Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRZYSZTOFJAW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRZYSZTOFJAW. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2019

Może jednak warto...

Może jednak warto iść na przekór wszystkim i mimo wszystkiego. Nie cofać się i walczyć zawsze, gdy jest cień nadziei na dobro, miłość, mądrość... oraz na opatrzność i wspomożenie – w ciężkiej naszej sytuacji życiowej – siły wyższej takiej jak Bóg.

Ciężko jest i to bardzo, gdy na krętej drodze naszego życia przychodzi moment, kiedy ta dalsza droga jest niewidoczna lub pokrywa ją gęsta mgła. I wtedy stając przed lustrem odczuwamy strach, bo być może po raz ostatni widzimy odbicie naszej schorowanej twarzy...  i zawsze jesteśmy zaskoczeni, że tak naprawdę właśnie zdrowie staje się dla nas najważniejsze a nie wszystko inne, co ważne było jeszcze wczoraj...

Pięknie o zdrowiu pisał Jan Kochanowski, nasz wielki rodak, w swojej fraszce "NA ZDROWIE":

"Szlachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.
Tam człowiek prawie
Widzi na jawie
I sam to powie,
Że nic nad zdrowie
Ani lepszego,
Ani droższego;
Bo dobre mienie,
Perły, kamienie,
Także wiek młody
I dar urody,
Miejsca wysokie
Władze szerokie
Dobre są, ale —
Gdy zdrowie w cale.
Gdzie nie masz siły,
I świat niemiły.
Klejnocie drogi,
Mój dom ubogi,
Oddany tobie,
Ulubuj sobie!"

Ale takie momenty – gdzie już nic nie zależy ode mnie –  skłaniają też do przemyśleń o przemijaniu i radościach, których nie dostrzegaliśmy lub często ich – świadomie bądź nie –  nie zauważaliśmy w biegu ku bliżej niesprecyzowanym celom ... a raczej wyznaczanym nam przez zewnętrzny świat, który dzisiaj często nas przytłacza.

W tym wiecznym i morderczym biegu - kuszeni wirtualnym światem wiecznego szczęścia, które możemy jedynie osiągnąć dzięki posiadaniu promowanych rzeczy dla większości nieosiągalnych – jakże często zatracamy sens naszego życia, naszego człowieczeństwa, gubimy po drodze siebie i nasze wartości oraz ideały. Żyjąc w tym ciągłym biegu pokonujemy więc drogę naszego życia często bez zastanowienia nad jego sensem i miejscem w nim dla nas, tych odczuwających swoje istnienie i tych, którzy go nie odczuwają. Zaś u ewentualnego kresu naszych dni odczuwamy często bezsens  tego materialnego otoczenia, tego poniżającego i ubezwłasnowolniającego nas 30-letniego spłacania kredytu hipotecznego, tego strachu o utratę samochodu, tego dążenia do coraz dłuższej kiełbasy zamiast do coraz bardziej wielkiego i dobrego serca... nie zostawiamy za sobą żadnego śladu nas samych a jedynie kuriozalne wytwory zaspakajające najniższe i prymitywne a do tego tylko jakże często wykreowane potrzeby już nie nasze, ale innych...

Zbyt jednak szybko mijają godziny, lata... czasu nie można cofnąć, ale trzeba jednakże wierzyć, iż jest jakiś plan dla nas, nawet wtedy, gdy już się dowiemy jak to życie i zdrowie smakują wtedy, gdy się zepsują a nas może już nie będzie... Jest plan na radość z tego, że istniejemy, ale i smutek oraz cierpienie z tegoż samego powodu. I ta nieraz żałość z cierpienia w życiu może nas naprowadzać na jego radykalne pokonanie, nawet śmiercią.

Mimo tegoż może jednak warto walczyć i pokonywać złość, bezsilność, bezradność, gniew czy też chorobę. Może warto żyć i zostawiać za sobą "dobra, miłości i mądrości ślady...", zostawiać je możliwie w każdej sekundzie, minucie, dniu, miesiącu, roku... bo przecież każdy w końcu zamknie oczy już na zawsze i tylko od nas zależy, czy zamykając je będziemy spełnieni czy raczej z goryczą wspominali nasze trwanie...

Często przytaczane są słowa z wiersza księdza Jana Twardowskiego: "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", przy czym rzadko przytacza się cały wiersz, który jest dla mnie jednym z piękniejszych jakie przeczytałem i każdy jego wers skłania mnie do głębokiego duchowego przemyślenia i osobiście wyróżniłbym też inne: "Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność  niepewna zabiera nam wrażliwość" oraz: "nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza":

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą 
zostaną po nich buty i telefon głuchy 
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze 
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje 
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna 
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy 
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego. 

