Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory parlamentarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory parlamentarne. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2023

Zachęcam do wzięcia udziału w wyborach i w referendum

Już nic się nie zmieni jeżeli chodzi o zdecydowanych wyborców. Sądzę, że już każdy wie na kogo zagłosuje. 

I nic też nie uratuje KO (PO) przed porażką, nawet planowane orędzie (drugie w tej kampanii) domniemanego: łapówkarza i oszusta, i  pracza brudnych pieniędzy w sposób zorganizowany, „pod przykrywką” Fundacji Pomocy Transplantologii – Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego [1]. Ukrywa się on przed odpowiedzialnością karną za immunitetem już 934 dni! Podobno będzie gaworzył o wczorajszych zmianach w dowództwie armii polskiej i oczywiście będzie się starał wmówić bezczelnie i kłamliwie Polakom, że armia w czasie obecnych rządów tkwi w chaosie, co jest absolutną bzdurą.

Wszystko co mogę zrobić to zachęcić do głosowania w wyborach parlamentarnych i towarzyszącym im referendum. 

To jest nasz głos. I możemy po prostu skorzystać z naszych praw. Ten, kto nie bierze udziału w wyborach to de facto później nie ma prawa do jakiejś krytyki rządzących lub wypowiadania się na temat naszego kraju: jego teraźniejszości i przyszłości. 

Musimy jako Polacy wziąć odpowiedzialność za Polskę a głosowanie i udział w referendum niejako powinny być naszym obowiązkiem.  

Chciałbym, aby Polacy zagłosowali gremialnie i aby frekwencja przekroczyła 70% uprawnionych do głosowania. Znaczyłoby to nic innego jak pokazanie światu, że nasza demokracja jest ugruntowana, stabilna i silna. 

 "Nieobecni nie mają racji", czyli  zdanie lub interes osoby nieobecnej nie są brane pod uwagę. Nie pozwólmy, aby siedząc na kanapie o nas decydowali inni!

Teraz mamy podwójne święto demokracji, bo oprócz głosowania w wyborach parlamentarnych mamy okazję uczestniczyć w referendum, czyli w największym święcie demokracji.

Zupełnie tedy nie rozumiem liderów totalnej opozycji (szczególnie z KO-PO), którzy nawołują do bojkotu najbliższego referendum. Przecież mają usta pełne aprobaty dla demokracji a nawet więcej - gloryfikują ją nieustannie i z aprobatą odmieniają ją przez wszystkie przypadki. 

Przecież ktoś, kto uważa się za zwolennika demokracji a jest przeciwny lub nie popiera referendów to de facto nie jest demokratą a zwykłym hipokrytą lub po prostu cynicznym kłamcą albo ma skłonności autorytarne. Ponadto chce pozbawić nas naszych praw! Czy my chcemy, aby pozbawiano nas naszych praw obywatelskich? Chyba NIE! 

Dlatego też ponawiam prośbę do wyborców: WEŹCIE UDZIAŁ  W WYBORACH PARLAMENTARNYCH I W REFERENDUM! 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com 

niedziela, 20 sierpnia 2023

Obwoźny cyrk D. Tuska z M. Kołodziejczakiem w tle ;) ?

Ostatnio zdarzyło mi się popełnić dwa teksty, w których starałem się na poważnie podejść do przeszłych i przyszłościowo ewentualnych gospodarczych dokonań i zamierzeń Donalda Tuska [1,2].

Pretenduje on przecież do ponownego przejęcia władzy w Polsce a więc nieraz warto nie traktować go jako "obwoźnego klauna" zwożącego na autorskie występy swoją publiczność dziesiątkami autokarów z całej Polski. Tak mi się przynajmniej wydawało i... dobrze mi się wydawało!!!

Bowiem - jako Polacy - nie możemy go traktować z szyderczym i prześmiewczym "przymrużeniem oka", bo on nawet woli, aby wielu z nas tak go właśnie postrzegało a naprawdę tym cyrkowym i  poniżej przedstawionym klaunem nie jest, i nigdy nie był. 


Więc kim jest D. Tusk?

Przede wszystkim apologetą i fascynatem Niemiec i polityki niemieckiej, co od razu stawia go w szeregu antypolaków. 

 "Für Deutschland" (dosłownie "Dla Niemiec"):

Ponadto D. Tusk identyfikuje się jako Kaszub, choć w czasach jego dzieciństwa w swoim rodzinnym domu mówiono przede wszystkim po niemiecku. Jego matka i babka ze strony matki (Niemka Anna Liebke)  po wojnie chciały zamieszkać w Niemczech, ale w końcu rodzina pozostała w Gdańsku i część z niej musiała się nauczyć języka polskiego a jego dziadek w czasie II WŚ służył w Wermachcie. 

Tak na marginesie. Gdyby zastosować żydowsko-talmudyczną nomenklaturę, w której za rodowitego Żyda uważa się tylko potomka po linii matki, to dla Żydów D. Tusk jest po prostu Niemcem. 

Stąd te jego słowa "Polskość to nienormalność", które zostały wypowiedziane na łamach miesięcznika "Znak" w listopadzie 1987 roku. Co prawda samo to określenie jest cytowane jako wyjęte z kontekstu i nawet J. Kaczyński zwraca na ten fakt uwagę broniąc D. Tuska, ale moim zdaniem od momentu powstania za niemieckie pieniądze Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD) szefowanego przez D. Tuska, te jego wcześniejsze słowa niejako faktycznie zaczęły oddawać  późniejszy stosunek do Polski [3]. I na tym samym spotkaniu z wyborcami, w którym J. Kaczyński bronił D. Tuska przed wybiórczym cytowaniem jego słów z 1987 roku, ostatecznie stwierdził, że: "Mamy w Polsce partię niemiecką i ten wybór, który jest przed nami, to jest wybór: polska partia lub partia niemiecka i jej sojusznicy, którzy na wszystko są gotowi machnąć ręką, żeby tylko do tego parlamentu się dostać" [3,4].

A czy D. Tusk jest zaburzony emocjonalnie? Tego do końca nie wiem, ale obserwując werbalne i pozawerbalne poczynania D. Tuska to rzeczywiście można odnieść wrażenie, że coś jest nie tak z jego osobowością. Ciekawą jest ocena D. Tuska dokonana przez Janusza Palikota [5].

Ja subiektywnie postrzegam go jako człowieka  charakteryzującego się egocentroizmem* i idiolatrią**, co może świadczyć o pewnego rodzaju zaburzeniu osobowości. Ale co ja tam mogę sądzić... niech wypowiedzą się specjaliści, choćby tacy jak nadworny lekarz PO - Bogdan Klich!

No, ale D. Tusk jest nie tylko proniemiecki, ale też prorosyjski, co ukazała pierwsza cześć serialu "Reset" i z pewnością w drugiej części tego serialu będzie to jeszcze bardziej widoczne. 

Także więc Berlin i Bruksela uważają D. Tuska jako ich człowieka w Warszawie, ale również tak samo uważają Moskwa i Mińsk. Ogólnie można skonstatować, iż D. Tusk jest przedstawicielem kondominium niemiecko-rosyjskiego na Polskę. A to historycznie musi wzbudzać w nas pewnego rodzaju lęk przed tym człowiekiem a ponadto przecież już przez niemal 8 lat miał okazję się negatywnie wykazać jako premier rządu PO-PSL. Jego rządy to tysiące afer i sprowadzenie Polski do "państwa z dykty", gdzie były tylko "ch...j, du...a i kamieni kupa" [6].

D. Tusk został przez Niemcy nasłany do Polski z jednym zadaniem: obalić obecne rządy. I robi wszystko, aby tę misję wykonać. I to za wszelką cenę, choćby poprzez emocjonalne i cynicznie skłócanie Polaków czy też "stosowanie" notorycznych kłamstw i półprawd.  

Przez ostatnie dni wielu ludzi zostało zszokowanych sojuszem D. Tuska i M. Kołodziejczaka z  AgroUnii. Ja też w sumie byłem zaskoczony, ale...

M. Kołodziejczak jest takim samym żądnym władzy cynikiem jak D. Tusk a wiemy, że "swój ciągnie do swojego". Braterstwo dusz i osobowości jest chyba najlepszym wytłumaczeniem tego, dlaczego D. Tusk otworzył swoje ramiona i przyjął do siebie tego - subiektywnie wedle mnie - małostkowego "krzykacza". Jest też u D. Tuska jakaś nadzieja, że nowy partner pozyska jakieś głosy na wsi. I zapewne też D. Tusk czuje satysfakcję, że - w swojej wyobraźni - zemścił się na PSL-u, który nie chciał jednej listy totalnej opozycji, którą to forsował przecież nieomylny i boski "Słońce Peru"! A niestety D. Tusk jest człowiekiem bardzo mściwym, o czym zapewne mógłby wiele opowiedzieć taki Grzegorz Schetyna, chociaż i on jest również bardzo mściwy. 

Tyle tylko, że powyższe powody "zagospodarowania" przez D. Tuska M. Kołodziejczaka chyba nie są jedyne. 

Owszem, może być tak, że wewnątrzpartyjne badania sondażowe są dla KO (PO) bardzo kiepskie i z tej desperacji D. Tusk chwyta się już wszystkiego, żeby chociaż trochę te swoje poparcie zwiększyć. Na pewno też istnieje swoista osobowościowa "chemia" pomiędzy liderami PO i AgroUnii. Mają też pewną rację ci, którzy upatrują przyczyn tego sojuszu w obszarze osobistej zemsty D. Tuska na PSL-u. 

Ale przecież M. Kołodziejczak był wcześniej znany jako ostry krytyk PO i D. Tuska. Jeszcze w czerwcu tego roku mówił: "Jeżeli ktoś nie pamięta, jak żyło się za Platformy Obywatelskiej i że Donald Tusk cofnął Polaków kilka wieków do tyłu, zrobił z nas kraj koczowniczy, że ludzie musieli wyjeżdżać z Polski do Wielkiej Brytanii i Irlandii, no to brawo, to niech chce powrotu tego samego". 

Jednocześnie faktycznie był również negatywnie nastawiony do PiS-u. Werbalnie i pozawerbalnie  prezentował się  też jako przeciwnik naszego sojuszu z USA i wychwalał Rosję [7]. Stwierdził m.in., że „każdy z nas powinien odważyć się na ten gest i pokazać ‘fucka’ Amerykanom”. Ponadto deptał "flagę" unijną twierdząc, że „to nie jest nasza flaga”.

Więc jakie to poglądy szefa AgroUnii spowodowały, że D. Tusk zdecydował się na wystawienie jej członków na listach wyborczych KO (PO)? Jakie zachowania i przekazy werbalne M. Kołodziejczaka przekonały szefa PO do tego, aby ryzykownie wystawić go na swoich listach wyborczych? 

Ja tego nie wiem. Może jakiś zwolennik KO (PO) mi to wytłumaczy?




[3]"Kongres Liberalno-Demokratyczny był finansowany przez niemiecką chadecję - twierdzi Paweł Piskorski (...) Piskorski zapewnia, że nie zamierza szkodzić żadnej partii, a jedynie przedstawia rzetelną relację historyczną o początku lat 90. w Polsce. IAR mówi, że nie było to łamanie prawa, ale coś co zdarzało się 20 lat temu w różnych środowiskach politycznych. Piskorski był sekretarzem generalnym KLD, której ton nadawali politycy z Pomorza: Donald Tusk, Janusz Lewandowski i Jacek Merkel. Piskorski - były sekretarz generalny Kongresu Liberalno-Demokratycznego twierdzi, że założony i kierowany przez Tuska Kongres był finansowany przez chadeków z niemieckiego CDU na początku lat 90 -tych. Jak utrzymuje, były to kwestie omawiane między Helmutem Kohlem a Janem Krzysztofem Bieleckim - wtedy premierem i jednym z liderów KLD". Nigdy jego słowa nie zostały zaskarżone do sądu jako nieprawdziwe. Zob.: https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/793511,niemcy-finansowali-kld-partie-donalda-tuska.html  

[4] W listopadzie 1987 r. Tusk pytał, jak "wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu" - pisał późniejszy szef rządu. D. Tusk w artykule dodał, że polskość wywołuje u niego "niezmiennie odruch buntu". "Historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje bark brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię; i każą je z dumą obnosić" - pisał Donald Tusk kończąc tekst słowami: "sądzę – tak po polsku, patetycznie, że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem". Zob.: https://www.rp.pl/polityka/art37245881-kaczynski-broni-tuska-w-sprawie-slow-polskosc-to-nienormalnosc

[5] Warto w tym miejscu przytoczyć fragmenty opowieści o D. Tusku autorstwa J. Palikota w książce: "Kulisy Platformy" . Co prawda ta książka była wydana w 2011 roku, ale wydaje się, że negatywne cechy D. Tuska w miarę upływu czasu tylko się pogłębiają. 

Donald Tusk (fot. PAP/Radek Pietruszka) - po publikacji „Newsweeka” na temat afery podsłuchowej. 

I cóż to o D. Tusku opowiadał J. Palikot, który spędził w PO sześć lat, poznał jej liderów, jej prawdziwe cele i skrywane sekrety?

Ano J. Palikot określa Donalda Tuska jako człowieka bezwzględnego i doskonale kontrolującego swoją agresję. 

Dowodem ma być chociażby scena, której był świadkiem, gdy w maju 2010 roku odwiedził Tuska w jego biurze: „Wchodzę i widzę Donalda w jednym z tych jego świetnych ciemnoniebieskich garniturów, w dobrych skórzanych butach - wyglądały na Ermenegildo Zegnę. Nogę miał opartą o piłkę nożną. […] Spojrzał na mnie i zachęcił: Wejdź, wejdź. Po czym mówi:* Widzisz tę roślinę w rogu? Gdy się tu wprowadziłem, odwiedził mnie Leszek Miller. Powiedział wtedy, że dała mu ją jego żona, i prosił, żebym o nią dbał i żebym ją podlewał. Po tych słowach z całej siły kopnął piłkę w kierunku tej rośliny. Piłka odbiła się od niej, a następnie od biurka i telewizora.* Po czym poszła kolejna ścięta piłka w tę roślinę. Uderzał w coś, co należało do Millera, którym był autentycznie zafascynowany". „To był prawdziwy Tusk ” – podsumowuje Palikot . – „mieszanina nihilizmu i cynizmu, a z drugiej strony pewnego wdzięku, uroku”.

