Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
czwartek, 28 lipca 2011
Kogo reprezentują i czyją własnością są "polskie związki sportowe"?
Przed momentem przeczytałem taką oto informację, którą za portalem WirtualnaPolska cytuję w całości: "Andrzej Piątek, wieloletni trener Mai Włoszczowskiej, został w czwartek zwolniony z funkcji szkoleniowca kadry narodowej w kolarstwie górskim, którą prowadził nieprzerwanie od 1 stycznia 1999 roku. Wypowiedzenie umowy o pracę uzasadniono "odmową współpracy z Piątkiem przez Maję Włoszczowską". Piątek zaznaczył, że po odebraniu mu kadry elity kobiet, którą ma przejąć Marek Galiński, nie dostał żadnej poważnej propozycji ze strony PZKol. - To, że Maja nie chce ze mną współpracować, nie oznacza, że nie ma innych zawodniczek i zawodników, którymi trzeba się zająć. Dziwię się, dlaczego związek nie zaproponował mi prowadzenia pozostałych grup: seniorów, młodzieżowców, juniorów, zawodniczek do lat 23 i juniorek - powiedział PAP szkoleniowiec. Były trener Włoszczowskiej nie krył rozgoryczenia. - Przykro mi, że po tylu latach pracy, wywalczeniu 31 medali mistrzostw świata i Europy oraz jednego olimpijskiego związek rozstał się ze mną w ten sposób. Obejrzałem z 50 razy wyścig na olimpiadzie w Pekinie, gdzie Majka zdobyła srebro. Byłem przekonany, że w Londynie będzie złoto. Zaplanowaliśmy sobie, że po drodze Majka zdobędzie mistrzostwo świata. I zdobyła je. A teraz, nie dość, że nie dojadę z Majką do Londynu, to okazuje się, że w ogóle nie będę zajmował się kadrą. Jestem zdruzgotany - podkreślił Piątek. Trener nie ma jasnych planów na przyszłość. "Mam propozycję z jednej z zagranicznych reprezentacji, czekam jednak na konkrety. Rozważam też opcję utworzenia nowej zawodowej grupy kolarskiej. Ale nie wykluczam, że w ogóle odejdę z kolarstwa" - zakończył. Szef PZKol. Wacław Skarul wyjaśnił, że decyzja o zwolnieniu Piątka zapadła w porozumieniu z ministerstwem sportu i ze sponsorem związku, właścicielem firmy CCC Dariuszem Miłkiem oraz za wiedzą wiceprezesów i sekretarza Zarządu PZKol. Marka Kosickiego. "Kilka miesięcy temu, gdy zostawałem prezesem PZKol., chciałem współpracować z Andrzejem Piątkiem, którego, nawiasem mówiąc, byłem w swoim czasie nauczycielem akademickim na wrocławskiej AWF. Chciałem mu pomóc. Dziś nie" - powiedział PAP Skarul."
Przyznam szczerze, że moją pierwszą reakcją było sążniste przekleństwo z dwóch powodów. Pierwszym było to, że o posadzie trenera decyduje "widzimisię gwiazdy i zawodniczki, która gwiazdą została dzięki akurat temu trenerowi" (nie negując dorobku Pani Maji, ale to jakieś pomieszanie chyba ról), drugim zaś powodem było to, że decyzja konsultowana była z Ministerstwem Sportu (to jakoś jeszcze z trudem rozumiem, bowiem Maja Włoszczowska i związek są finansowani m.in. przez ministerstwo, reprezentujące polskie państwo) oraz ze sponsorem Polskiego Związku Kolarskiego, prywatnym przedsiębiorcą i właścicielem firmy obuwniczej zwanej CCC! No tego ostatniego to ja już zupełnie nie pojmuję!
Nie żądam odpowiedzi czy Polski Związek Kolarski jest prywatną firmą czy też nie. Wydawało mi się do niedawna, że jest organizacją sportową o statusie organizacji (stowarzyszenia) państwowej reprezentującej ogólnopolskie kolarstwo a nie prywatnym teamem kolarskim właściciela sklepów CCC i firmy NG2!
Doprawdy nie chcę w tym miejscu negować zasług firmy NG2 i jego Prezesa, bowiem zdążyłem już zapoznać się z jego długoletnią "miłością" do kolarstwa górskiego. Niemniej zwracam tylko uwagę na fakt, iż prywatna osoba z zewnątrz wobec sportowej organizacji o statusie: narodowej i państwowej (polski związek!) jest niejako współdecydującym o jej losach... Mało tego! Prezes tegoż "polskiego związku" nawet nie widzi jakiejś niefortunności w podawaniu takowej informacji uważając chyba takie praktyki za całkowicie normalne w kraju demokratycznym i transparentnym...
No, ale w czasie rządów PO chyba wiele się zmieniło... Wszak i Polska przez PO jest traktowana jako "prywatny team wspólnych kolesi od koryta", którzy - a jakże - również "konsultują" wszelakie decyzje ze swoimi sponsorami - vide. cmentarne rozmowy Zbycha z "hazardowymi przedsiębiorcami" oraz cała afera hazardowa spoconych Zbychów, przestraszonych Donaldów, białonosych Mirów, mściwych Grzechów, itd. Wcześniej na traktowaniu Polski jako prywatnego folwarku też polegli chłopcy z SLD, którzy coś tam chcieli dla sponsorów zrobić "dobrze" w tych czasopismach, ale nie zorientowali się, iż tymże czynem wkurzą innego sponsora i niemal władcę III RP, czyli Adama Michnika... który po pół roku bezowocnych widać 'negocjacji" postanowił pokazać wszem i wobec, kto zaś rządzi Polską! Zresztą po aferach FOZZ, Rywina, hazardowej, bankowej, prywatyzacji PZU, paliwowej... czyż coś się zmieniło? Czy beneficjenci III RP przestali ja traktować jako własne, prywatne poletko do "zbijania prywatnego li tylko kapitału"? A obecna afera z autostradowymi Chińczykami, którzy mieli Czarkowi i jego przyjacielowi z PKP przynieść kokosy a być może także usprawiedliwić Donalda za klapę przygotowań do EURO 2012?
Doprawdy żal mi zwolnionego trenera i rozumiem jego rozgoryczenie. Tym bardziej, iż jeszcze niedawno Prezes W. Skarul odnosząc się do wyboru przez M. Włoszczowską nowego trenera M. Galińskiego mówił: "(...) Piątek nadal będzie pracować w związku i zajmować się szkoleniem, ale nie zapadła jeszcze decyzja, w jakim charakterze (...) M . Gliński (...) ma stać sie mentorem Włoszczowskiej. Zawodowi kolarze nie mają trenerów, są na tyle ukształtowani, że sami potrafią się przygotować do startów i często wiedzą najlepiej, co należy robić. Od czasu do czasu korzystają z pomocy mentora. Takim mentorem dla Majki ma być Galiński" . Teraz okazuje się, że trener A. Piątek nie otrzymał żadnej innej propozycji...
