Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2024

Żyjmy prawdziwym życiem póki je mamy...

Nie mam zamiaru zbytnio epatować przebytym przeze mnie udarem, ale jest to sytuacja
dla mnie wyjątkowa, bo takie zdarzenia jak ten udar zmieniają niemal całkowiclaie oglądla rzeczywistości i zmieniają się preferencje w życiu i dostrzega się zupełnie inne  jego lastrony. Ja i tak miałem szczęœście od Boga, że udar przeszedłem prawie bez dlaużych  konsekwencji: myślę, chodzę trochę kulejąc, mam niedowład policzka i lekkie problemy z mową. 

Ale pamiętajmy, żeby żyć prawdziwie każdego, bo życie bardzo szybko mija a do tego może być przerwane w jedną sekundę.

Im jesteśmy starsi tym chyba coraz szybciej to życie umyka. Nie zauważamy jak szybko kolejne dni stają się już przeszłymi...

W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości długim wydaje się z reguły jeden tydzień, miesiąc czy dwa to wieczność a już pełny rok to nieznana nieskończoność. W miarę jednak kolejnych "dziesiątek lat na karku" upływu czasu jednak tak naprawdę nie
zauważamy. Często dostrzegamy go patrząc na dorastające nasze dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się w piaskownicy, jeszcze niedawno je z czułością - by czasem nie przełamać - kąpaliśmy i ze wzruszeniem słuchaliśmy ich pierwszych słów... A teraz już studiują, mają własne rodziny, pracują, żyją w biegu - często niestety biegnąc obok życia, tracąc kolejne lata na zdobywanie rzeczy a nie na przeżywaniu życia każdego dnia, każdego dnia wolności od wszystkiego a nie wolności do czegoś, każdego dnia szczęścia, czyli codziennego odczuwania własnego istnienia...

Może warto nieraz zastanowić się nad swoim życiem.  Ale nawet wtedy tak jest, że dalej  biegniemy przed siebie bez chwili zastanowienia i refleksji. Cały czas przesiadujemy na rozmowach komórkowych czy biegamy po Internecie lub oglądamy bezrefleksyjnie setkaki kanałów TV. Nie potrafimy przystanąć choć na chwilę i zastanowić się nad tym kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne w życiu a co tak naprawdę tylko takim się wydaje lub zostało nam wmówione i wykreowane.
ak
Może jednak nieraz warto się zatrzymać, spojrzeć w lustro, wyjść z siebie i spojrzeć na tę swoją twarz niejako innymi, obcymi oczami... i zadać sobie pytania: Czy jestem takim jakim chciałem być w młodości? Czy piękne idee i ideały nie uciekły gdzieś w miarę poruszania się w tym, często brutalnym świecie? Czy nie zatraciliśmy własnego Ja? Czy tak naprawdę My to naprawdę My... Ja to naprawdę Ja, czy już raczej Ktoś Nam Obcy?... Może warto wtedy pomyśleć co się z nami stało? Nami jako ludźmi, naszymi wartościami, ideami, marzeniami, naszym człowieczeństwem.ak

Te chwile krótkiego oderwania się od codzienności, często stresującej i wysysającej z nas całe "jestestwo" pracy zawodowej (ku chwale i sukcesowi nie nas samych, ale często np. wielkich korporacji), codziennej troski o spłatę kolejnych rat kredytu i ciągłej walki o kolejne dobra materialne... nie powinny też być np. okresem właśnie owej refleksji i przypomnieniu sobie jak to niedawno było kiedy np. mówiliśmy sobie: Jeszcze tylko kilka miesięcy pracy po 16 godzin...Jeszcze tylko ten samochód i koniec... Ale koniec nie nastąpił.. bo trzeba przecież było go zmienić na lepszy... a do tego wciąż uwieszony ciężar kredytu hipotecznego, który tak naprawdę nas ubezwłasnowalnia  nieraz na całe życie nie pozwalając nam odpocząć... i dalej musimy gonić, gonić... aby go spłacić jak najszybciej a przy okazji awansować zawodowo i dalej o ten kolejny awans znów gonimy. Nieraz się nam wszystko to udaje. I co przestajemy tak gonić?... nie, bo może trzeba zmienić mieszkanie na lepsze i zdobywać coraz więcej nieraz niepotrzebnych rzeczy... gromadzić i gromadzić... i tak bez końca.

Często w tej gonitwie zapominamy o rodzinie, dzieciach i nieraz życie płynie i nagle zauważmy, że syn ma już 17 lat a córka 15: cały okres dojrzewania, kiedy dzieci potrzebowały nas najbardziej utraciliśmy i nawet nie wiemy jak z tymi dziećmi dziś rozmawiać i w ogóle o czym, bo ich po prostu już nie znamy.

Oczywiście można tak żyć i na łożu śmierci - leżąc na złotym łóżku i przykryty jedwabiami - rozejrzeć się wokół i z radością stwierdzić, że ten basen, ta posiadłość, ta fortuna na koncie... to spełnienie mojego życia. Można popatrzeć na te "kochające" Ciebie osoby otaczające Twoje łoże i z "troską" w głosie pytające: Jak się czujesz?... Masz wtedy setki telefonów od "przyjaciół"... Często jednak tak naprawdę to Ci wszyscy otaczają troską nie Ciebie a zawartość Twego testamentu... W końcu jak wszyscy umrzesz i po co to wszystko, ta bieganina, pracoholizm, itd?

Często w takich chwilach jakże mogącym sprawić ból jest wymowa takiego np. mojego dwuwersu (kiedyś pisałem wiersze i sztuki):..Idąc krętą ścieżką swojego życia... 

"Wdepnąłem w  kałużę...
Obejrzałem się... a za mną była pustka..."

Zróbmy wszystko, aby wdepnięcie w tą kałużę nie następowało u kresu naszego życia, ale o wiele wcześniej... wcześniej na tyle, żebyśmy jeszcze zdążyli "...zostawić za sobą dobra, miłości i mądrości ślady..."  i dane nam było zaznać prawdziwego szczęścia, "szczęścia odczuwania codziennej własnej wolności od wszystkiego i poczucia, że to My istniejemy..." I nie traćmy tego życia na "bzdety"...

Mi osobiście teraz pomógł Bóg i to drugi raz. Wcześniej pomógł, bo niestety onegdaj wdepnąłem w tą kałużę po same kolana, na szczęście nie "nad trumną" i - dzięki Bogu - stwierdziłem, że tak naprawdę muszę przystanąć i zmienić siebie, wyrzucić pracoholizm i też zmieniać otaczający mnie świat. Żyć tak, aby abym kładąc się do snu mógł stwierdzić: tak… dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem dla siebie i innych, dałem też komuś uśmiech, dobre słowo, gest, część siebie… no i po prostu już byłem i ponownie myślałem (nie nad smakiem ostatnio zjedzonej grillowanej kiełbasy... oj nie...).

Zawsze chciałem być lekarzem-chirurgiem, bo pochodzę w sumie z lekarskiej rodziny, ale niestety (lub stety) trafiłem na ekonomię a po tym był wyścig szczurów w wielkich korporacjach. Trwałem tak niemal dziesięć lat i się doszczętnie wypaliłem zawodowo. Pomogła mi praca w sektorze ochrony zdrowia i mimo, że byłem tylko od spraw ekonomicznych to i tak moja satysfakcja z pracy była pozytywna. 

Ale przebywanie na oddziale neurologicznym (udarowym) napatrzyłem się wielu tragedii ludzi, którzy przed momentem funkcjonowali jako normalni by w sekundę stracić wszystko i leżeć  jak roślina...

 Niestety jest tak, że gdy jednostka pozbawiona jest możliwości myślenia oraz empatii lub nie potrafi myśleć i czuć siebie i innych, gdy nie zastanawia się nad własnym sobą, losem świata i narodów, gdy nie potrafi dawać i otrzymywać miłości... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle kimś, przestaje być dosłownie warta określenia mianem człowieka!

Warto pamiętać, że gdy nie myślimy i nie potrafimy dawać innym dobra, miłości i mądrości to jesteśmy nikim... tylko rzeczą, przedmiotem - podobnie gdy żyjemy obok życia pędząc "do nieokreślonego przodu".

Ktoś kiedyś powiedział i napisał: "Dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku śmierci... a sztuką życia jest dostrzeżenie i pełne wykorzystanie tego krótkiego przebłysku rozświetlającego pośród bezkresnej ciemności niebo... podczas burzy, tuż przed grzmotem!"

A zastanawiając się cóż to znaczy "pełne wykorzystanie przebłysku" pamiętajmy o słowach: Jana Pawła II – "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi", słowach E. Burke: "Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych" oraz słowach Bł. J. Popiełuszki: ""Zło dobrem zwyciężaj". Tylko to jest dla mnie na dziś pełnią życia.

I mam do Was wszystkich prośbę. Dbajcie o siebie. Monitorujcie swoje ciśnienie, cholesterol., trójglicerydy.... 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com


Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!

Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814

Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 15 stycznia 2022

Dziś żyjemy w świecie orwellowskim!

George Orwell, właściwie Eric Arthur Blair (ur. 25 czerwca 1903, zm. 21 stycznia 1950) to jedna z najbardziej profetycznych postaci XX wieku. Najbardziej wizjonerskie jego książki to "Folwark zwierzęcy" a szczególnie późniejsza "Rok 1984"

Jest teraz tzw. weekend (jak ja nie cierpię tego określenia...), więc może można znaleźć chwilę czasu na przeczytanie chociażby "Roku 1984" [1]. Naprawdę szczerze polecam, tym bardziej, że tak samo polecam obejrzenie bardzo dobrego filmu "Rok 1984. Totalitaryzm 2.0" a trudno go oglądać bez wcześniejszej znajomości treści książki. 

Chociaż w sumie... treść filmu odnosi się do czasów obecnych i warto go nawet obejrzeć nie znając wspomnianej książki, bo pokazuje w jakim to abstrakcyjnym (właśnie już orwellowskim) świecie przyszło nam dzisiaj żyć i jak łatwo zabrano nam już niemal wszystko: prawo do własnego życia, wolności, własności (też jako podstawy wolności), Boga (wiary) i rodziny oraz jak łatwo i jak w sumie szybko poddaliśmy się już kompletnemu zniewoleniu. 



Lewacko-marksistowscy totalitarni globaliści chcą nam jeszcze odebrać państwa narodowe tworząc jakiś jeden Rząd Światowy rządzący światem bez narodowych granic, własny pieniądz tworząc jakieś waluty ponadnarodowe a najlepiej jedną światową, gotówkę zamieniając ją w pieniądz jedynie elektroniczny i chcą nas zdepopulować  oraz utworzyć z nas jedną, bezkształtną masę spauperyzowanych, zatomizowanych i zniewolonych niewolników i to będących szczęśliwymi, że tymi niewolnikami są... bo przecież nadzorcy zapewnią nam szczęście i wskażą co jest dla nas bezpieczne i najlepsze, więc po co myśleć... 

Dla nich prawo naturalne już przestało istnieć. Teraz można już i zabijać na żądanie dzieci nienarodzone, dokonywać eutanazji na żądanie, zmieniać płeć w każdej chwili życia, wychowywać dzieci w parach jednopłciowych. Pierwotne znaczenia słów już nie obowiązują i jest ich relatywizowanie, przy czym słuszne jest już jedynie to, co nasi obecni właściciele za takowe uznają. 

Piszę ogólnie "o nas", bo odnoszę się do ogółu ludzkości, choć ten zniewalający nas proces jest na szczęście jednak zróżnicowany w zależności od określonego kraju lub terytoriów geograficznych. 