J. Palikot nie ukrywa, że D. Tusk „ma swój urok”, ale poznał także jego inne, „partyjne, wręcz chamskie” oblicze: „Od początku widziałem, że traktował wszystkich członków tego swojego dworu jak warchołów. Knury – to określenie, którego używał w stosunku do nich najczęściej. Grzegorz [Schetyna] nie był tu wyjątkiem. I jego upokarzał. I jego czasem przedstawiał jako takiego knura bez manier, który potrzebuje tylko zeżreć, popić i pomlaskać językiem”.

Według Palikota Tusk jest „straszną sknerą”, która „liczy każdy grosz”. Do tego nie pamięta o „żadnych okazjach, imieninach, rocznicach swoich przyjaciół i znajomych. No, poza imieninami Grzegorza Schetyny. On rzeczywiście dostał raz od Donalda kopie mieczy jako prezent imieninowy. Ale to się zdarzyło akurat, gdy już był premierem. Prezent więc pochodził z rozdania kancelaryjnego”.

Tusk jest jak dziecko, kobieta, Rosjanin i grecki tyran... Palikot twierdzi także, że Donaldowi Tuskowi czasami brakuje męskości i zdarza mu się zachowywać jak dziecko. „Jest bardzo kobiecy w sposobie chodzenia, w relacjach z ludźmi. Z drugiej strony ma w sobie coś z charakteru Rosjan, którzy na ogół bardzo długo wprowadzają człowieka w atmosferę przyjaźni, bratania się, by nagle w pewnym momencie przeciąć to bezwzględnie”.

Oprócz tego, że w premierze jest (lub bywa) coś z dziecka, kobiety i Rosjanina, zdarza mu się też zachowywać niczym bohaterowie jego ulubionych lektur. O jakich książkach mowa? Według Palikota, chodzi o opowieści o małych greckich tyranach z czasów Sokratesa czy Herodota, którzy „mieli w zwyczaju na przykład mordować wszystkich swoich synów zaraz po urodzeniu. Każdy z tych bohaterów pławił się w okrucieństwie”.

Tusk widziany oczami Palikota to polityk niezwykle impulsywny, wybuchowy, agresywny, brutalny, ale też „chwiejny”, słaby psychicznie, histeryczny i łatwo popadający w depresję: „Kiedy atakuje, jego twarz staje się zawzięta, rzuca wulgaryzmami, obraża i wyrzuca wszystkich. „Absolutnie was wszystkich wypier…ę. Nie nadajecie się do niczego. Mam już dość!” – to są tego typu teksty”.

Z charakterystyki Palikota wynika jeszcze, że Tusk wielką wagę przykłada do stroju, docenia dobre wina („Trzeba mu przyznać, że do win ma nosa. Zupełnie inaczej niż Schetyna czy Drzewiecki, z którymi można iść tylko na wódkę, ewentualnie whisky”), pali cygara, nie cierpi kleru, a katolicyzm jest dla niego źródłem politycznego zysku („Szczytem wszystkiego była zgoda na ten ślub przed wyborami prezydenckimi w 2005 roku. Oto nagle dowiedziałem się, że sztab wyborczy doszedł do wniosku, że musi być ślub Małgosi i Donalda”).

Palikot przyznaje, że nigdy bezpośrednio nie zdarzyło mu się do tej pory porozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim („Czasem coś do niego pokrzykiwałem na Sali sejmowej, a on odpowiadał”), ale gdyby miał taką okazję, zapytałby go, „czy nie ma czasem ochoty pójść na grób Barbary Blidy i sobie popłakać?”.

Palikot uważa, że Tusk naprawdę uważa Kaczyńskiego za „potwora” i tym słowem go najczęściej określa. Wojna między Tuskiem a Kaczyńskim to jednak przede wszystkim „teatr, na który media dają się nabrać”, gdyż „wbrew pozorom [obaj] idą trochę podobną drogą, drogą kalkulowania wszystkiego i wszystkich”. „Trafił swój na swego” – podsumowuje.



*egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu,  
** idiolatria - postawa polegająca na uwielbieniu samego siebie, braku jakiegokolwiek krytycyzmu do własnych działań lub słabości, pochodna megalomanii i mitomanii.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

sobota, 22 lipca 2023

Spełnienie żądań UE wobec Polski to jest program wyborczy PO (KO)!

Kiedyś już o tym pisałem, ale moim zdaniem warto przed wyborami parlamentarnymi o tym przypominać, tym bardziej, że kampania wyborcza staje się bardzo brutalna. 

Duża część polityków i wyborców ZP (PiS) krytykuje D. Tuska i totalną opozycję spod znaku PO (KO) za brak jakiegokolwiek programu wyborczego dla Polski i Polaków. Wskazują, że jedynym elementem tego niby programu jest "odsunięcie PiS od władzy". 

Uważam jednak tę krytykę za niesłuszną, bo D. Tusk naprawdę nie ma żadnych propozycji dla naszego kraju i naszych rodaków a Jego prawdziwym programem wyborczym jest (będzie) spełnienie wszystkich obecnych i przyszłych żądań niemieckiej UE wobec Polski! 

A dlaczego tak jest to przecież wyjaśnił to Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej (EPL), której wcześniej szefował Donald Tusk: "Sformułowałem trzy warunki każdej współpracy. Za Europą, za Ukrainą, za rządami prawa, w ten sposób zbudujemy zaporę ogniową dla Prawa i Sprawiedliwości. Jesteśmy jedyną siłą, która może zastąpić PiS w Polsce, prowadząc kraj z powrotem do Europy". Wcześniej też to wyjaśniła Ursula von der Leyen: „Teraz mój drogi Donaldzie wrócisz do swojego kraju, by ponownie stać przy tych wartościach. Pamiętaj Donaldzie, kiedy znów Cię spotkamy, zobaczymy Cię, tak jak powiedziałeś, jako premiera (Polski)". 

No to skąd D. Tusk ma mieć jakiś autorski program wyborczy dla Polski i Polaków skoro będzie on polegał na uniżonym spełnianiu żądań niemieckich (unijnych)?

Gdyby jakimś cudem został jednak tym premierem naszego kraju to po prostu będzie wykonywał wszystko to, co te unijne pseudo elitki mu nakażą. I to będzie clou jego realnych działań, bynajmniej nie w interesie Polski, ale w interesie elit unijnych, które już dziś są ekspozyturą Niemiec i przyszłej IV Rzeszy Niemieckiej, czyli Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, bez granic i państw narodowych. 

Tak więc poszukując jakichś zrębów programu PO (KO) dla Polski i Polaków wystarczy dziś obserwować UE i tego, co ona chce od Polski dziś i będzie chciała w przyszłości, bo to będzie wprost realizował ewentualny premier D. Tusk. 

A czego od nas chcą i mogą chcieć zniemczone i lewackie elity unijne? 

Ano np. zgody na:  

– przymusową relokację imigrantów z krajów Azji i Afryki,

– zaniechanie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), który byłby konkurencją do podobnego budowanego od lat w Niemczech, 

– dopuszczenie środowisk LGBTQ+ do indoktrynacji dzieci w szkołach a nawet przedszkolach  i masową ich seksualizację,

– prawne usankcjonowanie małżeństw nieheteroseksualnych (homoseksualnych) i umożliwienie im adopcji dzieci,

– legalną aborcję na życzenie i eutanazję,

– rezygnację z jednostkowego prawa weta wobec decyzji unijnej większości, co ostatecznie ma doprowadzić do rezygnacji z suwerenności i niepodległości Polski na rzecz włączenia jej jako landu/województwa/regionu  IV Rzeszy Niemieckiej,

– zamknięcie kompleksu Turów oraz każdej innej polskiej firmy stanowiącej konkurencję wobec firm niemieckich (ewentualne ich odsprzedanie firmom niemieckim lub zależnym od tych firm - kolejna wersja prywatyzacji, np. sprzedaż PKP firmie Deutsche Bahn AG czy sprzedaż LOT-u firmie Lufthansa),  

–  oddanie w zarządzanie niemiecko-unijne: polskich lasów, wód, gruntów, naszej gospodarki przestrzennej, spraw klimatu i bioróżnorodnośi, spraw zdrowia publicznego włączając transgraniczne zagrożenia dla zdrowia, ochrony zdrowia i poprawy zdrowia ludzkiego włączając zdrowie i prawa seksualne i reprodukcyjne, infrastruktury transnarodowej, spraw zagranicznych, spraw bezpieczeństwa zewnętrznego i obrony, obrony cywilnej, ochrony polskich granic, kultury i naszych dóbr naturalnych. Czyli chodzi po prostu o realne oddanie niemal całej Polski a więc jej likwidację!,

– wprowadzenie niemiecko-unijnej waluty Euro (nieprzypadkowym jest  ulokowanie emisyjnego Europejskiego Banku Centralnego EBC na terenie Niemiec, we Frankfurcie nad Menem),

– rezygnację z domagania się od Niemiec reparacji wojennych, 

– realizację wszystkich założeń klimatycznych "Pakietu Fit for 55",

– realizację wszystkich "kamieni milowych", które UE narzuciła nam w ramach KPO (Funduszu Odbudowy),

– uznanie wyższości prawa unijnego nad prawem krajowym (nadrzędność wyroków TSUE nad wyrokami TK i nadrzędność zapisów prawnych Traktatów Unijnych nad zapisami w polskiej Konstytucji),

– podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, identycznego jaki będzie obowiązywał w Niemczech od 2031 roku,

– stopniowe wypieranie USA i NATO z Europy i w to miejsce budowę armii europejskiej. 

A to tylko pewien wycinek tego, czego żąda od nas UE i KE, ale tak naprawdę te oczekiwania możemy uznać za program wyborczy PO (KO) i m.in. to się właśnie kryje pod szyldem "brak programu PO".

D. Tusk zdaje sobie sprawę, że jakby zaczął otwarcie wskazywać, że żądania UE są jego programem wyborczym, to jego szanse na wygraną w wyborach parlamentarnych w Polsce zmalałyby drastycznie. Więc unika jak ognia deklaracji programowych i woli tylko napędzać negatywne emocje pod hasłami "***** ***" i "odsunąć PiS od władzy" czy też - przy wsparciu takich mediów jak TVN czy GW - fałszywie kreuje emocje wokół konkretnych przypadków jak: śmierć jakiegoś dziecka czy wielopiętrowo uknuta historia Pani Joanny.   

Warto to wszystko sobie uzmysłowić podczas jesiennego głosowania w wyborach...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

wtorek, 10 stycznia 2023

Co dalej z premierem M. Morawieckim? Podsumowanie

Moje krytyczne wobec premiera M. Morawieckiego dwa ostatnie teksty wzbudziły mieszane uczucia moich czytelników i komentatorów. I to w kilku obszarach.

Pierwszy z nich dotyczy "kalania własnego gniazda", czyli faktu, iż ja jako zwolennik Zjednoczonej Prawicy i polski patriota nie powinienem pisać krytycznie o premierze, bo on jest "twarzą" obozu rządzącego wybraną przez J. Kaczyńskiego i jego krytyka jest jednocześnie krytyką samego PiS, co może wpłynąć niekorzystnie na wynik jesiennych wyborów parlamentarnych. Krytykowanie więc M. Morawieckiego jest w tym ujęciu jednoznaczne z poparciem obozu opozycji totalnej.

Drugi zaś obszar obejmuje zdziwienie, że dopiero teraz zauważyłem, iż przyjęcie środków z unijnego Funduszu Odbudowy i naszego KPO jest równoznaczne z niemal całkowitą przez Polskę utratą suwerenności, co wynika z faktu konieczności spełnienia przez nas warunków ("kamieni milowych") narzuconych nam przez elity unijne. 

Trzecim obszarem jest pośrednie przyznanie mi racji, ale wskazuje się, że tak naprawdę nie mamy wyboru i tak będziemy zmuszeni do głosowania na ZP, bo alternatywą jest zwycięstwo opozycji totalnej a to by oznaczało już koniec Polski jako suwerennego i niepodległego państwa. Lepiej więc milczeć niż wyrażać wobec władzy swoje wątpliwości i krytykę - przynajmniej do wyborów. 

Kolejnym obszarem jest bezpośrednie przyznanie mi racji i – co jest ciekawe – głosy takie padają również wśród polskich patriotów i konserwatywnych zwolenników prawicy, którzy zauważają, że wokół KPO dzieją się zastanawiające i dziwne rzeczy, które godzą w polską suwerenność. 

Ostatnim obszarem jest również przyznanie mi racji, ale z perspektywy krytyków obecnych rządów nie będących zwolennikami obozu totalnej opozycji. Wskazuje się tu na hasło "PiS-PO to to samo zło", które powstało już podczas spotkań magdalenkowych i  przy Okrągłym Stole, gdzie politycznie zabetonowano polską scenę polityczną od prawa do lewa (od prawicowych PC-PiS poprzez centrowe UW-UD-KLD-PO do lewicy). Częściowo takie opnie wyrażają zwolennicy Konfederacji.