Nie wiem też jakie polityczne poglądy reprezentują prywatnie: trener i jego niedawna podopieczna Maja Włoszczowska, co też łączy akurat ją z Markiem Galińskim i czy on - jako czynny zawodnik - podoła roli trenera/mentora ani też jakie były rzeczywiste powody zwolnienia trenera... bowiem te podane oficjalnie przez PZKol i samego jego Prezesa Wacława Skarula dyskwalifikują go do dalszego zajmowania tegoż stanowiska i winien natychmiast chyba podać się do dymisji! Sądzę, że winno przyjść mu to tym łatwiej, że zapewne zajmowanie się polskim kolarstwem niekorzystnie wpływa na wykonywanie przez niego obowiązków pracownika zatrudnionego na wysokim szczeblu w polskim oddziale firmy ubezpieczeniowej UNIQA. Ciężko chyba być optymalnie efektywnym pracując w dwóch, jakże różnych i jakże mocno absorbujących miejscach i stanowiskach pracy... Nieprawdaż?
Na wyrażoną moją powyższą wątpliwość pośrednio Szanowny Pan Prezes już niejako kiedyś odpowiedział. W jednym z wywiadów bowiem na zadane przez dziennikarza Marka Ceglińskiego z Rzeczpospolitej pytanie: "Po 100 dniach prezesury odczuwa pan jeszcze większy ciężar czy już wychodzi ze związkiem na prostą?", Pan Prezes raczył powiedzieć: "Jestem zmęczony, bo prezesowanie muszę łączyć z pracą zawodową. Jestem związany z towarzystwem ubezpieczeniowym Uniqa. Dzięki uprzejmości zarządu dostałem zgodę na bycie prezesem, zaznaczam – społecznym. W firmie jestem dyrektorem departamentu szkoleń, mam spore obciążenia. W związku z tym prezesem PZKol jestem bardzo wcześnie rano albo bardzo późno po południu czy wieczorem. No i oczywiście w soboty i w niedziele. Od ponad trzech miesięcy pracuję na okrągło. Nie jest łatwo, ale jako były kolarz jestem twardy, więc może uda mi się to przetrzymać".
Panie prezesie... naprawdę! Nie musi Pan się męczyć i ciągle dawać radę, aby to prezesowanie "przetrzymywać"!
Pozdrawiam
P.S.
Tylko zapytam na koniec od niechcenia: Kto jest ubezpieczycielem Polskiego Zawiązku Kolarskiego?
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
sobota, 6 lutego 2010
Afera w aferze - chęć monopolizacji hazardu w Polsce?
Krótka refleksja.
Afera hazardowa być może zostanie rozmyta przez PO. Prawdopodobnie jej wyniki będą podobne jak wyniki afery Lwa Rywina. Nawet gdy okaże się, że było coś na rzeczy to znajdzie się jakiś kozioł ofiarny (Rosół?) i to wszystko. Sprawa ucichnie a życie polityczne potoczy się dalej w swoim rytmie wyborczym. Jeżeli tak się stanie to wielka szkoda, bowiem afera hazardowa wobec afery rywinowej to jak wielkość słonia w stosunku do malutkiej myszki...
Już nawet same suche fakty, pokazujące, że jeden z najważniejszych polityków Partii rządzącej zwraca się do szemranego biznesmena hazardowego mówiąc: "Rysiu załatwimy" oraz spotykanie się na cmentarzach... winny w jakimś znaczącym stopniu poruszyć obecną naszą sceną polityczną. Przecież istnieje domniemanie ewentualnego, pozaprawnego wpływu prywatnego biznesu lub nawet struktur quasi-mafijnych (prawie, z pogranicza) na polskie państwo!
I nie łudźmy się... przecież na golfie a później przy wódeczce, prywatnie rozmawiali zapewne o wielu istotniejszych rzeczach... oczywiście jest to nie do udowodnienia, ale niech Państwo sami powiedzą, jak często przecież wśród znajomych i na imprezach rozmawiamy o wszystkim, w tym np. o sprawach firmowych... jest to naturalne i dlatego politycy z najwyższej półki winni rezygnować na okres urzędu z podejrzanych znajomości. Taka winna być m.im. cena chęci bycia politykiem...
Ale wróćmy do istoty sprawy. Zanim jednak cała afera hazardowa się ulotni chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny element. Podnoszony co prawda cały czas, ale moim zdaniem nie dość mocno wyeksponowany!
Otóż cała afera ukazuje nam nie tylko zabiegi prywatnego biznesu hazardowego o korzystne dla niego zapisy ustawowe.
Ukazuje ponadto fakt chęci MONOPOLIZACJI RYNKU HAZARDOWEGO W POLSCE poprzez zniszczenie bądź wrogie przejęcie jedynej firmy państwowej: Totalizatora Sportowego! W łagodniejszej wersji: zmarginalizowanie jego udziału w rynku i praktycznego pozbycia się go jako liczącego się konkurenta!
Bo jaki inny cel miałby Ryszard Sobiesiak we wprowadzeniu do Zarządu Totalizatora Sportowego swojej córki? Czyżby miała wykorzystywać swoje umiejętności i wiedzę dla dobra i rozwoju tej firmy? Wolne żarty! Miała tak działać aby biznes tatusia i jego przyjaciół mógł kwitnąc do woli, a przy okazji jej zadaniem zapewne było pozyskanie tajemnic handlowych i organizacyjnych Totalizatora Sportowego! A jakie inne cele.... to już zależałoby od zamierzeń prywatnego biznesu hazardowego...
Zauważmy. Wczoraj Jarosław Kaczyński z troską mówił o tym, że w latach bodajże 2004-2005 udział w rynku tej państwowej spółki spadł z poziomu powyżej 50% do poziomu około 20-25%. Spotkało się to z podjęciem działań mających na celu zwiększenie rynkowej efektywności Totalizatora. Mało tego J. Kaczyński jest zwolennikiem monopolu państwowego na hazard, chociaż zdaje sobie sprawę, że - ze względu na dyrektywy unijne - jest to niemożliwe.
A Ryszard Sobiesiak poprzez swoich politycznych przyjaciół chciał wprowadzić Konia Trojańskiego do Totalizatora! I, gdyby nie afera i CBA z pewnością młoda Sobiesiakówna dzisiaj byłaby w Zarządzie firmy i dbała o interesy.... prywatnego (tatusiowego) biznesu hazardowego w Polsce!
