Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TSUE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TSUE. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 stycznia 2024

U D. Tuska to nie tylko strach przed Polakami! I coś o policji oraz SOP

I. Strach D. Tuska

Wczoraj napisałem tekst [1] z konstatacją, iż D. Tusk przestraszył się Polaków manifestujących w Warszawie i stąd jego nagły, i miałki wywiad w sumie - z małymi wyjątkami -  bez charakterystycznej dla niego agresji, którą reprezentował w czasie kampanii wyborczej i podczas miesięcznego premierowania Polską. 

Ale nie wiem, czy to jest jego jedyny strach. 

Bo może jest w strachu, że nie będzie miał gdzie uciec po roku rządzenia. Okazać się bowiem może, że już UE i KE znajdą się poza jego zasięgiem, bo manifestacje w Niemczech zmiotą rząd O. Scholza a w wyborach do Europarlamentu dotychczasową i dominującą w PE jego EPL. A wtedy wszystkie niemieckie i złożone mu obietnice objęcia np. fotela przewodniczącego KE okażą się nierealne i D. Tusk będzie musiał zostać w Polsce i tu będzie musiał karnie odpowiadać na bezprawie swoich rządów. 

A sprawa jest tym bardziej niekorzystna dla D. Tuska, że nagle niektóre instytucje unijne podjęły decyzje, które są bardzo negatywnie uderzające w jego totalitarne rządy w Polsce i w jego zapowiedzi.  

Na początku grudnia 2023 roku szefowa Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Christine Lagarde wypowiedziała się w obronie szefa Narodowego Banku Centralnego (NBP) prof. Adama Glapińskiego i uznała, że praktycznie jest nieusuwalny ze swojej funkcji do końca kadencji: 

""Gdyby członkowie partii byłej opozycji rzeczywiście mieli zgłosić w Sejmie wstępny wniosek [o pociągnięcie Adama Glapińskiego do odpowiedzialności konstytucyjnej - red.], jakiekolwiek działanie wpływające na możliwość wykonywania przez Pana obowiązków jako prezesa NBP mogłoby, gdyby nie było legalne, wpływać na niezależność Pana i w konsekwencji Rady Ogólnej [EBC - red.] - napisała Lagarde do Adama Glapińskiego (...) Statut ESBC i EBC, w celu zagwarantowania niezależności prezesów krajowych banków centralnych, zapewnia ochronę na wypadek, gdyby Sejm następnie przyjął uchwałę o postawieniu Pana w stan oskarżenia, biorąc pod uwagę, że uchwała taka prowadziłaby do automatycznego zawieszenia Pana jako prezesa NBP i członka Rady Ogólnej" (...) I po radziła mu, by w razie przyjęcia przez Sejm takiej uchwały skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z prośbą o ocenę jej zgodności z prawem"" [2].

A całkiem niedawno Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) w Luksemburgu uznał za niedopuszczalne pytania prejudycjalne dotyczące procedury powoływania sędziów sądów powszechnych w Polsce, co oznacza, że w Polsce wszyscy sędziowie powołani przez prezydenta A. Dudę są sędziami i nie ma żadnych neo-sędziów. Taka decyzja TSUE powoduje, że wali się narracja kwestionowania przez część sędziów i polityków rządowych mówiąca, że niektórzy sędziowie nie są sędziami. 

O tej decyzji tak mówi poseł PiS Marek Ast, były przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka:

"Cały czas to podkreślaliśmy. Procedura wyłaniania sędziów jest określana w każdym państwie członkowskim w różny sposób; to wyłączna kompetencja państwa członkowskiego. Jeśli chodzi o polski ustrój, powoływanie sędziów leży w wyłącznej kompetencji pana prezydenta. Na tym stanowisku stanął Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (...) Wali się cała narracja ówczesnej totalnej opozycji, dziś większości rządzącej, kwestionująca status polskich sędziów, którzy zostali powołani przez Andrzeja Dudę w oparciu o nominację Krajowej Rady Sądownictwa (...) To sygnał, który otrzeźwi gorące głowy sędziów Iustitii, tych, którzy czynnie bronili przywilejów kasty. Koniec. Status sędziów jest niepodważalny. Wszyscy sędziowie w Polsce są równi (...) Ddla wszystkich racjonalnie myślących prawników, dla większości sędziów i polityków ta sprawa była oczywista. Instrumentalnie chciano wykorzystać TSUE i inne organy unijne do politycznych interesów. Taka polityka ma zawsze krótkie nogi, zawsze prowadzi do osłabienia państwa" [3].

II. Atak na Pałac Prezydencki

Prokuratura wszczęła śledztwa w sprawie bezprawnego wtargnięcia policji na teren Pałacu Prezydenckiego. Po tej decyzji prokuratury minister sprawiedliwości i prokurator generalny A. Bodnar bezprawnie i bez wymaganej pisemnej zgody prezydenta odwołał z funkcji prokuratora krajowego Dariusza Barskiego. 

Odwołanie D. Barskiego było też związane z faktem, iż Prokuratura Okręgowa w Warszawie zadecydowała o przeszukania biura i mieszkania znanej warszawskiej notariusz, uczestniczącej w skoku Sienkiewicza na media publiczne.

Oznacza to, iż A. Bodnar dalej pogrąża się w bezprawiu i doszedł już do takiego stanu, że dla niego nie ma odwrotu i pogrążał się będzie jeszcze dalej. 

Prokuratura mając wątpliwości co do działań policji w Pałacu Prezydenckim wszczęła chociaż śledztwo, które i tak zaraz zostanie umorzone, ale co ze Służbą Ochrony Państwa (SOP), która przecież jest odpowiedzialna za ochronę Prezydenta RP a jednak umożliwiła policji na wejście do Pałacu Prezydenckiego i to nawet wtedy, gdy prezydenta nie było na jego terenie?

