W październiku 2016 roku ukazał się bardzo ciekawy artykuł Pana Aedona Cassiela zatytułowany "The Jewish Question for Normies" (Pytanie o żydowskie normy). Ten artykuł odnalazłem w sieci dopiero dziś a jako, że jest bardzo ciekawy przytaczam go niemal w całości. Jest trochę innym spojrzeniem na rolę Żydów w USA oraz na tzw. skrajną prawicę, która jest etnonacjonalistyczna tak samo jak etnonacjonalistyczni są żydowscy syjoniści w Ameryce i w Izraelu.
Artykuł zaczyna się od wskazania przewagi Żydów w światowych mediach, dlatego też zanim przejdę do treści artykułu chciałbym przedstawić tabelę, która wskazuje na pełnych oraz "mieszanych" Żydów w mediach na tle innych narodowości:
Żydzi w światowych mediach. Obraz jest duży, ale można go zapisać jako odrębny plik i uruchomić z poziomu Windowsa oraz później lekko powiększyć, wtedy będzie widoczny w takim zakresie, że będziemy mogli go odczytać.
Źródło: https://jasonbayz.files.wordpress.com/2015/07/industrydems.png
The Jewish Question for Normies (Aedon Cassiel)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tv. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tv. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 sierpnia 2019
wtorek, 16 lipca 2019
Na czym polega propaganda i manipulacja medialna? (1)
Dziś nasza rzeczywistość to niewątpliwie czas przekazu medialnego i zarazem propagandy oraz manipulacji medialnej.
Szeroko rozumiane - w sensie źródła jak i sposobu przekazu - media/zjawiska (telewizja, radio, internet, prasa, film, seriale, imprezy masowe, reklamy, PR, etc.) w sensie werbalnego i pozawerbalnego oddziaływania na zwykłego człowieka stały się już nie czwartą, ale pierwszą władzą. I to władzą potężną. Są już nie tylko źródłem informacji o otaczającym nas świecie, nie tylko przekazują wiedzę, dostarczają rozrywki oraz innych wartości, ale stały się kreatorem zbiorowych zachowań i określonych sposobów myślenia oraz stylów życia jednostek i ich grup. Niczym „bóg” są zarówno „panem” stworzenia, jak i „panem” unicestwiania wybranych wszelkich osób, rzeczy, zjawisk i zdarzeń.
Ogromne znaczenie przekazu medialnego nie jest niczym nowym. Od początków rozwoju ludzkości przekaz medialny (w rożnej formie) jest jej nieodłącznym elementem. Obok mowy bezpośredniej jest podstawowym, zbiorowym komunikatorem pomiędzy ludźmi, ich zbiorowiskami, organizacjami oraz kastami (rządzący – poddani). Przykładem mogą być starożytne igrzyska czy tenże teatr.
Niemniej dopiero wiek XX i czas obecny jest dla przekazu medialnego okresem wcześniej niespotykanej świetności i rozwoju. Nie analizując szczegółowo, intuicyjnie możemy powiedzieć, że stało się to możliwe dzięki postępowi techniczno-technologicznemu, którego efektem jest powstanie globalnego społeczeństwa informacyjnego (również nie wnikając w szczegółowe dywagacje na temat określonego jego znaczenia).
Daje to właścicielom i dysponentom owych mediów wprost nieograniczone możliwości władania nad innymi. Teraz wszyscy posiadamy już Internet, smartfony i to w tym obszarze istnieje możliwość totalnej inwigilacji i propagandy. Ale jest to broń obosieczna, bo - o ile Internet nie zostanie ocenzurowany, z czym mamy do czynienia już dzisiaj (fora społecznościowe) - można w sieci znaleźć różne, nawet sprzeczne ze sobą informacje i możemy na ich podstawie wyrobić swoje własne zdanie.
Daje władzę niemalże absolutną. Przekaz medialny jest bowiem najefektywniejszym instrumentem nie tylko zdobycia i utrzymania władzy politycznej, ale i materialnej oraz duchowej (emocjonalnej) nad człowiekiem. Przekaz ten decyduje też o tym jak postrzegamy świat i co oraz w jaki sposób się o nim dowiadujemy. Jak go de facto interpretujemy.
Łatwo możemy zauważyć, że tak pojmowany przekaz medialny jest wprost wymarzonym instrumentem propagandy i manipulowania tymże człowiekiem oraz jego myśleniem, zachowaniem, doborem oraz hierarchią realizowanych w życiu wartości . Stąd tak ważnym jest różnorodność źródeł przekazu medialnego i wielość sposobów jego artykulacji, czyli - w ogromnym skrócie – wolność, odpowiedzialność, rzetelność i niezależność mediów (przekazu medialnego).
Czy w sensie idealnego modelu możliwe są takowe wolne i niezależne media we współczesnym świecie? Nie będę odkrywczy jeżeli powiem, że nie. Ale każdy z nas indywidualnie oraz zbiorowo winien mieć możliwość i umiejętność krytycznego spojrzenia na istotę przekazu medialnego. Powinien dostrzegać jego prawdziwy charakter, ale też sytuację, w której przekaz medialny jest nośnikiem obłudy, fałszu, kłamstwa lub zawoalowanego nacisku socjotechniczno-propagandowego. A jeżeli tego nie potrafi to za niego winny to czynić np. instytucje państwowe (w tym media publiczne) lub niezależni dziennikarze.
W ostatnich latach w Polsce mamy do czynienia z zalewem propagandy i manipulacji medialnej. Warto więc wiedzieć czym ta propagnda jest i jakie są jej formy. Pozwoli nam to krytycznie ocenić wartość przekazu medialnego i - dzięki posiadanej wiedzy - rozszyfrować ewentualne próby zmanipulowania nas.
Od niepamiętnych czasów sterowanie innymi dawało władzę a jedną z podstawowych metod wpływu na innych ludzi była i jest właśnie propaganda a w czasach dzisiejszych szczególnie propaganda medialna pozwalająca na manipulowanie i sterowanie szerokim gronem odbiorców treści medialnych. Nie wnikając zbytnio w szczegóły naukowe, propaganda (od łac. propagare - rozszerzać, rozciągać, krzewić) jest to celowe działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegające na perswazji intelektualnej i emocjonalnej (czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów). Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji. W języku potocznym utrwaliło się wartościujące znaczenie terminu propaganda jako synonimu stosowania, kłamstw, półprawd, manipulacji – przeciwieństwo informacji, refleksji, dyskusji. Często nazywa się tak zabiegi marketingu politycznego. (za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Propaganda).
Uważany za jednego „z guru” propagandy Alfred McClung Lee już w 1953 roku stworzył dzieło będące prawie że „biblią” propagandy (McClung Lee, Alfred, 1953, How to understand Propaganda, New York, Toronto: Rinehart & Company). Jego definicja propagandy zawarta w tym dziele to „działalność polegająca na operowaniu słowami, symbolami i osobistościami z intencją poparcia lub zaatakowania jakiegoś zainteresowania, projektu, programu, instytucji, osoby, produktu lub usługi w oczach i umysłach publiczności”.
Istnieją trzy podstawowe typy propagandy:
a) informacyjna – odwołuje się do komponentu poznawczego,
b) emocjonalna – odwołuje się do komponentu oceniającego, emocjonalnego,
c) sterująca – pokazuje przykłady (wzorce) zachowań.
Jedną z podstawowych metod propagandy jest socjotechnika rozumiana jako: „ogół metod, środków i działań praktycznych zmierzających do wywołania pożądanych przemian w postawach lub zachowaniach społecznych, np. oddziaływanie (pozytywne lub negatywne) nauczyciela na uczniów, wpływ reklamy na jednostkowe lub społeczne zachowania konsumpcyjne”. (za: Roman Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller, Słownik Encyklopedyczny. Edukacja Obywatelska” Wydawnictwa Europa, 1999).
Podstawowymi metodami socjotechnicznymi są np.: perswazja, manipulacja, intensyfikacja lęku. Oddziaływania socjotechniczne kierowane są zarówno na emocje-psychikę (strach, współczucie, miłość), jak i na intelekt-umysł (prezentacja danych statystycznych, powoływanie się na badania i autorytety naukowe).