Jej działalność mogłaby obejmować wiele aspektów: od zdradzania tatusiowi strategii firmy i jej taktyczno-operacyjnych zamierzeń, poprzez torpedowanie przedsięwzięć konkurencyjnych wobec prywatnego biznesu i wikłanie top managementu firmy w konszachty mafijno-przestępcze oraz wyprowadzania pieniędzy ze spółki, aż po działania destrukcyjne radykalnie zmniejszające ekonomiczna efektywność jej funkcjonowania (a tym samym zmniejszającym jej rynkową wartość). Jaki mógłby być w konsekwencji skutek takiego działania. Ano... znając nasze PO wychowane na quasi-profesorze L. Balcerowiczu.... coraz mniej efektywne przedsiębiorstwo należałoby... SPRYWATYZOWAĆ!
Jak myślicie? Kto byłby kupcem? Zgadliście: Ryszard Sobiesiak lub osoby rzez niego podstawione.
Osobiście uważam, że ten aspekt afery hazardowej jest nawet ważniejszy niż wspomniana ustawa. Ustawy można zmieniać. Utracony udział w rynku jest natomiast bardzo trudno odzyskać. A utraconej własności juz polskie państwo nigdy by nie odzyskało. Może to o to chodziło i ten wstrętny M. Kamiński pokrzyżował szyki Chłopcom na czerpanie profitów przez całe pokolenia ich rodzin?
Oczywiście są to dywagacje. Ale oceńcie czy mało prawdopodobne?
Pozdrawiam
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
poniedziałek, 7 grudnia 2009
KREATORZY III RP ZLEKCEWAŻYLI CBA!
Wiele już napisano na temat Afery Hazardowej. Sam pisałem (i podtrzymuję tę opinię), że konsekwencją jej rzeczowego wyjaśnienia, byłby upadek PO a sam D. Tusk mógłby się znaleźć w sytuacji grożącej być może nawet Trybunałem Stanu! (ewentualny przeciek). Byłby tym samym upadkiem rządu i Parlamentu.
Usunięcie PiS-owskich członków Komisji nie było więc żadnym "błędem taktycznym", nie była to żadna samowolka PO-wskich członków tejże. Nie wierzę również w przypadek zniknięcia posła PSL podczas kluczowych omawianych głosowań (przecież wicepremierem jest Pawlak z PSL!).
Zgadzam się natomiast z argumentacją, że skład osobowy części jej członków, reprezentujących jedną z partii, był przez nią dobrany nie dla wyjaśnienia sedna afery. Tak jest! Tymi członkami komisji hazardowej są członkowie Platformy Obywatelskiej! Oni zostali wskazani przez swego Włodarza - J.E. Tuska do tej komisji w jednym celu: sprawić, żeby afera nigdy nie została wyjaśniona. Nieprzypadkowo więc członkami tymi zostały osoby tak naprawdę wizerunkowo w ogóle nie kojarzone w świadomości Polaków z Platformą Obywatelską i D.Tuskiem, to dlatego D.Tusk czeka i odwołuje zapowiadane konferencje prasowe.
Mało tego: PO-wscy członkowie komisji dostali ów rozkaz z nakazem bezwzględnego ich wykonania - nawet kosztem Śmierci Politycznej Ich Samych. Oni wiedzą, że gdyby sytuacja taka zaistniała i wódz ze sztabem tak postanowią to maja zostać Kozłami Ofiarnymi!
PO zrobi wszystko, żeby tej afery nie wyjaśnić. Ani PO, ani PSL nie sa w tej chwili gotowe na nowe wybory. Śmierć polityczna Tuska oznaczałaby całkowite przemeblowanie polskiej sceny politycznej, gdzie ponowne zwycięstwo L. Kaczyńskiego byłoby oczywistością.
Tego scenariusza nie przewidzieli OFICEROWIE PROWADZĄCY rządową partię i NADZORUJĄCY III RP . Nie docenili przyzwoitości, pracowitości i skuteczności prowadzonego przez M. Kamińskiego CBA. Nie przypuszczali, żyjąc w swoim błogostanie wyjątkowości, że Ktoś może zbudować skuteczną i nie powiązaną z nimi służbę specjalną w służbie Rzeczpospolitej, i że ona w ogóle może być skuteczna. I właśnie zlekceważenie przez postkomunistyczne specsłużby M. Kamińskiego i raczkującej CBA było jedynym powodem, że Tusk pozwolił mu być na stanowisku. Miał zapewnienie od swoich oficerów, że jest On niegroźny a politycznie dla Tuska było to korzystne. Pomylili się a Oni nie lubią się mylić. Dlatego też się wściekli i nakazali D. Tuskowi natychmiastowe usunięcie, nawet wbrew prawu, M. Kamińskiegio i Tusk oczywiście rozkaz wykonał.
KREATORZY III RP nie mają przygotowanego scenariusza reakcji na zaistniała sytuację. Po prostu jej nie przygotowali bo zlekceważyli CBA. Teraz więc jest kwestia podstawowa. Nie dopuścić do szybkiego upadku rządu (a tym samym "zabić" komisję hazardową)... a co później....
Chłopcy pewnie teraz nerwowo ustalają nową strategię, bo przecież A. Olechowski i jego SD jeszcze nie gotowe zastąpić PO! Stąd ten chaos!
Fikcja polityczna? Wątpię!
Pozdrawiam
P.S.
Chłopcy maja jeszcze na głowie IPN. U Lisa za chwilę pewnie Alek zrobi z IPN faszystów!
sobota, 5 grudnia 2009
WAMPIRY I DEGENARACI?
Witam i od razu wielkie sorry za może zbytnią impulsywność i dosłowność, ale są sytuacje oraz zdarzenia, w których siła reakcji jest z reguły wprost proporcjonalna do siły akcji (a nawet może i w postępie geometrycznym silniejsza). O bezprawiu, zuchwalstwie, nikczemności nieraz warto powiedzieć ostro i bezceremonialnie, żeby wstrząsnąć umysłami innych. Do niektórych sama poprawność językowa argumentacji odkrawającej naprawdę rzeczy z pogranicza przestępstwa po prostu nie dociera i warto o tym mówić nawet prostym i ostrym językiem określając rzeczy "po imieniu".
A poza tym uważam, że powinienem przekazać mój stan emocji i oburzenia na rozgrywającą się na naszych oczach wielka hucpę z demokracji w wykonaniu PO.
To, co stało się wczoraj w Sejmie w postaci "krwawego unicestwienia" PiS-owskich członków Komisji Hazardowej jest wprost niepojęte.
Nawet SLD - ze swoim doświadczeniem socjotechniki i działań totalitarnych - prawdopodobnie z racji dbania o swój elektorat - nie posunęłoby się do tak perfidnej i kpiarskie dla Polaków decyzji.
We mnie kłębią się jak na razie od wczoraj tak rozszalałe z gniewu szare komórki, że mógłbym używać tutaj tylko słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Może jak się uspokoję to na chłodno przeanalizuję całą strategię PO wokół Ustawy Hazardowej.