Wedle mnie wobec faktu, iż funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa (SOP) podlegli ministrowi spraw wewnętrznych i administracji Marcinowi Kierwińskiemu z PO nie potrafią skutecznie chronić Głowy Państwa Polskiego, czyli prezydenta A. Dudy narażając go na utratę zdrowia i życia wnoszę aby prezydent oficjalnie zrezygnował z usług tej służby i powołał w to miejsce Prezydenckie Służby Ochrony!

Taka powinna być logika i sekwencja działań prezydenta A. Dudy. Ale tak się zapewne nie stanie, bo taki proces byłby bardzo skomplikowany i w dzisiejszej sytuacji chyba awykonalny. 

Więc jak winien być chroniony prezydent, który już nie powinien mieć zaufania do SOP-u? 

Odpowiedź jest bardzo trudna a mi przychodzą do głowy tylko dwie możliwości: albo wojsko, którego zwierzchnikiem jest prezydent, albo prywatna firma ochroniarska. 

Czy jest to możliwe? 

Sądzę, że w przypadku wojska raczej tak, choć byłoby to skomplikowane. W przypadku prywatnej firmy ochroniarskiej raczej wątpię. 

Jedno jest pewne. Trzeba po prostu jakoś zadbać o prezydenta A. Dudę i "dmuchać na zimne". Pamiętamy przecież tę walkę premiera D. Tuska ze śp. Prezydentem Lechem Kaczyńskim zakończoną zamachem nad Smoleńskiem...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 3 marca 2023

Czy pójdziemy na spacer i na grzyby do lasu? Z PO już nie...

A czy będzie nas stać na zakup mebli drewnianych? Z PO już nie... A może spędzimy Święta Bożego Narodzenia przy żywej choince? Z PO już nie... Czy spontanicznie będziemy mogli spędzać wolny czas przy ognisku? Z PO też nie... Czy może umrzeć letnia i zimowa turystyka górska? Z PO być może... A co z zapałkami? Z PO też znikną... No i w końcu czy będziemy jako Polacy właścicielami naszych lasów? Z PO kategorycznie już nie... 

Że co? Że piszę horrendalne bzdury? Chciałbym aby faktycznie to były moje fantasmagorie, ale niestety nie są a to wszystko może się zdarzyć kiedy bezwolnie będziemy poddawać się woli elit niemieckiej Unii Europejskiej. To stamtąd właśnie płyną informacje, że już jakiś czas temu rozpoczęto proces przejmowania przez UE naszych lasów, przynajmniej "na papierze". 

A przecież gdyby w Polsce wygrała PO i jej akolici to wzorem poprzednich swoich rządów, uniżenie i na kolanach spełnialiby rozkazy płynące z niemieckiej UE. Także te dotyczące ataku na polskie lasy (ale nie tylko).

Ostatnio "Komisja Ochrony środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności w Parlamencie Europejskim dała 24.01.2023 roku zielone światło na wprowadzenie zmian w traktacie o Unii Europejskiej. Propozycja zakłada, że z kompetencji państw członkowskich UE wyjęte zostaną m.in. kwestie dotyczące lasów, zarządzania gruntami, ładem przestrzennym, wodami a także zarządzania finansami i energetyką" [1].

Polski rząd zdecydowanie poinformował, że tych propozycji nie przyjmie i postawi wobec nich weto. Szczególnie zaś zwrócił uwagę na lasy, które mają być polskie a nie unijne.

W międzyczasie w TSUE trwały prace nad orzeczeniem ws. skargi na Polskę wystosowanej przez Komisję Europejską w sprawie naszej gospodarki leśnej. 

"Po pierwsze, KE zarzuciła Polsce naruszenie przepisów dyrektywy siedliskowej i ptasiej poprzez wprowadzenie do prawa krajowego przepisów, zgodnie z którymi gospodarka leśna prowadzona w oparciu o dobrą praktykę nie narusza żadnych przepisów dotyczących ochrony przyrody na mocy ww. dyrektyw. Drugi zarzut KE dotyczył braku możliwości zaskarżenia do sądu przez organizacje ochrony środowiska planów urządzenia lasu" [2]

I wyrok zapadł a w nim TSUE uwzględnił skargę KE i uznał, że m.in organizacje ochrony przyrody powinny mieć prawo kwestionować przed sądem plany urządzenia lasu. 

Warto przeczytać reakcję na ten wyrok prezydenckiego doradcy Pawła Sałka, który skrótowo powiedział tak:

"Z inspiracji organizacji pozarządowych, nie używam świadomie określenia ekologicznych - (...) jakiś czasu temu KE zdecydowała się, by Polskę pozwać przed TSUE w sferze związanej z ochroną przyrody i leśnictwa (...) Dziś niestety mamy wyrok, który ja osobiście uważam, że będzie tragiczny dla funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, tragiczny dla polskiej przyrody, tragiczny dla polskiego leśnictwa, już nie wspomnę tu o całym sektorze drzewnym (...) Ten wyrok zostały wydany (...) bez wysłuchania stron i bez opinii rzecznika i prawdopodobnie nie będzie możliwości odwołania, czyli nie będzie środka odwoławczego od tego wyroku (...) Polski model prowadzenia gospodarki leśnej nastawiony jest na funkcje ochrony przyrody a KE chce obecnie w sposób drastyczny i brutalny wpływać na to, w jaki sposób Polacy mają dbać o swoje zasoby przyrodnicze w momencie, gdy my te wszystkie gatunki roślin, grzybów w Polsce mamy zachowane, te gatunki, które wyginęły na terenie Europy Zachodniej (...) My nie mieliśmy kolonii, nie mieliśmy potrzeby budowy statków, bo byliśmy pod zaborami, my nie podbijaliśmy świata, my nie handlowaliśmy niewolnikami, a ci, którzy swe zasoby przyrodnicze, mówię tu głównie o lasach, utracili i nie mogą ich odbudować, dziś nas pouczają, w jaki sposób Polacy mogą i mają chronić środowisko i przyrodę, bo jak nie to będą naliczane kary [2]

