Witam
W każdej firmie jest tak, że jeżeli jej zarząd świadomie podpisuje niekorzystne - dla bieżącej i przyszłej egzystencji firmy - kontrakty lub przyjmuje takowe zobowiązania to działa na jej szkodę i ponosi za to odpowiedzialność w postaci zarówno dymisji lub odwołania, jak i odpowiedzialność karną.
Świadomie, t.j. gdy w momencie podpisywania zobowiązań (umów) ma wystarczającą wiedzę, że są one na pewno niekorzystne dla firmy w krótkim i długim okresie... Takie działanie jest więc zdradą wobec firmy i jej zasobów (np. pracowników) i wynika bądź z braku predyspozycji kierowniczych (np. brak właściwego nadzoru) lub ze złej woli wynikającej ze świadczenia usług na rzecz firmy konkurencyjnej albo też innych okoliczności (np. przyjęcia korzyści materialnych lub niematerialnych). Każde takie - nawet jednostkowe - działanie na szkodę firmy winno zakończyć się dymisja zarządu i wszczęciem postępowania prokuratorsko-sadowego.
Rząd Rzeczpospolitej Polskiej jest swoistym jej zarządem, w którego skład wchodzą premierzy wraz z ministrami. Ten oto rząd podpisał jednostkową (pomijam inne działania na szkodę państwa polskiego i jego obywateli) umowę gazową na dostawę z Rosji gazu, którą świadomie podpisał wiedząc, że a'priori jest niemal w 100% niekorzystna dla Polski.
Wiele na ten temat napisano przed podpisaniem kontraktu. Przestrzegano rząd, że podpisanie go w formie uzgodnionej (narzuconej) przez Rosję nosi znamiona zdrady Polski. Wskazywano na to, że np. USA dzięki wydobyciu gazu łupkowego zaprzestały całkowicie importu tego surowca z Rosji (co przyczyniło się do spadku przychodów Gazpromu rzędu 15% rocznie). Od 2005 roku (co najmniej) wiadomo, że polskie złoża gazu łupkowego mogą uczynić nas krajem - pod tym względem - samowystarczalnym (zasoby są szacowane na ok. 300 lat rocznego zapotrzebowania). Przedstawiono analizy dotyczące szybkiego spadku cen tego surowca również ze względu na zmniejszenie kosztów jego transportu w postaci skroplonej drogą morską (tankowce LNG). Przedstawiono cele, jakimi kierowały się Rosja i Niemcy budując omijający Polskę tzw. rurociąg północny pod dnie Bałtyku i dlaczego jest on budowany tak płytko, aby uniemożliwić tankowcom LNG przypłynięcie do portu w Świnoujściu...
Ale "nasz" rząd jednak podpisał tę umowę, która uzależnia nas od Rosji i od narzucanych przez nią cen na gaz... nie wymógł nawet pogłębienia rurociągu o te 2 metry umożliwiające Polsce import gazu LNG...
Dzisiaj - już post factum - można np. na wp.pl przeczytać taką oto informację podawana za "Dziennikiem Gazeta Prawna": "Będzie gazowa katastrofa cenowa. Rosnąca nadpodaż gazu na świecie spowoduje, że ceny tego paliwa będą spadać. Niestety przez najbliższe lata ten trend nie obejmie Polski. Aż do 2022 roku nasz kraj związany jest umową na dostawy drogiego gazu z Rosji - zauważa "Dziennik Gazeta Prawna". Gazeta wyjaśnia, że prognozę, iż po 2013 roku cena błękitnego paliwa pójdzie ostro w dół, przygotowała badająca rynek energetyczny firma AT Kearney. Największe znaczenie dla spadku ceny gazu miała zmiana sposobu jego dostarczania. Mniej płynie go gazociągami, natomiast znacznie więcej, z powodu niskich cen, jest importowanych w postaci ciekłej, czyli LNG. Nadpodaż gazu na świecie jeszcze wzrośnie - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej" - gdy USA uruchomią terminale skraplające gaz wydobywany z łupków. Dziś jego cena waha się między 110 a 150 dolarów za metr sześciennych. Tymczasem PGNiG kupuje gaz od Gazpromu za około 400 dolarów za metr sześcienny*. Na dodatek rosyjski dostawca zapowiada jeszcze dalsze podwyżki. Eksperci zwracają uwagę, że ta dysproporcja uderzy w polski przemysł, który stanie się znacznie mniej konkurencyjny. Najbardziej ucierpią zakłady azotowe, dla których cena gazu to około 70 procent kosztów produkcji".
