Witam serdecznie
Wczoraj na stronach internetowych Rzepy ukazał się artykuł G.W. Kołodki zatytułowany "Kryzys polityki polskiego rządu" (http://www.rp.pl/artykul/9157,344050.html).
G.W. Kołodko pisze w nim m.in.: " że elementem polityki rządu Platformy Obywatelskiej, a zwłaszcza neoliberalnie nastawionego premiera i ministra finansów, jest świadome doprowadzenie do takiej sytuacji budżetowej, przy której pilna wyprzedaż kolejnych segmentów majątku narodowego będzie jedynym akceptowalnym przy ich sposobie wartościowania wyjściem z zapaści budżetowej (...) Gabinet Tuska usiłuje zrzucić odpowiedzialność za własną, coraz bardziej rzucającą się w oczy nieudolność na światowy kryzys gospodarczy" .
G.W. Kołodko jest ekonomistą obcym mi ideologicznie. Niemniej z innych "przyczółków" ekonomicznych dochodzi do podobnego wniosku co ja i wielu ekonomistów (nawet liberalnych i neoliberalnych) obserwujących polską gospodarkę i gospodarczą politykę obecnego rządu: Rząd Donalda Tuska jest rządem nieudolnym a jego polityka doprowadzi do wyprzedaży resztek polskiego majątku po zaniżonych z konieczności cenach.
Mało tego! G. Kołodko w swojej ocenie wysuwa daleko idące oskarżenie. Twierdzi bowiem, że Rząd D. Tuska celowo prowadzi taką politykę gospodarczą, w wyniku której Polska sprzeda swoje aktywa po niższych niż rzeczywiste cenach. Proszę zwrócić uwagę na wagę tegoż oskarżenia. Profesor Ekonomii, były wicepremier i Minister Finansów zarzuca obecnemu rządowi CELOWE I ŚWIADOME DZIAŁANIE NA SZKODĘ POLSKI!!! Oskarżenie tego typu, o ile okazałoby zgodne ze stanem rzeczywistym, kwalifikuje się do Trybunału Stanu!
Ponadto G. Kołodko wskazuje, że świadomie szkodliwe dla Polski działanie Rząd próbuje tłumaczyć kryzysem ekonomicznym, co wydaje się bezczelnością i hipokryzją najwyższych lotów oraz lekceważeniem Polaków, nas wszystkich.
Oskarżenie rządu o celowe działanie na ekonomiczną szkodę Polski przez osobę wcale nie anonimową, ale wprost przeciwnie: byłego Wicepremiera, który jest jednocześnie profesorem ekonomii, wydaje się mieć niepoślednią wagę i znaczenie. Sądzę, że Pan Profesor dysponuje zestawem faktów uzasadniających owe przypuszczenie.
Zakres i obszar tegoż oskarżenia winien chyba również żywotnie zainteresować polskie media oraz polskie służby specjalne wraz z organami prokuratorskimi. Jak na razie na temat wypowiedzi G.W. Kołodki jest wielce znacząca cisza, szczególnie (co może dziwić - a może nie?) medialna.
5 marca na moim blogu w onecie pisałem:
"Dzisiaj chcę Wam powiedzieć zupełnie szczerze, bez żadnej poprawności ekonomicznej i w wielkiej trosce o siebie i o Was... w trosce o nas Polaków, OBECNY RZĄD DOPROWADZA POLSKĘ DO SKRAJU BANKRUCTWA!!! Przykre, ale prawdziwe. I to tym bardziej, że Tusk nie potrafi przyznać się do własnej i rządu niemocy oraz OKŁAMUJE NAS a także naszych przedstawicieli w Parlamencie (niezależnie od światopoglądu). Jest przerażającym fakt, że człowiek aspirujący do funkcji Prezydenta RP jest tak pusty i obłudny, jest tak antynarodowy i antypolski, jest tak żenująco nieporadny oraz tak bezdusznie lekceważący interesy zwykłych ludzi. I to tylko W IMIĘ PRYMITYWNEJ WŁASNEJ (TYLKO I WYŁĄCZNIE) MITOMAŃSKIEJ KARIERY ORAZ CHĘCI POSIADANIA WŁADZY!!!"