Oczywiście pojawiły się też głosy ze strony fanatyków i wyborców totalnej opozycji, ale z nimi trudno dyskutować, bo żadne fakty do nich nie docierają a większość z nich z radością i spazmatycznie spija kłamstwa z dziubka D. Tuska. Jedni uważają się za obywateli europejskich a nie przede wszystkim polskich, więc stanowią oni dla mnie grupę, z którą Polacy w ogóle nie powinni "zasiadać do stołu". Drudzy to sfrustrowana dotychczasowa elita tzw. III RP - "wykształciuchy" ("lemingi") i beneficjenci XXX lecia niby wolnej Polski, którzy stracili miano autorytetów a także zostali odcięci od profitów wynikających z fałszywie przez nich pojmowanej wyższości nad pisowskim plebsem. Ci też są "puści jak bęben" i nie ma sensu z nimi wchodzić w dyskusję, bo nimi kierują jedynie emocje a nie merytoryczna wiedza.

Cóż ja mogę na te zarzuty i pochwały powiedzieć?

Po pierwsze. Tak, jestem zwolennikiem obecnie rządzących i na nich od lat głosuję. Tym niemniej kiedyś napisałem, że nie oznacza to, iż jestem fanatykiem i przyjmuję wszystko bezkrytycznie. Kontynuowałem, że jeżeli zauważę, że mój rząd czy prezydent zmierzają w niewłaściwym dla Polski kierunku to będę o tym pisał. Choćby tylko dlatego, aby ich przestrzec i aby skorygowali swoje działania. I tak jest teraz, bo uważam, że faktycznie rząd w sprawie KPO się zamotał i prostą drogą dąży ku przepaści, czyli przegrania jesiennych wyborów. Wskazuję przy tym konieczność nowego otwarcia już bez premiera M. Morawieckiego. A takie nowe otwarcie winno nastąpić jak najszybciej, bo przecież wybory są dopiero za 10 miesięcy, które mogą spokojnie wystarczyć dla nowego premiera, aby powrócić na dobrą drogę i nadać nowy kierunek działań bez obciążenia w postaci ustępstw na rzecz Unii Europejskiej. Także to nie jest tak, że "kalam własne gniazdo", ale robię to z troski o los Polski, bo naprawdę nie wyobrażam sobie, aby ekipa D. Tuska znów w Polsce przejęła stery rządzenia. I my jako patrioci winniśmy pokonać dysonans poznawczy (jest to trudne) i uzmysłowić sobie, że obecne rządy też mogą się mylić. 

Po drugie. To nie jest tak, że dopiero teraz przejrzałem na oczy. W 2015 roku napisałem tekst "Czy M. Morawiecki jest dobrym wyborem dla Polski? Wtedy M. Morawiecki został wicepremierem rządu a ja napisałem m.in. tak: "Tak więc jak na razie trudno stwierdzić, czy powołanie M. Morawieckiego okaże się sukcesem czy też klęską. Wierzę jednak, że J. Kaczyński wie co robi i daje szansę M. Morawieckiemu na odegranie w Polsce znaczącej, historycznej roli. Może właśnie to wyzwanie, ta szansa i jego patriotyczne ambicje zdecydowały o tym, że M. Morawiecki zrezygnował ze świetnie płatnej posady na rzecz kilkukrotnie mniejszej gaży w polskim rządzie? Chciałbym, żeby to ostatnie było prawdą i J. Kaczyński się nie pomylił, bo w przeciwnym razie może okazać się, że ów wybór był najgorszym na jaki Polska zasługiwała a J. Kaczyński ryzykując wszystkim przegra wszystko a z nim również wszystko przegra nasza Ojczyzna" [1]. Później też i już 2022 roku napisałem w tekście "Czy premier M. Morawiecki naprawdę jest aż tak bezczelnym kłamcą?" tak: "Po pierwsze: pieniądze z FO są tylko w części grantowe a reszta to pożyczki. Po drugie: gdyby jakiś kraj unijny nie mógł spłacić tych pożyczek to m.in. Polska będzie musiała je w jakiejś części je spłacać. Po trzecie: UE narzuca nam w "kamieniach milowych" konieczność narzucenia dodatkowych unijnych podatków (np. za samochody spalinowe), na co się zgodziliśmy. Po czwarte: tak naprawdę 99% tych "kamieni milowych" zmniejsza naszą suwerenność a nie odwrotnie jak - powiem to dosadnie - kłamie premier M. Morawiecki. Czy można być aż tak aroganckim i bezczelnym kłamcą? I to wobec patriotów z Klubów Gazety Polskiej? I ten żenujący argument o krytykach jako "ruskich onucach" [2]. Ważnym też był tekst "Ewentualne pułapki przyjęcia przez Polskę pieniędzy z FO...", w którym wskazałem, że "w sumie jestem zły, że Polska nie wycofała się z tych umów z roku 2020. Mieliśmy idealny pretekst w postaci przeszło rocznego blokowania dla nas środków z FO przez KE. Zostałoby nam te 101 mld Euro tradycyjnej pomocy unijnej i sądzę, że to dla nas by wystarczyło a dzięki temu uniknęlibyśmy uwspólnotowienia długów, podatków unijnych i "mechanizmu warunkowości", czyli tego wszystkiego, co diametralnie ogranicza naszą suwerenność i niepodległość oraz staje się podwaliną budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie" [3]. Tak więc ostatnie teksty wcale nie były nagłym wyjątkiem w mojej narracji na temat FO (KPO).

Po trzecie. W nawiązaniu do pierwszego akapitu odpowiedzi uważam, że nie ma odpowiedniego czasu na wskazanie ewentualnych błędów naszych rządzących. Zawsze można znaleźć argumenty, że to nie ten czas, nie ten moment. A kiedy będzie ten moment? Po przegraniu wyborów? Naprawdę jeżeli choć trochę nas niepokoi obecna sytuacja w sprawie KPO to winniśmy o tym mówić głośno i to właśnie teraz. Później to już nie będzie miało sensu, bo wybory będą zbyt blisko i faktycznie w imię zwycięstwa nie będziemy raczej skłonni krytykować nasz rząd. Pamiętamy jak to było z wetami pana Prezydenta A. Dudy wobec ustawy o reformie sądownictwa. Do dzisiaj ten smród za ten błąd ciągnie się za nami. 

Po czwarte. W swojej krytyce M. Morawieckiego nie jestem osamotniony. Po naszej patriotycznej stronie coraz więcej jest takich samych głosów. Choćby np. redaktor R. Ziemkiewicz widzi to niemal tak samo jak ja a przecież jego nie można uznać za zwolennika totalnej opozycji, choć bywa kontrowersyjny. Zresztą też Solidarna Polska tak samo ocenia niby kompromis zawarty z UE w sprawie KPO i tych 160 czy 200 kamieni milowych, których spełnienie warunkuje otrzymanie tych pieniędzy. Zapowiada też, że nie poprze nowej ustawy o sądach, w tym o SN.


Po piąte. Całkowicie się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że PiS-PO to to samo zło. Tak nie jest. Dla Polski złem w czystej postaci jest PO i jej akolici z totalnej opozycji natomiast PiS zrobił chyba najwięcej dla Polski i Polaków od 1989 roku i choć ja mam wiele zastrzeżeń do obecnych władz to takie tożsame porównanie jest niewłaściwe i krzywdzące obecne władze. Tak, apeluję o zmianę premiera, ale nie oznacza to, że jestem tego rządu skrajnym przeciwnikiem. Jest wprost przeciwne, bo moim zdaniem wymiana premiera jest konieczna aby wygrać kolejne wybory na jesieni tego roku. I powtórzę: nie wyobrażam sobie ponownego przejęcia sterów władzy przez PO i D. Tuska.  

I to by było na tyle, bowiem jak wspomniałem nie mam zamiaru "zasiadać do stołu i dyskutować" ze zwolennikami totalnej opozycji. 



Film R. Ziemkiewicza Morawiecki musi odejść

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 12 października 2019

Jak głosować?

Mamy ciszę wyborczą, więc nie mogę wskazywać na kogo i dlaczego będę głosował. Tym niemniej w czasie ciszy wyborczej dozwolone są działania profrekwencyjne oraz informujące o tym, jak oddać swój głos.

Teraz kilka wskazówek jak głosować, bo nigdy nie jest za dużo takich informacji.

Po pierwsze - jeżeli już zdecydowaliśmy się głosować -  to musimy mieć przy sobie dowód tożsamości (dowód osobisty, paszport), o który zostaniemy poproszeni przez daną Komisję Wyborczą. Jeżeli takowego nie będziemy mieli, niestety nie będziemy mogli zagłosować.

Po drugie - Komisja sprawdzi czy jesteśmy na liście osób uprawnionych do głosowania oraz poprosi nas o podpis na tej liście, który jest niezbędny do potwierdzenia, iż dostaliśmy karty do głosowania. Tych kart będzie dwie: jedna z kandydatami na posłów a druga z kandydatami na senatorów

Po trzecie i bardzo ważne - na obydwu kartach do głosowania stawiamy tylko jeden przecinający się krzyżyk (najlepiej w postaci X) i nic więcej. Tak więc jeśli jesteśmy zdecydowani oddać głos na konkretny Komitet Wyborczy to w przypadku wyborów do Sejmu stawiamy krzyżyk obok jednego z kandydatów startujących z tejże listy. W przypadku kandydatów do Senatu stawiamy jeden krzyżyk przy wybranym przez nas kandydacie. Jeżeli na danej kartce postawimy więcej niż jeden krzyżyk to nasz głos będzie nieważny! Podobnie jest, gdy oddamy pustą kartę. 

Po czwarte - możemy głosować w wydzielonym do tego celu "pomieszczeniu" z kotarą, gdzie oddamy swój głos. Możemy też go oddać od razu bez wchodzenia "za kotarę". Nie jest ważne czy "za kotarę" wchodzimy sami czy nie (możemy np. wejść z całą rodziną).

Po piąte - po oddaniu głosu wrzucamy karty do głosowania do urn wyborczych i idziemy na spacer lub do domu i czekamy do godziny 21, kiedy będziemy mogli poznać pierwsze szacunki wyników wyborów.

Oczywiście wszystkie wyżej wymienione zasady dotyczą tylko tych, którzy pójdą na wybory i mam nadzieję, że będzie to bardzo duża liczba.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com


piątek, 11 października 2019

Po co ta cisza wyborcza

Pięć lat temu napisałem post: "Cisza wyborcza to raczej anachronizm". Nic nie stracił na swojej aktualności więc publikuję z rozszerzeniem jego treść. Mało tego, to uważam, że dzisiaj jest nawet bardziej pasujący do otaczającej nas rzeczywistości.

Od północy zacznie obowiązywać cisza wyborcza, czyli bezwzględny zakaz propagandy wyborczej oraz publikacji jakichkolwiek wyników sondaży przewidujących wynik wyborczy aż do godziny 21 w niedzielę. Nie wolno też zatem agitować, prowadzić kampanii wyborczej, rozdawać ulotek, wieszać plakatów oraz propagować jakichkolwiek nazwisk kandydatów.

Czy cisza wyborcza nie jest czasem anachronizmem? Nie jest przeżytkiem minionej epoki?

W dobie Internetu, forów społecznościowych, możliwości agitacji na zagranicznych serwerach nasza cisza wyborcza to de facto nie jest fikcją ustawodawczą, daleko posuniętym absurdem? Uważam, że tak.

Ponadto wraz z ciszą wyborczą winno się chyba usuwać wszelkie przejawy propagandy wyborczej. A co z już wcześniej rozwieszonymi plakatami na przykład? Albo, docierającymi pocztą ulotkami? Czyż w ramach ciszy wyborczej nie winno się zrywać plakatów wcześniej umieszczonych? Wszak, jeżeli wiszą, to łamią ciszę wyborczą, nieprawdaż? A może też winniśmy przed północą wyrzucić z domu wszystkie materiały promocyjne określonych partii i kandydatów na posłów lub senatorów?

Jest jeszcze jeden argument przeciw ciszy wyborczej. Jest ona antydemokratyczna i ograniczająca wolność słowa! Tak właśnie jest. W wielu krajach takie restrykcje byłyby niemożliwe.

Na przykład w USA wprowadzenie ciszy wyborczej jest nie do pomyślenia. Gdyby nawet Kongres uchwalił takie prawo, to uchyliłby je najprawdopodobniej Sąd Najwyższy z powodu ograniczenia wolności słowa. Podobnie jest w wielu innych krajach.

Jest wiele argumentów przeciw ciszy wyborczej. Jednym z nich jest np. to, że może ona obniżać frekwencję wyborczą. W dzień przedwyborczy i w czasie trwania niedzielnych wyborów nagle nic nie mówi się o polityce... tak jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po prostu znikła. Wyborcy nie wiedzą jak np. na bieżąco kształtują się szacunkowe wyniki wyborów... przecież gdyby przypuśćmy o godz 16 - tej podano, że wygrywa jakaś partia czy też określony kandydat samorządowy zapewne wielu z przeciwników tych kandydatur, którzy nie zamierzali pójść na wybory impulsowo jednak może by się zmobilizowało?

Nie trudno nie zgodzić się z powyższymi argumentami, które deprecjonują ciszę wyborczą. Świat dzięki postępowi techniczno-technologicznemu jest turbulentny w nieznanych dotąd rozmiarach a rozwój internetu i mediów elektronicznych raczej czyni z ciszy wyborczej śmieszną farsę.

Prawo bywa konserwatywne. Nie wiem, czy to dobrze czy źle? Ale wydaje mi się, że w przypadku "ciszy wyborczej" bywa nawet śmieszne!

Pozdrawiam

P.S. 1
No i jak zawsze w ostatnich postach, nawołuję wszystkich do gremialnego wzięcia udziału w głosowaniu. To nasze prawo a nawet obowiązek. Każdy nasz głos jest ważny. Wybory to kwintesencja demokracji. Wybieramy przecież tych, którzy w najbliższych latach będą nami rządzić a my będziemy albo tymi, którzy nie mieli wpływu na wynik głosowania, albo tymi, którzy zagłosowali i z czystym sumieniem będą mogli kontrolować czy też krytykować zarówno następną władzę, jak i opozycję. Moi czytelnicy wiedzą na kogo zagłosuję i proszę o oddanie głosu na Polskę suwerenną i niepodległą, Polskę dobrej zmiany i przyszłego dobrobytu.