* Uwaga! W przedstawionej informacji jest błąd - wskazane ceny odnoszą się do jednego tysiąca metrów sześciennych a więc cena Gazpromu to 0,4 USD za metr sześcienny a przyszłe szacunki cen światowych to 0,11 - 0,15 USD za metr sześcienny.
Ciekawe... Polska zobowiązała się do roku 2012 importować z Rosji gaz w wysokości 10,3 mld metrów sześciennych rocznie po stałych cenach dyktowanych przez Rosję a dziś wynoszących około 0,4 USD za metr sześcienny. Przychody Gazpromu wyniosą z tej transakcji około 4,12 mld USD rocznie a w okresie 12 lat daje to sumę około 49,44 mld USD. Przy założeniu więc, że winniśmy płacić za gaz około 0,11-0,15 USD za metr sześcienny to rocznie na kontrakcie gazowym z Rosją tracić będziemy od 2,6 do 3 mld USD a za okres 12 lat Polska straci od 31 do 36 mld USD! I za ta właśnie utratę prawie 40 mld USD winna być orientacyjnie oszacowana wartość prawdopodobnej szkody wyrządzonej zapewne w pełni świadomie Rzeczpospolitej Polskiej przez rząd PO-PSL!
Czy nie nosi to znamion działania na szkodę Polski i nie ma czasem cech jej zdrady, tym bardziej, że nawet w momencie podpisywania tej umowy tylko same Niemcy płaciły Rosji mniej, bo 0,35 -0,37 USD za metr sześcienny?
Zwracam się więc do organów nadzorczych zarządu RP a więc do Parlamentu RP i Prezydenta RP o podjęcie kroków zmierzających do dymisji (odwołania) rządu PO-PSL a do organów prokuratorsko-sądowych o wszczęcie postępowań i wyjaśnienie sprawy oraz ewentualne postawienie potencjalnych zdrajców przed Trybunałem Stanu.
To tyle i aż tyle... niech znaczenie czynów będzie nazywane jednoznacznie tak, jak winno być nazywane a jeżeli okaże się, że uczciwy i niezawisły sąd nie dopatrzy się znamion przestępstwa to tym lepiej dla tych, którzy są lub mogą być o takie podejrzewani. Wtedy zamiast potencjalnie zajmować na kartach polskiej historii miejsce przeznaczone na opis jej zdrajców, znajdą się tam, gdzie przedstawiani będą jej pozytywni bohaterowie...
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
czwartek, 8 grudnia 2011
środa, 7 grudnia 2011
"Audycja zawierała lokowanie produktu" i TVP...
Taki napis jak w tytule od jakiegoś czasu możemy zaobserwować na zakończenie niektórych seriali czy programów rozrywkowych...
Przedziwna, ale zgodna z prawem to informacja bombardująca nas swoją treścią na pomarańczowym paseczku u dołu ekranu... Jej konieczność wynika z treści niedawnej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (Dz.U. z 2011 r. Nr 85, poz. 459) dokonanej zgodnie dyrektywą Unii Europejskiej 2010/13/UE wprowadzającą właśnie pojęcia "lokowanie produktu" oraz "lokowanie tematu" (z angielskiego: product placement)
Jej podstawową wartością informacyjną jest przekazanie telewidzowi, iż we właśnie kończącej się audycji (serialu) reklamowano określone produkty.
Kiedyś takie "lokowanie" produktu określano wprost tzw.: "reklamą ukrytą" czy "kryptoreklamą". Jej warunkiem koniecznym był brak informacji o tym, że jest to jakakolwiek reklama czy promocja a widz miał stać się podmiotem (przedmiotem?) perswazji tegoż przekazu, czyli podświadomie utożsamiać się z określonym, pozytywnym wizerunkiem produktu, który wybierają (używają, konsumują) ulubieni aktorzy, gwiazdy czy celebryci występujący w znanych i lubianych programach (serialach) telewizyjnych. Ostatecznym sukcesem tej "kryptoreklamy" miało być dokonanie przez tegoż widza (lub jego otoczenie) świadomego lub intuicyjnego wyboru (zakupu) określonej marki. Innym celem było wykreowanie u konsumenta (widza) pożądanej użyteczności określonego produktu w zakresie realizacji przez niego pewnych funkcji pozamaterialnych jak: nowoczesność, moda, światowość, niezbędność, "collowatość"(;), itp. (np. właścicielka danej firmy korzysta z usług określonej sieci komórkowej, uznając ją za najlepszą a kamera infantylnie najeżdża na torbę z logo tej sieci i pokazuje ją przez kilka sekund zaburzając fabułę serialu).
