piątek, 3 grudnia 2021

Polska w opałach!

Od dawna piszę o kondominium niemiecko-rosyjskim, dla którego silna Polska jest nie do zniesienia i najchętniej, i Niemcy, i Rosja, które od zawsze chciały graniczyć między sobą, znów chciałyby dokonać kolejnego naszej Ojczyzny. W historii już się to udawało, kiedy Polski przez 123 lata nie było na mapie Europy. 

I nie jest to tylko moje zdanie. Pani Anna Wiejak z portalu wpolityce.pl pisze m.in. tak:

"Znaczące wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy i „przekazanie pałeczki” Niemcom jako strażnikowi bezpieczeństwa stanowiło sygnał dla Moskwy do powrotu do aktywnej polityki imperialnej. Dla Niemiec zaś stało się świetną okazją do umacniania swojej hegemonii. To, co obserwujemy obecnie to realizacja cichego porozumienia między Berlinem i Moskwą (...) Ten sojusz funkcjonuje bowiem również na płaszczyźnie gospodarczej. W 2019 roku szefowie 20 wielkich niemieckich koncernów spotkali się z Putinem rozmawiać o współpracy Rosji z Niemcami, co dowodzi, że dla Niemców wcześniejsze rozmowy dyplomatyczne o tworzeniu przestrzeni gospodarczej od Władywostoku po Lizbonę są jak najbardziej aktualne (...) Warto przy tym zwrócić uwagę, że Niemcy – w przeciwieństwie do Rosji – wyciągnęły wnioski z rezultatów II wojny światowej i zrezygnowały z agresji militarnej na rzecz agresji ekonomicznej i instytucjonalnej. Umacnianie ich strefy wpływów, które ma się zakończyć – jak przewiduje nowa umowa koalicyjna SPD, Zielonych i FPD – stworzeniem z Unii Europejskiej państwa federalnego nie dokonuje się z użyciem armii, ale przemocy sądowej, finansowej i politycznej. I chociaż surmy wojenne nie wybrzmiały, to walka już trwa. Pytanie tylko, czy Polska zdobędzie się na stawienie oporu Niemcom i sterowanym przez nie unijnym instytucjom, czy się im podda? Zgadzam się w pełni z panem eurodeputowanym Patrykiem Jakim – najwyższy czas wywrócić stolik. Należy odrzucić uzależniającą nas jeszcze bardziej od Niemiec zieloną politykę i zacząć budować w Europie Środkowej wolną od ideologii przestrzeń gospodarczą, z którą uwiązana klimatycznym kagańcem gospodarka obszaru zdominowanego przez Niemcy zwyczajnie nie wytrzyma konkurencji. Tylko to bowiem da nam potencjał do późniejszej obrony przed ewentualną agresją Rosji, bo to, że ona nastąpi jest tylko kwestią czasu (...) Rosja od dawna ma apetyt na odbudowę Związku Sowieckiego, ale aby to uczynić możliwie najmniejszym kosztem, bez wikłania się w konflikt na skalę światową potrzebna była odpowiednia sytuacja polityczna, a Kreml potrafi czekać. Teraz, kiedy USA scedowały prymat w Europie na Niemcy – rosyjskiego sojusznika – nadarza się okazja, aby zrealizować imperialne plany [1].

Jak najbardziej z autorką się zgadzam, przy czym jest jeszcze gorzej. Teraz mamy wszystkich przeciwko sobie: Niemców, Moskwę, Unię Europejską i amerykańską administrację J. Bidena oraz Izraelczyków (Żydów). 

Niestety mam wrażenie graniczące z pewnością, że wszelkie na nas ataki są też po części naszą winą.

Po objęciu prezydentury przez J. Bidena nastąpiła zmiana polityki USA względem Europy o 180 stopni. Administracja nowego prezydenta znów postawiła na Niemcy, wycofała sankcje wobec Nord Stream 2 (co skutkuje tym, że już w tym roku rurociąg będzie uruchomiony) i najprawdopodobniej oddała Polskę w ponowne zarządzanie Niemcom. A jak Niemcom to i po części Rosji w ramach właśnie kondominium rosyjsko-niemieckiego. Oczywiście Amerykanie nie oddali nas w całości i być może nadzorują Niemcy i Rosję, ale raczej obejmuje to amerykańskich i izraelskich Żydów, którzy chcą nas okraść z ogromnych pieniędzy (finansowo lub w naturze) w ramach tzw. bezprawnych reparacji wojennych od Polski (Just Act 447) lub też mają zamiar zbudować swoje Polin (Judeopolonię).  