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna 
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście 
przychodzi jednocześnie jak patos i humor 
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej 
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu 
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon 
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy 
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć 
kochamy wciąż za mało i stale za późno 

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze 
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny 

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą 
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza".

Zastanówmy się jednak - zanim dowiemy się jak smakuje zdrowie - już dziś być przyzwoitym człowieczym i zastanawiać się: Czy żyję tak, aby być godnym danego mi życia?, Co po mnie pozostanie?, Czego może mam już teraz dokonać, aby zmienić ten pozostały mi czas?... 

Pozwolę sobie w tym miejscu na przytoczony kiedyś przeze mnie  swoisty i subiektywny ogląd rzeczywistości...

"...ostatnia KAŁUŻA..."

"Tak od niechcenia... patrzę na coraz bardziej rozchwiany i niezrozumiały, otaczający mnie świat...

Tak od niechcenia... wstawszy rano z coraz większą rezygnacją przyglądam się tej grze pozorów w wykonaniu coraz bardziej żenujących i bezosobowych aktorów - clownów...

Tak od niechcenia... widzę zdziwione oczy dziecka pytającego, czy warto być w życiu przyzwoitym i już wcale się nie dziwię, że samo sobie odpowiada... pewnie, że nie warto!...

Z obojętnością, pouczony że jest on taki jak wszyscy ... przechodzę obok niepełnosprawnego...

Z obojętnością i już bez zdziwienia... widzę kolejną reklamę, znów lepszego proszku do prania...

Z obojętnością i rezygnacją klikam w klawiaturę... zastanawiając się czy potrafię jeszcze pisać zwykłym długopisem...

Beznamiętnie rejestruję kolejne obrazy wizyjne i notki prasowe... gdzie śmierć, krew, wojna, gwałt, przemoc, nikczemność i niegodziwość oraz całe to zło tego świata wcale nie wpływają na mój dobry apetyt...

Powoli już nie reaguję na żaden przejaw zła i cierpienia... patrząc jak po raz kolejny mój syn zabija przed monitorem nauczyciela, pewnie wyobrażając sobie, że jest to jeden z tych, rzeczywistych i znienawidzonych...

Powoli, niczym u bohatera Królowej Śniegu... zamarza moje serce...

I tylko gdzieś tam z otchłani i nawet natrętnie przebija się do mojej świadomości myśl-pytanie: Czy jestem jeszcze człowiekiem?

I tylko gdzieś tam głęboko zaczynam czuć narastający strach przed tym, że - idąc tak bezmyślnie, bezrefleksyjnie i bezemocjonalnie krętą drogą swojego życia - w końcu wdepnąwszy w tą ostatnią kałużę  odwrócę się... a za mną będzie pustka...

I KTO BĘDZIE JEJ WINIEN?"

Informuję też, że po 9-cio miesięcznej przerwie wracam na łamy internetowych forów..., bo może jednak warto! 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 11 kwietnia 2017

Waldemar Kuczyński - ...

Tak się zastanawiam i to od bardzo dawna nad pewnym fenomenem realnej i metafizycznej rzeczywistości polegającym - od czasu do czasu - na zaskakującym wzajemnym przenikaniu się owych obszarów, których efektem może stać się hipotetyczna i czysto subiektywna personifikacja lub animizacja określonych zjawisk, ludzi, rzeczy, roślin, zwierząt, idei, przedmiotów nieożywionych, pojęć abstrakcyjnych, znaczeń czy bytów.

Kiedyś pisałem o Dybukach [1] i jakoś wczoraj spersonifikowałem sobie tego złego ducha. Czy słusznie? Dla mnie tak, choć oczywiście to tylko moje subiektywne odczucie i mógłbym wskazać też jeszcze kilka "obiektów", które dla mnie mogą być taką personifikacją lub animizacją Dybuka... choćby np. taki Adam Michnik czy taki odrażający karaluch. Ale jest to sfera indywidualnych odniesień i oczywiście obiektywnie mogę się mylić i sądzę, że dla wielu to ja np. mógłbym być personifikacją owego Dybuka.

