Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalizator sportowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalizator sportowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 maja 2016

"Złoty Mercedes" odznaczony przez a'la WSI czyli B. Komorowskiego! Ale co dalej?

Wczoraj niestety nie miałem możliwości bieżącego śledzenia wystąpień ministrów w Sejmie. Dzisiaj to nadrabiam odsłuchując je na YouTube  (kanał wPolityce.pl). Na pewno w kilku tekstach się do nich w najbliższej przyszłości odniosę pisemnie.

Dla mnie osobiście wiele rzeczy było nowych i szokujących, choć cały audyt w sumie mnie nie nie zaskoczył. Przez lata bowiem wielu z nas (w tym ja) na bieżąco śledziło antypaństwową działalność rządu PO-PSL i o ich aferach wiedzieliśmy niemal wszystko (też dzięki MarkowiD).

Zastanowiła mnie jednak dzisiejsza informacja podana przez portal niezależna.pl: Niedawny jeszcze Prezes Totalizatora Sportowego "Wojciech Szpil - zidentyfikowany przez "SuperExpress" jako prezes, który zażądał od państwowej spółki złotego mercedesa - został nagrodzony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie wręczył mu Bronisław Komorowski na miesiąc przed końcem swojej prezydentury. Szpil został uhonorowany "za wybitne zasługi dla rozwoju kultury, za popularyzację polskiej sztuki oraz osiągnięcia w działalności publicznej (...) Wraz z nim to samo odznaczenia dostała od Komorowskiego m.in. Grażyna Kulczyk" [1].

Jak informuje niezależna.pl w innym tekście: "Wojciech Szpil trafił do Totalizatora po wybuchu afery hazardowej. Gdy okazało się, że do zarządu tej państwowej spółki kierowana była Magdalena Sobiesiak, córka niesławnego biznesmena Ryszarda Sobiesiaka, zastąpił ją właśnie Szpil. Jego kandydaturę zgłosił Marcin Rosół, inna znana postać afery hazardowej. W 2012 r. "Wprost" pisał o Szpilu: To zagadkowa postać. Rocznik 1959. W 1983 r., czyli w głębokim PRL, ukończył wzornictwo przemysłowe na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Potem pracował m.in. w Polskiej Agencji „Interpress”, która w tym czasie uchodziła za instytucję wyjątkowo nasyconą służbami specjalnymi. Na przełomie lat 80. i 90. przebywał w Szwajcarii" [2].

Przedziwne były decyzje B. Komorowskiego... nieprawdaż?

Podobnie przedziwny był jego start w wyborach prezydenckich i jego wygrana, która była możliwa tylko dzięki śmierci ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Choć i tak dla mnie niewiarygodna pozostaje ta jego wygrana nad Jarosławem Kaczyńskim.

Jest w sumie niepokojące, że obecnie rządzący jakoś pozostawili B. Komorowskiego i mimo jego czysto sprzecznych z prawem działań obejmujących kradzież środków trwałych i nietrwałych z prezydenckich siedzib jakoś do tej pory nic się nie dzieje.

Chociaż - według mnie - tak naprawdę prymitywne zawłaszczenie państwowego mienia przez B. Komorowskiego jest z punktu wiedzenia państwa niezbyt szkodliwe, ale oczywiście wymaga wyjaśnienia i ewentualnego postawienia przed sądem. 

Natomiast jego powiązania z komunistycznymi i postkomunistycznymi służbami specjalnymi muszą zostać wyjaśnione a jak do tej pory wokół tej sprawy panuje milczenie.

"Nasz człowiek pod żyrandolem" - tak ponoć postsowieckie służby określały prezydenta B. Komorowskiego, który zanim jeszcze oficjalnie potwierdzono aktem zgonu śmierć ś.p. L. Kaczyńskiego już buszował po BBN w poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI. Ten aneks podobno zawiera wiele informacji o powiązaniach m.in. właśnie B. Komorowskiego z WSI i w ogóle ze służbami o rodowodzie sowieckim.

Wysłuchałem właśnie wczorajszego wystąpienia ministra ministra obrony narodowej A. Macierewicza. Było świetne i treściwe oraz naprawdę szokujące, ale odniesień do pięcioletniego zwierzchnika sił zbrojnych, czyli prezydenta B. Komorowskiego było bardzo niewiele. To musi budzić pewien niepokój.

Nigdy nie zapomnę słów B. Komorowskiego o "ślepym snajperze w Gruzji" czy o tym, że prezydent L. Kaczyński "gdzieś poleci i wszystko się zmieni". Dlaczego tak mówił i co chciał przez to powiedzieć? Do dziś nie wiem a chyba warto byłoby go o to dopytać w czasie rozprawy sądowej... choć i tak pewnie by nie pamiętał...

Tak naprawdę uważam, że obok audytu rządów PO-PSL należałoby przeprowadzić pełny audyt całej prezydentury B. Komorowskiego, w każdym aspekcie a szczególnie tym dotyczącym bezpieczeństwa Polski. Trzeba by też w nim wyjaśnić kulisy wystawienia jego kandydatury na prezydenta oraz działania, które podjął zaraz po tragedii smoleńskiej. Do tego też potrzebne jest ujawnienie aneksu do raportu z likwidacji WSI oraz upublicznienie wojskowych zbiorów zastrzeżonych IPN. To ostatnie obiecał A. Macierewicz... I co? Ano nic...

Wielokrotnie pisałem o B. Komorowskim... Sądzę, że jest to jedna z postaci, która była (jest?) bardzo niebezpieczna dla Polski. I dlatego niepokoję się, że jakoś ta osoba i jej działania nie są obiektem poważnego zbadania...

A może jest, tylko o tym nie wiemy? No to w końcu dowiedzmy się!



