poniedziałek, 9 stycznia 2023

Sensacyjne słowa Sz. Szynkowskiego vel Sęka! Fundusze z FO (KPO) są w całości kredytem!


W sprawie unijnego Funduszu Odbudowy i naszego związanego z nim KPO a ściślej Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności jest jeszcze gorzej niż myślałem.

Dotąd pisałem i taki jest do dzisiaj obowiązujący przekaz rządowy, że pieniądze z KPO są w części bezzwrotnym grantem a po części tanim kredytem, który należy spłacić. 

Bowiem w lipcu 2020 roku UE przyjęła swój budżet na lata 2021-2027 obejmujący tradycyjne Wieloletnie Ramy Finansowe (WRF) oraz novum w postaci popandemicznego Funduszu Odbudowy (FO) w łącznej wysokości 1,8 bln Euro. Z tej puli dla Polski przyznano 159,1 mld Euro, z czego:
– 101 mld Euro w ramach WRF,
– 58,1 mld Euro w ramach FO.

W ramach FO 23,9 mld euro winniśmy otrzymać w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie pożyczek (razem: 58,1 mld Euro). Z ogólnej puli środków, 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem oraz ochroną zdrowia. Wydatkowanie reszty środków ma też być w jakimś stopniu skorelowane z powyższymi, co zostało zawarte w polskim KPO, w którym nagle pojawiło się przeszło 160 warunków ("kamieni milowych"), które musimy spełnić aby te środki uzyskać. 

Pieniądze mamy dostawać w transzach i mają one być przekazane "z dołu", czyli po już odpowiednim przez Polskę wydatkowaniu własnych środków.  Będzie to zatem zwrot wydatków poniesionych przez Polskę na inwestycje zgodne z  przyjętym przez KE naszym KPO. 

Czy więc mamy pewność, że te pieniądze kiedykolwiek trafią do Polski? Ja takiej pewności nie mam, bowiem może się okazać, że przed wypłatą każdej transzy unijne elity znów znajdą u nas jakieś przejawy "niepraworządności", które staną się kolejnymi warunkami koniecznymi do spełnienia przez Polskę, aby mogła ona otrzymać te pieniądze. Innym niebezpieczeństwem jest też ocena przez urzędników unijnych naszych inwestycji realizowanych zgodnie z przyjętym przez KE naszym KPO. I tutaj nie chodzi tylko o długi czas pracy armii unijnych darmozjadów urzędniczych, ale też o możliwość zanegowania przez nich celowości dokonanych przez Polskę inwestycji, np. gdyby okazało się, że kupiliśmy od Niemiec za mało wiatraków lub czegoś podobnego i zgodnego z jakimś oderwanym od rzeczywistości "Zielonym Ładem" czy  programem "Fit for 55".

ALE SYTUACJA JEST JESZCZE GORSZA NIŻ MYŚLAŁEM 

Okazało się, że tak naprawdę i te niby bezzwrotne granty też będziemy musieli spłacić po 2028 roku i są one także pożyczką/kredytem. 

Zwrócił mi na to uwagę komentator "Es" z naszych blogów, który podał mi w komentarzu do mojego poprzedniego tekstu adres www do wypowiedzi Szymona Szynkowskiego vel Sęka. 

I cóż tam można wyczytać.

Ano minister ds. europejskich Szymon Szynkowski vel Sęk stwierdza, że: "Ta część grantowa ona jest niezwrotna w sensie krótkoterminowym, natomiast długoterminowo, po 2028 roku wraz z całą Unią Europejską, która jest gwarantem tej długoletniej nisko oprocentowanej pożyczki, będziemy również tę część grantową spłacać. Natomiast w sensie kapitałowym z 22 miliardów euro, spłacimy, jeżeli będziemy się rozwijać w tempie prognozowanym, średnim, bo od tego zależy kwota spłaty, około 13,5 a 15,5 miliardów euro kapitału, do tego odsetki najlepsze na rynku – mówił podczas wywiadu minister.  Jest to dziś najtańszy pieniądz na rynku, który możemy pozyskać" [1].