I niech mi będzie można powiedzieć tylko w tej sprawie jedno: Dla PO afera hazardowa tak naprawdę jest tylko malutkim płomyczkiem ich niegodziwości, ale zrobią wszystko żeby ten płomyczek zgasić... bo w momencie gdyby naprawdę szczerze zacząć ją wyjaśniać doszlibyśmy do takich rzeczy, o których nawet najbardziej przewidującym innym Forumowiczom i Bloggerom się nie śniło.
PO takimi działaniami jak dziś z nas kpi i sprawia, że możliwym w naszych umysłach jest zrodzenie się pytania:
CZY PLATFORMA OBYWATELSKA TO PIERWOTNIE PARTIA DEGENERATÓW I WAMPIRÓW, KTÓRZY DLA ŁYCZKA KRWI W POSTACI WŁADZY I PIENIĘDZY SĄ W STANIE UNICESTWIĆ NAWET SAMYCH SIEBIE?
... gdyby tak było to podpadałoby pod odpowiednie jednostki chorobowe...
Ale chyba tak nie jest. Bardziej wiarygodnym jest poczucie wszechwładzy i uważania Polaków za półgłówków, którym można nasrać na talerz i powiedzieć, że to gulasz z przepisu prostu ze Słonecznego Peru (a jakby się zdarzyło rozwolnienie to powiedzieć, że to staropolska czernina)...
No cóż... PO wychowała sobie przednie stado bezwolnych i plastycznych Lemingów, którym wszystko może wcisnąć śmiejąc się z nich podczas wieczornej whiskey.
Na koniec (dbając o swoje starszawe nieco szare komórki) mogę powiedzieć jedno: od przeszło roku nawołuję do postawienia przywódców PO wraz z D. Tuskiem przed Trybunałem Stanu. Może kiedyś historia ich osądzi....
Pozdrawiam
P.S. A tak na marginesie: ciekawym jest, że tak naprawdę dla rozwikłania owe afery wystarczyłoby aby postawić zarzuty prokuratorskie kilku członkom PO zamieszanym bezpośrednio w lobbing i "ustawianie" ustawy hazardowej. Czyż nie jest symptomatyczna niewspółmierna do skali wydarzenia reakcja Premiera RP? (niezależnie od tego, że teraz i tak wszyscy aktorzy tej afery z uśmiechem wracają do polityki, podobnie jak sławetny już Misiak). Nie wydaje Wam się dziwnym celowe sprowadzania opinii publicznej na inne wydarzenia "okołohazardowe", podnosząc ich znaczenie lub nawet fałszując ich charakter i istotę? Czyż nie jest przedziwnym, że akurat teraz PO przedstawia projekt ustawy o IPN (przecież był gotowy i "trzymany w zamrażarce" od dawna). Może właśnie teraz nadszedł czas na to, aby ujrzał światło dzienne i skierował opozycję, media i opinię publiczną na dyskusję właśnie o IPN? A afera hazardowa w ten sposób gdzieś tam spadłaby na dalsze pozycje w świadomości medialnej. Nie zastanawia Was dlaczego tak się dzieje?
BYĆ MOŻE CHODZI O RZECZ O WIELE WAŻNIEJSZĄ I ISTOTNIEJSZĄ, DOTYCZĄCĄ SAMEGO PREMIERA I JEGO ROLI W CAŁEJ TEJ SPRAWIE!
Bo tak naprawdę niezależnie od charakteru (a także przedmiotu i podmiotów prowadzących operacje specjalne) i słuszności różnych prowadzonych śledztw: przekazanie przez urzędnika państwowego - uzyskanych przez niego z racji pełnionej funkcji - informacji potencjalnemu przestępcy o fakcie, że wobec niego prowadzone są działania operacyjne, jest przestępstwem zagrożonym wieloletnim więzieniem! A jeżeliby miało to dotyczyć samego Premiera (zdrada stanu?) to efektem tego byłoby pogrążenie całej Platformy i samego D. Tuska, rządu, całkowita rewolucja na scenie politycznej Polski, przyspieszone wybory, Trybunały Stanu.... Być może stąd ta nerwowość i imanie się nawet bezczelnych metod powstrzymania procesu wyjaśnienia owej afery!
Ku zastanowieniu....
czwartek, 8 października 2009
GLORYFIKACJA HIPOKRYZJI
To czego wszyscy ostatnio jesteśmy świadkami to niewątpliwie kryzys Państwa Polskiego. I nie chodzi już tylko o samą PO i p.o. Premiera D. Tuska. Dotyczy to całej klasy politycznej po 1989 roku i również nas samych, Polaków - wyborców.
Odzyskanie przez Polskę suwerenności i niepodległości po latach panowania "sowieckiego" nie stało się niestety przełomem moralno-etycznym całego Narodu. Nie stworzyliśmy nowej jakości życia publicznego i prywatnego, która nakierowywałaby nas na przestrzeganie w codziennym życiu obowiązujących norm, zarówno prawnych, jak i moralnych.
Takie pojęcia jak: patriotyzm, honor, ojczyzna, przyzwoitość, służba publiczna, uczciwość, praworządność zostały zrelatywizowane przez narzuconą nam globalistyczną współczesność a ich właściwa wartość stała się niejako anachronizmem, prawie nieprzystającym do rzeczywistości absurdem.
Sposób funkcjonowania naszego państwa nie sprzyja zresztą owym wartościom. Polskie społeczeństwo nie wierzy w prawo i instytucje z nim związane jak: sąd, prokuratura czy policja. Większość Polaków nie zna prawa i nie ma - ze względu na ubóstwo - do niego dostępu. Hermetyczność środowiska prawniczego i wiedzy prawniczej oraz przykład wielu nieprawidłowości i niedoskonałości prawnej RP tworzą w naszym społeczeństwie przeświadczenie, że obywatele nie są równi wobec prawa. Ową nierówność - której czynnikiem sprawczym jest zamożność i pozycja społeczno-zawodowo-polityczna - widzą wszędzie: w swoim miejscu pracy, gminie, powiecie, urzędzie skarbowym czy też wreszcie w skali makro, czyli instytucjach takich jak rząd czy parlament.
Przez 20 lat polskie elity polityczne nie były źródłem powstawania nowego, prawego Państwa. Stały się raczej w oczach jego obywateli synonimem małostkowości, karierowiczostwa, partyjniactwa i korupcji. Można powiedzieć, że "ryba psuje się od głowy" i tak też polskie elity postokrągłostołowe doprowadziły do zepsucia całego państwa. Podstawą był oczywiście brak rozliczeń z przeszłością i umożliwienie przestępcom komunistycznym swobodnego funkcjonowania i rozwoju w nowej Polsce. Ich sposób działania i wyznawane wartości życiowe stały się więc obowiązującymi w III RP. "Homo sovieticus" i jego cechy nie stały się więc w dwudziestoleciu 1989-2009 obiektem krytyki a wręcz przeciwnie: nastąpiło jego przepoczwarzenie w "kolorowe opakowanie", puste w środku.
