Chciałbym Państwu zaproponować całość - wedle mnie - świetnego artykułu umieszczonego na portalu Gazety Finansowej pt. "Kwadratura koła odwrotnego rasizmu" autorstwa Roberta Chedy [1]. Warto go przeczytać, aby zrozumieć to, co się dzieje obecnie w USA, ale przecież nie tylko, bo ruch BLM rozlewa się też na kraje europejskie i nie tylko je.
------------------------------
Czy takie zjawisko jak odwrotny rasizm w ogóle istnieje?
Według mainstreamowych mediów popierających ruch BLM z pewnością nie. Jednak problem nienawiści czarnej mniejszości do białej większości Ameryki oraz innych grup etnicznych jest faktem. Mimo wyraźnych chęci upchnięcia „trupa w szafie”.
Jak to się zatem dzieje, że afroamerykańskich demonstrantów nie interesuje uniwersalne hasło: „Wszystkie życia są ważne?” Dlaczego pierwszeństwo ma tylko życie czarnych?
Niepoprawna statystyka
Gdzie szukać przyczyn dzisiejszej fali niepokojów etnicznych, która wstrząsnęła USA? Na ulicach amerykańskich miast rozlega się okrzyk sprzeciwu wobec systemowego lub instytucjonalnego rasizmu białej większości wobec czarnej mniejszości. Na początek nieco danych potwierdzających taki stereotyp. W 2019 r. z rąk policji zginęło tysiąc osób. 24 proc. zabitych było Afroamerykanami. Zgodnie ze statystyką ta grupa rasowa, czyli Amerykanie o czarnym kolorze skóry, stanowi tylko 12 proc. populacji Stanów Zjednoczonych. Nadreprezentacja afroamerykańskich ofiar policji jest widoczna gołym okiem.
Jedna z przyczyn kryje się z pewnością w powszechnym dostępie do broni palnej. W takiej sytuacji każdy policjant przystępujący do interwencji musi zakładać, że napotka uzbrojonego człowieka, a jako że policji z reguły nie interesują spacerowicze, chodzi o uzbrojonych przestępców. I tak jest faktycznie, co akcentują na przykład europejskie media. Wg Deutsche Welle, która sympatyzuje z ruchem BLM, „główną przyczyną stresu amerykańskich policjantów jest fakt, że większość ofiar śmiertelnych wśród stróżów porządku pada od strzałów uzbrojonych bandytów”.
Tymczasem, jak wynika z danych Bureau of Justice Statistics, w 2018 r. Afroamerykanie byli sprawcami 547 tys. morderstw, napadów, grabieży i innych aktów kryminalnej przemocy, głównie w stosunku do białej grupy rasowej. Dla porównania biali Amerykanie popełnili 59 tys. identycznych czynów wobec Afroamerykanów. Jak widać, czarnoskórzy mieszkańcy USA przodują w kryminalnej statystyce, wyprzedzając nie tylko białych „rasistów”, ale także hiszpańskojęzyczną grupę etniczną. Latynosi mogli się „pochwalić” w 2018 r. 365 tys. czynów kryminalnych.
Z kolei, wg portalu American Thinker, policja niezwykle rzadko używa broni palnej przeciwko nieuzbrojonym Afroamerykanom. Wręcz odwrotnie, choć 40 proc. policjantów ginie rocznie z rąk czarnoskórych bandytów. Wreszcie zgodnie z danymi departamentu sprawiedliwości, amerykański policjant ma 18,5-krotnie większą szansę zginąć z rąk czarnoskórego uzbrojonego napastnika, niż bezbronny Afroamerykanin paść śmiertelną ofiarą policji. Zamiast jednak koncentrować się na brutalności amerykańskich stróżów, co jest jednym fundamentów ruchu BLM, warto zgłębić przyczyny, dla których Afroamerykanie tak często trafiają na celowniki policyjnej broni.
Stereotyp afroamerykańskiego przestępcy nie wziął się z sufitu. Czarnoskórzy Amerykanie żyją w zamkniętych gettach, które charakteryzują się z reguły trudnymi warunkami socjalnymi. Mówiąc wprost, Afroamerykanie żyją w biedzie, a całą społeczność cechuje niski poziom wykształcenia. Różnice w poziomie życia z innymi grupami etnicznymi, na czele z białą, najlepiej oddają dwa wskaźniki. Pierwszym jest pułap rocznych dochodów. Jeśli białe gospodarstwo domowe osiąga średnio 71 tys. dol. rocznie, afroamerykańska rodzina musi się zadowolić dochodem w wysokości 40 tys. dol.
Inaczej wygląda także statystyczna długość życia. Przeciętny Afroamerykanin spędza na tym świecie trzy i pół roku mniej od białego obywatela USA. Przyczyna kryje się w dostępie do usług medycznych. 10 proc. czarnoskórych Amerykanów nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Nie może zatem dziwić wyższa śmiertelność tej grupy rasowej podczas epidemii koronawirusa. Stanowiła 23 proc. ofiar śmiertelnych infekcji COVID-19. Być może taka sytuacja tłumaczy wybuch emocji wywołanych śmiercią George'a Floyda z rąk białego policjanta. W żaden sposób nie wyjaśnia zjawiska odwrotnego rasizmu, który wydostał się na ulice amerykańskich miast z niesłychaną siłą.
Czarny rasizm
Czym jest odwrotny rasizm, o ile w ogóle istnieje? Tak bowiem twierdzą poprawne politycznie media USA. Tego, że czarnoskórzy aktywiści ruchu BLM Black Lives Matter (Życie Czarnych jest Ważne) nie lubią białych, nie da się ukryć. Podobnie jak tego, że swojej nieskrywanej pogardy dla innych grup etnicznych, na czele z Żydami, Afroamerykanie w ogóle nie uważają za rasizm. Być może jedna z przyczyn tkwi w fakcie, że powstały w 2014 r. ruch BLM czerpie ideologicznie z doświadczeń radykalnego poprzednika, którym były Czarne Pantery. Fenomen lat 60. XX w. uważał uliczną przemoc za najlepszą metodę walki o równouprawnienie czarnoskórych mieszkańców USA.
W porównaniu z emancypacyjnymi działaniami sprzed półwiecza obecnie występują ogromne różnice. Co by nie powiedzieć o Czarnych Panterach, ich przemoc była silnie umotywowana radykalną ideologią, ale wrogiem był biały establishment, a nie wszyscy biali. Tymczasem dziś można podzielić uczestników protestów na trzy grupy. Pierwsza z nich bardzo świadomie żąda od władz amerykańskich systemowych rozwiązań zmieniających na lepsze sytuację życiową wszystkich Afroamerykanów. Począwszy od dostępu do edukacji i usług medycznych, do stworzenia ścieżki kariery, a więc społecznego awansu. Druga grupa to umowni pomocnicy. W burzliwych demonstracjach biorą udział biali obywatele, a w praktyce przedstawiciele wszystkich grup etnicznych, które składają się na naród w amerykańskim pojęciu.
Wreszcie w ich cieniu znalazły się tysiące zwykłych bandytów i dziesiątki tysięcy maruderów, których jedynym celem stała się grabież cudzego dobra. Co symptomatyczne, na trasie przemarszu protestów na witrynach sklepów, punktów usługowych i miejsc innej działalności gospodarczej często widniały plakaty następującej treści: „To biznes należący do czarnego” lub „Właściciel jest Afroamerykaninem”. Z reguły nie zapobiegały one jednak zniszczeniom i rozgrabieniu. Tymczasem, jak przyznają amerykańscy socjologowie, nawet grupa rabusiów działa z silnym podtekstem ideologicznym. W myśl bolszewickiej zasady „grab zagrabione”, przyznaje sobie prawo do zaboru cudzego mienia lub jego zniszczenia w odwecie za wieki czarnego niewolnictwa. Pierwszą i drugą grupę stanowią wyłącznie Afroamerykanie. Obie cechuje silna agresja wobec wszystkich białych, nie wyłączając pomocników i sympatyków ruchu BLM. Ten aspekt obecnych protestów jest tak niepoprawny politycznie i skandaliczny, że cenzurują go wszystkie liberalne media wspierające uliczny wybuch. Tymczasem w kadrach nagranych telefonami często słychać wezwania do rozprawy ze wszystkimi białymi. Podobnie jak w kadry kamer telewizyjnych nie trafiają dziesiątki haseł „Do diabła z białą Ameryką”. Setki napisów na wrakach spalonych samochodów oraz na ścianach rozgrabionych marketów głoszą „Precz z białymi”. Nie wspominając o postumentach zdewastowanych pomników amerykańskiej historii oraz o niszczeniu cmentarzy żołnierzy walczących z nazizmem i komunizmem.
Gdybyż czynnym i ideologicznym napaściom podlegali przeciwnicy BLM, wszystko mieściłoby się w normie brutalnej walki politycznej. Jednak gdy afroamerykańscy aktywiści z jednakową pogardą odnoszą się do białych sympatyków rasowego równouprawnienia, sytuacja skłania co najmniej do refleksji nad celami ruchu i całej mniejszości rasowej. Jak tłumaczą się czarnoskórzy aktywiści, udział białych w nieswoich demonstracjach odwraca uwagę od ich istoty. Ponadto tylko Afroamerykanie mają moralne prawo wypowiadania się w swoich sprawach.
Tyle, że taka postawa niszczy fundament amerykańskiego narodu. Jest nim przecież „piec hutniczy”, w którym wytapiało się jednorodne społeczeństwo. Ameryka jest państwem, w którym o przynależności do narodu decydują wspólne wartości, takie jak patriotyzm, równe szanse kariery oraz poszanowanie wolności jednostki zagwarantowane przez prawo własności i demokratyczne porządek. Tymczasem przekaz BLM, jak wskazuje nazwa ruchu, mówi, że dla Afroamerykanów ważne jest tylko ich życie, a nie los wszystkich Amerykanów.
Wszyscy czy tylko czarni?
To nie teoria. Niestety to prawda. Zupełnie inny krajobraz wyłania się z telewizyjnych relacji, stopnia poparcia BLM w mainstreamowych mediach, a jeszcze bardziej z reakcji użytkowników sieci. Wszystkie pozwalają przypuszczać, że protesty przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy stały się nową, uniwersalną wartością jednoczącą Amerykę. W trudnych czasach próby, jaką stała się epidemia koronawirusa, walka o równe prawa integruje wszystkich Amerykanów, bez względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne, czy wyznawaną religię. Nic bardziej mylnego. BLM dzieli Amerykę, niszcząc jej dotychczasowy fundament. Tymczasem od lat 60. ubiegłego wieku dyskurs o rasizmie jest stałym i wcale nie wstydliwym tematem publicznej wymiany poglądów. Winę za niewolnictwo oraz za jego współczesne konsekwencje przyznały wszystkie liczące się nurty amerykańskiej polityki, o demokratycznych instytucjach nie wspominając.
Badania socjologiczne przeprowadzone w 2011 r. jednoznacznie udowodniły taki stosunek amerykańskiego społeczeństwa do swojej własnej historii. Jednocześnie psychologowie Michael Norton i Samuel Sommers, którzy analizowali sondę, wysłali sygnał ostrzegawczy. Czarna społeczność żyje uprzedzeniami wobec białej większości, która w coraz większym stopniu odczuwa wrogość Afroamerykanów. Tym niemniej wydawało się, że nastroje stonowała prezydentura Baracka Obamy. Dwie kadencje Afroamerykanina w Białym Domu ukazały również, jaką ewolucję przeszła biała społeczność, dla której kolor skóry przestał być wyznacznikiem statusu społecznego. Doszło do tego, że liberalni myśliciele ogłosili początek ery „postrasowej Ameryki”. I tak było ponieważ, jak wskazuje analiza medialna, problem rasizmu był omawiany publicznie z jeszcze większą intensywnością niż na początku XXI w. Jednak próba wprowadzenia w obieg hasła równouprawniającego wszystkich Amerykanów poniosła druzgocącą klęskę z powodu totalnego odrzucenia przez czarnoskórą mniejszość rasową USA. Hasło brzmiało: ALM-All Lives Matter, czyli Wszystkie Życia są Ważne. Zaskoczenie? Znany bloger i prankster Joey Salads przeprowadził pouczający eksperyment. Z tablicą na piersi o treści „Black Lives Matter” namawiał mieszkańców białych rejonów Nowego Jorku do poparcia ruchu. Był 2016 r. i zgodę wyrażało niewielu pytanych, twierdząc jednak, że nie rozróżniają ludzi w zależności od koloru ich skóry.
Następnie z identyczną tabliczką, tyle że o treści „All Lives Matter” udał się w tym samym celu do czarnego Harlemu. Jak wspominał, dobrze, że wyszedł z tej próby żywy, co zawdzięcza szybkiej ucieczce przed agresywnym tłumem Afroamerykanów. Pod archiwalnym nagraniem eksperymentu na YouTube można dziś znaleźć komentarz: „Spróbowałbyś to powtórzyć w Minneapolis–2020”. Jak podkreślają komentatorzy, podczas obecnych protestów żaden z aktywistów nie nawiązał nawet do hasła ALM! Problem w tym, że radykalizacja afroamerykańskiej społeczności posunęła się tak daleko, że obecnie tolerancja wyrażana na europejski sposób, a więc w codziennych sprawach, nie wystarcza. BLM żąda czegoś więcej. Czarnoskóra społeczność nie postrzega swojego stosunku do białych jako rasizm. Tłumaczy, że takowego doznaje tylko ona, ze strony państwa, które nie zrobiło dostatecznie wiele, aby zmniejszyć ich socjalną i ekonomiczną dyskryminację.
Dlatego jeden z ideologów afroamerykańskiej diaspory Ibram X. Kendi do sztandaru „Życie Czarnych jest Ważne” dodaje hasło: „Milczenie białych to przemoc”. Autor podręcznika „Jak zostać antyrasistą” uważa: „Bierne poparcie obecnej sytuacji to tak, jakby biali mówili tylko, że nie popierają niewolnictwa czarnych, ale nie walczyliby o jego zniesienie w wojnie secesyjnej, która by nie wybuchła”. Jak twierdzi Kendi, „Zwykłe niebycie rasistą już nie wystarcza”. Poparcie dla Afroamerykanów może wyrazić tylko aktywne działanie, bo na pośrednią postawę nie ma już w USA miejsca. Faktycznie presja, jaką wywarły na wszystkich Amerykanach obecne protesty, okazała się ogromna. Jeszcze więcej zrobiło dla BLM poparcie liberalnych mediów oraz przekaz sieciowy. Teraz z rasizmem walczą wszyscy. Od zwykłych obywateli, którzy wymieniają pomiędzy sobą listy obowiązkowych lektur, przez wielkie korporacje, które na wyścigi deklarują swój pozytywny stosunek do naboru czarnoskórych pracowników. Wiele miejsca zajmuje autocenzura mediów, które jak ognia unikają łatki rasistowskiej, w publikowanych przez siebie treściach lub emitowanych programach.
Jeszcze większym szokiem jest zachowanie elit politycznych. Demokratyczni senatorowie i kongresmeni więcej obecnie klęczą oddając hołd ofiarom policyjnej przemocy, niż uchwalają ustaw. Z Kapitolu znikają pomniki liderów Konfederacji, a władze Minneapolis rozwiązują policję. Kiedy zatrzyma się to szaleństwo? Odpowiedź jest prosta. Wtedy, gdy Stany Zjednoczone wypracują nowy konsensus społeczny. Tyle że poprzedni, który powstał po Wojnie Secesyjnej połowy XIX w. był owocem długiej debaty obywatelskiej. Jego podstawą jest wolne starcie poglądów po to, aby wyłonił się kompromis zadowalający wszystkich Amerykanów. Dziś ruch BLM mówi, że na jakąkolwiek debatę nie ma miejsca, co udowodnił, paląc i grabiąc miasta Ameryki. Afroamerykanie nie pójdą przecież na kompromis z innymi grupami etnicznymi USA, uważając je za rasistowskie.
W tym kontekście warto się wsłuchać w opinię francuskiego portalu. Valeurs Actuelles uważa ruch BLM i postawę Afroamerykanów za instrument w rękach liberalnych elit i lewicowych intelektualistów USA. Odwrotny rasizm czarnoskórych to doskonałe narzędzie wiktymizacji, czyli wmówienia nieistniejących win, a więc odpowiedzialności narodu amerykańskiego za niepopełnione grzechy.
Do czego naprawdę prowadzi taka sytuacja? Obecnie do nasilenia aktów czarnej przemocy nad białymi, czego pokazywania jak ognia unikają media. W odgórnej grze rasizmem chodzi tylko i wyłącznie o stworzenie tzw. antyrasistowskiego paradoksu. To wywołanie przemocą stanu obywatelskiego szoku poprzez ciągłe oskarżanie białej większości, czyli domniemanych rasistów, o sytuację, w jakiej znajduje się czarnoskóra mniejszość. Drugą stroną medalu jest ciągłe ukazywanie Afroamerykanów jako głównej ofiary amerykańskiego konsensusu społecznego. Stąd wynika potrzeba zmiany amerykańskiego systemu demokratycznych instytucji, tak aby systemowy rasizm wreszcie zanikł. Tyle, że to niemożliwe, bowiem Afroamerykanom jest wygodniej w roli ofiary niż równoprawnego członka narodu amerykańskiego. Świadczy o tym najdobitniej opublikowany w sieci list otwarty amerykańskiego policjanta.
„Wychowałem się i żyję na Brooklynie”, pisze czarnoskóry cop, dodając, że to, o czym mówi, jest szokiem dla jego czarnoskórych braci. Po czym wymienia mity rasizmu, którego ofiarami są Afroamerykanie. Od przemocy policji, przez nierówne szanse kariery, po systemową dyskryminację. Zdaniem coraz większej liczby czarnoskórych aktywistów problem leży w rachunku opłacalności. Afroamerykanie bez własnej pracy, codziennych, a więc systematycznych starań, osiągają w chwili obecnej więcej przywilejów. Dużo więcej, niż gdyby spróbowali się zintegrować z resztą społeczeństwa, wykorzystując istniejące możliwości oferowane przez amerykański „piec hutniczy”. To prawda, że czarnoskóra ludność przez trzy wieki była dyskryminowana, a nawet prześladowana. Jednak od czasu zniesienia niewolnictwa minęło 150 lat. Od czasu zaprzestania segregacji rasowej 70 lat. Czas zatem brać się do pracy, mówi amerykański gliniarz i dodaje z goryczą: jedyną rzeczą, która jak na razie wychodzi Afroamerykanom najlepiej, jest wzajemne mordowanie. Nawet policja jest niepotrzebna dla takich fachowców jak czarni bracia.
------------------------------------
Tyle artykuł, który chyba dość dobrze tłumaczy to, co widzimy szczególnie na amerykańskich ulicach. Pogrubiłem te kwestie, które skrótowo najlepiej oddają myślenie członków ruchu BLM i te, które uznałem za najważniejsze.
