Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzkość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzkość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lutego 2023

Robaki, sztuczne mięso, roślinne buty, tabletki spożywcze, ziemianki i samobójstwo...

Chore i psychopatyczne umysły zielono-czerwonych klimatycznych fanatyków mogą nam w niedalekiej przyszłości zgotować koszmarny i antyludzi los. I nie łudźmy się, że to jakieś surrealistyczne mrzonki ideologicznych idiotów! To już się dzieje, czego wyrazem jest np. unijny zakaz rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 roku. Gdybyśmy o takim realnym pomyśle usłyszeli np. 20 lat temu, to z szyderczym uśmiechem popukalibyśmy się w głowę. 

Już ten poniższy rysunek prezentowałem a został on umieszczony w mediach społecznościowych przez skrajną wegankę Sylwię Spurek. Warto go jednak mieć przed oczami, bo w swoim wyrazie jest dla nas wielkim ostrzeżeniem. I bardzo się cieszę, że – na pewno mimo woli autorki – ten rysunek dotarł do Polaków i pozwoli im przekonać się do jakich to aberracyjnych absurdów dążą ideologiczni klimatyczni ekoterroryści.

Źródło: https://niezalezna.pl/475323-spurek-trzaskowski-weganizm-samochody-podroze

UE już dopuściła do obrotu jedzenie robaków, czyli np. mączki ze świerszczy. Może to komuś pasuje, ale mnie nie. Na pewno jednak będzie się ze smakiem oblizywał ze swojego niedzielnego i bogatego  obiadu taki R. Trzaskowski, który jest bardzo przychylny wytycznym raportu C40 Cities:

Źródło: internet

Tyle tylko, że świerszcze to też małe zwierzątka, o które trzeba dbać, więc wielce prawdopodobne jest wprowadzenie obowiązkowej konsumpcji sztucznego, syntetycznego mięsa, które już jest w ostatniej fazie eksperymentalnej produkcji. 

Możemy też zapomnieć jak smakuje mleko czy sery, bo przecież nie będzie można "gwałcić krów" poprzez ich dojenie. 

Sądzę też, że ostatecznie prowadzi to też do wprowadzenia tabletek konsumpcyjnych, które będzie klupować większościowa biedota, np. tabletkę zieloną na śniadanie, czerwoną na obiad a żółtą na kolację. 

Kiedy już wyczerpiemy limit zakupu odzieży to zapewne kolejna para butów czy kapci może wyglądać tak: 

Źródło: internet

Ale przecież sałata i cała przyroda (fauna i flora) też żyje, więc wzorem prekursora W. Cejrowskiego (;;;) będziemy chodzić przez świat boso a jako, że nawet syntetyczna produkcja też zostawia ślad węglowy to przyjdzie nam chodzić nago.  Bynajmniej nie jeździć, bo nie będzie nas stać ani na zakup jakiegoś samochodu czy też na jego wynajem. A zresztą samochodów też nie będzie lub będą, ale tak drogie, że dla większości niedostępne. 

Można też ekoterrorystom, weganom i obrońcom zwierząt zadać następujące pytanie: A jak traktować zwierzęta, które jedzą inne zwierzęta? Je też należy zgładzić? A zwierzęta, które jedzą żywą roślinność? Co z nimi? Wszyscy z nich też mają zginąć?

A gdzie będziemy mieszkać, skoro produkcja materiałów budowlanych i same budowanie oraz eksploatacja budynków mieszkalnych też zostawiają duży ślad węglowy a drewno jako budulec będzie zakazane, bo  przecież nie można "zabijać" drzew. No jak to gdzie? Musimy korzystać z doświadczeń naszych przodków i mieszkać w ziemiankach czy lepiankach. Do tego w ciemnościach, bo nikogo - oprócz elit rządzących - nie będzie stać na zakup zabójczej dla klimatu energii elektrycznej.



Na samym końcu przyjdzie nam popełnić zbiorowe samobójstwo, bo wydychamy ogromne ilości CO2, które zagraża planecie Ziemia.

I na tym skończy się życie ludzi na Ziemi. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
 Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 26 października 2019

Jesteśmy egoistami...


Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie!

To na wskroś mądre znaczeniowo stwierdzenie nieprzypadkowo jest fundamentalną podstawą współczesnego sądownictwa, choć nie zawsze nasze sądownictwo  je przestrzega.

Ale nie tylko. Rozszerzając jego znaczenie można wskazać, ze jest podstawą współczesnej demokracji a implikacje jego rzeczywistej realizacji są koniecznymi do prawidłowego rozwoju każdego człowieka.