Istnieją różnorodne metody socjotechniczne wykorzystywane dla celów propagandy, manipulacji i reklamy. Do najważniejszych z nich możemy skrótowo wymienić*:
a) Metoda zwrócenia uwagi – używanie różnego rodzaju trików zwracających uwagę i pokazujących korzyści wynikające z oferowanego produktu lub tez np. postawy społecznej lub określonego myślenia (np. ukazywanie zwolenników PO i "michnikowszczyzny" jako prawdziwych, światłych i wykształconych ludzi oraz Europejczyków, kreowanie wielokulturowości jako synonimu nowoczesności, itp),
b) Metoda irradiacji – oddziaływanie poprzez kontekst, w którym ukazuje się dany obiekt lub treść. Przeprogramowanie wartości i emocji z osób i treści stanowiących tło, na osoby i treści, które zgodnie z intencją powinny być wyeksponowane. Nie zawsze ważne jest kim się jest, co się prezentuje, ale czasami ważniejsze jest to, z kim się zadajemy, przebywamy (np. w otoczeniu polityka). Ważny jest sposób ukazywania danej osoby lub rzeczy a nawet kolorystyka – kolor zielony, kojarzy się z naturą, towarzystwa ubezpieczeniowe, najczęściej wykorzystują kolor błękitny, a czarny uważa się za luksusowy,
c) Technika identyfikacji – polega na zmniejszaniu dystansu między nadawcą a odbiorcą. Trzeba pokazać, że jest się z tego samego środowiska, że zna się potrzeby tego środowiska. Nie można jednak przesadzić, gdyż może to być niekorzystne,
d) Technika stereotypizacji – odwoływanie się do stereotypów zadomowionych w danym środowisku i wykorzystywanie ich. Przekaz medialny (np. reklama) wykorzystuje stereotypy międzypokoleniowe, płci, przedmiotowe wykorzystywanie kobiet, mężczyzna jako ekspert (np. "zabierz babci dowód"),
e) Metoda symplifikacji – operowanie skrótami, dąży się do sformułowań zwięzłych i jednoznacznych. Istotą jest redukowanie programów do sloganów, sloganów do obrazów, itd.,
f) Technika suplemacji – polega na segmentacji rynku. Przygotowanie różnych argumentów dla różnych segmentów tego rynku (do różnych grup, różnego środowiska, różnymi kanałami dystrybucji),
g) Technika dwustronnej argumentacji - robimy wrażenie na publiczności, że nasz komunikat jest komunikatem obiektywnym. Udajemy, że obiektywnie patrzymy na siebie i przeciwnika,
h) Technika globalnego ataku – prowadzone na dużą skalę i jest skondensowana w czasie. W krótkim odstępie czasowym są skondensowane informacje. Adresowana jest do ludzi nie posiadających wyrobionego zdania. Bazuje na mechanizmie sokratyjskim – jeżeli do człowieka dociera informacja sprzeczna z jego poglądami, to ją wypycha albo bagatelizuje. Nie można przesłać informacji sprzecznej z poglądami danej osoby. Wysyła się takie informacje, które nawiązują do tego systemu wartości. (z tą techniką mieliśmy do czynienia przez cały czas za rządów PO, kiedy to PiS jest obiektem globalnego alogicznego ataku, który trwa do dzisiaj ),
i) Metoda „zasada wiarygodności” – komunikat musi być wiarygodny w znaczeniu: osoby, które przekazują komunikat, są kompetentne i występuje zgodność formy z treścią. To, co się usłyszy, musi być zgodne z tym, co się widzi.
* na podstawie informacji z sieci
P.S.
Forma postu nie pozwala na szerokie omówienie całości tematu. Zachęcam do czytania książek na temat metod, technik, instrumentów i rzeczywistych sposobów manipulacji jednostkami i ich grupami. O ile czas pozwoli postaram się w kolejnym wpisie na ten temat omówić szczegółowo poszczególne formy propagandy i wskazać jeszcze inne przykłady - stosowanych obecnie przez rządzących i ich media, przez totalną opozycję i jej media - technik propagandy i manipulacji, w tym tych medialnych... Wskażę też wartościowe opracowania, których przeczytanie pozwoli nam skutecznie bronić się przed ich wpływem...
Tak więc mój materiał będzie podzielony na części. Dziś była jego pierwsza odsłona.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".
sobota, 29 października 2016
"Musisz to wiedzieć" - włocławski program jakiego nie ma w żadnej telewizji ogólnopolskiej!
Włocławski miejski kanał telewizyjny CW24 od dłuższego czasu emituje znakomity program prowadzony przez redaktora Macieja Maciaka i politologa Jana Stockiego, który nosi tytuł: "Musisz to wiedzieć". Szkoda, że tego programu nie mają możliwości oglądać Polacy w każdym zakątku kraju. Bo warto.
Jestem Włocławianinem. W tym mieście się wychowałem, ukończyłem szkołę podstawową i średnią techniczną (nieistniejące już Technikum Mechaniczne) i mimo, że następne ponad 20 lat związany byłem i raczej jestem z Toruniem, gdzie ukończyłem studia ekonomiczne a krótko też z Inowrocławiem to zawsze jakoś miło wspomina się rodzinne strony. I jestem dumny, że właśnie we Włocławku i we włocławskiej telewizji CW24 objawili się wspaniali autorzy tworzący program jakiego nie ma w żadnej telewizji ogólnopolskiej. Brawo!
Polecam wszystkim oglądanie tego programu. Autorzy mówią o rzeczach, których nie usłyszymy w mediach ogólnopolskich a ich przygotowanie zawodowe, specyficzna ironia, zaangażowanie w poszukiwaniu pomijanych przez wszystkich ciekawych informacji jest godne podziwu. Poza tym jest mi tym bardziej miło, że ogólnie raczej zawsze zgadzam się z ich poglądami i interpretacją międzynarodowych i krajowych faktów.
Oczywiście można się z włocławskimi dziennikarzami nie zgadzać, ale naprawdę warto poznać ich opinię oraz także zapoznać się z faktami przez nich wybranymi i zaprezentowanymi na antenie. Program może zaskakująco skłaniać do myślenia, zadumy i refleksji nad dzisiejszym światem.
Gdzie świat zmierza? Dlaczego jest tak a nie inaczej? Co kryje się za kulisami wielkiej polityki? Czy tzw. "teorie spiskowe" to prawda czy fałsz? To pytania, na które autorzy starają się odpowiedzieć i oprócz częstego - co oczywiste - nawiązywania do spraw włocławskich to właśnie sprawy ogólnopolskie i międzynarodowe stanowią clou programu i swoistą jego informacyjną misję. Inteligentne dziennikarstwo z prawdziwego zdarzenia!
Jeszcze raz polecam, mając nadzieję, że ów program zostanie dostrzeżony przez władze obecnej TVP. Oby!
Poszczególne odcinki można obejrzeć na stronie telewizji CW24: cw24.tv oraz przeszukując YouTube. Jeden z ostatnich odcinkóe można obejrzeć m.in. tutaj: http://www.dailymotion.com/video/x4yp1st_musisz-to-wiedziec-158-1-2_tv (na stronie dailymotion jest większość odcinków).
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Jestem Włocławianinem. W tym mieście się wychowałem, ukończyłem szkołę podstawową i średnią techniczną (nieistniejące już Technikum Mechaniczne) i mimo, że następne ponad 20 lat związany byłem i raczej jestem z Toruniem, gdzie ukończyłem studia ekonomiczne a krótko też z Inowrocławiem to zawsze jakoś miło wspomina się rodzinne strony. I jestem dumny, że właśnie we Włocławku i we włocławskiej telewizji CW24 objawili się wspaniali autorzy tworzący program jakiego nie ma w żadnej telewizji ogólnopolskiej. Brawo!
Polecam wszystkim oglądanie tego programu. Autorzy mówią o rzeczach, których nie usłyszymy w mediach ogólnopolskich a ich przygotowanie zawodowe, specyficzna ironia, zaangażowanie w poszukiwaniu pomijanych przez wszystkich ciekawych informacji jest godne podziwu. Poza tym jest mi tym bardziej miło, że ogólnie raczej zawsze zgadzam się z ich poglądami i interpretacją międzynarodowych i krajowych faktów.
