Dzisiaj mija już 7 lat od tragedii smoleńskiej, największej
w czasie pokoju hekatomby polskich elit w historii.
Przez ten okres wiele razy pisałem o
moim smutku, ale też o
zmienności emocji: od rozpaczy poprzez złość, modlitwę, gniew i chęć
zemsty. Emocje w końcu trochę opadły a dziś niemal pewna hipoteza
zamachu tylko potwierdza moje pierwsze tragiczne przypuszczenia:
dokonano po raz kolejny zbrodni na polskiej, patriotycznej elicie politycznej i społecznej.
Osobiście mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po
stracie tylu
wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów
zasób słów, którymi opisałem haniebne, rządzące nami ówcześnie elity tzw. III RP
lub lepiej
chyba PRL-bis.
Dziś sytuacja w Polsce jest inna. Od roku działa nowa komisja badająca tą tragedię, która przychyla się do stwierdzenia, iż rządowy samolot w wyniku wewnętrznych wybuchów rozpadł się jeszcze w powietrzu. Prawdopodobnie tą konstatację potwierdzi ona dziś podczas rocznicowej konferencji prasowej. Niemniej w dalszym ciągu nie wskazuje się winnych tego zamachu, nie ma żadnych rozpraw sądowych ani wyroków, nikt nie dotąd nie poniósł za nią żadnej kary. Pozostaje mi więc dalsze wołanie o jak najszybsze
znalezienie winnych zamachu i odpowiednie ich ukaranie oraz poszukiwanie
odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?
Inną kwestią, która
musi zostać rozstrzygnięta, jest sposób dokonania zamachu. Dla mnie
osobiście sprawa jest jasna i przychylam się do w/w hipotezy, iż w samolocie lecącym do Smoleńska w powietrzu (tuż przed lądowaniem)
nastąpiły wewnętrzne wybuchy, które spowodowały tragedię i prawdopodobnie śmierć
wszystkich pasażerów. Odrzucam zaś hipotezy: o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności i losowym wypadku, o błędzie pilotów lub nacisku ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego o lądowaniu mimo niesprzyjających warunków pogodowych, o zdetonowaniu ładunków wybuchowych już po wylądowaniu samolotu czy tzw. "maskirowki" polegającej na fałszywej inscenizacji katastrofy podczas, gdy pasażerowie zostali niejako "porwani" i nie wylecieli do Katynia oraz zostali zabici gdzie indziej. Uważałem i uważam, że był to zamach na polskie elity, było to
morderstwo z premedytacją.
Wielokrotnie przez te siedem lat dokonywałem retrospekcji moich notek oraz analizowałem pojawiające się nowe informacje na temat tej tragedii i tak naprawdę tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że tak naprawdę wówczas przystąpiono do ostatecznej bitwy z Narodem Polskim… w wojnie
o pozbawienie Polaków Ojczyzny, tożsamości narodowej, wiary, majątku i
zasobów naturalnych, poczucia wspólnoty a w końcu utratę przez Polskę
suwerenności i niepodległości.
To, co się stało tego kwietniowego dnia 2010 roku jest jakby ukoronowaniem zdrady narodowej
dokonanej przy "okrągłym stole", gdzie w imię „pojednania” do rozmów
przystąpiły dwie strony: kaci i ofiary. Chociaż i to jest kłamstwo, bo
tak naprawdę przy okrągłym stole ofiar nie było, tak naprawdę to też
byli to tylko prawie kaci udający pokrzywdzonych ludzi opozycji. I m.in. oni wewnętrznie postanowili zastopować działania ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego i ostatecznie przekreślić możliwość jego ponownego wyboru na ten urząd.
Większość
przecież tzw. strony opozycyjnej przy OS to byli socjaliści,
trockiści, dla których internacjonalistyczne idee socjalistyczne były
zawsze najważniejsze. Wielu z nich było przecież TW a w większości dla
tych, którzy nimi nie byli, raczej idea odrodzenia wolnej i suwerennej
Polski
była zupełnie obca, tym bardziej, że wielu z nich było i jest nam
etnicznie obca. Kiedyś ktoś powiedział, że przy okrągłym stole spotkali
się czerwoni i różowi, TW i ich prowadzący oraz, że chcieli tylko
jednego: aby w spokoju przejść okres transformacji i znów być
największymi beneficjentami nowej Polski lub też po prostu chcieli ją
choć w
części zawłaszczyć dla siebie w imię budowy wyimaginowanej w chorej
wyobraźni tzw.: Judeopolonii.
Teraz już wiemy, że "okrągły stół" był w sumie wymyślony przez sowieckie
KGB i GRU (w sensie dopuszczenia do współrządzenia tzw.:
„konstruktywnej opozycji”). Wiedzieli o tym "nasi"
opozycjoniści z Bolkiem na czele, którzy wyeliminowali z obrad niemal
wszystkich polskich patriotycznie nastawionych opozycjonistów. Wiedzieli
o tym dobrze wstrętni prosowieccy komuniści w postaci Wolskiego czy
Kiszczaka. Efektem tego porozumienia było stworzenie III RP, państwa teoretycznego, wywłaszczonego, przegranego.
Nieżyjący już profesor Wieczorkiewicz w wywiadzie opublikowanym po jego śmierci przez Rzeczpospolitą tak przedstawiał sytuację (wytłuszczenie - pytania dziennikarza):
„…Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?
Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii
dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów
lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w
gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa.
Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają
przede wszystkim tajne służby.
W Polsce także?
Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku...
Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?
Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za
kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z
tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt
inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że
sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego
próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to
współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik
tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi
progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby
poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo:
socjalizm z ludzką twarzą.
(…)
Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?
Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i
kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod
kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie
wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad
finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym
pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad
państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.
Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?
KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za
jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie
zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej
gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać
pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już
wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni –
próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później
Chruszczow potrafili się jednak obronić (…)”.
Czyż w takim ujęciu śmierć tylu Wybitnych Polaków, Patriotów z
prezydentem na czele mogła być przypadkiem? Oczywiście nie!
Pytanie jest jedno (wraz z uzupełniającym): Kto był inicjatorem a kto
bezpośrednim wykonawcą zamachu i czy oni działali wspólnie i w
porozumieniu? Można postawić dodatkowe pytanie: Kto najbardziej -
wewnętrznie i zewnętrznie wobec Polski - na tym zyskał?
Nie
znamy ostatecznych odpowiedzi na te pytania. Niemniej uważam, że
beneficjenci III RP postawili wszystko na jedną kartę lub ten "wypadek"
tylko przyspieszył bieg zdarzeń. Postawili wszystko ponownie na powrót
do
dawnych stref wpływów ustalonych po II Wojnie Światowej z uwzględnieniem
późniejszych zmian geopolitycznych… teraz już bez przewodniej roli
ideologii wojennego komunizmu, ale lewacko-
demoliberalno-globalistycznej ideologii komunizmu kulturowego wraz z zawłaszczeniem Polski m.in. przez: kondominium niemiecko-rosyjskie (ze strony Niemiec reprezentowane przez UE), międzynarodowych lichwiarzy z
domieszką apriorycznie chorych celów judaizacji naszej Ojczyzny.
I mam takie przeczucie, graniczące z pewnością, że ta śmierć była na
rękę właśnie zarówno chyba Rosji, UE i polskim piewcom III RP… ale
także być może USA czy Izraelowi, a szczególnie międzynarodowym instytucjom finansowym o czym pisałem m.in. w notce: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński (1)"
Bo tak naprawdę obecnie w świecie liczą się własne interesy tych największych.
B.H. O’Bama był miałkim politykiem,
figurantem realizującym cele syjonistycznego gremium nadrzędnego. Europa
w 2010 roku (do 2013) stała się dla Ameryki Północnej w sumie garbem i
ciężarem.
"Reset" USA w stosunkach z Moskwą przyniósł opłakane skutki,
co było widać w czasie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, ale wcześniej także gruzińskiego i być może to właśnie ten "reset" był jednym z powodów śmierci polskich elit nad Smoleńskiem.
Z drugiej strony zaś i wtedy, i dziś UE jest
zdominowana przez Niemcy, które są przychylne wobec Rosji i
gotowe zawsze porozumieć się w sprawie „zasięgu wzajemnych wpływów”.
Jak mocno potrafią Niemcy współpracować z Rosją widać to np. w obecnej sytuacji międzynarodowej, gdzie nagle A. Merkel - po zdecydowanym pokazie siły przez nowego prezydenta USA D. Trumpa (odwetowy atak na rządowe syryjskie lotnisko) - podjęła decyzję o natychmiastowym spotkaniu z W. Putinem (odbędzie się na początku maja).
Rosja
bowiem od lat próbuje odbudować swoją potęgę imperialną ponownie „skupiając”
wokół
siebie dawne republiki radzieckie i kraje postsocjalistyczne. To
„skupianie” ma nieraz formę uzależnienia ekonomicznego, energetycznego
(Polska i inne kraje z przewagą rosyjskich dostaw nośników energii),
nieraz oficjalnej wojny (jak z Gruzją w 2008 roku a teraz konflikt na
Ukrainie), dokonywania
przewrotów rękami swoich agentów (Kirgistan w kwietniu 2010), czy też
poprzez „demokratyczne” wybory, które wygrywają prorosyjscy kandydaci
(Armenia).
Natomiast organizacje żydowskich syjonistów cały czas żądają od nas zapłaty wyimaginowanych przez nich odszkodowań
za mienie utracone podczas II WS w wysokości niebotycznych 65 mld USD
i
prowadzą antypolską kampanię na całym świecie, która próbuje nas
obarczyć o wojenny holocaust.
W tym kontekście przede wszystkim polityka wschodnia L. Kaczyńskiego,
który skupił wokół siebie takie kraje jak: Litwa, Łotwa, Estonia,
Ukraina, Gruzja, częściowo Kazachstan i Azerbejdżan… była szczególnie
dla Putina ciosem i musiała wzbudzać po prostu wściekłość. Mało tego L.
Kaczyński potrafił powstrzymać Rosję przed zaanektowaniem Gruzji,
uratował jej niepodległość i stał się Bohaterem Narodu Gruzińskiego.
L. Kaczyński mając poparcie owych krajów i stając na ich czele zbudował
bardzo silny geopolitycznie „podmiot międzynarodowy”, z którym zaczęli
się liczyć już wszyscy: i z zaciśniętymi zębami oraz ze zdziwieniem niemiecka Unia
Europejska, i w sumie z podziwem, ale i - ze względu na ówczesny "reset" USA z Rosją - irytacją USA oraz z nieskrywaną
złością Rosja.
Jakże symptomatycznie brzmią dzisiaj więc słowa Prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa (z początku marca 2010 roku), który stwierdził: „…w
czasie (…) spotkania z prezydentem Rumunii Traianem Basescu w Astanie
wyraził przekonanie, że kazachska ropa mogłaby być dostarczana nowo
zbudowanym rurociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję do Morza Czarnego,
skąd tankowcami byłaby przewożona do rumuńskiego portu Konstanca, a
stamtąd rurociągiem docierałaby do Triestu nad Adriatykiem”.
Ówcześnie też Financial Times pisał: „Nowy
szlak eksportowy dopomógłby Kazachstanowi w zmniejszeniu zależności od
rosyjskich rurociągów, przez które obecnie przepływa większość
kazachskiej ropy eksportowanej na rynki zachodnie (…) W ocenie
analityków Nazarbajew znów jest przekonany, że kaukaska ropa może być
eksportowana na Zachód przez region płd. Kaukazu. W czasie krótkiej
wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku miał co do tego
wątpliwości”.
Polska w osobie Głowy Państwa i jego współpracowników byłaby jednym z
sygnatariuszy podpisania umowy o budowie takiego rurociągu, co było już
całkiem realne po przedwstępnym podpisaniem przez L. Kaczyńskiego listu
intencyjnego dotyczącego jego budowy. Dodatkowo rozpoczęcie intensywnej
eksploatacji polskich: gazu łupkowego i ropy łupkowej uniezależniłoby
Polskę od rosyjskich dostaw a rurociąg bałtycki Nord Stream stałby się nieefektywny
ekonomicznie...
Odnosząc się natomiast do ewentualnych wewnętrznych przyczyn dokonania
zamachu nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć moje własne słowa z
postu Dlaczego zginął Lech Kaczyński? (wciąż polecam analizę przedstawionej tam grafiki): "...W
sumie nałożyło się na prawdopodobną konieczność zamachu wiele powodów,
ale najważniejszym, który może dać odpowiedzieć na inne oraz przybliżyć
moment odkrycia sprawców jest odkrycie kto w Polsce zyskiwał najbardziej
na zgładzeniu polskich elit, a szczególnie na śmierci śp. Lecha
Kaczyńskiego. Otóż - odnosząc się tylko do wewnętrznych powodów
zgładzenia śp. Lecha Kaczyńskiego - skłaniam się do postawienia
hipotezy, że osobą, która najbardziej - sensu stricto - zyskiwała na
śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego był B. Komorowski a - sensu largo -
ludzie, którzy postanowili usadowić go na fotelu prezydenta Polski...".
Analizując
wszystko to, co działo się przed i po tragedii można jednoznacznie
stwierdzić, że 10 kwietnia 2010 roku wewnętrznie dokonano w Polsce
szczegółowo zaplanowanego zamachu stanu, niemalże wypowiedziano Polsce
wojnę!
Zauważmy tylko, że B. Komorowski zanim została
potwierdzona śmierć Prezydenta
przejął jego obowiązki! Było to złamanie Konstytucji RP i stanowiło
bezsprzecznie znamiona zamachu stanu! Dalej potoczyły się wypadki jak w
rozpisanym scenariuszu: włamania i
przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie
zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN-u (w
poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI), buszowanie
zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie
go Rosjanom. Wcześniej było celowe rozdzielenie wizyt D. Tuska i śp.
Prezydenta, na miejscu tragedii zaś nie zabezpieczono wraku ani miejsca
rozbicia się samolotu, dopuszczono do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie
do
Polski!), umożliwiono przejęcie czarnych skrzynek przez Rosjan. Żadne
istotne dowody (wrak, oryginały czarnych skrzynek i innych) do tej pory nie wróciły
do Polski i nie zostały przez polskich specjalistów przebadane...
Nie
mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się
spieszyło dotrzeć do urzędów ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do
nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa
splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz
jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą do dzisiaj
B. Komorowski
cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny.
Pamiętamy te jego uśmiechy wymieniane z D. Tuskiem podczas przylotu
trumny ze śp. prezydentem L. Kaczyńskim....
Pisząc o tym niczego oczywiście nie insynuuję, ale przedstawiam po
prostu fakty wewnętrzne i zewnętrzne, które spowodowały m.in. brak na pogrzebie śp.
Pary Prezydenckiej przywódców USA i UE… a przybycie np. Włodarza Rosji.
Pamiętam też jak jeszcze przed wyborami prezydenckimi gen. M.
Dukaczewski (ostatni szef WSI) już mroził szampana, którego zamierzał
wypić za zwycięstwo wyborcze B. Komorowskiego.
Jaka była przecież sytuacja wewnętrzna w Polsce to wszyscy wiemy.
Pisałem o tym wielokrotnie… niech kwintesencją będzie tylko
stwierdzenie, że po 1989 roku (a tak naprawdę od czasów Wolskiego, czyli
1980) Polską nieformalnie do roku 2015 w dużej mierze prawdopodobnie rządziło (współrządziło) środowisko związane z
dawnymi wojskowymi służbami specjalnymi powiązane bardzo mocno z czarną i szarą
strefą mafijno-biznesową a także z prezydentem B. Komorowskim.
Pisząc o zamachu smoleńskim warto jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy
opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i
wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub
wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości,
teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się równie negatywnie
wpływać na losy Polski i Polaków.
Apeluję tedy, aby w
ogólnej dyskusji nad zbrodnią smoleńską nie zapominać o
ludobójczej zbrodni katyńskiej z roku 1940 ani innych zbrodniach
dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i
konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać
w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!
Zbrodnia
smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i
mordu katyńskiego,
dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku i to w okrutny
przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów...
Dokładnie 70 lat po tej
zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu
Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w
przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście
te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli "ścięciem głowy" Polsce i
należy o obydwóch należycie pamiętać!
Te dwie zbrodnie
skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie
jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu
zniszczenie Polski.
Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu
leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polaków, którzy
mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną
Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a
później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych -
generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w
katastrofie lotniczej...
Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali
marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też
zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu
Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy
wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i
sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu
Stanu Wojennego (1 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...
Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały
wagi zbrodni przeszłych.
Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...
Wymordowanie
w kwietniu 1940
roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i
wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające
się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie
pozwoliło nam odbudować
prawdziwie wolnej Polski aż do dziś! Obawiam się, że zbrodnia smoleńska miała niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo
zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...
Wierzę, że to się nie udało, choć niestety mam niejasne przeczucie, że jeszcze bardzo długo nie dowiemy się całej prawdy o tragedii smoleńskiej, tak jak do tej pory nie znamy prawdy o tragedii gibraltarskiej. Bowiem być może zbyt wielu jest w tą tragedię w jakiś sposób "umoczonych": począwszy od ówczesnych rządów i "spec-chłopców" polskich poprzez Moskwę i jej służby aż po USA, Izrael czy niemiecką UE. Obym się mylił...
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamach smoleński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamach smoleński. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
środa, 22 października 2014
Jedno jest pewne - śp. Lech Kaczyński przejrzał W. Putina!