Wtedy uważałem, że nieefektywne rządy D. Tuska wynikają przede wszystkim z nieumiejętności zarządczych oraz braku merytorycznej wiedzy samego Premiera i jego ministrów a także z prowadzeniem przez cały okres rządów przez D. Tuska wyborczej kampanii prezydenckiej. Nawet tylko te zarzuty skłaniały mnie do apelu o dymisję rządu a także ewentualne postawienie D. Tuska, V. Rostowskiego i np. jeszcze Ministra Grada przed Trybunałem Stanu.
Teraz moje wcześniejsze zastrzeżenia uzupełnia oskarżenie rządu o celowość poodejmowania nieefektywnych ekonomicznie decyzji oraz świadome doprowadzenie polskiej gospodarki do stanu zapaści m.in.: budżetowej.
Sądzę, że - oceniając antykryzysowe działania (lub zaniechania) rządu a szczególnie historię uchwalania budżetu i jego noweli oraz zmienność zawartości merytorycznej założeń budżetowych - oskarżenie G.W. Kołodki może znaleźć swoje uzasadnienie, co winno zakończyć się jesienną dymisją rządu.
Pozdrawiam
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
środa, 5 sierpnia 2009
środa, 29 lipca 2009
R. GIERTYCH - UPIORNY KAMELEON?
Pisałem kiedyś jak to Donald Tusk (co by nie mieć wobec niego zarzutów o ciągoty autorytarne) przejmował TVP za pośrednictwem Romana Giertycha. Był to istny plan-majstersztyk w swojej genialności i prostocie: wykorzystać istniejące jeszcze w Radzie Nadzorczej TVP wpływy Romana Giertycha, zagospodarować dla siebie drzemiące w Nim pokłady ogromnej frustracji powstałej po zniknięciu ze sceny politycznej, spożytkować dla swoich celów chęć Jego zemsty na braciach Kaczyńskich za odsunięcie Go od tak ukochanej władzy a w przyszłości może pozwolić mu na jakieś ponowne zaistnienie w polityce.
Plan niemal się udał. Rządy Farfała to niemal wewnętrzny demontaż TVP. Na szczęście zapędy totalitarne i chamstwo oraz arogancja władzy PO spowodowały, że jak na razie proponowana przez nią ustawa medialna jest daleka od wprowadzenia w życie.
Ale przecież Roman Giertych (a jakże), obecnie znany już adwokat, cały czas marzy o powrocie do Wielkiej Polityki. Nie wiem, co mu Donald Tusk obiecał za umożliwienie przejęcia TVP i odsunięcia Prezesa A. Urbańskiego, ale po ostatnich zaskakujących wypowiedziach samego R. Giertycha możemy się powoli domyślać.
Otóż R. Giertych w tekście opublikowanym w dzienniku „Polska” sugerując bliska koalicję PiS z SLD pisze: „„Na naszych oczach powstaje brunatno-czerwona koalicja, która jeśli zacznie rządzić, może doprowadzić Polskę do ekonomicznej katastrofy”. Zdaniem Giertycha porozumienie Kaczyński – Napieralski to tylko kwestia czasu. I nie ma tu niczego doraźnego ani przypadkowego. Będzie to wynik wykalkulowanego działania obu stron, którego celem ma być odepchnięcie Platformy Obywatelskiej od władzy. A wtedy, lamentuje Giertych, dojdzie właśnie do ogólnonarodowej katastrofy. Dalej w swych zaskakujących dywagacjach pisze o potencjalnej koalicji brunatno-czerwonej: „Tolerowanie siły ugrupowań radykalno-socjalistycznych jest absolutnym zagrożeniem dla demokracji i stabilności państwa. W tym kontekście w sposób oczywisty istnieje konieczność zniesienia finansowania partii politycznych i umożliwienia biznesowi wspierania ugrupowań politycznych”.
Po powyższych deklaracjach już raczej nikt nie powinien mieć wątpliwości, kto tak naprawdę obecnie rządzi w TVP, po co R. Giertych potajemnie spotykał się w swoim domu z D. Tuskiem i G. Schetyną oraz co tak naprawdę znaczyły słowa R. Giertycha w sms-ie do R. Sikorskiego: „Dorznęliśmy watahę w telewizji”.