Oczywiście można się z włocławskimi dziennikarzami nie zgadzać, ale naprawdę warto poznać ich opinię oraz także zapoznać się z faktami przez nich wybranymi i zaprezentowanymi na antenie. Program może zaskakująco skłaniać do myślenia, zadumy i refleksji nad dzisiejszym światem.
Gdzie świat zmierza? Dlaczego jest tak a nie inaczej? Co kryje się za kulisami wielkiej polityki? Czy tzw. "teorie spiskowe" to prawda czy fałsz? To pytania, na które autorzy starają się odpowiedzieć i oprócz częstego - co oczywiste - nawiązywania do spraw włocławskich to właśnie sprawy ogólnopolskie i międzynarodowe stanowią clou programu i swoistą jego informacyjną misję. Inteligentne dziennikarstwo z prawdziwego zdarzenia!
Jeszcze raz polecam, mając nadzieję, że ów program zostanie dostrzeżony przez władze obecnej TVP. Oby!
Poszczególne odcinki można obejrzeć na stronie telewizji CW24: cw24.tv oraz przeszukując YouTube. Jeden z ostatnich odcinkóe można obejrzeć m.in. tutaj: http://www.dailymotion.com/video/x4yp1st_musisz-to-wiedziec-158-1-2_tv (na stronie dailymotion jest większość odcinków).
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
piątek, 3 października 2014
Róbmy rzeczy realnie nawet małe a staną się kiedyś wielkimi!
Spędziłem kilka ostatnich dni na oglądaniu telewizji... Nasunęło mi się kilka refleksji, które już kiedyś - po takiej dawce medialnego przekazu - naprędce spisałem a dziś w części powtarzam, żałując zmarnowanego przed TV czasu...
Ramówki wszystkich telewizji (wraz z publiczną) przepełnione są popularnymi serialami, programami rozrywkowymi i kabaretami różnej maści. Liczy się dziś tylko oglądalność a przez to obniżanie poziomu tych programów. Jednocześnie kreuje się w ten sposób widza nastawionego w większości na odbiór formy a nie treści, widza odbierającego mediaobrazkowy przekaz w sposób emocjonalny a nie racjonalny. To z kolei jeszcze bardziej obniża jakość tych programów i kółko się zamyka...
Wszystkie te "rozrywkowe" programy były i są często krytykowane przez wielu za miałkość i płytką komercję. Wielu z nas (w tym także znani i uznani krytycy) często negatywnie ocenia każdy ruch, każde słowo czy gest uczestników owych programów. Do dobrego "tonu" należy udowadnianie, że tych programów w zasadzie nie oglądamy, ale za to szeroka widownia, do której te programy są skierowane owszem...
Dziwne to zaiste tłumaczenie. Jaka jest to szeroka widownia? Przecież to zwykli Polacy, którzy chcą mieć trochę rozrywki oglądając telewizję. Czyż nie należy im się ta namiastka wielkiego świata wielkich gwiazd, nawet marnej jakości?
I niestety coraz częściej werbalnie tzw. celebryci chwalą samych siebie nadając pozytywną konotację swoich wyczynów... co dla wielu odbiorców staje się wystarczające dla akceptacji medialnie przedstawianego świata...
Oczywiście można się zżymać, że teatr ogląda o więcej niż połowę mniej widzów niż jakąś "bitwę na głosy", "przesłuchania w ciemno" czy też "mam talent". Można się zastanawiać, dlaczego Polacy nie czytają?
Ale czemu się dziwić?
Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca. Duże miasta, szczególnie uniwersyteckie, gdzie jest wielu studentów, setki klubów, teatry, imprezy kulturalne jeszcze jakoś skłaniają do innego spędzania wolnego czasu niż przed telewizorem. Ale co mają zrobić mieszkańcy szczególnie średnich i małych miast oraz wsi? Jaką mają inną alternatywę od telewizora? Tam jest marazm, nic się nie dzieje, a jeżeli już to dociera to do wąskiej grupy uprzywilejowanych...
Czyż można zatem więc się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają na co dzień?
I tylko przykre jest, że nie ma u nas dostatecznie wykształconych mechanizmów solidarności samorządowej. Nie ma tego oddolnego mechanizmu organizowania się społeczności lokalnej. Są chlubne wyjątki, które jednak potwierdzają tę regułę...
Czyja to jest wina? Kto rządzi u nas od 25 lat?... Niestety prawie cały czas "postokrągłostołowa" zdradliwa elita, dla której liczą się tylko jej dobra własne i uległość wobec swoich pryncypałów, która celowo marginalizuje Polskę lokalną...
Musimy sobie niestety zdać sprawę, że rządzącym obecnie Polską ludziom nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Nie zależy im na silnych samorządach bo tracą władzę.
Wcale jednak nie jesteśmy zdani na ogólnopolskie media, w których leci np. jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity. Możemy mieć własne media regionalne, które w wielu miejscach Polski już istnieją i oferują odbiorcom naprawdę wartościowe programy. Możemy mieć własne organizacje społeczne, gdzie możemy wielokierunkowo realizować nasze działania zmierzające do oddolnej odbudowy naszej Polski.
Polska bowiem to nasz kraj. To my winniśmy decydować, co jest dla nas najlepsze, niezależnie gdzie mieszkamy. Kariera Nikodema Dyzmy, którą mógł osiągnąć tylko w stolicy winna pójść do lamusa. W każdym miejscu Polski, naszej Polski jesteśmy w stanie stworzyć coś wartościowego. Możemy poczuć własną tożsamość i ważność. Poczuć, że o czymś decydujemy, że coś się dzieje.
A przecież jesteśmy narodem dumnym, mądrym i kreatywnym! Cała nasza historia to przeszło 1000 letnie państwo polskie. Państwo przyzwoitych ludzi i królów, bohaterów i męczenników, ludzi honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli różni wichrzyciele i piewcy wybrańców narodu! To my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości! Udowadniamy to przecież na co dzień pracując za granicą...
Wykorzystujmy nasz potencjał i nasze talenty w każdym miejscu gdzie jesteśmy! Organizujmy się i bądźmy dumni z naszej polskości! Kształćmy się i pracujmy dla dobra Polski, naszych dzieci i nas samych! Twórzmy wspólnoty i przedsięwzięcia lokalne! Bierzmy udział we wszystkich patriotycznych inicjatywach i sami je współorganizujmy! Przychodźmy na spotkania z ciekawymi ludźmi... To wszystko jest o wiele wartościowsze od oglądania ogłupiającego TV!
Róbmy pożyteczne, oddolnie pozytywne i patriotyczne rzeczy realnie nawet małe a staną się kiedyś wielkimi dla Polski i nas samych!
Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: "Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu, czyli odbudowy naszej Ojczyzny".
Pozdrawiam
P.S.
Całkowicie pominąłem ocenę treści ogólnopolskich mainstreamowych programów informacyjnych, które obecnie są manipulacyjną i propagandową "tubą" obecnych rządów. Dobrze, że jest jeszcze wolny internet (jak długo?) i kilka niezależnych mediów, jak. TV Trwam...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Ramówki wszystkich telewizji (wraz z publiczną) przepełnione są popularnymi serialami, programami rozrywkowymi i kabaretami różnej maści. Liczy się dziś tylko oglądalność a przez to obniżanie poziomu tych programów. Jednocześnie kreuje się w ten sposób widza nastawionego w większości na odbiór formy a nie treści, widza odbierającego mediaobrazkowy przekaz w sposób emocjonalny a nie racjonalny. To z kolei jeszcze bardziej obniża jakość tych programów i kółko się zamyka...
Wszystkie te "rozrywkowe" programy były i są często krytykowane przez wielu za miałkość i płytką komercję. Wielu z nas (w tym także znani i uznani krytycy) często negatywnie ocenia każdy ruch, każde słowo czy gest uczestników owych programów. Do dobrego "tonu" należy udowadnianie, że tych programów w zasadzie nie oglądamy, ale za to szeroka widownia, do której te programy są skierowane owszem...
Dziwne to zaiste tłumaczenie. Jaka jest to szeroka widownia? Przecież to zwykli Polacy, którzy chcą mieć trochę rozrywki oglądając telewizję. Czyż nie należy im się ta namiastka wielkiego świata wielkich gwiazd, nawet marnej jakości?
