Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demokracja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 października 2023

Wybory w Polsce - wybiórcze święto demokracji

Zewsząd słychać, że bardzo duża frekwencja (trochę powyżej 74%) w wyborach parlamentarnych jest potwierdzeniem tego, iż w Polsce demokracja już okrzepła i ma się bardzo dobrze. 

Nic bardziej mylnego. Tak nie jest, bo gdyby faktycznie Polacy stanowili ostoję okrzepłej demokracji to równie chętnie albo bardziej chętnie jak w wyborach parlamentarnych wzięliby udział w najwyższej formie demokracji jaką jest demokracja bezpośrednia, czyli w referendum. 

A tak się nie stało, bo referendum okazało się nie wiążące bo wzięło w nim udział jedynie niespełna 41% wyborców, czyli mniej o ok. 33% niż w wyborach parlamentarnych a przecież wybory i referendum były przeprowadzone tego samego dnia !

Więc jak to jest? Czy jesteśmy już wewnętrznie ukształtowanymi demokratami czy też płytko myślącymi i zmanipulowanymi "rączkami do głosowania"? 

Odpowiedź jest oczywista. Tak duża frekwencja w wyborach parlamentarnych świadczy tylko o tym, że te wybory przez wyborców zostały potraktowane jak plebiscyt między różnymi wizjami Polski: tej patriotycznej i tej poddańczej wobec innych. Innymi słowy Polacy wybierali pomiędzy suwerenną i niepodległą Polską a być może nie uświadomioną powszechnie jej likwidacją w postaci utworzenia z niej landu niemieckiego w Jednym Sfederalizowanym Państwie Europa ze stolicą w Berlinie. No i wybrali nie Polskę a land niemiecki. 

A w referendum trzeba było odpowiedzieć już konkretnie na pytania referendalne i jeżeli Polacy byliby świadomymi demokratami to powinni wziąć masowy udział w referendum. Tyle tylko, żeby wziąć udział w referendum to trzeba mieć związek ze swoim państwem i myśleć w ramach przyszłości swojego państwa, czyli Polski. 

A jak wspomniałem powyżej większość Polaków nie chce Polski a landu niemieckiego więc ja się nie dziwię, że zbojkotowali referendum, bo ich nie dotyczyło. W wyborach parlamentarnych już się określili jako osoby, które z Polską nie chcą mieć nic wspólnego, więc odpowiadać na jakieś konkrety dotyczące Polski to był dla nich absurd!

Tak to mogło wyglądać dla wielu zewnętrznych obserwatorów nie znających specyfiki obecnej Polski. Natomiast mogło być trochę inaczej. 

Otóż tak naprawdę D. Tuskowi udał się manewr sprowadzenia wyborów do emocjonalnego a nie programowego starcia PiS (ZP)-u z antypisem spod znaku "***** ***" i pod koniec kampanii wyborczej PiS niestety dał się wciągnąć do tej walki, i sam zamiast prezentować swój program to  zaczął też grać na ludzkich emocjach. I do wyborów więc poszli też ludzie (szczególnie młodzi), którzy tak naprawdę nie rozumieją w ogóle geopolityki i są nieświadomi konsekwencji swojego głosu.  Po prostu są nieuświadomionymi wyborcami kierującymi się tylko wzbudzonymi przez D. Tuska negatywnymi emocjami. Stąd ten antydemokratyczny bojkot referendum, bo tak powiedział im ich guru. 

I ten jedyny program PO (KO) i totalnej opozycji jakim było odsunięcie PiS-u od władzy spowodował tak dużą frekwencję wyborczą, która de facto doprowadziła do wygranej PiS-u (ZP), ale zwycięstwo jest tylko połowiczne, bo PiS ma za mało głosów żeby rządzić samodzielnie. Jeżeliby frekwencja wyniosła ok. 60-65% to zapewne PiS (ZP) miałoby może nie więcej jak 230, ale np. 220 mandatów w nowym sejmie. 

I tak dygresyjnie. Dziś młodzi ludzie uczeni są rozwiązywania testów a nie logicznego myślenia i umiejętności kojarzenia faktów i wyciągania z nich samodzielnych wniosków. O patriotyzmie już nawet nie ma co mówić.  

Ale oczywiście wśród młodych ludzi istnieje silna potrzeba przynależności, stąd bardzo łatwo nimi manipulować. W dobie smartfonów i Internetu  ta potrzeba przynależności zostaje zaspokajana poprzez  media społecznościowe, które stały się niemal wyrocznią dla młodzieży: "jeżeli nie jesteś w mediach społecznościowych to znaczy, że w ogóle cię nie ma". - tak by można było nazwać to czym dla młodych ludzi są tzw. "social media". 

Czy PiS (ZP) potrafił dotrzeć do tych młodych ludzi? Raczej nie...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Skończyła się demokracja i kończy się nasza cywilizacja

Wraz z wyborem nowego prezydenta USA i zablokowaniem kont społecznościowych D. Trumpa skończyła się tak naprawdę demokracja w tym rozumieniu jakie towarzyszyło nam, gdy o nią walczyliśmy. 

Oczywiście te ostatnie wydarzenia w USA są pokłosiem wielu lat budowania przez neoliberalną lewicę (neomarksistów) nowego społeczeństwa, w którym już nie liczy się indywidualna wolność i własność, ale wszechobecny państwowo-korporacyjny monopol, który dzieli społeczeństwo na władców i spauperyzowanych oraz zatomizowanych niewolników bez poczucia jakiejkolwiek wspólnoty. A tymi niewolnikami staje się 90% ludzi kierowanych i sterowanych przez 10% grupę nadzorczą. Mamy być nihilistycznymi i egoistycznymi konsumentami dóbr i to ma nam wystarczać do życia i przeżycia.

Zostaliśmy w ogromnej większości - poprzez system edukacji - pozbawieni umiejętności logicznego postrzegania świata. Nie potrafimy wyciągać wniosków z dziejących się wydarzeń i bezrefleksyjnie przyjmujemy medialną papkę, którą serwują nam włodarze wszelakich mediów, zarówno tych tradycyjnych, jak i elektronicznych. Stworzyli oni imperia i potrafią z nich korzystać, choćby poprzez cenzurę tych, którzy jeszcze w imię starych zasad i wartości walczą o prawdę i o nas wszystkich. 

Kiedyś, gdy powstawał internet nawet sobie nie wyobrażaliśmy, że po latach może stać się miejscem ograniczania wolności. Wtedy zachłysnęliśmy się nim jako nowym medium swobodnego przepływu informacji. I tak rzeczywiście było, bo na początku jawił się on nam jako ostoja wolności bez cenzury, dzięki której umożliwiono nam komunikowanie się w skali globalnej. Mieliśmy możliwość swobodnej wypowiedzi i poznawania wszelakich opinii innych ludzi. Na tej kanwie powstawały firmy, które stworzyły media społecznościowe, od których powoli stawaliśmy się uzależnieni. I to do tego stopnia, że wyrosły nowe pokolenia, które już bez internetu czy smartfonów nie potrafią sobie wyobrazić codziennego funkcjonowania. I to uzależnienie wykorzystują obecni włodarze firm technologicznych do kształtowania umysłów ludzi na modłę współczesnego lewactwa. I cenzurują to wszystko, co jest z tą ich lewacką wizją świata sprzeczne a co broni tradycyjnych, konserwatywnych ludzkich wartości, na których została zbudowana nasza cywilizacja. 

W Europie zmierzch cywilizacji zachodniej następuje od lat 60-tych XX wieku. Podobnie jest w USA, przy czym do tej pory jeszcze mogliśmy mieć nadzieję, że w tym kraju - będącym największą demokracją światową - możemy mieć oparcie w naszej walce o tradycyjną Europę. Teraz tak naprawdę z kręgów tejże cywilizacji Polska i Węgry zostały same i nie wróżę nam już niczego dobrego. Prawdopodobnie powolnie poddamy się naciskom europejskich elit unijnych i prędzej czy później staniemy się tak wyjałowieni z wartości jak społeczeństwa Starej Europy. Zresztą widzimy na co dzień jak próbuje się z nas wyplenić chrześcijaństwo, które było fundamentem powstania i rozwoju krajów naszego kontynentu. Podobnie atakuje się naród jako wspólnotę, która do niedawna spajała poszczególne kraje. Atakuje się rodzinę, tradycję i pozbawia wolności oraz własności, likwidując klasę średnią. 

Czy mamy jakąś szansę na przetrwanie i powrót do konserwatywnej normalności?  

Może tak, ale podstawą musi być przywrócenie wolności... i to w sensie takich samych praw społeczno-prawno-politycznych dla każdego człowieka, jak i wolności gospodarczej. Ta ostatnia może nawet staje się ważniejsza, bowiem, gdy będzie wolność gospodarcza, to człowiek może dążyć  i będzie dążył do tej pierwszej wolności obejmującej jego prawa ogólne. 

Innym warunkiem jest przywrócenie poczucia wspólnoty, w tym religijnej, rodzinnej i narodowej. Tylko takie wspólnoty dają nam szanse na odbudowę i przeciwstawienie się lewackiej walce o nasze dusze i umysły. I tylko takie wspólnoty mogą stanowić skuteczną oręż w tej wojnie. 

Powtórzę. Skończyła się już demokracja w takim rozumieniu jaką ją znaliśmy i jaką sobie wyobrażaliśmy. Oczywiście może zachowane zostaną takie jej zewnętrzne atrybuty jak wybory, ale cóż z tego jak takie wybory są już sterowane przez wielkie korporacje (też medialne) a nawet mogą być przez nie fałszowane? Więc tak naprawdę są one zbędne. Może jednak czeka nas powrót do monarchii, która w przyszłości może prowadzić znów do zdrowej republiki?

Możemy jednak przeciwstawić się końcu naszej cywilizacji i oby nam się udało. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

piątek, 21 lutego 2020

Między polityką a światem realnym

Świat polityki, mediów, celebrytów jest całkowicie oderwany od życia realnego, od życia zwykłych ludzi. Tak jest na całym świecie, nie tylko w Polsce.

Polityka to współcześnie "działalność polegająca na przezwyciężaniu sprzeczności interesów i uzgadnianiu zachowań współzależnych grup społecznych i wewnątrz nich za pomocą perswazji, manipulacji, przymusu i przemocy, kontestacji, negocjacji i kompromisów, służąca kształtowaniu i ochronie ładu społecznego korzystnego dla tych grup stosownie do siły ich ekonomicznej pozycji i politycznych wpływów. Realia dziejów ludzkości i współczesności dowodzą, że polityki korzystnej dla wszystkich po równo zazwyczaj nie ma (...) Za podstawę nowożytnych definicji polityki uchodzą teorie Maksa Webera, twierdzącego, że polityka to dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy, czy to między państwami, czy też w obrębie państwa, między grupami ludzi, jakie to państwo tworzą. I uściślającego wcześniejsze definicje konstatacją, iż istotną właściwością polityki jest "odwoływanie się do przemocy", bo w sferze stosunków politycznych "groźba przemocy i, ewentualnie, jej zastosowanie jest jednak swoistym środkiem, a zawsze ultima ratio, gdy inne środki zawiodą". Definicja ta jest o tyle uniwersalna, że akcentuje dwa wymiary polityki: wewnętrzny (wewnątrzpaństwowy) i zewnętrzny (międzypaństwowy). Ze względu na upływ czasu od powstania tej definicji (1. połowa XX wieku), dziś należałoby ją uzupełnić o stosunki państw narodowych z organizacjami międzynarodowymi oraz o stosunki między tymi organizacjami i w ich obrębie (zwłaszcza w kontekście Unii Europejskiej).  W amerykańskiej literaturze współcześnie popularne jest definiowanie polityki jako sztuki bycia wybieranym (zdobywania władzy). Inne definicje zakładają, iż "Polityka" to stosunek między tym, co rząd próbuje robić, a tym, co się naprawdę dzieje. Andrzej Jabłoński w Leksykonie politologii pod redakcją Andrzeja Antoszewskiego i Ryszarda Herbuta [wyd. V, Wrocław 1999] ukazuje pięć ujęć polityki:

- że jest to orientacja formalnoprawna, czyli polityka to działalność instytucji państwowych (aparatu państwowego),
- podejście behawioralne, czyli dowolny układ stosunków społecznych, w których występuje wyraźna obecność kontroli, wpływu, władzy lub autorytetu (za: R.A. Dahl, Modern Political Analysis, Prentice Hall 1991),
- orientacja funkcjonalna rozumiana jako funkcja systemu społecznego zapewniająca jego rozwój poprzez rozwiązywanie konfliktów,
-  podejście racjonalne, podejmowanie decyzji w ramach procesu sprawowania władzy i gry o władzę, w którym biorą udział rozmaite podmioty,
- stanowisko postbehawioralne przez które polityka rozumiana jest jako służba dążąca do zmniejszenia, czy też usuwania ograniczeń w zaspokajaniu potrzeb ludzi [1]".

