Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2024

Żyjmy prawdziwym życiem póki je mamy...

Nie mam zamiaru zbytnio epatować przebytym przeze mnie udarem, ale jest to sytuacja
dla mnie wyjątkowa, bo takie zdarzenia jak ten udar zmieniają niemal całkowiclaie oglądla rzeczywistości i zmieniają się preferencje w życiu i dostrzega się zupełnie inne  jego lastrony. Ja i tak miałem szczęœście od Boga, że udar przeszedłem prawie bez dlaużych  konsekwencji: myślę, chodzę trochę kulejąc, mam niedowład policzka i lekkie problemy z mową. 

Ale pamiętajmy, żeby żyć prawdziwie każdego, bo życie bardzo szybko mija a do tego może być przerwane w jedną sekundę.

Im jesteśmy starsi tym chyba coraz szybciej to życie umyka. Nie zauważamy jak szybko kolejne dni stają się już przeszłymi...

W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości długim wydaje się z reguły jeden tydzień, miesiąc czy dwa to wieczność a już pełny rok to nieznana nieskończoność. W miarę jednak kolejnych "dziesiątek lat na karku" upływu czasu jednak tak naprawdę nie
zauważamy. Często dostrzegamy go patrząc na dorastające nasze dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się w piaskownicy, jeszcze niedawno je z czułością - by czasem nie przełamać - kąpaliśmy i ze wzruszeniem słuchaliśmy ich pierwszych słów... A teraz już studiują, mają własne rodziny, pracują, żyją w biegu - często niestety biegnąc obok życia, tracąc kolejne lata na zdobywanie rzeczy a nie na przeżywaniu życia każdego dnia, każdego dnia wolności od wszystkiego a nie wolności do czegoś, każdego dnia szczęścia, czyli codziennego odczuwania własnego istnienia...

Może warto nieraz zastanowić się nad swoim życiem.  Ale nawet wtedy tak jest, że dalej  biegniemy przed siebie bez chwili zastanowienia i refleksji. Cały czas przesiadujemy na rozmowach komórkowych czy biegamy po Internecie lub oglądamy bezrefleksyjnie setkaki kanałów TV. Nie potrafimy przystanąć choć na chwilę i zastanowić się nad tym kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne w życiu a co tak naprawdę tylko takim się wydaje lub zostało nam wmówione i wykreowane.
ak
Może jednak nieraz warto się zatrzymać, spojrzeć w lustro, wyjść z siebie i spojrzeć na tę swoją twarz niejako innymi, obcymi oczami... i zadać sobie pytania: Czy jestem takim jakim chciałem być w młodości? Czy piękne idee i ideały nie uciekły gdzieś w miarę poruszania się w tym, często brutalnym świecie? Czy nie zatraciliśmy własnego Ja? Czy tak naprawdę My to naprawdę My... Ja to naprawdę Ja, czy już raczej Ktoś Nam Obcy?... Może warto wtedy pomyśleć co się z nami stało? Nami jako ludźmi, naszymi wartościami, ideami, marzeniami, naszym człowieczeństwem.ak

Te chwile krótkiego oderwania się od codzienności, często stresującej i wysysającej z nas całe "jestestwo" pracy zawodowej (ku chwale i sukcesowi nie nas samych, ale często np. wielkich korporacji), codziennej troski o spłatę kolejnych rat kredytu i ciągłej walki o kolejne dobra materialne... nie powinny też być np. okresem właśnie owej refleksji i przypomnieniu sobie jak to niedawno było kiedy np. mówiliśmy sobie: Jeszcze tylko kilka miesięcy pracy po 16 godzin...Jeszcze tylko ten samochód i koniec... Ale koniec nie nastąpił.. bo trzeba przecież było go zmienić na lepszy... a do tego wciąż uwieszony ciężar kredytu hipotecznego, który tak naprawdę nas ubezwłasnowalnia  nieraz na całe życie nie pozwalając nam odpocząć... i dalej musimy gonić, gonić... aby go spłacić jak najszybciej a przy okazji awansować zawodowo i dalej o ten kolejny awans znów gonimy. Nieraz się nam wszystko to udaje. I co przestajemy tak gonić?... nie, bo może trzeba zmienić mieszkanie na lepsze i zdobywać coraz więcej nieraz niepotrzebnych rzeczy... gromadzić i gromadzić... i tak bez końca.