P.S. 2
Tak się złożyło, że w moim okręgu wyborczym pierwsze miejsce na liście kandydatów do Sejmu rekomendowanych przez PiS jest Jan Krzysztof Ardanowski, obecny minister rolnictwa i rozwoju wsi. Z czystym sumieniem zagłosuję na niego, bo to najlepszy minister rolnictwa od 1989 roku.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 4 października 2019

"Sukcesy" PO.

Pamięć ludzka jest ulotna. Pamiętamy tylko najważniejsze rzeczy, reszta gdzieś uchodzi i zapominamy o nich. Dlatego też pewne zdarzenia i fakty winniśmy przypominać cały czas a już w zakresie społeczno-politycznym szczególnie. Dotyczy to przede wszystkim polityków i formacji politycznych do których należą.

Zbliżają się wybory. Kampania wyborcza kieruje się swoimi prawami i z reguły dotyczy spraw aktualnych. Przeszłość mało zajmuje wyborców, ale to bardzo źle, bo ona kształtuje teraźniejszość i przyszłość więc warto przypomnieć "sukcesy" PO w czasie 8 lat jej rządów. Głosując na nich możemy być pewni, że - jeżeli nie daj Boże - wygraliby wybory - ta lista szybko zacznie być systematycznie uzupełniania.

Znalazłem ją anonimowo w internecie i trochę uzupełniłem, m.in. informacjami z Wikipedii oraz moimi spostrzeżeniami zawartymi we wcześniejszych moich postach.  Oto "sukcesy" PO-PSL:

1) Afera taśmowa - zostali nagrani w restauracjach:  "Sowa&Przyjaciele", Amber Room w pałacyku Sobańskich oraz Osteria członkowie m.in. PO, gdzie omawiali "państwo z dykty", gdzie jest tylko "ch...j, dupa i kamieni kupa".  Afera ta  wybuchła 14 czerwca 2014 po publikacji w tygodniku „Wprost” stenogramów podsłuchanych rozmów polityków,

2) Afera hazardowa - wydarzenia związane z ujawnieniem lobbingu politycznego w trakcie prac nad nowelizacją ustawy (VI kadencja Sejmu RP) z dnia 29 lipca 1992 r. o grach i zakładach wzajemnych. Aferę ujawniono 1 października 2009 po opublikowaniu przez „Rzeczpospolitą” artykułu Cezarego Gmyza i zawartych w nim stenogramów nagrań rozmów szefa klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem z branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem, które prawdopodobnie zostały uzyskane z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. W rozmowach uczestniczyli też m.in. lobbysta Jan Kosek i znajomi Chlebowskiego, pośredniczący w umawianiu spotkań. Według stenogramów Sobiesiak twierdził, że w tej sprawie rozmawiał również z ministrem sportu i turystyki Mirosławem Drzewieckim. 7 kwietnia 2011 roku zostało wydane i podpisane postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie afery hazardowej,

3) Afera wyciągowa - W styczniu 2010 r. „Rz" ujawniła, że Winterpol, firma Ryszarda Sobiesiaka, od którego zaczęła się afera hazardowa, zbudowała wyciąg narciarski w Zieleńcu na Dolnym Śląsku, wyciąwszy najpierw nielegalnie pół hektara państwowego lasu. Dopiero potem, sfałszowawszy dokument poświadczający prawo do dysponowania gruntem Lasów Państwowych, wyłudziła pozwolenie budowlane. Urzędnicy – od samorządowych do ministerialnych – legalizowali samowolę budowlaną i bezprawną wycinkę lasu. W sprawę zaangażowali się politycy. Ze stenogramów rozmów nagranych przez CBA wynikało, że Chlebowski, wówczas szef Klubu Parlamentarnego PO, chwalił się Sobiesiakowi, iż dyrektor Lasów Państwowych we Wrocławiu „melduje na bieżąco", jak się ma stan spraw związanych z budową wyciągu, bo „tam narozrabiane jest".

4) Afera stadionowa - afera związana z bardzo wysokimi kosztami budowy stadionu we Wrocławiu (730 mln. zł) i związanej z nią "Spółki Wrocław 2012" [1],

5) Afera autostradowa - defraudacja i korupcja środków publicznych przy budowie autostrad na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej oraz działanie na szkodę podwykonawców, których ogromna część zbankrutowała nie dostawszy zapłaty za usługi [2],

6) Afera stoczniowa - dążenie do definitywnego zamknięcie stoczni w Gdyni i Szczecinie oraz obietnice D. Tuska o jakichś katarskich inwestorach oraz "przekręty" na przetargach [3]

7) Afera Amber Gold, o której wszyscy na bieżąco wiemy chyba najwięcej,

8) Afera Elewarru  - zamieszani w tą aferę byli m.in. politycy PSL a chodziło  m.in. o pobieranie niesłusznych wynagrodzeń przez kierownictwo firmy. W opublikowanym w 2012 roku raporcie NIK wskazała liczne nieprawidłowości, w tym nepotyzm i wypłacenie bezpodstawnie 1,4 mln zł wynagrodzeń (np. prezes Andrzej Śmietanko zarabiał miesięcznie 29 tys. zł plus 4% od zysków. Wskazał także na słaby nadzór Agencji Rynku Rolnego nad spółką. W wyniku afery dymisję złożył minister rolnictwa Marek Sawicki. Nieprawidłowości w Elewarr były także przedmiotem postępowania CBA. Według NIK w latach 2008–2010 zarząd spółki pobrał nienależne wynagrodzenia w wysokości ponad 2,5 mln zł, zaś ze względu na malejące znaczenie Elewarru w stabilizacji rynku zbóż i rzepaku Izba zarekomendowała ministrowi rolnictwa likwidację spółki. Spółki-córki Elewarru to Zamojskie Zakłady Zbożowe i Towarowy Dom Maklerski „Arrtrans” w Łodzi,

9) Afera z informatyzacją MSWiA związana m.in. ze zmowami przetargowymi oraz korupcją [4],

10) Afera z budową gazoportu w Świnoujściu oraz dostawami gazu z Kataru - Raport Najwyższej Izby Kontroli obnażył szereg nieprawidłowości przy budowie gazoportu w Świnoujściu. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że w ujawnionych w ramach afery taśmowej nagraniach były wiceminister finansów, a od 2013 roku wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych PGNiG Andrzej Parafianowicz, w rozmowie ze Sławomirem Nowakiem otwarcie otwarcie przyznał, że podpisane zostały niekorzystne umowy ws. budowy gazoportu w Świnoujściu i należy spodziewać się dużych opóźnień, zob. szerzej [5],

11) Afera z budową elektrowni atomowej - przez 5 lat trwało "wybieranie" jej lokalizacji, a wynagrodzenia zarządów specjalnych spółek były wypłacane [6],

12) Afera z opóźnieniem publikacji przez Rządowe Centrum Legislacji ustawy o rajach podatkowych, co dało czas na "wyczyszczenie" pieniędzy różnym grupom przestępczym,

13) Grabież Polakom połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE (153 mld zł) i załatanie tą kwotą dziury budżetowej,

14) Wydłużenie obowiązku pracy (wieku emerytalnego) o 7 lat u kobiet i 2 lata u mężczyzn,

15) Rozrost biurokracji publicznej o sto tysięcy nowych etatów,

16) Drastyczny wzrost długu publicznego i deficytu budżetowego oraz zadłużenia zagranicznego. W 2007 roku dług publiczny Polski wynosił około 530 mld zł., a w 2015 ponad 1000 mld zł (odpowiednio 45% i 57% jako % PKB.), przy czym są szacunki (FOR) mówiące, że dług ten wraz z długiem ukrytym wynosił już przeszło 3000 mld zł. Natomiast według danych NBP zadłużenie zagraniczne Polski na koniec roku 2013 wyniosło około 276,8 mld Euro t.j. 381,1 mld USD. Warto wspomnieć, że sławne już zadłużenie zagraniczne jakie zostawił nam po sobie E. Gierek w 1980 roku wynosiło w walutach wymienialnych 24,1 mld USD a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD [7],

17) Podniesienie stawek podatku VAT,

18) Podwyższenie o 1/3 składki rentowej (ZUS) dla przedsiębiorców,

19) Zamrożenie na 8 lat kwoty wolnej od podatku, kwot uzyskania przychodu oraz progów podatkowych,

20) Podniesienie akcyzy na paliwo,

21) Likwidacja ulg podatkowych (budowlana, internetowa),

22) Zmniejszenie o 1/3 zasiłku pogrzebowego,

23) Wprowadzenie nowego podatku paliwowego - tzw. opłaty zapasowej,

24) Nałożenie na Lasy Państwowe haraczu w postaci podatku od przychodu (a nie dochodu!) oraz próba ich sprzedaży udaremniona nocą jedynie dzięki 5 głosom PiS. W Parlamencie PO-PSL chciała zmienić konstytucję RP tak, aby sprzedaz lasów państwowych była możliwa [8],

25) Prace nad wprowadzeniem podatku smartfonowego i tabletowego,

26) Prace nad wprowadzeniem podatku audiowizualnego,

27) Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego [9],

28) Warunkowa zgoda na wprowadzenie do Polski żywności GMO a także nasion GMO,

29) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu dostępu obywateli do informacji publicznej,

30) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu wolności zgromadzeń,

31) Przyjęcie ustawy o "bratniej pomocy" (tzw. ustawa 1066). Posłowie przegłosowali ową ustawę nr 1066 o „udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. Dokument ten pod pozorem konieczności dostosowania do unijnego prawa wprowadził niepotrzebne i bardzo niebezpieczne rozwiązania prawne. Oto bowiem w majestacie prawa otworzona została furtka do legalizacji działań na terenie naszego kraju dla zagranicznych formacji policyjnych i sił specjalnych. A to tak, jakby na własne życzenie pozbywać się jednego z najważniejszych atrybutów naszej suwerenności państwowej,

32) Utajnienie raportu o nieprawidłowościach w ZUS do jakich doszło w latach 2008 - 2013

33) Podpisanie W 2010 ROKU z Rosją skrajnie niekorzystnej umowy gazowej (najdroższy gaz w Europie) i na szczęście dzięki KE przedział czasowy dotyczy jedynie do roku 2022 a W. Pawlak chciał go podpisać na kilkadziesiąt lat! [10],

34) Blisko 3-letni paraliż legislacyjny w sprawie wydobywania gazu łupkowego a co za tym idzie i ropy łupkowej. Dziś z wielkich planów nie zostało prawie nic, choć tak naprawdę nikt do kńca nie wie dlaczego...

35) Drenaż Funduszu Rezerwy Demograficznej, która miała zabezpieczyć nas przed starzeniem się społeczeństwa,

36) Wyprzedaż majątku narodowego za ponad 65 mld zł (w tym spółek strategicznych takich jak Azoty Tarnów) czy sektor zbrojeniowy [11],

37) Ograniczenie potencjału militarnego zarówno w postaci sprzętu  jak i liczby żołnierzy

38) Złodziejska „ reprywatyzacja ” budynków i ziemi w całej Polsce, w tym w Warszawie,

39) Zgoda E. Kopacz na przyjęcie muzułmanów do Polski i to wbrew ustaleniom grupy V4,

40) Przekręty podatkowe (szczególnie w zakresie VAT) i tym samym okradzenie Polski i Polaków na 250-260 mld. zł,

41) Obniżaniu poziomu i zmniejszaniu dostępności do gwarantowanej konstytucyjnie,  podstawowej i specjalistycznej ochrony zdrowia,

42) Oddanie śledztwa Rosjanom w sprawie przyczyn i okoliczności zamachu smoleńskiego... Każdy inny kraj zrobiłby wszystko, aby śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci np. tylko ich prezydenta było nadzorowane przez tenże kraj,

43) Radykalnie obniżono poziom wykształcenia naszych dzieci,

44)  Skłonienie do emigracji zarobkowej niemal 2,5 mln  młodych i kreatywnych Polaków, którzy najprawdopodobniej już nigdy nie wrócą do Polski,

45) PO przegranych wyborach, targowickie donosy na Polskę i opozycja totalna chcąca puczem i rozlewem polskiej krwi obalić obecnie rządzących. Dodatkowo działanie na niekorzyść Polski wszędzie, gdzie jest to możliwe.

Zdaję sobie sprawę, że tych afer i negatywnych dla Polski i Polaków posunięć rządów PO-PSL było zdecydowanie więcej (kiedyś MarkD wyliczył je na grubo ponad 2 tysiące). Stworzyli państwo pełne korupcji, nepotyzmu, przestępstw, podejrzanych powiązań. Można by rzec podjęli się tak naprawdę likwidacji polskiego państwa i w obecnej kampanii wyborczej tylko potwierdzają tą chęć, np. poprzez "rozbicie dzielnicowe" wynikające z likwidacji wojewodów.

Teraz doszły jeszcze haniebne "taśmy Neumanna", w których z pogardą i wulgarnym językiem mówi nie tylko ogólnie o Polakach, ale nawet o tych, którzy tworzą z PO koalicję.

Czego jeszcze potrzeba Polakom, żeby PO-KO uzyskało maksymalnie 10% w wyborach parlamentarnych?