Warto jednak dodać, że do ruchu BLM doczepiły się wszystkie radykalne ruchy neokomunistyczne jak niby antyfaszystowska Antifa, która jest tak naprawdę faszystowska w stosunku do inaczej myślących i także jest popierana przez wszelkie lewacko-demoliberalne media.
Polecam też wykład K. Karonia o tzw. tolerancji wyzwalającej (represywnej), która zakłada nietolerancję lewicowych demoliberałów wobec wszelkich tradycyjnych poglądów konserwatywnych i prawicowych [2]. Sądzę, że zarówno ideologię BLM jako przejaw odwrotnego rasizmu jak i np. szeroko rozumiane ideologiczne ruchy LGBTQ+ idealnie zostały już opisane w ramach tejże tolerancji wyzwalającej i dlatego też warto wysłuchać K. Karonia. Może to również naświetli nam dzisiejszy neomarksistowski w dużej mierze świat.
[1] https://gf24.pl/wydarzenia/swiat/item/2780-kwadratura-kola-odwrotnego-rasizmu
[2] https://wiedzaspoleczna.pl/tolerancja-represywna-herbert-marcuse/
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demoliberalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demoliberalizm. Pokaż wszystkie posty
piątek, 10 lipca 2020
piątek, 9 lutego 2018
Demokracja? Ki diabeł? I coś o lewactwie...
Dzisiaj krótko.
W słynnej, polskiej i jednej z najlepszych komedii "Sami swoi" Leonia Pawlak w pewnym momencie - dając Kazimierzowi granaty do Sądu - stwierdza: "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".
Przez nas wszystkich wówczas i chyba dzisiaj był to przedni, ale ciepły żart, z którego się śmieliśmy i dalej śmiejemy. W zamierzeniach twórców filmu był to absurd, absurd nierealny i niejako satyrycznie godny potępienia. Chyba - oglądając ten film - nawet współcześnie wydaje nam się, oczywiście jako Polakom, to surrealistyczne i humorystyczne.
Niestety tamten kadr z filmu obecnie wśród elit demoliberalnych jest jak najbardziej realny i rzeczywisty.
Bo jak inaczej można odnieść się do decyzji PE dotyczącej dymisji R. Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego tej unijnej instytucji.
Parafrazując stwierdzenie Leonii Pawlak, dziś globalni i ideologiczni lewaccy demoliberałowie, politpoprawni totalitaryści wyznają bowiem zasadę: "Demokracja demokracją, ale demokratyczna racja musi być po naszej stronie".
Czyż tak nie jest?
Odwołam się do Ryszarda Czarneckiego, który stwierdził: "Gdyby nie zmiana trybu głosowania, że nagle głosy wstrzymujące zostały, owszem, uznane za ważne, aby było kworum, a już są nieważne przy obliczaniu dwóch trzecich, to dalej byłbym wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego" [1].
Z czym więc mamy do czynienia?
Z czymś niezrozumiałym, które elity unijne i chyba ogólnie globalne uznają za normalne: można zmieniać niby demokratyczne prawo tak, żeby te niby demokratyczne głosy pozwalały na uzyskanie zamierzonego i ustalonego przez nich efektu. To jakaś aberracja i kompletne zlekceważenie wszelkich uznawanych przez wszystkich pierwotnych tzw. wartości demokratycznych związanych z samą istotą demokracji, zarówno sensu stricto, jak i sensu largo. To neomarksistowska "dyktatura proletariatu", z tym że owym "proletariatem" są dziś elity, są globalnie rządzący i decydujący o losie nas wszystkich.
Czy ktoś jeszcze pamięta, że w Polsce taką totalitarną demokrację wprowadził już neomarksistowski, uratowany w okresie wojennym przez Polaków o nazwisku Geremek a mimo to skrajnie antypolski Żyd Bronisław Geremek, kiedy w trakcie procesu wyborczego w 1989 roku zmienił prawo tak, aby jednak krajowa lista postkomunistów - mimo prawnej i wyborczej porażki – dostała się do Sejmu?
Czy ktoś jeszcze pamięta referendum unijno-traktatowe w Irlandii. Irlandczycy w demokratycznych wyborach powiedzieli zdecydowane "nie", ale oczywiście demoliberalne i lewacko-postmarksistowskie elity nie przyjęły do wiadomości tegoż faktu... bo nie był zgodny z ich oczekiwaniami. Więc co zrobili? A piać zarządzili ponowne głosowanie i gdy wynik był dla nich korzystny to je uznali za ostateczne. Sądzę, że gdyby nawet to drugie głosowanie było dla nich niekorzystne, to... za każdą cenę przeprowadziliby następne aż do przewidzianego przez nich skutku.
Podobnie było z tzw. Konstytucją Europejską. Jak się okazało, że Francuzi i Holendrzy powiedzieli "nie" to samozwańcze skretyniałe i mitomańskie lewackie elity zmieniły nazwę owej konstytucji na "Traktat Lizboński" i zarządzili ponowne głosowania, które tak przygotowali, aby w końcu zmusić wszystkie kraje unijne do jego przyjęcia.
Dla nich demokracja jest wtedy, kiedy uznają, że dane wydarzenie jest wedle nich demokratyczne tak jak Żydzi uznają za tzw. "antysemitów" tych, których oni sami za takowych uznają. To tkwi w ich głowach: "wyższość" nad wyborczym motłochem.
To jest ideologiczno-mentalno-kulturowo-duchowy neokomunistyczny totalitaryzm i to totalitaryzm jeszcze gorszy niż komunizm wojenny. Pisałem o tym wielokrotnie, ostatnio m.in. tak:
"Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.
Nigdy nie byłem i nie jestem demokratą. Uważam, że jest to najgorszy i anaturalny ustrój formułujący zasady współżycia społecznego. Natomiast pierwotna idea bez-przymiotnikowej demokracji jeszcze mogłaby być przez wielu akceptowalna, natomiast jej współczesna wersja, wersja tzw. demokracji liberalnej (lewacki i totalitarny demoliberalizm) jest jeszcze gorsza, jest po prostu antyludzka i jest największym koszmarem jaki dziś spotyka niemal wszystkie narody. Jest duchowym, moralnym, kulturowym i intelektualnym ludobójstwem na ludzkości. I wszyscy jej liderowi piewcy i cyniczni wyznawcy winni być traktowani jako morderczy ludobójcy, ludobójcy ducha i umysłu, ludobójcy naturalnego człowieczeństwa.
To na razie tyle...
I jeszcze ku refleksji. Warto nieraz oglądać filmy animowane dla dzieci stworzone przez chorych demoliberałów, szczególnie te prześmiewcze i najbardziej lubiane. To tam już rozgrywa się "aksamitna i perfidna" batalia kulturowych neomarksistów, neokomunistów o dusze i sposób myślenia tych najmłodszych.
Cała seria "Pingwinów z Madagaskaru" i wszelkich innych filmików z "Madagaskarem" (warto wygooglować z czym się "je i kojarzy" ów Madagaskar) w tle czy też np. "Król Julian". Nie pisałbym akurat o tym dzisiaj, ale wczoraj właśnie oglądałem tegoż "Króla Juliana". Cały odcinek był poświęcony deprecjacji rodziny i pozytywnej promocji możliwości np. "kupowania przez rodziców brata dla Juliana". Przez 20 minut ten - notabene przesympatyczny - Julian negatywnie i kategorycznie szyderczo odnosił się do swoich rodziców a w pewnym momencie stwierdził: "Jak oni mogą być rodzicami, czy na to nie ma jakichś egzaminów".
Śmieszne? Może dla niektórych, ale zalecałbym głębszą refleksję. Jednym z haseł lewackich, kulturowych marksistów jest deprecjonowanie człowieka i uważanie go za zło niszczące planetę. Stąd koszmarna idea tzw. "zrównoważonego rozwoju", stąd obwinianie nas - ludzi o mityczne ocieplenie klimatu (czy ktoś jeszcze pamięta kampanię straszenia "dziurą ozonową"? - znikła, bo takowej nie było a była tylko wymysłem demoliberalnych idiotów), stąd postulaty o ograniczeniu ludzkiej populacji i też naszej prokreacji, stąd większa dbałość o karpie, zwierzęta, drzewa, powietrze czy ogólnie środowisko niż dbałość o ludzkie życie (też te nienarodzone), stąd eugenika, eutanazja i aborcja czy promowanie antykoncepcji i tzw. supremacji ludzkiej woli, choćby była dewiacyjnie sprzeczna z naturą (np. homoseksualizm, pedofilia, zoofilia - podobno już powstał pierwszy "burdel" dla ludzi, w którym "dziwkami" są psy, tak psy!!!). Chore? To mało powiedziane... jak hipokrytycznie chore jest akceptowanie przez te same "ekologiczne" elity żydowskich, rytualnych zarzynań zwierzyny... to jest dobre a rodzenie dzieci złe?
Czyż wobec tego nie czekają nas zatem w przyszłości - o czym humorystycznie wspomniał "Król Julian" – egzaminy na rodzica, egzaminy, które będą nam zezwalały lub zabraniały posiadania dzieci? Kto będzie o tym decydował i jakie będą kryteria? Gdzie się podzieje wychowanie dzieci? Pytania chyba retoryczne...
Warto też prześledzić twórczość w większości żydowskich, hollywoodzkich lub innych wytwórni filmowych... Już od lat 60-tych ich filmy są odzwierciedleniem chorych i antychrześcijańskich oraz podprogowo promujących globalne zarządzanie i sterowanie ludźmi idei. Nasza "Seksmisja", "Matrix", "Harrison Bergeron" (szczególnie polecam), "Gamer", "Geostorm", "Push", "Operatorzy umysłu", filmy katastroficzne i przepowiadające inwazję "obcych" i wiele innych... to filmy przepowiadające oczekiwaną przez globalistów przyszłość: np. 500 mln ludzi zarządzanych przez "garstkę wybranych". Tak modeluje i przygotowuje się nas na stanie się przez nas niewolnikami, podludźmi...
Czy tego chcemy i jaki ma to związek z "władzą ludu", demokracją? I czym współcześnie jest ta demokracja? "Ki diabeł"?
P.S.
Wczoraj po raz kolejny obejrzałem jeden z moich ulubionych filmów pt.: "Misery"z roku 1990. Obejrzałem go po wielu latach, ale teraz zauważyłem, iż główna, negatywna, psychopatyczna i ludzko odrażająca bohaterka przez cały film na sweterku nosiła katolicki "Krzyż Chrystusa". Czy to był przypadek? Wątpię. Przecież katolicy noszą swoje święte medaliki na gołym ciele, pod ubraniem... I nie mogę znaleźć hollywoodzkich produkcji, gdzie Żyd lub Żydzi byliby bohaterami negatywnymi a ich Menora ukazana byłaby w złym świetle. Ktoś możne zna?
[1] https://wpolityce.pl/polityka/380466-czarnecki-ujawnia-kulisy-odwolania-go-z-funkcji-wiceszefa-pe-docieraly-do-mnie-glosy-ze-gdybym-sie-pokajal-zachowalbym-stanowisko
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/01/czy-zmierzamy-we-wasciwym-kierunku.html
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
W słynnej, polskiej i jednej z najlepszych komedii "Sami swoi" Leonia Pawlak w pewnym momencie - dając Kazimierzowi granaty do Sądu - stwierdza: "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".
Przez nas wszystkich wówczas i chyba dzisiaj był to przedni, ale ciepły żart, z którego się śmieliśmy i dalej śmiejemy. W zamierzeniach twórców filmu był to absurd, absurd nierealny i niejako satyrycznie godny potępienia. Chyba - oglądając ten film - nawet współcześnie wydaje nam się, oczywiście jako Polakom, to surrealistyczne i humorystyczne.
Niestety tamten kadr z filmu obecnie wśród elit demoliberalnych jest jak najbardziej realny i rzeczywisty.
Bo jak inaczej można odnieść się do decyzji PE dotyczącej dymisji R. Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego tej unijnej instytucji.
Parafrazując stwierdzenie Leonii Pawlak, dziś globalni i ideologiczni lewaccy demoliberałowie, politpoprawni totalitaryści wyznają bowiem zasadę: "Demokracja demokracją, ale demokratyczna racja musi być po naszej stronie".
Czyż tak nie jest?
Odwołam się do Ryszarda Czarneckiego, który stwierdził: "Gdyby nie zmiana trybu głosowania, że nagle głosy wstrzymujące zostały, owszem, uznane za ważne, aby było kworum, a już są nieważne przy obliczaniu dwóch trzecich, to dalej byłbym wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego" [1].
Z czym więc mamy do czynienia?
Z czymś niezrozumiałym, które elity unijne i chyba ogólnie globalne uznają za normalne: można zmieniać niby demokratyczne prawo tak, żeby te niby demokratyczne głosy pozwalały na uzyskanie zamierzonego i ustalonego przez nich efektu. To jakaś aberracja i kompletne zlekceważenie wszelkich uznawanych przez wszystkich pierwotnych tzw. wartości demokratycznych związanych z samą istotą demokracji, zarówno sensu stricto, jak i sensu largo. To neomarksistowska "dyktatura proletariatu", z tym że owym "proletariatem" są dziś elity, są globalnie rządzący i decydujący o losie nas wszystkich.
Czy ktoś jeszcze pamięta, że w Polsce taką totalitarną demokrację wprowadził już neomarksistowski, uratowany w okresie wojennym przez Polaków o nazwisku Geremek a mimo to skrajnie antypolski Żyd Bronisław Geremek, kiedy w trakcie procesu wyborczego w 1989 roku zmienił prawo tak, aby jednak krajowa lista postkomunistów - mimo prawnej i wyborczej porażki – dostała się do Sejmu?
Czy ktoś jeszcze pamięta referendum unijno-traktatowe w Irlandii. Irlandczycy w demokratycznych wyborach powiedzieli zdecydowane "nie", ale oczywiście demoliberalne i lewacko-postmarksistowskie elity nie przyjęły do wiadomości tegoż faktu... bo nie był zgodny z ich oczekiwaniami. Więc co zrobili? A piać zarządzili ponowne głosowanie i gdy wynik był dla nich korzystny to je uznali za ostateczne. Sądzę, że gdyby nawet to drugie głosowanie było dla nich niekorzystne, to... za każdą cenę przeprowadziliby następne aż do przewidzianego przez nich skutku.
Podobnie było z tzw. Konstytucją Europejską. Jak się okazało, że Francuzi i Holendrzy powiedzieli "nie" to samozwańcze skretyniałe i mitomańskie lewackie elity zmieniły nazwę owej konstytucji na "Traktat Lizboński" i zarządzili ponowne głosowania, które tak przygotowali, aby w końcu zmusić wszystkie kraje unijne do jego przyjęcia.
Dla nich demokracja jest wtedy, kiedy uznają, że dane wydarzenie jest wedle nich demokratyczne tak jak Żydzi uznają za tzw. "antysemitów" tych, których oni sami za takowych uznają. To tkwi w ich głowach: "wyższość" nad wyborczym motłochem.
To jest ideologiczno-mentalno-kulturowo-duchowy neokomunistyczny totalitaryzm i to totalitaryzm jeszcze gorszy niż komunizm wojenny. Pisałem o tym wielokrotnie, ostatnio m.in. tak:
"Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.
Chore ideologicznie, postmarksistowskie
i wyobcowane elity unijne chcą tej drugiej, anaturalnej i sztucznie
wykreowanej Europy czyli inaczej ZSRR-bis w postaci „Związku
Socjalistycznych Republik (Landów) Europejskich”.
Na przeszkodzie realizacji tej utopii
stoją kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które już przeżywały
ideologiczny komunizm i zauważają, iż obecna ingerencja
brukselskich elit w wewnętrzne sprawy narodów i państw staje się
jeszcze większa i twórczo – poprzez idee A. Gramsciego, A.
Spinelliego i Szkoły Frankfurckiej - rozwinięta niż nawet
ingerencja Komisarzy Ludowych i przywódców ZSRR.
I też ta ingerencja jest o wiele
groźniejsza bowiem dotyczy przede wszystkim – mówiąc językiem
K. Marksa – nadbudowy, czyli ogółu instytucji, działań, form
świadomości społecznej całej Europy. Obejmuje państwo i organy
jego działania, instytucje wychowania i kształcenia, naukę,
religię, rodzinę, prawo, moralność, sztukę, filozofię, doktryny
społeczne i polityczne i wiele innych. Jest to m.in. ziszczeniem
słynnego komunistyczno-lewackiego „marszu przez instytucje”
nakazanego przez A. Gramsciego i budowaniem nowego „postępowego”
i pustego wewnętrznie człowieka pozbawionego wartości, własnych
osądów i własnej religii, moralności, tradycji, więzów
rodzinnych i społecznych, własnej kultury i tożsamości
narodowo-historycznej, etyczno-moralnych norm postępowania.
Człowieka wyzutego z człowieczeństwa i podmiotowości
indywidualnej i zbiorowej, człowieka zatomizowanego i w dużej
mierze pozbawionego wszelkiej własności oraz spauperyzowanego i
ubezwłasnowolnionego – poprzez szeroko rozumianą lichwę –
finansowo [2].
Nigdy nie byłem i nie jestem demokratą. Uważam, że jest to najgorszy i anaturalny ustrój formułujący zasady współżycia społecznego. Natomiast pierwotna idea bez-przymiotnikowej demokracji jeszcze mogłaby być przez wielu akceptowalna, natomiast jej współczesna wersja, wersja tzw. demokracji liberalnej (lewacki i totalitarny demoliberalizm) jest jeszcze gorsza, jest po prostu antyludzka i jest największym koszmarem jaki dziś spotyka niemal wszystkie narody. Jest duchowym, moralnym, kulturowym i intelektualnym ludobójstwem na ludzkości. I wszyscy jej liderowi piewcy i cyniczni wyznawcy winni być traktowani jako morderczy ludobójcy, ludobójcy ducha i umysłu, ludobójcy naturalnego człowieczeństwa.
To na razie tyle...
I jeszcze ku refleksji. Warto nieraz oglądać filmy animowane dla dzieci stworzone przez chorych demoliberałów, szczególnie te prześmiewcze i najbardziej lubiane. To tam już rozgrywa się "aksamitna i perfidna" batalia kulturowych neomarksistów, neokomunistów o dusze i sposób myślenia tych najmłodszych.
Cała seria "Pingwinów z Madagaskaru" i wszelkich innych filmików z "Madagaskarem" (warto wygooglować z czym się "je i kojarzy" ów Madagaskar) w tle czy też np. "Król Julian". Nie pisałbym akurat o tym dzisiaj, ale wczoraj właśnie oglądałem tegoż "Króla Juliana". Cały odcinek był poświęcony deprecjacji rodziny i pozytywnej promocji możliwości np. "kupowania przez rodziców brata dla Juliana". Przez 20 minut ten - notabene przesympatyczny - Julian negatywnie i kategorycznie szyderczo odnosił się do swoich rodziców a w pewnym momencie stwierdził: "Jak oni mogą być rodzicami, czy na to nie ma jakichś egzaminów".
