sobota, 10 kwietnia 2021

Czy dowiemy się kiedykolwiek prawdy o tragedii smoleńskiej?

Pamiętam 10 kwietnia roku pamiętnego. Jeszcze spałem, kiedy obudziła mnie moja mama obwieszczając tą straszną informację. Moje pierwsze reakcje oscylowały wokół tego, że naszego prezydenta zabili Sowieci albo nasze służby, które chciały wypromować na prezydenta B. Komorowskiego. Później zdałem sobie sprawę, że tak nie musi być i o potencjalnym zamachu zdecydowało porozumienie między podziałami: zarówno polskich, sowieckich i zachodnich służb specjalnych. 

Warto w tym miejscu przypomnieć, że ówcześnie trwał "reset" w stosunkach między Rosją a USA zapoczątkowany prezydenturą B.H. Obamy a ś.p. Lech Kaczyński był nadzwyczaj nielubiany przez przywódców Rosji i USA, bo stał na przeszkodzie zbliżeniu tych krajów. Chyba tylko człowiek naiwny może sądzić, że taki zamach mógłby być przygotowany tylko przez jedną stronę bez wiedzy drugiej. A może też była i trzecia strona w postaci UE?

Swego czasu napisałem tekst "Kto i dlaczego boi się zjednoczonych rządów prawicy w Polsce?" [1] , w którym zawarłem wiele swoich przemyśleń, też związanych z katastrofą smoleńską. Niestety po wielu latach rządów PiS dalej nic na ten temat nie wiemy, chociaż wydawałoby się, iż wyjaśnienie tej tragedii przez nasze rządy będzie priorytetem. Ale tak się nie stało, nad czym boleję. A dlaczego tak jest? Otóż mogę się tylko domyślać i wskazywać, że skoro nie jest nam dane poznać i opublikować prawdę, to znaczy, że zamieszani w ten zamach byli nasi dzisiejsi niby sojusznicy. 

Wobec tego mam osobistą wątpliwość, którą zawrę w pytaniu: Czy kiedykolwiek dowiemy się prawdy o tragedii smoleńskiej?

Na pewno możemy wskazać zaniedbania i nawet działania przestępcze podczas organizacji lotu do Smoleńska. Z pewnością też możemy pokazać a nawet skazać niektórych za przebieg i organizację śledztwa i działań, które były wykonywane po tragedii.

Ale czy nawet, jeśli potwierdzimy wybuch czy wybuchy w samolocie to dowiemy się, czy mógłby to być zamach? A jeżeli zamach, to kto go zorganizował i zrealizował? Na tak postawione pytanie trudno dziś odpowiedzieć a osobiście uważam, że pełnej prawdy nie dowiemy się przez dziesiątki lat. 

Katastrofa w Gibraltarze - do dzisiaj nic nie wiemy a UK dalej utajnia dokumenty. Oczywiście możemy się domyślać przyczyn, ale dalej nie możemy stwierdzić faktów. Czy tak nie będzie z tragedią smoleńską? 

Bo - powtarzam - nie chce mi się wierzyć, że - jeżeliby to był zamach - to został dokonany np. tylko przez "naszych" wspólnie z np. Rosją. Zachód, w tym USA nic by nie wiedziały? Wątpię... chociażby po tajemniczym wulkanie, który nagle wybuchł po latach i uniemożliwił przyjazd przywódców światowych na pogrzeb ś.p. Lecha Kaczyńskiego i po tym nieszczęsnym golfie, gdzie B. H. Obama ostentacyjnie grał w niego podczas pogrzebu naszego prezydenta. 

Od tragedii mija już jedenaście lat a my dalej żyjemy w niewiedzy. Czy naprawdę ta prawda o niej jest tak zabójcza? Chyba jednak tak i z pewnością nie dowiemy się o niej za naszego życia. Może nasze dzieci i wnuki lub prawnuki doczekają się jednak jej ujawnienia. Ale to wszystko jest tylko w formie pytającej i wątpiącej. 

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/01/kto-i-dlaczego-boi-sie-zjednoczonych.html

krzysztofjaw

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

piątek, 9 kwietnia 2021

Antyszczepionkowcy vs. szczepionkowcy - gdzie leży prawda?