Podaję tak szerokie pojęcia polityki nieprzypadkowo, bowiem okazuje się, iż z tego bełkotu wyłania się polityka jako sztuka uzyskiwania władzy i właśnie chyba to jest sednem polityki. Każda partia dąży bowiem do przejęcia władzy i robi wszystko aby ją zdobyć lub utrzymać. Wszystkie działania polityków dążą do tego celu i winniśmy sobie zdawać z tego sprawę.

Naturalną więc jest sytuacja, że wobec władzy jednych powstaje opozycja do nich, ale ile to ma wspólnego z nami, zwykłymi ludźmi? Tylko tyle, że politycy starają się nam udowodnić, że akurat dana frakcja polityczna jest najlepsza i będzie dobrze rządzić dla ogółu, przy czym - też zgodnie z jedną z powyższych definicji - to jest tylko umiejętność zdobywania sobie wyborców (w krajach tzw. demokratycznych) po to, aby właśnie tą władzę pozyskać lub utrzymać.

Tak pojmowana polityka jest więc czymś, czego zwykły człowiek nie rozumie i musi nauczyć się, że każde działanie władzy i opozycji jest tylko drogą do tejże władzy. Z tego punktu wiedzenia możemy sobie łatwo wytłumaczyć, że określone wybory ludzi zależą tak naprawdę od umiejętności polityków zbliżenia się do zwykłych ludzi, do elektoratu i największe szanse mają ci, co tą sztukę opanowali. Abstrakcyjna bowiem polityka staje się wówczas dla ludzi czymś realnym i doświadczalnym.

Ale demokracja ma to do siebie, że wybory odbywają się raz na 4 czy 5 lat i jest to największa jej wada, bowiem tak naprawdę przez całe cztery lata trwa ciągła kampania wyborcza a jakakolwiek długookresowa polityka jest bezcelowa, bo może zostać zmieniona, gdy kto inny dojdzie do władzy. Politycy więc działają krótkookresowo "od wyborów do wyborów". Takie "płytkie" działanie nie pozwala przyjmować długookresowych celów, które nie przynoszą w krótkim odstępie czasu określonych skutków, które miałaby przekonać wyborców. Przede wszystkim dlatego jestem monarchistą, gdzie władza ma długookresowy wymiar i można spokojnie realizować cele strategiczne wobec państwa i jego obywateli.

Zresztą "władza ludu" jest niemożliwa do realizacji, bowiem okazuje się, iż przeciętny wyborca nie jest przygotowany do dokonywania świadomych wyborów i opiera się na emocjach a te są "najgorszym doradcą" jakichkolwiek decyzji. Dlatego też jestem za tym, aby ograniczyć prawa wyborcze do ludzi powyżej 25 roku życia, bo jest to jakiś kwantyfikator dojrzałości, przynajmniej społecznej oraz doświadczenia życiowego. Posłem można by zostać po 35 roku życia a senatorem po 45 roku życia, podobnie jak i prezydentem. Kryterium wieku wydaje się jedynym, który w jakiś sposób sprawiłby, że władzę otrzymywaliby luzie już doświadczeni, z jakimś dorobkiem życiowym a nie tylko politycy o zawodzie polityka, ludzie oderwani od rzeczywistości realnej.

Niestety w obecnej demokracji zachodniej występuje całkowicie inna tendencja a mianowicie próbuje się za wszelką cenę obniżyć wiek prawa wyborczego do ludzi, którzy np. skończyli 16 lat. Jest to koncepcja zupełnie nie do obrony, bowiem jak człowiek posiadający 16 lat jest zdolny dokonywać merytorycznych decyzji wyborczych? No jak to jest możliwe?

Wracając jednak do świata realnego. To nasz świat, świat codziennych decyzji o swoim i swoich najbliższych istnieniu i funkcjonowaniu. To codzienne sprawy: praca, dom, zakupy, przyjaciele, rodzina, tradycja, wiara, miłość i tym żyjemy, tu na dole a nie żyjemy polityką.

No chyba, że mamy do czynienia naprawdę z władzą dążącą  do naszego dobra, która ustala prawa dobre dla nas wszystkich. I chyba to winno być wyznacznikiem naszych wyborów, bo nasz rodzinny kraj składa się właśnie ze zwykłych ludzi, z gospodarstw domowych, małych ojczyzn. I o tym należy dyskutować politycznie i merytorycznie a nie na fundamencie emocjonalnym. Tyle tylko, że gdy brakuje merytorycznych argumentów politycy próbują dzielić społeczeństwo kreując sztuczne emocjonalne problemy. Nie mówi się wtedy o podatkach, konkretnych ustawach i prawach, które mają przemożny wpływ na nasze życie realne. Bo choć celem polityki jest władza to już dojście do niej może być różne: albo zgodne z interesem narodowym albo też zupełnie się z nim mijające.

W takim ujęciu winniśmy wybierać takich polityków, którzy spełniają swoje obietnice wyborcze, bo to jest najważniejsze dla nas wyborców. W długoletnich demokracjach niemal wszystkie partie polityczne miały swoje momenty rządzenia i mogły się wykazać skutecznością i merytorycznością oraz udowodnieniem, że za werbalnymi deklaracjami stoją realnie podejmowane działania. 

Polska ma stosunkowo krótki okres panowania demokracji, ale i u nas do tej pory wszystkie liczące się partie miały szanse wykazać się jakością rządzenia. Proponuję zatem ostudzenie emocji i - jak zaproponował jeden z moich komentatorów - wzięcie kartki i przedzielenie jej na pół i spisanie dokonań i spełnionych obietnic wyborczych dwóch największych ugrupowań w Polsce. Napisać szczerze i porównać a wtedy okaże się, która partia i który jej przedstawiciel powinien w Polsce rządzić i być prezydentem. Powinni zrobić tak przede wszystkim ci, którzy raczej nie biorą udziału w wyborach uważając, że wszystko im jedno kto rządzi, bo każdy jest "złodziejem". Otóż tak nie jest, bo jeżeli nawet każdej formacji zależy na władzy, to już nie każda formacja jest zdolna skutecznie i uczciwe rządzić i nie każda władza może być traktowana jako służba dążąca do zmniejszenia, czy też usuwania ograniczeń w zaspokajaniu potrzeb ludzi a tak chciałbym widzieć politykę.

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Polityka

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 26 października 2019

Jesteśmy egoistami...


Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie!

To na wskroś mądre znaczeniowo stwierdzenie nieprzypadkowo jest fundamentalną podstawą współczesnego sądownictwa, choć nie zawsze nasze sądownictwo  je przestrzega.

Ale nie tylko. Rozszerzając jego znaczenie można wskazać, ze jest podstawą współczesnej demokracji a implikacje jego rzeczywistej realizacji są koniecznymi do prawidłowego rozwoju każdego człowieka.

Bo czymże jak nie skutkiem tej jego rzeczywistej (sensu largo-w szerokim znaczeniu) realizacji jest pluralizm i istnienie partii politycznych, a tym samym samym wolnych wyborów i funkcjonowania zasady demokratycznego trójpodziału władzy?  A w odniesieniu do jednostki cały proces jej wychowania (rodzice) a później dokonywanych przez nią wyborów życiowych określających jej  miejsce i znaczenie w społeczeństwie? Społeczeństwie, w ramach którego ukształtowane zostały podstawowe zasady wzajemnego współistnienia jednostek i ich grup.

W sensie społeczno-politycznym skutkiem jej podważania i eliminacji było powstawanie wszelkich totalitaryzmów i autorytaryzmów, w sensie zaś indywidualnym jest źródłem wszelkich patologii, przestępstw czy przemocy.

Człowiek ze swojej natury nie lubi być oceniany (sądzony) przez innych. Jest egoistą. Jego dobro własne jest nadrzędnym wobec wszystkiego innego. Ta cecha jest oczywiście przenoszona też na tworzone przez niego społeczne grupy oraz "stada", w których funkcjonuje. Czy jest to rodzina, partia polityczna, własna firma, organizacja dobroczynna, kościół, etc. Altruistów jest bardzo niewielu, w granicach błędu statystycznego, ale nawet altruizm subiektywnie jest oparty na jakiejś namiastce własnych korzyści, namiastce egoizmu (vide: pomagamy, bo dla nas jest to satysfakcjonujące i rodzi w nas subiektywną radość z tegoż pomagania).

Ten właśnie egoizm i dbałość o własnego siebie (grupę) rodzi pokusę narzucania swojej woli innym. Skłania do podejmowania wobec innych działań, które w konsekwencji mają nieść dla niej korzyść. Człowiek zbudował cały zestaw środków i instrumentów, przy pomocy których tę korzyść chce osiągnąć.  Począwszy od takich jak: przekonywanie, perswadowanie, udowadnianie, pozyskiwanie, poprzez budowę norm prawnych i moralnych, instytucji nacisku oraz przymusu, aż po -  w ostatecznej formie - eliminowanie, unicestwianie jakichkolwiek zagrożeń mogących wpływać na niemożność uzyskania owej korzyści (wojna, morderstwo) . Mało tego ludzie i ich grupy są w stanie nawet kreować nieistniejące zagrożenia, których likwidacja pozwoli utrzymać, zwiększyć lub zmaksymalizować ową subiektywną korzyść.

Ale homo sapiens jest też istota rozumną! Ta jego unikalność i wyjątkowość pozwala mu na ciągły rozwój, jest motorem postępu techniczno-technologicznego, budowy cywilizacji. Pozwala też na zrozumienie trywialnie podstawowego faktu: jego egoizm nie jest jedynym! Na świecie są miliardy podobnych do niego egoistów dążących do uzyskania i maksymalizacji własnych korzyści, które jednocześnie w mniejszym lub większym stopniu ograniczają możliwości owej maksymalizacji jego własnych. Z tego też wynika zdanie sobie sprawy z równie oczywistych faktów: niemożności uzyskania przez niego własnych korzyści skończenie dla niego absolutnych, a hipotetyczne osiągnięcie tego absolutyzmu w konsekwencji byłoby jego samounicestwieniem.

Zrozumienie powyższych prawidłowości zmusza więc jednostkę do współistnienia z innymi jednostkami, rodzi pluralizm, consensus oraz tolerowanie innych. Rodzi też  konieczność rezygnacji z części własnych korzyści i uzasadnia celowość poddawania się opiniom, ocenom i sądom innych.

Dla przeżycia i samego faktu istnienia jednostka potrzebuje więc innych ludzi.  Stąd tak ważne jest dla nas posiadanie np. prawdziwych przyjaciół mogących nas ocenić, osądzić, dać radę i pomoc, a tym samym uchronić nas przed samounicestwieniem (niekoniecznie w sensie fizycznym ale też indelektualno-emocjonalnym). W kategorii społeczeństw i państw ludzkość, zabezpieczając się właśnie przed całkowitym upadkiem, stworzyła zasady wzajemnego współistnienia, które współcześnie nazywamy demokracją. I dlatego też jej fundamentalną zasadą jest możność dokonywania przez nas ocen i sądów zachowań i działań innych.

Warto o tym pamiętać obserwując otaczający nas świat i mechanizmy jego funkcjonowania. Warto o tym pamiętać zastanawiając się, czy jest możliwym dokonanie sprawiedliwej oceny własnych działań przez samego siebie. Warto o tym pamiętać powstrzymując się przed krytykowaniem własnych przywódców oraz ugrupowań politycznych w imię niezbędności utrzymywania ich krystaliczności (vide: obrona przez PO za wszelką cenę np. pana Gawłowskiego). Czyż nie jest to czasem działanie powodujące w konsekwencji ich proces samounicestwienia? Warto też o tym pamiętać śledząc działania mediów i dziennikarzy zwracając uwagę na ich dążność do maksymalizacji własnych korzyści. Czyż możliwym jest żeby działali Oni wbrew sobie, niszcząc i pokazując niegodziwości tych, od których zależy ich funkcjonowanie? (vide: czy możliwym jest bycie uczciwym dziennikarzem, jeżeli otrzymuje się wynagrodzenie za swój tekst o tego, który jest podmiotem owego tekstu?).

I na koniec warto o tym pamiętać oceniając zachowania określonych grup ludzi, a szczególnie instytucji i funkcjonariuszy państwowych. Bo jeżeli celem ich funkcjonowania jest maksymalizacja ich egoistycznych korzyści dająca w konsekwencji rozwój Ojczyzny, Polski i Narodu (który reprezentują), to warto ich wspierać, krytykować, oceniać, dawać rady i w konsekwencji na nich głosować i ich popierać. W przeciwnym razie - kiedy maksymalizacja ich egoistycznych korzyści powoduje osłabienie Ojczyzny, Polski i Narodu a tym samym nas wszystkich - należy uczynić wszystko (prawnie dozwolone), aby nie mieli możliwości funkcjonowania - jako nasi reprezentanci - na scenie społeczno-politycznej.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 28 lipca 2019

ZWYKLI EUROPEJCZYCY I ICH ZWYRODNIAŁA WŁADZA (przedruk/reprint)

Poniższy tekst został zmieniony i uzupełniony w stosunku do mojego postu z listopada 2009 roku pt. "ZWYKLI EUROPEJCZYCY I ICH ZWYRODNIAŁA WŁADZA". Sam się zdziwiłem, że wymowa tekstu po 10 latach jest nadal aktualna. 

https://krzysztofjaw.blogspot.com/2009/11/zwykli-europejczycy-i-ich-zwyrodniaa.html 

-------------------------------------

Nie od dziś wiadomo, że władzę w Europie osiągają ludzie ze wszech miar do tego predysponowani. Ich wiedza, umiejętności rządzenia, otwartość, niezłomność w działaniu i popieraniu demokracji jest dla wszystkich oczywistością.