Tego typu perswazyjny przekaz reklamowy zawsze wzbudzał kontrowersje ze względu na oddziaływanie na odbiorcę w sposób pośredni - na jego podświadomość bez przekazywania oczywistej i otwartej reklamy. Często też wykorzystuje się w nim tzw. promocyjne formy reklamy podprogowej.
Osobiście cieszę się, że wreszcie zaczęto informować widza, iż takie "lokowanie" w danym serialu (czy programie) podstępnie zostało wprowadzone do scenariusza. Cieszę się, że prekursorami tej informacji była telewizja publiczna, która swoje flagowe seriale przepoczwarzyła w niekończący się blok reklamowy... Śmiesznie i kuriozalnie to wygląda, kiedy dosłownie "na siłę" i wbrew logice fabuły w sposób dosłownie infantylny "lokuje się" jakiś bank czy sieć telefonii komórkowej... Podobnie jest w telewizjach prywatnych...
Dla mnie osobiście jest to tak groteskowe a sama kryptoreklama na tyle nieetyczna, że zniechęca mnie do zakupu tych produktów... Jestem przekorny i sądzę, że wielu z nas też woli, aby traktować ich podmiotowo a nie przedmiotowo... Może jednak zachęciłaby mnie do zakupu dodatkowa informacja po zakończeniu serialu (programu, audycji), iż ulokowano "za określoną odpłatnością" następujące produkty (i tu lista...) w następujących momentach i scenach filmu (tu lista...) wraz z podaniem celu owego przekazu przyjętego w strategii promocyjnej.
Sądzę też, że samo stwierdzenie o "lokowaniu" produktu nie jest wystarczającym informacyjnym wypełnieniem ustawowego obowiązku przyjętego we wspomnianej nowelizacji, choć zapewne - jako, że taka promocja jest prawnie dozwolona - byłoby trudno udowodnić jakiekolwiek przestępstwo.
Natomiast problemem prawnym jest ewentualne stosowanie w mediach - zakazanego w Polsce - tzw.: "lokowania tematu", czyli jakiegokolwiek przekazu handlowego nawiązującego do "lokowanego" towaru, usługi lub ich znaku towarowego w scenariuszu lub liście dialogowej audycji w zamian za opłatę lub podobne wynagrodzenie...
U mnie wczoraj - w związku z powyższym - zrodziło się pytanie... Czy TVP nie popełniła przestępstwa przy "ulokowaniu" w serialu "M jak Miłość" sieci komórkowej "T-Mobile" poprzez umieszczenie - w nawiązaniu to tejże sieci - na liście dialogowej serialu następującego zwrotu: "Mamy wreszcie telefony służbowe. Wreszcie!"...
Odpowiedź na to pytanie pozostawiam dla KRRiT konkurencji sieci T-Mobile... ;)
Pozdrawiam
P.S.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy obecny szef TVP - w formie i wyrazie upodabniając jej funkcjonowanie i treść programową do stacji komercyjnych - nie działa być może na jej szkodę... ku uciesze mediów prywatnych...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Przedziwna, ale zgodna z prawem to informacja bombardująca nas swoją treścią na pomarańczowym paseczku u dołu ekranu... Jej konieczność wynika z treści niedawnej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (Dz.U. z 2011 r. Nr 85, poz. 459) dokonanej zgodnie dyrektywą Unii Europejskiej 2010/13/UE wprowadzającą właśnie pojęcia "lokowanie produktu" oraz "lokowanie tematu" (z angielskiego: product placement)
Jej podstawową wartością informacyjną jest przekazanie telewidzowi, iż we właśnie kończącej się audycji (serialu) reklamowano określone produkty.
Kiedyś takie "lokowanie" produktu określano wprost tzw.: "reklamą ukrytą" czy "kryptoreklamą". Jej warunkiem koniecznym był brak informacji o tym, że jest to jakakolwiek reklama czy promocja a widz miał stać się podmiotem (przedmiotem?) perswazji tegoż przekazu, czyli podświadomie utożsamiać się z określonym, pozytywnym wizerunkiem produktu, który wybierają (używają, konsumują) ulubieni aktorzy, gwiazdy czy celebryci występujący w znanych i lubianych programach (serialach) telewizyjnych. Ostatecznym sukcesem tej "kryptoreklamy" miało być dokonanie przez tegoż widza (lub jego otoczenie) świadomego lub intuicyjnego wyboru (zakupu) określonej marki. Innym celem było wykreowanie u konsumenta (widza) pożądanej użyteczności określonego produktu w zakresie realizacji przez niego pewnych funkcji pozamaterialnych jak: nowoczesność, moda, światowość, niezbędność, "collowatość"(;), itp. (np. właścicielka danej firmy korzysta z usług określonej sieci komórkowej, uznając ją za najlepszą a kamera infantylnie najeżdża na torbę z logo tej sieci i pokazuje ją przez kilka sekund zaburzając fabułę serialu).