I niestety coraz częściej werbalnie tzw. celebryci chwalą samych siebie nadając pozytywną konotację swoich wyczynów... co dla wielu odbiorców staje się wystarczające dla akceptacji medialnie przedstawianego świata...
Oczywiście można się zżymać, że teatr ogląda o więcej niż połowę mniej widzów niż jakąś "bitwę na głosy", "przesłuchania w ciemno" czy też "mam talent". Można się zastanawiać, dlaczego Polacy nie czytają?
Ale czemu się dziwić?
Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca. Duże miasta, szczególnie uniwersyteckie, gdzie jest wielu studentów, setki klubów, teatry, imprezy kulturalne jeszcze jakoś skłaniają do innego spędzania wolnego czasu niż przed telewizorem. Ale co mają zrobić mieszkańcy szczególnie średnich i małych miast oraz wsi? Jaką mają inną alternatywę od telewizora? Tam jest marazm, nic się nie dzieje, a jeżeli już to dociera to do wąskiej grupy uprzywilejowanych...
Czyż można zatem więc się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają na co dzień?
I tylko przykre jest, że nie ma u nas dostatecznie wykształconych mechanizmów solidarności samorządowej. Nie ma tego oddolnego mechanizmu organizowania się społeczności lokalnej. Są chlubne wyjątki, które jednak potwierdzają tę regułę...
Czyja to jest wina? Kto rządzi u nas od 25 lat?... Niestety prawie cały czas "postokrągłostołowa" zdradliwa elita, dla której liczą się tylko jej dobra własne i uległość wobec swoich pryncypałów, która celowo marginalizuje Polskę lokalną...
Musimy sobie niestety zdać sprawę, że rządzącym obecnie Polską ludziom nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Nie zależy im na silnych samorządach bo tracą władzę.
Wcale jednak nie jesteśmy zdani na ogólnopolskie media, w których leci np. jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity. Możemy mieć własne media regionalne, które w wielu miejscach Polski już istnieją i oferują odbiorcom naprawdę wartościowe programy. Możemy mieć własne organizacje społeczne, gdzie możemy wielokierunkowo realizować nasze działania zmierzające do oddolnej odbudowy naszej Polski.
Polska bowiem to nasz kraj. To my winniśmy decydować, co jest dla nas najlepsze, niezależnie gdzie mieszkamy. Kariera Nikodema Dyzmy, którą mógł osiągnąć tylko w stolicy winna pójść do lamusa. W każdym miejscu Polski, naszej Polski jesteśmy w stanie stworzyć coś wartościowego. Możemy poczuć własną tożsamość i ważność. Poczuć, że o czymś decydujemy, że coś się dzieje.
A przecież jesteśmy narodem dumnym, mądrym i kreatywnym! Cała nasza historia to przeszło 1000 letnie państwo polskie. Państwo przyzwoitych ludzi i królów, bohaterów i męczenników, ludzi honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli różni wichrzyciele i piewcy wybrańców narodu! To my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości! Udowadniamy to przecież na co dzień pracując za granicą...
Wykorzystujmy nasz potencjał i nasze talenty w każdym miejscu gdzie jesteśmy! Organizujmy się i bądźmy dumni z naszej polskości! Kształćmy się i pracujmy dla dobra Polski, naszych dzieci i nas samych! Twórzmy wspólnoty i przedsięwzięcia lokalne! Bierzmy udział we wszystkich patriotycznych inicjatywach i sami je współorganizujmy! Przychodźmy na spotkania z ciekawymi ludźmi... To wszystko jest o wiele wartościowsze od oglądania ogłupiającego TV!
Róbmy pożyteczne, oddolnie pozytywne i patriotyczne rzeczy realnie nawet małe a staną się kiedyś wielkimi dla Polski i nas samych!
Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: "Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu, czyli odbudowy naszej Ojczyzny".
Pozdrawiam
P.S.
Całkowicie pominąłem ocenę treści ogólnopolskich mainstreamowych programów informacyjnych, które obecnie są manipulacyjną i propagandową "tubą" obecnych rządów. Dobrze, że jest jeszcze wolny internet (jak długo?) i kilka niezależnych mediów, jak. TV Trwam...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 28 listopada 2012
Działajmy a nie oglądajmy TV!
Spędziłem kilka ostatnich dni na oglądaniu telewizji... Nasunęło mi się kilka jesiennych refleksji, które już kiedyś - po takiej dawce medialnego przekazu - naprędce spisałem a dziś w części powtarzam, żałując zmarnowanego przed TV czasu...
Ramówki wszystkich telewizji (wraz z publiczną) przepełnione są popularnymi serialami, programami rozrywkowymi i kabaretami różnej maści. Liczy się dziś tylko oglądalność a przez to obniżanie poziomu tych programów. Jednocześnie kreuje się w ten sposób widza nastawionego w większości na odbiór formy a nie treści, widza odbierającego mediaobrazkowy przekaz w sposób emocjonalny a nie racjonalny. To z kolei jeszcze bardziej obniża jakość tych programów i kółko się zamyka...
Wszystkie te "rozrywkowe" programy były i są często krytykowane przez wielu za miałkość i płytką komercję. Wielu z nas (w tym także znani i uznani krytycy) często negatywnie ocenia każdy ruch, każde słowo czy gest uczestników owych programów. Do dobrego "tonu" należy udowadnianie, że tych programów w zasadzie nie oglądamy, ale za to szeroka widownia, do której te programy są skierowane owszem...
Dziwne to zaiste tłumaczenie. Jaka jest to szeroka widownia? Przecież to zwykli Polacy, którzy chcą mieć trochę rozrywki oglądając telewizję. Czyż nie należy im się ta namiastka wielkiego świata wielkich gwiazd, nawet marnej jakości?
Oczywiście można się zżymać, że teatr ogląda o połowę mniej widzów niż jakąś "bitwę na głosy" czy też "mam talent". Można się zastanawiać, dlaczego Polacy nie czytają?
Ale czemu się dziwić?
Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca. Duże miasta, szczególnie uniwersyteckie, gdzie jest wielu studentów, setki klubów, teatry, imprezy kulturalne jeszcze jakoś skłaniają do innego spędzania wolnego czasu niż przed telewizorem. Ale co mają zrobić mieszkańcy szczególnie średnich i małych miast oraz wsi? Jaką mają inną alternatywę od telewizora? Tam jest marazm, nic się nie dzieje, a jeżeli już to dociera to do wąskiej grupy uprzywilejowanych...
Czyż można zatem więc się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają na co dzień?
I tylko przykre jest, że nie ma u nas dostatecznie wykształconych mechanizmów solidarności samorządowej. Nie ma tego oddolnego mechanizmu organizowania się społeczności lokalnej. Są chlubne wyjątki, które jednak potwierdzają tę regułę...
Czyja to jest wina? Kto rządzi u nas od 23 lat?... Niestety prawie cały czas "postokrągłostołowa" zdradliwa elita, dla której liczą się tylko jej dobra własne i uległość wobec swoich pryncypałów, która celowo marginalizuje Polskę lokalną...
Musimy sobie niestety zdać sprawę, że rządzącym obecnie Polską ludziom nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Nie zależy im na silnych samorządach bo tracą władzę.
Wcale jednak nie jesteśmy zdani na ogólnopolskie media, w których leci jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity. Możemy mieć własne media regionalne, które w wielu miejscach Polski już istnieją i oferują odbiorcom naprawdę wartościowe programy. Możemy mieć własne organizacje społeczne, gdzie możemy wielokierunkowo realizować nasze działania zmierzające do oddolnej odbudowy naszej Polski.
Polska bowiem to nasz kraj. To my winniśmy decydować, co jest dla nas najlepsze, niezależnie gdzie mieszkamy. Kariera Nikodema Dyzmy, którą mógł osiągnąć tylko w stolicy winna pójść do lamusa. W każdym miejscu Polski, naszej Polski jesteśmy w stanie stworzyć coś wartościowego. Możemy poczuć własną tożsamość i ważność. Poczuć, że o czymś decydujemy, że coś się dzieje.