W rządzeniu nie liczą się przecież żadne pryncypia oprócz tych najważniejszych: narodowych, ojczyźnianych i na końcu europejskich. Dobro obywateli jest ze wszystkich stron oglądane by zapakować go do torby z napisem: "Wolność, Bezpieczeństwo, Rozwój" lub "Wolność, równość, braterstwo". Sama władza jest niczym wobec losu i woli większości. Ta większość decyduje, że władza jest w stanie rządzić oraz mieć taką możliwość. I władza demokratyczna daje przecież w końcu szczęście...

Jakże piękne słowa, które mimo oczywistej ironii chcielibyśmy zawsze słyszeć! Nieprawdaż?

Ale tak naprawdę w Europie i chyba również w USA (a może wszędzie) ukształtowała się pewna elita, która zawsze jest u władzy a ludzi zwykłych traktuje jak motłoch do głosowania: w sumie idiotów, których można byle formą reklamową zmanipulować.

Skupiając się na Europie. Zwykli Europejczycy od jakiegoś czasu traktowani są po prostu jak orwellowskie istoty, którymi można dowolnie sterować i wręcz traktować jako troglodytów pozbawionych szarych komórek kształtujących te lepsze części mózgu (mam nadzieję, że tak nie jest).

A co z demokracją? Tu jest jeszcze gorzej, bo jej nie ma. Zauważmy. Onegdaj odbyło się II referendum w Irlandii w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Dlaczego? Przecież jedno już było i w demokracji zawsze to wystarczało. Wcześniej Traktat ów zmienił  Konstytucję Europejską odrzuconą przez Francuzów i Holendrów. Czysta parodia. Zmieniono na Traktat i poddano ponownemu głosowaniu (choćby w Parlamentach). Czyż nie jest to tak, że CEL został wyznaczony i niezależnie od woli Europejczyków musiał zostać osiągnięty? A co z demokracją? Co z praworządnością? Naprawdę zwyrodnienie władzy oraz stawanie się przez nią ośrodkiem jedynie słusznych, wprost totalitarnych i komunistycznych w formie, rozwiązań staje się faktem na naszych oczach.    I PRZY NASZEJ PEŁNEJ APROBACIE! Brytyjczycy to zrozumieli i wychodzą z UE a w Polsce jest najwyższy wskaźnik poparcia Unii. Jak to możliwe? Gdzie podziało się polskie dążenie do wolności?Dlaczego godzimy się na zniewolenie przez Unię Europejską a tak naprawdę przez Niemcy?

Bo jeżeli pozwalamy na traktowanie siebie jak idiotę chociaż raz przy innych to ci inni później też nas będą traktować tak samo. Więc jeżeli Europejczycy pozwalają chociaż raz zakpić z demokracji to tak naprawdę zezwalają na totalitaryzm. I niezależnie oczywiście od głoszonych poglądów. Fakt złamania demokracji i potraktowania Europejczyków przez ich własna władzę jak bezwolnych idiotów jest faktem i tego nic nie zmieni. A władzy daje argument do dalszych działań i lekceważenia opinii mieszkańców Europy.

Doprawdy. Globalizm informacji i odpowiedni PR oraz publicity połączone z coraz gorszym wykształceniem Europejczyków (działanie celowe) sprawia, że zatracili oni wielowiekowy instynkt samozachowawczy, w wyniku którego dzisiejsza Europa do niedawna była utożsamiana z rozwojem, wysoką kulturą, cywilizacją współczesną, humanitaryzmem.

Zostaliśmy odarci ze wszystkich wartości kształtujących współczesną Europę, od tych chrześcijańskich począwszy. Daje to możliwość Władzy swobodnego manipulowania nami. A jeżeli dajemy się manipulować to też przyczyniamy się do zwyrodniałych zachowań owej władzy.

I tak naprawdę nie musimy się dziwić, że owa władza ma nas totalnie w wielkim tzw. "poważaniu" i wykorzystuje nas li tylko do głosowania. Wystarczy przecież doprowadzić tylko do tego jednego aktu  wyborczego aby dalej rządzić i zdobywać różnorodne głosy. I tak jest od dziesiątków lat, bo chadecja to niemal to samo co socjaliści i odwrotnie. Gdzieś ten podział został przekreślony. Dziś po prostu liczy się nic innego jak władza i profity z niej płynące. Chrześcijańskie wartości aksjologiczne zostały zdewaluowane i nastąpił tzw. relatywizm moralny prowadzący bezpośrednio do odrzucenia wszelkich wartości nadrzędnych i ludzkich. Stajemy się bezkształtną masą i przyczynia się do tego też współczesny najazd na Europę islamistów-imigrantów i decyzje władców podejmowane za zamkniętymi drzwiami gabinetów.

Jak jeszcze długo Europejczycy będą dla swoich władz idiotycznym tłumem z rączkami do głosowania? Mam nadzieję, że jeszcze tylko trochę, bo ostatnie wybory do PE pokazały, że coraz więcej narodów powoli przeciwstawia się tej zwyrodniałej władzy. I tak trzymać i być konsekwentnym w dążeniu do odzyskania wolności!

P.S.
Od jutra na pewien czas znikam z internetu i nie będę się nachalnie naprzykrzał. Jedyne co będę mógł to śledzenie na bieżąco internetu, ale też w ograniczonym zakresie. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i komentatorów, i to niezależnie od tego czy są moim poglądom przychylni czy też są moimi adwersarzami.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

© Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 9 lutego 2018

Demokracja? Ki diabeł? I coś o lewactwie...

Dzisiaj krótko.

W słynnej, polskiej i jednej z najlepszych komedii "Sami swoi" Leonia Pawlak w pewnym momencie - dając Kazimierzowi granaty do Sądu -  stwierdza: "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".

Przez nas wszystkich wówczas i chyba dzisiaj był to przedni, ale ciepły żart, z którego się śmieliśmy i dalej śmiejemy. W zamierzeniach twórców filmu był to absurd, absurd nierealny i niejako satyrycznie godny potępienia. Chyba - oglądając ten film - nawet współcześnie wydaje nam się, oczywiście jako Polakom, to surrealistyczne i  humorystyczne.

Niestety tamten kadr z filmu obecnie wśród elit demoliberalnych jest jak najbardziej realny i rzeczywisty.

Bo jak inaczej można odnieść się do decyzji PE dotyczącej dymisji R. Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego tej unijnej instytucji.

Parafrazując stwierdzenie Leonii Pawlak, dziś globalni i ideologiczni lewaccy demoliberałowie, politpoprawni totalitaryści wyznają bowiem zasadę: "Demokracja demokracją, ale demokratyczna racja musi być po naszej stronie".

Czyż tak  nie jest?

Odwołam się do Ryszarda Czarneckiego, który stwierdził: "Gdyby nie zmiana trybu głosowania, że nagle głosy wstrzymujące zostały, owszem, uznane za ważne, aby było kworum, a już są nieważne przy obliczaniu dwóch trzecich, to dalej byłbym wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego" [1].

Z czym więc mamy do czynienia?

Z czymś niezrozumiałym,  które elity unijne i chyba ogólnie globalne uznają za normalne: można zmieniać niby demokratyczne prawo  tak, żeby te niby demokratyczne głosy pozwalały na uzyskanie zamierzonego i ustalonego przez nich efektu. To jakaś aberracja i kompletne zlekceważenie wszelkich uznawanych przez wszystkich pierwotnych tzw. wartości demokratycznych związanych z samą istotą demokracji, zarówno sensu stricto, jak i sensu largo. To neomarksistowska "dyktatura proletariatu", z tym że owym "proletariatem" są dziś elity, są globalnie rządzący i decydujący o losie nas wszystkich.

Czy ktoś jeszcze pamięta, że w Polsce taką totalitarną demokrację wprowadził już neomarksistowski, uratowany w okresie wojennym przez Polaków o nazwisku Geremek a mimo to skrajnie antypolski Żyd Bronisław Geremek, kiedy w trakcie procesu wyborczego w 1989 roku zmienił prawo tak, aby jednak krajowa lista postkomunistów - mimo prawnej i wyborczej porażki – dostała się do Sejmu?

Czy ktoś jeszcze pamięta referendum unijno-traktatowe w Irlandii. Irlandczycy w demokratycznych wyborach powiedzieli zdecydowane "nie", ale oczywiście demoliberalne i lewacko-postmarksistowskie elity nie przyjęły do wiadomości tegoż faktu... bo nie był zgodny z ich oczekiwaniami. Więc co zrobili? A piać zarządzili ponowne głosowanie i gdy wynik był dla nich korzystny to je uznali za ostateczne. Sądzę, że gdyby nawet to drugie głosowanie było dla nich niekorzystne, to... za każdą cenę przeprowadziliby następne aż do przewidzianego przez nich skutku.

Podobnie było z tzw. Konstytucją Europejską. Jak się okazało, że Francuzi i Holendrzy powiedzieli "nie" to samozwańcze skretyniałe i mitomańskie lewackie elity zmieniły nazwę owej konstytucji na "Traktat Lizboński" i zarządzili ponowne głosowania, które tak przygotowali, aby w końcu zmusić wszystkie kraje unijne do jego przyjęcia.

Dla nich demokracja jest wtedy, kiedy uznają, że dane wydarzenie jest wedle nich demokratyczne tak jak Żydzi uznają za tzw. "antysemitów" tych, których oni sami za takowych uznają. To tkwi w ich głowach: "wyższość" nad wyborczym motłochem.

To jest ideologiczno-mentalno-kulturowo-duchowy neokomunistyczny totalitaryzm i to totalitaryzm jeszcze gorszy niż komunizm wojenny. Pisałem o tym wielokrotnie, ostatnio m.in. tak:

"Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.

Chore ideologicznie, postmarksistowskie i wyobcowane elity unijne chcą tej drugiej, anaturalnej i sztucznie wykreowanej Europy czyli inaczej ZSRR-bis w postaci „Związku Socjalistycznych Republik (Landów) Europejskich”.

Na przeszkodzie realizacji tej utopii stoją kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które już przeżywały ideologiczny komunizm i zauważają, iż obecna ingerencja brukselskich elit w wewnętrzne sprawy narodów i państw staje się jeszcze większa i twórczo – poprzez idee A. Gramsciego, A. Spinelliego i Szkoły Frankfurckiej - rozwinięta niż nawet ingerencja Komisarzy Ludowych i przywódców ZSRR.
I też ta ingerencja jest o wiele groźniejsza bowiem dotyczy przede wszystkim – mówiąc językiem K. Marksa – nadbudowy, czyli ogółu instytucji, działań, form świadomości społecznej całej Europy. Obejmuje państwo i organy jego działania, instytucje wychowania i kształcenia, naukę, religię, rodzinę, prawo, moralność, sztukę, filozofię, doktryny społeczne i polityczne i wiele innych. Jest to m.in. ziszczeniem słynnego komunistyczno-lewackiego „marszu przez instytucje” nakazanego przez A. Gramsciego i budowaniem nowego „postępowego” i pustego wewnętrznie człowieka pozbawionego wartości, własnych osądów i własnej religii, moralności, tradycji, więzów rodzinnych i społecznych, własnej kultury i tożsamości narodowo-historycznej, etyczno-moralnych norm postępowania. Człowieka wyzutego z człowieczeństwa i podmiotowości indywidualnej i zbiorowej, człowieka zatomizowanego i w dużej mierze pozbawionego wszelkiej własności oraz spauperyzowanego i ubezwłasnowolnionego – poprzez szeroko rozumianą lichwę – finansowo [2].


Nigdy nie byłem i nie jestem demokratą. Uważam, że jest to najgorszy i anaturalny ustrój formułujący zasady współżycia społecznego. Natomiast pierwotna idea bez-przymiotnikowej demokracji jeszcze mogłaby być przez wielu akceptowalna, natomiast jej współczesna wersja, wersja tzw. demokracji liberalnej (lewacki i totalitarny demoliberalizm) jest jeszcze gorsza, jest po prostu antyludzka i jest największym koszmarem jaki dziś spotyka niemal wszystkie narody. Jest duchowym, moralnym, kulturowym i intelektualnym ludobójstwem na ludzkości. I wszyscy jej liderowi piewcy i cyniczni wyznawcy winni być traktowani jako morderczy ludobójcy, ludobójcy ducha i umysłu, ludobójcy naturalnego człowieczeństwa.

To na razie tyle...

I jeszcze ku refleksji. Warto nieraz oglądać filmy animowane dla dzieci stworzone przez chorych demoliberałów, szczególnie te prześmiewcze i najbardziej lubiane. To tam już rozgrywa się "aksamitna i perfidna" batalia kulturowych neomarksistów, neokomunistów o dusze i sposób myślenia tych najmłodszych.