Głos w sprawie wyroku TSUE zabrał Edward Siarka, sekretarz stanu w ministerstwie klimatu i środowiska oraz pełnomocnik rządu ds. leśnictwa i łowiectwa: "Nie pozwolę by organizacje pozarządowe zablokowały gospodarkę leśną. Będę konsekwentnie bronił dostępu do drewna dla polskiego przemysłu!".  

Ministerstwo Klimatu i Środowiska wraz z Lasami Państwowymi wydały też wczoraj oświadczenie, które też warto przytoczyć:

"Polska nie zgodzi się na wprowadzenie do prawa krajowego możliwości sparaliżowania gospodarki leśnej. 

Skarga Komisji Europejskiej, którą uwzględnił TSUE, jest kolejną próbą zablokowania polskiego konkurencyjnego przemysłu drzewnego, co może doprowadzić do jego upadku, a w efekcie do nagłego, skokowego wzrostu bezrobocia na terenach wiejskich i drastycznego wzrostu cen wyrobów drewnianych. 

Gospodarka leśna zapewnia setki tysięcy miejsc pracy i dostarcza 3% Produktu Krajowego Brutto, będąc jedną z najważniejszych gałęzi całej polskiej gospodarki. Prowadzona jest przez doświadczonych leśników od dziesięcioleci w sposób zrównoważony i odpowiedzialny, dostarczając polskiemu przemysłowi drzewnemu najwyższej jakości surowca w stabilnych cenach – co czyni go konkurencyjnym na światowych rynkach – jednocześnie zapewniając stały przyrost terenów leśnych i gwarancję ochrony środowiska naturalnego. 

Skarga Komisji Europejskiej, którą uwzględnił TSUE, opiera się na doniesieniach trzech organizacji ekologicznych, zarzucających Polsce brak standardów ochrony przyrody przy prowadzeniu gospodarki leśnej, a także brak prawa do zaskarżania planów urządzenia lasu. 

Pierwszy zarzut jest bezprzedmiotowy, bowiem przepisy, które wzbudziły wątpliwość ekologów, zostały uchylone rok temu, o czym Komisja Europejska była poinformowana, a obowiązujące obecnie prawo chroni przyrodę w stopniu nawet wykraczającym poza standardy unijne. Polskie prawo nie ogranicza również dostępu społeczeństwa do procedury tworzenia planów urządzenia lasu. Podczas obowiązkowych konsultacji społecznych uwzględnianych jest ponad 90 procent uwag zgłaszanych przez lokalne społeczności, organizacje pozarządowe czy samorządy. Przed sądami cywilnymi toczą się też postępowania dotyczące planów urządzenia lasu, więc także dostęp do sądów jest zapewniony. 

W obecnym stanie prawnym skarżący muszą wiarygodnie uzasadnić swoje pozwy, wskazując, jakie realne niebezpieczeństwo dla przyrody niesie ze sobą realizacja przyjętego planu urządzenia lasu. Zmiana polskiego prawa zgodnie z wyrokiem TSUE oznaczałaby możliwość zaskarżania planów bez takiego uzasadnienia, co w praktyce doprowadziłoby do paraliżu gospodarki leśnej w całym kraju i w konsekwencji upadku polskiego przemysłu drzewnego. 

Warto przy tym podkreślić, że np. Niemcy i Austria w ogóle nie mogą skarżyć planów urządzenia lasów do sądów" [3]

Jak też zaznaczył rzecznik prasowy lasów państwowych Michał Gzowski, Niemcy prawie już nie mają lasów, u nas jest ich coraz więcej. Niemiec nie może skarżyć do sądu planu urządzenia lasu, u nas chcą pozwolić pieniaczom paraliżować nadleśnictwa. Komisja Europejska znowu próbuje zniszczyć polskie leśnictwo. Nie uda im się!

No cóż... Dalej będę obserwować to, co w sprawie polskich lasów będzie się działo. Już kiedyś za czasów B. Komorowskiego próbowano pozbyć się ich polskiej własności na rzecz plemienia wędrującego i udało je się w nocnym głosowaniu uratować pięcioma głosami PiS. Teraz to UE chce nam odebrać polskie lasy a tak naprawdę doprowadzić je do stanu niemal zerowego. 

Warto też zwrócić uwagę, że Polska posiadając tak wielkie zalesienie może być bardzo konkurencyjna w zakresie pochłaniania CO2 a takiego rozwiązania nie posiada Stara UE z Niemcami na czele. Może to stąd ten atak na polskie lasy? Tym tematem zajmę się jednak w niedalekiej przyszłości...




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 16 lutego 2022

Co oznacza dzisiejszy wyrok TSUE w sprawie "pieniędzy za praworządność"?

Dzisiaj Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oddalił wniesione przez Węgry i Polskę skargi dotyczące mechanizmu warunkowości, który uzależnia korzystanie z finansowania z budżetu Unii od poszanowania przez państwa członkowskie zasad państwa prawnego. Orzeczenie to przyjęto w pełnym składzie TSUE. Według sędziów "Mechanizm ten został przyjęty na właściwej podstawie prawnej, zachowuje spójność z procedurą ustanowioną w art. 7 TSUE i nie przekracza granic kompetencji przyznanych Unii, a także szanuje zasadę pewności prawa".