Mówił też o tym minister w KPRM Michał Wójcik, który został wybrany z ramienia Solidarnej Polski Z. Ziobry: "W wielu mediach, ale przede wszystkim także w przestrzeni publicznej jest przekazywana informacja fałszywa, oszustwo. Część dotacyjna KPO, czyli około 107 mld zł. to jest kredyt. To nie są żadne darmowe pieniądze. Proszę, żeby Polacy nie wierzyli Donaldowi Tuskowi, który mówił w spocie o 22 paletach z pieniędzmi, które są blokowane" [2].

Tyle tylko, że o tym nie mówi tylko D. Tusk, ale narracja o darmowych pieniądzach (grantach) obowiązuje też w szeregach PiS. 

Tak więc jesteśmy oszukiwanie zarówno przez totalną opozycją jak i - co jest dla mnie szczególnie przykre jako wyborcy ZP - również przez obóz rządzący. 

Wiedza o tym już całkowicie przekreśla sens walki o środki z FO (KPO). Pisałem o tym wielokrotnie, nawet mając tylko wiedzę, że część z tych środków jest naprawdę bezzwrotnym grantem. Ale tak nie jest. Polska nie może poprzez przyjęcie jakiejkolwiek transzy pomocy z FO zostać przez elity unijne ubezwłasnowolniona i już doszczętnie utracić suwerenność. 

Gdy odrzucimy porozumienia w sprawie FO to jednocześnie odrzucimy fatalne porozumienia obejmujące możliwość nakładania podatków unijnych, uwspólnotowienia długów oraz warunkowości otrzymywanych środków a gdy w odwecie UE zagrozi nam zamrożeniem zwyczajowych środków pomocowych w obszarze Wieloletnich Ram Finansowych to winniśmy proporcjonalnie zmniejszyć naszą składkę do UE.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 8 stycznia 2023

Czy M. Morawiecki winien ustąpić ze stanowiska premiera?

Szanowny Michał Karnowski na portalu wpolityce.pl przedstawił krótką analizę problemów związanych z naszym KPO i wskazał m.in. na pięć kroków, które należy podjąć, aby w końcu otrzymać te pieniądze i osiągnąć w tej sprawie porozumienie z Solidarną Polską [1]. 

Wpierw jednak stara się pokazać, że obecny wewnątrzrządowy klincz w sprawie KPO wynika z upartego w tej sprawie patrzenia wyłącznie wstecz. "Czy należało w to wchodzić? Kto miał rację przed lipcowym szczytem UE w 2020 roku, a kto co zrobił na grudniowym. Kto przestrzegał, kto dostrzegał szanse".  I stwierdza, że dziś, u progu roku wyborczego takie patrzenie wstecz nie ma dziś sensu i trzeba iść do przodu. "Ten ping pong pomiędzy koalicjantami, a także prezydentem, te dąsy, ta twitterowa komunikacja, wszystkie te podszczypywanki, są dla wyborców (często płacących w swoich środowiskach dużą cenę za popieranie ZP) niezrozumiałe, odbierane jako brak odpowiedzialności. 
Rozumiem, że reforma wymiaru sprawiedliwości to ważny cel dla obozu. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: co się udało, to udało. Co zablokowano, to zablokowano. Ten front i tak jest zamrożony. Uważam, że tkwienie w tym grzęzawisku szkodzi także Solidarnej Polsce. Także i ona staje się partią tego jednego tematu, a wielkie sukcesy w walce z przemocą domową, nie płacącymi alimenty, pracy dla więźniów, pomocy ofiarom przestępstw na tym tle nie wybrzmiewają".

Pan M. Karnowski uważa, że jednak z tego klinczu można wyjść i że "wystarczy rozejrzeć się wokół i dostrzec, że obóz rządzący ma możliwości wbudowania w ewentualny kompromis zabezpieczeń które oddalą kluczowe obawy wszystkich uczestników procesu". Proponuje zatem pięć kroków, które mogą doprowadzić do kompromisu w tej sprawie: 

1. Wszystkie strony mogą uznać iż pozostają przy swoich zdaniach co do sensowności KPO, ostatecznego kosztu grantów i pożyczek, opłacalności dla Polski. Kompromis polegający na uznaniu politycznej konieczności zamknięcia tego tematu, nie musi znosić prawa do wyrażania krytycznych opinii.