W świetle ostatniego zamieszania wokół słów R. Sikorskiego ujawniających treść rozmowy D. Tuska z W. Putinem, w której ten ostatni proponował w 2008 roku wspólny podział Ukrainy przez Rosję i Polskę warto jeszcze raz powrócić do tamtego okresu, pomijając cele, które przyświecały R. Sikorskiemu w ujawnieniu teraz tej informacji.
Na początku roku 2008 odbyła się w/w rozmowa a później W. Putin zaatakował Gruzję. Śp. Lech Kaczyński jako jedyny z przywódców państw europejskich (a nawet światowych) przejrzał dokładnie imperialne plany W. Putina i postanowił zrobić wszystko dla ratowania Gruzji. Na szczęście udało mu się to a jego słowa wypowiedziane w sierpniu 2008 na wiecu w Tbilisi: "Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! (...) Byliśmy głęboko przekonani, że przynależność do NATO i Unii zakończy okres rosyjskich apetytów. Okazało się, że nie, że to błąd" odkrywały prawdziwe zamiary W. Putina wobec Europy i świata.
Jasno to widać przecież z dzisiejszej perspektywy, jak słuszne to były słowa. Ś.p. prezydent Lech Kaczyński pokazał, że bardzo dobrze zna imperialną naturę rosyjskiego państwa i meandry polityki prowadzonej przez Kreml.
Musiało to strasznie zaboleć i zaniepokoić W. Putina. Mógł się przecież spodziewać, że siła przekonywania naszego prezydenta może wpłynąć na zmianę stosunku do Rosji przez UE i NATO oraz zbudowanie przez niego silnej geopolitycznie frakcji "nowych narodów" nie tylko przecież europejskich... a na to nie mógł sobie ówcześnie pozwolić! Musiał przecież w zarodku uniemożliwić budowę nowego sojuszu państw pod wodzą L. Kaczyńskiego oraz mieć po prostu czas na przygotowanie swojej imperialnej strategii geopolitycznej i na wdrożenie jej w życie...
Jeżeli uznać, że słowa jakie padły podczas rozmów Tusk-Putin są prawdziwe (a raczej wszystko na to wskazuje) to była to misterna gra W. Putina wobec D. Tuska i L. Kaczyńskiego a także wobec UE i USA a ową rozmowę można uznać jako swoiste sondowanie polskiego premiera, które miało na celu "zhakowanie" go. Prowokacja Putina najprawdopodobniej się udała a międzynarodowe i wewnętrzne przemilczanie przez D. Tuska owej propozycji wspólnego podziału Ukrainy dawało Putinowi argument wpływania na bieżące działania polskiego rządu. W. Putin miał po prostu więc na niego zapewne kolejnego już tzw."haka" w postaci braku wiarygodności sojuszniczej Polski przede wszystkim w NATO, ale też w UE [1].
... A później były już tylko: rozdzielenie - na propozycję W. Putina - wizyt D. Tuska i ś.p. L. Kaczyńskiego w Katyniu; zamach smoleński, w której ostatecznie wyeliminowany został z politycznej gry ś.p. prezydent L. Kaczyński; oddanie śledztwa smoleńskiego Rosji; spolegliwa polityka polskiego rządu wobec Rosji...
Pozdrawiam
[1] Sądzę zresztą też, że tych "haków" W. Putina musiało być o wiele więcej i nie tylko dotyczyć samego D. Tuska, ale także A. Merkel, która przecież do dzisiaj bardzo niechętnie wypowiada się niekorzystnie na temat Kremla a za czasów D. Tuska miała na niego zdecydowany wpływ i zapewne ocieplanie stosunku Polski z Rosja było też przez nią zalecane i monitorowane...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Na początku roku 2008 odbyła się w/w rozmowa a później W. Putin zaatakował Gruzję. Śp. Lech Kaczyński jako jedyny z przywódców państw europejskich (a nawet światowych) przejrzał dokładnie imperialne plany W. Putina i postanowił zrobić wszystko dla ratowania Gruzji. Na szczęście udało mu się to a jego słowa wypowiedziane w sierpniu 2008 na wiecu w Tbilisi: "Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! (...) Byliśmy głęboko przekonani, że przynależność do NATO i Unii zakończy okres rosyjskich apetytów. Okazało się, że nie, że to błąd" odkrywały prawdziwe zamiary W. Putina wobec Europy i świata.
Jasno to widać przecież z dzisiejszej perspektywy, jak słuszne to były słowa. Ś.p. prezydent Lech Kaczyński pokazał, że bardzo dobrze zna imperialną naturę rosyjskiego państwa i meandry polityki prowadzonej przez Kreml.
Musiało to strasznie zaboleć i zaniepokoić W. Putina. Mógł się przecież spodziewać, że siła przekonywania naszego prezydenta może wpłynąć na zmianę stosunku do Rosji przez UE i NATO oraz zbudowanie przez niego silnej geopolitycznie frakcji "nowych narodów" nie tylko przecież europejskich... a na to nie mógł sobie ówcześnie pozwolić! Musiał przecież w zarodku uniemożliwić budowę nowego sojuszu państw pod wodzą L. Kaczyńskiego oraz mieć po prostu czas na przygotowanie swojej imperialnej strategii geopolitycznej i na wdrożenie jej w życie...
Jeżeli uznać, że słowa jakie padły podczas rozmów Tusk-Putin są prawdziwe (a raczej wszystko na to wskazuje) to była to misterna gra W. Putina wobec D. Tuska i L. Kaczyńskiego a także wobec UE i USA a ową rozmowę można uznać jako swoiste sondowanie polskiego premiera, które miało na celu "zhakowanie" go. Prowokacja Putina najprawdopodobniej się udała a międzynarodowe i wewnętrzne przemilczanie przez D. Tuska owej propozycji wspólnego podziału Ukrainy dawało Putinowi argument wpływania na bieżące działania polskiego rządu. W. Putin miał po prostu więc na niego zapewne kolejnego już tzw."haka" w postaci braku wiarygodności sojuszniczej Polski przede wszystkim w NATO, ale też w UE [1].
... A później były już tylko: rozdzielenie - na propozycję W. Putina - wizyt D. Tuska i ś.p. L. Kaczyńskiego w Katyniu; zamach smoleński, w której ostatecznie wyeliminowany został z politycznej gry ś.p. prezydent L. Kaczyński; oddanie śledztwa smoleńskiego Rosji; spolegliwa polityka polskiego rządu wobec Rosji...
Pozdrawiam
[1] Sądzę zresztą też, że tych "haków" W. Putina musiało być o wiele więcej i nie tylko dotyczyć samego D. Tuska, ale także A. Merkel, która przecież do dzisiaj bardzo niechętnie wypowiada się niekorzystnie na temat Kremla a za czasów D. Tuska miała na niego zdecydowany wpływ i zapewne ocieplanie stosunku Polski z Rosja było też przez nią zalecane i monitorowane...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 13 sierpnia 2014
Śmierć oficera BOR. Kolejny "nieszczęśliwy wypadek"?
Tajemnicza śmierć w kierownictwie BOR
"Rzeczpospolita" poinformowała, że "w podwarszawskich Ząbkach znaleziono ciało 44-letniego majora z Biura Ochrony Rządu" (1).Według słów jednego z policjantów "rodzina funkcjonariusza od kilku dni nie miała z nim kontaktu, chciała sprawdzić, co się dzieje. Drzwi do mieszkania były zamknięte, a nikt nie reagował na telefony, więc wezwano ślusarza" (1), który w obecności policji otworzył drzwi mieszkania Marka K. W mieszkaniu znaleziono martwe ciało funkcjonariusza z rozciętym łukiem brwiowym, co - wedle policji - nie mogło być przyczyną śmierci (2).
"Marka K. ostatni raz widziano w niedzielę. W poniedziałek miał wolne. Wiadomo, że broń zostawił w jednostce. Wstępnie wykluczono zabójstwo. Możliwe, że był to nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Choć w to drugie nie wierzą koledzy funkcjonariusza, bo, jak tłumaczą, dobrze mu się układało. Ponoć nawet kupił mieszkanie" (3).
"Major Marek K. był szefem wydziału, który zabezpieczał wizyty najważniejszych osób w państwie. Nadzorował też sprawy związane z nadzorem technicznym tzw. VIP-ów w czasie, gdy podsłuchiwano polityków (...) W 2010 roku brał udział w przygotowaniu wizyt prezydenta i premiera 7 i 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu. W tej sprawie zeznawał w prokuraturze (...) Major nie miał skłonności depresyjnych" (2).
Warto też wspomnieć, że "na początku sierpnia br. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście uchylił decyzję Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która umorzyła śledztwo w sprawie organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w 2010 r. Prokuratura musi wznowić tzw. cywilny wątek śledztwa smoleńskiego" (2).
Osobiście nie wierzę w żadne przypadki zagatkowych śmierci wśród ważnych publicznie, społecznie i politycznie osób począwszy od 1989 roku do dzisiaj. Dotyczy to również ludzi służb specjalnych i świata przestępczego często niestety powiązanego z niektórymi politykami. Jak wskazałem dwa lata temu w poście: ""Seryjny samobójca" i "nieszczęśliwy wypadek" - efekty degrengolady państwa polskiego!"" (4) "seryjny samobócja" i "nieszczęśliwy wypadek" uśmiercili już wielu w III RP, w tym też znaczące postaci mogące w jakiś sposób rozwiązać zagadkę tragedii smoleńskiej.
Nie chcę aby moje słowa zabrzmiały zbyt pesymistycznie i odebrane zostały jako przejaw "spiskowej teorii dziejów", ale może warto tutaj przytoczyć słowa wypowiedziane 6 kwietnia 2010 roku przez ówczesnego szefa IPN, J.Kurtyki: "DEMONTAŻ PAŃSTWA JUŻ SIĘ SKOŃCZYŁ. TERAZ ZACZNĄ ZNIKAĆ LUDZIE".
I giną niestety często... i za każdym razem śledczy od razu z reguły wykluczają zabójstwo (sic!)...
(1) http://www.rp.pl/artykul/653412,1132892-Tajemnicza-smierc-w-kierownictwie-BOR.html
(2) http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/91121,niewyjasniona-smierc-bor-owca.html
(3) http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Tajemnicza-smierc-w-kierownictwie-BOR,wid,16813401,wiadomosc.html#czytajdalej
(4) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/11/seryjny-samobojca-i-nieszczesliwy.html
P.S.
Informacja z dnia 14.08.2014 zawarta na stronach Naszego Dziennika.
"44-letni major Marek K. z Biura Ochrony Rządu, którego ciało znaleziono w podwarszawskich Ząbkach, był zaangażowany w organizację lotów do Smoleńska – ustalił „Nasz Dziennik”. Na dziś prokuratura wyklucza samobójstwo.
Oficer znany był w Biurze jako „Koper”, miał opinię bardzo dobrego fachowca. Najistotniejsze jest jednak to, że major Marek K. miał dużą wiedzę na temat przygotowań wizyt w Smoleńsku 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Jak ustalił „Nasz Dziennik”, pełnił wtedy funkcję szefa oddziału BOR, który zajmował się zapewnieniem bezpieczeństwa wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku i w Katyniu. Koordynując działanie grupy, miał więc duże rozeznanie co do szczegółów organizacji tych wizyt i ich zabezpieczenia. Marek K. zeznawał w tej sprawie w prokuraturze. Nadzorował też działania tej formacji związane z zabezpieczeniem technicznym i osobowym (zabezpieczenia podsłuchowe, pirotechniczne i sanitarno-epidemiologiczne) najważniejszych osób w państwie w czasie, gdy wybuchła tzw. afera podsłuchowa z ministrem spraw wewnętrznych w tle – à propos – ministrem nadzorującym działania BOR. W Biurze K. pracował od końca lat 90.
Wnioski po sekcji
Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że po rozwodzie z żoną major Marek K. mieszkał samotnie w domu w podwarszawskich Ząbkach. Przed śmiercią przebywał na urlopie. Rodzina oficera przez kilka dni nie miała z nim kontaktu. Nie odbierał też telefonów służbowych. Kiedy zaniepokojona tym rodzina postanowiła go odwiedzić, okazało się, że drzwi domu były zamknięte od wewnątrz. Wezwano ślusarza. Po otworzeniu domu okazało się, że ciało denata leży w jednym z pokojów. Sprawę okoliczności śmierci K. bada Prokuratura Rejonowa w Wołominie. Śledztwo toczy się w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Na dziś prokuratura wyklucza zabójstwo i samobójstwo. Prokuratura zaprzecza, jakoby na ciele denata, które znaleziono 11 sierpnia późnym popołudniem, znajdowały się obrażenia wskazujące na to, że przyczyną zgonu był postrzał.– Z przeprowadzonych czynności na miejscu zdarzenia nie wynika, by ta wersja w tym momencie wchodziła w grę – informuje prok. Andrzej Kielak, zastępca prokuratora rejonowego. – To są wstępne ustalenia, które mogą się zmienić po przeprowadzeniu sekcji zwłok, wtedy będzie wiadomo więcej na temat przyczyny zgonu – dodaje.
Jak nieoficjalnie dowiedział się „Nasz Dziennik”, ciało mężczyzny było zakrwawione, ubrane, widoczne było poważne naruszenie twarzoczaszki. Około tygodnia przed śmiercią Marek K. miał wypadek – potrącił go samochód, przebywał w szpitalu, z którego wypisał się na własne żądanie.
Szefostwo BOR nie chce się w tej sprawie wypowiadać. – Nie udzielamy informacji w tej sprawie. Czekamy na ustalenia prokuratury i wyniki sekcji zwłok – ucina mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik tej formacji. – Marek, mówiąc bardzo ogólnie, był odpowiedzialny za miejsce czasowego pobytu VIP-ów na terenie Polski – dodaje.
Zabezpieczeniem wizyt 7 i 10 kwietnia zajmowała się właśnie ta sama ekipa funkcjonariuszy BOR, która jednocześnie nadzorowała bezpieczeństwo VIP-ów na terenie kraju.
O tym, z jakimi utrudnieniami spotkali się oficerowie BOR ze strony Rosjan: utrudnianie rekonesansu lotniska Siewiernyj, później dostępu do wraku tupolewa czy szczątków ofiar, „Nasz Dziennik” pisał niejednokrotnie.
Można dużo napisać na temat braku kompetencji ówczesnego szefa BOR gen. Janickiego. Faktem jest, że śmierć majora K. to już kolejny przypadek nagłego zgonu funkcjonariusza Biura, który w pewnym zakresie zahacza o tragedię smoleńską. Przed trzema laty w Kazachstanie zmarł Adam A., pirotechnik BOR, który zajmował się sprawdzaniem rządowych tupolewów zarówno przed katastrofą, jak i po niej. Śmierć Adama A., po zawiadomieniu złożonym przez BOR, badała Prokuratura Okręgowa w Warszawie – stwierdzono, że pirotechnik został pobity. Śledczy orzekli jednak ostatecznie, że przyczyną śmierci była niewydolność serca.
Biorąc to wszystko pod uwagę – BOR jako formacja odpowiedzialna za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie znalazło się w sytuacji co najmniej niekomfortowej.
Kompetentny fachowiec
Koledzy z BOR wspominają majora K. jako człowieka nadzwyczaj kompetentnego, opanowanego, bardzo dobrego organizatora. Nieangażujący się w polityczne spory, ambitny, ale bez skłonności osoby robiącej karierę za wszelką cenę. Doświadczony funkcjonariusz BOR. Oddany sprawie, bez skłonności do depresji, bez skłonności do myśli samobójczych. Marek był zawsze człowiekiem szalenie inteligentnym, potrafił zachować się właściwie w każdej sytuacji. Typ doskonałego organizatora. Bardzo dokładny, pogodny i spokojny – opisują go koledzy z Biura. – Jego śmierć jest dla nas wielkim zaskoczeniem – był jednym z filarów BOR. Jesteśmy bardzo ostrożni, jeśli chodzi o użycie słowa „samobójstwo” – dodają. Nie chodzi tu o to, byśmy się wypowiadali na poziomie komisji śledczej, ale wiemy też, że są różne formy nacisku – podkreślają.Do myślenia daje też fakt, że oficer BOR ginie w niewyjaśnionych okolicznościach niedługo po tym, jak sąd nakazał prokuraturze wznowienie śledztwa dotyczącego organizacji lotów do Smoleńska.
Anna Ambroziak"
PS2.
Informacja z dnia 14.08.2014 zawarta na stronach niezależna.pl
Wszystko wskazuje na to, że można wykluczyć samobójstwo oraz zabójstwo. "Ostra niewydolność krążeniowa" – brzmi wstępna opinia po sekcji zwłok 44-letniego oficera BOR, którego znaleziono martwego w nocy z poniedziałku na wtorek w jego domu - informuje portal RMF.24.pl.
Drobne rany i otarcia na ciele majora Marka K. (w mediach pojawiła się informacja m.in. o ranie na łuku brwiowym) najprawdopodobniej powstały kilka dni przed jego śmiercią i nie mają związku ze zgonem - dowiedział się RMF.24.pl w prokuraturze, która czeka na pełne wyniki badań. Miały by w nich być testy na obecność w organizmie alkoholu, narkotyków i leków. Prokuratura sprawdzi czy Marek K. leczył się i czy miał zaplanowane zabiegi medyczne.
