskała najwięcej mandatów a koalicjanci tylko ich ułamek. Tym niemniej już od dwóch kadencji samodzielnie rządzi właśnie ZP (PiS), choć całkiem niedawno z tej koalicji wykruszyło się Porozumienie J. Gowina. Solidarna Polska Z. Ziobry dalej lojalnie wspiera PiS pozostając z tą partią dalej w koalicji rządzącej. 

Tylko ja czegoś od dawna nie rozumiem. Dlaczego od samego początku PiS faworyzowało będącą "koniem trojańskim" w koalicji partię J. Gowina kosztem partii Z. Ziobry? Ten pierwszy od razu został wicepremierem a ten drugi nie doczekał się tego stanowiska po dziś dzień. J. Gowin - o czym pisałem od samego początku - był nieporozumieniem w tej koalicji. Swoimi postawami i decyzjami tak naprawdę niszczył ZP od środka osłabiając wewnętrznie obecne rządy. Został - wedle mnie - usunięty zbyt późno, choć cieszę się, że w końcu to nastąpiło. 

Ale przecież jest pewna niepisana zasada: zwycięzca wyborów otrzymuje tekę premiera a szefowie partii koalicyjnych stanowiska wicepremierów. Nie rozumiem dlaczego tej zasady PiS nie zastosowało do Solidarnej Polski a zastosowało do Porozumienia, którego szef - i tak się stało - nie mógł zagwarantować koalicyjnej lojalności. 

Ja wiem, że mówi się, iż Z. Ziobro jest w ostrym konflikcie z premierem M. Morawieckim i między nimi panuje tzw. "ostra przyjaźń". Jeden znosi drugiego, bo musi i odwrotnie.  Ale przecież i za rządów Pani premier B. Szydło właśnie J. Gowin był wicepremierem z Z. Ziobro nie. Tak więc nie chodzi w tym o osobę premiera, ale w ogóle o podejście szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego do Zbigniewa Ziobry. Czyżby prezes PiS był tak pamiętliwy, że do tej pory nie zapomniał, iż Z. Ziobro opuścił PiS. Nie wiem i raczej nie, bo przecież jednak wysłał Z. Ziobrę "po naukę" do Parlamentu Europejskiego i też w takim samym stopniu cały czas wspiera J. Kurskiego jako prezesa TVP, który też budował partię Z. Ziobry. 

Więc o co tak naprawdę chodzi? Dlaczego nie docenia się Z. Ziobry dając mu funkcję wicepremiera? Wedle mnie taka funkcja mu się należy, choć faktycznie nieraz nie popiera wszystkich pomysłów własnego rządu. I dobrze, bo przecież jest tylko mniejszościowym koalicjantem i on oraz jego partia mają prawo nieraz mieć inne zdanie niż koalicyjna partia większościowa. Tym bardziej, że jak do tej pory z małymi wyjątkami okazywał się naprawdę lojalnym wobec całej koalicji rządzącej. Prezentuje tak naprawdę przeciwną postawę do zdradliwego J. Gowina. I co? Taki J. Gowin zasługiwał na wice- premierostwo a Z. Ziobro nie? 

W wielu sprawach zgadzałem i zgadzam się ze stanowiskiem Z. Ziobry. Może i stąd wynika, że w ogóle tą notkę napisałem. Żałuję, że jest mu bardzo trudno zreformować polskie sądownictwo, do czego przyczynił się niestety i prezydent A. Duda onegdaj wetując przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowatorskie ustawy, dzięki którym istniała możliwość radykalnej zmiany postawy i struktury polskiego sądownictwa. Teraz też ma na głowie KE z UE, która chce finansowo ukarać Polskę za ustawę o Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Zgadzałem się z nim też w kwestii konieczności postawienia weta wobec unijnego budżetu. Szkoda, że jednak M. Morawiecki z V. Orbanem tego weta nie postawili, bo teraz władze UE coraz śmielej atakują Polskę i niestety mają ku temu możliwości, wynikłe właśnie z akceptacji przez Polskę uwarunkowań okołobudżetowych UE (m.in. uwspólnotowienia długów i mechanizmu warunkowości przyznawania środków unijnych od tzw. jakiejś wydumanej "praworządności unijnej"). 

Można oczywiście mieć do niego zastrzeżenia dlaczego niektóre decyzje M. Morawieckiego nie skłoniły go do opuszczenia koalicji rządowej, ale zawsze jest wybór: czy pozostać i mieć jakiś wpływ na rządzenie czy też opuścić rząd i nie mieć żadnego takiego wpływu. Z. Ziobro wybrał to pierwsze a historia osądzi czy słusznie. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 25 maja 2021

Oj dzieje się! O co chodzi "Żelaznemu Marianowi"?

Marian Banaś, szef NIK-u to człowiek o pięknej opozycyjnej historii i bardzo wpływowy człowiek w niby wolnej Polsce po 1989 roku. 

Bywał w komunistycznym więzieniu ze względów politycznych, kierował Polską Partią Niepodległościową, przeszedł w międzyczasie ROPCiO, KPN,  ROP i LPR. "Doradzał ministrowi spraw wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi w okresie rządu Jana Olszewskiego. W 1992 podjął pracę w Najwyższej Izbie Kontroli, stając się współpracownikiem Lecha Kaczyńskiego. W NIK był zatrudniony do 2005 na różnych stanowiskach (m.in. głównego specjalisty i doradcy prawnego). W wyborach parlamentarnych 25 września 2005 otwierał listę kandydatów Ligi Polskich Rodzin do Sejmu w okręgu częstochowskim, nie uzyskując mandatu. Od 21 listopada 2005 do 2 stycznia 2008 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, w tym od 28 listopada 2005 także szefem Służby Celnej. 19 listopada 2015 ponownie objął oba te stanowiska. 9 grudnia 2016 powołany był na stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów, a także szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Obowiązki w KAS objął z chwilą jej powstania 1 marca 2017 (dzień wcześniej została zlikwidowana Służba Celna, a jej struktury wcielono do Krajowej Administracji Skarbowej). 4 czerwca 2019 prezydent Andrzej Duda powołał Mariana Banasia na stanowisko ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego. W konsekwencji ustąpił ze stanowiska szefa KAS. 27 czerwca 2019 został powołany przez prezydenta w skład Rady Dialogu Społecznego. 30 sierpnia 2019 został wybrany przez Sejm na prezesa Najwyższej Izby Kontroli; tego samego dnia jego kandydaturę zatwierdził Senat. Również 30 sierpnia został odwołany z funkcji ministra, a także złożył ślubowanie przed Sejmem, obejmując funkcję prezesa NIK" [1].

To piękne karty w jego życiorysie, choć "21 września 2019 magazyn śledczy Superwizjer (TVN24) wyemitował reportaż sugerujący związki Mariana Banasia ze światem przestępczym. 23 września 2019 Marian Banaś „zawiesił swoją działalność w NIK” do czasu zakończenia przeprowadzanej przez Centralne Biuro Antykorupcyjne kontroli jego oświadczeń majątkowych. Po wyborach parlamentarnych z 13 października 2019 zaczęły pojawiać się doniesienia w niektórych mediach, jakoby złożył rezygnację z pełnienia funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli, ale zostały one zdementowane. 17 października Marian Banaś powrócił z bezpłatnego urlopu do wykonywania swoich obowiązków prezesa NIK. W związku z ustaleniami kontroli 29 listopada 2019 Centralne Biuro Antykorupcyjne skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Mariana Banasia. W zawiadomieniu CBA wskazuje na podejrzenie złożenia przez Mariana Banasia nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu" [2].

Przedstawiłem te informacje, aby każdy mógł poznać przeszłość M. Banasia. Naprawdę imponującą.

Tym bardziej się dziwię, co takiego się stało, że dziś podejmuje takie a nie inne decyzje. Dzisiejsza konferencja prasowa, podczas której M. Banaś poinformował, iż złożył po kontroli organizacji wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym z maja 2020 r. zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM Michała Dworczyka, szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego oraz ministra aktywów państwowych Jacka Sasina jest tak naprawdę swoistym prawnym kuriozum. 

Dodatkowo ""na konferencji NIK poinformowano, że zawiadomienia w sprawie Sasina i Kamińskiego dotyczą niedopełnienia obowiązków wynikających z decyzji wydanych przez premiera w sprawie organizacji wyborów korespondencyjnych. Podkreślono, że choć zdaniem NIK zostały one wydane bezprawnie, to „funkcjonowały w obrocie prawnym” i podmioty, do których decyzje były skierowane nie skorzystały z prawa zaskarżenia decyzji, a w związku z tym były zobowiązane do ich wykonania. 
Wskazano, że ministrowie ci „byli zobowiązani do zawarcia stosownych umów z Pocztą Polską S.A. oraz z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych S.A., a mimo to nie wykonali ciążących na nich obowiązków”" [3]. Dodatkowo NIK podkreślił, że '"czym innym jest wydanie decyzji, która byłaby pozbawiona podstawy prawnej, a czymś innym jej wykonanie. Stwierdził, że należy podkreślić, że do czasu wydania przez sąd - czyli sprawa jest tutaj na etapie Naczelnego Sądu Administracyjnego - stosownego orzeczenia, decyzja jest obowiązującym źródłem obowiązków dla podmiotów wskazanych w tej decyzji. Dodatkowo NIK podkreślił również, że badając sprawę wziął pod uwagę opinie Prokuratorii Generalnej RP, które były w dyspozycji premiera Mateusza Morawieckiego, zanim zostały wydane decyzje w sprawie przygotowań do wyborów korespondencyjnych oraz Departamentu Prawnego KPRM, które „nie pozostawiały suchej nitki na projekcie decyzji, który konsultowały (...) Jak wyliczono, obie te opinie zwracały uwagę na brak związku pomiędzy przygotowaniem wyborów korespondencyjnych, a celem w postaci ograniczenia rozwoju pandemii Covid-19 i zabezpieczenia zdrowia Polaków.”" [4].

Warto się skupić na zarzutach stawianych przez M. Banasia. Z jednej strony bowiem zarzuca premierowi bezpodstawność podejmowanych konstytucyjnie kroków w celu przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych a z drugiej strony "na siłę" zarzuca ministrom niewykonywanie tejże "nieprawnej" decyzji. To jakaś prawna schizofrenia.

Nie wiem, co zaszło między J. Kaczyńskim a M. Banasiem. Być może najzwyczajniej w świecie się po prostu pokłócili i dziś szef NIK-u się po ludzku, ale bezklasowo mści, bo naprawdę bardzo trudno jest usunąć go ze stanowiska. A może jest jakieś źdźbło prawdy w tym, że M. Banaś miał jakieś nielegalne dochody, choćby z wynajmowania swojej willi dla Agencji Towarzyskiej. Co prawda to tylko jakieś medialne pomówienia i poszlaki, ale podobno "w każdej plotce jest część prawdy". Tego nie wiem i nie chciałbym dziś tego przesądzać. Może być i tak, że szef NIK-u broni swojej rodziny przed pomówieniami i to jest dziś jego głównym celem a nie jakieś bronienie prawa. Jeżeli tak, to faktycznie jest to zwykły i zrozumiały ojcowski odruch, z tym, że na takim stanowisku nie powinien mieć decydującego znaczenia. 

Osobiście jednak wierzę, że cała przeszłość M. Banasia nie została przez niego przekreślona przez jakieś osobiste niesnaski z J. Kaczyńskim a tym bardziej, iż obecnie kieruje się tylko subiektywną nienawiścią do PiS-u i osobistą obroną gniazdka swojej rodziny. 