Od razu odpowiadam na tytułowe pytanie: ano w "głębokim i niedostępnym lesie".  I tak jak to bywa niemal zawsze, to prawda leży po środku. 

Mało tego, takie postawienie sprawy identyfikuje ludzi nie tylko pod względem stosunku do szczepionek przeciw wirusowi SARS-COV2, ale też pozwala na pogrupowanie ich wedle ogólnego stosunku do samej pandemii i jej skutków. 

Ogólnie można wskazać na dwie grupy. Jedna uważa, że wirus wymaga nadzwyczajnych środków w celu jego pokonania a druga, że tak naprawdę takie środki są niepotrzebne, bo wirus jest mniej groźny niż przypuszczano i wszelkie obostrzenia z nim związane są niepotrzebne a cała ta panika służy jedynie naszemu zniewoleniu.  

Pierwsi argumentują, że pandemia ma charakter międzynarodowy i wszyscy z nią walczą tak jak umieją. Drudzy podważają konieczność jakichkolwiek obostrzeń i negują szczepionki jako takie, które nie są przebadane a my wszyscy jesteśmy poddawani eksperymentowi medycznemu w tzw. trzecim etapie badania tychże szczepionek. 

Osobiście nie neguję istnienia tego paskudnego koronawirusa, który powoduje zachorowanie na COVID-19. Wielu ludzi z jego powodu umarło, przy czym większość z nich miało też choroby współistniejące a osłabionemu organizmowi trudniej z nim walczyć. U mnie w rodzinie też jest jedna jego ofiara: moja ciocia, siostra mojej mamy a wśród znajomych też wielu już chorowało i nie wspominają tych dni dobrze. Całkiem niedawno chorobę przechodziła cała rodzina moich dobrych znajomych i przebieg choroby był bardzo ciężki: gorączka 40 stopni, kaszel, duszności, ogólne wyczerpanie a rekonwalescencja okazała się  długa i uciążliwa. 

Tym niemniej warto się zastanowić czy środki podjęte w walce z tym paskudztwem są adekwatne do realnego i negatywnego jego oddziaływania  na społeczeństwo, nas wszystkich. I znów odpowiadam, że nie. Wirus okazał się mniej groźny niż przypuszczano a cała ta panika covidowa jest przesadzona i tak naprawdę zyski z niej czerpią koncerny farmaceutyczne, które na raz "wespół zespół" wyprodukowały na tego wirusa szczepionki, chociaż wcześniej się mówiło, że aby stworzyć skuteczną szczepionkę trzeba minimum 5-8 lat. A tutaj po roku czasu mamy wysyp medykamentów: Pfizer, Moderna, CureVac, AstraZeneca, Johnson&Johnson i rosyjskiego Sputnika V. Czy wszystkie te firmy zapomniały o badaniach klinicznych, które są niezbędne do wprowadzenia swoich preparatów na rynek? A może faktycznie bieżący okres szczepień na całym świecie jest wielkim eksperymentem medycznym i tak naprawdę dopiero teraz firmy farmaceutyczne badają skuteczność i ewentualne skutki uboczne wynikające z ich przyjęcia? Pozostawiam to do oceny czytelników. 

Z mediów cały czas nas straszą tym wirusem. A my sami jesteśmy bezbronni i poddajemy się bez walki o naszą wolność. Czy to jest słuszne? I znów odpowiadam, że nie. Gdzieś zniknęły zachorowania na grypę, które każdego roku były zmorą lekarzy i pacjentów. Teraz jej nie ma, bo wszyscy mają koronawirusa. Nie jest to dziwne? A taki fakt, że pacjenci są odsyłani na późniejszy termin swoich zaplanowanych zabiegów. Ile takich osób zmarło nie doczekawszy się pomocy? Niektórzy mówią, że w Polsce nawet powyżej 100 tysięcy, a przecież każda śmieć jest dla rodziny i przyjaciół ogromną traumą.  

