Pokazywanie postów oznaczonych etykietą władza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą władza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2020

Frustracja, bezsilność i bezradność opozycji

Nie wiem czy wszyscy pamiętają jak to opozycja niecierpliwie wyczekiwała, kiedy to wreszcie dotrze do Polski koronawirus. Nawet posuwała się do tego, że oskarżała rządzących o zatajanie przez rząd informacji na temat zakażeń w Polsce.

No, ale jak już koronawirus dotarł do Polski to opozycja poczuła wiatr w żagle i myślała, że rząd i prezydent polegną na walce z nim a oni w glorii i chwale być może obejmą władzę dzięki przyspieszonym wyborom parlamentarnym ogłoszonym w oparciu na wirusowy chaos w Polsce a ich kandydat na prezydenta wygra wybory. Jestem niemal przekonany, że to była ich pierwsza myśl jaka im zakiełkowała w tym sądnym dniu wykrycia "pacjenta zero" w Polsce. Mam jednak nadzieję, że w tych swoich zakutych desperacją i nienawiścią łbach już takiego złego scenariusza, choćby takiego jak we Włoszech, nie chcą.

Dlaczego opozycja tak myślała? Ano odpowiedź jest bardzo prosta a odnosi się do ich doświadczeń kiedy rządzili w epoce tzw. "świńskiej grypy", która i tak pod względem rażenia była mniejsza niż obecny koronawirus. Wtedy nie umieli sobie z tą świńską grypą poradzić a Ewa Kopacz wprost zachęcała Polaków do uśmiechu i radości z nadejścia wiosny. Oni po prostu nie wyobrażali siebie w roli hamulcowych w walce z takim koronawirusem i myśleli, że takim hamulcowym na pewno nie będzie również obecny rząd. Poprzez swój pryzmat zdolności rządzenia oceniali ową zdolność obecnie rządzących. Wyobrażali sobie, że ten koronawirus "spadł im z nieba" i będzie w stanie wywrócić obecne poparcie Polaków do rządu i prezydenta A. Dudy. Zapewne dla nich miało to być zrządzenie losu w sytuacji, kiedy od 2015 roku z niecierpliwością, ale bezskutecznie wyczekiwali na jakiekolwiek potknięcie obecnie rządzących. Przecież nic nie dała ani ulica, ani zagranica, ani jakieś filmy Sekielskich czy P. Vegi. Nic a nic a frustracja i bezsilność połączona z bezradnością narastała i - wedle ich zapędów - wreszcie miała dać swój chory upust w czasie spodziewanego przez nich chaosu związanego z koronawirusem.

A tu.... "klops". Nasz obecny rząd we współpracy z prezydentem okazał się o kilka długości bardziej rozsądny i zdolny do zarządzania kryzysowego niż w najśmielszych snach mogli to sobie wyobrazić dzisiejsi opozycyjni totalsi. I gdyby tylko chodziło o "polskie podwórko" to nasza opozycja mogłaby siebie i nas wszystkich przekonywać, że zrobiłaby więcej i lepiej (tyle tylko czy ktoś w to by uwierzył?). Ale okazało się, że to nasz kraj obecnie stawiany jest za wzór a jego decyzje w walce z koronawirusem kopiowane są przez inne kraje, nie tylko w UE.

Także opozycja obudziła się się z krótkotrwałej euforii bez jakiegokolwiek argumentu, który mogłaby użyć przeciwko obecnym władzom w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. Dosłownie żadnego. Nic im nie pozostało jak... właśnie tylko coraz większa frustracja, złość i bezsilność i walka o jakiś cud, który miałby się wydarzyć, gdyby wybory prezydenckie zostały przełożone na jesień. Teraz już im tylko to pozostało: odroczenie kompletnej porażki w czasie... Czy im by to coś dało, albo ewentualnie da? Wątpię. Dziś wygląda na to, że ich i całego tego środowiska występy są nacechowane jakimś obłąkańczym szaleństwem...

Sondaże jednoznacznie wskazują im, że rządowi jak i prezydentowi ufa coraz więcej Polaków. Oceniając np. tzw. "Tarczę Antykryzysową" aż 67% z nas uważa, że działania rządu wobec epidemii w tym obszarze są poprawne (pozytywne), przeciwnego zdania jest tylko 22% fanatycznych wyborców opozycji a najciekawsze jest to, że ową tarczę popierają też w części zwolennicy innych niż A. Duda kandydatów na prezydenta Polski (tabela poniżej - źródło: https://www.dorzeczy.pl/kraj/133489/67-proc-polakow-pozytywnie-ocenia-tarcze-antykryzysowa.html).

W niemal też wszystkich sondażach więcej niż połowa respondentów ocenia zaś pozytywnie wszystkie działania rządu i prezydenta mające na celu zastopować rozprzestrzenianie się wirusa.

Po prostu obecnie rządzący sprawdzają się w okresie kryzysowym a właśnie umiejętność zarządzania kryzysem cechuje dobrych przywódców i ich współpracowników. W skali państwowej obecny kryzys jest bezprecedensowy i każdy - nawet ktoś nieprzychylny - musi stwierdzić, że rząd z prezydentem w porównaniu do innych krajów robią dla Polski i Polaków bardzo dobrą robotę w epoce tego koszmarnego wirusa.

Aż strach pomyśleć, co by się dziś w Polsce działo jakby rządziły PO-PSL pod wodzą B. Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 21 lutego 2020

Między polityką a światem realnym

Świat polityki, mediów, celebrytów jest całkowicie oderwany od życia realnego, od życia zwykłych ludzi. Tak jest na całym świecie, nie tylko w Polsce.

Polityka to współcześnie "działalność polegająca na przezwyciężaniu sprzeczności interesów i uzgadnianiu zachowań współzależnych grup społecznych i wewnątrz nich za pomocą perswazji, manipulacji, przymusu i przemocy, kontestacji, negocjacji i kompromisów, służąca kształtowaniu i ochronie ładu społecznego korzystnego dla tych grup stosownie do siły ich ekonomicznej pozycji i politycznych wpływów. Realia dziejów ludzkości i współczesności dowodzą, że polityki korzystnej dla wszystkich po równo zazwyczaj nie ma (...) Za podstawę nowożytnych definicji polityki uchodzą teorie Maksa Webera, twierdzącego, że polityka to dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy, czy to między państwami, czy też w obrębie państwa, między grupami ludzi, jakie to państwo tworzą. I uściślającego wcześniejsze definicje konstatacją, iż istotną właściwością polityki jest "odwoływanie się do przemocy", bo w sferze stosunków politycznych "groźba przemocy i, ewentualnie, jej zastosowanie jest jednak swoistym środkiem, a zawsze ultima ratio, gdy inne środki zawiodą". Definicja ta jest o tyle uniwersalna, że akcentuje dwa wymiary polityki: wewnętrzny (wewnątrzpaństwowy) i zewnętrzny (międzypaństwowy). Ze względu na upływ czasu od powstania tej definicji (1. połowa XX wieku), dziś należałoby ją uzupełnić o stosunki państw narodowych z organizacjami międzynarodowymi oraz o stosunki między tymi organizacjami i w ich obrębie (zwłaszcza w kontekście Unii Europejskiej).  W amerykańskiej literaturze współcześnie popularne jest definiowanie polityki jako sztuki bycia wybieranym (zdobywania władzy). Inne definicje zakładają, iż "Polityka" to stosunek między tym, co rząd próbuje robić, a tym, co się naprawdę dzieje. Andrzej Jabłoński w Leksykonie politologii pod redakcją Andrzeja Antoszewskiego i Ryszarda Herbuta [wyd. V, Wrocław 1999] ukazuje pięć ujęć polityki:

- że jest to orientacja formalnoprawna, czyli polityka to działalność instytucji państwowych (aparatu państwowego),
- podejście behawioralne, czyli dowolny układ stosunków społecznych, w których występuje wyraźna obecność kontroli, wpływu, władzy lub autorytetu (za: R.A. Dahl, Modern Political Analysis, Prentice Hall 1991),
- orientacja funkcjonalna rozumiana jako funkcja systemu społecznego zapewniająca jego rozwój poprzez rozwiązywanie konfliktów,
-  podejście racjonalne, podejmowanie decyzji w ramach procesu sprawowania władzy i gry o władzę, w którym biorą udział rozmaite podmioty,
- stanowisko postbehawioralne przez które polityka rozumiana jest jako służba dążąca do zmniejszenia, czy też usuwania ograniczeń w zaspokajaniu potrzeb ludzi [1]".