A przecież jesteśmy narodem dumnym, mądrym i kreatywnym! Cała nasza historia to przeszło 1000 letnie państwo polskie. Państwo przyzwoitych ludzi i królów, bohaterów i męczenników, ludzi honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli różni wichrzyciele i piewcy wybrańców narodu! To my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości! Udowadniamy to przecież na co dzień pracując za granicą...
Wykorzystujmy nasz potencjał i nasze talenty w każdym miejscu gdzie jesteśmy! Organizujmy się i bądźmy dumni z naszej polskości! Kształćmy się i pracujmy dla dobra Polski, naszych dzieci i nas samych! Twórzmy wspólnoty i przedsięwzięcia lokalne! Bierzmy udział we wszystkich patriotycznych inicjatywach i sami je współorganizujmy! Przychodźmy na spotkania z ciekawymi ludźmi... To wszystko jest o wiele wartościowsze od oglądania ogłupiającego TV!
Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: "Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu, czyli odbudowy naszej Ojczyzny".
Pozdrawiam
P.S.
Całkowicie pominąłem ocenę treści ogólnopolskich mainstreamowych programów informacyjnych, które obecnie są manipulacyjną i propagandową "tubą" obecnych rządów. Dobrze, że jest jeszcze wolny internet (jak długo?) i kilka niezależnych mediów, jak. TV Trwam...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
piątek, 8 kwietnia 2011
Oj... Stare ściery korowo odmóżdżone wołają: Żu(a)czku daj papu!
Witam serdecznie...
Jakoś tak z powodu chronicznej wręcz awersji do pewnych stacji telewizyjnych i zmumifikowanych w niej facjat uszło mi ciekawe socjologicznie zjawisko: Notorycznego skamlania starych ścier korowo odmóżdżonych - przy aplauzie kolorowo odmienionych zwolenników światowej jednopłciowości – o systematyczne dostarczanie wielkich porcji PAPU (czyt,: strawy), które kierują do ich Wielce Szanownego Żu(a)czka lub innego WSI-owego włodarza ekranu...
Och... szkoda mi tych przekwitłych róż czerwonych, tych stokrotek zmechaconych, tych otworów niezgłębionych i marzeń czerwonej młodości utraconych...
Ech... co za życie teraz mają... botoks wszędzie upychają, żeby przetrwać w SOWOWYCH fecesach się tarzają i wśród jednopłciowych pociechę dostają...
Zadać wypada na koniec takie to pytanie:
Dlaczego ta sfora zarówno już za młodu jak i na starość tak głupieje? Oj to nie tak... "Salomon przecież i z próżnego nie naleje"...
Apeluję więc do wszystkich skamlających: Nie wstydźcie się tego, czym jesteście... Łatwo wtedy odróżnić plewa od ziaren!
Program muzyczny pewnej stacji telewizyjnej i Piotr Wolwowicz oraz...
Wspomnienia Janka Pietrzaka o starej cenzurze i współczesnych...
Humoreska wokalna Bartka Kalinowskiego
z epilogiem
Jeżeli kogoś słownictwo Bartka mocno razi, to niech przypomni sobie np.: niehumorystyczne przecież: /dożynanie watah/, /zapowiedzi odstrzelenia J. Kaczyńskiego i wystawienia jego skór na sprzedaż/, /żal z powodu niecelnych strzałów snajperów/, itd, itp....
A na koniec jeszcze - już poważna - próba poszukiwania jakiejś cząstki człowieczeństwa i moralno-etycznej odpowiedzialności pewnej medialnej instytucji:
Część I (czteroodcinkowy dokument)
Część II (dokument dwuodcinkowy)
Pozdrawiam
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Jakoś tak z powodu chronicznej wręcz awersji do pewnych stacji telewizyjnych i zmumifikowanych w niej facjat uszło mi ciekawe socjologicznie zjawisko: Notorycznego skamlania starych ścier korowo odmóżdżonych - przy aplauzie kolorowo odmienionych zwolenników światowej jednopłciowości – o systematyczne dostarczanie wielkich porcji PAPU (czyt,: strawy), które kierują do ich Wielce Szanownego Żu(a)czka lub innego WSI-owego włodarza ekranu...
Och... szkoda mi tych przekwitłych róż czerwonych, tych stokrotek zmechaconych, tych otworów niezgłębionych i marzeń czerwonej młodości utraconych...
Ech... co za życie teraz mają... botoks wszędzie upychają, żeby przetrwać w SOWOWYCH fecesach się tarzają i wśród jednopłciowych pociechę dostają...
Zadać wypada na koniec takie to pytanie:
Dlaczego ta sfora zarówno już za młodu jak i na starość tak głupieje? Oj to nie tak... "Salomon przecież i z próżnego nie naleje"...
Apeluję więc do wszystkich skamlających: Nie wstydźcie się tego, czym jesteście... Łatwo wtedy odróżnić plewa od ziaren!
Program muzyczny pewnej stacji telewizyjnej i Piotr Wolwowicz oraz...
Wspomnienia Janka Pietrzaka o starej cenzurze i współczesnych...
Humoreska wokalna Bartka Kalinowskiego
z epilogiem
Jeżeli kogoś słownictwo Bartka mocno razi, to niech przypomni sobie np.: niehumorystyczne przecież: /dożynanie watah/, /zapowiedzi odstrzelenia J. Kaczyńskiego i wystawienia jego skór na sprzedaż/, /żal z powodu niecelnych strzałów snajperów/, itd, itp....
A na koniec jeszcze - już poważna - próba poszukiwania jakiejś cząstki człowieczeństwa i moralno-etycznej odpowiedzialności pewnej medialnej instytucji:
Część I (czteroodcinkowy dokument)
Część II (dokument dwuodcinkowy)
Pozdrawiam
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)


Przekonanie, że Alt-Right (prawicowa prawica - skrajna prawica) jest pełna fanatycznej nienawiści wobec Żydów, jest jednym z przekonań, które odbija się niemal równomiernie zarówno na lewicy, jak i prawicy. Ale nawet wielu konserwatystów głównego nurtu, którzy mają inne poglądy i sprzeciwiają się skrajnej prawicy nie oskarża jej jednak o fanatyczny tzw. "antysemityzm".
W artykule zatytułowanym „ Nie można wybielić bigoterii Alt-Right ” w The Federalist , Cathy Young poświęca większą jego część na relacjach skrajnej prawicy z Żydami, którzy na przykład przypisują Żydom kontrolę nad wszelkimi mediami.
Jak jednak zaskakująco zauważa, Milo Yiannopoulos (który jest Żydem) nie ma sensu nad tym się zastanawiać i mówić o "antysemityzmie", bo jest to statystyczny fakt. Jak zauważa:
"Żydzi rządzą wszystkim? Cóż, tak działamy i robimy. Żydzi rządzą wszystkimi bankami? Cóż, tak działamy i robimy. Żydzi prowadzą media? Cóż, tak działamy i robimy. . . To jest fakt. Nie jest to przedmiotem debaty. To fakt statystyczny. . . Żydzi prowadzą większość banków; Żydzi całkowicie zdominowali media; Żydzi są bardzo nieproporcjonalnie reprezentowani we wszystkich tych zawodach i sektorach gospodarczych. To tylko fakt. Wskazanie statystyk nie jest antysemickie. . . Zwracanie uwagi, że te rzeczy są prawdą, nie jest antysemityzmem".
Czy on ma rację? Oczywiście, że tak. Żydzi, którzy stanowią 2% populacji amerykańskiej, stanowią około 30–47% prezesów, założycieli, prezydentów i prezesów dużych firm medialnych. To są niezaprzeczalne fakty nie do poważenia. A to, co się dzieje w mediach, dotyczy także sal akademickich: w pracy Charlesa Kadushina z 1974 r. wskazano, że wśród amerykańskiej elity intelektualnej Żydzi reprezentowali prawie jej połowę.
W publikacji Harvard z 1995 r. „Żydzi i nowa scena amerykańska” Seymour Martin Lipset (który jest Żydem) przedstawia swoje obawy dotyczące tego, czy amerykańscy Żydzi przetrwają swój sukces i nie będą zmuszeni przez białą część antysemickiej, ale gościnnej Ameryki do asymilacji, co wiązałoby się z utratą żydowskiej tożsamości kulturowej. Warto podkreślić, że Pan Lipset tutaj przyrównuje zachowanie własnej tożsamości kulturowej do asymilacji, która może być zagrożeniem dla tej tożsamości. Obawia się też, że amerykański sukces Żydów może prowadzić - gdyby nie nastąpiła asymilacja Żydów - do anihilacji środowisk żydowskich, do ich zniszczenia, do "śmierci".