Nie lubię być złym prorokiem, szczególnie jeśli chodzi o naszą suwerenność i niepodległość w ramach Unii Europejskiej, ale 10 maja 2021 roku napisałem tekst, w którym zawarłem m.in. takie konstatacje:

"Po trzecie (obok uwspólnotowienia długów i nakładania podatków unijnych) zgodzono się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki" [1].

Wydawało mi się, że po tym fakcie zaskarżanie przez Polskę i Węgry tego mechanizmu do TSUE było bezcelowe albo jedynie pozorowane, ale w sumie chodziło tak naprawdę o sądowe określenie zakresu stosowania tego mechanizmu, bo oba kraje uważały, że one wykraczają poza podstawy traktatowe, które są ujęte w traktatach przyjętych i zaakceptowanych przez kraje UE, przez poszczególne narody i pod tym względem może i celowe było owo zaskarżenie. 

Jednak jeżeli ktoś myślał, że w tym obszarze wyrok TSUE może być dla Polski i Węgier przychylny to wykazał się dużą dozą naiwności. 

W uzasadnieniu tego wyroku napisano m.in., że:

„Trybunał stwierdził, że przewidzianą w tym rozporządzeniu procedurę można zainicjować tylko wtedy, gdy istnieją uzasadnione powody, by uznać nie tylko, że w danym państwie członkowskim doszło do naruszeń zasad państwa prawnego, ale przede wszystkim, że naruszenia te wpływają lub stwarzają poważne ryzyko wpływu – w sposób wystarczająco bezpośredni – na należyte zarządzanie finansami w ramach budżetu Unii lub na ochronę jej interesów finansowych.
(…)
Omawiane rozporządzenie ma na celu ochronę budżetu Unii, i to jedynie w przypadku, gdy w państwie członkowskim dojdzie do naruszenia zasad państwa prawnego, które wpływa lub stwarza poważne ryzyko wpływu na prawidłowe wykonywanie tego budżetu.
(…)
Sporne rozporządzenie wymaga, dla przyjęcia przewidzianych w nim środków ochrony, ustalenia rzeczywistego związku między naruszeniem zasady państwa prawnego a wpływem lub poważnym ryzykiem wpływu na należyte zarządzanie finansami Unii lub na jej interesy finansowe, a także ustanawia warunek, że takie naruszenie musi dotyczyć sytuacji lub działania organu państwa członkowskiego i mieć znaczenie dla należytego wykonania budżetu Unii". [2]

To uzasadnienie dla niektórych jest jakąś osłodą, bo niby dzisiejszy wyrok tak naprawdę ma dotyczyć sytuacji ściśle związanej z sytuacją, gdy ewentualne naruszenie zasad państwa prawnego ma lub może mieć negatywny wpływ na należyte zarządzanie finansami budżetu UE lub na ochronę jej interesów finansowych. Wskazują oni, że jest to realizacja polskich i węgierskich żądań negocjacyjnych w 2020 roku czyli ten mechanizm ma wąskie, ograniczone do spraw budżetowych, rozumienie [2].

Tak rozumując rzecznik rządu Piotr Müller powiedział - przy zastrzeżeniu, iż "tego typu działania, które rozszerzają traktaty unijne, odbieramy negatywnie" - że "przepisy, które zostały przyjęte przez Radę UE, mogą być stosowane tylko i wyłącznie w ściśle określonych sytuacjach i tylko w momencie, kiedy potencjalne naruszenia w kraju członkowskim miałyby bezpośredni wpływ na funkcjonowanie budżetu UE (...) a weryfikacją i kontrolą tego, czy środki unijne są wydatkowane zgodnie z prawem zajmuje się Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) (...) i jest wiele krajów, "wypadają dużo gorzej niż Polska, jeżeli chodzi o przestrzeganie zasad, które sprawdzają i weryfikują instytucje unijne (...) "To są takie kraje jak Grecja, Chorwacja, Słowenia, Portugalia, Włochy, Niemcy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria czy Węgry. To są kraje Unii Europejskiej, które w ramach kontroli, które realizuje OLAF wskazywane są jako te kraje, które wypadają gorzej w zakresie prawidłowości wydatkowania środków unijnych" [3].

Wskazywane jest też, że "w hipotetycznej sytuacji w której Komisja rozważałaby uruchomienie postępowania na mocy rozporządzenia o praworządności, musiałaby ona znaleźć poparcie dla swoich działań obejmujące minimum 55% państw członkowskich reprezentujących przynajmniej 65% ogółu ludności, co w mieniającej się sytuacji politycznej na kontynencie wcale nie jest oczywiste" [2]. 

Tyle tylko, że zaklinanie rzeczywistości nic nie daje i dawać nie będzie. Faktem jest, że ten mechanizm "pieniądze za praworządność" został uznany jako prawnie dopuszczalny w UE i świadczy, że organy i elity unijne mają za nic ustalenia traktatowe i spokojnie oraz z sukcesem cały czas próbują je obchodzić. 

A uzasadnienie i pokładanie w nim jakiejś nadziei? No cóż... "diabeł zawsze tkwi w szczegółach". Proszę jeszcze raz przeczytać np. ten fragment tegoż uzasadnienia mówiący, że mechanizm ten zastosowany może być w takiej sytuacji, gdy: "...naruszenia te (zasad państwa prawnego) wpływają lub stwarzają poważne ryzyko wpływu – w sposób wystarczająco bezpośredni – na należyte zarządzanie finansami w ramach budżetu Unii lub na ochronę jej interesów finansowych".

