Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2023

Alarm dla naszej państwowości – czy czekają nas powodzie i przesiedlenia?

To jest mój trzeci już tekst na ten temat. 

Obiecałem, że będę monitorował wszystko, co dzieje się wokół "zielonego światła" jakie w dniu 24.01.2023 roku dała na wprowadzenie zmian w traktacie o Unii Europejskiej Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności w Parlamencie Europejskim.  Propozycja tej komisji zakłada, że z kompetencji państw członkowskich UE wyjęte zostaną m.in. kwestie dotyczące lasów, zarządzania gruntami, ładem przestrzennym, wodami a także zarządzania finansami i energetyką [1].

Wczoraj też wskazałem, że musimy postawić weto w każdej z tych spraw, nie tylko dotyczącej lasów! [2]. Dodatkowo w jednym z komentarzy do tego tekstu napisałem, iż np. oddanie naszych gruntów w zarządzanie przez UE może też oznaczać m.in. roszczenie sobie UE do tego co jest pod powierzchnią gruntów, czyli naszych zasobów naturalnych! A tych zasobów mamy bardzo dużo [3]. 

Okazuje się jednak, że istnieje jeszcze wiele innych niebezpieczeństw związanych z proponowaną zmianą w traktatach unijnych. Za ich wskazanie dziękuję Pani minister klimatu i środowiska. Cieszę się, że Anna Moskwa śledzi losy tej niebezpiecznej dla nas (ale przecież nie tylko) propozycji i stara się pokazywać jakie skutki mogłyby wynikać z jej przyjęcia do realizacji. Potwierdza też, że Polska postawi wobec tych propozycji weto, które w tej sytuacji jest jeszcze możliwe.

Ale też w rozmowie z Katarzyną Gójską (niezależna.pl) dodaje, że: "w wyniku wydarzeń na Ukrainie i wojny powstała praktyka przyjmowania decyzji większością i UE, wykorzystując trochę tę sytuację, próbuje po cichutku poszerzać swoje kompetencje, ale w bardzo istotnych obszarach. Trzeba wskazać, jakie ma to konsekwencje - na przykładzie rybołówstwa, polska ryba nie jest już dzisiaj polską rybą według polityki unijnej, ale jest rybą wspólnotową, co oznacza, że Rada w formacie ministrów ds. rolnictwa, podejmuje decyzje, ile, kiedy i ryb jakiego gatunku może złowić polski rybak. Pomysł absolutnie dziwny, nieakceptowalny, odbierający kompetencje państwom - tak samo wyglądałoby to w lasach, wodach i na innych obszarach. UE decydowałaby o funkcji rekreacyjnej, gospodarczej lasu, możemy wyobrazić sobie, że byłyby okresy, kiedy możemy zbierać grzyby, a kiedy nie" [4].

Kontynuując swoją wypowiedź Pani minister stwierdza, iż: "Jest jednocześnie rozporządzenie o odtworzeniu zasobów. (...) Mówi o renaturyzacji terenów leśnych, jak i wszystkich rzek w Europie, czyli zburzeniu wszystkich budowli wodnych, przeciwpowodziowych. Niemcy się chwalą, że taki plan już przygotowują. To szersza koncepcja, która różnymi drobnymi działaniami jest w UE wdrażana, i o ile ta ścieżka poszerzenia kompetencji traktatowych UE jest obwarowana jednomyślnością, o tyle to rozporządzenie w podstawie prawnej wskazuje większość kwalifikowaną. Króciutkie, ogólnymi zdaniami napisane o dbaniu o ekosystem, ale gdy głębiej się w nie wejdzie i spojrzy w intencje, zarządzanie glebami, jakość upraw. Jednocześnie jest tam takie zdanie, że KE przekazuje swoje zalecenia, które państwo członkowskie ma obowiązek wdrożyć. Niby nic, a jednak bardzo silne narzędzie. Jest to miękki zapis, ale gdy spojrzymy z perspektywy orzecznictwa i Trybunału, bardzo mocny i niebezpieczny, bokiem wprowadzony" [4].

Hipotetycznie wskazuje też, że: ""Wyobraźmy sobie, że nie możemy prowadzić żadnych inwestycji na Odrze i wszystkich działań przeciwpowodziowych, które są niezbędne, czy na Ziemi Kłodzkiej, czy na innych ziemiach, ze względu na ekosystem, priorytet gospodarki wodnej rozumianej tylko jako środowisko. Nikt nie jest sobie w stanie tego wyobrazić, natomiast pamiętam spotkanie w Brukseli, także z jedną z polskich urzędniczek, która pytała, czy w Kotlinie Kłodzkiej dla budowania jednego ze zbiorników dokonaliśmy analizy wariantów alternatywnych. Zapytałam, jakie to warianty, bo przecież ludzie mieszkają tam od zawsze i teren jest zalewowy, to urzędniczka zapytała, czy rozważyliśmy wariant wysiedlenia tych 100 tys. osób mieszkających, bo jest "to jakaś możliwość", być może korzystniejsza dla środowiska. Te ostatnie lata nie były dużym sukcesem tzw. organizacji ekologicznych, wykorzystują końcówkę pracy KE na różne pomysły, a także parlament, który jest coraz bardziej "zielony"" [4]. 

Celowo obszernie przytoczyłem wypowiedzi Pani minister, bo po ich wnikliwej analizie rysuje się koszmarny obraz przyszłego Jednego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie, które jest m.in. zafiksowane "zielonym ładem". 

A elity unijne są zdolne do największych absurdów. Siedzą sobie oderwani od rzeczywistości i po prostu coraz bardziej głupieją. 

Czy można sobie wyobrazić, że kiedyś będziemy kupować bilety na wejście do lasu i zabronione zostaje nam grzybobranie? Oczywiście tak a monitoring będzie śledził każdy nasz ruch! 

Czy możliwe jest zburzenie w Polsce instalacji przeciwpowodziowych? Ależ tak, bo już teraz UE chce renaturyzacji terenów leśnych, jak i wszystkich rzek w Europie, czyli zburzeniu wszystkich budowli wodnych, przeciwpowodziowych! 

Czy w imię terroryzmu ekologicznego możliwe jest przymusowe wysiedlenie setki tysięcy ludzi, którzy pozbawieni zostaną swojej własności? Ależ tak, na co też wskazuje Pani minister! 

Proponuję popuścić wodze fantazji i wyobrazić sobie co też jeszcze w tych zakutych, unijnych łbach może absurdalnego powstać... 

Ostatnio UE dopuściła do konsumpcji świerszcze i jakieś inne a'la robaki. Naciska na kraje unijne, aby na ich rynek została wprowadzona np. mąka ze świerszczy. I to się już dzieje! 

Czy następnym krokiem nie będzie czasem wprowadzenie tabletek żywieniowych, które zastąpią nam wszystkie dotychczas konsumowane produkty spożywcze? A owszem, bo "ślad węglowy" i ochrona środowiska wskażą, iż takie tabletki są bardzo ekologiczne. 

Naprawdę zastanówmy się czy w takiej Unii Europejskiej chcemy być...


[3] Pisałem o polskich zasobach naturalnych i ich szacowanej wielkości  m.in. w: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/04/walczmy-o-nasza-polske-walczmy-o-jej.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... © Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 15 października 2022

Czy K. Szymański został "kozłem ofiarnym"?

O tym, że minister ds. Unii Europejskiej Konrad Szymański odejdzie ze stanowiska "dziennikarskie wróble ćwierkały" już od jakiegoś czasu. I kilka dni temu stało się to faktem. Na jego stanowisko został powołany Szymon Szynkowski vel Sęk.

Powodem dymisji - wedle oficjalnej argumentacji K. Szymańskiego - był fakt, że "przez bardzo długi czas zabiegał on o to, aby doprowadzić do deeskalacji różnych sporów (pomiędzy Polską a UE - dop.: kj) i w wielu sprawach to się udawało (...) Natomiast ten zasadniczy spór cały czas natrafia na różnego typu blokady tak w Polsce, jak i Brukseli. I myślę, że nowe otwarcie, także personalne, być może temu pomoże" [1].

To tyle powody odejścia wskazane przez byłego już ministra. Trzeba jednak wiedzieć, że tego typu odejście z rządu prawie zawsze jest motywowane nie jakimiś względami osobistymi czy nawet merytorycznymi a nawet patriotycznymi, ale z reguły wynika albo z powodu błędów w swojej pracy lub też bywa tzw. "odejściem zastępczym" mającym przykryć błędy innych a szczególnie przełożonych. 

Sądzę, że w przypadku K. Szymańskiego trzeba brać pod uwagę to, że wszystkie te powody jego dymisji faktycznie zaistniały przy czym w różnym nasileniu. Został prawdopodobnie postawiony "pod ścianą" a inaczej mówiąc przedstawiono mu ultymatywną propozycję odejścia z "zachowaniem twarzy" i dla dobra obecnego rządu i Polski. 

Trzeba bowiem w końcu jasno powiedzieć: polscy negocjatorzy podczas budżetowych rozmów na szczeblu unijnym w lipcu i grudniu 2020 roku wykazali się całkowitą naiwnością. Zarówno premier M. Morawiecki jak i K. Szymański podpisali wszystko co KE i cała UE im zaproponowała. Naprawdę wszystko. I podatki unijne, i uwspólnotowienie długów oraz nieszczęsną warunkowość otrzymywania funduszy z unijnego Funduszu Odbudowy (FO) na podstawie którego powstał nasz Krajowy Plan Odbudowy (KPO). Nawet nie wiedzieliśmy co tak naprawdę podpisujemy, bo okazało się, że tych warunków ("kamieni milowych") nie jest tylko 3-4 związanych z praworządnością i systemem sądownictwa w Polsce, ale prawie 200 i to bardzo mocno uszczuplających naszą suwerenność.

I w lipcu, i w grudniu 2020 roku premier M. Morawiecki obwieścił wszem i wobec, że Polska uzyskała wszystko, co mogła. Pojawiły się bilbordy o sukcesie i otrzymaniu przez Polskę niemal 700 mld złotych pomocy unijnej. 

I co się okazało? Ano tych pieniędzy z unijnego FO jeszcze nie otrzymaliśmy i sądzę, że w ogóle ich nie dostaniemy za rządów PiS. Dodatkowo cały czas są nam naliczane kary za funkcjonowanie kompleksu Turów.  

A przypomnieć należy, że w ówczesnym czasie Z. Ziobro apelował o polskie weto wobec tych unijnych propozycji. Niestety premier był głuchy na przestrogi ziobrystów i tak naprawdę to on  - jako premier rządu -  a nie K. Szymański ponosi pełną odpowiedzialność za swoją naiwność i uwierzenie niemieckiej KE pod wodzą Niemki Ursuli von der Leyen. 

Oczywiście i K. Szymański zapewne też został oszukany i uwierzył w zapewnienia unijne. Mógł jednak zarekomendować premierowi M. Morawieckiemu ostre weto albo - w razie uporu premiera - podać się do dymisji. 

Tego nie zrobił i teraz dla dobra formacji rządzącej i Polski ustąpił ze stanowiska, tym samym biorąc na siebie winy premiera i stając się niejako "kozłem ofiarnym" naiwności szefa rządu. 