Cała seria "Pingwinów z Madagaskaru" i wszelkich innych filmików z "Madagaskarem" (warto wygooglować z czym się "je i kojarzy" ów Madagaskar) w tle czy też np. "Król Julian". Nie pisałbym akurat o tym dzisiaj, ale wczoraj właśnie oglądałem tegoż "Króla Juliana". Cały odcinek był poświęcony deprecjacji rodziny i pozytywnej promocji możliwości np. "kupowania przez rodziców  brata dla Juliana". Przez 20 minut ten - notabene przesympatyczny - Julian negatywnie i kategorycznie szyderczo odnosił się do swoich rodziców a w pewnym momencie stwierdził: "Jak oni mogą być rodzicami, czy na to nie ma jakichś egzaminów".

Śmieszne? Może dla niektórych, ale zalecałbym głębszą refleksję. Jednym z haseł lewackich, kulturowych marksistów jest deprecjonowanie człowieka i uważanie go za zło niszczące planetę. Stąd koszmarna idea tzw. "zrównoważonego rozwoju", stąd obwinianie nas - ludzi o mityczne ocieplenie klimatu (czy ktoś jeszcze pamięta kampanię straszenia "dziurą ozonową"? - znikła, bo takowej nie było a była tylko wymysłem demoliberalnych idiotów), stąd postulaty o ograniczeniu ludzkiej populacji i też naszej prokreacji, stąd większa dbałość o karpie, zwierzęta, drzewa, powietrze czy ogólnie środowisko niż dbałość o ludzkie życie (też te nienarodzone), stąd eugenika, eutanazja i aborcja czy promowanie antykoncepcji i tzw. supremacji ludzkiej woli, choćby była dewiacyjnie sprzeczna z naturą (np. homoseksualizm, pedofilia, zoofilia - podobno już powstał pierwszy "burdel" dla ludzi, w którym "dziwkami" są psy, tak psy!!!). Chore? To mało powiedziane... jak hipokrytycznie chore jest akceptowanie przez te same "ekologiczne" elity żydowskich, rytualnych zarzynań zwierzyny... to jest dobre a rodzenie dzieci złe?

Czyż wobec tego nie czekają nas zatem w przyszłości - o czym humorystycznie wspomniał "Król Julian" – egzaminy na rodzica, egzaminy, które będą nam zezwalały lub zabraniały posiadania dzieci? Kto będzie o tym decydował i jakie będą kryteria? Gdzie się podzieje wychowanie dzieci? Pytania chyba retoryczne...

Warto też prześledzić twórczość w większości żydowskich, hollywoodzkich lub innych wytwórni filmowych... Już od lat 60-tych ich filmy są odzwierciedleniem chorych i antychrześcijańskich oraz podprogowo promujących globalne zarządzanie i sterowanie ludźmi idei. Nasza "Seksmisja", "Matrix", "Harrison Bergeron" (szczególnie polecam), "Gamer", "Geostorm", "Push", "Operatorzy umysłu", filmy katastroficzne i przepowiadające inwazję "obcych" i wiele innych... to filmy przepowiadające oczekiwaną przez globalistów przyszłość: np. 500 mln ludzi zarządzanych przez "garstkę wybranych". Tak modeluje i przygotowuje się nas na stanie się przez nas niewolnikami, podludźmi...

Czy tego chcemy i jaki ma to związek z "władzą ludu", demokracją? I czym współcześnie jest ta demokracja? "Ki diabeł"?

P.S.

Wczoraj po raz kolejny obejrzałem jeden z moich ulubionych filmów pt.: "Misery"z  roku 1990. Obejrzałem go po wielu latach, ale teraz zauważyłem, iż główna, negatywna, psychopatyczna i ludzko odrażająca  bohaterka przez cały film na sweterku nosiła katolicki "Krzyż Chrystusa". Czy to był przypadek? Wątpię. Przecież katolicy noszą swoje święte medaliki na gołym ciele, pod ubraniem... I nie mogę znaleźć hollywoodzkich  produkcji, gdzie Żyd lub Żydzi byliby bohaterami negatywnymi a ich Menora ukazana byłaby w złym świetle. Ktoś możne zna?

[1] https://wpolityce.pl/polityka/380466-czarnecki-ujawnia-kulisy-odwolania-go-z-funkcji-wiceszefa-pe-docieraly-do-mnie-glosy-ze-gdybym-sie-pokajal-zachowalbym-stanowisko
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/01/czy-zmierzamy-we-wasciwym-kierunku.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 21 grudnia 2016

J. Kaczyński - mistrz strategii politycznej, P. Kukiz - liderem opozycji!

Tak sobie myślę, że naprawdę po wojnie nie mieliśmy lepszego stratega politycznego niż J. Kaczyński.

I to tak naprawdę doprowadza do wściekłości totalną opozycję a raczej nie opozycję tylko zdradliwych awanturników chcących za wszelką cenę - nawet łamiąc prawo, siłowo i z rozlewem krwi Polaków - powrócić do władzy.

Nie mam zamiaru opisywać tego, jak umiejętnie J. Kaczyński uniemożliwił od pierwszych decyzji destrukcję rządu i prezydenta (też wpływając na skład rządu), którą chciała realizować totalna pseudoopozycja doprowadzając do upadku demokratycznie wybranych przez Polaków: rządu i prezydenta - powtarzam: nawet kosztem rozlewu polskiej krwi, targowickiego zaprzedania Polski zniemczonej UE, przyjęcia islamistów i nawet łamiąc prawo i doprowadzając do siłowego zmachu stanu. 

Zapewne - wedle mnie - postkomunistyczni spec-chłopcy oraz prawdopodobnie wszelkiej maści sorosowi lewako-demoliberałowie według siebie zrobili antypolsko wszystko, by nowy rząd stracił władzę już po kilku miesiącach: powołali Nowoczesną i KOD, zaklepali sobie TK z zapisami o możliwości odwołania prezydenta i mającego na celu wetowanie wszystkich ustaw rządu PiS, od pierwszych dni rządu (a nawet jeszcze przed jego powołaniem) prowadzili jedną wielką awanturniczą i obstrukcyjną hucpę, też uliczną.

Sądzę, że te niemal dwa lata strategii politycznej J. Kaczyńskiego (od kampanii wyborczych w 2015 roku) szybko posłuży do napisania przez zdolnego studenta jakiegoś doktoratu.

Działania totalnej pseudoopozycji nic nie dały i rząd spokojnie przeprowadził swoje ustawy/reformy i zrobił więcej dla Polski niż przez ostatnie 27 lat tzw. pseudoelity III RP, choć tak naprawdę te pseudoelity działały przeciw Polsce i Polakom.

Ostatnie działania polityków PiS a przede wszystkim J. Kaczyńskiego tylko potwierdzają moją o nim opinię.

Mistrzowskie przeprowadzenie przyjęcia ustawy dezubekizacyjnej poprzez wywołanie tematu zastępczego w postaci dyskusji o roli dziennikarzy w Parlamencie a przez ten obszar ośmieszenie opozycji i pokazanie, że PiS potrafi wycofywać się z chybionych propozycji; podobnie świetne przyjęcie ustawy budżetowej, której nie przyjęcie mogłoby doprowadzić do upadku rządu i parlamentu; no i wreszcie ostatnie wyciągnięcie ręki do opozycji zaprezentowanej przez J. Kaczyńskiego słowami:

"Wszyscy wiemy, z jakimi wydarzeniami mieliśmy do czynienia w parlamencie. Chciałbym spojrzeć na to od pozytywnej strony. Jesteśmy przed świętami. Chcielibyśmy, żeby ten czas przyniósł spokój i pozytywną perspektywę. Propozycje umocnienia pozycji klubów opozycyjnych w parlamencie pozostają aktualne. Chcielibyśmy, by szef opozycji - jesteśmy przekonani, że powinna istnieć taka instytucja - miał pewne uprawnienia. My sobie to cenimy, demokracja to przecież starcie poglądów i prawa mniejszości. Np. w Wlk. Brytanii co piąte posiedzenie parlamentu ma porządek układany przez opozycję. Można przedyskutować takie rozwiązanie (...) Wyciągamy do opozycji rękę. Mamy nadzieję, że nie zostanie ona odrzucona" [1].

Propozycja J. Kaczyńskiego jest naprawdę daleko idąca, na wskroś demokratyczna oraz powinna być z entuzjazmem przyjęta przez normalną, konstruktywną opozycję... No właśnie, gdyby totalniacy taką opozycją byli a nie są.

Przyjęcie tych propozycji wymusiłoby na dzisiejszej opozycji wybranie jej lidera. Przyjmując, że PO i .N nie są normalną opozycją a raczej wydają się być zdrajcami Polski oraz przestępcami, jedynym kandydatem na lidera parlamentarnej opozycji jest Paweł Kukiz.

Oczywiście może to stać się realne w przypadku ostrego sporu liderów PO i .N o przywództwo w opozycji a takiego sporu z pewnością można by się spodziewać, gdyby propozycja J. Kaczyńskiego została przyjęta.

Dlatego sądzę, że każda decyzja parlamentarnych przeciwników rządu wobec propozycji szefa PiS będzie korzystna dla obecnych władz. Ich przyjęcie będzie oznaczało ostry konflikt o przywództwo pomiędzy R. Petru a G. Schetyną, co już widać po pierwszych nerwowych reakcjach szefa .N [2,3]. Nie przyjęcie propozycji (co zapewne będzie miało miejsce) tylko utwierdzi wszystkich w przekonaniu, że PO i .N są w Polsce siłami jedynie destrukcyjnymi i nie stanowią ugrupowań konstruktywnych. Podobnie sytuacja ma się z propozycją cyklicznego (co piątego wzorem UK) ustanowienia przez opozycję planu posiedzenia Sejmu, bo warto zauważyć, że PiS i tak ma większość parlamentarną a dodatkowo opozycja musiałaby - ustalając plan posiedzenia - stać się jakoś konstruktywna i przedstawiać choćby projekty ustaw. A ona przecież ma inne totalniacko destruktywne priorytety niż jakaś zabawa w postaci prac nad projektami ustaw i nawet obie zdradliwie partie nie mają przecież żadnego programu, w szczególności .N.

Marcin Wikło z wpolityce.pl zauważył, że polityka J. Kaczyńskiego jest "na poziomie, który dla dzisiejszej polskiej opozycji jest po prostu nieosiągalny" [3] i ma zupełną rację, przy czym w dalszym ciągu utrzymuję, że dziś normalną opozycję stanowi jedynie Kukiz'15.

[1] http://niezalezna.pl/91069-prezes-pis-wyciagamy-do-opozycji-reke-ale-nie-godzimy-sie-na-przestepstwa#comment-4128734
[2] http://niezalezna.pl/91074-petru-zdenerwowany-po-propozycji-jaroslawa-kaczynskiego-szef-n-bez-szans-na-lidera-opozycji
[3] http://wpolityce.pl/polityka/320358-dzien-dobry-jestem-szefem-opozycji-prezes-pis-pokazuje-petru-i-schetynie-jak-sie-robi-polityke

P.S. (dopisek z dnia  22 grudnia w postaci kompilacji moich komentarzy do tekstu na różnych forach)

Kiedyś ktoś mi powiedział, że dobry strateg jest jak wytrawny szachista: jego celem jest wygrana i przewiduje wiele ruchów naprzód i analizuje warianty odpowiedzi przeciwnika na te ruchy. Było to powiedziane odnośnie strategii rynkowej/strategii konkurencji określonej firmy, gdzie rolę stratega pełni właściciel lub odpowiedni zarząd kierowany przez prezesa. Ale chyba w polityce to zdanie jeszcze lepiej się sprawdza.

Warto nieraz spojrzeć całościowo na to, co się dzieje w Polsce i na świecie. Ja na studiach (ekonomia) miałem taki system uczenia się do egzaminów, że w kilka dni ogarniałem wszystkie wykłady i uzupełniałem je jeszcze dodatkową literaturą - wtedy tak naprawdę miałem ogląd całości i mogłem wyciągać wnioski i określić swoje własne zdanie na określony problem.

Takie podejście też stosuję w ocenie polityki. I - wedle mnie - musimy zawsze patrzeć na nią w sekwencji ważności: geopolityka (wielkie mocarstwa, największe służby specjalne, armie) - regionalna polityka (np. UE w obszarze podobnym) - krajowa polityka (w obszarze podobnym). W w tym kontekście należy oceniać posunięcia J. Kaczyńskiego a tym samym A. Dudy i B. Szydło.

Tak rozumując J. Kaczyński prowadzi grę strategiczną uwzględniając zapewne powyższą sekwencję ważności i warto zauważyć, iż wrogiem PiS-u i J. Kaczyńskiego wcale nie jest jakiś tam Petru, Schetyna, Kijowski a ludzie, którzy ich wykreowali i nimi sterują. A to też są stratedzy i w większości na pewno nie Polacy (choć jest tam liczne ich grono, z którego też większość to raczej przedstawiciele innej nacji mówiącej u nas po polsku i nieraz mającej nawet nazwiska polskobrzmiące a będący spadkobiercami powojennej tzw. komunistycznej żydo-komuny).