Tego typu perswazyjny przekaz reklamowy zawsze wzbudzał kontrowersje ze względu na oddziaływanie na odbiorcę w sposób pośredni - na jego podświadomość bez przekazywania oczywistej i otwartej reklamy. Często też wykorzystuje się w nim tzw. promocyjne formy reklamy podprogowej.
Osobiście cieszę się, że wreszcie zaczęto informować widza, iż takie "lokowanie" w danym serialu (czy programie) podstępnie zostało wprowadzone do scenariusza. Cieszę się, że prekursorami tej informacji była telewizja publiczna, która swoje flagowe seriale przepoczwarzyła w niekończący się blok reklamowy... Śmiesznie i kuriozalnie to wygląda, kiedy dosłownie "na siłę" i wbrew logice fabuły w sposób dosłownie infantylny "lokuje się" jakiś bank czy sieć telefonii komórkowej... Podobnie jest w telewizjach prywatnych...
Dla mnie osobiście jest to tak groteskowe a sama kryptoreklama na tyle nieetyczna, że zniechęca mnie do zakupu tych produktów... Jestem przekorny i sądzę, że wielu z nas też woli, aby traktować ich podmiotowo a nie przedmiotowo... Może jednak zachęciłaby mnie do zakupu dodatkowa informacja po zakończeniu serialu (programu, audycji), iż ulokowano "za określoną odpłatnością" następujące produkty (i tu lista...) w następujących momentach i scenach filmu (tu lista...) wraz z podaniem celu owego przekazu przyjętego w strategii promocyjnej.
Sądzę też, że samo stwierdzenie o "lokowaniu" produktu nie jest wystarczającym informacyjnym wypełnieniem ustawowego obowiązku przyjętego we wspomnianej nowelizacji, choć zapewne - jako, że taka promocja jest prawnie dozwolona - byłoby trudno udowodnić jakiekolwiek przestępstwo.
Natomiast problemem prawnym jest ewentualne stosowanie w mediach - zakazanego w Polsce - tzw.: "lokowania tematu", czyli jakiegokolwiek przekazu handlowego nawiązującego do "lokowanego" towaru, usługi lub ich znaku towarowego w scenariuszu lub liście dialogowej audycji w zamian za opłatę lub podobne wynagrodzenie...
U mnie wczoraj - w związku z powyższym - zrodziło się pytanie... Czy TVP nie popełniła przestępstwa przy "ulokowaniu" w serialu "M jak Miłość" sieci komórkowej "T-Mobile" poprzez umieszczenie - w nawiązaniu to tejże sieci - na liście dialogowej serialu następującego zwrotu: "Mamy wreszcie telefony służbowe. Wreszcie!"...
Odpowiedź na to pytanie pozostawiam dla KRRiT konkurencji sieci T-Mobile... ;)
Pozdrawiam
P.S.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy obecny szef TVP - w formie i wyrazie upodabniając jej funkcjonowanie i treść programową do stacji komercyjnych - nie działa być może na jej szkodę... ku uciesze mediów prywatnych...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
wtorek, 6 grudnia 2011
Karzeł moralny karleje w pustce... aż żal patrzeć na T. Lisa...
Witam
Poniższy tekst napisałem przed dzisiejszym programem przeszacowanego Pana T. Lisa a zainspirowany do niego zostałem moją gniewną reakcja na samą zapowiedź tegoż "cyrku medialnego" dokonaną autorsko przez ową "hienę" dziennikarską.
Po jego napisaniu emocje opadły... i tekst dobrodusznie "powędrował" do archiwum i miał tam pozostać, bowiem - po dłuższej refleksji - zacząłem się zastanawiać czy może nie stałem się niejako nadmiernie przewrażliwionym tropicielem karlejącego "w pustce"' paradziennikarzyny...
