Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 marca 2023

MKOl. Pro-hitlerowska i pro-putinowska organizacja?

Międzynarodowy Komitet Olimpijski w swojej historii nie ma szczęścia do przewodniczących pełniących swoją funkcję w okresach totalitarnych konfliktów. 

W czasie umacniania się hitlerowskiego, niemieckiego nazizmu przewodniczącym MKOl był Henri de Baillet-Latour, belgijski arystokrata, który nie tylko, że przejawiał sympatię do Hitlera i był antysemitą, to jeszcze walczył o zakaz uczestnictwa kobiet w Igrzyskach Olimpijskich. Za jego kadencji jako przewodniczącego MKOl (1925-1942) dwukrotnie w hitlerowskich Niemczech odbyły się IO: zimowe w 1936 i w tymże samym roku letnie w Berlinie. I gdyby nie II Wojna Światowa to również w 1940 roku odbyłyby się kolejne Igrzyska Zimowe w Niemczech.

""Po igrzyskach olimpijskich w 1936 roku (Henri de Baillet-Latour - dop.kj) został honorowym członkiem Freude und Arbeit , nazistowskiej organizacji sportowej niemieckiego ministra propagandy Paula Josepha Goebbelsa. W 1938 roku jego żona pogratulowała Hitlerowi aneksji Sudetów. W czerwcu 1939 r. MKOl jednogłośnie opowiedział się za zorganizowaniem przez Niemcy Zimowych Igrzysk w 1940 r., zastępując Japonię, która zwróciła prawo do organizacji tych igrzysk. De Baillet-Latour argumentował, że decyzja na korzyść nazistowskich Niemiec (...) pokazała niezależność MKOl od wpływów politycznych (sic!). W 1940 roku, kiedy Niemcy napadły na Belgię, jego żona podziękowała Hitlerowi „za sprowadzenie nazistowskiej ideologii do Belgii”" [1].

A teraz od 2013 roku przewodniczącym MKOl jest... Niemiec, były szermierz Thomas Bach, który jest po prostu pro-putinowski (pro-rosyjski) a nawet pro-chiński. To za jego kadencji odbyły się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Rosji (Soczi - 2014 rok!) i w Chinach (Pekin - 2022). 

"Odkryto, że Rosja majstrowała przy laboratorium antydopingowym na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2014 w Soczi i że rząd przez wiele lat sankcjonował doping wśród rosyjskich olimpijczyków. Przemawiając podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2018 roku, Thomas Bach wezwał do „przestrzegania zasad i zachowania czystości” i to jego wezwanie zostało powszechnie zinterpretowane jako odniesienie się do rosyjskiego skandalu. T. Bach został ostro skrytykowany za to, co wielu uważa za przymykanie oka na sponsorowane przez państwo rosyjskie działania dopingowe na igrzyskach olimpijskich. Jim Walden , adwokat dr Grigorija Rodczenkowa, nazwał posunięcie T. Bacha, by przywrócić Rosyjski Komitet Olimpijski po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2018 , pomimo pozytywnych testów narkotykowych podczas igrzysk, „słabością w obliczu zła” [2].

No i ten Niemiec jest (jak na razie roboczo wstępnie a nie ostatecznie) przeciwny wykluczeniu rosyjskich i białoruskich sportowców z Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w roku 2014. Chce aby ci sportowcy reprezentujący sporty indywidualne a nie drużynowe, wystąpili na igrzyskach pod neutralną flagą olimpijską, ale pod następującymi warunkami: będą występować pod neutralną flagą, nie będą związani z wojskiem i nie będą wspierać aktywnie wojny na Ukrainie [3].

Jakby się zastanowić nad warunkami indywidualnych występów rosyjskich i białoruskich sportowców w IO w Paryżu, to dwa ostatnie warunki są niemal niemożliwe do zweryfikowania. Rosja czy Białoruś może swobodnie ukryć związki sportowców z wojskiem albo stwierdzić, że określony zawodnik już z woskiem nie ma nic wspólnego a już do tego, co indywidualnie o wojnie myślą sportowcy, trudno się czasowo odnieść, bo zawsze mogą (nawet tylko dla "publiki") zmienić zdanie. 

Osobiście mam nadzieję, że jednak rosyjskich i białoruskich sportowców nie zobaczymy w Paryżu, choć moja nadzieja może być płonna... Nie po to przecież W. Putin inwestował w międzynarodowy sport oraz w organizacje sportowe, żeby teraz z tych związków i wpływów nic nie miał...



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 31 marca 2022

Satanistyczne źródła władzy tyranów: J. Stalina, A. Hitlera i W. Putina!

Z reguły oceniamy tyranów po ich tragicznych dla ludzi czynach. Uważamy ich za morderców, ludobójców, dewiantów psychicznych opętanych swoją psychopatyczną i mitomańską wizją świata, do którego chcą dążyć. Taki W. I. Lenin i później J. Stalin chcieli opanować świat i rozszerzyć swój klasowy, socjalistyczny komunizm na jak najwięcej krajów. A. Hitler zaś ubzdurał sobie, że Niemcy (Aryjczycy) są "rasą panów" i powinni panować nad innymi narodami a jego narodowo-socjalistyczna partia winna rządzić w jak największej liczbie krajów. Z kolei obecny W. Putin opętany jest ideą budowy imperialnej Wielkiej Rosji z takimi wpływami jakie miało komunistyczne ZSRR. 

Zauważmy jednak, że oni wszyscy a najdobitniej J. Stalin i A. Hitler nienawidzili chrześcijaństwa, ze szczególnym uwzględnieniem katolicyzmu, choć jak się wydaje prawosławie W. Putina jest tylko pozorowane "dla ludu". 

Tyle tylko, że człowiek jest też osobą duchową i jeżeli ducha nie wypełnia Bóg - Pan Życia to w to miejsce z reguły pojawia się Szatan - Pan Śmierci. I przez tegoż Szatana opętani byli i są niemal wszyscy tyrani oraz ich najbliżsi współpracownicy, których okultystyczne wierzenia często miały duży wpływ na samych przywódców.  

Diabelskie źródła komunizmu tkwią u jego zarania, czyli począwszy od K. Marksa. ""Nie ma pewności, czy był opętany. Wiadomo natomiast, że należał do sekty satanistów (...) Podczas studiów uniwersyteckich K. Marks parał się poezją, której wymowa była satanistyczna i jednoznacznie określała, iż oddał swoją duszę diabłu: 

"Wyziewy piekielne pochodzą od mego mózgu
I napełniają go aż ja staję się szalony.
Aż moje serce staje się zupełnie zmienione.
Patrz na tę szpadę,
Książę ciemności sprzedał ją. (fragment utworu K. Marksa „Le Menestrel”)"" [1]. 

Z kolei rosyjski anarchista Bakunin, z którym Marks przez długi czas (do ostatniego zjazdu I Międzynarodówki) utrzymywał przyjacielskie kontakty, tak pisał o szatanie: "Diabeł jest pierwszym wolnomyślicielem (masonem) i zbawicielem świata. On uwolnił Adama, wycisnął mu na czole zwycięstwo i wolność ludzkości przez uczynienie go nieposłusznym" [1].

Symptomatyczne jest to, że cała partia komunistyczna w Rosji Sowieckiej była przesiąknięta okultyzmem. Jeszcze w przedrewolucyjnej Rosji dość dużą popularnością cieszył się neookultyzm reprezentowany przez Zakon Martynistów, wedle którego jej członkowie, podobnie jak teozofowie związani z satanistką Madame Blavatską, utrzymywali, że na Wschodzie (najprawdopodobniej w Tybecie lub w Himalajach) istnieje podziemna kraina, praojczyzna Ariów, zamieszkiwana przez świętych, nieśmiertelnych ludzi (czy też raczej nadludzi), którzy z ukrycia uczestniczą w kierowaniu sprawami świata. Pojawienie się komunizmu i jego triumfy zostały odebrane przez wielu okultystów jako aktywne włączenie się do walki o duszę świata owych niewidzialnych nieśmiertelnych. Rewolucję bolszewicką postrzegali oni jako mistyczną akcję.

"W 1909 roku Makijewski wprowadził Bokija do loży martynistów. Po latach Bokij stał się jednym z najbardziej wpływowych czekistów w państwie i kierował nawet Oddziałem Specjalnym GPU [GPU to późniejsza nazwa CzeKa, poprzedzająca NKWD].

W 1924 roku w mieszkaniu Aleksandra Barczenki zjawili się oficerowie GPU: Riks, Otte, Lejsmer-Szwarc i Bliumkin, którzy zaproponowali mu inkorporowanie swoich okultystycznych idei w struktury GPU. Barczenko zgodził się i od tego czasu „Jedyne Robotnicze Bractwo” stało się częścią sowieckiego kontrwywiadu, a pieczę nad nim sprawował Bokij. Zajmowało się ono wykorzystywaniem zjawisk paranormalnych do pracy wywiadowczej i kontrwywiadowczej. Barczenko (najpierw pracownik laboratorium biofizyki Politechniki Moskiewskiej, potem Moskiewskiego Instytutu Energetycznego, a w końcu laboratorium neuroenergii w Instytucie Medycyny Eksperymentalnej) uczył czekistów telepatii, hipnozy oraz technik okultystycznych. Chodziło o opanowanie niekonwencjonalnych technik porozumiewania się na odległość czy werbowania współpracowników" [1]. Członkiem Bractwa był m.in. szef NKWD – G. Jagoda.

W stalinowskiej Rosji były też i inne organizacje okultystyczne jak np. grupa anarchisty Karelina czy „Zakon Polarnych”, do którego miał należeć M. Tuchaczewski. 

Sam Józef Stalin był również silnie związany z okultyzmem. Na Kremlu często gościł polskiego jasnowidza żydowskiego pochodzenia i hipnotyzera, Wolfa Messinga. Miał kontakty z prawosławnymi mistykami, ezoterykami, a nawet czarownicami. Często spotykał się z Matroną Moskiewską - mistyczką, która posiadała dar jasnowidzenia i czytania w myślach czy też z tzw.: „wiedźmą Stalina” – okultystką Natalią Lwowną. 

Podobnie było z A. Hitlerem i jego otoczeniem. Całe NSDAP i wielu jego aktywistów było kontynuacją w prostej linii Towarzystwa Thule (Thule Gesellschaft) [2], które "było tajną rasistowską i quasi-masońską organizacją, która powstała w Monachium w końcowej fazie I wojny światowej (...)" i opierało się na ariozofii, czyli rasistowskiej i okultystycznej doktrynie stworzonej wewnątrz Ruchu Ludowego w Niemczech przez Guido von Lista [3] i przedstawionej przez Jörga Lanza von Liebenfelsa [4] a opowiadającej się za dominacją rasy aryjskiej oraz głoszącej jej panowanie nad światem.

Z Towarzystwem Thule A. Hitler po raz pierwszy miał kontakt podczas I wojny światowej w Monachium, gdzie poznał Dietricha Eckarta – dziennikarza i polityka o ezoterycznych zainteresowaniach. I to właśnie dzięki niemu Adolf trafił do tej organizacji rasistowskiej, której  członkowie obawiali się Żydów i Cyganów, ponieważ uważali, że rozprzestrzeniają oni złą magię. W 1919 roku członkowie organizacji postanowili założyć partię polityczną o nazwie Niemiecka Partia Pracy (DAP). W niedługim czasie Hitler został jej przewodniczącym a partia została przekształcona w NSDAP.

Nazistowski okultyzm również - jak w przypadku komunizmu - miał ścisłe związki z poglądami głoszonymi przez satanistkę i okultystkę  H. Bławatską, szczególnie w zakresie wyższości rasowej. A. Hitler uważał, podobnie jak Bławatska, że Aryjczycy stopniowo oddzielą się od pozostałych ras i przekształcą się w nowy doskonały gatunek ludzi. Sama nazistowska swastyka, czyli odwrócony  Krzyż Gamma jest symboliką Antychrysta, bowiem tradycyjnie jego ramiona winny się łamać w lewą stronę a łamią się w prawą stronę. Odwrócona swastyka symbolizuje zapewne Szatana (podobnie jak w okultystyce odwrócony krzyż). 

A. Hitler był wielbicielem astrologii, numerologii, działalności medium, hipnozy i wróżenia z wody. W Towarzystwie Thule spotkał tych, którzy pomogliby mu przejąć Niemcy i rozpocząć II wojnę światową – Rudolfa Hessa, Heinricha Himmlera, Martina Bormanna, Dietricha Eckarta, Alfreda Rosenberga i Hermanna Goeringa. Wewnętrzna Sekty Towarzystwa - Vril była oddana złu, działała w całkowitej tajemnicy, robiąc wszystko, co promowałoby aryjską potęgę. "Od prostych zabójstw politycznych, poprzez wywoływanie duchów zmarłych, składanie ofiar z ludzi, poprzez orgie seksualne i wzywanie tajemniczych energii. Towarzystwo Vril było znane z tego, że podczas orgii przywołuje energie okultystyczne. Kobiety w takich orgiach były opętywane przez duchy i zaczynały mówić ich językami, a ich proroctwa traktowano śmiertelnie poważnie. Jednak najciemniejszą stroną działalności członków Vril było składanie ofiar z dzieci, którym podrzynano gardła i zadawano ciosy nożem w klatkę piersiową. W szczytowym momencie potęgi towarzystwa w 1920 roku w Monachium zniknęły setki dzieci, co wiązane jest bezpośrednio z mroczną, okultystyczną działalnością samego Hitlera" [5].