Śmieszne? Może dla niektórych, ale zalecałbym głębszą refleksję. Jednym z haseł lewackich, kulturowych marksistów jest deprecjonowanie człowieka i uważanie go za zło niszczące planetę. Stąd koszmarna idea tzw. "zrównoważonego rozwoju", stąd obwinianie nas - ludzi o mityczne ocieplenie klimatu (czy ktoś jeszcze pamięta kampanię straszenia "dziurą ozonową"? - znikła, bo takowej nie było a była tylko wymysłem demoliberalnych idiotów), stąd postulaty o ograniczeniu ludzkiej populacji i też naszej prokreacji, stąd większa dbałość o karpie, zwierzęta, drzewa, powietrze czy ogólnie środowisko niż dbałość o ludzkie życie (też te nienarodzone), stąd eugenika, eutanazja i aborcja czy promowanie antykoncepcji i tzw. supremacji ludzkiej woli, choćby była dewiacyjnie sprzeczna z naturą (np. homoseksualizm, pedofilia, zoofilia - podobno już powstał pierwszy "burdel" dla ludzi, w którym "dziwkami" są psy, tak psy!!!). Chore? To mało powiedziane... jak hipokrytycznie chore jest akceptowanie przez te same "ekologiczne" elity żydowskich, rytualnych zarzynań zwierzyny... to jest dobre a rodzenie dzieci złe?
Czyż wobec tego nie czekają nas zatem w przyszłości - o czym humorystycznie wspomniał "Król Julian" – egzaminy na rodzica, egzaminy, które będą nam zezwalały lub zabraniały posiadania dzieci? Kto będzie o tym decydował i jakie będą kryteria? Gdzie się podzieje wychowanie dzieci? Pytania chyba retoryczne...
Warto też prześledzić twórczość w większości żydowskich, hollywoodzkich lub innych wytwórni filmowych... Już od lat 60-tych ich filmy są odzwierciedleniem chorych i antychrześcijańskich oraz podprogowo promujących globalne zarządzanie i sterowanie ludźmi idei. Nasza "Seksmisja", "Matrix", "Harrison Bergeron" (szczególnie polecam), "Gamer", "Geostorm", "Push", "Operatorzy umysłu", filmy katastroficzne i przepowiadające inwazję "obcych" i wiele innych... to filmy przepowiadające oczekiwaną przez globalistów przyszłość: np. 500 mln ludzi zarządzanych przez "garstkę wybranych". Tak modeluje i przygotowuje się nas na stanie się przez nas niewolnikami, podludźmi...
Czy tego chcemy i jaki ma to związek z "władzą ludu", demokracją? I czym współcześnie jest ta demokracja? "Ki diabeł"?
P.S.
Wczoraj po raz kolejny obejrzałem jeden z moich ulubionych filmów pt.: "Misery"z roku 1990. Obejrzałem go po wielu latach, ale teraz zauważyłem, iż główna, negatywna, psychopatyczna i ludzko odrażająca bohaterka przez cały film na sweterku nosiła katolicki "Krzyż Chrystusa". Czy to był przypadek? Wątpię. Przecież katolicy noszą swoje święte medaliki na gołym ciele, pod ubraniem... I nie mogę znaleźć hollywoodzkich produkcji, gdzie Żyd lub Żydzi byliby bohaterami negatywnymi a ich Menora ukazana byłaby w złym świetle. Ktoś możne zna?
[1] https://wpolityce.pl/polityka/380466-czarnecki-ujawnia-kulisy-odwolania-go-z-funkcji-wiceszefa-pe-docieraly-do-mnie-glosy-ze-gdybym-sie-pokajal-zachowalbym-stanowisko
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/01/czy-zmierzamy-we-wasciwym-kierunku.html
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Etykiety:
Demokracja,
demoliberalizm,
demon,
duchowe ludobójstwo,
Globalizm,
globalne zarządzanie,
lewackie elity,
ludobójstwo,
ludzkość,
natura,
politpoprawność,
przyszłość,
totalitaryzm,
żyd,
żydzi
poniedziałek, 13 listopada 2017
„Partia polska” i „partia antypolska” i… kilka uzupełnionych refleksji wokół prezydenta…
„W ciągu całego mego życia
widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i
antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy
pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej i tych, którzy woleli
upadlające obce panowanie” – niekoronowany król Polski,
książę Adam Jerzy Czartoryski (†14.01.1770 – †15.07.1861).
„Musimy ten rok wykorzystać
dobrze, musimy pokazać, że Ci, którzy sto lat temu potrafili
połączyć myśli i czyny nie są ostatnim pokoleniem, które to
potrafiło. My też musimy być takim pokoleniem! Stoimy (…) przed
wielką szansą budowy nowej Polski, dobrej zmiany, szansy
Rzeczypospolitej, która będzie rzeczywiście Rzeczypospolitą,
która będzie dla wszystkich, która będzie silna (…)
niepodległa, godna i dumna! (…) Być Polakiem to znaczy być kimś
ważnym, to znaczy być kimś (…) kto wyznacza dzisiejszej chorej
Europie drogę do uzdrowienia, drogę do powrotu do fundamentalnych
wartości, drogę do powrotu prawdziwej wolności, drogę do
zwycięstwa i umocnienia naszej – opartej o chrześcijaństwo –
cywilizacji. Polska ma taką szansę. Wykorzystajmy ją!” –
prezes PiS, premier Pan Jarosław Kaczyński w dniu 10 listopada 2017
roku podczas uroczystości „miesięcznicy smoleńskiej” na
warszawskim Placu Piłsudskiego.
„To rzeczywiście jest coś
wielkiego – być Polakiem” – premier Rzeczypospolitej
Polskiej, Pani Beata Szydło w dniu 11 listopada 2017 roku.
-----------------------------------
„Nie ma dziś większego
zagrożenia jak ucieczka od podziału My-Oni i kłamstwo o korzeniach
III RP. Z nich czerpia siły Obcy i wywodzą swoje prawa do aneksji
polskości. Dzieląca nas linia musi być nazwana – bo jest
konsekwencją okupacji sowieckiej, efektem mafdalenkowej zdrady i
budowania nieistniejącej wspólnoty narodu. Jest winą tych, którzy
od trzech dekad sankcjonują komunistyczne łgarstwo i po raz kolejny
chcą łączyć Polaków z apatrydami. Bez odzyskania takiej
świadomości i wyznaczenia granic naszego dziedzictwa, nie uratujemy
wspólnoty narodu. Nie można jej odbudować łącząc zdrajców z
bohaterami na fundamencie nierozliczonej przeszłości, zamazanej
teraźniejszości i jutra, które wiedzie donikąd” –Aleksander
Ścios w dniu 14 listopada 2016 roku [1]
-----------------------------------
Niemal dokładnie 11 miesięcy temu, w
dniu 9 grudnia 2016 roku opublikowałem na swoim blogu tekst pt.:
„Polacy! Nie dajmy się sprowokować, nie przelewajmy polskiej
krwi” [2], w którym po raz pierwszy w moim pisaniu opatrzyłem
go w/w wypowiedzią księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Ów tekst
był niejako odpowiedzią na działania „totalnej” i antypolskiej
opozycji spod znaku PO, .N, KOD, części PSL, ORz i wszystkich
środowisk polityczno-społeczno-medialnych, które chciały
doprowadzić do bratobójczych zamieszek i – co się dopiero
później okazało – miało zakończyć się krwawym puczem
antypolaków i ponownym przejęciem władzy przez – odnosząc się
do motta – „partię antypolską”.
W 99 rocznicę odzyskania przez Polskę
niepodległości po 123 latach dzisiejszy tekst uzupełniłem
wypowiedzią obecnej premier naszej Polski, Pani Beaty Szydło,
prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz refleksją Pana Aleksandra
Ściosa, która z powodzeniem mogłaby być podsumowaniem niniejszego
tekstu.
Pisząc przed rokiem tamten tekst tylko
intuicyjnie przeczuwałem, że „partia antypolska” planuje coś
zrobić, coś złego dla Polski i Polaków przygotowuje. Czułem
swoisty niepokój i okazało się, że miałem rację. Na szczęście
planowany krwawy, grudniowy pucz się nie udał, co nie znaczy, że
antypolscy zdrajcy nie knują przeciw nam dalej i nie przygotowują
koncepcyjnie kolejnych scenariuszy, w czym na pewno pomagają im
(inspirują?) zagraniczni nienawistnicy Polski, w tym szczególnie:
demoliberalno-lewackie elity brukselsko-niemieckie; być może różne
konkretne i bardzo istotne środowiska na bliskim i dalekim dla
Polski wschodzie; syjo-szemrani uzurpatorzy władzy nad światem
dążący do likwidacji państw narodowych a także zwykli i cyniczni
szubrawcy pragnący wykorzystać nasz kraj dla własnej władzy i
pieniędzy.
(jeżeli mogę w taki
sposób, to dobrze byłoby, aby czytelnik dalszej części niniejszej
notki wpierw zapoznał się z treścią wskazanego, mojego tekstu z
grudnia 2016 roku, choć oczywiście można tą zachętę pominąć –
niemniej gros poniższych refleksji traktować należy jako
kontynuacje grudniowych oraz pewną odpowiedź na dyskusję jaka
wywiązała się pod ostatnim moim tekstem o prezydencie Andrzeju
Dudzie)
Ostatni mój tekst [3] będący
poniekąd krytyką poczynań prezydenta Andrzej Dudy wzbudził na
forach dużą dyskusję, w której większość czytelników i
komentatorów podzieliła moje krytyczne wobec prezydenta refleksje.
Jednakże też znalazło się wiele zdań krytycznych zarzucających
mi albo naiwność połączoną ze skutecznym uleganiem antypolskim
prowokatorom liczącym na rozbicie obecnej władzy i jej elektoratu,
albo „krecią i agenturalną robotę” nastawioną na podobny
efekt, albo nawet oskarżających mnie o niegodne insynuacje i
kłamstwa czy też o brak wystarczającej wiedzy o zakulisowych
meandrach władzy, które mogły niejako zmusić prezydenta do takich
a nie innych działań i wypowiedzi. Padło też stwierdzenie, że
być może prezydent działa tak – pomny działań „seryjnego
samobójcy” i „nieszczęśliwego wypadku” – ze względu na
bezpieczeństwo swoich najbliższych: córki i żony. I tu od razu
odpowiadam: jeżeli tak, to najlepszą ich ochroną byłoby nie
podejmowanie się przez A. Dudy funkcji publicznych z funkcją
prezydenta Polski na czele.
Przeczytałem wszystkie komentarze.
W
miarę możliwości starałem się na nie odpowiadać, mniej lub
bardziej przekonywująco. Wobec niektórych odniosłem się ze
zrozumieniem, z innymi dalej się nie zgadzam i pozostaję przy
własnej negatywnej ocenie co najmniej ostatniego pół roku
urzędowania prezydenta A. Dudy.
Jednakże po głębszym zastanowieniu i
w celu bardziej szczegółowego przedstawienia całego tła problemu,
które stało się implikacją mojego obecnego stanowiska
postanowiłem napisać coś więcej. Mam jednocześnie nadzieję, że
w tym tekście moi adwersarze znajdą odpowiedzi na swoje wobec mnie
zarzuty a aprobujący moje opinie jeszcze bardziej poznają ich
przyczyny i utwierdzą się w owej aprobacie.
Nie jest przypadkiem, że mottem tego
tekstu uczyniłem słowa księcia A. J. Czartoryskiego
i jednocześnie odniosłem się do mojego tekstu sprzed roku.
Pan prezydent A. Duda w jednym z
ostatnich wywiadów stwierdzić raczył m.in.: „W KRS powinni
być ludzie wskazani przez różne ugrupowania – po to, żeby była
tam multipartyjność i nie było wrażenia, że jeżeli dokonuje
się wyboru sędziów do KRS w Sejmie, to jest to wybór
jednopartyjny”.
I chyba tak naprawdę w tym
stwierdzeniu należy doszukiwać się sedna moich (ale chyba nie
tylko) rozbieżności z Panem prezydentem, bo rozumiem, że pragnie
on, aby szukać szeroko pojętego porozumienia tradycyjnie i
oficjalnie pojmowanego międzypartyjnego dla Polski oraz szanować
również polityków innych zarejestrowanych w Polsce opcji i
formacji społeczno-politycznych.
Mając jednak w pamięci słowa księcia
A. J. Czartoryskiego, całkowicie nie zgadzam się z punktem widzenia
pana prezydenta.
Wybór sędziów do KRS powinien być
właśnie jednopartyjny w taki m rozumieniu, że wyboru winna
dokonywać „partia polska”, partia ludzi „godnych, którzy
pragną ojczyzny wolnej i niepodległej”. Druga zaś w Polsce
istniejąca partia – „partia antypolska”, partia ludzi z
polskim obywatelstwem, ale „ludzi bez sumienia, którzy wolą
upadlające obce panowanie”… w optymalnie korzystnej wersji
nie powinna na terenie Polski mieć prawa istnieć ani wypowiadać
się na temat Polski i Polaków i w ogóle uczestniczyć w
jakikolwiek sposób w polskim życiu politycznym i poprzez to
reprezentować antypolskie interesy. I nie dotyczy to tylko wyboru
sędziów, ale całości spraw społeczno-politycznych. Jeżeli
jeszcze dodatkowo taka „partia antypolska” zgodnie z regułami
normalnej (nie liberalnej czy socjalistycznej lub innej) demokracji
zostaje wyborczo odrzucona przez Polaków to tym bardziej nie ma
żadnych przesłanek, aby w jakikolwiek sposób szukać z nią
porozumienia.
Nie jestem demokratą, ale jestem
realistą i wiem, że w ustroju demokratycznym formalnie jednak
„partia antypolska” może oficjalnie istnieć i zdobywać w różny
sposób głosy wyborcze nieświadomych lub zmanipulowanych rodaków.
Jest to wynikiem permanentnych wieloletnich działań z zakresu
inżynierii społecznej, których efektem jest powstanie w Polsce
grupy moich rodaków przeświadczonych, że „partia antypolska”
tak naprawdę to „partia polska”. Tak nie jest i nigdy nie było,
co na szczęście zauważa też coraz liczniejsza część
zmanipulowanych dotychczas piewców dzisiejszej „totalnej
opozycji”. To jeszcze bardziej powinno implikować pana prezydenta
i przedstawicieli „partii polskiej” do zachowań alienujących
„partię antypolską” a nie dających jej więcej niż niezbędne
i wynikające z reguł demokracji minimum.
Oczywiście w ramach „partii
polskiej” możemy się spierać i kłócić, mając jednak w sercu
polskość i dobro Polski i Polaków a nie uważając „że polskość
to nienormalność” a naszą stolicą (naszym domem) nie jest
Warszawa (Polska) a Bruksela, Berlin, Moskwa, Waszyngton, Jerozolima
czy jakiś inny ośrodek decyzyjno-władczy.
„Partia polska” może mieć różne
frakcje ideowo-polityczne: wolnościowe, narodowe, konserwatywne czy
ogólnie prawicowe, liberalne, lewicowe, republikańskie bądź
jakiekolwiek inne, bo obecnie w świecie tak naprawdę zatarły się
tradycyjne podziały na określone grupy jednoznacznie i historycznie
posiadające przynależne jej cechy i światopogląd. Może też mieć
różne wizje drogi i kierunku rozwoju Polski.
W takim ujęciu możemy więc mówić o
ewentualnej „multipartyjności” – czyli działaniu w różnych
partiach (frakcjach), ale tylko w ramach „partii polskiej”, dla
których największym dobrem jest polski naród i nasza Ojczyzna i
których wszelkie działania są podporządkowane i determinowane
polskością.
Obecnie w świecie tzw.
postmarksistowskie demoliberalne lewactwo jest a’priori
antynarodowe i to wszędzie na świecie, w każdym kraju czy innych
formacjach organizacyjno-formalno-prawnych. To jest grupa ludzi
beznarodowa, dla której takie pojęcia jak: naród, ojczyzna,
patriotyzm, tradycja, wiara, język narodowy, państwo narodowe,
narodowa historia, honor i inne podobne są już li tylko
przeszłością i z nimi się nie identyfikują a wprost przeciwnie
– je zwalczają i to nieraz w sposób bezwzględny. Kiedyś był to
komunizm wojenny, dziś postkomunizm kulturowy.
Ludzie reprezentujący taką postawę i
takie poglądy nie mogą być polskimi patriotami, dla nich polskość
nigdy nie będzie najważniejsza. Być może nieraz werbalnie starają
się pozyskać i otumanić część polskiego społeczeństwa głosząc
hasła niby propolskie, ale to tylko manipulacja i wielkie oszustwo.
To nie są tak naprawdę Polacy, choć mają polskie obywatelstwo.
Oni nie myślą po polsku i nie działają dla Polski, ale dla
„czegoś innego” lub jedynie dla własnej władzy i pieniędzy. Z
nimi się nie dyskutuje o Polsce ani nie szuka się porozumienia, bo
stanowią „partię antypolską” i trudno znaleźć coś wspólnego
między Polakami i ludźmi czującymi się Polakami (nawet o innym
etnicznie pochodzeniu) a antypolskimi ich wrogami.
Wielokrotnie pisałem, że w sumie
takich ludzi nie można nazywać nawet polskimi zdrajcami, bo czyż
oni cokolwiek zdradzili? Zdradzić można coś, co do tej pory się
wyznawało, zdradzić można Polskę – w ujęciu ideowym a nie
prawnym – jeżeli do tej pory uważało się za Polaka i porzuciło
się polskość na rzecz innych wartości czy państw lub zbioru
państw lub jakichś dziwnych organizacji ponadnarodowych albo
cynicznie i egoistycznie dla własnych osobistych celów.
Działanie na szkodę Polski tak
pojmowanej „partii antypolskiej” wyklucza ją z naszej Ojczyzny.
Taka partia musi być uważana za niegodną nawet splunięcia i tyle,
nie mówiąc już o jakimkolwiek dopuszczeniu jej do wpływania na
losy Polski i Polaków.
Oceniając historycznie, bo w takiej
przeszłej perspektywie można ocenić i zidentyfikować frakcje
„partii antypolskiej”, szczególnie po roku 1989, roku
koszmarnego zagarnięcia niby już wolnej Polski przez właśnie ową
partię.