No cóż... być może i jest to jakieś wyjście, bo teraz nie jest czas na dymisję premiera a K. Szymański naprawdę był zbyt spolegliwy wobec tej całej UE. Ale niech to będzie ostrzeżenie, że z Niemcami nie ma się co układać, albo im - co gorsza - wierzyć na słowo. Przecież nasz KPO w końcu niby został zaakceptowany przez UE i co? Ano nico! Pieniędzy i tak nie ma, i nie będzie a Ursula von der Leyen - jak sama powiedziała - bardzo liczy na przywitanie D. Tuska jako premiera Polski.  

Wierzę też, że nowy minister potrafił będzie propolską i "twardą ręką" walczyć o naszą suwerenność.   

P.S. 

Inną kwestią jest to czy nam rzeczywiście opłaca się brać pieniądze z Funduszu Odbudowy. Uważam, że nie, bo skoro UE nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań wobec nas to my mamy prawo albo odstąpić od tych feralnych porozumień z 2020 roku albo też obniżyć naszą składkę do UE o adekwatną  sumę utraconych przez nasz kraj pieniędzy i też niezasadnie nam nałożonych przez jednoosobowy TSUE kar za funkcjonowanie kompleksu Turów.  

Ponadto takie odejście od tych porozumień skutkować będzie też wycofaniem się z z systemu podatków, które mogą być nakładane przez UE obywatelom poszczególnych państw i z uwspólnotowienia długów. I byłoby to na pewno z korzyścią dla naszej suwerenności, tych resztek, które jeszcze mamy.

I jeszcze należy pamiętać, że owa pomoc unijna w dużej części stanowiłaby po prostu kredyt, który musielibyśmy spłacać a tylko część byłaby to bezzwrotna pożyczka. 


 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 24 września 2022

Szefowa KE obnaża prawdziwe cele UE, czyli IV Rzeszy Niemieckiej...

Oj... dzieje się w tej międzynarodowej polityce. 

Cały czas trwa - na przekór wielu – wojna na Ukrainie i  Ukraińcy są na tyle zdeterminowaniu, żeby nawet skutecznie prowadzić kontrofensywę. USA, UK i Polska to są trzy kraje, bez których ta ich walka jeszcze trwa. Stara niemiecka UE nie zdaje w ogóle egzaminu jako wspólnota, która choć w części by pomagała jak wyżej wspomniane kraje. Najbardziej oczywiście miotają się Niemcy, które dalej marzą o dobrej, przyszłej współpracy z Rosją i im ta wojna po prostu już "kością w gardle staje". Najśmieszniejszy, ale jednak pokazujący niemiecką butę jest kanclerz Niemiec Olaf Scholz, który kłamliwie i bezczelnie gaworzy, że to dzięki pomocy jego kraju Ukraina dalej się broni, co w ogóle nie znajduje odzwierciedlenia w faktach. 

W Szwecji, gdzie od kilkudziesięciu lat rządziła zawsze szeroko pojmowana lewica, z zupełnie dla elit unijnych niespodziewanie w wyborach wygrała również szeroko pojmowana prawica. 

Pani Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen podczas spotkania na Uniwersytecie Princeton w USA stwierdziła, że Polska nie dostanie żadnych pieniędzy z KPO, ponieważ polski rząd nie chce zmienić prawa dotyczącego sądownictwa w taki sposób, jak chce KE. 

Nie omieszkała też pogrozić tym swoim paskudnym, niemieckim paluchem Włochom, że jeżeli jutro  zagłosują na prawicę to KE i sama UE ma narzędzia do ich zdyscyplinowania: "Zobaczymy wynik głosowania we Włoszech. Były też wybory w Szwecji. Jeśli sprawy pójdą w trudnym kierunku, mamy narzędzia, jak w przypadku Polski i Węgier". Lider prawicowej Ligi Matteo Salvini - odnosząc się do słów przewodniczącej - stwierdził, iż "To nędzna groźba, nieproszona ingerencja. Ta pani reprezentuje wszystkich Europejczyków, jej pensja płacona jest przez nas wszystkich. To obrzydliwa i arogancka pogróżka (...) W niedzielę głosują Włosi, a nie biurokraci z Brukseli (...) Gdybym ja był przewodniczącym Komisji, zająłbym się rachunkami za energię" [0].

Ja od dawna piszę, że nasza obecność w UE jest możliwa tylko wtedy, gdy będziemy mieli szansę na odśrodkowe zreformowanie zamordystycznego obecnego kierunku rozwoju niemieckiej UE poprzez jej powrót do korzeni integracji europejskiej, czyli do Europy Ojczyzn a nie Sfederalizowanego Jednego Państwa Europa mającego przyszłościowo przemienić się - wraz z Rosją - w Eurazję "od Władywostoku do Lizbony". W innym wypadku winniśmy już jawnie zastanowić się nad Polexitem a już na pewno winniśmy wstrzymać  się od płacenia składek unijnych, dopóki Berlin i Bruksela nie zdecydują się na przekazanie pieniędzy w ramach naszego KPO. 

Zawsze też miałem obiekcje co do całego tego Funduszu Odbudowy i zbudowanego na jego podstawie naszego KPO i uważałem, że i tak tych pieniędzy nie będzie i możemy na nie czekać miesiące albo i lata. 

I nie wiem czy jeszcze pamiętamy, że niemiecka przewodnicząca KE została nią tylko dzięki (o ironio!) naszemu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. 

Poniżej - jako reprint - przedstawiam mój niedawny (13 czerwca obecnego roku) post zatytułowany: "Rządowe animozje w sprawie KPO – Czy jest to "ukamienowanie" Polski?". 

--------------------------------------------------------

"Wszystkie cele i kamienie milowe zostały przyjęte w kwietniu 2021 r. przez całą Radę Ministrów - wszyscy, którzy wtedy zapoznali się z dokumentem, doskonale wiedzą, co w nim jest - powiedział premier Mateusz Morawiecki, pytany o słowa szefa MS Zbigniewa Ziobry, że tzw. kamienie milowe KPO nie były konsultowane" [1].

Z kolei Sebastian Kaleta "podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie zwrócił uwagę, że pojawiły się informacje, iż - jak mówił - rzekomo „te rozwiązania miały być skonsultowane i również zaakceptowane przez Solidarną Polskę czy też ministerstwo sprawiedliwości w ramach rządu”. Niestety tak nie było. Fałszywą jest informacja, że te rozwiązania, które pojawiły się w KPO, które budzą dyskusje, czyli pełne oskładkowanie umów, zmiana regulaminu Sejmu, wprowadzenie podatku od emisji pojazdów spalinowych, również zmiany w sądownictwie - one nie były konsultowane i akceptowane przez rząd" [2]

Dodatkowo środowiska Solidarnej Polski mówią, że w kwietniu 2021 roku mieli tylko kilkanaście godzin na zapoznanie się z dokumentem liczącym 498 stron i podjęły wczoraj (12.06.2022 roku) uchwałę, że Komisja Europejska wychodzi poza traktatowe kompetencje próbując narzucić Polsce niekorzystne rozwiązania z zakresu prawa i gospodarki, zawarte w tzw. kamieniach milowych. "Ostateczna treść znajdujących się tam żądań Unii Europejskiej nie była przedmiotem konsultacji rządowych ani politycznych z Solidarną Polską. Poważne wątpliwości ustrojowe budzi już sama konstrukcja tzw. kamieni milowych, jak i ich przedmiot" [3].

Sądzę, że wielu Polaków - też jak ja - będących zwolennikami obecnych polskich władz ma swoisty "mętlik w głowie", więc postaram się w punktach wytłumaczyć obecny konflikt wokół unijnego FO i naszego KPO. Oczywiście jest to mój subiektywny pogląd, bo zawsze byłem przeciw przyjmowaniu przez Polskę tego rozwiązania. 

Po pierwsze. W lipcu i grudniu 2020 roku rząd polski zgodził się w unijnych negocjacjach budżetowych na tzw. pocowidowy  Fundusz Odbudowy a tym samym na unijne propozycje wprowadzenia po raz pierwszy mechanizmów: dających UE możliwość wprowadzania podatków unijnych, uwspólnotowienia długów (każdy kraj od tego momentu stał się żyrantem długów innych państw unijnych) oraz na tzw. "mechanizm warunkowości" uzależniający wypłatę środków w ramach FO od spełnienia przez określone państwo pewnych warunków, które musi spełnić, aby otrzymać środki unijne. W przypadku tego ostatniego podobno UE obiecała, że będzie to dotyczyć jedynie oceny wydatkowania środków finansowych, ale - jak się okazało - ten mechanizm wykorzystany został przez UE do tworzenia całej palety warunków (kamieni milowych), które pozatraktatowo dotyczą niemal każdej sfery funkcjonowania państw UE, w tym Polski. 

Po drugie. Lider Solidarnej Polski Z. Ziobro od samego początku negocjacji w sprawie budżetu był zwolennikiem postawienia przez Polskę weta wobec pozatraktatowych budżetowych ustaleń w 2020 roku. Ostatecznie jednak poddał się presji PiS, które chciało (i chce dalej) utrzymać władzę w imię własnego przekonania, iż dla dobra Polski nie można po raz kolejny dopuścić zdrajców z totalnej opozycji do władzy. I -wedle mnie - jest to racjonalny argument, ale kiedyś musi być postawiona granica: albo dobro i niepodległość Polski, albo poddanie się federacyjnej presji Niemiec i w imię obietnicy uzyskania unijnej pomocy powolnego oddawania naszej państwowości a to, co znajduje się w polskim KPO jest takim właśnie oddawaniem za bezcen naszej suwerenności i niepodległości. 

Po trzecie. Przez to trzynastomiesięczne wstrzymywanie przez KE akceptacji tego naszego feralnego KPO jesteśmy w sytuacji, że ta akceptacja dokonana i ogłoszona w Polsce 2 czerwca 2022 roku przez Ursulę von der Leyen pozbawia nas wypłaty tzw. "zaliczek", czyli na dziś musimy wpierw samemu dokonać inwestycji zgodnych z KPO a później prosić KE o zwrot poniesionych przez nas nakładów. A wtedy KE ma zdecydować czy Polska spełniła warunki ('kamienie milowe"), czy też nie. Także może się okazać, że w ogóle nie otrzymamy zwrotu poniesionych przez nas nakładów inwestycyjnych. I sądzę, że tak niestety będzie, bo elity unijne są antypolskie i nawet zagroziły szefowej KE, że jak przekaże Polsce jakiekolwiek fundusze z FO to może zostać odwołana ze swojej intratnej funkcji. A Ursula von der Leyen nie ma już powrotu do niemieckiej polityki, z której dano jej "kopa" na unijne posady urzędnicze, bowiem miano dość jej niekompetencji w Niemczech. 

Po czwarte. Okazało się, że tych warunków unijnych (tzw. "kamieni milowych") nie jest tylko trzy, które dotyczą wymiaru sprawiedliwość (a tak myślała cała opinia publiczna w Polsce), a przeszło 160 a nawet 200 czy więcej. Musimy je wszystkie spełnić, żeby dostać choć pierwszą transzę wypłaty z unijnego FO, którą przewidziano dopiero na wrzesień 2022 roku. A te "kamienie milowe" to dosłownie "ukamienowanie Polski". Są tam zapisy tak szczegółowe i tak pozatraktatowe, że aż "włos się jeży na głowie". Ozusowanie wszystkich umów o pracę, podwyższenie wieku emerytalnego (sic!) czy wprowadzeniu podatków za korzystanie z samochodów spalinowych (na benzynę i ropę). To tylko malutki wycinek tych warunków. 