Tak naprawdę w piątek był planowany zamach stanu a działania w tym zakresie były strategicznie wcześniej wyznaczone: 

- KOD zgłosił piątkowe (16 grudnia) i późniejsze demonstracje kilka dni wcześniej, gdy nie było jeszcze wiadomo o hucpie w sejmie; 
- opozycja na piątek (16 grudnia) zamówiła do sejmu 1000 kanapek; 
- we Wrocławiu (16 grudnia) pojawił się D. Tusk a do Polski przyleciał R. Sikorski; 
- opozycja (16 grudnia wieczorem) zablokowała mównicę sejmową i fotel Marszałka Sejmu, by w ten sposób opanować sejm i nie dopuścić PIS-u do obrad, a tym samym do uchwalenia ustawy budżetowej i ustawy dezubekizacyjnej. Pomimo, że Sejm jednak obradował w Sali kolumnowej i uchwalił obie ustawy oraz większość sejmowa zrezygnowała ze zmian organizacji pracy dziennikarzy, totalniacy zapowiedzieli okupacje sejmu do 11 stycznia; 
- na ulicy (16 grudnia) wybuchły demonstracje i miały też zablokować sejm oraz doprowadzić do rozlewu krwi; 
- jakiś gostek Diduszko (16 grudnia) położył się na ulicy udając rannego i nieprzytomnego i na miejscu od razu znalazły się media, w tym niemieckie oraz od razu powstał spot PO z tym niby rannym; 
- nastąpiło (16 (?), 17,18 grudnia) zatrzymanie przez firmę EmiTel przesyłu w znacznej części Polski sygnału TVP (sic!) i to akurat m.in. w momencie, kiedy miało być emitowane orędzie Premier Beaty Szydło; 
- w piątek (16 grudnia) doszło też do poważnej awarii systemu "Źródło", czyli zintegrowanego systemu rejestrów państwowych, gdzie znaleźć można takie informacje jak numery PESEL, dane z dowodów osobistych czy akty stanu cywilnego;
- na krótko (16 grudnia) padły systemy informatyczne Polskiej Agencji Prasowej (PAP), 
- w nocy z piątku na sobotę (16/17 grudnia) wprowadzono czasowe ograniczenia w ruchu powietrznym nad Polską a powodem była usterka awaryjnego systemu zasilania wykorzystywanego przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej;
19 grudnia wieczorem polski TiR wjechał w grupy Niemców robiących świąteczne zakupy zabijając 12 osób i raniąc około 56 osób. Pierwsze przekazy niemieckiej prasy podkreślały wyraźnie fakt, iż był to polski TiR z polskim kierowcą. Później okazało się, że zamachu terrorystycznego dokonał islamista a Polak próbował do końca zapobiec atakowi. Jednakże czy pierwsze informacje i sam zamach nie mogły być następstwem jakiegoś planu, gdzie Polak-faszysta-terrorysta w zemście za zamach stanu wjeżdża w Niemców w Berlinie lub zostaje zastrzelony przy próbie zamachu?;
-  we wtorek 22 grudnia wybucha potężna awaria T-Mobile, czego skutkiem były problemy z wykonywaniem telefonów i wysyłaniem wiadomości tekstowych na terenie całego kraju całego kraju występowały;
- w poniedziałek (19 grudnia) wyznaczona została dyskusja w Komisji Europejskiej na temat Polski, która odbyła się 21 grudnia. Oczywiście jej efektem było ponowne dyscyplinowanie Polski i polskiego rządu oraz wyrażenie chęci nawet nałożenia na Polskę sankcji finansowych. Warto zauważyć, że 14 grudnia odbyła się debata na temat polski w parlamencie Europejskim, czyli dzień po tym jak totalna opozycja zapowiedziała swoje demonstracje 13 grudnia...
- bodajże Niesiołowski ogłasza w ruskiej gazecie lub forum czy telewizji, że obalą PiS.

Sadzę, że polskie służby specjalne nowej władzy poznały choć część tych planów i trzeba było umiejętnie zapobiec temu zamachowi. Oczywiście w tym zapobieżeniu pomogli Polacy, którzy nie stawili się licznie na demonstracje, ale tak naprawdę wystarczy 2-3 tys. agresywnych demonstrantów a w mediach można pokazać ich tysiące i skupić się na walkach ulicznych.

Jak to powiedział G. Braun? "Kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem komisarycznym"? W pełnej krasie...

Zamach się nie udał, ale trzeba mieć na uwadze, że na pewno będą kolejne próby.

I jeszcze w sprawie P. Kukiza. Wielokrotnie pisałem o moich wątpliwościach w stosunku do jego całego ruchu. Być może miał być koniem trojańskim nowego rządu koalicyjnego, podobnie jak LPR (i w mniejszym stopniu Samoobrona) w latach 2005-2007. Pewnie tak, ale dziś jesteśmy w innym punkcie i w sumie dobrze by było jakby dalej ta opozycja (też Kukiz) zaczęła między sobą walkę... a jest jeszcze Kijowski, Dukaczewski, Siemoniak, itd :)

Pozdrawiam wszystkich



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Prezydent złamał Konstytucję RP? I co by było, gdyby to PiS i prawica robili to co robi opozycja...

Jak wdrukowaną mantrę narracyjnie media michnikowszczyzny i dzisiejsza polityczna opozycja w postaci PO, Nowoczesnej i KOD wmawiają wszystkim, że prezydent RP dr A. Duda złamał Konstytucję RP a w Polsce poprzez działania nowego rządu i prezydenta jest zagrożona demokracja oraz wolność słowa. Powtarzają to w Polsce i co jest karygodne również kłamliwie przekonują do tego instytucje międzynarodowe oraz zagraniczną opinię publiczną.

Pomijając już sam fakt, że demokratycznie opozycja może swobodnie w naszej Polsce mówić co chce, swobodnie demonstrować i w żaden sposób - w przeciwieństwie do niemal kilkudziesięciu lat poprzednich rządów III RP - nie jest za to szykanowana w żaden sposób oraz nie jest w Polsce zagrożona wolność słowa ani żadne media prywatne - mogące swobodnie przecież mówić i pokazywać co chcą i być antyrządowe - nie są zagrożone jakąś cenzurą rządową (jak np. w Niemczech) i widmem ich likwidacji to... po raz kolejny niejako jestem zmuszony zadać kłam głosom o złamaniu Konstytucji RP przez polskiego prezydenta. Ponadto nasunęło mi się jeszcze kilka refleksji na temat dzisiejszej opozycji...

Naprawdę. Nie chce mi się tłumaczyć po raz kolejny oczywistości, ale opozycja cały czas próbuje ich nie zauważać i cały czas perfidnie kłamie. Powtarza bzdety o łamaniu demokracji przez Prezydenta. Powtarzam: to wdrukowana, manipulacyjna i kłamliwa mantra PO, Nowoczesnych i KOD.

Prezydent w żadnym swoim działaniu nie złamał Konstytucji RP. W żadnym i powtarzanie bredni jest albo wyrazem głupoty, albo cyniczną hipokryzją. Uważam, że wśród liderów owych ugrupowań jest to cyniczna i manipulacyjna gra nakierowana tak naprawdę na obalenie obecnych rządów i prezydenta oraz powrót do władzy tych, którzy demokratycznie ją stracili, czyli kreatorów i beneficjentów III RP.

Więc jeszcze raz.

Obecny Sejm demokratyczną większością głosów nadaną mu przez Suwerena, czyli Naród polski w wolnych, powszechnych i demokratycznych wyborach uznał, że wybór 5 sędziów przez PO-PSL był nieważny prawnie ze względu na niedopełnienie prawnych, sejmowych formalności i uchwał. Wybrał wobec tego nowych sędziów i zgodnie z Konstytucją RP i wolą Parlamentu RP prezydent A. Duda dokonał ich zaprzysiężenia.

W międzyczasie TK uznał, że demokratycznie wybrana przez Polaków większość PO-PSL konstytucyjnie mogła dokonać wyboru 3 sędziów a złamała Konstytucję RP wybierając dwóch sędziów wedle - po raz pierwszy zmienionej i utworzonej poprzez polityczny nacisk PO-PSL  i bezprawnie przez samą TK (sic!) - ustawy o TK.

Ale - jak mówiłem wcześniej - wybór nawet tych 3 sędziów okazał się prawno-formalnie nieważny, co obecny Parlament demokratycznie poprzez głosowanie potwierdził unieważniając m.in. ich wybór a TK uznał, że nie może wypowiadać się na temat niezgodności z Konstytucją RP uchwał formalnych Sejmu i Parlamentu. Tym samym decyzja Sejmu ma moc prawną.

Prezydent Polski - zgodnie z wolą władzy ustawodawczej - przyjął ślubowanie od konstytucyjnie i prawnie wybranych nowych sędziów. Dokonał tego wedle prawa i Konstytucji RP. Więc gdzie tu złamał ową Konstytucję?

I jeszcze kilka refleksji na temat działania dzisiejszej opozycji...

Gdyby PiS w momencie objęcia rządów przez PO-PSL od pierwszego dnia atakował ów rząd nie dając mu chociażby 100 dni spokojnej pracy (nie mówiąc już o 500), zorganizował jakiś a'la KOD jako swoje zbrojne ramię i finansował go z niewiadomych źródeł, zdradliwie występował o pomoc w obaleniu rządów do instytucji zagranicznych oraz szkalował Polskę w mediach zagranicznych, otwarcie dążył do obalenia rządu i prezydent oraz deklarował, że chce doprowadzić do wcześniejszych wyborów za wszelka cenę chociażby poprzez wojnę domową i rozlew polskiej krwi i np. doprowadził do kuriozalnej dyskusji o Polsce w PE czy też bezprawnej decyzji KE o wszczęciu jakiejś procedury kontrolnej a dodatkowo prowokował oraz bił i zamykał demonstrującą opozycję to... PO-PSL i polskie media z GW na czele okrzyknęłyby PiS oczywiście oszołomami, zdrajcami, antydemokratami nie szanującymi wyboru Polaków, donosicielami, pisowską sektą, faszystami, anty-Polakami, targowiczanami donoszącymi na Polskę, zamachowcami stanu, dyktatorami, przestępcami, kretynami, ludźmi ograniczonymi umysłowo, hipokrytami, cynikami walczącymi tylko o powrót do władzy i pieniędzy związanych z tą władzą, moherami, katolami, nazistami, putynistami, pislamem, itd, itp. Gdyby tak mówili to naprawdę w większości oczywiście mieliby rację.

A co zrobił PiS? Dał szansę na rządzenie. Walczył o prawdę w polskim parlamencie wykorzystując demokratyczne, polskie procedury, nie zdradzał Polski i Polaków za granicą, nie chciał być targowicą, nie podważał wyboru Polaków i szanował ich decyzje (choć były podstawy do oskarżeń o fałszerstwa wyborcze, które też były artykułowane), nie wykorzystywał zmanipulowanych ludzi do bezpodstawnych ataków na rząd, szanował demokratyczny wybór, nie dążył za wszelka cenę do obalenia rządów i wcześniejszych wyborów choćby przez wojnę domową i rozlew polskiej krwi, nie kłamał i nie wysuwał bezpodstawnych oskrażeń wobec PO-PSL... I tak demokratycznie (powiedzmy) rząd PO-PSL rządził sobie przez osiem lat (B. Komorowski przez pięć), aż przegrał w demokratycznych wyborach...

A w trakcie rządów... Gdyby PiS był sprawcą chociażby jednej z tysięcy afer jakie były autorstwa PO-PSL (m.in. marszałkowa, stoczniowa, stadionowa, misiakowa, sobiesiakowa, hazardowa, taśmowa, Amber Gold, prywatyzacyjna - np. Ciechu, OFE, funduszu demograficznego, VAT-u, podsłuchowa, samorządowo-wyborcza, zamachowa na rządy prawa w postaci TK, Acta, "seryjnego samobójcy", haniebnego postępowania przy organizacji wyjazdu do Katynia i oddania śledztwa Rosjanom po zamachu na B. Komorowskiego z małżonką oraz innych przedstawicieli elity politycznej i wojskowej, zabójstwa politycznego pisowskiego Cyby, medialno-zawłaszczeniowa, inwigilacyjna i doprowadzająca do zamachu na wolność słowa poprzez wkroczenie ABW do redakcji GW, itd.)... to niemal każda z nich byłaby przez PO-PSL i media powodem do dymisji rządu i postawienia go przez Trybunałem Stanu lub przed sądem powszechnym. Byłyby demonstracje i polski Majdan, skargi do instytucji międzynarodowych i trybunałów sprawiedliwości, hasła o przestępczych oraz mafijnych działaniach rządu, dyktaturze PiS, totalitaryzmie, fasadowej demokracji... I naprawdę, niemal wszystkie te konstatacje i oceny rządów PiS byłyby słuszne i słuszne byłoby obalenie tych rządów po każdej z tych afer.