Niemal już całkowicie orwellowski, totalitarno-komunistyczny system panuje w Chinach, gdzie mamy już do czynienia z wprowadzeniem indeksacji społecznej, czyli wprowadzeniem punktacji przydatności do społecznego życia poszczególnych ludzi. O przydzielaniu tych punktów oczywiście decyduje wszechwiedząca władza (orwellowskie Ministerstwo Prawdy). Totalne zniewolenie, ale czy już tego powoli się nie wprowadza w Europie, USA i na całym świecie? Idealnym argumentem indeksacji ludzi - na razie sanitarnej - stał się Cowvid-19, gdzie wcześnie wyśmiewane paszporty covidowe już funkcjonują. A to przecież preludium do dalszych działań w tym kierunku. 

Warto jednak zwrócić uwagę, że jednak ogólnie na świecie rolę "Ministerstwa Prawdy" przejęły dziś media, w tym przede wszystkim media internetowe, które mają obecnie największy wpływ na postępowanie i myślenie miliardów ludzi. Właścicielami mediów tradycyjnych (tv, prasa, radio) i mediów internetowych jest tylko niespełna piętnaście firm, w tym giganci nowych technologii nazywani Big Tech jak: Google, Apple, Facebook i Amazon. To właśnie - jak powiedziałem - te ostatnie mają dziś największy wpływ na kształtowanie świadomości i postępowania ludzi, szczególnie młodych pokoleń. 

I tych pokoleń mi żal, bo jak smutno, ale i celnie ostatnio napisał W. Łysiak: "...ludzie logują się do Internetu, a następnie do mediów społecznościowych, by poprzez relacje z innymi budować swoją emocjonalną sieć. Tym to jest istotniejsze, że Facebook z natury rzeczy bazuje właśnie na emocjonalnych, prostych reakcjach, a jego algorytmy punktują – napędzające mniejsze i większe społeczności – wyzwalające różnorakie uczucia, wpisy i zdjęcia. To tworzy globalną sieć miliardów, miliardów emocjonalnych iskier przeskakujących z jednego telefonu na drugi, z jednej aplikacji w inną. Gdyby narysować fosforyzujące linie tych reakcji uzyskalibyśmy niewyobrażalnie skomplikowaną sieć połączeń między ludzkimi myślami i emocjami (...) Ten, kto tą siecią zarządza – uzyskuje olbrzymią władzę nad ludzkością, jest w stanie kierować jej nastrojami, światopoglądem, dokonywanymi wyborami (...) Cenzura dotycząca jakiejś części poglądów (przy aprobacie dla innych, często skrajnych) wytwarza stan wspólnotowej świadomości, wymodelowany w odpowiedni sposób. Użytkownicy stają się „mrówkami”, sądzącymi, przekonanymi o swej sprawczości, a w istocie posłusznymi nakazom „inteligencji mrowiska” (...) Giganci mediów społecznościowych czują się więc pewnie i bezkarnie, wbijając do łebków swoim „mrówkom” zbiorowy implant świadomościowy…" [2].

Niby nie są to jakieś odkrywcze stwierdzenia, ale to raczej my - średnie i starsze pokolenie - jesteśmy w stanie to zauważyć a niestety w swojej masie (oczywiście są wyjątki) młodzi ludzie już tego nie widzą. Dla nich smartfon i media społecznościowe są codziennością i bez nich już nie są w stanie funkcjonować. Nie zauważają więc, że są zbiorowo manipulowani i zniewalani. Nie są już w stanie myśleć jednostkowo i krytycznie a tylko już stadnie... tak jak jest to modelowane przez już ich medialnych nadzorców i właścicieli. 

Wierzę jednak, że kiedyś w końcu to musi "pęknąć". Historia nas uczy, że wszelkie totalitaryzmy w końcu zawsze upadały. Tak było z Cesarstwem Rzymskim, tak było z III Rzeszą i ZSRR. Ludzkość, ale chyba tak naprawdę ostatecznie Bóg nie pozwoli nam na ostateczny upadek. Musimy jednak indywidualnie Mu pomóc, walcząc głośno o naszą wolność, własność i nasze życie.




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 814. Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 24 maja 2020

Poranne niedzielne refleksje...


Witam o porannej niedzielnej porze, ale nieraz warto obudzić się o poranku i zobaczyć początek nowego dnia, może innego i lepszego od poprzedniego... a przynajmniej dającego taką nadzieję...

Sama też niedziela skłania nieraz do refleksji. Mamy trochę więcej czasu, możemy pomyśleć o nas samych, naszych bliskich, o życiu i przemijaniu każdego dnia, o tym, co nas otacza i jakie my mamy wnętrze, co myślimy i jak postrzegamy świat, czym dla nas jest życie a czym śmierć.

Teraz zaś na przemyślenia mamy dużo więcej czasu... Koronawirus wielu z nas zatrzymał w domu i nagle odkrywamy, że w codziennej gonitwie nie potrafiliśmy się zatrzymać i spojrzeć za siebie, spojrzeć na nasze teraźniejsze życie i o tym, jak je będziemy przeżywać w przyszłości.

Nasze indywidualne przebywanie na tym ziemskim padole jest relatywnie - w stosunku do całej historii ludzkości - bardzo krótkie...

Jest niczym chwilowe lśnienie na niebie pojawiające się podczas trwania burzy tuż przed grzmotem... Cały kunszt życia polega tak naprawdę na dostrzeżeniu owego błysku i wykorzystaniu go w pełni do zobaczenia jak największych połaci rozświetlonego nim tegoż nieba... A to łatwo przegapić i później żałować, że albo się tego przebłysku nie wykorzystało, albo się go nie zauważyło...

Można zobaczyć ten błysk, i chłonąć widoczne dzięki niemu piękne widoki naszego życia. I starać się każdego dnia świadomie odczuwać własne istnienie, każdego dnia zostawiać za sobą nasze ślady... ślady naszej bytności na ziemi, które zostaną choć we wspomnieniach innych albo też będą zawarte w naszych, stworzonych przez nas dziełach wszelakich.... Wtedy to naprawdę My żyjemy...

Można też albo celowo zamknąć oczy i funkcjonować pośród otaczających nas ciemności, lub tylko ulec ułudzie światła, którego wygląd i rozświetlające możliwości przyjmujemy z opowieści innych.  Wtedy też żyjemy, choć życiem innych...

Można też po prostu zasnąć, przespać burzę... i nic nie czuć, nic nie słyszeć, nic nie widzieć a nawet zamknąć swoje wnętrze na opinie i zdania wyrażane przez innych...  Wtedy tak naprawdę nie przeżywamy naszego życia, nie żyjemy a przechodzimy obok niego zadowalając się prymitywną powierzchownością kolejnych dni. Dni zawsze takich samych, rutynowych. I tak mijają miesiące czy lata.

Czasu nigdy nie można cofnąć, nie można myśleć o tym, czego nie wykorzystaliśmy i tym na bieżąco żyć. To minęło, liczy się następny dzień i kolejne, liczy się to czy potrafimy uczyć się na własnych błędach i ponownie ich nie popełniać. Za bardzo nieraz myślimy o naszej przeszłości  a liczy się teraźniejszość naszego życia i jego przyszłość. Kiedyś jeden z moich przełożonych zawodowych powiedział mi mądre zdanie: "Ważne jest tylko to, jak wykonałeś ostatnie Twoje zadanie". Mam tę myśl zawsze ze sobą i to mnie napędza do przeżywania swoich dni jak najlepiej, bo przecież może ono dotyczy też życia osobistego, prywatnego.

Ludzie myślący, działający, aktywni, dążący do prawdy, dający siebie innym, rozwijający w sobie człowieka i ludzkie wartości... żyją naprawdę. Ci, co nie potrafią mieć własnego zdania i przyjmują bezkrytycznie świat jaki jest oraz w swoim działaniu ograniczają się jedynie do jego akceptacji... też choć subiektywnie odczuwają jakąś własną formę życia. Natomiast Ci, co śpią i bezmyślnie przyjmują wszystko, co im się narzuca... konformistycznie wzbraniając się przed krytyczną oceną rzeczywistości a raczej konsumpcyjnie ją afirmując... tylko wegetują i po nich nic nie zostanie... nawet wspomnienie...

Zastanówmy się nieraz nad naszym życiem... Może warto w nim coś zmienić... Może warto zajrzeć do swojego wnętrza i zobaczyć kim tak naprawdę jesteśmy: Czy jeszcze wolnymi ludźmi, czy już tylko zniewolonymi konsumentami dóbr? Czy zostawiamy za sobą ślady piękna, dobra, miłości i mądrości oraz wspomnienie o nas jako ludziach, czy też jedynym śladem po nas będzie tylko samochód i kilka garniturów... oraz wspomnienie o akceptacji przez nas relatywizacji wszystkich wspomnianych wcześniej wartości - kiedy piękno staje się  akceptowaną przez nas brzydotą, wolność jest tak naprawdę niewolą, dobro jest złem, miłość jest nienawiścią, mądrość głupotą. Tę relatywizację proponują nam marksiści kulturowi, którzy opanowali w swojej walce z cywilizacją łacińską większość nie tylko europejskich elit, ale ktoś takie kierunki naszej egzystencji im wyznacza.

I w tej naszej drodze życia warto też pamiętać, że dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku doczesnej naszej śmierci... a w jej obliczu warte jest tylko to, co tkwi wewnątrz nas samych a nie to, co zdążyliśmy zewnętrznie zgromadzić... Więc walczmy o to, żeby idąc krętymi drogami naszej ziemskiej egzystencji w momencie wdepnięcia "w kałużę" i obejrzenia się za siebie... nie zobaczyć jeno pustki i naszego zniewolenia.

Czas koronawirusa przekornie może nas naprawdę pozytywnie zmienić na lepsze. Może zaczniemy zauważać drobne rzeczy dające nam i innym radość. Może odwzajemniony uśmiech do drugiego człowieka stanie się o wiele ważniejszy niż nowo zakupione buty. Może też zaczniemy naprawdę zauważać piękno życia i radość codzienności. Bo życie jest piękne i warto je przeżyć godnie, aby ta nasza wspomniana droga życia była też naszym spełnieniem a innym dawała radość i wzruszenie. Żyjmy więc w poczuciu szczęścia, czyli codziennego odczuwania własnego istnienia. A wtedy śmierć nie będzie dla nas końcem naszej egzystencji na ziemi... bo zostaną po nas ślady piękna, dobra, miłości i mądrości...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com



piątek, 14 lutego 2020

Popołudniowe refleksje o życiu...


Witam,

...o wieczornej - jak przystało zimą - porze, ale pod koniec dnia nieraz warto zastanowić nad tym co dziś zrobiliśmy i co zrobimy jutro, zobaczyć koniec dnia i pomyśleć o nowym, może innym i lepszym dniem od dzisiejszego... a przynajmniej dającego taką nadzieję...

Nasze indywidualne przebywanie na tym ziemskim padole jest relatywnie - w stosunku do całej historii ludzkości - bardzo krótkie, zdecydowanie za krótkie...

Jest niczym chwilowe lśnienie na niebie pojawiające się podczas trwania burzy tuż przed grzmotem... Cały kunszt życia polega tak naprawdę na dostrzeżeniu owego błysku i wykorzystaniu go w pełni do zobaczenia jak największych połaci rozświetlonego nim tegoż nieba...

Można zobaczyć ten błysk, i chłonąć widoczne dzięki niemu piękne widoki naszego życia. I starać się każdego dnia świadomie odczuwać własne istnienie, każdego dnia zostawiać za sobą nasze ślady... ślady naszej bytności na ziemi, które zostaną choć we wspomnieniach innych albo też będą zawarte w naszych, stworzonych przez nas dziełach wszelakich.... Wtedy to naprawdę My żyjemy... i chwytamy każdy dzień (carpe diem).

Można też albo celowo zamknąć oczy i funkcjonować pośród otaczających nas ciemności, lub tylko ulec ułudzie światła, którego wygląd i rozświetlające możliwości przyjmujemy z opowieści innych.  Wtedy też żyjemy, choć życiem innych...