Ale jakoś bezwiednie - pisząc coś zupełnie innego - w rogu monitora zostawiłem - co mnie podkusiło!!! - ekranik TV z samym Liskiem na żywo... I... negatywne emocje niestety wróciły a pogarda wobec tego pana spotęgowała się na tyle, że postanowiłem jednak opublikować to, co już spoczywało w "zaświatach" mojego archiwum....
(tekst oddzielony liniami przerywanymi)
Wiele już wypowiedziałem gorzkich słów na temat niejakiego T. Lisa. Wskazywałem na jego stopniowe wznoszenie się ku "himalajskim szczytom" hipokryzji, prostactwa, perfidnej (pośredniej i bezpośredniej) manipulacji i... fetoru roznoszącego się wokół jego gnijącej etyczno-moralnie i od środka osobowości.
W tekście T. Lis - Mistrz propagandy! wskazującym na stosowane przez niego techniki i metody manipulacji, pozwoliłem sobie scharakteryzować go słowami: "Jest człowiekiem chorobliwie ambitnym i moim zdaniem niezwykle próżnym (małostkowym i zakompleksionym). Uwielbia być w centrum zainteresowania a media są dla niego formą własnego dowartościowania. Te, pobieżnie przedstawione, cechy osobowościowe predestynują go do bycia idealnie sterownym pod jednym wszakże warunkiem: osobistego zwiększenia jego znaczenia. Dla osiągnięcia stanu wewnętrznej ekstazy potrzebuje poklasku i pochwał, aplauzu i uwielbienia. Cechy takie są charakterystyczne dla idoli muzycznych, celebrytów wszelkiej maści, przywódców totalitarnych. Dla nich jedną z największych satysfakcji jest wpływ na innych i skłonienie ich do zamierzonego zachowania, myślenia, itd...". Z kolei tłumacząc się z użycia wobec niego określenia "hiena dziennikarska" w felietonie Uwaga! T. LIS... Kolejna poniedziałkowa manipulacja! napisałem: "W odpowiedzi na wiele pytań internautów pragnę jedynie powiedzieć, że dla mnie każde zwierzątko jest śliczne, nawet hiena, szczur czy lis... tak więc przypisywanie przeze mnie cech zwierzęcych ludziom nigdy nie jest (z mojego punktu widzenia) pejoratywne a tylko dla nich korzystne. I tak też proszę traktować użytą przeze mnie nazwę zwierzątka: "hiena", tym bardziej przed Wigilią, gdzie wszystkie nasze wspaniałe zwierzątka mówią ponoć ludzkim głosem".
Było tych tekstów jeszcze kilka. Wszystkie one są wyrazem mojej opinii o tym panu i ciesze się, że mogę je napisać będąc bardzo daleko od niego... Dla mnie bowiem podanie ręki lub nawet wymiana grzecznościowych pozdrowień z tą "personą" byłaby dyshonorem i osobistą hańbą. Sądzę też, że moje ewentualne i realne spotkanie z nim musiałoby zakończyć się moimi mdłościami skutkującymi koniecznością oddania przez niego swojego garnituru do pralni... celem oczyszczenia go z pozostałości zawartości moich treści żołądkowych... Albo... rękoczynów unikam, ale nie wiem czy nie zmieniłbym wtedy też swoich zasad...
Traf jednak chciał, że obejrzałem przed chwilą zapowiedź jego programu, która została gardłowo wykrztuszona - a jakże - przez niego samego. Program będzie dotyczył w całości reakcji na przemówienie R. Sikorskiego. Gośćmi będą m.in. A. Kwaśniewski (twierdzący, że można oddać trochę suwerenności jednocześnie ją zachowując - sic!) oraz jakaś Róża (która jakoś po polsku nie potrafi do mnie prawidłowo przemówić i zawsze krzyczy), Siwiec (którego pamiętam całującego po pijaku kielecką ziemię "na papieża"), Kurski (nieraz błyskotliwy, ale nie wzbudzający raczej zaufania) oraz Czarnecki (ogólnie bardzo politycznie kochliwy, bowiem zmieniający często obiekty swoich uczuć).
Zobaczymy jak potoczy się dyskusja, ale mdłości dostałem w momencie, kiedy w czasie zapowiedzi T. Lis raczył zadać pytanie o to czy grozi nam utrata niepodległości. Nie byłoby w tym może nic niestosownego, ale przebrzydły Pan Lis niemalże zakrztusił się przed wypowiedzeniem słowa "niepodległość"... aż jednoznacznie odchrząknął i zachrypiał zanim je z siebie wydusił. Owe charakterystyczne wyartykułowanie tego odgłosu jest typowym niewerbalnym (tu: manipulacyjnym) przekazem, mającym stworzyć u odbiorcy wrażenie, że późniejsze opisywane wydarzenie lub postać czy wypowiadane słowa ( w tym wypadku: niepodległość) są śmieszne, trywialne, groteskowe, wstydliwe, "trącące myszką", zaściankowe i w ogóle jakieś kuriozalne...