2. Wprowadzenie na forum koalicji bezpieczników, które by oddalały niepokoje iż zgoda na KPO jest zgodą na kolejne takie programy. Koalicjanci mogą się umówić, że wejście w kolejny taki projekt unijny (a w Brukseli się o nich myśli), będzie wymagało przedstawienia precyzyjnych założeń na piśmie i wspólnej zgody partnerów politycznych. Tak działają mądrzy politycy: przede wszystkim wyciągają wniosku na przyszłość.

3. Uzgodnienie przez koalicjantów i prezydenta, że np. po pół roku od uchwalenia ustawy lub jej wejścia w życie zostanie dokonana analiza jej funkcjonowania. Jeżeli okaże się, że faktycznie jest ona źródłem wielkiego chaosu prawnego, że jej skutkiem są próby podważania kompetencji prezydenta, to większość parlamentarna będzie mogła zareagować. Jak już kiedyś napisałem: co ustawą wprowadzono, ustawą można wycofać. Mamy też w tle ważny wyrok TSUE (o zakazie podważania jednego sędziego przez drugiego) oraz wyroki polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

4. Uzgodnienie, iż jeżeli tym razem Komisja Europejska znowu oszuka, to koalicja rządząca także dokona sensowności funkcjonowania w polskim systemie prawnym mechanizmów wprowadzonych w ramach szukania kompromisu z Brukselą.

5. Wyciągnięcie wniosków z przeszłości. Partie koalicji rządzącej, przy współpracy z prezydentem, winny wspólnie rozpocząć prace nad możliwymi w tych warunkach, a koniecznymi przecież, dalszymi reformami wymiaru sprawiedliwości, do podjęcia w ewentualnej trzeciej kadencji.

Nie będę wnikał czy te pięć kroków do osiągnięcia kompromisu w Zjednoczonej Prawicy jest trafnych i czy faktycznie ich realizacja przyniesie ów kompromis. 

Natomiast nie mogę się zgodzić z pierwotną tezą autora mówiącą, że trzeba zapomnieć o przeszłości i iść do przodu. Tak się po prostu nie da i jeżelibyśmy teraz przeszłość dotyczącą porozumień w sprawie FO (i naszego KPO) odgrodzili "grubą kreską" to uznalibyśmy, że tak naprawdę nikt nie popełnił żadnych błędów i nikt za nie nie poniesie konsekwencji. A przecież tak nie jest.

Trzeba bowiem w końcu jasno powiedzieć: polscy negocjatorzy podczas budżetowych rozmów na szczeblu unijnym w lipcu i grudniu 2020 roku wykazali się całkowitą naiwnością. Zarówno premier M. Morawiecki jak i K. Szymański podpisali wszystko co KE i cała UE im zaproponowała. Naprawdę wszystko. I podatki unijne, i uwspólnotowienie długów oraz nieszczęsną warunkowość otrzymywania funduszy z unijnego Funduszu Odbudowy (FO) na podstawie którego powstał nasz Krajowy Plan Odbudowy (KPO). Nawet nie wiedzieliśmy co tak naprawdę podpisujemy, bo okazało się, że tych warunków ("kamieni milowych") nie jest tylko 3-4 związanych z praworządnością i systemem sądownictwa w Polsce, ale prawie 200 i to bardzo mocno uszczuplających naszą suwerenność [2].

W ówczesnym czasie (2020 rok) Z. Ziobro apelował o polskie weto wobec tych unijnych propozycji. Niestety premier był głuchy na przestrogi ziobrystów i tak naprawdę to on  - jako premier rządu -  a nie K. Szymański ponosi pełną odpowiedzialność za swoją naiwność i uwierzenie niemieckiej KE pod wodzą Niemki Ursuli von der Leyen. A tych oszustw wobec Polski było więcej. Można dać się oszukać raz, można i dwa razy, ale potem winno się uodpornić na kłamstwo a nie znowu mu ulegać.