[1] http://niezalezna.pl/80310-ujawniamy-prezes-od-zlotego-mercedesa-dostal-order-od-komorowskiego
[2]  http://niezalezna.pl/80293-obciachowiec-roku-superexpress-ustalil-kim-jest-prezes-od-zlotego-mercedesa

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 6 lutego 2010

Afera w aferze - chęć monopolizacji hazardu w Polsce?

Witam

Krótka refleksja.

Afera hazardowa być może zostanie rozmyta przez PO. Prawdopodobnie jej wyniki będą podobne jak wyniki afery Lwa Rywina. Nawet gdy okaże się, że było coś na rzeczy to znajdzie się jakiś kozioł ofiarny (Rosół?) i to wszystko. Sprawa ucichnie a życie polityczne potoczy się dalej w swoim rytmie wyborczym. Jeżeli tak się stanie to wielka szkoda, bowiem afera hazardowa wobec afery rywinowej to jak wielkość słonia w stosunku do malutkiej myszki...

Już nawet same suche fakty, pokazujące, że jeden z najważniejszych polityków Partii rządzącej zwraca się do szemranego biznesmena hazardowego mówiąc: "Rysiu załatwimy" oraz spotykanie się na cmentarzach... winny w jakimś znaczącym stopniu poruszyć obecną naszą sceną polityczną. Przecież istnieje domniemanie ewentualnego, pozaprawnego wpływu prywatnego biznesu lub nawet struktur quasi-mafijnych (prawie, z pogranicza) na polskie państwo!

I nie łudźmy się... przecież na golfie a później przy wódeczce, prywatnie rozmawiali zapewne o wielu istotniejszych rzeczach... oczywiście jest to nie do udowodnienia, ale niech Państwo sami powiedzą, jak często przecież wśród znajomych i na imprezach rozmawiamy o wszystkim, w tym np. o sprawach firmowych... jest to naturalne i dlatego politycy z najwyższej półki winni rezygnować na okres urzędu z podejrzanych znajomości. Taka winna być m.im. cena chęci bycia politykiem...

Ale wróćmy do istoty sprawy. Zanim jednak cała afera hazardowa się ulotni chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny element. Podnoszony co prawda cały czas, ale moim zdaniem nie dość mocno wyeksponowany!

Otóż cała afera ukazuje nam nie tylko zabiegi prywatnego biznesu hazardowego o korzystne dla niego zapisy ustawowe.

Ukazuje ponadto fakt chęci MONOPOLIZACJI RYNKU HAZARDOWEGO W POLSCE poprzez zniszczenie bądź wrogie przejęcie jedynej firmy państwowej: Totalizatora Sportowego! W łagodniejszej wersji: zmarginalizowanie jego udziału w rynku i praktycznego pozbycia się go jako liczącego się konkurenta!

Bo jaki inny cel miałby Ryszard Sobiesiak we wprowadzeniu do Zarządu Totalizatora Sportowego swojej córki? Czyżby miała wykorzystywać swoje umiejętności i wiedzę dla dobra i rozwoju tej firmy? Wolne żarty! Miała tak działać aby biznes tatusia i jego przyjaciół mógł kwitnąc do woli, a przy okazji jej zadaniem zapewne było pozyskanie tajemnic handlowych i organizacyjnych Totalizatora Sportowego! A jakie inne cele.... to już zależałoby od zamierzeń prywatnego biznesu hazardowego...

Zauważmy. Wczoraj Jarosław Kaczyński z troską mówił o tym, że w latach bodajże 2004-2005 udział w rynku tej państwowej spółki spadł z poziomu powyżej 50% do poziomu około 20-25%. Spotkało się to z podjęciem działań mających na celu zwiększenie rynkowej efektywności Totalizatora. Mało tego J. Kaczyński jest zwolennikiem monopolu państwowego na hazard, chociaż zdaje sobie sprawę, że - ze względu na dyrektywy unijne - jest to niemożliwe.

A Ryszard Sobiesiak poprzez swoich politycznych przyjaciół chciał wprowadzić Konia Trojańskiego do Totalizatora! I, gdyby nie afera i CBA z pewnością młoda Sobiesiakówna dzisiaj byłaby w Zarządzie firmy i dbała o interesy.... prywatnego (tatusiowego) biznesu hazardowego w Polsce!

Jej działalność mogłaby obejmować wiele aspektów: od zdradzania tatusiowi strategii firmy i jej taktyczno-operacyjnych zamierzeń, poprzez torpedowanie przedsięwzięć konkurencyjnych wobec prywatnego biznesu i wikłanie top managementu firmy w konszachty mafijno-przestępcze oraz wyprowadzania pieniędzy ze spółki, aż po działania destrukcyjne radykalnie zmniejszające ekonomiczna efektywność jej funkcjonowania (a tym samym zmniejszającym jej rynkową wartość). Jaki mógłby być w konsekwencji skutek takiego działania. Ano... znając nasze PO wychowane na quasi-profesorze L. Balcerowiczu.... coraz mniej efektywne przedsiębiorstwo należałoby... SPRYWATYZOWAĆ!

Jak myślicie? Kto byłby kupcem? Zgadliście: Ryszard Sobiesiak lub osoby rzez niego podstawione.

Osobiście uważam, że ten aspekt afery hazardowej jest nawet ważniejszy niż wspomniana ustawa. Ustawy można zmieniać. Utracony udział w rynku jest natomiast bardzo trudno odzyskać. A utraconej własności juz polskie państwo nigdy by nie odzyskało. Może to o to chodziło i ten wstrętny M. Kamiński pokrzyżował szyki Chłopcom na czerpanie profitów przez całe pokolenia ich rodzin?

Oczywiście są to dywagacje. Ale oceńcie czy mało prawdopodobne?

Pozdrawiam


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...