Kluczowym jest tu zwrot: "stwarzają poważne ryzyko wpływu"! Cóż to bowiem znaczy? Ano dosłownie nic, ale w tym "nic" można zawrzeć wszystko, co sobie elity unijne wymyślą i zawsze mogą - nawet karkołomnie - wskazać, że jakieś działania mogą mieć wpływ na wykorzystanie budżetu unijnego i należy użyć mechanizmu "pieniądze za praworządność". Zresztą też przecież sama unijna praworządność jest terminem pozwalającym zawrzeć niemal wszystko, co się zamarzy tym elitom. Tak więc doszukiwanie się jakichś pozytywów wyroku TSUE jest już a'priori bezsensowne. 

Oczywiście zawsze istnieje organ, do którego możemy się zwrócić, gdybyśmy nie zgadzali się na użycie omawianego mechanizmu wobec naszego kraju. Tym organem jest... TSUE... a jaki ten trybunał może wydać wyrok, to chyba spokojnie i z całkowitą pewnością możemy przewidzieć. 

Reasumując. Systematycznie i z coraz większym impetem unijno-lewacki plan budowy Jednego Państwa Europa powoli staje się faktem a nasza suwerenność i niepodległość może już niedługo być tylko wspomnieniem. No chyba, że... ten Eurokołchoz jakoś się rozpadnie lub powróci na drogę ojców założycieli integracji europejskiej jako związku państw - Europy Ojczyzn. Jeżeli jednak tak się nie stanie lub nie będzie żadnych tego typu perspektyw, to jednak warto pomyśleć czy nie warto iść drogą UK, czyli przygotowywać się do Polexitu. Być może nawet tylko taka groźba może otrzeźwić obecną UE, choć mam coraz mniejsze nadzieje.


---------------------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 10 lutego 2022

Komisja Europejska: "Nie damy Waszych pieniędzy i co nam zrobicie?"

Na początek trochę humorystycznie, choć to tylko śmiech niemal przez "łzy".


I tak się dziś zachowuje KE, taki szatniarz UE...

Komisja Europejska mimo podpisania umowy Polski z Czechami dalej wzywa nas do zapłacenia kar za utrzymywanie działalności Kopalni Węgla Brunatnego Turów i straszy, że jeżeli Polska nie zapłaci to środki te pomniejszą unijną pomoc dla Polski ze środków budżetowych UE. Na dziś już naliczono tych kar 68,5 mln Euro a dodatkowo mają być też naliczone dla nas odsetki za zwłokę. 

3 maja 2021 roku Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej oficjalnie przesłało Krajowy Plan Odbudowy (KPO) do Komisji Europejskiej przez system CIRCABC. Krajowy Plan Odbudowy (KPO) jest podstawą do wypłaty pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Z tej puli Polska ma otrzymać do dyspozycji 23,9 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie pożyczek (razem: 58,1 mld Euro). Z ogólnej puli środków, 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem oraz ochroną zdrowia. 

Niestety Polska do dziś nie doczekała się akceptacji KPO ze strony Komisji Europejskiej, co jest tożsame z tym, iż żadnych środków z europejskiego Funduszu Odbudowy jeszcze nie otrzymaliśmy. Tylko Polska i Węgry nie otrzymały jeszcze choć słabo świecącego zielonego światła dla swoich pomysłów na reformy po pandemii COVID-19. W przypadku polskiego Krajowego Planu Odbudowy jako powód zwłoki i blokady środków z FO wymieniany jest spór Polski z UE o kształt wymiaru sprawiedliwości w Polsce, ale chyba każdy trzeźwo myślący człowiek wie, że ta blokada wynika li tylko z motywacji politycznych unijnych liberalno-lewaków i chęci doprowadzenia do upadku prawicowo-konserwatywnych rządów w UE a Polska taki rząd ma. 

W związku z powyższymi faktami należy się zastanowić nad tym, co Polska może zrobić. A niestety zrobić wiele nie może, o czym później. 

Pojawiają się gdzieniegdzie głosy, że winniśmy zrezygnować w całości z unijnego FO, bowiem przewiduje on, że części z niego będzie wypłacona nie jako darmowe i bezzwrotne granty, ale jako pożyczki, które mają żyrować wszystkie kraje UE (tzw. uwspólnotowienie długów). Jest to bardzo dobry argument. No bo jak to: dla nas blokuje się wypłaty z FO a jednocześnie my mamy żyrować i ewentualnie spłacać długi innych państw? Rezygnacja z FO kosztowałby nas owe 58,1 mld Euro a pomoc unijna bez tego funduszu wynosić by miała około 101 mld Euro (a nie 159 mld Euro).

Jest też pomysł, aby podać za brak akceptacji KPO Komisję Europejską do TSUE [1]. Ale ja mam nikłe nadzieje, że TSUE kiedykolwiek przyzna nam rację w sporze z Komisją Europejską. 

Niektórzy też wskazują żebyśmy w ramach retorsji zmniejszali swoją składkę do budżetu UE. Jest to jakiś pomysł, ale bardzo trudny do zrealizowania, choć ja uważam, że właśnie winniśmy zmniejszać naszą składkę proporcjonalnie do zabieranych nam i wcześniej przecież ustalonych wartości unijnej dla nas pomocy. Zatem: jeżeli zabierają nam środki ze względu na kary TSUE (wyrok jednej sędziny - sic!) wobec trwania wydobycia w Kopalni w Turowie, to my winniśmy o taką samą kwotę zmniejszyć naszą składkę do UE. Podobnie: jeżeli nie wypłacają nam należnych i zgodnych z umowami pieniędzy, to my też winniśmy zmniejszać o taką kwotę nasze unijne daniny. 