I właśnie z wianem TVP R. Giertych oficjalnie występuje po stronie PO zachwalając jej pomysł zniesienia finansowania partii politycznych oraz przedstawiając PiS jako radykalną, brunatną siłę polskiej sceny politycznej, która może współpracować z socjalistami z SLD. Aż dziwne, że nie krzyknął i nie zająknął się o rodzeniu się w Polsce narodowego socjalizmu!
Nie wiem czy R. Giertych sam wymyślił absurdalne niebezpieczeństwo kolacji PiS-SLD. Może jest inspirowany przez PO, która tym samym chce zniechęcić SLD do poparcia veta Prezydenta do ustawy medialnej i w ogóle do jakichkolwiek głosowań tej partii wspólnie z PiS a przeciw PO?. Znając makiaweliczne środowisko Tuska-Strusia i jego samego nie wykluczałbym takiej możliwości.
Być może R. Giertych sam postanowił przypomnieć się swoim przyjaciołom z PO, co by nie zapomnieli o nim w najbliższych wyborach samorządowych lub parlamentarnych. Trudno też ocenić ewentualną reakcję lemingowego elektoratu na księżycowe dywagacje jeszcze niedawnego, właśnie „brunatnego” i upiornego R. Giertycha. Pewnie poczekają na instrukcje z central „okołogazetowowyborczych” i „okołotvnowych”.
Niemniej jednak zastanawiam się jak tragicznie w swoim zakłamaniu, małostkowości i hipokryzji skończył Roman Giertych. Jest też przerażającym jak pragnienie posiadania władzy potrafi zrobić z człowieka obrzydliwego kameleona zmieniającego "kolor" własnych wartości, przekonań i poglądów od możliwości dzierżenia choćby jej namiastki. I jakim tak naprawdę musi być człowiek, który potrafi tak sie przepoczwarzyć.
Pozdrawiam
Plan niemal się udał. Rządy Farfała to niemal wewnętrzny demontaż TVP. Na szczęście zapędy totalitarne i chamstwo oraz arogancja władzy PO spowodowały, że jak na razie proponowana przez nią ustawa medialna jest daleka od wprowadzenia w życie.
Ale przecież Roman Giertych (a jakże), obecnie znany już adwokat, cały czas marzy o powrocie do Wielkiej Polityki. Nie wiem, co mu Donald Tusk obiecał za umożliwienie przejęcia TVP i odsunięcia Prezesa A. Urbańskiego, ale po ostatnich zaskakujących wypowiedziach samego R. Giertycha możemy się powoli domyślać.
Otóż R. Giertych w tekście opublikowanym w dzienniku „Polska” sugerując bliska koalicję PiS z SLD pisze: „„Na naszych oczach powstaje brunatno-czerwona koalicja, która jeśli zacznie rządzić, może doprowadzić Polskę do ekonomicznej katastrofy”. Zdaniem Giertycha porozumienie Kaczyński – Napieralski to tylko kwestia czasu. I nie ma tu niczego doraźnego ani przypadkowego. Będzie to wynik wykalkulowanego działania obu stron, którego celem ma być odepchnięcie Platformy Obywatelskiej od władzy. A wtedy, lamentuje Giertych, dojdzie właśnie do ogólnonarodowej katastrofy. Dalej w swych zaskakujących dywagacjach pisze o potencjalnej koalicji brunatno-czerwonej: „Tolerowanie siły ugrupowań radykalno-socjalistycznych jest absolutnym zagrożeniem dla demokracji i stabilności państwa. W tym kontekście w sposób oczywisty istnieje konieczność zniesienia finansowania partii politycznych i umożliwienia biznesowi wspierania ugrupowań politycznych”.
Po powyższych deklaracjach już raczej nikt nie powinien mieć wątpliwości, kto tak naprawdę obecnie rządzi w TVP, po co R. Giertych potajemnie spotykał się w swoim domu z D. Tuskiem i G. Schetyną oraz co tak naprawdę znaczyły słowa R. Giertycha w sms-ie do R. Sikorskiego: „Dorznęliśmy watahę w telewizji”.