Często w tej gonitwie zapominamy o rodzinie, dzieciach i nieraz życie płynie i nagle zauważmy, że syn ma już 17 lat a córka 15: cały okres dojrzewania, kiedy dzieci potrzebowały nas najbardziej utraciliśmy i nawet nie wiemy jak z tymi dziećmi dziś rozmawiać i w ogóle o czym, bo ich po prostu już nie znamy.

Oczywiście można tak żyć i na łożu śmierci - leżąc na złotym łóżku i przykryty jedwabiami - rozejrzeć się wokół i z radością stwierdzić, że ten basen, ta posiadłość, ta fortuna na koncie... to spełnienie mojego życia. Można popatrzeć na te "kochające" Ciebie osoby otaczające Twoje łoże i z "troską" w głosie pytające: Jak się czujesz?... Masz wtedy setki telefonów od "przyjaciół"... Często jednak tak naprawdę to Ci wszyscy otaczają troską nie Ciebie a zawartość Twego testamentu... W końcu jak wszyscy umrzesz i po co to wszystko, ta bieganina, pracoholizm, itd?

Często w takich chwilach jakże mogącym sprawić ból jest wymowa takiego np. mojego dwuwersu (kiedyś pisałem wiersze i sztuki):..Idąc krętą ścieżką swojego życia... 

"Wdepnąłem w  kałużę...
Obejrzałem się... a za mną była pustka..."

Zróbmy wszystko, aby wdepnięcie w tą kałużę nie następowało u kresu naszego życia, ale o wiele wcześniej... wcześniej na tyle, żebyśmy jeszcze zdążyli "...zostawić za sobą dobra, miłości i mądrości ślady..."  i dane nam było zaznać prawdziwego szczęścia, "szczęścia odczuwania codziennej własnej wolności od wszystkiego i poczucia, że to My istniejemy..." I nie traćmy tego życia na "bzdety"...

Mi osobiście teraz pomógł Bóg i to drugi raz. Wcześniej pomógł, bo niestety onegdaj wdepnąłem w tą kałużę po same kolana, na szczęście nie "nad trumną" i - dzięki Bogu - stwierdziłem, że tak naprawdę muszę przystanąć i zmienić siebie, wyrzucić pracoholizm i też zmieniać otaczający mnie świat. Żyć tak, aby abym kładąc się do snu mógł stwierdzić: tak… dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem dla siebie i innych, dałem też komuś uśmiech, dobre słowo, gest, część siebie… no i po prostu już byłem i ponownie myślałem (nie nad smakiem ostatnio zjedzonej grillowanej kiełbasy... oj nie...).

Zawsze chciałem być lekarzem-chirurgiem, bo pochodzę w sumie z lekarskiej rodziny, ale niestety (lub stety) trafiłem na ekonomię a po tym był wyścig szczurów w wielkich korporacjach. Trwałem tak niemal dziesięć lat i się doszczętnie wypaliłem zawodowo. Pomogła mi praca w sektorze ochrony zdrowia i mimo, że byłem tylko od spraw ekonomicznych to i tak moja satysfakcja z pracy była pozytywna. 

Ale przebywanie na oddziale neurologicznym (udarowym) napatrzyłem się wielu tragedii ludzi, którzy przed momentem funkcjonowali jako normalni by w sekundę stracić wszystko i leżeć  jak roślina...

 Niestety jest tak, że gdy jednostka pozbawiona jest możliwości myślenia oraz empatii lub nie potrafi myśleć i czuć siebie i innych, gdy nie zastanawia się nad własnym sobą, losem świata i narodów, gdy nie potrafi dawać i otrzymywać miłości... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle kimś, przestaje być dosłownie warta określenia mianem człowieka!

