Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ropa łupkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ropa łupkowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 marca 2022

Czas powrócić do gazu i ropy z łupków!

Jak pisałem 26 marca w poście p.t.: "Może wojna na Ukrainie odrzuci w niebyt wszelkie "Zielone Łady"?" [1] to, że pomysł na wydobycie gazu i ropy z łupków upadł w Europie, w tym w Polsce to zasługa finansowanych przez Mokwę organizacji zielono-ekologicznych, które skutecznie protestowały przed niby dramatycznymi, negatywnymi skutkami środowiskowymi procesu pozyskiwania tych surowców. Chodziło o tzw. fracking, czyli szczelinowanie hydrauliczne, które miało zatruwać pokłady wód podziemnych. 

Zresztą podobny wpływ takich finansowanych przez W. Putina organizacji miał miejsce w przypadku forsowanego w UE odejścia od paliw kopalnych, m.in. węgla kamiennego, chociaż np. już w 2014 roku Polaka z sukcesem przeprowadziła w katowickiej kopalni "Wieczorek" eksperymentalną próbę zgazowania węgla pod ziemią. Był to pierwszy nie tylko w Polsce, ale i w Europie zakończony sukcesem taki eksperyment, który prowadzony był w czynnej kopalni a wtedy Peter Bond, szef australijskiej firmy Linc Energy, która gazuje węgiel w Australii i chciała to robić także w Polsce, zgazowany węgiel można spalić o wiele czyściej niż gaz łupkowy i uzyskać przy tym aż dwa razy więcej energii. Jego ówczesnym zdaniem zgazyfikowany węgiel kamienny zapewni Polsce tanią energię przez najbliższe 50-70 lat.

Powróćmy jednak do meritum. 

O gazie i ropie z łupków swego czasu bardzo dużo pisałem, m.in. w tekście z marca 2014 roku p.t.: "A wystarczyłyby tylko: gaz i ropa z łupków aby powstrzymać W. Putina..." [2]:

"Jedną z najbardziej skutecznych metod walki politycznej Moskwy (dodajmy najbardziej prymitywną) jest zastraszanie potencjalnych przeciwników groźbą zmienności warunków dostaw przez Rosję surowców energetycznych (przede wszystkim: ropy i gazu).

Aby móc skutecznie prowadzić taką ekstensywną gospodarczo politykę szantażu Rosja przez lata budowała swoją infrastrukturę przesyłową tychże surowców, której ostatnim kulminacyjnym punktem był rurociąg północny po dnie Bałtyku.

Tenże rurociąg jak i ten przez Ukrainę jest wykorzystywany jako element przetargowy w obecnym konflikcie pomiędzy Rosją a Ukrainą i wprowadza elity europejskie w niemoc i inercję decyzyjną.

Naprawdę... Nie ma się czego bać! Polska i inne kraje mogą zastąpić rosyjskie dostawy gazu i ropy do Europy dzięki posiadanym własnym zasobom gazu i ropy łukowej. Wystarczy tylko chcieć i szybko zacząć wydobywać te surowce. Do czasu jednak rozpoczęcia ich wydobycia można sprowadzać np. gaz skroplony z USA, które - dzięki gazowi łupkowemu - już całkowicie uniezależniły się od importu tego surowca z Rosji!

Polskie złoża gazu łupkowego szacowane są obecnie na 350 - 1000 mld metrów sześciennych, co wystarczyłoby nam na 20-60 lat. Należy jednak pamiętać, że jeszcze niedawno szacowane były na 5,3 bln metrów sześciennych, co wystarczyłoby nam na 300 lat. Jaka jest prawda to w tej chwili nie jest ważne. Najistotniejszą rzeczą jest to, że taki okres (nawet podzielony przez ileś tam państw) byłby zabójstwem gospodarki rosyjskiej, która jest obecnie najbardziej ekstensywną z gospodarek światowych.

Prawdopodobnie tyleż samo posiadamy też ropy łupkowej, o której w ogóle się nie wspomina".

A przecież nie tylko Polska posiada owe zasoby. Bardzo dużo jest też ich potencjalnie na Ukrainie i to prawdopodobnie więcej niż w Polsce. Ciekawą wobec tego byłaby ścisła polsko-ukraińska współpraca w dziedzinie wydobycia gazu i ropy z łupków. 

gaz-na-ukrainie.jpg

W Polsce temat łuków całkowicie przycichł a przecież był czas, że naprawdę liczyliśmy na bardzo dużo. 

W 2011 r do wyścigu o polskie łupki stanęli wszyscy najwięksi - krajowe giganty PGNiG oraz Orlen i zagraniczne - amerykańskie ExxonMobil, ConocoPhillips, Chevron, włoski Eni, Marathon, Talisman Energy, Lane Energy.