I tacy, my Polacy, jesteśmy obecnie właśnie takim kolorowym opakowaniem, w środku pustym lub zawierającym cokolwiek cuchnącą treść. Taki jest też Donald Tusk i jego towarzysze. I dlatego też jesteśmy skłonni dalej głosować na niego i jego PO.
Bo czyż nie jest tak, że w swoim miejscu pracy - jeżeli mamy taką możliwość - po prostu kradniemy (np. papier do drukarki czy też czas poświęcając go na wykonywanie pracy niekoniecznie dla właściwego pracodawcy). Nie jest czasem tak, że - na miarę swoich możliwości - załatwiamy sprawy sobie i innym wykorzystując posiadane znajomości i układy. Czy nie jest czasem dla nas oczywistością otrzymywanie tzw.: "prowizji" od załatwienia jakiejś sprzedaży czy kontraktu. W skali mikro to często właśnie tolerujemy i tak się zachowujemy zazdroszcząc ludziom na "piedestale" nie władzy, ale właśnie profitów z nią związanych. Bo przecież... jakbyśmy byli na ich miejscu to tak naprawdę robilibyśmy takie same rzeczy: dobre dla nas osobiście chociaż może i ocierające się o granice prawa lub nawet korupcjogenne. A zasady służby publicznej, patriotyzm, uczciwość, postawa propaństwowca? To przecież takie absurdalne i wręcz śmieszne rzeczy... No może realizowane przez nas tylko werbalnie, w pięknych słowach a nie w pięknych czynach i postępowaniu.
Może tym tekstem kogoś obrażę lub skrzywdzę, ale w demokracji liczy się głos większości a ta większość niestety dalej będzie popierała takiego D. Tuska i jego PO. Bo przecież jest taki jak ta większość: ze wszystkimi przywarami "homo sovieticus" i tolerująca (nawet poprzez brak reakcji) na co dzień działania nie zawsze zgodne z prawem, również tym moralno-etycznym.
Tak naprawdę więc 20 lat demokracji stworzyło nam państwo gloryfikujące i przesiąknięte hipokryzją, w okowach której jesteśmy teraz skłonni (lub chcemy) uwierzyć w takie absurdy jak: niewinność i uczciwość Premiera oraz jego współpracowników, szkodzenie Polsce przez CBA i jego szefa, utożsamianie interesu PO z interesem Rzeczpospolitej czy też przemożną chęć wyjaśnienia afery przez samych zainteresowanych. Bo przecież tak naprawdę niczego złego nie zrobili...
Może jednak, mimo wszystko, nadszedł czas na budowę Nowej Polski, może obecna afera i jej skutki zmienią coś w nas samych. Pracy jest dużo... od podstaw...
Pzdr
środa, 7 października 2009
POCHÓWEK RESZTEK SZACUNKU!
Mam jasno - czego wielokrotnie dawałem wyraz - sprecyzowane poglądy polityczne i wyrobioną ocenę polskiej sceny politycznej. W sferze bieżącej działalności jestem daleki od PO a sposób rządzenia przez nią naszym państwem uważam za szkodliwy i szkodzący żywotnym interesom Rzeczpospolitej.
Wielokrotnie też wskazywałem na błędy PO i D. Tuska jako Premiera.
Mimo wszystko zawsze starałem się krytykować obecną władzę używając w miarę logicznych i konstruktywnych argumentów. Być może nie zawsze mi to wychodziło i wychodzi, ale mimo wszystko zachowywałem należny szacunek wobec rządu i Premiera jako grona osób dbających o dobro wspólne jakim jest Ojczyzna.
Do dzisiaj. Resztki mojego szacunku - który był chyba tylko tak naprawdę moim, fałszywym wyobrażeniem służby publicznej - prysły i zostały "pochowane" wraz z dzisiejszym "przedstawieniem" zafundowanym Polakom przez D. Tuska.
Konferencja ta nie była wystąpieniem Premiera RP a li tylko lidera partii politycznej. Smutne to i niegodziwe wobec nas zwykłych Polaków. Interes partyjny, którego tak naprawdę nadrzędnym jest cel w postaci prezydentury D. Tuska, wyznacza kierunek działań Premiera i jego rządu. Interes narodowy, interes Polski jest w ustach polityków PO z Premierem na czele pustym frazesem, absurdem i anachronizmem.
Mało tego. Premier i jego otoczenie uważają swoich rodaków, czyli Nas, prawdopodobnie za lekko opóźnionych intelektualnie. Ja osobiście poczułem się przez D. Tuska obrażony i zlekceważony. Jego mętne tłumaczenie czynów niegodnych i próba odwrócenia ich znaczenia była wprost żenująco śmieszna a chęć wmówienia społeczeństwu swoich, pokrętnych racji świadczy o lekceważeniu nas przez D. Tuska i PO.
Oczywiście Premier i całe PO doskonale znają swój obecny lub też potencjalny elektorat. Po to przecież zlecają badania socjologiczne poparcia i preferencji wyborczych. Są też tajne części badań obejmujące np. charakterystykę czynników wpływu na owe poparcie.
Niestety D. Tusk wie, że ma chyba do czynienia z tzw. "Lemingami" i dla nich owa dzisiejsza opowieść była kierowana. Celem było nie stracić poparcia obecnych zwolenników a tym samym zapobiec ewentualnej bierności wyborczej. Ba D. Tusk zagrzał ich do walki wypowiadając nową, totalną wojnę z PiS-em (sic!).
Jestem więc zniesmaczony formą wypowiedzi Premiera i jego decyzjami, szczególnie uwypuklaniem niecnej roli M. Kamińskiego oraz robienia z niego sprawcy całego zła. Zło tkwi gdzie indziej, czyli w PO i w samym D. Tusku o czym świadczy fakt, że D. Tusk - wedle jego słów - dalej ufa odsuniętym przecież przez siebie współpracownikom. Hipokryzja najwyższego lotu.
Prawdopodobnie, Lemingi z dobrodziejstwem inwentarza przyjmą tłumaczenia biednego, ale twardego jednocześnie Premiera. Miejmy nadzieję, że choć mały procent z nich coś wreszcie zrozumie.
Kończę, i w trakcie tego pisania coś do mnie dotarło: Ja już chyba nie czuję się obrażony ani lekceważony przez PO i D. Tuska... bo przejmować się winienem tylko opiniami i działaniami ludzi reprezentujących jakąkolwiek WARTOŚĆ, HONOR i GODNOŚĆ.
Pzdr
wtorek, 6 października 2009
EFEKT DOMINA
Niedawno pisałem, że śmierć polityczna M. Drzewieckiego - najważniejszego jako Skarbnik - członka PO, może być również śmiercią polityczną D. Tuska i całej PO.