A co zrobił PiS? Oczywiście w każdej tej sprawie chciał demokratycznymi metodami dojść do prawdy i osądzić winnych. Zgłaszał wnioski o dymisje ministrów a nawet całego rządu PO-PSL, starał się mówić faktami prawdę, tworzył komisje sejmowe, zgłaszał do prokuratury i sądów wnioski o możliwości popełnienia przestępstwa... wszystko zgodnie z prawem i porządkiem konstytucyjnym. Ale nigdy nie chciał krwi Polaków i wojny domowej. Nigdy nie chciał dokonać rokoszu i zamachu stanu. Nigdy nie nawoływał aby policja, wojsko i służby wypowiadały nieposłuszeństwo PO-PSL. Nigdy nie dążył do wcześniejszych wyborów i tym samym antydemokratycznego i totalitarnego przejęcia znów władzy. Walczył o poparcie Polaków a nie UE, Berlina i Brukseli. Mimo polityczno-medialnemu monopolowi PO-PSL oraz szykanowaniu własnych polskich zwolenników walczył latami i w końcu demokratycznie wygrał wybory i teraz rządzi...

Rządzi demokratycznie, suwerennie... dla Polski i Polaków a nie dla Niemców, UE czy Brukseli...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 6 stycznia 2016

STOP ingerencji obcych w nasze polskie sprawy! - PODPISZ LISTY!

Są takie dziejowe momenty w historii narodów, które decydują o ich przyszłości. Polska takich momentów w swojej historii miała wiele i tylko determinacji Polaków, ich patriotyzmowi i dążeniu do wolności oraz niepodległości zawdzięcza swoje niemal 1050 lat istnienia.

Dzisiaj znów jest takie moment, kiedy obcy chcą nam zabrać naszą wolność i niepodległość, chcą ingerować w nasze wewnętrzne sprawy i wyznaczać polskie władze, które mają realizować ich a nie polskie interesy. Nie możemy na to pozwolić!

To jest nasza Polska i musimy o nią walczyć. To jest nasza Polska i nie możemy zezwolić, aby obcy - jak to bywało w historii - decydowali za nas, Polaków. Wolność, niepodległość i pokój - co znamy z przeszłości - nigdy nie są dane nam na zawsze!

Od wieków Polska zdaje się być przeszkodą dla naszych sąsiadów, zarówno Niemiec jak i Rosji. I co jakiś czas wracają demony przeszłości i dawne dążenia naszych odwiecznych wrogów do zniszczenia naszej państwowości i podporządkowania sobie Polski. Dzisiaj chce tego zniemczona UE, a w szczególności znów przede wszystkim Niemcy oraz polscy współcześni „targowiczanie” proszący obcych o interwencję dla zachowania swojej niedawnej władzy podporządkowanej interesom tych właśnie obcych.

Wszystkich nas Polaków łączy historia, tradycja, ziemia, język, kultura, wiara, polskość, tożsamość narodowa i umiłowanie wolności i niepodległości oraz demokracji. Jesteśmy dumnymi Polakami i dumnymi z naszej Polski. I to my powinniśmy - jako suweren - decydować o jej losie!

Poniżej linkuję tekst do strony ”Pomnik Smoleński” - http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=7610#.Vo0oKz3wnTp. Stanowi on wezwanie do podpisania listu protestacyjnego przeciw ingerencji w nasze wewnętrzne sprawy, który skierowany jest do władz Unii Europejskiej. Ja już list podpisałem i zachęcam wszystkich do tego samego, niezależnie od poglądów politycznych. Tu chodzi o Polskę i jej przyszłość!

List można znaleźć pod adresem: https://www.protestuj.pl/stop-obcej-interwencji-w-wewnetrzne-sprawy-polski,56,k.html?ka=560114&link-3=&sid=55434162

Brzmi on w wersji polskiej następująco:

Szanowni Panowie!

W związku z niedawnymi skandalicznymi wypowiedziami Martina Schulza na temat sytuacji wewnętrznej Polski oraz w związku z decyzją, według której sytuacja ta ma się stać przedmiotem debaty Parlamentu Europejskiego w styczniu 2016 roku, stanowczo protestuję wobec ingerowania w sprawy suwerennego kraju, jakim jest Rzeczpospolita Polska.

Słowa przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (niedawno zresztą grożącego Polsce użyciem siły), w których wynik demokratycznych wyborów przyrównał on do zamachu stanu, stanowią bezprecedensowe naruszenie wszelkich obowiązujących dotąd dyplomatycznych konwenansów.

Co gorsza, słowa te znamionują również pozycję, którą unijna biurokracja pragnęłaby przyjąć wobec jednego z największych państw członkowskich: pozycję bezwzględnej wyższości, uprawniającą do dyktowania Polsce formy rządu i kształtu uchwalania praw.

Mój niepokój jest tym większy, że – jako polski patriota – zdaję sobie sprawę ze straszliwych konsekwencji, które w przeszłości dotykały Polskę za sprawą obcych interwencji.

Począwszy od zakończonych upadkiem polskiej państwowości tragicznych doświadczeń wieku XVIII, poprzez osamotnienie w walce z bolszewikami w roku 1920, a skończywszy na przeprowadzonej pod pretekstem „ochrony mniejszości narodowych” sowieckiej inwazji z 1939 r., która wsparła agresję niemiecką – Polska, kraj katolicki, który nie prowadził nigdy agresywnej polityki wobec sąsiadów, został przez nich wyjątkowo boleśnie doświadczony.

W obliczu tych doświadczeń Zachód, teraz z fałszywą troską pochylający się nad niepewnymi rzekomo losami polskiej demokracji, w najlepszym wypadku pozostawał bierny. To właśnie wskutek braku europejskiej solidarności Polacy zostali skazani przez obradujące w Jałcie mocarstwa na wieloletnią komunistyczną okupację, z której wpływu do tej pory nie udało się nam otrząsnąć.

Proponuję zatem, aby najwyższe unijne organy – zamiast kwestionować wyniki demokratycznych wyborów i ingerować w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa – skoncentrowały się na realnych problemach i zagrożeniach, takich jak niekontrolowany napływ nielegalnych imigrantów, ogromny kryzys ekonomiczny czy dokonująca się corocznie hekatomba nienarodzonych dzieci.

Szanowni Panowie! Rok 2016 jest rokiem, w którym Polska obchodzić będzie 1050-lecie swojej państwowości. Ośmielę się zauważyć, że to znacznie więcej, niż Unia Europejska liczy sobie obecnie i zapewne również po wielokroć więcej, niż kiedykolwiek będzie sobie liczyć.

Żądam zatem od Panów, aby tego roku Unia Europejskiego nie rozpoczynała od wymierzonego wszystkim Polakom policzka. Domagam się uszanowania polskiej suwerenności i liczonej już w setkach lat tradycji demokratycznie sprawowanych rządów.

Z poważaniem,

---------------------------------------------------------------

Zachęcam również do przyłączenia się - poprzez rozsyłanie listów - do akcji realizowanej pod patronatem Gazety Polskiej p.n.: "Demokracja w Polsce ma się dobrze"!.

Szczegóły pod adresem: http://niezalezna.pl/74389-nasza-akcja-wyslij-list-do-zachodnich-mediow-demokracja-w-polsce-ma-sie-dobrze


foto: Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Niech Polska będzie Polską... biało-czerwoną, niezawisłą, suwerenną i niepodległą!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 19 grudnia 2015

Polacy nie są tacy głupi jak nam się wydaje, są dużo mądrzejsi!

Niedawno napisałem post niemal pod tym samym tytułem, tylko odnoszącym się do zdania T. Lisa "„Ludzie nie są tacy głupi jak nam się wydaje, są dużo głupsi” [1].

Napisałem w nim m.in. :

"Oni wszyscy naprawdę uważają nas, Polaków za idiotów, którymi można swobodnie manipulować, ogłupiać ich medialną i kłamliwie propagandową  papką i których nie można traktować poważnie.

I nie traktują nas poważnie od całych 26 lat a już w szczególności przez ostatnie 8 lat rządów PO-PSL.

Lekceważą nas i nami manipulują politycy i dziennikarze, kreatorzy i beneficjenci III RP.

To samo ogłupianie mamy teraz, kiedy w końcu większość aktywnych Polaków miała dość traktowania ich jak idiotów i wybrała do władzy ludzi, którzy Polskę i Polaków traktowali i traktują poważnie.

Ale dla mediów i polityków, którzy do tej pory traktowali nas jak głupców i łatwo okłamywali a jednocześnie żerowali na polskim majątku finansowym i rzeczowym sytuacja uświadomienia Polakom, iż są lub mogą być w swoim kraju podmiotem a nie przedmiotem... jest nie do zaakceptowania".

Tekst ów kierowałem w większości do tzw. "lemingów", ale nie pejoratywnie lecz z troską. Żal mi bowiem ludzi - Polaków, którzy po raz kolejny dają się otumaniać i ogłupiać.

Dziś mogę powiedzieć, że w sumie większość Polaków, w tym tzw. "lemingów" zaczyna myśleć normalnie i realistycznie.

Demonstracje tzw. KOD-u - pomimo emocjonalnego podsycania nastrojów - stają się farsą i groteską. Polacy w swojej ogromnej większości nie dali się jednak po raz kolejny oszukać, nie dali się zmanipulować. Z tego się najbardziej cieszę.

To nie jest tak, że już nie ma Polaków ulegających propagandzie socjotechnicznej. Są i będą cały czas. Szczególnie wśród osób wyrażających swoje zdanie jedynie poprzez przekaz medialny GW, TVN czy TVP. Ich się nie zmieni, chyba, że ów przekaz się zmieni. I tak naprawdę, jeżeli poznaję prawdę przekazywaną przez media zrozumieją - przynajmniej w większości - że dotychczas byli sterowani i wykorzystywani.

Stąd ten obecny nacisk i kreowanie negatywnych emocji przez cały mainstream polityczno-specsłużbowo- biznesowo-medialny  III RP. Czas dla nich ucieka. Niedługo TVP zacznie mówić prawdę, GW spada finansowo w przepaść, TVN-em kierują Amerykanie i może się okazać, że ta stacja całkowicie zmieni oblicze stając się normalnie dziennikarska.

Ten czas. Każdy dzień rządów ZP zbliża Polaków do zrozumienia, iż państwo może być ich. Wszystkie dotychczasowe decyzje Prezydenta i Pani Premier tylko to potwierdzają. Robią swoje i wypełniają obietnice wyborcze, mozolenie acz konsekwentnie, bez oglądania się na wycie świń odrywanych od koryta i to często świń, które z Polską i Polakami nie mają nic wspólnego.

Ich wycie paradoksalnie potwierdza tylko demokrację w Polsce. Mogą swobodnie sobie mówić i demonstrować. Nie ma prowokacji służb na demonstracjach KOD-u jak było to przez lata podczas demonstracji patriotów na marszach w dniu 11 listopada. Nikt nikogo nie aresztuje jak autora strony internetowej "Antykomor" czy też kibica (szefa kibiców Legii Warszawa). Nikt nie morduje członków PO czy Nowoczesnej i KOD-u jak niejaki członek PO Cyba mordując członka PiS a chcący zamordować J. Kaczyńskiego, nikt nie podpala prowokacyjnie samochodów stacji telewizyjnych i nikt nie sprowadza zagranicznych obrońców jak to było w przypadku niemieckiej Antify.

Nasz, polski od lat rząd - robi wszystko, co możliwe i obiecał. Nie dano mu 100 dni bowiem wiedziano, że to okres kiedy zaczną być realizowane nadzieje Polaków. Postanowiono od razu uderzyć, kiedy jeszcze nie przebrzmiała negatywna i perfidna kampania wyborcza PO. Zaatakowano zanim ZP zaczęła na dobre działać. Zaatakowano, aby jeszcze móc wykorzystać dysonans powyborczy zwolenników PO. Zaatakowano, bowiem całe III RP wie, że każdy dzień rządów ZP pozwoli Polakom "przejrzeć na oczy". Nie chcą do tego dopuścić, ale już im się nie udaje.

Nowoczesna R. Petru została stworzona w zacisznych gabinetach Fundacji S. Batorego (A. Smolar i G. Soros reprezentujący żydowskie lobby bankowo-przemysłowe), żydowskiej loży masońskiej  B'nai B'rith (Polin - J. Hartman) i Fundacji Obywatelskiego Rozwoju (L. Balcerowicz - niszczący Polskę plan Sorosa-Sachsa), która wsławiła się pogardą dla Polaków poprzez hasło "Zabierz babci dowód". Sam R. Petru to dziecko L. Balcerowicza, A. Olechowskiego i W. Frasyniuka, dziecko dawnej UD/UW/demokraci.pl, które nigdy nie reprezentowały interesów polskich a interesy swoich krajanów. Jakich? Proszę sprawdzić! To samo KOD o czym pisze m.in. S. Michalkiewicz. Do tego ubezwłasnowolnieni przez komunistyczne służby polscy kolaboranci i resortowe dzieci wraz z ludźmi III RP cynicznie i złodziejsko czerpiącymi profity z grabieży Polski.