Ja wiem, że władza ma różne pokusy, też finansowe, ale prawdziwi mężowie stanu są w stanie im się nie poddawać. Zobaczymy czy M. Banaś tym mężem stanu jest. Przyszłość to pokaże, choć ja jestem trochę skonfundowany obecną jego postawą. Przecież rząd w 2020 roku działał w stanie wyższej konieczności. Nie wiedzieliśmy co niesie ze sobą koranawirus a wybory trzeba było przeprowadzić dla konstytucyjnego zachowania ciągłości władzy i wybory korespondencyjne wydawały się najlepszą ich formą, tym bardziej, że i inne kraje oraz regiony świata takie wybory przeprowadzały. Czy naprawdę warto dziś oskarżać o to premiera i ministrów? 

[2] Tamże
[4] Tamże

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 2 lutego 2021

"Afera respiratorowa" - Czy W. Sumliński ma rację?

Przedwczoraj obejrzałem na YouTube vlog W. Sumlińskiego, w którym autor wskazuje, że J. Kaczyński wprowadza Polaków w błąd i dosłownie robi z nich idiotów. Z nich, t.j. też m.in. ze mnie i Was drodzy czytelnicy mojego bloga oraz widzowie pogadanek W. Sumlińskiego. 


Bardziej szczegółowo wyjaśnił to w swoim poście na salonie24 [1]. 

Ogólnie chodzi o to, że Ministerstwo Zdrowia podpisało umowę na dostawę respiratorów z podejrzaną firmą, która tylko w części wywiązała się z kontraktu, mimo tego, iż MZ zapłaciło z góry (sic!) za większość jego sumy a największe pretensje W. Sumliński ma do faktu, iż J. Kaczyński stwierdził, że: "Oświadczam, że po zapoznaniu się ze sprawą zakupu respiratorów w kwietniu 2020 r., mogę stwierdzić, iż decyzja o skorzystaniu z firmy E&K została podjęta w oparciu o informacje przekazane przez służby specjalne, które nie dostrzegały przeciwwskazań do podjęcia takiej współpracy" [2]. 

Firma E&K faktycznie dostarczyła ponad tysiąc respiratorów za cenę 160 tys. zł od sztuki, chociaż rynkowe ceny w przypadku sprzętów najwyższej klasy, z dodatkami, to kwoty rzędu 110-120 tys. W. Sumliński wskazuje jednak, że owe respiratory były kupowane w ostatniej chwili (już po zawarciu kontraktu z MZ) z różnych krajów takich jak Pakistan a część była tylko przystosowana do zastosowania w UK.  Następnie zaś przedstawia wiele negatywnych faktów dotyczących - wedle niego - szemranego biznesmena Pana Andrzeja Izdebskiego, który jest właścicielem tej i jeszcze innych firm, z których część jest pod tym samym adresem i zarządzana jest właśnie przez tegoż Pana. Wskazuje m.in na jego wcześniejsze interesy w nielegalnym handlu bronią czy przytacza, że A. Izdebski był nawet straszony śmiertelnie przez swoich kontrahentów z Korsyki. 

Analiza faktów skłoniła W. Sumlińskiego do postawienia zarzutu wobec służb specjalnych i J. Kaczyńskiego. Uważa on bowiem, że: albo służby są nic nie warte, albo działają na korzyść obecnie rządzących i tuszują sprawę ogromnej afery, w której uczestniczą zarówno obecnie rządzący, jak i ich poprzednicy, a przynajmniej protoplaści z kręgów PO. 

Aby zaś dodać smaczku W. Sumliński wskazuje, iż tymi służbami sprawdzającymi ów kontrakt było CBA, które zarządzane jest przez ludzi Ministra Sprawiedliwości Z. Ziobry na czele z jej szefem Andrzejem Stróżnym a inercja tych służb miała bezpośrednio uderzyć w Ł. Szumowskiego i jego zwierzchnika premiera M. Morawieckiego, który ze Z. Ziobrą prowadzi ponoć swoistą wojnę o pozycję, albo odwrotnie: to Z. Ziobro walczy z premierem. 

W. Sumliński poleca przy tym swoją książkę napisaną wspólnie z T. Budzyńskim "Zapis Zarazy", w której szczegółowo opisuje tę "aferę". 

Przesłaniem całych wypowiedzi W. Sumlińskiego w tej sprawie jest mówienie prawdy, czyli tego, co on sam wie i jest przekonany do faktów przez niego poznanych. Stwierdza nawet, że jest mu smutno, iż musi atakować J. Kaczyńskiego, którego do niedawna szanował i mu wierzył. Teraz nie ma do niego zaufania i ubolewa nad faktem, że wiceprezes i szef partii rządzącej robi z ludzi idiotów, przynajmniej w tej sprawie.    

Nie jestem dziennikarzem śledczym, nie znam osobiście A. Izdebskiego i nie wiem, jakie wewnętrzne animozje targają rządem, chociaż o konflikcie Z. Ziobry z M. Morawieckim mówi się od dawna. 

Nie wiem też, czy fakty przytaczane przez W. Sumlińskiego są naprawdę tego kalibru, że można dezawuować postać J. Kaczyńskiego, który od kilkudziesięciu już lat walczy o Polskę. Czy nawet jeden ewentualny błąd ma przekreślać jego dorobek życia i to błąd, który został popełniony w sytuacji nadzwyczajnej i nieznanej dotychczas w postaci pandemii i konieczności podejmowania szybkich decyzji w czasie jej trwania?  MZ tłumaczy się właśnie sytuacją nadzwyczajną i faktem, że w owym czasie nie miało innych ofert sprzedaży respiratorów i nie wiedziało, co przyniesie przyszłość. 

W. Sumliński ma inklinacje do radykalnych ocen ludzi, co nie zawsze przynosi pożądany skutek, bo ludzka materia składa się i z zalet i wad i nie można jednoznacznie wszystkich oceniać według swojej miary. Cenię jednak autora za odwagę i prawdomówność: mówi, co wie i to jest dobre, bo prawda jest najważniejsza.  

Niemniej zawsze należy zważyć, czy przez swoją opinię i subiektywną ocenę nie "wylejemy dziecka z kąpielą" i nie skrzywdzimy ludzi, którzy - dorobkiem swego życia - na to nie zasługują. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

środa, 22 stycznia 2020

Małgorzata Kidawa-Błońska bez promptera...

W wywiadzie dla TVN kandydatka totalnej opozycji PO-KO Pani M. Kidawa-Błońska raczyła była powiedzieć: "Jak wiemy, Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zależy na świecie, na Europie. Jemu zależy tylko na Polsce" [1], [2], [3].

Wydaje mi się, że totalna opozycja winna zabronić Pani Małgorzacie udzielania jakichkolwiek wywiadów na żywo, bez promptera. Jej inteligencja jest zaiste porażająca, tyle tylko, że w zdecydowanie negatywnym sensie.

Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie... Niech Pani Kandydatka mówi bez podpowiedzi jak najczęściej... wtedy to po każdej z nich Pan Prezydent Andrzej Duda zapewne będzie otwierał kolejnego szampana...

Tedy radzę Panu Prezydentowi zakup dużego zapasu tegoż wina i zapewne będzie to duża oszczędność środków przeznaczonych na kampanię wyborczą. Niech się rozsiądzie w fotelu i czeka na swoją kampanię wyborczą w wykonaniu... Pani Kidawy-Błońskiej. Więcej nie potrzeba :).

Gratuluję PO-KO takiej Kandydatki na Prezydentową... Jest jeszcze "bardziej inteligentna" niż słynny "bigosowanista i szogunonanista" Bronisław Komorowski.

Doprawdy nic tylko się cieszyć i zastanawiać co też Ona jeszcze wyartykułuje w czasie kampanii wyborczej a przecież to dopiero jej początek.

Powyższe wydaje się nawet śmieszne, ale jednak smutne, bardzo smutne... w kontekście oceny intelektualnej naszej totalnej opozycji... Jest kompromitująca i uwłaczająca dla naszych rodaków. Naprawdę Polska i Polacy zasługują na coś więcej...

[1] https://wpolityce.pl/polityka/483384-kidawa-blonska-zarzuca-kaczynskiemu-ze-zalezy-mu-na-polsce
[2] https://twitter.com/MarzenaPaczuska/status/1219745839461150720?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed&ref_url=https%3A%2F%2Fwpolityce.pl%2Fpolityka%2F483384-kidawa-blonska-zarzuca-kaczynskiemu-ze-zalezy-mu-na-polsce
[3] https://twitter.com/i/status/1219745839461150720


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 9 sierpnia 2019

Znów J. Kaczyński przechytrzył totalsów z opozycji

Jestem pełny podziwu dla J. Kaczyńskiego za jego przebiegłość w rozgrywaniu opozycji, która przez ostatnie dwa tygodnia "grzała" temat Marszałka M. Kuchcińskiego za jego loty, które mogły wydawać się kontrowersyjne. "Grzała" niesamowicie do granic jakiejś emocjonalnej paranoi.

Media opozycyjne każdy dzień rozpoczynały od krytyki M. Kuchcińskiego a w ich telewizyjnych Faktach temat ten był najważniejszy.

Tymczasem M. Kuchciński przeprosił i przekazał pieniądze za loty swojej rodziny organizacjom charytatywnym, ale wszystko wskazywało na to, iż PiS będzie go cały czas bronił oraz będzie chciał utrzymać go na stanowisku. Takie było ogólne wrażenie i taki przekaz płynął z Nowogrodzkiej i od samego M. Kuchcińskiego.

Jednocześnie PiS będzie chciał wyjaśnić loty opozycji wtedy, gdy ona rządziła i cała afera M. Kuchcińskiego w konsekwencji może okazać się dla totalsów przeciwskuteczna.

PO-KO i cała opozycja nie ma żadnego merytorycznego programu dla Polski i Polaków więc cały czas będzie próbowała wzniecać emocje i to emocje negatywne, żeby podział Polski był jeszcze większy niż jest.

Tak też było z Marszałkiem M. Kuchcińskim.

Opozycja - sądząc, że PiS będzie starał się bronić marszałka - złożyła wniosek o jego odwołanie podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu i niemal od tygodnia przygotowywała się do tej debaty. Były już gotowe karteczki z krytyką M. Kuchcińskiego i oczywiście J. Kaczyńskiego.  Były gotowe już emocjonalne przemówienia PO krytykujące cały polski rząd i oczernianie go o najgorsze polityczne zachowania. A może też przewidziano jakieś inne działania w stylu puczu z 2016 roku. Któż to wie.

Na czym ta debata miała polegać pokazał S. Nitras, który tak naprawdę miał przygotowane przemówienie atakujące PiS i nie potrafił wyjść z tej roli nawet, gdy przedmiotu sporu już nie było, bo marszałek złożył wcześniej dymisję.

Na czym - wedle mnie - polegał kunszt J. Kaczyńskiego? No właśnie na tym, że sprawiał wrażenie, iż PiS będzie jednak starał się obronić M. Kuchcińskiego i pozwolił opozycji na przygotowywanie się do debaty na ten temat.

Tymczasem w przeddzień posiedzenia Sejmu okazało się, że M. Kuchciński na drugi dzień złoży dymisję, przez co cały misternie przygotowywany przez PO-KO cały plan debaty runął w gruzach i opozycja już nie miała czasu na wypracowanie jakichś innych scenariuszy postępowania. Pozostała na lodzie i dzisiejsze "wygibasy" posła Nitrasa były tylko agresywne, śmieszne i żenujące, bo cały czas mówił o debacie a po dymisji Marszałka miało być tylko przedstawienie kandydatów na nowego. Warto sobie wyobrazić, co to by się działo jakby PiS bronił M. Kuchcińskiego. Afera całodzienna i rozgrzewanie emocji - o to chodziło totalsom i na to tylko byli przygotowani. Nie udało się.