[1] - zob. szerzej: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2009/12/afera-stadionowa-we-wrocawiu.html?m=0,
[2]- zob. szerzej: http://www.turalinski.pl/o-mnie/raporty-i-oswiadczenia/126-afera-autostradowa-cz-1-defraudacje-i-korupcja,
[3] - zob. szerzej: https://www.wprost.pl/174749/afera-stoczniowa-to-najwieksza-afera-iii-rp.html
[4] zob. szerzej: https://wiadomosci.wp.pl/gigantyczna-afera-korupcyjna-w-administracji-6037131899499649a
[5] https://niezalezna.pl/64781-nik-ujawnia-afere-przy-budowie-gazoportu-potwierdzaja-sie-slowa-nowaka-i-parafianowicza
[6] zob. szerzej: https://www.money.pl/gospodarka/elektrownia-atomowa-panstwowa-spolka-pochlonela-juz-prawie-pol-miliarda-zlotych-6364261429319809a.html
[7] zob. szerzej: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2011/10/deficyt-budzetowy-polski-wstydliwy-cud.html
[8] zob. szerzej: https://www.salon24.pl/u/krzystofjaw/671887,ratujmy-polskie-lasy-jedyna-nadzieja-w-prezydencie-a-dudzie-i-pis
[9] zob. szerzej: https://naszeblogi.pl/59327-ogromny-sukces-rzadu-b-szydlo-na-szczycie-klimatycznym - o tym warto naprawdę wiedzieć!,
[10] zob. szerzej: https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/umowa-gazowa-z-rosja-instrukcje-negocjacyjne,128,0,2358912.html,  https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/umowa-gazowa-donald-tusk-waldemar-pawlak,126,0,2410366.htmlhttps://wpolityce.pl/polityka/129671-za-gaz-placimy-jak-za-przyslowiowe-zboze-to-skutek-umowy-ktora-w-grudniu-2010-wicepremier-pawlak-podpisal-ze-sieczinem
[11]  zob. szerzej: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/12/dzika-wyprzedaz-resztek-majatku.html

Tekst ten można jeszcze uzupełnić dwoma moimi postami z roku 2015, które w większości też zawierają w/w "sukcesy" rządów PO-PSL i nie straciły oczywiście na aktualności:

a) https://www.salon24.pl/u/krzystofjaw/674991,dlaczego-nie-zaglosuje-na-po
b) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/02/dlaczego-nie-zagosuje-na-b.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com .

środa, 2 października 2019

Nie śpijmy 13 października! Głosujmy!

Stanisław Janecki w portalu wpolityce.pl zamieścił ciekawy tekst zatytułowany: "Opozycja demobilizuje wyborców PiS przekonując ich, że pogodziła się z przegraną. To pułapka" .

Pisze w nim m.in.: "Dla wyborców PiS nie powinno być ważniejszego sygnału alarmowego niż masochistyczne wnioski opozycji (najczęściej w postaci szeptanek i sugestii, iż na trendy w badaniach oraz nastrojach społecznych nie ma rady), że cokolwiek by zrobiła, wybory przegra. To ewidentna pułapka na wyborców Prawa i Sprawiedliwości, żeby część z nich przekonać, iż nie ma potrzeby nie tylko nadzwyczajnej mobilizacji, ale nawet takiej zwykłej. Demobilizacja wyborców PiS poprzez wdrukowywanie przekonania o nieuchronnej wygranej została uznana za najlepszą metodę zwiększenia własnych szans. Mamy zatem do czynienia z próbą przekonania opinii publicznej, a szczególnie wyborców PiS, że wybory są rozstrzygnięte przed głosowaniem. A ono ma służyć wyłącznie potwierdzeniu tego przekonania. Kampania wyborcza opozycji może dlatego jest taka bezbarwna i momentami defensywna, żeby uśpić wyborców PiS. Usypiaczem dla nich jest także Małgorzata Kidawa-Błońska jako kandydatka na premiera Koalicji Obywatelskiej" [1].

Przeczytawszy ten felieton i po głębszym zastanowieniu przyznaję rację jego autorowi. Nie można zostać uśpionym wynikami sondaży. Trzeba iść na wybory koniecznie i tym bardziej jak te sondaże są lepsze dla PiS, choćby dla własnej satysfakcji, że oddaliśmy swój głos na partię, która wygrała wybory.

Chciałbym też zauważyć, że jest też kolejny argument za tym, aby uczestniczyć w wyborach. Już nie tylko o wygraną przecież chodzi, ale o jej rozmiar! 

Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że tylko wygrana, która pozwoli znów samodzielnie rządzić PiS-owi jest dla Polski i Polaków korzystna, bowiem gwarantuje prowadzenie dalszej polityki w kierunku polskiego dobrobytu nas wszystkich.

Tylko taka wygrana gwarantuje nam utrzymanie nie tylko przywilejów socjalnych jakie uzyskaliśmy przez ostatnie cztery lata: obniżkę wieku emerytalnego, obniżanie podatków, 500+, 300+, systematyczny wzrost płac, darmowe leki dla seniorów, zerowy PIT dla młodych, mieszkanie+, itd., gwarantuje nam realizację wszystkich "piątek" PiS-u!

Tylko taka wygrana pozwoli dokończyć wszystkie reformy państwa zapoczątkowane w okresie ostatnich czterech lat.

Tylko taka wygrana gwarantuje nam ciągłość przedsięwzięć zmierzających do całkowitej przemiany Rzeczpospolitej i uwolnieniu Polski z ogromnego balastu w postaci umów okrągłostołowych a także do wzrostu znaczenia międzynarodowego naszego kraju (NATO, UE, V4, Trójmorze), do trwania w Polsce wzrostu gospodarczego.

Tylko taka wygrana nie pozwoli na powrót złodziejskiego państwa z dykty, gdzie był tylko:"ch...j, dupa i kamieni kupa".

Tylko taka wygrana pozwoli, aby w naszym kraju nie zagościli islamscy terroryści a UE nie wtrącała się do naszych wewnętrznych spraw...

I na koniec: tylko taka wygrana pozwoli nam zachować najważniejsze wartości istnienia naszego państwa i zastopuje falę lewackiej rewolucji przejawiającej się choćby w nachalnej promocji środowisk LGBTQ+, które chce nie tylko legalizacji małżeństw homoseksualnych, ale możliwości adopcji dzieci przez takie pary!

A może nasze głosy przyczynią się też do tego, że PiS osiągnie większość konstytucyjną? To byłoby najlepsze rozwiązanie dla nas wszystkich, umożliwiłoby nam zmianę komuszej Konstytucji z roku 1997, która jest pełna wzajemnych sprzeczności i nie odpowiada wyzwaniom współczesności.

To też jest argument, aby jednak wstać w niedzielę z łóżek i zagłosować tak, jak nakazuje nam sumienie a może też zgodnie z zaleceniami KK wyrażonymi w słowie Słowie Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski przed wyborami parlamentarnymi (2019), w którym arcybiskup Stanisław Gądecki pisze m.in.: "Z moralnego punktu widzenia miłość Ojczyzny i odpowiedzialność za dobro wspólne wymagają od wszystkich korzystania z prawa wyborczego (...) katolicy powinni popierać programy broniące prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, gwarantujące prawną definicję małżeństwa jako trwałego związku jednego mężczyzny i jednej kobiety, promujące politykę rodzinną, wspierające dzietność, gwarantujące prawo rodziców do wychowania własnego potomstwa zgodnie z wyznawaną wiarą i moralnymi przekonaniami. W związku z tym katolicy nie mogą wspierać programów, które promują aborcję, starają się przedefiniować instytucję małżeństwa, usiłują ograniczyć prawa rodziców w zakresie odpowiedzialności za wychowanie ich dzieci, propagują demoralizację dzieci i młodzieży. Nie mogą się decydować na wybór kandydata, który wyraża poglądy budzące zastrzeżenia z punktu widzenia moralnego oraz ryzykowne z punktu widzenia politycznego" [2].

Chciałbym jeszcze podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami natury ogólnej.

Zauważyliśmy za rządów PiS-u, że nasze codzienne sprawy, nasze zachowania i problemy pośrednio lub bezpośrednio wpłynęły na nasze życie. Być może po raz pierwszy mamy takie odczucie, że jednak wybrana przez nas władza może zrobić coś dla nas a nie tylko jest jakimiś wyobcowanym dla nas bytem. Jeżeli dalej chcemy, aby tak było to zagłosujmy!

Nie może być tak, że tylko połowa z nas uczestniczy w wyborach!

Często zastanawiam się czy powstańcy walczący o odzyskanie naszego państwa, nasi żołnierze walczący w II WŚ, ludzie tej pierwszej Solidarności i te wcześniejsze polskie powojenne pokolenia, które protestowały w latach 70 - tych czy w drugiej połowie lat 50-tych XX wieku, pozwoliłyby sobie na taką bierność.  Z pewnością nie!

Wiem, że bardzo trudno jest pokonać siebie i uwierzyć, że nasz głos rzeczywiście ma wpływ na sytuację nas samych i Polski... ale warto się przełamać, uwierzyć i zagłosować. Przecież ostatnie cztery lata udowodniły nam to, że jednak władza może być dla nas a nie my dla władzy i to dzięki naszym głosom... bo nasz pojedynczy głos jest jak kartka A4: jest tak lekka, że nie czujemy jej ciężaru, ale cała ryza tych kartek jest już ciężka... Utwórzmy więc z naszych pojedynczych głosów tą ryzę, która da obecnej władzy nie tylko możliwość samodzielnego rządzenia, ale może i zmianę Konstytucji.

Pokonajmy swoje zniechęcenie i niewiarę w sens głosowania i zagłosujmy... może po raz pierwszy lub po wielu latach... Naprawdę warto się przełamać i jeszcze raz utwierdzić się, że Polską można zarządzać dobrze, z godnością i mądrością, kierując się prawdą, wspólnym dobrem, prawem i sprawiedliwością!

Nie możemy zostać uśpieni dobrymi sondażami. Sondaże nie wygrywają, ale wygrywają nasze głosy w wyborach, głosy każdego z nas. Zagłosujmy gremialnie, bo totalna, antypolska opozycja nie śpi i zależy im, żebyśmy my spali tego niedzielnego dnia.

Akt oddania głosu przynależny wszystkim obywatelom posiadającym czynne prawo wyborcze (a więc niemal wszystkim dorosłym obywatelom) jest kwintesencją demokracji, jest jej największym osiągnięciem.

Tego jednego październikowego dnia każdy z nas zdecyduje nie tylko o przyszłości własnej, ale też o losach swoich najbliższych i całego kraju... zdecyduje o kolejnych latach życia swojego dziecka, matki, ojca, przyjaciela i wszystkich mieszkańców w kraju i za granicą... zdecyduje o Polsce i Polakach, zdecyduje o przetrwaniu i rozwoju naszej Ojczyzny

Oddając ważny głos stajemy się najważniejszą osobą w państwie... jesteśmy prezydentem, premierem, całym senatem i sejmem, wojewodą, burmistrzem, wójtem, sołtysem... Każdy z nas 13 października ma możliwość zdecydować o sobie i innych. Może być prezesem i dyrektorem wszystkich rządzących w Polsce... wszak wybieramy tak naprawdę naszych pracowników, pracowników narodu polskiego!

Warto zdać sobie sprawę z prostego faktu: akt wyborczy jest naszym indywidualnym wyborem, ale i naszym obowiązkiem! Naszą indywidualną decyzją - wynikającą tylko z naszej woli, naszych przemyśleń, prezentowanych i wyznawanych przez nas wartości, idei i poglądów. To nasz wybór a nie innych!

Każdy z nas jest godzien własnej indywidualności i ma prawo podejmować decyzje indywidualnie a nie stadnie... więc również naszej decyzji dotyczącej naszej przyszłości i przyszłości naszych bliskich winniśmy nadać indywidualne cechy wynikające z naszego wnętrza, nas samych.

Suma tych naszych indywidualnych wyborów, ich jakości... da w konsekwencji określony wynik wyborczy... Każdy z naszych głosów przyczyni się do wyboru tak naprawdę naszych parlamentarzystów a tym samym ciągłości trwania rządu dobrej zmiany. Nasz oddany głos w wyborach zdecyduje więc o tym jak będziemy rządzeni i jak będziemy żyć w naszym kraju, naszej Ojczyźnie... i czy w ogóle jeszcze będzie to Polska, czy też jakiś rozbity dzielnicowo twór a do tego dąży totalna opozycja spod znaku PO-KO.

To na kogo głosujemy określa przecież nas samych, to kim jesteśmy i za kogo się uważamy lub chcielibyśmy aby inni nas za takich uważali. To na kogo głosujemy mówi wszystko o naszej osobowości, naszych wartościach, o nas jako  o ludziach indywidualnie. Oceniając nasz wybór inni oceniają nas, oceniają nas nasi najbliżsi, znajomi, nasze dzieci, wnuki...

Pamiętajmy więc, że nasz wybór określa nas samych a decyduje nie tylko o naszym losie... Dokonując wyboru zajrzyjmy więc we własne wnętrze, dokonajmy go indywidualnie i zgodnie z własnym sumieniem... postarajmy się go przemyśleć i wybrać racjonalnie, dla naszego i innych dobra wspólnego, dla naszej i naszych najbliższych lepszej przyszłości, dla przyszłości naszej Polski i Polaków...

Zagłosujmy więc gremialnie i wybierzmy w najbliższych wyborach parlamentarnych niepodległość Polski a nie jej utratę!

Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji wyborczych! Ja już decyzję podjąłem i na pewno pójdę na wybory...

P.S.
Tekst przedstawia moje subiektywne przemyślenia i nie jest sponsorowany w jakiejkolwiek formie.


[1] https://wpolityce.pl/polityka/466221-opozycja-demobilizuje-wyborcow-pis-to-pulapka
[2] https://episkopat.pl/przewodniczacy-episkopatu-zacheca-do-udzialu-w-wyborach-parlamentarnych/


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

środa, 25 września 2019

Opozycja się miota i dlaczego PiS wygra

Mam nieodparte wrażenie, że dzisiejsi totalni opozycjoniści już czują się przegranymi, choć zapewne mają gdzieś tam przygotowane "asy w rękawie", które chcą odpalić tuż przed wyborami.