"Ostatni kontakt z Markiem był dzień przed jego śmiercią, czyli w niedzielę. Nic mi nie wiadomo o pobycie Marka w szpitalu" - napisał na Twitterze rzecznik Biura Ochrony Rządu Dariusz Aleksandrowicz. "Marek w sierpniu nie przebywał również na zwolnieniu lekarskim. W poprzednim tygodniu przebywał na urlopie wypoczynkowym..." - wyjaśnił.
Marek K., znany w BOR jako "Koper", w 2010 r. brał udział w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Zeznawał nawet w tej sprawie we wznowionym ostatnio cywilnym śledztwie smoleńskim.
Żródło: http://niezalezna.pl/58356-oficer-bor-zmarl-przez-ostra-niewydolnosc-krazeniowa-sa-wstepne-wyniki-sekcji
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
sobota, 9 sierpnia 2014
Prorocza "Ekipa" ze Smoleńskiem w tle...
Dzisiaj - dzień przed 52 miesięcznicą tragedii smoleńskiej - na serialowych stronach wp.pl (1) niemalże w sposób sensacyjny przedstawiono proroczą treść emitowanego w Polsacie w 2007 roku serialu "Ekipa".
Dziwne, że dopiero teraz... Już dawno przecież prawicowi (ale nie tylko) blogerzy i publicyści zauważyli, że faktycznie wydarzenia przedstawione w tym serialu stały się niemal realną rzeczywistością w latach 2008-2010 a także realnie kontynuowane są w latach 2011-2014.
Serial ten - autorstwa Agnieszki Holland, Magdaleny Łazarkiewicz i Kasi Adamik - przedstawiał nowo mianowanego premiera (aktor o fizjonomii i podobnym - Konstanty Turski - serialowym nazwisku do D. Tuska), który mierzyć się musiał " tyleż z realnymi problemami państwa, co sytuacjami sensacyjnymi, często czysto hipotetycznymi. Czego tam nie było – dymisja premiera po ujawnieniu kompromitujących materiałów, zamach stanu zaplanowany przez pracownika naukowego, narodowcy zagrażający bezpieczeństwu publicznemu, a w końcu… śmierć prezydenta w katastrofie lotniczej. Dzisiaj, po Smoleńsku, rosnącym w siłę Ruchu Narodowym, sprawie Brunona K., a w końcu także po przetaczającej się właśnie przez media aferze podsłuchowej, wiemy już, że polska scena polityczna kryła przed twórcami serialu znacznie mniej tajemnic, niż można się było spodzi" (1).
W tekście wp.pl wskazano pięć politycznych i okołopolitycznych faktów, które zostały przez serial proroczo przepowiedziane:
1. Ciąg dalszy szukania brudów na politycznych przeciwników,
2. Ekspansja wpływów środowisk nacjonalistycznych,
3. Pracownik naukowy na czele zamachu stanu,
4. Śmierć prezydenta w katastrofie lotniczej
5. Taśmy prawdy
Tak naprawdę nie wszystko na co wskazuje portal wp.pl trudno było przewidzieć.
Na przykład "szukanie brudów na politycznych przeciwników" to nic innego jak przede wszystkim "gra" teczkami dawnych tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych, którzy obecnie (zarówno w serialu jak i w rzeczywistości) zajmują wysokie stanowiska społeczno-gospodarczo-polityczne. "W „Ekipie” motyw teczki pojawia się (...) jako rodzaj politycznej zagrywki, bezpardonowej walki o stołki, w której własne korzyści są ważniejsze od dobra narodowego. W kolejnych latach jeszcze wielokrotnie usłyszymy - nie tylko o teczkach (dop-kj) - ale o takich sytuacjach, a ujawnianie problematycznych koneksji polityków, grzebanie w ich kontach bankowych, publikowanie kompromitujących materiałów, wytykanie błędów w oświadczeniach majątkowych czy – jak ostatnio – upublicznienie prywatnych nagrań (o tym także w punkcie 5.), stanie się elementem gry politycznej, w której opozycja będzie chciała zyskać kosztem partii rządzącej, i na odwrót. Jedni będą głośno szczekać, drudzy zaś kurczowo trzymać się swych stołków" (1). Oceniając więc "stopień serialowego proroctwa" gry teczkami to było to dość łatwe do przewiddzenia przez scenarzystów. Brak w Polsce prawdziwej i szybkiej lustracji i dekomunizacji sprawił, że jeszcze przez wiele lat będziemy mieli do czynienia z tym zjawiskiem...
Podobnie łatwa do przewidzenia (być może nie dla wszystkich) była zapowiedź ekspansji wpływów środowisk narodowych. Każdy bowiem, kto wie na czym oparta jest idea UE (m.in. likwidacja narodów i państw, multikulturowość, odejście od wartości chrześcijańskich oraz łacińskiej tradycji europejskicej) zdaje sobie sprawę, że ta utopijna socjal-komuno-syjonistyczna idea jednego państwa Europa napotykać będzie na coraz większy opór społeczeństw europejskich przeciwstawiających się temu projektowi. Podobnie jest i będzie w Polsce, gdzie na pewno ruch narodowy będzie zyskiwał coraz więcej zwolenników, co było już widoczne w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego (RN otrzymał 3% poparcie). Oczywiście - zważywszy na postaci realizujące film - w serialu narodowcy przedstawieni zostali w sposób skrajnie negatywny...
Pozostałe fakty zdają się już mieć - prezentowany przez scenarzystówzny - charakter niemal profetyczny.
W kilku odcinkach przewija się wątek przygotowywanego przez naukowca zamachu terrorystycznego, w czym wielu upatruje podobieństwa w realnie planowanym w 2012 roku przez naukowca Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie Brunona Kwietnia zamachu na budynek Sejmu RP.
"Jednym z wątków pobocznych ostatnich odcinków jest ujawnienie, już po jego śmierci, iż prezydent był szantażowany przez swojego przeciwnika politycznego. Temat ten jak bumerang powrócił w ostatnich dniach, kiedy to tygodnik „Wprost” ujawnił zapisy prywatnych rozmów ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką oraz posła Sławomira Nowaka z byłym wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. Sytuacja ta jest więc odbiciem kolejnej hipotezy z serialu, która z telewizyjnej fikcji nagle staje się realnym, szeroko dyskutowanym skandalem – oto jak na dłoni widzimy, że młoda polska demokracja wciąż budowana jest na prymitywnych (także jeśli chodzi o język) układach" (1). Niestety D. Tuskowi wiele brakuje do wyidealizowanego, serialowego K. Turskiego a jego rządy oraz ludzie, których dobiera sobie do współpracy prezentują poziom kloaczny.
Ale chyba najbardziej proroczym zdarzeniem w serialu była śmierć Prezydenta RP w katastrofie lotniczej.
"W ostatnich odcinkach serialu dowiadujemy się, że śmigłowiec prezydenta Juliana Szczęsnego, wizytującego w Afganistanie, zostaje zestrzelony przez terrorystów. Prezydent ponosi poważne rany i w konsekwencji umiera. Wątek ten został rozpisany jako niegroźna, bo – jak się w tedy wydawało – urwana z choinki, analiza sytuacji państwa, które traci swojego przywódcę, dlatego twórcom musiało nie być do śmiechu, gdy trzy lata później pod Smoleńskiem rozbijał się prezydencki tupolew" (1).
Doprawdy... trzeba mieć przenikliwośc bliską proroczej aby pisać scenariusze, w których fikcja staje się realną rzeczywistością... Oczywiście można powiedzieć, że byłą to wtedy tylko artystyczna wizja a zbieżność owej fikcji scenariuszowej z późniejszymi realnymi zdarzeniami była i jest tylko zbiegiem okoliczności i przypadkiem....
Ale czy tak jest na pewno?
Pozwolę sobie w tej kwestii na kilka uwag natury ogólnej, które niech każdy interpretuje subiektywnie wedle własnego uznania...
Jest na tym świecie pewna grupa ludzi, która od wielu już wieków pielęgnuje w sobie chore i mitomańskie a'priori przeświadczenie o swoim szczególnym ziemskim posłannictwie. Przekazywane jest to z pokolenia na pokolenie i za każdym razem wpajane zostaje potomkom od najmłodszych lat. Takież wychowanie dzieci rodzi z ludzi już dorosłych niemalże szaleńców psychicznych przekonanych o swojej wielkości i specyficznym mesjanizmie polegającym na zdolności kreowania światowego porządku i przewidywania przyszłych zdarzeń. Mistyczna wiara w takież zdolności własne generuje też ową wiarę w podobne lub większe owe zdolności u genetycznych "braci i sióstr". Implikuje ona również nienawiść wobec innych grup i narodów uważanych tylko za ludzi (lub podludzi) niegodnych im, czyli nadludziom, istotom jakoś specjalnie wybranym...
Takież ich postrzeganie świata wywołuje nieraz nawet nieświadomą potrzebę potwierdzenia mistycznych i magicznych zdolności przewidywania przyszłości powstałą u innych, nieraz w hierarchii ważniejszych, genetycznych pobratymców. Często też dla uwiarygodnienia nieuchronności przewidywań (planów działań) przedstawia się je wcześniej jako fantasmagoryczne wymysły genialnych twórców, artystów (np. scenarzystów, malarzy, literatów, filmowców). Ta fikcja może stać się i często staje się niemal obowiązującą strategią, która dla chorych szaleńców może wyznaczać konieczność jej realnego urzeczywistniania. Bywa też jednak, że faktycznie są one scenariuszem działań, które stara się przedstawić w postaci jedynie fantazji...
Przed WTC powstawały filmy, obrazy i powieści pokazujące ich zawalenie/zburzenie. Czy były to spowodowane natchnieniem twórcze i genialne dzieła futurystyczne? Czy też może przekazywały (niezależnie od celów owego przekazu) faktyczny scenariusz przyszłych wydarzeń? A może miały stanowić źródło inspiracji dla jakiś fanatycznych grup szaleńców albo niejako alibi przed ewentualnością odpowiedzialnością za może zbrodnię?
Nie mam pojęcia jak traktować scenariusz Ekipy, podobnie też nie wiem skąd u B. Komorowskiego mistyczna wizja, że "samolot gdzieś poleci i może wszystko się zmieni". Również jestem pod wrażeniem magicznych i wróżkarskich umiejętności szefów i redaktorów "Faktów i Mitów" oraz "NIE"... w ostatnich numerach tuż przed katastrofą opublikowano w nich artykuły (Mały Katyń, Śmierć Prezydenta K.) oraz zdjęcie (na okładce) rozbijającego się samolotu z Gosiewskim siedzącym okrakiem na jego kadłubie... Nie trzeba też dodawać, ze akurat realizację Ekipy i prowadzenie owych czasopism dzierży pewna grupa ludzi, o których pisałem w poprzednich akapitach...
Pozdrawiam
(1) http://aleseriale.pl/gid,14754,img,397369,fototemat.html
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Dziwne, że dopiero teraz... Już dawno przecież prawicowi (ale nie tylko) blogerzy i publicyści zauważyli, że faktycznie wydarzenia przedstawione w tym serialu stały się niemal realną rzeczywistością w latach 2008-2010 a także realnie kontynuowane są w latach 2011-2014.
Serial ten - autorstwa Agnieszki Holland, Magdaleny Łazarkiewicz i Kasi Adamik - przedstawiał nowo mianowanego premiera (aktor o fizjonomii i podobnym - Konstanty Turski - serialowym nazwisku do D. Tuska), który mierzyć się musiał " tyleż z realnymi problemami państwa, co sytuacjami sensacyjnymi, często czysto hipotetycznymi. Czego tam nie było – dymisja premiera po ujawnieniu kompromitujących materiałów, zamach stanu zaplanowany przez pracownika naukowego, narodowcy zagrażający bezpieczeństwu publicznemu, a w końcu… śmierć prezydenta w katastrofie lotniczej. Dzisiaj, po Smoleńsku, rosnącym w siłę Ruchu Narodowym, sprawie Brunona K., a w końcu także po przetaczającej się właśnie przez media aferze podsłuchowej, wiemy już, że polska scena polityczna kryła przed twórcami serialu znacznie mniej tajemnic, niż można się było spodzi" (1).
W tekście wp.pl wskazano pięć politycznych i okołopolitycznych faktów, które zostały przez serial proroczo przepowiedziane:
1. Ciąg dalszy szukania brudów na politycznych przeciwników,
2. Ekspansja wpływów środowisk nacjonalistycznych,
3. Pracownik naukowy na czele zamachu stanu,
4. Śmierć prezydenta w katastrofie lotniczej
5. Taśmy prawdy
Tak naprawdę nie wszystko na co wskazuje portal wp.pl trudno było przewidzieć.
Na przykład "szukanie brudów na politycznych przeciwników" to nic innego jak przede wszystkim "gra" teczkami dawnych tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych, którzy obecnie (zarówno w serialu jak i w rzeczywistości) zajmują wysokie stanowiska społeczno-gospodarczo-polityczne. "W „Ekipie” motyw teczki pojawia się (...) jako rodzaj politycznej zagrywki, bezpardonowej walki o stołki, w której własne korzyści są ważniejsze od dobra narodowego. W kolejnych latach jeszcze wielokrotnie usłyszymy - nie tylko o teczkach (dop-kj) - ale o takich sytuacjach, a ujawnianie problematycznych koneksji polityków, grzebanie w ich kontach bankowych, publikowanie kompromitujących materiałów, wytykanie błędów w oświadczeniach majątkowych czy – jak ostatnio – upublicznienie prywatnych nagrań (o tym także w punkcie 5.), stanie się elementem gry politycznej, w której opozycja będzie chciała zyskać kosztem partii rządzącej, i na odwrót. Jedni będą głośno szczekać, drudzy zaś kurczowo trzymać się swych stołków" (1). Oceniając więc "stopień serialowego proroctwa" gry teczkami to było to dość łatwe do przewiddzenia przez scenarzystów. Brak w Polsce prawdziwej i szybkiej lustracji i dekomunizacji sprawił, że jeszcze przez wiele lat będziemy mieli do czynienia z tym zjawiskiem...
Podobnie łatwa do przewidzenia (być może nie dla wszystkich) była zapowiedź ekspansji wpływów środowisk narodowych. Każdy bowiem, kto wie na czym oparta jest idea UE (m.in. likwidacja narodów i państw, multikulturowość, odejście od wartości chrześcijańskich oraz łacińskiej tradycji europejskicej) zdaje sobie sprawę, że ta utopijna socjal-komuno-syjonistyczna idea jednego państwa Europa napotykać będzie na coraz większy opór społeczeństw europejskich przeciwstawiających się temu projektowi. Podobnie jest i będzie w Polsce, gdzie na pewno ruch narodowy będzie zyskiwał coraz więcej zwolenników, co było już widoczne w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego (RN otrzymał 3% poparcie). Oczywiście - zważywszy na postaci realizujące film - w serialu narodowcy przedstawieni zostali w sposób skrajnie negatywny...
Pozostałe fakty zdają się już mieć - prezentowany przez scenarzystówzny - charakter niemal profetyczny.
W kilku odcinkach przewija się wątek przygotowywanego przez naukowca zamachu terrorystycznego, w czym wielu upatruje podobieństwa w realnie planowanym w 2012 roku przez naukowca Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie Brunona Kwietnia zamachu na budynek Sejmu RP.
"Jednym z wątków pobocznych ostatnich odcinków jest ujawnienie, już po jego śmierci, iż prezydent był szantażowany przez swojego przeciwnika politycznego. Temat ten jak bumerang powrócił w ostatnich dniach, kiedy to tygodnik „Wprost” ujawnił zapisy prywatnych rozmów ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką oraz posła Sławomira Nowaka z byłym wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. Sytuacja ta jest więc odbiciem kolejnej hipotezy z serialu, która z telewizyjnej fikcji nagle staje się realnym, szeroko dyskutowanym skandalem – oto jak na dłoni widzimy, że młoda polska demokracja wciąż budowana jest na prymitywnych (także jeśli chodzi o język) układach" (1). Niestety D. Tuskowi wiele brakuje do wyidealizowanego, serialowego K. Turskiego a jego rządy oraz ludzie, których dobiera sobie do współpracy prezentują poziom kloaczny.
"W ostatnich odcinkach serialu dowiadujemy się, że śmigłowiec prezydenta Juliana Szczęsnego, wizytującego w Afganistanie, zostaje zestrzelony przez terrorystów. Prezydent ponosi poważne rany i w konsekwencji umiera. Wątek ten został rozpisany jako niegroźna, bo – jak się w tedy wydawało – urwana z choinki, analiza sytuacji państwa, które traci swojego przywódcę, dlatego twórcom musiało nie być do śmiechu, gdy trzy lata później pod Smoleńskiem rozbijał się prezydencki tupolew" (1).
Doprawdy... trzeba mieć przenikliwośc bliską proroczej aby pisać scenariusze, w których fikcja staje się realną rzeczywistością... Oczywiście można powiedzieć, że byłą to wtedy tylko artystyczna wizja a zbieżność owej fikcji scenariuszowej z późniejszymi realnymi zdarzeniami była i jest tylko zbiegiem okoliczności i przypadkiem....
Ale czy tak jest na pewno?
Pozwolę sobie w tej kwestii na kilka uwag natury ogólnej, które niech każdy interpretuje subiektywnie wedle własnego uznania...