Teraz próbują zmienić bieg historii. Polacy jednak nie dali się omamić. Kolaborantów ci u nas dostatek, ale i oni nie są w stanie ogłupić większości Polaków. Nie-Polacy są najmniej groźni, bo wiadomo o co im chodzi, najgorsi są zdrajcy a tych widzimy na co dzień. Nie będę wymieniał nazwisk, ale krótka byłaby ich lista, bowiem najbardziej nienawistnymi wobec Polski są nie-Polacy, potomkowie żydo-komuny w stylu A. Holland czy A. Michnika.

Polacy mają swoje racje, mają swój rozum i widzą zaprzaństwo. I dlatego dzisiejsze demonstracje KOD-u są porażką kompletną. Planowali polski "Majdan" a dla Polaków są ważniejsze Święta Narodzenia Chrystusa niż lewackie, postkomunistyczne pohukiwania i antypolskie wycie. Dla Polaków są ważniejsze działania polskiego rządu i prezydenta!

Uwierzyłem dziś, że plan zamachu stanu na legalnie wybrane władze w Polsce się nie powiedzie... mimo skomlenia agenta Bolka vel. Wałęsy czy vel... coś tam jeszcze. Polacy są mądrzejsi niż wydaje się antypolskim elitom III RP!

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/12/ludzie-nie-sa-tacy-gupi-jak-nam-sie.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 11 grudnia 2015

Władze... ich równowaga konstytucyjna...

Krótko...

Cieszę się, że Konstytucja RP stała się ostatnio przedmiotem wielkiej troski obywateli. Cieszę się bowiem wreszcie Polacy mogą jasno stwierdzić i zrozumieć, że obecna Konstytucja jest antydemokratyczna.

Władza demokratycznie należy do Narodu. Tak rzecze Konstytucja. Więc to Naród musi mieć wpływ na wszystkie władze, które wedle Konstytucji są niezawisłe i niezależne. Innymi słowy władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza winny być zależne od suwerena, czyli Narodu.

Obecnie w Polsce - jako jedyna - władza ustawodawcza spełnia ten warunek. Jest wybierana przez Naród w wolnych wyborach powszechnych. Senat i Sejm to kwintesencja więc demokracji.

Władzę wykonawczą sprawują natomiast Prezydent i Rada Ministrów. Wedle zasady konstytucyjnej jedynie Prezydent jest wybierany przez Naród a więc jedynie On - zgodnie z Konstytucją i podziałem równoważnej władzy - ma społeczny mandat do sprawowania niezależnej władzy wykonawczej. I to On winien tworzyć rząd a nie większość parlamentarna. Parlament jedynie winien mieć możliwość wpływania na ustawodawstwo oraz przyjęcie lub nie konkretnych ustaw.

Tak więc Prezydent winien tworzyć rząd, który nie może być poddawany akceptacji przez inną władzę, władzę ustawodawczą, bowiem to przeczy zasadzie równowagi władz.

Władza sądownicza - aby zachować wspomnianą zasadę równowagi władz- też powinna być wybierana przez Naród. To Naród w powszechnych wyborach winien więc wybierać sędziów i to Naród - suweren winien ja oceniać.

To logiczne aż do bólu...

Prezydent wybierany przez Naród sprawuje władzę wykonawczą i dobiera sobie współpracowników (ministrów). Parlament wybierany przez Naród sprawuje władzę ustawodawczą i ma wpływ na prawo stanowione. Sędziowie wybierani przez Naród dbają o przestrzeganie prawa i orzekają przy pomocy Narodu...

Czyż to nie jest idealny model?

Oczywiście zawsze można znaleźć jakieś mankamenty. Nie ma na świecie czegoś idealnego, ale zgodnie z zasadami demokracji winno być tak jak wyżej i tak jest np. w USA...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Co jest nie tak z polskim państwem?

Ostatnie wydarzenia obejmujące sfałszowane po części wybory samorządowe, opowiedzenie się sądów po stronie rządzącej koalicji i prezydenta (sławetne oświadczenie Wielkiej Trójcy Sądowej w sprawie wypowiedzi J. Kaczyńskiego dotyczącej tak naprawdę obrony sądów powszechnych przed naciskami polityczno-lobbistycznymi), nocna (na szczęście nieudana) i powszechnie medialnie przemilczana próba zmiany konstytucji umożliwiającej pozbywanie się resztek majątku narodowego w postaci lasów, również prawie nocne odrzucenie głosami koalicji wniosku o referendum w sprawie losów przedsiębiorstwa Lasy Państwowe i broniące naszej ziemi podpisane przez przeszło 2,5 mln Polaków,  medialna zmowa odcinająca  - poprzez brak transmisji jego zeznania przed sądem - Polaków od istotnych informacji związanych z osobą B. Komorowskiego oraz ogólny, wykreowany przez całą III RP marazm większości społeczeństwa skłoniły mnie do przypomnienia i rozszerzenia moich refleksji na temat dzisiejszej Polski, które wielokrotnie w większości już kiedyś przekazywałem w postaci odrębnych postów.

Polska - co wydaje się aż nadto oczywiste - powoli ulega degrengoladzie społeczno-gospodarczo-politycznej. Demokracja, wolność, niepodległość, suwerenność, godność to w dzisiejszej Polsce pojęcia abstrakcyjne lub o innej od wcześniej rozumianej konotacji znaczeniowej.

Sądzę, że celowo i z premedytacją niszczy się polskość i Polskę, doprowadzając ją do degradacji poprzez m.in. grabieżczą prywatyzację i pozbywanie się majątku polskiego, uniemożliwienie powstania silnej polskiej klasy średniej, pauperyzację, atomizację i zniewolenie społeczeństwa oraz jego depopulację a także przez wiele innych, antypolskich działań w sferze etyki, moralności, tradycji, kultury, itp.

Gdzie doszukiwać się przyczyn?

Brak propolskich elit...

Powolna degradacja Polski  to w dużej mierze wynik braku odpowiednich propaństwowych i prawdziwie (także etnicznie) polskich elit.  

Od 1989 roku nie zrobiliśmy tego, co było konieczne, nie przeprowadziliśmy lustracji ani dekomunizacji. Teraz zaś otrzymujemy to, co winno być oczywiste. Nie powinniśmy tedy w ogóle się dziwić obecnemu tragicznemu stanowi etyczno-moralnemu tzw. elit PRL-bis. Nie ma skutków bez przyczyn. Dzisiejszy stan naszego państwa jest właśnie taki, ponieważ oparte jest ono na szumowinach ludzkich nie zdekomunizowanych i nie zlustrowanych zaraz na początku przemian. To zaniechanie jest grzechem pierworodnym III RP, ale jakże miało być inaczej, skoro przełom 1989 tworzyli ludzie dawnego systemu komunistycznego i ich TW, KO oraz tzw. "pożyteczni idioci" a przy OS po obu stronach zasiadali w większości ludzie obcego nam pochodzenia, dla których raczej dobro Polski nie było najważniejsze.

Historia uczy, że nie ma czegoś takiego jak: "rewolucja bez rewolucji". Ustrój totalitarny można skutecznie obalić jedynie odsuwając na stałe jego beneficjentów od wpływu na rządy post-totalitarne. Inaczej te same jednostki i ich grupy będą zawsze dążyły do odbudowania swojego stanu posiadania sprzed rewolucji i niemal zawsze im się ten proceder powiedzie. Wiedziano o tym w dawnej Czechosłowacji, wiedziano w Niemczech, gdzie hydrze ścięto głowę od razu i do dziś nie pozwolono jej odrosnąć... Tego nie zrobiono w Polsce i mamy, to co mamy..

Szukając jeszcze przyczyn dzisiejszego stanu Polski i braku prawdziwych, propolskich elit należy się cofnąć do czasów jeszcze przedwojennych, wojennych a także do całego okresu PRL.

II WŚ przyniosła nam wyniszczenie przez obydwu okupantów: Niemiec i Rosji Sowieckiej dużej części elit polskiego społeczeństwa. Mordy niemieckie i sowieckie przyczyniły si.ę więc diametralnie do uszczuplenia najbardziej wartościowej substancji polskiego narodu. Sowieci wywieźli na Sybir 1 mln Polaków, w Katyniu zginęło 22 tysiące oficerów i polskich patriotów. Elity, które mogłyby po wojnie odbudować nasz kraj. Po 1943  roku z rąk Sowietów i polskich komunistów zginęło tysiące pozostałych elit z AK oraz innych niepodległościowych organizacji wojskowych i patriotycznej części narodu, w tym inteligencji... Po wprowadzeniu Stanu Wojennego zmuszono do emigracji od 1,5 do 2 mln patriotów... Obecne rządy spowodowały, że wyemigrowało "za chlebem" przeszło 2 mln młodych, zdolnych i kreatywnych Polaków, którzy winni pracować tutaj, dla Polski i jednocześnie dla siebie... Dodatkowo w 2010 roku wystarczyło pozbyć się 96 osób (choć niektórzy zapewne zginęli niejako "przypadkiem i z wyższej konieczności"), w tym parę prezydencką, aby naród umarł i ścięto mu głowę... Czyż nie o to chodziło ewentualnym smoleńskim zamachowcom?

Zbudowaliśmy tedy PRL na wymordowaniu patriotycznej elity państwa polskiego i oparliśmy ją na etyczno-moralnych kanaliach bez żadnego gruntownego wykształcenia, patriotycznej postawy i poczucia honoru... I cały PRL i dzisiejsze elity to... w większości potomkowie tych prymitywów etyczno-intelektualnych, w większości nie mających z polskim narodem żadnych związków

PRL - bis zbudowaliśmy dodatkowo na gruncie wcześniejszego Stanu Wojennego i zdrady okrągłostołowo-madalenklwej, która niestety trwa do dzisiaj.

I naprawdę. Nie ma co się dziwić obecnemu stanowi umysłów i wyznawanej hierarchii wartości obecnie nami rządzących? No bo przecież pustak nic nie może urodzić jeno też pustkę, prymitywizm intelektualny też rodzi podobny prymitywizm lub jeszcze gorszy. Rodzi też również określony i determinujący ów prymitywizm system wartości reprezentowany przez całą niemal klasę polityczną PRL-bis, a szczególnie PO... rodzi jeszcze gorsze pod tym względem etyczno-moralne szumowiny.

Tak dygresyjnie... Przez te ostatnie 25 lat - mimo werbalnych deklaracji - udało się III RP dokonać w Polsce jednego: zamiast zbudowania społeczeństwa obywatelskiego i świadomego swojej wartości , tożsamości oraz przekonanego o możliwości demokratycznego decydowania o swoim losie stworzono masę spauperyzowanych, bezmyślnych istot niezdolnych do jakiejkolwiek refleksji, działania i przekonanych o swojej endogennej niemocy sprawczej... W czasach realnego socjalizmu władza uważała, że najlepiej rządzić bezwolnym pijanym społeczeństwem, teraz wykreowali sobie bezwolne masy zrezygnowanych apadrytów (bezpaństwowców)...

Kryzys tożsamości europejskiej, kryzys państwowości polskiej... 

Tak więc jesteśmy świadkami niewątpliwie kryzysu Państwa Polskiego ale także kryzysu cywilizacji europejskiej. U nas nie chodzi już tylko o samą PO. Jak wspomniałem dotyczy to całej klasy politycznej po 1989 roku i również nas samych, Polaków - wyborców i nie wyborców. W Europie czynnikiem sprawczym owego kryzysu tożsamości cywilizacyjnej jest promowanie idei lewackch kosztem chrześcijaństwa oraz próba zbudowania anaturalnej i narzucanej totalitarnie marksistowskiej idei globalnej, jednorodnej wspólnoty "mas" w postaci zniemczonego tworu nazywanego Unią Europejską... czyli wyższą formą ZSRR...

Jest symptomatyczne, że tak naprawdę ZSRR i cały sowiecki eksperyment obumarł w dużej mierze dzięki Polsce i Polakom... I nie łudźmy się, że współcześni twórczy kontynuatorzy tych idei w Brukseli o tym nie pamiętają... Stąd była ich tak wielka radość, gdy udało im się w 2003 roku uzyskać naszą zgodę na wejście do ich Unii Europejskiej... Ile to wtedy było radości Millerów, Michników i innych takich... a rozkład wyników owego referendum do dziś odzwierciedla strukturę geograficzną poparcia dla poszczególnych partii: zwolennicy utraty przez Polskę własnej suwerenności na rzecz globalnej, bezpaństwowej UE głosują dziś na "postępowe i nihilistyczne partie" a zwolennicy budowy i rozwoju państw narodowych w Europie Ojczyzn z reguły na PiS...

Homo sowvieticus - twórczo rozwijany marksistowski eksperyment!

Pozornie tedy odzyskanie przez Polskę suwerenności i niepodległości po latach panowania "sowieckiego" nie stało się niestety przełomem moralno-etycznym całego Narodu a wprost przeciwnie: staliśmy się wzajemnie wyobcowanymi aspołecznymi jednostkami niezdolnymi do dbania o własną i naszych potomków przyszłość. Nie stworzyliśmy nowej jakości życia publicznego i prywatnego, która nakierowywałaby nas na przestrzeganie w codziennym życiu obowiązujących norm, zarówno prawnych, jak i moralnych.