Warto pamiętać, że gdy nie myślimy i nie potrafimy dawać innym dobra, miłości i mądrości to jesteśmy nikim... tylko rzeczą, przedmiotem - podobnie gdy żyjemy obok życia pędząc "do nieokreślonego przodu".

Ktoś kiedyś powiedział i napisał: "Dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku śmierci... a sztuką życia jest dostrzeżenie i pełne wykorzystanie tego krótkiego przebłysku rozświetlającego pośród bezkresnej ciemności niebo... podczas burzy, tuż przed grzmotem!"

A zastanawiając się cóż to znaczy "pełne wykorzystanie przebłysku" pamiętajmy o słowach: Jana Pawła II – "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi", słowach E. Burke: "Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych" oraz słowach Bł. J. Popiełuszki: ""Zło dobrem zwyciężaj". Tylko to jest dla mnie na dziś pełnią życia.

I mam do Was wszystkich prośbę. Dbajcie o siebie. Monitorujcie swoje ciśnienie, cholesterol., trójglicerydy.... 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com


Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!

Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814

Paypal: paypal.me/kjahog

poniedziałek, 24 czerwca 2019

PiS jako "choroba" dla III RP


PiS to choroba PO i całej mainstream'wej społeczno-politycznej pseudoelity III RP.

Zrazu była tylko lekkim przeziębieniem, które jak się ORGANIZMOWI wydawało samo przejdzie.
Kuracja była więc adekwatna do niepoważnego traktowania owego przeziębienia: gorąca herbatka i samoleczenie, polegające na próbie jego "przechodzenia" bez konieczności stosowania farmaceutyków i oswajania, w celu jej neutralizacji, samej choroby.

Ta pewność samoistnego wyleczenia pozwalała ORGANIZMOWI spokojnie czekać aż tak się stanie. Dla podtrzymania tego stanu samoutwierdzał się w tym przekonaniu, aż nabrał 100% pewności jego nieuchronności.

I wydawało się, że choroba powoli ustępuje. Ale okazała się bardziej podstępna i ponownie zaatakowała w wyborach w roku 2005. Zaatakowała taką gorączką, że ORGANIZM musiał wziąć aspirynę i półprzytomny zawlókł się do łóżka. A on przecież tego tak nie znosił, wprost alergicznie nie tolerował. Leżenie i chorowanie nie było stanem lubianym przez ORGANIZM od samego jego początku, czyli jego narodzin (w wyniku reinkarnacji) w 1989 roku. Zresztą jego poprzednie wcielenie (te przed 1989 rokiem) też nie znosiło żadnych choróbsk, niszcząc je skutecznie.

Tak więc leżąc w łóżku ORGANIZM się kurował i były nawet widoczne  oznaki ozdrowienia. Z wielką ulgą więc zerwał się na równe nogi  i opuszczając znienawidzony mebel z uśmiechem wrócił do życia codziennego.

Ale biedaczysko zapomniał o okresie rekonwalescencji, co niestety odbiło się ponownym nawrotem choroby w wyborach prezydenckich. A, że choroba przenoszona i nieskutecznie leczona wraca z większą siłą, to teraz spowodowała aż całkowite dwuletnie przykucie ORGANIZMU do łóżka!

Fałszywi lekarze robili co mogli aby choć w części przywrócić ORGANIZM do zdrowia. Połowicznie się  to udało i zaleczony (nie wyleczony!) ORGANIZM powrócił do pracy w 2007 roku. I od tamtego czasu walczy z chorobą wszelkimi dostępnymi metodami i środkami, które co prawda krótkookresowo przynoszą ulgę, ale długookresowo wyniszczają ORGANIZM wewnętrznie, osłabiają  go pozwalając niemalże na samozniszczenie. Ale ORGANIZM tego nie dostrzegał i dalej nie dostrzega, bo w międzyczasie - niczym narkoman, lekoman czy alkoholik - uzależnił się od środków farmaceutycznych i uśmierzających ból.