Ciężko pisać dziś o pandemii i wyrażać swoje wątpliwości, bo przecież nasz rząd prowadzi zmasowaną kampanię medialną, która nakazuje nam walkę z koronawirusem i zachęca do szczepień. Noszenie maseczek, dezynfekcja rąk i odległość 1,5; 2,0  metry jeden od drugiego to niby minimum. A szczepienia już nam pozwolą na pokonanie wirusa. Może jest w tym część prawdy, ale dlaczego ludzie zaszczepieni też chorują? Odpowiedź na to pytanie znów pozostawiam czytelnikom. 

Na dziś wiemy jedno: koronawirus został stworzony ludzką ręką. W laboratoriach chińskich. Jaki udział w jego stworzeniu mieli mitomańscy finansowi władcy świata tego nie wiem, chociaż wszystkie drogi prowadzą do B. Gatesa i G. Sorosa. Czy tak w rzeczywistości jest? Nie wiem, ale historia ludzkości to historia przeróżnych spisków i tak było od zawsze. 

Na koniec. Kto chce się szczepić niech się szczepi a kto nie chce niech unika tego szczepienia. Ja osobiście odradzam, ale wolna wola każdego jest święta. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

piątek, 2 kwietnia 2021

Trwa Wielki Tydzień 2021 roku - jakże znów odmienny od normalności...

Dawno nie pisałem, ale nagromadziło się tyle osobistych i niezałatwionych spraw, że po prostu pisanie bloga musiało stać się sprawą drugorzędną. 

Nie znaczy to oczywiście, iż nie obserwuję tego co dzieje się w Polsce i na świecie. A dzieją się rzeczy bardzo złe, złe dla nas wszystkich i wynikające przede wszystkim z działań związanych z tzw. pandemią koronawirusa. Osobiście nie neguję, że ten wirus jest, ale ogólnoświatowa panika z tym związana wydaje się nazbyt rozdmuchana i prowadząca wprost do naszego zniewolenia, także - poprzez obostrzenia dla wiernych - w sferze ataku na naszą katolicką wiarę, czyli ograniczenie liczby osób mogących uczestniczyć w nabożeństwach lub nawet - w niektórych przypadkach - zamykanie kościołów. 

A przecież trwa Triduum Paschalne upamiętniające Ostatnią Wieczerzę, Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa. Po smutnym dzisiejszym dniu nastąpi Jego Zmartwychwstanie. A przecież w Wielką Sobotę zawsze święciliśmy pokarmy. A teraz? Proponuje nam się żebyśmy sami odmówili modlitwę nad tradycyjną Święconką i uznawali to za rzecz w obecnych warunkach jak najbardziej dopuszczalną. 

Dla wszystkich chrześcijan na świecie to najsmutniejsze, ale i najradośniejsze w roku dni i najważniejsze wspomnienie największej Tajemnicy Wiary, dzięki której nabiera ona właściwego sensu i wymiaru. Dlaczego więc odbiera nam się szansę na osobiste spotkanie w tych dniach z Jezusem Chrystusem w Bożej Świątyni? 

Jacyś lewaccy kretyni biegają dziś po kościołach i zliczają wiernych uczestniczących w Maszach Świętych. Hipokryzja największych rozmiarów zważywszy, że nie reagowali na liczbę uczestników w tzw. marszach/wiecach "Strajku Kobiet". Ale tak naprawdę to nie oni są winni, ale Ci, którzy wyznaczyli limit wiernych w kościołach, chociaż w supermarketach ocieramy się jedni o drugich i nikt nie liczy tak naprawdę ilu klientów w danym momencie jest w sklepie. A to już hipokryzja rządzących. 

Dziś wspominamy śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla ludzi wierzących jest to - jak wspomniałem -   jednym z najtragiczniejszych a jednocześnie najradośniejszych momentów przeżywania ich wiary, bowiem dzięki niej mogło nastąpić zapowiadane Zmartwychwstanie Mesjasza i również odpuszczenie nam Grzechu Pierworodnego. 

Z rąk katów zginął niewinny człowiek, który z woli Boga narodził się na Ziemi jako Jego Syn, aby nieść Jego Słowo. Nie został ukamienowany. Kaci i mordercy wpierw w swoim zaprzańskim i bałwochwalczym tchórzliwym obłędzie musieli Go poniżyć, ośmieszyć i zadać mu ból Drogi Krzyżowej. Wewnętrzna Moc Jezusa, której tak bali się Jego oprawcy i głęboka wiara w Ojca, jakiej nigdy - do dzisiaj - nie zaznali stała się dla Nas wszystkich odkupieniem naszych win.