Jak na razie swoistym "kozłem ofiarnym" stał się Kondrat Szymański, były już Minister ds. Unii Europejskiej. Zastąpił go Szymon Szynkowski vel Sęk. Sam K. Szymański stwierdził, że "przez bardzo długi czas zabiegał on o to, aby doprowadzić do deeskalacji różnych sporów (pomiędzy Polską a UE - dop.: kj) i w wielu sprawach to się udawało (...) Natomiast ten zasadniczy spór cały czas natrafia na różnego typu blokady tak w Polsce, jak i Brukseli. I myślę, że nowe otwarcie, także personalne, być może temu pomoże" [2].

Naprawdę przeszłości nie można oddzielać "grubą kreską". Już to nieraz przerabialiśmy. Za błędy w negocjacjach z UE odpowiada  tak naprawdę - na co już wskazałem - premier M. Morawicki i to on powinien ponieść największe konsekwencje a nie taki K. Szymański. To tak jak w normalnej firmie, gdzie za kardynalne błędy usuwa się prezesa, choćby za tzw. brak właściwego nadzoru. Nowy prezes ma czystą kartę i może próbować wyjść z tego zła uczynionego przez poprzednika. To tak jak powiedział K. Szymański: "Natomiast ten zasadniczy spór cały czas natrafia na różnego typu blokady tak w Polsce, jak i Brukseli. I myślę, że nowe otwarcie, także personalne, być może temu pomoże". 

Sądzę więc, iż takie nowe otwarcie powinno nastąpić i dotyczyć premiera M. Morawieckiego, który winien ustąpić ze swojego stanowiska. Wtedy być może będzie można zrealizować te pięć kroków, które zaproponował M. Karnowski. 

Zdaję sobie sprawę, że taka ewentualna dymisja premiera jest bardzo ryzykowna. Mamy rok wyborczy. Spodziewać się możemy ze strony totalnej opozycji brutalnego ataku na obóz rządzący. Poza tym premiera łatwo zdymisjonować a powołać bardzo trudno.

Także zniemczona i lewacka UE i jej Komisja Europejska wraz z jej przewodniczącą  zrobią wszystko, aby odsunąć ZP od władzy. Jak to mniej więcej mówiła Ursula von der Leyen zwracając się do D. Tuska: "Donaldzie, mam nadzieję, że będę cię mogła przywitać jako premiera Polski". 

Chyba ostatnim już orężem, który totalna opozycja wraz z UE ma dziś do wykorzystania to są właśnie środki unijne z Funduszu Odbudowy a ściślej ich blokowanie dla Polski. Nie łudźmy się zatem, że te środki otrzymamy, nawet gdybyśmy już całkowicie oddali naszą suwerenność, bo zawsze jeszcze coś sobie można wymyśleć i blokować te środki dalej. I tak będzie do samych wyborów, niezależnie co Polska zrobi, jak uniżenie będzie klękać przed elitami unijnymi, co tam na rozkaz UE podpisze.  

W takim układzie zmiana premiera wcale nie musi być aż tak ryzykowna. Ale jeżeli ma to nastąpić to jak najszybciej.  

Trudno mi wskazać postać, która mogłaby zastąpić M. Morawieckiego. Przychodzą mi do głowy dwa nazwiska: B. Szydło i Z. Rau. B. Szydło już raz była premierem i dała się poznać jako osoba ambitna i działająca dla dobra Polski. Uzyskała też przychylność elektoratu a na arenie międzynarodowej potrafiła "walnąć pięścią w stół" i sprowadzić elity unijne "do narożnika". Z. Rau jest profesorem prawa i trudnym dla interlokutorów  negocjatorem. Imponuje spokojem i bystrością umysłu. Jest człowiekiem, który mógłby na arenie międzynarodowej zrobić dużo dobrego dla Polski. Problemem jest jego "niedostępność dla ludu". Nie ma bowiem charyzmy przyciągania tłumów. Ale od tej strony go jeszcze nie poznaliśmy i mogę się mylić. 

To tyle moich refleksji. Co będzie to zobaczymy. Napisałem te słowa z myślą o dobru Polski. W swoim spojrzeniu mogę się mylić i nawet z M. Morawieckim na czele rządu PiS i ZP wygrają kolejne wybory i utworzą kolejny rząd. Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. A już powrót D. Tuska na stanowisko premiera byłoby koszmarem dla Polski... a może już wtedy landu niemieckiego?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

wtorek, 3 stycznia 2023

Balcerowicz wreszcie powinien wstać i odejść w polityczną i niechlubną siną dal...