A. Hitler też zwracał uwagę na mistykę określonych miejsc. Takim nadzwyczajnym miejscem dla A. Hitlera była twierdza i jednocześnie jego oficjalna rezydencja – Berghof. To właśnie tutaj spędził on największą część II wojny światowej oraz podejmował najważniejsze decyzje. Twierdził, że wewnątrz góry, na którą miał widok z Berghofu, znajduje się duch cesarza Barbarossy, który dodawał mu siły. 

Jeszcze większym od A. Hitlera okultystą był dowódca SS, H. Himmler, "który wprowadził wiele elementów symboliki okultystycznej i neopogańskiej do oficjalnych świąt nazistowskich, m.in. do rytuału przyjęcia 14-letnich dzieci do Hitler Jugend w ostatnią niedzielę marca oraz do święta przesilenia letniego, podczas którego oficerowie SS zawierali małżeństwa. Po 1937 na stadionie olimpijskim zapalany był znicz symbolizujący zwycięstwo Aryjczyków nad niższymi rasami oraz oczyszczenie świata" [6]. "Himmler nawet miał swojego osobistego maga - specjalistę od okultyzmu. Był nim Karl Maria Willigut (1866-1946), znajdujący się zresztą intelektualnie do pewnego stopnia pod wpływem Guido von Lista" [7].

O szatańskich i okulistycznych źródłach nazizmu szczegółowiej można zapoznać się oglądając poniższe filmy:




Łatwo zauważyć podobieństwo komunistycznego okultyzmu do ezoteryzmu hitlerowskiego: ten sam motyw „aryjskich przodków”, ta sama fascynacja Tybetem, podobne zainteresowanie telepatią i hipnozą, swoisty „kosmizm” i eschatologia. 

Tym kierowali się dwaj najwięksi tyrani XX wieku i ich najbliżsi wyznawcy i współpracownicy. 

Wydaje się, że nowy tyran, tym razem już XXI wieczny, W. Putin też szuka swoich duchowych inspiracji w szatańskim okultyzmie. 

Chociaż - jak pisałem wcześniej - "okresem rozkwitu okultyzmu była m.in. rewolucja 1905 roku, I wojna światowa i Rewolucja Październikowa" [8] i cały okres komunizmu to i po upadku ZSRR idee okultystyczne trwają w najlepsze i oprócz tego, że znajdują swoich zwolenników wśród przedstawicieli władzy to też przez tą władzę są wykorzystywane do ogłupiania zwyczajnych Rosjan, którzy są "plastycznym" odbiorcą okultyzmu. Szczególnie, gdy wiąże się to z ideą Wielkiej Rosji [8]. 

"Niektórzy obserwatorzy Rosji po cichu opowiadają nie od dziś, że W. Putin zagustował w okultyzmie, klątwach, ziołach i amuletach" [9]. Podaje się w tym obszarze przykład częstych urlopowych wycieczek W. Putina z ministrem obrony Siergiejem Szojgu do Tuwy, z której pochodzi Szojgu a Tuwa ma tradycje szamańskie. Wycieczki prezydenta z wiernym ministrem mają, jak twierdzą dobrze poinformowane moskiewskie wróble, nie tylko wymiar relaksu, lecz także stwarzają możliwość odbycia obrzędów zapewniających zdrowie i długowieczność. 

Innym przykładem jest doradca W. Putina - Aleksandr Dugin. "Ten najwybitniejszy obecnie przedstawiciel tradycjonalizmu integralnego w Rosji jest zdania, że bolszewizm nie zniszczył wcale ezoterycznej tradycji rosyjskiej, lecz przyswoił ją sobie w nowej formie. Zdaniem Dugina głównym rysem sowieckiego komunizmu nie był wcale materializm, lecz kosmizm (...) Dugin często przypomina, że były seminarzysta gruziński Józef Dżugaszwili vel Stalin podpisywał swoje pierwsze prace pseudonimami „Demonoszwili” i „Biesoszwili” (...) A. Dugin twierdzi, iż ezoteryczny bolszewizm od samego początku znajdował się pod wpływem zapośredniczonej z wierzeń egipskich idei rezurekcji zmarłych, powstrzymania procesu gnicia i transformacji zwłok do nowego życia. Mauzoleum Lenina, w którym zakonserwowane jest ciało i mózg wodza rewolucji, zbudowane zostało według planów zbliżonych do egipskich ściętych piramid, w jakich na powtórne ożycie czekały zabalsamowane zwłoki faraonów. Wiosną 1997 roku dyrektor Mauzoleum Lenina oświadczył, że jest technicznie możliwe sklonowanie Włodzimierza Iljicza" [1]. Zresztą A. Dugina i całe GRU uważa się za członków okultystycznych masońskich Iluminatów zaś np. dr S. Krajski mówi o nich jako o członkach okultystycznej loży masońskiej rytu francuskiego zmodyfikowanego do rosyjskich uwarunkowań tzw. "duszy rosyjskiej". 

Ostatnio zaś poinformowano, że sto kobiet ze stowarzyszenia "Wielkie Wiedźmy Rosji", zajmującego się czarną magią i pokrewnymi sztukami, przeprowadziło okultystyczną ceremonię "wzmocnienia" człowieka, który wydał rozkaz zbrojnej napaści na Ukrainę. ""Sabat rosyjskich czarownic miał miejsce w Moskwie 12 marca. Około stu kobiet, zajmujących się czarną magią i pokrewnymi sztukami, ubranych w długie czarne habity z kapturami z obrazkami ptaków drapieżnych, wyraziło swą solidarność z prezydentem Rosji. "Ten, kto słyszy, ale nie słucha, ten, kto widzi, ale nie zauważa, ten, kto jest, był i będzie, nie zapomni moich słów: powstań, siło Rosji, prowadź naszego prezydenta Władimira Putina drogą sprawiedliwości" - wzywała Alona Polin, naczelna czarownica Rosji, założycielka stowarzyszenia "Wielkie Wiedźmy Rosji" (...) eans miał charakter okultystyczny. " Niech się objawi wielka siła Rosji" - powtarzała zahipnotyzowana Alona, rzucając jednocześnie na cały świat przekleństwa na wrogów państwa, na co inne czarownice odpowiadały entuzjastycznie: "Zaprawdę!". Następnie rzuciła swój szal na położony pośrodku sali obok dużej zapalonej świecy portret głowy państwa, chroniąc go w ten sposób symbolicznie"" [10].

Zastanawiając się nad tym wszystkim oraz niezależnie od naszego światopoglądu czy wierzeń, to warto jednak pamiętać, że prędzej czy później dobro zawsze zwyciężało zło i zwycięży też w dzisiejszych czasach. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 14 listopada 2021

A przewieźć tych migrantów do granicy z Niemcami!

A może tak na polską granicę z Białorusią podstawić nasze środki transportu i bezpośrednio przewieźć migrantów do granicy z Niemcami! I niech one się martwią nową falą nachodźców, skoro cały ten kryzys został tak naprawdę przez nie wywołany a tak naprawdę migranci po prostu i tak za swój cel podróży uznają przede wszystkim właśnie Niemcy!

Faktem jest, że nasza granica z Białorusią jest jednocześnie wschodnią granicą Unii Europejskiej. Wedle podpisanych traktatów winniśmy jej bronić, ale też otrzymać niezbędną pomoc od UE, w tym finansową, ale także rzeczową, ludzką i polityczną. Dodatkowo jest też granicą z NATO i ten pakt obronny też winniśmy wykorzystać w obecnej sytuacji. 

Ale... Czy naprawdę - w świetle ciągłych ataków na nas ze strony niemieckiej UE - nie powinniśmy działać pragmatycznie i zrzucić ten problem migracyjny na Niemcy? Być może nawet sama groźba i pokaz determinacji strony polskiej chcącej przewieźć migrantów na granicę z Niemcami, byłby dla nich otrzeźwiający. Po co znów mamy nadstawiać policzka "za wolność naszą i waszą", skoro i tak nie zostanie to nigdy docenione, tym bardziej ze strony Niemiec, które też prowadzą wobec nas swoistą wojnę hybrydową?

Sytuacja na granicy z Białorusią jest coraz groźniejsza. Być może niedługo padną strzały i poleje się krew. Mogą zginąć nasi żołnierze, policjanci czy funkcjonariusze Straży Granicznej. Po co nam to? 

Dobrze, że do teraz polski rząd nie ugiął się ani Mińskowi, ani Moskwie ani naszej V kolumnie w postaci totalno-lewicowej opozycji. Robiliśmy od początku swoje, choć wewnątrz kraju spadały kalumnie krytyki wobec naszych funkcjonariuszy broniących polskiej, ale i unijnej granicy. Jakże ta postawa zdrajców Polski jest odmienna od opozycji w takich krajach jak Litwa czy Łotwa... Tam cała opozycja (za wyjątkiem jednego głosu) poparła wprowadzenie stanu wyjątkowego w tych krajach i poparła wszelkie działania mające na celu ochronić ich granice (np. budowa zasieków i muru granicznego). Szkoda, że w mojej Ojczyźnie nie ma tak patriotycznej opozycji... a jest albo proniemiecka, albo prorosyjska, albo prożydowska, ale nie propolska. W dużej części jest też zwykłą cyniczną grą noszącą znamiona zdrady narodowej racji stanu. 

Taką wewnętrzną V kolumnę przecież widzi zarówno Łukaszenko jak i Putin. Obydwoje też widzą ataki na nasz kraj ze strony Unii Europejskiej a teraz też nawet ze strony USA. To ich ośmiela do działań, których efektów nie jesteśmy w stanie przewidzieć... oprócz tego, że będzie dalej eskalował ten konflikt aż najprawdopodobniej do lokalnego rozlewu krwi. 

Dlatego właśnie pod rozwagę poddaję obecnym rządzącym ten pomysł z przewiezieniem migrantów nad granicę z Niemcami. One tych imigrantów na pewno przyjmą, bo i tak teraz w Niemczech będzie rządziła lewicowo-zielono-liberalna lewica, która u początku władzy nie będzie mogła okazać się "bezduszna" wobec tych nachodźców.  I dzięki temu oddalimy od naszych chłopców widmo śmierci. 

P.S.
Podobnego manewru dokonał też V. Orban, który też na początku stawiał zasieki i walczył z migrantami na granicy węgierskiej... ale jak się okazało, że to nic nie daje przepuścił ich do krajów Starej UE (przede wszystkim do Niemiec) i problem został rozwiązany. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 30 grudnia 2019

O co chodzi W. Putinowi?

Władimir Putin raczył był bardzo ostro i poza jakimikolwiek konwenansami dyplomatycznymi nazwać nas współwinnymi rozpoczęcia II Wojny Światowej i określić nas antysemitami, którzy są współodpowiedzialni za żydowski Holocaust.

To oburzające i na wskroś bezczelne kłamstwo jest powrotem do retoryki stalinowskiej propagandy, i odzwierciedla tradycyjnie antypolskie nastawienie moskiewskich władz a W. Putina szczególnie.

Cóż takiego się stało, że akurat teraz tak ryzykowne i ahistoryczne stwierdzenia padły z ust przywódcy Moskwy?

Przyczyn jest kilka, ale można je najprościej podzielić na wewnętrzne i zewnętrzne, chociaż jedne i drugie nawzajem się przenikają, dlatego też wymieniem je bez tegoż podziału. Mało tego! Niektóre  przyczyny są nawzajem sprzeczne. Należą do nich:

1) Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna Rosji, co powoduje, iż W. Putin jest zmuszony do przekierowania opinii publicznej na inny, bardzo wrażliwy dla Rosjan temat, czyli tzw. "wojny ojczyźnianej", która jest przez nich uważana za "świętą" a informacje o tym, iż J. Stalin sprzymierzył się z A. Hitlerem jest przez większość uważana za kłamliwą. W. Putin gra po prostu Rosjanami dla własnych celów, które skupiają się na podtrzymywaniu Rosjan o ich mocarstwowości,

2) Wewnętrzne przekonanie o sile militarnej Rosji, która podobno jest większa niż Stanów Zjednoczonych. Moskwa wydaje ogromne pieniądze na zbrojenia i krążą legendy o nowych rosyjskich rakietach, które swoimi parametrami przewyższają znacznie rakiety amerykańskie. Chodzi tu o najnowszą broń hipersoniczną "Avangard", która może przenosić ładunki jądrowe z taką szybkością, która nie pozwoli Amerykanom na skuteczną obronę,

3) Struktura narodowościowa oligarchów rosyjskich, którzy są w 20% najbogatszymi Żydami w Rosji z sekty Chabad Lubawicz  i W. Putin atakując Polskę chce też ich pozyskać dla wewnętrznej rozgrywki, ale także dla międzynarodowej, czyli jest to typowy "ukłon" dla wrogich Polsce środowisk żydowskich.

4) W powyższym kontekście warto też wspomnieć, że putinowski atak na Polskę odbywa się przed uroczystymi obchodami wyzwolenia Auschwitz-Birkenau w Jerozolimie, gdzie nie przewidziano wystąpienia naszego prezydenta a ma tam przemawiać i Putin i prezydent Niemiec czy prezydent Francji. Nietrudno się więc domyślić, że ten atak ma na celu zdyskredytowanie Polski na tej uroczystości i W. Putinowi chodziło o sprowokowanie Polaków do ostrej reakcji a tym samym odwołanie wizyty A. Dudy w Jerozolimie, co chyba się udało. Mam nieprzyjemne poczucie ścisłej antypolskiej współpracy Żydów z Putinem z domieszką antypolskości Niemców i kreowania przez nich nowej historii II WŚ.