To, co pisze Pan Lipset wpisuje się dokładnie w to, że duża część Żydów uważa, iż biali zwykli Amerykanie są paranoicznymi rasistami ("antysemitami"), co może wynikać też z faktu, że sukces Żydów w USA może mieć negatywny społeczny oddźwięk i budzić sprzeciw tej białej antysemickiej i rasistowskiej części Amerykanów, którzy obawiają się, iż mogą w USA za kilka dekad stać się mniejszością we własnym kraju.
(...)
Rzeczywiście, autorzy tacy jak Lipset nie mają wątpliwości, że dyskutują o tym, że Żydzi (którzy stanowią około 2% populacji amerykańskiej) reprezentują 26 procent reporterów, redaktorów i kadry kierowniczej głównych mediów drukowanych i telewizyjnych, 59 procent reżyserów, scenarzystów i producentów, 50 najlepiej zarabiających filmów z lat 1965–1982 oraz 58 procent reżyserów, scenarzystów i producentów w dwóch lub więcej serialach telewizyjnych o największej oglądalności.
(...)
Nie wszyscy jednak ze społeczności żydowskiej a'priori mówią, że "antysemityzm" jest ściśle związany z białą częścią Amerykanów reprezentowaną przez skrajną prawicę.
Zaskakujące jest np. to, że Marilyn Mayo - która śledzi skrajną prawicę w ramach Ligi Przeciwko Zniesławieniu - posuwa się tak daleko, że przyznaje, że możesz mieć zapatrywania skrajnej prawicy, które są anty-imigranckie, anty-"multi-kulti" i antyglobalistyczne, bez antysemityzmu. Dalej mimo wszystko podkreśla, "że jednak spora część ludzi, którzy mówią o ideologii białej tożsamości, białej kultury, koncentruje się na Żydach jako problemie dla nich". Zakłada ona, że "nie ma sensu wyjaśniać dlaczego oni się mylą i są w błędzie, bo jest to z natury jakaś dewiacja-bigoteria". Ale przecież czy taką "dewiacją" dla nich są Afroamerykanie, którzy mówią o „ideologii [czarnej] tożsamości, [czarnej] kulturze, skupiają się na [rasistowskich białych] jako części ich problemu”?
Ale dobrze. Więc gdybyśmy przyznali, że żydowscy autorzy tacy jak Seymour Martin Lipset - nie wspominając o innych - mają rację, że Żydzi faktycznie mają nieproporcjonalny wpływ na amerykańskie media i środowisko akademickie, to co wtedy? Marilyn Mao najwyraźniej akceptuje fakt, że można przeciwstawić się imigracji, wielokulturowości i globalizmowi, nie będąc „antysemitą”. Ale jeśli zaakceptuje się to stanowisko, to jak wpłynęłoby to na relacje z Żydami? Sednem problemu nie jest to, że skrajna prawica nienawidzi Żydów za to, że są Żydami. Sedno problemu polega na tym, że wysiłek Żydów doprowadził do tego, iż posiadają oni niewspółmierną do wielkości ich populacji pozycję we współczesnej Ameryce. Poglądy Marilyn Mao dla większości Żydów są nieakceptowalne i mało który Żyd przyzna się do tego, iż tak myśli.
Etniczni Żydzi w większości sympatyzują z lewicą amerykańskiej polityki. Niezależnie od tego, czy mówimy o aborcji, pornografii, seksie przedmałżeńskim, małżeństwie homoseksualnym czy feminizmie, poglądy Żydów (szczególnie w kwestiach społecznych) od dawna znajdowały się po lewej stronie głównego nurtu amerykańskiego, który akceptuje powyższe zachowania. Nathan Abrams, wykładowca współczesnej historii Ameryki na Uniwersytecie w Aberdeen, cytuje Al Goldsteina, wydawcę Screw, stwierdzając: „Jedynym powodem, dla którego Żydzi zajmują się pornografią, jest to, że uważamy, że Chrystus jest do bani. Katolicyzm jest do bani. Nie wierzymy w autorytaryzm”. Badanie z 2012 r. wykazało, że Żydzi, wraz z buddystami, byli zdecydowanie najbardziej podatni na seks przedmałżeński (z chrześcijanami i Hindusami znacznie mniej, a muzułmanami zdecydowanie najmniej). Choć zaledwie połowa wszystkich Żydów popiera legalizację aborcji bez żadnych ograniczeń ani kwalifikacji, żadna inna grupa nie przekracza wsparcia 25%. Podczas gdy 93% Żydów popiera legalizację aborcji we wszystkich lub większości przypadków, najbliższa grupa (biali protestanci) osiąga tylko 59%, podczas gdy czarni protestanci i katolicy mają odpowiednio 50% i 48%.
Biali Amerykanie popierają około 54% wobec 40% na korzyść republikanów, amerykańscy Żydzi popierają około 64% wobec 26% na korzyść Demokratów. Żydzi też nieproporcjonalnie częściej dołączają do ruchów komunistycznych (jak Ilya Somin, profesor żydowski w George Mason School of Law który oficjalnie przyznaje się do komunizmu), choć unikają jasnego przekazu ze względu na częste utożsamianie Żydów jako projektodawców komunizmu a przecież jeszcze dziś w miejscach takich jak Chiny i Korea Północna są komunistyczne prześladowania Żydów.
Aż do początku XX wieku Żydzi byli też na czele wysiłków na rzecz walki z ograniczeniami imigracyjnymi. "Postępowy" eugenik Edward Alsworth Ross napisał w książce "The Old World in the New" z 1914 roku: „Systematyczna kampania w gazetach i czasopismach mająca na celu rozbicie wszelkich argumentów za ograniczeniem i uspokojenie lęków natywistycznych jest prowadzona przez jedną rasę. Hebrajskie pieniądze stoją za Narodową Liberalną Ligą Imigracyjną i jej licznymi publikacjami. Od gazety przed organem handlowym lub stowarzyszeniem naukowym po ciężki traktat opracowany przy pomocy funduszu Baron de Hirsch, literatura dowodząca błogosławieństw imigracji dla wszystkich klas w Ameryce pochodzi z subtelnych hebrajskich mózgów”. Żydowski przedstawiciel Scott Leavitt w Kongresie USA w 1924 r. stanął w obronie Ustawy imigracyjnej z 1924 r.,
Ale zupełnie inaczej Ci Żydzi i inni odnoszą się do swojego narodu i uważają, że ich instynktu w ochronie narodowej i rasowej nie należy potępiać (...) Tacy Panowie z Illinois jak Mr. Sabath, z Nowego Jorku, jak Dickstein, Jacobstein, Celler i Perlman należą do jednego wielkiego historycznego ludu, który zachował tożsamość swojej rasy przez wieki, ponieważ szczerze oni wierzą, że są narodem wybranym, z pewnymi wartościami i ideałami, nad którymi muszę się pochylić i walczyć o nie, bo utrata tożsamości rasowej oznacza ich asymilację i degradację.
W wyżej wymienionych kwestiach warto wskazać na to, co pisze w sferze imigracyjnej Hugh Davis Graham w książce z 2002 roku, "Collision Course: The Strange Convergence of Affirmative Action and Immigration Policy in America": "Najważniejsze dla treści reformy imigracyjnej, siłą napędową sedna ruchu popierającego imigrację, sięgającą lat 20. XX wieku, były organizacje żydowskie od dawna działające w sprzeciwie wobec rasowych i etnicznych kwot imigrantów do USA. Należały do nich Amerykański Kongres Żydów, Amerykański Komitet Żydowski, Liga Przeciwko Zniesławieniu, B'nai B'rith oraz Amerykańska Federacja Żydów z Europy Wschodniej". Żydowscy członkowie Kongresu, szczególnie przedstawiciele Nowego Jorku i Chicago, utrzymywali stałą, ale w dużej mierze nieskuteczną presję na kwoty pochodzenia narodowego od lat dwudziestych. . . . Dla opinii publicznej najbardziej widocznymi dowodami na dążenie do reformy imigracyjnej byli żydowscy liderzy legislacyjni, tacy jak przedstawiciel Celler i senator Jacob Javits z Nowego Jorku. Mniej widoczne, ale równie ważne, były wysiłki kluczowych doradców personelu prezydenckiego i agencyjnego. Należą do nich starsi doradcy ds. Polityki, tacy jak Julius Edelson i Harry Rosenfield w administracji Trumana, Maxwell Rabb w Białym Domu Eisenhowera oraz doradca prezydenta Myer Feldman, asystent sekretarza stanu Abba Schwartz oraz zastępca prokuratora generalnego Norbert Schlei w administracji Kennedy-Johnsona .