Jest na tym świecie pewna grupa ludzi, która od wielu już wieków pielęgnuje w sobie chore i mitomańskie a'priori przeświadczenie o swoim szczególnym ziemskim posłannictwie. Przekazywane jest to z pokolenia na pokolenie i za każdym razem wpajane zostaje potomkom od najmłodszych lat. Takież wychowanie dzieci rodzi z ludzi już dorosłych niemalże szaleńców psychicznych przekonanych o swojej wielkości i specyficznym mesjanizmie polegającym na zdolności kreowania światowego porządku i przewidywania przyszłych zdarzeń. Mistyczna wiara w takież zdolności własne generuje też ową wiarę w podobne lub większe owe zdolności u genetycznych "braci i sióstr". Implikuje ona również nienawiść wobec innych grup i narodów uważanych tylko za ludzi (lub podludzi) niegodnych im, czyli nadludziom, istotom jakoś specjalnie wybranym...
Takież ich postrzeganie świata wywołuje nieraz nawet nieświadomą potrzebę potwierdzenia mistycznych i magicznych zdolności przewidywania przyszłości powstałą u innych, nieraz w hierarchii ważniejszych, genetycznych pobratymców. Często też dla uwiarygodnienia nieuchronności przewidywań (planów działań) przedstawia się je wcześniej jako fantasmagoryczne wymysły genialnych twórców, artystów (np. scenarzystów, malarzy, literatów, filmowców). Ta fikcja może stać się i często staje się niemal obowiązującą strategią, która dla chorych szaleńców może wyznaczać konieczność jej realnego urzeczywistniania. Bywa też jednak, że faktycznie są one scenariuszem działań, które stara się przedstawić w postaci jedynie fantazji...
Przed WTC powstawały filmy, obrazy i powieści pokazujące ich zawalenie/zburzenie. Czy były to spowodowane natchnieniem twórcze i genialne dzieła futurystyczne? Czy też może przekazywały (niezależnie od celów owego przekazu) faktyczny scenariusz przyszłych wydarzeń? A może miały stanowić źródło inspiracji dla jakiś fanatycznych grup szaleńców albo niejako alibi przed ewentualnością odpowiedzialnością za może zbrodnię?
Nie mam pojęcia jak traktować scenariusz Ekipy, podobnie też nie wiem skąd u B. Komorowskiego mistyczna wizja, że "samolot gdzieś poleci i może wszystko się zmieni". Również jestem pod wrażeniem magicznych i wróżkarskich umiejętności szefów i redaktorów "Faktów i Mitów" oraz "NIE"... w ostatnich numerach tuż przed katastrofą opublikowano w nich artykuły (Mały Katyń, Śmierć Prezydenta K.) oraz zdjęcie (na okładce) rozbijającego się samolotu z Gosiewskim siedzącym okrakiem na jego kadłubie... Nie trzeba też dodawać, ze akurat realizację Ekipy i prowadzenie owych czasopism dzierży pewna grupa ludzi, o których pisałem w poprzednich akapitach...
Pozdrawiam
(1) http://aleseriale.pl/gid,14754,img,397369,fototemat.html
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
czwartek, 10 kwietnia 2014
Jest pamięć i nadzieja, i wiara... w 4 rocznicę zamachu smoleńskiego...
Nie ma słów. Jest pamięć i nadzieja, i wiara...
Oj... nie ma słów...
Na gesty ostatnich lat minione,
Na zaprzaństwo przez III Rzeczpospolitą zdradliwą czynione...
Na ogrom rozpaczy zadanych Ojczyźnie,
Na platformianą swołocz poddaną sowieckiej i germańskiej zgniliźnie...
Oj... nie ma słów...
Na ból zadany Polakom w kraju i na dalekim uchodźstwie,
Na strach bijący z oczu tchórzy i zdrajców radośnie,
Na smoleński mord uczyniony na rodakach najbliższych,
Na kłamstwo bijące z oczu sowieckich myśliwych...
Oj... nie ma słów...
Na bezprawie owiane małością tysiącletnich wędrowców,
Na bałamutność niby wybrańców a odwiecznych bezpaństwowców,
Na cierpienia zadane naszej polskości...
Na ośmieszanie Krzyża w oparach fałszywej hrabioskości...
Oj... nie ma słów...
Na kłamliwą hipokryzję siejącą nienawiść,
Na pogardę godzącą w polską narodową tożsamość,
Na wasalizację i powolną utratę naszej Ojczyzny,
Na jej upadek, w skali dziejów drastyczny...
Jest za to nasza pamięć, nadzieja i wiara,
Polska jest i będzie, tak wielka jak smoleńska ofiara...
Odzyskamy ją, odrodzi się jak zawsze w glorii i chwale,
A tragiczna śmierć smoleńska będzie fundamentem w tym dziele...
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 9 kwietnia 2014
4 rocznica zamachu smoleńskiego i 74 ludobójstwa w Katyniu...
Jutro mijają już 4 lata od tragedii smoleńskiej, największej hekatomby polskich elit w historii. Przez ten okres wiele razy pisałem o moim smutku, ale też o
zmienności emocji: od rozpaczy poprzez złość, modlitwę, gniew i chęć
zemsty. Emocje w końcu trochę opadły a dziś niemal pewna hipoteza
zamachu tylko potwierdza moje pierwsze tragiczne przypuszczenia: dokonano zbrodni na pasażerach.
Osobiście mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po stracie tylu wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów zasób słów, którymi opisałem haniebne, rządzące nami elity tzw. III RP lub lepiej chyba PRL-bis. Pozostaje mi tylko dziś wołanie o jak najszybsze znalezienie winnych zamachu i odpowiednie ich ukaranie oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?
Inną kwestią, która musi zostać rozstrzygnięta, jest sposób dokonania zamachu. Dla mnie osobiście sprawa jest jasna. Istnieją trzy hipotezy jego przebiegu:
1) W samolocie lecącym do Smoleńska w powietrzu (tuż przed lądowaniem) nastąpiły wewnętrzne wybuchy, które spowodowały tragedię i śmierć wszystkich pasażerów,
2) Ładunki znajdujące się w samolocie zostały zdetonowane tuż po wylądowaniu a żyjących jeszcze rannych pasażerów lotu "dobito" lub uprowadzono,
3) Dokonano wcześniejszej "maskirowki" w miejscu ewentualnego lądowania a pasażerów zabito gdzie indziej. Pozostaje pytanie gdzie oraz czy wszystkich wymordowano.
Ja - uwzględniając wyniki prac Komisji Parlamentarnej pod przewodnictwem A. Macierewicza - skłaniam się do hipotezy pierwszej, choć oczywiście trzeba badać je wszystkie. Niezależnie jednak od sposobu dokonania zamachu pewnym jest to, że był to zamach na polskie elity, było to morderstwo z premedytacją.
Dokonałem dziś po raz kolejny retrospekcji moich notek na temat tej tragedii i ponownie odkryłem, że tak naprawdę od pierwszego dnia gdzieś w podświadomości czułem, że przystąpiono do ostatecznej bitwy z Narodem Polskim… w wojnie o pozbawienie Polaków Ojczyzny, tożsamości narodowej, wiary, majątku i zasobów naturalnych, poczucia wspólnoty a w końcu utratę przez Polskę suwerenności i niepodległości.
To, co się stało tego kwietniowego dnia 2010 roku jest jakby ukoronowaniem zdrady narodowej dokonanej przy "okrągłym stole", gdzie w imię „pojednania” do rozmów przystąpiły dwie strony: kaci i ofiary. Chociaż i to jest kłamstwo, bo tak naprawdę przy okrągłym stole ofiar nie było, tak naprawdę to też byli to tylko prawie kaci udający pokrzywdzonych ludzi opozycji.
Większość przecież tzw. strony opozycyjnej to byli socjaliści, trockiści, dla których internacjonalistyczne idee socjalistyczne były zawsze najważniejsze. Wielu z nich było przecież TW a w większości dla tych, którzy nimi nie byli, raczej idea odrodzenia wolnej i suwerennej Polski była zupełnie obca, tym bardziej, że wielu z nich było i jest nam etnicznie obca. Kiedyś ktoś powiedział, że przy okrągłym stole spotkali się czerwoni i różowi, TW i ich prowadzący oraz, że chcieli tylko jednego: aby w spokoju przejść okres transformacji i znów być największymi beneficjentami nowej Polski lub też po prostu chcieli ją choć w części zawłaszczyć dla siebie w imię budowy wyimaginowanej w chorej wyobraźni tzw.: Judeopolonii.
Teraz już wiemy, że "okrągły stół" był w sumie wymyślony przez sowieckie KGB i GRU (w sensie dopuszczenia do współrządzenia tzw.: „konstruktywnej opozycji”). Wiedzieli o tym "nasi" opozycjoniści z Bolkiem na czele, którzy wyeliminowali z obrad niemal wszystkich polskich patriotycznie nastawionych opozycjonistów. Wiedzieli o tym dobrze wstrętni prosowieccy komuniści w postaci Wolskiego czy Kiszczaka.
Nieżyjący już profesor Wieczorkiewicz w wywiadzie opublikowanym po jego śmierci przez Rzeczpospolitą tak przedstawiał sytuację (wytłuszczenie - pytania dziennikarza):
„…Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?
Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.
W Polsce także?
Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku...
Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?
Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.
(…)
Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?
Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.
Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?
KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić (…)”.
Czyż w takim ujęciu śmierć tylu Wybitnych Polaków, Patriotów z prezydentem na czele mogła być przypadkiem? Oczywiście nie!
Pytanie jest jedno (wraz z uzupełniającym): Kto był inicjatorem a kto bezpośrednim wykonawcą zamachu i czy oni działali wspólnie i w porozumieniu? Można postawić dodatkowe pytanie: Kto najbardziej - wewnętrznie i zewnętrznie wobec Polski - na tym zyskał?
Nie znamy ostatecznych odpowiedzi na te pytania. Niemniej uważam, że beneficjenci III RP postawili wszystko na jedną kartę lub ten "wypadek" tylko przyspieszył bieg zdarzeń. Postawili wszystko ponownie na powrót do dawnych stref wpływów ustalonych po II Wojnie Światowej z uwzględnieniem późniejszych zmian geopolitycznych… teraz już bez przewodniej roli ideologii komunistycznej, ale liberalno-globalistycznej. Ich kierunek jest dla mnie jasny: wasalizacja Polski wobec Rosji, międzynarodowych lichwiarzy i niemieckiej Unii Europejskiej z domieszką apriorycznie chorych celów judaizacji naszej Ojczyzny.
I mam takie przeczucie, graniczące z pewnością, że ta śmierć była na rękę właśnie zarówno chyba Rosji, UE i polskim piewcom III RP… ale także być może USA czy Izraelowi, a szczególnie międzynarodowym instytucjom finansowym o czym piszę m.in. w notce: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński (1)"
Bo tak naprawdę obecnie w świecie liczą się własne interesy największych.
O’Bama jest miałkim politykiem, figurantem realizującym cele syjonistycznego gremium nadrzędnego. Europa stała się dla Ameryki Północnej w sumie garbem i ciężarem. "Reset" USA w stosunkach z Moskwą przyniósł opłakane skutki, co widać teraz w czasie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. UE zaś jest zdominowana przez Niemcy, które są przychylne wobec Rosji i gotowe zawsze porozumieć się w sprawie „zasięgu wzajemnych wpływów”. Rosja od lat próbuje odbudować swoją potęgę imperialną ponownie „skupiając” wokół siebie dawne republiki radzieckie i kraje postsocjalistyczne. To „skupianie” ma nieraz formę uzależnienia ekonomicznego, energetycznego (Polska i inne kraje z przewagą rosyjskich dostaw nośników energii), nieraz oficjalnej wojny (jak z Gruzją w 2008 roku a teraz konflikt na Ukrainie), dokonywania przewrotów rękami swoich agentów (Kirgistan w kwietniu 2010), czy też poprzez „demokratyczne” wybory, które wygrywają prorosyjscy kandydaci (Armenia). Organizacje żydowskich syjonistów natomiast cały czas żądają od nas zapłaty wyimaginowanych przez nich odszkodowań za mienie utracone podczas II WS w wysokości niebotycznych 65-67 mld USD i prowadzą antypolską kampanię na całym świecie, która próbuje nas obarczyć o wojenny holocaust.
W tym kontekście przede wszystkim polityka wschodnia L. Kaczyńskiego, który skupił wokół siebie takie kraje jak: Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Gruzja, częściowo Kazachstan i Azerbejdżan… była szczególnie dla Putina ciosem i musiała wzbudzać po prostu wściekłość. Mało tego L. Kaczyński potrafił powstrzymać Rosję przed zaanektowaniem Gruzji, uratował jej niepodległość i stał się Bohaterem Narodu Gruzińskiego.
L. Kaczyński mając poparcie owych krajów i stając na ich czele zbudował bardzo silny geopolitycznie „podmiot międzynarodowy”, z którym zaczęli się liczyć już wszyscy: i z zaciśniętymi zębami oraz ze zdziwieniem Unia Europejska, i w sumie z podziwem, ale i irytacją USA oraz z nieskrywaną złością Rosja.
Jakże symptomatycznie brzmią dzisiaj więc słowa Prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa (z początku marca 2010 roku), który stwierdził: „…w czasie (…) spotkania z prezydentem Rumunii Traianem Basescu w Astanie wyraził przekonanie, że kazachska ropa mogłaby być dostarczana nowo zbudowanym rurociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję do Morza Czarnego, skąd tankowcami byłaby przewożona do rumuńskiego portu Konstanca, a stamtąd rurociągiem docierałaby do Triestu nad Adriatykiem”.
Według zaś Financial Times: „Nowy szlak eksportowy dopomógłby Kazachstanowi w zmniejszeniu zależności od rosyjskich rurociągów, przez które obecnie przepływa większość kazachskiej ropy eksportowanej na rynki zachodnie (…) W ocenie analityków Nazarbajew znów jest przekonany, że kaukaska ropa może być eksportowana na Zachód przez region płd. Kaukazu. W czasie krótkiej wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku miał co do tego wątpliwości”.
Polska w osobie Głowy Państwa i jego współpracowników byłaby jednym z sygnatariuszy podpisania umowy o budowie takiego rurociągu, co było już całkiem realne po przedwstępnym podpisaniem przez L. Kaczyńskiego listu intencyjnego dotyczącego jego budowy. Dodatkowo rozpoczęcie intensywnej eksploatacji polskich: gazu łupkowego i ropy łupkowej uniezależniłoby Polskę od rosyjskich dostaw a rurociąg bałtycki stałby się nieefektywny ekonomicznie...
Odnosząc się natomiast do ewentualnych wewnętrznych przyczyn dokonania zamachu nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć moje własne słowa z postu Dlaczego zginął Lech Kaczyński? (wciąż polecam analizę przedstawionej tam grafiki): "...W sumie nałożyło się na prawdopodobną konieczność zamachu wiele powodów, ale najważniejszym, który może dać odpowiedzieć na inne oraz przybliżyć moment odkrycia sprawców jest odkrycie kto w Polsce zyskiwał najbardziej na zgładzeniu polskich elit, a szczególnie na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż - odnosząc się tylko do wewnętrznych powodów zgładzenia śp. Lecha Kaczyńskiego - skłaniam się do postawienia hipotezy, że osobą, która najbardziej - sensu stricto - zyskiwała na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego był B. Komorowski a - sensu largo - ludzie, którzy postanowili usadowić go na fotelu prezydenta Polski...".
Analizując wszystko to, co działo się przed i po tragedii można jednoznacznie stwierdzić, że 10 kwietnia 2010 roku wewnętrznie dokonano w Polsce szczegółowo zaplanowanego zamachu stanu, niemalże wypowiedziano Polsce wojnę!
Zauważmy tylko, że B. Komorowski zanim została potwierdzona śmierć Prezydenta przejął jego obowiązki! Było to złamanie Konstytucji RP i stanowiło bezsprzecznie znamiona zamachu stanu! Dalej potoczyły się wypadki jak w rozpisanym scenariuszu: włamania i przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN-u (w poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI), buszowanie zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie go Rosjanom. Wcześniej było celowe rozdzielenie wizyt D. Tuska i śp. Prezydenta, na miejscu tragedii zaś nie zabezpieczono wraku ani miejsca rozbicia się samolotu, dopuszczono do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie do Polski!), umożliwiono przejęcie czarnych skrzynek przez Rosjan. Żadne istotne dowody (wrak, czarne skrzynki i inne ) do tej pory nie wróciły do Polski i nie zostały przez polskich specjalistów przebadane...
Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się spieszyło dotrzeć do urzędów Prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą do dzisiaj B. Komorowski cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny. Pamiętamy te jego uśmiechy wymieniane z D. Tuskiem podczas przylotu trumny ze śp. prezydentem L. Kaczyńskim....
Pisząc o tym niczego oczywiście nie insynuuję, ale przedstawiam po prostu fakty wewnętrzne i zewnętrzne, które spowodowały m.in. brak na pogrzebie śp. Pary Prezydenckiej przywódców USA i UE… a przybycie np. Włodarza Rosji. Pamiętam też jak jeszcze przed wyborami prezydenckimi gen. M. Dukaczewski (ostatni szef WSI) już mroził szampana, którego zamierzał wypić za zwycięstwo wyborcze B. Komorowskiego.
Jaka jest przecież sytuacja wewnętrzna w Polsce to wszyscy wiemy. Pisałem o tym wielokrotnie… niech kwintesencją będzie tylko stwierdzenie, że po 1989 roku (a tak naprawdę od czasów Wolskiego, czyli 1980) Polską nieformalnie prawdopodobnie rządzi środowisko związane z dawnymi wojskowymi służbami specjalnymi powiązane bardzo mocno z czarną i szarą strefą mafijno-biznesową a także z obecnym prezydentem Polski.