Podaję tak szerokie pojęcia polityki nieprzypadkowo, bowiem okazuje się, iż z tego bełkotu wyłania się polityka jako sztuka uzyskiwania władzy i właśnie chyba to jest sednem polityki. Każda partia dąży bowiem do przejęcia władzy i robi wszystko aby ją zdobyć lub utrzymać. Wszystkie działania polityków dążą do tego celu i winniśmy sobie zdawać z tego sprawę.

Naturalną więc jest sytuacja, że wobec władzy jednych powstaje opozycja do nich, ale ile to ma wspólnego z nami, zwykłymi ludźmi? Tylko tyle, że politycy starają się nam udowodnić, że akurat dana frakcja polityczna jest najlepsza i będzie dobrze rządzić dla ogółu, przy czym - też zgodnie z jedną z powyższych definicji - to jest tylko umiejętność zdobywania sobie wyborców (w krajach tzw. demokratycznych) po to, aby właśnie tą władzę pozyskać lub utrzymać.

Tak pojmowana polityka jest więc czymś, czego zwykły człowiek nie rozumie i musi nauczyć się, że każde działanie władzy i opozycji jest tylko drogą do tejże władzy. Z tego punktu wiedzenia możemy sobie łatwo wytłumaczyć, że określone wybory ludzi zależą tak naprawdę od umiejętności polityków zbliżenia się do zwykłych ludzi, do elektoratu i największe szanse mają ci, co tą sztukę opanowali. Abstrakcyjna bowiem polityka staje się wówczas dla ludzi czymś realnym i doświadczalnym.

Ale demokracja ma to do siebie, że wybory odbywają się raz na 4 czy 5 lat i jest to największa jej wada, bowiem tak naprawdę przez całe cztery lata trwa ciągła kampania wyborcza a jakakolwiek długookresowa polityka jest bezcelowa, bo może zostać zmieniona, gdy kto inny dojdzie do władzy. Politycy więc działają krótkookresowo "od wyborów do wyborów". Takie "płytkie" działanie nie pozwala przyjmować długookresowych celów, które nie przynoszą w krótkim odstępie czasu określonych skutków, które miałaby przekonać wyborców. Przede wszystkim dlatego jestem monarchistą, gdzie władza ma długookresowy wymiar i można spokojnie realizować cele strategiczne wobec państwa i jego obywateli.

Zresztą "władza ludu" jest niemożliwa do realizacji, bowiem okazuje się, iż przeciętny wyborca nie jest przygotowany do dokonywania świadomych wyborów i opiera się na emocjach a te są "najgorszym doradcą" jakichkolwiek decyzji. Dlatego też jestem za tym, aby ograniczyć prawa wyborcze do ludzi powyżej 25 roku życia, bo jest to jakiś kwantyfikator dojrzałości, przynajmniej społecznej oraz doświadczenia życiowego. Posłem można by zostać po 35 roku życia a senatorem po 45 roku życia, podobnie jak i prezydentem. Kryterium wieku wydaje się jedynym, który w jakiś sposób sprawiłby, że władzę otrzymywaliby luzie już doświadczeni, z jakimś dorobkiem życiowym a nie tylko politycy o zawodzie polityka, ludzie oderwani od rzeczywistości realnej.

Niestety w obecnej demokracji zachodniej występuje całkowicie inna tendencja a mianowicie próbuje się za wszelką cenę obniżyć wiek prawa wyborczego do ludzi, którzy np. skończyli 16 lat. Jest to koncepcja zupełnie nie do obrony, bowiem jak człowiek posiadający 16 lat jest zdolny dokonywać merytorycznych decyzji wyborczych? No jak to jest możliwe?

Wracając jednak do świata realnego. To nasz świat, świat codziennych decyzji o swoim i swoich najbliższych istnieniu i funkcjonowaniu. To codzienne sprawy: praca, dom, zakupy, przyjaciele, rodzina, tradycja, wiara, miłość i tym żyjemy, tu na dole a nie żyjemy polityką.

No chyba, że mamy do czynienia naprawdę z władzą dążącą  do naszego dobra, która ustala prawa dobre dla nas wszystkich. I chyba to winno być wyznacznikiem naszych wyborów, bo nasz rodzinny kraj składa się właśnie ze zwykłych ludzi, z gospodarstw domowych, małych ojczyzn. I o tym należy dyskutować politycznie i merytorycznie a nie na fundamencie emocjonalnym. Tyle tylko, że gdy brakuje merytorycznych argumentów politycy próbują dzielić społeczeństwo kreując sztuczne emocjonalne problemy. Nie mówi się wtedy o podatkach, konkretnych ustawach i prawach, które mają przemożny wpływ na nasze życie realne. Bo choć celem polityki jest władza to już dojście do niej może być różne: albo zgodne z interesem narodowym albo też zupełnie się z nim mijające.

W takim ujęciu winniśmy wybierać takich polityków, którzy spełniają swoje obietnice wyborcze, bo to jest najważniejsze dla nas wyborców. W długoletnich demokracjach niemal wszystkie partie polityczne miały swoje momenty rządzenia i mogły się wykazać skutecznością i merytorycznością oraz udowodnieniem, że za werbalnymi deklaracjami stoją realnie podejmowane działania. 

Polska ma stosunkowo krótki okres panowania demokracji, ale i u nas do tej pory wszystkie liczące się partie miały szanse wykazać się jakością rządzenia. Proponuję zatem ostudzenie emocji i - jak zaproponował jeden z moich komentatorów - wzięcie kartki i przedzielenie jej na pół i spisanie dokonań i spełnionych obietnic wyborczych dwóch największych ugrupowań w Polsce. Napisać szczerze i porównać a wtedy okaże się, która partia i który jej przedstawiciel powinien w Polsce rządzić i być prezydentem. Powinni zrobić tak przede wszystkim ci, którzy raczej nie biorą udziału w wyborach uważając, że wszystko im jedno kto rządzi, bo każdy jest "złodziejem". Otóż tak nie jest, bo jeżeli nawet każdej formacji zależy na władzy, to już nie każda formacja jest zdolna skutecznie i uczciwe rządzić i nie każda władza może być traktowana jako służba dążąca do zmniejszenia, czy też usuwania ograniczeń w zaspokajaniu potrzeb ludzi a tak chciałbym widzieć politykę.

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Polityka

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 16 września 2019

Jeszcze raz o ochronie zdrowia - to wyzwanie na II kadencję PiS-u!

Chyba wszyscy się zgodzimy, że reforma sektora ochrony zdrowia jest jak najbardziej potrzebna.

Długie kolejki na SOR-ze, kolejki do specjalistów, nieraz niechlujstwo w szpitalach, nieraz też przyjmowanie korzyści majątkowych przez lekarzy, brak pielęgniarek i wykształconych lekarzy, którzy w dużej mierze wyjechali z kraju "za chlebem", czyli przyzwoitymi zarobkami, niedofinansowanie szpitali i całego sektora, brak odpowiedniego systemu nauczania, który jest długi i bardzo skomplikowany, choć tak długi okres uzyskania specjalizacji daje pozytywne korzyści w postaci dobrego przygotowania zawodowego lekarzy i pielęgniarek, co chwalą sobie kraje, gdzie ten polski personel pracuje.  Tylko, że oni kończą szkoły w Polsce i winni w Polsce pracować tutaj, przynajmniej jakiś ściśle określony czas. Nie może być tak, że finansujemy emigrantów - zbyt drogo kosztuje wykształcenie jednego lekarza czy pielęgniarki, abyśmy sobie pozwolili na fakt szybkiej ich emigracji zarobkowej a tym samym na godzenie się w Polsce z brakami personelu medycznego.

Całkiem niedawno miałem styczność ze szpitalem. Oprócz długiego oczekiwania na SOR-ze nie narzekam, ale są to pojedyncze przypadki, kiedy trafi się na lekarza z powołaniem niesienia zdrowia. Tyle tylko, że na tzw. rehabilitację czekam już pór roku a jest to czas stracony i powodujący postępowanie mojej choroby. Tak nie powinno być i trzeba to zmienić. Wiele jest takich przypadków, np. kolejka do operacji zaćmy, czy też - mimo reformom - do kuracji onkologicznych. Problemem też - jak wspomniałem - jest obszar owego powołania do bycia lekarzem czy pielęgniarką. Bardzo się często zdarza, iż lekarze są nimi z przypadku, na co już naprawdę nie mamy wpływu, choć chyba należy zwiększyć na uczelniach czy katedrach  medycznych zajęcia z psychologii, bo nawet empatii można się choć trochę nauczyć a pacjenci winni czuć, że faktycznie są pod właściwą opieką. Niepokojąca jest też gradacja  pacjentów na tych, którzy leczą się poprzez NFZ a pacjentami płacącymi prywatnie za opiekę medyczną, na co często bardzo narzekają potrzebujący pomocy medycznej.