Ale ich dotychczasowe wszystkie "wygibasy" wyborcze nie przynoszą żadnego negatywnego skutku dla obecnie rządzących. A bywa też, że owe działania kampanijne są dla PO-KO i innych przeciwskuteczne: poparcie dla PiS-u (ZP) zamiast spadać - czego oczekiwali totalniacy -  rośnie a oni nie rozumieją dlaczego. Żyją w swoim matrixie i po raz kolejny prowadzą kampanię opartą jedynie na anty-PiSe, na co Polacy się już uodpornili, bo zobaczyli w końcu władzę jakiej wcześniej nie znali, zobaczyli nową i pozytywną dla nich jakość rządzenia Polską. 

I ten końcowy fragment poprzedniego akapitu jest chyba kluczem do zrozumienia dzisiejszej postawy Polaków. Zobaczyli w końcu, że można rządzić dla Polski i dla nich samych. Zobaczyli wreszcie władzę, która spełnia swoje obietnice wyborcze. Zobaczyli na własnej skórze, że zapowiedzi obecnych władz się ziściły: ludziom po prostu żyje się lepiej, co oddolnie zauważają. Władza przestała ich okłamywać a wzrost gospodarczy Polski przekłada się na portfele zwykłych ludzi, którzy poczuli, że można w końcu zaufać politykom i że to, co mówi PiS to po prostu realizuje.

Dla wielu wyborców, którzy od zawsze stronili od polityki uważając ją za coś ohydnego i przesyconego kłamstwem i hipokryzją, realne działania obecnych władz są dużym zaskoczeniem, ale zaskoczeniem pozytywnym. Stąd uważam, że frekwencja w tych wyborach będzie bardzo wysoka, bo zwykli Polacy też uwierzyli w to, że ich głos jest ważny i mogą wybrać rządy wiarygodności, prawdy i sprawiedliwości lub wybrać zdrajców Polski, którzy zawsze w kampaniach wyborczych kłamali i nigdy nie znajdowali możliwości, aby pomagać zwykłym ludziom.

Kampania PiS-u jest merytoryczna i nie opiera się na negatywnych emocjach. PiS po prostu pokazuje co już zrobił i co jeszcze zrobi. Twarde i jasne zapowiedzi, które są wiarygodne. PO-KO i jej przybudówki nie mają żadnego programu dla Polski, więc stawiają znów na negatywne emocje i tylko na nie.

Ale lata żerowania na emocjach Polaków już się skończyły, więc opozycja się miota. Nie ma jednolitego przekazu, kampania bywa śmieszna i żenująca, co rusz są jakieś zmiany w strategii tej kampanii wyborczej. Miotają się od ściany do ściany nie wiedząc jak i czym mają dotrzeć do Polaków. Na ich wiece wyborcze przychodzi kilkadziesiąt osób a na wiece wyborcze ZP kilka a może kilkanaście razy więcej.

Powtórzę.

Polacy wreszcie zobaczyli rząd kierujący się dobrem Polski i nich samych, rząd wiarygodny. Wcześniej tego nie znali, więc wydaje mi się, że nawet obecne sondaże są niedoszacowane dla PiS-u i przeszacowane dla PO-KO, bo jeszcze u niektórych tkwi te 30 lat pogardy dla niech, którą zaserwowała im III RP i nieraz wstydzą się jawnie popierać akurat PiS (ZP). Ale gdy w lokalu wyborczym i za kotarą będą składali krzyżyk poparcia, to nie będą się wahali: postawią na PiS (ZP). I może się okazać, że PiS będzie miał nawet poparcie sięgające 60% a to gwarantowałoby mu większość konstytucyjną pozwalającą na zmianę Konstytucji, tej komuszej (rekomendowanej przez A. Kwaśniewskiego) obowiązującej do dzisiaj, która to nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości i nieraz jest sprzeczna wewnętrznie.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

poniedziałek, 16 września 2019

Jeszcze raz o ochronie zdrowia - to wyzwanie na II kadencję PiS-u!

Chyba wszyscy się zgodzimy, że reforma sektora ochrony zdrowia jest jak najbardziej potrzebna.

Długie kolejki na SOR-ze, kolejki do specjalistów, nieraz niechlujstwo w szpitalach, nieraz też przyjmowanie korzyści majątkowych przez lekarzy, brak pielęgniarek i wykształconych lekarzy, którzy w dużej mierze wyjechali z kraju "za chlebem", czyli przyzwoitymi zarobkami, niedofinansowanie szpitali i całego sektora, brak odpowiedniego systemu nauczania, który jest długi i bardzo skomplikowany, choć tak długi okres uzyskania specjalizacji daje pozytywne korzyści w postaci dobrego przygotowania zawodowego lekarzy i pielęgniarek, co chwalą sobie kraje, gdzie ten polski personel pracuje.  Tylko, że oni kończą szkoły w Polsce i winni w Polsce pracować tutaj, przynajmniej jakiś ściśle określony czas. Nie może być tak, że finansujemy emigrantów - zbyt drogo kosztuje wykształcenie jednego lekarza czy pielęgniarki, abyśmy sobie pozwolili na fakt szybkiej ich emigracji zarobkowej a tym samym na godzenie się w Polsce z brakami personelu medycznego.

Całkiem niedawno miałem styczność ze szpitalem. Oprócz długiego oczekiwania na SOR-ze nie narzekam, ale są to pojedyncze przypadki, kiedy trafi się na lekarza z powołaniem niesienia zdrowia. Tyle tylko, że na tzw. rehabilitację czekam już pór roku a jest to czas stracony i powodujący postępowanie mojej choroby. Tak nie powinno być i trzeba to zmienić. Wiele jest takich przypadków, np. kolejka do operacji zaćmy, czy też - mimo reformom - do kuracji onkologicznych. Problemem też - jak wspomniałem - jest obszar owego powołania do bycia lekarzem czy pielęgniarką. Bardzo się często zdarza, iż lekarze są nimi z przypadku, na co już naprawdę nie mamy wpływu, choć chyba należy zwiększyć na uczelniach czy katedrach  medycznych zajęcia z psychologii, bo nawet empatii można się choć trochę nauczyć a pacjenci winni czuć, że faktycznie są pod właściwą opieką. Niepokojąca jest też gradacja  pacjentów na tych, którzy leczą się poprzez NFZ a pacjentami płacącymi prywatnie za opiekę medyczną, na co często bardzo narzekają potrzebujący pomocy medycznej.

Cztery lata rządów PiS-u to za mało na reformę służby zdrowia (ochronę zdrowia). Kiedyś profesor Zbigniew Religa przedstawił 7-letni plan uzdrowienia tego sektora, ale oczywiście nie miał on szans wdrożenia, ze względu na różne zmiany rządu, które średnio po czterech latach są inne i mają swoje sposoby i swoją wizję polskiej ochrony zdrowia.

Inaczej było w przypadku PO-PSL. Mieli aż osiem lat na przeprowadzenie takiej reformy... i jedynym ich planem była oczywiście komercjalizacja  i prywatyzacja szpitali, ich zamykanie"niby dla dobra" całej służby zdrowia. Można powiedzieć, że nie zrobili nic i dzisiejsze ich gaworzenie, że taką reformę - po przejęciu władzy - przeprowadzą, to są ich jakieś wyimaginowane mrzonki i nie można im ufać w "żadnym calu" - są skłonni obiecać wszystko, byleby po raz kolejny dostać się do władzy... a wtedy rzeczywiście pozamykają szpitale i je sprywatyzują, co dla nich było wielkim dealem na szpitalach i innych jednostkach zajmujących się zdrowiem Polaków (np. uzdrowiska, gdzie pozostało w rękach państwa polskiego jedynie 7 dużych uzdrowisk na 26 funkcjonujących państwowo do czasu przejęcia władzy przez PO-PSL).

Musimy też cały czas zwiększać nakłady na ochronę zdrowia, bo tego potrzebują lekarze, pielęgniarki, służba pomocnicza a wreszcie sami pacjenci. Trzeba te nakłady zwiększać stopniowo dbając, aby te pieniądze nie były marnotrawione a niestety w obecnym systemie często są i gdzieś przepadają w zawiłościach procedur i leczenia. Warto byłoby również rozszerzyć ilość placówek klinicznych, co sprawi, iż nasze leczenie będzie diametralnie skuteczniejsze.

Dodatkowo należy przeprowadzić reformę polityki lekowej, tak, aby poprzez nią nie zarabiały tak wielkich pieniędzy duże i międzynarodowe koncerny farmaceutyczne, tak, aby można było swobodnie prowadzić kuracje najnowocześniejszymi lekami i wprowadzać nowoczesne procedury leczenia. Trzeba też skończyć z lobbingiem firm farmaceutycznych skierowanym na lekarzy i sugerowanie im, jakie leki  mają przepisywać, szczególnie te brane przez nas przewlekle, przez długi czas a nieraz do końca życia. Będzie to bardzo trudne, ale jest chyba wykonalne.

Zresztą ta polityka lekowa jest katastrofalna. Nieraz dofinansowuje się leki zupełnie niepotrzebnie, bo i tak wykorzystywane są bardzo rzadko i nie są one najnowocześniejsze  a firmy farmaceutyczne celowo wyznaczają dla nich ceny horrendalnie wysokie nie mające nic wspólnego z kosztami ich wytworzenia. Podobnie jest z lekami dostępnymi na rynku bez recepty i w przypadku parafarmaceutyków (suplementów diety).

I taka drobna uwaga dla pacjentów: zawsze w aptece możemy zapytać czy istnieje jakiś tańszy generyk, czyli lek z tą samą substancją czynną. Aptekarze mają obowiązek o tym poinformować pacjentów. Ja często z takiego rozwiązania korzystam i nieraz miesięcznie oszczędzam nawet 50-100 złotych jak nie więcej, więc warto. Można też poprosić lekarza, aby na receptę przepisał nam tańszy lek, wtedy też niejako sami reformujemy politykę lekową. Nie można też opierać się na promowanej nazwie leków (np. "żółty krem z apteki") ponieważ istnieje dużo tańszych zamienników z tą samą dawką leku i tą samą substancją czynną. Ja na ten przykład ostatnio biorę glukozaminę (substancja lecząca stawy, ich zwyrodnienie a także odbudowująca chrząstkę międzystawową). 60 tabletek 625 mg glukozaminy kosztuje od powyżej 50 zł do 30  a nawet 25 zł, więc po prostu oszczędzam swoje pieniądze a nazwy handlowe glukozaminy bywają różne. Można też skorzystać z zakupu leków bez recepty przez internet i ze stron aptecznych - takie leki są z reguły tańsze niż w tradycyjnej aptece. I jeszcze jedno: należy przestać brać leki garściami i wierzyć w to, że są panaceum na wszystko. W Polsce jest jedna z najwyższych konsumpcji leków i suplementów diety: trzeba z tym skończyć poprzez odpowiednią kampanię promocyjną i uświadamiającą, tyle tylko, że byłoby to niekorzystne dla firm i na pewno spotka się z ostrą reakcją tych firm..

Inną sprawą jest częste dopuszczanie do sprzedaży leków, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie na receptę jak. np: przeciwbólowy Ketonal a to tylko jeden przykład. Taka polityka powoduje, że NFZ często nie ma pieniędzy na dofinansowanie leczenia naprawdę ciężkich przypadków a ludzi "szlag trafia" a taka polityka jest bardzo korzystna dla firm farmaceutycznych.

W Polsce sektor farmaceutyczny ma chyba największą rentowność w całej Europie, co widać np. oglądając reklamy, gdzie w danym bloku reklamowym aż około 50% to reklamy leków i parafarmaceutyków. Czy to nie jest zastanawiające? A za te reklamy płacimy my wszyscy, bo w kosztach wytworzenia leku wliczane są koszty promocji.

Konieczne jest też wreszcie ustalenie tzw. "koszyka świadczeń podstawowych" leczenia, co niemal zawsze obiecywały różne rządy i żaden z nich go nie stworzył. Wiem, że jest to trudne, ale musimy to zrobić, aby nasza służba zdrowia była na wyższym poziomie i można było kalkulować efektywność leczenia. 

Należy także podjąć ogólnonarodową dyskusję dotyczącą zmiany obecnego systemu ochrony zdrowia i zastanowić się nad powrotem tzw. Kas Chorych. Spełniały one dobrze swą funkcję i szkoda, że za czasów rządów SLD ponownie scentralizowano ten sektor i wprowadzono NFZ. Komu i dlaczego tak przeszkadzały Kasy Chorych? Tego naprawdę nie wiem a  powrót do nich to droga jest daleka i wyboista.

Zdrowie, jego ochrona, dotyczy nas wszystkich a podejmowane przez rząd działania skutkować będą na następne dziesięciolecia. Mam nadzieję, że nowy minister zdrowia podoła temu zadaniu, bo obecny jest bardziej naukowcem i lekarzem niż managerem i nie ma wizji jak winna ta ochrona zdrowia w Polsce wyglądać.

To są takie ogólne moje refleksje i zdaję sobie sprawę, że temat ten wymaga pogłębionej analizy. Niemniej jednak mam nadzieję, że przyszła reforma ochrony zdrowia przedstawiona zostanie jako długookresowy plan, do którego realizacji powinniśmy dążyć i nade wszystko nie doprowadzić do zaniechania publicznej ochrony zdrowia. Obecny rząd - mimo zastrzeżeń - coś jednak robi w tym zakresie a w zapisach w ich programie znalazły się tematy związane z reformą tego newralgicznego sektora, co - mam nadzieję - będzie reformą korzystną dla wszystkich, skuteczną i efektywną.

Ale aby tą reformę przeprowadzić potrzeba nawet nie czterech, ale ośmiu lat samodzielnego  rządzenia obecnie nam panujących. Jest to możliwe i uważam, że będzie to z korzyścią dla Polski i Polaków.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

Ostateczna walka o naszą Ojczyznę! Mamy wszystko... i dalej musimy o nią walczyć!