Można też po prostu zasnąć, przespać burzę... i nic nie czuć, nic nie słyszeć, nic nie widzieć a nawet zamknąć swoje wnętrze na opinie i zdania wyrażane przez innych...  Wtedy tak naprawdę nie przeżywamy naszego życia, nie żyjemy a przechodzimy obok niego zadowalając się prymitywną powierzchownością kolejnych dni.

Ludzie myślący, działający, aktywni, dążący do prawdy, dający siebie innym, rozwijający w sobie człowieka i ludzkie wartości... żyją naprawdę. Ci, co nie potrafią mieć własnego zdania i przyjmują bezkrytycznie świat jaki jest oraz w swoim działaniu ograniczają się jedynie do jego akceptacji... też choć subiektywnie odczuwają jakąś własną formę życia. Natomiast Ci, co śpią i bezmyślnie przyjmują wszystko, co im się narzuca... konformistycznie wzbraniając się przed krytyczną oceną rzeczywistości a raczej konsumpcyjnie ją afirmując... tylko wegetują i po nich nic nie zostanie... nawet wspomnienie...

Zastanówmy się nieraz nad naszym życiem... Może warto w nim coś zmienić... Może warto zajrzeć do swojego wnętrza i zobaczyć kim tak naprawdę jesteśmy: Czy jeszcze ludźmi, czy już tylko konsumentami dóbr? Czy zostawiamy za sobą ślady dobra, miłości i mądrości oraz wspomnienie o nas jako ludziach, czy też jedynym śladem po nas będzie tylko samochód i kilka garniturów...

I w tej naszej drodze życia warto też pamiętać, że dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku doczesnej naszej śmierci... a w jej obliczu warte jest tylko to, co tkwi wewnątrz nas samych a nie to, co zdążyliśmy zewnętrznie zgromadzić... Więc walczmy o to, żeby idąc krętymi drogami naszej ziemskiej egzystencji w momencie wdepnięcia "w kałużę" i obejrzenia się za siebie... nie zobaczyć jeno pustki...

Tak późnym popołudniem refleksyjnie pozdrawiam.

P.S.
Wszędzie dzisiaj o Dniu Zakochanych i mimo tego, iż osobiście go nie obchodzę, to jednak jakieś refleksyjne odium tego dnia też skłania do przemyśleń. Czy kochamy tak jak kiedyś? Czy dajemy miłość drugiej osobie, czy już o tym zapomnieliśmy? Czy codzienna rutyna nie niweczy naszego oddania naszym najbliższym? Czy mamy czas na dobre i miłujące słowa, na uśmiech i gesty, czy też stały się one już przeszłością? Warto odkryć ponownie w sobie ten żar miłości, który towarzyszył nam w młodości a wtedy będziemy naprawdę szczęśliwsi.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 2 listopada 2019

Przemijamy... więc żyjmy w pełni, pięknie i dobrze


Dzisiaj tak trochę refleksyjnie, ale nie w oderwaniu od bieżących dni...

Czas mija bardzo szybko. Życie mija bardzo szybko... Im jesteśmy starsi, tym chyba coraz szybciej. Nie zauważamy jak szybko kolejne dni stają się już przeszłymi...

W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości długim wydaje się z reguły jeden tydzień, miesiąc czy dwa to wieczność a już pełny rok to nieznana nieskończoność. W miarę jednak kolejnych "dziesiątek lat na karku" upływu czasu jednak tak naprawdę nie zauważamy. Często dostrzegamy go patrząc na dorastające nasze dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się w piaskownicy, jeszcze niedawno je z czułością - by czasem nie przełamać - kąpaliśmy i ze wzruszeniem słuchaliśmy ich pierwszych słów... A teraz już studiują, mają własne rodziny, pracują, żyją w biegu - często niestety biegnąc obok życia, tracąc kolejne lata na zdobywanie rzeczy a nie na przeżywaniu życia każdego dnia, każdego dnia wolności od wszystkiego a nie wolności do czegoś...

Dziś wspominamy naszych zmarłych. Dla wielu to też czas spotkań rodzinnych i odczuwania śmierci najbliższych. Ale nieraz jest tak, że nawet w takim okresie biegniemy przed siebie bez chwili zastanowienia i refleksji. Wieńce, kwiaty i znicze na grobach oraz w sumie krótki pobyt na cmentarzu... Nawet modlitwa nad grobem jest bezmyślnym odklepaniem znanych jej wersów. Nie potrafimy przystanąć choć na chwilę i zastanowić się nad tym kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne w życiu a co tak naprawdę tylko takim się wydaje lub zostało nam wmówione i wykreowane. Nie lubimy myśleć o śmierci mając nadzieję, że nas nie dotknie. Tylko czasem czytamy nekrologii i ze zdumieniem patrzymy na wiek zmarłych... Jakże nieraz jest zbliżony do naszego. Ale nawet wtedy odrzucamy wszelką refleksję, szybko udając się do domu, byle nie myśleć.

Może jednak nieraz warto się zatrzymać, spojrzeć w lustro, wyjść z siebie i spojrzeć na tę swoją twarz niejako innymi, obcymi oczami... i zadać sobie pytania: Czy jestem takim jakim chciałem być w młodości? Czy piękne idee i ideały nie uciekły gdzieś w miarę poruszania się w tym, często brutalnym świecie? Czy nie zatraciliśmy własnego Ja? Czy tak naprawdę My to naprawdę My... Ja to naprawdę Ja, czy już raczej Ktoś Nam Obcy?... Może warto wtedy pomyśleć co się z nami stało? Nami jako ludźmi, naszymi wartościami, ideami, marzeniami, naszym człowieczeństwem.

Te chwile krótkiego oderwania się od codzienności, często stresującej i wysysającej z nas całe "jestestwo" pracy zawodowej (ku chwale i sukcesowi nie nas samych, ale często np. wielkich korporacji), codziennej troski o spłatę kolejnych rat kredytu i ciągłej walki o kolejne dobra materialne... nie powinny też być np. okresem właśnie owej refleksji i przypomnieniu sobie jak to niedawno było kiedy np. mówiliśmy sobie: Jeszcze tylko kilka miesięcy pracy po 20 godzin...Jeszcze tylko ten samochód i koniec... Ale koniec nie nastąpił.. bo trzeba przecież było go zmienić na lepszy...

Oczywiście można tak żyć i na łożu śmierci - leżąc na złotym łóżku i przykryty jedwabiami - rozejrzeć się wokół i z radością stwierdzić, że ten basen, ta posiadłość, ta fortuna na koncie... to spełnienie mojego życia. Można popatrzeć na te "kochające" Ciebie osoby otaczające Twoje łoże i z "troską" w głosie pytające: Jak się czujesz?... Masz wtedy setki telefonów od "przyjaciół"... (często jednak tak naprawdę to Ci wszyscy otaczają troską nie Ciebie a zawartość Twego testamentu...).

Często w takich chwilach jakże mogącym sprawić ból jest wymowa takiego np. dwuwersu:

"...Idąc krętą ścieżką swojego życia... wdepnąłem w  kałużę...
Obejrzałem się... a za mną była pustka..."

Zróbmy wszystko, aby wdepnięcie w tą kałużę nie następowało u kresu naszego życia, ale o wiele wcześniej... wcześniej na tyle, żebyśmy jeszcze zdążyli "...zostawić za sobą dobra, miłości i mądrości ślady..."  i dane nam było zaznać prawdziwego szczęścia, "szczęścia odczuwania codziennej własnej wolności od wszystkiego..."

Mi osobiście pomógł los (a raczej Bóg), bo niestety onegdaj wdepnąłem w tą kałużę po same kolana, na szczęście nie "nad trumną" i - dzięki Bogu - stwierdziłem, że tak naprawdę muszę przystanąć i zmienić siebie i otaczający mnie świat. Żyć tak, abym kładąc się do snu mógł stwierdzić: tak… dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem dla siebie i innych, dałem też komuś uśmiech, dobre słowo, gest, część siebie… no i po prostu byłem i myślałem (nie nad smakiem ostatnio zjedzonej grillowanej kiełbasy... oj nie...).

Niestety jest tak, że gdy jednostka pozbawiona jest możliwości myślenia oraz empatii lub nie potrafi myśleć i czuć siebie i innych, gdy nie zastanawia się nad własnym sobą, losem świata i narodów, gdy nie potrafi dawać i otrzymywać miłości... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle kimś, przestaje być dosłownie warta określenia mianem człowieka!

Warto pamiętać, że gdy nie myślimy i nie potrafimy dawać innym dobra, miłości i mądrości to jesteśmy nikim... tylko rzeczą, przedmiotem - podobnie gdy żyjemy obok życia pędząc "do nieokreślonego przodu".

Ktoś kiedyś powiedział i napisał: "Dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku śmierci... a sztuką życia jest dostrzeżenie i pełne wykorzystanie tego krótkiego przebłysku rozświetlającego pośród bezkresnej ciemności niebo... podczas burzy, tuż przed grzmotem!"

A zastanawiając się cóż to znaczy "pełne wykorzystanie przebłysku" pamiętajmy o słowach św.  Jana Pawła II – "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi", słowach E. Burke: "Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych" oraz słowach bł. J. Popiełuszki: "Zło dobrem zwyciężaj".

Zatrzymajmy się też dłużej przy grobach naszych bliskich, wspomnijmy ich i ich życie, co czuli, co myśleli, co czynili, jak odchodzili. Zapalmy znicze, ale stawiajmy je sercem i zdajmy sobie sprawę, że życie przeminie i warto sobie postanowić, że tą resztę, która nam została przeżyjemy w pełni, pięknie i dobrze. Pomódlmy się i nie tylko wyuczonymi modlitwami. Porozmawiajmy z tymi, którzy w tych grobach leżą, nawet, gdy są bezimienni... Może też mają coś do powiedzenia...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 24 października 2019

Poranne refleksje nad życiem...


Witam o wczesnej porze, ale nieraz warto obudzić się o świcie i zobaczyć początek nowego dnia, może innego i lepszego od poprzedniego... a przynajmniej dającego taką nadzieję...

Nasze indywidualne przebywanie na tym ziemskim padole jest relatywnie - w stosunku do całej historii ludzkości - bardzo krótkie...

Jest niczym chwilowe lśnienie na niebie pojawiające się podczas trwania burzy tuż przed grzmotem... Cały kunszt życia polega tak naprawdę na dostrzeżeniu owego błysku i wykorzystaniu go w pełni do zobaczenia jak największych połaci rozświetlonego nim tegoż nieba... A to łatwo przegapić i później żałować, że albo się tego przebłysku nie wykorzystało, albo się go nie zauważyło...

Można zobaczyć ten błysk, i chłonąć widoczne dzięki niemu piękne widoki naszego życia. I starać się każdego dnia świadomie odczuwać własne istnienie, każdego dnia zostawiać za sobą nasze ślady... ślady naszej bytności na ziemi, które zostaną choć we wspomnieniach innych albo też będą zawarte w naszych, stworzonych przez nas dziełach wszelakich.... Wtedy to naprawdę My żyjemy...

Można też albo celowo zamknąć oczy i funkcjonować pośród otaczających nas ciemności, lub tylko ulec ułudzie światła, którego wygląd i rozświetlające możliwości przyjmujemy z opowieści innych.  Wtedy też żyjemy, choć życiem innych...

Można też po prostu zasnąć, przespać burzę... i nic nie czuć, nic nie słyszeć, nic nie widzieć a nawet zamknąć swoje wnętrze na opinie i zdania wyrażane przez innych...  Wtedy tak naprawdę nie przeżywamy naszego życia, nie żyjemy a przechodzimy obok niego zadowalając się prymitywną powierzchownością kolejnych dni. Dni zawsze takich samych, rutynowych. I tak mijają miesiące czy lata.