"Wg danych Ministerstwa Finansów na koniec listopada 2021 r. Polska wpłaciła od maja 2004 r. do budżetu UE ponad 68,6 mld EUR (uwzględniając zwroty oraz składkę). W tym samym okresie Polska pozyskała z unijnego budżetu prawie 210,4 mld EUR" [2]. "Z analizy „Rzeczpospolitej" wynika, że w ostatnich siedmiu latach (2014–2020) łącznie nasza już zapłacona składka wyniosła 31,8 mld euro, czyli przeciętnie 4,5 mld euro na rok. Oznacza to, że dostęp do unijnych funduszy z nowego rozdania (2021-2027) kosztować nas będzie o ok. 2 mld euro rocznie więcej. Z grubsza licząc, to o 9 mld zł więcej każdego roku. Dla porównania – w 2019 r. wydatki na ten cel sięgnęły 21,7 mld zł, a w 2020 r. – 24,8 mld zł [3].

"Wysokość składki wynika przede wszystkim z wartości naszego PKB. Jeśli ten rośnie, to rośnie składka – wyjaśnia też Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa. – Z naszych analiz wynika, że podobnie jak w latach poprzednich, także w latach 2021–2027 nasz wkład do unijnego budżetu będzie sięgał ok. 1 proc. PKB i nadal będziemy dużym beneficjentem netto. Inna sprawa, że wcale nie tak dużym, jakby się mogło wydawać. Fundusze UE na lata 2021–2027 wbrew niektórym opiniom wcale nie mają bezprecedensowej skali – dodaje. Jak szacuje Bukowski, łącznie środki z UE dla Polski (razem z pożyczkami, których wcale nie musimy wykorzystać w całości), mają sięgnąć 3,4 proc. PKB (159 mld euro). Biorąc pod uwagę już zrealizowane transfery, w poprzednich latach zdarzało się, że było to znacząco mniej, np. 2016 i 2017 fundusze UE brutto wyniosły raptem 2,3 i 2,4 proc. PKB, ale były też okresy, gdy było dużo więcej – w latach 2012–2014 – nawet powyżej 4 proc." [3].

No i oczywiście pozostaje jeszcze groźba Polexitu. Ja jestem za tym pomysłem, choć zdaję sobie sprawę, że w obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych jest to niemal niemożliwe. UK to zupełnie inny świat. Nie dosyć, że jest krajem wyspiarskim to jeszcze bardzo bogatym i ściśle związanym z USA. Oni mogli sobie pozwolić na Brexit, ale my? Ale cóż mielibyśmy innego zrobić, gdyby chciano nam unijnie odebrać wolność i suwerenność na rzecz Jednego Państwa Europa pod wodzą Niemiec (IV Rzeszy)? 

Na koniec jeszcze przytoczę moje słowa z maja 2021 roku, które niestety stały się prorocze i wskazywały na fakt, że jako Polska poddaliśmy się już kompletnie UE. Więc w sumie o co ten cały dzisiejszy wrzask polityków rządzących: nie daliście veta w lipcu ani grudniu 2020 i teraz mamy to, co mamy:

"Ano to, że po raz pierwszy zgadzamy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE, co po prostu oznacza, iż gdyby jakiś kraj miał kłopoty ze spłatą długów wynikających z zaciągniętych pożyczek w ramach otrzymanych środków z Funduszu Odbudowy lub po prostu by ich nie spłacał,  to każdy inny kraj UE - w tym Polska - będzie wedle jakiegoś tam współczynnika proporcjonalności zobowiązany do spłaty długu tego kraju. Nazywa się to uwspólnotowieniem długu. Takie uwspólnotowienie długów dzieje się po raz pierwszy w historii UE.

Po drugie zaś i znów po raz pierwszy mamy do czynienia z faktem, że Komisja Europejska otrzymuje prawo ustanawiania podatków dla wszystkich krajów UE. Dotąd takie prerogatywy miały tylko poszczególne państwa a teraz to KE ma takie prawo, co jest jawną ingerencją w dotychczasowe i traktatowe uprawnienia zarówno państw-członków UE, jak i KE. Teraz możemy spodziewać się, że nigdy demokratycznie nie wybrany rząd europejski w postaci KE może swobodnie nakładać nam podatki z pominięciem rządów danego kraju europejskiego. 

No i po trzecie. Zgodzono się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki" [4].


---------------------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 3 grudnia 2021

Polska w opałach!

Od dawna piszę o kondominium niemiecko-rosyjskim, dla którego silna Polska jest nie do zniesienia i najchętniej, i Niemcy, i Rosja, które od zawsze chciały graniczyć między sobą, znów chciałyby dokonać kolejnego naszej Ojczyzny. W historii już się to udawało, kiedy Polski przez 123 lata nie było na mapie Europy. 