... o on dalej siedzi i zatruwa polskie życie gospodarczo-polityczne. 

W swoim lekko sarkastycznym tekście pt. "Doktor Leszek straszy zagładą. I tak… co tydzień" [1] Pan Rafał Woś trafnie stwierdził, że "od lat Leszek Balcerowicz i jego ludzie wieszczą Polsce gospodarczy koniec świata. Żaden oczywiście nie nastąpił. Nie przeszkadza im to jednak straszyć dalej".  Dalej autor dość kpiarsko porównuje L. Balcerowicza do wymyślonego doktora Leszka – znachora, który cały czas wieszczy katastrofę zdrowotną delikwenta a ten nie stosując się do jego rad dalej sobie żyje w pełnym zdrowiu. R. Woś też - opierając się na twitterowiczu @FiatMoney - stwierdza, że "diagnozy Leszka Balcerowicza i jego ludzi z Forum Odpowiedzialnego Rozwoju pokazały, że w ciągu ostatnich paru lat straszyli oni kolejno: scenariuszem włoskim, scenariuszem greckim, scenariuszem tureckim, scenariuszem wenezuelskim i scenariuszem rumuńskim...  i Ż-A-D-N-A - z przepowiedni Balcerowicza i FORowców się w minionych latach nie sprawdziła. Co nie przeszkadza im brylować w mediach antyPiSowskich i mówić to, co twórcy i odbiorcy tych mediów chcą usłyszeć. To znaczy, że PiS doprowadził polską gospodarkę do ruiny. A, że rzeczywistość nie chce potwierdzić tej radykalnie dętej tezy? No cóż, tym gorzej dla rzeczywistości. W końcu media - zwłaszcza tak skrajnie ideologizowane jak TVN czy TOK FM - same tworzą znajomą i bezpieczną rzeczywistość dla swoich odbiorców. Wielu do szczęścia nie potrzebuje niczego więcej".

Całkowicie zgadzam się z tezami Pana R. Wosia i chciałbym je jeszcze trochę uszczegółowić.

Jeszcze przed wojną na Ukrainie "były wicepremier Leszek Balcerowicz porównał TVP do Russia Today. Pisząc o zablokowaniu rosyjskiego propagandowego kanału przez władze Niemiec, zapytał, kiedy Polacy, „odsuwając PiS”, zablokują „PiS Today i całe to goebbelsowskie PiS TVP. 

Porównanie, oprócz tego, że jest częścią najnowszej „mądrości etapu” opozycji i jej sympatyków oraz autorytetów pt. „PiS sprzyja Putinowi/PiS rządzi jak Putin” etc. (mimo że to PiS jako pierwszy, a także- wybrany z ramienia tej partii prezydent, ostrzegali przed zakusami Putina jeszcze w czasach, gdy - dziś niesamowicie antyputinowski - ówczesny premier Donald Tusk był nazywany przez kremlowską prasę „naszym człowiekiem w Warszawie”), wydaje się również bezsensowne. A obecna wojna znów potwierdza, że L. Balcerowicz już w niczym nie ma racji!

Wtedy to chodziło o to, że władze Niemiec  zablokowały emisję „Russia Today”- propagandową tubę Putina, ze względu na skrajne, agresywne kłamstwo. Było to w grudniu 2021 i spowodowało, że Niemiecki regulator mediów usunął wówczas niemieckojęzyczny kanał telewizyjny RT DE z transmisji w Europie. Ta decyzja była efektem postępowania, które niemiecki organ wszczął przeciwko stacji Russia Today, będącej tubą propagandową Kremla, w związku z… uruchomieniem niemieckojęzycznego programu na żywo bez wymaganej niemieckiej licencji nadawczej. 

Abstrahując już od różnic między sytuacją w Polsce a sytuacją w Rosji, porównanie wówczas również wadliwe również z wyżej wymienionego powodu. TVP nadaje w kraju, Russia Today próbuje siać swoją propagandę na całym świecie, w dodatku - co typowe dla Kremla - nie spełniając stosownych warunków" [2].