Czasu nigdy nie można cofnąć, nie można myśleć o tym, czego nie wykorzystaliśmy i tym na bieżąco żyć. To minęło, liczy się następny dzień i kolejne, liczy się to czy potrafimy uczyć się na własnych błędach i ponownie ich nie popełniać. Za bardzo nieraz myślimy o naszej przeszłości  a liczy się teraźniejszość naszego życia i jego przyszłość. Kiedyś jeden z moich przełożonych zawodowych powiedział mi mądre zdanie: "Ważne jest tylko to, jak wykonałeś ostatnie Twoje zadanie". Mam tę myśl zawsze ze sobą i to mnie napędza do przeżywania swoich dni jak najlepiej, bo przecież może ono dotyczy też życia osobistego, prywatnego.

Ludzie myślący, działający, aktywni, dążący do prawdy, dający siebie innym, rozwijający w sobie człowieka i ludzkie wartości... żyją naprawdę. Ci, co nie potrafią mieć własnego zdania i przyjmują bezkrytycznie świat jaki jest oraz w swoim działaniu ograniczają się jedynie do jego akceptacji... też choć subiektywnie odczuwają jakąś własną formę życia. Natomiast Ci, co śpią i bezmyślnie przyjmują wszystko, co im się narzuca... konformistycznie wzbraniając się przed krytyczną oceną rzeczywistości a raczej konsumpcyjnie ją afirmując... tylko wegetują i po nich nic nie zostanie... nawet wspomnienie...

Zastanówmy się nieraz nad naszym życiem... Może warto w nim coś zmienić... Może warto zajrzeć do swojego wnętrza i zobaczyć kim tak naprawdę jesteśmy: Czy jeszcze wolnymi ludźmi, czy już tylko zniewolonymi konsumentami dóbr? Czy zostawiamy za sobą ślady piękna, dobra, miłości i mądrości oraz wspomnienie o nas jako ludziach, czy też jedynym śladem po nas będzie tylko samochód i kilka garniturów... oraz wspomnienie o akceptacji przez nas relatywizacji wszystkich wspomnianych wcześniej wartości - kiedy piękno staje się  akceptowaną przez nas brzydotą, wolność jest tak naprawdę niewolą, dobro jest złem, miłość jest nienawiścią, mądrość głupotą. Tę relatywizację proponują nam marksiści kulturowi, którzy opanowali w swojej walce z cywilizacją łacińską większość nie tylko europejskich elit, ale ktoś takie kierunki naszej egzystencji im wyznacza.

I w tej naszej drodze życia warto też pamiętać, że dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku doczesnej naszej śmierci... a w jej obliczu warte jest tylko to, co tkwi wewnątrz nas samych a nie to, co zdążyliśmy zewnętrznie zgromadzić... Więc walczmy o to, żeby idąc krętymi drogami naszej ziemskiej egzystencji w momencie wdepnięcia "w kałużę" i obejrzenia się za siebie... nie zobaczyć jeno pustki i naszego zniewolenia.

Tak nad ranem refleksyjnie pozdrawiam,


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 30 lipca 2019

Oczywistość konieczności realizacji zamierzonego celu... (reprint)

Niniejszy źródłowy tekst notki powstał we wrześniu 2010 roku. Teraz ze zmianami postanowiłem go ponownie opublikować, bo w sumie jest aktualny cały czas a kto by dziś zaglądał do napisanych przeze mnie tekstów sprzed wielu już lat. Tekst jest trochę refleksyjny i do zastanowienia... To jest mój ostatni post a następny będzie za 10-14 dni.

-----------------------------

Człowiek to takie a'la zwierzę, które zaspokoiwszy swoje biologiczne, fizjologiczne potrzeby  zaczyna realizować jakieś własne, indywidualne cele o różnej proweniencji i różnym zabarwieniu. Cele te może wyznaczać jako własne bądź grupy, którą reprezentuje.

Kulturysta na ten przykład dąży do rozwoju swojej masy, siły i ogólnie sylwetki pozwalającej mu osiągać sukcesy w zawodach kulturystycznych. Ile i w jakim zakresie jest w stanie uczynić by ten cel osiągnąć? Sądzę, że wszystko, nawet jeżeli byłoby to dla niego wyniszczające fizycznie, bo liczy się tu i teraz. Tak jest też z innymi sportowcami, którzy dla osiągnięcia zamierzonego celu gotowi są nieraz szprycować się środkami dopingującymi.

Kobieta zwykle dąży do tego by być młoda i piękna, powabna, pociągająca, subtelna, kochana, podziwiana. Ile jest w stanie zrobić, żeby ten cel osiągnąć? Sądzę, że wszystko, nawet jeżeli byłoby to dla niej wyniszczające psychicznie lub fizycznie. Stąd wiele kobiet przeprowadza operacje plastyczne i nieraz zdarza się, że tych operacji przechodzi nawet kilkanaście do późnych lat swojego życia.

Kobieta-matka pragnie dla swojej pociechy szczęścia i dobrego życia. Ile jest w stanie zrobić dla swojego dziecka? Nieraz wszystko, często zapominając o własnych potrzebach. Stara się je wychowywać najlepiej jak to możliwe nawet w konsekwencji do rozpieszczenia młodego człowieka, który nie będzie sobie radził w samodzielnym życiu.

Mężczyzna z reguły dąży do polepszenia statusu materialnego i władzy. Ile jest w stanie zrobić dla uzyskania coraz lepszych efektów swoich działań? Niemal wszystko, bo władza i pieniądze dają poczucie spełnienia. I nieraz w dążności do spełnienia tych celów gotowy jest na największe nikczemności wobec innych, na oszustwa czy inne działania noszące charakter przestępczy. Władza i pieniądze nieraz przesłaniają im oczy na tyle, że pracują po 12-16 godzin dziennie zapominając o swoich dzieciach i ogólnie o rodzinie i bliskich. Bywa, że wypalają się już po kilku latach takiej harówy a wtedy są dopalacze, amfetamina, kokaina i inne używki...

A teraz...

Każda firma (nie non profit) funkcjonuje dla zysku, który pozwala się jej rozwijać - co z kolei przyczynia się do kumulacji zysku. Ile jest w stanie zrobić dla kumulacji (stopniowego zwiększania) owego zysku? Wszystko nawet kłamiąc i oszukując klientów np. reklamami. Długookresowy zysk przesłania firmom inne obszary. Na ten przykład firmie alkoholowej jest potrzebnych wielu klientów, więc najlepiej dla niej by było, aby alkoholicy stanowili jak największy odsetek społeczeństwa.

Firma osiąga zysk dzięki oferowaniu jakiejś wartości (wytworu) swojej działalności. Może to być produkt, usługa, obietnica czegoś (np. tego, że gdy umrzesz dostaniesz gratyfikację finansową za swoją śmierć), itd. Samo wytworzenie i oferowanie niestety nie wystarcza! Jeszcze ktoś to musi nabyć, kupić czy wyrazić wolę zakupu (będę płacił za garnek raty przez 5 lat i go w końcu kupię, jak wcześniej nie umrę).

Dla każdej więc firmy kumulacja jej zysku zależy od jak największej (ogólnie) sprzedaży swoich wytworów, czyli od tego żeby nabyło go jak najwięcej klientów/konsumentów (dla przejrzystości pomijam powtórny zakup przez tego samego odbiorcę). Ile jest w stanie zrobić firma, aby zwiększyć ilość owych swoich klientów/konsumentów, którzy są skłonni lub muszą kupić jej towary? Sądzę, że wszystko i wiem, że nieraz na granicy etyki i moralności.

Dla każdej firmy idealną sytuacją byłaby taka, w której tylko ona ma do zaoferowania na rynku określony produkt, czyli gdy jest tzw. monopolistą rynkowym. Ile jest w stanie zrobić, żeby nim zostać?

A teraz, uwzględniając wszystko powyżej...

Firma farmaceutyczna. Co jest dla niej najskuteczniejszym  stanem, w którym skumuluje swój zysk? Oczywiście coraz więcej klientów, czyli im więcej chorujących tym lepiej. Jaki jest więc sens produkowania skutecznych leków, dzięki którym ludzi będą zdrowi i nie będą chorowali... a tym samym przestaną kupować jej produkty, co może skutkować dla tej firmy stan niezrealizowania swojego celu...

Prywatny szpital nastawiony na zysk.... j.w.,

Popuśćcie wodze fantazji...

A teraz...

Instytucje non profit w stylu np. charytatywnym. Dla przykładu pomagające chorym dzieciom. Dla takiej instytucji jest najlepiej (dla realizacji jej celu) mieć jak najwięcej swoich podopiecznych, czyli chorujących dzieci...

... nieskutecznie leczonych środkami farmaceutycznymi... które nie mogą być przecież skuteczne, bo firma farmaceutyczna nie osiągałaby długookresowej maksymalizacji zysku...

Popuśćcie wodze fantazji...

Absurd? Może...

P.S.1
Władza... Celem władzy jest władza. Ile władza jest w stanie zrobić żeby tą władzę utrzymać? Wszystko!

P.S.2.
Również dla firm jest najlepiej aby nabywca kupował tylko jej produkty lub kupował je w coraz większych ilościach i coraz częściej. Ile są w stanie zrobić, żeby ta się stało? (czy np. "coś w produkcie", co będzie skłaniało lub zmuszało do ponownego jego zakupu). Są w stanie zrobić wszystko!

P.S.3.Jak to się stało, że bez nowoczesnych leków, środków czyszczących, dezynfekujących... nasi przodkowie sprawili, że dzisiaj możemy żyć?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

czwartek, 25 lipca 2019

Cieszmy się pełnią życia, dopóki żyjemy...

Dzisiaj - jako, że mam imieniny - tak trochę refleksyjnie i na wskroś osobiście...

Czas mija bardzo szybko. Życie mija bardzo szybko... Im jesteśmy starsi tym chyba coraz szybciej. Nie zauważamy jak szybko kolejne dni stają się już przeszłymi...

W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości długim wydaje się z reguły jeden tydzień, miesiąc czy dwa to wieczność a już pełny rok to nieznana nieskończoność. W miarę jednak kolejnych "dziesiątek lat na karku" upływu czasu jednak tak naprawdę nie zauważamy. Często dostrzegamy go patrząc na dorastające nasze dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się w piaskownicy, jeszcze niedawno je z czułością - by czasem nie przełamać - kąpaliśmy i ze wzruszeniem słuchaliśmy ich pierwszych słów... A teraz już studiują, mają własne rodziny, pracują, żyją w biegu - często niestety biegnąc obok życia, tracąc kolejne lata na zdobywanie rzeczy a nie na przeżywaniu życia każdego dnia, każdego dnia wolności od wszystkiego a nie wolności do czegoś, każdego dnia szczęścia, czyli codziennego odczuwania własnego istnienia...

Teraz mamy wakacje i urlopy. Może warto w tych dniach wolnych zastanowić się nad swoim życiem.  Ale nieraz jest tak, że nawet w takim okresie biegniemy przed siebie bez chwili zastanowienia i refleksji. Cały czas przesiadujemy na rozmowach komórkowych czy biegamy po Internecie lub oglądamy bezrefleksyjnie setki kanałów TV. Nie potrafimy przystanąć choć na chwilę i zastanowić się nad tym kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne w życiu a co tak naprawdę tylko takim się wydaje lub zostało nam wmówione i wykreowane.