Napięcie na granicy Polski z Białorusią (nie mogło to się odbyć bez zezwolenia Kremla), atak unijnych elit na Polskę z groźbą wstrzymania pomocy unijnej w ramach Funduszu Odbudowy, jednoosobowe nałożenie przez TSUE kary w wysokości 500 tys. euro dziennie za brak wstrzymania pracy kompleksu Turów a nawet nagły powrót D. Tuska do kraju... to nie są przypadki. Wszystko jest skorelowane w czasie a ostatecznie ma doprowadzić do upadku obecnych rządów i przejęcia ich przez proniemieckich (prorosyjskich i prożydowskich?) zdrajców Polski.  

Niestety, ale i właśnie nasze obecne władze doprowadziły do takiej sytuacji, z początku myśląc zapewne, że era D. Trumpa jeszcze potrwa (lipiec 2020), ale już przecież w grudniu 2020 roku było wiadome, że wygra J. Biden i ówczesne decyzje polskiego rządu już to powinny uwzględniać a tak się nie stało. 

Popełniliśmy kardynalne błędy. Jakie? Otóż te poniżej wskazane. 

Ano to, że po raz pierwszy zgodziliśmy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE, co po prostu oznacza, iż gdyby jakiś kraj miał kłopoty ze spłatą długów wynikających z zaciągniętych pożyczek w ramach otrzymanych środków z Funduszu Odbudowy lub po prostu by ich nie spłacał,  to każdy inny kraj UE - w tym Polska - będzie wedle jakiegoś tam współczynnika proporcjonalności zobowiązany do spłaty długu tego kraju. Nazywa się to uwspólnotowieniem długu. Takie uwspólnotowienie długów dzieje się po raz pierwszy w historii UE.

Po drugie zaś i znów po raz pierwszy mamy do czynienia z faktem, że Komisja Europejska otrzymała prawo ustanawiania podatków dla wszystkich krajów UE. Dotąd takie prerogatywy miały tylko poszczególne państwa a teraz to KE ma takie prawo, co jest jawną ingerencją w dotychczasowe i traktatowe uprawnienia zarówno państw-członków UE, jak i KE. Teraz możemy spodziewać się, że nigdy demokratycznie nie wybrany rząd europejski w postaci KE może swobodnie nakładać nam podatki z pominięciem rządów danego kraju europejskiego. 

No i po trzecie. Zgodziliśmy się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę, co już widzimy. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą i już są dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki. 

Teraz wszyscy są zadziwieni, że rzecznik generalny TSUE Manuel Campos Sanchez-Bordona wydał swoją opinię w sprawie tzw. mechanizmu warunkowości stwierdzając, że TSUE powinien oddalić skargi Polski i Węgier, co znaczy nie mniej nie więcej, że ten mechanizm praworządności ma funkcjonować bez wcześniejszych ograniczeń, ale tego można się było spodziewać. Nie sądzę, żeby TSUE wydał inny niż jego rzecznika wyrok. 

Nie wiem czy premier M. Morawiecki (a także V. Orban) po prostu został oszukany, czy po prostu się zgodził na takie rozwiązanie z niby ograniczeniami, które - znając elity europejskie - przecież i tak nie miałyby i nie mają dziś żadnego znaczenia. A dziś nasz premier mówi, że UE znalazła się na zakręcie historii. Czy aby nie za późno?

Te wszystkie ataki płynące z UE i innych krajów (jak Białoruś, czyli Rosja a nawet USA) muszą chyba każdego skłonić do refleksji nad tym, czy faktycznie powinniśmy w tej UE być. 