Bo czymże jak nie skutkiem tej jego rzeczywistej (sensu largo-w szerokim znaczeniu) realizacji jest pluralizm i istnienie partii politycznych, a tym samym samym wolnych wyborów i funkcjonowania zasady demokratycznego trójpodziału władzy?  A w odniesieniu do jednostki cały proces jej wychowania (rodzice) a później dokonywanych przez nią wyborów życiowych określających jej  miejsce i znaczenie w społeczeństwie? Społeczeństwie, w ramach którego ukształtowane zostały podstawowe zasady wzajemnego współistnienia jednostek i ich grup.

W sensie społeczno-politycznym skutkiem jej podważania i eliminacji było powstawanie wszelkich totalitaryzmów i autorytaryzmów, w sensie zaś indywidualnym jest źródłem wszelkich patologii, przestępstw czy przemocy.

Człowiek ze swojej natury nie lubi być oceniany (sądzony) przez innych. Jest egoistą. Jego dobro własne jest nadrzędnym wobec wszystkiego innego. Ta cecha jest oczywiście przenoszona też na tworzone przez niego społeczne grupy oraz "stada", w których funkcjonuje. Czy jest to rodzina, partia polityczna, własna firma, organizacja dobroczynna, kościół, etc. Altruistów jest bardzo niewielu, w granicach błędu statystycznego, ale nawet altruizm subiektywnie jest oparty na jakiejś namiastce własnych korzyści, namiastce egoizmu (vide: pomagamy, bo dla nas jest to satysfakcjonujące i rodzi w nas subiektywną radość z tegoż pomagania).

Ten właśnie egoizm i dbałość o własnego siebie (grupę) rodzi pokusę narzucania swojej woli innym. Skłania do podejmowania wobec innych działań, które w konsekwencji mają nieść dla niej korzyść. Człowiek zbudował cały zestaw środków i instrumentów, przy pomocy których tę korzyść chce osiągnąć.  Począwszy od takich jak: przekonywanie, perswadowanie, udowadnianie, pozyskiwanie, poprzez budowę norm prawnych i moralnych, instytucji nacisku oraz przymusu, aż po -  w ostatecznej formie - eliminowanie, unicestwianie jakichkolwiek zagrożeń mogących wpływać na niemożność uzyskania owej korzyści (wojna, morderstwo) . Mało tego ludzie i ich grupy są w stanie nawet kreować nieistniejące zagrożenia, których likwidacja pozwoli utrzymać, zwiększyć lub zmaksymalizować ową subiektywną korzyść.

Ale homo sapiens jest też istota rozumną! Ta jego unikalność i wyjątkowość pozwala mu na ciągły rozwój, jest motorem postępu techniczno-technologicznego, budowy cywilizacji. Pozwala też na zrozumienie trywialnie podstawowego faktu: jego egoizm nie jest jedynym! Na świecie są miliardy podobnych do niego egoistów dążących do uzyskania i maksymalizacji własnych korzyści, które jednocześnie w mniejszym lub większym stopniu ograniczają możliwości owej maksymalizacji jego własnych. Z tego też wynika zdanie sobie sprawy z równie oczywistych faktów: niemożności uzyskania przez niego własnych korzyści skończenie dla niego absolutnych, a hipotetyczne osiągnięcie tego absolutyzmu w konsekwencji byłoby jego samounicestwieniem.

Zrozumienie powyższych prawidłowości zmusza więc jednostkę do współistnienia z innymi jednostkami, rodzi pluralizm, consensus oraz tolerowanie innych. Rodzi też  konieczność rezygnacji z części własnych korzyści i uzasadnia celowość poddawania się opiniom, ocenom i sądom innych.

Dla przeżycia i samego faktu istnienia jednostka potrzebuje więc innych ludzi.  Stąd tak ważne jest dla nas posiadanie np. prawdziwych przyjaciół mogących nas ocenić, osądzić, dać radę i pomoc, a tym samym uchronić nas przed samounicestwieniem (niekoniecznie w sensie fizycznym ale też indelektualno-emocjonalnym). W kategorii społeczeństw i państw ludzkość, zabezpieczając się właśnie przed całkowitym upadkiem, stworzyła zasady wzajemnego współistnienia, które współcześnie nazywamy demokracją. I dlatego też jej fundamentalną zasadą jest możność dokonywania przez nas ocen i sądów zachowań i działań innych.