Wojna na Ukrainie więc znów zweryfikowała i pokazała jak ułomnym "wieszczem" jest L. Balcerowicz.

W tamtym czasie też poseł M. Szczerba z PO powiedział między słowami życzeń z okazji urodzin L. Balcerowicza, iż: "Pan Profesor trzy dekady temu miał Plan i potrafił go zrealizować. I nieustannie inspiruje! [3]. Natomiast został wyśmiany i stłamszony podczas konferencji zorganizowanej dla młodych ludzi przez R. Trzaskowskiego pod nazwą "Campus Polska", gdzie nawet się obraził, że młode pokolenie nie spija "z jego słów śmietanki" jak młode pokolenia w latach 90-tych XX wieku [4].

Ale... "Nóż się w kieszeni otwiera", gdy można dziś zauważać, że ten pożal się Boże ekonomista znów chce wkroczyć na polską scenę polityczną i do publicznej dysputy. Tyle ile on narobił Polsce szkód (wraz z J. Lewandowskim) to trudno zliczyć: wyprzedaż za grosze polskiego majątku narodowego (tzw. "dzika" prywatyzacja a tak naprawdę umożliwienie firmom zagranicznym konkurencyjnego wrogiego przejęcia polskich firm), zezwolenie na wyprowadzenie z Polski miliardów dolarów (poprzez sztywny kurs dolara przy jednoczesnym niebotycznie wysokim oprocentowaniu lokat w polskiej walucie), pauperyzacja Polaków, bieda i ogromne bezrobocie, doprowadzenie Polaków do ubóstwa poniżej tego ubóstwa granicom... Ten człowiek już na zawsze w historii Polski winien być uważany za przykład bezwolnego albo cynicznego zdrajcę naszego kraju i uznany za persona non grata  a nawet odpowiadać przed Trybunałem Stanu. 

Mało mamy w Polsce współczesnej geniuszy, czyli (za Wikipedią) osób posiadających bardzo wysoki poziom ogólnych zdolności poznawczych, zdolnych do tworzenia oryginalnych koncepcji naukowych, nowych form organizacji społecznej, nowych dzieł artystycznych, rewolucyjnych wynalazków technicznych.

Należy więc hołubić każdego z nich nadając im oczywiście (niczym w mitologii rzymskiej) cechy niemal półboskie. Tacy ludzie przecież zawsze maja rację i nigdy się nie mylą a dla Polski są Darem Bożym.

Nikt też się nie zastanawia niestety, że geniusze mogą być "biali" czyli dobrzy (genius albus) i "czarni", czyli źli (genius ater). Z reguły raczej geniuszy oceniamy pozytywnie i z uwielbieniem.

Wśród polityków i zwolenników reprezentujących obecną opozycyjną scenę polityczną występuje wyraźny deficyt geniuszy. Można powiedzieć, że chyba w ogóle ich nie ma.

Taka sytuacja u niektórych rodzi smutek, żal i tęsknotę za "boskimi" i nieomylnymi geniuszami-autorytetami. Zmusza też do poszukiwań owych "guru".

Takim "guru" dla wielu jest właśnie L. Balcerowicz, który tak naprawdę jako ekonomista od 1989 roku forsuje jedno tylko zdanie:  prywatyzacja i jeszcze raz prywatyzacja. Zresztą w swojej dziedzinie co rusz i średnio raz na kwartał wypowiada się krytycznie na temat obecnej władzy, nie widząc, że jego niechlubny dla Polski czas przeminął. 

Sam jestem ekonomistą i mogę o nim pisać, także na temat jego wiedzy ekonomicznej a ta jest u niego - mimo profesorstwa - naprawdę jednopłaszczyznowa i odnosząca się tylko do jednej doktryny (myśli) ekonomicznej...

L. Balcerowicz - jak już wspomniałem  – to dla wielu Geniusz i postać dla Polski XX wieku najważniejsza, najcnotliwsza, najgenialniejsza, która zmieniła nasz kraj w oazę bogactwa i szczęśliwości oraz dobrobytu wszelakiego. Półbogu L. Balcerowiczu - jak co niektórzy z KO-PO wołają - wróć i poprowadź nas do zwycięstwa!