Cztery lata rządów PiS-u to za mało na reformę służby zdrowia (ochronę zdrowia). Kiedyś profesor Zbigniew Religa przedstawił 7-letni plan uzdrowienia tego sektora, ale oczywiście nie miał on szans wdrożenia, ze względu na różne zmiany rządu, które średnio po czterech latach są inne i mają swoje sposoby i swoją wizję polskiej ochrony zdrowia.

Inaczej było w przypadku PO-PSL. Mieli aż osiem lat na przeprowadzenie takiej reformy... i jedynym ich planem była oczywiście komercjalizacja  i prywatyzacja szpitali, ich zamykanie"niby dla dobra" całej służby zdrowia. Można powiedzieć, że nie zrobili nic i dzisiejsze ich gaworzenie, że taką reformę - po przejęciu władzy - przeprowadzą, to są ich jakieś wyimaginowane mrzonki i nie można im ufać w "żadnym calu" - są skłonni obiecać wszystko, byleby po raz kolejny dostać się do władzy... a wtedy rzeczywiście pozamykają szpitale i je sprywatyzują, co dla nich było wielkim dealem na szpitalach i innych jednostkach zajmujących się zdrowiem Polaków (np. uzdrowiska, gdzie pozostało w rękach państwa polskiego jedynie 7 dużych uzdrowisk na 26 funkcjonujących państwowo do czasu przejęcia władzy przez PO-PSL).

Musimy też cały czas zwiększać nakłady na ochronę zdrowia, bo tego potrzebują lekarze, pielęgniarki, służba pomocnicza a wreszcie sami pacjenci. Trzeba te nakłady zwiększać stopniowo dbając, aby te pieniądze nie były marnotrawione a niestety w obecnym systemie często są i gdzieś przepadają w zawiłościach procedur i leczenia. Warto byłoby również rozszerzyć ilość placówek klinicznych, co sprawi, iż nasze leczenie będzie diametralnie skuteczniejsze.

Dodatkowo należy przeprowadzić reformę polityki lekowej, tak, aby poprzez nią nie zarabiały tak wielkich pieniędzy duże i międzynarodowe koncerny farmaceutyczne, tak, aby można było swobodnie prowadzić kuracje najnowocześniejszymi lekami i wprowadzać nowoczesne procedury leczenia. Trzeba też skończyć z lobbingiem firm farmaceutycznych skierowanym na lekarzy i sugerowanie im, jakie leki  mają przepisywać, szczególnie te brane przez nas przewlekle, przez długi czas a nieraz do końca życia. Będzie to bardzo trudne, ale jest chyba wykonalne.

Zresztą ta polityka lekowa jest katastrofalna. Nieraz dofinansowuje się leki zupełnie niepotrzebnie, bo i tak wykorzystywane są bardzo rzadko i nie są one najnowocześniejsze  a firmy farmaceutyczne celowo wyznaczają dla nich ceny horrendalnie wysokie nie mające nic wspólnego z kosztami ich wytworzenia. Podobnie jest z lekami dostępnymi na rynku bez recepty i w przypadku parafarmaceutyków (suplementów diety).

I taka drobna uwaga dla pacjentów: zawsze w aptece możemy zapytać czy istnieje jakiś tańszy generyk, czyli lek z tą samą substancją czynną. Aptekarze mają obowiązek o tym poinformować pacjentów. Ja często z takiego rozwiązania korzystam i nieraz miesięcznie oszczędzam nawet 50-100 złotych jak nie więcej, więc warto. Można też poprosić lekarza, aby na receptę przepisał nam tańszy lek, wtedy też niejako sami reformujemy politykę lekową. Nie można też opierać się na promowanej nazwie leków (np. "żółty krem z apteki") ponieważ istnieje dużo tańszych zamienników z tą samą dawką leku i tą samą substancją czynną. Ja na ten przykład ostatnio biorę glukozaminę (substancja lecząca stawy, ich zwyrodnienie a także odbudowująca chrząstkę międzystawową). 60 tabletek 625 mg glukozaminy kosztuje od powyżej 50 zł do 30  a nawet 25 zł, więc po prostu oszczędzam swoje pieniądze a nazwy handlowe glukozaminy bywają różne. Można też skorzystać z zakupu leków bez recepty przez internet i ze stron aptecznych - takie leki są z reguły tańsze niż w tradycyjnej aptece. I jeszcze jedno: należy przestać brać leki garściami i wierzyć w to, że są panaceum na wszystko. W Polsce jest jedna z najwyższych konsumpcji leków i suplementów diety: trzeba z tym skończyć poprzez odpowiednią kampanię promocyjną i uświadamiającą, tyle tylko, że byłoby to niekorzystne dla firm i na pewno spotka się z ostrą reakcją tych firm..

Inną sprawą jest częste dopuszczanie do sprzedaży leków, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie na receptę jak. np: przeciwbólowy Ketonal a to tylko jeden przykład. Taka polityka powoduje, że NFZ często nie ma pieniędzy na dofinansowanie leczenia naprawdę ciężkich przypadków a ludzi "szlag trafia" a taka polityka jest bardzo korzystna dla firm farmaceutycznych.

W Polsce sektor farmaceutyczny ma chyba największą rentowność w całej Europie, co widać np. oglądając reklamy, gdzie w danym bloku reklamowym aż około 50% to reklamy leków i parafarmaceutyków. Czy to nie jest zastanawiające? A za te reklamy płacimy my wszyscy, bo w kosztach wytworzenia leku wliczane są koszty promocji.

Konieczne jest też wreszcie ustalenie tzw. "koszyka świadczeń podstawowych" leczenia, co niemal zawsze obiecywały różne rządy i żaden z nich go nie stworzył. Wiem, że jest to trudne, ale musimy to zrobić, aby nasza służba zdrowia była na wyższym poziomie i można było kalkulować efektywność leczenia. 

Należy także podjąć ogólnonarodową dyskusję dotyczącą zmiany obecnego systemu ochrony zdrowia i zastanowić się nad powrotem tzw. Kas Chorych. Spełniały one dobrze swą funkcję i szkoda, że za czasów rządów SLD ponownie scentralizowano ten sektor i wprowadzono NFZ. Komu i dlaczego tak przeszkadzały Kasy Chorych? Tego naprawdę nie wiem a  powrót do nich to droga jest daleka i wyboista.

Zdrowie, jego ochrona, dotyczy nas wszystkich a podejmowane przez rząd działania skutkować będą na następne dziesięciolecia. Mam nadzieję, że nowy minister zdrowia podoła temu zadaniu, bo obecny jest bardziej naukowcem i lekarzem niż managerem i nie ma wizji jak winna ta ochrona zdrowia w Polsce wyglądać.

To są takie ogólne moje refleksje i zdaję sobie sprawę, że temat ten wymaga pogłębionej analizy. Niemniej jednak mam nadzieję, że przyszła reforma ochrony zdrowia przedstawiona zostanie jako długookresowy plan, do którego realizacji powinniśmy dążyć i nade wszystko nie doprowadzić do zaniechania publicznej ochrony zdrowia. Obecny rząd - mimo zastrzeżeń - coś jednak robi w tym zakresie a w zapisach w ich programie znalazły się tematy związane z reformą tego newralgicznego sektora, co - mam nadzieję - będzie reformą korzystną dla wszystkich, skuteczną i efektywną.

Ale aby tą reformę przeprowadzić potrzeba nawet nie czterech, ale ośmiu lat samodzielnego  rządzenia obecnie nam panujących. Jest to możliwe i uważam, że będzie to z korzyścią dla Polski i Polaków.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

wtorek, 30 lipca 2019

Oczywistość konieczności realizacji zamierzonego celu... (reprint)

Niniejszy źródłowy tekst notki powstał we wrześniu 2010 roku. Teraz ze zmianami postanowiłem go ponownie opublikować, bo w sumie jest aktualny cały czas a kto by dziś zaglądał do napisanych przeze mnie tekstów sprzed wielu już lat. Tekst jest trochę refleksyjny i do zastanowienia... To jest mój ostatni post a następny będzie za 10-14 dni.

-----------------------------

Człowiek to takie a'la zwierzę, które zaspokoiwszy swoje biologiczne, fizjologiczne potrzeby  zaczyna realizować jakieś własne, indywidualne cele o różnej proweniencji i różnym zabarwieniu. Cele te może wyznaczać jako własne bądź grupy, którą reprezentuje.

Kulturysta na ten przykład dąży do rozwoju swojej masy, siły i ogólnie sylwetki pozwalającej mu osiągać sukcesy w zawodach kulturystycznych. Ile i w jakim zakresie jest w stanie uczynić by ten cel osiągnąć? Sądzę, że wszystko, nawet jeżeli byłoby to dla niego wyniszczające fizycznie, bo liczy się tu i teraz. Tak jest też z innymi sportowcami, którzy dla osiągnięcia zamierzonego celu gotowi są nieraz szprycować się środkami dopingującymi.