5) Słabnąca pozycja prezydenta USA D. Trumpa, który ma duże problemy z impeachmentem, choć tak naprawdę W. Putinowi chodzi o pozyskanie przychylności Żydów amerykańskich, którzy na D. Trumpa mają duży wpływ. W tym kontekście należałoby też wspomnieć o ustawie 447 JUST, która przyszłościowo może spowodować konieczność zapłaty przez Polskę ogromnych  restytucji dla organizacji żydowskich,

6) Rosnąca pozycja Polski w regionie. Chodzi tu o wojska amerykańskie w Polsce ("szpic" wojsk natowskich) oraz o polskie zbrojenia, w tym w ramach tzw. "tarczy rakietowej",

7) Kończąca się umowa gazowa z Rosją, co spowoduje znaczny spadek dochodów Gazpromu,

8) Restrykcje amerykańskie wobec budowy Nord Stream 2. W tej sytuacji W. Putin postanowił zaatakować Polskę jako największego sojusznika USA w Europie i państwo, które najbardziej sprzeciwia się budowie tegoż gazociągu,

9) Chęć skonfliktowania państw należących do Unii Europejskiej. Od dawna wiadomo, że UE to niemiecka UE a z Niemcami Moskwa miała i ma bardzo dobre stosunki. Można nawet powiedzieć, że przyjacielskie. Tyle tylko, że Polska zaczęła wdrażać w życie ideę "Trójmorza", która to nie podoba się zarówno Niemcom, jak i Moskwie,

10) Odradzający się w Moskwie neoimperializm i chęć zdominowania USA, choćby w postaci zintensyfikowania współpracy w ramach krajów BRICS ( Brazylii, Rosji, Indii, Chin oraz od 2011 Republiki Południowej Afryki). Do tego dochodzi popieranie Rosji dla Iranu, który jest wrogiem numer jeden USA i bliska współpraca z Izraelem (częste spotkania prezydentów tych krajów).

11) Mimo wszystko chęć Rosji do ponownego resetu stosunków z USA a tym samym ponowne doprowadzenie do izolacji Polski.

Czy wymieniłem wszystkie przyczyny takiego a nie innego stanowiska W. Putina? Zapewne nie, ale nich ten post będzie przyczynkiem do dyskusji.



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 13 marca 2017

D. Tusk, służby specjalne, agentura i kolejne "dno" "wyboru" na szefa RE!

Bodajże S. Michalkiewicz wspominał onegdaj, że każde państwo musi mieć w czasie zawsze swoją kontynuację. I ta kontynuacja w przypadku monarchii jest oczywista. Są to potomkowie określonej dynastii, którzy przejmują władzę i są kontynuatorami istnienia państwa.

Współcześnie w Europie są następujące monarchie (z reguły konstytucyjne): Księstwo Andory, Królestwo Belgii, Królestwo Danii, Królestwo Hiszpanii, Królestwo Niderlandów (Holandii), Księstwo Liechtensteinu, Wielkie Księstwo Luksemburga, Księstwo Monako, Księstwo Norwegii, Księstwo Szwecji, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Państwo-miasto Watykan.

Wszystkie te w/w państwa spełniają wymóg kontynuacji istnienia dzięki monarchii, oprócz Watykanu.

A jak jest z republikami?

Otóż wymuszenie tzw. demokracji (w wyniku lewicowo-syjonistycznych rewolucji) w określonych państwach mieniących się republikańskimi jest wynikiem obalenia naturalnego porządku rzeczy i cechuje się przekazaniem władzy osobom z wyboru ludu, niezależnie od umiejętności, wiedzy, doświadczenia, kośćca moralnego, uczciwości, narodowości, religii, władztwa umysłowego, majątku czy zdolności intelektualnych głosujących. Innymi słowy przywódców czy osób sprawujących władzę w danym państwie mogą wybierać też różnego rodzaju grzesznicy, zdrajcy, antypaństwowcy, obcokrajowcy czy ludzie zupełnie ograniczeni umysłowo, czyli np.: debile, mordercy, inni przestępcy, dewianci - też seksualni, wariaci, pedofile, gwałciciele, pijackie żule, zdrajcy, agenci obcych państw, kłamcy, konformiści, komuniści, naziści, hedoniści, marksiści, totalitaryści czy też osoby bez żadnego wykształcenia i niewiedzące nic o tym, co dzieje się w świecie, itp. Takie podejście do uzyskania władzy jest nadrzędnym priorytetem tzw. demokracji i powoduje, iż władza pochodząca z powszechnego wyboru jest niezdolna do kontynuacji istnienia określonego państwa.

Jeżeli tak jest i władza demokratycznie zmienia się np. co cztery lata musi istnieć ośrodek władzy, który - zamiast monarchii - będzie gwarantem dalszego istnienia określonego kraju. Takim ośrodkiem władzy stały się niestety i są... służby specjalne każdego państwa tzw. demokratycznego a nie opartego na monarchii konstytucyjnej czy parlamentarnej.

Pod moim tekstem o "wyborze" D. Tuska na szefa Rady Europejskiej [1] wywiązała się w pewnym momencie ciekawa moja dyskusja z lemingowymi blogerami salonu24, niejakimi: Czesławem GaulKorem i 
Lchlipem.

Otóż ten pierwszy raczył napisać:

"Merkel udowodniła że głos "PIS-Suwerena" nic nie znaczy w Europie. Albo Jarek się obudzi albo wykopią nas z UE, nawet Węgrzy mają dość fachmana Kaczyńskiego. Putin wykorzysta głupotę polskiego rządu". 

Odpowiedziałem następująco:

"Bardzo się cieszę, że Pan mówi, iż to A. Merkel udowodniła coś PiS-owi. Tym samym zgadza się Pan ze mną, iż UE to tak naprawdę IV Rzesza Niemiecka. I A. Merkel faktycznie to udowodniła Polsce, ale nieopatrznie też udowodniła - bezsensownie zresztą - to samo innym krajom i nie wiem czy im się to podoba. Mając w pamięci I i II WŚ chyba nie. A opór Polski? W czasie II WŚ tylko Polska potrafiła się Niemcom przeciwstawić i stworzyć Państwo Podziemne. A Putin? Kiedyś onieśmielił Merkelową rozmawiając z nią w towarzystwie swoich dobermanów, a A. Merkel panicznie boi się psów. A poza tym... dziś większym wrogiem Polski jest zniemczona UE niż Rosja".

Natomiast odpowiadając blogerowi, Panu Jackowi Kowalskiemu napisałem w komentarzu:

"Największym sukcesem całej akcji PiS-u jest pokazanie wszystkim krajom w UE, że jest ona li tylko IV Rzeszą Niemiecką. I tutaj Angela Merkel dała się ograć Kaczyńskiemu jak mała dziewczynka... ale skoro od zawsze była wschodnioniemiecką agentką, to nie należy się dziwić, że bez instrukcji nie umiała od razu racjonalnie zareagować. A TW Oscar? No cóż... Zdrajca a tym bardziej niemiecki agent a do tego Niemiec zawsze pozostanie Niemcem, choć może być i Prusakiem..."

Na taki mój komentarz odpowiedział właśnie Lchlip: 

"A fe! To się chyba nazywa INSYNUACJA i HEJT."

Ja zaś napisałem m.in.:

"A swoją drogą to za czasów brylowania A. Merkel na salonach NRD to W. Putin był rezydentem KGB w Berlinie...

Ukazanie się w bardzo szybkim tempie książki Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna wywołało burzę w Niemczech. Książka ta dotyczy życia i działalności Angeli Merkel w NRD i odsłania nieznane, a raczej utajnione dotychczas czarne strony życiorysu obecnej kanclerz Niemiec:

…..Wir können belegen, dass Angela Merkel dem DDR-System näher war als bislang bekannt. Während ihrer Tätigkeit an der Akademie der Wissenschaften der DDR war sie an ihrem ­Institut Funktionärin, beispielsweise von 1981 an als FDJ-Sekretärin für Agitation und Propaganda, was sie bis heute bestreitet. Außerdem saß sie in der Betriebsgewerkschafts-Leitung.“ …. (
Jesteśmy w stanie udowodnić ze Angela Merkel systemowi NRD była znacznie bliższa aniżeli dotychczas jest nam to znane. Podczas swych zajęć na akademii nauk w dawnej NRD była funkcjonariuszka partii i tak w roku 1981 dla przykładu była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ oraz członkiem władz komisji zakładowej tejże uczelni).

Poza tym Wolfgang Schnur oraz Lothar de Maizière, wysoko postawieni działacze byłej NRD byli nie tylko opiekunami ale także osobami prowadzącymi Angelę Merkel. Pod koniec bytu NRD byli tymi, którzy tworzyli we wschodnich Niemczech oddziały zachodnioniemieckiej partii CDU. Autorzy książki zapewniają,  że są w posiadaniu licznej dokumentacji potwierdzającej wcześniejsze życie pani kanclerz i są gotowi skonfrontować fakty z Angelą Merkel.

Z tego co wiem A. Merkel nie podała autorów do sądu ani nie zdobyła się na konfrontację z nimi".


W uzupełnieniu moich komentarzy warto napisać, że wedle wielu historyków i analityków D. Tusk być może był (jest?) agentem zachodnioniemieckiego wywiadu BND a jego partia KL-D była finansowana właśnie przez ten wywiad a A. Merkel należy dziś do CDU. 

W powyższym kontekście dowiadujemy się dzisiaj, że już 1 marca 2017 roku, czyli na 8 dni przed szczytem w Brukseli, D. Tusk został wezwany na przesłuchanie w dniu 15 marca do Prokuratury Okręgowej w Warszawie jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy pomiędzy Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) a rosyjskim FSB. W tymże śledztwie postawiono już pierwsze zarzuty gen. Januszowi Noskowi oraz jego następcy na stanowisku szefa SKW Piotrowi Pytlowi. Wydział wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie zarzuca im przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści.

"Zawarta w kwietniu 2010 r., tuż po katastrofie smoleńskiej, umowa o współpracy między SKW i FSB dotyczyła współdziałania stron przeciwko zagrożeniom odnoszącym się do którejkolwiek ze stron. A takim zagrożeniem dla FSB były m.in. działania podejmowane przez Amerykanów oraz NATO. Na celowniku SKW znalazł się prok. Marek Pasionek, który był jednym z prokuratorów nadzorujących śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie katastrofy smoleńskiej" - pisała "GPC". Okolicznościami zawarcia umowy pomiędzy Służbą Kontrwywiadu Wojskowego a rosyjskim FSB, a także konsekwencjami jakie wynikły z tego kuriozalnego porozumienia, zajął się Wydział Wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Pod lupą śledczych znalazły się m.in. wizyty Rosjan w siedzibie SKW oraz delegacje gen. Janusza Noska oraz Piotra Pytla w Rosji. Według świadków przebywający w Polsce funkcjonariusze FSB mieli możliwość swobodnego poruszania się po siedzibie SKW, a na służbowym parkingu stał ich samochód, którego nie sprawdzono m.in. pod kątem urządzeń szpiegowskich. Takich przywilejów nie mieli oficerowie SKW, którzy podczas wizyty w Rosji byli pod stałą obserwacją i kontrolą FSB" [2].

Znamienne jest, że wówczas to premier D. Tusk koordynował służby specjalne (dziś Mariusz Kamiński) a gen. Nosek stwierdził, iż była zgoda D. Tuska na podjęcie współpracy z Rosjanami [3]. Poza jednak wszelkimi innymi zakresami obowiązków to zawsze premier ostatecznie jest odpowiedzialny za służby specjalne w Polsce.

Wedle ostatnich informacji "rzecznik szefa Rady Europejskiej poinformował, że ze względu na obowiązki Donald Tusk nie będzie mógł pojawić się w środę w Polsce. Jak tłumaczył, Tusk będzie musiał wtedy zdać raport Parlamentowi Europejskiemu z ostatniej sesji Rady Europejskiej (...) Prokuratura Okręgowa ma wyznaczyć nowy termin przesłuchania Donalda Tuska w sprawie współpracy SKW z rosyjską bezpieką, najprawdopodobniej w pierwsze połowie kwietnia bieżącego roku" [4].

Jak dodatkowo podaje niezależna.pl ustami jej redaktora naczelnego T. Sakiewicza i Doroty Kani: 

"Przypominam, że to śledztwo pojawiło się po doniesieniach „Gazety Polskiej Codziennie” z grudnia na temat współpracy oficerów SKW z rosyjskimi służbami. Zeznania Donalda Tuska są istotne, ponieważ ta współpraca byłaby częściowo zalegalizowana, gdyby była na to zgoda ówczesnego premiera. To premier ustawowo odpowiada za służby specjalne w Polsce. Jeżeli takiej zgody nie było, to mamy do czynienia z daleko idącym przekroczeniem kompetencji, jeżeli nie czymś dużo większym (...) Czy Donald Tusk miał wiedzę na ten temat, czy wyraził zgodę; jeżeli wyraził zgodę, to na jakiej zasadzie, dlaczego po tragedii w Smoleńsku służby po cichu podjęły współpracę z Rosjanami? (...) Wtedy podpisano tę umowę. Funkcjonariusze FSB odwiedzili siedzibę SKW na ulicy Oczki i chodzili po całym budynku. To było niedopuszczalne. Polska była ustawiona w roli petenta. Służby rosyjskie dawały nam to, co chciały, a nie to, co powinny nam dać [5]". 

