Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katyń 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katyń 2010. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

7 rocznica tragedii smoleńskiej i 77 ludobójstwa w Katyniu...

Dzisiaj mija już 7 lat od tragedii smoleńskiej, największej w czasie pokoju hekatomby polskich elit w historii.

Przez ten okres wiele razy pisałem o moim smutku, ale też o zmienności emocji: od rozpaczy poprzez złość, modlitwę, gniew i chęć zemsty. Emocje w końcu trochę opadły a dziś niemal pewna hipoteza zamachu tylko potwierdza moje pierwsze tragiczne przypuszczenia: dokonano po raz kolejny zbrodni na polskiej, patriotycznej elicie politycznej i społecznej.

Osobiście mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po stracie tylu wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów zasób słów, którymi opisałem haniebne, rządzące nami ówcześnie elity tzw. III RP lub lepiej chyba PRL-bis.

Dziś sytuacja w Polsce jest inna. Od roku działa nowa komisja badająca tą tragedię, która przychyla się do stwierdzenia, iż rządowy samolot w wyniku wewnętrznych wybuchów rozpadł się jeszcze w powietrzu. Prawdopodobnie tą konstatację potwierdzi ona dziś podczas rocznicowej konferencji prasowej. Niemniej w dalszym ciągu nie wskazuje się winnych tego zamachu, nie ma żadnych rozpraw sądowych ani wyroków, nikt nie dotąd nie poniósł za nią żadnej kary. Pozostaje mi więc dalsze wołanie o jak najszybsze znalezienie winnych zamachu i odpowiednie ich ukaranie oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?

Inną kwestią, która musi zostać rozstrzygnięta, jest sposób dokonania zamachu. Dla mnie osobiście sprawa jest jasna i przychylam się do w/w hipotezy, iż w samolocie lecącym do Smoleńska w powietrzu (tuż przed lądowaniem) nastąpiły wewnętrzne wybuchy, które spowodowały tragedię i prawdopodobnie śmierć wszystkich pasażerów. Odrzucam zaś hipotezy: o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności i losowym wypadku, o błędzie pilotów lub nacisku ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego o lądowaniu mimo niesprzyjających warunków pogodowych, o zdetonowaniu ładunków wybuchowych już po wylądowaniu samolotu czy tzw. "maskirowki" polegającej na fałszywej inscenizacji katastrofy podczas, gdy pasażerowie zostali niejako "porwani" i nie wylecieli do Katynia oraz zostali zabici gdzie indziej. Uważałem i uważam, że był to zamach na polskie elity, było to morderstwo z premedytacją.

Wielokrotnie przez te siedem lat dokonywałem retrospekcji moich notek oraz analizowałem pojawiające się nowe informacje na temat tej tragedii i tak naprawdę tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że tak naprawdę wówczas przystąpiono do ostatecznej bitwy z Narodem Polskim… w wojnie o pozbawienie Polaków Ojczyzny, tożsamości narodowej, wiary, majątku i zasobów naturalnych, poczucia wspólnoty a w końcu utratę przez Polskę suwerenności i niepodległości.

To, co się stało tego kwietniowego dnia 2010 roku jest jakby ukoronowaniem zdrady narodowej dokonanej przy "okrągłym stole", gdzie w imię „pojednania” do rozmów przystąpiły dwie strony: kaci i ofiary. Chociaż i to jest kłamstwo, bo tak naprawdę przy okrągłym stole ofiar nie było, tak naprawdę to też byli to tylko prawie kaci udający pokrzywdzonych ludzi opozycji. I m.in. oni wewnętrznie postanowili zastopować działania ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego i ostatecznie przekreślić możliwość jego ponownego wyboru na ten urząd.

Większość przecież tzw. strony opozycyjnej przy OS to byli socjaliści, trockiści, dla których internacjonalistyczne idee socjalistyczne były zawsze najważniejsze. Wielu z nich było przecież TW a w większości dla tych, którzy nimi nie byli, raczej idea odrodzenia wolnej i suwerennej Polski była zupełnie obca, tym bardziej, że wielu z nich było i jest nam etnicznie obca. Kiedyś ktoś powiedział, że przy okrągłym stole spotkali się czerwoni i różowi, TW i ich prowadzący oraz, że chcieli tylko jednego: aby w spokoju przejść okres transformacji i znów być największymi beneficjentami nowej Polski lub też po prostu chcieli ją choć w części zawłaszczyć dla siebie w imię budowy wyimaginowanej w chorej wyobraźni tzw.: Judeopolonii.