(Tekst jest dość długi, ale będzie nielicznym moim postem w czasie obecnej kampanii wyborczej)

Czy będzie jeszcze Państwo Polskie po czekających nas w niedzielę 13 października wyborach?

Każdy - niezależnie od prezentowanych przez siebie poglądów - kto w jakikolwiek sposób czuje się Polakiem, ma polskość w duszy oraz  pragnie lepszej przyszłości dla siebie, swoich dzieci i wnuków... winien stawiać sobie to pytanie każdego dnia, ono winno nawet nękać i zmuszać do szukania odpowiedzi.

Bo tak naprawdę - o czym wielokrotnie pisałem w postach i komentarzach - w tegorocznych wyborach parlamentarnych nie będziemy dokonywać wyboru pomiędzy PiS a PO... Będziemy decydowali o przetrwaniu substancji narodowej, polskiej państwowości, polskiego narodu, polskiej własności, polskiej ziemi i lasów, polskich zasobów naturalnych - będziemy decydowali o przyszłym istnieniu Polski!

Będziemy dokonywać wyboru pomiędzy Polską rozbitą dzielnicowo (likwidacja wojewodów i inne pseudo-pomysły PO-KO) i pod władaniem zniemczonej Unii Europejskiej i będącą już tylko sztucznym regionem (województwem, gubernią?) i w konsekwencji podległą kondominium niemiecko-rosyjskiemu a Polską niepodległą i suwerenną, decydującą o sobie jak to było przez ostatnie cztery lata, na razie najlepsze dla nas od 1989 roku.

Wskazywałem też często na fakt, że odzyskanie przez Polskę suwerenności i niepodległości po latach panowania "sowieckiego" nie stało się niestety przełomem moralno-etycznym całego Narodu. Nie stworzyliśmy nowej jakości życia publicznego i prywatnego, która nakierowywałaby nas na przestrzeganie w codziennym życiu obowiązujących norm, zarówno prawnych, jak i moralnych. Takie pojęcia jak: patriotyzm, honor, ojczyzna, rodzina, wiara, przyzwoitość, służba publiczna, uczciwość, praworządność, normalność zostały zrelatywizowane przez narzuconą nam globalistyczną, lewacką współczesność a ich właściwa wartość stała się niejako anachronizmem, prawie nieprzystającym do rzeczywistości absurdem.

Powtórzę raz jeszcze. Dziś mamy wybór pomiędzy: jedyną liczącą się partią choć w części niepodległościową i mogącą ponownie realnie objąć władzę a partiami w większości dążącymi do ustanowienia w Polsce obcych protektoratów (szczególnie niemiecko-rosyjskiego), dla których dla suwerennej i niepodległej Polski miejsca nie ma.

Co się zmieniło w latach 2015-2019 i dlaczego nadal musimy o Polskę walczyć?

Lata 2015-2019 zmieniły diametralnie naszą teraźniejszość i sądzę, że też naszą przyszłość. Reformy wprowadzane przez rząd ZP (PiS) przy wsparciu prezydenta RP były gruntowne, ale tak naprawdę to dopiero "zaczyn" zmian. Polska potrzebuje jeszcze przynajmniej dwóch kadencji rządów PiS-u, aby te reformy dokończyć i je już stabilnie ugruntować tak, aby Polska sięgnęła po to, co jej się należy i aby Polska trwała i przetrwała jako państwo prawe, sprawiedliwe i bogate.

Do tego 2015 roku polskie "pseudelity" III RP polityczne nie były źródłem powstawania nowego, prawego państwa. Stawały się raczej w oczach jego obywateli synonimem małostkowości, karierowiczostwa, partyjniactwa i korupcji. Można powiedzieć, że "ryba psuje się od głowy" i tak też polskie "elity komunistyczno- postokrągłostołowo-magdalenkowe" doprowadziły do zepsucia całego państwa. Podstawą był oczywiście brak rozliczeń z przeszłością i umożliwienie tym przestępcom swobodnego funkcjonowania i rozwoju w nowej Polsce. Ich sposób działania i wyznawane wartości życiowe stały się więc obowiązującymi w III RP. "Homo sovieticus" i jego cechy nie stały się więc obiektem krytyki a wręcz przeciwnie: nastąpiło jego przepoczwarzenie w "kolorowe opakowanie", puste w środku, antynarodowe, antypolskie.

Rządzili nami nie prawdziwe polskie elity, ale prości, zwykli, małostkowi ludzie, jakże pospolici i jakże cyniczni w swoim działaniu - ludzie poddający się usłużnie zewnętrznym rozkazom. Bo tak naprawdę jakość państwa zależy od jakości ludzi go budujących i zarządzających. Zależy od ich wielkości, w sensie posiadania propaństwowej wizji rozwoju i umiejętności wprowadzania jej w życie. To tak jak w normalnej firmie: jej sukces zależy od wielkości jej właściciela lub grupy osób nią zarządzających. Wielkie firmy miały wielkich osobowościowo szefów i właścicieli, wielkie państwa wielkich przywódców i wielkie elity (w dobrym tego słowa znaczeniu).

Hitler i Stalin dobrze wiedzieli jak zniszczyć Polskę i Naród Polski - niszcząc właśnie elity, najznamienitszych obywateli, mogących budować silne, liczące się w świecie państwo i będących niedoścignionym wzorem dla swoich rodaków! Wiedzieli także ich protoplaści, którzy na 123 lata pozbawili Polskę państwowości, wiedzą o tym współcześni nasi prześladowcy i targowiccy zdrajcy, szczególnie PO-KO i małostkowe lewacko-demoliberalne środowiska skupione liderowo w UE.

Stąd przecież były rozbiory, w tym ten IV z 1939 roku. Stąd obydwie tragedie w Katyniu lub pomordowanie przez Niemców polskich naukowców w Krakowie. Stąd przeogromna wola wyłapywania i niszczenia wybitnych (nawet w skali mikro) Polaków-Patriotów zarówno w latach powojennych, jak i nam współczesnych. Stąd niszczenie prawych ludzi: naukowców, dziennikarzy, działaczy lokalnych. Przykładów przeszłych i obecnych można by mnożyć: np. od próby zamachu na Jana Pawła II, poprzez śmierć Jerzego Popiełuszki, księży - Niedzielaka czy Suchowolca, zmuszenie do emigracji ludzi I Solidarności, atomizację społeczeństwa, odsunięcie od "okrągłego stołu" polskich patriotów, zawodową tragedię Romana Kluski, śmierć Krzysztofa Olewnika, problemy Wojciecha Sumlińskiego czy Pawła Zyzaka... aż po śmierć G. Michniewicza, licznych "seryjnych samobójców i nieszczęśliwych wypadków" i zamach smoleński. Osobistych tragedii oraz "niszczenia" i mordowania zwykłych i niezwykłych, normalnych polskich patriotów jest oczywiście wiele więcej. I nie zawsze są to ludzie "z pierwszych stron gazet": często właśnie mali przedsiębiorcy, działacze samorządowi, ale też zwykli ludzie, z których zrobiono moherów, ciemniaków i idiotów.

Powtarzam!. Najbliższe wybory parlamentarne dadzą nam, Polakom odpowiedź na pytanie: Czy chcemy Polski czy też udała się m.in. przepoczwarzonym postkomunistom i ludziom umoczonym w sowiecko-komunistycznej "post i agenturze" PRL-u rzecz niezwykła - Czy potrafili Nas przez 30 lat wynarodowić i stworzyć "masę" bezmyślnych pseudoeuropejczyków, którzy porzucili przeszło 1000 lat historii własnego państwa i narodu? Czy antypolacy spod znaku kondominium niemiecko-rosyjskiego i lewacko-demoliberalnych "elit europejskich" zniewolili nas wszystkich, którzy przecież nie pozwolili przez wieki zginąć naszemu państwu i wielokroć tworzyli z niego wielkie państwo? Czy utworzyli z nas - Polaków bezwolnych niewolników?

Prawość, sprawiedliwość, wolność, suwerenność i niepodległość jeszcze nie okrzepły w naszym państwie i nie są nam dane raz na zawsze. Każdego dnia a już w wyborach powinniśmy dać szansę na zrealizowanie przez obecne władze dalszych reform, co jest konieczne i dlatego musimy cały czas dbać o te wartości i dalej walczyć o Polskę i nas samych.

Od dawna zastanawiałem się jak to jest możliwe, że dokonania w zakresie budowy i rozwoju państwa w okresie II Rzeczpospolitej były relatywnie i niewspółmiernie wyższe od dokonań III RP, szczególnie za czasów PO-PSL, ale i wcześniej. Odpowiedź jest prosta: II Rzeczpospolitą budowli polscy, wielcy patrioci, budowały propaństwowe elity (a przynajmniej stanowili oni na tyle liczną i silną grupę, która była zdolna nadać odpowiedni kierunek rozwoju Polski i jej państwowości). I to niezależnie czy reprezentowali lewą (socjaliści, nie mylić z komunistami), czy też centrum lub prawa stronę polityczną. Elity te w naturalny sposób więc mogły wyłonić spośród siebie ludzi mogących stać się prawdziwymi mężami stanu!

Cała zaś "karykatura elit" np. partii politycznych (szczególnie PO), czyli dzisiejszych targowiczan-"totalniaków" dalej cechuje taka małość, sprzedajność i prowincjonalizm polityczny, że tak naprawdę nadawałaby się li tylko i wyłącznie do czyszczenia butów przedwojennym państwowcom.

Zauważmy jeszcze raz! My wszyscy czujący się Polakami! Teraz w Polsce dokonujemy wyboru pomiędzy powolną, ostateczną likwidacją Polski a  szansą na jej przetrwanie i rozwój, w tym rozwój ekonomiczno-gospodarczy. Dokonujemy wyboru pomiędzy postkomunistami wespół ze zdrajcami "umoczonymi" w agenturze PRL i zasiadającymi w Magdalence i OS (oraz ich spadkobiercami) i nadzorczo kierowanymi przez zewnętrzne gremia z kręgów polityczno-finansowo-etniczno-biznesowych a  Polakami (lub naszymi przyjaciółmi) pragnącymi ustrzec nas przed tragedią narodową i przed końcem naszej państwowości.

Polskie reformy i co dalej?

Dlatego też cały czas się cieszę z wygranych wyborów parlamentarnych przez ZP w roku 2015, jak i wygraniu wyborów prezydenckich przez A. Dudę. Zmieniło to oblicze Polski, naszej Polski. Było bardzo trudno, bo dawne elity zostały odsunięte od możliwości rządzenia i czerpania z niego określonych profitów. Robili wszystko, aby władza PiS-upadła: poprzez zagranicę i ulicę a nawet próby puczu i siłowego na ulicach przejęcia ponownie władzy przez "totalniaków.

Wydawało im się, że maksymalnie PiS (jak wcześniej) będzie rządził może ze dwa lata i wszystko wróci do normy, czyli "do tego, co już było". Nie udało im się a reformy PiS-u znalazły poparcie Polaków i wierzę, że dadzą temu wyraz w obecnych wyborach parlamentarnych i ZP uzyska większość konstytucyjną, bo chyba każdy się zgodzi, że istnieje konieczność zmiany tego postkomunistycznego tworu prawnego, który jest wewnętrznie niespójny i dający możliwość dowolnej interpretacji jej artykułów. Ta zmiana Konstytucji RP winna nastąpić jak najszybciej, ale jeżeli to nie będzie możliwe to dalej trzeba realizować reformy zapowiadane w ponad 200 stronicowym programie wyborczym PiS.

Podstawą istnienia narodu są ludzie go reprezentujący i mający z nim duchową wspólnotę i to niezależnie gdzie mieszkają - w wolnym lub zniewolonym kraju czy na politycznej lub ekonomicznej emigracji. Tacy właśnie Polacy odbudowali nasz kraj po zaborach a dzisiaj im podobni mogą też przesądzić o przyszłości Polski. I tylko smutne jest, że prawie 3 miliony polskich nowych emigrantów musi głosować właśnie poza granicami naszego kraju - 3 miliony, które zmuszone zostało do poszukiwania lepszego życia poza granicami naszej Polski, 3 miliony wysłanych przez PO na haniebną poniewierkę. To jest właśnie niestety miara tej nowoczesnej, PO-wskiej Polski! Pamiętacie D. Tuska, który zachęcał do emigracji i obiecał stworzenie warunków na powrót do naszego kraju?

Właśnie dlatego winniśmy też zadbać o Polaków za granicą. Teraz dzięki reformom sądzę, że Polacy (choć w części) znów znajdą swoje miejsce w Polsce. Pomoc socjalna dla rodzin (m.in. program 500+), wspieranie przedsiębiorców i młodych ludzi, innowacyjna gospodarka, uzdrowienie finansów publicznych, uszczelnienie ściągalności podatków (w tym VAT-u i CIT-u), duży wzrost gospodarczy, zwiększający się eksport i inwestycje, dynamicznie zmniejszający się deficyt budżetowy oraz dlug publiczny i zagraniczny oraz odsetki od nich, zlikwidowanie strefy ubóstwa Polaków, wyprawka szkolna dla dzieci, wzrost płac (w tym dla służb mundurowych, nauczycieli, pracowników ochrony zdrowia a tak naprawdę dla wszystkich), podniesienie rent i emerytur wraz z tzw. trzynastką a w przyszłości nawet czternastką, najniższe bezrobocie od lat przy stabilnej inflacji i inne zmiany... to... zasługa obecnie nam rządzących i wierzę w to, że to zostanie docenione przez Polaków.