Nie chciałbym wyciągać daleko idących wniosków, ale współpraca z agentami obcych i wrogich Polsce służb specjalnych nosi znamiona zdrady głównej i jest karana o wiele wyżej niż jakieś afery w stylu AmberGold.

W. Putin, A. Merkel, D. Tusk - KGB, STASI, BND.... Hm...

Pozdrawiam

P.S. Jakoś dziwnie dzisiaj też została "odpalona" afera z niby słowami  Marine Le Pen, której fałszywie przypisano w Rzeczpospolitej słowa o wspólnym z Kaczyńskim demontażu UE.

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2017/03/zwyciestwo-tuska-to-tak-naprawde.html
[2] http://niezalezna.pl/95284-tusk-wezwany-na-przesluchanie-bedzie-pytany-o-tajna-umowe-ze-sluzbami-putina 
[3] http://wpolityce.pl/polityka/331253-gen-nosek-byla-zgoda-tuska-na-podjecie-wspolpracy-z-rosjanami-cala-sprawa-ma-charakter-wybitnie-polityczny
[4] http://wpolityce.pl/polityka/331252-nasz-news-prokuratura-wyznaczy-nowy-termin-przesluchania-donalda-tuska-ma-zlozyc-zeznania-w-pierwszej-polowie-kwietnia
[5] http://niezalezna.pl/95314-co-powie-tusk-prokuratorom-mozemy-miec-do-czynienia-z-czyms-duzo-wiekszym


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 25 października 2015

Kondominium niemiecko-rosyjskie? (c.d.)

Swego czasu napisałem tekst p.t. "Kondominium niemiecko-rosyjskie ma się dobrze!" [1], którego niejako kontynuacją są dzisiejsze refleksje.

Są pewne postawy, procesy i zachowania w historii świata - w tym Europy - które wydają się niezmienne i chyba trwają w różnych odsłonach do dzisiaj. Wielu uważa też, iż istnieją wyznaczone przez określone środowiska ukryte długookresowe cele dotyczące ludzkości, które implikują powstawanie niektórych wydarzeń, np. I i II WŚ, rewolucje, kryzysy finansowe, współczesne lokalne konflikty zbrojne, zamachy terrorystyczne czy ostatnio problemy imigracyjne...

Odnosząc się jednak tylko i wyłącznie do polskich kontaktów z Niemcami i Rosją oraz nawiązując do naszej historii to chyba dla wszystkich jasne jest, że Niemcy i Rosja niemal od zawsze były wrogo nastawione do Polski, były razem z Austrią naszymi zaborcami, dokonały też - podpisując układ Ribbentrop-Mołotow - IV rozbioru naszego kraju. Te dwa kraje wspólnie napadły na Polskę we wrześniu 1939 roku. Rosja Sowiecka chciała w 1920 roku pozbawić możliwości istnienia odrodzonej po zaborach naszej Ojczyzny, którą nazywała "bękartem Traktatu Wersalskiego". Dzisiaj też ma skłonności wielkomocarstwowe, podobnie zresztą jak Niemcy cały czas są wyrazicielem niechlubnej idei Mitteleuropy. Oba kraje osobno i wspólnie niemal zawsze miały jeden cel: zniszczenie i podporządkowania sobie naszego kraju. To kondominium niemiecko-rosyjskie chyba nie przewiduje istnienia suwerennego i niepodległego państwa polskiego i jakiejkolwiek jego polityki zagranicznej, w tym np. jagiellońskiej.

Obecne Niemcy zresztą traktują UE jako swój własny folwark. To one kosztem innych zyskały najbardziej na powstaniu UE i waluty Euro, to one drenują inne kraje unii z ich środków finansowych i niszczą ich gospodarki, to one zyskują najbardziej na exporcie do krajów UE i poza nią. To one dyktują swoje zdanie wszystkim członkom UE, jak np. w sprawie uchodźców czy wcześniej pakietu klimatycznego. To one są -zresztą również w interesie Rosji - obecnie przeciwne zbytniej ingerencji USA i NATO w Europie, wyrażają dezaprobatę wobec wszelkich działań NATO w sferze zwiększenia zdolności obronnych nowych krajów UE i NATO, w tym jakoś szczególnie Polski. To one nie zgodziły się na umieszczenie stałych baz NATO w naszym kraju i korzystając z uprzejmości polskich kolaborantów przejęły dużą część polskich przedsiębiorstw (najczęściej jako wrogie przejęcie), ziemi (poprzez "słupy" lub udziały w polskich firmach) i mediów. Zresztą w swoich drukowanych mapach dalej uważają, iż tereny zachodniej Polski uzyskane po II WŚ są ich własnością, mino iż ich kanclerz na początku lat 90-tych XX wieku uznał powojenną granicę polsko-niemiecką.

Niemcy kontynuują też dziś bardzo mocną współpracę gospodarczą z Rosją (niezależnie od publicznych wypowiedzi polityków). Te dwa kraje bardzo wzajemnie siebie szanują i prowadzą rozległe interesy godzące m.in w Polskę i inne kraje europejskie. Można też zauważyć pewnego rodzaju kompleks rosyjski Niemców, który z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem spotęgowany jest być może "komunistyczno-agenturalnymi hakami" jakimi dysponuje Putin a dotyczącymi wielu ważnych niemieckich polityków, w tym A. Merkel czy wcześniej - nastawionego antypolsko - G. Schroedera...

Stąd m.in.: niemiecka poddańczość wobec rosyjskich biznesmenów (a tak naprawdę wobec W. Putina), którzy z łatwością kupują strategiczne, duże niemieckie przedsiębiorstwa... Oczywiście również niemieckie koncerny inwestują w Rosji i prowadzą z nią rozległe interesy gospodarcze, ale raczej nie zdarzają się przypadki oddawania przez W. Putina istotnych dla niego strategicznych firm czy branż.

Jeżeli chodzi o Rosjan, to przykładem takiego strategicznego zakupu jest n.p. przejęcie w 2008 roku przez rosyjskiego oligarchę Burłakowa dwóch największych stoczni wschodnioniemieckich, które następnie w 2009 roku kupił inny rosyjski oligarcha - 29 letni Witalij Jusuwow, syn byłego członka rady nadzorczej Gazpromu - Igora Jusuwowa. Symptomatyczne w tym kontekście jest zniszczenie polskich stoczni a także... np. tajemnicza śmierć Burłakowa w 2011 roku. Zakup tych stoczni pozwoli Rosji na budowę specjalnych okrętów (m.in. lodołamaczy) przydatnych do transportu ropy naftowej i gazu z Arktyki.

Innym przykładem jest zakup przez rosyjskiego (pochodzenia żydowskiego) miliardera  Michaiła Fridmana RWE Dea - spółki córki niemieckiego koncernu energetycznego RWE. RWE Dea przejął luksemburski fundusz inwestycyjny LetterOne, którego właścicielem jest Michaił Fridman. Jest on drugim  najbogatszym Rosjaninem, którego majątek „Forbes” szacuje na 17,6 mld dolarów. Dzięki tej transakcji – opiewającej na ponad 5 mld euro – Rosjanie przejęli największe w Niemczech (i chyba w Europie) strategiczne magazyny gazu ziemnego i uzyskali dostęp do około dwustu koncesji na wydobycie ropy naftowej i gazu. I polski kontekst: cztery z nich znajdują się w Polsce – m.in. na Podkarpaciu, w okolicy Limanowej, Nowego Sącza i Gorlic. Warto wspomnieć, że samo RWE dokonało zakupu polskiej elektrowni i jest dziś jednym z największych w Polsce dostawców energii elektrycznej.

Oczywiście takie zachowanie niemieckich władz jest tylko potwierdzeniem gospodarczej przyjaźni pomiędzy Niemcami a Rosją, cementowanej np. wspólną - godzącą m.in. w Polskę - inwestycją w postaci Nord Stream, do którego dopuściły jeszcze firmy z Francji, UK czy Holandii. Gazprom jednak ma w tym przedsięwzięciu zawsze 51% pakiet większościowy. Rosjanie, przy pomocy Niemców robią wszystko, aby uzależnić od nośników energetycznych swoich najbliższych sąsiadów, w tym Polskę a także całą UE... Ogólnie możemy w ich relacjach zauważyć coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego pomiędzy ich interesami i zapewne wynika ono też ze wspólnego celu jakim jest budowa Wielkiej Eurazji (od Władywostoku po Lizbonę), w której to Niemcy i Rosja mają być hegemonami.

Potwierdzeniem ścisłej współpracy Niemców i Rosjan są np. cykliczne spotkania niemiecko-rosyjskie w ramach Dialogu Petersburskiego, zainicjowane w 2001 roku przez ówczesnego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera oraz prezydenta Rosji Władimira Putina. Pomimo pewnych perturbacji związanych z aneksją Krymu, po rocznej przerwie, zorganizowano je w tym roku i właśnie w Poczdamie zakończyło się takie dwudniowe spotkanie. Ponad 200 polityków, biznesmenów, ludzi kultury i dziennikarzy z obu krajów dyskutowało m.in. na temat przyszłości wzajemnych relacji, gospodarki i kultury. W takich spotkaniach nie są ważne podawane do publicznej wiadomości komunikaty, ale rozmowy kuluarowe, które zacieśniają współpracę, szczególnie gospodarczą... ale też zapewne w każdym innym obszarze [szerzej: 2].

Powracając do Niemiec. Ich rabunkowa inwazja na Europę jest zauważana cały czas i w wielu krajach, choćby w przypadku transportowania nadwyżek niemieckiego prądu powstałego w ramach odnawialnych źródeł energii tzw. OZE (np. fermy wiatrowe) do zagranicznych sieci przesyłowych w takich krajach jak: Czechy, Polska, Holandia, Belgia i Francja. Ten nadprogramowy prąd obciąża sieci przesyłowe sąsiadów i stwarza w tych krajach niebezpieczeństwo zaciemnienia, tzw. blackoutu a tak naprawdę później jest z powrotem przesyłany do Niemiec.

W przypadku Polski - jak podaje portal interia.pl powołując się na dane z Laboratorium Konwersji Energii (LEC) - koszty, które ponosi nasz kraj to setki tysięcy złotych. "Według danych Laboratorium, w 2013 roku przeciętne przepływy z Niemiec do Polski wynosiły aż 728 megawatów. Dla porównania, z Polski do Niemiec w tym samym roku przepłynęło jedynie 174 megawatów. Jak tłumaczą naukowcy z LEC - Niemcy, ale także Austria, korzystają z polskich sieci przesyłowych podczas nieplanowanych przepływów elektryczności, nie ponosząc żadnych opłat na korzyść Polski (...) Tylko w 2013 roku na polskich konsumentów nałożono w sumie opłaty w wysokości 47 milionów euro, czyli prawie 200 milionów złotych, ze względu na dodatkowe koszty za usługi przesyłania energii. Z wyliczeń wynika, że około jedna siódma kosztów prądu to pokrycie strat przesyłowych (...) W 2020 lat do Polski od zachodniego sąsiada będzie przepływało około 10 procent więcej energii elektrycznej niż obecnie, a to oznacza jeszcze większe obciążenie polskich sieci i rosnące koszty dla rodzimego konsumenta(...)" [3].

(cdn...)

P.S.
Odnosząc się do Rosjan i Niemców to nie tylko one mają być może długookresowe niecne cele wobec Polski, o czym też już pisałem [4].

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/04/kondominium-niemiecko-rosyjskie-ma-sie.html
[2] http://www.radiomaryja.pl/informacje/niemcy-i-rosja-rozmawialy-w-poczdamie/
[3] http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/niemiecki-prad-z-oze-obciaza-polskie-sieci,2186812,4199
[4] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/10/komu-zalezy-na-przejeciu-dla-siebie.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 21 października 2014

Kogo słucha Radosław Sikorski?

Krótko...

Od wczoraj burza wokół wypowiedzi Radosława Sikorskiego o słowach jakie padły w 2008 roku podczas spotkania Tusk-Putin. Jak poinformował amerykański portal Politico Rosja usiłowała wplątać Polskę w inwazję na Ukrainę i przytacza na dowód słowa Radosława Sikorskiego: "Chciał (Putin), żebyśmy uczestniczyli w podziale Ukrainy (...) Od lat wiedzieliśmy, że tak myślą. Była to jedna z pierwszych rzeczy, jakie Putin powiedział premierowi Donaldowi Tuskowi w czasie jego wizyty w Moskwie. Mówił, że Ukraina jest sztucznym krajem, a Lwów jest polskim miastem i dlaczego by nie załatwić tego wspólnie. Na szczęście Tusk nie odpowiedział. Wiedział, że jest nagrywany" [1].

Wielu zastanawia się dlaczego R. Sikorski powiedział to, co powiedział i dlaczego właśnie teraz. Jest wiele opinii na ten temat. Jedni mówią o osobistej zemście R. Sikorskiego na D. Tusku za odsunięcie go od teki ministerialnej, inni zaś upatrują powodów jego zachowania w osobistej frustracji, iż nie zaistniał politycznie na arenie międzynarodowej a jeszcze inni uważają to za "szytą grubymi nićmi" prowokację... (ciekawe czyją i jakie są jej powody)...

Wydaje się, że wszystkie wersje są możliwe do przyjęcia i świadczą jedynie o małości tego człowieka, ale sądzę też, iż warto zastanowić się czy faktycznie nie wypełnia on swoimi wypowiedziami określonej i zaleconej mu przez innych, niekorzystnej dla Polski roli...