Czy nie znamy wszyscy tego nieprzyjemnego uczucia, kiedy źle dobraliśmy leki lub leczyliśmy niewłaściwą chorobę? I mimo dozowania farmaceutyków w coraz większej różnorodności i ilościach nie zauważaliśmy efektów wyzdrowienia, a nieraz nawet pogłębienie choroby? Cóż się w tedy z nami dzieje? Stajemy się źli na cały świat, sfrustrowani, psioczymy na lekarzy i służbę zdrowia a już odium naszej agresji wywołuje sama choroba! W desperacji  więc bierzemy coraz to inne antybiotyki przepisywane przez różnych lekarzy, dostajemy zastrzyki, wyjadamy cała apteczkę... I jeżeli choroba dalej trzyma się mocno  i już żaden antybiotyk nie pomaga to zaczynamy w końcu panikować i być zdziwieni, że tak się dzieje.

W takiej sytuacji znalazł się obecnie ORGANIZM III RP z jej na dziś głównym filarem, czyli PO! ORGANIZM zachorował straszliwie w roku 2015, kiedy okazało się, że choroba zwana PiS nagle zaczęła atakować i coraz bardziej niszczyć ORGANIZM. On się bronił biorąc nawet narkotyki w postaci KOD, czy Nowoczesnej lub celebrycko-medialnej ale nic nie pomogło. Nawet fabryki zlokalizowane na ulicy Czerskiej i Wiertniczej w Warszawie też wyprodukowały jedynie placebo. ORGANIZM przegrał z chorobą, choć dalej się bronił. Nawet sprowadzać zaczął leki z zagranicy w postaci takich leków jak Timmermans czy Verhofstadt i dalej nic ORGANIZMOWI nie pomaga. Powoli on choruje coraz bardziej i nawet lek wyborczo-europejski też nie pomógł. Jeszcze ma jakąś nadzieję na nowy lek, który podobno ma zostać wprowadzony jesienią 2019 roku, ale powoli już przestaje wierzyć, że może być skuteczny. Jeszcze próbował brać kilka leków skojarzonych w postaci utworzenia ich zestawu koalicyjnego. Też nie pomogły.

Przecież już prawie wszystkie specyfiki zostały zaaplikowane a choróbsko w postaci PiS dalej się trzyma. Mało tego jak rak lub gangrena zżera ORGANIZM od środka. Rodzi to naturalny bunt i panikę... a jeżeli to jest choroba śmiertelna!?  - gdzieś tam w zakamarkach podświadomości pewnie pojawiają się te tak natrętne myśli i przypuszczenia. Trzeba więc działać! - myśli ORGANIZM. I spróbować innych jeszcze specyfików... ale wtedy właśnie następuje chaos w ich doborze sprawiający, że przyjmuje się ich zestaw mogący w konsekwencji szkodzić a nie pomagać!

W konsekwencji choroba dalej trwa... ORGANIZM coraz bardziej zmęczony ciągłą z nią walką staje się coraz mniej odporny i osłabiony. Długość i intensywność kuracji, coraz liczniejszymi lekarstwami po prosu uodporniło na nie samą chorobę, która stała się już przewlekłą. I wielce prawdopodobną, że - niestety dla ORGANIZMU - śmiertelną.

Organizm od 2005 roku użył wszelkich metod leczenia, wypróbował wszystkie specyfiki. Wszyscy, lekarze wmawiali mu, że choroba zostanie pokonana, ale tak się nie stało. Do znerwicowanego tym faktem ORGANIZMU dotarła (lub systematycznie dociera) brutalna prawda. Walka z chorobą zwaną PiS-em została przegrana.  I, mimo że tak bardzo pragnie żyć, ORGANIZM powoli umiera.... i staje się wobec tego faktu bezsilny...

Może jeszcze przed śmiercią, jak to się często zdarza, na chwilę poczuje się lepiej...ale będą to jego ostatnie chwile...

