Obserwując od 25 lat naszą scenę polityczną i szerzej społeczną zawsze mieszają mi się raczej negatywne różne emocje... od złości, gniewu poprzez żal, zażenowanie i politowanie, rozpacz a od 2010 roku nawet chęć odwetu...
Gdyby ktoś zabił mi syna, wtargnął do mojego domu i mnie okradł lub tylko próbował, ktoś zdeprawowałby mi dziecko, zgwałcił żonę, napluł w twarz, zniesławił, perfidnie oszukał lub zadrwił i wykorzystał mnie - okłamując - do dokonywania czynów hańbiących... naturalną reakcją byłaby chęć odwetu, zemsta, złość, gniew.
Jako zwykły człowiek nie wiem czy potrafiłbym wybaczyć oprawcy. Nie wiem, czy jako ojciec wybaczyłbym zabicie mego dziecka strzałem w tył głowy w Katyniu, męczarnie mojej żony na Syberii, krwawe i brutalne przesłuchania mojego brata przez UB-eków, sowieckie NKWD czy niemieckie, nazistowskie SS lub SD.
Nie wiem, czy zdołałbym się powstrzymać przed oddaniem strzału do oprawcy, który na Wołyniu z nacjonalistyczną, ukraińską nienawiścią zabijał i ćwiartował zwłoki moich sąsiadów i ich dzieci. A już we wrześniu 1939 roku oddałbym chyba życie za to, aby zdziczały sowiecki agresor nie gwałcił mi małej córeczki lub siostry.
Nie wiem też jakie uczucia by mną targały wobec ludzi, którzy chcąc mnie złamać groziliby mi śmiercią najbliższych (typowe działania UB, WSI i im podobnych Chłopców) a już na pewno nie byłbym pokorny i spolegliwy jeżeliby jednak w jakiś sposób skrzywdzono mi najbliższych.
Tylko Wielcy ludzie potrafią wybaczać i zło dobrem zwyciężać. Jan Paweł II wybaczył swojemu zamachowcowi, Jerzy Popiełuszko za życia wybaczył swoim przyszłym oprawcom (miał świadomość rychłej śmierci z rąk gnid UB-eckich), itd...
Ja nie jestem wielki. Jestem zwykłym, normalnym człowiekiem, który ewentualny sens wybaczenia mógłby znaleźć tylko w wierze, w krzyżu. Chrześcijaństwo jest religią miłości i przebaczenia. Gloryfikuje człowieczeństwo i szacunek wobec innych, nawet tych złych, oprawców, prześladowców i morderców. Mam tą wiarę w sobie... choć naprawdę nieraz strasznie trudno ją pielęgnować w sensie konieczności wybaczania innym...
I tak sobie myślę dziwiąc się wielce. Prosowiecka, antypolska, "wsiowa" swołocz razem z michnikoidalną gromadą oraz prezydentem i PO na czele walczyły onegdaj na Krakowskim Przedmieściu z krzyżem, symbolem miłości i poświęcenia za innych, nawet grzeszników i morderców. Sądzę, że ich poglądy się nie zmieniły i nie możemy o tym zapominać!
Dla tych, którzy cały czas chcą w nas wyplenić chrześcijaństwo mam więc apel! Chłopcy! Czy Wy poszaleliście! Chcecie wyplenić wiarę i tożsamość narodową z Polaków... jednocześnie... kpiąc z nich, gardząc nimi, wykorzystując ich do niecnych celów, lekceważąc ich każdego dnia, pomiatając nimi, nie spełniając obietnic, okłamując, szydząc, wystawiając pomniki sowieckim mordercom i oprawcom ich polskich przodków z 1920 roku, wyzywając ich od ciemniaków i bezmyślnych fanatyków, ogłupiając ich codziennymi informacjami tv, przyjmując ordery z rąk sowieckich, lekceważąc pamięć zmarłych i zamordowanych, ukrywając prawdziwe przyczyny i powody śmierci kolejnych wybitnych Polaków....itd...
Oj Chłopcy!... W ten sposób kręcicie "bat zemsty" dla samych siebie... gdy zabijecie w nas wiarę, gdy zabijecie krzyż... to zostaną tylko w nas zwykłe, ludzkie emocje. Takie, które targają zwykłych (nie świętych) ludzi wtedy, gdy czyni im się krzywdę, morduje najbliższych, gwałci ich dzieci, oszukuje lub okrada, niszczy duchowość i ich człowieczeństwo...