Przed II WŚ frakcjami „partii
antypolskiej” były na pewno wszystkie odłamy partii
komunistycznej, gdzie np. podczas plenów KC Komunistycznej Partii
Polski czy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy rozmowy plenarne
prowadzono m.in. w chazarsko-żydowskim języku jidysz i które tak
naprawdę chciały pozbawić Polskę niedawno co odzyskanej
niepodległości. W czasach komuny oficjalnie na pewno były to:
PPR, PZPR, ZSL a nieoficjalnie to np. zręby przyszłej „partii
antypolskiej” powstałej z części KOR-u. Po 1989 roku, po
„Magdalence” i „Okrągłym stole” frakcjami „partii
antypolskiej” były i są: ROAD, KLD, UW, PD-demokraci.pl, Unia
Europejskich Demokratów (spadkobierca UD/UW/demokraci.pl), SdRP,
SLD, Ruch J. Palikota, .N (też w dużym stopniu pomiot
UD/UW/demokraci.pl), część PSL i oczywiście PO. Z grup nie
będących partiami politycznymi dziś najbardziej znani
przedstawiciele „partii antypolskiej” to: Komitet Obrony
Demokracji i lewacka, przestępcza bojówka Obywatele Rzeczpospolitej
bezzębnego idioty mieniącego się jej liderem. Są też i inni
przedstawiciele „partii antypolskiej” wśród różnych innych
organizacji polityczno-społeczno-zawodowych, czego dobitnym
przykładem jest obecna „kasta sędziowska” i jej KRS czy też w
dużej mierze „kasta naukowców” lub „kasta artystów”. Może
kogoś lub jakąś frakcję pominąłem, za co oczywiście
przepraszam .
Jasnym też winno być, że wskazując
na różne grupy dawniej i obecnie wchodzące w skład „partii
antypolskiej” myślę przede wszystkim o ich liderach oraz w dużej
mierze świadomych ich członkach i sympatykach, bo przecież nieraz
mogą wśród nich być ludzie przyzwoici, którzy zdają sobie
sprawę z charakteru ich grupy i starają się jednak propolsko
zmieniać jej polityczne lub inne oblicze i są też ludzie oszukani
i zmanipulowani.
Z tak pojmowaną „partią antypolską”
nie można dyskutować i szukać porozumienia. Dzisiaj nazywa siebie
„totalną opozycją” , której antypolski program polega na
obaleniu władzy legalnie wybranych frakcji „partii polskiej”
poprzez ulicę (zamieszki i rozlew polskiej krwi) i zagranicę
(działanie o charakterze umownie mówiąc „zdrady targowickiej”).
Przykłady takiej antypolskiej działalności można mnożyć i chyba
wszyscy wiedzą jakie to były i są działania: skarżenie się na
Polskę za granicą, szukanie pomocy za granicą, inspirowanie
wrogich Polsce ośrodków zewnętrznych do międzynarodowej krytyki
Polski, prowokacje uliczne, mowa nienawiści oraz próba dzielenia i
atomizacji Polaków, próby puczu i przewrotu, oddawanie Polski
obcym, knucie i oczernianie Polski wszędzie, gdzie się da i wiele,
wiele innych.
Powtórzę. Z „partią antypolską”
ludzi z polskim obywatelstwem, ale „ludzi bez sumienia, którzy
wolą upadlające obce panowanie” nie ma co w ogóle podejmować
dyskusji a tym bardziej dopuszczać ich do władzy ustawodawczej,
wykonawczej lub sądowniczej. Tym bardziej, że w procesie
demokratycznym formalna „partia antypolska” została odrzucona
przez Polaków!
Odnosząc się jeszcze raz do mojego
tekstu o prezydencie A. Dudzie [3].
Pisałem go w wielkim smutku, bo nigdy
nie myślałem, że tak mógłbym kiedykolwiek oceniać Pana Andrzeja
Dudę.
Bardzo trudno mi było pokonać
„dysonans poznawczy”, czyli „dysonans powyborczy”, o którym
wielokrotnie pisałem w odniesieniu do wyborców PO [4], ale właśnie
znając jego mechanizm łatwiej mi było go pokonać.
Czekałem przeszło cztery miesiące
licząc, że jednak cała ta „gra polityczna” jest wewnętrzną
grą nowej władzy, czyli jakąś „rozgrywką” uzgodnionej
pomiędzy prezydentem a J. Kaczyńskim i rządem B. Szydło. Miałem
ogromną nadzieję, że tak jest.
Z biegiem czasu i przy jednoczesnym
narastaniu konfliktu na linii prezydent, w tym BBN -
J. Kaczyński/rząd, w tym MS i MON owa nadzieja powoli
„umierała”. Pragnę też zaznaczyć, że pisałem ów tekst
przed faktem powzięcia wiedzy na temat zaproszenia D. Tuska na
obchody odzyskania przez Polskę niepodległości oraz przyjęciu
przez tego pana takiego zaproszenia.
Niektórzy komentatorzy wskazywali
jednak, że mimo wszystko odbywa się jakaś gra zakulisowa albo też
„partia antypolska” (będę konsekwentnie używał w większości
tego określenia a nie „opozycja totalna”) szykuje jakiś kolejny
atak na Polskę i prezydent w porozumieniu z rządem i J. Kaczyńskim
podejmuje działania „wyprzedzające i neutralizujące”. Dobrze
było, oj dobrze by było, żeby tak było, choć uważam to za
wariant prawdopodobny to odnoszę się do niego z rezerwą.
Jednakże oceniając tylko to co
funkcjonuje oficjalnie nie zmieniam swojego krytycznego zdania na
temat ostatnich działań prezydenta, w szczególności w obszarze
sądownictwa i nominacji generalskich oraz oczywiście w sprawie
braku publikacji Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI.
W tej ostatniej kwestii spotkałem się
też z ciekawym poglądem S. Michalkiewicza, który stwierdził, że
też by go nie opublikował, bo teraz obecna władza ma cały czas
odpowiednie „haki”, z których może korzystać dla „dobra
sprawy” a w momencie publikacji aneksu byłyby w tym zakresie
nieprzydatne.
Stwierdzam jednoznacznie, że akurat z
tą opinią S. Michalkiewicza się nie zgadzam, choć wiele jego ocen
podzielam w pełni.
Czy Polska nadal ma być III RP, w
której decydują służby specjalne i zdobyte przez nie przez lata
„haki”, z których można cały czas korzystać i neutralizować
osoby publiczne? Czy nie lepiej budować Polskę wolną od tego
brudu, opartą na prawdzie i jawności życia publicznego? Czy nadal
WSI i dysponenci „teczek” mają decydować o naszej
rzeczywistości?
Moim zdaniem Polskę stać na prawdę o
III RP i na tym fundamencie można dopiero budować nową Ojczyznę.
Prawda jest najważniejsza i choć być może być bolesna należy ją
ujawnić w całości (nie tylko ujawniając aneks, ale
przeprowadzając pełną lustrację wszędzie, gdzie tylko można,
też wśród prawników, naukowców, księży, itd.), bo w przeciwnym
razie dalej powstawać będą niestworzone teorie, które np.
insynuują prezydentowi jakieś obyczajowe „wpadki”. Nadal
będzie „gra teczkami” i nadal będziemy żyli w III RP, czyli
PRL-bis!
W sprawie ostatniego konfliktu
prezydenta z rządem i prezesem PiS ciekawą interpretację
przedstawił bloger 35stan. Ogólnie uważa on, że Pan Andrzej Duda
został J. Kaczyńskiemu narzucony i to przez stronę
amerykańsko-izraelską jako swoisty „bezpiecznik”, gdyby prezes
J. Kaczyński okazał się jak jego ś.p. brat „niesterowalny”.
Wskazuje, że po zakończeniu resetu B. Obamy pomiędzy USA i Rosją
(2013 rok) oraz w celu powstrzymania dominacji i ekspansji Niemiec
(UE) postanowiono w Polsce zmienić ekipę rządzącą na
antyrosyjską i delikatnie zachowawczą wobec UE. Stąd wybuchła
afera podsłuchowa wykreowana – według blogera – przez CIA,
która zmiotła z rządzącej sceny politycznej PO i pozwoliła
wygrać wybory PiS-owi oraz Zjednoczonej Prawicy. Jako też dodatkowy
element podaje to, że pan Andrzej Duda uczestniczył w krakowskich
(sic!) obradach izraelskiego Knesetu w Polsce w roku 2014 i być może
został przez „wybrańców” namaszczony na nowego prezydenta
Polski oraz właśnie narzucony J. Kaczyńskiemu. Bloger ponadto
zwraca uwagę na fakt, że wszystko to było przed wyborem D. Trumpa
na prezydenta i powszechnej pewności, że wybory wygra H. Clinton,
więc nic w amerykańskiej polityce by się nie zmieniło a mimo tego
podjęto działania zmierzające do zmiany władzy w Polsce. 35stan w
tym kontekście wskazuje na wypowiedź J. Kaczyńskiego, który po
wyborze D. Trumpa stwierdził, że być może w końcu skończą się
na niego ogromne naciski ze strony amerykańskiej w sprawach, co do
których nie powinna ona mieć żadnych żądań wobec Polski i
35stan sugeruje, że jednym z takich nacisków mogło być narzucenie
kandydata na prezydenta, A. Dudę. Z tego wszystkiego bloger
wyciągnął wniosek, że w sprawie sądów został uruchomiony ów
„prezydencki bezpiecznik”, bo te reformy zagrażały interesom
m.in. „wybrańców” oraz innych „namaścicieli” prezydenta.
W
tej kwestii dodam od siebie, że w takim rozumowaniu logicznym staje
się spotkanie w cztery oczy prezydenta A. Dudy z chazarsko-żydowskim
A. Smolarem, szefem chazarsko- żydowskiej, sorosowej (G. Sorosa)
Fundacji im. S. Batorego założonej w 1988 roku za zgodą zdrajcy
W. Jaruzelskiego i po jego waszyngtońskich rozmowach w 1985
roku ze zmarłym w tym, 2017 roku Dawidem Rockefellerem –
właścicielem za życia chyba siedmiu przeszczepionych serc i
podobno szefem tzw. Rządu Światowego (wierchuszki tzw. NWO).
Sądzę, że warto głębiej zastanowić
się nad taką teorią i pozdrawiam blogera 35stan.
I jeszcze dwa smutne aczkolwiek wiele
dające do myślenia fakty z działalności prezydenta A. Dudy, które
muszą niepokoić a o których do tej pory się nie wypowiadałem:
dziwne i antypolskie oraz skrajnie prożydowskie i ahistoryczne
przemówienie prezydenta w Kielcach w dniu bodajże 4 lipca 2016 roku
z okazji tzw. Pogromu Kieleckiego [wpolityce.pl] oraz zdecydowaną
niechęć prezydenta do zaproszenia do grona prezydenckiego komitetu
organizacyjnego przyszłorocznych obchodów 100-lecia odzyskania
przez Polskę niepodległości jakiegokolwiek przedstawiciela ruchów
narodowych, choćby organizatorów wspaniałego cyklicznego i
pozytywnie skrajnie patriotycznego Marszu Niepodległości. „Nie
ma przypadków – są tylko znaki”… chciałoby się w tym
miejscu powiedzieć…
I dodam jeszcze kontynuowanie w Pałacu
Prezydenckim obchodów żydowskiego Święta Chanuki podczas, gdy
próżno szukać obchodów katolickiej Wigilii Bożego Narodzenia w
jakimkolwiek rządowym budynku Izraela, państwa stworzonego przecież
przede wszystkim przez Żydów polskiego pochodzenia.
Czyżby te
fakty miały być potwierdzeniem teorii namaszczenia A. Dudy przez
„wybrańców” blisko spokrewnionych z jego teściem?
To tyle i wiem, że jak zwykle
nieprzyzwoicie zbyt obszerny tekst, ale już na to nic nie poradzę
.
Pozdrawiam
Krzysztof Jaworucki (bloger:
krzysztofjaw)
P.S.1.
Tekst pierwotnie zamierzałem
opublikować 11 listopada, ale w takim dniu można tylko się cieszyć
z Polski i być z niej dumnym, dumnym też, że jest się Polakiem.
„To rzeczywiście jest coś wielkiego – być Polakiem” –
powiedziała 11 listopada 2017 roku Pani premier Beata Szydło i
ja jestem od zawsze z tego dumny, jak zapewne gros moich rodaków.
P.S.2.
Przedstawiciel „partii antypolskiej”,
„łotr nad łotry”, były prezydent Polski Pan Bronisław
Komorowski raczył powiedzieć w tym samym listopadowym dniu 2017
roku: „… musimy pokazać wymiar aktualny (…) że
niepodległość (chyba Polski – dop: kj) równa się
europejskość”. Pełna zgoda, tyle tylko, że europejskość
nie równa się w dzisiejszym wymiarze lewacko-demoliberalnej UE
niepodległości narodów Europy a ją niwelujący, niwelujący też
niepodległość Polski!.. panie antypolski i WSI-owy „łotrze nad
łotry”!
A tak zupełnie szczerze: jedynym
godnym Pana i nie tylko Pana, ale i też „łotra” oraz byłego
premiera Pana D. Tuska i wielu innych, polskim miejscem przebywania
jest polska cela więzienna a nie tyrady na antypolskich wiecach albo
– jak w przypadku D. Tuska – składanie wieńców na Grobie
Nieznanego Żołnierza podczas uroczystości Dnia Odzyskania
Niepodległości! I najlepiej – subiektywnie wedle mnie - by się
stało, gdyby jakimś cudem i hipotetycznie znalazłby się Pan oraz
D. Tusk w jednej celi ze „Staruchem” .
Nie miałbym nic przeciwko temu aby też dalej żyjący
przedstawiciele „partii antypolskiej”, w tym: L. Balcerowicz, J.
Lewandowski, J.K. Bielecki, J. Buzek, W. Frasyniuk, Z. Bujak, B.
Borusewicz, J. Buzek, A. Olechowski, R. Petru, M. Kijowski, G.
Schetyna, E. Kopacz, M. Środa, J. Hartmann, S. Niesiołowski, J.
Palikot, J. Urban, A. Kwaśniewski, L. Wałęsa, S. Niesiołowski,
bracia Smolarowie, A. Michnik, P. Pacewicz, A. Hall, M. Dukaczewski,
Hanna Gronkiewicz-Waltz, K. Bondaryk, W. Pawlak, A. Holland i wielu,
wielu innych również swoimi osobami zasilili taką polską celę
więzienną… Niewymienionych przedstawicieli „partii
antypolskiej” oczywiście znów serdecznie przepraszam ,
ale oni sami wiedzą, że reprezentują taką partię oraz wiedzą
też gdzie jest ich miejsce i mi to wystarczy .
P.S.3.
Odnośnie obchodzenia przez prezydenta
Święta Chanuki z pewnością zaraz będzie próba skontrowania
mojego argumentu, tym, że to ś.p. prezydent Lech Kaczyński
zainicjował obchody tego święta. I co z tego, skoro to a nawet
reaktywowanie przez niego masońsko-chazarsko-żydowskiej i
zdelegalizowanej w Polsce w roku 1938 roku loży B’ni B’ nie
uchroniło go przed nagłą śmiercią z rąk…?
P.S.4.
W kontekście powyższego zarzut, iż
książę A. J. Czartoryski był masonem to też pragnę powiedzieć,
że ówczesna masoneria była zupełnie czymś innym niż obecna o
czym świetnie opowiada i pisze chyba największy w Polsce znawca
masonerii dr S. Krajski.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Etykiety:
A. Duda,
demoliberalizm,
kaczyński,
lewactwo,
partia antypolska,
partia polska,
polska,
Prezydent,
reforma sądownictwa,
RZĄD,
spór,
szydło,
Totalna opozycja,
zdrada narodowa,
ziobro
piątek, 5 maja 2017
Ukąszenie demoliberalnymi, żydowskimi UD/UW/demokraci.pl
Każdy, kto jest wrażliwym alergikiem lub uczulonym np. na użądlenie jakichś owadów wie, że najważniejsza jest szybka pomoc.
Wstrząs anafilaktyczny, potem opuchlizna a nawet w ostateczności śmierć są konsekwencją braku owej pomocy.
Warto tedy nosić przy sobie zastrzyk adrenaliny, choć jest to nader uciążliwe i większość takich ludzi raczej liczy na pomoc Pogotowia Ratunkowego niż nosi przy sobie antidotum, które najlepiej wstrzyknąć w udo.
A w polityce?
Chyba jest tak samo, czyli prawi politycy nie mają przy sobie antidotum, które zniwelowałoby katastrofalny wpływ na Polskę ludzi, którzy od początków niby wolnej Polski opanowali scenę polityczną i czerpią profity z rozkradania nas wszystkich.
Czy trzeba im podać lekarstwo, adrenalinę lub leki przeciwhistaminowe lub steroidy?
Nie sądzę, bo jeżeli ktoś decyduje się na ich odrzucenie to tak naprawdę nie jesteśmy w stanie nic zrobić, bowiem ukąszenie żydowskiej UW lub ich pogrobowców pozostaje niestety na zawsze i zatruwa cały organizm... do dzisiaj. Także - co mi jest przykrym - być może też obecnego prezydenta.
Pozdrawiam tedy Szanowne Małżonki Prezydentów: B. Komorowskiego i A. Dudy. Oby pomyślały o Polsce i Polakach a nie tylko o swoich rodakach...
I tylko tyle i aż tyle...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Wstrząs anafilaktyczny, potem opuchlizna a nawet w ostateczności śmierć są konsekwencją braku owej pomocy.
Warto tedy nosić przy sobie zastrzyk adrenaliny, choć jest to nader uciążliwe i większość takich ludzi raczej liczy na pomoc Pogotowia Ratunkowego niż nosi przy sobie antidotum, które najlepiej wstrzyknąć w udo.
A w polityce?
Chyba jest tak samo, czyli prawi politycy nie mają przy sobie antidotum, które zniwelowałoby katastrofalny wpływ na Polskę ludzi, którzy od początków niby wolnej Polski opanowali scenę polityczną i czerpią profity z rozkradania nas wszystkich.
Czy trzeba im podać lekarstwo, adrenalinę lub leki przeciwhistaminowe lub steroidy?
Nie sądzę, bo jeżeli ktoś decyduje się na ich odrzucenie to tak naprawdę nie jesteśmy w stanie nic zrobić, bowiem ukąszenie żydowskiej UW lub ich pogrobowców pozostaje niestety na zawsze i zatruwa cały organizm... do dzisiaj. Także - co mi jest przykrym - być może też obecnego prezydenta.
Pozdrawiam tedy Szanowne Małżonki Prezydentów: B. Komorowskiego i A. Dudy. Oby pomyślały o Polsce i Polakach a nie tylko o swoich rodakach...
I tylko tyle i aż tyle...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
czwartek, 4 maja 2017
6 maja - a'la "marsz terrorystów i zniewolonych, zmanipulowanych umysłów"!