Nowa zaś kadencja sejmu - mam nadzieję, że wygrana dla obecnie rządzących i to pozwalająca znów na samodzielne rządy - winna skupić się teraz na realizowaniu dotychczasowych reform i ich bieżącym modyfikaccjom, ale przede wszystkim (oprócz innych zapowiedzi) na gruntownej reformie sektora ochrony zdrowia oraz bezpieczeństwie energetycznym Polski. Wiem, że ochrona zdrowia i zmiany systemowe w tym sektorze są bardzo trudne, ale PiS już wielokrotnie udowadniał, że nie "rzuca słów na wiatr" i swoje obietnice spełnia, mimo tego, iż dla dzisiejszych totalniaków "piniędzy" miało nie być na żadne reformy.

Trzeba też powstrzymać inwazję zboczonej ideologii LGBT+ oraz robić wszystko, aby nasza Polska była ostoją normalności i chrześcijańskich wartości dla nas wszystkich i dla całej Europy.

Św. Jan Paweł II był gorącym zwolennikiem UE, ale uważał, że z pominięciem chrześcijaństwa, tej bazy dziedzictwa europejskiego – jednej Europy po prostu nie będzie. Wskazywał też na ważną rolę Polski w nawróceniu Europy. Gdyby teraz żył, to na pewno byłby przerażony i smutny rozwojem tej Europy i dlatego Polska ma misję do spełnienia: ewangelizacja tejże Europy.

Brak alternatywy dla PiS i brak normalnej opozycji

Oczywiście, że w Polsce istnieją jeszcze inne środowiska poza PiS-em, które równie mocno pragną tej naszej niepodległej, np. środowiska republikańskie, narodowe, monarchistyczne . Szkoda, że nie są one na tyle silne, żeby realnie wpływać na losy Polski!. Nie znaczy to jednak, że zwykli Polacy, którzy w jakiś sposób są lewicowi, liberalni czy centrowi nie mogą być wspaniałymi patriotami! Wprost przeciwnie: historia pokazuje, że właśnie mogą!

Podstawą istnienia narodu są ludzie go reprezentujący i mający z nim duchową wspólnotę i to niezależnie gdzie mieszkają - w wolnym lub zniewolonym kraju czy na politycznej lub ekonomicznej emigracji. Tacy właśnie Polacy odbudowali nasz kraj po zaborach a dzisiaj im podobni mogą też przesądzić o przyszłości Polski.

Podstawą istnienia państwa - Ojczyzny jest ziemia, granice, zasoby naturalne, własność, tradycja, język, historia, wiara, wartości, rodzina, własność, przedsiębiorczość.

To wszystko daje nam Polska a przecież to wszystko było niszczone przez niemal całe 30 lat III RP a szczególnie 8 letnie rządy PO-PSL. Przez te 30 lat straciliśmy niemal wszystko: polskie banki, handel i przemysł, w tym stocznie, które zlikwidowaliśmy prawie na pewno wedle polecenia niemiecko-rosyjskiego kondominium (dwie największe stocznie wschodnio-niemieckie są własnością Rosjan a rząd A. Merkel z pokorą się na to zgodził), nie mieliśmy w ogóle bezpieczeństwa energetycznego, o które tak naprawdę nikt nie dbał uzależniając się jedynie od Rosji, chciano nam zabrać lub zlikwidować na życzenie konkurencyjnych  Niemiec kopalnie węgla (dziś przynoszą zyski), były czynione działania mające na celu sprzedaż naszej ziemi i lasów oraz likwidacji naszego przewoźnika, czyli LOT-u, który też dziś przynosi zyski.

Na szczęście w roku 2015 na to nie pozwoliliśmy. Rządy ZP (PiS) próbują odbudować to wszystko, co straciliśmy i budować nowoczesną Polskę, Polskę dobrobytu i bezpieczeństwa energetycznego i obronnego. Czy im się uda? Tak, jeżeli znów będą rządzić samodzielnie i tak jak w pierwszej kadencji będą niemal całkowicie spełniali obietnice wyborcze a o tym możemy być pewni.

Wiarygodność PiS-u jest nawet dla naszej strony politycznej zaskoczeniem, ale świadczy to tylko o tym, że są prawdziwymi patriotami, traktują Polaków poważnie i potrafią rządzić. Ta wiarygodność jest również zaskoczeniem w Europie a może jeszcze dalej od Europy, gdzie kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami i nieraz obietnice z reguły nie są realizowane a jedynie werbalnie sygnalizowane. Ta wiarygodność jest zaprzeczeniem jej braku u "elit" III RP. Po prostu jesteśmy pewni, że to, co obecna władza obiecuje zostanie spełnione.

A co z naszymi wartościami i korzeniami, co z tradycją i chrześcijańskimi ideami? Czy pozwolimy je zniszczyć lewacką politpoprawnością, czy pozwolimy zniszczyć nasze chrześcijaństwo falą islamskiej i w dużej mierze terrorystycznej imigracji? Czy pozwolimy, aby anaturalne i zboczone  ruchy w stylu LGBT+ zawładnęły naszą rzeczywistością? Czy chcemy aby dwóch tatusiów czy dwie mamusie mogły adoptować dzieci lub się pobierać? Czy chcemy eutanazji i aborcji bez ograniczeń? Czy pozwolimy na profanację naszych świętości? Mam nadzieję, że nie i damy temu wyraz w nadchodzących wyborach. PiS potrzebuje tej kadencji na następne lata tak, aby już całkowicie odmienić Polskę, aby już nigdy "nie było tak jak było", bowiem nasza Ojczyzna musi trwać a jeszcze jest wiele do zrobienia. 4 lata to za mało, aby ugruntować zmiany i przeprowadzać je w dalszym ciągu.

PiS (ZP) jest jedyną alternatywą dla powrotu do władzy "totalniaków", więc nie wymyślajmy jakichś utopijnych idei, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, nie wymyślajmy jakichś  innych partii, które na rządzenie nie mają żadnych szans. Nie marnujmy swoich głosów, szczególnie teraz. A inne partie - te patriotyczne - niech okrzepną przez kolejne lata a wtedy może i zdobędą realną szansę na władzę lub współwładzę i będą miały zdolność koalicyjną ze ZP (PiS-em). Nie możemy się rozdrabniać, co przez lata doprowadziło do tego, iż nie mamy partii na wzór węgierskiego Jobbiku, partii na prawo od PiS a szkoda, bo jednak każdej władzy trzeba "patrzeć na ręce", bo władza często rozzuchwala i może się w końcu charakteryzować pychą a "pycha kroczy przed upadkiem".

Osobiście byłbym za tym, aby w Polsce była propolska, normalna opozycja a nie jakieś antypolskie PO. Naprawdę szkoda, że jej nie mamy, ale takie są dziś realia polityczne i musimy im się poddać.

Całkiem niedawno powstała propolska - na prawo od PiS - Konfederacja. Jestem pewien, że przekroczy "szklany sufit" i osiągnie wynik wyborczy powyżej 3%, czyli taki, dzięki któremu będzie mógł korzystać z państwowego dofinansowania dla partii politycznych. I dobrze, że powstała, ale boję się, że po wyborach znów nastąpią wewnętrzne zgrzyty i kłótnie i partia ta podzieli los np. Nowoczesnej i się rozpadnie. mam nadzieję, że nie a przez cztery lata może zbudować własne struktury. PiS czekał na władzę latami i był cierpliwy, więc tej cierpliwości życzę Konfederacji.

Podsumowanie i dlaczego winniśmy iść na wybory

Przez 30 lat a szczególnie przez  8 lat rządów PO-PSL staliśmy się bezwolnymi pracownikami najemnymi koncernów zagranicznych zatrudnionymi na umowy śmieciowe, staliśmy się tanią siłą roboczą bez własności. Byliśmy jednym z najuboższych krajów UE a Polacy nie posiadali prawie żadnego kapitału i oszczędności. Taką Polskę promowali targowiccy zdrajcy z PO na czele a dziś proponują ją znowu.

Podstawą suwerennego państwa jest też oczywiście przemysł tworzący wartość dodaną i dający produktywne zatrudnienie a także niezależność finansowa a my de facto pozbyliśmy się polskich przedsiębiorstw  i za czasów szczególnie PO zadłużyliśmy się w sposób niewiarygodny... Długów w ramach zadłużenia publicznego i zagranicznego nie spłacą nasze dzieci i wnuki... Czy znów tego chcemy i pozwolimy na wyniszczenie własnościowe i niewolnictwo naszej Polski? Polska już nie może konkurować nisko opłacaną pracą. Nie zasłużyliśmy na to.

Pamiętajmy więc przy urnach wyborczych! Gdy Polską rządzić będą dalej prawi i przyzwoici ludzie, to my sami zwykli Polacy - mając takie wzory i autorytety - staniemy się lepsi, uczciwsi, mądrzejsi i prawi. Będziemy coraz bardziej wartościowymi, wzajemnie się szanującymi ludźmi. A jeżeli tacy będziemy i będziemy się szanować to tak będziemy postrzegani i szanowani w Europie i na świecie. Tak będzie szanowana nasza Ojczyzna - silna, bogata i niepodległa Polska!

Wybierzmy w najbliższych wyborach parlamentarnych niepodległość Polski a nie jej utratę! Są to najważniejsze wybory od 1991 roku a nawet od sfałszowanych przez komunistów wyborów w 1947 roku a ich wynik da nam odpowiedź czego chcemy my wszyscy.

Bardzo ważnym jest też uświadomienie sobie faktu, że nasz głos coś znaczy. Otóż na wszystkie nasze codzienne sprawy, nasze zachowania i problemy pośredni lub bezpośredni wpływ mają jednak politycy i ludzie sprawujący władzę. To oni tworzą ramy prawne i podejmują decyzje, które dotyczą nas w najdrobniejszych szczegółach, w tym oczywiście o naszym bezpieczeństwie finansowym i obronnym.  Zdaje się, że o tym zapomnieliśmy i nie znajdujemy w sobie tyle chęci, wiary i zapału co jeszcze cechowało naszych ojców lub starsze pokolenia. Głosuje wszakże tylko połowa z nas...

Akt oddania głosu przynależny wszystkim obywatelom posiadającym czynne prawo wyborcze (a więc niemal wszystkim dorosłym obywatelom) jest kwintesencją demokracji, jest jej największym osiągnięciem.

Tego jednego październikowego dnia każdy z nas zdecyduje nie tylko o przyszłości własnej, ale też o losach swoich najbliższych i całego kraju... zdecyduje o kolejnych latach życia swojego dziecka, matki, ojca, przyjaciela i wszystkich mieszkańców w kraju i za granicą... zdecyduje o Polsce i Polakach, zdecyduje o przetrwaniu i rozwoju naszej Ojczyzny

Oddając ważny głos stajemy się najważniejszą osobą w państwie... jesteśmy prezydentem, premierem, całym senatem i sejmem, wojewodą, burmistrzem, wójtem, sołtysem... Każdy z nas 13 października ma możliwość zdecydować o sobie i innych. Może być prezesem i dyrektorem wszystkich rządzących w Polsce... wszak wybieramy tak naprawdę naszych pracowników, pracowników narodu polskiego!

Wielu z nas nie docenia ważności indywidualnego aktu wyborczego...

Chyba warto jednak zdać sobie sprawę z prostego faktu: akt wyborczy jest naszym indywidualnym wyborem! Naszą indywidualną decyzją - wynikającą tylko z naszej woli, naszych przemyśleń, prezentowanych i wyznawanych przez nas wartości, idei i poglądów. To nasz wybór a nie innych!

Każdy z nas jest godzień własnej indywidualności i ma prawo podejmować decyzje indywidualnie a nie stadnie... więc również naszej decyzji dotyczącej naszej przyszłości i przyszłości naszych bliskich winniśmy nadać indywidualne cechy wynikające z naszego wnętrza, nas samych i naszych poglądów.

Suma tych naszych indywidualnych wyborów, ich jakości... da w konsekwencji określony wynik wyborczy... Każdy z naszych głosów przyczyni się do wyboru tak naprawdę naszych parlamentarzystów a tym samym przyszłej kontynuacji rządu dobrej zmiany. Nasz oddany głos w wyborach zdecyduje więc o tym jak będziemy rządzeni i jak będziemy żyć w naszym kraju, naszej Ojczyźnie... i czy w ogóle jeszcze będzie to Polska...

To na kogo głosujemy określa przecież nas samych, to kim jesteśmy i za kogo się uważamy lub chcielibyśmy aby inni nas za takich uważali. To na kogo głosujemy mówi wszystko o naszej osobowości, naszych wartościach, o nas jako  o ludziach indywidualnie. Oceniając nasz wybór inni oceniają nas, oceniają nas nasi najbliżsi, znajomi, nasze dzieci, wnuki...

Pamiętajmy więc, że nasz wybór określa nas samych a decyduje nie tylko o naszym losie... Dokonując wyboru zajrzyjmy więc we własne wnętrze, dokonajmy go indywidualnie i zgodnie z własnym sumieniem... postarajmy się go przemyśleć i wybrać racjonalnie, dla naszego i innych dobra wspólnego, dla naszej i naszych najbliższych lepszej przyszłości, dla przyszłości naszej Polski i Polaków...

Zagłosujmy więc gremialnie i wybierzmy w najbliższych wyborach parlamentarnych niepodległość Polski a nie jej utratę!

I powtórzę tytuł tegoż postu: Ostateczna walka o Polskę! Mamy wszystko... i dalej musimy o nią walczyć!

I jeszcze jedno...

Czy w naszym życiu jesteśmy w stanie kolejny raz zaufać albo nawet utrzymywać jakiekolwiek kontakty z osobą... której zaufaliśmy a która nas wielokrotnie, perfidnie okłamała a tym samym notorycznie z nas drwiła, ośmieszała i poniżała uważając nas chyba za jakiś "gorszy, śmieciowy gatunek ludzki"...  i zamiast przyznać się do tego, prosić o wybaczenie, próbować lub dokonywać zadośćuczynienia i czekać pokornie na naszą reakcję... próbuje po raz kolejny z nas zadrwić i nas okłamać?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".