... A już po agonii ORGANIZMU historia dokona jego sekcji zwłok, której wyniki dla niektórych wcale nie będą zaskakujące: PO nie mogło wygrać z chorobą bo zdiagnozowano ją niewłaściwie! Historyczne konsylium lekarskie zapisze prawdziwy powód, chorobę z którą tak bezskutecznie walczył ORGANIZM:


"WIELONARZĄDOWA GANGRENA NIEPOLSKIEGO ORAZ ANTYPOLSKIEGO LEWACKIEGO POSTKOMUNIZMU, LIBERTYNIZMU I MAŁOSTKOWEGO ETATYZMU! (wraz z chorobami współistniejącymi wywołanymi wirusami dawnej Sb-cji, UB-cji, WSI i Niemiec, i prostackiego wiernopoddaństwa mamonie)"

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła na bloggerze: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ i e-mailową informacją o tym fakcie. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych.

piątek, 24 czerwca 2011

Psychiatryczni sędziowie! Mam propozycje!*

Witam

Jest czymś doprawdy nadzwyczajnym kierowanie obecnie Pana J. Kaczyńskiego na badania psychiatryczne... po dwóch latach i na podstawie faktu głębokiego oraz traumatycznego przeżywania śmierci własnego brata...

Gdyby faktycznie J. Kaczyński był - jak owi sędziowie – aludzki i pozbawiony uczuć, zapewne śmierć własnego brata nie wywarłaby na nim wrażenia i przeszedłby obok niej bez okazywania jakichkolwiek negatywnych emocji. On jednak musiał wziąć środki uspakajające... żadnych innych... i to wystarczyło sędziom do wyciągnięcia wniosku o możliwości domniemanej czasowej niepoczytalności.

Powołani biegli psychiatrzy mogą jednak wcale nie przebadać fizycznie dziś J. Kaczyńskiego a tylko wystawić opinię na podstawie wcześniejszych opinii lekarskich, rodzaju środków farmakologicznych zażywanych przez "badany obiekt" oraz jego  - jako, że jest osobą publiczną i medialną – obserwacji zachowań w realnym świecie. Brawo!

 Mam więc dwie propozycje dla "psychiatrycznych"* sędziów.  

Po pierwsze, aby powołali biegłych do oceny zachowań wszystkich polityków a szczególnie tych rządzących, bo to oni przecież dziś mają realną władzę a nie opozycja! Jeżeli więc wśród rządzących mamy "psychicznie" zachwianych jest to niebezpieczne dla ogółu społeczeństwa. Proponuję więc za każdym razem i każdego, kto wygra wybory lub jest reprezentantem partii rządzących poddawać ocenie psychiatrycznej. Byłoby to zapewne z korzyścią dla wszystkich. Nie zrobiono tego w 2007 roku ani w 2010 roku w wyborach prezydenckich. Szkoda... ale tym bardziej po zachowaniach w ostatnich 4 latach można lepiej zdiagnozować rządzących polityków. Może - i mam nadzieję, że tak jest - opinia będzie zawsze jedna: całkowicie zdrowy, poczytalny i normalny! Ale sprawdzić trzeba!

Po drugie - ze względu na fakt, iż Szanowni Państwo poprzez kierowanie na badania psychiatryczne mają prawne możliwości  niejako sugerowania ewentualnych zaburzeń psychicznych wobec uczestników procesów sądowych – prawie, że domagam się wysłania przez Szanownych Państwa na badania... samych siebie, czyli wszystkich sędziów! Chyba warto byłoby wiedzieć, czy czasem kierowanie kogoś na badania psychiatryczne nie wynika z choroby psychicznej osoby, która podejrzewa taką chorobę u innych i kieruje ich na badania oraz obserwacje psychiatryczne... Oczywiście, podobnie jak w przypadku polityków -  zapewne  (i dobrze!) opinia dotycząca sędziów będzie zawsze jedna: całkowicie zdrowi, poczytalni i normalni! Ale sprawdzić trzeba!

* w znaczeniu: korzystający nadmiernie często z możliwości kierowania podsądnych na badania psychiatryczne (obserwacje)... nieraz bez żadnych merytorycznych i rzeczywistych przesłanek procesowych (i nie tylko)

Pozdrawiam

P.S.1
Oczywiście nie neguję kierowania na badania i obserwację w uzasadnionych przypadkach. Natomiast akurat okoliczności badania zdrowia psychicznego J. Kaczyńskiego  poddają w wątpliwość niezależność i niezawisłość owej sędziowskiej decyzji.