Ja też głęboko się nad tym zastanowiłem i chcę powtórzyć moje wnioski. UE jest nam potrzebna, ale taka jaka miała być u jej zarania, czyli Europą Ojczyzn a nie Jednym Państwem Europa, którego już oficjalnie chce nowa niemiecka przyszła koalicja rządowa (oj, jeszcze z rozrzewnieniem będziemy wspominać erę A. Merkel). Polska winna zebrać sojuszników, z którymi będzie w stanie dzisiejszą UE zmienić od środka, właśnie w ten sposób, żeby powróciła do swoich korzeni. Jednak - jeżeliby się to okazało niemożliwe - to należy naprawdę realnie pomyśleć o ewentualnym Polexicie. 

Dygresyjnie. Polacy byli od zawsze jednymi z największych zwolenników UE a takie decyzje jak nałożona kara na kompleks Turowa czy grożenie nam zabraniem funduszy unijnych mogą sprawić, że te nasze poparcie dramatycznie spadnie. Nie przez przypadek przecież to Polacy najbardziej buntowali się w czasie reżimu komunistycznego i sądzę, że elity UE tego nie rozumieją i strzelają sobie w kolano. 

Do czego prowadzi to scentralizowanie władzy unijnej i faktyczna hipokryzja elit unijnych widać też "po oskarżeniach wobec przewodniczącego Europejskiego Trybunału Obrachunkowego Klausa-Heinera Lehna o defraudację środków publicznych. Aferze dotyczy też sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej. Pod adresem sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej kierowane są bardzo poważne zarzuty. Dziennik „Libération” ujawnia, że chodzi o konflikt interesów i handel wpływami sędziów TSUE. Personalnie wskazany jest m.in. przewodniczący unijnego trybunału, sędzia Koen Lenaerts. Podobne zarzuty kierowane są pod adresem unijnych urzędników wysokiego szczebla związanych z Europejską Partią Ludową. Zgodnie z informacjami opisanymi na łamach francuskiej gazety, w latach 2010-2018 mieli oni uczestniczyć w spotkaniach nielegalnie opłacanych z publicznych funduszy. Ich organizatorami mieli być m.in. były audytor w Europejskim Trybunale Obrachunkowym Karel Pinxten, który został niedawno skazany za oszustwa finansowe, a także brukselscy lobbyści. Lista nazwisk osób, które według francuskich dziennikarzy brali udział w nielegalnie opłacanych spotkaniach może wywołać polityczne trzęsienie ziemi. Na liście znalazł się m.in. były szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, były wiceprzewodniczący Jyrki Katainen czy Johannes Hahn, obecny komisarz do spraw budżetu i bliski współpracownik przewodniczącej komisji Ursuli Von der Leyen. To jeszcze nie wszystko „Libération” ujawnia, że Komisja Europejska oraz władze kilku państw naciskały na Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych, aby nie prowadził śledztwa w tej sprawie. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ważne stanowiska w tym urzędzie objęli niedawno działacze związani z… EPL" [2].

Czy ta afera nam pomoże w zdecydowanym powiedzeniu "nie" dla federalizacji Unii Europejskiej i odrzuceniu mechanizmu praworządności w takim kształcie jaki forsowany przez unijne niby "elity"? Tego nie wiem, ale trzeba wykorzystywać takie sytuacje dla dobra Polski. Czy to potrafimy? Też nie wiem i zobaczymy to w najbliższej przyszłości. 

Na zakończenie. Być może jest to moje chciejstwo i wiara w coś, co jest nierealne, ale ileż to jest przepowiedni, że to Polska będzie krajem uwalniającym świat przed kompletną laicyzacją i sprawi, że to nasz kraj - jak to wielokrotnie bywało - powstrzyma nawałnicę lewackich, neomarksistowskich i islamskich elit międzynarodowych.  

Wierzę, że może tak, choć na dziś sytuacja wydaje się beznadziejna, bo Polska znalazła się w ogromnych opałach, jest zagrożona nasza suwerenność i niepodległość. Obyśmy przetrwali, ale musimy wziąć się do roboty - dotyczy to też obecnych rządów w Polsce, bo jak nie teraz, to kiedy pozbędziemy się wewnętrznych i zewnętrznych wrogów?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są przeze mnie cenzurowane ani wycinane za wyjątkiem tych, które zawierają wulgaryzmy oraz bezpośrednie niemerytoryczne ataki ad presonam.