Dzisiejsza Rzeczpospolita pisze: "Łukasz Lorentowicz, były asystent posłanki Beaty Sawickiej, twierdzi, że Sawicka, a także Mirosław Drzewiecki, naciskali na niego, by składał korzystne dla Platformy zeznania w sprawie finansowania kampanii prezydenckiej Donalda Tuska w 2005 r. (...) Rz ustaliła, że swoimi zeznaniami obciążał czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Osoby te powinny mieć postawione zarzuty co najmniej o utrudnianie postępowania, a nawet o udział w nielegalnych operacjach finansowych związanych z kampanią wyborczą PO mówi nasz informator znający szczegóły śledztwa. Dodaje, że zostało ono umorzone po przejęciu władzy przez Platformę (...)
http://www.rp.pl/artykul/371375,373508.html)
Sądzę, że jest to tylko jeden z wielu wątków, które mogą pogrążyć całe PO, gdzie szemrane interesy i wzajemne zależności biznesowo-mafijno-towarzyskie towarzyszą tej partii (jej członkom) od czasów Kongresu Liberalno-Demokratycznego.
A te różnorodne wątki mogą zostać ujawnione właśnie teraz, gdy M. Drzewiecki przestała być wszechwładny a taka sytuacja może skłonić do "otwarcia ust" wielu politykom i współpracownikom PO.
Mam też nieodparte wrażenie rozgrywania na szczytach władzy wielkiej GRY, w której uczestniczą czołowi politycy tzw. liberalnej sceny politycznej. Poddając się temu wrażeniu wydaje się, że PiS czy CBA to tylko pionki w grze a Król i Królowa tej partii szachów to opozycyjna wobec PO partia Piskorskiego i Olechowskiego wspierana przez Palikota.Bo tak naprawdę eskalacja afery hazardowej - którą trzeba wyjaśnić do samego końca przy pomocy Komisji Śledczej - jest korzystna (przy mniej więcej stałym negatywnym elektoracie PiS) przede wszystkim dla nowego potencjalnego kandydata na Prezydenta, czyli A. Olechowskiego.
Donald Tusk najprawdopodobniej i tak już nie spełni swojego marzenia zostania Prezydentem RP. Szkoda tylko tych lat, które jako szef rządu podporządkowywał temu celowi a tym samym nie mógł być dobrym Premierem.
Tak więc prawdopodobnie skutkiem afery hazardowej będzie efekt domina, gdzie PO polegnie... oby tylko tzw. Lemingi nie głosowały wtedy na A. Olechowskiego... niech lepiej zostaną w domach bo ten ostatni polityk jest dla naszego kraju jeszcze bardziej groźny....
Pozdrawiam
poniedziałek, 5 października 2009
DLACZEGO PO I D. TUSK BOJĄ SIĘ KOMISJI ŚLEDCZEJ?
Witam
Przez ostatnie lata idea Komisji Śledczych się zdewaluowała. Niemniej jednak pozostaje jednym z ostatnich form poznania prawdy poza oficjalnymi organami śledczo-sądowymi.
Charakter obecnej afery hazardowej, jej zakres dotyczyć może żywotnych interesów Rzeczpospolitej Polskiej. Możliwa korupcja na szeroką skalę, uzależnienie rządzących od lobby biznesowego często ocierającego się w swojej działalności o granice prawa, tworzenie ustaw korzystnych dla określonych grup interesów oraz możliwe utrudnianie śledztwa i działań CBA przez samego Premiera wymaga wyjaśnienia.
Szczególnie właśnie ta ostatnia ewentualność (niezależnie od wszystkiego) wymaga wyjaśnienia i ostatecznego wkluczenia takowej ewentualności. Jest to w interesie Premiera D. Tuska, całej Platformy i rządu a także w interesie Rzeczpospolitej Polskiej.
Dymisja M. Drzewieckiego czy odsunięcie od władzy Z. Chlebowskiego to tylko część (i chyba nawet dość mała) całej afery. Cały jej kontekst rodzi wiele pytań: Kto tak naprawdę rządzi w Polsce skoro szemrani biznesmeni po prostu opierdalają Z. Chlebowskiego i planują skompromitowanie wiceministra finansów? Jak w Polsce powstają ustawy skoro na ich treść mają przemożny wpływ ludzie spoza oficjalnej władzy? Czy i jaki związek z działalnością hazardową mają grypy mafijne i wobec takiej ewentualności dlaczego politycy PO utrzymują kontakty z takimi ludźmi? Dlaczego odpowiedzialny za nadzór nad swoimi ministrami Premier nie podaje się do oczywistej w tej sytuacji dymisji i czy utrudniał śledztwo w postaci ostrzeżenia swoich przyjaciół przed działaniami CBA?
Pytań zapewne pojawi się więcej. Trzeba na nie odpowiedzieć i rozwiać wszelkie wątpliwości i pojawiające się słuszne bądź nie podejrzenia.
Dlaczego więc PO i Donald Tusk tak boją się Komisji Śledczej? Przecież w ich interesie jest jej powołanie. Argument, że może służyć PiS jako element kampanii wyborczej jest i chybiony i żenujący. To tak jakby celowo wstrzymywać łapanie złodzieja aż do pracy wróci chory policjant. Jeżeli było i jest prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa to trzeba działać a nie czekać. Niechęć i brak powołania Komisji Śledczej może więc być odczytywane jako chęć utrudniania dochodzenia do prawdy. A jeżeli tak to widocznie prawda ta jest bolesna i niewygodna.
Ponawiam takowoż pytanie: Dlaczego D. Tusk boi się Komisji Śledczej?
Odpowiedź wydaje się zaskakująco prosta ale prowadząca do bardzo smutnych dla PO wniosków.
Otóż zeznania przed Komisja Śledczą wymagają mówienia prawdy (choć można ich odmówić). Niewątpliwie jednym z zeznających będzie M. Drzewiecki - człowiek chyba najważniejszy w Platformie Obywatelskiej, który zajmuje się w niej podstawą jej egzystencji t.j. finansami. Jest niejako Dyrektorem Finansowym (skarbnikiem) całej PO i wie wszystko na temat jej finansów oraz finansów jej członków. Z tego punktu widzenia ma przemożny (o ile nie największy) na nich wpływ. Jego wiedza zapewne mogłaby pogrążyć wielu działaczy o ile nie całą PO z D. Tuskiem na czele. Tajemnica poliszynela jest również wielka majętność pana Drzewieckiego i zamiłowanie najważniejszych członków PO do spędzania wolnego czasu w posiadłości pana Drzewieckiego np. na Florydzie. Tudzież: pan Drzewiecki jest namiętnym hazardzistą, któremu zazwyczaj sprzyja welkie szczęście co do częstości i wielkości wygranych.