Oczywiście - podczas mówienia - nagłe zachrypniecie i jego "naprawa" może zdarzyć się każdemu, ale już fakt wyemitowania go w owej telewizyjnej zapowiedzi (nagranej zdecydowanie wcześniej, co umożliwiało powtórzenie ujęcia) było z pewnością zabiegiem celowym i manipulacyjnie - z pełną premedytacją i nienawiścią wobec polskiej niepodległości - wykreowanym
Przerywam.... muszę wyładować emocje rzucając moimi woreczkami z piaskiem o ścianę... chyba muszę sobie sprawić taki jeden z odpowiednim malowidłem graficznym...
Po napisaniu tekstu uznałem, że może przesadzam... ale nawet jeśli tak jest, to - po obejrzeniu dzisiejszego programu, stworzonej przez Lisa jego narracji, autouwidocznieniu przez dziennikarzynę własnego prymitywizmu i prostactwa werbalnego a przede wszystkim po usilnych jego próbach nakierowania rozmowy na to "gdzie pan widzi tak naprawdę tą utratę niepodległości" - nie będę żałował jego upublicznienia...
I w dalszym ciągu mam - niestety już gasnącą - nadzieję, że kiedyś Szanowny Pan T. Lis zacznie kroczyć drogą ludzkiej przyzwoitości i etosu dziennikarskiego a stanąwszy w ostatniej kałuży nie zobaczy za sobą kompletnej PUSTKI...
Poniższe słowa to też dla niego...
-------------------------------------------------
...ostatnia KAŁUŻA...
Tak od niechcenia... patrzę na coraz bardziej rozchwiany i niezrozumiały, otaczający mnie świat...
Tak od niechcenia... wstawszy rano z coraz większą rezygnacją przyglądam się tej grze pozorów w wykonaniu coraz bardziej żenujących i bezosobowych (niczym kukiełki) aktorów - clownów...
Tak od niechcenia... widzę zdziwione oczy dziecka pytającego, czy warto być w życiu przyzwoitym i już wcale nie dziwię się, że samo sobie odpowiada... pewnie, że nie warto!...
Z obojętnością, pouczony że jest on taki jak wszyscy ... przechodzę obok niepełnosprawnego...
Z obojętnością i już bez zdziwienia... widzę kolejną reklamę, znów lepszego proszku do prania...
Z obojętnością i rezygnacją klikam w klawiaturę... zastanawiając się czy potrafię jeszcze pisać zwykłym długopisem...
Beznamiętnie rejestruję kolejne obrazy wizyjne i notki prasowe... gdzie śmierć, krew, wojna, gwałt, przemoc, nikczemność i niegodziwość oraz całe to zło tego świata wcale nie wpływają na mój dobry apetyt...
Powoli już nie reaguję na żaden przejaw zła i cierpienia... patrząc jak po raz kolejny mój syn zabija przed monitorem nauczyciela, pewnie wyobrażając sobie, że jest to jeden z tych, rzeczywistych i znienawidzonych...
Powoli, niczym u bohatera Królowej Śniegu... zamarza moje serce...
I tylko gdzieś tam z otchłani i nawet natrętnie przebija się do mojej świadomości myśl-pytanie: CZY JESTEM JESZCZE CZŁOWIEKIEM?
I tylko gdzieś tam głęboko zaczynam czuć narastający strach przed tym, że - idąc tak bezmyślnie, bezrefleksyjnie i BEZEMOCJONALNIE prostą drogą swojego życia, w końcu wdepnąwszy W TĄ OSTATNIĄ KAŁUŻĘ - odwrócę się... a za mną będzie PUSTKA...
I KTO BĘDZIE JEJ WINIEN?
krzysztofjaw, grudzień 2009
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Poniższy tekst napisałem przed dzisiejszym programem przeszacowanego Pana T. Lisa a zainspirowany do niego zostałem moją gniewną reakcja na samą zapowiedź tegoż "cyrku medialnego" dokonaną autorsko przez ową "hienę" dziennikarską.