Radosław Sikorski jest przecież mężem swojej żony Anne Applebaum, ortodoksyjnej z dziada pradziada amerykańskiej żydówki, w której rodzinie znajdują się m.in. naczelny rabin NY, czyli centrum finansowego świata oraz pracownik CIA...

Może więc należy zastanowić się kogo słucha rano, wieczorem i nocą tak naprawdę Radosław Sikorski?

Niezależnie jednak od powodów, które skłoniły Radosława Sikorskiego do wspomnianej wyżej wypowiedzi to jego miejsce winno być poza sceną społeczno-polityczną Polski, tym bardziej nie powinniśmy go dalej utrzymywać na stanowisku Marszałka Sejmu...

P.S.
Inna sprawą jest oczywiście odpowiedź dlaczego - jeżeli to prawda - D. Tusk ówcześnie nie poinformował o słowach W. Putina prezydenta L. Kaczyńskiego i opinii międzynarodowej...

[1] http://niezalezna.pl/60630-sikorski-pograza-tuska-ucieka-z-konferencji-prasowej


poniedziałek, 31 marca 2014

Plan wyborczy D. Tuska albo inaczej A. Merkel i B. Obamy we współpracy z W. Putinem?

Do wczorajszego postu dostałem arcyciekawy komentarz Maryli z BM24, który być może tłumaczy, że tak naprawdę powodem zmiany narracji polskich elit rządzących w stosunku do Rosji to przede wszystkim jednak obecna kampania wyborcza, która ma rozstrzygnąć czy w Parlamencie Europejskim zasiądzie znaczna grupa eurosceptyków czy też wygra zdecydowanie opcja prounijna i zwolennicy stworzenia Jednego Państwa Europa.

Maryla pisze, że "szukamy racjonalnych powodów tego nagłego ożywienia Tuska, Sikorskiego i Komorowskiego, a zwykle najciemniej jest pod latarnią. Powód jest jeden - wszystko było tak pięknie zaplanowane, krok po kroku do stworzenia IV Rzeszy (sfederowanej UE tworzącej jedno państwo Europa pod przewodnictwem Niemiec - dop.-kj), został tylko jeden krok, bo unia bankowa już dogadana, została tylko unia polityczna . A tu nacjonaliści, czyli europejskie narody, które jeszcze nie do końca stały się "europejskimi" zaczęły odnosić sukcesy. Larum pierwsza podniosła Gazeta Wyborcza, strasząc Tuska, że jak przegra wybory w Polsce, to siły eurosceptyczne w PE mogą wygrać. To był pierwszy sygnał, później listy Michnika i reakcja Tuska".

Ponadto wskazała na pewną wypowiedź niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeubla, który  uważa, "że kryzys ukraiński pomoże w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego partiom głównego nurtu, informuje Reuters na swojej stronie internetowej. Schaeuble jest przekonany, że kryzys ukraiński przypomni głosującym o wartości jedności europejskiej. Jego zdaniem, ugrupowania antyeuropejskie mogą wypaść w wyborach słabiej niż to do niedawna prognozowano. Wcześniej pojawiały się prognozy, według których eurosceptycy mieli zdobyć nawet ok. 20 proc. miejsc w Parlamencie Europejskim. Schaeuble ponaglił Komisję Europejską, aby ta uzgodniła ostatnie szczegóły unii bankowej, aby ta mogła wystartować zgodnie z planem w listopadzie tego roku. - Komisja Europejska musi przedstawić najszybciej jak to możliwe szczegóły, jak będzie wyglądał podatek bankowy. Dotąd nie dostaliśmy nic – powiedział".

Wskazała też artykuł z GW Anny Applebaum (prywatnie żydowskiej żony R. Sikorskiego), która w artykule: "Ideologie mają swoje konsekwencje", przedstawiła nowych, eurosceptycznych przyjaciół W. Putina: "Bardziej interesujący są jego nowi europejscy przyjaciele. Nigel Farage, przywódca Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii (United Kingdom Independence Party, UKIP) - partii antyeuropejskiej i antyimigracyjnej, zdobywającej poparcie w Wielkiej Brytanii - oświadczył w zeszłym tygodniu, że Unia Europejska "ma krew na rękach", bo negocjowała z Ukrainą umowę o wolnym handlu. Marine Le Pen, przywódczyni francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, również powiedziała, że woli, aby Francja "skłaniała się ku Rosji", niż "podporządkowała się USA". Jobbik (skrajnie prawicowa partia węgierska) wysłał swojego przedstawiciela na krymskie referendum i oświadczył, że było ono "wzorowe". Każda z nich to partia mniejszościowa, ale wszystkie przygotowują się do osiągnięcia lepszych wyników w trakcie wyborów europejskich tej wiosny".

Dodatkowo uzupełniła informacją o artykule w GW datowanym na 25.02.2014 rok pod wymownym tytułem: "Ogromne nerwy w europarlamencie. Bruksela z niepokojem spogląda na Polskę i Platformę", w którym możemy przeczytać: "Wystartowała kampania do Parlamentu Europejskiego w Polsce. Od jej wyniku - a konkretnie od wyniku wyborczego Platformy - być może zależeć będzie nowy układ sił w europarlamencie. Bruksela z EPP na czele z niepokojem przygląda się więc spadającej w sondażach PO. Tymczasem dobry wynik partii Donalda Tuska pozwoli jemu i Radosławowi Sikorskiemu na poważnie powalczyć o najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej (...) Od wyniku "macierzystych" partii politycznych w krajach całej Unii zależy układ całego parlamentu. I symulacje, w posiadaniu których są największe ugrupowania, pokazują, że utrzymanie dominacji chadeków w kolejnej kadencji wisi na włosku. Przewaga EPP 25 maja może wynieść od zaledwie siedmiu do dziewięciu miejsc. A od ich wyniku zależeć będzie podział stanowisk w nowym parlamencie. I to od wyniku Platformy w Polsce może zależeć, czy EPP utrzyma władzę w PE. Dlatego w Brukseli panuje dość nerwowa atmosfera, w której zakulisowe rozgrywki przenikają do mediów dużo bardziej niż zwykle. Wszyscy zdają sobie sprawę, że chadecy poniosą straty, a do PE trafi znacznie więcej eurosceptyków (...) Polska zaliczana jest w Brukseli do jednego ze "swing states" całej Unii. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale także znaczenie Polaków w europejskiej rozgrywce na najwyższym szczeblu, polska eurokampania jest bardzo uważnie obserwowana. To od wyniku PO może zależeć, czy EPP utrzyma kontrolę nad europarlamentem i pośrednio nad całym procesem decyzyjnym w UE. A w tym momencie Platforma nie jest w dobrej sytuacji. W ostatnim sondażu TNS partia Donalda Tuska traci 10 punktów procentowych do PiS. Taki wynik oznaczałby nie tylko utratę ponad ośmiu mandatów, ale także miałby duże przełożenie na sytuację wewnętrzną. Zachwiałoby to przywództwem Donalda Tuska i mogłoby rozkręcić ruchy odśrodkowe w Platformie - zwłaszcza przed wyborami samorządowymi".


Ciekawy jest też artykuł (również wskazany przez Marylę) "Ukraina reaktywuje Trójkąt Weimarski. Powstanie polsko-litewsko-ukraińska brygada?", w którym czytamy m.in.: "Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec mają w poniedziałek w Berlinie ogłosić projekt zacieśnienia stosunków z krajami w Partnerstwie Wschodnim. To reakcja na kryzys na Ukrainie. Treść dokumentu ciągle pozostaje tajemnicą. "Wyborczej" udało się jednak dowiedzieć, że szefowie dyplomacji krajów Trójkąta Weimarskiego chcą, by współpracę z państwami Partnerstwa, czyli należących do programu przyciągania do UE byłych republik radzieckich, rozszerzyć też o kwestię polityki bezpieczeństwa i obrony. W ten sposób Europa reaguje na ostatnie dramatyczne wydarzenia na Ukrainie, której po aneksji Krymu przez Rosję ciągle zagraża rosyjska inwazja. Zmiany w programie - jeśli zostaną przyjęte - będą najpewniej oznaczały rozszerzenie współpracy wojskowej i policyjnej między Kijowem a krajami UE, a także w przyszłości udział wojsk ukraińskich w tworzonych pod egidą UE europejskich grupach bojowych. Zrąb pierwszej już od dawna istnieje na papierze. To polsko-litewsko-ukraińska brygada, której dowództwo miało mieścić się w Lublinie. Decyzję o powołaniu trójnarodowej jednostki podjęto w 2009 r. Do tej pory brygady nie sformowano m.in. z powodu ochłodzenia się stosunków między Warszawą a Wilnem i nieustannym lawirowaniem Kijowa pod rządami Wiktora Janukowycza. W międzyczasie stosunki z Litwą się poprawiły, a nowy ukraiński rząd zapowiada, że bardzo mu zależy na wspólnej brygadzie. W dokumencie ma być też mowa o zacieśnieniu współpracy politycznej i gospodarczej oraz "nadaniu europejskiej polityki sąsiedztwa przyspieszenia". Pomysłodawcami zmian są ministrowie spraw zagranicznych Trójkąta Weimarskiego, czyli polsko-niemiecko-francuskiej platformy współpracy: Radosław Sikorski, Frank Walter Steinmeier i Laurent Fabius. Pod koniec lutego trio ministrów mediowało podczas krwawych starć w Kijowie między opozycją a Janukowyczem. Wynegocjowany przez nich kompromis nie przetrwał długo, bo Janukowycz na drugi dzień uciekł z Kijowa, a Rada Najwyższa pozbawiła go urzędu. Porozumienie zatrzymało jednak przelew krwi. Ministrowie Trójkąta chcą pójść za ciosem i koordynować politykę wobec wschodnich sąsiadów UE. Gdyby to się udało, Trójkąt wreszcie okazałby się użyteczny".


Na koniec tej ciekawej wyliczanki prawdziwy smaczek pokazujący jak Putin i Merkel współpracowali jeszcze niedawno (niespełna dwa lata temu, 1 września 2012 roku) ze sobą - Polska orkiestra na Pl. Czerwonym. Putin nawiązał do wygnania Polaków z Kremla. "Orkiestra Reprezentacyjna Wojska Polskiego uświetniła obchodzoną na Placu Czerwonym 865. rocznicę założenia Moskwy. Na Placu Czerwonym kompania reprezentacyjna zrobi pokaz musztry i zagra marsze wojskowe. W Moskwie hucznie rozpoczęto obchody roku rosyjsko-niemieckiego, którego hasło brzmi: „Wspólnie budujemy przyszłość”. Zaczęto od pokazania wspólnej, „wspaniałej” przeszłości, w której zupełnie pominięto Polskę. Jakby nas nigdy nie było między Rosją a Niemcami.


Od czerwca do sierpnia  prezentowano tam wystawę pt. „Rosjanie i Niemcy. 1000 lat historii, sztuki i kultury”. O politycznej randze ekspozycji świadczy fakt, że jej patronami zostali prezydenci Gauck oraz Putin, a wśród sponsorów są także niemieckie i rosyjskie koncerny. Była przygotowywana od 2009 r. ogromnym nakładem sił i środków".  

Czyż możliwe jest aby te stosunki zmieniły się tak radykalnie dzisiaj? Chyba to pytanie retoryczne... Może nawet aneksja Krymu była uzgodniona w celu rozniecenia strachu Rosją i wykreowania odpowiedniej kampanii wyborczej do PE opartej na strachu przed Putinem i eurosceptykami i nieuchronnej potrzebie konsolidacji UE?

Wracając zaś do D. Tuska i jego antyrosyjskiej narracji (niemal wojennej) i zastraszającej nie tylko Polaków... Wczoraj powiedział m.in.: "- Kiedy mówię o tym, jak ważna jest ta kampania, to mówię o tym, jak ważne jest rozstrzygnięcie, czy przyszła Europa będzie jeszcze bardziej zintegrowana, czy wręcz przeciwne, zacznie się rozpadać na naszych oczach - powiedział w niedzielę Donald Tusk na konferencji prasowej na Podkarpaciu. Zaznaczył jednocześnie, że "jeśli Unia Europejska nie przetrwa, to może to oznaczać wielkie zagrożenie dla całego regionu".

Uwzględniając powyższe słowa można wyciągnąć podobne wnioski jak Maryla. Otóż faktycznie być może najciemniej jest pod latarnią i podstawową przyczyną antyrosyjskości Tuska i Komorowskiego jest "gra" wyborcza polegająca na zastraszaniu W. Putinem w celu konsolidacji IV Rzeszy (UE). 

D. Tusk przedstawia apokaliptyczną wizję rozpadu Europy, jeżeli eurosceptycy osiągną dobry wynik wyborczy, szczególnie w Polsce i w innych sceptycznych krajach UE.  Apeluje jednocześnie o większe zjednoczenie unijne i gaworzy coś o tym, że bez Unii świat może czekać niemal pewna wojna. 

Więc tak naprawdę Tuskuś i ferajna po prostu wykonuje polecenie A. Merkel i tu się nic nie zmieniło i pewnie się nie zmieni. 

Innymi słowy: chodzi o zastraszenie mieszkańców Europy złym Putinem (nacjonalistą niemal) aby Unia faktycznie poczuła potrzebę konsolidacji i stała się Jednym Organizmem pod przywództwem oczywiście Niemiec. To zastraszenie ma wyeliminować eurosceptyków i mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie. 

A jeszcze warto przypomnieć, że Jedno Państwo Europa jest etapem budowy Rządu Światowego (NWO) i jest zgodna z polityką USA, które również dążą do powstania Unii Północnoamerykańskiej jako kolejnego etapu budowy Rządu Światowego. 