Warto o tym pamiętać obserwując otaczający nas świat i mechanizmy jego funkcjonowania. Warto o tym pamiętać zastanawiając się, czy jest możliwym dokonanie sprawiedliwej oceny własnych działań przez samego siebie. Warto o tym pamiętać powstrzymując się przed krytykowaniem własnych przywódców oraz ugrupowań politycznych w imię niezbędności utrzymywania ich krystaliczności (vide: obrona przez PO za wszelką cenę np. pana Gawłowskiego). Czyż nie jest to czasem działanie powodujące w konsekwencji ich proces samounicestwienia? Warto też o tym pamiętać śledząc działania mediów i dziennikarzy zwracając uwagę na ich dążność do maksymalizacji własnych korzyści. Czyż możliwym jest żeby działali Oni wbrew sobie, niszcząc i pokazując niegodziwości tych, od których zależy ich funkcjonowanie? (vide: czy możliwym jest bycie uczciwym dziennikarzem, jeżeli otrzymuje się wynagrodzenie za swój tekst o tego, który jest podmiotem owego tekstu?).

I na koniec warto o tym pamiętać oceniając zachowania określonych grup ludzi, a szczególnie instytucji i funkcjonariuszy państwowych. Bo jeżeli celem ich funkcjonowania jest maksymalizacja ich egoistycznych korzyści dająca w konsekwencji rozwój Ojczyzny, Polski i Narodu (który reprezentują), to warto ich wspierać, krytykować, oceniać, dawać rady i w konsekwencji na nich głosować i ich popierać. W przeciwnym razie - kiedy maksymalizacja ich egoistycznych korzyści powoduje osłabienie Ojczyzny, Polski i Narodu a tym samym nas wszystkich - należy uczynić wszystko (prawnie dozwolone), aby nie mieli możliwości funkcjonowania - jako nasi reprezentanci - na scenie społeczno-politycznej.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 9 lutego 2018

Demokracja? Ki diabeł? I coś o lewactwie...

Dzisiaj krótko.

W słynnej, polskiej i jednej z najlepszych komedii "Sami swoi" Leonia Pawlak w pewnym momencie - dając Kazimierzowi granaty do Sądu -  stwierdza: "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".

Przez nas wszystkich wówczas i chyba dzisiaj był to przedni, ale ciepły żart, z którego się śmieliśmy i dalej śmiejemy. W zamierzeniach twórców filmu był to absurd, absurd nierealny i niejako satyrycznie godny potępienia. Chyba - oglądając ten film - nawet współcześnie wydaje nam się, oczywiście jako Polakom, to surrealistyczne i  humorystyczne.

Niestety tamten kadr z filmu obecnie wśród elit demoliberalnych jest jak najbardziej realny i rzeczywisty.

Bo jak inaczej można odnieść się do decyzji PE dotyczącej dymisji R. Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego tej unijnej instytucji.

Parafrazując stwierdzenie Leonii Pawlak, dziś globalni i ideologiczni lewaccy demoliberałowie, politpoprawni totalitaryści wyznają bowiem zasadę: "Demokracja demokracją, ale demokratyczna racja musi być po naszej stronie".

Czyż tak  nie jest?

Odwołam się do Ryszarda Czarneckiego, który stwierdził: "Gdyby nie zmiana trybu głosowania, że nagle głosy wstrzymujące zostały, owszem, uznane za ważne, aby było kworum, a już są nieważne przy obliczaniu dwóch trzecich, to dalej byłbym wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego" [1].

Z czym więc mamy do czynienia?

Z czymś niezrozumiałym,  które elity unijne i chyba ogólnie globalne uznają za normalne: można zmieniać niby demokratyczne prawo  tak, żeby te niby demokratyczne głosy pozwalały na uzyskanie zamierzonego i ustalonego przez nich efektu. To jakaś aberracja i kompletne zlekceważenie wszelkich uznawanych przez wszystkich pierwotnych tzw. wartości demokratycznych związanych z samą istotą demokracji, zarówno sensu stricto, jak i sensu largo. To neomarksistowska "dyktatura proletariatu", z tym że owym "proletariatem" są dziś elity, są globalnie rządzący i decydujący o losie nas wszystkich.

Czy ktoś jeszcze pamięta, że w Polsce taką totalitarną demokrację wprowadził już neomarksistowski, uratowany w okresie wojennym przez Polaków o nazwisku Geremek a mimo to skrajnie antypolski Żyd Bronisław Geremek, kiedy w trakcie procesu wyborczego w 1989 roku zmienił prawo tak, aby jednak krajowa lista postkomunistów - mimo prawnej i wyborczej porażki – dostała się do Sejmu?

Czy ktoś jeszcze pamięta referendum unijno-traktatowe w Irlandii. Irlandczycy w demokratycznych wyborach powiedzieli zdecydowane "nie", ale oczywiście demoliberalne i lewacko-postmarksistowskie elity nie przyjęły do wiadomości tegoż faktu... bo nie był zgodny z ich oczekiwaniami. Więc co zrobili? A piać zarządzili ponowne głosowanie i gdy wynik był dla nich korzystny to je uznali za ostateczne. Sądzę, że gdyby nawet to drugie głosowanie było dla nich niekorzystne, to... za każdą cenę przeprowadziliby następne aż do przewidzianego przez nich skutku.