Kobieta zwykle dąży do tego by być młoda i piękna, powabna, pociągająca, subtelna, kochana, podziwiana. Ile jest w stanie zrobić, żeby ten cel osiągnąć? Sądzę, że wszystko, nawet jeżeli byłoby to dla niej wyniszczające psychicznie lub fizycznie. Stąd wiele kobiet przeprowadza operacje plastyczne i nieraz zdarza się, że tych operacji przechodzi nawet kilkanaście do późnych lat swojego życia.

Kobieta-matka pragnie dla swojej pociechy szczęścia i dobrego życia. Ile jest w stanie zrobić dla swojego dziecka? Nieraz wszystko, często zapominając o własnych potrzebach. Stara się je wychowywać najlepiej jak to możliwe nawet w konsekwencji do rozpieszczenia młodego człowieka, który nie będzie sobie radził w samodzielnym życiu.

Mężczyzna z reguły dąży do polepszenia statusu materialnego i władzy. Ile jest w stanie zrobić dla uzyskania coraz lepszych efektów swoich działań? Niemal wszystko, bo władza i pieniądze dają poczucie spełnienia. I nieraz w dążności do spełnienia tych celów gotowy jest na największe nikczemności wobec innych, na oszustwa czy inne działania noszące charakter przestępczy. Władza i pieniądze nieraz przesłaniają im oczy na tyle, że pracują po 12-16 godzin dziennie zapominając o swoich dzieciach i ogólnie o rodzinie i bliskich. Bywa, że wypalają się już po kilku latach takiej harówy a wtedy są dopalacze, amfetamina, kokaina i inne używki...

A teraz...

Każda firma (nie non profit) funkcjonuje dla zysku, który pozwala się jej rozwijać - co z kolei przyczynia się do kumulacji zysku. Ile jest w stanie zrobić dla kumulacji (stopniowego zwiększania) owego zysku? Wszystko nawet kłamiąc i oszukując klientów np. reklamami. Długookresowy zysk przesłania firmom inne obszary. Na ten przykład firmie alkoholowej jest potrzebnych wielu klientów, więc najlepiej dla niej by było, aby alkoholicy stanowili jak największy odsetek społeczeństwa.

Firma osiąga zysk dzięki oferowaniu jakiejś wartości (wytworu) swojej działalności. Może to być produkt, usługa, obietnica czegoś (np. tego, że gdy umrzesz dostaniesz gratyfikację finansową za swoją śmierć), itd. Samo wytworzenie i oferowanie niestety nie wystarcza! Jeszcze ktoś to musi nabyć, kupić czy wyrazić wolę zakupu (będę płacił za garnek raty przez 5 lat i go w końcu kupię, jak wcześniej nie umrę).

Dla każdej więc firmy kumulacja jej zysku zależy od jak największej (ogólnie) sprzedaży swoich wytworów, czyli od tego żeby nabyło go jak najwięcej klientów/konsumentów (dla przejrzystości pomijam powtórny zakup przez tego samego odbiorcę). Ile jest w stanie zrobić firma, aby zwiększyć ilość owych swoich klientów/konsumentów, którzy są skłonni lub muszą kupić jej towary? Sądzę, że wszystko i wiem, że nieraz na granicy etyki i moralności.

Dla każdej firmy idealną sytuacją byłaby taka, w której tylko ona ma do zaoferowania na rynku określony produkt, czyli gdy jest tzw. monopolistą rynkowym. Ile jest w stanie zrobić, żeby nim zostać?

A teraz, uwzględniając wszystko powyżej...

Firma farmaceutyczna. Co jest dla niej najskuteczniejszym  stanem, w którym skumuluje swój zysk? Oczywiście coraz więcej klientów, czyli im więcej chorujących tym lepiej. Jaki jest więc sens produkowania skutecznych leków, dzięki którym ludzi będą zdrowi i nie będą chorowali... a tym samym przestaną kupować jej produkty, co może skutkować dla tej firmy stan niezrealizowania swojego celu...

Prywatny szpital nastawiony na zysk.... j.w.,

Popuśćcie wodze fantazji...

A teraz...

Instytucje non profit w stylu np. charytatywnym. Dla przykładu pomagające chorym dzieciom. Dla takiej instytucji jest najlepiej (dla realizacji jej celu) mieć jak najwięcej swoich podopiecznych, czyli chorujących dzieci...

... nieskutecznie leczonych środkami farmaceutycznymi... które nie mogą być przecież skuteczne, bo firma farmaceutyczna nie osiągałaby długookresowej maksymalizacji zysku...

Popuśćcie wodze fantazji...

Absurd? Może...

P.S.1
Władza... Celem władzy jest władza. Ile władza jest w stanie zrobić żeby tą władzę utrzymać? Wszystko!

P.S.2.
Również dla firm jest najlepiej aby nabywca kupował tylko jej produkty lub kupował je w coraz większych ilościach i coraz częściej. Ile są w stanie zrobić, żeby ta się stało? (czy np. "coś w produkcie", co będzie skłaniało lub zmuszało do ponownego jego zakupu). Są w stanie zrobić wszystko!

P.S.3.Jak to się stało, że bez nowoczesnych leków, środków czyszczących, dezynfekujących... nasi przodkowie sprawili, że dzisiaj możemy żyć?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

niedziela, 28 lipca 2019

ZWYKLI EUROPEJCZYCY I ICH ZWYRODNIAŁA WŁADZA (przedruk/reprint)

Poniższy tekst został zmieniony i uzupełniony w stosunku do mojego postu z listopada 2009 roku pt. "ZWYKLI EUROPEJCZYCY I ICH ZWYRODNIAŁA WŁADZA". Sam się zdziwiłem, że wymowa tekstu po 10 latach jest nadal aktualna. 

https://krzysztofjaw.blogspot.com/2009/11/zwykli-europejczycy-i-ich-zwyrodniaa.html 

-------------------------------------

Nie od dziś wiadomo, że władzę w Europie osiągają ludzie ze wszech miar do tego predysponowani. Ich wiedza, umiejętności rządzenia, otwartość, niezłomność w działaniu i popieraniu demokracji jest dla wszystkich oczywistością.

W rządzeniu nie liczą się przecież żadne pryncypia oprócz tych najważniejszych: narodowych, ojczyźnianych i na końcu europejskich. Dobro obywateli jest ze wszystkich stron oglądane by zapakować go do torby z napisem: "Wolność, Bezpieczeństwo, Rozwój" lub "Wolność, równość, braterstwo". Sama władza jest niczym wobec losu i woli większości. Ta większość decyduje, że władza jest w stanie rządzić oraz mieć taką możliwość. I władza demokratyczna daje przecież w końcu szczęście...

Jakże piękne słowa, które mimo oczywistej ironii chcielibyśmy zawsze słyszeć! Nieprawdaż?

Ale tak naprawdę w Europie i chyba również w USA (a może wszędzie) ukształtowała się pewna elita, która zawsze jest u władzy a ludzi zwykłych traktuje jak motłoch do głosowania: w sumie idiotów, których można byle formą reklamową zmanipulować.

Skupiając się na Europie. Zwykli Europejczycy od jakiegoś czasu traktowani są po prostu jak orwellowskie istoty, którymi można dowolnie sterować i wręcz traktować jako troglodytów pozbawionych szarych komórek kształtujących te lepsze części mózgu (mam nadzieję, że tak nie jest).

A co z demokracją? Tu jest jeszcze gorzej, bo jej nie ma. Zauważmy. Onegdaj odbyło się II referendum w Irlandii w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Dlaczego? Przecież jedno już było i w demokracji zawsze to wystarczało. Wcześniej Traktat ów zmienił  Konstytucję Europejską odrzuconą przez Francuzów i Holendrów. Czysta parodia. Zmieniono na Traktat i poddano ponownemu głosowaniu (choćby w Parlamentach). Czyż nie jest to tak, że CEL został wyznaczony i niezależnie od woli Europejczyków musiał zostać osiągnięty? A co z demokracją? Co z praworządnością? Naprawdę zwyrodnienie władzy oraz stawanie się przez nią ośrodkiem jedynie słusznych, wprost totalitarnych i komunistycznych w formie, rozwiązań staje się faktem na naszych oczach.    I PRZY NASZEJ PEŁNEJ APROBACIE! Brytyjczycy to zrozumieli i wychodzą z UE a w Polsce jest najwyższy wskaźnik poparcia Unii. Jak to możliwe? Gdzie podziało się polskie dążenie do wolności?Dlaczego godzimy się na zniewolenie przez Unię Europejską a tak naprawdę przez Niemcy?