Inną dobrą decyzją było zaskakujące zgłoszenie E. Witek na nowego Marszałka Sejmu, bo jej tak naprawdę nie można nic zarzucić i będzie dobrym Marszałkiem w ewentualnej następnej kadencji.  Opozycja była przygotowana na wybór wicemarszałka R. Terleckiego i też miała przygotowane wobec niego ostre przemówienia.

Tak więc nie uważam, że decyzja o odwołaniu Marszałka była zbyt późna.

Można się ze mną nie zgadzać, ale ja tak to postrzegam.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 8 grudnia 2017

Wymiana premiera? Bardzo zła decyzja PiS-u!


Miesiąc temu apelując do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o pozostawienie Beaty Szydło na stanowisku premiera [1] pisałem m.in.:

Uważam, że w ogromnej mierze – o ile nie decydującej – dzięki niej PiS i cała ZP wygrała wybory parlamentarne w 2015 roku i to ona była czynnikiem sprawczym wyboru Pana A. Dudy na stanowisko prezydenta. 
 
I to właśnie w dużej mierze dzięki Pani premier B. Szydło dziś – po dwóch latach – PiS ma niespotykane w historii wysokie notowania sondażowe. 
 
Nie może Pan tego zmarnować i wierzę, że te pogłoski o Jej dymisji są tylko „chciejstwem” i wydumaną „fantasmagorią” tzw. „totalnej opozycji” (…). 
 
Nie może Pan – apeluję jeszcze raz – dać zdrajcom takiej broni… Apeluję i proszę. Bo przecież Pan niczego już nie musi udowadniać a pani premier jako wiceprezes PiS-u i okresowo jego skarbnik okazała się być bardzo lojalnym wobec Pana i partii politykiem a jej cechy osobiste predestynują ją idealnie do roli premiera Polski w obecnych, trudnych czasach dla naszej Ojczyzny, jak i całej Europy.

Przez te dwa lata Pani premier okazała się konsekwentnym politykiem, który poważnie traktuje swoich wyborców, ale i wszystkich Polaków i także samo poważnie traktuje swoje słowa i złożone obietnice w kampanii wyborczej. Jest polską patriotką i osobą jednoczącą ludzi a nie ich skłócającą. Prowadzi swój rząd w poczuciu odpowiedzialności za Polskę i polski naród oraz pracuje ciężko nie zaważając na ujadanie niemal całej unijnej „wierchuszki” i polskich zdrajców z „totalnej opozycji”. Nie daje też wciągnąć się w jałowe spory, które mogłyby pochłaniać cenny czas, który Pani premier i jej rząd poświęca na pracę merytoryczną. 
 
Szefowa polskiego rządu doskonale też radzi sobie na arenie międzynarodowej skutecznie broniąc Polski przed atakami i mocno przyczynia się do odzyskania przez Polskę międzynarodowej podmiotowości. Zostało to też zauważone na świecie, czego skutkiem jest 10 miejsce w rankingu najbardziej wpływowych kobiet w polityce oraz 31 miejsce wśród 100 najbardziej wpływowych kobiet świata. Jest jeyną Polką w tych rankingach opracowywanych przez magazyn „Forbes”. Wyprzedziła m.in. Hillary Clinton czy piosenkarkę Beyonce. Oczywiście to tylko subiektywny ranking magazynu i pewna zabawa, ale jednak jest on szeroko komentowany i przedstawiany w mediach jako miarodajny i opiniotwórczy, mający pokrycie w rzeczywistości. 
 
Ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów” i takich błędów też nie uniknęła Pani premier, ale bilans jej działań jest dla niej korzystny i z każdym tygodniem ta wspaniała Polka staje się prawdziwym „mężem stanu”. Mam wrażenie, że ostatnie dwa lata Pani premier wykorzystała zarówno dla dobra Polski , jak i własnego politycznego rozwoju. Przykrym byłoby przerwanie jej misji. 
 
Mało tego! 
 
Aby dać odpór wszystkim zdrajcom i fałszywym przyjaciołom oraz ich podszeptom namawiam, aby Pan prezes jednoznacznie „namaścił” Panią premier Beatę Szydło na przyszłego szefa PiS-u. Byłoby to mistrzowskie posunięcie, o ile oczywiście Pani premier na to by się zgodziła a wierzę, że w poczuciu obowiązku za Polskę i polski naród jej decyzja byłaby zdecydowanie pozytywna.
Moim zdaniem warto to zrobić szybko, aby Pan miał czas (m.in. ze względu na wiek) na wdrożenie Pani premier B. Szydło w obowiązki szefa partii i aby nie dopuścić do jej rozpadu w razie walki o sukcesję po Panu, wtedy kiedy – oby jak najpóźniej – już Pana nie będzie. Wydaje mi się też, że Pana doświadczenie mogłoby być ogromnie przydatne np. gdyby objął Pan funkcję honorowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości”.

Odnosząc się do wicepremiera M. Morawieckiego, w kilku komentarzach do tekstu napisałem mniej więcej to co poniżej. 

M. Morawiecki jest – przynajmniej w polityce – nie tylko młodym człowiekiem z racji wieku, ale też jest nowicjuszem w funkcjonowaniu na arenie politycznej. Sama, nawet wspaniała, kariera biznesowa czy banksterska nie musi automatycznie oznaczać takiej samej w polityce a nieraz może też przeszkadzać. 

Przecież aby coś w danym obszarze osiągnąć to trzeba się wiele uczyć, być bardzo sprawnym intelektualnie i organizacyjnie, posiadać odpowiednie i unikalne talenty, które koniecznie należy w całym życiu maksymalnie rozwijać, należy też oczywiście nabrać doświadczenia oraz dojrzałości społecznej i emocjonalnej.

To takie ogólne wymagania, ale oczekiwane w polityce cechy indywidualne szefów różnią się pod względem ich ważności i natężenia od cech wymaganych np. od premiera. 

O ile w firmach najczęściej jest zarządcza struktura hierarchiczna, gdzie najczęściej mamy kilkuosobową Radę Nadzorczą i też kilkuosobowy Zarząd oraz maksymalnie kilku dyrektorów to w przypadku premierowania mamy ogromną machinę nadzorczo-zarządczo-administracyjną: począwszy od prezydenta poprzez partie polityczne (ew. ich koalicje) desygnujące premiera poprzez parlamentarzystów, różne komitety polityczne, komitety stałe, ponad dwudziestu dyrektorów (ministrów), dziesiątki wicedyrektorów (wiceministrów), itd. Bycie premierem wymaga więc umiejętności zespołowego działania oraz posiadania ogromnego doświadczenia, umiejętności interpersonalnych i koncyliacyjnych, niesamowitej empatii i zdolności godzenia różnych interesów.
Ponadto od premiera (też jako polityka) wymaga się również umiejętności zdobywania sobie sympatii wyborców, obywateli danego państwa…bo jej nie można nakazać tak jak można ją nakazać w formalnej strukturze organizacyjnej przedsiębiorstwa! Firma to zespół ludzi od jednego do najczęściej kilkudziesięciu tysięcy, którzy tak naprawdę pracują tylko i wyłącznie dla dobra indywidualnego przedsiębiorstwa a ich los zależy od „widzimisię” przełożonego a ostatecznie od kierownika, dyrektora a na końcu prezesa… państwo a w tym przypadku Polska to „firma” 38 milionowa, gdzie „pracownicy” są wolnymi ludźmi a premier i jego rząd winni działać dla dobra wspólnego, gdzie ważne są zarówno sprawy gospodarcze, społeczne, bezpieczeństwo, zdrowie, edukacja i wiele innych pozostałych obszarów funkcjonowania państwa i narodu! Premier powinien o tym wszystkim pamiętać!

Pan M. Morawiecki z racji posiadanego doświadczenia może i jest dobrym ekonomistą czy finansistą oraz hierarchicznie sprawnym zarządcą, ale – wedle mnie – powierzenie mu już dzisiaj funkcji premiera jest przedwczesne i to z różnych powodów. Dwa z nich wymieniłem: w miarę młody wiek (już prezydent A. Duda udowadnia, że za wcześnie został prezydentem) i brak doświadczenia politycznego. Dodatkowo obciążeniem może być też to jego doświadczenie związane z zarządzaniem firmą czy bankiem. Jest też postrzegany jako mało empatyczny technokrata i jak na razie nie posiada umiejętności zjednywania sobie ludzi: zarówno wyborców, jak i też prawdopodobnie współpracowników. 

M. Morawiecki był to tej pory bardzo ważnym wicepremierem w dziedzinach, na których się zna i dla niego osobiście nowa funkcja może też okazać się przekleństwem, czego oczywiście mu nie życzę i skoro już taka decyzja zapadła to mam nadzieję, iż sobie poradzi.

Natomiast chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby utrzymanie B. Szydło na stanowisku premiera do końca obecnej kadencji oraz przez pierwszy rok drugiej oraz wystawienie jej z ramienia ZP (PiS) na kandydata na prezydenta w 2020 roku a wtedy można by, po ociepleniu wizerunku M. Morawieckiego oraz nabraniu przez niego odpowiedniego doświadczenia, desygnować go na funkcję premiera. 

Po wczorajszych decyzjach Komitetu Politycznego PiS, który zdecydował jednak o odwołaniu premier B. Szydło nie zmieniam swojego zdania. Wedle mnie to decyzja błędna i może zakończyć „dobrą zmianę” i pozbawić PiS wygranych wyborów: samorządowych, parlamentarnych czy prezydenckich. 

„Nie zmienia się zawodników w drużynie wygrywającej a już na pewno nie zmienia się w takiej sytuacji kapitana… chyba, że chce się przegrać”. Rząd Pani premier B. Szydło był najlepszym rządem od 1989 roku a może i w całym okresie powojennym i w ogromnej mierze zawdzięcza to Pani premier. 

Nie rozumiem tej decyzji. Może i faktycznie na arenie międzynarodowej dzieje się coś niedobrego dla Polski i Polaków, co skłoniło prezesa J. Kaczyńskiego do takiej decyzji, ale czy na pewno? Niestety śmiem wątpić i znów w PiS-e zwyciężyła stanowiskowa wojna podjazdowa... Oby jednak nie!

Pan J. Kaczyńskli wielokrotnie pokazał, że jest świetnym strategiem i politycznym wirtuozem oraz polskim patriotą, ale niestety nieraz popełniał błędy przede wszystkim w jednym: doborze ludzi. Nie pora teraz wymieniać nazwisk, choć cisną się na usta nazwiska Kaczmarka, Sikorskiego, Marcinkiewicza, „miśka” Kamińskiego, Migalskiego, Poncyliusza, Jakubiakowej, Kluzik-Rostkowskiej, Dorna, Ujazdowskiego, Zalewskiego, i wielu innych. Być może wynika to z jego ufności do ludzi i myślenia, że tak jak on i patriotycznie po polsku myślą też inni jego współpracownicy. Śmiem twierdzić, że wybór Pani B. Szydło był tym z tych dobrych decyzji personalnych J. Kaczyńskiego, które podjął a która okazała się chyba najlepszą w jego karierze politycznej. 

Tym bardziej nie rozumiem tej zmiany i to w sytuacji, gdy wybór Pana A. Dudy okazał się znów prawdopodobnie pomyłką J. Kaczyńskiego a teraz pozbywa się najbardziej lojalnego od lat swojego współpracownika. Dziwne to wszystko jest i dla mnie niezrozumiałe… chyba, że Pani premier była niewygodna dla tych którzy faktycznie zarządzają Polską lub uzurpują sobie prawo do takiego zarządzania i „namaszczania” polskich prezydentów i premierów, jak chociażby udział obecnego prezydenta podczas sławetnego posiedzenia przeszło połowy izraelskiego Knestetu w Krakowie w styczniu roku 2014 czy ostatnia kolacja z przedstawicielami innego niż polski naród narodu Pana M. Morawieckiego w jarmułce na głowie. Ale to tylko poboczna uwaga, bo może – w co wierzę - wcale tak nie jest…

Powtarzam. Uważam odsunięcie Pani premier B. Szydło za duży błąd. Oby jego konsekwencje nie były takie same jak w 2007 roku, gdzie na własne życzenie PiS stracił władzę, by ją oddać antypolskim zdrajcom na całe 8 lat. 8 lat, które stworzyły z Polski „teoretyczne państwo z chu…em, dupą i kamieni kupą” i które teraz musimy odbudowywać. 