Podobnie było z tzw. Konstytucją Europejską. Jak się okazało, że Francuzi i Holendrzy powiedzieli "nie" to samozwańcze skretyniałe i mitomańskie lewackie elity zmieniły nazwę owej konstytucji na "Traktat Lizboński" i zarządzili ponowne głosowania, które tak przygotowali, aby w końcu zmusić wszystkie kraje unijne do jego przyjęcia.

Dla nich demokracja jest wtedy, kiedy uznają, że dane wydarzenie jest wedle nich demokratyczne tak jak Żydzi uznają za tzw. "antysemitów" tych, których oni sami za takowych uznają. To tkwi w ich głowach: "wyższość" nad wyborczym motłochem.

To jest ideologiczno-mentalno-kulturowo-duchowy neokomunistyczny totalitaryzm i to totalitaryzm jeszcze gorszy niż komunizm wojenny. Pisałem o tym wielokrotnie, ostatnio m.in. tak:

"Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.

Chore ideologicznie, postmarksistowskie i wyobcowane elity unijne chcą tej drugiej, anaturalnej i sztucznie wykreowanej Europy czyli inaczej ZSRR-bis w postaci „Związku Socjalistycznych Republik (Landów) Europejskich”.

Na przeszkodzie realizacji tej utopii stoją kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które już przeżywały ideologiczny komunizm i zauważają, iż obecna ingerencja brukselskich elit w wewnętrzne sprawy narodów i państw staje się jeszcze większa i twórczo – poprzez idee A. Gramsciego, A. Spinelliego i Szkoły Frankfurckiej - rozwinięta niż nawet ingerencja Komisarzy Ludowych i przywódców ZSRR.
I też ta ingerencja jest o wiele groźniejsza bowiem dotyczy przede wszystkim – mówiąc językiem K. Marksa – nadbudowy, czyli ogółu instytucji, działań, form świadomości społecznej całej Europy. Obejmuje państwo i organy jego działania, instytucje wychowania i kształcenia, naukę, religię, rodzinę, prawo, moralność, sztukę, filozofię, doktryny społeczne i polityczne i wiele innych. Jest to m.in. ziszczeniem słynnego komunistyczno-lewackiego „marszu przez instytucje” nakazanego przez A. Gramsciego i budowaniem nowego „postępowego” i pustego wewnętrznie człowieka pozbawionego wartości, własnych osądów i własnej religii, moralności, tradycji, więzów rodzinnych i społecznych, własnej kultury i tożsamości narodowo-historycznej, etyczno-moralnych norm postępowania. Człowieka wyzutego z człowieczeństwa i podmiotowości indywidualnej i zbiorowej, człowieka zatomizowanego i w dużej mierze pozbawionego wszelkiej własności oraz spauperyzowanego i ubezwłasnowolnionego – poprzez szeroko rozumianą lichwę – finansowo [2].


Nigdy nie byłem i nie jestem demokratą. Uważam, że jest to najgorszy i anaturalny ustrój formułujący zasady współżycia społecznego. Natomiast pierwotna idea bez-przymiotnikowej demokracji jeszcze mogłaby być przez wielu akceptowalna, natomiast jej współczesna wersja, wersja tzw. demokracji liberalnej (lewacki i totalitarny demoliberalizm) jest jeszcze gorsza, jest po prostu antyludzka i jest największym koszmarem jaki dziś spotyka niemal wszystkie narody. Jest duchowym, moralnym, kulturowym i intelektualnym ludobójstwem na ludzkości. I wszyscy jej liderowi piewcy i cyniczni wyznawcy winni być traktowani jako morderczy ludobójcy, ludobójcy ducha i umysłu, ludobójcy naturalnego człowieczeństwa.

To na razie tyle...

I jeszcze ku refleksji. Warto nieraz oglądać filmy animowane dla dzieci stworzone przez chorych demoliberałów, szczególnie te prześmiewcze i najbardziej lubiane. To tam już rozgrywa się "aksamitna i perfidna" batalia kulturowych neomarksistów, neokomunistów o dusze i sposób myślenia tych najmłodszych.