Pisząc o zamachu smoleńskim warto jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się równie negatywnie wpływać na losy Polski i Polaków.
Apeluję tedy, aby w ogólnej dyskusji nad zbrodnią smoleńską nie zapominać o ludobójczej zbrodni katyńskiej z roku 1940 ani innych zbrodniach dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!
Zbrodnia smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku i to w okrutny przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów... Dokładnie 70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli "ścięciem głowy" Polsce i należy o obydwóch należycie pamiętać!
Te dwie zbrodnie skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu zniszczenie Polski.
Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polakóww, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...
Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Woejennego (1,5 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...
Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych.
Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...
Wymordowanie w kwietniu 1940 roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski aż do dziś! Obawiam się, że zbrodnia smoleńska może niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Osobiście mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po stracie tylu wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów zasób słów, którymi opisałem haniebne, rządzące nami elity tzw. III RP lub lepiej chyba PRL-bis. Pozostaje mi tylko dziś wołanie o jak najszybsze znalezienie winnych zamachu i odpowiednie ich ukaranie oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?
Inną kwestią, która musi zostać rozstrzygnięta, jest sposób dokonania zamachu. Dla mnie osobiście sprawa jest jasna. Istnieją trzy hipotezy jego przebiegu:
1) W samolocie lecącym do Smoleńska w powietrzu (tuż przed lądowaniem) nastąpiły wewnętrzne wybuchy, które spowodowały tragedię i śmierć wszystkich pasażerów,
2) Ładunki znajdujące się w samolocie zostały zdetonowane tuż po wylądowaniu a żyjących jeszcze rannych pasażerów lotu "dobito" lub uprowadzono,
3) Dokonano wcześniejszej "maskirowki" w miejscu ewentualnego lądowania a pasażerów zabito gdzie indziej. Pozostaje pytanie gdzie oraz czy wszystkich wymordowano.
Ja - uwzględniając wyniki prac Komisji Parlamentarnej pod przewodnictwem A. Macierewicza - skłaniam się do hipotezy pierwszej, choć oczywiście trzeba badać je wszystkie. Niezależnie jednak od sposobu dokonania zamachu pewnym jest to, że był to zamach na polskie elity, było to morderstwo z premedytacją.
Dokonałem dziś po raz kolejny retrospekcji moich notek na temat tej tragedii i ponownie odkryłem, że tak naprawdę od pierwszego dnia gdzieś w podświadomości czułem, że przystąpiono do ostatecznej bitwy z Narodem Polskim… w wojnie o pozbawienie Polaków Ojczyzny, tożsamości narodowej, wiary, majątku i zasobów naturalnych, poczucia wspólnoty a w końcu utratę przez Polskę suwerenności i niepodległości.
To, co się stało tego kwietniowego dnia 2010 roku jest jakby ukoronowaniem zdrady narodowej dokonanej przy "okrągłym stole", gdzie w imię „pojednania” do rozmów przystąpiły dwie strony: kaci i ofiary. Chociaż i to jest kłamstwo, bo tak naprawdę przy okrągłym stole ofiar nie było, tak naprawdę to też byli to tylko prawie kaci udający pokrzywdzonych ludzi opozycji.
Większość przecież tzw. strony opozycyjnej to byli socjaliści, trockiści, dla których internacjonalistyczne idee socjalistyczne były zawsze najważniejsze. Wielu z nich było przecież TW a w większości dla tych, którzy nimi nie byli, raczej idea odrodzenia wolnej i suwerennej Polski była zupełnie obca, tym bardziej, że wielu z nich było i jest nam etnicznie obca. Kiedyś ktoś powiedział, że przy okrągłym stole spotkali się czerwoni i różowi, TW i ich prowadzący oraz, że chcieli tylko jednego: aby w spokoju przejść okres transformacji i znów być największymi beneficjentami nowej Polski lub też po prostu chcieli ją choć w części zawłaszczyć dla siebie w imię budowy wyimaginowanej w chorej wyobraźni tzw.: Judeopolonii.
Teraz już wiemy, że "okrągły stół" był w sumie wymyślony przez sowieckie KGB i GRU (w sensie dopuszczenia do współrządzenia tzw.: „konstruktywnej opozycji”). Wiedzieli o tym "nasi" opozycjoniści z Bolkiem na czele, którzy wyeliminowali z obrad niemal wszystkich polskich patriotycznie nastawionych opozycjonistów. Wiedzieli o tym dobrze wstrętni prosowieccy komuniści w postaci Wolskiego czy Kiszczaka.
Nieżyjący już profesor Wieczorkiewicz w wywiadzie opublikowanym po jego śmierci przez Rzeczpospolitą tak przedstawiał sytuację (wytłuszczenie - pytania dziennikarza):
„…Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?
Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.
W Polsce także?
Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku...
Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?
Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.
(…)
Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?
Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.
Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?
KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić (…)”.
Czyż w takim ujęciu śmierć tylu Wybitnych Polaków, Patriotów z prezydentem na czele mogła być przypadkiem? Oczywiście nie!
Pytanie jest jedno (wraz z uzupełniającym): Kto był inicjatorem a kto bezpośrednim wykonawcą zamachu i czy oni działali wspólnie i w porozumieniu? Można postawić dodatkowe pytanie: Kto najbardziej - wewnętrznie i zewnętrznie wobec Polski - na tym zyskał?
Nie znamy ostatecznych odpowiedzi na te pytania. Niemniej uważam, że beneficjenci III RP postawili wszystko na jedną kartę lub ten "wypadek" tylko przyspieszył bieg zdarzeń. Postawili wszystko ponownie na powrót do dawnych stref wpływów ustalonych po II Wojnie Światowej z uwzględnieniem późniejszych zmian geopolitycznych… teraz już bez przewodniej roli ideologii komunistycznej, ale liberalno-globalistycznej. Ich kierunek jest dla mnie jasny: wasalizacja Polski wobec Rosji, międzynarodowych lichwiarzy i niemieckiej Unii Europejskiej z domieszką apriorycznie chorych celów judaizacji naszej Ojczyzny.
I mam takie przeczucie, graniczące z pewnością, że ta śmierć była na rękę właśnie zarówno chyba Rosji, UE i polskim piewcom III RP… ale także być może USA czy Izraelowi, a szczególnie międzynarodowym instytucjom finansowym o czym piszę m.in. w notce: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński (1)"
Bo tak naprawdę obecnie w świecie liczą się własne interesy największych.
O’Bama jest miałkim politykiem, figurantem realizującym cele syjonistycznego gremium nadrzędnego. Europa stała się dla Ameryki Północnej w sumie garbem i ciężarem. "Reset" USA w stosunkach z Moskwą przyniósł opłakane skutki, co widać teraz w czasie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. UE zaś jest zdominowana przez Niemcy, które są przychylne wobec Rosji i gotowe zawsze porozumieć się w sprawie „zasięgu wzajemnych wpływów”. Rosja od lat próbuje odbudować swoją potęgę imperialną ponownie „skupiając” wokół siebie dawne republiki radzieckie i kraje postsocjalistyczne. To „skupianie” ma nieraz formę uzależnienia ekonomicznego, energetycznego (Polska i inne kraje z przewagą rosyjskich dostaw nośników energii), nieraz oficjalnej wojny (jak z Gruzją w 2008 roku a teraz konflikt na Ukrainie), dokonywania przewrotów rękami swoich agentów (Kirgistan w kwietniu 2010), czy też poprzez „demokratyczne” wybory, które wygrywają prorosyjscy kandydaci (Armenia). Organizacje żydowskich syjonistów natomiast cały czas żądają od nas zapłaty wyimaginowanych przez nich odszkodowań za mienie utracone podczas II WS w wysokości niebotycznych 65-67 mld USD i prowadzą antypolską kampanię na całym świecie, która próbuje nas obarczyć o wojenny holocaust.
W tym kontekście przede wszystkim polityka wschodnia L. Kaczyńskiego, który skupił wokół siebie takie kraje jak: Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Gruzja, częściowo Kazachstan i Azerbejdżan… była szczególnie dla Putina ciosem i musiała wzbudzać po prostu wściekłość. Mało tego L. Kaczyński potrafił powstrzymać Rosję przed zaanektowaniem Gruzji, uratował jej niepodległość i stał się Bohaterem Narodu Gruzińskiego.
L. Kaczyński mając poparcie owych krajów i stając na ich czele zbudował bardzo silny geopolitycznie „podmiot międzynarodowy”, z którym zaczęli się liczyć już wszyscy: i z zaciśniętymi zębami oraz ze zdziwieniem Unia Europejska, i w sumie z podziwem, ale i irytacją USA oraz z nieskrywaną złością Rosja.
Jakże symptomatycznie brzmią dzisiaj więc słowa Prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa (z początku marca 2010 roku), który stwierdził: „…w czasie (…) spotkania z prezydentem Rumunii Traianem Basescu w Astanie wyraził przekonanie, że kazachska ropa mogłaby być dostarczana nowo zbudowanym rurociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję do Morza Czarnego, skąd tankowcami byłaby przewożona do rumuńskiego portu Konstanca, a stamtąd rurociągiem docierałaby do Triestu nad Adriatykiem”.
Według zaś Financial Times: „Nowy szlak eksportowy dopomógłby Kazachstanowi w zmniejszeniu zależności od rosyjskich rurociągów, przez które obecnie przepływa większość kazachskiej ropy eksportowanej na rynki zachodnie (…) W ocenie analityków Nazarbajew znów jest przekonany, że kaukaska ropa może być eksportowana na Zachód przez region płd. Kaukazu. W czasie krótkiej wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku miał co do tego wątpliwości”.
Polska w osobie Głowy Państwa i jego współpracowników byłaby jednym z sygnatariuszy podpisania umowy o budowie takiego rurociągu, co było już całkiem realne po przedwstępnym podpisaniem przez L. Kaczyńskiego listu intencyjnego dotyczącego jego budowy. Dodatkowo rozpoczęcie intensywnej eksploatacji polskich: gazu łupkowego i ropy łupkowej uniezależniłoby Polskę od rosyjskich dostaw a rurociąg bałtycki stałby się nieefektywny ekonomicznie...
Odnosząc się natomiast do ewentualnych wewnętrznych przyczyn dokonania zamachu nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć moje własne słowa z postu Dlaczego zginął Lech Kaczyński? (wciąż polecam analizę przedstawionej tam grafiki): "...W sumie nałożyło się na prawdopodobną konieczność zamachu wiele powodów, ale najważniejszym, który może dać odpowiedzieć na inne oraz przybliżyć moment odkrycia sprawców jest odkrycie kto w Polsce zyskiwał najbardziej na zgładzeniu polskich elit, a szczególnie na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż - odnosząc się tylko do wewnętrznych powodów zgładzenia śp. Lecha Kaczyńskiego - skłaniam się do postawienia hipotezy, że osobą, która najbardziej - sensu stricto - zyskiwała na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego był B. Komorowski a - sensu largo - ludzie, którzy postanowili usadowić go na fotelu prezydenta Polski...".
Analizując wszystko to, co działo się przed i po tragedii można jednoznacznie stwierdzić, że 10 kwietnia 2010 roku wewnętrznie dokonano w Polsce szczegółowo zaplanowanego zamachu stanu, niemalże wypowiedziano Polsce wojnę!
Zauważmy tylko, że B. Komorowski zanim została potwierdzona śmierć Prezydenta przejął jego obowiązki! Było to złamanie Konstytucji RP i stanowiło bezsprzecznie znamiona zamachu stanu! Dalej potoczyły się wypadki jak w rozpisanym scenariuszu: włamania i przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN-u (w poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI), buszowanie zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie go Rosjanom. Wcześniej było celowe rozdzielenie wizyt D. Tuska i śp. Prezydenta, na miejscu tragedii zaś nie zabezpieczono wraku ani miejsca rozbicia się samolotu, dopuszczono do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie do Polski!), umożliwiono przejęcie czarnych skrzynek przez Rosjan. Żadne istotne dowody (wrak, czarne skrzynki i inne ) do tej pory nie wróciły do Polski i nie zostały przez polskich specjalistów przebadane...
Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się spieszyło dotrzeć do urzędów Prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą do dzisiaj B. Komorowski cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny. Pamiętamy te jego uśmiechy wymieniane z D. Tuskiem podczas przylotu trumny ze śp. prezydentem L. Kaczyńskim....
Pisząc o tym niczego oczywiście nie insynuuję, ale przedstawiam po prostu fakty wewnętrzne i zewnętrzne, które spowodowały m.in. brak na pogrzebie śp. Pary Prezydenckiej przywódców USA i UE… a przybycie np. Włodarza Rosji. Pamiętam też jak jeszcze przed wyborami prezydenckimi gen. M. Dukaczewski (ostatni szef WSI) już mroził szampana, którego zamierzał wypić za zwycięstwo wyborcze B. Komorowskiego.
Jaka jest przecież sytuacja wewnętrzna w Polsce to wszyscy wiemy. Pisałem o tym wielokrotnie… niech kwintesencją będzie tylko stwierdzenie, że po 1989 roku (a tak naprawdę od czasów Wolskiego, czyli 1980) Polską nieformalnie prawdopodobnie rządzi środowisko związane z dawnymi wojskowymi służbami specjalnymi powiązane bardzo mocno z czarną i szarą strefą mafijno-biznesową a także z obecnym prezydentem Polski.
Pisząc o zamachu smoleńskim warto jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się równie negatywnie wpływać na losy Polski i Polaków.
Apeluję tedy, aby w ogólnej dyskusji nad zbrodnią smoleńską nie zapominać o ludobójczej zbrodni katyńskiej z roku 1940 ani innych zbrodniach dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!
Zbrodnia smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku i to w okrutny przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów... Dokładnie 70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli "ścięciem głowy" Polsce i należy o obydwóch należycie pamiętać!
Te dwie zbrodnie skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu zniszczenie Polski.
Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polakóww, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...
Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Woejennego (1,5 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...
Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych.
Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...
Wymordowanie w kwietniu 1940 roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski aż do dziś! Obawiam się, że zbrodnia smoleńska może niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 2 kwietnia 2014
Smoleńsk i wybory do PE: Polacy i ich zdrajcy...
Zbliża się kolejna rocznica niemal już pewnego zamachu smoleńskiego. Przebiegać ona będzie w atmosferze kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego zdominowanej zapewne wydarzeniami na Ukrainie.
Musimy zważać jednak jak i kto będzie mówił o zamachu smoleńskim i kto będzie chciał Polski w UE jako Unii Narodów a nie jednego sfederowanego państwa Europa, w którym nasza suwerenność i niepodległość będzie unicestwiona. Musimy też potrafić oddzielić sprawy ukraińskie od polskich, bo dla nas najważniejsza jest Polska i jej przyszłość a ograniczenie kampanii wyborczej tylko do aspektu ukraińskiego i zastraszaniu Polków ewentualnym konfliktem zbrojnym jest jawnym przykładem na odsunięcie w cień spraw dla Polski najistotniejszych. Poza tym warto pamiętać kto i jak walczył o polskie bezpieczeństwo (w tym energetyczne i wojskowe) przez ostatnie lata i ocenić, czy nagła zmiana narracji w tych obszarach jest wiarygodna czy też nie! (1, 2)
Nadszedł chyba w naszej Polsce czas na skupianie się na rzeczach poważnych a nie
egzaltowanie się manipulacyjnym szumem informacyjnym rozlewającym się w
oficjalnym szambie medialnym III RP. Najwyższy chyba już czas aby
ponownie rozpocząć budowę strategii rozwoju Polski oraz wyodrębnić
spośród nas wszystkich tą część naszych rodaków, która będzie chciała i
będzie zdolna realizować ową propolską, narodową i patriotyczną
politykę, zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Przychylam się bowiem do
przyjmowanej już przez niektórych konieczności jasnego obecnie
zidentyfikowania pro i anty-polskiej części naszego społeczeństwa,
niezależenie od dotychczasowych sporów ideologicznych, poglądów
politycznych czy różnic środowiskowych. Innymi słowy: należy jasno i
kategorycznie określić przede wszystkich zdrajców Polski a spośród
pozostałych wyodrębnić elity i nowych przywódców, którzy zaczną w końcu
myśleć i wspólnie działać dla dobra naszej Ojczyzny.
Pomijając - ze względów oczywistych (patrz: treść postów pod niżej wskazanymi linkami: 1, 2) - aspekt ukraiński i ocenę Rosji*, to stosunek do zamachu smoleńskiego i do charakteru rozwoju UE są dwoma kryteriami, wedle których możemy w
sposób absolutnie dychotomiczny i bez żadnej ewentualności popełnienia
jakiegokolwiek błędu w procesie identyfikacji jednostek - podzielić
Polaków na dwie grupy, które możemy umownie nazwać: "My" i "Zdrajcy". "My" to ci, którzy uważają Konstytucję
RP za absolutnie nadrzędny w Polsce akt prawny oraz szanują utrwalane
od wieków tradycyjne polskie normy moralne i naturalne oraz chcą reformy UE w kierunku budowy Europy Ojczyzn a tragedię
smoleńską pragną wyjaśnić w każdym drobnym szczególe: transparentnie,
międzynarodowo, priorytetowo. "Zdrajcy" to Ci, którzy uważają za
nadrzędne akty prawne wydawane poza Polską i są za pełną unią bankową, fiskalną i polityczną krajów UE oraz nie chcą pełnego
wyjaśnienia tragedii smoleńskiej oraz umniejszają jej znaczenie a także uznają za prawdziwe raporty: MAK-u i KBWL-u.