Na koniec jeszcze dwie uwagi. 

Po pierwsze. Pani premier B. Szydło pokazała jak należy rządzić i jakim można być uczciwym oraz ciężko pracującym dla dobra Polski premierem, prawdziwym mężem stanu godnym tych największych np. z okresu międzywojnia. Pokazała nam wszystkim czym jest patriotyzm, honor i czym jest służba Polsce i polskiemu narodowi. Wreszcie też całemu światu pokazała czym jest tzw. „klasa” polityka, czym jest etos publicznej działalności i dbałość o interesy własnego państwa i własnych obywateli. Sposób jej rządzenia, realizacja obietnic wyborczych, skuteczne przeciwstawienie się wewnętrznym i zewnętrznym wrogom naszej Ojczyzny zjednało jej wielu Polaków, którzy ufają jej do dzisiaj i żałują oraz nie rozumieją decyzji władz PiS-u. 

Panu M. Morawieckiemu bardzo trudno będzie takie zaufanie uzyskać i sądzę, że raczej straci wysokie dotychczasowe poparcie. Czy będzie potrafił choć trochę dorównać Pani premier i rządzić z takim poświęceniem dla dobra Polski i Polaków i klasą jak ona? Nie wiem i mam duże wątpliwości, choć chciałbym się mylić a tych pomyłek ostatnio coś za dużo… a zaczęło się od prezydenta A. Dudy…

Po drugie. Nie rozumiem też okoliczności w jakich władzę straciła pani premier B. Szydło. Zarówno forma jak i cała „otoczka” jej dymisji jest dla mnie obrzydliwa i na pewno uwłaczająca samej Pani premier. 

Najpierw kilkumiesięczne jej „zmiękczanie” i zmniejszanie jej znaczenia oraz ta cała i ciągła dyskusja o tym, że tym premierem przestanie być. I w końcu ta wieczorna wczorajsza dymisja i to w dniu, w którym wcześniej pani B. Szydło obroniła siebie i swój rząd przed odwołaniem na podstawie haniebnego i kuriozalnego wniosku o votum nieufności złożonego przez zdrajców z antypolskiej partii PO. 

Doprawdy: takiego majstersztyku poniżenia przez własne środowisko polityczne najlepszego od dziesiątek lat premiera, który w dodatku był do ostatnich chwil całkowicie lojalny wobec własnej formacji nie mógłby chyba wymyślić nawet najlepszy literat czy scenarzysta tragifarsy. Nie można było – o ile naprawdę było to konieczne – przyjąć dymisję od Pani premier chociażby w poniedziałek a wczoraj pisać i mówić tylko o kompromitacji PO i G. Schetyny… Hmm… Kompletne dno!

I nawet w tej sytuacji Pani premier wykazała się niebywałą klasą polityczną i to od samego rana (naprawdę chyba dla niej ciężkie osobiście przemówienie w obronie własnego rządu z posiadaną wiedzą, że zaraz tym premierem nie będzie), jak i wieczorem, gdy została zdymisjonowana. 

Mam nadzieję, że były naprawdę bardzo ważne powody owej zmiany o których się dość szybko dowiemy, bo na razie z tego, co mówią przedstawiciele PiS-u ja ich nie zauważam. Dodam jednak, że o tej zmianie prezes PiS J. Kaczyński mówił już trochę w lipcu tego roku, więc argument, iż nagle coś się wydarzyło w ostatnim czasie (np. pozwanie KE do TS Polski za nie przyjmowanie uchodźców), co wymagało natychmiastowej zmiany premiera jest bezzasadny i naciągany. 

Pozdrawiam
Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)


P.S.
Niestety obawiam się, że w najbliższym czasie stanowiska mogą stracić: dwaj najlepsi ministrowie w rządzie czyli Z. Ziobro i A. Macierewicz oraz bardzo dobry minister J. Szyszko. Mogą niestety pozostać: J. Gowin, P. Gliński czy K. Radziwiłł. W takiej sytuacji może okazać się, że w koalicji ZP partię Z. Ziobry zastąpi partia K. Morawieckiego, która powoli i systematycznie pozyskuje członków parlamentu, których chyba ma już ośmiu, czyli tyle samo, co partia Z. Ziobry.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

wtorek, 16 maja 2017

Proponuję rządowi "nowe otwarcie"

Inspiracją niniejszego tekstu jest felieton "Dzisiejsze fiasko reformy samorządów to punkt dla elyty III RP..." [1] opublikowany na niepoprawnych.pl autorstwa "Yagona 12", w którym to autor pisze m.in.:

"Tu na dole, lokalnie, w przyszłym roku (w wyborach samorządowych - dop.: kj) nic się więc nie zmieni. Wygrają ci, co wygrać mają. Może PiS odwojuje kilka samorządów wojewódzkich, może jedno czy dwa większe miasta. Ale generalnie zPOdziejska sitwa przetrwa- ba, nawet umocni się. W moim platformianym od 2002 roku powiecie marazm, korupcja i złodziejstwo trwać będą w najlepsze. Bo co pomogą szklane urny czy monitoring, skoro "włodarze" miast i gmin mają już wielokrotnie przećwiczone metody "wygrywania" wyborów? Mają ludzi, czas i motywację do dokonywania kolejnych "cudów nad urną". Smutny wieczór...jak się chce reformować państwo to nie można zwracać uwagi na wrzask elyty III RP i mieć skrupuły. Oni nie będą mieli gdy wrócą (nie daj Boże) do władzy, złamią każdą zasadę i prawo.

(...) 

Wczoraj pisałem o heroicznej pracy Ziobry, Macierewicza, Mariusza Kamińskiego, Jakiego, Święczkowskiego, Naimskiego, Morawieckiego itd. I o "nicnierobieniu" ludzi zajmujących się według komunistycznej nomenklatury - "nadbudową". Gliński, Gowin, KRRiTV, RMN, Komisja Etyki Mediów z niezwykłą tolerancją traktują łajdaków z profesorskimi tytułami, szemrane "autorytety" czy sprzedajnych "tfurców". Dziś doszło fiasko reformy samorządów. Po zapomnianej już  warszawskiej ustawie metropolitarnej to kolejny sygnał dla PO-szustów, że ich pajacowanie i kłamstwa przynoszą efekty. Przypomnę więc rządzącym - bez wygrania wyborów samorządowych w 2018 roku PiS nie zostanie przy władzy na drugą kadencję. A wtedy...".

Zgadzam się z "Yagonem 12", przy czym sytuacja jest - wedle mnie - jeszcze bardziej niekorzystna i dotyczy ona nie tylko wyborów samorządowych, ale wielu innych niezrealizowanych jeszcze zmian, nieprzeprowadzonych reform.

Jest taka niepisana zasada w biznesie (ale chyba można ją odnieść do wielu innych obszarów, także do polityki).

Otóż zostając np. nowym prezesem firmy lub też dyrektorem/członkiem zarządu ds. jakiegoś pionu (finanse, handel i logistyka, produkcja, marketing, inne) przez około 3 miesięcy należy poświęcić bardzo dużo czasu na poznanie firmy od środka, poznanie swojego obszaru nadzoru oraz poznanie sytuacji zewnętrznej wobec firmy (jej otoczenia). Na tej podstawie - o ile jest to konieczne lub uznamy, że jest to konieczne - trzeba przygotować zespół decyzji dotyczących ewentualnych zmian i przez następne trzy miesiące je sukcesywnie wprowadzać, budując w ten sposób swoje zasady funkcjonowania firmy czy określonego pionu. Gdy przegapi się ten okres to później jest bardzo trudno a nieraz wręcz niemożliwe reformowanie i zmiany tych zasad.

Jest bowiem coś takiego jak opór przed zmianą prezentowany przez pracowników (kadrę kierowniczą), którzy już są przyzwyczajeni do dotychczasowego modelu funkcjonowania, wiedzą gdzie jest ich miejsce, mają ustalone ścieżki postępowania, mają swoje "księstwa" czy "silosy", swój system wzajemnych zależności, znajomości, "układy", jakieś korupcyjne współzależności, itd. I nie chcą tego zmieniać. Nie chcą bo będą się musieli od nowa znaleźć w określonej sytuacji, znów udowadniać swoją przydatność, podnosić kwalifikacje, zmieniać swoje utrwalone nawyki, nie chcą tracić ewentualnych "lewych dochodów" i dotychczasowych powiązań, może też boją się przed utratą pozycji, itd. Ten opór jest naturalny i można go odnosić do każdej dziedziny życia społecznego czy politycznego - vide: reforma szkolnictwa i opór nauczycieli, reforma sądownictwa i opór sędziów, itd.

Natomiast gdy pojawia się nowy szef, to przez jakiś czas - właśnie te sławetne pół roku - skłonność do oporu jest relatywnie niska, bo ludzie wiedzą, iż nowy szef będzie zaprowadzał "nowe porządki" i się na to godzą, choć wewnętrznie ten opór jest, ale przecież ludzie chcą pracować... więc są skłonni do podporządkowania się nowym decyzjom nowego szefa. Ale w sytuacji, gdy już miną pierwsze miesiące to czas akceptacji nowości mija i później jest bardzo trudno coś zmienić, bo ludzie przyzwyczajają się do jakichś nowych zasad  i tam, gdzie mogą (gdzie nie dokonano zmian) powracają do znanych sobie ścieżek, modeli zachowań i adaptują je do nowych okoliczności.

Powyższe jest niejako zawarte w powiedzeniach: "jeżeli czegoś nie zrobisz zaraz na początku już nie zrobisz nigdy" lub "zbuduj sobie dobrą opinię na początku, a później nawet, gdy popełnisz błąd to nie będzie on końcem twojej kariery".

Dlatego uważam, że choć PiS (ZP) czy prezydent zrobili już bardzo dużo i działają w bardzo złej atmosferze, to jednak nie dokonali w wielu obszarach radykalnych zmian i teraz stary układ III RP staje się coraz silniejszy.

Obym się mylił, ale być może czas na radykalne reformy dla PiS-u już minął i czego nie zdołali zmienić już nie zmienią a tym samym pozwolą na odradzanie się hydry zdradliwych "elit III RP". Mało tego... przez te kilkanaście miesięcy dawne elity mogły też jakoś "wejść w układy" z elitami PIS (ZP) i teraz opór może być już nie tylko ze strony zdrajców i antypolaków, ale też płynąć od swoich.

No dobrze, może się mylę a państwo nie jest firmą i ogrom pracy jest większy, ale czy aby na pewno? Premier/prezes ma kilkunastu ministrów/dyrektorów, więc to aż tak inne od sytuacji firmy nie jest. A jeżeli są jakieś "wąskie gardła" czy "słabe ogniwa" wpływające negatywnie na cały zarząd/rząd to po prostu trzeba dokonywać wymiany. I też uważam, że P. Gliński już dawno winien być zmieniony (ja bym tego dokonał zaraz po haniebnych wypowiedziach na temat oceny niektórych NGO-sów). To PiS może zrobić, bo z J. Gowinem (też powinien być zmieniony) sprawa jest trudniejsza, bo to koalicjant. Zastanowiłbym się też nad dymisją K. Jurgiela (rolnictwo) czy K. Radziwiłła (zdrowie). Zatrudniłbym też nowego rzecznika prasowego na miejsce R. Bochenka. Chyba dobrze byłoby jednak przywrócić na tym stanowisku E. Witek.