Po piąte. Opinia publiczna w Polsce nie została powiadomiona, co tak naprawdę kryje się w polskim KPO. Nie było żadnej ogólnopolskiej debaty. Dopiero dzisiaj dowiadujemy się, że to nasze feralne KPO to zamach na naszą państwowość. I my to - jako Polska - podpisaliśmy i zgodziliśmy się na te rozwiązania i warunki w postaci naszego - dosłownie - "ukamienowania" nas przez elity unijne.

Po szóste. Zgadzam się dziś z politykami SP, bowiem wierzę, że faktycznie nie mieli pojęcia o ostatecznej wersji KPO. Z jednej strony faktycznie był dokument z kwietnia 2021 roku, który mogli - jako projekt - przeczytać, nawet mając tylko owe kilkadziesiąt godzin, ale ostateczna i angielska wersja tego polskiego KPO ujrzała światło dzienne dopiero 01.06.2022 roku. I właśnie ten ostatni dokument zawiera te 160 czy więcej warunków, "kamieni milowych", które Polska musi spełnić, aby otrzymać choć 1 Euro unijnej pomocy w ramach FO. A te warunki są w Polsce niemożliwe do spełnienia jeżeli chcemy dalej być normalnym i niezależnym państwem. 

Jeżeli ktoś ma na tyle siły i wytrwałości to może się zapoznać z polskim, kwietniowym (2021 rok) projektem naszego KPO [4] oraz jego ostateczną, angielską wersją z 1 czerwca 2022 roku. 

I na marginesie stawiam pytanie: Dlaczego ta ostateczna angielska wersja nie jest dostępna po polsku na stronach internetowych polskiego rządu? I dlaczego ten ostateczny dokument nazwany jest przez UE jako "aneks", co może wiele wyjaśniać w kontekście jego znajomości przez polskie społeczeństwo i polskich polityków, w tym tych z SP? 

[5] KPO - wersja angielska: "aneks" z 01.06.2022 roku, 239 stron - https://ec.europa.eu/info/system/files/com_2022_268_1_annex_en.pdf

--------------------------------------------------------

P.S. 
Miałem sobie zrobić przerwę w pisaniu. I w sumie tak jest, ale są nieraz takie zdarzenia, że aż trudno do nich się nie odnieść, bo mogą mocno wpłynąć na przyszłość Polski i Polaków. Chociaż i tak około 70% tekstu stanowi li tylko reprint mojego wcześniejszego postu. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 10 czerwca 2022

KPO to jest ideologiczno-polityczna rozgrywka z polskim rządem!


Polecam Państwu krótki, ale jakże wymowny wywiad na temat KPO i polskich relacji z UE, jakiego udzielił Pani Annie Wiejak z portalu wpolityce.pl eurodeputowany Witold Waszczykowski, były minister spraw zagranicznych [1]. 

Oto kilka jego wybranych wypowiedzi w tym wywiadzie:

"Przestrzegałem, informowałem, że (KPO - dop. kj) to nie jest rozgrywka Komisji z Polską o reformę wymiaru sprawiedliwości. Celem tej rozgrywki nie jest to, żeby wymiar sprawiedliwości lepiej działał, albo żeby miał modelowy charakter. Wielokrotnie wspominałem: ani Komisja, ani żadna inna europejska instytucja nie ma prawa wtrącać się do żadnego państwa członkowskiego w sprawach wymiaru sprawiedliwości, bo wymiary sprawiedliwości nie są objęte acquis communitaire, nie są objęte prawem europejskim".

"Jest to ideologiczno-polityczna rozgrywka z polskim rządem, gdzie dla przykładu wybrano po prostu taką płaszczyznę, jak praworządność. Ma pani rację, to będzie trwało dalej. Zresztą pani von der Leyen powiedziała, że nie ustąpi z rozliczania. Nawet jeśli w pewnym momencie uznają - a dopóki ten rząd będzie przy władzy, nigdy tego nie zrobią - że nasz wymiar sprawiedliwości odpowiada interesom, czy wyobrażeniom, to wyciągną inną płaszczyznę sporu. To będzie kwestia edukacji, mniejszości seksualnych, praw reprodukcyjnych czyli tzw. prawa do aborcji. Wreszcie dotkną na przykład religii w szkołach itd., bo to jest lewicowo liberalna większość, która chce ukształtować wszystkie państwa Unii Europejskiej zgodnie z pewnym modelem tej liberalno-lewicowej doktryny".

"Widać z tej dyskusji na temat „kamieni milowych”, że KE rości sobie pretensje do dyscyplinowania rządów UE w niezliczonych dziedzinach. W tym przemówieniu von der Leyen wskazała nawet, że te dyscypliny będą rozszerzane, że lista nie jest zamknięta. W przypadku innych krajów dochodzi nawet do 400 i więcej tzw. kamieni milowych czyli różnych dyrektyw czy zapowiedzi dyrektyw, czy żądań, jak ma się ten czy ów kraj rozwijać".

"Jest cała batalia o funkcjonowanie Unii Europejskiej, sposób zarządzania, mechanizm decyzyjny, o odejście od traktatów i zarządzanie nami nie przez prawowite rządy, tylko przez europejską biurokrację. Znajdujemy się w paradoksalnej sytuacji, że następny rząd w jakimkolwiek kraju, jeśli tylko będzie miał jakiekolwiek odejście od tego lewicowo-liberalnego modelu, to swojego programu polityczno-gospodarczego nie będzie mógł realizować. Można więc powiedzieć, że w takim razie po co organizować demokratyczne wybory w poszczególnych krajach, jeśli i tak większość dyrektyw dotyczących życia społeczno-polityczno-ekonomicznego będzie przychodziła z UE. Czyli co? Rządy będą zarządzały światłami na skrzyżowaniach, kartą pływacką i takimi trzeciorzędnymi kwestiami?"

"Problem też jest, jak powiedziałem, po stronie Brukseli - totalnie odmiennych interpretacji. Jesteśmy po prostu oszukiwani. Przedstawia nam się taką interpretację, co do której uważamy, że jest korzystna dla nas, a potem się okazuje, że Bruksela i główne państwa czyli większość państw UE w ogóle nie podziela tej interpretacji, którą nam zaproponowano, a na podstawie której zgodziliśmy się przyznać europejskim instytucjom takie czy inne prerogatywy. Mamy więc do czynienia nie z acquis communitaire, ale z jakimś swoistym prawem europejskiej dżungli. Jeszcze raz podkreślam - to jest bitwa ideologiczna. Tu nie ma kompromisów. W wojnie ideologicznej nie można się umówić na jakieś warunki brzegowe, tylko to jest walka o to, kto kogo".

Przytoczyłem obszerne fragmenty wywiadu, bowiem całkowicie zgadzam się z konstatacjami W. Waszczykowskiego i szkoda, że dopiero teraz tak mocno wybrzmiewają - teraz, kiedy "mleko już się rozlało" i nie ma szans na renegocjacje warunków (w nowomowie KE tzw. "kamieni milowych") zawartych w polskim KPO a tych kamieni milowych można się doliczyć od 160 do niemal 300, o czym ostatnio pisałem [2]. 

Ogólnie z tego wywiadu wynika, że ta cała unijna - w kontekście KPO - walka o "praworządność" w Polsce to jest tylko jakiś tam pretekst do wprowadzenia w Polsce (i na Węgrzech) lewicowo-liberalnego modelu społeczno-polityczno-ekonomicznego, który może być wprowadzony w tych krajach jedynie wtedy, kiedy upadną obecne w nich konserwatywne rządy a władzę przejmą fanatyczni piewcy obecnego kierunku rozwoju UE zmierzającego do stworzenia Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, czyli Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (Niemieckich). 

Innym ważnym wnioskiem jest to, że może się zdarzyć, iż tak naprawdę tych pieniędzy z Funduszu Odbudowy - mimo zaakceptowania polskiego KPO - nigdy nie dostaniemy, bo UE do czasu, kiedy nie upadnie obecny polski rząd a władzy nie obejmą lewicowo-liberalne partie, będzie cały czas wyszukiwała innych pretekstów (kolejnych "kamieni milowych"), które Polska musi spełnić, aby otrzymać pieniądze. I tak się to może ciągnąć w nieskończoność. 

Zresztą podobnego zdania jest też redaktor Rafał Ziemkiewicz, który w swoich wideoblogach ciągle z pewną ironią stwierdza, iż tych pieniędzy z FO Polska nigdy nie obejrzy i... chyba ma rację. 

Ileż to ja już razy pisałem, że zgoda Polski na przyjęcie pieniędzy z unijnego FO i z tego powodu przygotowanie przez nas KPO to tak naprawdę bezkrwawe oddawanie naszej wolności, suwerenności i niepodległości. Przestrzegałem przed jakimś tam hurraoptymizmem z powodu niby zaakceptowania naszego KPO przez KE (zaakceptowanie KPO nie oznacza, iż te pieniądze kiedykolwiek dostaniemy). Wyrażałem swoją złość na brak polskiego veta w lipcu czy grudniu 2020 roku, kiedy to niestety zaakceptowaliśmy: "uwspólnotowienie długów", możliwość nakładania podatków unijnych oraz tzw. "mechanizm warunkowości", z którego dziś - wbrew zapowiedziom, że będzie on dotyczył tylko FO - UE czerpie obficie i pozatraktatowo już niemal w każdym aspekcie społeczno-polityczno-gospodarczego życia poszczególnych państw. Wskazywałem też, że straciliśmy ogromną szansę na wycofanie się z przyjęcia tego FO - a mieliśmy idealny pretekst w postaci ponad rocznego wstrzymywania się KE przed akceptacją naszego KPO. 

Dziś wydaje się, że niestety jesteśmy "w czarnej d..pie", ale - co może zabrzmi brutalnie - może wojna na Ukrainie jest naszą ostatnią szansą na utrzymanie naszej państwowości. 

Haniebna reakcja Starej Europy (przede wszystkim Niemiec i Francji) na wydarzenia na Ukrainie daje nam możliwość zacieśnienia współpracy w ramach Trójmorza z ewentualnym rozszerzeniem tego porozumienia o Ukrainę czy nawet UK. 

Ewentualne zwycięstwo Ukrainy zdecydowanie osłabi przede wszystkim Rosję, ale i też Niemcy. A właśnie ci ostatni są największym nieszczęściem Unii Europejskiej i to one w największym stopniu dążą do budowy owego Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa (ZSRR-bis) - oczywiście ze stolicą w Berlinie i po części w Brukseli. To postulowane unijne państwo ma być preludium do budowy z Rosją Eurazji od Władywostoku do Lizbony. 

A dla nas osłabienie kondominium niemiecko-rosyjskiego jest naszą racją stanu. Tak było onegdaj i tak jest dzisiaj. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 18 maja 2022

Pułapki przyjęcia przez Polskę pieniędzy z FO. Postscriptum

Wczoraj napisałem o ewentualnych pułapkach przyjęcia przez Polskę pieniędzy z unijnego, popandemicznego Funduszu Odbudowy [1]. 