Podobno pierwsze odwierty pokazały, że prognozy i oczekiwania były zbyt optymistyczne. Gaz był ale dużo głębiej niż w USA (nawet do 5 km) a więc byłby dużo droższy tak dla producentów jak i odbiorców. Łącznie firmy wykonały wtedy 72 odwierty z czego jedynie 25 z pełnym szczelinowaniem. I zaczęły jedna po drugiej oddawać koncesje i wycofywać się z Polski. Jako ostatnia w grudniu 2017 r dwie ostatnie koncesje na poszukiwania i wiercenia zwróciła firma San Leon.

Firmy przeniosły się na Litwę i Ukrainę, gdzie także gwałtownie chciano uniezależnić się od gazu z Rosji. Ale i tam sytuacja się powtórzyła - silny lobbing rosyjski, dużo trudniej dostępne złoża i niekorzystne przepisy zastopowały w całej Europie zainteresowanie gazem łupkowym. A siedem-sześć lat temu szukali go i Bułgarzy i Czesi i Niemcy i Brytyjczycy. 

Dziś (nawet w czasie wojny na Ukrainie wszyscy importują gaz z Rosji i import ten nawet rośnie. Najlepiej na łupkach wyszli Estończycy znani z oryginalnych i skutecznych rozwiązań. Ich narodowa firma energetyczna Eesti Energia kupiła amerykańską firmę branży łupkowej. Dzięki temu stali się właścicielami amerykańskich złóż gazu i ropy z łupków.

W Polsce niechęć inwestorów potęgował chaos prawny i niezachęcające do lokowania kapitału, przepisy podatkowe. Brak ulg i zachęt ze strony polskiego rządu, to jedna z głównych przyczyn wycofania się zagranicznych firm z poszukiwania gazu łupkowego w Polsce. O ile łatwiej przecież było kupować gaz w Gazpromie, nawet po zawyżonej cenie, aniżeli inwestować w nową technologię i ulgi dla biznesu. 

Jestem pewny, że niechęć do łupków zarówno w Polsce za rządów PO-PSL, jak i w całej Europie była wynikiem ostrego lobbingu Rosji i finansowania przez nią organizacji ekologicznych sprzeciwiających się szczelinowaniu hydraulicznemu. 

Dzisiaj na łupkowym placu boju pozostał jedynie PGNiG. Mam szczerą nadzieję, że koncern powróci do prób wydobycia gazu a także przy współpracy z PKN Orlen wydobycia ropy z łupków. 

P.S.1


O tym, że to Rosjanie uniemożliwili w Europie wydobycie gazu i ropy z łupków mówił się nie tylko dzisiaj, ale już od kilku lat.

Nie bacząc na możliwe w takich sytuacjach oskarżenia o rusofobię i niezrozumienie wymogów ochrony środowiska, ówczesny sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen (1 sierpnia 2009 – 30 września 2014) podczas wystąpienia na forum londyńskiego think-tanku Chatham House oświadczył, kto jego zdaniem odpowiada za niekorzystny klimat dla wydobycia gazu łupkowego w Europie. Były premier Danii oskarżył Rosję i „tak zwane organizacje pozarządowe” o prowadzenie wspólnej „wyrafinowanej kampanii informacyjnej i dezinformacyjnej” mającej na celu podtrzymanie uzależnienia Europy od importu surowców energetycznych ze Wschodu.

Sekretarz odmówił podania szczegółów, twierdząc, że to jedynie „jego interpretacja faktów”. Wyjaśniając swoje stanowisko dziennikowi „The Guardian”, wyraził przekonanie, że antyłupkowa ofensywa stanowi element szerszej akcji „odtwarzania sfery wpływów” Rosji przy pomocy „połączenia hard i soft power”, przede wszystkim w niedopuszczalny sposób wykorzystującej surowce energetyczne do wywierania wpływu politycznego na kraje Europy.

Wypowiedź owa spotkała się ze spodziewanym oburzeniem ekologów. Jak przystało na ruch wywodzący się z tradycji hipisowskiej, rzecznik Greenpeace zasugerował, że opinie władz Paktu Północnoatlantyckiego to rezultat… nadużywania marihuany. Akurat temu ugrupowaniu łatwo się bronić, ponieważ zawsze może się powołać na aresztowanie 30 członków załogi statku „Arctic Sunrise” na Morzu Barentsa. Andrew Pendleton z Friends of the Earth ironizuje na temat rosyjskiej infiltracji brytyjskiego rządu z racji potencjału tego kraju w rozwijaniu energetyki słonecznej i wiatrowej, zaś indagowana o sponsorów organizacja Frack Off przyznała się jedynie do otrzymywania dofinansowania z sieci sklepów kosmetycznych Lush.