Niemniej zdaję sobie sprawę jednak z niesamowitej wielości i głębokości koniecznych działań w celu naprawy Rzeczpospolitej. Można powiedzieć, że komuna i postkomuna III RP, czyli PRL i PRL-bis miały dziesiątki lat na stworzenie z Polski "układu wzajemnych zależności" oraz wykreowanie swoistego establishmentu zwanego "elitami III RP", który nakierowany jest - z jednej strony - na wysysaniu z Polski środków trwałych i obrotowych dla własnej i dla sił zewnętrznych korzyści (uwłaszczenie, korupcja, mafie vatowskie, prywatyzacja za bezcen, oddawania Polski we władanie korporacjom finansowo-przemysłowym, itd) a - z drugiej strony - na niszczeniu polskiej narodowej tożsamości, niszczeniu polskości. Był też czas na stworzenie swoistych enklaw dla określonych grup/beneficjentów III RP, np. korporacji zawodowych (sędziowie, środowisko akademickie, popłuczyny ubeków i WSI-oków, itd). Ostatnie zaś rządy PO-PSL dokończyły dzieła niszczenia Polski ostatecznie doprowadzając ją - jak sami stwierdzili - do stanu "państwa teoretycznego", gdzie jest już tylko "chuj, dupa i kamieni kupa".

PiS (ZP) przejęło zatem Polskę w stanie zbliżającego się - używając dalej terminologii biznesowej - bankructwa. Tak naprawdę więc przystąpiono niejako do budowy państwa na nowo, jego odbudowy. I rozumiem ogrom działań, które należało podjąć i które w większości zostały podjęte przy wściekłym ataku odsuniętej od koryta i niszczenia Polski targowickiej "totalnej opozycji" wraz z jej zagranicą.

Być może faktycznie tak naprawdę nie dało się zrobić więcej niż do tej pory zrobiono. Niestety to, czego nie zrobiono staje się fundamentem odbudowy zdrajców reprezentowanych przez establishment, elity III RP i jej zagranicy, wrogiej silnej i suwerennej Polsce.

Czy zatem można coś w tej sytuacji zrobić?

Owszem można, ale wyjściem nie jest rezygnacja z reform tak jak się to stało w przypadku reformy samorządów. To jest błąd, ale można go jeszcze naprawić.

Co ja bym zrobił na miejscu J. Kaczyńskiego i B. Szydło a co onegdaj zrobiłem w swojej pracy zawodowej?

Trzeba po prostu zrobić "nowe otwarcie", które będzie niejako ponowieniem sytuacji przypominającej "wejście nowego szefa lub dyrektora pionu do firmy". Wtedy będzie znów czas na radykalne zmiany, których do tej pory nie zdążono zrobić.

To "nowe otwarcie" trzeba szczegółowo zaplanować i dokonać go niemal i w miarę możliwości jednego dnia lub bardzo szybko, przy zapewnieniu odpowiedniej komunikacji z wyborcami, z Polakami.

Po pierwsze. Trzeba dokonać przeglądu działań ministerstw i określić, którzy ministrowie mogą lub powinni być zmienieni. Ale nie może się to ograniczać jedynie do szefów, ale także do wiceministrów lub dyrektorów departamentów. Taką listę trzeba sporządzić wraz z wyznaczeniem zmienników.

Po drugie. Należy stworzyć katalog koniecznych zmian, gruntownych zmian oraz przygotować strategię ich wprowadzania (m.in. terminy), wraz z niezbędnymi działaniami taktycznymi, operacyjnymi oraz przygotowawczymi.

Po trzecie (będąc już przygotowanym w zakresie dwóch poprzednich działań) należy wybrać odpowiedni moment na ogłoszenie "nowego otwarcia". Ten moment należy odpowiednio wyznaczyć, chociażby kreując określoną sytuację, która niejako będzie "wymuszała" owe otwarcie i powodowała jego akceptację przez wyborców, Polaków.

No i po czwarte. Podjąć jednego dnia (no może w ciągu kilku, kilkunastu dni) decyzję o tym "nowym otwarciu", czyli: jednocześnie wymienić kadry - to można zrobić jednego dnia, wprowadzić określone reformy (przyjąć nowe ustawy, rozporządzenia, zarządzenia, uchwały) - to można zrobić w dwa tygodnie. No a potem ponownie mieć te 3 do 6 miesięcy czasu na dokonywanie koniecznych zmian i reform.

To tylko taka moja propozycja, ale coś trzeba zrobić, bo ucieka nam czas a nowa szansa na odbudowę naszej Ojczyzny może się już w takim zakresie nie pojawić.

[1] http://niepoprawni.pl/blog/yagon-12/dzisiejsze-fiasko-reformy-samorzadow-to-punkt-dla-elyty-iii-rp

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 13 kwietnia 2017

Antoni Macierewicz - najlepszy minister w rządzie B. Szydło!

Tytułowa konstatacja jest tylko moim subiektywnym zdaniem i mam nadzieję, że nie jestem w nim odosobniony. Również żywię ową nadzieję, że całe zamieszanie wokół Bartłomieja Misiewicza ostatecznie nie zakończy się dymisją szefa MON.

Osobiście nie rozumiem tej całej hucpy wokół młodego człowieka zaangażowanego w dobre zmiany.

Młodość i jej prawa, nawet do zabawy czy korzystania z owej młodości? Brak wykształcenia, które może uzupełnić? Lojalność wobec swojego szefa i jego decyzji? Wiedza o tajnikach WSI i III RP, w tym treści Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI? Atak na niego mediów i całego zdradliwego oraz odrażającego  towarzystwa III RP?

Czy to mają być argumenty go przekreślające? Uważam, że powinny być raczej nobilitujące. I tego ataku - kierowanego też przez prawicowe media - nie jestem w stanie zrozumieć bez odniesienia do chęci odstawienia na boczny tor samego Antoniego Macierewicza. Z tym się nie zgadzam!

Jeżeli jednak tak by się stało, iż Antoni Macierewicz ostatecznie zostanie odwołany  to drastycznie oddaliłoby mnie to od partii, na którą głosowałem, czyli PiS. Podobnie - jako zwierzchnik sił zbrojnych RP - oddaliłby się ode mnie prezydent Andrzej Duda. 

Nie mam zamiaru tłumaczyć szczegółowo swojego stanowiska, ale poniżej przedstawiam mój i innych komentarz do dobrego tekstu długoletniej prawicowej i patriotycznej blogerki "eski" pt. "Czym się różni moher od astrofizyka" [1].

Lekko uzupełniony mój komentarz: 

"Na razie wstrzymałbym się z dyskusją nad decyzją J. Kaczyńskiego w "sprawie" B. Misiewicza. Piszę w cudzysłowu, bo dla mnie sprawy nie ma, ale została rozdmuchana do niebotycznych rozmiarów. Oczywiście Misiewicz jest tylko pretekstem ataku na A. Macierewicza i jego reformy w MON oraz rozwój polskiej obronności. 

Musimy pamiętać, że przecież gdzieś poszły ogromne pieniądze na "zaklepanie" kontraktu na Caracale a są to zapewne gigantyczne sumy i teraz co mają zrobić beneficjenci? Oddać kasę? Przecież już dawno się rozeszła lub została zainwestowana i "uprana". A to tylko ułamek tego, co robi minister ON dla Polski, dla wojska. 

Sprawa jest bardzo delikatna. To wojsko a do tego wojskowe służby specjalne a wiemy kto do niedawna brylował na szczytach wojska i wojskowych służb specjalnych - panowie z WSI lub postkomunistycznych okolic i tacy Mazgułowie. 

Musimy też pamiętać, że wymordowano cały propolski i natowski szczyt polskiej wojskowości w czasie katastrofy CASY pod Mirosławcem czy podczas tragedii smoleńskiej. Potem właśnie panowie z WSI i okolic ponownie przejęli kontrolę nad tym obszarem Polski, przy parasolu ochronnym ich człowieka i przez nich wystawionego, czyli B. Komorowskiego. 

Teraz A. Macierewicz powoli "czyści" a jest to zadanie arcytrudne i wymaga różnych działań, też osłonowych (A. Duda, J. Kaczyński, gry operacyjne). 

Zapominamy też o roli M. Kamińskiego jako koordynatora służb specjalnych. On też wie, co robi a robi dużo i dobrze, że w cieniu. 

Także lepiej się wstrzymać z ocenami, bo chyba tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy jaka to jest gra, o jakiej wadze i o co. Przypomnę jeszcze dla uzupełnienia niedawnego "seryjnego samobójcę" i "nieszczęśliwy wypadek". 

Wydaje mi się, że jest dobra i efektywna współpraca na linii: Duda-Szydło-Macierewicz-Kamiński-Kaczyński. Naprawdę to nie jest zabawa...".

To taki mój optymistyczny komentarz  i wierzę, że tak jest, choć mogę się mylić, co byłoby dla mnie nie do przyjęcia.

Komentarz dobrego blogera "Tymczasowy":

"Obserwuję starannie sprawy polskiego wojska, MON i min. A Macierewicza. W mediach wałkują  tylko parę spraw, a tymczasem On wykonuje ciągle jakieś mniejsze, fantastyczne ruchy, które się sumują na budującą całość. Choćby wczoraj IU MON podpisał zamówienie na 1 500 karabinów maszynowych kal. 7.62. Nie tak dawno złożyl zamówienie na 500 bardzo poręcznych (sam mógłbym takiego przenosić) moździerzy kalibru 60 mm. Onacy zmarnowali półtora miliarda złotych na Gawrona. Choćby z tego powodu powinni zapaść sie pod ziemię, a nie pyszczyć. Zdolności obronne Polski rosną w szybkim tempie. Komuś to bardzo przeszkadza".

Komentarz równie dobrego blogera "michael":

"Pan Antoni jest bardzo inteligentnym człowiekiem, pan Jarosław również, nic nie ujmując panu Misiewiczowi. 

Panu Brudzińskiemu i Kamińskiemu także nic nie brakuje, Każdy z nich doskonale wie, że w tej dętej sprawie Misiewicza sam pan Misiewicz jest bez znaczenia. Jest to tylko jeden z wielu ataków, których cel jest jasny. Tym razem jest to atak wizerunkowy, ale celem nie jest pan Misiewicz.

Celem przeciwników i wrogów Polski są następujące fakty: - wykorzystane 2% ubiegłorocznego budżetu na modernizację i rozwój wojsk, złożenie wniosku o przeznaczanie nie 2% budżetu rocznego, ale 2% budżetu bieżącego, kroczące powiększenie liczebności polskiej armii (140 tys, 150 tys, 200 tys żołnierzy, itd), celem jest także utworzenie nowego rodzaju wojsk Obrony Terytorialnej, celem jest racjonalne rozwiązanie problemy zakupu helikopterów transportowych i specjalnych, celem jest podpisany kontrakt na zakup trzech okrętów podwodnych, systemów systemów obrony przeciwlotniczej krótkiego i dalekiego zasięgu, celem jest także to co napisał przed chwilą Tymczasowy. Jednym słowem celem jest wszystko co dobrze służy krzepnięciu polskiej zdolności obronnej. 

To właśnie Oni chcą zniszczyć, to jest nie w smak Sorosom i Rockefellerom, tak jak to zauważył Tymczasowy. Nie mamy chyba wątpliwości, że to "SSS" twardym murem, a nawet odłamkami cegieł, próbuje zgnoić ostoję mocy i trwałości Rzeczypospolitej, ponieważ według całego lewactwa za bardzo owa ostoja i trwałość z pisem im się kojarzy.

Pan Misiewicz i jego całkowicie fałszywie fabrykowana afera, zbudowana z pomówień, insynuacji i kretyńsko interpretowanych zdarzeń, do których dorabiane są podłe skojarzenia.