Podobnie dla Europejczyków w innych państwach ludzie, którzy zaimportowali u nich islamski terroryzm też może winni być określani terrorystami. Tym bardziej, że wśród imigrantów (tzw. "uchodźców") tylko kilka procent stanowi choć namiastkę "uchodźcy", przy czym międzynarodowo prawnie takimi nie są, bowiem kraje europejskie nie sąsiadują bezpośrednio z krajami, z których "uciekają" ludzie zagrożeni śmiercią lub prześladowaniami. Reszta to zwykli imigranci ekonomiczni a około 80% z nich to młodzi nastolatkowie i mężczyźni, z których potencjalnie islamskim terrorystą może okazać się każdy. Dodatkowo owi żołnierze ISIS wpływają na islamską radykalizację muzułmanów, którzy od lat mieszkają w Europie i posiadają obywatelstwo europejskich krajów.
I chyba tak właśnie można określić najbliższy marsz opozycji, jako "Marsz Terrorystów", bo przecież - z dużą dozą prawdopodobieństwa - większość z tych niebawem demonstrujących ludzi nie ma raczej nic przeciwko przyjmowaniu islamskich imigrantów a nawet mocno wspiera ich przyjazd do Polski. Oczywiście haseł o "otwarciu polskich drzwi" dla tzw. "uchodźców" na marszu nie będzie lub nie będą wydatnie eksponowane, bo "totalna opozycja" zdaje sobie sprawę ze zdecydowanej niechęci większości Polaków do islamskiego i wrogiego chrześcijaństwu najazdu na nasz kraj obcej nam "cywilizacji śmierci" a to właśnie teraz ona dominuje wśród wyznawców Mahometa.
Zatem liderzy i organizatorzy owego marszu bezczelnie i cynicznie manipulują swoich zwolenników jakąś koniecznością obrony demokracji i wolności w Polsce, które ponoć są zagrożone a tak naprawdę mają się lepiej niż za rządów PO-PSL, o czym świadczą choćby te marsze i wolne, prywatne media, i swoboda wypowiedzi, i istnienie partii opozycyjnych. Dodatkowo wdrukowują oni w umysły swoich zmanipulowanych i ogłupiałych zwolenników przekonanie, że obecne władze chcą wyjścia Polski z UE, gdy tymczasem to Polska i np. pozostałe kraje V4 chcą tej UE i to jednej prędkości oraz chcą dokonania w niej koniecznych zmian w jej funkcjonowaniu polegających na odejściu od skompromitowanej idei budowy jednego Państwa Europa na rzecz UE - Europy Ojczyzn, t.j. do powrotu takiej UE o jakiej marzyli jej prekursorzy i założyciele.
W Polsce "totalna opozycja", oprócz bezwarunkowej zgody na import do naszej Ojczyzny islamskiego terroryzmu", zapowiada, iż po przejęciu władzy odrzuci niemal wszystkie zmiany społeczne, które dokonuje obecny rząd: ograniczy zasięg programu 500+ tylko do osób pracujących lub poszukujących pracy i zmieni być może wysokość tej pomocy, znów podwyższy wiek emerytalny, przywróci gimnazja, itp. Nie wiadomo co będzie z darmowymi lekami dla seniorów czy programem mieszkanie+. Dodatkowo PO zapowiada, że zlikwiduje CBA, być może przywróci sbeckie emerytury, zapewne zaprzestanie reformy wojska polskiego (czyli znów następować będzie dalsze osłabianie obronności i bezpieczeństwa Polski i Polaków), odwróci zmiany w sądownictwie, itd, itp. Mówiąc prosto: powróci znów z antypolskim i złodziejskim rządzeniem, które koalicja PO-PSL skutecznie realizowała w czasie swoich - aferalnych i niszczących polską gospodarkę oraz polską tożsamość narodową - rządów.
I dlatego też określam sobotni marsz również jako "Marsz Zniewolonych i Zmanipulowanych Umysłów", a także w dużej części nawet "Antypolskich Umysłów", które chciałyby Polski jako nie odrębnej i suwerennej Ojczyzny, ale jako jakiegoś regionu (landu) będącego częścią zniemczonego Jednego Państwa - Europy. W tej lewacko-demoliberalnej, chorej idei Europy nie ma bowiem miejsca na państwa narodowe, które zostałyby podzielone na "kawałki" i niemal każdy z nich byłby częścią innego regionu (landu) IV Rzeszy, czyli owej UE. Liderzy dzisiejszej opozycji chcą dalej być poddanymi i niewolnikami zniemczonej UE i gdyby jakimś cudem udało się im obalić obecny rząd to przyjęlibyśmy w Polsce niezliczoną ilość islamskich imigrantów, w tym żołnierzy ISIS i powróciłaby III RP w swoim antypolskim kształcie, który doprowadził Polskę do stanu "państwa teoretycznego", gdzie były już tylko "chuje, dupy i kamieni kupy" a społeczeństwo spauperyzowano i zatomizowano.
Nie byłoby tak? Otóż na pewno tak by było, bo o powrocie do "tego, jak było" gaworzy cała "totalna opozycja" a o jej stosunku do tzw. "uchodźców" świadczy decyzja E. Kopacz o kwotowym przyjęciu do Polski imigrantów islamskich, w tym również terrorystów. Decyzja, która była podjęta wbrew wcześniejszym ustaleniom z innymi członkami Grupy Wyszehradzkiej. To była decyzja przeciw polskiej racji stanu i wtedy niwecząca współpracę w ramach grupy!
Lewaccy i demoliberalni przywódcy UE cały czas nie ustają w dążeniach, aby Polska przyjęła islamskich imigrantów do naszego kraju i zaprzestała odbudowy Polski dla Polski i Polaków. Robią to zarówno F. Timmermans, J.-C. Juncker, M. Schulz, G. Verhofstadt, jak i jeszcze dziś nic nie znaczący politycy w stylu najprawdopodobniej przyszłego prezydenta Francji E. Macrona. Takie straszenie jest apogeum totalitarnego, komunistycznego myślenia tzw. elit unijnych. Dla nich demokracja jest wtedy, gdy oni mają władzę. A gdy tą władzę stracą to już jest faszyzm i antydemokracja. Śmieszne? Nie! Smutne!
Jednak chyba Polacy w swojej masie rozumieją, dlaczego niby nasza opozycja tak usilnie chce obalić obecny rząd a nawet prezydenta.
Jako a'la terroryści chcą bowiem islamskich terrorystów u nas, w Polsce. Jako w dużej części cyniczni egoiści i zwykli karierowicze chcą powrotu do tzw. "koryta" i czerpania zysków z okradania naszej Ojczyzny. Jako propagatorzy marksizmu kulturowego chcą zniszczenia naszej wiary, tradycji i tożsamości narodowej. Jako niewolnicy i poddani kondominium niemiecko-rosyjskiego chcą, aby Polska stała się biednym i pozbawionym majątku zapleczem dla niemieckiej Mitteleuropy. Jako w dużej mierze etnicznie nam obcy chcą być może zbudować na części terytorium Polski mityczną Judeopolonię. Jako uwikłani w korupcyjny mechanizm na styku państwo-koroporacje chcą utrzymać status-guo. Jako beneficjenci III RP powstałej w wyniku porozumienia komunistów z postkomunistami (trockistami) chcą zachować swoje przywileje i swoją władzę. Jako potencjalni przestępcy i zdrajcy chcą uniknąć odpowiedzialności moralnej a nawet karnej za swoje czyny. Jako niewolnicy i "pacynki" środowisk A. Merkel i G.Sorosa chcą nadal pozostać takimi sprzedajnymi niewolnikami... bo mentalnie nie potrafią już być samodzielnymi, ani w myśleniu, ani w działaniu.
Opozycja od samego początku robiła wszystko, aby dzięki "ulicy i zagranicy" obalić nowe polskie władze. Nie powstrzymała się nawet od targowickiej zdrady i donoszenia na nasz kraj obcym krajom i organizacjom.
Jednak mimo organizacji licznych demonstracji, wykreowaniu jakichś antypolskich ruchów w stylu KOD czy OR, przeprowadzaniu licznych prowokacji i nawoływaniu do "polskiego Majdanu" nie udało się jej wyprowadzić "dwóch milionów" Polaków na ulicę i nie udało się jej sprowokować polskich władz oraz Polaków do rozlewu polskiej krwi na ulicach.
Ale próbują dalej za wszelką cenę i będą próbować, tym bardziej, że nowe polskie władze coraz mocniej i głębiej naprawiają naszą Ojczyznę a każdy dzień przybliża nas do ukazania prawdy o przestępczej, zdradliwej i antypolskiej III RP. I w tym swoim amoku i strachu ta "totalna opozycja" jednoczy swoje siły. Razem i obok siebie chcą demonstrować i demonstrują jeszcze niedawno oprawcy (UB, WSI, MO, itp.) i ich "ofiary" ("konstruktywna, antykomunistyczna opozycja), po prostu następuje zblatowanie wszystkich środowisk-beneficjentów PRL-bis w celu powrotu do "teoretycznego i niewolniczego państwa".
Czy oni chcą naprawdę krwi na ulicach, chcą śmierci Polaków? Czy chcą śmierci dzieci, kobiet i mężczyzn?
Warto się nad tym zastanowić.... zanim ktokolwiek z nas podejmie decyzję o udziale w marszu opozycji w dniu 6 maja 2017 roku, tym bardziej, że tak naprawdę sama "totalna opozycja" sama nie wie, przeciwko czemu ma protestować i poszukuje oraz kreuje jakieś horrendalnie oderwane od prawdy cele marszu.
P.S.1
Cytat z ostatniego akapitu: ""tak naprawdę sama "totalna opozycja" sama nie wie, przeciwko czemu ma protestować i poszukuje oraz kreuje jakieś horrendalnie oderwane od prawdy cele marszu"".
W kontekście tegoż stwierdzenia, zastanawiam się po co prezydent A. Duda akurat teraz - krótko przed marszem opozycji - wypowiedział się o zdrajcach oraz ich dzieciach i wnukach, którzy nigdy nie zaakceptują historycznej o nich prawdy oraz "otworzył puszkę Pandory" w postaci zapowiedzi referendum konstytucyjnego w 2008 roku, które i tak nie będzie miało mocy prawnej, bo Konstytucję uchwala Parlament większością kwalifikowaną a takiej większości obecne władze nie mają.
Pomimo, iż w sumie te wypowiedzi i zapowiedzi prezydenta wydają się oczywiste i długookresowo słuszne to jednak wypowiedziane teraz idealnie wykreowały nowe cele dla najbliższego marszu opozycji: obrona postkomunistycznej Konstytucji RP z 1997 roku oraz obrona zdrajców, ich dzieci i wnuków, którzy dla "totalnej opozycji" wcale nie są zdrajcami. Poza tym wypowiedź prezydenta o tych zdrajcach może przez wielu być uznana za krzywdzącą i zaktywizować ich do uczestnictwa w marszu, choć wcześniej byli bierni.
Ponadto wydaje się racjonalnym pogląd prof. K. Pawłowicz, która napisała:
""Jak ma wyglądać „udział Polaków” w debacie konstytucyjnej skoro większość mediów papierowych i elektronicznych jest nadal w niemieckiej dyspozycji? A poza tym, „totalnie” przeciwne PSL-owskie i PO-wskie samorządy terytorialne dowolnie nakłamią i przeinaczą mieszkańcom intencje i propozycje zmian (przyp. projektu ustawy metropolitalnej)? Czy już trwające, wprowadzane głębokie reformy rządowe m.in. wymiaru sprawiedliwości, oraz równolegle projektowane wkrótce w: samorządzie terytorialnym, mediach, służbie zdrowia i oświacie stworzą warunki i miejsce dla odbycia dodatkowej, realnej, poważnej, obywatelskiej, ogólnonarodowej dyskusji konstytucyjnej? I to tak, by już w przyszłym roku, tj. za kilkanaście miesięcy (!), DECYDOWAĆ w referendum o ustroju Polski? Czy więc W TRAKCIE rewolucji pisze się konstytucję, choćby najbardziej potrzebną, skoro Polacy mogą w referendum zdecydować tak, jak im niemieckie media „wytłumaczą”?"" [1].
Mam nadzieję, że te wypowiedzi prezydenta wynikają być może z jeszcze małego doświadczenia politycznego, ale przecież prezydent ma swoich doradców, współpracowników, PR-owców, strategów, posłów i senatorów oraz liderowe polityczne zaplecze PiS i te środowiska powinny doradzić prezydentowi, że trzeba być odpowiedzialnym za słowo i czas, kiedy się je wypowiada oraz - w obliczu totalnej wojny opozycji - robić wszystko dla jedności obozu zmian a nie jego dezintegracji, mogącej doprowadzić do przedterminowych wyborów i utraty władzy przez PiS (ZP), co byłoby - w obecnej sytuacji i geopolitycznych uwarunkowaniach - zabójczym koszmarem dla Polski i Polaków.
Być może też jest to jakieś długofalowe polityczne działanie całego obozu PiS (ZP), w tym prezydenta, rządu i J. Kaczyńskiego, którego celu jeszcze nie znamy ale ma ono umożliwić dalsze naprawianie RP.
A jak te wypowiedzi i zapowiedzi wynikają nie z braku doświadczenia politycznego prezydenta A. Dudy i nie są wynikiem uzgodnionej wewnętrznie w obozie PiS (ZP) strategii działania, ale...?
PS.2.
Oczywiście Konstytucję RP trzeba koniecznie zmienić. Ale jesteśmy na początku drogi odbudowy Polski i jedna kadencja to za mało, rządy 4 letnie to za mało. Trzeba co najmniej 8 lat, aby faktycznie dokonać zmian a opór zdrajców i szalbierców narasta z każdym dniem i każdą nową reformą, każdą zmianą.
Mam pewien niedosyt w szybkości zmian, ale dotyczą one przede wszystkim rozliczenia poprzedników. Jeszcze nikt nie siedzi za kratami a powinien, brak reakcji na przestępstwa i zdradę tylko dodaje odwagi beneficjentom III RP. Tak naprawdę oprócz AmberGold nie są rozliczane tysiące afer PO-PSL. I od tego trzeba zacząć.
Dlatego też i w tym kontekście uważam, że te głosy prezydenta były przedwczesny, bowiem otwierają kolejny front, gdy jest ich otwarte już dużo i będą kolejne. I powtórzę: być może ta konstytucyjna dyskusja będzie jakimś paliwem protestów "totalnej opozycji", która czuje się bezkarna.
Poza tym to - i to jest bardzo ważne! - referendum w 2018 roku (co pisałem) i tak nic nie da przy obecnej strukturze parlamentu i braku kwalifikowanej większości przez PiS (ZP) a przecież czekają nas równie ważne o ile nie ważniejsze wybory samorządowe w tymże 2018 roku. Rozmydlenie i "emocjonalne rozgrzanie" kampanii wyborczej dodatkowo o wątek zmiany Konstytucji oraz danie pretekstu opozycji w tej kampanii uważam za co najmniej naiwne, o ile nie przeciwskuteczne. Temat Konstytucji może niepotrzebnie zaważyć na wynikach wyborów samorządowych i wypaczyć ich wynik a samorządy musimy odzyskać.
To jest moje zdanie i mam nadzieję, że się mylę.
P.S.3.
Skoro już zdecydowałem się na przekazanie moich obaw to może jeszcze kilka słów.
Napisałem przed chwilą, że oprócz AmberGold nie ma żadnych pogłębionych śledztw wobec przestępców i zdrajców z czasów rządów PO-PSL. Nie wskazałem akurat na B. Komorowskiego, ale jego też miałem na myśli, tym bardziej, że napisałem onegdaj na jego temat wiele artykułów, w których uznałem go jako jednego z najniebezpieczniejszych ludzi w Polsce.
I ponadto. Był audyt ministerstw, który medialnie i z hukiem zaprezentowano publisi. I co? Ano nic! Był audyt kancelarii prezydenta i spuścizny B. Komorowskiego, który okazał się też pospolitym złodziejem. I co? Ano nic. W. Sumliński opisał Aferę Marszałkową, podobnie A. Ścios. I co? Ano nic! B. Komorowski złamał Konstytucję bezprawnie przejmując władzę po tragedii smoleńskiej. I co? Ano nic! Totalna opozycja łamie prawo (choćby okupując sejm). I co? Ano nic! A gdzie jest Aneks do Raportu z Likwidacji WSI? Ano nie ma go? A gdzie jest ustawa 1066? Ano ona jest (sic!) i ma się dobrze. I te obowiązkowe szczepionki, i te GMO wprowadzane bocznymi drzwiami... Nie ma ich? Ano są, niestety...
[1] http://wpolityce.pl/polityka/338217-czy-w-trakcie-rewolucji-pisze-sie-konstytucje
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Etykiety:
6 maja,
A. Duda,
demoliberalizm,
III RP,
komunizm,
konstytucja RP,
Manipulacja,
marsz wolności,
postkomunizm,
Prezydent,
PRL-bis,
rozlew krwi,
Targowica,
terroryzm,
Totalna opozycja,
UB,
wsi,
zdrada,
zniewolenie
piątek, 28 kwietnia 2017
Emmanuel Macron - to naprawdę francuski "komoroschetopetrotuskokwach"
Ostatnio [1] ostrzegawczo pisząc o Emmanuelu Macronie napisałem, że to francuska wersja naszej, hipotetycznie stworzonej, rodzimej hybrydy, t.j. "schetopetrotuseka".
Wielu komentatorów zwróciło mi uwagę, że swobodnie można by do tego sztucznego tworu dodać też zarówno A. Kwaśniewskiego, jak i B. Komorowskiego. L. Wałęsy nie proponowano i dobrze, bo to już "żenująca klasa sama w sobie" i trudno obiektywnie weryfikowalna.
I tak powstał tytułowy "komoroschetopetrotuskokwach" i chyba faktycznie E. Macron jest osobistością skupiającą w sobie najgorsze cechy owych, polskich "przywódców" a w skali światowej też najgorsze cechy takich lewacko-demoliberalnych person jak: Frans Timmermans, Jean-Claude Juncker, Guy Verhofstadt's, Martin Schulz, François Hollande, Barack Hussein Obama II (tak, tak, to ten prezydent USA), Hillary Clinton czy też jej mąż oraz wielu, wielu innych przedstawicieli tzw. Nowej Lewicy opartej na marksistowskich ideach komunisty A. Gramsciego i zaleceniach tzw. Szkoły Frankfurckiej.