Centrala NATO oświadczyła, że jej sekretarz generalny wypowiadał się wyłącznie we własnym imieniu i nie można uważać jego słów za oficjalne stanowisko sojuszu, jednak spotkały się one ze zrozumieniem przedstawicieli branży. Prezes stowarzyszenia UK Onshore Operators Group Ken Cronin przyznał, że sam zastanawiał się, skąd organizacje podające się, tak jak Frack Off, za luźne federacje lokalnych aktywistów, mają pieniądze na organizację ogólnokrajowych kampanii i zapraszanie na swoje konferencje specjalistów z USA. Jego zdaniem, oskarżenia Rasmussena powinny być przedmiotem dochodzenia, które bezspornie ujawniłoby źródła finansowania ekologów.

Cronin nie jest odosobniony w swojej opinii, ponieważ trudno nie zauważyć paralel między protestami przeciwko wydobyciu gazu łupkowego a przeprowadzanymi przez lewackie ugrupowania kilkadziesiąt lat temu kampaniami pacyfistycznymi, wymierzonymi w rozwój energetyki jądrowej. Świadomie lub nie, zachodni kontrkulturowcy wspierali sowiecki program ograniczania potencjału militarnego ich ojczyzn, czym zasłużyli sobie na przydomek „pożytecznych idiotów”. Oczywiście, ideologiczne zaślepienie i agenturalna współpraca to dwie różne rzeczy, jednak trudno nie zauważyć podobieństwa między postulatami Zielonych a antyłupkową histerią Głosu Rosji i innych tub kremlowskiej propagandy. 

Pierwszym krajem, w którym publicznie zwrócono uwagę na możliwe powiązania antyłupkowych działań z rosyjską infiltracją, była Bułgaria. W styczniu 2012 r. 166 z 240 deputowanych tamtejszego Zgromadzenia Narodowego zagłosowało za wprowadzeniem zakazu wydobycia tego surowca przy pomocy szczelinowania lub pokrewnych technologii. Publicysta dziennika „Trud” Iwan Sotirow oskarżył wschodnią potęgę o organizację masowych protestów, które wpłynęły na przyjęcie ustawy. Zwrócił on uwagę, że nowe prawo nie pozwoli Bułgarii nawet ocenić swojego łupkowego potencjału i jest sprzeczne z ideą niezależności energetycznej tego kraju. Określił kampanię jako „tanią manipulację ukrywającą polityczne motywy pod płaszczykiem ekologii”.

Sotirow zarzucił przeciwnikom nowej technologii okłamywanie społeczeństwa. Aktywiści nie byli bowiem w stanie podać ani jednego przykładu groźnego skażenia środowiska w wyniku szczelinowania. Twierdzili również, że w Bułgarii będą prowadzone eksperymenty z niestosowanymi dotychczas metodami wydobycia, co nie było prawdą. Według niego, za protestami stoją zwolennicy byłego prezydenta Georgi Pyrwanowa i niedopuszczający na Bałkany zachodnich inwestorów szefowie tajnych służb z czasów komunistycznych. Jego słowa uwiarygodnia obserwacja rynku energii – Bułgaria w 90 proc. zależna jest od dostaw Gazpromu. Było więc naturalne, że rosyjski holding podejmie wszelkie środki, aby doprowadzić do przedłużenia wygasającego w 2012 r. kontraktu.


Dwa lata temu plotki na temat rosyjskiego dofinansowania przeciwników łupków krążyły już także wśród zachodnich ekspertów. Wspomniała o nich, między innymi, wypowiadająca się dla agencji Associated Press współpracownica Brookings Institution Fiona Hill. Nie podała żadnych szczegółów, jednak z artykułu wynikało, że może chodzić o współpracującą z Gazpromem, a należącą do niemieckiego koncernu Siemens firmę konsultingową Pace Global ze stanu Wirginia. Jej raport „Shale Gas: The Numbers vs. The Hype” przewidywał rychłe zakończenie boomu na niekonwencjonalne źródło energii. Autor materiału zwrócił także uwagę na dużą liczbę antyłupkowych tekstów w należących do Gazpromu mediach w różnych krajach Europy.