Wskazałem też w tym tekście, że wcale jeszcze nie jest pewne, czy te środki rzeczywiście dostaniemy, bowiem wobec Polski określono, że "niepraworządna" jest Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego a także w ogóle przyjęty w Polsce system dyscyplinowania sędziów oraz fakt "niepraworządnego" zwolnienia przez ID SN części sędziów. Natomiast podobno rząd polski zobowiązał się jak na razie do likwidacji ID SN a "porozumienie z Komisją Europejską polega na tym, że jeżeli zostanie przyjęta prezydencka ustawa, zakładająca likwidację Izby Dyscyplinarnej, oznaczać to będzie wypłatę środków z KPO - powiedział we wtorek w TVP Info rzecznik rządu Piotr Müller" [2]. 

Jak łatwo zauważyć jest tu jakaś rozbieżność zdań, bo UE żąda od nas więcej niż tylko likwidacji ID SN, co zresztą potwierdziła sama przewodnicząca KE Ursula von der Leyen w liście do liderów czterech grup politycznych w PE. Przedstawiła w nim warunki, od których uzależnione jest wypłacenie Polsce środków z KPO nazywając je "trzema kamieniami milowymi", które musiałaby osiągnąć Warszawa, aby otrzymać należne fundusze. 

"Jako pierwszy von der Leyen wskazuje „rozmontowanie” Izby Dyscyplonarnej SN. Drugim jest reforma systemu pociągania sędziów do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Jako trzeci element przewodnicząca Komisji wskazuje umożliwienie sędziom, których „dotknęła” decyzja Izby Dyscyplinarnej, przywrócenie do pracy" [3]. Dodała również, że "Polska będzie musiała wykazać, że wskazane kamienie milowe zostały zrealizowane, zanim jakakolwiek wypłata z Funduszu Odbudowy będzie mogła mieć miejsce i Komisja Europejska nie zatwierdzi żadnego planu naprawy i odporności, jeśli nie będą spełnione kryteria oceny" [3]. 

Więc skąd ten hurraoptymizm rządu, że już zostało zawarte porozumienie, skoro podobno zgodziliśmy się tylko na likwidację ID SN? A co z pozostałymi "kamieniami milowymi"? Przecież ich spełnienie będzie dla Polski oznaczało przywrócenie stanu polskiego wymiaru sprawiedliwości sprzed jakichkolwiek reform, czyli powróci to "co było" i kasta sędziowska powróci do bycia "nadzwyczajną kastą" jaką była przez 26 lat III RP, czyli PRL-bis. Zresztą np. powrót dyscyplinarnie zwolnionych sędziów (np. za kradzieże, jazdę "po pijaku" czy upolitycznienie) do pracy byłby niezgodny z naszym konstytucyjnym prawem i nie może być przez Polskę spełniony. 

Poza tym wszystkie te "kamienie milowe" to bezprawne wykorzystywanie pozatraktatowego "mechanizmu warunkowości", o czym też pisałem we wskazanym tekście [1].

Także radziłbym rządowi ogłaszać to swoje "zwycięstwo" dopiero wtedy, gdy faktycznie polski KPO zostanie przez KE zaakceptowany, bo tak naprawdę to wcale nie jest pewne. Już raz rząd przeprowadził – po podpisaniu porozumień budżetowych w lipcu i grudniu 2020 roku – ogólnopolską akcję promocyjną, w której chwalił się 700 mld zł wynegocjowanymi dla nas z UE. Były bilbordy, spoty telewizyjne, reklamy w radio i prasie... I co? Ano nico! 

Natomiast trzeba uważnie śledzić ewentualny tekst porozumienia z KE oraz decyzje z niego wynikające, bo obawiam się, że jednak rząd w jakiś tam sprytny sposób będzie jednak chciał spełnić wszystkie trzy warunki, o których mówiła szefowa KE.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 10 lutego 2022

Komisja Europejska: "Nie damy Waszych pieniędzy i co nam zrobicie?"

Na początek trochę humorystycznie, choć to tylko śmiech niemal przez "łzy".


I tak się dziś zachowuje KE, taki szatniarz UE...

Komisja Europejska mimo podpisania umowy Polski z Czechami dalej wzywa nas do zapłacenia kar za utrzymywanie działalności Kopalni Węgla Brunatnego Turów i straszy, że jeżeli Polska nie zapłaci to środki te pomniejszą unijną pomoc dla Polski ze środków budżetowych UE. Na dziś już naliczono tych kar 68,5 mln Euro a dodatkowo mają być też naliczone dla nas odsetki za zwłokę. 

3 maja 2021 roku Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej oficjalnie przesłało Krajowy Plan Odbudowy (KPO) do Komisji Europejskiej przez system CIRCABC. Krajowy Plan Odbudowy (KPO) jest podstawą do wypłaty pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Z tej puli Polska ma otrzymać do dyspozycji 23,9 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie pożyczek (razem: 58,1 mld Euro). Z ogólnej puli środków, 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem oraz ochroną zdrowia. 

Niestety Polska do dziś nie doczekała się akceptacji KPO ze strony Komisji Europejskiej, co jest tożsame z tym, iż żadnych środków z europejskiego Funduszu Odbudowy jeszcze nie otrzymaliśmy. Tylko Polska i Węgry nie otrzymały jeszcze choć słabo świecącego zielonego światła dla swoich pomysłów na reformy po pandemii COVID-19. W przypadku polskiego Krajowego Planu Odbudowy jako powód zwłoki i blokady środków z FO wymieniany jest spór Polski z UE o kształt wymiaru sprawiedliwości w Polsce, ale chyba każdy trzeźwo myślący człowiek wie, że ta blokada wynika li tylko z motywacji politycznych unijnych liberalno-lewaków i chęci doprowadzenia do upadku prawicowo-konserwatywnych rządów w UE a Polska taki rząd ma. 

W związku z powyższymi faktami należy się zastanowić nad tym, co Polska może zrobić. A niestety zrobić wiele nie może, o czym później. 

Pojawiają się gdzieniegdzie głosy, że winniśmy zrezygnować w całości z unijnego FO, bowiem przewiduje on, że części z niego będzie wypłacona nie jako darmowe i bezzwrotne granty, ale jako pożyczki, które mają żyrować wszystkie kraje UE (tzw. uwspólnotowienie długów). Jest to bardzo dobry argument. No bo jak to: dla nas blokuje się wypłaty z FO a jednocześnie my mamy żyrować i ewentualnie spłacać długi innych państw? Rezygnacja z FO kosztowałby nas owe 58,1 mld Euro a pomoc unijna bez tego funduszu wynosić by miała około 101 mld Euro (a nie 159 mld Euro).

Jest też pomysł, aby podać za brak akceptacji KPO Komisję Europejską do TSUE [1]. Ale ja mam nikłe nadzieje, że TSUE kiedykolwiek przyzna nam rację w sporze z Komisją Europejską. 

Niektórzy też wskazują żebyśmy w ramach retorsji zmniejszali swoją składkę do budżetu UE. Jest to jakiś pomysł, ale bardzo trudny do zrealizowania, choć ja uważam, że właśnie winniśmy zmniejszać naszą składkę proporcjonalnie do zabieranych nam i wcześniej przecież ustalonych wartości unijnej dla nas pomocy. Zatem: jeżeli zabierają nam środki ze względu na kary TSUE (wyrok jednej sędziny - sic!) wobec trwania wydobycia w Kopalni w Turowie, to my winniśmy o taką samą kwotę zmniejszyć naszą składkę do UE. Podobnie: jeżeli nie wypłacają nam należnych i zgodnych z umowami pieniędzy, to my też winniśmy zmniejszać o taką kwotę nasze unijne daniny. 

"Wg danych Ministerstwa Finansów na koniec listopada 2021 r. Polska wpłaciła od maja 2004 r. do budżetu UE ponad 68,6 mld EUR (uwzględniając zwroty oraz składkę). W tym samym okresie Polska pozyskała z unijnego budżetu prawie 210,4 mld EUR" [2]. "Z analizy „Rzeczpospolitej" wynika, że w ostatnich siedmiu latach (2014–2020) łącznie nasza już zapłacona składka wyniosła 31,8 mld euro, czyli przeciętnie 4,5 mld euro na rok. Oznacza to, że dostęp do unijnych funduszy z nowego rozdania (2021-2027) kosztować nas będzie o ok. 2 mld euro rocznie więcej. Z grubsza licząc, to o 9 mld zł więcej każdego roku. Dla porównania – w 2019 r. wydatki na ten cel sięgnęły 21,7 mld zł, a w 2020 r. – 24,8 mld zł [3].

"Wysokość składki wynika przede wszystkim z wartości naszego PKB. Jeśli ten rośnie, to rośnie składka – wyjaśnia też Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa. – Z naszych analiz wynika, że podobnie jak w latach poprzednich, także w latach 2021–2027 nasz wkład do unijnego budżetu będzie sięgał ok. 1 proc. PKB i nadal będziemy dużym beneficjentem netto. Inna sprawa, że wcale nie tak dużym, jakby się mogło wydawać. Fundusze UE na lata 2021–2027 wbrew niektórym opiniom wcale nie mają bezprecedensowej skali – dodaje. Jak szacuje Bukowski, łącznie środki z UE dla Polski (razem z pożyczkami, których wcale nie musimy wykorzystać w całości), mają sięgnąć 3,4 proc. PKB (159 mld euro). Biorąc pod uwagę już zrealizowane transfery, w poprzednich latach zdarzało się, że było to znacząco mniej, np. 2016 i 2017 fundusze UE brutto wyniosły raptem 2,3 i 2,4 proc. PKB, ale były też okresy, gdy było dużo więcej – w latach 2012–2014 – nawet powyżej 4 proc." [3].

No i oczywiście pozostaje jeszcze groźba Polexitu. Ja jestem za tym pomysłem, choć zdaję sobie sprawę, że w obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych jest to niemal niemożliwe. UK to zupełnie inny świat. Nie dosyć, że jest krajem wyspiarskim to jeszcze bardzo bogatym i ściśle związanym z USA. Oni mogli sobie pozwolić na Brexit, ale my? Ale cóż mielibyśmy innego zrobić, gdyby chciano nam unijnie odebrać wolność i suwerenność na rzecz Jednego Państwa Europa pod wodzą Niemiec (IV Rzeszy)? 

Na koniec jeszcze przytoczę moje słowa z maja 2021 roku, które niestety stały się prorocze i wskazywały na fakt, że jako Polska poddaliśmy się już kompletnie UE. Więc w sumie o co ten cały dzisiejszy wrzask polityków rządzących: nie daliście veta w lipcu ani grudniu 2020 i teraz mamy to, co mamy:

"Ano to, że po raz pierwszy zgadzamy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE, co po prostu oznacza, iż gdyby jakiś kraj miał kłopoty ze spłatą długów wynikających z zaciągniętych pożyczek w ramach otrzymanych środków z Funduszu Odbudowy lub po prostu by ich nie spłacał,  to każdy inny kraj UE - w tym Polska - będzie wedle jakiegoś tam współczynnika proporcjonalności zobowiązany do spłaty długu tego kraju. Nazywa się to uwspólnotowieniem długu. Takie uwspólnotowienie długów dzieje się po raz pierwszy w historii UE.