Nauczyciel Słowa Bożego zginął tragicznie jedynie za głoszenie tego Słowa i wskazywanie innej, lepszej oraz godnej drogi życia, po której ludzie winni kroczyć ku Zbawieniu. Ale przecież ta śmierć sprowokowana i zadana Mu przez ziejących nienawiścią i strachem innych ludzi, sanhedryńskich  faryzeuszy, okazała się Zwycięstwem: Dobra nad złem, Miłości nad nienawiścią, Prawdy nad kłamstwem, Godności nad pogardą i małością, Życia nad śmiercią... To daje i nam  radość i możemy się weselić, bo Jego Zmartwychwstanie zapowiada też takie Zmartwychwstanie nas samych...

Zważmy jednak, że śmierć zadana Jezusowi a zakończona Jego zwycięstwem, czyli Zmartwychwstaniem nie kończy Jego Mesjanistycznej Drogi Życia na Ziemi. Wprost przeciwnie! Każdy z nas, naszych przodków i tych, którzy przyjdą po nas... My wszyscy wierzący w Niego jesteśmy budowniczymi kolejnych "odcinków" tej drogi... aż do Dnia Ostatecznego i wstąpienia do Królestwa Bożego...

Budujmy tą drogę do Bożej Szczęśliwości każdego dnia i najlepiej oraz najpiękniej jak tylko potrafimy. Trwajmy w prawdzie i głośmy prawdę,  nie bójmy się upadać, ale silni pokorą zawsze starajmy się wstawać i iść dalej tą jakże w sumie prostą drogą... zostawiając za sobą miłości, dobroci i mądrości ślady.

Jezus Chrystus poprzez swoje Zmartwychwstanie  dał nam wiarę w zwycięstwo i czerpanie radości nawet z cierpienia... Zło, obłuda, kłamstwo, ból... były dla Jezusa tylko tragicznymi etapami w drodze do zwycięstwa i pełnej chwały. Wierzmy więc, że obecne nasze doświadczenie koronawirusowe i tak zakończy się zwycięstwem Życia nad śmiercią, zwycięstwem nad mocami Zła, które zainicjowały i zaplanowały obecną pandemię.

Niech w codziennym życiu królują w nas Wiara, Nadzieja i Miłość a radość z pewności  Zmartwychwstania Pańskiego upewnia nas, że ostatecznie zatwardziałym piewcom Zła Bóg wyznaczył rolę przegranych i wiecznie potępionych... 

Niech Droga jaką wyznaczył nam Jezus Chrystus będzie naszą drogą wiary w zwycięstwo właśnie dobra, prawdy i piękna... a dla naszej Ojczyzny będzie zwiastowaniem jej zwycięstwa, ostatecznego zwycięstwa. Może faktycznie to Polska będzie tą iskrą, która zapali ogień serca powrotu do wiary dla Europejczyków i nie tylko. Może... ale będzie to od nas wymagało wielu poświęceń i trwania w wierze mimo wszystko, mimo tego, że świat się zlaicyzował, odszedł od Jezusa Chrystusa i dziś mamy do czynienia ze zniewalaniem ludzi przez tych, którzy uzurpują dla siebie miano faryzejskich nadludzi.  

Radujmy się i weselmy... i nie traćmy nigdy wiary, nadziei i optymizmu... Módlmy się, aby kolejne Święta Zmartwychwstania Pańskiego były na powrót normalne, takie jak przez setki lat. 

Na te dwa dni i dzień Zmartwychwstania Pańskiego życzę wszystkim wyciszenia z bieżących emocji politycznych i opamiętania w bezkrytycznym przyjmowaniu kolejnych obostrzeń związanych z koronawirusem, przeżycia zjednoczenia z Jezusem w czasie jego cierpienia i radości z jego Zmartwychwstania oraz miłości, ciepła, spokoju, pogody ducha, spotkania z rodziną i dzielenia się z każdym Bożą miłością.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com