Charakteryzując w owym poście poglądy i postawy Emmanuela Macrona wskazałem, iż to:
- skrajny euroentuzjasta i zwolennik federalizacji UE (Jedno Państwo - Europa),
- entuzjasta bardzo ścisłej współpracy Francji z Niemcami (bez UK, to ten tandem ma kierować UE),
- zwolennik jednorodnych zasad polityki podatkowej, socjalnej, celnej i innych w całej UE oraz postulator powstania europejskiej straży granicznej i policji,
- politpoprawny lewacki demoliberał opowiadający się za przyjmowaniem muzułmańskich tzw.: "uchodźców" oraz wyznawca idei, iż islamski terroryzm wynika z nierówności społecznych i ekonomicznych oraz może być szansą (ubogaceniem) dla Francji i należy dążyć do jak największej integracji muzułmanów w Europie oraz podejmować działania na rzecz tej integracji; po ostatnich islamskich zamachach terrorystycznych we Francji i innych krajach stwierdził mniej więcej, iż "Francuzi muszą się przyzwyczaić do terroryzmu i nie można w tym obszarze nic zmienić",
- zwolennik przymusowej, kwotowej relokacji uchodźców w krajach UE, - bardziej preferujący wspólną obronność europejską (wspólny fundusz zbrojeniowy, wspólne zakupy uzbrojenia - sic!) niż NATO, choć nie neguje jego istnienia i uważa, iż powinno zostać status quo (brak dalszego rozszerzania NATO),
- opowiadający się za utrzymaniem sankcji wobec Rosji, choć chciałby z nią współpracować, podobnie jak z Turcją czy krajami bliskowschodnimi,
- człowiek ściśle związany ze światowymi korporacjami finansowymi, szczególnie - podobnie jak G. Soros - z rodziną bankierów/lichwiarzy: Rothschildów; w latach 2008-2012 bankster zatrudniony w Rothschild & Cie Bangue.
Dodałem też, "iż francuski naród został idealnie zmanipulowany i wymanewrowany przez dotychczasowe lewacko-demoliberalne i politpoprawne elity a naprędce (choć zapewne zgodnie z planem i socjologiczną oceną sytuacji we Francji i UE) "wystrugany" przez nie E. Macron jest nową, medialnie wykreowaną wersją F. Hollanda, M. Vallsa, czy nawet N. Sarkozy'ego. Taka sobie krzyżówka" [1].
Jak zwykle szeroko i dobrze opisał też środowisko i samego E. Macrona bloger Marek Mojsiewicz w tekście: "Wybory we Francji jak zawsze wygrają .... Rothschildowie" [2].
Wielu publicystów, polityków czy też blogerów reprezentujących prawą scenę polityczną i będących zwolennikami obecnych władz - mimo, iż poglądy E. Macrona są w kontrze wobec poglądów i postaw naszego rządu - uważało i dalej zapewne uważa, iż E. Macron jest dla Polski lepszy niż M. Le Pen.
No, ale "g...wno zawsze na wierzch wypływa".
"Emmanuel Macron, zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, powiedział w opublikowanym w czwartek wywiadzie dla dziennika „Voix du Nord”, że jeśli zostanie prezydentem opowie się za sankcjami UE wobec Polski, która „naruszyła wszystkie zasady Unii” [3].
Podobno tę jego wypowiedź niektórzy traktują tylko jako element kampanii wyborczej i ponoć była wynikiem strajku francuskich pracowników zakładów Whirlpool, które mają zostać zamknięte ze względu na przeniesienie produkcji do Łodzi.
Niestety - wedle mnie - on ma rzeczywiście taki stosunek do Polski i Węgier jak cała lewacko-demoliberalna wierchuszka UE. Bowiem w tej swojej wypowiedzi zawarł też inne sugestie i zapowiedzi: "W ciągu trzech miesięcy po wybraniu mnie (na prezydenta) podjęta zostanie decyzja w sprawie Polski (...) Nie możemy tolerować kraju, który w Unii Europejskiej rozgrywa różnice kosztów społecznych (kosztów pracy - PAP) i który narusza wszystkie zasady Unii (...) Nie możemy mieć takiej Europy, w której (…) gdy mamy do czynienia z państwem członkowskim zachowującym się tak jak Polska czy Węgry - w kwestiach dotyczących uniwersytetu, wiedzy, uchodźców, wartości fundamentalnych - to podejmuje się decyzje, aby nie robić nic (...) Nie ustąpię w żadnej kwestii. Ci, którzy tego nie zrozumieli, nie znają mnie (...) Chcę, aby przypadkowi Polski przyjrzano się w sposób całościowy. I aby w kwestiach dotyczących praw i wartości Unii Europejskiej wprowadzono sankcje..." [3].
Kolejny unijny przywódca próbujący szukać tematów zastępczych (Polska, Węgry), niż faktycznie zająć się kryzysami w UE: finansowym, strefy Euro, imigracyjnym i koniecznością fundamentalnej zmiany w funkcjonowaniu tej UE po Brexicie i wobec nowych geopolitycznych wyzwań.
Mam nadzieję, iż po tych wypowiedziach kandydata na prezydenta Francji ucichną głosy jego poparcia z naszej, prawej strony sceny politycznej. A jeżeli jeszcze niektórzy mają jakieś wątpliwości, to warto zaznaczyć, że wraży przedstawiciel "totalnej, antypolskiej opozycji", B. Komorowski też sobie zagaworzył: "W moim przekonaniu w tej chwili Emmanuel Macron to optymalny kandydat. Jest pewnym wyzwaniem, bo stawiał bardzo mocno problemy w trakcie kampanii" [4].
No cóż... zobaczymy, co będzie po wyborach i ewentualnym zwycięstwie E. Macrona, bo często zapowiedzi w czasie kampanii wyborczych mają się nijak do działań podejmowanych już po zwycięstwie. Niemniej mam bardzo złe przeczucia: po wyjściu UK z UE taki ewentualny silny antypolski i antywęgierski tandem Niemcy-Francja nie wróży dla Polski nic dobrego... a do tego jeszcze zawsze "ciepłe" stosunki niemiecko-rosyjskie...
Czekają nas ciekawe miesiące i warto też obserwować efekty najbliższego spotkania: Trump-Putin. To one mogą być dla nas bardzo ważne...
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2017/04/emmanuel-macron-francuski-petrotusek.html
[2] http://naszeblogi.pl/46341-wybory-we-francji-jak-zawsze-wygraja-rothschildowie
[3] https://wpolityce.pl/swiat/337514-maski-opadly-macron-chce-sankcji-wobec-polski-nie-mozemy-tolerowac-kraju-ktory-w-ue-rozgrywa-roznice-kosztow-spolecznych-i-narusza-wszystkie-zasady
[4] http://wpolityce.pl/polityka/337570-komorowski-otwarcie-popiera-macrona-to-optymalny-kandydat-chce-unii-europejskiej-w-ktorej-wszystkie-kraje-beda-stosowaly-sie-do-panujacych-zasad
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Wielu komentatorów zwróciło mi uwagę, że swobodnie można by do tego sztucznego tworu dodać też zarówno A. Kwaśniewskiego, jak i B. Komorowskiego. L. Wałęsy nie proponowano i dobrze, bo to już "żenująca klasa sama w sobie" i trudno obiektywnie weryfikowalna.
I tak powstał tytułowy "komoroschetopetrotuskokwach" i chyba faktycznie E. Macron jest osobistością skupiającą w sobie najgorsze cechy owych, polskich "przywódców" a w skali światowej też najgorsze cechy takich lewacko-demoliberalnych person jak: Frans Timmermans, Jean-Claude Juncker, Guy Verhofstadt's, Martin Schulz, François Hollande, Barack Hussein Obama II (tak, tak, to ten prezydent USA), Hillary Clinton czy też jej mąż oraz wielu, wielu innych przedstawicieli tzw. Nowej Lewicy opartej na marksistowskich ideach komunisty A. Gramsciego i zaleceniach tzw. Szkoły Frankfurckiej.
Charakteryzując w owym poście poglądy i postawy Emmanuela Macrona wskazałem, iż to:
- skrajny euroentuzjasta i zwolennik federalizacji UE (Jedno Państwo - Europa),
- entuzjasta bardzo ścisłej współpracy Francji z Niemcami (bez UK, to ten tandem ma kierować UE),
- zwolennik jednorodnych zasad polityki podatkowej, socjalnej, celnej i innych w całej UE oraz postulator powstania europejskiej straży granicznej i policji,
- politpoprawny lewacki demoliberał opowiadający się za przyjmowaniem muzułmańskich tzw.: "uchodźców" oraz wyznawca idei, iż islamski terroryzm wynika z nierówności społecznych i ekonomicznych oraz może być szansą (ubogaceniem) dla Francji i należy dążyć do jak największej integracji muzułmanów w Europie oraz podejmować działania na rzecz tej integracji; po ostatnich islamskich zamachach terrorystycznych we Francji i innych krajach stwierdził mniej więcej, iż "Francuzi muszą się przyzwyczaić do terroryzmu i nie można w tym obszarze nic zmienić",
- zwolennik przymusowej, kwotowej relokacji uchodźców w krajach UE, - bardziej preferujący wspólną obronność europejską (wspólny fundusz zbrojeniowy, wspólne zakupy uzbrojenia - sic!) niż NATO, choć nie neguje jego istnienia i uważa, iż powinno zostać status quo (brak dalszego rozszerzania NATO),
- opowiadający się za utrzymaniem sankcji wobec Rosji, choć chciałby z nią współpracować, podobnie jak z Turcją czy krajami bliskowschodnimi,
- człowiek ściśle związany ze światowymi korporacjami finansowymi, szczególnie - podobnie jak G. Soros - z rodziną bankierów/lichwiarzy: Rothschildów; w latach 2008-2012 bankster zatrudniony w Rothschild & Cie Bangue.
Dodałem też, "iż francuski naród został idealnie zmanipulowany i wymanewrowany przez dotychczasowe lewacko-demoliberalne i politpoprawne elity a naprędce (choć zapewne zgodnie z planem i socjologiczną oceną sytuacji we Francji i UE) "wystrugany" przez nie E. Macron jest nową, medialnie wykreowaną wersją F. Hollanda, M. Vallsa, czy nawet N. Sarkozy'ego. Taka sobie krzyżówka" [1].
Jak zwykle szeroko i dobrze opisał też środowisko i samego E. Macrona bloger Marek Mojsiewicz w tekście: "Wybory we Francji jak zawsze wygrają .... Rothschildowie" [2].
Wielu publicystów, polityków czy też blogerów reprezentujących prawą scenę polityczną i będących zwolennikami obecnych władz - mimo, iż poglądy E. Macrona są w kontrze wobec poglądów i postaw naszego rządu - uważało i dalej zapewne uważa, iż E. Macron jest dla Polski lepszy niż M. Le Pen.
No, ale "g...wno zawsze na wierzch wypływa".
"Emmanuel Macron, zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, powiedział w opublikowanym w czwartek wywiadzie dla dziennika „Voix du Nord”, że jeśli zostanie prezydentem opowie się za sankcjami UE wobec Polski, która „naruszyła wszystkie zasady Unii” [3].
Podobno tę jego wypowiedź niektórzy traktują tylko jako element kampanii wyborczej i ponoć była wynikiem strajku francuskich pracowników zakładów Whirlpool, które mają zostać zamknięte ze względu na przeniesienie produkcji do Łodzi.
Niestety - wedle mnie - on ma rzeczywiście taki stosunek do Polski i Węgier jak cała lewacko-demoliberalna wierchuszka UE. Bowiem w tej swojej wypowiedzi zawarł też inne sugestie i zapowiedzi: "W ciągu trzech miesięcy po wybraniu mnie (na prezydenta) podjęta zostanie decyzja w sprawie Polski (...) Nie możemy tolerować kraju, który w Unii Europejskiej rozgrywa różnice kosztów społecznych (kosztów pracy - PAP) i który narusza wszystkie zasady Unii (...) Nie możemy mieć takiej Europy, w której (…) gdy mamy do czynienia z państwem członkowskim zachowującym się tak jak Polska czy Węgry - w kwestiach dotyczących uniwersytetu, wiedzy, uchodźców, wartości fundamentalnych - to podejmuje się decyzje, aby nie robić nic (...) Nie ustąpię w żadnej kwestii. Ci, którzy tego nie zrozumieli, nie znają mnie (...) Chcę, aby przypadkowi Polski przyjrzano się w sposób całościowy. I aby w kwestiach dotyczących praw i wartości Unii Europejskiej wprowadzono sankcje..." [3].
Kolejny unijny przywódca próbujący szukać tematów zastępczych (Polska, Węgry), niż faktycznie zająć się kryzysami w UE: finansowym, strefy Euro, imigracyjnym i koniecznością fundamentalnej zmiany w funkcjonowaniu tej UE po Brexicie i wobec nowych geopolitycznych wyzwań.
Mam nadzieję, iż po tych wypowiedziach kandydata na prezydenta Francji ucichną głosy jego poparcia z naszej, prawej strony sceny politycznej. A jeżeli jeszcze niektórzy mają jakieś wątpliwości, to warto zaznaczyć, że wraży przedstawiciel "totalnej, antypolskiej opozycji", B. Komorowski też sobie zagaworzył: "W moim przekonaniu w tej chwili Emmanuel Macron to optymalny kandydat. Jest pewnym wyzwaniem, bo stawiał bardzo mocno problemy w trakcie kampanii" [4].
No cóż... zobaczymy, co będzie po wyborach i ewentualnym zwycięstwie E. Macrona, bo często zapowiedzi w czasie kampanii wyborczych mają się nijak do działań podejmowanych już po zwycięstwie. Niemniej mam bardzo złe przeczucia: po wyjściu UK z UE taki ewentualny silny antypolski i antywęgierski tandem Niemcy-Francja nie wróży dla Polski nic dobrego... a do tego jeszcze zawsze "ciepłe" stosunki niemiecko-rosyjskie...
Czekają nas ciekawe miesiące i warto też obserwować efekty najbliższego spotkania: Trump-Putin. To one mogą być dla nas bardzo ważne...
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2017/04/emmanuel-macron-francuski-petrotusek.html
[2] http://naszeblogi.pl/46341-wybory-we-francji-jak-zawsze-wygraja-rothschildowie
[3] https://wpolityce.pl/swiat/337514-maski-opadly-macron-chce-sankcji-wobec-polski-nie-mozemy-tolerowac-kraju-ktory-w-ue-rozgrywa-roznice-kosztow-spolecznych-i-narusza-wszystkie-zasady
[4] http://wpolityce.pl/polityka/337570-komorowski-otwarcie-popiera-macrona-to-optymalny-kandydat-chce-unii-europejskiej-w-ktorej-wszystkie-kraje-beda-stosowaly-sie-do-panujacych-zasad
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Emmanuel Macron - francuski "schetopetrotusek"...
Zakończyły się wybory prezydenckie we Francji.
Zgodnie z przewidywaniami 7 maja odbędzie się II tura wyborów, w której zmierzą się: założyciel własnego ruchu En Marche!, demoliberalno-socjalistyczny (centrowy?) Emmanuel Macron (23,75% głosów) oraz liderka prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen (21,53% głosów).
Prawdopodobnym ostatecznym zwycięzcą wyborów będzie E. Macron, który skupi wokół siebie ogromną koalicję "wszyscy przeciw M. Le Pen". Już teraz ich kontrkandydaci wezwali swoich wyborców, aby głosowali na niego. Uczynili tak zarówno kandydat centroprawicy Franois Fillon (19,91% głosów) i kandydat rządzącej we Francji Partii Socjalistycznej (rząd + prezydent) B. Hamon (około 6% głosów). Nie wiadomo jeszcze na kogo przekaże swoje głosy skrajny komunista Jean-Luc Melenchon (zaskakujące 19,64% głosów), ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że byłoby dla niego samobójstwem wskazanie Marine Le Pen... choć tak naprawdę w wielu obszarach, szczególnie w sferze pracowniczej i socjalnej, ich poglądy są niemal identyczne.
Francuzi więc odrzucili przedstawicieli partii, które rządziły lub współrządziły Francą niemal od początku republiki. Dla wielu jest to szok, choć wydaje się, iż francuski naród został idealnie zmanipulowany i wymanewrowany przez dotychczasowe lewacko-demoliberalne i politpoprawne elity a naprędce (choć zapewne zgodnie z planem i socjologiczną oceną sytuacji we Francji i UE) "wystrugany" przez nie E. Macron jest nową, medialnie wykreowaną wersją F. Hollanda, M. Vallsa, czy nawet N. Sarkozy'ego.Taka sobie krzyżówka.
UE, szczególnie od kryzysów finansowych i najazdu fali muzułmańskich imigrantów, powoli upada. Projekt jednego Państwa Europa okazuje się być utopią, podobnie jak wszystkie dotychczasowe pomysły lewako-komunistów. Ludzie na świecie widzą też swoją powolną autodestrukcję spowodowaną powszechnym marksizmem kulturowym, globalizmem, polipoprawnością, lewicowym demoliberalizmem. Stąd powszechny tzw.: "wyborczy zwrot na prawo", co już dało się zauważyć i w Polsce, i na Węgrzech, w USA czy nawet w Austrii.
Ale... "tonący brzytwy się chwyta" a "konający koń najmocniej kopie". Dotychczasowe elity walczą o przetrwanie a jako, że kilkudziesięcioletnie i systematyczne lewackie (kulturowo marksistowskie) ogłupianie przez nie zachodnich społeczeństw przyniosło nadspodziewanie dobre skutki, to mają ułatwione zadanie w obszarze dalszego i jeszcze bardziej wyrafinowanego manipulowania ludźmi.
W Polsce próbowano też nas wyjałowić intelektualnie i kulturowo. Udało się to w dużej części, ale - pomni wspomnień wojennego komunizmu i realnego socjalizmu oraz ze względów na nasz narodowych charakter i indywidualizm - odrzuciliśmy dotychczasowe elity i nie daliśmy się nabrać na nowo-stare, sztucznie i medialnie wykreowane przez dotychczasowych władców, byty polityczne w stylu .Nowoczesnej czy jej szefa R. Petru.
Bo przecież tak naprawdę francuski E. Macron to taki ich R. Petru i został on oraz jego ruch "stworzony" na identycznej zasadzie. Można też do tej mieszanki dodać i naszych: D. Tuska i G. Schetynę, choć wydaje się, że ten nasz "schetopetrotusek" jest jednak politycznie i intelektualnie o kilka klas niżej od . E. Macrona. Niemniej on też jest tylko "marionetką" w rękach swoich kreatorów.
W Polsce spodziewano się porażki skompromitowanej PO, więc L. Balcerowicz, A. Olechowski i spółka przy prawdopodobnej pomocy takich lichwiarskich i demoliberalnych "sorosów" "wystrugali" .N czy KOD. We Francji F. Hollande i jego Partia Socjalistyczna całkowicie się skompromitowała, zresztą podobnie jak partia centroprawicowa. Wykreowano więc tegoż E. Macrona (i jego ruch En Marche!), którego poglądy niczym się tak naprawdę nie różnią od dotychczasowych poglądów elit francuskich, ale medialnie i propagandowo, zgodnie ze sztuką inżynierii społecznej i marketingowo, spozycjonowano go w społecznym odbiorze jako niby nową siłę, siłę centrową i antysystemową, inną od dotychczasowych. To tak jak u nas: przecież .N to to samo co PO.