Bo jeżeli pozwalamy na traktowanie siebie jak idiotę chociaż raz przy innych to ci inni później też nas będą traktować tak samo. Więc jeżeli Europejczycy pozwalają chociaż raz zakpić z demokracji to tak naprawdę zezwalają na totalitaryzm. I niezależnie oczywiście od głoszonych poglądów. Fakt złamania demokracji i potraktowania Europejczyków przez ich własna władzę jak bezwolnych idiotów jest faktem i tego nic nie zmieni. A władzy daje argument do dalszych działań i lekceważenia opinii mieszkańców Europy.

Doprawdy. Globalizm informacji i odpowiedni PR oraz publicity połączone z coraz gorszym wykształceniem Europejczyków (działanie celowe) sprawia, że zatracili oni wielowiekowy instynkt samozachowawczy, w wyniku którego dzisiejsza Europa do niedawna była utożsamiana z rozwojem, wysoką kulturą, cywilizacją współczesną, humanitaryzmem.

Zostaliśmy odarci ze wszystkich wartości kształtujących współczesną Europę, od tych chrześcijańskich począwszy. Daje to możliwość Władzy swobodnego manipulowania nami. A jeżeli dajemy się manipulować to też przyczyniamy się do zwyrodniałych zachowań owej władzy.

I tak naprawdę nie musimy się dziwić, że owa władza ma nas totalnie w wielkim tzw. "poważaniu" i wykorzystuje nas li tylko do głosowania. Wystarczy przecież doprowadzić tylko do tego jednego aktu  wyborczego aby dalej rządzić i zdobywać różnorodne głosy. I tak jest od dziesiątków lat, bo chadecja to niemal to samo co socjaliści i odwrotnie. Gdzieś ten podział został przekreślony. Dziś po prostu liczy się nic innego jak władza i profity z niej płynące. Chrześcijańskie wartości aksjologiczne zostały zdewaluowane i nastąpił tzw. relatywizm moralny prowadzący bezpośrednio do odrzucenia wszelkich wartości nadrzędnych i ludzkich. Stajemy się bezkształtną masą i przyczynia się do tego też współczesny najazd na Europę islamistów-imigrantów i decyzje władców podejmowane za zamkniętymi drzwiami gabinetów.

Jak jeszcze długo Europejczycy będą dla swoich władz idiotycznym tłumem z rączkami do głosowania? Mam nadzieję, że jeszcze tylko trochę, bo ostatnie wybory do PE pokazały, że coraz więcej narodów powoli przeciwstawia się tej zwyrodniałej władzy. I tak trzymać i być konsekwentnym w dążeniu do odzyskania wolności!

P.S.
Od jutra na pewien czas znikam z internetu i nie będę się nachalnie naprzykrzał. Jedyne co będę mógł to śledzenie na bieżąco internetu, ale też w ograniczonym zakresie. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i komentatorów, i to niezależnie od tego czy są moim poglądom przychylni czy też są moimi adwersarzami.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

© Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 11 grudnia 2015

Władze... ich równowaga konstytucyjna...

Krótko...

Cieszę się, że Konstytucja RP stała się ostatnio przedmiotem wielkiej troski obywateli. Cieszę się bowiem wreszcie Polacy mogą jasno stwierdzić i zrozumieć, że obecna Konstytucja jest antydemokratyczna.

Władza demokratycznie należy do Narodu. Tak rzecze Konstytucja. Więc to Naród musi mieć wpływ na wszystkie władze, które wedle Konstytucji są niezawisłe i niezależne. Innymi słowy władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza winny być zależne od suwerena, czyli Narodu.

Obecnie w Polsce - jako jedyna - władza ustawodawcza spełnia ten warunek. Jest wybierana przez Naród w wolnych wyborach powszechnych. Senat i Sejm to kwintesencja więc demokracji.

Władzę wykonawczą sprawują natomiast Prezydent i Rada Ministrów. Wedle zasady konstytucyjnej jedynie Prezydent jest wybierany przez Naród a więc jedynie On - zgodnie z Konstytucją i podziałem równoważnej władzy - ma społeczny mandat do sprawowania niezależnej władzy wykonawczej. I to On winien tworzyć rząd a nie większość parlamentarna. Parlament jedynie winien mieć możliwość wpływania na ustawodawstwo oraz przyjęcie lub nie konkretnych ustaw.

Tak więc Prezydent winien tworzyć rząd, który nie może być poddawany akceptacji przez inną władzę, władzę ustawodawczą, bowiem to przeczy zasadzie równowagi władz.

Władza sądownicza - aby zachować wspomnianą zasadę równowagi władz- też powinna być wybierana przez Naród. To Naród w powszechnych wyborach winien więc wybierać sędziów i to Naród - suweren winien ja oceniać.

To logiczne aż do bólu...

Prezydent wybierany przez Naród sprawuje władzę wykonawczą i dobiera sobie współpracowników (ministrów). Parlament wybierany przez Naród sprawuje władzę ustawodawczą i ma wpływ na prawo stanowione. Sędziowie wybierani przez Naród dbają o przestrzeganie prawa i orzekają przy pomocy Narodu...

Czyż to nie jest idealny model?

Oczywiście zawsze można znaleźć jakieś mankamenty. Nie ma na świecie czegoś idealnego, ale zgodnie z zasadami demokracji winno być tak jak wyżej i tak jest np. w USA...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 21 maja 2011

Tchórze, Matoły... i Mój Apel!

Witam

Wpierw informacja.

O aresztowaniu przez polskie organy porządkowe (ABW) – zajmujące się zwalczaniem w Polsce najcięższej przestępczości wobec państwa  polskiego – 25 letniego polskiego studenta prowadzącego satyryczną wobec prezydenta RP (z własnej woli myśliwego) stronę internetową, poinformowałem moich znajomych naukowców i przyjaciół w : Holandii, Belgii, UK i Hiszpanii... Nie wierzyli... sprawdzili... i byli w szoku... 
To nie koniec... 

A teraz właściwie... 

Pamiętam początek strajków w 1980 roku i powstanie Solidarności. Wróciłem wtedy z kolonii (jako 12 latek) i zobaczyłem radość w oczach mojego śp. Ojca (zresztą ideowego wtedy socjalisty). Cieszył się, że wreszcie nastąpi wolność i zwiększenie demokratycznych swobód, ale oczywiście w ramach tamtego ustroju. Nie pamiętam już czy "złożył" wtedy legitymację partyjną, czy też czekał na wewnętrzne reformy PZPR, ale od tego czasu – słuchając Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki – codziennie prowadziliśmy kilkugodzinne dyskusje: ja (mając kontakt poprzez ciocię z zarządem jednego z Regionów Solidarności i czytając prasę podziemną) z pozycji chyba "radykała" opowiadającego się za koniecznością porzucenia idei komunistycznych w całości, ojciec zaś był zwolennikiem reform i wierzył w "błędy i wypaczenia"...

Pamiętam Stan Wojenny, który całkowicie już pozbawił mojego ojca złudzeń, co do rzeczywistości i uznał, że  tylko najgorsze "szuje" i karykatury emocjonalne oraz  pospolici tchórze i kryminaliści walczą z własnym narodem. Byłem wtedy dumny, że ojciec przyznał mi - w sumie "gówniarzowi" - rację...

Pamiętam jak w siódmej klasie szkoły podstawowej, w najmroczniejszych czasach wprowadzonego przez agenta sowieckiego Wolskiego Stanu Wojennego zaintonowałem na lekcji języka rosyjskiego Rotę... Cała klasa wstała i zaczęliśmy śpiewać zainspirowani pewnie bohaterem "Syzyfowych prac" S. Żeromskiego... (pytanie: są one jeszcze lekturą obowiązkową w dzisiejszej Polszy i rządów III RP z niszczycielką polskości w szkołach minister hall i zarządem /nie odnoszę się do rządu ani prezydenta, ale do domniemanego przeze mnie zarządu, który może i mieć związki z rządem lub prezydentem, albo ich w ogóle nie mieć.... tego nie wiem/ składającym się z matołów i krwiożerczych myśliwych?)...

Pamiętam kiedyś jak w Stanie Wojennym jako kilkunastolatek byłem dumny, że z grupą przyjaciół wybiliśmy szybę w Komisariacie Oprawców zwanych milicjantami a w czasie pochodów pierwszomajowych nosiliśmy oporniki wpięte w koszulki...