Zważcie... cobyście potem nie żałowali... i pamiętajcie... "Gdy nie szanujesz innych i jesteś wobec nich pełny pogardy, to inni mogą się ciebie bać, ale szanować nie będą nigdy a gardzić będą zawsze" a gdy strach zniknie to... tylko miłosierdzie wynikające z naszej wiary pozwoli na ewentualne przebaczenie...
Każecie w imię pojednania zapomnieć o przewinach oprawców, zapomnieć o prawdzie? Możemy przebaczyć, ale tylko po wyznaniu win, pokazaniu prawdy i szczerym żałowaniu za haniebność dokonywanych uczynków...
Pamięć pozostanie! Jej nie wyplenicie, nie zabijecie! A im mocniej będziecie tego chcieli i im mocniej od nas tego "wymagali" tym siła "naszej reakcji" będzie większa... A jak jeszcze doprowadzicie do tego, że zniknie w nas miłosierdzie wyznawanej przez nas wiary to serdecznie wam współczuję... niemalże nazistowsko-komunistyczni, globalistyczni popaprańcy...
Szczerze pragnę Waszego opamiętania, refleksji i zastanowienia się nad sobą i waszymi czynami. Może i dla Was nie jest jeszcze za późno, może i dla Was wykrzeszemy z siebie te zachowane resztki miłosierdzia. Tylko... pośpieszcie się. Błagam i proszę!
P.S.
Wiem, że niszcząc naszą wiarę chcecie ostatecznie i bezpośrednio zniszczyć i zawładnąć Polską o czym pisałem mi.in w poście "Komu zależy na przejęciu dla siebie Polski?". Zważcie tedy... wielu już próbowało zniszczyć Polskę i Polaków. Komu się udało?
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narodowy patriotyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narodowy patriotyzm. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 października 2014
piątek, 3 października 2014
Róbmy rzeczy realnie nawet małe a staną się kiedyś wielkimi!
Spędziłem kilka ostatnich dni na oglądaniu telewizji... Nasunęło mi się kilka refleksji, które już kiedyś - po takiej dawce medialnego przekazu - naprędce spisałem a dziś w części powtarzam, żałując zmarnowanego przed TV czasu...
Ramówki wszystkich telewizji (wraz z publiczną) przepełnione są popularnymi serialami, programami rozrywkowymi i kabaretami różnej maści. Liczy się dziś tylko oglądalność a przez to obniżanie poziomu tych programów. Jednocześnie kreuje się w ten sposób widza nastawionego w większości na odbiór formy a nie treści, widza odbierającego mediaobrazkowy przekaz w sposób emocjonalny a nie racjonalny. To z kolei jeszcze bardziej obniża jakość tych programów i kółko się zamyka...
Wszystkie te "rozrywkowe" programy były i są często krytykowane przez wielu za miałkość i płytką komercję. Wielu z nas (w tym także znani i uznani krytycy) często negatywnie ocenia każdy ruch, każde słowo czy gest uczestników owych programów. Do dobrego "tonu" należy udowadnianie, że tych programów w zasadzie nie oglądamy, ale za to szeroka widownia, do której te programy są skierowane owszem...
Dziwne to zaiste tłumaczenie. Jaka jest to szeroka widownia? Przecież to zwykli Polacy, którzy chcą mieć trochę rozrywki oglądając telewizję. Czyż nie należy im się ta namiastka wielkiego świata wielkich gwiazd, nawet marnej jakości?
I niestety coraz częściej werbalnie tzw. celebryci chwalą samych siebie nadając pozytywną konotację swoich wyczynów... co dla wielu odbiorców staje się wystarczające dla akceptacji medialnie przedstawianego świata...
Oczywiście można się zżymać, że teatr ogląda o więcej niż połowę mniej widzów niż jakąś "bitwę na głosy", "przesłuchania w ciemno" czy też "mam talent". Można się zastanawiać, dlaczego Polacy nie czytają?
Ale czemu się dziwić?
Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca. Duże miasta, szczególnie uniwersyteckie, gdzie jest wielu studentów, setki klubów, teatry, imprezy kulturalne jeszcze jakoś skłaniają do innego spędzania wolnego czasu niż przed telewizorem. Ale co mają zrobić mieszkańcy szczególnie średnich i małych miast oraz wsi? Jaką mają inną alternatywę od telewizora? Tam jest marazm, nic się nie dzieje, a jeżeli już to dociera to do wąskiej grupy uprzywilejowanych...
Czyż można zatem więc się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają na co dzień?
I tylko przykre jest, że nie ma u nas dostatecznie wykształconych mechanizmów solidarności samorządowej. Nie ma tego oddolnego mechanizmu organizowania się społeczności lokalnej. Są chlubne wyjątki, które jednak potwierdzają tę regułę...
Czyja to jest wina? Kto rządzi u nas od 25 lat?... Niestety prawie cały czas "postokrągłostołowa" zdradliwa elita, dla której liczą się tylko jej dobra własne i uległość wobec swoich pryncypałów, która celowo marginalizuje Polskę lokalną...
Musimy sobie niestety zdać sprawę, że rządzącym obecnie Polską ludziom nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Nie zależy im na silnych samorządach bo tracą władzę.
Wcale jednak nie jesteśmy zdani na ogólnopolskie media, w których leci np. jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity. Możemy mieć własne media regionalne, które w wielu miejscach Polski już istnieją i oferują odbiorcom naprawdę wartościowe programy. Możemy mieć własne organizacje społeczne, gdzie możemy wielokierunkowo realizować nasze działania zmierzające do oddolnej odbudowy naszej Polski.
Polska bowiem to nasz kraj. To my winniśmy decydować, co jest dla nas najlepsze, niezależnie gdzie mieszkamy. Kariera Nikodema Dyzmy, którą mógł osiągnąć tylko w stolicy winna pójść do lamusa. W każdym miejscu Polski, naszej Polski jesteśmy w stanie stworzyć coś wartościowego. Możemy poczuć własną tożsamość i ważność. Poczuć, że o czymś decydujemy, że coś się dzieje.
A przecież jesteśmy narodem dumnym, mądrym i kreatywnym! Cała nasza historia to przeszło 1000 letnie państwo polskie. Państwo przyzwoitych ludzi i królów, bohaterów i męczenników, ludzi honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli różni wichrzyciele i piewcy wybrańców narodu! To my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości! Udowadniamy to przecież na co dzień pracując za granicą...
Wykorzystujmy nasz potencjał i nasze talenty w każdym miejscu gdzie jesteśmy! Organizujmy się i bądźmy dumni z naszej polskości! Kształćmy się i pracujmy dla dobra Polski, naszych dzieci i nas samych! Twórzmy wspólnoty i przedsięwzięcia lokalne! Bierzmy udział we wszystkich patriotycznych inicjatywach i sami je współorganizujmy! Przychodźmy na spotkania z ciekawymi ludźmi... To wszystko jest o wiele wartościowsze od oglądania ogłupiającego TV!
Róbmy pożyteczne, oddolnie pozytywne i patriotyczne rzeczy realnie nawet małe a staną się kiedyś wielkimi dla Polski i nas samych!
Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: "Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu, czyli odbudowy naszej Ojczyzny".
Pozdrawiam
P.S.
Całkowicie pominąłem ocenę treści ogólnopolskich mainstreamowych programów informacyjnych, które obecnie są manipulacyjną i propagandową "tubą" obecnych rządów. Dobrze, że jest jeszcze wolny internet (jak długo?) i kilka niezależnych mediów, jak. TV Trwam...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Ramówki wszystkich telewizji (wraz z publiczną) przepełnione są popularnymi serialami, programami rozrywkowymi i kabaretami różnej maści. Liczy się dziś tylko oglądalność a przez to obniżanie poziomu tych programów. Jednocześnie kreuje się w ten sposób widza nastawionego w większości na odbiór formy a nie treści, widza odbierającego mediaobrazkowy przekaz w sposób emocjonalny a nie racjonalny. To z kolei jeszcze bardziej obniża jakość tych programów i kółko się zamyka...
Wszystkie te "rozrywkowe" programy były i są często krytykowane przez wielu za miałkość i płytką komercję. Wielu z nas (w tym także znani i uznani krytycy) często negatywnie ocenia każdy ruch, każde słowo czy gest uczestników owych programów. Do dobrego "tonu" należy udowadnianie, że tych programów w zasadzie nie oglądamy, ale za to szeroka widownia, do której te programy są skierowane owszem...