Nie chcę demonizować postaci Pana M. Drzewieckiego ale zastanawiająca do ej pory była wielka jego obrona przez Premiera. Tak było podczas sławetnej afery w PZPN, tak było i teraz. Przecież tak naprawdę to nie Premier go zdymisjonował ale On sam łaskawie złożył dymisję. Czyż to nie jest symptomatyczne?
Pozdrawia
sobota, 3 października 2009
A. CZUMA I JEGO DZIECINNA GRA "W POMIDORA"
O Andrzeju Czumie napisano już wiele. Jego niefortunne i wręcz nieraz śmieszne wypowiedzi, niejasne długi, pokrętne tłumaczenia, mijanie się z prawdą już dawno winny zdyskredytować go jako Pierwszego Sprawiedliwego Rzeczpospolitej. Ale przecież słaby szef zawsze dobiera sobie jeszcze słabszych pracowników - co by mu nie zagrażali...
W obecnej aferze A. Czuma "popłynął" już "po całości". Nie tylko wydał wyrok uniewinniający bez sądu, nie tylko bez zaznajomienia się z materiałami źródłowymi określił je jako manipulację, nie tylko kłamał w sprawie prowadzonych bądź nie postępowań prokuratorskich, nie tylko zabawiał się w psychiatrę diagnozując chorobę psychiczną u innych... ale WPROWADZIŁ NOWĄ JAKOŚĆ DYSKUSJI PUBLICZNEJ I SPOSÓB ODPOWIEDZI NA KREPUJĄCE PYTANIA.
Od dzisiaj (no od wczoraj) nasi politycy a w szczególności chyba Ci z PO na krępujące pytania będą zapewne odpowiadali: "POMIDOR" i po sprawie.
Gwoli uściślenia, za Wikipedią: "Pomidor - to popularna gra dziecięca, znana jako gra w pomidora. Biorą w niej udział co najmniej 2 osoby. Spośród wszystkich grających wybierana jest jedna - zwana pomidorem - której pozostali zadają pytania, próbując ją rozśmieszyć. Pomidor musi na wszystkie pytania odpowiadać "pomidor". Gra kończy się, gdy pomidor pomyli się, zaśmieje się lub pozostali uczestnicy poddadzą się".
Brawa dla naszego Ministra za udziecinnienie naszej debaty publicznej i za przypomnienie, że z wiekiem faktycznie człowiek intelektualnie cofa się do pierwszych lat swego rozwoju a naszym milusińskim proponuję zmodyfikowanie nazwy gry, która może od tej por nazywać się "Grą w Czumę".
Pozdrawiam
P.S. Może ogłosić konkurs na inne jeszcze dziecinne a w polityce po prostu infantylne gry i zabawy, które możemy wprowadzić do codzienności naszej sceny politycznej? Macie propozycje?
Mi nasuwa się np. wyliczanka: "Entliczek, pętliczek, malowany stoliczek, na kogo wypadnie, na tego BĘC"... na kogo wypadnie dziś, juto, pojutrze?
KTO ODWOŁA PREMIERA ZA BRAK WŁAŚCIWEGO NADZORU?
Jeszcze kilka słów o aferze hazardowej. Takich kilka refleksji natury zarządczej.
Państwo to organizacja, specyficzna co prawda ale organizacja i jak każda jest zarządzana przez powołany do tego Zarząd (tu: Rząd) kierowany przez Prezesa Zarządu (tu: Premiera). Prezes Zarządu dobiera sobie swoich współpracowników czyli członków Zarządu (tu: ministrów) i jest za nich odpowiedzialny. Zarząd jest powoływany przez Radę Nadzorczą (tu: Parlament) i przed nią odpowiedzialny za swoje decyzje i efekty. Rada Nadzorcza zaś powoływana jest przez Zgromadzenie Wspólników/Akcjonariuszy (tu: polscy wyborcy).
Jednym z najistotniejszych elementów różniących Państwo od typowej organizacji gospodarczej jest fakt iż często (jak ma to miejsce obecnie) Premier (Prezes Zarządu) jest niejako również Przewodniczącym Rady Nadzorczej (Parlamentu) lub ma nad nim kontrolę w postaci przewodzenia większości parlamentarnej (przewodzenia grupie mającej większość w Radzie Nadzorczej). I w tym kontekście Premier jest odpowiedzialny zarówno za swoich ministrów jak i swoich funkcyjnych (ważne!) członków Parlamentu.
To tyle jeżeli chodzi o quasi teorię. Wynika z niej m.in. to, że dobierając sobie najbliższych współpracowników Premier bierze również za nich odpowiedzialność i sprawuje oczywiście nad nimi nadzór. Jeżeli posiada zdolności kierownicze i jest predestynowany do sprawowania władzy niewątpliwie wymaga też lojalności i takową otrzymuje. Żadne decyzje i działania nie odbywają się bez jego wiedzy lub jego zgody a tym bardziej takie, które w jakikolwiek sposób mogą negatywnie wpływać na efekty pracy całego Zarządu (rządu). Codzienne rozmowy, narady, sprawozdania, dyskusje, posiedzenia temu przecież służą.
NIE WIERZĘ WIĘC, ŻE DZIAŁANIA ZARÓWNO PANA Z. CHLEBOWSKIEGO, M. DRZEWIECKIEGO, G. SCHETYNY NIE BYŁY ZNANE PANU PREMIEROWI I PRZEZ NIEGO AKCEPTOWANE. Są to przecież (lub byli) najbliżsi jego współpracownicy. Zresztą Premier był informowany na bieżąco o działaniach wokół ustawy hazardowej przez bliższe i dalsze otoczenie (np. przez teraz dotkniętego amnezją pana Kapicy z Ministerstwa Finansów: patrz tekst Kataryny:http://kataryna.salon24.pl/128665,krotka-pami...).
Aferę hazardową trzeba wyjaśnić do końca nawet gdyby to miało znaczyć upadek rządu PO, Trybunał Stanu dla jej Przywódców i rewolucję polityczną w Polsce. Trzeba ją wyjaśnić nawet gdyby okazało się, że były to tylko haniebne pomówienia CBA i nieczysta wojna polityczna inspirowana przez PIS. Trzeba ja wyjaśnić nawet wtedy gdyby okazało się, że jest to małostkowe, dla własnych korzyści działanie pojedynczych osób (Chlebowski, Drzewiecki, zainteresowani biznesmeni).
Już teraz jedno jednak jest pewne. Coś jest na rzeczy. Nikt nie zanegował prawdziwości treści rozmów zawartych w opublikowanych przez Rzepę stenogramach. Przyznał się do nich w bólach i po wielkiej męczarni Z. Chlebowski. O tym, że M. Drzewiecki interesował się ta ustawa świadczą jego własne dokumenty i notatki Kapicy. POTWIERDZENIEM NIEWŁAŚCIWOŚCI ZACHOWAŃ WOKÓŁ TEJ SPRAWY JEST ODSUNIĘCIE PRZEZ D. TUSKA OD WSZELKICH FUNKCJI Z.CHLEBOWSKIEGO!