I właśnie z wianem TVP R. Giertych oficjalnie występuje po stronie PO zachwalając jej pomysł zniesienia finansowania partii politycznych oraz przedstawiając PiS jako radykalną, brunatną siłę polskiej sceny politycznej, która może współpracować z socjalistami z SLD. Aż dziwne, że nie krzyknął i nie zająknął się o rodzeniu się w Polsce narodowego socjalizmu!
Nie wiem czy R. Giertych sam wymyślił absurdalne niebezpieczeństwo kolacji PiS-SLD. Może jest inspirowany przez PO, która tym samym chce zniechęcić SLD do poparcia veta Prezydenta do ustawy medialnej i w ogóle do jakichkolwiek głosowań tej partii wspólnie z PiS a przeciw PO?. Znając makiaweliczne środowisko Tuska-Strusia i jego samego nie wykluczałbym takiej możliwości.
Być może R. Giertych sam postanowił przypomnieć się swoim przyjaciołom z PO, co by nie zapomnieli o nim w najbliższych wyborach samorządowych lub parlamentarnych. Trudno też ocenić ewentualną reakcję lemingowego elektoratu na księżycowe dywagacje jeszcze niedawnego, właśnie „brunatnego” i upiornego R. Giertycha. Pewnie poczekają na instrukcje z central „okołogazetowowyborczych” i „okołotvnowych”.
Niemniej jednak zastanawiam się jak tragicznie w swoim zakłamaniu, małostkowości i hipokryzji skończył Roman Giertych. Jest też przerażającym jak pragnienie posiadania władzy potrafi zrobić z człowieka obrzydliwego kameleona zmieniającego "kolor" własnych wartości, przekonań i poglądów od możliwości dzierżenia choćby jej namiastki. I jakim tak naprawdę musi być człowiek, który potrafi tak sie przepoczwarzyć.
Pozdrawiam
wtorek, 28 lipca 2009
ALEKSANDER GRAD – PRYWATYZACYJNY KSIĘŻYCOWY MINISTER?
Plan prywatyzacji ustalony przez MSP i zatwierdzony przez rząd w dniu 10 lutego 2009 roku zakładał prywatyzację 802 spółek Skarbu Państwa. Szacowane wówczas dochody z prywatyzacji w latach 2008-2011 miały wynieść około 30 mld zł, z czego w 2008 wyniosły 2,37 mld zł (wobec planowanych jeszcze przez rząd PiS 2,3 nld zł), w roku 2009 miały wynieść 12 mld. zł, 2010 – 10 mld zł, 2011 – 6 mld zł. Włączone do Planu podmioty, to spółki powstałe w wyniku komercjalizacji (przekształcenie przedsiębiorstwa państwowego w spółkę prawa handlowego).
I cóż nasz kochany Minister Grad zdołał realizwać w roku 2009? Otóż do końca czerwca z planowanych przychodów z prywatyzacji w wysokości 6,4 mld zł zrealizowano tylko z tego 2,35% czyli osiągnięto ledwie kwotę dochodów w wysokości 0,15 mld zł (około 150 mln zł)!.
Tak marna realizacja planu prywatyzacji wynikająca - oprócz nieudolności Ministerstwa (tak w planowaniu jak i w realizacji) - oczywiście z kryzysu i wstrzemięźliwości inwestorów do dokonywania długoterminowych inwestycji, winna skłonić MSP do korekty in minus uzyskiwanych z niej dochodów. Do takiego kroku skłaniać też powinna niestabilna gospodarka oraz zakładany niższy wzrost PKB (tylko 0,2% a i to jest kwestionowane przez specjalistów).
Ale nasz Minister zrobił dokładnie na odwrót! W zaciszu swojego gabinetu pewnie doznał ekonomiczno-gospodarczego olśnienia! Ogłosił wszem i wobec, że wczoraj (t.j. 27 lipca) Komitet Stały Rady Ministrów miał się zająć nowym planem prywatyzacyjnym, który miał przynieść do końca 2010 roku 36,7 mld zł z prywatyzacji. Chwalił się przy tym, ze już dzisiaj projekt ten może trafić na posiedzenie rządu. Plan ten był przygotowany na 18 miesięcy! Zauważcie: przez pół roku 2009 uzyskano z prywatyzacji raptem 150 mln zł a Minister Grad chciał uzyskać przez 1,5 roku prawie 40 mld. zł! I to miał osiagnąć minister, który nie umiał sprzedać (lub oszukał Polaków) polskich stoczni!