P.S.2
A tak tylko dygresyjnie: ambulatoryjne porady psychiatryczne a nawet okresowe leczenie farmakologiczne środkami psychoaktywnymi nie zawsze musi oznaczać  u danej osoby wstępowanie określonej choroby psychicznej. Ponadto wiele chorób i zaburzeń psychicznych jest współcześnie skutecznie leczonych. Przychylałbym się nawet do stwierdzenia, że sam fakt uzyskiwania koniecznej doraźnej psychiatrycznej czy psychologicznej pomocy lekarskiej lub nawet konieczność hospitalizacji winna być oceniana pozytywnie a nie kategorycznie wykluczająco negatywnie. Uważam, że wiele osób w Polsce często rezygnuje z pomocy psychiatrycznej tylko ze względu na fakt, iż poprzez korzystanie z takiej pomocy zostają odrzuceni oraz wykluczeni: społecznie, zawodowo, towarzysko i politycznie. Niestety jest pewnym koszmarem cywilizacyjnym w Polsce, że do takiego traktowania osób chorych psychicznie (i zdrowiejących) lub tylko okresowo korzystających z porad  lekarzy psychiatrów, przyczyniają się też politycy, dziennikarze czy funkcjonariusze państwowi. Od tej kategorii ludzi wypadałoby wymagać zachowań zgodnych z cywilizacją zachodnią, europejską, chrześcijańską a nie cywilizacją sowieckiego, zapyziałego i anytyludzkiego komunizmu i globalizmu...

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 11 grudnia 2009

PiS - CHOROBA III RP!

Witam

PiS to choroba PO i całej mainstream'wej społeczno-politycznej pseudoelity III RP.

Zrazu była tylko lekkim przeziębieniem, które jak się ORGANIZMOWI wydawało samo przejdzie.
Kuracja była więc adekwatna do niepoważnego traktowania owego przeziębienia: gorąca herbatka i samoleczenie, polegające na próbie jego "przechodzenia" bez konieczności stosowania farmaceutyków i oswajania, w celu jej neutralizacji, samej choroby.

Ta pewność samoistnego wyleczenia pozwalała ORGANIZMOWI spokojnie czekać aż tak się stanie. Dla podtrzymania tego stanu samoutwierdzał się w tym przekonaniu, aż nabrał 100% pewności jego nieuchronności.

I wydawało się, że choroba powoli ustępuje. Ale okazała się bardziej podstępna i ponownie zaatakowała w wyborach w roku 2005. Zaatakowała taką gorączką, że ORGANIZM musiał wziąć aspirynę i półprzytomny zawlókł się do łóżka. A on przecież tego tak nie znosił, wprost alergicznie nie tolerował. Leżenie i chorowanie nie było stanem lubianym przez ORGANIZM od samego jego początku, czyli jego narodzin (w wyniku reinkarnacji) w 1989 roku. Zresztą jego poprzednie wcielenie (te przed 1989 rokiem) też nie znosiło żadnych choróbsk, niszcząc je skutecznie.

Tak więc leżąc w łóżku ORGANIZM się kurował i były nawet widoczne  oznaki ozdrowienia. Z wielką ulgą więc zerwał się na równe nogi  i opuszczając znienawidzony mebel z uśmiechem wrócił do życia codziennego.

Ale biedaczysko zapomniał o okresie rekonwalescencji, co niestety odbiło się ponownym nawrotem choroby w wyborach prezydenckich. A, że choroba przenoszona i nieskutecznie leczona wraca z większą siłą, to teraz spowodowała aż całkowite dwuletnie przykucie ORGANIZMU do łóżka!