Po jego napisaniu emocje opadły... i tekst dobrodusznie "powędrował" do archiwum i miał tam pozostać, bowiem - po dłuższej refleksji - zacząłem się zastanawiać czy może nie stałem się niejako nadmiernie przewrażliwionym tropicielem karlejącego "w pustce"' paradziennikarzyny...
Ale jakoś bezwiednie - pisząc coś zupełnie innego - w rogu monitora zostawiłem - co mnie podkusiło!!! - ekranik TV z samym Liskiem na żywo... I... negatywne emocje niestety wróciły a pogarda wobec tego pana spotęgowała się na tyle, że postanowiłem jednak opublikować to, co już spoczywało w "zaświatach" mojego archiwum....
(tekst oddzielony liniami przerywanymi)
-------------------------------------------------------------------
Wiele już wypowiedziałem gorzkich słów na temat niejakiego T. Lisa. Wskazywałem na jego stopniowe wznoszenie się ku "himalajskim szczytom" hipokryzji, prostactwa, perfidnej (pośredniej i bezpośredniej) manipulacji i... fetoru roznoszącego się wokół jego gnijącej etyczno-moralnie i od środka osobowości.
W tekście T. Lis - Mistrz propagandy! wskazującym na stosowane przez niego techniki i metody manipulacji, pozwoliłem sobie scharakteryzować go słowami: "Jest człowiekiem chorobliwie ambitnym i moim zdaniem niezwykle próżnym (małostkowym i zakompleksionym). Uwielbia być w centrum zainteresowania a media są dla niego formą własnego dowartościowania. Te, pobieżnie przedstawione, cechy osobowościowe predestynują go do bycia idealnie sterownym pod jednym wszakże warunkiem: osobistego zwiększenia jego znaczenia. Dla osiągnięcia stanu wewnętrznej ekstazy potrzebuje poklasku i pochwał, aplauzu i uwielbienia. Cechy takie są charakterystyczne dla idoli muzycznych, celebrytów wszelkiej maści, przywódców totalitarnych. Dla nich jedną z największych satysfakcji jest wpływ na innych i skłonienie ich do zamierzonego zachowania, myślenia, itd...". Z kolei tłumacząc się z użycia wobec niego określenia "hiena dziennikarska" w felietonie Uwaga! T. LIS... Kolejna poniedziałkowa manipulacja! napisałem: "W odpowiedzi na wiele pytań internautów pragnę jedynie powiedzieć, że dla mnie każde zwierzątko jest śliczne, nawet hiena, szczur czy lis... tak więc przypisywanie przeze mnie cech zwierzęcych ludziom nigdy nie jest (z mojego punktu widzenia) pejoratywne a tylko dla nich korzystne. I tak też proszę traktować użytą przeze mnie nazwę zwierzątka: "hiena", tym bardziej przed Wigilią, gdzie wszystkie nasze wspaniałe zwierzątka mówią ponoć ludzkim głosem".
Było tych tekstów jeszcze kilka. Wszystkie one są wyrazem mojej opinii o tym panu i ciesze się, że mogę je napisać będąc bardzo daleko od niego... Dla mnie bowiem podanie ręki lub nawet wymiana grzecznościowych pozdrowień z tą "personą" byłaby dyshonorem i osobistą hańbą. Sądzę też, że moje ewentualne i realne spotkanie z nim musiałoby zakończyć się moimi mdłościami skutkującymi koniecznością oddania przez niego swojego garnituru do pralni... celem oczyszczenia go z pozostałości zawartości moich treści żołądkowych... Albo... rękoczynów unikam, ale nie wiem czy nie zmieniłbym wtedy też swoich zasad...
Traf jednak chciał, że obejrzałem przed chwilą zapowiedź jego programu, która została gardłowo wykrztuszona - a jakże - przez niego samego. Program będzie dotyczył w całości reakcji na przemówienie R. Sikorskiego. Gośćmi będą m.in. A. Kwaśniewski (twierdzący, że można oddać trochę suwerenności jednocześnie ją zachowując - sic!) oraz jakaś Róża (która jakoś po polsku nie potrafi do mnie prawidłowo przemówić i zawsze krzyczy), Siwiec (którego pamiętam całującego po pijaku kielecką ziemię "na papieża"), Kurski (nieraz błyskotliwy, ale nie wzbudzający raczej zaufania) oraz Czarnecki (ogólnie bardzo politycznie kochliwy, bowiem zmieniający często obiekty swoich uczuć).