W dobie kryzysu plany te a’priori wydawały się niewykonalne. No chyba, że chciałoby się sprzedać prawie całą resztę polskiej własności! I może właśnie takie rozwiązanie zaiskrzyło w głowie A. Grada!
Warto więc się bliżej przyjrzeć, co Minister proponował. Otóż lista kluczowych projektów miała teraz również obejmować zwiększony zakres prywatyzacji m.in. w sektorze energetyki i chemii oraz zakładała sprzedaż części udziałów Skarbu Państwa w spółkach giełdowych, w tym od 10 do 41 proc. akcji KGHM oraz części akcji Lotos. Do planu, więc prywatyzacji do końca 2010 roku Minister włączył też prywatyzację co najmniej kilkunastu kluczowych spółek Skarbu Państwa, m.in. Eneę, Tauron, PGE, Energę i ZE PAK, Ciech, Zakłady Chemiczne Police, Zakłady Azotowe: Puławy, Tarnów i Kędzierzyn. Plan zakładał również prywatyzację Giełdy Papierów Wartościowych i sprzedaż udziałów w spółkach TP, Pekao SA, LW Bogdanka, Ruch i Lotos.
Jak można zauważyć, większość tych spółek wydaje się - z punktu widzenia interesów i bezpieczeństwa RP - strategiczna.
Na szczęście pomysły Ministra A. Grada już na wstępie spotkały się z ostrożną krytyką nawet Premiera, który zapowiedział, że nie będzie prywatyzacji KGHM. Do gwałtownego ataku na Ministra przystąpił też koalicyjny PSL. Najpierw Waldemar Pawlak w swoim wywiadzie dla Newsweeka ostro skrytykował PO, co mogło grozić nawet rozpadem koalicji, a w dniu wczorajszym spowodował zdjęcie z porządku obrad KSRM proponowanego przez A. Grada planu prywatyzacji. TAK WIĘC, PLAN WIELKIEJ PRYWATYZACJI MINISTRA GRADA UPADŁ ZANIM ZDĄŻYŁ WYSTARTOWAĆ!
Wydaje się, że trafną ocenę całego planu prywatyzacji nieszczęsnego Ministra Grada przedstawił W. Pawlak mówiąc GW: „Trzeba rozsądnej prywatyzacji, a nie masowej szybkiej wyprzedaż. W najbliższych miesiącach możemy zgodzić się na sprzedaż resztówek akcji skarbu państwa, które nie mają istotnego znaczenia w sprywatyzowanych spółkach.”
Sprawa na razie została więc odłożona na dwa, trzy tygodnie. Obawiam się jednak, że wobec dziury budżetowej i postępującego kryzysu gospodarczego oraz przyjmując za prawdziwe wypowiedzi D. Tuska o niepodnoszeniu podatków, rząd PO i tak będzie w sposób może bardziej zawoalowany dążył do jak największej wyprzedaży resztek polskiej własności. Jest to – skupiając się wyłącznie na efektywności ekonomicznej - działanie w dobie kryzysu alogiczne. Prywatyzacji winno dokonywać się w okresach ożywienia i wzrostu gospodarczego, w czasie gdy nastawieni optymistycznie inwestorzy skłonni są zapłacić o wiele więcej niż w czasach recesji gospodarczej.
Warto więc cały czas śledzić poczynania MSP i jego działanie wobec spółek pierwotnie przez A. Grada przeznaczonych do prywatyzacji. Szczególnie dotyczy to zmian w Radach Nadzorczych i Zarządach tych spółek. Bo przecież owe Rady i Zarządy realizują politykę rozwoju danych firm i decydują o ich przyszłości.