Jest w tym łajdactwie jeszcze jedna fatalna sprawa. To że afera jest dęta przez obce choć polskojęzyczne media, to pół biedy. Ale antymisiewiczowe bluzgi z pietyzmem i godzinami pielęgnowane są przez rzekomo nasze media. Konkretnie i na przykład: TVN zajęta była szczegółowym relacjonowaniem zdarzeniu na trasie siekierkowskiej, auto się przewróciło, butla z acetylenem rozszczelniła. TVN godzinami wałkuje historyjkę o przewróconym autku. 

A TWP nic tylko przepytuje kolejnych ekspertów o Misiewicza, płaczą, że Duda i Macierewicz gadali o polskiej obronności zamiast o Misiewiczu. 

Co bym zrobił na miejscu samego Misiewicza? 

Poprosiłbym grzecznie wszystkich wymienionych wyżej panów, aby powołali komisję, która zaorze ten parszywy hejt, skierowany przeciwko Polskiej Obronie Narodowej, przeciwko panu Ministrowi ON.
No i panowie, oczywiście za wstawiennictwem pana Ministra i MON, przychylili się do tej prośby. Prawdopodobnie pan Jarosław zdecydował się, gdy dotarło do Jego wiedzy, że informacja o 50 tysiącach pensji jest kłamstwem".

Nie chciałbym się rozczarować obecnymi moimi rządami, choć dalej nie rozumiem dlaczego prezydent A. Duda nie ujawnia Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI ani do do tej pory nikt z PO-PSL nie poniósł karnej odpowiedzialności za swoje antypolskie i perfidne afery i przestępstwa z lat 2007-2015. Takiej ich odpowiedzialności oczekuję i powoli moja cierpliwość się kończy. A skończy się na pewno, gdyby A. Macierewicz stracił swoje publiczne stanowisko.

Pozdrawiam


[1] http://www.blogmedia24.pl/node/77411

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 1 kwietnia 2017

Partie i organizacje "zewnętrzne" wobec Polski i Polaków!

Nie bywam na brukselskich salonach i nie wiem jak wyglądają kuluary wszelkich rozmów, które kończą się przyjęciem jakichś decyzji czy rozwiązań. Natomiast byłem kiedyś w najwyższych władzach jednej ze spółek Skarbu Państwa i wiem jak podejmowane są decyzje i one naprawdę nie mają nic wspólnego z werbalnym i gładkim pustosłowiem tłumaczącym decyzje pracownikom czy dziennikarzom. Język, którym na takich zebraniach zarządu się operuje jest podobny do tych nagranych u Sowy i w innych miejscach. Później te decyzje są "oprawiane" w ładne i kolorowe "opakowanie" i tak funkcjonują w sferze publicznej.

Sądzę, że podobnie jest w sferach zarządczych UE a nawet wydaje mi się, że jest gorzej, bo np. taki Junkers ze swoją alkoholową klasą nie mógłby być w żadnych władzach jakichkolwiek prywatnych czy publicznych firm. Te jego obcałowywania i poklepywania spotkałyby się zapewne z ostrą krytyką przez właścicieli i skutkowałyby szybką dymisją.

Wiem natomiast, że Jacek Saryusz - Wolski jak nikt inny z polskich europarlamentarzystów zna kulisy działania tej brukselskiej biurokracji i jeżeli on na swoim tweeterowym koncie [1] pisze, że "Opozycja przeoczyła, że czas na TAK dla UE był przed referendum akcesyjnym teraz czas na odpowiedź JAK a tu jedyne co, to podpis bez czytania (...) Szkody dla PL wynikające z donosów, które uruchomiły procedurę KE przeciw PL i rezolucje PE, są ogromne. Samotny protest te działania stopuje (...) Rozmowa o Polsce i Europie z kimś, komu są obce inne motywacje niż kariera i pieniądze, nie ma sensu (...) Konkurs na adekwatne określenie szargania dobrego imienia i wizerunku PL zagranicą (koniec demokracji, wyjście z UE) Fałszywe świadectwo?", to z pewnością wie, co mówi i realnie ocenia haniebne wyczyny "totalnej opozycji".

Mnie natomiast najbardziej zastanowiła jego wypowiedź: "Za polowaniem z nagonką na Polskę jest jakiś zamysł, bo jeśli nie TK, to inne dowolne preteksty. Szukanie uzasadnienia dla Unii 2-prędkości?".

Być może to jest jednym z celów tej nieszczęsnej "zewnętrznej" opozycji w Polsce. Musimy bowiem jasno sobie powiedzieć, że PO jest partią a'la "zewnętrznie niemiecką (unijną)" i realizującą interesy raczej Berlina niż interesy Warszawy.

Tak niestety było zawsze w czasie jej 8 letnich rządów a sądzę, że jeszcze od czasów KLD lub i wcześniej, bo do dzisiaj nie wiemy kim był TW Oscar, agent BND a może też STASI a przecież "polskość to nienormalność" zobowiązuje.

Płytki Nord Stream nie pozwala na przybijanie do polskiego, morskiego brzegu statkom o największym zanurzeniu. Kiedyś A. Merkel obiecała D. Tuskowi, że jak będzie taka potrzeba to pogłębią rurę (sic!) - śmieszność nad śmiesznościami obok braku działań ze strony polskiego rządu zmierzających do zastopowania tej inwestycji.

D. Tusk zlikwidował polski przemysł stoczniowy, aby niemiecki nie miał konkurencji. Podobne zamierzenia miał w stosunku do polskich kopalni, które nie mogły być dotowane z budżetu państwa podczas, gdy niemieckie tak. 

Pakiet klimatyczny to już zupełna porażka premiująca niemiecki przemysł, w tym ten obejmujący instalacje tzw. odnawialnej energii (np. niemieckie wiatraki). Poza tym D. Tusk (2008 rok) i E. Kopacz (2014 rok) zgodzili się na przyjęcie roku bazowego ograniczenia emisji CO2 na 2005 a nie 1990, jak było wcześniej ustalone przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku 2005. Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się "premier" E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej.

W międzyczasie jawnie promowano inwestycje koncernów niemieckich na dawnych ich ziemiach odzyskanych przez Polskę po II WŚ. Utworzono różne strefy ekonomiczne, dzięki którym niemiecki przemysł prawie w ogóle nie płacił podatków w Polsce, kraju działalności. Nie zastopowano ekspansji np. marketów niemieckich i nie zapobieżono wyłudzeń VAT-u ani wyprowadzaniu majątku w postaci tzw. "cen transferowych". Pozwolono na powstanie i rozwój Ruchu Autonomii Śląska a takie miasta jak Wrocław zostały opanowane przez niemieckie fundacje, akademickie lub społeczne lobby czy też inne organizacje niemieckiego pożytku publicznego.

O opanowaniu przez niemieckie media naszego rynku medialnego nawet już nie warto mówić, bo temat jest gorący i pewnie niedługo powstanie ustawa o decentralizacji (repolonizacji) mediów, choćby na wzór niemieckiej czy francuskiej :).

Wracając do spostrzeżenia Jacka Saryusza-Wolskiego. Berlin i osobiście A. Merkel wraz z największymi krajami starej UE chcą, aby owa stała się Europą "dwóch prędkości", co jest nie do przyjęcia dla Polski, innych krajów V4 a także jeszcze innych, mniejszych państw UE.

Lecz PO jest w dużej mierze "wykonawcą decyzji Złotej Anieli" (za S. Michalkiewiczem), więc już niedługo możemy spodziewać się, że ta partia nagle stanie się zwolenniczką takiej Europy o różnych prędkościach, co jest zgodne z rozkazem Berlina. Oczywiście makiawelicznie PO będzie starała się winą obarczyć PiS i całą Zjednoczoną Prawicę. To pewne, jeżeli faktycznie "Złota Pani" już dała swoim a'la "pachołkom" taki rozkaz.

A inne partie "totalnej opozycji"? 

.Nowoczesna została stworzona przez dawne środowisko UD/UW/demokraci.pl a te partie były antypolskie u podstaw i raczej reprezentowały środowiska syjonistyczne i międzynarodowych korporacji finansowych oraz przemysłowych. Nieprzypadkowo to to środowisko jest odpowiedzialne za wyprzedaż Polski w latach 90-tych XX wieku.

KOD to - jak mawia S. Michalkiewicz - chyba "stare Kiejkuty" - o proweniencji WSI-oków a oni albo reprezentują interesy rosyjskie, albo... amerykańskie, przy czym dla nich najważniejsza jest kasa...

A zresztą dla powyższych środowisk kasa ma pierwszorzędne znaczenie razem ze "zdradą" Polski - zdrada w cudzysłowu, bowiem trudno uznać za zdrajcę kogoś, kto nie czuje się Polakiem.

PSL to od zawsze (po 1989 roku, ale i wcześniej jako ZSL) partia etatystyczna i wejdzie w koalicję z każdym, kto zagwarantuje im jakąś formę współrządzenia.

Jest jeszcze środowisko "michnikowszczyzny" i tzw. "żydowskiej gazety dla Polaków", zwanej Gazetą Wyborczą. To środowisko trockistowskie o - w dużej mierze - korzeniach przedwojennej Komunistycznej Partii Polski i Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz już powojennej tzw. "żydo-komuny" wysłanej i przygotowanej przez J. Stalina do pacyfikacji Polski i Polaków.

No i na koniec jest rządząca partia PiS, której nie można do końca uznać za "zewnętrzną", ale z powodu uwarunkowań geopolitycznych jest ściśle związana z USA i Izraelem, co wedle mnie jest dziś dla Polski lepszym rozwiązaniem niż partie reprezentujące kondominium niemiecko-rosyjskie, czy niemiecko-brukselskie. Niestety nie jesteśmy jeszcze na tyle silni, aby prowadzić do końca samodzielną politykę na skalę międzynarodową. Musimy się na kimś oprzeć. Obecnie tylko PiS (ZP) gwarantuje choć minimalny powrót Polski do suwerenności i niepodległości.

I tak to się przedstawia nasza scena polityczna. Można dodać do tego P. Kukiza, który jest dla mnie tajemnicą i na razie tak zostaje, choć jest u niego wielu wartościowych ludzi. Jest też lewica postkomunistyczna (SLD) i komunistyczna (Razem). Gdzieś tam przewija się J. K. Mikke, ale on zawsze "gdzieś się przewijał", kanalizując konserwatywno-liberalną scenę polityczną Polski, szczególnie "opanowując" młode studenckie umysły.

Zadanie jest więc wielkie. Polska musi zbudować polskie partie polityczne. Siły, dla których "Polska będzie najważniejsza", realnie a nie werbalnie. Czy jest to możliwe? Tak, ale bardzo trudne i wymaga jeszcze lat pracy. Nadzieją napawają młodzi ludzi. Oni już niedługo będą tworzyć nowe polskie elity. Musimy o nich zadbać, też realnie a nie tylko słowem czy pisaniną.

[1] http://wpolityce.pl/polityka/333902-saryusz-wolski-ostro-o-opozycji-szkody-dla-pl-wynikajace-z-donosow-ktore-uruchomily-procedure-ke-przeciw-pl-i-rezolucje-pe-sa-ogromne

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 12 marca 2017

"Zwycięstwo" D. Tuska i Niemiec oraz moje refleksje...

Tym razem długo...

Tak naprawdę w całym tym polskim medialnym chaosie związanym z ponownym "wyborem" (dziś cudzysłów jest konieczny - 1) D. Tuska na szefa Rady Europejskiej można się po prostu zagubić. Niezależnie czy jest się pro czy antyrządowym. Po naszej, prawej stronie są zarówno głosy zachwytu nad walką o polskie interesy, jak i umiarkowanej, ale też emocjonalnej krytyki działań PiS-u a u "totalnej opozycji" jak zwykle: wszystko co złe to PiS a D. Tusk, czyli my zwyciężyliśmy i upokorzyliśmy na terenie Europy wstrętnego Kaczora i jego rządy.