Dziwne to zaiste tłumaczenie. Jaka jest to szeroka widownia? Przecież to zwykli Polacy, którzy chcą mieć trochę rozrywki oglądając telewizję. Czyż nie należy im się ta namiastka wielkiego świata wielkich gwiazd, nawet marnej jakości?
I niestety coraz częściej werbalnie tzw. celebryci chwalą samych siebie nadając pozytywną konotację swoich wyczynów... co dla wielu odbiorców staje się wystarczające dla akceptacji medialnie przedstawianego świata...
Oczywiście można się zżymać, że teatr ogląda o więcej niż połowę mniej widzów niż jakąś "bitwę na głosy", "przesłuchania w ciemno" czy też "mam talent". Można się zastanawiać, dlaczego Polacy nie czytają?
Ale czemu się dziwić?
Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca. Duże miasta, szczególnie uniwersyteckie, gdzie jest wielu studentów, setki klubów, teatry, imprezy kulturalne jeszcze jakoś skłaniają do innego spędzania wolnego czasu niż przed telewizorem. Ale co mają zrobić mieszkańcy szczególnie średnich i małych miast oraz wsi? Jaką mają inną alternatywę od telewizora? Tam jest marazm, nic się nie dzieje, a jeżeli już to dociera to do wąskiej grupy uprzywilejowanych...
Czyż można zatem więc się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają na co dzień?
I tylko przykre jest, że nie ma u nas dostatecznie wykształconych mechanizmów solidarności samorządowej. Nie ma tego oddolnego mechanizmu organizowania się społeczności lokalnej. Są chlubne wyjątki, które jednak potwierdzają tę regułę...
Czyja to jest wina? Kto rządzi u nas od 25 lat?... Niestety prawie cały czas "postokrągłostołowa" zdradliwa elita, dla której liczą się tylko jej dobra własne i uległość wobec swoich pryncypałów, która celowo marginalizuje Polskę lokalną...
Musimy sobie niestety zdać sprawę, że rządzącym obecnie Polską ludziom nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Nie zależy im na silnych samorządach bo tracą władzę.
Wcale jednak nie jesteśmy zdani na ogólnopolskie media, w których leci np. jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity. Możemy mieć własne media regionalne, które w wielu miejscach Polski już istnieją i oferują odbiorcom naprawdę wartościowe programy. Możemy mieć własne organizacje społeczne, gdzie możemy wielokierunkowo realizować nasze działania zmierzające do oddolnej odbudowy naszej Polski.
Polska bowiem to nasz kraj. To my winniśmy decydować, co jest dla nas najlepsze, niezależnie gdzie mieszkamy. Kariera Nikodema Dyzmy, którą mógł osiągnąć tylko w stolicy winna pójść do lamusa. W każdym miejscu Polski, naszej Polski jesteśmy w stanie stworzyć coś wartościowego. Możemy poczuć własną tożsamość i ważność. Poczuć, że o czymś decydujemy, że coś się dzieje.
A przecież jesteśmy narodem dumnym, mądrym i kreatywnym! Cała nasza historia to przeszło 1000 letnie państwo polskie. Państwo przyzwoitych ludzi i królów, bohaterów i męczenników, ludzi honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli różni wichrzyciele i piewcy wybrańców narodu! To my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości! Udowadniamy to przecież na co dzień pracując za granicą...
Wykorzystujmy nasz potencjał i nasze talenty w każdym miejscu gdzie jesteśmy! Organizujmy się i bądźmy dumni z naszej polskości! Kształćmy się i pracujmy dla dobra Polski, naszych dzieci i nas samych! Twórzmy wspólnoty i przedsięwzięcia lokalne! Bierzmy udział we wszystkich patriotycznych inicjatywach i sami je współorganizujmy! Przychodźmy na spotkania z ciekawymi ludźmi... To wszystko jest o wiele wartościowsze od oglądania ogłupiającego TV!
Róbmy pożyteczne, oddolnie pozytywne i patriotyczne rzeczy realnie nawet małe a staną się kiedyś wielkimi dla Polski i nas samych!
Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: "Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu, czyli odbudowy naszej Ojczyzny".