Może jednak nieraz warto się zatrzymać, spojrzeć w lustro, wyjść z siebie i spojrzeć na tę swoją twarz niejako innymi, obcymi oczami... i zadać sobie pytania: Czy jestem takim jakim chciałem być w młodości? Czy piękne idee i ideały nie uciekły gdzieś w miarę poruszania się w tym, często brutalnym świecie? Czy nie zatraciliśmy własnego Ja? Czy tak naprawdę My to naprawdę My... Ja to naprawdę Ja, czy już raczej Ktoś Nam Obcy?... Może warto wtedy pomyśleć co się z nami stało? Nami jako ludźmi, naszymi wartościami, ideami, marzeniami, naszym człowieczeństwem.

Te chwile krótkiego oderwania się od codzienności, często stresującej i wysysającej z nas całe "jestestwo" pracy zawodowej (ku chwale i sukcesowi nie nas samych, ale często np. wielkich korporacji), codziennej troski o spłatę kolejnych rat kredytu i ciągłej walki o kolejne dobra materialne... nie powinny też być np. okresem właśnie owej refleksji i przypomnieniu sobie jak to niedawno było kiedy np. mówiliśmy sobie: Jeszcze tylko kilka miesięcy pracy po 16 godzin...Jeszcze tylko ten samochód i koniec... Ale koniec nie nastąpił.. bo trzeba przecież było go zmienić na lepszy... a do tego wciąż uwieszony ciężar kredytu hipotecznego, który tak naprawdę nas ubezwłasnowalnia  nieraz na całe życie nie pozwalając nam odpocząć... i dalej musimy gonić, gonić... aby go spłacić jak najszybciej a przy okazji awansować zawodowo i dalej o ten kolejny awans znów gonimy. Nieraz się nam wszystko to udaje. I co przestajemy tak gonić?... nie, bo może trzeba zmienić mieszkanie na lepsze i zdobywać coraz więcej nieraz niepotrzebnych rzeczy... gromadzić i gromadzić... i tak bez końca.

Często w tej gonitwie zapominamy o rodzinie, dzieciach i nieraz życie płynie i nagle zauważmy, że syn ma już 17 lat a córka 15: cały okres dojrzewania, kiedy dzieci potrzebowały nas najbardziej utraciliśmy i nawet nie wiemy jak z tymi dziećmi dziś rozmawiać i w ogóle o czym, bo ich po prostu już nie znamy.

Oczywiście można tak żyć i na łożu śmierci - leżąc na złotym łóżku i przykryty jedwabiami - rozejrzeć się wokół i z radością stwierdzić, że ten basen, ta posiadłość, ta fortuna na koncie... to spełnienie mojego życia. Można popatrzeć na te "kochające" Ciebie osoby otaczające Twoje łoże i z "troską" w głosie pytające: Jak się czujesz?... Masz wtedy setki telefonów od "przyjaciół"... Często jednak tak naprawdę to Ci wszyscy otaczają troską nie Ciebie a zawartość Twego testamentu... W końcu jak wszyscy umrzesz i po co to wszystko, ta bieganina, pracoholizm, itd?

Często w takich chwilach jakże mogącym sprawić ból jest wymowa takiego np. mojego dwuwersu (kiedyś pisałem wiersze i sztuki):

"...Idąc krętą ścieżką swojego życia... wdepnąłem w  kałużę...
Obejrzałem się... a za mną była pustka..."

Zróbmy wszystko, aby wdepnięcie w tą kałużę nie następowało u kresu naszego życia, ale o wiele wcześniej... wcześniej na tyle, żebyśmy jeszcze zdążyli "...zostawić za sobą dobra, miłości i mądrości ślady..."  i dane nam było zaznać prawdziwego szczęścia, "szczęścia odczuwania codziennej własnej wolności od wszystkiego i poczucia, że to My istniejemy..."

Mi osobiście pomógł los (a raczej Bóg), bo niestety onegdaj wdepnąłem w tą kałużę po same kolana, na szczęście nie "nad trumną" i - dzięki Bogu - stwierdziłem, że tak naprawdę muszę przystanąć i zmienić siebie, wyrzucić pracoholizm i też zmieniać otaczający mnie świat. Żyć tak, aby abym kładąc się do snu mógł stwierdzić: tak… dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem dla siebie i innych, dałem też komuś uśmiech, dobre słowo, gest, część siebie… no i po prostu już byłem i ponownie myślałem (nie nad smakiem ostatnio zjedzonej grillowanej kiełbasy... oj nie...).

Zawsze chciałem być lekarzem-chirurgiem, bo pochodzę w sumie z lekarskiej rodziny, ale niestety (lub stety) trafiłem na ekonomię a po tym był wyścig szczurów w wielkich korporacjach. Trwałem tak niemal dziesięć lat i się doszczętnie wypaliłem zawodowo. Pomogła mi praca w sektorze ochrony zdrowia i mimo, że byłem tylko od spraw ekonomicznych to i tak moja satysfakcja z pracy była pozytywna. Teraz założyłem firmę zajmującą się właśnie ochroną zdrowia i mam nadzieję, że wreszcie odzyskam motywację do działania dla dobra innych, bo to jest najważniejsze, przynajmniej dla mnie.

Niestety jest tak, że gdy jednostka pozbawiona jest możliwości myślenia oraz empatii lub nie potrafi myśleć i czuć siebie i innych, gdy nie zastanawia się nad własnym sobą, losem świata i narodów, gdy nie potrafi dawać i otrzymywać miłości... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle kimś, przestaje być dosłownie warta określenia mianem człowieka!

Warto pamiętać, że gdy nie myślimy i nie potrafimy dawać innym dobra, miłości i mądrości to jesteśmy nikim... tylko rzeczą, przedmiotem - podobnie gdy żyjemy obok życia pędząc "do nieokreślonego przodu".

Ktoś kiedyś powiedział i napisał: "Dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku śmierci... a sztuką życia jest dostrzeżenie i pełne wykorzystanie tego krótkiego przebłysku rozświetlającego pośród bezkresnej ciemności niebo... podczas burzy, tuż przed grzmotem!"

A zastanawiając się cóż to znaczy "pełne wykorzystanie przebłysku" pamiętajmy o słowach: Jana Pawła II – "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi", słowach E. Burke: "Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych" oraz słowach Bł. J. Popiełuszki: ""Zło dobrem zwyciężaj". Tylko to jest dla mnie na dziś pełnią życia.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com


Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

sobota, 23 marca 2019

Może jednak warto...

Może jednak warto iść na przekór wszystkim i mimo wszystkiego. Nie cofać się i walczyć zawsze, gdy jest cień nadziei na dobro, miłość, mądrość... oraz na opatrzność i wspomożenie – w ciężkiej naszej sytuacji życiowej – siły wyższej takiej jak Bóg.

Ciężko jest i to bardzo, gdy na krętej drodze naszego życia przychodzi moment, kiedy ta dalsza droga jest niewidoczna lub pokrywa ją gęsta mgła. I wtedy stając przed lustrem odczuwamy strach, bo być może po raz ostatni widzimy odbicie naszej schorowanej twarzy...  i zawsze jesteśmy zaskoczeni, że tak naprawdę właśnie zdrowie staje się dla nas najważniejsze a nie wszystko inne, co ważne było jeszcze wczoraj...

Pięknie o zdrowiu pisał Jan Kochanowski, nasz wielki rodak, w swojej fraszce "NA ZDROWIE":

"Szlachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.
Tam człowiek prawie
Widzi na jawie
I sam to powie,
Że nic nad zdrowie
Ani lepszego,
Ani droższego;
Bo dobre mienie,
Perły, kamienie,
Także wiek młody
I dar urody,
Miejsca wysokie
Władze szerokie
Dobre są, ale —
Gdy zdrowie w cale.
Gdzie nie masz siły,
I świat niemiły.
Klejnocie drogi,
Mój dom ubogi,
Oddany tobie,
Ulubuj sobie!"

Ale takie momenty – gdzie już nic nie zależy ode mnie –  skłaniają też do przemyśleń o przemijaniu i radościach, których nie dostrzegaliśmy lub często ich – świadomie bądź nie –  nie zauważaliśmy w biegu ku bliżej niesprecyzowanym celom ... a raczej wyznaczanym nam przez zewnętrzny świat, który dzisiaj często nas przytłacza.

W tym wiecznym i morderczym biegu - kuszeni wirtualnym światem wiecznego szczęścia, które możemy jedynie osiągnąć dzięki posiadaniu promowanych rzeczy dla większości nieosiągalnych – jakże często zatracamy sens naszego życia, naszego człowieczeństwa, gubimy po drodze siebie i nasze wartości oraz ideały. Żyjąc w tym ciągłym biegu pokonujemy więc drogę naszego życia często bez zastanowienia nad jego sensem i miejscem w nim dla nas, tych odczuwających swoje istnienie i tych, którzy go nie odczuwają. Zaś u ewentualnego kresu naszych dni odczuwamy często bezsens  tego materialnego otoczenia, tego poniżającego i ubezwłasnowolniającego nas 30-letniego spłacania kredytu hipotecznego, tego strachu o utratę samochodu, tego dążenia do coraz dłuższej kiełbasy zamiast do coraz bardziej wielkiego i dobrego serca... nie zostawiamy za sobą żadnego śladu nas samych a jedynie kuriozalne wytwory zaspakajające najniższe i prymitywne a do tego tylko jakże często wykreowane potrzeby już nie nasze, ale innych...

Zbyt jednak szybko mijają godziny, lata... czasu nie można cofnąć, ale trzeba jednakże wierzyć, iż jest jakiś plan dla nas, nawet wtedy, gdy już się dowiemy jak to życie i zdrowie smakują wtedy, gdy się zepsują a nas może już nie będzie... Jest plan na radość z tego, że istniejemy, ale i smutek oraz cierpienie z tegoż samego powodu. I ta nieraz żałość z cierpienia w życiu może nas naprowadzać na jego radykalne pokonanie, nawet śmiercią.

Mimo tegoż może jednak warto walczyć i pokonywać złość, bezsilność, bezradność, gniew czy też chorobę. Może warto żyć i zostawiać za sobą "dobra, miłości i mądrości ślady...", zostawiać je możliwie w każdej sekundzie, minucie, dniu, miesiącu, roku... bo przecież każdy w końcu zamknie oczy już na zawsze i tylko od nas zależy, czy zamykając je będziemy spełnieni czy raczej z goryczą wspominali nasze trwanie...

Często przytaczane są słowa z wiersza księdza Jana Twardowskiego: "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", przy czym rzadko przytacza się cały wiersz, który jest dla mnie jednym z piękniejszych jakie przeczytałem i każdy jego wers skłania mnie do głębokiego duchowego przemyślenia i osobiście wyróżniłbym też inne: "Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność  niepewna zabiera nam wrażliwość" oraz: "nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza":

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą 
zostaną po nich buty i telefon głuchy 
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze 
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje 
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna 
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy 
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego. 

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna 
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście 
przychodzi jednocześnie jak patos i humor 
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej 
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu 
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon 
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy 
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć 
kochamy wciąż za mało i stale za późno 

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze 
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny 

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą 
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza".

Zastanówmy się jednak - zanim dowiemy się jak smakuje zdrowie - już dziś być przyzwoitym człowieczym i zastanawiać się: Czy żyję tak, aby być godnym danego mi życia?, Co po mnie pozostanie?, Czego może mam już teraz dokonać, aby zmienić ten pozostały mi czas?... 

Pozwolę sobie w tym miejscu na przytoczony kiedyś przeze mnie  swoisty i subiektywny ogląd rzeczywistości...

"...ostatnia KAŁUŻA..."

"Tak od niechcenia... patrzę na coraz bardziej rozchwiany i niezrozumiały, otaczający mnie świat...

Tak od niechcenia... wstawszy rano z coraz większą rezygnacją przyglądam się tej grze pozorów w wykonaniu coraz bardziej żenujących i bezosobowych aktorów - clownów...

Tak od niechcenia... widzę zdziwione oczy dziecka pytającego, czy warto być w życiu przyzwoitym i już wcale się nie dziwię, że samo sobie odpowiada... pewnie, że nie warto!...