Dodatkowym i jedynym jeszcze warunkiem - dla mnie a'priori oczywistym - "oddzielania ziaren od plew" jest prawda
historyczna i oparte na tej prawdzie rozliczenie się z ludobójczym i
zbrodniczym oraz narzuconym Polsce siłą, systemem komunistycznym.
Należy też wsłuchiwać się jak kandydaci do PE postrzegają obecną UE i jej dotychczasowy rozwój. Oczywistym jest, że dla Polski najlepszym rozwiązaniem jest dogłębna reforma UE nakierowana na budowę Europy Ojczyzn. Ci zaś, którzy gaworzą o jeszcze ściślejszej integracji unijnej zakładają utratę przez Polskę jej niepodległości oraz suwerenności na rzecz UE budowanej jako IV Rzesza przez Niemcy.
Jak wskazałem drugim obszarem identyfikującym rzeczywistych lub potencjalnych zdrajców Polski jest sposób postrzegania i oceny tragedii smoleńskiej a raczej już prawdopodobnie pewnego "morderstwa smoleńskiego".
Dziś ten, kto choć trochę przyjrzał się wszystkiemu co działo się przed i po 10 kwietnia, musi mieć przeświadczenie, iż tragedia smoleńska nie była przypadkiem. Każdy więc, kto w dalszym ciągu powtarza absurdalne i kłamliwe ustalenia zawarte w sowieckim raporcie MAK i polskim raporcie J. Millera może być jasno określony jako rzeczywisty lub potencjalny zdrajca Polski. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje jedynie ustalenie bezpośrednich decydentów prawie pewnego zamachu oraz jego przebiegu. Wszyscy więc, którzy poszukują prawdy o tragicznej śmierci Polaków zasługują na miano ludzi prawych i spośród nich musimy wyłonić nowych liderów i takich ludzi należy wybierać do unijnego czy też polskiego parlamentu.
Być może kogoś może razić moja jednoznaczność i kategoryczność sformułowań, ale też chyba przyszedł czas na nazywanie rzeczy takimi jakie one są a nie poszukiwaniu dlań zmiękczających słownych relatywizacji. Oczywiście fakt ewentualnej zdrady i jej skali musi być w przyszłości rozstrzygnięty przez właściwe, polskie i suwerenne sądy (w tym: TS) zgodnie z polskim prawem, niemniej nie zawsze wszystko można negatywnie ocenić prawnie a jedynie etyczno-moralnie a poza tym... wystarczy choć jedno świadomie i celowo wielokrotnie powtarzane kłamstwo, aby uznać wszystko czego ono dotyczy również za kłamstwo lub prawdę podtrzymującą i uwiarygadniająca owo kłamstwo...
Wielu jednak spośród Polaków nie ma sprecyzowanego zdania na temat przyczyn tragedii smoleńskiej, jest zdezorientowanych i przytłoczonych dysonansem poznawczym. Często też wielu "nie chciałoby wiedzieć prawdy", bo wydaje się im tak samo straszna, co absurdalna...
Dla tej grupy moich rodaków kilka poniższych słów...
W filmie "Generał Nil" jest scena rozmowy polskiej bezpieki z sowiecką na temat absurdalności postawienia zarzutów współpracy z hitlerowcami szefowi KEDYWU, gen. E. Fieldorfowi... Z ust NKWD-zisty padają wtedy, lekko zmienione słowa J. Goebbelsa "im absurd bardziej absurdalny tym łatwiejszy dla mas do przełknięcia"...
Każdemu też, kto dalej wierzy w zwykły i przypadkowy wypadek polecam, by odpowiedział sobie wstępnie na siedem pytań:
1. Dlaczego D. Tusk zrezygnował z kandydowania na prezydenta i kiedy oraz na rzecz kogo?,
2. Dlaczego kuriozalnie rozdzielono uroczystości na dwie 7 i 10 kwietnia?,
3. Dlaczego jednym samolotem leciało tak wielu ważnych dla Polski i jej obronności ludzi?
4. Dlaczego całościowego śledztwa nie prowadzi strona polska a jedynie rosyjska oraz dlaczego uniemożliwiono tuż po tragedii zbadania miejsca katastrofy, wraku samolotu, czarnych skrzynek, nie przeprowadzono ekshumacji wszystkich zwłok?
5. Czy kłamstwo w sprawie alkoholu we krwi gen. Błasika nie jest wystarczającym argumentem do odrzucenia całości dotychczasowych, oficjalnych raportów w sprawie tragedii?,
6. Jak to możliwe, że samolot rozbijając się o grząski grunt rozpadł się na kilkadziesiąt tysięcy części?
7. Kto zyskał najbardziej (ze strony polskiej, sowieckiej i pozostałych) chociażby tylko na śmierci: Lecha Kaczyńskiego (pewnego kandydata na prezydenta i dysponenta aneksu do raportu z likwidacji WSI), Skrzypka (szefa NBP), Kurtyki (IPN), generalicji NATO, Szmajdzińskiego (kandydata na prezydenta SLD) i Płażyńskiego (współtwórcy PO, którą szybko opuścił)?
Jeżeli w czasie poszukiwania odpowiedzi na te pytania pojawiły się jakiekolwiek wątpliwości, to polecam "drążyć dalej"...
Prawda o Smoleńsku będzie porażała, ale musimy się z nią zmierzyć... Podobnie jak z całym PRL-bis (III RP) oraz też np. wpływem na wprowadzenie Stanu Wojennego środowisk związanych z B. Geremkiem, okolicznościami zamachu na bł. Jana Pawła II i śmierci bł. J. Popiełuszki...
Hm... Ciężko jest być zdrajcą... Ciągle strach... Jak nie przed prawymi rodakami to przed swoimi mocodawcami a ci mocodawcy mogą być groźni (3).
Reasumując. Dopiero wtedy gdy po jednej stronie postawimy zdrajców a po drugiej stronie resztę Polaków... to wtedy możemy zacząć odbudowywać Polskę i dokonywać odpowiednich wyborów swoich kandydatów do różnych władz krajowych i międzynarodowych.
Pozdrawiam
1- http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/konflikt-ukrainski-zamach-smolenski-3.html,
3 - http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/11/seryjny-samobojca-i-nieszczesliwy.html
* O sprawie Ukrainy pisałem ostatnio wielokrotnie. Jest ona rozgrywana ponad polskimi politykami przez możnych tego świata: USA z Izraelem, Niemcy czy Rosję. Siła polskiego głosu w tej sprawie jest żadna i nakierowana przez rządzących tylko na użytek wewnętrzny. "Wymachiwanie szabelką" czy też buńczuczne antyrosyjskie wypowiedzi polskich polityków rządzących nie mają żadnej sprawczej mocy międzynarodowej. Stąd może lepiej skupić się na Polsce i jej przyszłości, oczywiście z uwzględnieniem nowej sytuacji geopolitycznej. Pamiętajmy też, kto i jak walczył o naszą Polskę przed konfliktem ukraińskim. Jest to lepsza miara ocenna niż poprzez pryzmat obecnego konfliktu na Ukrainie.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
poniedziałek, 31 marca 2014
Plan wyborczy D. Tuska albo inaczej A. Merkel i B. Obamy we współpracy z W. Putinem?
Do wczorajszego postu dostałem arcyciekawy komentarz Maryli z BM24, który być może tłumaczy, że tak naprawdę powodem zmiany narracji polskich elit rządzących w stosunku do Rosji to przede wszystkim jednak obecna kampania wyborcza, która ma rozstrzygnąć czy w Parlamencie Europejskim zasiądzie znaczna grupa eurosceptyków czy też wygra zdecydowanie opcja prounijna i zwolennicy stworzenia Jednego Państwa Europa.
Maryla pisze, że "szukamy racjonalnych powodów tego nagłego ożywienia Tuska, Sikorskiego i Komorowskiego, a zwykle najciemniej jest pod latarnią. Powód jest jeden - wszystko było tak pięknie zaplanowane, krok po kroku do stworzenia IV Rzeszy (sfederowanej UE tworzącej jedno państwo Europa pod przewodnictwem Niemiec - dop.-kj), został tylko jeden krok, bo unia bankowa już dogadana, została tylko unia polityczna . A tu nacjonaliści, czyli europejskie narody, które jeszcze nie do końca stały się "europejskimi" zaczęły odnosić sukcesy. Larum pierwsza podniosła Gazeta Wyborcza, strasząc Tuska, że jak przegra wybory w Polsce, to siły eurosceptyczne w PE mogą wygrać. To był pierwszy sygnał, później listy Michnika i reakcja Tuska".
Ponadto wskazała na pewną wypowiedź niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeubla, który uważa, "że kryzys ukraiński pomoże w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego partiom głównego nurtu, informuje Reuters na swojej stronie internetowej. Schaeuble jest przekonany, że kryzys ukraiński przypomni głosującym o wartości jedności europejskiej. Jego zdaniem, ugrupowania antyeuropejskie mogą wypaść w wyborach słabiej niż to do niedawna prognozowano. Wcześniej pojawiały się prognozy, według których eurosceptycy mieli zdobyć nawet ok. 20 proc. miejsc w Parlamencie Europejskim. Schaeuble ponaglił Komisję Europejską, aby ta uzgodniła ostatnie szczegóły unii bankowej, aby ta mogła wystartować zgodnie z planem w listopadzie tego roku. - Komisja Europejska musi przedstawić najszybciej jak to możliwe szczegóły, jak będzie wyglądał podatek bankowy. Dotąd nie dostaliśmy nic – powiedział".
Wskazała też artykuł z GW Anny Applebaum (prywatnie żydowskiej żony R. Sikorskiego), która w artykule: "Ideologie mają swoje konsekwencje", przedstawiła nowych, eurosceptycznych przyjaciół W. Putina: "Bardziej interesujący są jego nowi europejscy przyjaciele. Nigel Farage, przywódca Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii (United Kingdom Independence Party, UKIP) - partii antyeuropejskiej i antyimigracyjnej, zdobywającej poparcie w Wielkiej Brytanii - oświadczył w zeszłym tygodniu, że Unia Europejska "ma krew na rękach", bo negocjowała z Ukrainą umowę o wolnym handlu. Marine Le Pen, przywódczyni francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, również powiedziała, że woli, aby Francja "skłaniała się ku Rosji", niż "podporządkowała się USA". Jobbik (skrajnie prawicowa partia węgierska) wysłał swojego przedstawiciela na krymskie referendum i oświadczył, że było ono "wzorowe". Każda z nich to partia mniejszościowa, ale wszystkie przygotowują się do osiągnięcia lepszych wyników w trakcie wyborów europejskich tej wiosny".
Dodatkowo uzupełniła informacją o artykule w GW datowanym na 25.02.2014 rok pod wymownym tytułem: "Ogromne nerwy w europarlamencie. Bruksela z niepokojem spogląda na Polskę i Platformę", w którym możemy przeczytać: "Wystartowała kampania do Parlamentu Europejskiego w Polsce. Od jej wyniku - a konkretnie od wyniku wyborczego Platformy - być może zależeć będzie nowy układ sił w europarlamencie. Bruksela z EPP na czele z niepokojem przygląda się więc spadającej w sondażach PO. Tymczasem dobry wynik partii Donalda Tuska pozwoli jemu i Radosławowi Sikorskiemu na poważnie powalczyć o najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej (...) Od wyniku "macierzystych" partii politycznych w krajach całej Unii zależy układ całego parlamentu. I symulacje, w posiadaniu których są największe ugrupowania, pokazują, że utrzymanie dominacji chadeków w kolejnej kadencji wisi na włosku. Przewaga EPP 25 maja może wynieść od zaledwie siedmiu do dziewięciu miejsc. A od ich wyniku zależeć będzie podział stanowisk w nowym parlamencie. I to od wyniku Platformy w Polsce może zależeć, czy EPP utrzyma władzę w PE. Dlatego w Brukseli panuje dość nerwowa atmosfera, w której zakulisowe rozgrywki przenikają do mediów dużo bardziej niż zwykle. Wszyscy zdają sobie sprawę, że chadecy poniosą straty, a do PE trafi znacznie więcej eurosceptyków (...) Polska zaliczana jest w Brukseli do jednego ze "swing states" całej Unii. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale także znaczenie Polaków w europejskiej rozgrywce na najwyższym szczeblu, polska eurokampania jest bardzo uważnie obserwowana. To od wyniku PO może zależeć, czy EPP utrzyma kontrolę nad europarlamentem i pośrednio nad całym procesem decyzyjnym w UE. A w tym momencie Platforma nie jest w dobrej sytuacji. W ostatnim sondażu TNS partia Donalda Tuska traci 10 punktów procentowych do PiS. Taki wynik oznaczałby nie tylko utratę ponad ośmiu mandatów, ale także miałby duże przełożenie na sytuację wewnętrzną. Zachwiałoby to przywództwem Donalda Tuska i mogłoby rozkręcić ruchy odśrodkowe w Platformie - zwłaszcza przed wyborami samorządowymi".
Ciekawy jest też artykuł (również wskazany przez Marylę) "Ukraina reaktywuje Trójkąt Weimarski. Powstanie polsko-litewsko-ukraińska brygada?", w którym czytamy m.in.: "Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec mają w poniedziałek w Berlinie ogłosić projekt zacieśnienia stosunków z krajami w Partnerstwie Wschodnim. To reakcja na kryzys na Ukrainie. Treść dokumentu ciągle pozostaje tajemnicą. "Wyborczej" udało się jednak dowiedzieć, że szefowie dyplomacji krajów Trójkąta Weimarskiego chcą, by współpracę z państwami Partnerstwa, czyli należących do programu przyciągania do UE byłych republik radzieckich, rozszerzyć też o kwestię polityki bezpieczeństwa i obrony. W ten sposób Europa reaguje na ostatnie dramatyczne wydarzenia na Ukrainie, której po aneksji Krymu przez Rosję ciągle zagraża rosyjska inwazja. Zmiany w programie - jeśli zostaną przyjęte - będą najpewniej oznaczały rozszerzenie współpracy wojskowej i policyjnej między Kijowem a krajami UE, a także w przyszłości udział wojsk ukraińskich w tworzonych pod egidą UE europejskich grupach bojowych. Zrąb pierwszej już od dawna istnieje na papierze. To polsko-litewsko-ukraińska brygada, której dowództwo miało mieścić się w Lublinie. Decyzję o powołaniu trójnarodowej jednostki podjęto w 2009 r. Do tej pory brygady nie sformowano m.in. z powodu ochłodzenia się stosunków między Warszawą a Wilnem i nieustannym lawirowaniem Kijowa pod rządami Wiktora Janukowycza. W międzyczasie stosunki z Litwą się poprawiły, a nowy ukraiński rząd zapowiada, że bardzo mu zależy na wspólnej brygadzie. W dokumencie ma być też mowa o zacieśnieniu współpracy politycznej i gospodarczej oraz "nadaniu europejskiej polityki sąsiedztwa przyspieszenia". Pomysłodawcami zmian są ministrowie spraw zagranicznych Trójkąta Weimarskiego, czyli polsko-niemiecko-francuskiej platformy współpracy: Radosław Sikorski, Frank Walter Steinmeier i Laurent Fabius. Pod koniec lutego trio ministrów mediowało podczas krwawych starć w Kijowie między opozycją a Janukowyczem. Wynegocjowany przez nich kompromis nie przetrwał długo, bo Janukowycz na drugi dzień uciekł z Kijowa, a Rada Najwyższa pozbawiła go urzędu. Porozumienie zatrzymało jednak przelew krwi. Ministrowie Trójkąta chcą pójść za ciosem i koordynować politykę wobec wschodnich sąsiadów UE. Gdyby to się udało, Trójkąt wreszcie okazałby się użyteczny".

Od czerwca do sierpnia prezentowano tam wystawę pt. „Rosjanie i Niemcy. 1000 lat historii, sztuki i kultury”. O politycznej randze ekspozycji świadczy fakt, że jej patronami zostali prezydenci Gauck oraz Putin, a wśród sponsorów są także niemieckie i rosyjskie koncerny. Była przygotowywana od 2009 r. ogromnym nakładem sił i środków".
Czyż możliwe jest aby te stosunki zmieniły się tak radykalnie dzisiaj? Chyba to pytanie retoryczne... Może nawet aneksja Krymu była uzgodniona w celu rozniecenia strachu Rosją i wykreowania odpowiedniej kampanii wyborczej do PE opartej na strachu przed Putinem i eurosceptykami i nieuchronnej potrzebie konsolidacji UE?
Wracając zaś do D. Tuska i jego antyrosyjskiej narracji (niemal wojennej) i zastraszającej nie tylko Polaków... Wczoraj powiedział m.in.: "- Kiedy mówię o tym, jak ważna jest ta kampania, to mówię o tym, jak ważne jest rozstrzygnięcie, czy przyszła Europa będzie jeszcze bardziej zintegrowana, czy wręcz przeciwne, zacznie się rozpadać na naszych oczach - powiedział w niedzielę Donald Tusk na konferencji prasowej na Podkarpaciu. Zaznaczył jednocześnie, że "jeśli Unia Europejska nie przetrwa, to może to oznaczać wielkie zagrożenie dla całego regionu".