Fałszywi lekarze robili co mogli aby choć w części przywrócić ORGANIZM do zdrowia. Połowicznie się  to udało i zaleczony (nie wyleczony!) ORGANIZM powrócił do pracy w 2007 roku. I od tamtego czasu walczy z chorobą wszelkimi dostępnymi metodami i środkami, które co prawda krótkookresowo przynoszą ulgę, ale długookresowo wyniszczają ORGANIZM wewnętrznie, osłabiają  go pozwalając niemalże na samozniszczenie. Ale ORGANIZM tego nie dostrzegał i dalej nie dostrzega, bo w międzyczasie - niczym narkoman, lekoman czy alkoholik - uzależnił się od środków farmaceutycznych i uśmierzających ból.

Czy nie znamy wszyscy tego nieprzyjemnego uczucia, kiedy źle dobraliśmy leki lub leczyliśmy niewłaściwą chorobę? I mimo dozowania farmaceutyków w coraz większej różnorodności i ilościach nie zauważaliśmy efektów wyzdrowienia, a nieraz nawet pogłębienie choroby? Cóż się w tedy z nami dzieje? Stajemy się źli na cały świat, sfrustrowani, psioczymy na lekarzy i służbę zdrowia a już odium naszej agresji wywołuje sama choroba! W desperacji  więc bierzemy coraz to inne antybiotyki przepisywane przez różnych lekarzy, dostajemy zastrzyki, wyjadamy cała apteczkę... I jeżeli choroba dalej trzyma się mocno  i już żaden antybiotyk nie pomaga to zaczynamy w końcu panikować i być zdziwieni, że tak się dzieje.

W takiej sytuacji znalazł się obecnie ORGANIZM III RP z jej na dziś głównym filarem, czyli PO!

Przecież już prawie wszystkie specyfiki zostały zaaplikowane a choróbsko w postaci PiS dalej się trzyma. Mało tego jak rak lub gangrena zżera ORGANIZM od środka. Rodzi to naturalny bunt i panikę... a jeżeli to jest choroba śmiertelna!?  - gdzieś tam w zakamarkach podświadomości pewnie pojawiają się te tak natrętne myśli i przypuszczenia. Trzeba więc działać! - myśli ORGANIZM. I spróbować innych jeszcze specyfików... ale wtedy właśnie następuje chaos w ich doborze sprawiający, że przyjmuje się ich zestaw mogący w konsekwencji szkodzić a nie pomagać!

W konsekwencji choroba dalej trwa... ORGANIZM coraz bardziej zmęczony ciągłą z nią walką staje się coraz mniej odporny i osłabiony. Długość i intensywność kuracji, coraz liczniejszymi lekarstwami po prosu uodporniło na nie samą chorobę, która stała się już przewlekłą. I wielce prawdopodobną, że - niestety dla ORGANIZMU - śmiertelną.

Organizm od 2005 roku użył wszelkich metod leczenia, wypróbował wszystkie specyfiki. Wszyscy, lekarze wmawiali mu, że choroba zostanie pokonana, ale tak się nie stało. Do znerwicowanego tym faktem ORGANIZMU dotarła (lub systematycznie dociera) brutalna prawda. Walka z chorobą zwaną PiS-em została przegrana.  I, mimo że tak bardzo pragnie żyć, ORGANIZM powoli umiera.... i staje się wobec tego faktu bezsilny...

Może jeszcze przed śmiercią, jak to się często zdarza, na chwilę poczuje się lepiej...ale będą to jego ostatnie chwile...

... A już po agonii ORGANIZMU historia dokona jego sekcji zwłok, której wyniki dla niektórych wcale nie będą zaskakujące: PO nie mogło wygrać z chorobą bo zdiagnozowano ją niewłaściwie! Historyczne konsylium lekarskie zapisze prawdziwy powód, chorobę z którą tak bezskutecznie walczył ORGANIZM:


"WIELONARZĄDOWA GANGRENA NIEPOLSKIEGO ORAZ ANTYPOLSKIEGO LEWACKIEGO POSTKOMUNIZMU, LIBERTYNIZMU I MAŁOSTKOWEGO ETATYZMU! (wraz z chorobami współistniejącymi wywołanymi wirusami dawnej Sb-cji, UB-cji i prostackiego wiernopoddaństwa mamonie)"

Pozdrawiam

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...