O głupiej, aberracyjnej i bezrefleksyjnej radości "totalniaków" nawet nie ma co pisać, bo od dawna było duże prawdopodobieństwo, że D. Tusk ponownie będzie andersenowskim "Nagim Królem Europy" [2], więc zadziwiająca jest ta radość z powszechnej przecież oczywistości. Być może ta radość wynika z postawy innych krajów UE, które w sumie "poparły" D. Tuska (szczególnie kraje V4), ale sam wybór był już dawno niemal przesądzony, niemal...

Oczywiście D. Tusk i jego "wybór" są najważniejszymi obiektami powszechnej, medialnej dyskusji w Polsce, choć w Europie czy na świecie (może oprócz Niemiec) ponowne objęcie unijnej funkcji przez byłego polskiego premiera jest tylko odnotowywane i raczej wcale nie na najważniejszych pozycjach.

Przeglądając fora internetowe, czytając dziesiątki artykułów i analiz oraz oglądając wiele wywiadów dotyczących ponownego uzyskania przez D. Tuska unijnego "stołka", towarzyszyły i towarzyszą mi w większości uczucia zdziwienia i zażenowania. Wynikają one z mojej konstatacji, iż większość - nawet zacnych dziennikarzy czy blogerów - nie ma w ogóle nic konkretnego do przekazania a ich wywody opierają się na braku znajomości faktów, wynikają z emocji i bezrefleksyjnie ocierają się o kategorię "political fiction".

Z jednej strony to się nie dziwię, iż w taki właśnie sposób opisywane są okoliczności i skutki dokonanego na Malcie ponownego "wyboru" D. Tuska. Bowiem w sumie tak naprawdę nie są znane prawie żadne fakty związane z pisowską "operacją Saryusz-Wolski". Nie znamy treści rozmów kuluarowych, nie wiemy co skłoniło Jacka Saryusz-Wolskiego do takiego a nie innego działania, nie opublikowane zostały żadne materiały z pobytu A. Merkel w Polsce (w tym te dotyczące spotkania w niemieckiej ambasadzie A. Merkel z "totalna opozycją"), nic nie wiemy co tak naprawdę ustaliły mocarstwa europejskie na spotkaniu w Wersalu ani też nie znamy treści rozmów w grupie V4 i też nie mamy żadnych informacji dotyczących przebiegu lobbowania niemieckiej kanclerz za D. Tuskiem. Jedyne co wiemy - i zresztą w takich sytuacjach zawsze tak jest - to te strzępki informacji ujawnianych w takim zakresie w jakim chcą je ujawnić polscy i zagraniczni uczestnicy szczytu na Malcie.

Z drugiej zaś strony to bardzo mocno jestem zdziwiony emocjonalną i bezrefleksyjną postawą prawicowych dziennikarzy, blogerów i analityków, którzy ulegli narracji krajowej wojny "totalniaków" z PiS-em. Przecież to, że z reguły nie są  nam znane wszystkie okoliczności i treści rozmów dotyczących podjęcia przez polityków określonych decyzji jest rzeczą oczywistą i z reguły nawet opierając się na szczątkowych informacjach oraz własnej wiedzy i analitycznej intuicji, wartościowi prawicowi autorzy potrafili dogłębnie i logicznie przedstawiać swoje zdanie na określony temat i to w sposób rzetelny oraz wieloaspektowy. W tym zaś przypadku oceny stały się emocjonalne i o dziwo pozbawione głębszej refleksji i w wielu "odsłonach" były i są one krytyczne wobec działań obecnych władz w zakresie operacji "Saryusz-Wolski". Mam nadzieję, że ona już niedługo przyjdzie i pojawią się teksty racjonalne, wyważone i odnoszące się do realiów a nie wyobrażeń o nich.

Natomiast ja osobiście wobec ponownego "wyboru" D. Tuska na szefa Rady Europejskiej mam kilka spostrzeżeń, które też ocierając się o formułę "political fiction", posłużą - mam nadzieję - jako materiał do dyskusji i refleksji.

Po pierwsze. 

Warto spojrzeć realistycznie na znaczenie funkcji szefa Rady Europejskiej. Obecnie jest ona  raczej funkcją fasadową w strukturze decyzyjnej UE i jako taka nie wymaga, aby sprawował ją jakiś znaczący i sprawny intelektualnie oraz przygotowany merytorycznie polityk a z teraźniejszego punktu widzenia IV Rzeszy czyli niemieckiej UE wymagania te są wprost odwrotne i je idealnie spełnia podnóżek A. Merkel - D. Tusk.

Ogólnie zaś sam nie wiem, dlaczego w ogóle ta funkcja powstała i sądzę, że jedynie po to, aby pozostawić fałszywą namiastkę jakiegoś niby narodowego charakteru współpracy państw w ramach UE.

Czym jest ta funkcja było wiadomo już wcześniej..., bo czy przed objęciem szefowania w Europie i na świecie (oprócz Belgii) słyszał ktoś o Hermanie Van Rompuy'u i czy ktoś teraz jest w stanie wymienić choćby jedną ważną jego europejską inicjatywę? Nikt już o nim nie pamięta i tak samo nikt nie będzie w stanie wymienić czegokolwiek dobrego o D. Tusku za wyjątkiem tego, że reprezentował Niemcy a za jego kadencji nastąpił Brexit, inwazja islamu i co jeszcze, to zobaczymy.

Po drugie

Należy się zastanowić, czy w kilkumiesięcznym okresie poprzedzającym marcowy "wybór", ktokolwiek sądził, że reelekcja D. Tuska na szefa Rady Europejskiej może być zagrożona.

Sądzę, że tak a pierwszym, który o takiej ewentualności myślał był zapewne sam D. Tusk, bowiem jego kadencja była jeszcze bardziej miałka niż jego śmiesznego poprzednika.

Mimo dekoracyjnego charakteru owego stanowiska, to jednak w jego pełnieniu trzeba wykazać choć odrobinę jakości politycznej. A tej D. Tusk nie miał nigdy i nie ma jej teraz. Stąd ogólnie oceniany był w UE jako polityk przeciętny i mierny a jego ponowny wybór wcale nie był pewny, nawet w kalkulacjach A. Merkel. Dlatego też A. Merkel prowadziła wielostronne dyskusje z różnymi politykami, ze szczególnym uwzględnieniem polityków polskich. I - zdając się na relację J. Kaczyńskiego - przed samym szczytem była skłonna nawet zgodzić się z wetem polskiego rządu i poświęcić (w imię zapewne jakichś ustępstw Polski wobec Niemiec) D. Tuska. Podobnie wyglądała sytuacja z V. Orbanem, który podobno też miał zapewnić polskie władze o swoim poparciu.

Nawet jeszcze przed zgłoszeniem przez Polskę Jacka Saryusza-Wolskiego mówiło się, że być może zgłoszony zostanie inny kandydat, chyba z Irlandii. W takiej sytuacji wybór dla PiS-u byłby trudny - musiałby głosować nie na obywatela z polskim paszportem a z innym.

Po trzecie

Wobec powyższego, zasadne jest dodatkowe zastanowienie się dlaczego D. Tusk stał się nagle jedynym kandydatem Niemiec na szefa Rady Europejskiej i dlaczego A. Merkel zmieniła zdanie i tak mocno zaangażowała się w lobbowanie na rzecz tego niemieckiego kandydata z polskim paszportem, lobbowania na tyle skutecznego, że przekonała nawet Węgry i inne kraje do jego akceptacji.

W tym obszarze jest najwięcej znaków zapytania i możemy się tylko domyślać powodów.

Bardzo prawdopodobna jest po prostu polityczna gra A. Merkel mająca na celu wprowadzenie w błąd J. Kaczyńskiego, by ostatecznie i tak postawić na jej niemieckiego i bardzo spolegliwego kandydata D. Tuska, ale po drodze uzyskując jakieś nieznane nam szerzej polityczne cele związane z Polską i nawet w konsekwencji kończące się obaleniem jej obecnych władz. W tym obszarze celem A. Merkel mogło też być  zachwianie konsolidacji państw grupy V4, która przyszłościowo zagraża niemieckiej hegemonii w UE i prusaczka postanowiła "przywrócić" krnąbrne kraje do ich - wedle niej - odpowiedniego miejsca "w szeregu".

Być może też - wobec ogromnych problemów UE spowodowanych przez A. Merkel - kanclerzyca postanowiła "wystawić zająca", którego można "upolować" jako sprawcę wszelkich kłopotów UE, szczególnie przed wrześniowymi wyborami w Niemczech.

Jednym z powodów "zmiany" stanowiska A. Merkel mógłby być też stanowczy opór polskich władz wobec nakreślonych żądań strony niemieckiej w zamian za przychylność dla polskiego weta wobec D. Tuska. A takie żądania musiały paść w czasie ostatecznych negocjacji.

Zapewne też A. Merkel postawiła "pod ścianą" V. Orbana wymuszając na nim aprobatę wystawionego przez nią D. Tuska w zamian np. za brak sprzeciwu wobec nowej, restrykcyjnej węgierskiej ustawy dotyczącej islamskich uchodźców. Natomiast wobec innych, wahających się krajów użyła na pewno równie ważkich argumentów, czemu się tak naprawdę dziwię bowiem UE przeżywa takie kryzysy, że pokazanie takiej buty i arogancji (przed szczytem Angela już się cieszyła z wygranej D. Tuska) może tylko przysporzyć jej wrogów wśród innych, mniejszych krajów UE.

Jeszcze innym pobocznym powodem chęci "upokorzenia" Polski były PR-owe obszary kampanii wyborczej A. Merkel i pokazanie Niemcom - wobec takiego samego antypolskiego stanowiska jej kontrkandydata M. Schulza - że dalej traktuje Polaków jak od zawsze i podświadomie nas traktuje większość Niemców, szczególnie elit niemieckich, które cały czas realizują niemiecki projekt Mitteleuropy. Jeżeliby uznać ten powód za istotny, to faktycznie po "wyborze" D. Tuska jego krajanka A. Merkel zyskała kilka punktów procentowych w krajowych sondażach i wyszła na zdecydowanie prowadzenie w walce o fotel Kanclerza Niemiec.

Chyba jednak zgłoszenie przez polski rząd Polaka Jacka Saryusza-Wolskiego było tym ostatecznym powodem konsolidacji negatywnych niemiecko-unijnych, lewacko-liberalnych sił przeciwko Polsce, choć i tak było oczywistym, że zdecydowana większość krajów unijnych go nie poprze i wygra w tej rozgrywce D. Tusk, jako jedyny - oprócz - J. Saryusza-Wolskiego kandydat.  

Ta nominacja jednakowoż skomplikowała całą sprawę, i w Europie, choć raczej D. Tusk wydawał się pewny, ale też w Polsce. Bowiem - wedle mnie - były już przez Niemcy i "totalną opozycję" reprezentującą m.in. ich interesy w Polsce przygotowane działania oraz gotowa narracja, że PiS-owski rząd nie głosował na Polaka i zdradził Polskę a tymczasem wystawienie kandydatury J. Saryusza-Wolskiego zaprzepaściło te plany. B. Szydło więc ostatecznie nie zdradziła Polski bo wystawiła Polaka i to oddalonego merytorycznie o lata świetlne od miałkiego D. Tuska. I stąd się wzięła ta wściekłość PO i innych totalniaków, gdy rząd wystawił polską kandydaturę i to z szeregów PO. Już wszystko przecież było przygotowane, aby oskarżyć PiS o zdradę a tu "taki pasztet". Nawet GW w tytule piątkowego wydania dumnie napisała, że "Polak został wybrany na drugą kadencję..."... Oj... nie zmienili narracji i zabrzmiało infantylnie.