Pozdrawiam
P.S.
Całkowicie pominąłem ocenę treści ogólnopolskich mainstreamowych programów informacyjnych, które obecnie są manipulacyjną i propagandową "tubą" obecnych rządów. Dobrze, że jest jeszcze wolny internet (jak długo?) i kilka niezależnych mediów, jak. TV Trwam...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
czwartek, 21 sierpnia 2014
Wspólnie walczmy o Polskę!
Jestem kamieniem, ludzie głazami...
Staję się piaskiem, Oni górami...
Chciałbym aby powyższe słowa stały się dla Polaków drogowskazem zjednoczenia narodowego i stanowiły podstawę porozumienia dla ratowania naszej Ojczyzny.
W ostatnim swoim poście "Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy" napisałem: "Większość z nas ciągle - mimo wszystkich przeciwności - jest patriotami. Może nieraz nie potrafimy tego wyrazić, ale gdzieś podświadomie czujemy tą polskość w naszych sercach. Ten - tkwiący w nas - duch patriotyzmu nie umarł. On jest! Może uśpiony i wydawałoby się, że skutecznie zabity przez wrogów naszej Ojczyzny, naszej niepodległości, przez ludzi o mentalności okupantów".
Wierzę, że faktycznie ten nasz patriotyzm jest i powoli dorasta nowe pokolenie młodych Polaków, które przy naszej pomocy będzie walczyć o to, aby Polska stała się niezniszczalną górą a nie sypkim piaskiem... który jest w stanie rozwiać byle wiatr wzbudzony przez naszych wrogów...
Historia naszej państwowości obrazuje nam, że prawie w każdym stuleciu mieliśmy wielu wrogów, którzy pragnęli nas ograbić i zniszczyć. Wielokrotnie się to udawało, co w sposób szczególny znalazło swoje odbicie w okresie zaborów Rzeczpospolitej.
Również ostatnie dziesięciolecia obfitowały w akty nienawiści dla naszego kraju. Wojna polsko-bolszewicka, II WŚ, cały okres komunizmu i III RP są tego przykładem.
Być może nie dla wszystkich cały okres komunizmu i postkomunizmu (do chwili obecnej) wydają się czymś dla Polski negatywnym, ale musimy zdać sobie sprawę z faktu celowej degradacji Polski i narodu polskiego, który jest aż nadto widoczny i z precyzją realizowany od 1943 (t.j. dokładnie od 4 lipca czyli zamachu na gen. Sikorskiego oraz dalej: Teheranu, Jałty i Poczdamu) do 1968 (marzec) roku i od 1976 (powstanie KOR) roku do dzisiaj.
Tak naprawdę w owym okresie - oprócz oczywiście wrogiej wobec nas ideologii komunistycznej oraz równie wrogiej nam idei zniemczonej już Unii Europejskiej - narodowo byliśmy i jesteśmy nadal niszczeni wcale nie przez Moskwę czy Berlin, ale zgoła przez kogo innego.
Od dawna sugeruję zmianę kieunku i natężenia krytyki wobec zachowań czysto antypolskich. Naprawdę nie celują w nich ani Niemcy ani Rosjanie i to nie te dwa narody kreują na świeciwe antypolskość w stylu: to Polacy są winni za "polskie obozy koncentracyjne" i Holocaust. I naprawdę to nie te narody najbardziej nas nienawidzą za katolickość i naszą tradycję oraz patriotyzm Nie te narody też żądają od nas jakiś mitycznych i niezgodnych z naszym prawem odszkodowań... A kto? Warto - odpowiadając sobie na to pytanie - przeczytać książkę tragicznie zmarłego ks. Tadeusza Kiersztyna: "Zatrute źródło - masoneria" (http://intra-ak.pl/pdf/zatrute_zrodlo_masoneria-...) czy też książkę Henryka Pająka: "Kościół do katakumb, Polska do kasacji". Wydaje się, że pouczające byłoby też w tym względzie prześledzenie całej publicystyki GW czy też prywatnych stacji telewizyjnych TVN i Polsatu...