Sądzę, że A. Merkel dogadała się z Obamą i wspólnie naciskali na zmianę retoryki polskich elit rządzących, które są tak spolegliwe, że wykonają każde polecenie komsomołki Angeli i Obamy. Może też cała antyrosyjska akcja jest też na rękę W. Putinowi, o czym pisałem w trzech moich poprzednich notkach. 

Podsumowując więc jest tak, że jednak rząd polski wykonuje polecenia możnych tego świata... jednocześnie prowadząc kampanię wyborczą polegającą na zastraszaniu Polaków..., ale i konsumpcyjnych obywateli UE... Przesłanie jest oczywiście jedno: jeżeli w Europie zwycięży (albo zyska dużo) w wyborach do PE opcja eurosceptyczna to Europie grozi dezintegracja a może i wojna... Wybór eurosceptyków jest wyborem, który przyniesie niepokój w Europie - zdaje się mówić na rozkaz Angeli premier Tusk. Pośrednio jego retoryka ma przekonać Polaków, że tylko on i PO jest dla nas gwarantem europejskości i europejskiego bezpieczeństwa a nie wstrętne eurosceptyczne PiS....

Może tak właśnie sprawy się mają? A ja naiwnie myślałem, że zmiana stosunku do putinowskiej Rosji jest daleko od kampanii wyborczej i poszukiwałem innych przyczyn i powodów...

 Pozdrawiam

P.S. Polecam też post:  http://blog-n-roll.pl/pl/zwyci%C4%99stwo-francuskiej-prawicy-dobrym-znakiem-dla-polskiej#.Uzljs6Lbflw oraz artykuł: http://www.dw.de/tr%C3%B3jk%C4%85t-weimarski-za-europejsk%C4%85-polityk%C4%85-obronn%C4%85/a-5512301-1

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 20 marca 2014

Urzekło mnie wczorajsze orędzie Premiera Donalda Tuska!

Mam odmienne od wielu prawicowych blogerów zdanie  na temat wczorajszego orędzia naszego premiera Szanownego Donalda Tuska...

...Mnie ono urzekło, urzekło przede wszystkim samą treścią i formą werbalnego przekazu oraz wizualnego przesłania.

Nasz umiłowany Premier wszystkich nas uspokoił. Nie będzie wojny, bo on - jako polityk najwyższych, europejskich lotów - nas o tym zapewnia, tak jak od zawsze wypowiadał i spełniał wszystkie swoje gospodarczo-polityczne cudowne obietnice składane wszystkim Polakom. Chwała mu za to i niech nam żyje 100 lat.

Nasz Przywódca mówił jak prawdziwy mąż stanu, z którego my-obywatele III RP możemy być naprawdę dumni. Mówił poważnie - prompterowo patrząc nam prosto w oczy - na tle dumnie stojących biało-czerwonych, narodowych flag. Nie było żadnej unijnej, tylko nasze, polskie.

Premier zapewnił nas, że dzięki niemu i Polsce cała UE mówi jednym głosem w sprawie agresji W. Putina na Krym, czyli... jednoznacznie krytycznie i negatywnie. Oczywiście wszyscy o tym wiemy, ale słowa potwierdzenia takiego stanowiska UE,  skierowane przez naszego Premiera bezpośrednio do nas-Polaków zabrzmiały jakże inaczej i dobitniej. Teraz możemy się tylko domyślać, ile wysiłku musiało kosztować naszego Premiera, aby przekonać kraje UE do nałożenia zgubnych dla Prezydenta Rosji sankcji wobec niej i jej wybranych, imperialnie nastawionych oraz ważnych politycznie obywateli. Zresztą dzisiaj UE rozszerza ponad pierwotną ilość (21) liczebność osób objętych tymi sankcjami...

Premier mówił też i zapewniał nas o kilku filarach, dzięki którym możemy czuć się naprawdę bezpiecznie.

Pierwszym z nich jest oczywiście nasza solidna gospodarka i stabilne finanse, które stały się stabilnymi dzięki III RP a przede wszystkim dzięki rządom naszego umiłowanego Premiera. To nic, że nasz mąż stanu zapomniał powiedzieć o prawie 1 bilionowym (w PLN) zadłużeniu naszego kraju w postaci długu publicznego i prawie 270 mld (w USD) zadłużeniu zagranicznym. To nic, że "rząd musiał przejąć w atmosferze skandalu 150 mld zł z OFE aby na papierze zmniejszyć ów dług publiczny, a jednocześnie zmniejszyć o 8 mld zł wydatki na obsługę krajowej części długu publicznego i ponad 15 mld zł dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych [1]" .Wybaczyć mu też należy całkowite uzależnienie naszej gospodarki od zachodnich koncernów i międzynarodowych instytucji finansowych. Zapewne to nasze zadłużenie i uzależnienie gospodarcze też przecież są gwarantem naszego bezpieczeństwa, ponieważ w razie jakiegoś zagrożenia to właśnie nasi wierzyciele, koncerny i instytucje finansowe (przy wsparciu zachodnich państw, ich rządów i polityków) będą przecież bronić swoich własnych interesów a tym samym przecież naszej Polski i nas wszystkich. Prawdziwy geniusz i niesamowicie przewidujący ten nasz Premier i - powtarzam - prawdziwy mąż stanu. Wybaczyć też mu należy oczywiście znany wszystkim fakt degradacji polskiej gospodarki i zniszczenia polskiego przemysłu, dzięki czemu przestaliśmy być krajem konkurencyjnym wobec innych gospodarek UE i całego świata. Zapewne jest to też niesamowicie przebiegłe działanie, które miało i zwiększa obecnie nasze bezpieczeństwo - wszak biednego kraju nie warto podbijać! Nieprawdaż? A poza tym na pewno np. A. Merkel z wdzięczności za osłabienie konkurencyjne polskiej gospodarki na rzecz m.in. Niemiec też nam pomoże w razie zagrożenia ze strony złego dziś W.Putina... Nieprawdaż?

Premier wspomniał też coś o naszym bezpieczeństwie energetycznym. No cóż. Może i tym razem nasz ukochany Przywódca ma rację i fakt, że płacimy w Europie najwięcej za rosyjski gaz (450 USD za 1000 m3, przy np. 300 USD jaki płacą Francja i Niemcy) oraz to, że podpisaliśmy tą wydawałoby się niekorzystną umowę na kilkanaście lat (a mogliśmy, gdyby nie Komisja Europejska, podpisać nawet na kilkadziesiąt!) też ma swoje plusy związane z naszym bezpieczeństwem i wolnością. Może chodziło o to, żeby W. Putinowi też nie opłacało się nas zaatakować, aby nie stracić tak lukratywnego kontraktu? Sądzę, że i w tym przypadku można zauważyć genialność i dbałość o przyszłość Polski naszego Premiera. Wbrew pozorom również pozwolenie Rosji oraz Niemcom na płytsze ułożenie rurociągu bałtyckiego (podobno uniemożliwiającego dużym jednostkom pływającym - o zanurzeniu 15 m - transportowanie gazu skroplonego do Świnoujścia) jest też tylko tymczasowe, bowiem przecież nasz Premier uzyskał obietnicę od A. Merkel, że gdy powstanie wreszcie gazoport w tym Świnoujściu to... położenie rurociągu się obniży. Poza tym oczywiście możliwość obniżenia rurociągu bałtyckiego może też dzisiaj być dodatkowym argumentem zastraszenia Rosji przez UE (Niemcy). Czyż to nie jest genialne i nie potwierdzające dalekowzroczności naszego Premiera. Podobnie może i jest z gazem i ropą łupkową... Celowo nasz Premier opóźniał prace nad ich wydobyciem, żeby teraz - w obliczu prawdziwego pokazania przez W. Putina jego imperialnego oblicza - te prace przyspieszyć, jednocześnie może uzyskując dodatkową pomoc w tym względzie od UE i USA? Będziemy może, dzięki naszemu premierowi, wydobywać w końcu ten gaz i ropę z łupków! I to dziś taniej i przy mniejszych protestach ekologów!

Kolejnym filarem bezpieczeństwa, o którym mówił nasz Premier jest UE, w której Polska jest jednym z ważniejszych krajów ukierunkowujących jej rozwój i bieżące działania. Dzięki niej jesteśmy bezpieczni i nie musimy się "bić" na wojnie a jedynie pracować dla kraju, nawet wtedy gdy pracujemy poza krajem (na emigracji zarobkowej przebywa około 2,3 mln młodych Polaków). Nasza praca jest naszym patriotyzmem, niezależnie gdzie ją wykonujemy! Donald Tusk mówiąc o gwarancji jaką daje nam przynależność do UE niestety zapomniał chyba wspomnieć też, że jesteśmy postrzegani przez UE jak ekspert w sprawach rosyjskich, i że nasza (jego rządu i Prezydenta Komorowskiego) dotychczasowa uległość wobec Rosji i W. Putina była... tylko pozorowanym działaniem mającym na celu osiągnięcie właśnie takiego statusu, dzięki czemu teraz możemy - jako wiarygodny partner - wpływać na decyzje całej UE w sprawie tej złej dziś putinowskiej Rosji. Szeroko zresztą o tym sprytnym, politycznym manewrze naszych przywódców mówi za to R. Sikorski (choćby w ostatnim programie T. Lisa). Brawo, panie Premierze!

Nasz premier wskazał też w swoim orędziu następny filar naszego bezpieczeństwa, którym jest oczywiście NATO postrzegające Polskę jako najwierniejszego sojusznika w Europie, o czym zapewnił nas - wedle słów Premiera - przebywający w tych dniach w Polsce wiceprezydent USA. Zapewne musimy być wdzięczni naszemu Premierowi, że USA - pomimo utraty w Polsce pod Mirosławcem i pod Smoleńskiem  pronatowskich polityków i wojskowych - dalej darzy nas zaufaniem. Widocznie nasz Premier potrafił przekonać wiceprezydenta USA, że te katastrofy oraz ich przyczyny zostały już wyjaśnione... a nawet jakby nie, to tym gorzej dla obecnej Rosji i lepiej dla stosunków USA-Polska. Tak więc my - jako Polska -  jesteśmy filarem NATO w Europie a NATO jest naszym gwarantem bezpieczeństwa - tak przekonywał nas słusznie Premier Donald Tusk. Prawdopodobnie chciał nam też pośrednio powiedzieć, że nie powinniśmy odnosić się do historii, kiedy to nasi sojusznicy nas zupełnie zdradzili.... Przecież teraz jest inny świat, świat, w którym Polska należy do NATO i UE - sił, których przecież W. Putin tak bardzo się obawia, że na razie nie zaanektował całej Ukrainy, ani państw bałtyckich, ani naszej Polski... przed czym - niepotrzebnie oczywiście - przestrzegał kiedyś ś.p. prezydent Lech. Kaczyński.

Nasz umiłowany przywódca wspomniał też, że przecież i polska, coraz bardziej nowoczesna armia, jest naszym gwarantem bezpieczeństwa. Oczywiście wszyscy wiemy, że jest coraz mniej liczna, ale za to zawodowa i coraz lepiej uzbrojona. Podobno też - dzięki współpracy z USA - już w 2018 roku zainstalowane będą w Polsce - odrzucone wcześniej przez naszego Premiera - elementy natowskiej tarczy antyrakietowej. Tutaj też należy się oczywiście wyjaśnienie jakże przebiegłego i niemal genialnego działania naszego premiera: on specjalnie odłożył "ad acta" sprawę tarczy antyrakietowej, czekając aż dojrzeje do jej budowy - w reakcji na działania W. Putina - prezydent USA, B.H.Obama. Wybaczyć też należy naszemu Premierowi coroczne ograniczanie budżetu na modernizację armii . "W ciągu bowiem ostatnich 6 lat z kwoty około 40 mld zł przeznaczonych na tę modernizację, nie wydano około 10 mld zł, z tego tylko w roku 2013 kwoty 3,5 mld zł, która została ścięta przy nowelizacji budżetu" [1]. Musimy zrozumieć dlaczego tak się działo. Otóż nasz genialny Przywódca nie wydawał niepotrzebnie środków na zbrojenia, ponieważ teraz - w nowej sytuacji geopolitycznej - dopiero jest szansa na zakup najnowocześniejszego i tańszego sprzętu. Ot, tak dba nasz premier o nowoczesne i tanie uzbrojenie polskiej armii.

Następnym filarem - wedle naszego kochanego i umiłowanego premiera - jest oczywiście wolna, demokratyczna, suwerenna i niepodległa Ukraina, która - dzięki działaniom Polski w UE - podpisze zapewne już niedługo traktat stowarzyszeniowy z UE. Ta niepodległa Ukraina będzie naszym gwarantem bezpieczeństwa, o którym marzyliśmy przez dziesięciolecia! I przecież - zdaje się mówić Premier - nie jest ważne, że - wedle Rosji - układ ten podpisze nielegalnie wybrany rząd i prezydent Ukrainy, i że w każdej chwili Rosja może zbrojnie podważyć podpisany układ. Ważne jest to, że dzięki działaniom Polski nikt nie uznaje aneksji Krymu i negatywnie odnosi się do działań prezydenta W. Putina. W tym miejscu nasz ukochany przywódca słusznie zauważył, że nie powinniśmy i w tym przypadku odnosić się do historii, czyli (w domyśle) do tragicznego ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA. Dziś jest inny przecież świat i winno nam zależeć na wolnej oraz suwerennej Ukrainie!