Podobnie też wczoraj począłem się zastanawiać czy tak a nie inaczej może wyglądać w czystej postaci spersonifikowana szpetota ducha i umysłu wraz z typowym dla niej niechlujstwem zewnętrznym. Może tak aczkolwiek niekoniecznie bowiem sadzę, że można znaleźć też innych budzących podobne skojarzenia... choćby takiego jak naczelny GW. Ale jest to sfera indywidualnych odniesień i oczywiście obiektywnie mogę się mylić i sądzę, że dla wielu to ja np. mógłbym być personifikacją owej szpetoty.


Autor: fot.vpinfo/twitter w [2]


Foto w [2]

Reszta jest milczeniem...

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/12/dybuki-i-ich-zgubny-wpyw-na.html
[2] http://wpolityce.pl/smolensk/335147-ohydne-kuczynski-sugeruje-falszerstwo-wyborcze-i-pluje-na-smierc-lecha-kaczynskiego-wyborczy-wiec-malego-rycerza-na-grobach-katynia


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 17 czerwca 2009

KOMU ZALEŻY NA UTRACIE PRZEZ POLSKĘ PKO BP?

Witam

No i wybuchła "burza" wokół zamierzeń Zarządu PKO BP o wypłacie dywidendy stanowiącej 99,96% całego zysku banku za 2008!

Zarząd PKO BP opublikował porządek WZA, które ma odbyć się 30 czerwca. Podał też treść projektów uchwał. Dwie z nich (dot. sposobu podziału zysku i wypłata dywidendy oraz podwyższenia kapitału -dokapitalizowania banku) to UCHWAŁY SKANDALICZNE!!! i niezgodnych z polskim interesem narodowym!

Spółka przedstawiła treść m.in. projektów uchwał na WZA, z których wynika, że dniem dywidendy PKO BP bedzie 24 września, a dniem wypłaty 5 października. Zarząd PKO BP zaproponował akcjonariuszom, by z zysku za 2008 rok przeznaczyć na dywidendę 2,88 mld zł (99,96 proc. zysku), co daje 2,88 zł dywidendy na akcję. Wcześniej zarząd proponował, by za 2008 rok nie wypłacać dywidendy. 

Uzasadniając swoje propozycje odnośnie dywidendy zarząd zwrócił uwagę na wyniki finansowe banku za ubiegły rok i za pierwszy kwartał tego roku oraz sytuację finansową na koniec marca, w tym poziom funduszy podstawowych banku - 11 mld 791 mln 879 tys. zł i poziom współczynnika wypłacalności wynoszący 11,54 proc. Zdaniem więc Zarządu, wypłata dywidendy nie wpłynie negatywnie na działalność banku w tym roku. 

Zarząd w swojej obłudzie i hipokryzji podał jeszcze inny powód swojej decyzji i jej zmiany wobec pierwotnej (o nie wypłacie dywidendy): "W ocenie zarządu banku, przeznaczenie 99,96 proc. zysku netto za rok obrotowy zakończony 31 grudnia 2008 r. na wypłatę dywidendy stanowi, z uwagi na obecne warunki ekonomiczne oraz kryzys finansowy na rynkach międzynarodowych, cenny przywilej oraz wsparcie dla wszystkich dotychczasowych akcjonariuszy banku, zarówno inwestorów detalicznych, jak i inwestorów instytucjonalnych, w tym Skarbu Państwa" (cytat z projektu uchwały).

Ponadto Zarząd zarekomendował również podjęcie uchwały w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego banku, uzasadniając to potrzebą zwiększenia sumy bilansowej PKO BP oraz podwyższenia współczynnika wypłacalności banku. 

Czyż to nie jest hipokryzja: Zarząd chce wypłacić wielką dywidendę a jednoczesnie podwyższyć kapitał zakładowy poprzez emisję akcji (ukryte pozbywanie sie PKO BP) - działanie ekonomicznie bezsensowne.

Decyzję tą popiera (i prawdopodobnie ją wymusił) Skarb Państwa (rząd), który jest właścicielem 51,24 akcji tego banku. Jest to ostatni - obok BGK - bank z przewagą polskiego, państwowego kapitału! A do tego najwiekszym bankiem detalicznym na polskim rynku.

Po co więc rząd chce jednocześnie dokapitalizowania banku kwotą 5 mld zł pochodzącą z emisji dodatkowych akcji!?

Toż to prawdopodobnie grabież w biały dzień, jeszcze z pominięciem stanowczego sprzeciwu NBP i KNF (nie maja mocy zakazać PKO BP wypłaty dywidendy). 