Po drugie zaś i znów po raz pierwszy mamy do czynienia z faktem, że Komisja Europejska otrzymuje prawo ustanawiania podatków dla wszystkich krajów UE. Dotąd takie prerogatywy miały tylko poszczególne państwa a teraz to KE ma takie prawo, co jest jawną ingerencją w dotychczasowe i traktatowe uprawnienia zarówno państw-członków UE, jak i KE. Teraz możemy spodziewać się, że nigdy demokratycznie nie wybrany rząd europejski w postaci KE może swobodnie nakładać nam podatki z pominięciem rządów danego kraju europejskiego. 

No i po trzecie. Zgodzono się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki" [4].


---------------------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 5 maja 2019

Tak! Donald Tusk coś jednak powiedział bardzo ważnego!


Przez wiele tygodni przed przyjazdem D. Tuska do Polski w dniu 3 maja 2019 tworzono narrację, że "król Europy" powie coś bardzo ważnego dla przyszłości Unii Europejskiej, opowie o konieczności przestrzegania praworządności w różnych krajach, o konstytucjach, prawie i skieruje przełomowe słowa dla Polski, Polaków a przede wszystkim dla opozycyjnej Koalicji Europejskiej.

Wielu obserwatorów i komentatorów życia politycznego w Polsce uważa, że nic takiego w treści Jego przemówienia nie było, że wbrew zapowiedziom zaczął "siąpić jedynie mały deszczyk z wielkiej i napompowanej wcześniej chmury".

Pośrednio popieram takie rozumowanie, tym bardziej, że dywersja J.C. Junckera ("jak wygra PiS to Polska nie wyjdzie z UE") mogła być zaskoczeniem dla D. Tuska, który być może faktycznie chciał oprzeć swoje przemówienie na równoważniku: PiS=Polexit.  Dlatego ten jego niby wykład był w niektórych momentach nawet chamski, ale przede wszystkim sprawiał wrażenie chaotycznego i napisanego w ostatniej chwili.

Ja jeszcze myślałem o tym, że pierwotnie D. Tusk miał wystąpić w atmosferze dużych niepokojów w Polsce, według wcześniej ustalonego schematu:

– strajk nauczycieli,
– chaos w edukacji, min. brak egzaminów gimnazjalnych i po podstawówce,
– strajk innych grup zawodowych,
– uliczne demonstracje i zamieszki (w większości sprowokowane przez samych "totalniaków"),
– UE nawołuje do powstrzymania w Polsce totalitarnej władzy w postaci PiS i ogłasza jakieś nowe sankcje wobec naszego kraju,
– pochody pierwszomajowe przeciw władzy jak w Paryżu, zamieszki uliczne, itd.... nawet jakiś rozlew krwi,
–... i wtedy D. Tusk przyjeżdża do Warszawy, aby "ratować" kraj...

Wszystkie powyżej wskazane możliwości mogą być całkiem prawdopodobne i dlatego niektórym wydaje się, że D. Tusk nie wykorzystał swojej szansy i nic ciekawego ani odkrywczego - poza obrażeniem V. Orbana – nie powiedział.

Czy na pewno?

Otóż wydaje mi się, że nie. D. Tusk powiedział coś jednak bardzo ważnego, coś co chciał wyartykułować i to mu się udało.

Tyle tylko, że powiedział to za pośrednictwem swojej "telepatii" i "hologramu" w postaci tzw. supporta, czyli lewackiego, chamskiego, skrajnie antykościelnego i satanistycznego redaktora naczelnego pisma „Liberté!” Leszka Jażdżewskiego, który jasno określił, w którą stronę zmierza KE i kogo chce pozyskać.

Po jego skrajnie antykatolickim i nienawistnym krótkim przemówieniu wszyscy mu klaskali (nawet Kosiniak - Kamysz) a D. Tusk idąc na mównicę poklepał go z wdzięczności po ramieniu.

Wbrew też opinii wielu komentatorów politycznych uważam, że Donald Tusk doskonale wiedział, co powie ten młody gnojek a chodziło wbrew pozorom o rzecz naturalną i trywialnie prostą.

Sądzę, że wewnętrzne badania sondażowe kierowane każdorazowo do szefostwa danej partii (te prawdziwe a nie dla pospólstwa) dają wyraźne zwycięstwo PiS (ZP) nad KE a dodatkowo - co ważne - wskazują na rosnące notowania lewackiego i laickiego ugrupowania "Wiosna" założonego przez homoseksualistę Pana Biedronia.

Z oczywistych względów D. Tusk nie mógł sam powiedzieć tego co chciał, ale - jak to zwykle on - posłużył się kimś innym a chodzi mu i KE na niczym innym niż li tylko i wyłącznie na pozyskaniu choć części elektoratu skrajnie lewicowego i antykościelnego.

A ten elektorat jest niezbędny, aby móc wygrać wybory do PE lub choć uzyskać wynik zbliżony do Zjednoczonej Prawicy. A to jest warunkiem niezbędnym i koniecznym dla uzyskania jakiegoś przyzwoitego wyniku w jesiennych wyborach do polskiego parlamentu europejskiego a wynik obecnych wyborów będzie kształtować całą tą przyszłą kampanię wyborczą.

W takim ujęciu to D. Tusk coś jednak  powiedział bardzo ważnego!

I warto, aby katolicy lub ludzie prawi a nie cynicy i hipokryci o tym pamiętali wrzucając kartkę wyborczą do urny PO to partia tylko władzy, skrajnie cyniczna, przesiąknięta hipokryzją i lekceważąca ludzi, która jest w stanie zrobić wszystko (tak jak D. Tusk biorąc ślub kościelny przed wyborami prezydenckimi po kilkudziesięciu latach trwania jego małżeństwa) i wszystko obiecać, aby dorwać się ponownie do władzy i fruktów z niej płynących.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 26 stycznia 2016

Koniec UE w dotychczasowym kształcie! Koniec dominacji Niemiec!

I stało się to, co wróżyłem UE od samego jej powstania. Jako wytwór Niemiec i jej niejako IV Rzesza Niemiecka oraz chory i oderwany od rzeczywistości twór i realizacja komunistycznych i abstrakcyjnych idei Nowej Lewicy oraz marksizmu kulturowego po prostu padł, upadł, poniósł klęskę. Podobnie jak jej siostrzany ZSRR.

Nie da się po prostu zbudować czegoś, co jest wbrew człowiekowi, wbrew narodom i państwom, wbrew prawu naturalnemu, wbrew jednostce i jej godności, wbrew demokracji. Demoliberałowie i lewacy myśleli, że się uda... dzięki pieniądzom i wszechogarniającym wpływom żydowskiego kapitału od zawsze dążącego do zdominowania i ubezwłasnowolnienia kredytem i politpoprawnością ludzi i państw a już szczególnie Chrześcijan. Chcieli i chcą zbudować świat wedle siebie, chcieli zbudować NWO. To im się nie uda, nie uda bo ludzie są normalni i chcą być ludźmi a nie niewolnikami!

Europa powiedziała dość i Polacy powiedzieli dość i nawet T. Lis nie jest w stanie - choćby i chciał jako zdrajca od momentu przewrotu Nocnej Zmiany w 1992 roku i  jej haniebny beneficjent i obmierzły politpoprawnością i nienawistny wobec PiS i Polaków człowieczek - robił wszystko, aby stać się męczennikiem niby dyktatury PiS, dyktatury Polaków... Niech sczeźnie na manowcach historii i niech się cieszy, że ktokolwiek z Polaków kiedyś o nim wspomni... Podobnie jak cieszyć się powinien chyba największy nienawistnik Polski i Polaków - obok Żyda uratowanego przez polską rodzinę  B. Geremka - trockistowsko-komunistyczny Żyd A. Michnik vel. Szechter. O nim zapewne pamięć pozostanie jako o jednym z najbardziej ukąszonych "antypolonizmem" ludzi w Polsce i nawet poza jej granicami.

A gwoździem do trumny tej dzisiejszej komunistyczno-lewacko-totalitranej UE okazała się Polska i jej rząd oraz prezydent. B. Szydło pokonała lewaków, demoliberałów i komunistów w UE, pokonała naszych zdrajców spod znaku PO, Nowoczesnej i KOD, ośmieszyła dzisiejszą UE.

Obejrzało debatę około 20, 5 mln osób w całej Europie i zobaczyli, że to już tej UE koniec. I tak naprawdę koniec spowodowany polityką Niemiec, polityką dominacji gospodarczej i politycznej, polityką wobec imigrantów islamskich, polityką ich Mitteleuropy a dodatkowo koniec spowodowany przez chore i totalitarne lewacko-demoliberalne idee wyznawane przez elity unijne oraz przez mitomanów chcących zbudować jakiś Jeden Rząd Światowy w ramach NWO.

Pierwszym objawem jest upadek tzw. strefy Schengen (Europa bez granic), później nastąpi upadek Euro a dalej likwidacja PE i KE i powrót do zdrowych zasad współpracy międzypaństwowej opartej na twórczym rozwinięciu dawnego EWG. Ostatecznie UE - choć zapewne nie bez ryku unijnych "świń odrywanych od koryta" i krzyków liberalnych lewaków -  przekształci się w Europę Ojczyzn.

Wczoraj Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przegłosowało, że w trybie pilnym nie będzie dyskutowało o Polsce ani na razie nie będzie żadnej rezolucji dotyczącej Polski, chociaż dwóch zdrajców z PO głosowało za taka debatą i rezolucją. To niejaki Halicki i niejaka Pomaska. Pomińmy ich milczeniem, ale jajka winny być przygotowane :).

Nie będzie o Polsce a będzie... o Niemczech a tak naprawdę debata nad stanem demokracji, wolności mediów i bezpieczeństwem kobiet w Niemczech. To ewenement i po raz pierwszy Niemcy będą musiały się tłumaczyć a ich wola w do niedawna ich UE została zlekceważona przez większość krajów. To klęska Niemiec i jej dzisiejszej UE, to klęska lewaków, komunistów i demolibarałów a szansa na nową Unię opartą na Unii Suwerennych Krajów, Europę Ojczyzn.

Dobry Bóg po raz kolejny pokazał, że potrafi odebrać rozum, choć nie wiem czy idiotom jeszcze coś można odebrać w tym obszarze. Ale... m.in. też właśnie na życzenie polskich zdrajców spod znaku PO, Nowoczesnej i KOD sprawił, iż UE legła ideologicznie i politycznie w gruzach. Lewackie elity europejskie przegrały a tym bardziej przegrała nasza opozycja, która okazała się: zbawieniem dla rządu PiS, zdrajczynią Polski i  Polaków, ale też przyczyniła się do upadku samej liberalno-lewackiej UE. Tego na pewno elity unijne nie zapomną PO, Nowoczesnej i KOD. Są oni przegrani jako zdrajcy w Polsce i są przegrani w Europie i na świecie. To jest ich klęska i naprawdę koniec. Już się nie podniosą... bo nawet ich mocodawcy z UE, którzy mają o wiele większe kłopoty się od nich odwrócili ;).

Oczywiście wierzgać będą nadal. Będą co sobotę organizowali sobie marsze KOD, PO będzie dalej zgłaszała do TK wszystkie ustawy PiS, R. Petru będzie dalej gadał i gadał bezsensownie, GW A. Michnika dalej będzie organizowała medialną międzynarodową antypolską hucpę a zagraniczni mocodawcy dalej będą sypali groszem na sfinansowanie zamachu stanu. Wszyscy oni zaś będą dalej poszukiwali poparcia za granicą wiedząc, że Polacy mają ich w "głębokim poważaniu". Zapewne też spróbują sprowokować wiosenny rozlew polskiej krwi pomiędzy celowo skłóconymi przez nich Polakami. Sądzę jednak, że - podobnie jak nie docenili B. Szydło - nie doceniają też mądrości i godności Polaków i siły wielowiekowej polskości.