Cała seria "Pingwinów z Madagaskaru" i wszelkich innych filmików z "Madagaskarem" (warto wygooglować z czym się "je i kojarzy" ów Madagaskar) w tle czy też np. "Król Julian". Nie pisałbym akurat o tym dzisiaj, ale wczoraj właśnie oglądałem tegoż "Króla Juliana". Cały odcinek był poświęcony deprecjacji rodziny i pozytywnej promocji możliwości np. "kupowania przez rodziców  brata dla Juliana". Przez 20 minut ten - notabene przesympatyczny - Julian negatywnie i kategorycznie szyderczo odnosił się do swoich rodziców a w pewnym momencie stwierdził: "Jak oni mogą być rodzicami, czy na to nie ma jakichś egzaminów".

Śmieszne? Może dla niektórych, ale zalecałbym głębszą refleksję. Jednym z haseł lewackich, kulturowych marksistów jest deprecjonowanie człowieka i uważanie go za zło niszczące planetę. Stąd koszmarna idea tzw. "zrównoważonego rozwoju", stąd obwinianie nas - ludzi o mityczne ocieplenie klimatu (czy ktoś jeszcze pamięta kampanię straszenia "dziurą ozonową"? - znikła, bo takowej nie było a była tylko wymysłem demoliberalnych idiotów), stąd postulaty o ograniczeniu ludzkiej populacji i też naszej prokreacji, stąd większa dbałość o karpie, zwierzęta, drzewa, powietrze czy ogólnie środowisko niż dbałość o ludzkie życie (też te nienarodzone), stąd eugenika, eutanazja i aborcja czy promowanie antykoncepcji i tzw. supremacji ludzkiej woli, choćby była dewiacyjnie sprzeczna z naturą (np. homoseksualizm, pedofilia, zoofilia - podobno już powstał pierwszy "burdel" dla ludzi, w którym "dziwkami" są psy, tak psy!!!). Chore? To mało powiedziane... jak hipokrytycznie chore jest akceptowanie przez te same "ekologiczne" elity żydowskich, rytualnych zarzynań zwierzyny... to jest dobre a rodzenie dzieci złe?

Czyż wobec tego nie czekają nas zatem w przyszłości - o czym humorystycznie wspomniał "Król Julian" – egzaminy na rodzica, egzaminy, które będą nam zezwalały lub zabraniały posiadania dzieci? Kto będzie o tym decydował i jakie będą kryteria? Gdzie się podzieje wychowanie dzieci? Pytania chyba retoryczne...

Warto też prześledzić twórczość w większości żydowskich, hollywoodzkich lub innych wytwórni filmowych... Już od lat 60-tych ich filmy są odzwierciedleniem chorych i antychrześcijańskich oraz podprogowo promujących globalne zarządzanie i sterowanie ludźmi idei. Nasza "Seksmisja", "Matrix", "Harrison Bergeron" (szczególnie polecam), "Gamer", "Geostorm", "Push", "Operatorzy umysłu", filmy katastroficzne i przepowiadające inwazję "obcych" i wiele innych... to filmy przepowiadające oczekiwaną przez globalistów przyszłość: np. 500 mln ludzi zarządzanych przez "garstkę wybranych". Tak modeluje i przygotowuje się nas na stanie się przez nas niewolnikami, podludźmi...

Czy tego chcemy i jaki ma to związek z "władzą ludu", demokracją? I czym współcześnie jest ta demokracja? "Ki diabeł"?

P.S.

Wczoraj po raz kolejny obejrzałem jeden z moich ulubionych filmów pt.: "Misery"z  roku 1990. Obejrzałem go po wielu latach, ale teraz zauważyłem, iż główna, negatywna, psychopatyczna i ludzko odrażająca  bohaterka przez cały film na sweterku nosiła katolicki "Krzyż Chrystusa". Czy to był przypadek? Wątpię. Przecież katolicy noszą swoje święte medaliki na gołym ciele, pod ubraniem... I nie mogę znaleźć hollywoodzkich  produkcji, gdzie Żyd lub Żydzi byliby bohaterami negatywnymi a ich Menora ukazana byłaby w złym świetle. Ktoś możne zna?

[1] https://wpolityce.pl/polityka/380466-czarnecki-ujawnia-kulisy-odwolania-go-z-funkcji-wiceszefa-pe-docieraly-do-mnie-glosy-ze-gdybym-sie-pokajal-zachowalbym-stanowisko
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/01/czy-zmierzamy-we-wasciwym-kierunku.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 14 lipca 2011

Największą wartością człowieka jest on sam....

Witam

Kupujemy, wciąż kupujemy te nasze wprost uwielbiane dobra trwałego użytku, przedmioty, bez których nie moglibyśmy już funkcjonować.

Kupujemy ciągle, mimo woli i przy naszej woli, coraz więcej i coraz więcej. Kupimy jednego dnia a drugiego już pojawia się lepszy model tego czegoś, więc dążmy, żeby go kupić, ale zanim go kupimy już jest inny model.