Rok później, po publikacjach „Rzeczpospolitej” z domniemanego wsparcia zza wschodniej granicy musieli tłumaczyć się podburzający lokalne społeczności przeciwko energetycznym nowinkom działacze Ruchu Palikota. Jak na razie nikt nikogo nie złapał za rękę, należy się jednak cieszyć, że temat przestał być zamiatany pod dywan. Nie zmienia to faktu, że największym zagrożeniem dla tej metody dywersyfikacji surowcowej pozostaje również dokonywane za pośrednictwem teoretycznie całkowicie niezwiązanych z Rosją podmiotów przejmowanie koncesji na wydobycie gazu łupkowego. Takie działania stanowią element szerszej strategii podtrzymywania energetycznej zależności Polski, w której ważną rolę odgrywają, m.in. rzekomo niezależni od Kremla oligarchowie, jak Wiaczesław Kantor i Giennadij Timczenko. Należy pamiętać, że w realizacji celu takiej wagi, rosyjskie przywództwo nie pogardzi pomocą żadnego sojusznika – czy będzie to naiwny idealista czy cyniczny biznesmen.

Autor jest doktorantem nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN/Collegium Civitas

P.S.2

Na początku 2010 roku roku w tajnym raporcie GAZPROM przewidywał katastroficzne dla Rosji konsekwencje wydobywania w przyszłości gazu łupkowego [3]: 

"Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman, na Morzu Barentsa. 

Gazprom uczynił to w raporcie, przygotowanym przez swój Zarząd dla Rady Dyrektorów koncernu, która zebrała się we wtorek w Moskwie, aby omówić politykę marketingową w warunkach globalnego kryzysu finansowo-gospodarczego. Dokument, którego główne tezy ujawnił w tym dniu zbliżony do Gazpromu dziennik "Kommiersant", zaprezentował wiceprezes monopolisty Aleksandr Miedwiediew (...) Według gazety, Miedwiediew przyznaje w raporcie, iż gaz łupkowy przekształcił rynek gazowy USA z deficytowego w samowystarczalny, a także, iż nadmiar gazu skroplonego (LNG) uderza w konkurencyjność rosyjskiego surowca w Unii Europejskiej (...) 

Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman, na Morzu Barentsa (...) 

Wiceszef Gazpromu potwierdza w dokumencie, że eksport rosyjskiego gazu w roku 2009 zmniejszył się o 11,4 proc. - do 140 mld metrów sześciennych surowca. Spadek był konsekwencją redukcji zużycia gazu (nie tylko rosyjskiego) w UE o 44 mld metrów sześciennych - do 555 mld. Raport nie zawiera danych na temat strat, jakie z tego powodu poniósł koncern. Jednak Miedwiediew przekazał wcześniej, że wpływy Gazpromu z eksportu błękitnego paliwa za ubiegły rok wyniosą 40-42 mld dolarów wobec 64 mld USD w 2008 roku (...) 

Złoże Sztokman, największe na świecie podmorskie pole gazowe, znajduje się w rosyjskim sektorze szelfu kontynentalnego w centralnej części Morza Barentsa na głębokości 280-360 metrów, w odległości ok. 550 km na północny wschód od Półwyspu Kolskiego. Jego potwierdzone zasoby wynoszą 3,8 bln metrów sześciennych gazu i 53,3 mln ton kondensatu gazowego (...) 

Opóźnienie projektu sztokmańskiego, a tym bardziej odstąpienie od niego, uderzyłoby również w projekt Nord Stream (Gazociąg Północny). To właśnie ze złoża Sztokman ma pochodzić część surowca, który za pośrednictwem Nord Stream przez Morze Bałtyckie ma popłynąć z Rosji do Niemiec.."



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 19 marca 2014

Plany W. Putina i jego interesy z UE!


W. Putin z konsekwencją realizuje swój polityczno-gospodarczy plan powrotu Rosji do roli supermocarstwa, który był zapewne przygotowywany przez wiele miesięcy, jeżeli nie lat. Osobiście sądzę, że na pewno początkiem realizacji owego planu był atak na Gruzję w 2008 roku mający na celu uniemożliwienie przeprowadzenia przez jej terytorium rurociągu z pominięciem Rosji. Wtedy niepodległość Gruzji uratował ś.p. L. Kaczyński, ale też wtedy UE jako całość okazała się słaba i niezdolna do twardej reakcji na imperialne poczynania Rosji. Wtedy to nie najważniejsze kraje UE stanęły w obronie Gruzji a właśnie Polska i jej Prezydent oraz inne kraje tzw. partnerstwa wschodniego. Dla W. Putina postawa naszego prezydenta i uratowanie niepodległości Gruzji musiała być ogromnym ciosem oraz być może przyczyniła się do śmierci L. Kaczyńskiego.