A miało być tak pięknie. UE miała sprawić, że głos Polaków w wyborach miał być "olany" i zlekceważony. Miał być kolejny zamach na Polskę i Polaków. Miała być udana kolejna Targowica i zdrada oraz obalenie prezydenta i rządu... I nic nie wyszło... Zdrada zamieniła się w zwycięstwo Polaków i zdrajcy winni teraz postąpić honorowo... z tym, że dla nich honor jest zupełnie obcy...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 22 stycznia 2016

Kto i dlaczego boi się zjednoczonych rządów prawicy w Polsce?

czyli, niejako podsumowanie wielu moich ostatnich postów...

------------------------

Skąd ta antypolska histeria po wygranych wyborach prezydenckich przez A. Dudę i także wygranych parlamentarnych przez PiS, który samodzielnie mógł i stworzył rząd B. Szydło?

Skąd ten haniebny atak zdrajców Polski, czyli Nowoczesnej, PO, PSL i KOD z główną rolą banksterskiej, żydo-komunistycznej sorosowej "michnikowszczyzny", którzy byli inspiratorami i sprawcami ataku na Polskę przez lewackich i demoliberalnych, zdegenerowanych i prymitywnych intelektualnie oraz osobowościowo piewców idei komunistycznych (Nowa Lewica i rewolucja kulturowa A. Gramsciego i marksizmu kulturowego) w KE i PE?

Skąd ta "mowa nienawiści" skierowana do Polaków i naszej Ojczyzny i dążność do obalenia rządów i władz demokratycznie wybranych przez naród polski?

Skąd ta aberracyjna niechęć wobec odrodzenia się godności, dumy z polskości i suwerenności Polaków oraz państwa polskiego?

Skąd ta niemal nazistowska, niemiecka agresja?

Skąd ten atak na polską złotówkę i polską gospodarkę realizowany od listopada 2015 roku  przez banksterskie i korporacyjne żydowskie rodziny lichwiarzy i przemysłowców niszczących ludzkość od dwóch wieków, czyli Rothschildów, Rockefellerów, Morganów, Sachsów i innych, których jednym z wykonawców ich chorych oraz mitomańskich idei wynikłych z przeświadczenia o "narodzie wybranym" i dążności do budowy Jednego Rządu Światowego (NWO)  jest żydowski G. Soros i skąd ta jedność tych środowisk z niemieckimi dążeniami do zbudowania Mitteleuropy?

Skąd ten opór i próba wywołania rokoszu w polskim wojsku i polskich służbach specjalnych, które w dużej mierze są niestety ideowymi spadkobiercami nienawistnych wobec Polski komunistów, w tym środowisk związanych z WSI-okami i komunistycznymi służbami specjalnymi wyrażona przez niejakiego czuchnowskiego (z małej litery!) nawołującego w imieniu żydowskiej gazety dla Polaków, czyli GW Żyda i nienawistnika Polski i Polaków A. Michnika do obstrukcji decyzji władz polskich?

Skąd ta dążność Niemców i nie tylko ich do islamizacji Polski jako największego katolickiego narodu w Europie, która to islamizacja jest sponsorowana m.in. przez fundacje związane z G. Sorosem?

Odpowiedź na te pytania można spróbować skonstruować zadając jeszcze jedno: Kto i dlaczego boi się J. Kaczyńskiego, który tak naprawdę jest kreatorem obydwu (trzech) ostatnich zwycięstw wyborczych?

Zastanowiwszy się głębiej można wskazać na przyczyny tego strachu w kilku obszarach obejmujących zarówno wewnętrznych kreatorów i beneficjentów III RP, jak i zewnętrzne wobec Polski środowiska polityczne i biznesowe.



"Ryk świń odrywanych od koryta"

Utrata władzy, wpływów i profitów osiąganych dzięki tej władzy jest zawsze bolesna, tym bardziej im dłużej taką władzę się sprawuje. Kreatorzy i beneficjenci III RP rządzili w Polsce niemal przez 26 lat a kwintesencją ich rządów było ostatnich osiem. Naturalnym więc jest chęć powrotu do władzy i pieniędzy jak najszybciej będzie to możliwe. Rzesza polityków, szemranych biznesmenów, słabych urzędników, uległych i politycznie zaangażowanych dziennikarzy, naukowców, artystów, celebrytów różnej proweniencji i ogólnie cały tzw. mainstream III RP (w tym komuniści oraz antypolska część środowisk żydowskich skupiona w tak zwanej "różowej, konstruktywnej opozycji" z B. Geremkiem,  A. Michnikiem i L. Balcerowiczem na czele) , którzy tak naprawdę zawłaszczyli dla siebie Polskę i mogli w niej spokojnie uzyskiwać nieraz niezasłużone profity obecnie zdali sobie sprawę, iż to "eldorado" może się skończyć. Stąd krzyk i histeria oraz też m.in. jeden z powodów powstania takich tworów jak "banksterska" Nowoczesna R. Petru (czyt. nienawistnych antypolskich Żydów w stylu: L. Balcerowicza, W. Frasyniuka i A. Olechowskiego oraz ich środowisk) czy KOD wspierany zapewne przez wszystkich anty-Polaków z WSI-okami na czele i popierany przez europejskich komunistów oraz zielonych. Dotyczy to też zagranicznych korporacji przemysłowo-bankowych, którym uniemożliwi się drenowanie finansowe Polski (dotyczy to przede wszystkim firm niemieckich, ale też ogólnie cen transferowych, wyłudzeń VAT i  tzw.: "doradztwa finansowego i kosztów know-how") oraz dodatkowo opodatkuje banki i sieci handlowe. To ryk "świń odrywanych od koryta" i to "świń" polskich i zagranicznych. Stąd atak gospodarczy na Polskę i polską złotówkę, którą jeszcze na szczęście mamy (a nie jakieś lichwiarskie Euro).

Strach przed odpowiedzialnością

Od 1989 roku (a i wcześniej) w Polsce mieliśmy do czynienia z wieloma działaniami i wydarzeniami, które mogły naruszać obowiązujące w Polsce prawo lub też miały negatywny moralnie i etycznie charakter. Obecna histeria to też właśnie strach przed odpowiedzialnością i ewentualnymi karnymi konsekwencjami tych działań a dotyczy odpowiedzialności za działania przestępcze (morderstwa, "seryjny samobójca", złodziejstwo, nepotyzm, korupcja), działanie na szkodę Polski i zdradę Polski  (plan L. Balcerowicza, czyli Sachsa-Sorosa, prywatyzacja "za grosze", niszczenie przemysłu, wygaszanie Polski i oddanie jej obcym, palenie akt bezpieki, "gruba kreska", afery PO i całej III RP, Magdalenka, OS, uwłaszczenie komunistów na majątku narodowym, agenci, agenci wpływu, lobbing, proniemieckość, prorosyjskość). W tej kategorii mieści się też strach przed prawdą o tragedii smoleńskiej.

Strach przed prawdą o III RP

III RP powstała w wyniku umowy pomiędzy częścią polskiej opozycji (tą "różową", konstruktywną) a komunistami rządzącymi wówczas w Polsce. Ustanowienie tej quasi wolnościowej Polski przez wielu jest uważane za "jedno wielkie magdalenkowe oszustwo", które pozwoliło uniknąć komunistom odpowiedzialności za swoje czyny i zbrodnie a ponadto pozwoliło im na swobodne uwłaszczenie na polskim majątku i obejmowanie wysokich publicznych funkcji w tej niby wolnej Polsce. Ten strach też jest powiązany z możliwością  ujawnienia zbioru zastrzeżonego IPN i archiwów wojskowych oraz ujawnieniem działań m.in. WSI i innych, nigdy nie zweryfikowanych lustracyjnie środowisk a nade wszystko związany z historyczną oceną kreatorów i beneficjentów III RP, czyli z faktem, że prawda o nich zamienić ich może z bohaterów na historycznych zdrajców Polski, którzy zbudowali "teoretyczne państwo" gdzie jest tylko "ch....j, dupa i kamieni kupa". Ta prawda o III RP to też fakt, że od momentu wejścia Polski do UE (a nawet dużo wcześniej) a szczególnie przez okres rządów PO-PSL staliśmy się jedynie landem niemieckim i bezwolnym wykonawcą rozkazów płynących z Brukseli i Berlina. W tym obszarze mieści się też obawa przed ukazaniem Polakom jak mierne elity rządziły dotychczas Polską - nowy rząd może pokazać, że można rządzić normalnie dla Polski i Polaków, rządzić bez afer i małostkowych egoizmów, rządzić przez ludzi określanych państwowcami czy też mężami stanu...

Strach przed utratą możliwości dalszego zawłaszczania Polski

To nawet nie strach a złość spowodowana możliwością przerwania procesów przejmowania Polski i podporządkowania jej sobie przez pewne środowiska, które już myślały, że Polska jest ich. Są to m.in.: korporacje przemysłowo-bankowe (przejęcie polskiej gospodarki, pauperyzacja Polaków, ubezwłasnowolnienie kredytem, tania siła robocza, ogromny rynek zbytu towarów własnych), kondominium niemiecko-rosyjskie (kontynuacja plany Ribbentrop - Mołotow i planu niemieckiej Mitteleuropy) oraz część środowisk żydowskich, które chciały i chcą z części Polski  utworzyć mityczną Judeopolonię.  Istotnym elementem w tym obszarze strachu jest też utrata (zablokowanie) możliwości przejęcia ogromnych  polskich zasobów naturalnych, ziemi, wód i lasów. W tej kategorii mieści się też strach przed odbudową konkurencyjności polskiej gospodarki, jej reindustrializacji (też proinnowacyjnej) i fundamentalną odbudową polskiego kapitału.

Strach przed klęską Rewolucji Kulturowej Nowej Lewicy

Od lat 60-tych XX wieku w Europie Zachodniej mamy do czynienia z tzw. "Rewolucją Kulturową Nowej Lewicy", nową rewolucją komunistyczną opartą przede wszystkim na ideach włoskiego komunisty A. Gramsciego oraz skrajnych i fundamentalistycznych poglądach demoliberalnych. Ten proces "rewolucji dusz" został też rozpoczęty i realizowany w nowej Polsce od samego początku, t.j. od 1989 roku a kierowany był i dalej jest przez szeroko rozumiane środowisko "michnikowszczyzny". Dojście w Polsce do władzy ideologicznej prawicy z pewnością zastopuje w Polsce (a tym samym być może - na zasadzie domina - w wielu innych krajach) ową rewolucję komunistyczną przejawiającą się m.in.: laicyzacją społeczeństw, ich wynarodawianiem, religią politpoprawności polityczno-medialnej, dominacją lewackości i tzw. demoliberalizmu, multikulturowością (multi-kulti, skrajna tolerancja), ideą gender, gloryfikacją środowisk LGBT, akceptacją aborcji i eutanazji a nawet pedofilii, odrywaniem narodów od wartości chrześcijańskich i niszczeniem tych wartości, islamizacją Europy jako częścią walki z cywilizacją łacińską, likwidacją państw narodowych m.in. poprzez tworzenie struktur a'la państwowych w postaci dzisiejszej UE i dążnością do budowy tzw. Jednego Rządu Światowego (NWO).  Zresztą w tym obszarze też chodzi mi.in. o strach przed znaczną neutralizacją w Polsce wpływów lóż masońskich  i innych takich jak Bilderbergowie (poprzez m.in. takie fundacje jak sorosowa Fundacja S. Batorego, po części Fundacja Adenauera - choć to fundacja wspierająca przede wszystkim germanizację przedwojennych terenów niemieckich w Polsce, Open Society Foundation czy FOR i inne tzw. organizacje pozarządowe finansowane z zagranicy ) a to w dużej części też środowiska żydowskie związane z kapitałem bankowym i korporacyjnym oraz politykami, celebrytami, naukowcami i dziennikarzami.