Sam Półbóg, jak na Geniusza przystało uwielbia sam siebie stając się w powszechnym odbiorze coraz bardziej śmieszny... ale geniusze mają pierwotny ciąg do władzy oraz cechują się megalomanią/samouwielbieniem i egocentryzmem połączonym egoizmem. Sądzę, że on w to swoje posłannictwo wierzy cały czas..., bo w niektórych chorobach chory nawet nie wie, że jest chory. 

Jak wspomniałem u niego występuje fetyszyzacja prywatyzacji: "trzeba prywatyzować wszystko i to szybko". Swego czasu powiedział m.in.: "Wyjście Skarbu Państwa z sektora energetycznego i sprzedaż części udziałów państwa w kilku największych firmach zmniejszyłyby potrzeby pożyczkowe Polski o ok. 70 mld zł, co odpowiada ok. 5 proc. PKB - oceniają eksperci z Fundacji FOR. - Mamy nadmierną, czyli szkodliwą obecność państwa w gospodarce, z punktu widzenia naszego rozwoju - powiedział przewodniczący FOR prof. Leszek Balcerowicz w środę podczas konferencji prasowej. Wyjaśnił, że udział państwa polskiego w gospodarce jest wyższy niż średnio na Zachodzie. - Odpolitycznienie gospodarki przez prywatyzację jest zasadniczą reformą. To reforma ustrojowa - dodał. Według niego prywatne firmy działają lepiej, poza tym politykom trzeba odebrać możliwość rozdawania stanowisk w firmach. Balcerowicz zaznaczył, że przyspieszenie prywatyzacji byłoby buforem, który wzmocniłby gospodarkę oraz zmniejszył przyrost długu publicznego, zanim zostaną przeprowadzone zasadnicze reformy m.in. finansów publicznych. - Jeżeli ktoś myśli o rozwoju naszej gospodarki, to musi myśleć o prywatyzacji jako o fundamentalnej reformie". 

Tak mówił na początku 2010 roku i sądzę, że swojej opinii nie zmienił do dzisiaj. Jakżeż więc musi go boleć obecna repolonizacja polskich firm i rozwój państwowych spółek oraz planowane przez rząd duże inwestycje. To zupełnie inna wizja Polski niż on prezentuje od samego początku, czyli od 1989 roku. Musi go to wszystko bardzo frustrować stąd - w swoim przebłysku geniuszu - dalej jak mantrę mówi o tej prywatyzacji.  W tym prywatyzacyjnym zaklęciu mieści się cała jego genialna wiedza ekonomiczna... Takich ludzi - mówiąc sarkastycznie - nam potrzeba!

Tylko ja patrząc na efekty jego "geniuszu" - wykreowanego przez G. Sorosa, J. Sachsa, Lipmana i Williamsona  - zastanawiam się poważnie, czy ten jego geniusz oraz "oddawanie mu czci" nie są przypadkiem pogardą i kpiną z nas Polaków? 

Ale nawet jeżeli nie i L. Balcerowicz faktycznie jest dla niektórych geniuszem to może warto skonstatować, że jest to dla Polski i Polaków genius ater (zły geniusz). I jako taki winien już się publicznie zamknąć i cieszyć się, że bez prawnych konsekwencji może cieszyć się niezasłużoną w Polsce emeryturą!!!

Na koniec trochę wiedzy dla młodych ludzi. A'propos L. Balcerowicza (w momencie wprowadzania swojego planu jedynie od piętnastu lat doktora nauk ekonomicznych!)

Plan L. Balcerowicza był niemal wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego [5], który początkowo miał mieć zastosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1987 roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi się w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na padek komunizmu) plan ów (którego głównymi współtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze  Lipman i J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę (sic!) posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych".  Kąsek więc był duży (tym bardziej, że Polska faktycznie za czasów E. Gierka zbudowała dość duży potencjał przemysłowy... fakt, że na kredyt i trochę nieraz alogicznie, niemniej potencjał konkurencyjności dla firm zachodnich był ogromny)... Więc sobie postanowiono przejąć ten potencjał rękoma L. Balcerowicza (nota bene był on chyba trzecim lub czwartym ekonomistą, któremu zaproponowano przeprowadzenie tej reformy... inni odmówili a doktorek L. Balcerowicz poczuł szansę na zrobienie po 15 latach doktorowania habilitacji).  Oczywiście doradcą L. Balcerowicza był J. Sachs...