Ale chyba najważniejszym dziś filarem bezpieczeństwa jesteśmy my - Polacy. Tako niemal rzekł nasz mąż stanu i serdecznie za to mu dziękuję. Poczułem się dumny, że nasz ukochany Przywódca tak nas wszystkich - jako Polaków - w końcu docenił. Wierzę, że jego słowa "polskość to nienormalność" są już tylko jego niechlubną przeszłością, co chyba udowodnił występując na tle wielu, dumnie postawionych w pionie, biało-czerwonych narodowych, polskich flag...

Doprawdy... Musimy zapomnieć o negatywnym bilansie wewnętrznych jego rządów w Polsce. Musimy zapomnieć o biedzie, pauperyzacji i atomizacji społeczeństwa. Musimy zapomnieć, że to nie kto inny jak D. Tusk wraz z B. Komorowskim przez całe lata prowadzili niemal poddańczą politykę wobec putinowskiej Rosji i osłabiali naszą zdolność obronną i nawet gaworzyli (prezydent B. Komorowski) o wyjściu z NATO... To wszystko przecież było tylko dla dobra Polski i jej oraz Polaków obecnego oraz przyszłego bezpieczeństwa... na co wyraźnie przecież wskazałem niniejszym tekście...

----------------------------------------
I jeszcze tylko jedna uwaga na koniec. Trudno zapomnieć o historii, skoro tak lubi się powtarzać a o Polskę trzeba dbać zawsze, niezależnie od sytuacji zewnętrznej i rozkazom wydawanym przez "możnych" tego świata... Trzeba dbać o nią i o Polaków nie tylko w słowach, ale w czynach...
--------------------------------------

[1] http://naszeblogi.pl/45210-tusk-rozpoczal-wczoraj-kampanie-platformy-do-europarlamentu

Pozdrawiam

P.S. Za inspirację do napisania niniejszego tekstu dziękuję Panu Piotrowi Piętakowi jako autorowi tekstu: ""Tusk - siła "bezsilnych"" (http://mediologia.salon24.pl/574877,tusk-sila-bezsilnych)


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

niedziela, 9 marca 2014

Jeszcze raz o konflikcie na Ukrainie...

Tym razem króciutko i podsumowująco...
(uwaga: tekst uzupełniony w dniu 15.03.2014 roku)


Jest kilka niezaprzeczalnych faktów o których częściowo pisałem w swoim poście pt.: ""Kto, jak i dlaczego "rozgrywa" Ukrainę"".

... Tutaj przedstawię je skrótowo, choć w wersji przedmiotowo rozszerzonej w stosunku do treści w/w postu.

Po pierwsze. W całym konflikcie nie chodzi o nic innego jak tylko o utrzymanie i rozszerzenie (Rosja) lub pozyskanie (UE, USA, międzynarodowe instytucje finansowe: prywatne i quasi państwowe) strefy wpływów, czyli chodzi o nic więcej jak tylko o władzę i pieniądze. Szczególnie zaś wszystko rozgrywa się wokół możliwej, przyszłej eksploatacji  zasobów naturalnych Ukrainy ( w tym: Krymu i Morza Czarnego) i możliwości jej zadłużeniowego drenowania przez międzynarodowe instytucje finansowe (prywatne banki, MFW, BŚ, EBC). Kłania się tu też geopolityczne znaczenie Ukrainy - z jednej strony - dla tworzenia przez Rosję Unii Euroazjatyckiej (zob.: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html) a - z drugiej strony - również geopolityczne znaczenie Ukrainy dla USA oraz UE polegające na wciągnięciu jej w orbitę zachodnich wpływów unio-europejskich, przy czym dla wielu jest to droga do mitycznego Nowego Porządku Świata, czyli masońskiego NWO (zob: http://blogmedia24.pl/node/66869).

Po drugie. Na Ukrainie dokonało się obalenie władzy, które z całą pewnością dalekie było od tzw. cywilizowanych standardów nowoczesnej Europy. Dotychczasową władzę W. Janukowycza (wybranego w oficjalnych wyborach) obalono poprzez demonstracje uliczne, co oczywiście - szczególnie z punktu widzenia Rosji - było niezgodne z zasadami przyjętymi na Ukrainie i być może wcześniejszymi umowami między UE-USA a Rosją... gdzie Ukraina miała zostać pod wpływami Rosji (zresztą podobnie jak np. Polska i Czechy). Ponadto cały Majdan i demonstracje na Ukrainie były możliwe tylko dziękli sfinansowaniu ich przez niektórych ukraińskich oligarchów i międzynarodowe instytucje "banksterów". Podobno też dość dużą kwotę wyłożyły same USA. W tym kontekście warto przypomnieć, że jeden dzień demonstracji na Majdanie kosztował około 230 tys. PLN (700 tys. Hrywien). Niepokoić może także skład nowego rządu Ukrainy, który w dużej mierze składa się z przedstawicieli partii Swoboda, jawnie nawiązującej do nacjonalistycznej wizji Ukrainy reprezentowanej onegdaj przez S. Banderę i jego OUN-UPA (tzw. Wielka Ukraina - zob.: http://blogmedia24.pl/node/66893). Jest to szczególnie wrażliwy dla nas-Polaków temat, biorąc pod uwagę rzeź na Polakach jaką dokonała na Wołyniu OUN-UPA w czasie II Wojny Światowej a także przed nią i po niej.

Po trzecie. Nastąpiło zbrojne wtargnięcie na Krym dokonane z pogwałceniem międzynarodowego prawa przez Rosję. Jest to jednoznaczne z wypowiedzeniem przez nią wojny Ukrainie. I nie ma żadnego prawnego ani politycznego uzasadnienia przywoływanie przez Rosję prawdopodobnego faktu przypadkowego (a dokonanego przez Chruszczowa) przyłączenia Krymu do Ukrainy. Wedle wszelkich reguł Krym był i pozostaje częścią Ukrainy pomimo, że większość jego współczesnych mieszkańców stanowią Rosjanie (jeszcze 100 lat temu byli to Tatarzy Krymscy, których wysiedliła Sowiecka Rosja). Z tego punktu widzenia referendum na Krymie jest plebiscytem, którego wynik nie powinien być akceptowany przez świat demokratyczny.

Po czwarte. Ani prezydentowi Władimirowi Putinowi, ani UE, ani USA, ani tym bardziej międzynarodowym instytucjom finansowym nie chodzi o los obywateli Krymu i Ukrainy (patrz pkt.1). Zdaje sobie z tego sprawę W. Putin i uważa, że tak naprawdę ma wolną rękę w sprawie Krymu a nawet przyszłego losu całej Ukrainy lub też jej wschodniej części. Jest wielce prawdopodobne uzgodnienie na linii: Moskwa-Berlin-Waszyngton przyszłego podziału strefy wpływów na Ukrainie... pomiędzy Rosję a UE Patrz pkt.2). Jeżeli tak jest to ostre wypowiedzi polskich polityków i "prężenie przez nich muskułów" nic nie daje a jest tylko werbalnym jazgotem dokonywanym na potrzeby wewnętrznej kampanii wyborczej. Być może też "plebiscyt" na Krymie jest też przychylnie postrzegany przez Niemcy w kontekście ich niemałych roszczeń wobec naszego, polskiego Śląska (wspieranie RAŚ) i innych regionów Polski.

Po piąte. Raczej nie ma najmniejszych wątpliwości, że w razie konfliktu zbrojnego na linii: Polska - Rosja nikt nie ruszy nam z pomocą, chociaż jesteśmy w strukturach NATO. Wielokrotnie w historii pokładaliśmy zbyt wielkie nadzieje w naszych zachodnich sojusznikach. Ewentualna pomoc USA (bo na pewno nie krajów zrzeszonych w UE a będących członkami NATO - są zbyt mocno skorumpowane pieniędzmi Rosji i wzajemnymi z nią zależnościami polityczno-gospodarczymi: vide. Francja i Niemcy) zależeć będzie od zmiany geopolityki dokonanej przez prezydenta B. Obamę. Może ją radykalnie zmienić tylko w wypadku, jeżeli zagrożone zostaną geostrategiczne interesy USA a to zależy... od W. Putina i jego przyszłych działań.

Po szóste (w powiązaniu z piątym). Kraje członkowskie NATO w razie zaatakowania jednego z ich członków przez armię z poza NATO nie mają obowiązku ruszyć ze zbrojną pomocą. Są jedynie zobowiązane do rozpatrzenia takiej możliwości. Pozostaje nam jedynie wierzyć w USA, ale przecież pozbyliśmy się podczas katastrof: CASY pod Mirosławcem i rządowej Tutki pod Smoleńskiem najlepszych pronatowskich oficerów i dowódców oraz polityków będących wiarygodnymi w oczach USA. Na ile mogą być wiarygodni nasi obecnie rządzący politycy jeżeli od samego początku rządów PO-PSL dezawuowali konieczność rozmieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej a po 10 kwietnia 2010 roku potulnie spełniali życzenia Kremla i jej władcy W. Putina?. Pytanie chyba retoryczne i chyba nikt nie wierzy w dzisiejszą nagłą zmianę ich stanowiska... To tylko słowa... bez żadnego międzynarodowego znaczenia i być może nawet nam (czyli Polsce) w przyszłości szkodzące.

Po siódme (w powiązaniu z szóstym). Wszystkie obecne ostre wypowiedzi polskich przedstawicieli władz i mediów przeciwko Federacji Rosyjskiej świadczą albo o ich ograniczeniu umysłowym, albo są świadomym działaniem mającym na celu stworzenie przyszłego zagrożenia dla Polski (patrz pkt.6). Musimy sobie zdawać sprawę, że po śmierci ś.p. L. Kaczyńskiego Polska świadomie zrezygnowała z liderowania nowym, europejskim  krajom członkowskim UE i NATO. Przecież cały czas (tuż przed i po zamachu) wmawiano nam, że ś.p. L. Kaczyński to "idiota z szabelką" a zamach smoleński był li tyko nieszczęśliwym wypadkiem i oddano całe śledztwo Rosji... argumentując, że jest ona jednym z naszych najlepszych politycznych sprzymierzeńców i że można jej wierzyć na 1000%. Przegraliśmy (po 10 kwietnia 2010 roku) naszą szansę na budowę partnerstwa wschodniego  pod naszym przywództwem. Obecnie (za rządów PO-PSL) coraz mniej znaczymy w Europie i UE, i tym bardziej nasz nagły, negatywny głos w sprawie Ukrainy i  "ujadanie" na Rosję może tylko ją i naszych partnerów z UE oraz USA i NATO po prostu... śmieszyć... A może mamy pełnić rolę "kozła ofiarnego"? Niestety... Zaniedbaliśmy nawet nasze strategiczne interesy związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski: brak gazoportu w Świnoujściu, brak ustaw związanych z wydobyciem gazu i ropy z łupków, zgoda na płytsze w Bałtyku osadzenie rurociągu północnego w okolicach Świnoujścia (ograniczenie w dostawach gazu skroplonego przez największe jednostki pływające). Podobnie przez ostatnie 6 lat zlikwidowaliśmy resztki rodzimego przemysłu, szczególnie ciężkiego. Nie mamy też armii zdolnej do odparcia jakiejkolwiek agresji... I to wina tylko i wyłącznie obecnej ekipy rządzącej. Dzisiejsze ich słowa to czysta hipokryzja...

Po ósme (w powiązaniu z siódmym). Polska armia nie ma najmniejszych szans w starciu z wojskami Federacji Rosyjskiej ani chyba żadnymi innymi. Taka jest niestety prawda i trudno się pocieszać faktem, że w starciu z Rosją nie ma szans większość krajów europejskich. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że stanowimy wschodnią granicę NATO i winniśmy (wzorem kiedyś RFN) mieć naprawdę bardzo silną armię. Dlaczego jej nie mamy? Zapytajmy obecnie rządzących... Tym bardziej nie mamy szans w jednoczesnych walkach: gospodarczej - z Niemcami i jej UE oraz zbrojnej - z Rosją. Jesteśmy zdani na to, co tak naprawdę powie i zarządzi wraz z W., Putinem A. Merkel. To tak jakby historia zatoczyła koło... Może jestem zbytnim czarnowidzem, ale za rządów PO-PSL straciliśmy jakiekolwiek znaczenie polityczno-gospodarczo-wojskowe. Może faktycznie (jak nawoływał R. Sikorski a teraz potwierdza L. Wałęsa...) Polska winna się całkowicie oddać pod władanie Niemcom? Smutne, jeżeliby było prawdziwe...

Po dziewiąte. Tak czy inaczej i niezależnie od rozwoju sytuacji Polska potrzebuje dziś silnej armii, i to zarówno liczebnie, jak i pod względem uzbrojenia! Podwyższenie naszej zdolności obronnej jest możliwe tylko wtedy, gdy w Polsce obejmą rządy Polacy a nie potulni wykonawcy likwidacji Polski jako suwerennego i niepodległego państwa! Podobnie dziś potrzebna jest nam dywersyfikacja źródeł dostaw ropy i gazu (szybkie ukończenie gazoportu w Świnoujściu i powrót do idei budowy rurociągu Nbucco - z pominięciem Rosji - i z Norwegii).

Po dziesiąte. Polska potrzebuje więc nowego rządu spełniającego wolę narodu polskiego i odsuwającego od władzy skorumpowanych i - dla mnie - antypolskich polityków w stylu Tuska, Sikorskiego, Kalisza, Palikota, Millera,Komorowskiego i innych quasi lub faktycznych liber-komuno-global-lewaków...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

sobota, 8 marca 2014

Kto, jak i dlaczego "rozgrywa" Ukrainę?