A więc Premier sam swoim działaniem i decyzją potwierdził, że jego najbliższy współpracownik popełnił "błąd" a skoro ponosi za niego odpowiedzialność to pośrednio wina SPADA NA NIEGO SAMEGO. Bo albo wiedział i akceptował te działania albo nie wiedział i był okłamywany. W pierwszym przypadku jest to WSPÓŁSPRAWSTWO a w drugim NIEKOMPETENCJA I NIEUMIEJĘTNOŚĆ KIEROWANIA. I jedno i drugie dyskwalifikuje Premiera jako Zarządzającego Państwem Polskim.
Jest też jeszcze trzecia ewentualność, również dyskwalifikująca Premiera: BRAK WŁAŚCIWEGO NADZORU. Premier przecież miał sygnały o co najmniej niewłaściwych działaniach wokół powstawania ustawy i nie podjął właściwych działań. Zaniechał je lub zlekceważył sygnały (brak nadzoru właśnie) lub im sprzyjał (tu wspomniane współsprawstwo).
Ja osobiście mam nadzieję, że ze strony Premiera w sprawie afery hazardowej występuje jedynie właśnie brak właściwego nadzoru a nie współsprawstwo, którego kolejnym elementem byłby np. słynny już przeciek informujący zainteresowanych o działaniach podejmowanych wobec nich przez CBA.
Przyjmując w dobrej wierze więc ów brak właściwego nadzoru to mimo (w tych okolicznościach) łagodności zarzutu STANOWI ON WYSTARCZAJĄCĄ PODSTAWĘ DO ODWOŁANIA PREMIERA! I nic tu nie pomogą nerwowe ruchy odsuwające Chlebowskiego, poważna mina, ataki na CBA, itp.. Sprawa jest jasna: za brak właściwego nadzoru Premier winien odejść.
Jeżeli sam tego nie rozumie to może winni zająć się ta sprawą organy nadrzędne: Parlament oraz Wyborcy?
Pozdrawiam
P.S.
A może się mylę: skoro Premier tak usilnie broni M. Drzewieckigo a pośrednio i G. Schetynę nie jest to jedynie brak właściwego nadzoru...?
czwartek, 1 października 2009
POLSKA W RĘKACH "RYŚKOWYCH MAFII"?
Państwo Polskie jest więc podobno w rękach rządu ukonstytuowanego zgodnie z wolą polskich wyborców wyrażoną w demokratycznych wyborach. Mamy podobno trójpodział władzy, właśnie niezależne media i niezależne sądownictwo. Jako Polacy możemy się czuć bezpiecznie - czuwają nad nami instytucje i służby powołane w tym celu: UOP, CBA, CBŚ, Policja, Wojsko a ponadto jest jeszcze Trybunał Konstytucyjny i niestety "martwy w działaniu" jak na razie Trybunał Stanu.
Na "papierze" i w pięknych słowach naszych polityków i ludzi władzy wszystko jest więc w jak najlepszym harmonijnym i demokratycznym porządku.
Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy faktycznie rządzi nami rząd pod wodzą Donalda Tuska, władza ustawodawcza uchwala prawo jak najlepsze dla obywateli kierując się dobrem Polski a władza sądownicza dba o przestrzeganie prawa przez wszystkich niezależnie od pozycji społecznej, zawodowej czy politycznej? I na koniec kluczowe pytanie: Czy przez 20 lat III Rzeczpospolitej stworzyliśmy choćby namiastkę Państwa Praworządnego o zdrowych fundamentach?
Niestety na wszystkie powyższe pytania, w tym na ostatnie - kluczowe, możemy wyraźnie powiedzieć: NIE!
Zmarnowaliśmy 20 lat budując Polskie Państwo na chorej strukturze "grubej kreski" gloryfikującej specyficzny typ ludzi o cechach okołokryminalno-korupcyjnych, dla których najważniejszy jest interes własny i sprzymierzonych grup oraz środowisk towarzysko-biznesowo-politycznych. Cała klasa polityczna jest przesiąknięta takimi ludźmi i oni faktycznie kierują losami 40 milionowego narodu... no właśnie czy ci politycy kierują? Śmiem wątpić...
... KTO WIĘC NIMI KIERUJE?
Ci niby mężowie stanu są bezwolnymi wykonawcami rozkazów i poleceń ludzi tworzących w Polsce (i nie tylko) tzw. WIELKI BIZNES, który często jest oparty na działaniach graniczących z prawem lub je przekraczających. Często, jak np. w przypadku hazardu czy agencji towarzyskich są to struktury typowo mafijne i związane z przestępczością zorganizowaną.
O tym, że tak jest już wiele w ostatnich 20 latach powiedziano i napisano. Ludzie niewygodni i niepokorni oraz nie poddający się ICH rozkazom często ginęli (Papała, Dębski) czy też kończyli kariery polityczne a Ci, którzy byli i są usłużni... pozostali...
...Bo tak naprawdę najbardziej przerażający i potwierdzający moje sugestie w obecnej aferze hazardowej jest fragment rozmowy dwóch biznesmenów, w których główną rolę odgrywa Zbigniew Chlebowski (za Rzepą):
"17 maja 2009 r. Jan Kosek rozmawia z Ryszardem Sobiesiakiem.
J.K.: Oni (chodzi m.in. o Zbigniewa Chlebowskiego red.) to zblokują?
R.S.: On (Chlebowski red.) mówi tak. Opierd...em go za to, że mówił co innego, że przynajmniej pół roku spokoju".
Coś niesamowitego! Dwóch Panów biznesmenów opowiada o jednym z głównych polityków polskich jak o "chłopcu na posyłki"! Rozstawiają go "po kątach" i opierd...ją!
Czyż to nie jest żenujące i nie stawia polskich polityków w roli podrzędnych wykonawców i "żołnierzy" biznesmenów. Czy właśnie media i polskie specsłużby nie winny też skupić się na tym wątku zagrożenia bezpieczeństwa Państwa Polskiego?
A czy ewentualny przeciek z Kancelarii Premiera na temat śledztwa CBA nie jest też niejako zobowiązaniem osób związanych z tą Kancelarią (aż boję się wskazywać na samego szefa) wobec tego nadrzędnego wobec polityków ośrodka władzy w Polsce? Mam nadzieję, że się mylę i jest to nieprawdą.
Trzeba mimo to usunąć jak najszybciej obecna władzę, która od początków KLD jest uwikłana w niejasne powiązania z legalnym i nielegalnym biznesem. To jest jasne. Ale trzeba też chyba zrewidować całą naszą scenę polityczną, zmienić ordynację wyborczą na większościową a może wreszcie uruchomić Trybunał Stanu i zacząć w końcu budować faktycznie Najjaśniejszą Rzeczpospolitą. Chyba nie są to płonne nadzieje...
Pozdrawiam