W Polsce niestety polskiej władzy obecnie praktycznie nie ma, więc tym bardziej winniśmy kreować hasło: Polska dla Polaków i dla tych, którzy asymilując się z nami przyjmują nasze narodowe wartości.... Winniśmy wszak uczyć się od Żydów jakimi patriotami winniśmy być. (Na marginesie: ciekawe ilu etnicznych nie-Żydów jest w Izraelu ministrami czy też osobami sprawującymi jakiekolwiek funkcje kierownicze? Porównajmy to z naszym krajem, gdzie nieetnicznych Polaków, niezwiązanych z naszym narodem a więc nie działających na jego rzecz jest we władzach w Polsce dość pokaźna liczba... Ciekawie by to porównanie wypadło..) Tak więc uczmy sie od Żydów patriotyzmu, w tym dobrym sensie... tak jak oni go postrzegają we własnym kraju... Oczywiście żaden Polak w Polsce nigdy by nawet nie pomyślał, aby budować getta dla innych narodów na terenie naszej Polski... To raczej są wymysły tak antyludzkie, że chyba wynikają właśnie z chorego w swojej wymowie przeświadczenia, że "my to ludzie" a "inni to bydło"...
Wracając do degradacji naszej Polski w okresie całej tzw. III RP czy też PRL-bis...
Dla istnienia i rozwoju państw potrzebne są prawdziwe propaństwowe elity a takich w Polsce niestety nie ma. Przez te już 25 lat polskie elity polityczne nie były źródłem powstawania nowego, prawego państwa. Stały się raczej w oczach jego obywateli synonimem małostkowości, karierowiczostwa, partyjniactwa i korupcji. Można powiedzieć, że "ryba psuje się od głowy" i tak też polskie "elity" postokrągłostołowe doprowadziły do zepsucia całego państwa oraz kreacji ludzkich antywartości cechujących dużą ilość Polaków. Podstawą był oczywiście brak powojennych prawdziwych patriotów (zostali wymordowani, deportowani na wschód lub wyemigrowali do innych krajów) oraz brak rozliczeń z przeszłością (lustracja i dekomunizacja) i umożliwienie przestępcom komunistycznym swobodnego funkcjonowania i rozwoju w nowej Polsce. Ich sposób działania i wyznawane wartości życiowe stały się więc obowiązującymi w III RP. "Homo sovieticus" i jego cechy nie stały się więc w dwudziestopięcioleciu 1989-2014 obiektem krytyki a wręc przeciwnie: nastąpiło jego przepoczwarzenie w "kolorowe opakowanie", puste w środku.
Chyba też nikogo nie trzeba przekonywać, że posiadana wiedza, odpowiednie realizowane w życiu zasady i wartości etyczno-moralne, zdrowie i bezpieczeństwo finansowe są niezbędnymi elementami rozwoju każdego człowieka. Stanowią też determinanty ogólnego rozwoju narodów i państw, w tym oczywiście naszej Polski,
Te nasze zdradzieckie "elity" dobrze znają powyższą prawdę. Wydaje się, że stąd w nich taka determinacja w niszczeniu i degradacji wszystkich tych czterech filarów.
Przez 25 lata nie pozwolono Polakom rozwinąć zamożnej klasy średniej i sprowadzono ich większość do roli taniej siły roboczej ubezwłasnowolnionej kredytami. Wyprzedano też niemal cały majątek narodowy a ten, który pozostał w większości jest również przeznaczony do sprzedaży. Polacy w swojej większości nie czuja się bezpieczni finansowo a dodatkowo jeszcze mają niewolniczo pracować dłużej. Jeden filar niemal zniszczony...
Przez te lata usilnie też rugowano z życia prywatnego i publicznego wszelkie od wieków występujące w Polsce zasady i wartości etyczno-moralne kształtujące nas samych i naszą tożsamość narodową. Operacja się niemal udała, co widać po wynikach wszystkich ostatnich wyborów a także po tym, że większość Polakó w ogóle w nich nie uczestniczy... Drugi filar niemal zniszczony...
O zdrowiu można pisać w nieskończoność a ja szeroko opisałem stan polskiej ochrony zdrowia w swoim tekście: "Ochrona zdrowia: plan "C" - kontynuacja czy debata?" . Trzeci filar niemal zniszczony...
Od dawna też prowadzi się w Polsce politykę obniżania poziomu wykształcenia Polaków wraz z usuwaniem ze szkół treści i przedmiotów ocierających się swoim obszarem o polskość i narodowy patriotyzm (język polski, historia) a także intelektualnie rozwijających przedmiotów ścisłych. Czwart filar jest systematycznie niszczony...