Zobaczymy jak potoczy się dyskusja, ale mdłości dostałem w momencie, kiedy w czasie zapowiedzi T. Lis raczył zadać pytanie o to czy grozi nam utrata niepodległości. Nie byłoby w tym może nic niestosownego, ale przebrzydły Pan Lis niemalże zakrztusił się przed wypowiedzeniem słowa "niepodległość"... aż jednoznacznie odchrząknął i zachrypiał zanim je z siebie wydusił. Owe charakterystyczne wyartykułowanie tego odgłosu jest typowym niewerbalnym (tu: manipulacyjnym) przekazem, mającym stworzyć u odbiorcy wrażenie, że późniejsze opisywane wydarzenie lub postać czy wypowiadane słowa ( w tym wypadku: niepodległość) są śmieszne, trywialne, groteskowe, wstydliwe, "trącące myszką", zaściankowe i w ogóle jakieś kuriozalne...
Oczywiście - podczas mówienia - nagłe zachrypniecie i jego "naprawa" może zdarzyć się każdemu, ale już fakt wyemitowania go w owej telewizyjnej zapowiedzi (nagranej zdecydowanie wcześniej, co umożliwiało powtórzenie ujęcia) było z pewnością zabiegiem celowym i manipulacyjnie - z pełną premedytacją i nienawiścią wobec polskiej niepodległości - wykreowanym
Przerywam.... muszę wyładować emocje rzucając moimi woreczkami z piaskiem o ścianę... chyba muszę sobie sprawić taki jeden z odpowiednim malowidłem graficznym...
-------------------------------------------------------------------
Po napisaniu tekstu uznałem, że może przesadzam... ale nawet jeśli tak jest, to - po obejrzeniu dzisiejszego programu, stworzonej przez Lisa jego narracji, autouwidocznieniu przez dziennikarzynę własnego prymitywizmu i prostactwa werbalnego a przede wszystkim po usilnych jego próbach nakierowania rozmowy na to "gdzie pan widzi tak naprawdę tą utratę niepodległości" - nie będę żałował jego upublicznienia...
I w dalszym ciągu mam - niestety już gasnącą - nadzieję, że kiedyś Szanowny Pan T. Lis zacznie kroczyć drogą ludzkiej przyzwoitości i etosu dziennikarskiego a stanąwszy w ostatniej kałuży nie zobaczy za sobą kompletnej PUSTKI...
Poniższe słowa to też dla niego...
-------------------------------------------------
...ostatnia KAŁUŻA...
Tak od niechcenia... patrzę na coraz bardziej rozchwiany i niezrozumiały, otaczający mnie świat...
Tak od niechcenia... wstawszy rano z coraz większą rezygnacją przyglądam się tej grze pozorów w wykonaniu coraz bardziej żenujących i bezosobowych (niczym kukiełki) aktorów - clownów...
Tak od niechcenia... widzę zdziwione oczy dziecka pytającego, czy warto być w życiu przyzwoitym i już wcale nie dziwię się, że samo sobie odpowiada... pewnie, że nie warto!...
Z obojętnością, pouczony że jest on taki jak wszyscy ... przechodzę obok niepełnosprawnego...
Z obojętnością i już bez zdziwienia... widzę kolejną reklamę, znów lepszego proszku do prania...
Z obojętnością i rezygnacją klikam w klawiaturę... zastanawiając się czy potrafię jeszcze pisać zwykłym długopisem...
Beznamiętnie rejestruję kolejne obrazy wizyjne i notki prasowe... gdzie śmierć, krew, wojna, gwałt, przemoc, nikczemność i niegodziwość oraz całe to zło tego świata wcale nie wpływają na mój dobry apetyt...
Powoli już nie reaguję na żaden przejaw zła i cierpienia... patrząc jak po raz kolejny mój syn zabija przed monitorem nauczyciela, pewnie wyobrażając sobie, że jest to jeden z tych, rzeczywistych i znienawidzonych...
Powoli, niczym u bohatera Królowej Śniegu... zamarza moje serce...
I tylko gdzieś tam z otchłani i nawet natrętnie przebija się do mojej świadomości myśl-pytanie: CZY JESTEM JESZCZE CZŁOWIEKIEM?
I tylko gdzieś tam głęboko zaczynam czuć narastający strach przed tym, że - idąc tak bezmyślnie, bezrefleksyjnie i BEZEMOCJONALNIE prostą drogą swojego życia, w końcu wdepnąwszy W TĄ OSTATNIĄ KAŁUŻĘ - odwrócę się... a za mną będzie PUSTKA...
I KTO BĘDZIE JEJ WINIEN?
krzysztofjaw, grudzień 2009
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)