I nie jest to tylko moje zdanie. Pani Anna Wiejak z portalu wpolityce.pl pisze m.in. tak:

"Znaczące wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy i „przekazanie pałeczki” Niemcom jako strażnikowi bezpieczeństwa stanowiło sygnał dla Moskwy do powrotu do aktywnej polityki imperialnej. Dla Niemiec zaś stało się świetną okazją do umacniania swojej hegemonii. To, co obserwujemy obecnie to realizacja cichego porozumienia między Berlinem i Moskwą (...) Ten sojusz funkcjonuje bowiem również na płaszczyźnie gospodarczej. W 2019 roku szefowie 20 wielkich niemieckich koncernów spotkali się z Putinem rozmawiać o współpracy Rosji z Niemcami, co dowodzi, że dla Niemców wcześniejsze rozmowy dyplomatyczne o tworzeniu przestrzeni gospodarczej od Władywostoku po Lizbonę są jak najbardziej aktualne (...) Warto przy tym zwrócić uwagę, że Niemcy – w przeciwieństwie do Rosji – wyciągnęły wnioski z rezultatów II wojny światowej i zrezygnowały z agresji militarnej na rzecz agresji ekonomicznej i instytucjonalnej. Umacnianie ich strefy wpływów, które ma się zakończyć – jak przewiduje nowa umowa koalicyjna SPD, Zielonych i FPD – stworzeniem z Unii Europejskiej państwa federalnego nie dokonuje się z użyciem armii, ale przemocy sądowej, finansowej i politycznej. I chociaż surmy wojenne nie wybrzmiały, to walka już trwa. Pytanie tylko, czy Polska zdobędzie się na stawienie oporu Niemcom i sterowanym przez nie unijnym instytucjom, czy się im podda? Zgadzam się w pełni z panem eurodeputowanym Patrykiem Jakim – najwyższy czas wywrócić stolik. Należy odrzucić uzależniającą nas jeszcze bardziej od Niemiec zieloną politykę i zacząć budować w Europie Środkowej wolną od ideologii przestrzeń gospodarczą, z którą uwiązana klimatycznym kagańcem gospodarka obszaru zdominowanego przez Niemcy zwyczajnie nie wytrzyma konkurencji. Tylko to bowiem da nam potencjał do późniejszej obrony przed ewentualną agresją Rosji, bo to, że ona nastąpi jest tylko kwestią czasu (...) Rosja od dawna ma apetyt na odbudowę Związku Sowieckiego, ale aby to uczynić możliwie najmniejszym kosztem, bez wikłania się w konflikt na skalę światową potrzebna była odpowiednia sytuacja polityczna, a Kreml potrafi czekać. Teraz, kiedy USA scedowały prymat w Europie na Niemcy – rosyjskiego sojusznika – nadarza się okazja, aby zrealizować imperialne plany [1].

Jak najbardziej z autorką się zgadzam, przy czym jest jeszcze gorzej. Teraz mamy wszystkich przeciwko sobie: Niemców, Moskwę, Unię Europejską i amerykańską administrację J. Bidena oraz Izraelczyków (Żydów). 

Niestety mam wrażenie graniczące z pewnością, że wszelkie na nas ataki są też po części naszą winą.

Po objęciu prezydentury przez J. Bidena nastąpiła zmiana polityki USA względem Europy o 180 stopni. Administracja nowego prezydenta znów postawiła na Niemcy, wycofała sankcje wobec Nord Stream 2 (co skutkuje tym, że już w tym roku rurociąg będzie uruchomiony) i najprawdopodobniej oddała Polskę w ponowne zarządzanie Niemcom. A jak Niemcom to i po części Rosji w ramach właśnie kondominium rosyjsko-niemieckiego. Oczywiście Amerykanie nie oddali nas w całości i być może nadzorują Niemcy i Rosję, ale raczej obejmuje to amerykańskich i izraelskich Żydów, którzy chcą nas okraść z ogromnych pieniędzy (finansowo lub w naturze) w ramach tzw. bezprawnych reparacji wojennych od Polski (Just Act 447) lub też mają zamiar zbudować swoje Polin (Judeopolonię).  

Napięcie na granicy Polski z Białorusią (nie mogło to się odbyć bez zezwolenia Kremla), atak unijnych elit na Polskę z groźbą wstrzymania pomocy unijnej w ramach Funduszu Odbudowy, jednoosobowe nałożenie przez TSUE kary w wysokości 500 tys. euro dziennie za brak wstrzymania pracy kompleksu Turów a nawet nagły powrót D. Tuska do kraju... to nie są przypadki. Wszystko jest skorelowane w czasie a ostatecznie ma doprowadzić do upadku obecnych rządów i przejęcia ich przez proniemieckich (prorosyjskich i prożydowskich?) zdrajców Polski.  

Niestety, ale i właśnie nasze obecne władze doprowadziły do takiej sytuacji, z początku myśląc zapewne, że era D. Trumpa jeszcze potrwa (lipiec 2020), ale już przecież w grudniu 2020 roku było wiadome, że wygra J. Biden i ówczesne decyzje polskiego rządu już to powinny uwzględniać a tak się nie stało. 

Popełniliśmy kardynalne błędy. Jakie? Otóż te poniżej wskazane. 

Ano to, że po raz pierwszy zgodziliśmy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE, co po prostu oznacza, iż gdyby jakiś kraj miał kłopoty ze spłatą długów wynikających z zaciągniętych pożyczek w ramach otrzymanych środków z Funduszu Odbudowy lub po prostu by ich nie spłacał,  to każdy inny kraj UE - w tym Polska - będzie wedle jakiegoś tam współczynnika proporcjonalności zobowiązany do spłaty długu tego kraju. Nazywa się to uwspólnotowieniem długu. Takie uwspólnotowienie długów dzieje się po raz pierwszy w historii UE.

Po drugie zaś i znów po raz pierwszy mamy do czynienia z faktem, że Komisja Europejska otrzymała prawo ustanawiania podatków dla wszystkich krajów UE. Dotąd takie prerogatywy miały tylko poszczególne państwa a teraz to KE ma takie prawo, co jest jawną ingerencją w dotychczasowe i traktatowe uprawnienia zarówno państw-członków UE, jak i KE. Teraz możemy spodziewać się, że nigdy demokratycznie nie wybrany rząd europejski w postaci KE może swobodnie nakładać nam podatki z pominięciem rządów danego kraju europejskiego. 