Pamiętam comiesięczne pochody każdego 13-tego grudnia i szalonych ZOMO-wców biegających (w cywilu i w opakowaniu państwowego terrorysty) za nami z pałami na wierzchu... Jakże wtedy oni byli wściekli, gdy nawet nas pałując patrzyliśmy im drwiąco prosto w oczy... jakże też byli wściekli oprawcy i nieludzcy komunistyczni barbarzyńcy w świńskich (od: Folwarku Zwierzęcego G. Orwella) przestępczych komisariatach (ups... komisariaty były w II RP, za Komuny wtedy były to raczej chlewy) milicyjnych... przesłuchiwali, straszyli, ślinili się i chuchali przetrawionym alkoholem pieniąc się ze złości... a my im o prawach człowieka, o parszywym Stalinie i takimże Hitlerze, do których są podobni... i znów patrząc im drwiąco w oczy z politowaniem i lekkim pobłażliwym uśmiechem... Jakże wtedy można było być dumnym z wewnętrznego człowieczeństwa patrząc na tchórzy, którym została już tylko siła, pała, gaz łzawiący, armatki wodne, brutalność i świńskie zezwierzęcenie (przepraszam nawet dziś prawdziwe zwierzęce świnie... oni nie byli godni miana świni... raczej Karaluchów i Prusaków, których niszczy się prusakolepami i innymi owadobójczymi środkami... ciekawe skojarzenie... Pruski Prusak).

Pamiętam moment, gdy nakryto nas na kolportażu i drukowaniu... kajdanki, pałowanie, podrzucanie dowodów, prowokowanie, udowadnianie, że "prowadzimy działalność antypaństwową", "znieważamy organy państwowe", "jesteśmy groźnymi bandytami", itd... Jakże wtedy byliśmy już "twardzi"... Mieliśmy trzy lokale (dziś chyba trzy komputery lub kopie dysków w innych miejscach), gazetki rozprowadzaliśmy ukrywając matryce po każdych kilkuset sztukach (dziś chyba powiedzielibyśmy: kopiując na pendriwach zawartość twardych dysków i alokując je w rożnych miejscach), dla niepoznaki w szafach mieliśmy książki i gazetki komunistyczne (dziś chyba należałoby na twardzielach gromadzić też teksty-peany na cześć zarządczych myśliwych i matołów), mieliśmy ukształtowaną "sieć" znajomych, którzy w razie "kotła" mieli informować nawet ludzi dobrej woli za granicą (dziś powiedzielibyśmy zapewne... mieli informować wszelkie organizacje na całym świecie zajmujące się ochroną praw człowieka i przestrzeganiem zasad demokracji), robiliśmy zdjęcia oprawcom (dziś można nawet i filmować telefonem komórkowym ich twarze oraz nagrywać nawet z innego mieszkania i przekazywać w świat...).

I nastała wolność, która okazała się niestety zniewoleniem przypominającym parszywy PRL.

Dziś, w państwie rządzonym przez Tuskusia i Komoruskusia (jakże życzliwie i pieszczotliwie ich nazywam... a fe... już nie będę ...). Teraz z atencja chcę i z uwielbieniem. Wszak to Organy Państwowe...

Dziś w państwie rządzonym przez: Najjaśniejszego, Kochanego i Najbardziej Nasłonecznionego, Jego Ekscelencji, Przeszanownego, Jaśnie Wielmożnego, Pana Donalda Tuska oraz Najdroższego i Ukochanego, Najjaśniejszego i Ekscelencję Też, Najhrabiowszego oraz Najwspanialszego Po Wsze Czasy, Nieustraszonego Wspaniałego Myśliwego, Geniusza Polskiej Ortografii i Mowy, Posiadającego Najpiękniejsze Wąsy Świata, Wspaniałego Dyplomaty Nie Bojącego Się Nawet Królowych, Korzystającego Ze Staropolskich Wspaniałych Drewnianych Wychodków, Uwielbiającego Polska Długą Kiełbasę i Bigos, Geniusza Inteligencji Wszelakiej, Ukochanego Prezydenta Bronisława Komorowskiego....

... po prostu przeżywam dziś Déjà vu moich, opisanych powyżej, opozycyjnych doświadczeń...

PRL-BIS? Nie! To totalitaryzm i zamordyzm jeszcze gorszy!

I tak tylko przypomnę jeszcze większość moich akapitów z tekstu: Tchórze  (tekst nie stracił na aktualności, ale chyba był niemalże "wyrocznią")

"Bardzo często pisząc, nawet nieświadomie, powielamy stwierdzenia innych, mądrych ludzi. Czynimy tak o tyle częściej, o ile więcej czytamy, oglądamy, poznajemy. Bywamy mądrzy mądrością innych, jeszcze mądrzejszych od nas.

Cechuje to ludzi, którzy chcą się rozwijać, równać do najlepszych. W końcu i Oni kiedyś również "... zostawią za sobą mądrości ślad". I nawet, gdyby tym śladem miałoby być przypomnienie owych mądrości innych, to przecież, "aby nie zbłądzić i dotrzeć do celu wcale nie trzeba budować nowych dróg, wystarczy wskazać istniejące" (cyt. kj).

Przez ostatni miesiąc z narastającym rozgoryczeniem i smutkiem patrzę na rządzące Polską pseudoelity polityczne. Patrzę na tych ludzi i widzę jak z dnia na dzień kurczą się. Stają się coraz bardziej mali i miałcy, żenujący, śmieszni i tragikomiczni. Wzbudzają we mnie coraz większy wstręt, obrzydzenie i pogardę oraz... poczucie wstydu, że My wszyscy, Polacy pozwoliliśmy im na bycie "u władzy", na reprezentowanie Nas.

Od bowiem bardzo dawna, niemalże od początków rządów PO, ale i jeszcze z małymi wyjątkami wcześniej, czyli od Nocnej Zmiany w 1992 roku, "okrągłego stołu" czy nawet chyba od czasów tuż powojennych... rządzą Polską, rządzą Nami POSPOLICI TCHÓRZE!

Tak właśnie... cały okres komunistyczny i cały okres tzw. "wolnej Polski" po 1989 roku to okres królującego na szczytach władzy strachu. Wydawało się, że chociaż połowiczne pokonanie Komuny ten strach stłamsi... ale nie On tkwił w niemalże każdym, kto ocierał się o władzę i rządzenie Polską.
------------------------------------------------------------------------

"Tchórzostwo jest matką okrucieństwa" (Michel Montaigne). I w okrutny sposób, siłą zaprowadzono w Polsce Komunizm. I okrucieństwem fizycznym i psychicznym utrzymywano nasz kraj w szponach tego zbrodniczego systemu.

"Tchórzem, prawdziwym tchórzem jest tylko ten, kto boi się własnych wspomnień"(Elias Canetti). I owych wspomnień chciał się pozbyć T. Mazowiecki oddzielając haniebną przeszłość "grubą kreską" (lub linią). Owych wspomnień do dziś boją się dawni komunistyczni działacze, agenci, tajni współpracownicy, zdrajcy Polski i egoistyczni oraz cyniczni i bezduszni hipokryci. Ten strach wynosił więc na piedestały W. Jaruzelskiego, L. Wałęsę, A. Kwaśniewskiego. Ten strach rodził agresję wobec PRAWDY, on też nakazywał ową prawdę relatywizować, fałszować, zmieniać oraz wmawiać ludziom, że zło jest dobrem...

"Kłamstwo posiada wiele aspektów: niedopowiedzenie, półprawda, oczernianie... Ale zawsze jest bronią tchórzy" (Josemaría Escrivá de Balaguer). I ostatnie 20 lat to właśnie niedopowiedzenia, półprawdy a już rządy PO to pasmo kłamstwa i oczerniania inaczej myślących. Tylko tchórze walczą bronią oczerniania innych. Jakże poznaliśmy tych tchórzy z PO, Czerskiej, którzy ze strachu oczerniali i szydzili z Prezydenta L. Kaczyńskiego, ośmieszali nas, dezawuowali polskość stwierdzając nawet, że "to nienormalność". Jakże poznajemy ich teraz, po tragedii smoleńskiej... Jakże kuriozalne więc wydaje się dawanie orderów za okłamywanie, niedopowiedzenia, półprawdy i co najmniej opieszałość w prowadzeniu śledztwa dotyczącego tragedii smoleńskiej...

"Nie lubię takich, którzy atakują, kiedy przeciwnik jest do nich odwrócony plecami [...]. Tak robią tylko śmierdzące tchórze i szumowiny..." (Joanne Kathleen Rowling — Harry Potter i Czara Ognia - Szalonooki Moody). Jakże przykre jest widzieć te z furią i nienawiścią atakujące J. Kaczyńskiego  tchórzliwe szumowiny w stylu: Niesiołowskiego, Bartoszewskiego, Kutza oraz wielu innych przedstawicieli III RP i michnikowszczyzny...

"Nic bardziej nie czyni człowieka tchórzliwym i pozbawionym sumienia niż chęć podobania się wszystkim" (Marie von Ebner-Eschenbach). I ostanie lata to polityka miłości D. Tuska. Podszyta strachem i kreująca jeden kochany, kolorowy i bezproblemowy świat, pełen Cudów. Ten strach i chęć podobania się wszystkim widać też wyraźnie w obecnych gestach i uniżoności wobec Rosji. Tylko tchórz boi się prawdy, tylko tchórz boi się zadawać pytania aby czasem nie zdenerwować tego, do którego one są kierowane.

"Nie drażnij rekina bo rekin cię wydyma" (zasłyszane)... I rzucają więc ONE  rekinowi na pożarcie nie część siebie, ale składają ofiarę z obcego im baranka, z Polski! A prawda i dążenie do niej byłoby przecież wystarczającym krzykiem uspokajającym owego rekina krwiożerczość.

"Tchórz się chlubi, że kłótni nie lubi"(ludowe). Bądźmy więc wszyscy razem, nie spierajmy się, jednajmy, nie dyskutujmy i przyjmijmy jedna prawdę obiektywną. Bądźmy baranami idącymi na rzeź prowadzeni przez Barana Naczelnego.

"Przychodzi moment, że na odwagę jest za późno. I wtedy - tchórz staje się szlachetną świnią" (Władysław Grzeszczyk — Parada paradoksów). Bez komentarza...

"Zdarzają się sytuacje, w których być rozsądnym znaczy być tchórzem"(Marie von Ebner-Eschenbach). Jakoś tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ów kreowany rozsądek, poprawność polityczna, realizm geopolityczny... w obliczu zaciemniania śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej... jest właśnie czasem tłumaczenia tchórzostwa rozsądkiem...

"Przyznanie się do błędu nie poniża, jest aktem odwagi; przeciwnie - postawa wykrętna jest przejawem tchórzostwa"(Tadeusz Hipolit Czeżowski). Jak ja bym chciał, żeby pośród ludzi miłościwie nam rządzących, pośród dziennikarzy, ludzi nauki, kultury i sztuki pojawiło się po tragedii smoleńskiej jak najwięcej ludzi odważnych... niestety jest ich niewielu... tych, którzy potrafili przyznać się do błędu. Niestety "największym nieszczęściem nawet porządnych ludzi jest tchórzostwo" (autor nieznany).

"Kto nie chce być bohaterem świętości, ten staje się tchórzem grzechu"(Stefan kard. Wyszyński). Jakże to cechuje ludzi bez wartości, którzy nawet nie potrafią uszanować zmarłych i nie stanowi dla nich problemu profanacja ich zwłok, ich pamięci. Jakimże tchórzem musi być więc człowiek, dla którego chadzanie wycieczek na miejsce tragedii na "grzybobranie"...   "nie powinno tworzyć problemów i nie jest problemem" (ze słuchu).
------------------------------------------------------------------------

Jak wiele mądrych rzeczy zostało więc już powiedziane przez wielu mądrych ludzi. Jak dobrze nieraz je przypomnieć. I poszukać także w nich nadziei i optymizmu na przyszłość...
------------------------------------------------------------------------

"Życie jest rumakiem, który nie znosi tchórzliwego jeźdźca" (Iason Evangelu). To dla naszego, Polaków, pokrzepienia.

"Los lęka się dzielnych, nęka tchórzliwych" (Seneka). To dla trwania naszej nadziei  i wiary w Opatrzność, sprawiedliwość losu, bo przecież dobro zawsze zwycięża!

"Z trwogi narodu rzadko rodzi się tchórz"(Lec Stanisław Jerzy). Dlatego tak tchórze boja się Jarosława Kaczyńskiego...

I dlatego jestem pewien, że odrodzony na nowo NARÓD swoim demokratycznym głosem wyborczym zacznie w końcu utrącać z piedestałów pospolitych TCHÓRZY! Ja już mam dość tego wstydu! A Wy?"

Pozdrawiam

P.S.

I tak na koniec mały (duży?) APEL!!!

Wiem, że to, co się dzisiaj dzieje jest bolesne i wstrząsające: pałowanie kibiców, skazywanie wspaniałych dziennikarzy, zamykanie internautów przez ABW, sądy totalitarnie służące sparszywiałej na zewnątrz władzy, wszechobecnej antypolskiej szechteriady....  władzy...

Nic to im nie da a wprost przeciwnie!

To walka Onych z Nami. Oni zabierają nam Wolność, Polskość i Nasze Jestestwo

ONE nas prowokują do zamieszek by nas spacyfikować!

Nie dajmy się. Nie będzie II Stanu Wojennego! Wtedy też opowiadały ONE głupoty, że Solidarność się zbroi. Nawet znajdowały broń w mieszkaniach!

Polska, krzyż, patriotyzm i nasza historia są i pozostaną w naszych sercach. Nikt nam ich nie zabierze ani nie wydrze!

Przez sto lat zaborów takie same ONE próbowały zniszczyć w nas Polskość. Nie udało się. Polska, Krzyż, Człowieczeństwo, Historia, Tradycja... zostały w naszych sercach... i NARÓD POLSKI oraz NASZE PAŃSTWO powstało jak Feniks z popiołów na nowo.

Teraz też tak będzie. Jesteśmy silni naszym spokojem, wspólnotą, modlitwą i mocną integracją.

 "Zło dobrem zwyciężaj" mówił Bł. Jerzy Popiełuszko. Pamiętajmy jego słowa. Tym spokojem, dobrocią, miłością bliźniego doprowadzał ONYCH do wściekłości aż z tej bezsilności ONE go bestialsko zamordowały.

BĄDŹMY WSZYSCY DZIŚ JERZYMI POPIEŁUSZKAMI!

WSZYSTKICH NAS NIE ZGŁADZĄ, NIE ZAMKNĄ W WIĘZIENIACH, NIE ZAMORDUJĄ NA POLOWANIACH ANI NIE WYPATROSZĄ I NIE SPRZEDADZĄ W EUROPIE NASZYCH SKÓR,

NIE SPŁYNIEMY JAK WODA DO WISŁY ANI NIE DAMY SIĘ SNAJPEROM!

PRZEJEDZIEMY PO ONYCH JAK PO WALCACH.

 Bonaparte dał nam przykład jak zwyciężać mamy! Ale dał nam też ten przykład Błogosławiony Ks. Jerzy i Nasz Największy Rodak Błogosławiony Papież Jan Paweł II, który mówił: ""Jeśli ktoś lub coś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła" oraz ""Musicie być mocni mocą wiary i nadziei"

WIĘC BĄDŹMY MOCNI MOCĄ WIARY I NADZIEI.

 Siła, rozróby i niekontrolowany wybuch złości nie mają takiej mocy jak nasza wiara i nadzieja,

ONE chcą nas sprowokować, żeby później kontrolować społeczny wybuch gniewu!

Powiedzmy stanowcze NIE!

 Ta władza się boi. Trzęsie się jak galareta. gospodarka jest w rozsypce, wyprzedano Polskę, Tusk już jest spakowany a jego samolot ma rozgrzany silniki a dziób skierowany ku zachodniej granicy. Niech jedzie! Komorowski niech bierze wiatrówkę i polować na głuszce do Rosji! Niech i tak będzie. Będzie spokój.

 Musimy się zbuntować, ale to MY musimy ten bunt zorganizować. ON MA BYĆ NA NASZYCH WARUNKACH. Zbudujmy III SOLIDARNOŚĆ!. Budujmy nasz bunt wokół niej i z nią! Nadeszły czasy ponownej Solidarności. Tej z Wielkiej litery i tej naszej polskiej, narodowej, międzyludzkiej! I znów wygramy!

 Śpiewajmy jak kiedyś Janek Pietrzak: ŻEBY POLSKA POLSKĄ BYŁA

Niech to będzie nasz bunt. Bez krzyków, rzucania kamieniami, ulicznych rozrób... tylko spokój...

I na koniec jeszcze słowa Bł. Jerzego:

 "Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą"...

Wszytkie totalitaryzmy upadły: Cesarstwo Rzymskie, IV Rzesza, ZSRR... upadnie i współczesny totalitaryzm unijny i sowiecki... a kosci ich będą spoczywały bez świc i kwiatów w zapomnianych grobach historii...



ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

środa, 15 września 2010

Oczywistość konieczności realizacji zamierzonego celu...

Witam

Człowiek to takie zwierzę, które zaspokoiwszy swoje biologiczne potrzeby (chociaż też w sposób urozmaicony a nie jednorodny) zaczyna realizować jakieś własne, indywidualne cele o różnej proweniencji i różnym zabarwieniu.