Więc żałujemy, że tamtego nie kopiliśmy, ale już chcemy następny, bo właśnie już się pojawił. Kupiliśmy, udało się, mamy kolejną zabawkę.... I nazajutrz okazuje się, że jest jeszcze lepszy model. Złościmy się, że kupiliśmy wczoraj tamten model a nie poczekaliśmy na model dzisiejszy, złorzeczymy na wszystkich, ale i tak więc w złości czekamy na lepszy model, ten wyśniony, ten najwspanialszy. Niestety... okazało się, że kupił go sąsiad więc szukamy jeszcze lepszego modelu od tegoż posiadanego przez sąsiada, ale jeszcze musimy go wyśnić, więc włączamy kolorowy świat okienek, w którym sen trwa cała dobę. O! tam nasi najmądrzejsi mówią, że ten jest najlepszy z najlepszych a nawet jest naleszpejszy z najlepszejszych! No nareszcie mamy mega najlepszejszy. Ufff....

Siadamy zmęczeni ta ciągłą pogonią za rzeczami, przedmiotami. Zdobyliśmy najlepszejszy ze wszystkich możliwych  modeli. Ileż to było bieganiny, drgawek serca, złości, zawiści, zazdrości... a wszystko dla tego przedmiotu. Co prawda w domu jest do wymiany jeszcze wiele, ale to za moment... Siedzimy więc i słyszymy, że.... pojawił się najnajnajlepszejszy z najlepszeszych! Serce staje, nogi drżą... wstajemy. I znów... ta kołomyja... pogoni lub kultywowania przedmiotów, które już posiadamy. Bo ileż to mamy w domu zgromadzonych przedmiotów, które dla nas posiadają wartość szczególną, rzeczy nipotrzebnych, ale z niezrozumiałych względów wprost wielbionych a które wyzwalają w nas mnóstwo negatywnych emocji i zatruwają niepotrzebnie nasz codzienne funkcjonowanie.

Dzisiaj ja osobiście podjąłem decyzję o zakończeniu takiej emocjonalnej kołomyi wokół jednego z moich przedmiotów, dla mnie wyjątkowego. Dokonałem zniszczenia rzeczy, która w moim życiu stanowiła przedmiot szczególny, przedmiot niemal kultu o najwyższej wartości jaką sobie można wyobrazić. Nie była to ani lodówka, ani pralka, ani nawet telefon. Była to moja praca magisterska, którą napisałem w 1993 roku. Już wtedy została okrzyknięta przez niektórych za pracę bardzo   naukowo profesjonalną  i na poziomie co najmniej pracy doktorskiej. Tak mi wmówiono a ja się w tym utwierdzałem. Później ja jej jeszcze owy system zmitologizowania rozbudowałem.

Przez lata była dla mnie ona niespełnionym marzeniem o pracy naukowej, bowiem nie mogłem zostać na studiach doktoranckich ani jej wydać własnym sumptem. Dana mi raczej była praca  zawodowa. Miałem wtedy rodzinę, małego synka, żonę kończącą studia za rok. Trzeba było zarobić na utrzymanie rodziny i na spłatę wziętego niestety kredytu hipotecznego! I ten kredyt był olbrzymim obciążeniem, który należało ponosić kwartał w kwartał (spłata była kwartalna). Stąd niestety praca naukowa została przeze mnie zaniechana.

Owego zarzucenia pracy naukowej żałowałem przez prawie wszystkie przeszłe lata.  Ten żal i poczucie złości towarzyszyły mi i w pracy i w domu. Dosłownie wszędzie! Moja gorycz za utracona możliwością wydania np. tejże pracy magisterskiej - aczkolwiek trochę poprawionej oraz rozbudowanej w formie rozprawy doktorskiej - niedługo po studiach narastała geometrycznie z roku na rok. Fakt, część teoretyczna nawet dzisiaj stanowi naukowo lepszy poziom niż niejednych obecnie prac doktorskich a nawet habilitacyjnych...

Ale czyż warta była aż takiego kierowania moim życiem. Przecież był to przedmiot i chociaż jako wytwór mojej myśli stanowił dla mnie wartość, to przecież była to wartość już przeszła, wartość tylko tej książki, tego przedmiotu. Skupiłem się na analizie przeszłości i żyłem przeszłością tak, aby w przyszłości zrealizować niespełnione marzenie o pracy naukowej i wydaniu tejże pracy magisterskiej.