Teraz już wiemy, że "okrągły stół" był w sumie wymyślony przez sowieckie KGB i GRU (w sensie dopuszczenia do współrządzenia tzw.: „konstruktywnej opozycji”). Wiedzieli o tym "nasi" opozycjoniści z Bolkiem na czele, którzy wyeliminowali z obrad niemal wszystkich polskich patriotycznie nastawionych opozycjonistów. Wiedzieli o tym dobrze wstrętni prosowieccy komuniści w postaci Wolskiego czy Kiszczaka. Efektem tego porozumienia było stworzenie III RP, państwa teoretycznego, wywłaszczonego, przegranego.

Nieżyjący już profesor Wieczorkiewicz w wywiadzie opublikowanym po jego śmierci przez Rzeczpospolitą tak przedstawiał sytuację (wytłuszczenie - pytania dziennikarza):

„…Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?
Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

W Polsce także?
Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku...

Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?
Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.

(…)
Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?
Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.

Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?
KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić (…)”.

Czyż w takim ujęciu śmierć tylu Wybitnych Polaków, Patriotów z prezydentem na czele mogła być przypadkiem? Oczywiście nie!

Pytanie jest jedno (wraz z uzupełniającym): Kto był inicjatorem a kto bezpośrednim wykonawcą zamachu i czy oni działali wspólnie i w porozumieniu? Można postawić dodatkowe pytanie: Kto najbardziej - wewnętrznie i zewnętrznie wobec Polski - na tym zyskał?

Nie znamy ostatecznych odpowiedzi na te pytania. Niemniej uważam, że beneficjenci III RP postawili wszystko na jedną kartę lub ten "wypadek" tylko przyspieszył bieg zdarzeń. Postawili wszystko ponownie na powrót do dawnych stref wpływów ustalonych po II Wojnie Światowej z uwzględnieniem późniejszych zmian geopolitycznych… teraz już bez przewodniej roli ideologii wojennego komunizmu, ale lewacko- demoliberalno-globalistycznej ideologii komunizmu kulturowego wraz z zawłaszczeniem Polski m.in. przez: kondominium niemiecko-rosyjskie (ze strony Niemiec reprezentowane przez UE), międzynarodowych lichwiarzy z domieszką apriorycznie chorych celów judaizacji naszej Ojczyzny.

I mam takie przeczucie, graniczące z pewnością, że ta śmierć była na rękę właśnie zarówno chyba Rosji, UE i polskim piewcom III RP… ale także być  może USA czy Izraelowi, a szczególnie międzynarodowym instytucjom finansowym o czym pisałem m.in. w notce: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński (1)"

Bo tak naprawdę obecnie w świecie liczą się własne interesy tych największych.

B.H. O’Bama był miałkim politykiem, figurantem realizującym cele syjonistycznego gremium nadrzędnego. Europa w 2010 roku (do 2013) stała się dla Ameryki Północnej w sumie garbem i ciężarem.

"Reset" USA w stosunkach z Moskwą przyniósł opłakane skutki, co było widać w czasie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, ale wcześniej także gruzińskiego i być może to właśnie ten "reset" był jednym z powodów śmierci polskich elit nad Smoleńskiem.

Z drugiej strony zaś i wtedy, i dziś UE jest zdominowana przez Niemcy, które są przychylne wobec Rosji i gotowe zawsze porozumieć się w sprawie „zasięgu wzajemnych wpływów”. Jak mocno potrafią Niemcy współpracować z Rosją widać to np. w obecnej sytuacji międzynarodowej, gdzie nagle A. Merkel - po zdecydowanym pokazie siły przez nowego prezydenta USA D. Trumpa (odwetowy atak na rządowe syryjskie lotnisko) - podjęła decyzję o natychmiastowym spotkaniu z W. Putinem (odbędzie się na początku maja).

Rosja bowiem od lat próbuje odbudować swoją potęgę imperialną ponownie „skupiając” wokół siebie dawne republiki radzieckie i kraje postsocjalistyczne. To „skupianie” ma nieraz formę uzależnienia ekonomicznego, energetycznego (Polska i inne kraje z przewagą rosyjskich dostaw nośników energii), nieraz oficjalnej wojny (jak z Gruzją w 2008 roku a teraz konflikt na Ukrainie), dokonywania przewrotów rękami swoich agentów (Kirgistan w kwietniu 2010), czy też poprzez „demokratyczne” wybory, które wygrywają prorosyjscy kandydaci (Armenia).

Natomiast organizacje żydowskich syjonistów cały czas żądają od nas zapłaty wyimaginowanych przez nich odszkodowań za mienie utracone podczas II WS w wysokości niebotycznych 65 mld USD i prowadzą antypolską kampanię na całym świecie, która próbuje nas obarczyć o wojenny holocaust.