Śmiem zresztą tylko hipotetycznie i bez dowodów twierdzić, że - odnosząc się do niemieckiej roli w grudniowym puczu totalnej opozycji - że i Niemcy chciały w ostatniej chwili zgłosić głosem innych jakiegoś kontrkandydata, jeszcze bardziej antypolskiego niż D. Tusk i postawić PiS pod "ścianą wyboru". I w tym obszarze nagła i późna kandydatura europosła J. Saryusza-Wolskiego mogła rozwścieczyć A. Merkel i chcąc w tej swojej prusackiej nienawiści do Polski ją "upokorzyć" emocjonalnie i raczej ad hoc postawiła niemal wszystkim krajom zapewne jakieś ultimatum i zdecydowanie zaczęła lobbować za D. Tuskiem, bo oprócz innych elementów, to ... m.in. przestraszyła się kompetencji polskiego europosła.

Wystawienie i poparcie przez Polskę J. Syriusza-Wolskiego sprawiło, iż bezsensownym stało się wystawienie przez Niemcy innej kandydatury, bowiem polski rząd tak czy inaczej popierałby Polaka i wobec tego na nic zdałaby się propaganda zdrady Polski przez PiS. 

Tak dygresyjnie. Sądzę jednak, że A. Merkel stawiając wszystko na w sumie mało istotny dla UE "wybór" D. Tuska już długookresowo przegrała, bo następnym razem raczej niektóre kraje już nie będą słuchały potulnie Niemiec a sprawy te będą o wiele istotniejsze. Podobnie arogancja i buta innych przywódców unijnych (m.in. Francji) pokazały innym mniejszym krajom, co one tak naprawdę znaczą dla liderowo i establishmentowo liberalno-lewicowego jądra Starej Unii, czyli znaczą "mniej niż zero". I na pewno te kraje ostatecznie i wreszcie dobitnie (bez jakichś tam gładkich słówek) zobaczyły jakim totalitarno-komunistycznym i antydemokratycznym tworem jest UE czyli ZSRR-bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli IV Rzesza Niemiecka. Okazało się wreszcie realnie, że demokracja w UE jest wtedy, gdy pozwala zrealizować cele elit UE a jej nie ma, gdy demokracja staje się faktycznie pierwotnie demokracją, która nie akceptuje ich poglądów. Wtedy elity UE są w stanie zmieniać zasady demokratyczne, a więc cała UE to totalitarna fikcja komunistycznego pokolenia '68 wspierana przez zadziwiającą koalicję starszych panów skupionych wokół syjonistycznych elit finansowych.

Tak naprawdę powyższe jest naprawdę sukcesem J. Kaczyńskiego. Od teraz nikt z UE nie ma prawa zarzucać nam braku demokracji, bo demokracja w Polsce jest naprawdę a w UE jej nie ma i jest ona totalitarnym lewackim szpetnym tworem.

Po czwarte

Należy zadać sobie pytanie: czy ktokolwiek mógłby sądzić, że obecne polskie władze mogły poprzeć niemieckiego i antypolskiego oraz najbardziej niszczącego Polskę premiera D. Tuska na kolejną kadencję szefowania Radzie Europejskiej?

Oczywiście, że nie. I dlatego jakoś jestem zażenowany niektórymi opiniami prawych autorytetów krytykujących polski rząd. Przecież przez całe 8 lat rządów PO walczyliśmy z D. Tuskiem uważając go za niemal przestępcę i likwidatora Polski. Musiał być głos sprzeciwu i wiedzieli o tym zarówno wyborcy PiS, jak i totalna opozycja.  I tu też wygrał J. Kaczyński, bo sprzeciwił się nie narażając się na zarzut zdrady a dodatkowo udowodnił, że UE to antydemokratyczna instytucja wymagająca zmian i nie mająca żadnego moralnego prawa pouczać Polski w zakresie praworządności i demokracji, bo - powtórzę - w Polsce ona jest a w Unii Europejskiej jej nie ma.

W tym kontekście warto przytoczyć pewną analizę dokonaną przez jednego z polskich przedsiębiorców [3]:

"Jeżeli Tusk przegrałby przy braku poparcia PiS, wróciłby do kraju i zagroziłby zjednoczeniem opozycji, miałby dwa lata na przygotowanie się do wyborów. Dodatkowo Kaczyński byłby oskarżany za każdą złą dla Polski decyzję Unii Europejskiej, bo przecież PiS ponosiłby odpowiedzialność za nową strategię UE, a ta nie byłaby już "winą Tuska". 

Jeżeli Tusk przegrałby przy poparciu PiS, wówczas wróciłby do kraju jednoczyć opozycję, mając dwa lata do wyborów. Prawo i Sprawiedliwość nie miałoby już zbyt wielu argumentów przemawiających za krytykowaniem poczynań Donalda Tuska w Radzie Europejskiej, skoro w tym przypadku rząd polski by go poparł. 

Jeżeli Tusk wygrałby przy poparciu PiS, wówczas Kaczyński odsunąłby Tuska od naszych przyszłych wyborów parlamentarnych, ale z drugiej strony nie miałby argumentów na krytykowanie Donalda za działania w UE. Miałby też mniej argumentów na osłabianie jego pozycji w Polsce, a za trzy lata Tusk wjechałby do Polski na białym koniu.

Ale skoro Tusk wygrał przy braku poparcia PiS, będącym w zasadzie jedynie markowaniem braku przez polski rząd, to:
  • nadal wszystko co dzieje się "złego" w UE jest winą Tuska,
  • wreszcie można go pociągać po prokuraturze z gwarancją, że po oczernianiu przed Komisją wróci do Brukseli nie mając wpływu na opozycję i na obronę poprzez krajowe media,
  • po zakończeniu kadencji Tusk nie wróci na białym koniu z Brukseli, bo społeczeństwo będzie non stop bombardowane sprawami przeciwko Tuskowi z wewnątrz Polski oraz poprzez komunikowanie jego "zdradzieckich" działań w Radzie Europejskiej przeciwko Polsce,
  • działania Tuska na rzecz opozycji zostają wstrzymane de facto aż do wyborów (mniej więcej wtedy kończy się jego kadencja w RE), więc opozycja pozostaje rozbita, tak jak teraz,
  • Tusk zostaje osłabiony także w UE, bo przecież "nie poparł go jego własny kraj".
W tej chwili świat nie ma wątpliwości, że PiS zrobił wszystko, żeby zrzucić Tuska ze stołka. Tak naprawdę jednak zrobił wszystko, żeby na tym stołku nie stała mu się żadna krzywda.


Komisja śledcza ds. Amber Gold na dzień przed wyborem przewodniczącego Rady Europejskiej wspomniała o przesłuchaniu syna Donalda Tuska. Gdyby politycy Prawa i Sprawiedliwości chcieli strącić Tuska ze stołka, to jego syn byłby przesłuchiwany w ciągu ostatnich dni, a w jak najbliższym terminie przed wyborami na komisji musiałby stawić się sam Donald Tusk. Dlaczego tak się nie stało? Ryzyko było po prostu zbyt duże – taki obrót spraw zaszkodziłoby reelekcji, której tak naprawdę PiS chciał.
Wszyscy dziwili się, że grupa wyszehradzka popierała Tuska, a Szydło niemal w ostatniej chwili zaczęła przekonywanie do swoich racji... Angelę Merkel - jedyną pewną kumpelę Donalda, która decyzji o jego poparciu szybko nie zmieni. PiS o stanowisku grupy w ogóle nie mówił, nie krzyczał o zdradzie, o rozłamie, bo tak naprawdę jest z jej członkami dogadany. Nie daj Bóg Węgry, Czechy lub Słowacja wycofałyby poparcie dla Tuska, a wtedy pojawiłaby się szansa, że nagle wyskoczyłby trzeci kandydat i Tusk mógłby się posypać. Wówczas PiS otrzymałby to, czego nie chciał. A gdyby ktoś pytał o decyzję Orbana, to sam fakt, iż węgierski premier jest z tej samej frakcji, do której należy PO, chyba wystarczy na usprawiedliwienie oddania głosu na największego wroga Kaczyńskiego.

Do gry został wystawiony Jacek Saryusz-Wolski, kandydat nie do podważenia merytorycznie, a w dodatku (do niedawna) polityk Platformy Obywatelskiej. Kandydat ponad podziałami, ale taki, którego z całą pewnością nikt nie zauważy i który nie stanowi absolutnie żadnego zagrożenia dla pozycji kończącego pierwszą kadencję szefa Rady Europejskiej. Lud kupił, że PiS znalazł alternatywę dla braku poparcia Tuska. W rozmowach liderów podczas wyborów szefa RE Saryusz-Wolski był już pomijany. Ten pionek miał być spójnym elementem strategii jedynie dla elektoratu PiS. W tym punkcie można się zastanowić, czy PiS nie mógłby wystawić kogoś mocnego ze swojej ekipy, ale… wtedy ktoś mocny z PiS przegrałby z Tuskiem, a tak to właściwie z Tuskiem przegrał ktoś z Platformy. Więc de facto największym wygranym jest Kaczyński".

Po piąte 

Pewien obszar całej tej politycznej akcji jest niemal niezauważalny a wyrażający się w odpowiedzi na pytanie: dlaczego Jacek Saryusz-Wolski podjął się roli, której końcowym efektem i tak była jego przegrana z D. Tuskiem?

Otóż wydaje mi się, iż właśnie on - a nie J. Kaczyński - był inicjatorem całego przedsięwzięcia. Ten Polak  jest jednym z najdłużej pełniącym obowiązki europosła. Jest merytorycznie chyba najlepiej przygotowany do tej roli a jednocześnie jest polskim patriotą ze szlacheckim, polskim rodowodem a nie rodowodem syjonistycznych komunistów i nazistów.

Przez tyle lat europosłowania zyskał szacunek, ale też wielu przyjaciół, którzy zapewne są mu lojalni i przekazali mu jakieś informacje, które wymagały postawienia całej swojej kariery na szali, aby bronić Polski i polskich interesów. Mogą o tym świadczyć jego wpisy, których kwintesencją mogą być jego słowa: "wysiadłem na przystanku Polska" oraz swego czasu nazwanie D. Tuska "szmatą". 

Jacek Saryusz-Wolski unika wywiadów i publicznych wypowiedzi. Sądzę, że dokładnie wie dlaczego i wydaje mi się, iż taka została przyjęta strategia wspólnie z J. Kaczyńskim. Oni wszystko wiedzą i wiedzą, że być może cała operacja "Saryusz-Wolski" ostatecznie się udała i pokazała prawdziwe oblicze UE a to jest niezbędne, żeby zmienić oblicze UE i powstrzymać hegemonię Niemiec.

I tyle moich refleksji. Liczę na dyskusję :)

[1] Minister Witold Waszczykowski: "Nasz oficjalny kandydat Jacek Saryusz-Wolski w ogóle nie został dopuszczony pod dyskusję, nie mówiąc o głosowaniu. Kiedy postawiono sprawę Tuska, zapytano tylko, kto jest przeciw. Mówienie o 27:1 jako wyniku głosowania jest nieuprawnione, bo nie wiemy, który z tych 27 krajów byłby za, a kto by się wstrzymał. To pytanie w ogóle nie padło" - za: http://wpolityce.pl/swiat/331111-waszczykowski-o-kulisach-szczytu-re-nie-dano-sie-wypowiedziec-panstwom-ue-z-gory-zalozono-ich-poparcie-dla-tuska
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/01/cesarz-tusk-jest-nagi-i-jego-dworzanie.html
[3] http://opinie.wp.pl/zwyciestwo-tuska-to-tak-naprawde-zwyciestwo-kaczynskiego-6099544781214849a

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com