Kulturysta dąży do rozwoju swojej masy, siły i ogólnie sylwetki pozwalającej mu osiągać sukcesy w zawodach kulturystycznych. Ile i w jakim zakresie jest w stanie uczynić by ten cel osiągnąć?

Kobieta zwykle dąży do tego by być piękna, powabna, pociągająca, subtelna, kochana, podziwiana. Ile jest w stanie zrobić, żeby ten cel osiągnąć?

Kobieta-matka pragnie dla swojej pociechy szczęścia i dobrego życia. Ile jest w stanie zrobić dla swojego dziecka?

Mężczyzna z reguły dąży do polepszenia statusu materialnego i władzy. Ile jest w stanie zrobić dla uzyskania coraz lepszych efektów swoich działań?

A teraz...

Każda firma (nie nono profit) funkcjonuje dla zysku, który pozwala się jej rozwijać - co z kolei przyczynia się do kumulacji zysku. Ile jest w stanie zrobić dla kumulacji (stopniowego zwiększania) owego zysku?

Firma osiąga zysk dzięki oferowaniu jakiejś wartości (wytworu) swojej działalności. Może to być produkt, usługa, obietnica czegoś (np. tego, że gdy umrzesz dostaniesz gratyfikację finansową za swoją śmierć), itd. Samo wytworzenie i oferowanie niestety nie wystarcza! Jeszcze ktoś to musi nabyć, kupić czy wyrazić wolę zakupu (będę płacił za garnek raty przez 5 lat i go w końcu kupię, jak wcześniej nie umrę).

Dla każdej więc firmy kumulacja jej zysku zależy od jak największej (ogólnie) sprzedaży swoich wytworów, czyli od tego żeby nabyło go jak najwięcej klientów/konsumentów (dla przejrzystości pomijam powtórny zakup przez tego samego odbiorcę). Ile jest w stanie zrobić firma, aby zwiększyć ilość owych swoich klientów/konsumentów, którzy są skłonni lub muszą kupić jej towary?

Dla każdej firmy idealną sytuacją byłaby taka, w której tylko ona ma do zaoferowania na rynku określony produkt, czyli gdy jest tzw. monopolistą rynkowym. Ile jest w stanie zrobić, żeby nim zostać?

A teraz, uwzględniając wszystko powyżej...

Firma farmaceutyczna. Co jest dla niej najskuteczniejszym  stanem, w którym skumuluje swój zysk? Oczywiście coraz więcej klientów, czyli im więcej chorujących tym lepiej. Jaki jest więc sens produkowania skutecznych leków, dzięki którym ludzi będą zdrowi i nie będą chorowali... a tym samym przestaną kupować jej produkty, co może skutkować dla tej firmy stan niezrealizowania swojego celu...

Prywatny szpital nastawiony na zysk.... j.w.,

Popuśćcie wodze fantazji...

A teraz...

Instytucje non profit w stylu np. charytatywnym. Dla przykładu pomagające chorym dzieciom. Dla takiej instytucji jest najlepiej (dla realizacji jej celu) mieć jak najwięcej swoich podopiecznych, czyli chorujących dzieci...


... nieskutecznie leczonych środkami farmaceutycznymi... które nie mogą być przecież skuteczne, bo firma farmaceutyczna nie osiagałaby długookresowej maksymalizacji zysku...

Popuśćcie wodze fantazji...

Absurd? Może...

Pozdrawiam

P.S.

Władza... Celem władzy jest władza. Ile władza jest w stanie zrobić żeby tą władzę utrzymać?

P.S.2.

Również dla firm jest najlepiej aby nabywca kupował tylko jej produkty lub kupował je w coraz większych ilościach i coraz częściej. Ile są w stanie zrobić, żeby ta się stało? (czy np. "coś w produkcie", co będzie skłaniało lub zmuszało do ponownego jego zakupu)


P.S.3.
Jak to się stało, że bez nowoczesnych leków, środków czyszczących, dezynfekujących... nasi przodkowie sprawili, że dzisiaj możemy żyć?



ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

sobota, 9 stycznia 2010

PLATFORMA PUSTYCH KOLESI

Witam

Niniejszym - z krótkim komentarzem - przedstawiam skrót wywiadu, którego udzielił Janusz Palikot Anicie Werner (TVN 24) i Pawłowi Siennickiemu (Polska The Times) - wytłuszczenia moje.

"P T T: Ciekawe, jak wygląda teraz życie wewnętrzne w Platformie?
J. P. Co tu gadać, żyjemy w napięciu. Jest mniej spontanicznie, bardziej uważnie, ostrożnie.

- Więź między Schetyną a Tuskiem pękła nieodwracalnie?
- Oni się poskładają. Ale wszystkich bolało, jak Schetyna został skasowany z funkcji wicepremiera i szefa MSWiA. To się sklei, ale już innym klejem.

- Jakie Schetyna ponosi za to koszty?
- Schudł dość dużo. To akurat dobrze, bo był za bardzo utuczony.

- To była więc lekcja wychowawcza Tuska?
- Nie tylko dla Schetyny, również dla Nowaka. On poleciał za karę, bo był za blisko, a teraz musi się od dołu zbudować. Na razie jeszcze się nie pozbierał, bo to musi boleć. Dostał w zęby, nikt z tego łatwo nie wychodzi. Pewnie dostanie drugi, trzeci raz w zęby, czeka go jedna, druga operacja plastyczna. Znów wstanie, pobiega, poczyta i znów dostanie w zęby. I tak się stanie ileś razy, dopiero będzie z niego samodzielny polityk.

- A jaka to lekcja dla Schetyny?
- Tusk mu mówi tak: zawsze byłeś w cieniu, ale wygrywałeś wszystkie wybory, bo ja tak chciałem. A teraz musisz to zrobić sam. Wtedy możesz być szefem partii i premierem.

- A jak Schetyna tego nie zrobi?
- To się nie nadaje na przywódcę. Powiem brutalnie: tylko wtedy możesz dać sobie radę, gdy KREW I SPERMA ciekły ci po twarzy.

- Schetyna już się podniósł?
- Tak, wyszedł z traumy i jest w rozpędzie. Ale on był lepiej przygotowany do przyjęcia tego wszystkiego na klatę. Nowak jeszcze trochę się męczy, ale jemu też za chwilę przejdzie. Dajmy młodemu człowiekowi jeszcze te rundę. Wygra wybory na szefa regionu na Wybrzeżu, będzie miał wreszcie samodzielną rolę. Ale na oscarową rolę musi jeszcze poczekać.

- Przegraliście w komisji hazardowej.
- Za to Schetyna ponosi polityczną odpowiedzialność jako szef klubu. Ale naprawdę afera Gosiewskiego jest większa niż afera Drzewieckiego czy Chlebowskiego, co potwierdza odwołanie go z funkcji szefa klubu.

- To ciekawe, co pokażą billingi Schetyny?
- Nic, bo on jest tak przebiegły, bezwzględnie sprytny i UWAŻNY.


- Jacy? (w sensie kogo jak nie braci Kaczyńskich należy atakować - kj)
- Takiego Ziobrę można atakować, bo to jest zimny drań, związany z Rydzykiem, a Rydzyk to jest człowiek służący interesom rosyjskim w Polsce. Więc Ziobrę trzeba tępić, wypalić gorącym żelazem.

- Co to znaczy, że Ziobro to zimny drań?
- Największe wartości, jakie są dla Polaka: wiara, Matka Boska, rodzina, Kościół, on tymi wartościami posługuje się cynicznie w grze politycznej.

- Jakoś tego nie widać.
A gdzie jest rodzina Ziobry i inne cechy cnoty chrześcijańskiej? Szukałem dowodów jego homoseksualizmu, ale niestety nie udało mi się nic znaleźć.

- Ale co Panu do tego?
- Jak na niego patrzę, to widzę, że zachowuje się jak kobieta, nie jak mężczyzna. Nie wymaga to jakiejś szczególnej wiedzy psychologicznej. Jego usta, mimika, pewien rodzaj trzymania ręki, nawet chód, pośladki.

- Patrzy pan na pośladki Ziobry?
- Codziennie widzę go przecież w Sejmie."


STOP!

Nieraz dobrze poczytać sobie w sumie np. takiego szczerego wywiadu Janusza Palikota i tak głęboko zastanowić się: Ile razy w wywiadzie padły słowa dotyczące reformy Polski, dobra jej Obywateli, budowy dla niej Świetlanej przyszłości?

Wszystko obraca się wokół rozgrywek personalnych i kolesi oraz szukaniu haków na polityków opozycji... czyli wokół tylko i włącznie "władzy" jako takiej, jako kwintesencji wszelkich działań.

A MY, Polacy Nasza Ojczyzna? To pojęcia dla tych Panów abstrakcyjne!

Smutne...

Pozdrawiam

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...