W tym kontekście przede wszystkim polityka wschodnia L. Kaczyńskiego, który skupił wokół siebie takie kraje jak: Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Gruzja, częściowo Kazachstan i Azerbejdżan… była szczególnie dla Putina ciosem i musiała wzbudzać po prostu wściekłość. Mało tego L. Kaczyński potrafił powstrzymać Rosję przed zaanektowaniem Gruzji, uratował jej niepodległość i stał się Bohaterem Narodu Gruzińskiego.

L. Kaczyński mając poparcie owych krajów i stając na ich czele zbudował bardzo silny geopolitycznie „podmiot międzynarodowy”, z którym zaczęli się liczyć już wszyscy: i z zaciśniętymi zębami oraz ze zdziwieniem niemiecka Unia Europejska, i w sumie z podziwem, ale i - ze względu na ówczesny "reset" USA z Rosją - irytacją USA oraz z nieskrywaną złością Rosja.

Jakże symptomatycznie brzmią dzisiaj więc słowa Prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa (z początku marca 2010 roku), który stwierdził: „…w czasie (…) spotkania z prezydentem Rumunii Traianem Basescu w Astanie wyraził przekonanie, że kazachska ropa mogłaby być dostarczana nowo zbudowanym rurociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję do Morza Czarnego, skąd tankowcami byłaby przewożona do rumuńskiego portu Konstanca, a stamtąd rurociągiem docierałaby do Triestu nad Adriatykiem”.

Ówcześnie też Financial Times pisał: „Nowy szlak eksportowy dopomógłby Kazachstanowi w zmniejszeniu zależności od rosyjskich rurociągów, przez które obecnie przepływa większość kazachskiej ropy eksportowanej na rynki zachodnie (…) W ocenie analityków Nazarbajew znów jest przekonany, że kaukaska ropa może być eksportowana na Zachód przez region płd. Kaukazu. W czasie krótkiej wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku miał co do tego wątpliwości”.

Polska w osobie Głowy Państwa i jego współpracowników byłaby jednym z sygnatariuszy podpisania umowy o budowie takiego rurociągu, co było już całkiem realne po przedwstępnym podpisaniem przez L. Kaczyńskiego listu intencyjnego dotyczącego jego budowy. Dodatkowo rozpoczęcie intensywnej eksploatacji polskich: gazu łupkowego i ropy łupkowej uniezależniłoby Polskę od rosyjskich dostaw a rurociąg bałtycki Nord Stream stałby się nieefektywny ekonomicznie...

Odnosząc się natomiast do ewentualnych wewnętrznych przyczyn dokonania zamachu nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć moje własne słowa z postu Dlaczego zginął Lech Kaczyński? (wciąż polecam analizę przedstawionej tam grafiki): "...W sumie nałożyło się na prawdopodobną konieczność zamachu wiele powodów, ale najważniejszym, który może dać odpowiedzieć na inne oraz przybliżyć moment odkrycia sprawców jest odkrycie kto w Polsce zyskiwał najbardziej na zgładzeniu polskich elit, a szczególnie na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż - odnosząc się tylko do wewnętrznych powodów zgładzenia śp. Lecha Kaczyńskiego - skłaniam się do postawienia hipotezy, że osobą, która najbardziej - sensu stricto - zyskiwała na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego był B. Komorowski a - sensu largo - ludzie, którzy postanowili usadowić go na fotelu prezydenta Polski...".

Analizując wszystko to, co działo się przed i po tragedii można jednoznacznie stwierdzić, że 10 kwietnia 2010 roku wewnętrznie dokonano w Polsce  szczegółowo zaplanowanego zamachu stanu, niemalże wypowiedziano Polsce wojnę!

Zauważmy tylko, że B. Komorowski zanim została potwierdzona śmierć Prezydenta przejął jego obowiązki! Było to złamanie Konstytucji RP i stanowiło bezsprzecznie znamiona zamachu stanu! Dalej potoczyły się wypadki jak w rozpisanym scenariuszu: włamania i przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN-u (w poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI), buszowanie zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie go Rosjanom. Wcześniej było celowe rozdzielenie wizyt D. Tuska i śp. Prezydenta, na miejscu tragedii zaś nie zabezpieczono wraku ani miejsca rozbicia się samolotu, dopuszczono do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie do Polski!), umożliwiono przejęcie czarnych skrzynek przez Rosjan. Żadne istotne dowody (wrak, oryginały czarnych skrzynek i innych) do tej pory nie wróciły do Polski i nie zostały przez polskich specjalistów przebadane...

Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się spieszyło dotrzeć do urzędów ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą do dzisiaj B. Komorowski cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny. Pamiętamy te jego uśmiechy wymieniane z D. Tuskiem podczas przylotu trumny ze śp. prezydentem L. Kaczyńskim....