Pozdrawiam
P.S. Polecam też post: http://blog-n-roll.pl/pl/zwyci%C4%99stwo-francuskiej-prawicy-dobrym-znakiem-dla-polskiej#.Uzljs6Lbflw oraz artykuł: http://www.dw.de/tr%C3%B3jk%C4%85t-weimarski-za-europejsk%C4%85-polityk%C4%85-obronn%C4%85/a-5512301-1
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Maryla pisze, że "szukamy racjonalnych powodów tego nagłego ożywienia Tuska, Sikorskiego i Komorowskiego, a zwykle najciemniej jest pod latarnią. Powód jest jeden - wszystko było tak pięknie zaplanowane, krok po kroku do stworzenia IV Rzeszy (sfederowanej UE tworzącej jedno państwo Europa pod przewodnictwem Niemiec - dop.-kj), został tylko jeden krok, bo unia bankowa już dogadana, została tylko unia polityczna . A tu nacjonaliści, czyli europejskie narody, które jeszcze nie do końca stały się "europejskimi" zaczęły odnosić sukcesy. Larum pierwsza podniosła Gazeta Wyborcza, strasząc Tuska, że jak przegra wybory w Polsce, to siły eurosceptyczne w PE mogą wygrać. To był pierwszy sygnał, później listy Michnika i reakcja Tuska".
Ponadto wskazała na pewną wypowiedź niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeubla, który uważa, "że kryzys ukraiński pomoże w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego partiom głównego nurtu, informuje Reuters na swojej stronie internetowej. Schaeuble jest przekonany, że kryzys ukraiński przypomni głosującym o wartości jedności europejskiej. Jego zdaniem, ugrupowania antyeuropejskie mogą wypaść w wyborach słabiej niż to do niedawna prognozowano. Wcześniej pojawiały się prognozy, według których eurosceptycy mieli zdobyć nawet ok. 20 proc. miejsc w Parlamencie Europejskim. Schaeuble ponaglił Komisję Europejską, aby ta uzgodniła ostatnie szczegóły unii bankowej, aby ta mogła wystartować zgodnie z planem w listopadzie tego roku. - Komisja Europejska musi przedstawić najszybciej jak to możliwe szczegóły, jak będzie wyglądał podatek bankowy. Dotąd nie dostaliśmy nic – powiedział".
Wskazała też artykuł z GW Anny Applebaum (prywatnie żydowskiej żony R. Sikorskiego), która w artykule: "Ideologie mają swoje konsekwencje", przedstawiła nowych, eurosceptycznych przyjaciół W. Putina: "Bardziej interesujący są jego nowi europejscy przyjaciele. Nigel Farage, przywódca Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii (United Kingdom Independence Party, UKIP) - partii antyeuropejskiej i antyimigracyjnej, zdobywającej poparcie w Wielkiej Brytanii - oświadczył w zeszłym tygodniu, że Unia Europejska "ma krew na rękach", bo negocjowała z Ukrainą umowę o wolnym handlu. Marine Le Pen, przywódczyni francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, również powiedziała, że woli, aby Francja "skłaniała się ku Rosji", niż "podporządkowała się USA". Jobbik (skrajnie prawicowa partia węgierska) wysłał swojego przedstawiciela na krymskie referendum i oświadczył, że było ono "wzorowe". Każda z nich to partia mniejszościowa, ale wszystkie przygotowują się do osiągnięcia lepszych wyników w trakcie wyborów europejskich tej wiosny".
Dodatkowo uzupełniła informacją o artykule w GW datowanym na 25.02.2014 rok pod wymownym tytułem: "Ogromne nerwy w europarlamencie. Bruksela z niepokojem spogląda na Polskę i Platformę", w którym możemy przeczytać: "Wystartowała kampania do Parlamentu Europejskiego w Polsce. Od jej wyniku - a konkretnie od wyniku wyborczego Platformy - być może zależeć będzie nowy układ sił w europarlamencie. Bruksela z EPP na czele z niepokojem przygląda się więc spadającej w sondażach PO. Tymczasem dobry wynik partii Donalda Tuska pozwoli jemu i Radosławowi Sikorskiemu na poważnie powalczyć o najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej (...) Od wyniku "macierzystych" partii politycznych w krajach całej Unii zależy układ całego parlamentu. I symulacje, w posiadaniu których są największe ugrupowania, pokazują, że utrzymanie dominacji chadeków w kolejnej kadencji wisi na włosku. Przewaga EPP 25 maja może wynieść od zaledwie siedmiu do dziewięciu miejsc. A od ich wyniku zależeć będzie podział stanowisk w nowym parlamencie. I to od wyniku Platformy w Polsce może zależeć, czy EPP utrzyma władzę w PE. Dlatego w Brukseli panuje dość nerwowa atmosfera, w której zakulisowe rozgrywki przenikają do mediów dużo bardziej niż zwykle. Wszyscy zdają sobie sprawę, że chadecy poniosą straty, a do PE trafi znacznie więcej eurosceptyków (...) Polska zaliczana jest w Brukseli do jednego ze "swing states" całej Unii. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale także znaczenie Polaków w europejskiej rozgrywce na najwyższym szczeblu, polska eurokampania jest bardzo uważnie obserwowana. To od wyniku PO może zależeć, czy EPP utrzyma kontrolę nad europarlamentem i pośrednio nad całym procesem decyzyjnym w UE. A w tym momencie Platforma nie jest w dobrej sytuacji. W ostatnim sondażu TNS partia Donalda Tuska traci 10 punktów procentowych do PiS. Taki wynik oznaczałby nie tylko utratę ponad ośmiu mandatów, ale także miałby duże przełożenie na sytuację wewnętrzną. Zachwiałoby to przywództwem Donalda Tuska i mogłoby rozkręcić ruchy odśrodkowe w Platformie - zwłaszcza przed wyborami samorządowymi".
Ciekawy jest też artykuł (również wskazany przez Marylę) "Ukraina reaktywuje Trójkąt Weimarski. Powstanie polsko-litewsko-ukraińska brygada?", w którym czytamy m.in.: "Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec mają w poniedziałek w Berlinie ogłosić projekt zacieśnienia stosunków z krajami w Partnerstwie Wschodnim. To reakcja na kryzys na Ukrainie. Treść dokumentu ciągle pozostaje tajemnicą. "Wyborczej" udało się jednak dowiedzieć, że szefowie dyplomacji krajów Trójkąta Weimarskiego chcą, by współpracę z państwami Partnerstwa, czyli należących do programu przyciągania do UE byłych republik radzieckich, rozszerzyć też o kwestię polityki bezpieczeństwa i obrony. W ten sposób Europa reaguje na ostatnie dramatyczne wydarzenia na Ukrainie, której po aneksji Krymu przez Rosję ciągle zagraża rosyjska inwazja. Zmiany w programie - jeśli zostaną przyjęte - będą najpewniej oznaczały rozszerzenie współpracy wojskowej i policyjnej między Kijowem a krajami UE, a także w przyszłości udział wojsk ukraińskich w tworzonych pod egidą UE europejskich grupach bojowych. Zrąb pierwszej już od dawna istnieje na papierze. To polsko-litewsko-ukraińska brygada, której dowództwo miało mieścić się w Lublinie. Decyzję o powołaniu trójnarodowej jednostki podjęto w 2009 r. Do tej pory brygady nie sformowano m.in. z powodu ochłodzenia się stosunków między Warszawą a Wilnem i nieustannym lawirowaniem Kijowa pod rządami Wiktora Janukowycza. W międzyczasie stosunki z Litwą się poprawiły, a nowy ukraiński rząd zapowiada, że bardzo mu zależy na wspólnej brygadzie. W dokumencie ma być też mowa o zacieśnieniu współpracy politycznej i gospodarczej oraz "nadaniu europejskiej polityki sąsiedztwa przyspieszenia". Pomysłodawcami zmian są ministrowie spraw zagranicznych Trójkąta Weimarskiego, czyli polsko-niemiecko-francuskiej platformy współpracy: Radosław Sikorski, Frank Walter Steinmeier i Laurent Fabius. Pod koniec lutego trio ministrów mediowało podczas krwawych starć w Kijowie między opozycją a Janukowyczem. Wynegocjowany przez nich kompromis nie przetrwał długo, bo Janukowycz na drugi dzień uciekł z Kijowa, a Rada Najwyższa pozbawiła go urzędu. Porozumienie zatrzymało jednak przelew krwi. Ministrowie Trójkąta chcą pójść za ciosem i koordynować politykę wobec wschodnich sąsiadów UE. Gdyby to się udało, Trójkąt wreszcie okazałby się użyteczny".
Na koniec tej ciekawej wyliczanki prawdziwy smaczek pokazujący jak Putin i Merkel współpracowali jeszcze niedawno (niespełna dwa lata temu, 1 września 2012 roku) ze sobą - Polska orkiestra na Pl. Czerwonym. Putin nawiązał do wygnania Polaków z Kremla. "Orkiestra Reprezentacyjna Wojska Polskiego uświetniła obchodzoną na Placu Czerwonym 865. rocznicę założenia Moskwy. Na Placu Czerwonym kompania reprezentacyjna zrobi pokaz musztry i zagra marsze wojskowe. W Moskwie hucznie rozpoczęto obchody roku rosyjsko-niemieckiego, którego hasło brzmi: „Wspólnie budujemy przyszłość”. Zaczęto od pokazania wspólnej, „wspaniałej” przeszłości, w której zupełnie pominięto Polskę. Jakby nas nigdy nie było między Rosją a Niemcami.
Od czerwca do sierpnia prezentowano tam wystawę pt. „Rosjanie i Niemcy. 1000 lat historii, sztuki i kultury”. O politycznej randze ekspozycji świadczy fakt, że jej patronami zostali prezydenci Gauck oraz Putin, a wśród sponsorów są także niemieckie i rosyjskie koncerny. Była przygotowywana od 2009 r. ogromnym nakładem sił i środków".
Czyż możliwe jest aby te stosunki zmieniły się tak radykalnie dzisiaj? Chyba to pytanie retoryczne... Może nawet aneksja Krymu była uzgodniona w celu rozniecenia strachu Rosją i wykreowania odpowiedniej kampanii wyborczej do PE opartej na strachu przed Putinem i eurosceptykami i nieuchronnej potrzebie konsolidacji UE?
Wracając zaś do D. Tuska i jego antyrosyjskiej narracji (niemal wojennej) i zastraszającej nie tylko Polaków... Wczoraj powiedział m.in.: "- Kiedy mówię o tym, jak ważna jest ta kampania, to mówię o tym, jak ważne jest rozstrzygnięcie, czy przyszła Europa będzie jeszcze bardziej zintegrowana, czy wręcz przeciwne, zacznie się rozpadać na naszych oczach - powiedział w niedzielę Donald Tusk na konferencji prasowej na Podkarpaciu. Zaznaczył jednocześnie, że "jeśli Unia Europejska nie przetrwa, to może to oznaczać wielkie zagrożenie dla całego regionu".
Uwzględniając powyższe słowa można wyciągnąć podobne wnioski jak Maryla. Otóż faktycznie być może najciemniej jest pod latarnią
i podstawową przyczyną antyrosyjskości Tuska i Komorowskiego jest "gra"
wyborcza polegająca na zastraszaniu W. Putinem w celu konsolidacji IV
Rzeszy (UE).
D. Tusk przedstawia apokaliptyczną wizję rozpadu Europy, jeżeli eurosceptycy osiągną dobry wynik wyborczy, szczególnie w Polsce i w innych sceptycznych krajach UE. Apeluje jednocześnie o większe zjednoczenie unijne i gaworzy coś o tym, że bez Unii świat może czekać niemal pewna wojna.
Więc tak naprawdę Tuskuś i ferajna po prostu wykonuje polecenie A. Merkel i tu się nic nie zmieniło i pewnie się nie zmieni.
Innymi słowy: chodzi o zastraszenie mieszkańców Europy złym Putinem (nacjonalistą niemal) aby Unia faktycznie poczuła potrzebę konsolidacji i stała się Jednym Organizmem pod przywództwem oczywiście Niemiec. To zastraszenie ma wyeliminować eurosceptyków i mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie.
A jeszcze warto przypomnieć, że Jedno Państwo Europa jest etapem budowy Rządu Światowego (NWO) i jest zgodna z polityką USA, które również dążą do powstania Unii Północnoamerykańskiej jako kolejnego etapu budowy Rządu Światowego.
Sądzę, że A. Merkel dogadała się z Obamą i wspólnie naciskali na zmianę retoryki polskich elit rządzących, które są tak spolegliwe, że wykonają każde polecenie komsomołki Angeli i Obamy. Może też cała antyrosyjska akcja jest też na rękę W. Putinowi, o czym pisałem w trzech moich poprzednich notkach.
Podsumowując więc jest tak, że jednak rząd polski wykonuje polecenia możnych tego świata... jednocześnie prowadząc kampanię wyborczą polegającą na zastraszaniu Polaków..., ale i konsumpcyjnych obywateli UE... Przesłanie jest oczywiście jedno: jeżeli w Europie zwycięży (albo zyska dużo) w wyborach do PE opcja eurosceptyczna to Europie grozi dezintegracja a może i wojna... Wybór eurosceptyków jest wyborem, który przyniesie niepokój w Europie - zdaje się mówić na rozkaz Angeli premier Tusk. Pośrednio jego retoryka ma przekonać Polaków, że tylko on i PO jest dla nas gwarantem europejskości i europejskiego bezpieczeństwa a nie wstrętne eurosceptyczne PiS....
Może tak właśnie sprawy się mają? A ja naiwnie myślałem, że zmiana stosunku do putinowskiej Rosji jest daleko od kampanii wyborczej i poszukiwałem innych przyczyn i powodów...
D. Tusk przedstawia apokaliptyczną wizję rozpadu Europy, jeżeli eurosceptycy osiągną dobry wynik wyborczy, szczególnie w Polsce i w innych sceptycznych krajach UE. Apeluje jednocześnie o większe zjednoczenie unijne i gaworzy coś o tym, że bez Unii świat może czekać niemal pewna wojna.
Więc tak naprawdę Tuskuś i ferajna po prostu wykonuje polecenie A. Merkel i tu się nic nie zmieniło i pewnie się nie zmieni.
Innymi słowy: chodzi o zastraszenie mieszkańców Europy złym Putinem (nacjonalistą niemal) aby Unia faktycznie poczuła potrzebę konsolidacji i stała się Jednym Organizmem pod przywództwem oczywiście Niemiec. To zastraszenie ma wyeliminować eurosceptyków i mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie.
A jeszcze warto przypomnieć, że Jedno Państwo Europa jest etapem budowy Rządu Światowego (NWO) i jest zgodna z polityką USA, które również dążą do powstania Unii Północnoamerykańskiej jako kolejnego etapu budowy Rządu Światowego.
Sądzę, że A. Merkel dogadała się z Obamą i wspólnie naciskali na zmianę retoryki polskich elit rządzących, które są tak spolegliwe, że wykonają każde polecenie komsomołki Angeli i Obamy. Może też cała antyrosyjska akcja jest też na rękę W. Putinowi, o czym pisałem w trzech moich poprzednich notkach.
Podsumowując więc jest tak, że jednak rząd polski wykonuje polecenia możnych tego świata... jednocześnie prowadząc kampanię wyborczą polegającą na zastraszaniu Polaków..., ale i konsumpcyjnych obywateli UE... Przesłanie jest oczywiście jedno: jeżeli w Europie zwycięży (albo zyska dużo) w wyborach do PE opcja eurosceptyczna to Europie grozi dezintegracja a może i wojna... Wybór eurosceptyków jest wyborem, który przyniesie niepokój w Europie - zdaje się mówić na rozkaz Angeli premier Tusk. Pośrednio jego retoryka ma przekonać Polaków, że tylko on i PO jest dla nas gwarantem europejskości i europejskiego bezpieczeństwa a nie wstrętne eurosceptyczne PiS....
Może tak właśnie sprawy się mają? A ja naiwnie myślałem, że zmiana stosunku do putinowskiej Rosji jest daleko od kampanii wyborczej i poszukiwałem innych przyczyn i powodów...
Pozdrawiam
P.S. Polecam też post: http://blog-n-roll.pl/pl/zwyci%C4%99stwo-francuskiej-prawicy-dobrym-znakiem-dla-polskiej#.Uzljs6Lbflw oraz artykuł: http://www.dw.de/tr%C3%B3jk%C4%85t-weimarski-za-europejsk%C4%85-polityk%C4%85-obronn%C4%85/a-5512301-1
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
niedziela, 30 marca 2014
Konflikt ukraiński a zamach smoleński (3)
Niestety sprawy życiowo-zawodowe zmusiły mnie do napisania 3 części mojego postu: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński" dopiero dzisiaj a nie tydzień temu. Postaram się w nim odpowiedzieć na pytanie: Jakie są podstawowe przyczyny nagłej zmiany polskiej polityki zagranicznej - z promoskiewskiej na antymoskiewską i czy ta zmiana jest wiarygodna? Zaznaczam jednocześnie, że tekst zawiera li tylko pewne hipotezy wymagające historycznej weryfikacji a także na pewno nie wyczerpuje wszystkich ewentualnych przyczyn obecnej retoryki naszych rządzących i ich "mendiów".
Niewątpliwie wszyscy rozsądni ludzie zauważyli przecież niemal nagłą zmianę narracji, zmianę o 180 stopni stanowiska D. Tuska, B. Komorowskiego i ich ferajny oraz mendiów wszelakich do Rosji i W. Putina? Być może chodzi o kampanię wyborczą i odrobienie słupków poparcia dla PO? Może, ale byłoby to chyba zbyt trywialne wytłumaczenie. A może faktycznie zauważyli oni, że W. Putin jednak jest naszym wrogiem i zagraża Polsce i stabilności europejskiej? Raczej w to nie wierzę znając promoskiewskie otoczenie zarówno D. Tuska, ale w szczególności B. Komorowskiego (dawna różowa opozycja spod znaku syjokomunistów i WSI).