Oczywiście taki był i jest cel działań antypoolskich elit III RP, które z rozmysłem nie pozwalały pozbyć się Polakom mentalnej spuścizny komunistycznej i kreowały oraz kreują do dzisiaj pożądany przez nich poddańczy stan ich umysłu.

Takie pojęcia jak: patriotyzm, honor, ojczyzna, przyzwoitość, służba publiczna, uczciwość, praworządność zostały zrelatywizowane przez narzuconą nam globalistyczną współczesność a ich właściwa wartość stała się niejako anachronizmem, prawie nieprzystającym do rzeczywistości absurdem.

Zbudowany (a raczej nieodbudowany i postsowiecki) sposób funkcjonowania naszego państwa nie sprzyjał i nie sprzyja zresztą owym wartościom. Polskie społeczeństwo nie wierzy dziś w demokrację , prawo i instytucje z nią i z praworządnym państwem związane jak: parlament, sądy, prokuraturę czy policję. Większość Polaków nie zna prawa i nie ma - ze względu na ubóstwo - do niego dostępu. Hermetyczność środowiska prawniczego i wiedzy prawniczej oraz przykład wielu nieprawidłowości i niedoskonałości prawnej RP tworzą w naszym społeczeństwie przeświadczenie, że obywatele nie są równi wobec prawa i nie mają na jakość swojej egzystencji żadnego wpływu. Ową nierówność - której czynnikiem sprawczym jest zamożność i pozycja społeczno-zawodowo-polityczna - widzą wszędzie: w swoim miejscu pracy, gminie, powiecie, urzędzie skarbowym czy też wreszcie w skali makro, czyli instytucjach takich jak rząd czy parlament.

Przez te już 25 lat polskie niby elity polityczne nie były źródłem powstawania nowego, prawego Państwa. Stały się raczej w oczach jego obywateli synonimem małostkowości, karierowiczostwa, partyjniactwa i korupcji. Można powiedzieć, że "ryba psuje się od głowy" i tak też polskie elity postokrągłostołowe doprowadziły do zepsucia całego państwa oraz kreacji ludzkich antywartości cechujących większość Polaków.  Podstawą był oczywiście brak rozliczeń z przeszłością i umożliwienie przestępcom komunistycznym swobodnego funkcjonowania i rozwoju w nowej Polsce. Ich sposób działania i wyznawane wartości życiowe stały się więc obowiązującymi w III RP. "Homo sovieticus" i jego cechy nie stały się więc w całym dwudziestopięcioleciu obiektem krytyki a wręcz przeciwnie: nastąpiło jego przepoczwarzenie w "kolorowe opakowanie", puste w środku.

Hipokryzja demokracji – Demokratyczna hipokryzja... 

My Polacy - zgodnie z zamierzeniami zdrajców okragłostołowo-magdalenkowych - staliśmy się obecnie niestety właśnie takim kolorowym opakowaniem, w środku pustym lub zawierającym cokolwiek cuchnącą treść. Tacy są też oczywiście rządzący i ich towarzysze. I dlatego też jesteśmy skłonni dalej głosować na PO czy też na B. Komorowskiego, od czasu do czasu bezmyślnie oddając głos na "nowy proszek, jeszcze lepszy od tego, który był jeszcze najlepszy dwa dni temu..."

Bo czyż nie jest też tak, że w swoim miejscu pracy - jeżeli mamy taką możliwość - po prostu kradniemy (np. papier do drukarki czy też czas poświęcając go na wykonywanie pracy niekoniecznie dla właściwego pracodawcy). Nie jest czasem tak, że - na miarę swoich możliwości - załatwiamy sprawy sobie i innym wykorzystując posiadane znajomości i układy. Czy nie jest czasem dla nas oczywistością otrzymywanie tzw.: "prowizji" od załatwienia jakiejś sprzedaży czy kontraktu. W skali mikro to często właśnie tolerujemy i tak się zachowujemy zazdroszcząc ludziom na "piedestale" nie władzy, ale właśnie profitów z nią związanych. Bo przecież... jakbyśmy byli na ich miejscu to tak naprawdę robilibyśmy takie same rzeczy: dobre dla nas osobiście chociaż może i ocierające się o granice prawa lub nawet korupcjogenne. A zasady służby publicznej, patriotyzm, uczciwość, postawa propaństwowca? To przecież takie absurdalne i wręcz śmieszne rzeczy... No może realizowane przez nas tylko werbalnie, w pięknych słowach a nie w pięknych czynach i postępowaniu.

W demokracji liczy się głos większości a ta większość niestety dalej będzie raczej popierała PO. Bo przecież są tacy jak ta większość: ze wszystkimi przywarami "homo sovieticus" i tolerująca (nawet poprzez brak reakcji) na co dzień działania nie zawsze zgodne z prawem, również tym moralno-etycznym.

Tak naprawdę stworzyliśmy w Polsce jakąś hybrydę, quasi demokrację, stworzyliśmy quasi państwo, państwo teoretyczne przesiąknięte hipokryzją i dalekie od standardów naprawdę demokratycznych.

Ogłupiający, wszechmocny przekaz medialny 

Zbudowanie tak chorego państwa było możliwe oczywiście współcześnie jedynie dzięki przede wszystkim mediom, które w większości w Polsce są de facto mediami rządowymi . Wielu już pisało (ja też) o tym, że źródłem owej medialnej degrengolady jest szeroko pojmowana "michnikowszczyzna" w znaczeniu jakie nadał jej  Rafał Ziemkiewicz w swojej książce: "Michnikowszczyzna. Zapis choroby".

Niestety szeroko - w sensie źródła jak i sposobu przekazu - rozumiane media/zjawiska ( TV, Radio, Internet, Kino, Prasa, Film, Seriale, Imprezy masowe, Demonstracje, Zebrania modlitewne, Reklama, PR, Publicity, etc.) w sensie werbalnego i pozawerbalnego oddziaływania na zwykłego człowieka stały się już nie czwartą, ale pierwszą władzą. I to władzą potężną. Są już nie tylko źródłem informacji o otaczającym nas świecie, nie tylko przekazują wiedzę, dostarczają rozrywki oraz innych wartości, ale stały się KREATOREM zbiorowych zachowań i określonych sposobów myślenia oraz stylów życia jednostek i ich grup. Niczym „bóg” są zarówno „panem” stworzenia, jak i „panem” unicestwienia większości wszelkich osób, rzeczy, zjawisk i zdarzeń.

Oczywiście ogromne znaczenie przekazu medialnego nie jest niczym nowym. Od początków rozwoju ludzkości przekaz medialny (w rożnej formie) jest jej nieodłącznym elementem. Obok mowy bezpośredniej jest podstawowym, zbiorowym komunikatorem pomiędzy ludźmi, ich zbiorowiskami, organizacjami oraz kastami (rządzący – poddani). Przykładem mogą być starożytne Igrzyska czy tenże teatr.

Niemniej dopiero wiek XX i czas obecny jest dla przekazu medialnego okresem wcześniej niespotykanej świetności i rozwoju. Nie analizując szczegółowo, intuicyjnie możemy powiedzieć, że stało się to możliwe dzięki postępowi techniczno-technologicznemu, którego efektem jest powstanie globalnego społeczeństwa informacyjnego (również nie wnikając w szczegółowe dywagacje na temat określonego jego znaczenia).

Daje to właścicielom i dysponentom owych mediów wprost nieograniczone możliwości władania nad innymi. Daje władzę niemalże absolutną. Przekaz medialny jest bowiem najefektywniejszym instrumentem nie tylko zdobycia i utrzymania władzy politycznej, ale i materialnej oraz duchowej (emocjonalnej) nad człowiekiem. Przekaz ten decyduje też o tym jak postrzegamy świat i co oraz w jaki sposób się o nim dowiadujemy. Jak go de facto interpretujemy.

Łatwo możemy zauważyć, że tak pojmowany przekaz medialny stał  się wprost wymarzonym instrumentem manipulowania tymże człowiekiem oraz jego myśleniem, zachowaniem, doborem oraz hierarchią realizowanych w życiu wartości . Stąd tak ważnym jest różnorodność jego źródeł i wielość sposobów jego artykulacji, czyli - w ogromnym skrócie – Wolność, Odpowiedzialność, Rzetelność i Niezależność Mediów (przekazu medialnego). Czy w sensie idealnego modelu możliwe jest takowe we współczesnym świecie? Nie będę odkrywczy jeżeli powiem, że NIE!.

Ale każdy z nas indywidualnie oraz zbiorowo winien mieć możliwość i umiejętność krytycznego spojrzenia na istotę przekazu medialnego. Powinien dostrzegać jego prawdziwy charakter, ale też sytuację, w której przekaz medialny jest nośnikiem obłudy, fałszu, kłamstwa lub zawoalowanego nacisku socjotechniczno-propagandowego. A jeżeli tego nie potrafi to za niego winny to czynić np. instytucje państwowe (w tym media publiczne) lub niezależni dziennikarze.

Niestety w większości w Polsce media stały się propagandową tubą III RP. Stały się  jej bronią, ją ochraniają, ją kreują a nam przekazują informacje... które po prostu mają nas zmanipulawać.

Bezwartościowy świat medialnych kolorowych snów i prowincjonalizacja Polski

W Polsce kreowany świat przez media to miałkość i prymitywizm wartości… oraz kreowanie postaw takich, które czynią z nas, milionów Polaków bezwolne masy „wiecznie udających szczęśliwych tu i teraz”.

Może nieraz warto się zastanowić dlaczego właśnie w telewizji po raz kolejny do znudzenia leci jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity zamiast serial o bezrobotnym zakładającym firmę i o jego kłopotach? Ku refleksji może też warto zastanowić się dlaczego  w serialach widzimy tylko ciągnące się problemy sercowo-rodzinne w smutnych wersjach ostatecznie? Dlaczego polskie media dołują Polaków zamiast ich promować, wydobywać z nich piękno i powab, pokazywać ludzi sukcesu? Dlaczego polskie media kreują zakompleksianie Polaków zamiast dawać im wiarę w umiejętności i możliwości?

Wielu nas zżyma się, że zamiast "wysokiej kultury" w telewizji czy innych mediach króluje miałkość, tania rozrywka i komercja. Można się zastanawiać, dlaczego,  ale czemu się dziwić? Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca...  Czyż można się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają - poza wielkimi aglomeracjami - na co dzień. W dużych miastach jest jakiś wybór. Zgoda. Ale wielu  żyje we Włocławku, Ustrzykach Dolnych, Kołobrzegu, Kaliszu, Zielonej Górze i innych większych lub mniejszych miastach i wsiach. Tam już "nic nie ma", "nic nie dociera"...

Nie wykształciliśmy Polski Samorządowej! Elitom (pseudoelitom, elytom) nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Miałkim elitom nie zależy na silnych samorządach bo tracą władzę. A nie-Polakom nie zależy na silnej Polsce z oczywistych względów...

Czas na odbudowę, czas na szczęście! 

Może jednak, mimo wszystko nadszedł czas na budowę Nowej Polski, może obecne wyniki wyborów i wszystko to, co działo się wokół nich a także wspomniane na początku fakty są dla nas ostrzeżeniem, niemal takim już ostatecznym dnem, od którego można „albo się odbić albo już niestety utopić ostatecznie”? Może warto dziś jednak udowodnić, że nas – jako Naród – nie można zatopić?

Taka oddolna budowa, odbudowa Polski ma dziś chyba sens głębszy niż nam się wydaje.

Jesteśmy przecież narodem dumnym i mądrym! Nie pozwalaliśmy nigdy sobą manipulować i z nas szydzić! Może teraz jeszcze tego nie widać, ale cała nasza historia to przeszło 1000 letnie Państwo Polskie. Państwo ludzi i Królów, Bohaterów i Męczenników, Ludzi Honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli Ci wichrzyciele i piewcy Wybrańców Narodu! Tak naprawdę to my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości!

Dziś próbuje się z nas zrobić wyjałowioną z wszelkich wartości "rzecz" niezdolną do bycia człowiekiem! Pogrążoną w marazmie i beznadziei.  Mamy być w swojej masie łatwo sterowalnymi, zhomogenizowanymi w zakresie potrzeb zlepkami "istot cokolwiek oddychających jeszcze".

Na szczęście nie da się i nigdy nie dało się z nas - Polaków wyplenić naszej polskości, tradycji, wiary, historii. Nie udało się nikomu zniszczyć naszego narodu.

Powtórzę to, co kiedyś napisałem… Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: „Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, proporcjonalnie do miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu”.

I w tym wszystkim bądźmy szczęśliwi… Szczęście to codzienne odczuwanie własnego istnienia”… Czyli żyjmy tak, abyśmy kładąc się do snu mogli stwierdzić: tak dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem, dałem komuś uśmiech, część siebie, coś zdziałałem dla siebie, moich bliskich i dalszych oraz Mojej Ojczyzny

Najlepszym "lekarstwem" na marazm i przygnębienie jest wiara, nadzieja i miłość... uśmiech, praca i działanie!  Najlepszym "lekarstwem" na głupotę marksizmu jest  walka z nim, walka dobrem, mądrością i miłością...

Ku zastanowieniu i pokrzepieniu…

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com