Pisząc o tym niczego oczywiście nie insynuuję, ale przedstawiam po prostu fakty wewnętrzne i zewnętrzne, które spowodowały m.in. brak na pogrzebie śp. Pary Prezydenckiej przywódców USA i UE… a przybycie np. Włodarza Rosji. Pamiętam też jak jeszcze przed wyborami prezydenckimi gen. M. Dukaczewski (ostatni szef WSI) już mroził szampana, którego zamierzał wypić za zwycięstwo wyborcze B. Komorowskiego.

Jaka była przecież sytuacja wewnętrzna w Polsce to wszyscy wiemy. Pisałem o tym wielokrotnie… niech kwintesencją będzie tylko stwierdzenie, że po 1989 roku (a tak naprawdę od czasów Wolskiego, czyli 1980) Polską nieformalnie do roku 2015 w dużej mierze prawdopodobnie rządziło (współrządziło) środowisko związane z dawnymi wojskowymi służbami specjalnymi powiązane bardzo mocno z czarną i szarą strefą mafijno-biznesową a także z prezydentem B. Komorowskim.

Pisząc o zamachu smoleńskim warto jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się równie negatywnie wpływać na losy Polski i Polaków.

Apeluję tedy, aby w ogólnej dyskusji nad zbrodnią smoleńską nie zapominać o ludobójczej zbrodni katyńskiej z roku 1940 ani innych zbrodniach dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!

Zbrodnia smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku i to w okrutny przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów...  Dokładnie 70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli  "ścięciem głowy" Polsce i należy o obydwóch należycie pamiętać!

Te dwie zbrodnie skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu zniszczenie Polski.

Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polaków, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...

Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Wojennego (1 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...

Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych.

Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...

Wymordowanie w kwietniu 1940 roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski aż do dziś! Obawiam się, że zbrodnia smoleńska miała niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo  zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...

Wierzę, że to się nie udało, choć niestety mam niejasne przeczucie, że jeszcze bardzo długo nie dowiemy się całej prawdy o tragedii smoleńskiej, tak jak do tej pory nie znamy prawdy o tragedii gibraltarskiej. Bowiem być może zbyt wielu jest w tą tragedię w jakiś sposób "umoczonych": począwszy od ówczesnych rządów i "spec-chłopców" polskich poprzez Moskwę i jej służby aż po USA, Izrael czy niemiecką UE. Obym się mylił...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 10 kwietnia 2016

To już sześć lat...


Mija szósta rocznica największej polskiej powojennej tragedii narodowej, która nie miała prawa się wydarzyć a my w dalszym ciągu nie znamy o niej prawdy. Tak jak w 1940 roku, tak w 2010 roku na rosyjskiej ziemi zginęli najlepsi przedstawiciele naszego narodu. Na oficjalną prawdę o wojennym ludobójstwie katyńskim polskich elit czekaliśmy kilkadziesiąt lat... Ile jeszcze przyjdzie nam czekać na prawdę o tragedii smoleńskiej?

Przez całe te lata wyrażaliśmy to, co cały czas w nas w nas tkwiło, czyli przypominaliśmy wszystkim o trwaniu naszej pamięci o jej ofiarach oraz zapewnialiśmy, że nie ustaniemy w dążeniach do jej wyjaśnienia.

Teraz pojawiła się nadzieja, nadzieja na prawdę o tym, co tak naprawdę się stało i kto jest temu winien. Wierzę, że już wkrótce dowiemy się tej prawdy a winni śmierci naszej elity, w tym pary prezydenckiej zostaną wskazani i odpowiednio ukarani.

Pisałem wiele razy na temat tej naszej tragedii narodowej. Dziś pozostaje mi tylko przypomnienie wiersza, który napisałem jakiś czas temu wraz z komentarzem. Jego wymowa nic nie straciła na aktualności i jest znakiem czasu, czasu smutku, bólu, łez, wściekłości, żalu, rozgoryczenia i bezradności... A w odniesieniu do dzisiejszych "targowiczan" wydaje się nad wyraz aktualna...

-------------------------------------------

Oj... nie ma słów...
Na gesty tych lat minione,
Na zaprzaństwo przez III Rzeczpospolitą zdradliwą czynione...
Na ogrom rozpaczy zadanej Ojczyźnie,
Na platformianą swołocz poddaną sowieckiej i germańskiej zgniliźnie...

Oj... nie ma słów...
Na bezprawie owiane małością tysiącletnich wędrowców,
Na bałamutność niby wybrańców a odwiecznych bezpaństwowców,
Na cierpienia zadane ludzkości...
Na ośmieszanie Krzyża w oparach fałszywej hrabioskości...