Pozostają zatem dwa wytłumaczenia, które tak naprawdę sprowadzają się do jednego: wykonujemy rozkazy wielkich tego świata.
W przypadku UE są to rozkazy wydawane przez "komsomołkę" A. Merkel. Jej niemal poddany ziomek D. Tusk jest nią od dawna zauroczony i wykonuje jej rozkazy. A jak wiadomo ma ona z Putinem stosunki szczególnie poprawne (wszak oboje wywodzą się z sowieckiej strefy: Putin z KGB a Merkel z komunistycznej młodzieżówki dawnej NRD). Obydwoje (Merkel i Putin) znają swoje ojczyste języki i mają podobny system wartości a także - przede wszystkim - Niemcy i Rosja są mocno związani gospodarczo (m.in. rurociąg bałtycki) i te ich interesy kształtują ich stosunki bilateralne. Niestety Niemcy są głównodowodzącą siłą w UE i stąd nie możemy liczyć na ich poparcie w ewentualnym konflikcie polsko-rosyjskim. Ale dlaczego A. Merkel nakazała Tuskowi zmienić stosunek do Putina?. Można się jedynie domyślać, że chodzi o tzw. "kozła ofiarnego", którym ma być Polska (być może chodzi też o skonfliktowanie Polski z Rosją). Poza tym zapewne A. Merkel ma wiele haków na D. Tuska i wie dużo o zamachu smoleńskim...
Stawiam jednak hipotezę, że ta zmiana wynika przede wszystkim z nacisku USA, które wszystko wiedzą na temat zamachu smoleńskiego (podobnie zresztą jak wybrani politycy UE). USA i NATO zauważyli także poniewczasie, że utraciły wpływy w Europie na rzecz zniemczonej UE i Rosji, dlatego w obecnej sytuacji geopolitycznej i aneksji przez Rosję Krymu, postanowiły wykorzystać Polskę jako kraj najbardziej z europejskich postrzegany (przynajmniej w świadomości amerykańskiej) jako do niedawna (za czasów ś.p. L. Kaczyńskiego) ostrożnie antyrosyjski i antymoskiewski. I teraz - chcąc odzyskać te utracone wpływy - po prostu nakazały polskim władzom zmianę dotychczasowej retoryki, która w wykonaniu naszych "elyt" rządzących była niemal usłużnie prorosyjska a W. Putin był kreowany na jednego z najlepszych i propolskich rosyjskich polityków wszechczasów.
I w sumie na tym mógłbym skończyć tekst, ale można jeszcze przyjąć również inne powody owej wolty, np. też takie, że źródeł zamachu smoleńskiego można poszukiwać wśród stowarzyszeń masońskich, które wykorzystały naszych polityków (i być może rosyjskich) a skupionych wokół WSI i GRU. W tym kontekście obecna zmiana polskiego nastawienia do Rosji i W. Putina staje się bardziej zrozumiała: wykonują oni posłusznie polecenia ewentualnych masońskich sprawców zamachu smoleńskiego.
Jest też jeszcze kilka innych interpretacji obecnej wolty naszych elit rządzących i dawnych piewców putinowskiej Rosji. "Otóż - nikt nie zmienił żadnej optyki, nikt nie zbudził się z długiego snu - wszyscy stoją na tych pozycjach, co zawsze, tyle że, ponieważ zmieniła się potrzeba chwili, to i dobór argumentów jest inny. Po prostu - potrzeby internalistycznej partii "Wielka Rosja" teraz są inne, niż pół roku temu. Do niedawna Putin potrzebował uchodzić za polityka (w miarę, bo też i bez przesady) przewidywalnego, to i na taką nutę śpiewali ... no, nazwijmy to, wielbiciele. Teraz sytuacja się zmieniła: Putin wkroczył na Krym, więc - z oczywistych powodów - jest mu na rękę strach przed wojną. I, oczywiście, posłuszni pastuszkowie mu zapewniają to, czego chce "[4]. W przypadku Czeczenii, Gruzji i przede wszystkim zamachu smoleńskiego najważniejsze kraje NATO i UE nic nie zrobiły. A jeśli nawet cokolwiek robiono, to bardzo nieskutecznie a w przypadku Gruzji inspiratorem jakichkolwiek działań był nasz prezydent. "O UE to chyba niewiele osób w tej chwili ma już dobre zdanie, ale sprawa Smoleńska wykazała, że NATO również nie działa (...) Ostatnie, co zrobi, to ruszy na ratunek komukolwiek (...) No, i prawie cztery lata po Smoleńsku Putin, który się przekonał, że może wszystko, rozpoczął odzyskiwanie dawnych rosyjskich ziem - w czym wybitnie mu pomaga straszenie wojną (np. właśnie przez naszych polityków i dziennikarzy - dop.kj.). Ot, i to może być cała tajemnica "wolty", jaką rzekomo wykonały pewne znakomitości w naszym kraju" [4].
Ta konieczność obecnego straszenia świata W. Putinem i możliwością wywołania przez niego wojny może faktycznie jest podstawową przyczyną zmiany uniżenie prorosyjskiego dotychczas stanowiska naszych "elyt" III RP. Może właśnie o to chodzi W. Putinowi i takowe polecenie wykonują nasi nagle odmienieni politycy oraz równie nagle odmienieni przedstawiciele wrażych mendiów i celebryci. Wynikać to może z faktu, że W. Putinowi jest po prostu potrzebna dziś na świecie opinia, że jest nieobliczalny i może wywołać w każdej chwili konflikt zbrojny. Doskonale sobie zdaje sprawę ze słabości UE i NATO (zresztą zdążyli już to potwierdzić brakiem zdecydowanej reakcji na aneksję Krymu). Nasz establishment medialno-polityczny wykonuje dziś jego zadania idealnie. Sądzę, że Krym jest tylko początkiem a strategia Putina, której celem jest powrót do Wielkomacorstwowej Rosji, rozpisana jest na lata. Najbardziej przeszkadzał mu w jej realizacji oczywiście ś.p. Lech Kaczyński, który go rozszyfrował a ratując niepodległość Gruzji spowodował, iż zasięg czasowy tej strategii mocno się wydłużył. Tego być może W. Putin nie mógł podarować naszemu prezydentowi. Reakcja świata i Polski na ewentualną zbrodnię smoleńską odkryła miałkość światowych i polskich elit, co oczywiście daje "zielone światło" dalszej ekspansji W. Putina i jego Rosji. Zresztą o tym, że Rosja chce, aby się jej bano pisał też Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego.:"Musimy sobie zdawać sprawę, że cały problem tak naprawdę leży w tym, że my po prostu nie wiemy i najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy, czy był to zamach będący wynikiem spisku, czy po prostu zwykły wypadek, spowodowany ludzkim błędem lub techniczną awarią. Tak, jak do tej pory nie wiemy, co zdarzyło się na Gibraltarze 1943 r. i tak, jak długo oficjalnie nie mieliśmy prawa wiedzieć, co zdarzyło się w Katyniu. Innymi słowy, nawet jeśli katastrofa smoleńska jest zwykłym wypadkiem, Rosjanie zrobili wszystko, by mogła ona ostatecznie wyglądać na zamach – wycięli drzewa, pocięli wrak, nie przekazali nagrań z wieży itp. A zrobili tak, ponieważ jest to zgodne z ich tradycyjną polityką wyciągania dla siebie korzyści z każdej możliwej sytuacji. Cały rozwój wydarzeń, działania Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i Komitetu Śledczego Prokuratury Generalnej zdają się potwierdzać tezę, że celem rosyjskich władz nie jest bynajmniej zachowanie wiarygodności, ale ponowne potwierdzenie aktualności starej sowieckiej zasady: „Nie muszą nas szanować, wystarczy, żeby się nas bali.” [5]
A może chodzi o to, żeby naprawdę nas skonfliktować z Rosją i żeby w końcu nas napadła i nastąpił kolejny rozbiór Polski pomiędzy Niemcy i Rosję?. Wtedy naprawdę fakt, że zarówno Niemcy (A. Merkel), jak i W. Putin mieliby powód, żeby żądać od nas tak antyrosyjskiej postawy. Oczywiście to tylko hipoteza i musi zostać zweryfikowana.
Nawiązując jeszcze do samej aneksji Krymu. Może jest trochę racji w stwierdzeniu, że "Putin potrzebował Krymu nie po to, by móc tam bez strachu trzymać okręty Czarnomorskiej Floty, toż przecież ukraińskim decydentom do głowy by nie przyszło wywalać mocarstwa z dzierżawionego terenu. Nie musiał też chronić rosyjskiej mniejszości w tej autonomicznej republice, bo nic złego jej się nie działo, a wręcz przeciwnie – to jej przedstawiciele mieli większość we władzach i robili co chcieli. O rosyjskość Krymu też Putinowi nie chodziło, w te brednie mogą uwierzyć tylko ignoranci nie znający historii. Nie, proszę państwa, Władimirowi Władimirowiczowi półwysep potrzebny był tylko do jednego – żeby zmusić Zachód do wprowadzenia sankcji gospodarczych uderzających w odradzające się imperium. A jeżeli tenże Zachód nie wprowadzi odpowiednich sankcji to możemy mieć pewność, że Rosja będzie odkrawać po kawałku terytorium Ukrainy, że zajmie Naddniestrze, że zabierze się za Pribaltikę a w końcu, jeżeli nadal kraje „cywilizowane” będą się wahać i miękko grać, za Polskę. I wcale nie chodzi o jakąś odbudowę imperium, Sowieckiego Sojuza czy mocarstwowość nadwątloną, ale o wciśnięcie własnym obywatelom kitu i wmówienie im, że ogryzają kit z okien nie przez nieudolne oraz złodziejskie władze, ale przez zachodnie państwa, które uwzięły się na Matuszke Rosję i gnębią ją bez żadnego powodu Ruski budżet dziś domyka się tylko dzięki eksportowi surowców energetycznych. I właśnie w tym jest problem, bo w dobie złóż łupkowych Rosja traci monopol i całkiem realną staje się wizja, w której brakować jej zaczyna odbiorców. Oznaczać to może ni mniej ni więcej jak bankructwo finansów publicznych i totalną klapę nowego imperatora, a w skrajnym przypadku Majdan na placu czerwonym. Jako że iż pułkownik Putin jest jednym z nielicznych polityków umiejących patrzeć perspektywicznie i planować nie na jedną kadencję w przód ale na lata (kwestia braku demokracji u naszych „przyjaciół Moskali”, tam polityk nie olewa wszystkiego mając przed sobą widmo klapy wyborczej bo przegrać po prostu nie może) i doskonale widzi zagrożenie – w związku z czym szuka winnego. No dobra, nie winnego a kozła ofiarnego, na którego można zwalić wszelką winę. Jemu nie chodzi o odbudowę imperium a o ratowanie własnego tyłka i stołka, który tenże szacowny tyłek podpiera. Imperializm to dopiero drugi punkt programu. Najpierw trzeba by lud pracujący uwierzył, że dorabia dziurki w pasach przez pazernych, zachodnich polityków i poprzysiągł wierność wodzowi. Potem wystarczy ogłosić, że ten wódz pomoże im pomścić krzywdy i odbić straty – z kałaszem w ręku. I lud pracujący tego kałasza do ręki weźmie bo głodny człowiek racjonalnie myśleć nie potrafi – dla niego się liczy napełnienie żołądka. A pasza treściwa będzie na Ukrainie, w Estonii, w Mołdawii...W Polsce... czyli w krajach, które pozostawione samym sobie staną się łatwym łupem. Bardzo łatwym. Przełatwym. Nader łatwym. I tak dalej. Zlewaczała Europa za Kijów, Tallin, Warszawę umierać nie będzie, ona za każdym razem będzie stosować retorykę delikatnych prztyczków pod tytułem „nie wpuszczamy agresorów na nasze terytorium” polegające nie na stworzeniu bariery nie do przebycia dla ruskich czołgów, ale na nie wpuszczaniu kilku bonzów z ruskimi paszportami i zablokowanie im kont (po uprzednim ostrzeżeniu z dużym wyprzedzeniem – tak, żeby zdążyli oni te konta polikwidować). [23]. Może ta retoryka obecnych władz polski jest tak naprawdę rosyjską nastawioną na wywołanie sankcji gospodarczych wobec Rosji?
Warto też zauważyć, że tak naprawdę antyrosyjska polityka polskich władz jest tak naprawdę tylko werbalna i nie przynosi żadnego rzeczywistego skutku międzynarodowego. Aneksja Krymu jest już faktem nieodwracalnym. Kwitną interesy UE (szczególnie Niemiec) z Rosją [13,14,15], niemiecki koncern sprzedaje Rosji firmę posiadającą 4 koncesje na wydobycie gazu w Polsce, sankcje wobec Rosji są niemal żadne a sam B. Obama mówi, że będą większe jak Rosja wkroczy do wschodniej Ukrainy [sic! 22]. Ogólnie Polska jest nieskuteczna politycznie w swoim ferworze straszenia W. Putinem i ewentualnym wybuchu nowej wojny (D. Tusk straszy Polaków wojną i tym, że obecne wybory będą tymi, które zapobiegną temu, iż dzieci 1 września nie pójdą do szkoły. Może to tylko kamapnia wyborcza, po której sytuacja wróci do normy? Napisałem, że to trywialne, ale może takimi małostkowymi ludźmi są nasi obecnie rządzący?
Niezależnie od powodów zmiany retoryki polski elit rządzących i ich mediów jedno jest niemal pewne: nie była to samodzielna decyzja D. Tuska, B. Komorowskiego i owych mediów a w tle tej wolty być może jest oczywiście zamach smoleński i prawdopodobna możliwość nawet szantażu polskich władz ujawnieniem jego szczegółów (obym się mylił, oby!)..
Pozdrawiam
P.S.1.
Czy faktycznie NATO i USA tak ufają dziś Polsce? Szczerze wątpię. Chyba żaden doradca polityczny prezydenta USA czy też inny analityk nie uwierzy w tak nagłą przemianę Tuska i Komorowskiego. Przez lata prowadzili oni politykę "na kolanach" wobec putinowskiej Rosji a w dwóch prawdopodobnych zamachach (pod Mirosławcem i pod Smoleńskiem) zginęło całe pronatowskie dowództwo polskich sił zbrojnych oraz politycy (w tym ś.p. prezydent prof. Lech Kaczyński), którzy gwarantowali swoją postawą jednoznaczne poparcie NATO i USA. Czy w takiej sytuacji można dziś wierzyć w zinfiltrowaną przez WSI polską politykę i uwierzyć w zmianę o 180 stopni poglądów Tuska, Komorowskiego i ich WSI-ową ferajnę? Jeszcze raz: szczerze wątpię.
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/06/miaem-sen.html
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/07/dlaczego-zgina-lech-kaczynski.html (i inne zalinkowane w tekście posty)
[3] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/04/skad-oni-wiedzieli.html
[4] http://odchudzanie.salon24.pl/575196,cala-masa-nawroconych-czyli-mowienie-kaczynskim,2
[5] http://www.sobieski.org.pl/wp-content/uploads/Stani%C5%82ko-red.-Katastrofa-PDF.pdf
[6] https://www.youtube.com/watch?v=ufMcILtz-zE
[7] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/05/polska-niepodlega-ojczyzna-czy-polsza.html
[8] http://emigracjazpolski.blogspot.com/2012/09/dlaczego-zginal-prezes-nbp-slawomir.html
[9] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2011/03/zwodniczy-kamuflaz-prezydenta-i-jego.html
[10] https://www.youtube.com/watch?v=DSibZ5j_ZwU
[11] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html
[12] http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Przewodniczacy-PE-Martin-Schulz-aneksja-Krymu-przez-Rosje-to-juz-fakt-dokonany,wid,16486703,wiadomosc.html?ticaid=1126a8
[13] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/plany-w-putina-i-jego-interesy-z-ue.html
[14] http://naszeblogi.pl/45279-wspolpraca-rosji-i-niemiec-kwitnie-energetyka
[15] http://finanse.wp.pl/kat,1033689,title,Rosjanie-moga-przejac-nie-tylko-zloza-na-Podkarpaciu,wid,16490204,wiadomosc.html?ticaid=1126b4
[16] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/jeszcze-raz-o-konflikcie-na-ukrainie.html
[17] http://zezorro.blogspot.com/2014/03/o-cotak-naprawde-chodzi-w-ukrainskiej.html
[18] http://tornado.salon24.pl/575118,gazem-i-ropa-z-lupkow-us-w-kremlowskiego-satrape
[19] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/kto-jak-i-dlaczego-rozgrywa-ukraine.html
[20] http://finanse.wp.pl/gid,16486559,kat,1033803,title,Co-Zachod-moze-zrobic-Rosji-a-co-Rosja-Zachodowi,galeria.html?ticaid=112687
[21] http://zetjot.salon24.pl/575345,jak-wygrac-ii-zimna-wojne-z-ruskimi
[22] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/lawrow-ostrzega-unie-europejska-przed-zdecydowana-reakcja-moskwy/0qf8f
[23] http://alexd.salon24.pl/575408,gra-putina-cel
Subskrybuj:
Posty (Atom)