Tak o rozwiązaniach Konsensusu Waszyngtońskiego mówi Joseph Stiglitz [5]- noblista w dziedzinie ekonomii z 2001 roku -"Efekty polityki wymuszanej przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach. rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim".

Sam J. Sachs po negatywnych doświadczeniach z Polską i innymi byłymi krajami socjalistycznymi (postkomunistycznymi) i po kryzysie finansowym w południowo-wschodniej Azji przyznał, że swoją wiarę w "terapię" szokową musi jeszcze raz przemyśleć, w szczególności, że tzw. deregulacja finansowa powinna być dokonywana powoli w przeciwieństwie do liberalizacji polityki handlowej.

A teraz kilka wypowiedzi J. Wiliamsona, który był "referentem" Konsensusu Waszyngtońskiego z artykułu w Gazecie Wyborczej pt.: "Konsensus waszyngtoński po 20 latach. Spowiedź liberała":
"...Kolejna propozycja dotyczyła otwarcia rynków finansowych. Dziś żałuję, że nie sformułowałem tego w bardziej ogólny sposób. Skoncentrowałem się na stopach procentowych, które były wtedy wielkim problemem w Ameryce Łacińskiej (...)  Gdybym to pisał dzisiaj, uzupełniłbym otwarcie rynków finansowych o postulat większego nadzoru i regulacji. Wielki kryzys, jaki mieliśmy właśnie w Ameryce, wynikał przede wszystkim z braku nadzoru i regulacji rynków finansowych..."
"...Przy prywatyzacji nie myślałem o elektrowniach, wodociągach czy służbach miejskich - chociaż tego nie wykluczałem. Myślę, że są argumenty za tym, żeby takie firmy były publiczne. Ale nie było sensu, żeby państwo było właścicielem przemysłu..." [6].

Ale...

"...Moim zdaniem Balcerowicz zrobił to, co należało. W takiej gospodarce jak polska potrzebna była gwałtowna zmiana. Są oczywiście rzeczy, które można robić powoli - np. prywatyzacja. Nie ma najmniejszego powodu, żeby natychmiast prywatyzować wszystko. To po prostu nie jest potrzebne. Ale nie można mieć gospodarki na pół państwowej, pół rynkowej. Musiał zrobić tę zmianę za jednym zamachem..."

"...- Myślę, że jeśli chce się przeprowadzić szybkie zmiany, trzeba się pogodzić z tym, że po drodze będą jakieś błędy. Zasadniczo Balcerowicz miał rację...."

W czasie wywiadu Pan J.Wiliamson wielokrotnie się śmiał (niestety nie wiem czy był to śmiech szyderczy, nerwowy, czy hipokrytyczny przykrywający "palący wstyd i hipokryzję jego wypowiedzi", ale jak widać ekonomiści, którzy byli tylko sami wykonawcami lub "referentami" planu stworzonego przez kogoś innego "idą w zaparte" natomiast sami twórcy (przynajmniej J. Sachs) ma wile wątpliwości a wobec krytyki takich ekonomistów jak J. Stiglitz są chyba bezradni (krytykiem planu L. Balcerowicza w Polsce od początku był G. Kołodko. Jest on również krytykiem rozwiązań Kosnsensusu Waszyngtońskiego - polecam: MOJA GLOBALIZACJA, CZYLI DOOKOŁA ŚWIATA I Z POWROTEM) [7]. (Nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem całości poglądów G. W. Kołodki, ale z polskich ekoomistów darzę go ekonomicznym i naukowym szacunkiem. Zresztą chyba własnie on jest najbardziej cenionym obecnie za granicą polskim ekonomistą (jest współautorem między innymi krzywej Kołodki-McMahona w: Kołodko G. W., McMahon W., Stagflation and Shortageflation: A Comparative Approach, „Kyklos” 1987, Vol. 40, No. 2.).

A jak to tak naprawdę było z tym Planem Balcerowicza doskonale wyjaśniał ś.p. prof. W. Kieżun:




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog