Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koronawirus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koronawirus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lutego 2022

Bill Gates zapowiada kolejną pandemię o innym patogenie niż koronawirusy!

Bill Gates już wie?! 

W rozmowie z Hadley Gamble z CNBC na dorocznej niemieckiej konferencji bezpieczeństwa w Monachium, Bill Gates, współprzewodniczący Fundacji Billa i Melindy Gates'ów, powiedział, że ryzyko Covid „dramatycznie się zmniejszyło” ("dramatycznie zostało zredukowane"), ale jest niemalże pewny (sic!), ż nadchodzi potencjalnie kolejna, nowa pandemia wywodząca się z innego patogenu niż rodzina koronawirusa. 

Dodał tez, że zaawansowanie technologii medycznych powinno pomóc światu lepiej poradzić sobie z przewidywaną pandemią, jeżeli już teraz dokona się niezbędnych inwestycji.


"Dwa lata po pandemii koronawirusa B. Gates powiedział, że najgorsze skutki zniknęły, ponieważ ogromne połacie światowej populacji zyskały pewien poziom odporności. Jego nasilenie zmalało również w najnowszym wariancie omikron (...) Podkreślał przy tym, że w wielu miejscach, które zostały dotknięte wirusem, stworzył on taki poziom odporności, że "zrobił lepszą robotę w celu pozbycia się go ze światowej populacji, niż szczepionki" (...) B. Gates zauważył, że jest już „zbyt późno”, aby Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) udało się osiągnąć cel zaszczepienia 70 proc. globalnej populacji do połowy 2022 roku. Obecnie 61,7 proc. światowej populacji otrzymała przynajmniej jedną dawkę szczepionki na Covid-19 (...) Miliarder dodał, że świat powinien działać szybciej w celu wypracowania i dystrybucji szczepionek, wzywając rządy, aby już teraz dokonywały niezbędnych inwestycji. Następnym razem spróbujemy zamiast w dwa lata, wyprodukować je w sześć miesięcy – stwierdził wyjaśniając, iż umożliwią to standaryzowane platformy, włącznie z technologią informacyjnego RNA (mRNA). [1]

"Gates, za pośrednictwem Fundacji Billa i Melindy Gatesów, nawiązał współpracę z brytyjskim Wellcome Trust, przekazując 300 milionów dolarów na rzecz Coalition for Epidemic Preparedness Innovations, która pomogła stworzyć program Covax mający na celu dostarczanie szczepionek do krajów o niskich i średnich dochodach (...) CEPI zamierza zebrać 3,5 miliarda dolarów, starając się skrócić czas potrzebny na opracowanie nowej szczepionki do zaledwie 100 dni (dop. k.j. - sic!!!!)" [1].

Warto uważnie słuchać Billa Gatesa bowiem już w kwietniu 2021 stwierdził, że pandemia koronowairusa ustanie w drugiej połowie 2022 roku [2] i tak się aktualnie dzieje. 

Mało tego... już w 2015 roku przewidywał, że największym zagrożeniem dla ludzkości nie będą:  wojna, terroryzm i kataklizmy naturalne. "Tym, co stanowi największe zagrożenie dla ludzkości, będzie wirus". Gates wygłosił to przemówienie w czasie, gdy Afryka Zachodnia zmagała się z wirusem eboli, który szczęśliwie nie doszedł do Europy ani Ameryki. To był pretekst, przekonywał założyciel Microsoftu, by świat przygotował się na nadejście kolejnego wirusa, którego uderzenie może być znacznie silniejsze. "Jeśli coś zabije 10 mln ludzi w ciągu najbliższych dekad, najprawdopodobniej będzie to wysoce zakaźny wirus, a nie wojna. Nie pociski, a mikroby. Częściową przyczyną są ogromne inwestycje w nuklearne straszaki przy znikomych nakładach na powstrzymanie epidemii. Nie jesteśmy gotowi na kolejną epidemię" [3].

Zresztą te jego przewidywania końca obecnej pandemii były przez niego wielokrotnie powtarzane. Choćby w styczniu kiedy stwierdził: "Gdy osłabnie fala Covid-19 napędzana obecnie Omikronem, występować będzie raczej znacznie mniej przypadków. Koronawirusa będzie można prawdopodobnie traktować jako sezonową grypę" [4]. 

Ale powróćmy do jego przepowiedni, które też nie są nowe, bo już w marcu 2021 stwierdzić był raczył: "Koronawirus wcale nie musi być najczarniejszym scenariuszem. Prawdziwie śmiertelna pandemia, która zdziesiątkuje życie na Ziemi, może być kwestią lat, nie dziesięcioleci. Wtedy międzynarodowa społeczność musi być gotowa na wspólne działanie od samego początku" [5].

Naprawdę nie wiem, co się kołacze w tej jego megalomańskiej i mitomańskiej głowie, ale ma naprawdę ogromne pieniądze na realizację swoich - dla mnie psychopatycznych - fantazji. 

Warto bowiem zauważyć, że jego słowa prędzej czy później się jednak realnie sprawdzają, co dla ogółu ludzkości jest fatalną informacją, biorąc też pod uwagę wyrażaną przez niego opinię, iż dziś jest na świecie za dużo ludzi i trzeba zredukować ich liczbę (depopulacja) [6]. Czy ma być ona zredukowana poprzez wywoływanie nowych pandemii? Pytanie pozostawiam otwarte...

Oczywiście znajdą się tacy, którzy znów okrzykną, że to tylko jakieś "teorie spiskowe", ale czy jakiekolwiek słowa przepowiadań B. Gatesa dotychczas w dużej mierze się nie sprawdziły? A skoro powoli i systematycznie z czasem się spełniają to czy nie mamy prawa bać się jego słów i chorych fantazji rodzących się w tej jego poplątanej łepetynie? 

I przerażające jest to, że B. Gates nie jest wyjątkiem. Wielu mu podobnych też chce zarządzać światem w ramach NWO i dążą do tego już oficjalnie...




--------------------------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie" (https://krzysztofjaw.blogspot.com/p/podziekowania-za-wsparcie.html), w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Szczepionkowy zniewalający terror?

Całkiem niedawno pisałem: 

"Spełniają się najgorsze wizje, których jeszcze niedawno nie byliśmy w stanie sobie wyobrazić. G. Orwell w pełnej krasie. 

Polska, obok takich krajów jak: Bułgaria, Czechy, Dania, Niemcy, Grecja i Chorwacja podjęła decyzję o połączeniu się z unijnym systemem informatycznym weryfikującym certyfikaty COVID i rozpoczęło ich wydawanie. Czyli ziściły się przepowiednie pesymistów, że zaczniemy segregować ludzi ze względów sanitarnych i będziemy wydawać tzw. paszporty szczepionkowe pozwalające na bycie obywatelem lepszej kategorii w przypadku, gdy się zaszczepimy na koronawirusa. To już niemal wprowadzamy system punktacji ludzi obowiązujący w postkomunistycznych Chinach. 

Do tego będziemy szczepili przeciwko COVID-19 dzieci i młodzież w wieku 12–15 lat, co wydaje się jakimś kuriozum w przypadku, gdy szczepionki nie są jeszcze dostatecznie zbadane klinicznie. Są i głosy zachęcające do szczepień jeszcze młodszych naszych dzieci. 

O co tu do cholery chodzi? Przepraszam za emocje, ale nie rozumiem postawy naszych władz. Czyżby naprawdę pieniądze płynące z lobbingu przez koncerny farmaceutyczne były aż tak duże, że nie są oni w stanie się im oprzeć? Czy może tak są ogłupiali, że przyjmują wszystko, co wymyśli WHO, Europejska Agencja Leków (EMA), UE a może li tylko koncerny farmaceutyczne? 

Sanitarna segregacja ludzi  jest antykonstytucyjna w obliczu też antykonstytucyjnego eksperymentu medycznego w postaci szczepionek na koronawirusa. Od zawsze było bowiem tak, że nad szczepionkami pracowało się minimum 5 lat (średnio 7-8 lat) a teraz nagle okazało się, że po roku już koncerny farmaceutyczne opracowały szczepionkę na obecny wirus. Tak więc tak naprawdę masowe szczepienia są częścią badań klinicznych nad szczepionkami a my wszyscy jesteśmy "doświadczalnymi myszami lub królikami". I do tego jeszcze mają być szczepione dzieci - koszmar, na który społeczeństwa nie powinny się godzić, tak samo jak na segregację ludzi. 

Oprzytomniejemy w końcu? 

P.S.
Nie namawiam nikogo do rezygnacji ze szczepienia, ale proszę tylko o racjonalne myślenie. Nie może być tak, że zaszczepieni mają być ludźmi wyższej kategorii, no i musimy chronić nasze dzieci [1]".

Teraz okazuje się, że pomysły dziwnych ludzi w Polsce jak profesora Włodzimierza Guta, członka Rady Naukowej Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny sięgają jeszcze dalej: chce karać finansowo ludzi, którzy nie chcą się szczepić. Powiedział to wprost: "Najbardziej dotkliwe zawsze są konsekwencje finansowe. Myślę, że w tym przypadku kara finansowa byłaby trafnym rozwiązaniem" [2]. Na pytanie czy należałoby zakazać chodzenia do restauracji osobom niezaszczepionym raczył odpowiedzieć: "Uważam, że nie wszyscy muszą chodzić do restauracji. Jeśli ktoś stanął okoniem i nie chce się szczepić, nie musi również spożywać posiłku w restauracji. Nie jesteś zaszczepiony? Nie musisz chodzić do knajpy" [2]. Dodał też: "Na początku epidemii mówiono, że 60 proc. Jednak od kiedy wybuchła epidemia, mówiłem, że aby osiągnąć odporność zbiorową, 85 proc. społeczeństwa musi się zaszczepić [3].

Naprawdę im się już wszystko miesza w tych głowach albo po prostu realizują politykę tych, którzy im płacą a więc globalistów różnej maści. Jak można w demokratycznym kraju mówić takie bzdury, antykonstytucyjnie (nikt nie ma prawa do narzucenia obowiązkowego eksperymentu medycznego) ograniczające wolność jednostki? 

Wolność jest podstawą funkcjonowania wolnych społeczeństw. Jej ograniczanie winno być a'priori wykluczane prawnie. Polskie prawo daje nam takie możliwości i to pomimo, że i tak jest ułomne. Nigdy nie powinno być penalizowane nienoszenie maseczek, tak jak nie ma żadnych podstaw prawnych, żeby narzucić nam obowiązek szczepień na obecnego koronawirusa a tym bardziej karać nas finansowo za uchylanie się od nich. To decyzja każdego z nas i nie możemy pozwolić na takie nas ubezwłasnowolnianie. 

Już kiedyś pisałem, że G. Orwell przewraca się ze śmiechu w grobie. To, co sobie spisał w swojej książce "Rok 1984" teraz na świecie ziszcza  się w jeszcze ostrzejszej formie. Powoli dochodzimy do absurdu, ale to my tak uważamy (albo ja i inni podobnie myślący), bo nas jest mniejszość. Większość ludzi już została tak rozmiękczona, że przestała myśleć racjonalnie i zachowywać się w logiczny sposób. Została po prostu pozbawiona instynktu samozachowawczego. Ich już kształtuje tylko inżynieria społeczna - perswazyjna propaganda, którym się bezwolnie poddają. Szczepionkowy, obecny terror przez właśnie ich odbierany jest jako działanie na ich korzyść. I tego właśnie chcieli nadzorcy tego świata - aby rzeczy dla nas bardzo złe były przez nas postrzegane jako dobre. To kwintesencja naszej reakcji, jaką sobie życzyli od lat.

Jest jednak jakiś mały promyk nadziei w tym szaleństwie. Coraz więcej ludzi zaczyna się budzić i buntować, i może to jest nasza szansa na zwycięstwo człowieczeństwa? Musimy powrócić do korzeni, też naszej wiary, bo tylko Bóg jest w stanie nam dzisiaj pomóc, z tym, że my musimy i pomóc Jemu. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... © Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 2 kwietnia 2021

Trwa Wielki Tydzień 2021 roku - jakże znów odmienny od normalności...

Dawno nie pisałem, ale nagromadziło się tyle osobistych i niezałatwionych spraw, że po prostu pisanie bloga musiało stać się sprawą drugorzędną. 

Nie znaczy to oczywiście, iż nie obserwuję tego co dzieje się w Polsce i na świecie. A dzieją się rzeczy bardzo złe, złe dla nas wszystkich i wynikające przede wszystkim z działań związanych z tzw. pandemią koronawirusa. Osobiście nie neguję, że ten wirus jest, ale ogólnoświatowa panika z tym związana wydaje się nazbyt rozdmuchana i prowadząca wprost do naszego zniewolenia, także - poprzez obostrzenia dla wiernych - w sferze ataku na naszą katolicką wiarę, czyli ograniczenie liczby osób mogących uczestniczyć w nabożeństwach lub nawet - w niektórych przypadkach - zamykanie kościołów. 

A przecież trwa Triduum Paschalne upamiętniające Ostatnią Wieczerzę, Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa. Po smutnym dzisiejszym dniu nastąpi Jego Zmartwychwstanie. A przecież w Wielką Sobotę zawsze święciliśmy pokarmy. A teraz? Proponuje nam się żebyśmy sami odmówili modlitwę nad tradycyjną Święconką i uznawali to za rzecz w obecnych warunkach jak najbardziej dopuszczalną. 

Dla wszystkich chrześcijan na świecie to najsmutniejsze, ale i najradośniejsze w roku dni i najważniejsze wspomnienie największej Tajemnicy Wiary, dzięki której nabiera ona właściwego sensu i wymiaru. Dlaczego więc odbiera nam się szansę na osobiste spotkanie w tych dniach z Jezusem Chrystusem w Bożej Świątyni? 

Jacyś lewaccy kretyni biegają dziś po kościołach i zliczają wiernych uczestniczących w Maszach Świętych. Hipokryzja największych rozmiarów zważywszy, że nie reagowali na liczbę uczestników w tzw. marszach/wiecach "Strajku Kobiet". Ale tak naprawdę to nie oni są winni, ale Ci, którzy wyznaczyli limit wiernych w kościołach, chociaż w supermarketach ocieramy się jedni o drugich i nikt nie liczy tak naprawdę ilu klientów w danym momencie jest w sklepie. A to już hipokryzja rządzących. 

Dziś wspominamy śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla ludzi wierzących jest to - jak wspomniałem -   jednym z najtragiczniejszych a jednocześnie najradośniejszych momentów przeżywania ich wiary, bowiem dzięki niej mogło nastąpić zapowiadane Zmartwychwstanie Mesjasza i również odpuszczenie nam Grzechu Pierworodnego. 

Z rąk katów zginął niewinny człowiek, który z woli Boga narodził się na Ziemi jako Jego Syn, aby nieść Jego Słowo. Nie został ukamienowany. Kaci i mordercy wpierw w swoim zaprzańskim i bałwochwalczym tchórzliwym obłędzie musieli Go poniżyć, ośmieszyć i zadać mu ból Drogi Krzyżowej. Wewnętrzna Moc Jezusa, której tak bali się Jego oprawcy i głęboka wiara w Ojca, jakiej nigdy - do dzisiaj - nie zaznali stała się dla Nas wszystkich odkupieniem naszych win.

Nauczyciel Słowa Bożego zginął tragicznie jedynie za głoszenie tego Słowa i wskazywanie innej, lepszej oraz godnej drogi życia, po której ludzie winni kroczyć ku Zbawieniu. Ale przecież ta śmierć sprowokowana i zadana Mu przez ziejących nienawiścią i strachem innych ludzi, sanhedryńskich  faryzeuszy, okazała się Zwycięstwem: Dobra nad złem, Miłości nad nienawiścią, Prawdy nad kłamstwem, Godności nad pogardą i małością, Życia nad śmiercią... To daje i nam  radość i możemy się weselić, bo Jego Zmartwychwstanie zapowiada też takie Zmartwychwstanie nas samych...

Zważmy jednak, że śmierć zadana Jezusowi a zakończona Jego zwycięstwem, czyli Zmartwychwstaniem nie kończy Jego Mesjanistycznej Drogi Życia na Ziemi. Wprost przeciwnie! Każdy z nas, naszych przodków i tych, którzy przyjdą po nas... My wszyscy wierzący w Niego jesteśmy budowniczymi kolejnych "odcinków" tej drogi... aż do Dnia Ostatecznego i wstąpienia do Królestwa Bożego...

Budujmy tą drogę do Bożej Szczęśliwości każdego dnia i najlepiej oraz najpiękniej jak tylko potrafimy. Trwajmy w prawdzie i głośmy prawdę,  nie bójmy się upadać, ale silni pokorą zawsze starajmy się wstawać i iść dalej tą jakże w sumie prostą drogą... zostawiając za sobą miłości, dobroci i mądrości ślady.

Jezus Chrystus poprzez swoje Zmartwychwstanie  dał nam wiarę w zwycięstwo i czerpanie radości nawet z cierpienia... Zło, obłuda, kłamstwo, ból... były dla Jezusa tylko tragicznymi etapami w drodze do zwycięstwa i pełnej chwały. Wierzmy więc, że obecne nasze doświadczenie koronawirusowe i tak zakończy się zwycięstwem Życia nad śmiercią, zwycięstwem nad mocami Zła, które zainicjowały i zaplanowały obecną pandemię.

Niech w codziennym życiu królują w nas Wiara, Nadzieja i Miłość a radość z pewności  Zmartwychwstania Pańskiego upewnia nas, że ostatecznie zatwardziałym piewcom Zła Bóg wyznaczył rolę przegranych i wiecznie potępionych... 

Niech Droga jaką wyznaczył nam Jezus Chrystus będzie naszą drogą wiary w zwycięstwo właśnie dobra, prawdy i piękna... a dla naszej Ojczyzny będzie zwiastowaniem jej zwycięstwa, ostatecznego zwycięstwa. Może faktycznie to Polska będzie tą iskrą, która zapali ogień serca powrotu do wiary dla Europejczyków i nie tylko. Może... ale będzie to od nas wymagało wielu poświęceń i trwania w wierze mimo wszystko, mimo tego, że świat się zlaicyzował, odszedł od Jezusa Chrystusa i dziś mamy do czynienia ze zniewalaniem ludzi przez tych, którzy uzurpują dla siebie miano faryzejskich nadludzi.  

Radujmy się i weselmy... i nie traćmy nigdy wiary, nadziei i optymizmu... Módlmy się, aby kolejne Święta Zmartwychwstania Pańskiego były na powrót normalne, takie jak przez setki lat. 

Na te dwa dni i dzień Zmartwychwstania Pańskiego życzę wszystkim wyciszenia z bieżących emocji politycznych i opamiętania w bezkrytycznym przyjmowaniu kolejnych obostrzeń związanych z koronawirusem, przeżycia zjednoczenia z Jezusem w czasie jego cierpienia i radości z jego Zmartwychwstania oraz miłości, ciepła, spokoju, pogody ducha, spotkania z rodziną i dzielenia się z każdym Bożą miłością.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 29 listopada 2020

Kilka refleksji na temat pandemii koronawirusa

Nie ulega wątpliwości, że wirus SARS-CoV-2 jest i się rozprzestrzenia. Podobnie wiadomo też, że wyprodukowała go ludzka ręka i należy dziś oczekiwać znalezienia winnych i pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Niestety jakoś nic na temat poszukiwania winnych nie słyszymy i chyba już nigdy nie dowiemy się prawdy. A warto byłoby się np. dowiedzieć czy "uwolnienie" wirusa było celowe czy tylko przypadkowe. 

Koronawirus wywołuje chorobę COVID-19 i to też jest niezaprzeczalnym faktem. Nie każdy jednak zakażony koronawirusem choruje. Wielu przechodzi owe zakażenie bezobjawowo, ale część populacji (z nastawieniem na seniorów) może zachorować na tyle poważnie, że choroba może zakończyć się śmiercią. Większe prawdopodobieństwo zgonu występuje u osób mających inne poważne choroby współistniejące. Umierających tylko na COVID-19 jest zdecydowana mniejszość. 

Ogólnie zakresy i ilości zakażeń, zachorowań oraz śmiertelności  są niższe niż przypuszczano, choć i tak są duże i wymagają od nas odpowiednich zachowań, ze szczególnym naciskiem na zachowanie dystansu społecznego i częstej dezynfekcji rąk.

I to wszystko, co tak naprawdę wiemy o tym wirusie i chorobie a pytań jest wiele. Czy maseczki pomagają uniknąć zainfekowania? Kiedy zostaną wynalezione: skuteczna szczepionka przeciwwirusowa oraz lek na chorobę i czy będą one bezpieczne? Czy obecna fala pandemii jest drugą i ostatnią, czy też czekają nas lata walki z nią? Czy potrzebne są aż takie obostrzenia i budowanie przez to całkowicie "nowej normalności", gdzie człowiek powoli zostaje sprowadzany do roli ubezwłasnowolnionej i kontrolowanej masy jednostek? Jaki będzie tak naprawdę nasz świat po pandemii?

Maseczki. Wokół nich narosło wiele mitów. Jedni uważają, że w ogóle nie są nam obecnie potrzebne i nas wcale nie chronią przed zakażeniem, inni zaś, że są nieodzowne i radykalnie zmniejszają możliwość zainfekowania. Nie ma co się spierać a skoro istnieje szansa, że się nie zarazimy i sami nie będziemy zarażać to profilaktycznie winniśmy je nosić, przy czym nie w taki sposób, że jedną maseczkę używamy aż do zniszczenia a w międzyczasie zakładamy po prostu brudną.

Jak na razie jedynym lekiem na COVID-19 o w miarę potwierdzonej skuteczności jest lek na bazie osocza ozdrowieńców. Dużo mówiło się o Remdesivirze, który jest lekiem bardzo drogim, ale jego skuteczność w leczeniu okazała się minimalna. Zdaje się, że o wiele skuteczniejsze są leki oparte na chlorochininie czyli syntetycznej pochodnej chininy, która kiedyś była jedyną metodą leczenia malarii. Są one bardzo tanie i chyba właśnie dlatego preparaty te mają bardzo zło opinię w odniesieniu do leczenia COCID-19. Niemniej na dziś nie stworzono niezawodnego leku na tę chorobę a sądzę, że takie prace winny być dzisiaj na pierwszym miejscu - przed pracami nad szczepionką. Tyle tylko, że na szczepionkach można zarobić wielokrotnie więcej. 

Jeszcze gorzej jest właśnie w przypadku szczepionek, gdzie kilka koncernów farmaceutycznych ściga się o pierwszeństwo i poziom skuteczności swoich preparatów. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że tak naprawdę firmy te zaczęły swoje prace dopiero z początkiem obecnej pandemii, czyli gdzieś tak od marca 2020 roku. Wedle tego, co czytałem okres prac nad taką szczepionką winien wynieść co najmniej 5 lat wraz z badaniami klinicznymi. Więc jak można dziś wierzyć, że te oferowane już wkrótce (miesiąc-dwa) szczepionki będą skuteczne i bezpieczne? Minęło przecież niespełna dziewięć miesięcy pracy nad nimi i już mamy być ich pewni? Nie jestem wirusologiem ani biologiem i nie wnikam czym te szczepionki w rzeczywistości są i co zawierają. Niemniej jednak wiem wystarczająco dużo, aby być wobec nich nieufnym. Nie mam zamiaru dać sobie wstrzyknąć jakiegoś preparatu (podobno nawet z obcym fragmentem łańcucha genetycznego), dla którego nawet naukowcy nie są w stanie określić ani jego skuteczności, ani skutków ubocznych jego zastosowania. Poza tym nie wierzę, że wirus SARS-CoV-2 nie mutuje i w czasie kolejnych jego fal szczepionka na jedną wcześniejszą mutację będzie skuteczna na kolejną. Zresztą z tego też powodu nie szczepię się na grypę i nie wyobrażam sobie sytuacji, że szczepionka na kronawirusa mogłaby być obowiązkowa. 

Mamy teraz tzw. drugą falę pandemii, mówi się już o trzeciej. Czy ten cykl się zakończy i kiedy, tego nikt nie wie. Być może czekają nas lata obecności tego wirusa wśród nas i jeżeli tak - oby nie - się stanie to zmieni to nasze dotychczasowe życie, co zresztą już się dzieje. Dotkliwych i długotrwałych obostrzeń jest coraz więcej, jesteśmy izolowani od innych, pracujemy i komunikujemy się zdalnie, nie chodzimy m.in. do pubów i restauracji czy teatrów, doświadczamy powszechnej atomizacji społeczeństwa a przecież człowiek to "zwierzę stadne". Ponadto cały czas żyjemy pod presją strachu, co tylko wywołuje i potęguje różne skutki: od indywidualnych depresji do agresywnych zachowań ulicznych. Czy jako ludzie będziemy w stanie to wszystko długo wytrzymać? 

W takich sytuacjach pojawiają się różne tzw. "teorie spiskowe" i nie ma czemu się dziwić, skoro w niektórych decyzyjnych "chorych neomarksistowskich głowach" rodzą się pomysły np. wprowadzenia "indywidualnego indeksu społecznego", czyli czegoś na kształt oceny naszej przydatności do życia. W tym kontekście wymienia się dziś konieczność obowiązkowych szczepień na koronawirusa, co ma być przepustką m.in. do swobodnego poruszania się pomiędzy krajami. Ale czy czasem taki krok w zamyśle w/w "chorych głów" nie jest wstępem do całkowitego ubezwłasnowolnienia i zniewolenia nas? Może następne będą chipy, w których zapisane zostanie wszystko o nas wraz z ową naszą oceną przydatności do życia? Co jeszcze? Wbrew pozorom to już nie są bajania, ale być może realna post-orwellowska rzeczywistość przyszłości i faktycznie dla jej budowy taki koronawirus był niezbędny. 

Powiało pesymizmem, ale miejmy nadzieję, że już niedługo pandemię będziemy mieli za sobą. Oby!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 7 listopada 2020

Wybory w USA, koronawirus a nasze "podwórko"

Oj dzieje się dużo na świecie i w Polsce. 

Na świecie najważniejsze jest ostateczne rozstrzygnięcie wyników wyborów w USA a będzie to chyba proces długotrwały bo wszystko wskazuje na to, że cała opcja demokratyczna w sposób pozaprawny cały czas wpływa na ich wyniki. Liczenie głosów trwa i sztab D. Trumpa jak i sam prezydent USA zapowiadają walkę do końca i zapewne jej rozstrzygnięcie ostatecznie zapadnie w Sądzie Najwyższym, gdzie sześcioro na dziewięcioro sędziów to konserwatyści. 