W sytuacji, gdy została wyeliminowana przeszkoda w postaci nieprzejednanego stanowiska polskiego prezydenta i w sytuacji rozpadu partnerstwa wschodniego oraz służalczej - po 10 kwietnia 2010 roku - postawie polskich władz wobec Rosji, W. Putin mógł dalej realizować swój plan. Widać to teraz,  przede wszystkim po samych działaniach politycznych (aneksja Krymu), ale przede wszystkim w sferze uzależnienia UE od Rosji  w sferze zaopatrzenia energetycznego (rurociąg północny) oraz zacieśnienia związków biznesowych z Niemcami i innymi dużymi krajami UE. Wszystko wydaje się rozgrywane w jednym czasie, skoordynowane i na pewno wcześniej przygotowane.

Zauważmy, że w czasie trwania konfliktu na Ukrainie a także w czasie jego przygotowywania pojawiały się bowiem i pojawiają nadal informacje o zaskakujących umowach biznesowych pomiędzy Rosją a wielkimi firmami z państw należących do UE. Pomijając już oczywiście największą inwestycję w postaci rurociągu bałtyckiego (północnego) warto wskazać m.in. na następujące fakty:

- niemiecki koncern RWE planuje sprzedać holdingowi Alfa Group, którego głównymi udziałowcami są rosyjscy oligarchowie, swój dział wydobywczy.  W skład tegoż działu wchodzą również  m.in. 4 koncesje na poszukiwanie w Polsce złóż nafty i gazu, które z łatwością mogą przerodzić się (w przyspieszonym trybie) w koncesje na ich wydobycie [1],
-  w 2011 roku pomiędzy Rosją a Francję zawarto umowę wojskową na produkcję dla Rosji francuskich okrętów-desantowców typu Mistral. Transakcja jest warta 1,6 mld dolarów i jest to największa w historii sprzedaż broni przez państwo NATO do Rosji. Pierwszy okręt ("Władywostok") ma zostać przekazany Rosjanom jeszcze w tym roku, drugi zaś ("Sewastopol" - sic!) ma zostać przekazany do końca 2015 roku [2],
- Rosnieft, największy rosyjski producent ropy, stanie się największym inwestorem włoskiego producenta opon – Pirelli z 13-proc. udziałem w nowej strukturze akcyjnej spółki. Grupa inwestycyjna znana jako Lauro61/Camfin, która jest 26-proc. udziałowcem Pirelli, ulegnie rozwiązaniu i zostanie przekształcona w nową firmę, w której połowę udziałów będzie posiadał Rosnieft. Drugą połowę będzie stanowić kapitał prywatnego inwestora. Rosnieft zainwestuje w Pirelli około 500 mln euro [3]. Symptomatyczne jest też to, że były kanclerz Niemiec - Schroeder zasiadł w Radzie Dyrektorów (Radzie Nadzorczej) Rosnieftu! W lutym b.r. Rosnieft poinformował także, że wraz z Pirelli planuje uruchomić w Armenii (uzależnionej od Rosji) produkcję opon samochodowych. Koncern naftowy zainwestuje w przedsięwzięcie 400 mln dolarów.

To tylko trzy przykłady wielkich interesów firm z największych krajów UE z Rosją, które są realizowane pomimo neoimperialnej, obecnie realizowanej polityce Kremla.  Z pewnością tych przykładów można by znaleźć dużo więcej...

Czy możemy się zatem dziwić, że  zniemczona UE (jako całość) tak niechętnie i w tak ograniczonym zakresie wprowadza sankcje wobec Rosji W. Putina? Chyba nie... Prezydent Rosji nie po to bowiem przez wiele lat i w sposób perfekcyjny budował ścisłe związki gospodarcze z największymi krajami UE, aby teraz miał obawiać się sankcji z ich strony... Swój plan będzie realizował dalej a jego celem zapewne jest odbudowa dawnych wpływów jakie posiadał ZSRR (przed czym przestrzegał ś.p. L. Kaczyński). Obym się mylił... a tak naprawdę pomylę się, jeżeli USA odpowiednio zareagują na poczynania W. Putina...


[1] http://niezalezna.pl/52962-rwe-sprzedaje-polskie-zloza-gazu-i-ropy-rosyjskim-oligarchom
[2] http://www.rp.pl/artykul/1091800.html
[3] http://tvn24bis.pl/informacje,187/zmiana-wlasciciela-koncernu-pirelli-rosnieft-bedzie-miec-50-proc,408522.html

P.S. (dopisek z dnia 30.03.2014)
Transakcja RWE została dopięta w dniu 28.03.2014 roku. "Niemiecki koncern energetyczny RWE sprzedał za 5,1 mld euro spółkę RWE Dea, zajmującą się wydobyciem gazu i ropy, funduszowi LetterOne, należącemu do rosyjskiego oligarchy Michaiła Fridmana (...) Rosyjski fundusz LetterOne z siedzibą w Luksemburgu należy do rosyjskiej grupy inwestycyjnej Alpha, której głównym udziałowcem jest rosyjski miliarder Michaił Fridman. Magazyn „Forbes” szacuje jego majątek na 17,6 mld dol. Fridman i jego partnerzy robią interesy m.in. z kontrolowanymi przez ludzi Putina państwowymi spółkami paliwowymi. Sprzedali m.in. za 15 mld dol. połowę akcji kompanii naftowej TNK-BP koncernowi Rosnieft. Za pieniądze z tej transakcji kupują właśnie od RWE ok. 190 koncesji na poszukiwanie oraz eksploatację ropy i gazu w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. W nabytym przez Fridmana pakiecie są m.in. cztery koncesje na poszukiwanie łupków w polskich Karpatach. To nie pierwsze zezwolenia na odwierty w Polsce, które trafiły w ręce Rosjan – alarmuje „Codzienna”. Prawdopodobnie kontrolują oni już 1/3 ze stu koncesji wydanych przez polski rząd. Należąca do rosyjskiego kapitału spółka DPV Service od lat ma kilkanaście polskich koncesji, ale nie wykonała dotąd nawet jednego odwiertu. Jedyną reakcją rządu Donalda Tuska na ewidentne naruszanie warunki koncesji przez Rosjan są nieskuteczne postępowania administracyjne. „Wiele wskazuje na to, że mimo ukraińskiego kryzysu zachodni biznesmeni wolą robić z Rosjanami interesy niż nakładać na nich sankcje” – zauważa „Gazeta Polska Codziennie”" [4].
[4] http://niezalezna.pl/53516-polskie-lupki-juz-oficjalnie-w-rekach-rosjan

P.S. 2 (dopisek z dnia 22.08.2014)
Transakcja została podpisana: "Rosyjski miliarder Michaił Fridman kupił od niemieckiego koncernu energetycznego RWE spółkę-córkę RWE Dea. Spółka ma cztery koncesje na poszukiwanie ropy i gazu w Polsce.  Informację – która nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona – podał Reuters, powołując się na swoje źródła.  RWE Dea przejął fundusz inwestycyjny LetterOne, którego właścicielem jest Michaił Fridman. To obecnie drugi  najbogatszy Rosjanin, którego majątek „Forbes” szacuje na 17,6 mld dolarów. Dzięki transakcji – opiewającej na ponad 5 mld euro – Rosjanie uzyskają dostęp do około dwustu koncesji na wydobycie ropy naftowej i gazu. Cztery z nich znajdują się w Polsce – m.in. na Podkarpaciu, w okolicy Limanowej, Nowego Sącza i Gorlic. Umowa w tej sprawie została podpisana już w marcu, ale czekała na zgodę rządu w Berlinie. Natomiast w lipcu zgodę na sprzedaż RWE Dea wydała Komisja Europejska. Transakcja ma być sposobem na wyjście z trudnej sytuacji niemieckiej spółki, której zadłużenie wynosi ponad 30 mld euro. Reuters przypomina, że niemieckie władze zgodziły się na przeprowadzenie transakcji, mimo jej kontrowersyjności. W kontekście konfliktu na wschodzie Ukrainy sprzedawanie Rosjanom firmy z sektora energetycznego nie jest bowiem rozsądnym posunięciem.  Z kolei portal forsal.pl podał, że jeszcze w maju Polska nie udzieliła zgody na przedłużenie koncesji rosyjskiemu miliarderowi. Powodem było zagrożenie bezpieczeństwa kraju, a także konflikt na Ukrainie i agresywna polityka gazowa Rosji" [5].  
RWE Dea zajmuje się ogólnie "zajmuje się wydobyciem gazu i ropy w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Norwegii i Egipcie. Posiada ponadto na terenie Niemiec podziemne zbiorniki na gaz. Rosyjski fundusz LetterOne z siedzibą w Luksemburgu należy do grupy inwestycyjnej Alfa" [6]

[5] http://niezalezna.pl/58625-polskie-zloza-gazu-w-rekach-rosyjskiego-oligarchy-michail-fridman-kupil-rwe-dea
[6]  http://telewizjarepublika.pl/rosjanie-prowadza-wojne-z-ukraina-tymczasem-interes-na-linii-moskwa-berlin-kwitnie,10707.html

P.S. 3 (dopisek z dnia 23.08.2014)
Poniżej post Z. Kuźmiuka, który jest niejako uzupełnieniem i rozszerzeniem informacji o transakcji rosyjskiego milionera wraz z oceną działań polskiego rządu...
"1. W ostatni piątek agencja DPA poinformowała, że niemiecki rząd zgodził się na transakcję polegającą na zakupie spółki RWE Dea funduszowi LetterOne, którego największym udziałowcem jest przyjaciel prezydenta Putina, rosyjski oligarcha Michaił Fridmann. Transakcja ta była badana od czerwca tego roku przez niemieckie ministerstwo gospodarki i mimo tego, że Unia Europejska nałożyła na Rosję sankcje dotyczące sektora energetycznego, Niemcy na tę transakcję się zgodzili. Ponoć koronnym argumentem za tą zgodą, był fakt, że wspomniany fundusz LetterOne ma siedzibę na terenie UE, a nie w Rosji, Niemcom nie przeszkadzało jednak, że pieniądze w tym funduszu pochodzą z Rosji, a niemiecka spółka jak najbardziej działa w sektorze energetycznym.
2. O transakcji było już głośno w marcu tego roku bowiem już wtedy media w Niemczech poinformowały, że niemiecki koncern energetyczny RWE sprzedaje za ponad 5 mld euro swoją spółkę córkę RWE Dea funduszowi inwestycyjnemu LetterOne z siedzibą w Luksemburgu, którego właścicielem jest rosyjska grupa inwestycyjna Alpha a z kolei jej głównym udziałowcem jest właśnie Fridman. Okazuje się, że RWE Dea posiada aż 190 koncesji na poszukiwania ropy i gazu na świecie w tym 6 koncesji na poszukiwania gazu łupkowego w Polsce (złoża położone około 100 km na południe od Krakowa na obszarze 3300 km2), a także jest operatorem niemieckich podziemnych zbiorników gazu. Wtedy niemiecki eurodeputowany i szef komisji spraw zagranicznych w Parlamencie Europejskim Elmar Brok, nazwał wprawdzie tę sprzedaż „nieodpowiedzialną” ale niemieckiemu Urzędowi Antymonopolowemu ta transakcja nie przeszkadza i jak zapowiedział, skontroluje ją dopiero po jej ostatecznym zawarciu.
3. Oczywiście nie mamy wpływu na to co robią niemieckie koncerny energetyczne i niemiecki rząd (choć europejska wspólna polityka energetyczna powinna także Niemcy do czegoś zobowiązywać) ale już wpływ na to jak krążą udzielone przez polskie ministerstwo środowiska koncesje na poszukiwania( wydobycie) gazu łupkowego w Polsce, powinniśmy jednak mieć. Beztroska urzędników rządu Tuska jednak i w tym zakresie doprowadziła jak się wydaje do niepowetowanych strat. Przypomnijmy tylko, że na początku stycznia tego roku, Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport pokontrolny dotyczący oceny działania administracji publicznej oraz przedsiębiorców podejmowane w związku z poszukiwaniem i rozpoznawaniem złóż gazu łupkowego w Polsce. 
4. Raport okazał się miażdżący dla administracji rządowej, a z ustaleń NIK wyłonił się bezmiar bałaganu, niekompetencji, nieodpowiedzialności, a być może czegoś więcej, świadomego torpedowania poszukiwań gazu łupkowego w naszym kraju między innymi poprzez brak kontroli nad obrotem koncesjami na poszukiwania (wydobycie) gazu łupkowego. NIK zwrócił także uwagę, że ze znacznym opóźnieniem prowadzono prace nad tzw. ustawą łupkową, a termin jej przesłania do Sejmu jest już spóźniony o ponad 1 rok, co grozi ograniczeniem przez przedsiębiorców skali prowadzonych bądź planowanych prac poszukiwawczych albo wręcz rezygnacją z dalszego poszukiwania gazu łupkowego w Polsce(została ona uchwalona przez Parlament tuż przed przerwą wakacyjną). Niestety w raporcie pokontrolnym NIK tych danych nie ma ale według informacji ekspertów z tej dziedziny już wtedy około 40% koncesji na wydobycie gazu łupkowego w Polsce było bezpośrednio albo pośrednio w rękach kapitału rosyjskiego. Teraz doszły kolejne i za jakiś czas może się okazać, że firmy z udziałem kapitału rosyjskiego nie są zainteresowane finansowaniem tego rodzaju poszukiwań na terenie naszego kraju. Niemcom jak widać mimo wojny prowadzonej przez Rosję na Ukrainie, poszerzanie wpływów przez rosyjski kapitał w ich kraju nie przeszkadza, a że niejako przy okazji, ten kapitał po transakcjach z ich firmami, przejmuje przyszłościową dziedzinę surowcową w Polsce, to już „zmartwienie” rządu Donalda Tuska" [7].
[7] http://zbigniewkuzmiuk.salon24.pl/602057,jak-niemcy-wykonuja-sankcje-przeciwko-rosji

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

wtorek, 4 marca 2014

A wystarczyłyby tylko: gaz i ropa z łupków aby powstrzymać W. Putina...