Oj... nie ma słów...
Na ból zadany Polakom w kraju i na dalekim uchodźstwie,
Na strach bijący z oczu tchórzy i zdrajców radośnie,
Na katyńskie mordy uczynione na rodakach najbliższych,
Na kłamstwo bijące z oczu sowieckich myśliwych...

Oj... nie ma słów..
Zostaje o nich pamięć, na wieki ich trwałe wspominanie,
Już nie ma złości, chęci zemsty, pozostaje nasze dla nich zobowiązanie...
Zdrajców, pasożytów, bękartów naszej Ojczyzny,
Zlinczować politycznie, osądzić... dość już tej wszechobecnej antypolskiej zgnilizny!

-----------------------

Polska wstaje z kolan. Jestem z Wami wszędzie, gdzie swoją obecnością oddajecie dziś hołd pomordowanym na obcej ziemi... gdzie tym samym walczycie o lepszą, prawą Polskę. Biało-czerwona flaga z kirem łopoce dumnie na moim balkonie. Jest - dzięki nam wszystkim - dla Polski nadzieja!

My wszyscy, dla których Polska jest i pozostanie najważniejsza musimy jednak cały czas pokazywać zaprzańcom, że nikt nie jest w stanie zabić w nas pamięci o ofiarach tragedii smoleńskiej, że nikt nie jest w stanie złamać naszego dążenia do prawdy i pełnego wyjaśnienia jej okoliczności. To nasze zobowiązanie, to nasza powinność! Nich ta tragiczna śmierć znamienitych Polaków nie pójdzie na marne i wyda owoce w postaci odzyskania przez Polskę prawdziwej narodowej wolności i suwerenności. Zresztą już wydaje...

I choć nieraz brakuje nam już słów, to niech zawsze towarzyszą  nam te już kiedyś wypowiedziane...

"Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą"
 (Bł. Jerzy Popiełuszko)

"Nie sposób inaczej zrozumieć Człowieka, jak w tej wspólnocie jaką jest Naród"
 (Św. Jan Paweł II)

"Naród jest organiczną całością ukształtowaną przez przeszłość i tradycje"; "Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił".
(Edmund Burke)

Łączę się w modlitwie i z nadzieją...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 9 kwietnia 2014

4 rocznica zamachu smoleńskiego i 74 ludobójstwa w Katyniu...

Jutro mijają już 4 lata od tragedii smoleńskiej, największej hekatomby polskich elit w historii. Przez ten okres wiele razy pisałem o moim smutku, ale też o zmienności emocji: od rozpaczy poprzez złość, modlitwę, gniew i chęć zemsty. Emocje w końcu trochę opadły a dziś niemal pewna hipoteza zamachu tylko potwierdza moje pierwsze tragiczne przypuszczenia: dokonano zbrodni na pasażerach.

Osobiście mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po stracie tylu wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów zasób słów, którymi opisałem haniebne, rządzące nami elity tzw. III RP lub lepiej chyba PRL-bis. Pozostaje mi tylko dziś wołanie o jak najszybsze znalezienie winnych zamachu i odpowiednie ich ukaranie oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?

Inną kwestią, która musi zostać rozstrzygnięta, jest sposób dokonania zamachu. Dla mnie osobiście sprawa jest jasna. Istnieją trzy hipotezy jego przebiegu:

1) W samolocie lecącym do Smoleńska w powietrzu (tuż przed lądowaniem) nastąpiły wewnętrzne wybuchy, które spowodowały tragedię i śmierć wszystkich pasażerów,
2) Ładunki znajdujące się w samolocie zostały zdetonowane tuż po wylądowaniu a żyjących jeszcze rannych pasażerów lotu "dobito" lub uprowadzono,
3) Dokonano wcześniejszej "maskirowki" w miejscu ewentualnego lądowania a pasażerów zabito gdzie indziej. Pozostaje pytanie gdzie oraz czy wszystkich wymordowano.

Ja - uwzględniając wyniki prac Komisji Parlamentarnej pod przewodnictwem A. Macierewicza -  skłaniam się do hipotezy pierwszej, choć oczywiście trzeba badać je wszystkie. Niezależnie jednak od sposobu dokonania zamachu pewnym jest to, że był to zamach na polskie elity, było to morderstwo z premedytacją.

Dokonałem dziś po raz kolejny retrospekcji moich notek na temat tej tragedii i ponownie odkryłem, że tak naprawdę od pierwszego dnia gdzieś w podświadomości czułem, że przystąpiono do ostatecznej bitwy z Narodem Polskim… w wojnie o pozbawienie Polaków Ojczyzny, tożsamości narodowej, wiary, majątku i zasobów naturalnych, poczucia wspólnoty a w końcu utratę przez Polskę suwerenności i niepodległości.

To, co się stało tego kwietniowego dnia 2010 roku jest jakby ukoronowaniem zdrady narodowej dokonanej przy "okrągłym stole", gdzie w imię „pojednania” do rozmów przystąpiły dwie strony: kaci i ofiary. Chociaż i to jest kłamstwo, bo tak naprawdę przy okrągłym stole ofiar nie było, tak naprawdę to też byli to tylko prawie kaci udający pokrzywdzonych ludzi opozycji.

Większość przecież tzw. strony opozycyjnej to byli socjaliści, trockiści, dla których internacjonalistyczne idee socjalistyczne były zawsze najważniejsze. Wielu z nich było przecież TW a w większości dla tych, którzy nimi nie byli, raczej idea odrodzenia wolnej i suwerennej Polski była zupełnie obca, tym bardziej, że wielu z nich było i jest nam etnicznie obca. Kiedyś ktoś powiedział, że przy okrągłym stole spotkali się czerwoni i różowi, TW i ich prowadzący oraz, że chcieli tylko jednego: aby w spokoju przejść okres transformacji i znów być największymi beneficjentami nowej Polski lub też po prostu chcieli ją choć w części zawłaszczyć dla siebie w imię budowy wyimaginowanej w chorej wyobraźni tzw.: Judeopolonii.

Teraz już wiemy, że "okrągły stół" był w sumie wymyślony przez sowieckie KGB i GRU (w sensie dopuszczenia do współrządzenia tzw.: „konstruktywnej opozycji”). Wiedzieli o tym "nasi" opozycjoniści z Bolkiem na czele, którzy wyeliminowali z obrad niemal wszystkich polskich patriotycznie nastawionych opozycjonistów. Wiedzieli o tym dobrze wstrętni prosowieccy komuniści w postaci Wolskiego czy Kiszczaka.

Nieżyjący już profesor Wieczorkiewicz w wywiadzie opublikowanym po jego śmierci przez Rzeczpospolitą tak przedstawiał sytuację (wytłuszczenie - pytania dziennikarza):

„…Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?
Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

W Polsce także?
Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku...

Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?
Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.

(…)
Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?
Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.

Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?
KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić (…)”.

Czyż w takim ujęciu śmierć tylu Wybitnych Polaków, Patriotów z prezydentem na czele mogła być przypadkiem? Oczywiście nie!

Pytanie jest jedno (wraz z uzupełniającym): Kto był inicjatorem a kto bezpośrednim wykonawcą zamachu i czy oni działali wspólnie i w porozumieniu? Można postawić dodatkowe pytanie: Kto najbardziej - wewnętrznie i zewnętrznie wobec Polski - na tym zyskał?

Nie znamy ostatecznych odpowiedzi na te pytania. Niemniej uważam, że beneficjenci III RP postawili wszystko na jedną kartę lub ten "wypadek" tylko przyspieszył bieg zdarzeń. Postawili wszystko ponownie na powrót do dawnych stref wpływów ustalonych po II Wojnie Światowej z uwzględnieniem późniejszych zmian geopolitycznych… teraz już bez przewodniej roli ideologii komunistycznej, ale liberalno-globalistycznej. Ich kierunek jest dla mnie jasny: wasalizacja Polski wobec Rosji, międzynarodowych lichwiarzy i niemieckiej Unii Europejskiej z domieszką apriorycznie chorych celów judaizacji naszej Ojczyzny.

I mam takie przeczucie, graniczące z pewnością, że ta śmierć była na rękę właśnie zarówno chyba Rosji, UE i polskim piewcom III RP… ale także być  może USA czy Izraelowi, a szczególnie międzynarodowym instytucjom finansowym o czym piszę m.in. w notce: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński (1)"

Bo tak naprawdę obecnie w świecie liczą się własne interesy największych.

O’Bama jest miałkim politykiem, figurantem realizującym cele syjonistycznego gremium nadrzędnego. Europa stała się dla Ameryki Północnej w sumie garbem i ciężarem. "Reset" USA w stosunkach z Moskwą przyniósł opłakane skutki, co widać teraz w czasie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. UE zaś jest zdominowana przez Niemcy, które są przychylne wobec Rosji i gotowe zawsze porozumieć się w sprawie „zasięgu wzajemnych wpływów”. Rosja od lat próbuje odbudować swoją potęgę imperialną ponownie „skupiając” wokół siebie dawne republiki radzieckie i kraje postsocjalistyczne. To „skupianie” ma nieraz formę uzależnienia ekonomicznego, energetycznego (Polska i inne kraje z przewagą rosyjskich dostaw nośników energii), nieraz oficjalnej wojny (jak z Gruzją w 2008 roku a teraz konflikt na Ukrainie), dokonywania przewrotów rękami swoich agentów (Kirgistan w kwietniu 2010), czy też poprzez „demokratyczne” wybory, które wygrywają prorosyjscy kandydaci (Armenia). Organizacje żydowskich syjonistów natomiast cały czas żądają od nas zapłaty wyimaginowanych przez nich odszkodowań za mienie utracone podczas II WS w wysokości niebotycznych 65-67 mld USD i prowadzą antypolską kampanię na całym świecie, która próbuje nas obarczyć o wojenny holocaust.

W tym kontekście przede wszystkim polityka wschodnia L. Kaczyńskiego, który skupił wokół siebie takie kraje jak: Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Gruzja, częściowo Kazachstan i Azerbejdżan… była szczególnie dla Putina ciosem i musiała wzbudzać po prostu wściekłość. Mało tego L. Kaczyński potrafił powstrzymać Rosję przed zaanektowaniem Gruzji, uratował jej niepodległość i stał się Bohaterem Narodu Gruzińskiego.

L. Kaczyński mając poparcie owych krajów i stając na ich czele zbudował bardzo silny geopolitycznie „podmiot międzynarodowy”, z którym zaczęli się liczyć już wszyscy: i z zaciśniętymi zębami oraz ze zdziwieniem Unia Europejska, i w sumie z podziwem, ale i irytacją USA oraz z nieskrywaną złością Rosja.

Jakże symptomatycznie brzmią dzisiaj więc słowa Prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa (z początku marca 2010 roku), który stwierdził: „…w czasie (…) spotkania z prezydentem Rumunii Traianem Basescu w Astanie wyraził przekonanie, że kazachska ropa mogłaby być dostarczana nowo zbudowanym rurociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję do Morza Czarnego, skąd tankowcami byłaby przewożona do rumuńskiego portu Konstanca, a stamtąd rurociągiem docierałaby do Triestu nad Adriatykiem”.

Według zaś Financial Times: „Nowy szlak eksportowy dopomógłby Kazachstanowi w zmniejszeniu zależności od rosyjskich rurociągów, przez które obecnie przepływa większość kazachskiej ropy eksportowanej na rynki zachodnie (…) W ocenie analityków Nazarbajew znów jest przekonany, że kaukaska ropa może być eksportowana na Zachód przez region płd. Kaukazu. W czasie krótkiej wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku miał co do tego wątpliwości”.

Polska w osobie Głowy Państwa i jego współpracowników byłaby jednym z sygnatariuszy podpisania umowy o budowie takiego rurociągu, co było już całkiem realne po przedwstępnym podpisaniem przez L. Kaczyńskiego listu intencyjnego dotyczącego jego budowy. Dodatkowo rozpoczęcie intensywnej eksploatacji polskich: gazu łupkowego i ropy łupkowej uniezależniłoby Polskę od rosyjskich dostaw a rurociąg bałtycki stałby się nieefektywny ekonomicznie...


Odnosząc się natomiast do ewentualnych wewnętrznych przyczyn dokonania zamachu nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć moje własne słowa z postu Dlaczego zginął Lech Kaczyński? (wciąż polecam analizę przedstawionej tam grafiki): "...W sumie nałożyło się na prawdopodobną konieczność zamachu wiele powodów, ale najważniejszym, który może dać odpowiedzieć na inne oraz przybliżyć moment odkrycia sprawców jest odkrycie kto w Polsce zyskiwał najbardziej na zgładzeniu polskich elit, a szczególnie na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż - odnosząc się tylko do wewnętrznych powodów zgładzenia śp. Lecha Kaczyńskiego - skłaniam się do postawienia hipotezy, że osobą, która najbardziej - sensu stricto - zyskiwała na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego był B. Komorowski a - sensu largo - ludzie, którzy postanowili usadowić go na fotelu prezydenta Polski...".

Analizując wszystko to, co działo się przed i po tragedii można jednoznacznie stwierdzić, że 10 kwietnia 2010 roku wewnętrznie dokonano w Polsce  szczegółowo zaplanowanego zamachu stanu, niemalże wypowiedziano Polsce wojnę!

Zauważmy tylko, że B. Komorowski zanim została potwierdzona śmierć Prezydenta przejął jego obowiązki! Było to złamanie Konstytucji RP i stanowiło bezsprzecznie znamiona zamachu stanu! Dalej potoczyły się wypadki jak w rozpisanym scenariuszu: włamania i przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN-u (w poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI), buszowanie zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie go Rosjanom. Wcześniej było celowe rozdzielenie wizyt D. Tuska i śp. Prezydenta, na miejscu tragedii zaś nie zabezpieczono wraku ani miejsca rozbicia się samolotu, dopuszczono do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie do Polski!), umożliwiono przejęcie czarnych skrzynek przez Rosjan. Żadne istotne dowody (wrak, czarne skrzynki i inne ) do tej pory nie wróciły do Polski i nie zostały przez polskich specjalistów przebadane...


Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się spieszyło dotrzeć do urzędów Prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą do dzisiaj B. Komorowski cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny. Pamiętamy te jego uśmiechy wymieniane z D. Tuskiem podczas przylotu trumny ze śp. prezydentem L. Kaczyńskim....

Pisząc o tym niczego oczywiście nie insynuuję, ale przedstawiam po prostu fakty wewnętrzne i zewnętrzne, które spowodowały m.in. brak na pogrzebie śp. Pary Prezydenckiej przywódców USA i UE… a przybycie np. Włodarza Rosji. Pamiętam też jak jeszcze przed wyborami prezydenckimi gen. M. Dukaczewski (ostatni szef WSI) już mroził szampana, którego zamierzał wypić za zwycięstwo wyborcze B. Komorowskiego.

Jaka jest przecież sytuacja wewnętrzna w Polsce to wszyscy wiemy. Pisałem o tym wielokrotnie… niech kwintesencją będzie tylko stwierdzenie, że po 1989 roku (a tak naprawdę od czasów Wolskiego, czyli 1980) Polską nieformalnie prawdopodobnie rządzi środowisko związane z dawnymi wojskowymi służbami specjalnymi powiązane bardzo mocno z czarną i szarą strefą mafijno-biznesową a także z obecnym prezydentem Polski.

Pisząc o zamachu smoleńskim warto jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się równie negatywnie wpływać na losy Polski i Polaków.

Apeluję tedy, aby w ogólnej dyskusji nad zbrodnią smoleńską nie zapominać o ludobójczej zbrodni katyńskiej z roku 1940 ani innych zbrodniach dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!

Zbrodnia smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku i to w okrutny przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów...  Dokładnie 70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli  "ścięciem głowy" Polsce i należy o obydwóch należycie pamiętać!

Te dwie zbrodnie skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu zniszczenie Polski.

Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polakóww, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...

Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Woejennego (1,5 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...

Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych.

Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...

Wymordowanie w kwietniu 1940 roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski aż do dziś! Obawiam się, że zbrodnia smoleńska może niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo  zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 11 kwietnia 2012

Dwa Katynie...

Witam

Wczoraj minęło dwa lata od tragicznego w skutkach, prawdopodobnego zamachu na życie 96 znamienitych Polaków, z parą prezydencką Lechem i Marią Kaczyńskimi na czele...

Osobiscie mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po stracie tylu wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów zasób słów, którymi opisałem rządzące nami elity tzw. III RP lub lepiej chyba PRL-bis. Sądzę, że trafnie przedstawiają mój stosunek do owych elit niektóre wczorajsze okrzyki demonstrujących: "Tusk! Gdzie Twój mózg" czy ""Komorowski zdrajca Polski".

Należy jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się bardziej negatywnie wpływać na losy Polski i Polaków.

Niedawno w swoim poście wskazywałem, iż rzeczą niedopuszczalną jest interpretowanie zdarzeń historycznych w odniesieniu do innych (np. obecnych) warunków zewnętrznych i wewnętrznych w których owe zdarzenia się dokonywały.

W tym kontekście należy rozpatrywać też tragedię smoleńską, która wydarzyła się niejako w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku... w okrutny przecież sposób i przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów.  70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny.

Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polakóww, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...

Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wykletych i ich sprzymierzeńców... Ilu Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw "bezpieczeństwo" a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Woejennego (1,5 mln osób?)...

Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych. Bowiem przecież wymordowanie w kwietniu 1940 roku około 22 tysięcy - elitarnych pod wzgledem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech - Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD (nienawistników wobec Polski i Polaków) nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski aż do dziś!

Smutne jest też to, że Polska po 1989 roku nie wykształciła dostatecznie wielu wybitnych ludzi, którzy z łatwością zastąopiliby choć większą cześć tych haniebnie zapewne pomordowanych uczestników lotu do Smoleńska. Czyżby naprawdę ich nie było i nie ma? A może są tylko ukryci w pajęczynie matni szykan, gróźb, strachu i lęku o siebie i swoich bliskich... Wszak tyly już się wieszało jakoś samemu lub wpadało pod koła sowieckich tirów...

Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...