Biorąc powyższe pod uwagę można już zaobserwować dość dziwne zachowania MSP np. w przypadku ZCH Police. Zakłady te są jedną z największych firm chemicznych w Polsce, zaliczaną do grupy podmiotów tzw. Wielkiej Syntezy Chemicznej. W 1995 roku Police zostały przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. W 2005 r. debiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych. ZCH Police to największy pracodawca w woj. zachodniopomorskim - zatrudnionych tam jest ponad 3 tys. osób. Po pierwszym kwartale 2009 r. wynik netto firmy zamknął się stratą 175 mln zł.
W ostatni piątek Rada Nadzorcza spółki wybrała nowy skład zarządu V kadencji. Prezesem spółki został Zbigniew Miklewicz - dotychczasowy dyrektor ekonomiczny, wiceprezesem do spraw strategii został Tomasz Zieliński, do tej pory pracujący w firmie DGA, odpowiedzialnej m.in. za szkolenia stoczniowców. Wiceprezesem do spraw handlu został Bogusław Kokotowski, który przez ostatnie dwa lata zajmował się polityką zakupów.
Ze zmian w Zarządzie niezadowolone są związki zawodowe, które boja się, ze firma przygotowywana jest do upadłości a sam konkurs na nowych członków zarządu był „ustawiony”. Taka upadłość, według związkowców ma zatuszować i rozmyć odpowiedzialność za błędy i doprowadzenie do katastrofalnej sytuacji finansowej firmy ludzi. Wskazują oni, że zarówno Miklewicz, jak i Kokotowski ściśle współpracowali z poprzednim zarządem, więc także i oni powinni wziąć odpowiedzialność za negatywne wyniki czwartego kwartału 2008 r. i pierwszego 2009. Nowy Zarząd zaprzecza i stara się o nowy kredyt oraz przygotowuje plan restrukturyzacji polegający m.in. na redukcji zatrudnienia o 400 osób mających umowy na czas określony.
Warto w tym miejscu zatrzymać się na osobie Pana Tomasza Zielińskiego. Był on dotychczas Dyrektorem ds. Projektów Strategicznych firmy DGA S.A. Firma ta zasłynęła z afery senatora Misiaka: kiedy okazało się, że uzyskała ona kilkudziesięciomilionowy kontrakt na szkolenie tracących pracę stoczniowców a 30% jej udziałów posiadał właśnie senator Misiak. Firma DGA jest też właścicielem wątpliwej wiarygodności sondażowi PBS DGA.
Smaczku całej sprawie wokół firmy dodaje fakt, że brat Ministra Pan Mieczysław Grad jest zadłużony w ZCH Polce na grubo ponad milion złotych, co od dawna budzi wątpliwości natury konfliktu interesów: Minister pełni nadzór właścicielski nad firmą, w której jego brat jest zadłużony.
Obiecuję, że będę pilnie śledził poczynania naszego ministra w ZCH Police i równie mocno w innych polskich spółkach strategicznych.
Kończąc nie mogę jednak oprzeć się natrętnej myśli: JAK CZŁOWIEK, KTÓRY: realizuje 2,35% planowanych przez siebie dochodów z prywatyzacji; sprzedaje stocznie by nie uzyskać za nie ani grosza; przedstawia „księżycowy plan prywatyzacji” skierowany do poprawek tuż po przygotowaniu; zatrudnia na strategiczne stanowisko w ZCH Police człowieka pracującego wcześniej w firmie, co do której zastrzeżenia były powszechnie oraz znajduje się w konflikcie interesów, MOŻE DALEJ PEŁNIĆ SWOJĄ FUNKCJĘ?
Pozdrawiam
I cóż nasz kochany Minister Grad zdołał realizwać w roku 2009? Otóż do końca czerwca z planowanych przychodów z prywatyzacji w wysokości 6,4 mld zł zrealizowano tylko z tego 2,35% czyli osiągnięto ledwie kwotę dochodów w wysokości 0,15 mld zł (około 150 mln zł)!.
Tak marna realizacja planu prywatyzacji wynikająca - oprócz nieudolności Ministerstwa (tak w planowaniu jak i w realizacji) - oczywiście z kryzysu i wstrzemięźliwości inwestorów do dokonywania długoterminowych inwestycji, winna skłonić MSP do korekty in minus uzyskiwanych z niej dochodów. Do takiego kroku skłaniać też powinna niestabilna gospodarka oraz zakładany niższy wzrost PKB (tylko 0,2% a i to jest kwestionowane przez specjalistów).