My się - w swojej masie - nie daliśmy zwieźć, ale polipoprawnie ogłupiali i pozbawieni umiejętności myślenia oraz wewnętrznie puści, wyzuci z wartości, Francuzi już tak...
Przykre i żal mi Francuzów, bo już niedługo to będzie najprawdopodobniej francuski, muzułmański kalifat i wewnętrzne walki oraz ciągłe życie w stanie wyjątkowym mogą sprawić, iż uchodźcami do Polski czy Węgier będą oni sami...
Na koniec sylwetka Emmanuela Macrona. Warto się nad nią zastanowić, też w odniesieniu do Polski.
Emmanuel Macron (ur. - 21.12.1977):
- absolwent liceum jezuickiego oraz Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu,
- w latach 1999-2001 asystent uznanego filozofa Paula Ricoeura (1913-2005) - działacza socjalistycznego (i chrześcijańskiego - sic!),
- w latach 2006-2009 członek francuskiej partii socjalistycznej, tej samej, z ramienia której prezydentem został skompromitowany F. Hollande i właśnie przez tegoż masońskiego F. Hollanda usilnie promowany, m.in. jako jego sekretarz generalny (2012-2014),
- w latach 2008-2012 bankster zatrudniony w Rothschild & Cie Banque, czyli - jak G. Soros - człowiek rodziny Rothschildów i innych kreatorów świata,
- w latach 2012-2014 zastępca sekretarza generalnego w Pałacu Elizejskim prezydenta F. Hollanda,
- w latach 2014-2016 minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w gabinecie socjalisty Manuela Vallsa,
- w kwietniu 2016 (sic!) założył ruch polityczny pod nazwą En Marche! (Naprzód Marsz!) i od tego momentu zaczął być "pompowany" w sondażach i lewacko-demoliberalnych francuskich (i nie tylko) mediach a nasilenie tej "promocji" nastąpiło po 1 grudnia 2016 roku, czyli od momentu, w którym F. Hollande ogłosił, iż nie będzie ubiegał się o reelekcję,
- niektóre osoby go popierające (za wikipedia): socjal-liberał F. Baryou; domniemany pedofil, działacz partii zielonych, lewak kulturowy D. Cohn-Bendit; homoseksualista i członek partii socjalistycznej Bertrand Delanoe, mer Paryża w latach 2001-2014; zagubiony pomiędzy ideami komunistycznymi, socjalistycznymi i konserwatywnymi Bernard Kouchner; wieloletni działacz konserwatywnej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMT - partii N. Sarkozego) Dominique Perben; niedawny premier z ramienia partii socjalistycznej (2014-2016) Manuel Valls,
- od 2007 roku żonaty ze starszą o 24 lat jego licealną nauczycielką francuskiego Brigitte Trogneux, co wedle wielu plotek (zdementowanych kategorycznie przez samego E. Macrona) ma być "przykrywką": jego homoseksualizmu (biseksualizmu) oraz gejowskiego związku z szefem Radia France Mathieua Geleta.
Najważniejsze poglądy i postawy E. Macrona:
- skrajny euroentuzjasta i zwolennik federalizacji UE (Jedno Państwo - Europa),
- entuzjasta bardzo ścisłej współpracy Francji z Niemcami (bez UK, to ten tandem ma kierować UE),
- zwolennik jednorodnych zasad polityki podatkowej, socjalnej, celnej i innych w całej UE oraz postulator powstania europejskiej straży granicznej i policji,
- politpoprawny lewacki demoliberał opowiadający się za przyjmowaniem muzułmańskich tzw.: "uchodźców" oraz wyznawca idei, iż islamski terroryzm wynika z nierówności społecznych i ekonomicznych oraz może być szansą (ubogaceniem) dla Francji i należy dążyć do jak największej integracji muzułmanów w Europie oraz podejmować działania na rzecz tej integracji,
- zwolennik przymusowej, kwotowej relokacji uchodźców w krajach UE,
- po ostatnich islamskich zamachach terrorystycznych we Francji i innych krajach stwierdził mniej więcej, iż "Francuzi muszą się przyzwyczaić do terroryzmu i nie można w tym obszarze nic zmienić",
- bardziej preferujący wspólną obronność europejską (wspólny fundusz zbrojeniowy, wspólne zakupy uzbrojenia - sic!) niż NATO, choć nie neguje jego istnienia i uważa, iż powinno zostać status quo (brak dalszego rozszerzania NATO),
- opowiada się za utrzymaniem sankcji wobec Rosji, choć chciałby z nią współpracować, podobnie jak z Turcją czy krajami bliskowschodnimi.
Wszyscy analitycy i komentatorzy uważają, że M. Le Pen nie ma żadnych szans z kandydatem m.in. "banksterów" i dotychczasowych elit francuskich. Prawdopodobnie tak będzie, ale nic nie jest jeszcze przesądzone, bo sytuacja jest dynamiczna a islamski terroryzm staje się coraz bardziej nieprzewidywalny i powszechny.
Warto dodać, że czerwcu we Francji odbędą są wybory parlamentarne a w nich bardzo prawdopodobne jest zwycięstwo Frontu Narodowego, choć być może nie aż takie, żeby mógł utworzyć samodzielny lub koalicyjny rząd.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Zgodnie z przewidywaniami 7 maja odbędzie się II tura wyborów, w której zmierzą się: założyciel własnego ruchu En Marche!, demoliberalno-socjalistyczny (centrowy?) Emmanuel Macron (23,75% głosów) oraz liderka prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen (21,53% głosów).
Prawdopodobnym ostatecznym zwycięzcą wyborów będzie E. Macron, który skupi wokół siebie ogromną koalicję "wszyscy przeciw M. Le Pen". Już teraz ich kontrkandydaci wezwali swoich wyborców, aby głosowali na niego. Uczynili tak zarówno kandydat centroprawicy Franois Fillon (19,91% głosów) i kandydat rządzącej we Francji Partii Socjalistycznej (rząd + prezydent) B. Hamon (około 6% głosów). Nie wiadomo jeszcze na kogo przekaże swoje głosy skrajny komunista Jean-Luc Melenchon (zaskakujące 19,64% głosów), ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że byłoby dla niego samobójstwem wskazanie Marine Le Pen... choć tak naprawdę w wielu obszarach, szczególnie w sferze pracowniczej i socjalnej, ich poglądy są niemal identyczne.
Francuzi więc odrzucili przedstawicieli partii, które rządziły lub współrządziły Francą niemal od początku republiki. Dla wielu jest to szok, choć wydaje się, iż francuski naród został idealnie zmanipulowany i wymanewrowany przez dotychczasowe lewacko-demoliberalne i politpoprawne elity a naprędce (choć zapewne zgodnie z planem i socjologiczną oceną sytuacji we Francji i UE) "wystrugany" przez nie E. Macron jest nową, medialnie wykreowaną wersją F. Hollanda, M. Vallsa, czy nawet N. Sarkozy'ego.Taka sobie krzyżówka.
UE, szczególnie od kryzysów finansowych i najazdu fali muzułmańskich imigrantów, powoli upada. Projekt jednego Państwa Europa okazuje się być utopią, podobnie jak wszystkie dotychczasowe pomysły lewako-komunistów. Ludzie na świecie widzą też swoją powolną autodestrukcję spowodowaną powszechnym marksizmem kulturowym, globalizmem, polipoprawnością, lewicowym demoliberalizmem. Stąd powszechny tzw.: "wyborczy zwrot na prawo", co już dało się zauważyć i w Polsce, i na Węgrzech, w USA czy nawet w Austrii.
Ale... "tonący brzytwy się chwyta" a "konający koń najmocniej kopie". Dotychczasowe elity walczą o przetrwanie a jako, że kilkudziesięcioletnie i systematyczne lewackie (kulturowo marksistowskie) ogłupianie przez nie zachodnich społeczeństw przyniosło nadspodziewanie dobre skutki, to mają ułatwione zadanie w obszarze dalszego i jeszcze bardziej wyrafinowanego manipulowania ludźmi.
W Polsce próbowano też nas wyjałowić intelektualnie i kulturowo. Udało się to w dużej części, ale - pomni wspomnień wojennego komunizmu i realnego socjalizmu oraz ze względów na nasz narodowych charakter i indywidualizm - odrzuciliśmy dotychczasowe elity i nie daliśmy się nabrać na nowo-stare, sztucznie i medialnie wykreowane przez dotychczasowych władców, byty polityczne w stylu .Nowoczesnej czy jej szefa R. Petru.
Bo przecież tak naprawdę francuski E. Macron to taki ich R. Petru i został on oraz jego ruch "stworzony" na identycznej zasadzie. Można też do tej mieszanki dodać i naszych: D. Tuska i G. Schetynę, choć wydaje się, że ten nasz "schetopetrotusek" jest jednak politycznie i intelektualnie o kilka klas niżej od . E. Macrona. Niemniej on też jest tylko "marionetką" w rękach swoich kreatorów.
W Polsce spodziewano się porażki skompromitowanej PO, więc L. Balcerowicz, A. Olechowski i spółka przy prawdopodobnej pomocy takich lichwiarskich i demoliberalnych "sorosów" "wystrugali" .N czy KOD. We Francji F. Hollande i jego Partia Socjalistyczna całkowicie się skompromitowała, zresztą podobnie jak partia centroprawicowa. Wykreowano więc tegoż E. Macrona (i jego ruch En Marche!), którego poglądy niczym się tak naprawdę nie różnią od dotychczasowych poglądów elit francuskich, ale medialnie i propagandowo, zgodnie ze sztuką inżynierii społecznej i marketingowo, spozycjonowano go w społecznym odbiorze jako niby nową siłę, siłę centrową i antysystemową, inną od dotychczasowych. To tak jak u nas: przecież .N to to samo co PO.
My się - w swojej masie - nie daliśmy zwieźć, ale polipoprawnie ogłupiali i pozbawieni umiejętności myślenia oraz wewnętrznie puści, wyzuci z wartości, Francuzi już tak...
Przykre i żal mi Francuzów, bo już niedługo to będzie najprawdopodobniej francuski, muzułmański kalifat i wewnętrzne walki oraz ciągłe życie w stanie wyjątkowym mogą sprawić, iż uchodźcami do Polski czy Węgier będą oni sami...
Na koniec sylwetka Emmanuela Macrona. Warto się nad nią zastanowić, też w odniesieniu do Polski.
Emmanuel Macron (ur. - 21.12.1977):
- absolwent liceum jezuickiego oraz Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu,
- w latach 1999-2001 asystent uznanego filozofa Paula Ricoeura (1913-2005) - działacza socjalistycznego (i chrześcijańskiego - sic!),
- w latach 2006-2009 członek francuskiej partii socjalistycznej, tej samej, z ramienia której prezydentem został skompromitowany F. Hollande i właśnie przez tegoż masońskiego F. Hollanda usilnie promowany, m.in. jako jego sekretarz generalny (2012-2014),
- w latach 2008-2012 bankster zatrudniony w Rothschild & Cie Banque, czyli - jak G. Soros - człowiek rodziny Rothschildów i innych kreatorów świata,
- w latach 2012-2014 zastępca sekretarza generalnego w Pałacu Elizejskim prezydenta F. Hollanda,
- w latach 2014-2016 minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w gabinecie socjalisty Manuela Vallsa,
- w kwietniu 2016 (sic!) założył ruch polityczny pod nazwą En Marche! (Naprzód Marsz!) i od tego momentu zaczął być "pompowany" w sondażach i lewacko-demoliberalnych francuskich (i nie tylko) mediach a nasilenie tej "promocji" nastąpiło po 1 grudnia 2016 roku, czyli od momentu, w którym F. Hollande ogłosił, iż nie będzie ubiegał się o reelekcję,
- niektóre osoby go popierające (za wikipedia): socjal-liberał F. Baryou; domniemany pedofil, działacz partii zielonych, lewak kulturowy D. Cohn-Bendit; homoseksualista i członek partii socjalistycznej Bertrand Delanoe, mer Paryża w latach 2001-2014; zagubiony pomiędzy ideami komunistycznymi, socjalistycznymi i konserwatywnymi Bernard Kouchner; wieloletni działacz konserwatywnej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMT - partii N. Sarkozego) Dominique Perben; niedawny premier z ramienia partii socjalistycznej (2014-2016) Manuel Valls,
- od 2007 roku żonaty ze starszą o 24 lat jego licealną nauczycielką francuskiego Brigitte Trogneux, co wedle wielu plotek (zdementowanych kategorycznie przez samego E. Macrona) ma być "przykrywką": jego homoseksualizmu (biseksualizmu) oraz gejowskiego związku z szefem Radia France Mathieua Geleta.
Najważniejsze poglądy i postawy E. Macrona:
- skrajny euroentuzjasta i zwolennik federalizacji UE (Jedno Państwo - Europa),
- entuzjasta bardzo ścisłej współpracy Francji z Niemcami (bez UK, to ten tandem ma kierować UE),
- zwolennik jednorodnych zasad polityki podatkowej, socjalnej, celnej i innych w całej UE oraz postulator powstania europejskiej straży granicznej i policji,
- politpoprawny lewacki demoliberał opowiadający się za przyjmowaniem muzułmańskich tzw.: "uchodźców" oraz wyznawca idei, iż islamski terroryzm wynika z nierówności społecznych i ekonomicznych oraz może być szansą (ubogaceniem) dla Francji i należy dążyć do jak największej integracji muzułmanów w Europie oraz podejmować działania na rzecz tej integracji,
- zwolennik przymusowej, kwotowej relokacji uchodźców w krajach UE,
- po ostatnich islamskich zamachach terrorystycznych we Francji i innych krajach stwierdził mniej więcej, iż "Francuzi muszą się przyzwyczaić do terroryzmu i nie można w tym obszarze nic zmienić",
- bardziej preferujący wspólną obronność europejską (wspólny fundusz zbrojeniowy, wspólne zakupy uzbrojenia - sic!) niż NATO, choć nie neguje jego istnienia i uważa, iż powinno zostać status quo (brak dalszego rozszerzania NATO),
- opowiada się za utrzymaniem sankcji wobec Rosji, choć chciałby z nią współpracować, podobnie jak z Turcją czy krajami bliskowschodnimi.
Wszyscy analitycy i komentatorzy uważają, że M. Le Pen nie ma żadnych szans z kandydatem m.in. "banksterów" i dotychczasowych elit francuskich. Prawdopodobnie tak będzie, ale nic nie jest jeszcze przesądzone, bo sytuacja jest dynamiczna a islamski terroryzm staje się coraz bardziej nieprzewidywalny i powszechny.
Warto dodać, że czerwcu we Francji odbędą są wybory parlamentarne a w nich bardzo prawdopodobne jest zwycięstwo Frontu Narodowego, choć być może nie aż takie, żeby mógł utworzyć samodzielny lub koalicyjny rząd.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
sobota, 25 lutego 2017
J. Międlar zatrzymany w UK - Lewacko-komunistyczny, demoliberalny totalitaryzm!
Informację powziąłem od szefowej portalu Blogmedia24.pl - Maryli [1], która wskazała na jej źródło w postaci portalu dzienniknarodowy.pl [2].
Uznałem, że wskazanym jest nagłośnienie tej informacji a jako, że mogę jako bloger uczynić to na moim blogu, więc to czynię przedstawiając w całości jej treść:
-------------
"PILNE! Jacek Międlar zatrzymany na lotnisku London Stansted. Jest przesłuchiwany".Opublikowano: 25 lutego 2017 10:55:30
Kampanię nienawiści w Wielkiej Brytanii skierowana przeciwko Żebrowskiemu i Międlarowi rozpętały m.in. portal "antyfaszystowski" Hope Not Hate, Antifa i komunistyczne stowarzyszenie Radical Socialists. Od organizatorów obchodów w Slough, których zasadniczym elementem jest Bieg Tropem Wilczym dowiedzieliśmy się iż organizująca Bieg Fundacja "Wolność i Demokracja" wydała oświadczenie pod wpływem .... komunistów z Radical Socialists oraz "Gazety Wyborczej"! Do tej sprawy powrócimy po weekendzie.
Oświadczenie Fundacji "Wolność i Demokracja"
Red. Szlachtowicz udał się do służb imigracyjnych wspierać Międlara. Naczelny thenowypolskishow.co.uk pracował kiedyś na lotnisku i zna procedury i nie daje się łatwo zbyć.
Nie wiemy jeszcze, czy na miejsce udało się dotrzeć Leszkowi Żebrowskiemu i Tadeuszowi Płużańskiemu. O losie całej trójki będziemy informować na bieżąco, gdy dowiemy się czegoś więcej. Do Wielkiej Brytanii dolatuje również Krzysztof Dzierżanowski z redakcji "Dziennika Narodowego".
"Dziennik Narodowy" jest jednym z patronów medialnych obchodów ku czci Wyklętych w Slough
UWAGA! Kolejne informacje na ten temat:
Podejrzewam, że Brytyjczycy cofną Międlara do Polski. To samo może stać się z Żebrowskim [2]
------------------------------------------------
Takie właśnie są skutki lewacko-demoliberalnej "politpoprawności" lansowanej przez komunistyczne elity UE z odurzonego LSD i marihuaną, zdegenerowanego pokolenia '68. Oskarżają oni o mowę nienawiści innych, choć to właśnie oni są w niej mistrzami. Totalitaryzm komunistyczny zawsze jest taki sam, niezależnie czy jest to komunizm wojenny, czy komunizm w sferze ducha, mentalności, wychowania, kultury, propagandy, kształtowania odpowiedniego myślenia. Ten "nowy etap" totalitarnego komunizmu kulturowego opartego na ideach Szkoły Frankfurckiej i komunisty A. Gramsciego jest jeszcze gorszą jego formą niż komunizm wojenny, bowiem niszczy całe narody, niszczy ich fundament istnienia, niszczy wolność we wszystkich jej obszarach... a my narzekaliśmy na cenzurę w czasach komunizmu wojennego :)
[1] http://www.blogmedia24.pl/node/77035
[2] http://www.dzienniknarodowy.pl/5725/pilne-jacek-miedlar-zatrzymany-na-lotnisku-london-/
P.S.1. (z dnia 26.02.2017 roku)
Portal niezależna.pl podało taką oto informację (http://m.niezalezna.pl/94523-miedlar-zawrocony-z-wielkiej-brytanii ):
"Były ksiądz katolicki i aktywista narodowy Jacek Międlar poinformował dziś wieczorem na portalu Facebook, że wraca do Polski, ponieważ odmówiono mu wjazdu do Wielkiej Brytanii.
Wcześniej tego dnia ambasada RP w Londynie informowała na Twitterze, że jest w kontakcie z brytyjską służbą graniczną w sprawie wyjaśnienia decyzji o odmówieniu Międlarowi zgody na wjazd. „Wydział Konsularny jest w kontakcie ze Służbą Graniczną ws. wyjaśnienia podstaw prawnych odmowy wjazdu do UK J. Międlarowi” - napisano.
Rzecznik brytyjskiego MSW zaznaczył w oświadczeniu przesłanym PAP, że „wszyscy pasażerowie próbujący wjechać do Wielkiej Brytanii podlegają kontroli służb granicznych i sprawdzeniu, czy nie figurują na listach osób obserwowanych przez policję, siły porządkowe i służby imigracyjne”.
W odpowiedzi na pytanie PAP o szczegóły zatrzymania i o to, czy Międlarowi odmówiono wjazdu do Wielkiej Brytanii, służby prasowe MSW podkreśliły jednak, że ministerstwo „nie komentuje pojedynczych spraw”.
Międlar, który został rano zatrzymany na londyńskim lotnisku Stansted, miał w sobotę po południu wziąć udział w wiecu radykalnie narodowego, antymuzułmańskiego ugrupowania Britain First, który był zapowiadany jako protest przeciwko rzekomemu ciągłemu problemowi molestowania dzieci przez członków lokalnej mniejszości muzułmańskiej i ukrywania tego faktu przez lokalne władze. Zarzuty zostały te określone przez policję i władze miasta jako nieprawdziwe. Britain First publikuje także na swojej stronie internetowej proputinowskie i prorosyjskie materiały.
PS.2. (też z w/w dnia)
Portal "Nowy Polski Show" napisał (http://thenowypolskishow.co.uk/przesluchania-agenci-kpili-naszych-barw-narodowych-j-miedlar-opowiada-o-deportacji-uk):
"
To, co się wydarzyło 25 lutego na lotnisku Stansted, zapisze się negatywnie w historii Polonii na Wyspach. Jacek Międlar za swoje poglądy nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii, a nastepnie z niej wydalony! To smutny przykład, że świat jaki znamy upada w szybszym tempie, niż nam się wydaje. Ja rozumiem, że nie trzeba się zgadzać z poglądami Jacka, ale w tym przypadku mamy do czynienia z jawnym łamaniem wolności słowa. W momencie gdy czekałem na niego w sali odlotów i poźniej dowiedziałem się, że został aresztowany, miałem tę nieprzyjemność spotkać się z oficerem policji, który pokazał mi, co oznacza rasizm w nowym wydaniu. Nie ma tu miejsca na całą opowieść, ale o jednym muszę wspomnieć. Otóż ów oficer z uśmiechem na twarzy poinformował mnie, że tylko Brytyjczycy mają wolny wstęp do UK! Reszta bez powodu może być wydalona! Niezłe, nie? Jakiś komentarz? Zresztą o przesłuchaniu Jacka Międlara i wydaleniu z UK opowie on sam. To jest szokująca opowieść! Zapraszamy do słuchania!"
Można odsłuchać na portalu pod wskazanych adresem, czyli: http://thenowypolskishow.co.uk/wp-content/uploads/2017/02/miedlar-deportacja-gotowe.mp3?_=1
P.S.3
Tekst Piotra Wrońskiego (http://piotrwronski.salon24.pl/759470,deportacja-jacka-miedlara-czyli-operacja-brytyjskich-sluzb-specjalnych):
"
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Uznałem, że wskazanym jest nagłośnienie tej informacji a jako, że mogę jako bloger uczynić to na moim blogu, więc to czynię przedstawiając w całości jej treść:
-------------
"PILNE! Jacek Międlar zatrzymany na lotnisku London Stansted. Jest przesłuchiwany".Opublikowano: 25 lutego 2017 10:55:30
""Zgodnie z informacjami, które uzyskaliśmy od
red. Piotra Szlachtowicza ze współpracującego z "Dziennikiem Narodowym"
portalu polonijnego "Nowy Polski Show" (thenowypolskishow.co.uk),
podążający na jutrzejsze obchody Dnia Żołnierzy Wyklętych w Slough pod
Londynem Jacek Międlar został zatrzymany przez służby graniczne i
policję na lotnisku Stansted w Wielkiej Brytanii. Policja brytyjska ma
zarzucać Międlarowi ... chęć wygłoszenia przemówienia "nawołującego do
nienawiści" podczas demonstracji Britain First, na która został
zaproszony dzisiaj.
J. Międlar, który obecnie pracuje dla tygodnika "Polska Niepodległa" ma reprezentować go na obchodach, które po raz drugi z rzędu organizują oddziały "PN". Oprócz niego gośćmi imprezy mają być również Tadeusz Płużański i Leszek Żebrowski. Żebrowski dopiero co został ofiarą nagonki przeprowadzonej przeciwko niemu w Norwegii. W jej wyniku tamtejsze katolickie parafie otrzymały zakaz organizowania "ekstremistycznych spotkań politycznych".
J. Międlar, który obecnie pracuje dla tygodnika "Polska Niepodległa" ma reprezentować go na obchodach, które po raz drugi z rzędu organizują oddziały "PN". Oprócz niego gośćmi imprezy mają być również Tadeusz Płużański i Leszek Żebrowski. Żebrowski dopiero co został ofiarą nagonki przeprowadzonej przeciwko niemu w Norwegii. W jej wyniku tamtejsze katolickie parafie otrzymały zakaz organizowania "ekstremistycznych spotkań politycznych".
Kampanię nienawiści w Wielkiej Brytanii skierowana przeciwko Żebrowskiemu i Międlarowi rozpętały m.in. portal "antyfaszystowski" Hope Not Hate, Antifa i komunistyczne stowarzyszenie Radical Socialists. Od organizatorów obchodów w Slough, których zasadniczym elementem jest Bieg Tropem Wilczym dowiedzieliśmy się iż organizująca Bieg Fundacja "Wolność i Demokracja" wydała oświadczenie pod wpływem .... komunistów z Radical Socialists oraz "Gazety Wyborczej"! Do tej sprawy powrócimy po weekendzie.
Oświadczenie Fundacji "Wolność i Demokracja"
Red. Szlachtowicz udał się do służb imigracyjnych wspierać Międlara. Naczelny thenowypolskishow.co.uk pracował kiedyś na lotnisku i zna procedury i nie daje się łatwo zbyć.
Nie wiemy jeszcze, czy na miejsce udało się dotrzeć Leszkowi Żebrowskiemu i Tadeuszowi Płużańskiemu. O losie całej trójki będziemy informować na bieżąco, gdy dowiemy się czegoś więcej. Do Wielkiej Brytanii dolatuje również Krzysztof Dzierżanowski z redakcji "Dziennika Narodowego".
"Dziennik Narodowy" jest jednym z patronów medialnych obchodów ku czci Wyklętych w Slough
UWAGA! Kolejne informacje na ten temat:
Podejrzewam, że Brytyjczycy cofną Międlara do Polski. To samo może stać się z Żebrowskim [2]
------------------------------------------------
Takie właśnie są skutki lewacko-demoliberalnej "politpoprawności" lansowanej przez komunistyczne elity UE z odurzonego LSD i marihuaną, zdegenerowanego pokolenia '68. Oskarżają oni o mowę nienawiści innych, choć to właśnie oni są w niej mistrzami. Totalitaryzm komunistyczny zawsze jest taki sam, niezależnie czy jest to komunizm wojenny, czy komunizm w sferze ducha, mentalności, wychowania, kultury, propagandy, kształtowania odpowiedniego myślenia. Ten "nowy etap" totalitarnego komunizmu kulturowego opartego na ideach Szkoły Frankfurckiej i komunisty A. Gramsciego jest jeszcze gorszą jego formą niż komunizm wojenny, bowiem niszczy całe narody, niszczy ich fundament istnienia, niszczy wolność we wszystkich jej obszarach... a my narzekaliśmy na cenzurę w czasach komunizmu wojennego :)
[1] http://www.blogmedia24.pl/node/77035
[2] http://www.dzienniknarodowy.pl/5725/pilne-jacek-miedlar-zatrzymany-na-lotnisku-london-/
P.S.1. (z dnia 26.02.2017 roku)
Portal niezależna.pl podało taką oto informację (http://m.niezalezna.pl/94523-miedlar-zawrocony-z-wielkiej-brytanii ):
"Były ksiądz katolicki i aktywista narodowy Jacek Międlar poinformował dziś wieczorem na portalu Facebook, że wraca do Polski, ponieważ odmówiono mu wjazdu do Wielkiej Brytanii.
Wcześniej tego dnia ambasada RP w Londynie informowała na Twitterze, że jest w kontakcie z brytyjską służbą graniczną w sprawie wyjaśnienia decyzji o odmówieniu Międlarowi zgody na wjazd. „Wydział Konsularny jest w kontakcie ze Służbą Graniczną ws. wyjaśnienia podstaw prawnych odmowy wjazdu do UK J. Międlarowi” - napisano.
Rzecznik brytyjskiego MSW zaznaczył w oświadczeniu przesłanym PAP, że „wszyscy pasażerowie próbujący wjechać do Wielkiej Brytanii podlegają kontroli służb granicznych i sprawdzeniu, czy nie figurują na listach osób obserwowanych przez policję, siły porządkowe i służby imigracyjne”.
Za każdym razem, kiedy uznajemy, że ktoś stanowi zagrożenie, funkcjonariusze mogą - i robią to - odmówić wjazdu- zaznaczono.
W odpowiedzi na pytanie PAP o szczegóły zatrzymania i o to, czy Międlarowi odmówiono wjazdu do Wielkiej Brytanii, służby prasowe MSW podkreśliły jednak, że ministerstwo „nie komentuje pojedynczych spraw”.
Międlar, który został rano zatrzymany na londyńskim lotnisku Stansted, miał w sobotę po południu wziąć udział w wiecu radykalnie narodowego, antymuzułmańskiego ugrupowania Britain First, który był zapowiadany jako protest przeciwko rzekomemu ciągłemu problemowi molestowania dzieci przez członków lokalnej mniejszości muzułmańskiej i ukrywania tego faktu przez lokalne władze. Zarzuty zostały te określone przez policję i władze miasta jako nieprawdziwe. Britain First publikuje także na swojej stronie internetowej proputinowskie i prorosyjskie materiały.
PS.2. (też z w/w dnia)
Portal "Nowy Polski Show" napisał (http://thenowypolskishow.co.uk/przesluchania-agenci-kpili-naszych-barw-narodowych-j-miedlar-opowiada-o-deportacji-uk):
"
To, co się wydarzyło 25 lutego na lotnisku Stansted, zapisze się negatywnie w historii Polonii na Wyspach. Jacek Międlar za swoje poglądy nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii, a nastepnie z niej wydalony! To smutny przykład, że świat jaki znamy upada w szybszym tempie, niż nam się wydaje. Ja rozumiem, że nie trzeba się zgadzać z poglądami Jacka, ale w tym przypadku mamy do czynienia z jawnym łamaniem wolności słowa. W momencie gdy czekałem na niego w sali odlotów i poźniej dowiedziałem się, że został aresztowany, miałem tę nieprzyjemność spotkać się z oficerem policji, który pokazał mi, co oznacza rasizm w nowym wydaniu. Nie ma tu miejsca na całą opowieść, ale o jednym muszę wspomnieć. Otóż ów oficer z uśmiechem na twarzy poinformował mnie, że tylko Brytyjczycy mają wolny wstęp do UK! Reszta bez powodu może być wydalona! Niezłe, nie? Jakiś komentarz? Zresztą o przesłuchaniu Jacka Międlara i wydaleniu z UK opowie on sam. To jest szokująca opowieść! Zapraszamy do słuchania!"
Można odsłuchać na portalu pod wskazanych adresem, czyli: http://thenowypolskishow.co.uk/wp-content/uploads/2017/02/miedlar-deportacja-gotowe.mp3?_=1
P.S.3
Tekst Piotra Wrońskiego (http://piotrwronski.salon24.pl/759470,deportacja-jacka-miedlara-czyli-operacja-brytyjskich-sluzb-specjalnych):
"
Z wypowiedzi pana Międlara wynika dla mnie zupełnie coś innego i
bardziej niepokojącego. Nie komentuję "Jewish Special Branch". Osobiście
uważam, że pracownicy lotniska byli przygotowani i świetnie zagrali
swoją rolę. Brytyjczycy wykorzystali różne swoje ustawy, w tym "ustawę
antyterrorystyczną", a także zalecenia "komisji równości rasowej". To
było obliczone na zupełnie coś innego, przeznaczone na "rynek"
brytyjski, a Polak stał się wyłącznie narzędziem. Przesłuchałem
dokładnie relację pana Międlara. Jestem sobie w stanie wyobrazić
odpowiedź Brytyjczyków na "pismo" z ambasady. Rozmowę urzędnicy
poprowadzili tak, by "udowodnić" swoje tezy. Jestem też pewien, że nie
do końca chodziło o przesłuchiwanego.
Co mnie zaniepokoiło? Głównie dwie rzeczy:
Po pierwsze, chcąc nie chcąc, pan Międlar uczestniczył w prowokacji, mającej udowodnić, iż Britain First jest organizacją skrajną, rasistowską. Poprowadzona umiejętnie rozmowa może - powtarzam może - posłużyć podjęciu przez władze brytyjskie procesu delegalizacji BF i uznaniu jej za organizację terrorystyczną, co z kolei, spowoduje określone konsekwencje i pozwoli na "specjalne traktowanie" jej zwolenników przez służby brytyjskie. Irlandczycy mogą coś o tym powiedzieć, ale to wymaga oddzielnego artykułu (to, co opowiadali mi o polityce Londynu wobec Irlandii realizowanej jeszcze pod koniec XX wieku jest przerażające). Dla mnie ta sytuacja jest wręcz szokująca, bo nasi "sojusznicy" nie wahali się użyć obywatela suwerennego kraju UE do swoich rozgrywek i to w sposób bardzo brutalny.
Po drugie, całą gra na lotnisku, personelu i prawdopodobnie funkcjonariuszy służb specjalnych, ma jeszcze jeden cel, wymierzony bezpośrednio w Polaków na Wyspach. Chodzi o "udowodnienie", że Polacy nie pasują do brytyjskiego społeczeństwa, ponieważ są "antysemitami, rasistami i ksenofobami". Użycie dla udowodnienia tej tezy Chrześcijaństwa, jako argumentu, jest dla mnie poszlaką, że Islam do reszty opanował brytyjskie urzędy. Rozmawiałem z wieloma przedstawicielami żydowskich środowisk w Londynie i każdy z nich obawiał się właśnie "islamizacji władzy". To ich określenie. Czyżby City całe już było w rękach Saudyjczyków?
Po trzecie i najważniejsze. Relacja pana Międlara świadczy o tym, że służby brytyjskie przygotowały się do tej operacji, a więc wcześniej wybrały i rozpoznały obiekt. Oznacza to, że polskie środowiska narodowe są rozpracowywane przez obcy wywiad, który łamie porozumienia sojusznicze i na terenie obcego, suwerennego kraju, prowadzi działania operacyjne przeciwko obywatelom tego kraju. Na miejscu polskiego kontrwywiadu zająłbym się tą sprawą i pogadałbym poważnie z łącznikami. Ja, obejmując funkcję w Londynie, musiałem podpisać w siedzibie brytyjskiego kontrwywiadu wielostronicowy dokument, w którym zobowiązałem się do nie prowadzenia bez wiedzy gospodarzy działań wywiadowczych wymierzonych przeciwko Królestwu i poddanym królowej. O ile wiem, u nas nikt nie stawia takiego warunku podczas akredytowania łączników.
Kończę zwyczajowym: GDZIE JEST KONTRWYWIAD?
http://thenowypolskishow.co.uk/przesluchania-agenci-kpili-naszych-barw-narodowych-j-miedlar-opowiada-o-deportacji-uk"Co mnie zaniepokoiło? Głównie dwie rzeczy:
Po pierwsze, chcąc nie chcąc, pan Międlar uczestniczył w prowokacji, mającej udowodnić, iż Britain First jest organizacją skrajną, rasistowską. Poprowadzona umiejętnie rozmowa może - powtarzam może - posłużyć podjęciu przez władze brytyjskie procesu delegalizacji BF i uznaniu jej za organizację terrorystyczną, co z kolei, spowoduje określone konsekwencje i pozwoli na "specjalne traktowanie" jej zwolenników przez służby brytyjskie. Irlandczycy mogą coś o tym powiedzieć, ale to wymaga oddzielnego artykułu (to, co opowiadali mi o polityce Londynu wobec Irlandii realizowanej jeszcze pod koniec XX wieku jest przerażające). Dla mnie ta sytuacja jest wręcz szokująca, bo nasi "sojusznicy" nie wahali się użyć obywatela suwerennego kraju UE do swoich rozgrywek i to w sposób bardzo brutalny.
Po drugie, całą gra na lotnisku, personelu i prawdopodobnie funkcjonariuszy służb specjalnych, ma jeszcze jeden cel, wymierzony bezpośrednio w Polaków na Wyspach. Chodzi o "udowodnienie", że Polacy nie pasują do brytyjskiego społeczeństwa, ponieważ są "antysemitami, rasistami i ksenofobami". Użycie dla udowodnienia tej tezy Chrześcijaństwa, jako argumentu, jest dla mnie poszlaką, że Islam do reszty opanował brytyjskie urzędy. Rozmawiałem z wieloma przedstawicielami żydowskich środowisk w Londynie i każdy z nich obawiał się właśnie "islamizacji władzy". To ich określenie. Czyżby City całe już było w rękach Saudyjczyków?
Po trzecie i najważniejsze. Relacja pana Międlara świadczy o tym, że służby brytyjskie przygotowały się do tej operacji, a więc wcześniej wybrały i rozpoznały obiekt. Oznacza to, że polskie środowiska narodowe są rozpracowywane przez obcy wywiad, który łamie porozumienia sojusznicze i na terenie obcego, suwerennego kraju, prowadzi działania operacyjne przeciwko obywatelom tego kraju. Na miejscu polskiego kontrwywiadu zająłbym się tą sprawą i pogadałbym poważnie z łącznikami. Ja, obejmując funkcję w Londynie, musiałem podpisać w siedzibie brytyjskiego kontrwywiadu wielostronicowy dokument, w którym zobowiązałem się do nie prowadzenia bez wiedzy gospodarzy działań wywiadowczych wymierzonych przeciwko Królestwu i poddanym królowej. O ile wiem, u nas nikt nie stawia takiego warunku podczas akredytowania łączników.
Kończę zwyczajowym: GDZIE JEST KONTRWYWIAD?
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Etykiety:
A. Gramsci,
demoliberalizm,
gender,
Jacek Międlar,
komunizm kulturowy,
komunizm wojenny,
lewackość,
mowa nienawiści,
multi-kulti,
neomarksizm,
NWO,
Szkoła Frankfurcka,
totalitaryzm,
UE,
UK
Subskrybuj:
Posty (Atom)