Strach przed klęską propagandy "pedagogiki wstydu" i odrodzeniem się polskiej dumy narodowej i historycznego oraz narodowego patriotyzmu i polskiej wspólnoty narodowej 

Od 26 lat pewne lewacko-żydo-komunistyczne i demoliberalne środowiska przy bardzo dużym i istotnym wsparciu niektórych środowisk żydowskich z michnikowszczyzną i samym nienawistnikiem Polaków A. Michnikiem na czele prowadziły wobec Polski i Polaków politykę mającą na celu wywołać u nas wstyd z polskości i bycia Polakiem. Dotyczyło to i dalej dotyczy negacji i szyderczego ośmieszania każdego aspektu naszej polskości: od tradycji, historii, wiary katolickiej, języka, rodziny i polskiego patriotyzmu aż po pisanie antypolskiej historii na nowo. Już w 1989 roku niejaka antypolska A. Cała - dziś z niestety jeszcze finansowanego przez naród polski ŻIH - stwierdziła, że Polacy zamordowali 3 mln Żydów. To potwarz i obraza dla narodu polskiego, który uratował tysiące Żydów przed Niemcami i zagazowaniem oraz spaleniem ich w niemieckich krematoriach i wspierał żydowskie powstanie w Gettcie Warszawskim. Jakże to była inna postawa Polaków niż Żydów, którzy z radością witali sowieckich najeźdźców i ochoczo wydawali (oraz nieraz mordowali Polaków) komunistom naszych rodaków a później jako żydo-komuna gładzili śmiertelnie polskich patriotów spod znaku AK, WiN czy NSZ i też tzw. żołnierzy wyklętych. Te 26 lat to swoista polityka "pedagogiki wstydu", która miała w Polakach wzbudzić niechęć, odrazę oraz wstyd z polskości i z faktu, że jest się Polakiem. Miała wzbudzić niechęć do polskości i jakiś kompleks niższości narodu polskiego wobec Żydów i... Niemców. Symptomatyczne w tej polityce "pedagogiki wstydu" było współdziałanie właśnie tych wspomnianych nacji. Żydzi, którzy byli brutalnie eksterminowani przez Niemcy nagle zaczęli współpracować z Niemcami w zakresie ich polityki historycznej, czyli wyodrębnienia mitycznych nazistów z narodu niemieckiego i w konsekwencji redukcji winy Niemców w horrorze II WŚ a w ostatecznie przypisanie nazizmu Palakom. Z tej współpracy wynikały i wynikają oszczercze wobec naszego narodu sformułowania w stylu "polskie obozy koncentracyjne" czy też realizacje antypolskich i fałszujących historię filmów w stylu "Pokłosie" czy "Ida" a także niemiecki serial: "Nasi Ojcowie, nasze Matki". Stąd gloryfikacja cynicznych i hipokrytycznych polakożerców w stylu śmiesznego i groźnego jednocześnie a'la historyka Grossa, antypolskiej z komunistycznymi korzeniami A. Holland czy komunistycznego agresora Baumana. Doprawdy... jestem w stanie zrozumieć działania Niemców, ale Żydów nie jestem w stanie. Polska dała im schronienie za czasów Kazimierza Wielkiego, żyli sobie jako niemal władcy własności w II RP, byli eksterminowani w niemieckim Holocauście a Polacy im pomagali w ratowaniu ich życia i dzisiaj śmią nam - mimo, iż prawie 800 lat żyją w naszym kraju -  zarzucać antysemityzm? Jedyne wytłumaczenie to to, że Niemcy spłaciły ich całkowicie za II WŚ, oni - Żydzi- żądają od nas mitycznych 65 mld USD odszkodowań i chcą z części Polski stworzyć jakąś chorą "Judeopolonię". Może to jest jedno z wytłumaczeń ich "pisanej na nowo historii"? A może to, że stworzyli Przedsiębiorstwo Holocaust i dzięki niemu się wzbogacają? A może to, że w latach 30-tych Hitler wysłał bogatych sefardyjskich Żydów do mi.in. USA a w Polsce zostali biedni Żydzi aszkenazyjscy z chazarskimi korzeniami, których wymordowali hitlerowcy często z żydowskimi korzeniami jak sam A. Hitler i ponadto Żydzi w USA nie dowierzali doniesieniom Polaków o Holocauście? To jest nieistotne, ale wpajanie Polakom winy za zbrodnie niemieckie i kreowanie Polaków z bohaterów na oprawców jest obrzydliwe. Nowy rząd jest dumny z Polski i polskości, odbudowuje godność i dumę Polaków, odbudowuje naszą tożsamość narodową i przekreśla całe 26 lat realizowania "polityki wstydu" a to wywołuje wściekłość i strach  przed prawdą historyczną, przed Polską. Dał temu wyraz T. Gross stwierdzając perfidnie i w amoku nienawiści oraz strachu, że Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców... A ja odwrócę to twierdzenie pytaniem: Czy Żydzi zabili więcej Polaków niż Niemców? I dodatkowo: Czy część środowisk żydowskich jest nacechowana antypolonizmem bardziej niż Polacy antysemityzmem, kreowanym zresztą często - w imię swoich biznesów - przez samych Żydów? My jako Polacy, jako nasza wspólnota narodowa możemy i powinniśmy być dumni, że jesteśmy Polakami. Możemy być dumni z naszej historii, demokracji i tolerancji. Możemy być dumni z naszej wiary i tradycji oraz naszej postawy wobec innych narodów i nacji. Możemy być wszakże dumni, jeżeli będziemy razem, wszyscy i nie damy się skłócić oraz zmanipulować przez antypolskich zdrajców, nie-Polaków i polakożerców...

Strach przed zmianą kierunku rozwoju UE i ograniczeniem dominacji w niej Niemiec

UE to wymysł propagatorów i piewców omówionej powyżej rewolucji kulturowej. To też struktura budowana przede wszystkim przez Niemcy jako realizacja jej idei Mitteleuropy. Histeryczna wprost bojaźń lewacko-demoliberalnych elit przed klęską dotychczasowego modelu rozwoju UE czyli Związku Socjalistycznych Republik Europejskich i nadanie jej charakteru Europy Ojczyzn a nie jednorodnego i beznarodowego oraz zlaicyzowanego jednego państwa Europa w dużej części nadaje sens obecnemu atakowi na Polskę. Polska - jako jeden z największych i najludniejszych krajów UE - może w procesie budowy Europy Ojczyzn odegrać najważniejszą rolę i może stać się liderem nie tylko krajów Europy Środkowej kładących kres ZSRE a tym samym dominacji Niemiec w UE. Zresztą dzisiejsza UE jest w permanentnym kryzysie i to przede wszystkim przez idiotyczną politykę czysto niemiecką i chęci Niemiec do dominacji gospodarczej i politycznej w UE. Jej obecnemu kształtowi i dominacji ekonomiczno-politycznej w niej Niemiec sprzeciwiają się też stare kraje Unii jak: UK, Włochy, Hiszpania, Portugalia czy nawet Dania. To tylko pogłębia strach przed Polską i jej nowymi władzami, bo Polska jest więcej warta niż Węgry a do tego graniczy z dominantem, czyli Niemcami. Ponadto można przypuszczać, że dużą obawą elit nie tylko europejskich jest powrót do budowy przez Polskę idei "międzymorza" a także rozpoczęcie współpracy m.in. z Chinami...

Kwestia tzw: "uchodźców" islamskich


Trzeba sobie powiedzieć jasno. W Polsce nie dzieje się nic takiego, co tłumaczyłoby obawę unijnych elit co do stanu demokracji i przestrzegania prawa w Polsce. Abstrahując więc od innych wskazanych wcześniej przyczyn ataku na Polskę warto wskazać na fakt, że teraz największym problemem Niemiec i UE są tzw. "uchodźcy" islamscy. Zaproszenie przez A. Merkel wszystkich islamistów i innych, którzy chcieli i chcą przyjechać do Niemiec z Syrii czy Afryki stało się lub może stać się ostateczna klęską niemieckiej UE. Niezależnie od pierwotnych strategicznych celów jakie przyświecały decydentom w podjęciu decyzji o islamizacji Europy (według mnie to przede wszystkim zniszczenie europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej, łacińskiej) to krótkookresowo tzw. "uchodźcy" islamscy doprowadzą do zniszczenia wszystkich aspektów działania UE począwszy od klęski tzw. strefy Schengen (Europa bez granic) a skończywszy na porażce idei i religii politpoprawności politycznej i gloryfikowania multi-kulti i innych lewackich i demoliberalnych komunałów (dogmatów). To już się dzieje i będzie się pogłębiało. W tej sytuacji - mimo humanitarnych i polipoprawnych frazesów polityków i mediów europejskich - Niemcy postanowiły eksportować swój problem do innych krajów unijnych w Europie. Stąd te sławetne kwoty imigrantów przydzielane odgórnie poszczególnym krajom. A jako, że UE to lewacko-komunistyczny totalitarny i twórczo rozwinięty ZSRR to takie przydzielenie ma charakter przymusu, który - jak to określił M. Schulz - będzie zrealizowany choćby siłą. I właśnie w tym procesie eksportu z Niemiec islamizmu na całą Europę mającym na celu m.in. uratowanie przez to elit unijnych (niemieckich) przed totalną klęską oraz zniszczenie chrześcijaństwa przeszkadzają kraje Europy Wschodniej i Środkowej, m.in. zrzeszone w Grupie Wyszehradzkiej. Te kraje mają inne doświadczenia związane z zależnością od komunistycznego ZSRR, inne niż kraje tzw. starej Europy. One widzą problemy, które niesie współczesny model rozwoju UE zmierzający do utraty suwerenności, wolności i niepodległości poszczególnych krajów. I je artykułują, również w kwestii zrozumienia istoty walki islamu  z chrześcijaństwem. Nowy rząd polski nie zgodzi się - podobnie jak kraje Grupy Wyszehradzkiej i jeszcze kilka innych -  na kolejne "kwoty" imigrantów. Zrealizuje tylko opcję minimum, na którą zgodziła się zdrajczyni wyszehradzkich interesów E. Kopacz. To dla niemiecko-unijnych elit jest katastrofą i jest nie do przyjęcia... Stąd też może ten strach i atak na Polskę, szczególnie elit niemieckich.