I trudno nie zauważyć, jak dużo Żydów potępia ideę wzmocnienia polityki granicznej w Stanach Zjednoczonych uważając ją za szczyt białego rasistowskiego zła politycznego, jednocześnie wspierając politykę w Izraelu, która nie tylko wzmacnia granice, ale na przykład faktycznie wyrzuca tysiące afrykańskich imigrantów, aby Izrael był państwem jedynie Żydowskim. Hipokrytycznie w rzeczywistości, gdyby D. Trump wygrał nominację, bardzo żydowska firma, która zbudowała mury w Izraelu, walczyłaby o szansę na budowę murów w Stanach Zjednoczonych (sic!). Ale jednak wciąż znajdujemy niezliczone przykłady głośnych Żydów, którzy jednym tchem piszą artykuły takie jak „Biały nacjonalizm to plaga, od której nie da się uciec”, a w następnych artykułach teksty z nagłówkami takimi jak: „Żydowska esencja Izraela jest niepodważalna”!: Etnonacjonalistyczna polityka imigracyjna dla mnie (Żyda) - ale nie dla ciebie (Goja)! Czyż to nie jest czysta hipokryzja, której nie zauważmy? Zauważamy.
Na wskazanie owej hipokryzji wskazuje np. ironiczna strona na Facebooku zatytułowana „ Otwarte granice dla Izraela ”. Jej założycielami nie są mniejszościowi Żydzi ani Izraelczycy, którzy faktycznie popierają ideę otwartych granic w Izraelu. To ludzie ironicznie zwracający uwagę na fakt, że Izrael nie ma otwartych drzwi do swojego państwa.
Nawet Daniel Pipes, znany jako „islamofobiczny” krytyk społeczności muzułmańskiej, nie popiera Donalda Trumpa z powodu jego stanowiska w kwestiach związanych z imigracją i różnorodnością. Może się to wydawać zaskakujące, ponieważ jedną z obietnic D. Trumpa było moratorium na muzułmańską imigrację, a Hillary Clinton chce zwiększyć liczbę uchodźców i innych imigrantów z krajów muzułmańskich. . . Rzeczywiście, Pipes po prostu zrezygnował z GOP (Partii Republikańskiej) w związku z tym problemem. . . . Nie trzeba dodawać, że jest to szczególnie obłudne, biorąc pod uwagę status Pipe jako proizraelskiego aktywisty, ponieważ propozycje D. Trumpa są równoległe (identyczne) z polityką premiera Benjamina Netanjahu w Izraelu.
Tak więc nawet „konserwatywni” Żydzi, którzy nie są częścią trendu przechylania się Żydów na lewo od głównego nurtu amerykańskiego, przeszli długą drogę, by odrzucić konserwatyzm od jego tradycyjnych ideałów. Czołowi założyciele i opozycjoniści ruchu neokonserwatywnego - Bill Kristol, Irving Kristol, Norman Podhoretz, Leo Strauss, Paul Wolfowitz, Douglas Feith, Lewis „Scooter” Libby, Elliott Abrams, Eliot A. Cohen, Robert Kagan, Jonah Goldberg, David Frum i wielu innych - są wyjątkowo nieproporcjonalnie żydowscy - na tyle, że neokonserwatyzm można zasadniczo uznać za „projekt żydowski”.
Neokonserwatywny „ojciec chrzestny” Irving Kristol w artykule z 2003 r. zatytułowanym „Perswazja neokonserwatywna” wyjaśnia, że „wydaje się, że historyczne zadanie i polityczny cel neokonserwatyzmu to "nawrócenie" partii republikańskiej i amerykańskiego konserwatyzmu w ogólności przeciwko ich pierwotnym wartościom na rzecz żydowskiego neokonserwatyzmu". I podkreśla, że USA podejmuje działania wojskowe za granicą w interesie Izraela. Esej Samuela Francisa „The Neoconservative Subversion” w Neokonserwatyzmie Brenta Nelsona opisuje wysiłki aktywistów żydowskich / neokonserwatywnych aby „nie tylko debatować, krytykować i obalać idee tradycyjnego konserwatyzmu, ale potępiać, oczerniać i szkodzić karierom osób ze starej prawicy i instytucji, na które kierowali swój celownik polityczny". Zauważmy, że autor używa tutaj określenia „starej prawicy ”, jako odnoszącego się do pierwotnych paleokonserwatystów, a nie jak Greg Johnson do faszystów, narodowych socjalistów i pokrewnych ruchów i argumentuje - jak Stephen Sniegoski w The Transparent Cabal: The Neoconservative Agenda, War in the Middle East and the National Interest of Israel - że żydowscy neokonserwatyści są odpowiedzialni nie tylko za nakłonienie Stanów Zjednoczonych na skierowanie swoich dział na Bliski Wschód, ale też za to, że owe konflikty niemal zawsze były zgodne z interesem Izraela.
W ten sposób neokonserwatywna transformacja polityki amerykańskiej przekształciła się w promocję pewnego rodzaju strategii „inwazji na świat, zaproszenia świata”. Po pierwsze, wojsko USA angażuje się w wojnę w środkowej części kraju dle East (wysiłek, który w rzeczywistości jest po prostu nieproporcjonalnie popychany przez Żydów); a następnie, po tym, jak zrzuciliśmy bomby na wszystkich ich krewnych i daliśmy im więcej niż wystarczający powód, aby nas nienawidzić, Stany Zjednoczone następnie zachęcają uchodźców, aby przyjechali "na herbatę" (kolejny wysiłek, który w rzeczywistości jest nieproporcjonalnie inspirowany przez Żydów, "na herbatę", czyli przyjmowania gościnnie i bez żadnych warunków uchodźców). Z pewnością ta strategia ma coś wspólnego ze znacznym wzrostem krajowych islamistycznych ataków terrorystycznych od 11 września.
W przeciwieństwie do tego, Alt-Right oznacza politykę, która stawia stwierdzenie „Ameryka na pierwszym miejscu”, ponieważ nie bombarduje obcych krajów, gdy mamy niewiele do zyskania, a jednocześnie nie próbuje ich zaprosić "na herbatę". Jak powiedział mi przyjaciel w Rosji, wszyscy czeczeńscy muzułmanie, których zna, zdają się sądzić, że to całkiem niezła okazja. W każdym razie nie domagali się przeniesienia do Stanów. Ale koniec bomb byłby miły.
A jednak zgadnij, co myślą żydowscy działacze w Lidze Przeciw Zniesławianiu o zwrocie „America First”, kiedy D. Trump przyjmuje je jako hasło kampanii? Uważają, że to „antysemityzm”.
Żydzi nie są oczywiście monolitem. Jest wielu Żydów, którzy podzielają lub przynajmniej potrafią uszanować podstawowe wartości alternatywnej do neokonserwatyzmu żydowskiego, pierwotnej prawicy. Niektórzy wyznają konserwatywne społecznie wartości; niektórzy sprzeciwiają się dopuszczaniu zmian demograficznych poprzez niekontrolowaną imigrację.
Niektórzy uważają się nawet za członków skrajnej prawicy [cyt. Jonathan Siedel]. Niemniej jednak Żydzi byli tak bardzo nieproporcjonalnie zaangażowani w wysiłki zarówno w walce z tymi wartościami, jak i w potępieniu każdego, kto je utrzymuje, że jeśli odejmiemy cały wpływ Żydów od równania zarówno za, jak i przeciw nam, cała historia Stanów Zjednoczonych przebiegałaby bez wątpienia bardzo różnie. Normy i wartości, o których przywrócenie dzisiaj walczymy zostały zdekonstruowane dopiero dekady temu z powodu wysiłków, aby z nimi walczyć, które prawdopodobnie nigdy nie byłyby możliwe bez wysiłków Żydów.