Żal mi Ukraińców. Są między - używając kolokwializmu - młotem a kowadłem. Mają trudny wybór. Z jednej strony niemiecki Związek Socjalistycznych Republik Europejskich (UE) z jej mrzonkami o utworzeniu jednego, federacyjnego państwa europejskiego a z drugiej Rosja z W. Putinem i jego planem stworzenia zintegrowanego organizmu państwowego zwanego Unią Euroazjatycką (Rosja, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Armenia, Mołdawia i (sic!) Ukraina oraz sukcesywnie pozostałe państwa wchodzące kiedyś w skład ZSRR) [1], [2], [2a].

Dziś jednak chyba o te m.in. geopolityczne cele rozgrywa się właśnie konflikt na Ukrainie.  Ale przecież u źródeł interesów geopolitycznych znajdują się interesy ekonomiczno-gospodarcze.

I zawsze, kiedy coś ważnego dzieje się gdzieś na świecie, należy zastanowić się nad tym jakie są przyczyny danego zdarzenia, kto jest jego inspiratorem i jest w nie zaangażowany oraz - nade wszystko - jakie są cele do osiągnięcia przez tych, którzy w wydarzeniach biorą czynny udział i kto na nich najwięcej zyska.

W swoim poście pt.: "Dlaczego i komu potrzebne są konflikty zbrojne" (nic nie wiedząc przecież o rychłej inwazji Rosji na Ukrainę) napisałem m.in.: "Na świecie dziś nie ma pokoju a międzynarodowe konflikty zbrojne w dalszym ciągu występują i są cyklicznie inspirowane przez: USA oraz ich najbliższych sojuszników (...) i Rosję (...). Dlaczego tak jest? (...)? Bo przecież nie dlatego, żeby wprowadzać demokrację i przeciwdziałać wykreowanemu terroryzmowi...".

Przyczyn jest oczywiście kilka ale w pierwszej kolejności należy wymienić właśnie: władzę i pieniądze, które implikują np. chęć zdobycia wpływu w krajach o potencjalnie dużych zasobach surowcowych lub też w krajach, które USA czy Rosja uznają za geopolitycznie strategiczne z punktu widzenia własnych interesów polityczno-gospodarczych.



W przypadku ostatnich wydarzeń na Ukrainie należy postawić sobie więc pytanie: o czyje interesy rozgrywa się bój i kto stoi na czele?

"Zawsze bowiem jest tak, że tylko nieliczni światowi decydenci, należący do określonych, wąskich kręgów władców tego świata rozdają karty. Kto sponsoruje walki na Ukrainie? Czyje pieniądze wchodzą w grę, kto jest ‘za’, a kto ‘przeciw’ i czym ma zakończyć się to co się zaczęło?

Wielu z walczących na Ukrainie to zwykli ludzie, którzy naprawdę wierzą, że walczą o wolną Ukrainę i słuszną sprawę i szczerze nienawidzą Rosji, Putina, a może nawet całego świata za ich arogancję wobec nich, za to że oni są biedni, że nie widzą perspektyw, że nie mają szans na lepszą przyszłość.

Niestety te rzesze oddających na ulicach swoje życie w ich przekonaniu słusznej sprawie nie mają żadnego pojęcia o tym jak bardzo są manipulowani i wykorzystywani najpierw bezpośrednio przez grupy wpływu kierujące demonstracjami, a na samej górze przez decydentów tego świata, których cele są określone i mało mają wspólnego z dobrem tych, którzy na ulicach polegli, czy też rodzin, które ich opłakują.

To wszystko to polityka. To układy, siłowania pomiędzy grupami wpływu, walka o pozycję i pieniądze" [3].

Warto sobie uzmysłowić, że jeden dzień demonstracji na kijowskim Majdanie kosztował średnio około 700 tys. Hrywien, czyli około 230 tys. zł. Nie byłby możliwy więc Majdan bez tych pieniędzy. A kto je na Ukrainie posiada? Oczywiście ukraińscy oligarchowie, którzy od samego początku konfliktu sfinansowują go z własnych pieniędzy... zapewne przy cichym wsparciu pewnych międzynarodowych instytucji finansowych. W tym kontekście ważnym jest też uzmysłowieni9e sobie, że W. Putin został wykreowany przez rosyjskich, żydowskich oligarchów finansowych, z którymi później się pożegnał w niewybredny sposób (więzienia i wygnanie z Rosji)...

Zasadnym też wydaje się przypomnienie od czego wszystko na Ukrainie się zaczęło. Otóż od odmowy przez prezydenta W. Janukowycza podpisania aktu stowarzyszeniowego Ukrainy z UE. Komu więc to najbardziej przeszkadzało? Otóż zapewne samej UE ale przede wszystkim USA i międzynarodowym instytucjom finansowym. Trzeba bowiem  zdawać sobie sprawę, że Ukraina jest traktowana przez USA jako jedno z państw strategicznych geopolitycznie. Podobnie zresztą jest ona traktowana przez Rosję. Ścierają się więc na jej terytorium strategiczne interesy dwóch (a z UE nawet trzech) wielkich mocarstwowych potęg. Stąd też wynika to, iż np. USA znacznie ostrzej reaguje na poczynania Putina niż sama UE, która jako Unia Niemiecka ma szczególne interesy z putinowską Rosją i być może już nastąpiło jakieś porozumienie (pomiędzy A. Merkel a nowymi władzami Ukrainy) dzielące Ukrainę na dwie części... [4], [5].

"Aby zrozumieć, jakie znaczenie geostrategiczne dla USA ma Ukraina, trzeba sobie uświadomić, że Rosja bez Ukrainy nie jest w stanie odgrywać mocarstwowej roli jako potęga eurazjatycka. Nie ulega z kolei wątpliwości, że na Ukrainie fundamentalne znaczenie ma Krym, gdyż tam rozlokowane są bazy rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Bez dostępu do tych baz Rosja traci możliwości reagowania na Bliskim Wschodzie, nie ma też dobrego kontaktu ze śródziemnomorską Europą. Utrata kontroli nad Ukrainą zmuszałaby Rosję do ekspansji w kierunku azjatyckim. Wprawdzie jest to możliwe, bo Rosja ma olbrzymie terytoria na Wschodzie, Pacyfik zaś to główny obszar współczesnego handlu międzynarodowego. Jednakże próba tworzenia rosyjskiej potęgi w Azji musiałaby się łączyć z gigantycznym konfliktem z Chinami, konfliktem, który byłby praktycznie nie do wygrania przez Rosję. Tymczasem dobre relacje Rosji z Niemcami i innymi krajami zachodnioeuropejskimi dają pewną nadzieję na zbudowanie w Moskwie (lub Astranie - dop. kj) centrum biznesowego dla Europy (definiowanej klasycznie – chciałoby się rzec – od Atlantyku po Ural) (...) Gra o Ukrainę ma zatem niezwykłą wagę dla Rosji, a także dla Amerykanów. Oczywiście swoją grę w całej tej sytuacji prowadzą również Niemcy. Nie chcą się narazić zbytnio Moskwie (z nią mają zbyt szerokie interesy
ekonomiczne), ale z pewnością wykorzystają każdą okazję, by zaznaczyć swoją gospodarczą obecność na Ukrainie. Ich taktyka konsekwentnego poszerzania dla siebie rynków zbytu w Europie z pewnością i tu znajduje swoje przełożenie.
[6]".

Co jeszcze jest przedmiotem walki o Ukrainę?. Być może zabrzmi to zaskakująco, ale są to zasoby surowcowe Ukrainy i Krymu. O te przyszłe wpływy gotówkowe walczą też czołowi gracze finansowi: sami oligarchowie ukraińscy i rosyjscy ale też i międzynarodowe instytucje gospodarczo-finansowe.  

Ukraina ma bowiem olbrzymie i większe niż w Polsce zasoby gazu i ropy z łupków.

gaz-na-ukrainie.jpg
Jedne złoża łupków znajdują się na zachodzie u granic Polski, drugie zaś na wschodzie u granic
Rosji. Tak więc nikt na Zachodzie nie sfinansowałby rewolucji na Ukrainie, gdyby nie miał obiecanego zarobku. Taniego zarobku, bo Ukraina nie będąca członkiem Unii, ma swobodniejsze zasady ochrony środowiska, a lasy szybów wiertniczych na stepach są łatwiejsze do przełknięcia niż w silniej
zurbanizowanej Unii Europejskiej [4].


Ale - oprócz łupków - Ukraina posiada też inne zasoby surowców naturalnych.

"Ten kraj posiada surowce energetyczne jak węgiel kamienny, w tym węgiel koksujący, którego znaczenie gospodarcze jest nieporównywalnie większe niż węgla energetycznego, ponieważ bez węgla koksującego nie ma produkcji stali. W Europie taki węgiel mają tylko Polska i Ukraina. To jest surowiec strategiczny. Poza tym Ukraina to gaz i ropa (oprócz łupków - dop.kj) ze złóż konwencjonalnych (...) Ukraina to również rudy metali takich jak mangan (znaczenie strategiczne), żelazo, uran. Poza tym na Ukrainie występują znaczące zasoby surowców chemicznych, w tym siarki rodzimej w podobnych złożach jak w naszych zlikwidowanych przez rząd Jerzego Buzka i SLD kopalniach. Jaki to był błąd, widać teraz, gdy siarka rodzima podrożała kilka lat temu ponad 20-krotnie. Inne zasoby to sól sodowa i potasowa oraz gipsy. Ciekawostką jest to, że Ukraina ma także zasoby bursztynu, który jest – jak się uważa – przemycany do Polski.

Przewaga surowcowa Ukrainy nad Polską polega na tym, że powierzchniowo to kraj znacznie większy i jednak słabiej rozpoznany, ale najważniejsze jest to, że ma dostęp do Morza Czarnego. To relatywnie głębokie morze bogate w plankton, ale o słabej cyrkulacji pionowej dostarczającej tlen, która daje kapitalne warunki do kumulacji hydratów gazowych, czyli połączenia metanu i wody (1:4). Ta miękka biała substancja, a w zasadzie minerał, tworzy warstewki lub spoiwo współczesnych osadów głównie tam, gdzie powstaje metan w wyniku fermentacji opadającej na dno obumarłej materii organicznej. Hydraty gazowe są trwałe przy ciśnieniu słupa wody nie mniejszym niż ok. 280 m w temperaturze bliskiej zeru. Jeśli ciśnienie jest większe, to hydraty są trwałe nawet w 10 st. C. Wszystkie te warunki są spełnione na dnie Morza Czarnego. Potencjał w hydratach gazowych na świecie na dnach mórz i oceanów jest wielokrotnie większy od wszystkich znanych zasobów energetycznych na świecie (węgiel, ropa, gaz) (...)

Oczywiście, przekształcenie Ukrainy ze znaczącego importera i kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu w eksportera i kraju tranzytowego gazu nierosyjskiego może się nie podobać Rosji, tj. komuś, kto żyje z eksportu gazu i traktuje to jako oręż niemal militarny z silnym lewarowaniem przemocy gospodarczej. A potencjał do takiego przekształcenia Ukraina ma, i to w ciągu nawet pięciu lat. Ukraina ma potężną infrastrukturę przesyłową i wielki magazyn gazu oraz czynny już gazoport.

Można postawić tezę, że aneksja wschodniej Ukrainy to nie tylko przejęcie złóż metali i surowców energetycznych, ale także dostępu do Morza Czarnego. Potencjał tego regionu jest trudny do przecenienia nie tylko zresztą przez hydraty gazowe, ale także w przyszłości przesył gazu i ropy do Europy przez Morze Czarne z krajów innych niż Rosja. W tym kontekście działania Rosji można postrzegać jako akt rozpaczy czy desperacji. Dywersyfikacja dostaw i spadek cen gazu w Europie to byłaby dla Rosji skrajnie trudna sytuacja. Ten kraj nie oferuje dziś światu niemal nic poza surowcami i szantażem wojennym" [7].


Reasumując. Warto spróbować więc nieco szerzej, bez-emocjonalnie  i z dystansu spojrzeć na to co się dzieje się na Ukrainie. Spróbować ocenić te wydarzenia właśnie z punktu widzenia strategicznych interesów jakie towarzyszą temu konfliktowi, interesów Rosji, USA, zniemczonej UE i wielkich instytucji finansowych powiązanych z oligarchami ukraińskimi i rosyjskimi. Wtedy może się okazać i zapewne okaże się, że Ukraina jest teatrem "siłowania" się wielkich tego świata a zwykli ludzie jak to zawsze bywa są perfidnie wykorzystywani przez tych graczy...




[1] http://polish.ruvr.ru/2014_03_05/Putin-projekt-porozumienia-w-sprawie-stworzenia-EUG-podpisany-zostanie-do-maja-9428/
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html
[2a]  Zresztą prawdopodobnie tworzenie różnych unii państwowych jest wpisane w międzynarodowy plan stworzenia jednolitego Rządu Światowego...
[3] http://www.prawy.pl/z-zagranicy2/5128-kto-kieruje-walkami-na-ukrainie-i-za-czyje-interesy-gina-ludzie
[4] http://www.urbas.mpolska24.pl/5939/polski-amok-w-sprawie-ukrainy
[5] Projekt Merkozy i Putina. Prząd Polityczny Europy czyli IV Rzesza i Wielka Eurazja
[6]  http://www.naszdziennik.pl/mysl/70435,rozgrywka-mocarstw.html
[7] http://www.naszdziennik.pl/mysl/70389,skarby-ukrainy.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com