Strach Niemiec przed reparacjami wojennymi


Bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy wielokrotnie wskazywali na fakt braku odszkodowań dla Polski ze strony Niemiec za gehennę Polski w czasie niemieckiej II WŚ. Już w 2004 roku, na polecenie ówczesnego prezydenta Warszawy ś.p. Lecha Kaczyńskiego oszacowano, że straty jakie poniosła stolica wynoszą 45,3 mld dolarów. Ostatnio zaś (grudzień 2015) J. Kaczyński stwierdził, że „My naprawdę pomocy, jeżeli chodzi o demokrację, ze strony Niemiec nie potrzebujemy. Tu jest ciągle wielka, bardzo wielka kwestia rozliczenia naszych wzajemnych stosunków i tego wszystkiego, co Niemcy są nam winni, a są nam winni bardzo, bardzo dużo w każdym wymiarze, począwszy od moralnego, skończywszy na ekonomicznym (...) a mogę powiedzieć tylko jedno – ten rachunek krzywd po polskiej stronie jest ogromny i powtarzam, w ciągu tych 70 już lat, które minęły od końca wojny, te sprawy nie zostały nigdy załatwione...".  Zmasowany więc atak politycznych elit niemieckich (i też unijno-niemieckich) oraz przemysłu niemieckiego na Polskę może wynikać właśnie m.in. z obawy przed żądaniem przez Polskę reparacji wojennych od Niemiec, które w minimalistycznych szacunkach mogą sięgać kwoty niespełna 1 bln USD a w niektórych wyliczeniach nawet kilku czy kilkunastokrotnie większej. Jest to tym bardziej możliwe, że zrzeczenie się w 1953 roku prawa do roszczeń przez polskie władze komunistyczne nie ma tak naprawdę mocy prawnej. Po pierwsze, ze względu na to, że Polska posiadała (w odróżnieniu od innych demoludów) oficjalny rząd polski na uchodźstwie, który nigdy nie zrzekł się prawa do reparacji wojennych Niemiec na rzecz Polski a po drugie, ze względu na fakt, iż nawet polscy komuniści nie dopełnili formalności i nie nie zarejestrowały swojej decyzji o zrzeczeniu się w Sekretariacie Generalnym ONZ, co tym samym międzynarodowo czyni tą decyzję bezprawną. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas - który jako pierwszy wskazał na ten błąd komunistów i samych Niemiec - postuluje w tej sprawie negocjacje, w których "ani w nich ani przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości pozycja Niemiec nie byłaby mocna".

Nie wiem czy udało mi się wymienić wszystkie przyczyny strachu przed J. Kaczyńskim, polskim prezydentem A. Dudą i rządem B. Szydło. Niemniej histeryczny dziś atak na Polskę jest zapewne wynikiem kompilacji ich wszystkich. Sądzę jednak, że powoli ta histeria ustanie i na nic się zdadzą nawoływania naszych zdrajców o "pomoc" do zagranicznych lewacko-komunistyczno-demoliberalnych elit artykułowane przez "polskich" nie-Polaków i polskich "targowiczan". Europa ma dziś inne problemy i sądzę, że w jej interesie jest zachowanie Polski w strukturach europejskich, nawet kosztem pogodzenia się z jej powrotem  do podmiotowości, suwerenności i niepodległości. Tym bardziej, że - jak na razie - nowy rząd ma poparcie za oceanem. Ale pozostaje pytanie... Czy jesteśmy w stanie odeprzeć atak na polską gospodarkę realizowany przez banksterów i korporacjonistów?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

środa, 20 stycznia 2016

Narodziny międzynarodowego politycznego lidera - B. Szydło!

Po debacie kilka opinii:

Michał Majewski @ MajewskiMichal: Świetnie Janusz Lewandowski z Platformy wypadł. Na zdjęciu w kuluarach.

Rafał A. Ziemkiewicz @R_A_Ziemkiewicz: Kompletnie nie rozumiem ucieczki z euroobrad PO. Jak gówniarze,  narozrabiali, przestraszyli się i schowali pod szafą.

Tomasz Wróblewski @tomaawroblewski: Ci którzy sądzili, że debata w PE pogrąży PBS mocno się nacieli.  Zbiła tu spory kapitał polityczny

Robert Gwiazdowski ‏@RGwiazdowski: Parafrazując troszkę Lema: dopóki nie obejrzałem debaty o Polsce - nie wiedziałem, że w Parlamencie Europejskim jest tylu idiotów :)

---------------------------------------------------------


Fot. PAP/Radek Pietruszka)Fot. PAP/Radek Pietruszka

Wczorajsza debata - o czym pisałem - była kuriozalną decyzją lewacko-demoliberalnych unijnych (w tym przede wszystkim niemieckich), antypolskich liderów a dodatkowo inspirowaną, podsycaną i wspieraną żarliwie przez posługujących się językiem polskim współczesnych "targowiczan". Jej przebieg tylko potwierdził miałkość argumentacji oraz intelektualny i prawny bezsens stawianych Polsce przez nich zarzutów.

Ale przecież tak naprawdę ta debata nie miała na celu uzyskanie merytorycznych wyjaśnień polskiego rządu na temat spraw związanych z Polską, ale miała być linczem nad Polską, która wybrała nie taki rząd jakiego spodziewali się liderzy unijni i krajowe "świnie odrywane od koryta".

Misternie szyta od miesięcy intryga mająca doprowadzić do upadku polskiego rządu okazała się przeciwskuteczna i - paradoksalnie - umocniła tylko polski rząd i wzmocniła pozycję Polski w Europie. Taki scenariusz napisali sobie sami przeciwnicy Polski i to jest w tym wszystkim najbardziej śmieszne i pewnie wielu eurokratów już żałuje, że dało się namówić przez polskich targowiczan w stylu PO, Nowoczesnej i KOD na ten cyrk. Bo ta debata ukazała też kompletną degrengoladę UE w jej dzisiejszym lewacko-demoliberalnym kształcie z dominującą w niej rolą Niemiec oraz "mizerię" intelektualną i osobowościową jej wielu skomunizowanych polityków i liderów.

Warto natomiast zastanowić się nad jeszcze kilkoma zjawiskami, które ta debata może implikować w przyszłości.

UE jest w kryzysie w wielu obszarach począwszy od waluty Euro aż do problemów związanych z imigrantami islamskimi, które to już doprowadziły do załamania jednego z filarów UE czyli strefy Schengen. W Europie narasta też sprzeciw wobec dominacji Niemiec w UE i ograniczaniu przez nią suwerenności i niepodległości poszczególnych państw unijnych. Wyrazem tego są np. żądania UK zmiany obecnej formuły UE i możliwość jej wyjścia z tego gremium. To są naprawdę prawdziwe problemy dzisiejszych unijnych elit.

Ponadto wiele krajów, w tym z grupy Wyszehradzkiej buduje swoją pozycję w tej Unii i z pewnością również zauważają, że obecny kierunek jej rozwoju prowadzi do samozniszczenia Europy. Wśród tych krajów jest oczywiście Polska, ale proniemieckie rządy PO-PSL oderwały ją od współpracy z innymi krajami - nowymi członkami UE i zrezygnowały z liderowania tym krajom.

Polacy w demokratycznych wyborach odsunęli skompromitowany i lenny wobec UE i Niemiec rząd PO-PSL, pozbawili też prezydentury B. Komorowskiego. Zwyciężyli w Polsce zwolennicy budowy Europy Ojczyzn a nie jednego państwa Europa opartego na lewackim demoliberalizmie i religii politpoprawności polityczno-medialnej.

To wzbudziło wściekłość zarówno wśród - tracących władzę - kreatorów i beneficjentów quasi wolnej III RP, jak i dotychczasowych lewackich elit unijnych. Nastąpił zmasowany atak na Polskę, który miał na celu m.in. "złamanie" nowych władz polskich i niedopuszczenie, aby jeden z największych krajów w UE przestał być jeno bezwolnym wykonawcą decyzji KE i PE (w tym Niemiec) a stał się ważnym i suwerennym podmiotem państwowym mogącym ponownie stać się liderem dla krajów chcących zmienić obecny format i kierunek rozwoju UE. Efektem tego ataku była bezprawna i niezgodna z traktatami unijnymi decyzja KE o wszczęciu jakiejś procedury a'la "nadzoru" nad Polską i kuriozalna wczorajsza debata w PE.

Jestem pewien, że nie tylko Polacy czekali na wczorajszą debatę w PE, ale też wiele innych krajów, w tym z Grupy Wyszehradzkiej. Była ona bardzo ważna więc nie tylko dla Polski. Miała m.in. pokazać, czy rząd polski ugiął się przed unijną i wewnętrzną aberracyjną lewacką histerią, czy też nie i zamierza w dalszym ciągu budować swoją podmiotowość i suwerenność w ramach tejże UE. Powiem nawet więcej - wielu liczyło na to, że jednak Polska się nie ugnie a tym samym ponownie stanie się liderem nie tylko Grypy Wyszehradzkiej, ale też państw nadbałtyckich czy też Chorwacji, Bułgarii i Rumunii. Na taką postawę liczyło też wielu polityków ze starej unii, m.in. z Włoch, Portugalii czy nawet Hiszpanii i Danii.

I nie przeliczyli się. Polska premier B. Szydło pokazała, że nie tylko dalej demokratycznie będzie rządzić w interesie Polski i Polaków, ale też również w interesie ocalenia UE od samozniszczenia i będzie dążyła do jej wzmocnienia opartego na współpracy wolnych i suwerennych państw.

Uważam, że dla Polski i Polaków oraz Europejczyków a dla premier B. Szydło w szczególności był to dzień szczególny. Na życzenie PO, Nowoczesnej i KOD (sic!) wczoraj w Strasburgu - jak to powiedział minister W. Waszczykowski - "urodził się nowy lider europejski, który nazywa się Szydło, Beata Szydło. Te trzy godziny pokazały, że narodził się rasowy przywódca. To była wielka osobista wygrana premier Szydło, która będzie procentować dla całego naszego rządu". Ja tylko dodam, że nie tylko naszego rządu, ale rządów wielu krajów, a z Grupy Wyszehradzkiej szczególnie. Bloger "michael" - z czym się zgadzam - ujął to tak "...widać, że w tej debacie poszedł wyraźny sygnał do wszystkich krajów i środowisk wypowiadających się przeciwko zrealizowaniu lewackiej koncepcji Stanów Zjednoczonych Unii Europejskiej - macie wszyscy poparcie dużego europejskiego państwa - Polski, która wraz z krajami Europy Środkowo-Wschodniej buduje ugrupowanie wspierające projekt chrześcijańskiej Unii Suwerennych Państw" [1].

I to jest chyba najważniejszy, długookresowy polityczny efekt tej debaty.  Po wczorajszym dniu wiele krajów i polityków będzie widziało w naszej pani premier właśnie lidera i to w sensie międzynarodowym oraz uwierzy, że możliwa jest rekonstrukcja lewackiej UE.

Dodajmy do tego jeszcze naszego prezydenta A. Dudę i systematyczny wzrost jego geopolitycznych notowań ( w tym w NATO). Ten tandem - szczególnie właśnie w ostatnich dniach - stał się przywódczą alternatywą dla dotychczasowych lewackich i demoliberalnych elit nie tylko unijnych oraz nadzieją dla wielu nie tylko Europejczyków.

Wypada więc tylko podziękować naszym "targowiczanom" i unijnym lewackim nienawistnikom Polski z "kapo" M. Schulzem na czele :)

[1] http://blogmedia24.pl/node/73514

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com