Polsce potrzebne jest więc działanie oddolne, integrujące propolską działalność i próbujące ocalić resztkę naszej Ojczyzny. Razem, wspólnie i wszyscy stwórzmy więc głazy, z których może powstać wspaniała góra odrodzonej i pięknej Polski!
-------
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
niedziela, 17 sierpnia 2014
PRL-bis i chorobowy dla niej polski narodowy patriotyzm!
Zrazu ten dla nich wirus powodował tylko lekkie przeziębienie, które jak się "organizmowi" wydawało samo przejdzie. Kuracja była więc adekwatna do niepoważnego traktowania owego przeziębienia - gorąca herbatka z "michnikowszczyzny" i samoleczenie, polegające na próbach: jego "przechodzenia" bez konieczności stosowania innych farmaceutyków oraz medialnie manipulacyjnego jego oswajania w celu neutralizacji samej istoty choroby.
Ta pewność niemal samoistnego wyleczenia pozwalała "organizmowi" spokojnie czekać aż sam się wyleczy i "wirusowa" choroba ustąpi. Dla podtrzymania tego stanu samoutwierdzał się w tym przekonaniu, aż nabrał 100% pewności nieuchronności jego całkowitego wyleczenia.
I wydawało się, że po niemal 20 latach choroba powoli ustępuje. Ale... okazała się bardziej podstępna i ponownie zaatakowała w wyborach w roku 2005. Zaatakowała taką gorączką, że "organizm" musiał wziąć aspirynę i półprzytomny zawlókł się do łóżka. A on przecież tego tak nie znosił, wprost alergicznie nie tolerował. Leżenie i chorowanie nie było stanem lubianym przez "organizm" od samego jego początku, czyli jego "magdalenkowych" i "okrągłostołowych" zdradliwych narodzin (w wyniku reinkarnacji) w 1989 roku. Zresztą jego poprzednie wcielenie (te przed 1989 rokiem) też nie znosiło żadnych choróbsk, niszcząc je wtedy skutecznie, np. pigułką stanu wojennego.
Tak więc leżąc w łóżku "organizm" się kurował i były nawet widoczne oznaki ozdrowienia. Z wielką ulgą więc zerwał się szybko na równe nogi i opuszczając znienawidzony mebel z uśmiechem wrócił do życia codziennego. Ale biedaczysko zapomniał o okresie rekonwalescencji, co niestety odbiło się ponownym nawrotem, wcale nie wyleczonej, choroby w wyborach prezydenckich roku 2005. A, że choroba przenoszona i nieskutecznie leczona wraca z większą siłą, to teraz spowodowała aż całkowite dwuletnie przykucie "organizmu" do łóżka!
Niedouczeni - ale przekonani o swojej nieomylności - lekarze-felczerzy cały czas robili co mogli aby choć w części przywrócić "organizm" do zdrowia. Połowicznie się to udało i zaleczony powrócił do zdrowia w wyborach parlamentarnych w 2007 roku. I od tamtego czasu walczy z chorobą polskiego, narodowego patriotyzmu wszelkimi dostępnymi metodami i środkami, które co prawda krótkookresowo przynoszą ulgę, ale długookresowo wyniszczają "organizm" wewnętrznie, osłabiają go pozwalając niemalże na samozniszczenie. Ale "organizm" tego nie dostrzegał i dalej nie dostrzega, bo w międzyczasie - niczym narkoman, lekoman czy alkoholik - uzależnił się od PR-owych środków halucynogennych uśmierzających świadomość istnienia tej koszmarnej dla nich wirusowej choroby polskiego patriotyzmu. I nie pomagają nawet lekarstwa w postaci tabletek i zastrzyków mających uczynić Polaków współwinnymi mordowania Żydów w czasie II WŚ, ciągłe powtarzanie frazy "polskie obozy koncentracyjne" czy też syjonistyczny i a'prioryczny syjonistyczny antypolonizm. Również nie przyniosła ulgi ani oznak wyzdrowienia kuracja, która spowodowała ponad 2 milionową emigrację "za chlebem" przeszło 2 milionów młodych Polaków... Polski patriotyzm dalej trwa a "organizm" coraz bardziej chaotycznie próbuje z nim walczyć...