No i po trzecie. Zgodziliśmy się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę, co już widzimy. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą i już są dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki. 

Teraz wszyscy są zadziwieni, że rzecznik generalny TSUE Manuel Campos Sanchez-Bordona wydał swoją opinię w sprawie tzw. mechanizmu warunkowości stwierdzając, że TSUE powinien oddalić skargi Polski i Węgier, co znaczy nie mniej nie więcej, że ten mechanizm praworządności ma funkcjonować bez wcześniejszych ograniczeń, ale tego można się było spodziewać. Nie sądzę, żeby TSUE wydał inny niż jego rzecznika wyrok. 

Nie wiem czy premier M. Morawiecki (a także V. Orban) po prostu został oszukany, czy po prostu się zgodził na takie rozwiązanie z niby ograniczeniami, które - znając elity europejskie - przecież i tak nie miałyby i nie mają dziś żadnego znaczenia. A dziś nasz premier mówi, że UE znalazła się na zakręcie historii. Czy aby nie za późno?

Te wszystkie ataki płynące z UE i innych krajów (jak Białoruś, czyli Rosja a nawet USA) muszą chyba każdego skłonić do refleksji nad tym, czy faktycznie powinniśmy w tej UE być. 

Ja też głęboko się nad tym zastanowiłem i chcę powtórzyć moje wnioski. UE jest nam potrzebna, ale taka jaka miała być u jej zarania, czyli Europą Ojczyzn a nie Jednym Państwem Europa, którego już oficjalnie chce nowa niemiecka przyszła koalicja rządowa (oj, jeszcze z rozrzewnieniem będziemy wspominać erę A. Merkel). Polska winna zebrać sojuszników, z którymi będzie w stanie dzisiejszą UE zmienić od środka, właśnie w ten sposób, żeby powróciła do swoich korzeni. Jednak - jeżeliby się to okazało niemożliwe - to należy naprawdę realnie pomyśleć o ewentualnym Polexicie. 

Dygresyjnie. Polacy byli od zawsze jednymi z największych zwolenników UE a takie decyzje jak nałożona kara na kompleks Turowa czy grożenie nam zabraniem funduszy unijnych mogą sprawić, że te nasze poparcie dramatycznie spadnie. Nie przez przypadek przecież to Polacy najbardziej buntowali się w czasie reżimu komunistycznego i sądzę, że elity UE tego nie rozumieją i strzelają sobie w kolano. 

Do czego prowadzi to scentralizowanie władzy unijnej i faktyczna hipokryzja elit unijnych widać też "po oskarżeniach wobec przewodniczącego Europejskiego Trybunału Obrachunkowego Klausa-Heinera Lehna o defraudację środków publicznych. Aferze dotyczy też sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej. Pod adresem sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej kierowane są bardzo poważne zarzuty. Dziennik „Libération” ujawnia, że chodzi o konflikt interesów i handel wpływami sędziów TSUE. Personalnie wskazany jest m.in. przewodniczący unijnego trybunału, sędzia Koen Lenaerts. Podobne zarzuty kierowane są pod adresem unijnych urzędników wysokiego szczebla związanych z Europejską Partią Ludową. Zgodnie z informacjami opisanymi na łamach francuskiej gazety, w latach 2010-2018 mieli oni uczestniczyć w spotkaniach nielegalnie opłacanych z publicznych funduszy. Ich organizatorami mieli być m.in. były audytor w Europejskim Trybunale Obrachunkowym Karel Pinxten, który został niedawno skazany za oszustwa finansowe, a także brukselscy lobbyści. Lista nazwisk osób, które według francuskich dziennikarzy brali udział w nielegalnie opłacanych spotkaniach może wywołać polityczne trzęsienie ziemi. Na liście znalazł się m.in. były szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, były wiceprzewodniczący Jyrki Katainen czy Johannes Hahn, obecny komisarz do spraw budżetu i bliski współpracownik przewodniczącej komisji Ursuli Von der Leyen. To jeszcze nie wszystko „Libération” ujawnia, że Komisja Europejska oraz władze kilku państw naciskały na Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych, aby nie prowadził śledztwa w tej sprawie. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ważne stanowiska w tym urzędzie objęli niedawno działacze związani z… EPL" [2].

Czy ta afera nam pomoże w zdecydowanym powiedzeniu "nie" dla federalizacji Unii Europejskiej i odrzuceniu mechanizmu praworządności w takim kształcie jaki forsowany przez unijne niby "elity"? Tego nie wiem, ale trzeba wykorzystywać takie sytuacje dla dobra Polski. Czy to potrafimy? Też nie wiem i zobaczymy to w najbliższej przyszłości. 

Na zakończenie. Być może jest to moje chciejstwo i wiara w coś, co jest nierealne, ale ileż to jest przepowiedni, że to Polska będzie krajem uwalniającym świat przed kompletną laicyzacją i sprawi, że to nasz kraj - jak to wielokrotnie bywało - powstrzyma nawałnicę lewackich, neomarksistowskich i islamskich elit międzynarodowych.  

Wierzę, że może tak, choć na dziś sytuacja wydaje się beznadziejna, bo Polska znalazła się w ogromnych opałach, jest zagrożona nasza suwerenność i niepodległość. Obyśmy przetrwali, ale musimy wziąć się do roboty - dotyczy to też obecnych rządów w Polsce, bo jak nie teraz, to kiedy pozbędziemy się wewnętrznych i zewnętrznych wrogów?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com