Gdyby Żydzi jako grupa nie byli w stanie wywierać tak dużego wpływu na politykę USA, jaki dziś mają, prawowitość (prawość) nie byłaby dziś marginalnym wysiłkiem przywrócenia klasycznych wartości i preferencji politycznych. Bo nie musiało tak być: te wartości i preferencje polityczne pozostałyby w centrum amerykańskiego głównego nurtu przez ostatnie stulecie.
Czy Żydzi nie są tylko białymi ludźmi z inną religią?
Alt-Right zaczyna się od akceptacji ludzkiej bioróżnorodności - tezy, że różne populacje ludzkie ewoluowały psychologiczne i behawioralne jest częścią rozumienia biologicznego spojrzenia na ludzi i narody oraz akceptacji, że tak własnie jest.
Teraz warto przytoczyć argumenty, które przeciwstawiają akceptację różnorodności biologicznej człowieka do etnonacjonalizmu:
1. Ludzie lepiej dogadują się z innymi, którzy są bardziej podobni do siebie pod względem behawioralnym i psychologicznym.
2. Ponieważ geny mają duży wpływ na cechy behawioralne i psychiczne, ludzie nawiązują głębsze przyjaźnie z innymi, którzy są genetycznie bardziej podobni do siebie.
3. Ponieważ członek danej rasy jest genetycznie bardziej podobny do przeciętnego członka swojej rasy niż do osoby niebędącej członkiem (pomimo błędu Lewontina), społeczeństwa podzielone etnicznie będą miały proporcjonalnie więcej ludzi o większym stopniu pokrewieństwa genetycznego między nimi . Będą zatem mieli proporcjonalnie więcej osób o większym stopniu podobieństwa behawioralnego i psychologicznego między nimi, a zatem będą mieli większe zaufanie społeczne i uczestnictwo obywatelskie, a także silniejsze więzi i relacje międzyludzkie.
4. Ponieważ są to wszystkie pozytywne wartości, do których powinniśmy zachęcać, dla dobra wszystkich pokojowy ruch w kierunku etnonacjonalizmu jest czymś, co członkowie wszystkich ras winny popierać.
Rzeczywiście, badania potwierdziły, że ludzie mają tendencję do tworzenia bliskich relacji z ludźmi, którzy są tak podobni genetycznie do nich jak czwarta kuzynka, a góra badań potwierdziła, że wzrost różnorodności rasowej w rzeczywistości prowadzi do spadku zaufania społecznego, uczestnictwo obywatelskie oraz altruistyczne lub oparte na współpracy normy społeczne.
Co więcej, obecnie wiadomo, że zarówno Żydzi są wystarczająco genetycznie odrębni, aby zakwalifikować się jako „rasa”, i że pomimo znacznego stopnia domieszki europejskiej, Żydzi są w rzeczywistości genetycznie bardziej spokrewnieni z Palestyńczykami niż z populacjami europejskimi. Niektórzy uczeni, w tym Kevin MacDonald, spekulowali, że wyższy poziom etnocentryzmu Żydów w porównaniu z białymi jest jedną z genetycznie wpływających różnic w osobowości białych i Żydów. Jako dowód na tę hipotezę wskazuje na rozdział zatytułowany Monografie dla Towarzystwa Badań nad Rozwojem Dziecka w antologii Punkty wzrostu w teorii i badaniach przywiązania. W rozdziale autorzy wskazują na badania, w których wykazano, że izraelskie niemowlęta mają znacznie silniejsze reakcje strachu na pozostawienie ich obcym niż w przypadku jakiejkolwiek innej rasy, przy czym niemowlęta z północnych Niemiec wykazują najmniejszy lęk ze wszystkich. W rzeczywistości reakcje strachu niemowląt były tak duże, że eksperymenty często były skracane lub zaniechane.
W każdym razie wynik jest taki, że Alt-Right (prawicowa prawica-skrajna prawica) rozszerza swoje wnioski na rzecz etnonacjonalizmu w kierunku poparcia nawet dla syjonizmu - oba sposoby zapewnienia Żydom własnej ojczyzny etnicznej (zgodnie z poparciem dla etnonacjonalizmu w ogóle) oraz jako sposób na humanitarne stworzenie ojczyzny etnicznej dla białych, wolnej od żydowskiej dominacji społecznej i politycznej.
Jednak, jak powiedział Kevin MacDonald (prawicowy prawicowiec-skrajny prawicowiec) w swoim przemówieniu z okazji nagrody literackiej Jack London 2004 zatytułowanej „Czy model żydowski może pomóc przetrwać na Zachodzie?: "w rzeczywistości bardzo podziwiam Żydów jako grupę, która realizowała swoje interesy przez tysiące lat, zachowując jednocześnie swoją etniczną spójność i intensywność zaangażowania grupowego. Z pewnością losy Żydów miały swoje wzloty i upadki; ale ich wytrwałość, czasami w obliczu dużych szans, i ich spektakularny sukces w obecnych czasach są z pewnością warte naśladowania". Inni członkowie Alt-Right czasami nawet obramowali swoją filozofię polityczną jako wezwanie do czegoś w rodzaju rodzaju ” białego syjonizmu ”.
Czy więc częste określanie przez Żydów prawicowej prawicy jako „antysemickiej”, gdy jej polityczna filozofia jest niczym innym jak tylko lustrzanym odbiciem żydowskiego syjonizmu, nie wydaje się nieco dziwne?
Jak pisze Betsy Woodruff dla The Daily Beast w artykule zatytułowanym „Prawicowi przywódcy: nie jesteśmy rasistami, po prostu nienawidzimy Żydów”: „złe wieści, Żydzi - nie możecie być częścią białego etno-jednorodnego państwa”. Ale przecież Żydzi z diaspory amerykańskiej nie wydają milionów dolarów na próby sprowadzenia izraelskich Żydów do Europy i Stanów Zjednoczonych. Izraelscy Żydzi wydają miliony dolarów na próby sprowadzenia Żydów do Izraela z takich miejsc jak Europa i Stany Zjednoczone, choć oni raczej nie chcą się tam udawać. Strony internetowe takie jak judaizm 101 mówią nam, że „Życie poza Izraelem jest postrzegane przez Żyda jako nienaturalne państwo". Świat poza Izraelem jest często określany jako „galut”, co zwykle tłumaczy się jako „diaspora” (rozproszenie), ale bardziej dosłownym tłumaczeniem byłoby „wygnanie” lub „niewola”. Zatem odpowiedź Alt-Right na opinie Woodruffa brzmi: dlaczego mieliby chcieć być? Już wyrażają pragnienie własnego etnostatu poza Izraelem. A standardy poprawności politycznej, które potępiają białych za to, że nawet odważą się myśleć na ten temat, już swobodnie pozwalają Żydom nie tylko wyrażać swoje pragnienia, ale faktycznie mieć własny etnostat (państwo żydowskie w państwie nieżydowskim).
Newsflash: Biali również nie stają się częścią żydowskiego etnostatu Benjamina Netanyatu. Czy The Daily Beast wykorzysta ten fakt, aby skazać Żydów za syjonizm? Oczywiście nie.
Ale, co zabawne, Alt-Right też nie, bo sami też biali prawicowi prawicowcy są jak syjoniści, którzy są też prawicowymi żydowskimi prawicowcami.
Opublikowano: 18 października 2016 r. | Ten wpis został opublikowany w North American New Right oraz w: http://www.counter-currents.com/2016/10/the-jewish-question-for-normies/
------------------
Tłumaczenie moje ze wsparciem tłumacza Google. W tłumaczeniu dokonano niewielkich zmian i rozszerzeń mających charakter sprowadzenia tekstu do jednoznaczności przekazu w języku polskim. Jednocześnie przepraszam za ewentualne nieścisłości w treści, ale nie jestem tłumaczem a tekst jest dość trudny i pełny idiomów i amerykańskich zwrotów-skrótów.
Opublikowano: 18 października 2016 r. | Ten wpis został opublikowany w North American New Right oraz w: http://www.counter-currents.com/2016/10/the-jewish-question-for-normies/