Z obojętnością, pouczony że jest on taki jak wszyscy ... przechodzę obok niepełnosprawnego...

Z obojętnością i już bez zdziwienia... widzę kolejną reklamę, znów lepszego proszku do prania...

Z obojętnością i rezygnacją klikam w klawiaturę... zastanawiając się czy potrafię jeszcze pisać zwykłym długopisem...

Beznamiętnie rejestruję kolejne obrazy wizyjne i notki prasowe... gdzie śmierć, krew, wojna, gwałt, przemoc, nikczemność i niegodziwość oraz całe to zło tego świata wcale nie wpływają na mój dobry apetyt...

Powoli już nie reaguję na żaden przejaw zła i cierpienia... patrząc jak po raz kolejny mój syn zabija przed monitorem nauczyciela, pewnie wyobrażając sobie, że jest to jeden z tych, rzeczywistych i znienawidzonych...

Powoli, niczym u bohatera Królowej Śniegu... zamarza moje serce...

I tylko gdzieś tam z otchłani i nawet natrętnie przebija się do mojej świadomości myśl-pytanie: Czy jestem jeszcze człowiekiem?

I tylko gdzieś tam głęboko zaczynam czuć narastający strach przed tym, że - idąc tak bezmyślnie, bezrefleksyjnie i bezemocjonalnie krętą drogą swojego życia - w końcu wdepnąwszy w tą ostatnią kałużę  odwrócę się... a za mną będzie pustka...

I KTO BĘDZIE JEJ WINIEN?"

Informuję też, że po 9-cio miesięcznej przerwie wracam na łamy internetowych forów..., bo może jednak warto! 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Dorosnąć do lidera".

 
W ostatnim swoim poście wspomniałem, iż pracuję jednocześnie nad dwiema książkami i wskazałem na jedną z nich zatytułowaną: „Ojczyzna utracona. Dzieje gospodarcze Polski w latach 1976-2015”.
 
Drugą jest natomiast książka o roboczym tytule: „Dorosnąć do lidera”. Zawierać ona będzie przede wszystkim moje refleksje z dotychczasowych moich doświadczeń w życiu zawodowym, w tym doświadczeń z bycia liderem i zarządzającym działem, pionem czy w końcu całą firmą. 
 
Chciałbym w niej zawrzeć swoje przemyślenia i porady dla młodych i wybitnych ludzi, którzy aspirują do lub już są liderami w swoim środowisku zawodowym. I do takiej grupy chcę ją zaadresować.

Nie jest to pozycja naukowa a cała treść jest przelaniem moich subiektywnych i osobistych refleksji wynikających z mojej wiedzy i doświadczeń. Oczywiście nieraz może się zdarzyć, iż będą one tożsame lub podobne do przemyśleń i refleksji innych autorów, w tym naukowców i praktyków zarządzania. Niemniej w żaden sposób nie kopiowałem ani nie wykorzystywałem świadomie treści innych i nie korzystałem w czasie pisania z innych źródeł niż mój mózg. Jednak tam, gdzie to będzie konieczne to w przypisach odwołam się do innych autorskich inspiracji moich refleksji. 
 
Ale zanim przedstawię cytaty z mojej książki krótka refleksja. W ostatnich miesiącach spoglądałem na nasze, polskie życie polityczne z dystansu. Zero telewizora, tylko internet i to w ograniczonej czasowo formie. To naprawdę pozwoliło mi spojrzeć na to wszystko niejako „z lotu ptaka”.
I co zobaczyłem? 
 
Ano jedno tylko i zgodne z tym, co kiedyś powiedział jeden z wielkich Polaków, książę Adam Czartoryski: „W ciągu całego mojego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie”. 
 
Uzupełniając powyższe przypomniałem sobie też słowa Mikołaja I Romanowa: „Znam tylko dwa typy (rodzaje) Polaków: tych, którzy się zbuntowali przeciwko mnie i tych, którzy pozostali mi wierni – jednych nienawidzę, drugimi gardzę” i sądzę, że pogarda elit unijnych dla PO czy Nowoczesnej jest tożsama z pogardą Cara dla polskich zdrajców. Już wolę nienawiść tych elit, bo nienawiść można wyrażać wobec jakiejś niezgodnej z naszą wartości a pogarda jest najgorszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić, bo odczuwać ją można wobec moralnej i etycznej pustki oraz moralnego i etycznego spodlenia.
 
Teraz kilka wybranych cytatów z tej mojej książki, które oddają jej zawartość i zakres przedmiotowy. Kolejność cytatów nie jest chronologiczna z ostateczną treścią książki.

------------------------------

Kim jest – jako osoba fizyczna – lider, przywódca? 
 
Najbardziej skrótowo można określić go jako osobę, która potrafi skupić wokół siebie innych ludzi i skłonić ich do realizacji jego celów, które przez nich przyjęte zostają jako ich własne a on sam staje się dla nich autorytetem oraz postacią opiniotwórczą i opinionośną godną naśladowania. 
 
W takim ujęciu liderów można spotkać w każdej sferze życia społecznego: od kultury i sztuki poprzez grupy subkulturowe aż do polityki i biznesu, przy czym prawdziwy lider jest nim zarówno w obszarze formalnym pełniąc określoną funkcję, jak i nieformalnym uważanym oddolnie przez innych jako przywódca.
Moje refleksje zawarte w książce skupiają się na liderach biznesu, ale sądzę, że treści w niej zawarte mogą być przydatne także w innych sferach życia społecznego. 
 
------------------------------

Lider prawie zawsze jest samotny w swoim środowisku zawodowym, bo normalnym i ludzkim jest, że podobieństwa się przyciągają i „każdy ciągnie do swojego” a liderów jest mało i króluje nieraz zawistna przeciętność, mierność. A już wybitnych liderów jest też również bardzo nieliczne grono wśród samych liderów. Dlatego tak ważne jest znalezienie sobie znajomych piastujących podobne funkcje i obracających się w podobnych kręgach, bo choć z reguły nie są to tzw. „przyjaciele”, ale zawsze jest to namiastka realizacji „stadnej potrzeby człowieka” i zawsze można w końcu znaleźć jakąś grupę osób, która może stać się bardzo bliskimi znajomymi a może nawet nieraz i w końcu przyjaciółmi. 
 
------------------------------

W pracy zawodowej i dążeniu do jak najlepszych stanowisk i stania się liderem nie można nigdy zapomina
o życiu prywatnym, o rodzinie, o odpoczynku i szanowaniu każdego człowieka, niezależnie kim jest i co robi.
Zapominając o życiu prywatnym grozi liderom często pracoholizm i nieraz w bardzo młodym wieku tzw. „syndrom wypalenia zawodowego” (jednostka chorobowa m.in. w USA). Poza tym będąc samotnym zawodowo to życie prywatne, rodzina, przyjaciele, odpoczynek, hobby mogą rekompensować i z reguły rekompensują ową „pustkę samotności”. Od samego początku kariery zawodowej potencjalny lider a później już lider powinien dążyć do realizowania tzw. „reguły 3x8”, czyli: 8 godzin na pracę, 8 godzin na sen i 8 godzin dla rodziny, przyjaciół, swoich zainteresowań i odpoczynek. Z wiekiem można urwać te 2 godziny snu i przeznaczyć je bynajmniej nie na pracę zawodową. Jest to trudne, szczególnie na początku kariery, ale zapewniam, że jej stosowanie implikuje też – oprócz emocjonalnej i psychicznej równowagi - zwiększenie wydajności i kreatywności zawodowej.

Natomiast ów szacunek do każdego człowieka jest bardzo istotny, bo nieraz władza i pozycja może powodować poczucie wyższości i pychy a przecież każdy z nas jest warty – jako człowiek – najwyższego szacunku i choć zdarzają się „kanalie” to przecież większość ludzi jest naprawdę wartościowa niezależnie od wykształcenia, pozycji społeczno-zawodowej czy posiadanych pieniędzy. 
 
------------------------------

Nigdy nie można się poddawać i należy „robić swoje”, nieraz pomimo krytyki i zawiści innych a gdy pojawi się jakaś szansa życiowa czy zawodowa to powinno się – niezależnie od wszystkiego - zaryzykować i ją „chwytać” – nigdy z niej nie rezygnować, bo później, nawet po latach często się żałuje niewykorzystanych szans więc lepiej zaryzykować i spróbować, i nawet ponieść porażkę, niż później żałować, że się nie spróbowało, bo to rodzi frustrację i zgorzknienie oraz ciągłe stawianie pytania: „Co by było, gdyby było?”.

------------------------------

W swoim życiu warto otaczać się zawsze ludźmi równymi sobie lub lepszymi, szczególnie w obszarze wiedzy, umiejętności, doświadczenia, dojrzałości, prawości, dobroci, miłości, elitarności w pozytywnym tego sensie. Gdy tak się dzieje to: „wyrównujemy siebie „w górę” i stajemy się coraz lepsi w określonych obszarach lub nawet w całości jako ludzie. Gdy zaś otaczamy się w różnych aspektach ludźmi o niższym od nas poziomie, to też równamy do nich „w dół” i stajemy się tacy jak oni, równamy do ich poziomu i się uwsteczniamy. Jest to zresztą rzecz oczywista od wieków, która została zawarta w takich powiedzeniach ludowych /przysłowiach jak: „Kto z kim przystaje, takim się staje” lub „Wszedłeś między wrony, musisz krakać tak jak one”.
 
------------------------------

Chciałbym też wskazać, szczególnie młodym ludziom, aby pielęgnowali swoje znajomości obecne, ale też te z lat szkolnych a już ze studiów w szczególności, bowiem tak naprawdę sukces życiowy a szczególnie zawodowy tak naprawdę zależy: w 35% właśnie od znajomości, w 25% od szczęścia, 25% od umiejętności interpersonalnych (budowa pozytywnych relacji z innymi ludźmi) a tylko w 15% od wiedzy merytorycznej, inteligencji czy umiejętności. Oczywiście te procenty mogą być różne w zależności od charakteru i szczebla zawodowego określonego stanowiska, ale znajomości stare i nowe są coraz ważniejsze wraz z zajmowaniem coraz wyższych stanowisk, w tym zarządczych a nie specjalistycznych. Warto sobie stworzyć własną bazę danych znajomych, np. korzystając z otrzymywanych w czasie swojej kariery zawodowej wizytówek. 
 
Ostatecznie – wedle mnie – najwyższe funkcje zarządcze można osiągnąć niemal tylko na zasadzie „polecenia” przez innych pełniących podobne funkcje, co w sumie jest naturalne, bo w takiej sytuacji „polecać” można tylko kogoś, co do którego mamy pewność, iż sobie poradzi na określonym stanowisku i mamy do niego pełne zaufanie. I nie jest to nic złego a wprost przeciwnie… na dobrą opinie pracuje się latami i jeżeli są ludzie, którzy decydują się na polecenie nas to możemy być tylko z tego dumni, dumni, że zapracowaliśmy na tak pozytywną opinię, iż ktoś ryzykuje własną osobą aby zaręczyć za nas. Oczywiście jest jeszcze model awansu zawodowego w jednej określonej firmie, gdzie pracuje się np. przez 15-20 lat żeby w końcu zostać członkiem zarządu czy prezesem. To też jest droga do sukcesu zawodowego. 
 
W tym kontekście należy powtórzyć znaną chyba wszystkim i już przeze mnie przytaczaną refleksję: „Na opinię o sobie pracuje się latami a można ją stracić bardzo szybko”. Więc trzeba o nią dbać cały czas i unikać „wpadek” i „upadków”, ale jednak jak już się zdarzą to należy jak najszybciej się otrząsnąć i nie rozpaczać „nad rozlanym mlekiem”, tylko spróbować się podnieść i znów „napełnić mlekiem” puste już naczynie – im szybciej, tym lepiej, bo naprawdę „upadek” czy „wpadka” mogą się zdarzyć każdemu i każdy zasługuje na drugą a nawet trzecią szansę. 
 
------------------------------

Ważne dla potencjalnych liderów jest to, żeby od wczesnych lat młodzieńczych i później przez całe życie angażować się też w działania społeczne na zasadzie wolontariatu lub finansowania organizacji pożytku publicznego, w czasie swojej kariery zawodowej należy postarać się o uczestnictwo w różnych organizacjach zawodowych czy związanych z określoną dziedziną wiedzy, bo to daje i zwiększenie ilości znajomych, i poszerzanie wiedzy oraz zbieranie doświadczeń od innych a ponadto zawsze możemy poprosić o konsultacje i radę od tych znajomych, fachowych znajomych. 
 
------------------------------

Dobrze jest znać ludowe powiedzenia, porzekadła, przysłowia, bo one są mądrością wielu pokoleń i z reguły są idealną wskazówką jak postępować w określonych sytuacjach w życiu osobistym, zawodowym czy społecznym. Podobnie należy wczytywać się w biografie czy też w autobiografie znanych ludzi oraz refleksyjnie zastanawiać się nad ich sentencjami czy opiniami. Te biografie to kapitalny fundament naszego własnego rozwoju i mogą pomóc w wyborze określonej ścieżki życia czy w podjęciu jakiejś decyzji. Czytanie biografii to tak jakby „rozmowa z przyjacielem” a do tego będącym wybitną osobą, od której możemy się czegoś nauczyć, czegoś dowiedzieć, dzięki której nie popełnimy tych samych błędów lub nie będziemy „wyważać dawno otwartych już drzwi”. 
 
------------------------------

Niezależnie jednak od wszystkiego, zawsze trzeba starać się zostawiać za sobą uśmiech i miłe wspomnienia u jak największej ilości ludzi. Największym błędem jest „trzaskanie drzwiami” i rozejście się w atmosferze wzajemnych animozji. Jest to ważne, bo różne są koleje losu i może się zdarzyć, że kiedyś znów znajdziemy się wśród grona dawno zostawionych w tyle ludzi i od których będziemy potrzebowali pomocy i wsparcia.

------------------------------

Nie można w ciągu swojego życia ograniczać się li tylko do poszerzania swojej wiedzy w zakresie wykonywanego przez siebie zawodu. To oczywiście jest ważne, ale też należy poszerzać swoje zainteresowania o inne dziedziny a już na pewno o takie, które będą wpływały na nasz rozwój - rozwój naszej osobowości, ducha, psychiki, intelektu. Wtedy będziemy stawali się coraz wartościowszymi ludźmi w sensie ogólnym, bardziej dojrzali. Poza tym poznawanie różnych obszarów wiedzy czy doświadczeń powoduje najczęściej powstanie tzw. „efektu synergii”, czyli sytuacji, gdy zsumowana wartość dodana jest większa niż prosta suma poszczególnych obszarów wiedzy czy umiejętności – „2+2=5.

Bardziej naukowo i ogólnie można zdefiniować „efekt synergii” jako sumę wartości poszczególnych elementów, obszarów, zjawisk czy procesów, wzajemnie ze sobą powiązanych na zasadzie sprzężeń zwrotnych i wzajemnych zależności powiększona o wartość dodaną wynikającą z wzajemnego pozytywnego oddziaływania na siebie tychże: elementów, obszarów, zjawisk czy procesów. 
 
------------------------------

Rozwój człowieka w zakresie kariery zawodowej, dojrzałości intelektualnej, emocjonalnej, psychicznej, społecznej winien być czasowo skorelowany z wiekiem oraz doświadczeniem. Innymi słowy chodzi o to, aby w odpowiednim wieku awansować, tak aby nie było to za wcześnie ani za późno a za idealny wiek na rozpoczęcia pełnienia najwyższych funkcji to najczęściej (są wyjątki) wiek mniej więcej 45-55 lat w zależności od cech osobowościowych konkretnego człowieka. Ten wiek osiągnięcia wyżyn przynosi – wedle mnie - największe „efekty synergii” a w pełnieniu funkcji można już wykorzystywać własne doświadczenia życiowo-zawodowe. Wtedy też człowiek gotowy jest na rozpoczęcie zaspakajania swojej potrzeby samorealizacji i twórczego rozwoju osobistego, która jest najwyższą potrzebą w strukturze „hierarchii potrzeb” A. Maslowa. 
 
W tym kontekście i opierając się na własnym doświadczeniu zauważyłem, że mężczyzna kształtuje się całościowo mniej więcej do 30-35 roku życia a później raczej niemożliwym jest kształtowanie go ponownie i jego myślenie, działanie, postawy życiowe czy poglądy zostają takie same już do końca życia. Stąd trzeba zrobić jak najwięcej dla siebie do tego wieku, bo później jest już w większości przypadków za późno. Natomiast nie wiem czy podobnie jest u kobiet, bo to ta piękniejsza część ludzkości, ale jednocześnie o wiele bardziej skomplikowana psychicznie od mężczyzn i trudno nieraz prostolinijnie opisać i przewidzieć jej reakcje czy decyzje, choć bardzo często kobiety są sprawniejsze i efektywniejsze w swoich działaniach niż często prostolinijna „płeć brzydka”.

------------------------------

Popełnianie błędów jest immanentną cechą ludzi, którzy cokolwiek robią. Ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi. Ważne jest natomiast uczenie się na własnych błędach i nie popełnianie ich już w przyszłości. Oczywiście nieraz dla zrozumienia można jakiś błąd powtórzyć, ale maksymalny limit na popełnianie tych samych błędów to 3 razy, później już nic nie usprawiedliwia ich ponownego popełniania w tym samym obszarze. Jednak najlepiej – i to jest już kunsztem – uczyć się na błędach innych, choć jest to bardzo trudne, bo wymaga niesamowitej spostrzegawczości, zrozumienia sytuacji innych oraz przede wszystkim wysoko rozwiniętej empatii, na którą stać naprawdę bardzo niewielu”. Więc uczmy się przede wszystkim na błędach własnych i w miarę możliwości też na błędach innych!.

------------------------------

Każdy musi i powinien szanować siebie i mieć realne poczucie własnej wartości. W tym kontekście ważna jest uwaga, że trzeba w swojej karierze zawodowej z reguły „iść cały czas do przodu”, czyli cały czas obejmować podobne lub wyższe funkcje za każdą zmianą pracy czy też awansem w obecnej pracy. Jeżeli już decydujemy się np. na zmianę miejsca pracy, to nigdy na niższe stanowisko, choć byłoby lepiej płatne. Oczywiście w sytuacji, gdy ta zmiana miejsca pracy lub degradacja stanowiskowa nie wynika z braku przygotowania zawodowego, merytorycznego czy braku odpowiednich umiejętności i predyspozycji do zajmowania określonych stanowisk. 
 
Innymi słowy (chodzi w zarysie o pokazanie awansu pionowego o jeden lub dwa szczeble wyżej): gdy ktoś jest już kierownikiem to powinien zmienić pracę na taką ze stanowiskiem co najmniej kierownika a najlepiej z-cy dyrektora czy dyrektora; gdy ktoś już osiągnął np. pułap dyrektora to powinien zmienić pracę na taka ze stanowiskiem co najmniej dyrektora a najlepiej już członka zarządu lub nawet prezesa zarządu.
Jest to wymóg konkretny i nawet jeżeli – szczególnie w przypadku wyższych stanowisk – musimy trochę poczekać na znalezienie odpowiedniej pracy, to lepiej poczekać niż przyjmować taką z niższym stanowiskiem. 
 
Poza tym – przy założeniu dalszej merytorycznej przydatności do pełnienia określonego stanowiska – aplikowanie o pracę na stanowiska niższe od dotychczas zajmowanych z reguły kończy się niepowodzeniem z jednej prostej przyczyny: nowy przełożony prawie nigdy nie zatrudni kogoś, kto już pełnił takie stanowisko jak on a teraz ma być jego podwładnym. Dzieje się tak z wielu powodów, z których dwa są najistotniejsze: po pierwsze - przełożony będzie się obawiał o utrzymanie swojego stanowiska, które może przejąć jego doświadczony nowy podwładny a po drugie - ze względu na zawodową mentalność nowego podwładnego, którym – ze względu na pełnienie wcześniej tożsamego z przełożonym stanowiska – będzie trudno kierować.
Jest jeszcze coś takiego jak wspomniana mentalność: są mentalni liderzy czy kierownicy i są mentalni podwładni, pracownicy. Nie ma to nic wspólnego z oceną wartości danego człowieka, ale z jego zbiorem cech określających jego predyspozycje do pełnienia określonych funkcji. Są po prostu ludzie, którzy nie nadają się do kierowania a którzy mogą być idealnymi i świetnymi podwładnymi (np. specjalistami w określonej dziedzinie, też samodzielnymi) i szczęśliwie spełniać się w swojej pracy, ale i są ludzi, którzy nie nadają się na bycie podwładnymi a potrafią być świetnymi liderami, kreatorami, szefami, strategami. I jeżeli zdarzy się np. taka sytuacja, że ktoś o mentalności podwładnego nagle zostanie szefem, to oczywiście nie poradzi sobie na tym stanowisku i poniesie porażkę i odwrotnie – jeżeli ktoś o mentalności przełożonego zostaje nagle podwładnym, to musi się to zakończyć porażką: albo jego połączoną z frustracją, albo przełożonego - konflikt zawodowy jest w takiej sytuacji nieunikniony, stąd też przełożeni nie zatrudniają mentalnych równych sobie podwładnych i to chyba jest słuszne. 
 
------------------------------

Ważne jest, aby – w zależności od swojego charakteru pracy - gromadzić dla siebie wszystko, co w określonej firmie i na określonym stanowisku zostało przez nas dokonane, wykreowane, stworzone, napisane oraz tak naprawdę wszystko, co dotyczy naszej pracy: pisma, strategie, analizy, prezentacje, materiały ze szkoleń, materiały wewnętrzne firmy i inne, bo to zawsze może się przydać w kolejnej pracy i można będzie z tego korzystać bez konieczności ponownego nakładu pracy na coś, co już kiedyś zostało przez nas lub innych zrobione. Trzeba np. wszystko, co możliwe kserować lub/i kopiowa
materiały na własne nośniki elektroniczne jak: DVD, CD, pamięć SD, pendrive. Oczywiście należy zawsze zachować lojalność wobec swojej firmy a materiały te wykorzystywa
jedynie jako wzory i szablony a nie jako element walki konkurencyjnej i „zdrady” swojej byłej firmy. 
 
------------------------------

Ścisły nadzór i kontrola podwładnych wraz ze zwracaniem im uwagi na rzeczy, które robią źle jest najwyższym aktem szacunku dla podwładnych… bo pozwala im się rozwijać i nie popełniać błędów. Przełożony, który nie karci i nie kontroluje podwładnych nie nadaje się do funkcji przełożonego. Z drugiej zaś jednak strony wtedy, gdy podwładny dobrze wykonuje swoją pracę to trzeba go pochwalić i wyrazić uznanie, nie zawsze w postaci premii finansowej, ale nieraz zwykłej pochwały w gronie wielu innych. Taki przełożony, który tego nie potrafi bądź boi się o swoją reputację nie nadaje się również na przełożonego. 
 
------------------------------

Każdy ma swoje powołanie dane od Boga i każdy może być szczęśliwym realizując to powołanie, niezależnie jakie i do czego ono jest. Tak jest w życiu osobistym jak i zawodowym, gdzie są kierujący i są wykonawcy. Niezależnie jednak kto do jakiej grupy należy to posiada zawsze niezbywalne prawo uznawania go jako indywidualną osobę ludzką, posiadającą nie tylko te same co inni przyrodzone właściwości, ale też takie same jak inni prawa oraz osobistą godność.

------------------------------

Firma (ale i każda organizacja i wspólnota ludzka) to ludzie a nie budynki czy budowle, bo gdyby przenieść pracowników w zupełnie inne miejsce, to i tak byłaby to ta sama firma. 
 
Firmę można porównać do organizmu człowieka i samego człowieka, któremu potrzebne do prawidłowego funkcjonowania są wszystkie organy zewnętrzne i wewnętrzne: od małego palca u nogi, poprzez ręce, aż do serca i mózgu, czyli każdy pracownik na każdym stanowisku pracy jest potrzebny i ważne, żeby swoją pracę wykonywał najlepiej jak potrafi i najlepiej jeszcze odczuwając jednocześnie z niej satysfakcję a jak trzeba to niech się cały czas doszkala i zwiększa swoje kompetencje. Ale każdy organ ma swoje zadania do wykonania i musi to robić perfekcyjnie a całością firmy zawiaduje mózg, czyli zarząd (dyrektorzy). Jeżeli zaś jakiś organ szwankuje to należy dołożyć wszelkich starań, aby go wyleczyć a jak już nic nie pomoże to należy dokonać transplantacji, czyli zatrudnienia kogoś innego na miejsce nieefektywnego lub nielojalnego pracownika. 
 
Uniwersalne przesłanie dla załogi każdej firmy czy organizacji może brzmieć następująco: „Wszyscy wiosłujemy razem w jednym kierunku… znamy cel podróży – rozwój firmy teraz i w przyszłości. Każdy z nas, proporcjonalnie do miejsca w hierarchii firmy, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu”. 
 
------------------------------

Jednymi z najważniejszych cech każdego pracownika są lojalność i prawość charakteru bowiem każdego można niemal wszystkiego, co merytoryczne nauczyć, ale charakter i postawa życiowa u dorosłego człowieka jest prawie, że niemożliwa do zmiany. 
 
Niemniej jednak – opierając się na wielu źródłach oraz własnych i innych doświadczeniach zawodowych – można wskazać jeszcze wiele innych cech idealnego pracownika, z których zbioru opracowałem „POLSKI WZORZEC SUPER PRACOWNIKA”, który zawiera 28 pożądanych cech, do których maksymalizacji w różnym nasileniu powinien dążyć pracownik, aby był w swojej pracy najlepszy jak tylko to jest możliwe. Każda z tych cech zaczyna się od poszczególnych liter wchodzących w skład nazwy owego modelu. Nie należy go oczywiście traktować ze „śmiertelną powagą”, ale jako tylko pewien drogowskaz dla siebie i swoich podwładnych, bo gdyby w ogóle ktokolwiek miał te wszystkie cechy jednocześnie i to w maksymalnym natężeniu, to mielibyśmy do czynienia z jakąś formą genialnego nadczłowieka, niemal jakiejś hybrydy człowieka ze sztucznym robotem i na szczęście jest to niemożliwe… i mam nadzieję, że – pomimo różnych prób pseudonaukowców - nigdy nie będzie możliwe. 


 (ewentualnie można zastanowić się nad zamianą w kategorii „SUPER”: „stresoodpornoś
na” szczerość”, bowiem stresoodporność nieraz wiąże się z cynizmem i egocentryzmem a cynizm i bezduszność jest jak najgorszym wyznacznikiem charakteru człowieka – choć odporność na stres może się z tymi cechami w ogóle nie wiązać i poza nimi nieraz można go uznać za wielce pożądany. W książce opisuję subiektywne znaczenie tych cech oraz ich charakterystykę i przydatność pracowniczą) 

Osiągnięcie określonego poziomu natężenia tych cech winno być uwarunkowane koniecznością synergicznej ich współzależności implikującej (indukującej) coraz wyższą wartość pracownika z uwzględnieniem: uwarunkowań funkcjonowania i charakteru firmy oraz jej celów strategicznych; rodzaju, charakteru i specyfiki stanowiska piastowanego przez pracownika. Oznacza to, iż nie jest wskazane a nawet możliwe, aby każda z tych cech mogła osiągnąć najwyższą wartość nasilenia i aby można było osiągnąć teoretyczną najwyższą sumę teoretycznych maksymalnych wartości nasilenia wszystkich tych cech a trzeba raczej dążyć do tego, aby każda z tych cech miała taką wartość nasilenia, że ich suma tworzyć będzie w określonych powyżej warunkach optymalną wartość, dzięki której nastąpi taki efekt synergii, który daje najwyższą wartość pracownika, ze wszystkich innych możliwych współzależnych konfiguracji wartości stopnia nasilenia tych cech.

Niektóre z tych cech winny być tym bardziej nasilone, im wyższe stanowisko zajmuje pracownik a już dla „top managamentu” część z nich musi osiągnąć niemalże maksymalną w danych warunkach wartość nasilenia i w obszarze zarządczym można jeszcze dodać dwie cechy: systemowość i praktyczność, choć ta druga związana jest nierozerwalnie z racjonalizmem i racjonalnością. 
 
------------------------------

W zarządzaniu należy hołdować tzw. „złotej zasadzie zarządzania”: Z = O = U, czyli „zakres obowiązków zawodowych” winien się równać „zakresowi odpowiedzialności” oraz „zakresowi określonych uprawnień, w tym finansowych”.
------------------------------
Od pewnego szczebla, rangi stanowiska pełnionego przez określonego pracownika, spełnia on rolę reprezentanta firmy na zewnątrz. Tacy pracownicy (od zastępcy kierownika działu, wydziału wzwyż) powinny być szkoleni nie tylko z zakresu spraw obejmujących ich zakres obowiązków, ale też w wielu różnych dziedzinach, począwszy od savoir-vivru poprzez sztukę mówienia i przemawiania aż do znajomości psychologii oraz dziedzin pozwalających zaspokoić potrzebę samorozwoju (najwyższa kategoria potrzeb A. Maslowa). Dla tej kategorii pracowników należy refundować im koszty reprezentacyjne, czyli np. zakup garniturów czy garsonek oraz wiele innych wraz z a’la niefinansowymi instrumentami motywacyjnymi (telefon, laptop, gabinet, karta kredytowa, samochód służbowy, mieszkanie, wakacje, prywatna opieka medyczna, siłownia, basen i inne). To wszystko wydaje się normalne, ale nie zawsze jest realizowane przez firmy, szczególnie w zakresie podnoszenia wartości osobowości pracowników, niezwiązanej w żaden sposób z gratyfikacjami namacalnymi materialnie ani podwyższającymi umiejętności merytoryczne związane ze stanowiskiem ich pracy.

------------------------------

Najwyższe kierownictwo firmy powinno zarabiać odpowiednio dużo, żeby mogło zajmować się długookresowym rozwojem i trwaniem firmy (jej strategią ogólną i w każdym obszarze funkcjonalnym przedsiębiorstwa), ale wysokość owych zarobków winna mieć jakieś granice i być powiązana z kondycją firmy i zarobkami w danej firmie. 
 
Można pokusić się o wskazanie pewnego modelu w zakresie wysokości zarobków pracowników opartego na tzw. mnożniku związanym albo ze średnią zarobków w firmie, płacą minimalną w firmie i innymi miernikami (mediana). W odniesieniu np. do płacy minimalnej w określonej firmie moja propozycja jest następująca: „Prezes Zarządu powinien zarabiać maksymalnie 21 x płaca minimalna w firmie, Wiceprezes Zarządu maksymalnie 19x, Członek Zarządu 18x, Prokurent Zarządu 15x, Dyrektor Pionu 12x, Z-ca Dyrektora Pionu i Główna Księgowa 9x, Kierownik Działu 6x, Z-ca Kierownika Działu i Kierownik Sekcji 5x, starszy specjalista 3,5x, specjalista 2,5x, starszy referent 2x, referent 1,5x”. Tworząc „Regulamin Wynagradzania” warto też określać przedział płacowy na określonych stanowiskach (stawkach zaszeregowania), aby w ten sposób można też było „awansować w poziomie” a podane nazwy stanowisk można też odnieść do równorzędnej - w zakresie miejsca w strukturze organizacyjnej - terminologii angielskojęzycznej (np. Kierownik Działu – Product Manager). Takie określenie wysokości zarobków powiązane z zarobkami w firmie powoduje zwiększenie motywacji do osiągania dobrych wyników firmy i dobrej pracy na każdym stanowisku a także do dbałości zarządu o zadawalający status materialny pracowników, co też wymaga najpierw dbałości o kondycję (w tym finansową) firmy. Ponadto niweluje wybujałe nieraz i oderwane od rzeczywistości i sytuacji firmy płace zarządu, z czym dzisiaj mamy powszechnie do czynienia, np. w bankowości i różnych korporacjach. 
 
------------------------------
Pełniąc funkcje kierownicze, w tym zarządcze koniecznie należy określić w strukturze organizacyjnej najważniejsze strategiczne stanowiska, od których zależy trwanie i rozwój firmy. Te stanowiska winny być obsadzane ludźmi sprawdzonymi i odpowiednimi z punktu widzenia realizacji celów taktycznych i strategicznych firmy. O nich trzeba szczególnie dbać, ale też dużo wymagać, bowiem są „lokomotywą” firmowego „pociągu”. 
 
Tym niemniej należy też zawsze mieć zabezpieczoną tzw. rezerwę kadrową na owe stanowiska. Realnie wygląda to tak, że w strukturze organizacyjnej (w jej poufnej wersji) obok każdego strategicznego i zatrudnionego obecnie na określonym stanowisku pracownika firmy widnieją przypisane osoby (najczęściej dwie), które w razie konieczności lub zdarzeń losowych mogą swobodnie i płynnie go zastąpić. Mogą to być osoby, które już są pracownikami firmy na innych stanowiskach lub też osoby z zewnątrz wyłonione podczas procesu rekrutacji. 
 
Powyższe zabezpiecza ciągłość funkcjonowania firmy w razie: np. nagłych wypadków losowych (np. długookresowa choroba czy śmierć pracownika), awansu lub odejścia pracownika z firmy albo też konieczności jego zwolnienia. Ponadto wpływa motywująco na pracowników zajmujących już wybrane strategiczne stanowiska i funkcje w firmie. 
 
------------------------------

Prawie każda firma w swoim działaniu powinna opierać się o następujące zasady: etyka, transparentność i odpowiedzialność społeczna; niekonwencjonalność, innowacyjność, skuteczność i efektywność; empatia w zarządzaniu i konkurowaniu; rzetelność, lojalność oraz zaufanie we wzajemnych relacjach z interesariuszami wewnętrznymi i zewnętrznymi; profesjonalizm i wysoka jakość produktów oraz usług.

------------------------------

Każdy lider w swoim życiu osobistym i zawodowym musi sobie stawiać ambitne cele, bo jak nawet, gdy osiągnie się choć jakąś cząstkę tych ambitnych celów, to i tak to będzie więcej niż osiągnięcie celów miałkich, małych czy łatwych do osiągnięcia.
 
Jesteś – jako lider – tyle wart, ile ostatnio przez ciebie wykonane zadanie”. Oznacza to tyle, żeby nie opierać się na przeszłych sukcesach, ale cały czas być jak najlepszym w teraźniejszości i podchodzić do każdego nowego zadania z jak największym zaangażowaniem i profesjonalizmem. Jest to trudne, ale po to się jest liderem, żeby tego wciąż próbować. 
 
------------------------------
------------------------------

To tyle wybranych cytatów z przygotowywanej przeze mnie książki. Mam nadzieję, że wzbudziłem nimi choć malutkie zainteresowanie. Cały czas ją piszę i jeszcze nie dokonałem ostatecznego jej „szlifu”, który nastąpi w momencie jej zakończenia.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com