Ale nasz Minister zrobił dokładnie na odwrót! W zaciszu swojego gabinetu pewnie doznał ekonomiczno-gospodarczego olśnienia! Ogłosił wszem i wobec, że wczoraj (t.j. 27 lipca) Komitet Stały Rady Ministrów miał się zająć nowym planem prywatyzacyjnym, który miał przynieść do końca 2010 roku 36,7 mld zł z prywatyzacji. Chwalił się przy tym, ze już dzisiaj projekt ten może trafić na posiedzenie rządu. Plan ten był przygotowany na 18 miesięcy! Zauważcie: przez pół roku 2009 uzyskano z prywatyzacji raptem 150 mln zł a Minister Grad chciał uzyskać przez 1,5 roku prawie 40 mld. zł! I to miał osiagnąć minister, który nie umiał sprzedać (lub oszukał Polaków) polskich stoczni!
W dobie kryzysu plany te a’priori wydawały się niewykonalne. No chyba, że chciałoby się sprzedać prawie całą resztę polskiej własności! I może właśnie takie rozwiązanie zaiskrzyło w głowie A. Grada!
Warto więc się bliżej przyjrzeć, co Minister proponował. Otóż lista kluczowych projektów miała teraz również obejmować zwiększony zakres prywatyzacji m.in. w sektorze energetyki i chemii oraz zakładała sprzedaż części udziałów Skarbu Państwa w spółkach giełdowych, w tym od 10 do 41 proc. akcji KGHM oraz części akcji Lotos. Do planu, więc prywatyzacji do końca 2010 roku Minister włączył też prywatyzację co najmniej kilkunastu kluczowych spółek Skarbu Państwa, m.in. Eneę, Tauron, PGE, Energę i ZE PAK, Ciech, Zakłady Chemiczne Police, Zakłady Azotowe: Puławy, Tarnów i Kędzierzyn. Plan zakładał również prywatyzację Giełdy Papierów Wartościowych i sprzedaż udziałów w spółkach TP, Pekao SA, LW Bogdanka, Ruch i Lotos.
Jak można zauważyć, większość tych spółek wydaje się - z punktu widzenia interesów i bezpieczeństwa RP - strategiczna.
Na szczęście pomysły Ministra A. Grada już na wstępie spotkały się z ostrożną krytyką nawet Premiera, który zapowiedział, że nie będzie prywatyzacji KGHM. Do gwałtownego ataku na Ministra przystąpił też koalicyjny PSL. Najpierw Waldemar Pawlak w swoim wywiadzie dla Newsweeka ostro skrytykował PO, co mogło grozić nawet rozpadem koalicji, a w dniu wczorajszym spowodował zdjęcie z porządku obrad KSRM proponowanego przez A. Grada planu prywatyzacji. TAK WIĘC, PLAN WIELKIEJ PRYWATYZACJI MINISTRA GRADA UPADŁ ZANIM ZDĄŻYŁ WYSTARTOWAĆ!
Wydaje się, że trafną ocenę całego planu prywatyzacji nieszczęsnego Ministra Grada przedstawił W. Pawlak mówiąc GW: „Trzeba rozsądnej prywatyzacji, a nie masowej szybkiej wyprzedaż. W najbliższych miesiącach możemy zgodzić się na sprzedaż resztówek akcji skarbu państwa, które nie mają istotnego znaczenia w sprywatyzowanych spółkach.”
Sprawa na razie została więc odłożona na dwa, trzy tygodnie. Obawiam się jednak, że wobec dziury budżetowej i postępującego kryzysu gospodarczego oraz przyjmując za prawdziwe wypowiedzi D. Tuska o niepodnoszeniu podatków, rząd PO i tak będzie w sposób może bardziej zawoalowany dążył do jak największej wyprzedaży resztek polskiej własności. Jest to – skupiając się wyłącznie na efektywności ekonomicznej - działanie w dobie kryzysu alogiczne. Prywatyzacji winno dokonywać się w okresach ożywienia i wzrostu gospodarczego, w czasie gdy nastawieni optymistycznie inwestorzy skłonni są zapłacić o wiele więcej niż w czasach recesji gospodarczej.