Jedną z najbardziej skutecznych metod walki politycznej Moskwy (dodajmy najbardziej prymitywną) jest zastraszanie potencjalnych przeciwników groźbą zmienności warunków dostaw przez Rosję surowców energetycznych (przede wszystkim: ropy i gazu).

Aby móc skutecznie prowadzić taką ekstensywną gospodarczo politykę szantażu Rosja przez lata budowała swoją infrastrukturę przesyłową tychże surowców, której ostatnim kulminacyjnym punktem był rurociąg północny po dnie Bałtyku.

Tenże rurociąg jak i ten przez Ukrainę jest wykorzystywany jako element przetargowy w obecnym konflikcie pomiędzy Rosją a Ukrainą i wprowadza elity europejskie w niemoc i inercję decyzyjną.

Naprawdę... Nie ma się czego bać! Polska i inne kraje mogą zastąpić rosyjskie dostawy gazu i ropy do Europy dzięki posiadanym własnym zasobom gazu i ropy łukowej. Wystarczy tylko chcieć i szybko zacząć wydobywać te surowce. Do czasu jednak rozpoczęcia ich wydobycia można sprowadzać np. gaz skroplony z USA, które - dzięki gazowi łupkowemu - już całkowicie uniezależniły się od importu tego surowca z Rosji!

Polskie złoża gazu łupkowego szacowane są obecnie na 350 - 1000 mld metrów sześciennych, co wystarczyłoby nam na 20-60 lat. Należy jednak pamiętać, że jeszcze niedawno szacowane były na 5,3 bln metrów sześciennych, co wystarczyłoby nam na 300 lat. Jaka jest prawda to w tej chwili nie jest ważne. Najistotniejszą rzeczą jest to, że taki okres (nawet podzielony przez ileś tam państw) byłby zabójstwem gospodarki rosyjskiej, która jest obecnie najbardziej ekstensywną z gospodarek światowych.

Prawdopodobnie tyleż samo posiadamy też ropy łupkowej, o której w ogóle się nie wspomina ... (sic!)

A przecież nie tylko Polska posiada owe zasoby...

I na nic już by się zdał szantaż energetyczny mitomańskiego i megalomańskiego Pana W. Putina...

P.S.

Na początku 2010 roku roku w tajnym raporcie GAZPROM przewidywał katastroficzne dla Rosji konsekwencje wydobywania w przyszłości gazu łupkowego: "Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman, na Morzu Barentsa. Gazprom uczynił to w raporcie, przygotowanym przez swój Zarząd dla Rady Dyrektorów koncernu, która zebrała się we wtorek w Moskwie, aby omówić politykę marketingową w warunkach globalnego kryzysu finansowo-gospodarczego. Dokument, którego główne tezy ujawnił w tym dniu zbliżony do Gazpromu dziennik "Kommiersant", zaprezentował wiceprezes monopolisty Aleksandr Miedwiediew (...) Według gazety, Miedwiediew przyznaje w raporcie, iż gaz łupkowy przekształcił rynek gazowy USA z deficytowego w samowystarczalny, a także, iż nadmiar gazu skroplonego (LNG) uderza w konkurencyjność rosyjskiego surowca w Unii Europejskiej (...) Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman, na Morzu Barentsa (...) Wiceszef Gazpromu potwierdza w dokumencie, że eksport rosyjskiego gazu w roku 2009 zmniejszył się o 11,4 proc. - do 140 mld metrów sześciennych surowca. Spadek był konsekwencją redukcji zużycia gazu (nie tylko rosyjskiego) w UE o 44 mld metrów sześciennych - do 555 mld. Raport nie zawiera danych na temat strat, jakie z tego powodu poniósł koncern. Jednak Miedwiediew przekazał wcześniej, że wpływy Gazpromu z eksportu błękitnego paliwa za ubiegły rok wyniosą 40-42 mld dolarów wobec 64 mld USD w 2008 roku (...) Złoże Sztokman, największe na świecie podmorskie pole gazowe, znajduje się w rosyjskim sektorze szelfu kontynentalnego w centralnej części Morza Barentsa na głębokości 280-360 metrów, w odległości ok. 550 km na północny wschód od Półwyspu Kolskiego. Jego potwierdzone zasoby wynoszą 3,8 bln metrów sześciennych gazu i 53,3 mln ton kondensatu gazowego (...) Opóźnienie projektu sztokmańskiego, a tym bardziej odstąpienie od niego, uderzyłoby również w projekt Nord Stream (Gazociąg Północny). To właśnie ze złoża Sztokman ma pochodzić część surowca, który za pośrednictwem Nord Stream przez Morze Bałtyckie ma popłynąć z Rosji do Niemiec.."




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com