Dla Polski najlepszym rozwiązaniem byłaby reelekcja D. Trumpa i nie ma co zaklinać rzeczywistości jak to robi szef gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski mówiąc: "Filary relacji polsko-amerykańskich są ponadpartyjne". Otóż tak nie jest. Zwycięstwo J. Bidena będzie dla Polski i krajów V4 oraz Trójmorza długookresowym nieszczęściem. Do tej pory właśnie USA pod wodzą D. Trumpa nam sprzyjały i zdecydowanie wzmacniały kraje naszej części Europy. Przyszła ewentualna administracja J. Bidena przyjmie inne wektory (agendy) w polityce zagranicznej i niestety będą one ideologicznie tożsame z tym, co jest charakterystyczne dla lewackich elit europejskich. A to będzie prowadziło w prostej linii do zacieśnienia współpracy z Niemcami a w konsekwencji doprowadzi do kolejnego "resetu" w stosunkach USA-Rosja. Jak bardzo taki "reset" jest dla nas szkodliwy to przekonaliśmy się za czasów B.H. Obamy, kiedy to Polska była podnóżkiem Niemiec i przeżyła jedną z największych tragedii w Smoleńsku. 

Oczywiście zwycięstwo J. Bidena znacznie osłabi też nasz rząd i samą partię PiS. Jakoś tak mam nieodparte przekonanie, że obecna ta lewacka hucpa i demonstracje w Polsce "rozwścieczonych kobiet" nie są przypadkowe a są ściśle powiązane również z wyborami w USA i spodziewaną wygraną w nich kandydata Demokratów. Wyrok TK jest jedynie pretekstem i gdyby nie on to zapewne znaleziono by inny powód do demonstracji. A "sorosowych" pieniążków ten "Strajk Kobiet" ma bardzo dużo i płyną one obfitym strumieniem...

Zresztą lewacki, neomarksistowski atak obecnie właśnie został zapoczątkowany i zdynamizowany w USA, gdzie już od dawna mamy "uliczną wojnę", która - mimo zdecydowanych działań administracji D. Trumpa - nadal trwa i nie widać jej końca. Sądzę, że gdyby nie ona to obecny prezydent wygrałby wybory w cuglach. Jest jeszcze na to szansa, choć - nie miejmy złudzeń - jest ona minimalna. 

Ale nawet jakby ostatecznie wygrał wybory D. Trump to USA czekają ciężkie czasy niemal wojny domowej. Większość burmistrzów mają Demokraci, przeważają też w Izbie Reprezentantów i to się nie zmieni po wyborach. Poza tym niemal całe media są przeciwko D. Trumpowi. Jest on atakowany ze wszystkich stron a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pandemia koronawirusa, która USA dotknęła bardzo mocno. Czy w takiej sytuacji, gdy D. Trump będzie miał przeciwko sobie niemal wszystkich to będzie miał wystarczającą kontrolę nad USA i ich polityką zagraniczną? Pytanie zostawiam otwarte. 

Obecna władza w Polsce traci w sondażach  poparcie.  Jest ono do nadrobienia, ale sytuacja - wobec ewentualnego złego scenariusza w USA- wydaje się coraz bardziej dla Polski niekorzystna. Tym bardziej ZP i tym samym PiS winny robić wszystko, aby komunikować społeczeństwu jasny propolski przekaz i działać dla dobra Ojczyzny. Czy np. bezrozumne upieranie się w zrealizowanie postulatów "piątki dla zwierząt" kosztem ewentualnej utraty większości sejmowej jest obecnie zasadne? Śmiem w to wątpić, tym bardziej, że już ukształtowała się grupa posłów pod wodzą J. K. Ardanowskiego, która zamierza utworzyć nowe koło poselskie. Czy bezsensowne cały czas promowanie J. Gowina z punktu widzenia zwykłego wyborcy jest dla Polski korzystne? Też śmiem wątpić. Nagrodzono "piątą kolumnę" w ZP a pozbyto się najlepszego ministra rolnictwa od 1989 roku. Właśnie te działania spowodowały nagły odpływ prawicowego elektoratu a nie lewackie i wulgarne marsze pod wodzą M. Lempart czy nawet obostrzenia covidowe. 

I ten koronawirus. 

Nikt nie zaprzecza, że ten wirus jest i powoduje chorobę, która może - aczkolwiek nie musi - prowadzić do śmierci.  Cały świat walczy obecnie z drugą jego falą i jakże przykrym jest fakt, że ów wirus został "wyprodukowany" ludzką ręką. W wielu krajach obostrzenia są bardziej dotkliwe niż w Polsce, chociaż może się zdarzyć, że tzw. "narodowa kwarantanna" dotknie i nas. Zwykli ludzie mają tego zwyczajnie dość. Rodzi się frustracja, która również może prowadzić do agresji, w tym też na ulicach, agresji nawet nieuświadomionej. 

Jakiekolwiek dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa legło w gruzach. Nasze życie się zmieniło i nawet nie wiemy czy i w ogóle powrócimy do naszej wolności, naszych przyzwyczajeń. Na naszych oczach zmienia się wszystko co nas dotąd otaczało. Jesteśmy istotami stadnymi, izolacja bardzo źle na nas wpływa a do tego dochodzi jeszcze strach przed utratą pracy i ogólnoświatowym kryzysem gospodarczym. 

Rodzą się też pytania, na które nie znajduję dziś odpowiedzi: Czy faktycznie mamy do czynienia z tak powszechną pandemią, czy jest to tylko kolejny element procesu naszego ubezwłasnowalniania? Czy ten wirus i wywołana przez niego choroba są faktycznie aż tak śmiertelne jak to próbuje się nam wmówić? Czy potrzebne są aż tak wielkie obostrzenia? Czy mamy do czynienia ze spiskiem wielkich koncernów farmaceutycznych i wątpliwej proweniencji  organizacji pozarządowych? Czy jesteśmy leczeni odpowiednimi medykamentami? Czy - jeżeli pojawi się szczepionka - to będzie ona skuteczna?

Takich pytań jest w obecnej sytuacji stawianych zapewne więcej, ale sądzę, że jednak warto "dmuchać na zimne" i przestrzegać zaleceń sanitarnych, choćby do czasu, kiedy naprawdę poznamy naturę owego koronawirusa. Tylko znów pytanie: Kiedy to i czy w ogóle nastąpi?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 2 lipca 2020

"New Deal" w UK - jakbym słyszał A. Dudę i M. Morawieckiego

Prezydent A. Duda i premier M. Morawiecki od dawna mówią o konieczności równego rozwoju gospodarczego w naszym kraju. Równego dla wszystkich i we wszystkich regionach. Oprócz tego tłumaczą, że Polsce potrzebne są - oprócz lokalnych - także centralne inwestycje, które mają podnieść ekonomicznie nasz kraj do poziomu krajów wysokorozwiniętych. Mają one być kołem zamachowym dla gospodarki w czasie wychodzenia z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Chodzi o centralne inwestycje w postaci potężnego Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), Przekopu Mierzei Wiślanej, budowy Baltic Pipe i Via Baltica, nowego pływającego terminalu do odbioru gazu LNG w Gdańsku czy rozbudowy już istniejącego w Świnoujściu.

Takie podejście do tych centralnych inwestycji jawnie nazywa gigantomanią kandydat na prezydenta Polski R. Trzaskowski wskazując, że niektóre z nich są już w Berlinie więc nam nie są już potrzebne. No cóż można i tak minimalistycznie i zwijająco patrzeć na rozwój Polski, ale warto też wskazywać co chcą robić inne o wiele od nas bogatsze kraje jak np. Wielka Brytania. 

""Premier Boris Johnson zapowiedział przyspieszenie realizacji projektów infrastrukturalnych, dzięki którym Wielka Brytania wyjdzie z kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa. Jak przekonywał, to jest moment, w którym trzeba być ambitnym. "Nie możemy nadal być po prostu więźniami kryzysu. Musimy działać szybko (...) "To jest moment, aby być ambitnym i wierzyć w Wielką Brytanię" - powiedział, ogłaszając "rewolucję infrastrukturalną". Tłumaczył, że Wielka Brytania musi wykorzystać obecny moment, aby rozwiązać problemy, które zostały uwypuklone przez epidemię, przede wszystkim nierówność szans, i dlatego plany inwestycyjne muszą zostać przyspieszone. Hasłem przewodnim rządu ma być "budować, budować, budować". Inwestycje, które w szczegółach ma w przyszłym tygodniu przedstawić minister finansów Rishi Sunak, opiewają na kwotę 5 mld funtów.  Premier po raz kolejny zapewnił, że odpowiedzią na kryzys nie mogą być oszczędności, lecz większa aktywność państwa w gospodarce. Porównał swój plan do tego, który w latach 30. ubiegłego wieku realizował ówczesny prezydent USA Franklin D. Roosevelt. "New Deal", który obejmował projekty robót publicznych, pomógł Stanom Zjednoczonym wyjść z wielkiego kryzysu. "Brzmi jak olbrzymia ilość interwencji rządowej, brzmi jak New Deal. I tak to ma brzmieć, bo tego wymagają czasy" - przekonywał Johnson. Podkreślił, że rewolucja infrastrukturalna ma na celu wyrównywanie szans między poszczególnymi częściami kraju, ponieważ zbyt wiele z nich zostało "pozostawionych w tyle, zaniedbanych, niekochanych". Wskazał, że przez to wiele talentów w kraju marnuje się. Zwrócił też uwagę, że chociaż Wielka Brytania ma jedne z najlepszych uniwersytetów na świecie i jest jednym z liderów innowacji, problemem jest wcielanie tych pomysłów w życie w kraju. "Choć nie jesteśmy już militarnym supermocarstwem, możemy być naukowym supermocarstwem, ale musimy położyć kres przepaści między wynalazkiem a jego zastosowaniem. Co obecnie oznacza, że genialne brytyjskie odkrycie znika w Kalifornii i staje się amerykańską firmą wartą miliard dolarów - lub chińską. Potrzebujemy teraz nowego, dynamicznego ducha komercyjnego, aby jak najlepiej wykorzystać brytyjskie odkrycia, aby brytyjskie pomysły rozwijały nowe brytyjskie gałęzie przemysłu i tworzyły brytyjskie miejsca pracy" - mówił''' [1].

Czy słowa premiera Borisa Johnsona nie brzmią znajomo, także w zakresie zwiększania innowacyjności brytyjskiej gospodarki? Przecież niemal identycznie od dawna mówią PAD i PMM. Zresztą od jakiegoś czasu takim językiem mówią też elity unijne, które chcą przeznaczyć miliardy Euro na inwestycyjne ratowanie europejskich krajów po kryzysie pandemicznym.

Przytaczam te słowa nie bez przyczyny, bo należy wyjaśnić, że tak naprawdę w gospodarce wszystko już było, tyle tylko, że trzeba umiejętnie korzystać z dobrodziejstwa historii gospodarczej oraz umieć to robić. I myśleć ambitnie i strategicznie.

Polska jest krajem na dorobku. Ostatnie pięć lat jednak udowodniły, że fundamenty gospodarki naszego kraju są bardzo silne i należy na nich budować naszą świetność i rozwój tak, abyśmy bardzo szybko osiągnęli poziom takich gospodarek jak Niemcy czy UK.

Jest to oczywiście proces powolny, ale nie możemy sobie dziś pozwolić na bierność, musimy ambitnie rozwijać Polskę a w kryzysie popandemicznym naprawdę duże inwestycje centralne i lokalne to najlepsza droga do wzrostu i rozwoju naszego kraju. Musimy wykorzystać ten czas a nie defensywnie skazywać się na stagnację gospodarczą.

Bo przecież budowa takiego CPK to setki firm budowlanych i tysiące miejsc pracy a później znajdzie tam zatrudnienie setki tysięcy osób. Infrastrukturalne inwestycje lokalne to też setki firm i tysiące miejsc pracy.

Ponadto wymogiem współczesnych gospodarek jest postawienie na innowacyjność, co też robi obecny rząd a podkreśla prezydent A. Duda.

Taką wizję naszego kraju chce realizować prezydent A. Duda. A jaką wizję ma R. Trzaskowski?

[1] https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/7760861,rewolucja-infrastrukturalna-na-wyspach-premier-johnson-trzeba-byc-ambitnym-i-dzialac-szybko.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 24 maja 2020

Poranne niedzielne refleksje...


Witam o porannej niedzielnej porze, ale nieraz warto obudzić się o poranku i zobaczyć początek nowego dnia, może innego i lepszego od poprzedniego... a przynajmniej dającego taką nadzieję...

Sama też niedziela skłania nieraz do refleksji. Mamy trochę więcej czasu, możemy pomyśleć o nas samych, naszych bliskich, o życiu i przemijaniu każdego dnia, o tym, co nas otacza i jakie my mamy wnętrze, co myślimy i jak postrzegamy świat, czym dla nas jest życie a czym śmierć.

Teraz zaś na przemyślenia mamy dużo więcej czasu... Koronawirus wielu z nas zatrzymał w domu i nagle odkrywamy, że w codziennej gonitwie nie potrafiliśmy się zatrzymać i spojrzeć za siebie, spojrzeć na nasze teraźniejsze życie i o tym, jak je będziemy przeżywać w przyszłości.

Nasze indywidualne przebywanie na tym ziemskim padole jest relatywnie - w stosunku do całej historii ludzkości - bardzo krótkie...

Jest niczym chwilowe lśnienie na niebie pojawiające się podczas trwania burzy tuż przed grzmotem... Cały kunszt życia polega tak naprawdę na dostrzeżeniu owego błysku i wykorzystaniu go w pełni do zobaczenia jak największych połaci rozświetlonego nim tegoż nieba... A to łatwo przegapić i później żałować, że albo się tego przebłysku nie wykorzystało, albo się go nie zauważyło...

Można zobaczyć ten błysk, i chłonąć widoczne dzięki niemu piękne widoki naszego życia. I starać się każdego dnia świadomie odczuwać własne istnienie, każdego dnia zostawiać za sobą nasze ślady... ślady naszej bytności na ziemi, które zostaną choć we wspomnieniach innych albo też będą zawarte w naszych, stworzonych przez nas dziełach wszelakich.... Wtedy to naprawdę My żyjemy...

Można też albo celowo zamknąć oczy i funkcjonować pośród otaczających nas ciemności, lub tylko ulec ułudzie światła, którego wygląd i rozświetlające możliwości przyjmujemy z opowieści innych.  Wtedy też żyjemy, choć życiem innych...

Można też po prostu zasnąć, przespać burzę... i nic nie czuć, nic nie słyszeć, nic nie widzieć a nawet zamknąć swoje wnętrze na opinie i zdania wyrażane przez innych...  Wtedy tak naprawdę nie przeżywamy naszego życia, nie żyjemy a przechodzimy obok niego zadowalając się prymitywną powierzchownością kolejnych dni. Dni zawsze takich samych, rutynowych. I tak mijają miesiące czy lata.

Czasu nigdy nie można cofnąć, nie można myśleć o tym, czego nie wykorzystaliśmy i tym na bieżąco żyć. To minęło, liczy się następny dzień i kolejne, liczy się to czy potrafimy uczyć się na własnych błędach i ponownie ich nie popełniać. Za bardzo nieraz myślimy o naszej przeszłości  a liczy się teraźniejszość naszego życia i jego przyszłość. Kiedyś jeden z moich przełożonych zawodowych powiedział mi mądre zdanie: "Ważne jest tylko to, jak wykonałeś ostatnie Twoje zadanie". Mam tę myśl zawsze ze sobą i to mnie napędza do przeżywania swoich dni jak najlepiej, bo przecież może ono dotyczy też życia osobistego, prywatnego.

Ludzie myślący, działający, aktywni, dążący do prawdy, dający siebie innym, rozwijający w sobie człowieka i ludzkie wartości... żyją naprawdę. Ci, co nie potrafią mieć własnego zdania i przyjmują bezkrytycznie świat jaki jest oraz w swoim działaniu ograniczają się jedynie do jego akceptacji... też choć subiektywnie odczuwają jakąś własną formę życia. Natomiast Ci, co śpią i bezmyślnie przyjmują wszystko, co im się narzuca... konformistycznie wzbraniając się przed krytyczną oceną rzeczywistości a raczej konsumpcyjnie ją afirmując... tylko wegetują i po nich nic nie zostanie... nawet wspomnienie...

Zastanówmy się nieraz nad naszym życiem... Może warto w nim coś zmienić... Może warto zajrzeć do swojego wnętrza i zobaczyć kim tak naprawdę jesteśmy: Czy jeszcze wolnymi ludźmi, czy już tylko zniewolonymi konsumentami dóbr? Czy zostawiamy za sobą ślady piękna, dobra, miłości i mądrości oraz wspomnienie o nas jako ludziach, czy też jedynym śladem po nas będzie tylko samochód i kilka garniturów... oraz wspomnienie o akceptacji przez nas relatywizacji wszystkich wspomnianych wcześniej wartości - kiedy piękno staje się  akceptowaną przez nas brzydotą, wolność jest tak naprawdę niewolą, dobro jest złem, miłość jest nienawiścią, mądrość głupotą. Tę relatywizację proponują nam marksiści kulturowi, którzy opanowali w swojej walce z cywilizacją łacińską większość nie tylko europejskich elit, ale ktoś takie kierunki naszej egzystencji im wyznacza.

I w tej naszej drodze życia warto też pamiętać, że dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku doczesnej naszej śmierci... a w jej obliczu warte jest tylko to, co tkwi wewnątrz nas samych a nie to, co zdążyliśmy zewnętrznie zgromadzić... Więc walczmy o to, żeby idąc krętymi drogami naszej ziemskiej egzystencji w momencie wdepnięcia "w kałużę" i obejrzenia się za siebie... nie zobaczyć jeno pustki i naszego zniewolenia.

Czas koronawirusa przekornie może nas naprawdę pozytywnie zmienić na lepsze. Może zaczniemy zauważać drobne rzeczy dające nam i innym radość. Może odwzajemniony uśmiech do drugiego człowieka stanie się o wiele ważniejszy niż nowo zakupione buty. Może też zaczniemy naprawdę zauważać piękno życia i radość codzienności. Bo życie jest piękne i warto je przeżyć godnie, aby ta nasza wspomniana droga życia była też naszym spełnieniem a innym dawała radość i wzruszenie. Żyjmy więc w poczuciu szczęścia, czyli codziennego odczuwania własnego istnienia. A wtedy śmierć nie będzie dla nas końcem naszej egzystencji na ziemi... bo zostaną po nas ślady piękna, dobra, miłości i mądrości...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com



niedziela, 10 maja 2020

Jaka po kryzysie UE?

Cały świat walczy z koronawirusem. Codziennie jesteśmy informowani o ilości zakażonych, chorujących i niestety jego ofiarach śmiertelnych.

W Europie z globalnym kryzysem związanym z epidemią najlepiej radzą sobie państwa narodowe. Znikają gdzieś poglądy o budowie jednego superpaństwa, bo takowego się nie zbuduje w naszej części Europy. Jest to niemożliwe i pozostaje mrzonką lewackich demoliberalnych elit unijnych.

Fiasko budowy tego superpaństwa Europa dokładnie widać właśnie w czasie obecnego kryzysu. To  państwa narodowe osobno musiały i muszą walczyć z pandemią i kryzysem gospodarczym. UE, w jej dotychczasowym kształcie, w obecnej sytuacji kompletnie się nie sprawdziła a idea budowy Jednej Europy oddaliła się chyba w nieskończoność, przy czym to "chyba" jest clou problemu. Jeżeli tak się stało i trwa, to pozostaje więc zmiana kierunku rozwoju UE i jej powrotu do korzeni jej powstania.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że teraz trzeba zrobić wszystko i tak zreformować UE, żeby stała się Europą Ojczyzn a nie superpaństwem Europa...

Ale... właśnie to "chyba", bowiem elity unijne zaczynają coś przebąkiwać, że takiego kryzysu w Europie by nie było, gdyby... takie superpaństwo istniało. Sądzę więc, że po epidemii te elity będą dążyć do budowy tegoż państwa, czyli zintensyfikują swe dążenia wedle schematu: "więcej unii w Unii".

Na takie postępowanie elit unijnych wskazał też m.in. prof. Zdzisław Krasnodębski w bardzo dobrym  wywiadzie na portalu wpolityce.pl zatytułowanym: "Prof. Krasnodębski: Spodziewam się ofensywy zwolenników budowy europejskiego superpaństwa" [1]. 

Na pytanie M. Karnowskiego:

"Nie zaskoczyło pana profesora, jak błyskawicznie odtworzyły się w Europie granice państw narodowych? Kilkadziesiąt godzin wystarczyło, by znowu kontynent przeorały bariery, a obywatelstwo państwa stało się czynnikiem rozstrzygającym o prawach obywatela. Wrócić do wizji Europy, w której państwa należy roztopić, będzie chyba trudno?",

pan profesor odpowiedział:

"To zobaczymy. Niektórzy wyciągają z tych wydarzeń wniosek odwrotny, że rzeczywiście tak się okazało, ale właśnie dlatego, iż nie dokończyliśmy budowy europejskiego superpaństwa. Takiej ofensywy możemy się spodziewać. Ale czy mnie to zdziwiło? Nie. Jestem eurorealistą. Od sześciu lat obserwuję te struktury z bliska jako poseł do Parlamentu Europejskiego, wcześniej zajmowałem się nimi jako naukowiec. I nie ma złudzeń, że zmierzch państw narodowych to tylko wykreowana iluzja, w państwach peryferyjnych, biedniejszych szczególnie mocno. Bo one potrzebują funduszy, bo istnienie Unii jest gwarancją ich jakiej takiej suwerenności, bo są szczególnie doświadczone przez komunizm. Ale każdy znający Europę wie, że ani przez moment nie zniknęły państwa. Ktoś, kto przekracza granicę niemiecko-francuską w Alzacji, wie, że mimo pojednania, współpracy, Unii to są dwa narody odmienne, z sobą konkurujące. Ostatnio zdarzyła się tam zresztą seria incydentów, nawet aktów szowinizmu, kiedy Niemcy uznali, że z Francji może przyjść zaraza, było tam dużo przypadków skrajnej ksenofobii. Zareagowali lokalni politycy, ale to pokazuje, jak kruche są te złudzenia o końcu narodów, jak wielka to iluzja. Smutno myśleć, że są w Polsce ludzie uważający się za patriotów UE, będący fanatykami unijnymi. Ma to dla naszego życia publicznego dewastujący skutek. Unia Europejska jest ważna dla Polski, ale to nie nasza ojczyzna, a jedynie polityczna forma organizująca relacje polityczne państw europejskich".

W pełni podzielam zdanie pana profesora.

Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.

Chore ideologicznie, postmarksistowskie i wyobcowane elity unijne chcą tej drugiej, anaturalnej i sztucznie wykreowanej Europy czyli inaczej ZSRR-bis w postaci „Związku Socjalistycznych Republik (Landów) Europejskich”.

Takie marzenie tkwi w umysłach tych postmarksistowskich unijnych elit i są to pragnienia tworzące u nich fundament ich przekonań. I sądzę, że nawet teraz - w czasie epidemii - nie są w stanie zmienić swoich poglądów i szukać nowych fundamentów w postaci powrotu do idei ojców-założycieli UE.

Na szczęście coraz więcej krajów zauważa nierealność rozwoju UE w kierunku jednego superpaństwa, tak naprawdę zarządzanego przez Niemcy i Francję. Są to - oprócz oczywiście krajów V4 i jej sojuszników - te kraje, które najbardziej ucierpiały z powodu pandemii, np. Włochy czy Hiszpania, którym nie pomogła dzisiejsza UE. Ale też taki narastający sceptycyzm wobec obecnej formy UE występuje też w innych krajach.

Także - odpowiadając na tytułowe pytanie - uważam, że należy wszystko zrobić, aby Unia Europejska zmieniła swój kierunek rozwoju i nakierowała swe działania na budowę Europy silnej siłą państw narodowych: suwerennych i niepodległych. Niepotrzebna nam jest ta rozdymana biurokracją Bruksela, niepotrzebny nam jest jakiś Parlament Europejski czy Komisja Europejska. Wystarczą dobre i wzajemnie solidarne umowy międzynarodowe oparte na poszanowaniu wszystkich uczestników tegoż porozumienia.

[1] https://wpolityce.pl/polityka/498486-nasz-wywiad-krasnodebski-ue-to-nie-jest-nasza-ojczyzna

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 16 kwietnia 2020

Koronawirus. 5G, B. Gates i wojna informacyjna USA-Chiny

"Nie wierzę w niezdementowane informacje" - Aleksander Gorczakow

Poniżej fragmenty tekstu, który znalazłem w sieci, ku zastanowieniu , choć według mnie łączenie sieci 5G z koronawirusem może być tzw. fake newsem, czyli fałszywą informacją i nie mieć nic wspólnego z rozprzestrzenianiem się tego wirusa, ale dobrze jest wiedzieć co po świecie krąży. Może jednak jakieś źdźbło prawdy w tym jest. Uważam ponadto, że trzeba się krytycznie pochylić nad technologią 5G, z tym, że z zupełnie innej strony, związanej z ograniczaniem naszej wolności lub naszym zdrowiem ogólnym.

"Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji wydała oświadczenie, w którym tłumaczy, że działanie sieci 5G nie ma żadnego związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa (...) oraz, że pandemia koronawirusa źle wpływa na rozwój sieci telekomunikacyjnych i jednocześnie podkreśla, że nie ma żadnego związku pomiędzy technologią 5G a objawami koronawirusa. To odpowiedź na szerzącą się falę fake newsów, twierdzących, że za efekty epidemii odpowiada tak naprawdę… szkodliwość promieniowania elektromagnetycznego (PEM) (...) Wiara w taką teorię spiskową potrafi osiągnąć wręcz absurdalny rozmiar – w Wielkiej Brytanii z inspiracji takimi fałszywymi informacjami podpalono kilka masztów 5G (...) Podkreślono, że "żadne rzetelnie przygotowane badania naukowe nie wskazują na powiązania promieniowania niejonizującego, emitowanego przez systemy telefonii komórkowej, z powstawaniem nowotworów i innych chorób (...) PIIT podkreśliła też, że "żadne rzetelnie przygotowane badania naukowe nie wskazują na powiązania promieniowania niejonizującego, emitowanego przez systemy telefonii komórkowej, z powstawaniem nowotworów i innych chorób." Instytucja wskazuje, że takie stanowisko potwierdza m.in. Międzynarodowa Komisja ds. Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym (ICNIRP), która stale bada te zależności. PIIT stwierdziła, że dobrze działająca sieć telekomunikacyjna jest niezbędna do walki z epidemią. Jako przykład podała to, że zbyt obciążona sieć może prowadzić do sytuacji, w których niemożliwy będzie np. kontakt z oddziałami ratunkowymi. Dzięki dobrze działającej sieci wiele osób może także pozwolić sobie teraz na pracę z domu. Jak ważna jest jej wydajność podczas pandemii widać m.in. po prośbie Komisji Europejskiej, żeby serwisy streamingowe obniżyły jakość obrazu. PIIT pokusiła się też o postawienie tezy, że technologia 5G mogłaby być korzystna, w niektórych aspektach zwalczania epidemii. Izba twierdzi, że dzięki technologii 5G "systemy sztucznej inteligencji sprawniej i efektywniej wsparłyby lekarzy pracujących nad szczepionką, a robotyzacja i cyfryzacja szpitali ograniczyłaby kontakt z zakażonymi osobami" [1].

Inną być może teorią spiskową jest to, że odpowiedzialnymi za tę epidemię koronawirusa są najbardziej znani, ale przede wszystkim najbogatsi ludzie na świecie jak Bill Gates, który od dawna jest zwolennikiem ograniczenia populacji ludzi, podobno ze względu na przeludnienie. Razem z nim są wymieniani:  David Rockefeller, Ted Turner, Oprah Winfrey, Warren Buffett, George Soros i Michael Bloomberg [2].

Dla przykładu w roku 2012 właściciel Microsoftu chciał i zapewne dalej chce całkowicie ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery, drastycznie zmniejszając liczbę ludności na świecie poprzez stosowanie  szczepionek, które mogą m.in. powodować bezpłodność, ale też i wyniszczać fizycznie szczepionkobiorców.  Jego żona miała i ma prostszy pomysł - chce upowszechniać na świecie aborcję [2] a całe to psychopatyczne małżeństwo popiera eutanazję (eugenikę?) jako element właśnie owej depopulacji. Są tą sprawą faktycznie "zafiksowani".

Być może jego słowa były "prorocze", gdy już w 2015 roku wspominał, iż pojawi się wirus, który ludzie będą nieświadomie przenosić ze sobą latając m.in. samolotami. Powiedział ponadto skromnie, że zginie w ten sposób 10 milionów ludzi [3].

Ostatnio Bill Gates zapowiedział, że szczepionka na koronawirusa SARS-CoV-2 ujrzy światło dzienne już za 18 miesięcy i że produkcja szczepionki będzie stosunkowo prosta, ale będzie do tego potrzebny wspólny, globalny wysiłek oraz, że epidemia może najbardziej dotknąć kraje rozwijające się a on może przeznaczyć miliony dolarów na wynalezienie i produkcję takich szczepionek [4].

Ciekawe czy te szczepionki mają służyć walce z przeludnieniem ludności na świecie? - zdałoby się uzupełnić te jego wywody.

Inną sprawą jest pytanie o pierwotne źródło pojawienia się koronawirusa. Czy prawdą jest to, że owym źródłem były nietoperze i/lub łuskowce, czy też wirus ten wyhodowany został laboratoryjnie? A jeżeli laboratoryjnie to czy jest on częścią przygotowywania jakiejś broni biologicznej oraz czy został uwolniony celowo czy też przypadkowo? W dalszej kolejności można - o ile wirus powstał w laboratoriach - zapytać o to, kto i jakie konsekwencje winien ponieść za tą epidemię? Do dzisiaj nie jesteśmy tego pewni, co skłania do wielu przypuszczeń i do kreacji wielu innych teorii, które wydają się nieraz absurdalne.

Powyższe pytania winny być pierwszymi, na które należałoby znaleźć odpowiedzieć, bo stanowiłoby to też materiał wyjściowy do wynalezienia szczepionki lub lekarstwa na chorobę wywoływaną przez koronawirusa i zniszczenie jego samego.

Jak na razie trwa wojna informacyjna i wzajemne oskarżanie się za wybuch epidemii i jej rozprzestrzenianie pomiędzy USA a Chinami. Amerykańskie władze nazywają wprost koronawirusa chińskim wirusem i oskarżają władze chińskie o to, że zataiły one wszelkie o nim informacje na początku epidemii, który szacuje się na listopad 2019 roku. Z kolei Chińczycy oskarżają USA m.in. za to, że wirusa "przywlekli" do Chin i innych zakątków świata amerykańscy żołnierze. Według wielu ekspertów ta wojna jest też postrzegana jako walka o przywództwo światowe a stosunki USA z Chinami są obecnie najgorsze od dziesięcioleci [5]. Pokłosie tej wojny widać też po zamrożeniu przez USA wpłat na WHO, którą D. Trump oskarża za sprzyjanie w tym sporze Chinom.


[1] ]https://www.dobreprogramy.pl/Koronawirus-i-5G-Brak-zwiazku-informuje-PIIT,News,107395.html?utm_medium=push&utm_source=pushpushgo&utm_campaign=DP-push
[2] https://wpolityce.pl/polityka/138345-bill-gates-chce-walczyc-z-przeludnieniem-ziemi-jak-strzykawkami-i-aborcja
[3] https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/491680-gates-w-2015-roku-ostrzegal-przed-nowym-wirusem-wideo
[4] https://www.pch24.pl/szczepionki-na-koronawirusa-za-18-miesiecy--bill-gates-wzywa-do-globalnego-wysilku-,75313,i.html
[5] https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1462496,koronawirus-wojna-handlowa-usa-chiny.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 15 kwietnia 2020

Powolny koniec ograniczeń z wyborami w tle

Wczoraj portal salon24.pl przekazał informację za PAP [*], że rząd faktycznie planuje stopniowe odmrażanie polskiej gospodarki i odchodzenie od obostrzeń wobec obywateli.

Jak ujawnił Jacek Sasin w Polsat News "Intencją rządu jest zmniejszenie restrykcji związanych ze stanem epidemii - szczegółowe plany zostaną przedstawione do końca tygodnia i mogą obejmować m.in. otwarcie części sklepów, w tym odzieżowych, w galeriach handlowych. Dodał też, że w stosunku do mieszkańców Polski rząd rozważa, "by w pierwszej  kolejności otworzyć dla Polaków tereny zielone - lasy, parki czy skwery".

Dzisiaj zaś w "Sygnałach Dnia" PR1 [**] rzecznik rządu Piotr Müller stwierdził, że "można się spodziewać tego, że maj, czy końcówka kwietnia, będzie początkiem odmrażania kwestii gospodarczych" (...) oraz to, że "jeśli chodzi o liczbę dzienną zachorowań w liczbach bezwzględnych, to mamy nadzieję, że to będzie kwiecień. Tzn., że w kwietniu ta sytuacja się już unormuje". Potwierdził też, "że w stosunku do obywateli  w pierwszej kolejności powinny zostać zdjęte obostrzenia dotyczące zasad przemieszczania się, czy dostępu do terenów zielonych" .

Mnie jednak najbardziej zastanowił ten fragment tekstu na salonie24:

"Sasin był także pytany, jak wyglądają przygotowania Poczty Polskiej do wyborów korespondencyjnych i odparł, że "przygotowania idą pełną parą". Mówił, że podstawą do tych przygotowań są obowiązujące przepisy "mówiące o konieczności przygotowania się do korespondencyjnego głosowania ogromnej rzeszy Polaków - seniorów powyżej 60 roku życia" (...) Przekonywał też, że "dzisiaj nie ma żadnej, zgodnej z konstytucją drogi odwołania czy przesunięcia wyborów prezydenckich". Sasin ocenił, że nie ma dzisiaj żadnych podstaw, żeby wprowadzać stan nadzwyczajny".

Pogrubiłem ten fragment tekstu, który - wedle mnie - zdradza pewną operacyjną zagrywkę PiS-u.

Najpierw została uchwalona ustawa, że wyborcy 60+ będą glosowali korespondencyjnie, dzięki czemu Poczta Polska może zgodnie z prawem swobodnie przygotowywać się do wyborów korespondencyjnych, niezależnie od zamrożonej w senacie ustawy o powszechnym obowiązku głosowania korespondencyjnego.

Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, że gdyby pierwotnie od razu PiS zaproponował taki rodzaj głosowania dla wszystkich to losy tej pierwszej ustawy byłyby podobne jak ostatniej a odwlekanie przez senat jej przekazania do sejmu uniemożliwiałoby bieżące przygotowywanie się przez Pocztę Polską do wyborów korespondencyjnych. A tak firma pod nowym zarządem i rząd mają wolną rękę, i przygotowania idą właśnie "pełną parą", i z pewnością poczta zdąży z ich przygotowaniem. 

A może źle myślę?

Ponadto J. Sasin po raz kolejny wskazał, że rząd nie zamierza wprowadzać żadnego stanu nadzwyczajnego a tym samym wybory muszą się odbyć w wyznaczonym przez Marszałka Sejmu  terminie, który jest konstytucyjnie obowiązujący.

W praktyce oznacza to, że wybory mogą odbyć się 10 maja, ale Marszałek Sejmu ma jeszcze możliwość przesunięcia tego terminu maksymalnie na dzień 23 maja (sobota), z czego być może skorzysta, choć uważam, że wybory winny być przeprowadzone najszybciej jak to tylko możliwe.

https://www.salon24.pl/newsroom/1037408,otwarcie-galerii-lasow-i-parkow-sasin-zdradzil-jakie-ograniczenia-moga-byc-zniesione - (PAP)
** https://niezalezna.pl/323265-rzecznik-rzadu-mowi-o-dacie-szczytu-zachorowan-podal-tez-kiedy-bedzie-odmrozona-gospodarka


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 10 kwietnia 2020

Triduum Paschalne 2020 roku

Trwa Triduum Paschalne upamiętniające Ostatnią Wieczerzę, Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa. Po smutnym dzisiejszym dniu nastąpi Jego Zmartwychwstanie.

Dla wszystkich chrześcijan na świecie to najsmutniejsze, ale i najradośniejsze w roku dni i najważniejsze wspomnienie największej Tajemnicy Wiary, dzięki której nabiera ona właściwego sensu i wymiaru.

Ale to tegoroczne Triduum jest jakże inne od tego, czym one było od zawsze. Nie ma i nie będzie nas na zwyczajowych Mszach Świętych i wspomnieniach śmierci Jezusa Chrystusa, nie będziemy w kościołach święcić tradycyjnych Święconek, nie ma przy nas najbliższych, z którymi zawsze rodzinnie spędzaliśmy te święta.

Epidemia koronawirusa pozbawiła nas tych tradycyjnych świąt i obrzędów z nimi związanych. Ale czy czasem paradoksalnie takie święta nie będą dla wielu przebudzeniem duchowym a dla wierzących ponownym nawróceniem? Może będą też dla wielu takim przystankiem w codziennej drodze ku konsumpcjonizmowi. Może pozwolą one docenić ten czas, który przeżywamy na tym ziemskim padole, czas który winniśmy wykorzystać dla dobra, mądrości i miłości a nie a nie będący bieganiną za ułudą szczęścia dóbr doczesnych. Może ponownie nauczą nas kochać Boga i bliźnich.

Dziś wspominamy śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla ludzi wierzących jest to - jak wspomniałem -   jednym z najtragiczniejszych a jednocześnie najradośniejszych momentów przeżywania ich wiary, bowiem dzięki niej mogło nastąpić zapowiadane Zmartwychwstanie Mesjasza i również odpuszczenie nam Grzechu Pierworodnego. Na pewno wielu z nas już obejrzało lub obejrzy Drogę Krzyżową w telewizji czy internecie, podobnie będzie i jutro i przez kolejne dni świąteczne. Przeżywajmy je tak jakbyśmy byli w Kościele i łączmy się sercem i duchem z najbliższymi.

Dziś przeżywamy to jak z rąk katów zginął niewinny człowiek, który z woli Boga narodził się na Ziemi jako Jego Syn, aby nieść Jego Słowo. Nie został ukamienowany. Kaci i mordercy wpierw w swoim zaprzańskim i bałwochwalczym tchórzliwym obłędzie musieli Go poniżyć, ośmieszyć i zadać mu ból Drogi Krzyżowej. Wewnętrzna Moc Jezusa, której tak bali się Jego oprawcy i głęboka wiara w Ojca, jakiej nigdy - do dzisiaj - nie zaznali stała się dla Nas wszystkich odkupieniem naszych win.

Nauczyciel Słowa Bożego zginął tragicznie jedynie za głoszenie tego Słowa i wskazywanie innej, lepszej oraz godnej drogi życia, po której ludzie winni kroczyć ku Zbawieniu. Ale przecież ta śmierć sprowokowana i zadana Mu przez ziejących nienawiścią i strachem innych ludzi, sanhedryńskich  faryzeuszy, okazała się Zwycięstwem: Dobra nad złem, Miłości nad nienawiścią, Prawdy nad kłamstwem, Godności nad pogardą i małością, Życia nad śmiercią... To daje i nam  radość i możemy się weselić, bo Jego Zmartwychwstanie zapowiada też takie Zmartwychwstanie nas samych...

Zważmy jednak, że śmierć zadana Jezusowi a zakończona Jego zwycięstwem, czyli Zmartwychwstaniem nie kończy Jego Mesjanistycznej Drogi Życia na Ziemi. Wprost przeciwnie! Każdy z nas, naszych przodków i tych, którzy przyjdą po nas... My wszyscy wierzący w Niego jesteśmy budowniczymi kolejnych "odcinków" tej drogi... aż do Dnia Ostatecznego i wstąpienia do Królestwa Bożego...

Budujmy tą drogę do Bożej Szczęśliwości każdego dnia i najlepiej oraz najpiękniej jak tylko potrafimy. Trwajmy w prawdzie i głośmy prawdę,  nie bójmy się upadać, ale silni pokorą zawsze starajmy się wstawać i iść dalej tą jakże w sumie prostą drogą... zostawiając za sobą miłości, dobroci i mądrości ślady.

Jezus Chrystus poprzez swoje Zmartwychwstanie  dał nam wiarę w zwycięstwo i czerpanie radości nawet z cierpienia... Zło, obłuda, kłamstwo, ból... były dla Jezusa tylko tragicznymi etapami w drodze do zwycięstwa i pełnej chwały.

Obecnie mamy trudny czas. Czas wyrzeczeń, nieraz samotności, ale potraktujmy te wyrzeczenia jako naszą dzisiejszą Drogę Krzyżową, po której nastąpi radosne przebudzenie. Niech w codziennym życiu królują w nas Wiara, Nadzieja i Miłość a radość z pewności  Zmartwychwstania Pańskiego upewnia nas, że ostatecznie zatwardziałym piewcom Zła Bóg wyznaczył rolę przegranych i wiecznie potępionych...

Niech Droga jaką wyznaczył nam Jezus Chrystus będzie naszą drogą wiary w zwycięstwo właśnie dobra, prawdy i piękna...

W Wielkanoc radujmy się i weselmy... i nie traćmy nigdy wiary, nadziei i optymizmu... Nawet wtedy, gdy szaleje wokół nas koronawirus a może właśnie teraz doceńmy to darowane nam życie i doceńmy życie innych. Stańmy się - pokonując trudności ostatnich tygodni - być lepszymi ludźmi, tak po prostu, zwyczajnie i doceńmy jak ważna dla nas jest równie zwyczajna, ale normalna codzienność, której dzisiaj tak nam brakuje i jednak może się zdarzyć, że nawet pokonując koronowirusa będzie znacznie inna niż ta, którą utraciliśmy. I w tej nowej rzeczywistości bądźmy bliżej siebie (nawet wirtualnie) i bliżej naszego Boga, doświadczmy łaski powrotu do Niego...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 9 kwietnia 2020

Subwencje partii a ich walka polityczna z epidemią w tle

Jakże często zapominamy lub nie wiemy, że w wyborach parlamentarnych określony wynik wyborczy implikuje też wysokość państwowych subwencji finansowych na działanie tych partii.

Subwencje mogą dostać partie, które przekroczyły 3% oddanych w wyborach głosów, przy czym wysokość tych subwencji nie jest wprost proporcjonalna do uzyskanych głosów a jest liczona tzw. metodą "stopniowej degresji", co w praktyce oznacza, że wraz z osiąganiem kolejnych pułapów subwencji, "nadwyżka" głosów obniża ich nominalną wartość. Przekraczając kolejne progi - po zsumowaniu wcześniejszych limitów - partie uzyskują coraz mniejsze kwoty.  Innymi słowy im partia uzyska więcej głosów to procentowo z dotacji otrzymuje mniej. Ma to zapobiec dominacji największych partii politycznych w Polsce, ale zawsze oczywiście jest tak, że ostatecznie największą subwencję dostają partie największe.

Po wyborach w 2019 roku roczne subwencje w przybliżaniu wynosić będą: PiS- 23,3 mln zł, PO-KO - 19,9 mln zł, Zjednoczona Lewica (SLD, Razem, Wiosna) - 11,4 mln zł, PSL - 8,3 mln zł, Konfederacja - 6,8 mln zł.

Razem roczne subwencje dla partii politycznych wyniosą 69,7 mln zł a w czteroletniej kadencji około 280 mln zł.

Niezły więc jest ten przychód partii politycznych. Nieprawdaż? Mała czy średnia firma z pewnością z takich przychodów by się cieszyła.

I musimy mieć to zawsze na uwadze, bo jak to mówią: "jak nie wiesz  o co chodzi, to chodzi o pieniądze", no i też o władzę, która te pieniądze zapewnia.

Stąd należy zawsze filtrować obietnice i zapewnienia partii politycznych podczas wyborów i rozliczać je z tych obietnic, bo ich przychód jest finansowany z naszych - suwerena - pieniędzy.

Jest wiele powodów za i przeciw finansowaniu partii politycznych z budżetu państwa. Ja jednak optuję za takim finansowaniem, przy czym uważam, że te kwoty winny być obniżone przynajmniej o 30%.

Podstawowym powodem mojego stosunku do tych subwencji jest fakt, że działalność partii politycznych musi być w jakiś sposób finansowana i jeżelibyśmy tym partiom zabrali finansowanie z budżetu to one by poszukiwały tych pieniędzy ze źródeł rożnych fundacji, stowarzyszeń, firm prywatnych... a to by całkowicie zakłóciło transparentność działania polskich partii politycznych i mogłoby wpłynąć na niezależność decyzyjną posłów, senatorów czy nawet całych ugrupowań politycznych (korupcja polityczna).

Warto też pamiętać, że kampanie wyborcze określonych kandydatów na prezydenta też są  finansowane z pieniędzy partii, które takich kandydatów zgłosiły.  Oczywiście o ile uzyskały one wcześniej wynik wyborczy powyżej 3%.

Obecna kampania prezydencka została całkowicie przemeblowana. Nie ma już ze względów bezpieczeństwa zdrowotnego wielkich konwencji wyborczych, nie ma bezpośrednich spotkań z wyborcami. Pozostają media takie jak internet-media społecznościowe, TV, Radio, gazety i... wystąpienia w sejmie i senacie, które to są namiastką stylu kampanii poszczególnych ugrupowań, jeżeliby się one odbywały w tradycyjnej formie. Przed wyborami będzie jeszcze możliwość publikacji darmowych audycji wyborczych w telewizji publicznej i zapewne też takich, ale płatnych w różnych mediach.

Nie wiem jakie będą rekomendacje ministra Ł. Szumowskiego, ale sądzę, że korespondencyjne wybory prezydenckie odbędą się w sobotę 23 maja 2020 roku. Jest to jedyny ostateczny termin, jaki konstytucyjnie można wyznaczyć i tak się stanie pomimo jazgotu totalnej opozycji.

Ale też na pewno poszczególne partie polityczne miały przygotowane budżety na tradycyjną prezydencką kampanię wyborczą a te z oczywistych względów nie zostały całkowicie wydane. Może więc tak poszczególne partie zasiadające w parlamencie wyasygnowałyby jakieś zaoszczędzone na kampanii pieniądze na walkę z pandemią koronawirusa? A może choć jakiś procent przychodu z subwencji budżetowych wynoszący np. 10%?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 2 kwietnia 2020

15 lat... jak szybko minęło i jak szybko o Nim zapomnieliśmy...

Dziś mija 15 okrągła rocznica śmierci Jana Pawła II. Jakże obecnie jest to duchowo inna rocznica. Łączymy się z naszym Papieżem duchowo a nie fizycznie w Stolicy Piotrowej czy na Mszach Świętych. Nasza obecność pozostaje z powodu koronawirusa w domach i mam nadzieję, że we wspólnej modlitwie o uzdrowienie i opanowanie tej nieszczęsnej zarazy. Prośmy naszego Papieża o to wszystko, co dziś jest najważniejsze...

Ale pamiętam te chwile sprzed 15 lat, chwile smutku i rozpaczy, kiedy zostaliśmy niemal osieroceni. Pamiętam te łzy, wzruszenie, smutek i żal... i te setki tysięcy modlących się o zdrowie Papieża i za duszę Papieża.

Odszedł wtedy ktoś, kto ukształtował całe pokolenie Polaków i również ja dojrzewałem z nim i czerpałem od niego siłę do pokonywania kolejnych moich dni życia. Moja droga istnienia na tym świecie była drogą jaką on mi wskazywał i choć nie zawsze go słuchałem... to w końcu dał mi jednak  łaskę wiary, której tak pragnąłem.

I jakoś tak zawsze w rocznicę Jego śmierci myślę właśnie o latach, które przeżyłem i o tym jak mało jest dziś w Polakach realizacji Jego słów kierowanych do nas... Myślę o swoim dzieciństwie, młodości i powolnym dorastaniu do obecnej, choć jeszcze zbyt małej ludzkiej dojrzałości...

Miałem dokładnie 10 lat, gdy zapłakała wzruszeniem ze szczęścia cała Polska... gdy te łzy zamieniały się niepostrzeżenie w uśmiech, radość, nadzieję i wiarę w lepsze jutro.

Stała się rzecz ówcześnie wprost nieprawdopodobna: nowym papieżem nie został Włoch a został nim nasz rodak Karol Wojtyła... kardynał zza "żelaznej kurtyny". Wpierw było niedowierzanie, szok... by ta radosna wieść tzw.: "pocztą pantoflową" rozeszła się błyskawicznie i dotarła do wszystkich Polaków.

W tamtejszej, komunistycznej prasie (np. w Trybunie Ludu) następnego dnia ukazały się tylko lakonicznie krótkie informacje, które niemalże ze wstydem i z zażenowaniem raczyły przekazywać fakt wyboru Polaka na Stolicę Piotrową.

Przez następne 27 lat Jan Paweł II był zawsze dla mnie - niezależnie jak mocno trwałem lub oddalałem się od wiary – postacią wyjątkową a dla Polski okazał się być największym obrońcą i ostoją jej tożsamości narodowej, faktycznym wybawicielem jej spod jarzma komunizmu.

Dziś jednak zadaję sobie wciąż pytanie: Co się z nami stało, co stało się z naszym narodem?

Odpowiedzi należy szukać chyba daleko wstecz. Zostaliśmy niestety chyba skutecznie "przetrąceni" Stanem Wojennym i marazmem lat 80-tych. W latach 1981-1983 zmuszono do emigracji przeszło 1 mln autentycznych patriotów. Została KOR-owska, koncesjonowana opozycja i wiele milionów ludzi bez prawdziwych elit. Zryw solidarnościowy zakończył się zamordowaniem narodu, zamordowaniem jego ducha i tej naszej dumy, honoru i wartości nadrzędnych. Lata 90-te i dziki program Sachsa-Sorosa-Lipmana (dr. Leszka Balcerowicza) kompletnie spauperyzowały większość Polaków. Prywatyzacja za bezcen pozbawiła nas własności... a trockistwski oraz wyartykułowany przez A. Gramsciego oraz Szkołę Frankfurcką marksizm kulturowy wdarł się też do naszych umysłów stając się ponownym komunistycznym czynnikiem naszego zniewolenia. Tym razem bez udziału siły, ale perfidnie zmieniający nasze myślenie wedle rewolucyjnego francuskiego hasła: "Wolność, równość, braterstwo albo śmierć", przy czym ta "śmierć" niejako została zamieniona w marksistowskie hasło: "władzy raz zdobytej nie oddamy już nigdy". I dostaliśmy się  - wychodząc spod wpływów ZSRR - pod kuratelę współczesnych komunistów w postaci UE.

Ale mimo wszystko jeszcze trwaliśmy i to dzięki naszemu papieżowi. Jak jeszcze żył JPII mieliśmy jakieś odniesienie, jakiś autorytet, fundament. Mogliśmy zawsze liczyć na jego słowa i obronę naszej Polski... Przekonywał, że Polska może odnowić UE, aby powróciła do swoich chrześcijańskich wartości i fundamentów. Po 2005 roku zupełnie - jako naród - pogubiliśmy się... Ale też śmierć naszego Papieża pozostawiła zagubioną całą Europę i zapoczątkowała triumfalny do dzisiaj pochód lewacko-demoliberalnych elit odcinających się od chrześcijaństwa i powoli tworzących Związek Socjalistycznych Republik Europejskich - ZSRR-bis.

Dziś ze smutkiem mogę tylko stwierdzić, że w 15 lat po jego śmierci My, Naród Polski, obecnie mamy tylko jedną szansę na przetrwanie... W tych czasach odradzającej się ekspansji sowiecko-germańskiej, w czasach pauperyzacji i promowania kosmopolitycznej bezpaństwowej (quasi znów komunistycznej) europejskości, w czasie budowania amoralnej i totalitarnej politpoprawności i multikulturowości, w czasie próby stworzenia beznarodowego jednego społeczeństwa bez wiary i wartości... musimy przypomnieć sobie nauczanie Ojca Świętego, jego postawę, jego patriotyzm i jego duchową WIELKOŚĆ!

Dla mnie osobiście zawsze był i pozostał autorytetem moralno-etycznym oraz duchowym. Na różnych forach internetowych opisując swoją osobę przytaczam cztery cytaty Jana Pawła II, które wyznaczają mi drogę i jakość mego życia:

"Jeśli ktoś lub coś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła"; 

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi"; 

"Nie sposób inaczej zrozumieć Człowieka, jak w tej wspólnocie jaką jest Naród"; 

"Musicie być mocni mocą wiary i nadziei".

Jakże wiele można z nich wyczytać a przecież jest jeszcze wiele setek podobnych, tyle słów już zapomnianych... powróćmy do nich i czerpmy z nich wiarę i nadzieję w moc dobra, przyzwoitości i międzyludzkiej miłości. Bądźmy mocni mocą wiary i nadziei na lepsze jutro nas samych i naszej Ojczyzny...

Musimy powrócić do dziedzictwa naszego Papieża, które możemy zawszeć w stwierdzeniu: wolność jest prawem każdego człowieka, każdego narodu i tylko poprzez wyzwalającą prawdę i negację kłamstwa tą wolność można mieć i ją zachować. Po prostu musimy. Może ten koronawirus paradoksalnie skłoni nas do ponownego otwarcia na słowa naszego papieża, wzmocni nas duchowo i przybliży nas do siebie, abyśmy tworzyli jedną wspólnotę wiernych.

Za 8 dni 10 kwietnia, znów okrągła rocznica zamachu smoleńskiego... dzień smutku i łez oraz chyba bezsilności wobec ogromu ZŁA otaczającego nas wówczas ze wschodu, zachodu i ze "środka".

Pamiętajmy jednak, że Jan Paweł II podtrzymał w Nas-Polakach narodową dumę z polskości, chrześcijaństwa oraz dał Nam duchową moc przetrwania i wierzę, że nigdy się nie poddamy i odbudujemy naszą Polskę.

Za życia był już świętym, teraz jest już pośmiertnie świętym. Niech ta świadomość, świadomość Jego świętości pozwoli nam uwierzyć, że warto trwać, walczyć hartem i niezłomnością ducha, że miejsce zhańbionych zawsze w końcu znajdzie się na "zgniłych i wstydliwych kartach historii" a wydobywający się z nich "nieprzyjemny zapach" zostanie zneutralizowany zapomnieniem...

Módlmy się codziennie od dzisiaj, aby Jego święte wstawiennictwo w Domu Pana pozwoliło odrodzić się naszej Ojczyźnie, pozwoliło odrodzić się nam samym, pozwoliło przetrwać wojnę z prowadzoną wobec nas przez światowe i krajowe elity lewacko-demoliberalne.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 1 kwietnia 2020

Kiedy termin wyborów?

Argumenty za przeprowadzeniem wyborów w dniu 10 maja, pod warunkiem, że będzie możliwość korespondencyjnego głosowania dla wszystkich a takie głosowanie na świecie jest coraz popularniejsze*:

- demokratyczny legalizm konstytucyjny, który tak często jest podkreślany przez opozycję,
- stabilizacja i synchronizacja władzy w trudnym okresie pandemii koronawirusa, czyli spokojne funkcjonowanie państwa w symbiozie władz: prezydenckiej i większości sejmowej - w przypadku zwycięstwa A. Dudy. Chodzi też o możliwość swobodnego w czasie pandemii podejmowania nawet niepopularnych społecznie decyzji,
- bezpieczne głosowanie korespondencyjne, które tak często wcześniej dzisiejsza opozycja pragnęła wprowadzić,
- antydemokratyczne obostrzenia w przypadku wprowadzenia jednego ze stanów nadzwyczajnych: stan klęski żywiołowej, stan wyjątkowy, stan wojenny,
- doświadczenia innych krajów, np. korespondencyjne głosowanie w Bawarii, które okazało się frekwencyjnym sukcesem a  w USA czy w Korei Południowej wybory też odbędą się w wyznaczonym terminie,
- jak na razie średnie - na tle Europy - występowanie zakażeń koronawirusem i możliwość wygładzenia krzywej zachorowań,
- brak przewidywalności i prognoz dotyczących czasu występowania koronawirusa. Czy to będzie tylko obecna wiosna, czy może jesień albo wiosna 2021 roku? Tego nikt nie wie nikt a może się zdarzyć, że kadencja obecnego prezydenta może faktycznie trwać dłużej nawet o rok czy dwa , a to prawdopodobnie wymagałoby zmiany Konstytucji,
- zapobieżenie chaosowi i działań destrukcyjnych opozycji,
- pięciotygodniowy okres do wyborów, który może być choć w części wygraną z koronawirusem.

Argumenty przeciw przeprowadzeniu wyborów w dniu 10 maja, pod warunkiem, że będzie możliwość korespondencyjnego głosowania dla wszystkich a takie głosowanie na świecie jest coraz popularniejsze*:

- ustabilizowanie państwa i opanowanie pandemii, np. poprzez szybkie wynalezienie leku lub szczepionki na koronawirus. Wtedy głosowanie jesienne lub nawet wiosenne za rok, byłoby prowadzone w normalnych warunkach i pozwoliłoby na przeprowadzenie normalnej kampanii wyborczej,
- nieprzewidywalność czasu trwania pandemii i już wprowadzone obostrzenia, które są de facto same w sobie stanem nadzwyczajnym a jego wprowadzenie w okresie pandemii jest konieczne oraz tylko sankcjonuje rzeczywistość,
- możliwość zarażenia się koronawirusem w czasie głosowania 10 maja a tym samym narażenie polskich obywateli na utratę zdrowia i życia,
- złe doświadczenia z Francji, gdzie w czasie wyborów zarazili się nawet członkowie komisji wyborczych,
- obecna wyjątkowa sytuacja z którą nie mieliśmy wcześniej do czynienia a to winno być uznane stanem nadzwyczajnym i doprowadzić do przełożenia wyborów,
- podobne decyzje wprowadzające stany wyjątkowe w różnych krajach, m.in. na Węgrzech,
- skrócenie czasu podejmowania szybkich i trudnych decyzji na mocy dekretów prezydenta, które w czasie nadzwyczajnym są prawem obowiązującym.

Na pewno nie wymieniłem wszystkich argumentów za i przeciw, więc liczę na uzupełnienie przez komentatorów...

Abstrahując jednak od pandemii, to wybory 10 maja lub ich przełożenie ma też polityczne aspekty.

PiS obawia się kryzysu gospodarczego, który może nastąpić i już następuje a tym samym może negatywnie wpłynąć na poparcie społeczne prezydenta A. Dudy. Wtedy opozycja mogłaby wykorzystywać pandemię i kryzys gospodarczy do swoich celów związanych z przejęciem władzy w Polsce a tak naprawdę to jest jedyny cel opozycji żądającej przesunięcia wyborów prezydenckich.

PO-KO natomiast właśnie liczy na to, że będzie kryzys i w czasie jego trwania  jej notowania społeczne wzrosną. Poza tym prawdopodobnie opozycja chce też wymienić kandydata na prezydenta, bowiem M. Kidawa-Błońska jest nieporozumieniem i dostrzegają to również sami liderzy totalnej opozycji. Poza tym opozycja mogłaby w stanie nadzwyczajnym cały czas podważać decyzje rządu i prezydenta i wprowadzić dodatkowy chaos, na który im bardzo zależy w perspektywie ich marzeń o przejęciu władzy...

Osobiście zaś uważam, że decyzję o ewentualnym przełożeniu wyborów będzie można podjąć w drugiej połowie kwietnia, kiedy już będziemy wiedzieli jak pandemia koronawirusa rozprzestrzenia się (bądź nie) w Polsce. Sądzę też, że obecnie rządzący w zależności od sytuacji również rozważają taką możliwość, co potwierdził m.in. prezydent i premier.

Także opozycjo.... Trochę cierpliwości. PiS naprawdę nie będzie narażał ludzi  na utratę zdrowia i życia. Jeżeli zaś okoliczności związane z pandemią będą takim zagrożeniem to uważam, że wybory winny być przesunięte o co najmniej rok, minimalnie do wiosny 2021 roku.

* Jeżeliby jednak utrzymano nowe przepisy o korespondencyjnym głosowaniu, które zakładają takową możliwość dla seniorów i ludzi znajdujących się w kwarantannie, to z całości mojej argumentacji można wybiórczo wskazać lub lekko zmodyfikować argumenty "za" i "przeciw".

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 28 marca 2020

Czy jest nam potrzebna UE?

Premier M. Morawicki powiedział wczoraj, że tak naprawdę UE jeszcze nie udzieliła żadnej pomocy w walce z koronawirusem jej poszczególnym członkom a wszystkie działania antykryzysowe podejmują państwa narodowe.

Powiedział dokładnie tak: "Niestety dzisiaj Unia Europejska nie dała jeszcze żadnego eurocenta na walkę z koronawirusem. Widać, że w takich bardzo trudnych czasach, najważniejsze są państwa, państwa narodowe, Polacy to doceniają, doceniają to wszyscy obywatele Unii Europejskiej, no bo niestety reakcje Unii Europejskiej są, może powiem - są jakie są, każdy może je zaobserwować, bo o tym, że to nie są nowe pieniądze wypowiedzieli się również członkowie Komisji Europejskiej, więc to pozostaje poza jakąkolwiek wątpliwością. 

Jednak wierzę, że w sposób spóźniony, po odpowiedniej stymulacji, ona była również wczoraj, mówili o tym premier Hiszpanii, premier Włoch, premierzy Grupy Wyszehradzkiej wraz ze mną i kilku innych krajów, bardzo mocno podnosząc, że jeżeli Unia Europejska ma utrzymać zaufanie obywateli musi odpowiedzieć w sposób adekwatny (...) Poczekamy. Mam nadzieję, że (ta pomoc) będzie. Na razie odpowiedź jest po stronie państw narodowych i to warto, żeby wszyscy wiedzieli, warto żeby każdy to sobie też uświadomił, że walka z tymi przeciwnościami losu, zarówno od strony mechanizmów podażowych, popytowych, jak i fiskalnych odbywa się poprzez budżety poszczególnych państw członkowskich i tak samo działamy my" [1].

Oczywiście zaraz posypały się na niego głosy krytyki mówiące, że przecież UE już dała takie środki, ale zapomnieli dodać, że to są pieniądze już dane wcześniej beneficjentom a teraz tylko pozwolono wykorzystać je w czasie tego epidemicznego kryzysu a nie później. Z punktu widzenia UE jest to żadna pomoc wymagająca od niej wysiłku i przygotowania jakichś specjalnych funduszy na walkę z koronawirusem.

Chodzi tutaj o sławetne 37,3 mld euro, które niby UE wysupłała ze swojego budżetu a jest to po prostu kłamstwo.  Oczywiście - jako kraj uzyskujący dotychczas dość dużą pomoc unijną - Polska w ramach przesunięcia własnych, już przyznanych przez UE środków ma otrzymać w dwóch transzach ponad 7,4 mld euro, najwięcej w Europie [2]. Tym niemniej dystrybucją tych środków zajmować się będą państwa narodowe a nie jakieś niepotrzebne biurokratyczne molochy unijne. Czyli jednak potrzebne są konkretne państwa, które są zdolne do natychmiastowej reakcji a nie unijnej inercji decyzyjnej.

O tzw. "solidarności unijnej" można teraz mówić raczej sarkastycznie. "Niemcy, Holandia i kilka innych państw nie zgadzają się na szerokie wykorzystanie Europejskiego Mechanizmu Stabilności (ESM) czy wypuszczenie tzw. koronaobligacji jako panaceum na kryzys wywołany przez koronawirusa" [3].

W odpowiedzi m.in. na takie stanowisko i brak porozumienia unijnych liderów w sprawie niezbędnych w tej sytuacji działań antykryzysowych UE wypowiedział się lider opozycyjnej włoskiej Ligi Matteo Salvini, który stwierdził: "To nie Unia, ale nora żmij i szakali (...) Najpierw pokonamy wirusa, potem zastanowimy się nad Unią. I jeśli będzie trzeba, pożegnamy ją, nawet nie dziękując" (...) To szaleństwo. Unia potrzebuje następnych piętnastu dni, by zdecydować co robić, komu i jak pomóc. W stanie pełnego kryzysu, gdy ludzie umierają, teraz na zapalenie płuc, potem może z biedy" (...) "W Berlinie i Brukseli nie zrozumieli, że ludzie umierają" (...) "Jeśli taka jest Unia, to jest to obrzydliwość. A dajcie sobie siana" [4].

Lepiej jak M. Salvini bym tego nie ujął.

Ale również prezydent Włoch Sergio Mattarella podczas orędzia do narodu wezwał Unię Europejską do podjęcia zdecydowanych działań w walce z koronawirusem. Sergio Mattarella wyraził nadzieję, że Wspólnota "zda sobie sprawę z zagrożenia jakim pandemia jest dla Europy, zanim będzie za późno (...) Niezbędne są nowe wspólne inicjatywy, które zastąpią przestarzałe mechanizmy, niezdolne stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazła się Europa" [5].