Czy nie znamy wszyscy tego nieprzyjemnego uczucia, kiedy źle dobraliśmy leki lub leczyliśmy niewłaściwą chorobę? I mimo dozowania farmaceutyków w coraz większej różnorodności i ilościach nie zauważaliśmy efektów wyzdrowienia, a nieraz nawet pogłębienie choroby? Cóż się w tedy z nami dzieje? Stajemy się źli na cały świat, sfrustrowani, psioczymy na lekarzy i służbę zdrowia a już odium naszej agresji wywołuje sama choroba! W desperacji więc bierzemy coraz to inne antybiotyki przepisywane przez różnych lekarzy, dostajemy zastrzyki, wyjadamy cała apteczkę... I jeżeli choroba dalej trzyma się mocno, żaden antybiotyk nie pomaga i spodziewać się możemy nowego jej "rzutu", to zaczynamy w końcu panikować i być zdziwieni, że tak się dzieje. Jesteśmy wtedy skłonni nawet brać leki eksperymentalne...
W takiej sytuacji znalazł się w 2010 roku "organizm III RP" z jej głównym filarem, czyli PO! Nie mógł on dopuścić, aby znowu wirus chorobowy wygrał z nim w kolejnych wyborach prezydenckich. Sięgnął tedy do leku eksperymentalnego, który miał zniszczyć ten niby rozpoznany "wirus" patriotyzmu niemal całkowicie...Tym lekiem była pigułka zamachu smoleńskiego, z której "organizm" z lubością skorzystał...
I... nic nie pomogło. Choróbsko w postaci odradzającego się oddolnie narodowego patriotyzmu wraz ze znienawidzonym PiS dalej się trzyma. Mało tego! Jak rak lub gangrena zżera "organizm" od środka powodując coraz większe spustoszenie np. ledwo wygranymi a faktycznie zremisowanymi z PiS-em ostatnimi wynikami wyborów do Europarlamentu. A do tego bieżące sondaże prorokują coraz większe nasilenie choroby...
Rodzi to naturalny bunt i panikę...
A jeżeli to jest choroba śmiertelna!? - gdzieś tam w zakamarkach michnikoidalnej podświadomości pewnie pojawiają się te tak natrętne myśli i przypuszczenia. Trzeba więc działać! - myśli "organizm". I spróbować innych jeszcze specyfików... ale wtedy właśnie następuje chaos w ich doborze sprawiający, że przyjmuje się ich zestaw mogący bardziej szkodzić a nie pomagać!
W konsekwencji choroba dalej trwa... "Organizm" coraz bardziej zmęczony ciągłą z nią walką staje się coraz mniej odporny i osłabiony. Wielce prawdopodobne a niemal pewne jest, że długość i intensywność niewłaściwej i a'priori chybionej kuracji może po prostu skończyć się dla "organizmu" agonią.
"Organizm" od 2005 a szczególnie od 2007 roku (a nawet od 1944) użył wszelkich metod leczenia, wypróbował wszystkie specyfiki, wraz z - wydawać by się mogło - ostatecznym zniszczeniem wirusa patriotyzmu w Smoleńsku i zażyciem "seryjnego samobójcy" i "nieszczęśliwego wypadku".
Wszyscy, lekarze wmawiali mu, że choroba zostanie pokonana, ale tak się nie stało. Do znerwicowanego tym faktem "organizmu" dotarła (lub systematycznie dociera) brutalna prawda: walka z chorobą zwaną polskim, narodowym patriotyzmem została przegrana! I, mimo że tak bardzo pragnie żyć, "organizm" powoli umiera.... i staje się wobec tego faktu bezsilny...
Może jeszcze przed śmiercią, jak to się często zdarza, na chwilę poczuje się lepiej...ale będą to jego ostatnie chwile...
... A już po agonii "organizmu" historia dokona jego "sekcji zwłok", której wyniki dla niektórych wcale nie będą zaskakujące: PRL-bis nie mogło wygrać z chorobą bo niewłaściwie zdiagnozowano jej przyczynę! Historyczne konsylium lekarskie orzeknie bowiem, iż nie był to wirus a - przez ponad 1000 lat niezniszczalna i pożyteczna dla Polski i narodu polskiego - bakteria!
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)