Po co wypłacać tak ogromną dywidendę (prawie 3 mld zł) skoro planuje sie dofinansować bank? Dlaczego akurat PKO BP ma postąpić inaczej niż zdecydowana większość banków (zrezygnowały z wypłat dywidendy na rzecz dokapitalizowania kapitału zapasowego i rezerwowego)? 

I jak można w czasie kryzysu postępować tak, że prawdopodobnie z rynku da sie ściagnąć relatywnie mniej pieniędzy niż w czasie "bez kryzysu". A jeżeliby się chciało uzyskać zamierzoną wielkość kapitału to prawdopodobnie zakończy sie to sprzedazą wiekszej ilości akcji po niższych cenach. 

To ostatnie oznacza zaś, że PKO BP przestanie być polskim bankiem państwowym (Skarb Państwa utraci swoją przewagę w akcjonariacie banku!). A to już wolna droga do skupowania akcji przez wielkie instytucje finansowe i powolnego przejecia banku! I to w czasie kryzysu, gdy akcje sa relatywnie tanie.

Zanosi sie na operację prawie, że identyczną jak w przypadku PKO SA, które zostało przejęte przez włoski Unicredit. A Unicredit był jednym z głównych dostarczycieli na polski rynek toksycznych, asymetrycznych opcji walutowych (na opcjach polska włączjąc w to utracone zyski i bankructwa może stracić sumarycznie około 200 mld. złotych?).

Czyżby głównym pomysłodawcą i doradcą dla JE D. Tuska był jego przyjaciel, Prezez Zarządu PKO SA, Pan Jan Krzysztof Bielecki - Izaak Blumenfeld (szara o ile nie czarna eminencja polskiego systemu bankowego i polskiego naroddu - typowany również tu i ówdzie na nowego premiera RP!!! - zgroza)? Ponadto nie od dziś wiadomo, że dla POKO SA PKO BP jest największym konkurentem.

Niełatwo sie domyślić, że PKO BP stanowi najbardziej obecnie łakomy kąsek dla największych światowych instytucji finansowych oraz globalnych banków inwestycyjnych!

I rząd polski (nie polski?) na to pozwala tłumacząc sie potrzebami budżetu? Przecież tylko połowa dywidendy (około 1,5 mld złotych) dostałby Skarb Państwa. Naprawdę w skali budżetu jest to kwota relatywnie malutka.

Czyżby więc kryzys miałby być wytrychem do dokonania dealu (prywatyzacji) stulecia (słownictwo za posłanka Sawicką)? 

Mam nadzieję, że NIE i do tego NIE DOJDZIE?


Na szczęście Rada nadzorcza nie zaopiniowała pozytywnie uchwał: w sprawie podziału zysku i wypłaty dywidendy, podwyższenia kapitału poprzez emisję nie więcej niż 650 mln akcji serii D. (dniem prawa poboru ma być 23 września 2009 r) i sprzeciwiła się udzieleniu absolutorium dla dwóch członków zarządu: prezesowi PKO BP Jerzemu Pruskiemu i wiceprezesowi Tomaszowi Mirończukowi.

Niestety nie wiem czy opinia Rady Nadzorczej bedzie miała wpływ na przyjecie uchwał przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy - Skarb Państwa ma przeciez wiekszość).

Według enigmatycznej wypowiedzi Wiceminister skarbu Joanny rząd i resort skarbu nie podjął jeszcze decyzji odnośnie podziału zysku oraz podwyższenia kapitału (sic!). Obłudnie dodaje dalej: "Mamy dwie uchwały w zakresie podwyższenia kapitału i wypłaty dywidendy: zarządu i rady nadzorczej. Opinie są ze sobą sprzeczne. Rada nadzorcza jest przeciwna wypłacie dywidendy i podwyższeniu kapitału w wersji zaproponowanej przez zarząd. Przez okres dwóch tygodni do walnego zgromadzenia chcemy wnikliwie przeanalizować stanowiska zarządu i rady nadzorczej, by decyzja była jak najbardziej racjonalna i optymalna z punktu widzenia rozwoju banku i umocnienia jego pozycji na rynku oraz realizacji przyjętych celów strategicznych, kierując się interesem zarówno spółki, jak i akcjonariuszy - dodała wiceszefowa skarbu". 

Doprawdy. Obłuda i hipokryzja naszego rządu sięgnęła szczytów czarnej dziury w czeluściach kosmosu. A jego antypolskość po prostu mnie przeraża.

Pozdrawiam