I dziś w końcu stwierdziłem, że faktycznie zbyt mnie ona kosztowała dużo wyrzeczeń, zbyt stała się dla mnie wyznacznikiem jakiegoś nieokreślonego celu, do którego w swoim zatraceniu dążyłem i który chciałem osiągnąć, stając się nieraz w tym dążeniu dość zabawnym. Była źródłem samych mych negatywnych emocji: złości, żalu, zazdrości, gniewu, frustracji, itd. Przecież cały czas chodziłem przez nią sfrustrowany, że nie doceniono mojej pracy naukowej. Cały czas powodowała u mnie złość i niepokój serca. Jak długo można było to jeszcze wewnętrznie przezywać: to rozdygotanie, tą chęć ciągłego wydania jej i pokazania światu, że nie tylko piję (jestem alkoholikiem, niepijącym od niedawana) ale stworzyłem coś wartościowego. I nie chodziło mi o pieniądze, ale o uznanie w środowisku naukowym i docenienie mnie, mojego talentu. Zresztą nigdy o pieniądze nie dbałem, nawet nie mam samochodu a pieniądze ze sprzedaży mieszkania oddałem prawie całe zonie i synowi na nowe. Swoja niewielka część przepiłem...

Dlaczego tak szeroko o tym piszę... ano dlatego, że ta pogoń za przedmiotami, pogoń za luksusowym życiem, pogoń za lepszym statusem materialnym, lepszym samochodem, mieszkaniem staje się dla nas obsesją. Zapominamy o człowieku, o nas samych. Stajemy się niewolnikami otaczających nas przedmiotów, niewolnikami pieniądza w każdej formie.

W tej pogoni możemy zatracić siebie. Pracujemy coraz więcej żeby mieć na te coraz lepsze dobra a jak je juz mamy, to musimy pracować na te lepsze jeszcze ciężej... Kołomyja...

I w tej pogoni możemy stracić coś najcenniejszego, nas samych. W różny sposób, ale najczęściej są to różnego rodzaju  uzależnienia: narkomania, alkoholizm, pracoholizm, seksoholizm, lekomania i inne.

Ja osobiście stałem się alkoholikiem. I było to dla mnie osobiście najtragiczniejszym rezultatem tej mojej pogoni za szczęściem, za utraconym marzeniem jakim była praca naukowa i wydanie jej (po rozbudowaniu) jako pracy doktorskiej ku zadowoleniu moim i wszystkich, ze wniosłem coś do nauki. Mój alkoholizm doprowadzić mnie na skraj wyczerpania fizycznego i psychicznego i mógł zakończyć się tragicznie. Przez niego porzucili mnie najbliżsi: żona i syn, nie mam prawie w ogóle znajomych i przyjaciół, skrzywdziłem bardzo wielu ludzi wokół mnie i oczywiście jak na razie nie zrealizowałem swojego marzenia.

Tenże alkoholizm sprawił, że musiałem pożegnać się z wieloma stanowiskami pracy, m.in. dyrektora ds. ekonomiczno-finansowych jednego z dużych przedsiębiorstw. Zdarzało mi się też nieracjonalnie podejmować decyzje: mogłem zostać prawdopodobnie dyrektorem dużej placówki medycznej a nieracjonalnie powiedziałem "nie", licząc zapewne, że będę proszony... Wiele się wydarzyło podczas kilkunastu lat mojej aktywnej choroby alkoholowej.

Jest to specyficzna i bardzo tragiczna w skutkach choroba, w której ma się okresy trzeźwości i długich ciągów alkoholowych.

Kiedy nie pije się alkoholu, jest się trzeźwym to można być postrzeganym zwyczajnie. Wyglądamy trzeżwo, mówimy trzeźwo i nic nie wskazuje wtedy, że alkohol może doprowadzać na do ruiny.  W zalezności od wykonywanej pracy i funkcjonowania w społeczeństwie trzeźwy alkoholik nawet postrzegany jest lepiej od innych, bo che tego sam osobiście. Okresy trzeźwości są bowiem często okresami tworzenia oprzez alkoholika iluzji jego osoby jako tej prawie najlepszej, aby później - po zapiciu -  mieć jakieś usprawiedliwienie samego siebie w oczach swoich i otoczenia.  Tworzy się wtedy bajki, które później przykrywają okresy picia... aż do ludzkiego upodlenia, do spania na ziemi, chodzenia na boso w mieście, itd.

Takie okresy, okresy ciągów alkoholowych  są najgorszymi dla alkoholika. Człowiek nie może przestać pić, można zrobić rzeczy, których nigdy by się po sobie nie spodziewano (np. kradzież alkoholu w sklepie). Równie ciężkim przeżyciem jest okres wychodzenia z ciągu a nawet późniejsze trzeźwe nieraz życie.

(o chorobie alkohlowej wiecej: TU , TU)

Pisząc to wszystko wskazałem tylko na to, że ta pogoń za pieniądzem, pogoń za przedmiotami może nieraz mieć tragiczne dla nas samych skutki.