Warto więc cały czas śledzić poczynania MSP i jego działanie wobec spółek pierwotnie przez A. Grada przeznaczonych do prywatyzacji. Szczególnie dotyczy to zmian w Radach Nadzorczych i Zarządach tych spółek. Bo przecież owe Rady i Zarządy realizują politykę rozwoju danych firm i decydują o ich przyszłości.
Biorąc powyższe pod uwagę można już zaobserwować dość dziwne zachowania MSP np. w przypadku ZCH Police. Zakłady te są jedną z największych firm chemicznych w Polsce, zaliczaną do grupy podmiotów tzw. Wielkiej Syntezy Chemicznej. W 1995 roku Police zostały przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. W 2005 r. debiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych. ZCH Police to największy pracodawca w woj. zachodniopomorskim - zatrudnionych tam jest ponad 3 tys. osób. Po pierwszym kwartale 2009 r. wynik netto firmy zamknął się stratą 175 mln zł.
W ostatni piątek Rada Nadzorcza spółki wybrała nowy skład zarządu V kadencji. Prezesem spółki został Zbigniew Miklewicz - dotychczasowy dyrektor ekonomiczny, wiceprezesem do spraw strategii został Tomasz Zieliński, do tej pory pracujący w firmie DGA, odpowiedzialnej m.in. za szkolenia stoczniowców. Wiceprezesem do spraw handlu został Bogusław Kokotowski, który przez ostatnie dwa lata zajmował się polityką zakupów.
Ze zmian w Zarządzie niezadowolone są związki zawodowe, które boja się, ze firma przygotowywana jest do upadłości a sam konkurs na nowych członków zarządu był „ustawiony”. Taka upadłość, według związkowców ma zatuszować i rozmyć odpowiedzialność za błędy i doprowadzenie do katastrofalnej sytuacji finansowej firmy ludzi. Wskazują oni, że zarówno Miklewicz, jak i Kokotowski ściśle współpracowali z poprzednim zarządem, więc także i oni powinni wziąć odpowiedzialność za negatywne wyniki czwartego kwartału 2008 r. i pierwszego 2009. Nowy Zarząd zaprzecza i stara się o nowy kredyt oraz przygotowuje plan restrukturyzacji polegający m.in. na redukcji zatrudnienia o 400 osób mających umowy na czas określony.
Warto w tym miejscu zatrzymać się na osobie Pana Tomasza Zielińskiego. Był on dotychczas Dyrektorem ds. Projektów Strategicznych firmy DGA S.A. Firma ta zasłynęła z afery senatora Misiaka: kiedy okazało się, że uzyskała ona kilkudziesięciomilionowy kontrakt na szkolenie tracących pracę stoczniowców a 30% jej udziałów posiadał właśnie senator Misiak. Firma DGA jest też właścicielem wątpliwej wiarygodności sondażowi PBS DGA.
Smaczku całej sprawie wokół firmy dodaje fakt, że brat Ministra Pan Mieczysław Grad jest zadłużony w ZCH Polce na grubo ponad milion złotych, co od dawna budzi wątpliwości natury konfliktu interesów: Minister pełni nadzór właścicielski nad firmą, w której jego brat jest zadłużony.
Obiecuję, że będę pilnie śledził poczynania naszego ministra w ZCH Police i równie mocno w innych polskich spółkach strategicznych.
Kończąc nie mogę jednak oprzeć się natrętnej myśli: JAK CZŁOWIEK, KTÓRY: realizuje 2,35% planowanych przez siebie dochodów z prywatyzacji; sprzedaje stocznie by nie uzyskać za nie ani grosza; przedstawia „księżycowy plan prywatyzacji” skierowany do poprawek tuż po przygotowaniu; zatrudnia na strategiczne stanowisko w ZCH Police człowieka pracującego wcześniej w firmie, co do której zastrzeżenia były powszechnie oraz znajduje się w konflikcie interesów, MOŻE DALEJ PEŁNIĆ SWOJĄ FUNKCJĘ?
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)