Również tydzień temu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał Unię Europejską, aby w związku z pandemią koronawirusa opracowała „nowy plan Marshalla”. Miałby on pomóc odbudować europejską gospodarkę i usprawnić walkę z ekspansją SARS-CoV-2. Nie spotkało się to z żadną reakcją UE, więc Hiszpania "poprosiła w końcu NATO o pomoc w uzyskaniu masek zdrowotnych – obecnie najbardziej poszukiwanego produktu na świecie – ale także respiratorów i szybkich testów, co potwierdził szef hiszpańskiej obrony narodowej, gen. Miguel Villarroya. I chociaż NATO nie dysponuje dużymi zapasami wymienionych materiałów, to jednak pakt wojskowy w wyjątkowych sytuacjach upoważnia uzyskanie ich od innych państw członkowskich" [6].

Ogólnie UE nie sprostała wyjątkowej sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. Inercja, brak solidarności unijnej, biurokracja, brak empatii, ignorancja i arogancja UE wskazuje, że po epidemii musi nastąpić głęboka reforma UE i zmiana jej kierunku rozwoju. UE w dzisiejszej walce jest zupełnie niepotrzebna a do tego niemrawo nieskuteczna: wracają granice międzypaństwowe, pomoc obywatelom finansowana jest przez budżety narodowe, od poszczególnych narodowych systemów ochrony zdrowia zależy ich efektywność, wszelkie decyzje podejmują lokalne rządy nie oglądając się na jakąś sztuczną formę abstrakcyjnej sztuki jaką jest współczesna UE.

Zauważmy, że piewcy obecnej UE pochowali się w zaciszu gabinetów, nie widać ich nigdzie... gdzie
Frans Timmermans , gdzie Guy Verhofstadt i inne tego typu persony? Nie ma ich i wypłyną po epidemii przekonując nas, że teraz to już nadszedł czas "na więcej Unii w Unii". To - wedle mnie - będzie kompletnie niewiarygodne i absurdalne stwierdzenie, bowiem po epidemii winniśmy wrócić do państw narodowych, do Europy Ojczyzn, jaką była m.in. EWG.

Te wszystkie instytucje obecnej unii w stylu PE, KE i inne są zupełnie niepotrzebne i tyle. To tylko balast, który powoduje stopniowe zatapianie naszego europejskiego kontynentu, naszej łacińskiej cywilizacji.



[1] https://wpolityce.pl/polityka/493208-premierue-musi-wlaczyc-sie-w-walke-ze-skutkami-koronawirusa
[2] Zobacz szerzej: https://wpolityce.pl/polityka/491256-kuzmiuk-po-decyzji-ke-opozycja-musiala-przezyc-cios
[3] https://forsal.pl/artykuly/1463824,nie-bedzie-unijnej-bazooki-przeciw-kryzysowi-niemcy-i-spolka-zglaszaja-weto.html
[4] https://niezalezna.pl/319206-salvini-nie-przebiera-w-slowach-ue-to-nora-zmij-i-szakali-pozegnamy-ja-nawet-nie-dziekujac
[5] https://www.tvp.info/47309709/koronawirus-prezydent-wloch-wzywa-ue-do-podjecia-zdecydowanych-dzialan-w-walce-z-pandemia-wieszwiecej
[6] http://fpg24.pl/artykuly/czytaj/rosja-pomaga-wlochom-hiszpania-prosi-o-wsparcie-nato-czy-unia-europejska-slabnie

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 27 marca 2020

Co to wszystko ma znaczyć do jasnej cholery!

Obserwując obecne wyczyny totalnych z PO-KO-KO (tak, tak... to drugie KO to Konfederacja) po prostu szlag człowieka trafia. Perfidia, hipokryzja, egoizm to najłagodniejsze określenia, które możemy wobec nich użyć.

Oczywiście prym wiedzie już szczególnie antypolska i nad wyraz po prostu idiotyczna koalicja PO-KO. Są oni w stanie zrobić wszystko, aby mieć władzę, władzę i jeszcze raz władzę.

"Tonący brzytwy się chwyta" i targowicka koalicja chwyta się właśnie ich ostatniej deski ratunku w postaci ich twardego, durnego i trawionego nienawiścią do PiS elektoratu.

Notowania M. Kidawy-Błońskiej maleją z każdym dniem, ale tym samym również z każdym dniem rośnie jej samej i całego jej ugrupowania agresja wobec obecnie rządzących. Przykre jest ich słuchać, ale cóż...

Fanatyczny ich antypisowski elektorat liczy gdzieś około 20% głosujących w wyborach i teraz PO-KO walczy o jego utrzymanie i zajęcie drugiego miejsca w wyborach pani M. Kidawy-Błońskiej. Liczą oczywiście na II turę wyborów prezydenckich, ale mogą się przeliczyć, bo coraz więcej Polaków żyje obecnie w strachu przed koronawirusem i ocenia cały czas rządzących oraz opozycję. I nawet do tej pory w ogóle nie biorący udziału w wyborach Polacy przyznają, że rząd i prezydent bardzo dobrze sobie radzą z walką z tym koszmarnym wirusem. Mogą oni zasilić elektorat A. Dudy do tego stopnia, iż on wygra już w I turze i to niezależnie czy wybory odbędą się 10 maja, na jesieni czy też jeszcze później bowiem zawsze będzie można pozytywnie ocenić działania rządu i obecnego prezydenta porównując ich działanie w sprawie koronawirusa z innymi krajami. A w tym porównaniu teraz rządzący wypadają bardzo pozytywnie.

Ja wiem, że oni liczą na to, iż np. na jesieni będziemy w Polsce mieli pewien kryzys gospodarczy, co jest nieuniknione, ale na pewno ten kryzys będzie też porównywany z innymi krajami z kręgu cywilizacji zachodniej i sądzę, że Polska nie będzie wcale liderem tego kryzysu a wprost przeciwnie.

Dla opozycji totalnej ewentualne przełożenie prezydenckich wyborów na później może też oznaczać, że będzie zamiast M. Kidawy-Błońskiej nowy ich kandydat na prezydenta. Zdają sobie przecież sprawę, że obecna kandydatka jest delikatnie mówiąc "niewypałem" i zapewne gdzieś tam mają "z tyłu głowy" nowych kandydatów. Może też poczynając od D. Tuska, ale raczej on nie zdecyduje się na ewentualne kandydowanie, bo ma teraz bardzo dobrze na unijnych salonach.

Zastanawiająca jest platformerska totalna nienawiść do obecnych władz właśnie teraz, w czasach epidemii. Pisałem, że inne kraje potrafią się politycznie jednoczyć w walce z koronawirusem, a niechlubnym - nawet światowym - ewenementem jest nasza opozycja o barwach PO-KO. Ale... chyba jej nawet nie można nazwać opozycją: to ludzie zdegenerowani, dla których życie ludzkie nie ma żadnego znaczenia a zdobycie władzy może dokonywać się nawet po trupach Polaków.

Mało tego... Najprawdopodobniej oni by chcieli, aby w Polsce ten wirus osiągnął rozmiary zakażeń podobne jak we Włoszech czy Hiszpanii.... Wtedy by mogli atakować rząd wczorajszymi mniej więcej takimi słowami, które skierowała do rządzących M. Kidawa-Błońska: jesteście tchórzami, oszukiwaliście nas, oskarżam was o bierność i chaos, spóźniliście się z reakcją na epidemię... i tego typu bzdury, które każdy normalny nasz rodak jest w stanie ocenić na niekorzyść PO-KO. Hipokryzja, głupota i kłamstwo jak na tacy podane... A mogłoby być zupełnie inaczej, ale walka o własny durny elektorat poparty nienawiścią do PiS-u nie pozwala im na konstruktywne porozumienie z rządzącymi. Niedawno zresztą też D. Tusk zachęcał PO-KO do nieustawania w ataku na obecnie rządzących, co też w obecnej sytuacji jest kuriozum do kwadratu, ale ja się nie dziwię D. Tuskowi, bo on jest jakoś chorobliwie "zafiksowany w nienawiści do J. Kaczyńskiego i całego PiS-u".

Co z nimi jest do jasnej cholery? Przepraszam za użycie tego słowa, ale nic bardziej łagodnego nie przychodzi mi do głowy. Co to wszystko ma znaczyć? Jaki mają cel działając przeciwko polskiemu narodowi? Jaki mają cel dążąc do wczorajszego zerwania kworum i podobnego wniosku dzisiaj. Dlaczego chcieli cały czas zerwać to kworum i uniemożliwić tym samym dyskusję  o niezbędnej pomocy państwa dla pracodawców i pracowników. O co im cały czas chodziło i chodzi? Destrukcja PO-KO jest porażająca*.

Przecież oni nie tylko dążą do rozbicia dzielnicowego Polski, ale po prostu chcą jej degradacji i upadku a na to nie może być zgody. Tym bardziej, że dziś widzimy, że bez silnego państwa same samorządy nie dałyby sobie rady w sytuacji kryzysowej. Nie może też być zgody na okłamywanie Polaków i pośrednio życzenie im utraty zdrowia albo nawet i życia. Nie może być zgody na funkcjonowanie w Polsce partii antypolskiej, której działalność na arenie światowej (europejskiej) ociera się o zdradę stanu. Teraz natomiast dążą też do zanarchizowania Polski (zresztą tak jest już od 2015 roku). Pragną, aby obecny rząd po prostu "poległ" w walce z koronawirusem i robią wszystko, aby tak się stało.

Próżną mają nadzieję i powinno ich liderów czekać więzienie...

Powtórzę też moją myśl z innego tekstu.... "Jak to dobrze, że dziś oni nie rządzą razem z B. Komorowskim pod żyrandolem". Wtedy dziś bylibyśmy w totalnym chaosie a epidemia rozprzestrzeniałaby się w zastraszającym tempie... no, bo przecież przez 8 lat budując państwo z dykty, gdzie są tylko "ch...j, dupa i kamieni kupa" państwo polskie nie mogłoby efektywnie i skutecznie walczyć z koronawirusem.

Jest jeszcze tylko polityczny i w miarę pozytywny aspekt całego tego zamieszania z koronawirusem, choć bardzo żałuję i jest mi smutno, że ujawnia się w takich nieprzychylnych i tragicznych dla ludzi, dla nas wszystkich okolicznościach. Otóż nadzwyczaj łatwo dziś możemy oddzielić polskie ziarna od antypolskich plew i to nie jest nic trudnego. I tak naprawdę chyba wreszcie nadszedł czas, żeby odchwaścić polskie pola...

I tak jeszcze na marginesie... PO-KO jest koalicją beż żadnego fundamentu aksjologicznego, ideowego, bez jakichś podstaw funkcjonowania. To ludzie tylko dążący do władzy.  To ludzie, którzy nie mogą nic zaproponować oprócz "antypisu". Bez posiadania władzy nic nie potrafią zdziałać. Długookresowo na pewno ta partia nie ma szans bytowania na scenie politycznej. PiS ma jakieś aksjologiczne podstawy, jakieś konserwatywne wartości na których buduje swoje istnienie. Podobnie też jest z lewicą i pomimo, że osobiście daleko mi do nich, to jednak mają jakiś lewicowy fundament. Niestety nie mamy w Polsce partii pozytywnie liberalnej ani narodowej, bo tak naprawdę również Konfederacja jest tylko zlepkiem tych idei i nie ma możliwości przetrwania w tym formacie. Zostaje PSL... ale to też partia władzy, wieczny koalicjant zwycięzców wyborów i tak już pozostanie.

*Tekst pisany wraz z początkiem dzisiejszych obrad sejmu. 

Niestety po wysłuchaniu PO-KO nic nie stracił na swojej aktualności. Poza tym zarówno występy Lewicy czy PSL-u były koncertem życzeń, które państwo nie może spełnić bez zachwiania wiarygodności Polski na arenie międzynarodowej, ale nie tylko. Przecież absolutne rozchwianie systemu gospodarczego w Polsce (a to by było skutkiem przyjęcia propozycji Lewicy, PSL i Konfederacji) uderzyłoby po czasie bezpośrednio w nasze przedsiębiorstwa i pracowników. Tym bardziej, że - jak zapowiedział premier - zakres pomocy nie jest zamknięty tylko w zakresie  dzisiejszych ustaw, ustaw niecierpiących zwłoki. Jest możliwa dalsza dyskusja w miarę rozwoju sytuacji. 

Opozycja w miarę konstruktywna (wszyscy za wyjątkiem PO-KO i częściowo Konfederacji, która jeszcze w żądaniach przewyższa i Lewicę i PSL) chce więcej i więcej nie zważając na ograniczenia budżetu i zadłużeniową kondycję naszego państwa. Ciekawostką jest to, że opozycja nie zaoferowała nic specjalnie od siebie, żadnej Tarczy Antykryzysowej i odnosi się tylko do propozycji rządowych i bezgranicznego ich rozszerzania.  

Można żądać wszystkiego, ale trzeba wskazać skąd wziąć na to pieniądze a tego nikt z opozycji dzisiaj nie wskazał i to jest największą bolączką opozycji: chciejstwo i permanentna krytyka rządzących a nie realne propozycje w ramach możliwości budżetowych państwa. Nawet w pytaniach opozycji pojawiały się kłamstwa w stylu, że pomoc nie obejmuje średnich i dużych przedsiębiorstw, choć premier wskazał, że im też będzie udzielona pomoc. 

(tekst zakończony około 15.30 po wystąpieniach wszystkich klubów i kół poselskich oraz po udzieleniu odpowiedzi przez minister J. Emilewicz )

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com