W tej chwili podjąłem się zobowiązania niepicia i nie mam zamiaru już więcej w ogóle pić. Zależy mi na tym abym odzyskał zaufanie ludzi do mnie. Jest to teraz dla mnie bardzo ważne. Zamierzam wszystkim, którym w jakiś sposób wyrządziłem krzywdę... zadośćuczynić lub w jakiś inny sposób naprawić swój błąd.

Ja biegnąc za marzeniem, za przedmiotem zatraciłem własnego siebie... alkohol stawał się chwilami dla mnie najważniejszy.

Dla mnie akurat marzeniem było napisanie doktoratu, dla innych takim czymś mogą być: lepsze mieszkanie, samochód, czy też inne dobra materialne.

Za wszystkim tym jednak stoją pieniądze. Pieniądz stał się niejako bożkiem współczesnego, konsumpcyjnego świata: stanowi wyznacznik wszystkiego co ma być ludzkie. Nie rozumiałem tego nigdy. Wiedza, wykorzystywanie talentów, pomaganie innym lub nawet zarabianie, ale w firmie, gdzie ludzie za swoją pracę mogliby godnie żyć a nie wegetować... to było moje marzenie.

Przecież, gdy pracownik zarabia głodowe pensje to po prostu wegetuje, jest niewolnikiem... a jak jeszcze swoje posiadane dobra nabył na kredyt, np.: samochód, mieszkanie, pralkę, lodówkę, etc. to... jest już nawet nie niewolnikiem,  jesteś niczym 'pies na smyczy' u swojego pracodawcy: firmy, banku czy jakiejś innej organizacji gospodarczej lub instytucji go zatrudniającej.

Taki człowiek jest ubezwłasnowolniony i tak naprawdę tak dalece zniewolony, że przestaje myśleć, zachowywać się i czuć jak człowiek. Każą Mu pójść jako baranowi na rzeź to pójdzie, bo jak nie to... starci pracę, a więc: mieszkanie, samochód, pralkę, lodówkę, i zostanie - wedle dzisiejszych konsumpcjonistycznych kanonów - nikim....

Bo przecież człowieka już w Nim dawno zabito. Stał się li tylko przedmiotem a nie podmiotem. Wartość przedmiotu zależy też właśnie od jego koloru, wagi, ciężaru, ozdóbek, itd. Przedmiot łatwo wycenić: ma tyle a tyle części, tyle i tyle wartych. I tak teraz wyceniany jest człowiek – jako suma wartości dóbr, które posiadł (samochodu, pralki, mieszkania, garniturów, itd, itp).

A gdzie jest sam człowiek i jego wartość? Gdzie jest człowiek jako ten, który winien byc w centrum zainteresowania. Czyż to nie on winien być najwartościowszym z tych "przedmiotów", które nabył? Czyż to nie on powinien decydować o ich wartości a nie one o jego wartości?

Z człowieka dziś próbuje się zrobić wyjałowioną z wszelkich wartości "rzecz" niezdolną do bycia człowiekiem!

A może o to właśnie chodzi, żeby była tylko nieliczna grupa ludzi a resztę ma tworzyć bezkształtna, bezmyślna, kolorowa, wiecznie głupawo zadowolona masa, której wartość maja określać jedynie przedmioty, które ta masa posiada? Bo w tej masie może ma już nie być człowieka jeno łatwo sterowalny, zhomogenizowany w zakresie potrzeb zlepek "istot cokolwiek oddychających jeszcze"? Czy o to chodzi obecnym elitom rządzącym w skonsumpcjonizowanym do granic absurdu świecie?

Jeżeli tak, to pragnę przypomnieć, że nie da się z człowieka wyplenić z człowieka. Choćby i jedno ziarnko z człowieczeństwa w nim zostało to wzrośnie w nim, wypełniając znów jego całe wnętrze. Jesteśmy różnorodni i tacy zostaniemy. Mamy różną osobowość, ducha, poglądy, idee, narodowości, kolor skóry, ale i każdy z nas inaczej myśli, zachowuje się, ma inny system wartości, odczuwa, myśli, podejmuje sam decyzje... jest Człowiekiem, czyli istotą wiedzącą, umiejącą, myślącą i czującą. A wnętrza, ducha nie da się kupić ani sprzedać ani wymodelować!

I wnętrze człowieka, czyli sam człowiek jest największą własną wartością Człowieka a nie dobra, które może posiadać jednego dnia a drugiego już nie.

Największą wartością człowieka jest on sam! Bądźmy dalej ludźmi i starajmy się każdego dnia uszlachetniać i zwiękaszać naszą wartość!


Zostaw za sobą miłości, dobra i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com