wtorek, 15 listopada 2011

Zdeptać wszystko, co polskie i wartościowe! Teraz kolej na bł. Jana Pawła II...

Witam

Jestem wściekły! Gdyby Janusz Palikot miał dla mnie jakąkolwiek zdolność honorową wyzwałbym go na pojedynek. Tylko szabli i kuli żal na ich profanację...

Zgadzam się z głównymi tezami Witolda Gadowskiego, który w świetnym artykule Zejście z romantycznych obłoków napisał m.in.:
(obszerne fragmenty - polecam całość)

-----------------------------------------------------

"Trzęsiemy się z oburzenia, bezsilnie pomstujemy – prawda jest jednak taka, że tyle nam mogą zrobić na ile sami pozwolimy. Zacznijmy więc od samego sedna – od krzyża.

Na Krakowskim Przedmieściu pozwoliliśmy (my niezbyt święci, ale jednak katolicy) z jednej strony na doprowadzenie protestu do formy karykaturalnej, gdy rolę argumentów poczęły pełnić obolałości emocji i akty mistyczne, a z drugiego końca do kompletnego znieczulenia opinii publicznej na jaskrawe akty drwin z uczuć i symboli religijnych. Dziś widzimy, że konflikt na Krakowskim Przedmieściu stał się w istocie szczepionką na postępującą eskalację wojny z kościołem w Polsce.

Dziś dostrzegam także i to, że właśnie na poligonie pod prezydenckim pałacem, gdzie w roli głównej – bezkarnie – występowali ludzie pokroju ubeka, szantażysty senatora Piesiewicza i tarzający się po chodniku, w przypływie jakiejś niekontrolowanej emocji Dominik Taras, pozostający w cieniu macherzy po raz kolejny zaprojektowali nowy ruch polityczny, drugi fortepian ubezpieczający i resorujący obecną ekipę rządową, poszerzający gamę jej „środków wyrazu”. To właśnie w gorących dniach warszawskiego sporu o krzyż narodziło się nowe wcielenie „człowieka z sobowtórem w dłoni” (nie moje, pożyczone od Rewińskiego), prowokator złapał drugi oddech. W momencie gdy okazało się, że antyreligijnym ekscesom nie towarzyszyły większe emocje społeczne panowie znający się jeszcze z moskiewskiej szkoły dyplomacji nacisnęli na swoich „znajomych” w mediach, aby ci zaostrzyli już nie antyklerykalną, ale antyreligijną retorykę.

Prześledźcie jak w następujących po wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu miesiącach zmieniał się język głównych mediów. Być może to tylko przypadek, być może wiatr przyniósł nowe trendy, ale ja wierzę w zasadę: „ten sprawił kto na tym zyskał”, a ostatnie akcje sprawiły, że ludzie tacy jak Jerzy Urban już nie muszą wymykać się kuchennymi schodami, a Hipolit S. i generał M. obficie bankietują z „gwiazdami”

Na czele ofensywy stał niewątpliwie portal Onet, nasiliły się także napaści na prymasa i episkopat ze strony „katolickich” mediów ITI (vide „Tygodnik Powszechny””).

Wszystko odbywało się właściwie w ciszy, przy braku silniejszych sprzeciwów ze strony laikatu. Potem pojawił się „Nergal” w programie drugim TVP i... znów cisza, jeśli nie liczyć kilku publicystów i biskupów, satanista nie wywołał żywszych emocji.

Polscy katolicy zachowywali się jak przestraszona trzódka, pełna kompleksów i poczucia własnej bezsilności.

Nie piszę już o tym, że trwająca od wielu miesięcy rzeź katolików w Chinach, Indiach i Afryce nie budzi w Polsce żadnego oddźwięku. Tak jakby polscy katolicy nie tylko bali się stanąć w obronie symboli religijnych poniżanych we własnym kraju, ale nie czuli żadnej wspólnoty z maltretowanymi na świecie współwyznawcami.

Udało się więc wyizolować polskich katolików, obezwładnić ich i wmówić im, że wszelkie formy obrony własnych praw są równoznaczne z szerzeniem ciemnogrodu i nietolerancji.

W Polsce coraz śmielej poczyna sobie styl myślenia mówiący o tym, że wszyscy zasługują na pełną swobodę i wolność byleby nie reprezentowali jednak polskiego katolicyzmu.

Kolejne eskalacje – wniosek o zdjęcie krzyża z sali obrad sejmu RP, powołanie na funkcję wicemarszałka sejmu aborcjonistki Nowickiej czy nawet groteskowa zamiana strojów polskiej reprezentacji piłkarskiej, to w istocie już tylko prosta konsekwencja sytuacji gdy antykatolicyzm (w świecie groźny dziś podobnie jak antysemityzm, gdyż w istocie oba zjawiska są atakiem na judeochrześcijańską etykę i antropologię, w tym kontekście środowisko Adama Michnika w żaden sposób nie może być kojarzone z reprezentowaniem interesów semickich, judaistycznych czy syjonistycznych) wchodzi w polską rzeczywistość a.d. 2011 i polskie społeczeństwo jak nóż w rozgrzane masło.

Czy może zatem dziwić fakt, że 11 listopada zaatakowano kolejne symbole, które nierozerwalnie zrosły się w Polsce z krzyżem – pluto na polskie mundury i bito ludzi z białoczerwonymi flagami w dłoniach.

I znów cisza, tym razem nieco grobowa – bo niby skąd maja się jeszcze podnosić patriotyczne głosy, gdy oficjalny obieg medialny przyjął formy znane z socjalistycznego pluralizmu mediów epoki wczesnego Gierka. Państwo z „Polityki” powinni to pamiętać z autopsji.

W ostatnich niepodległościowych mediach niesie się jedynie mało konstruktywny lament.

Nic konkretnego, utyskiwanie i boleść. Znowu jesteśmy Winkelridem Narodów, Karolem Levittoux i Trauguttem w jednej postaci.

Oj jakże mi przykro, ale ja z tego cierpiętniczego tramwaju wysiadam i czynię to z pełnym przekonaniem na przystanku – Działanie.

Zamiast lamentować weźmy się do konkretnej pracy.
Dziś, gdy narzekamy, że banki i media nie znajdują się w polskich rękach i przez to,siłą faktu, nie prezentują polskiej racji stanu, przeciwdziałajmy temu w jeden tylko skuteczny sposób – zakładajmy nasze media. Jeśli powstanie ich wiele, to bliski znajomy Barbary Piaseckiej Johnson i pułkownika Mochola nie nadąży z ich wykupywaniem.

Jeśli RMF i Interia to media należące do kapitału niemieckiego, gazet nie wspomnę, a ITI, to kapitał nie wiadomo jaki, ale na pewno ulokowany nie tylko w Polsce, to nie spodziewajmy się antyniemieckich czy antyrosyjskich opinii, nawet gdy polska racja stanu i co ważniejsze fakty, tego wymagają.

Bezwarunkowa miłość do Rosji i Niemiec lansowana w głównych mediach nie jest przecież, platonicznym zachwytem. Dziś jedna telewizja znaczy więcej niż w 1939 roku całe dywizje czołgów.

Wojna o świadomość to w istocie wojna o podporządkowanie, nakłonienie do realizacji własnych interesów.

Jeśli nie wierzycie, to sprawdźcie czy w największych niemieckich mediach pojawiają się tony sprzeczne z niemiecką racją stanu.

O rosyjskich putinomediach nie wspominam z powodu ogólnej putinosytuacji jaka tam panuje.

  Nie wiem jak Wy ale ja biorę się do organicznej roboty – ksiądz Wawrzyniak czy podkrakowski Franciszek Stefczyk dawno już pokazali jak to się robi i dziś (gdybyśmy mniej romantycznie bujali w obłokach) powinni zasiadać w jednym Polskim Panteonie, obok Kościuszki, Pułaskiego, Piłsudskiego i Paderewskiego".


-----------------------------------------------------

Dziś przyszła kolej na szarganie postaci największego polskiego autorytetu - bł. Jana Pawła II. Jak donosi portal wp.pl w artykule "Gdyby nie Jan Paweł II byłyby lepsze przepisy"  niejaki "„człowieka z sobowtórem w dłoni” wykrztusił z siebie słowa krytykujące naszego Papieża: ""- Gdybyśmy nie mieli tak konserwatywnego papieża, mielibyśmy normalne przepisy aborcyjne, jak większość państw europejskich. To wynik presji wywieranej przez Karola Wojtyłę na polskie życie publiczne - powiedział Janusz Palikot w radiu TOK FM.  Lider Ruchu Palikota stwierdził, że duży wpływ na obowiązujące w Polsce prawo dotyczące aborcji miał papież Jan Paweł II. - Konserwatywne przekonania są wynikiem presji wywieranej przez Karola Wojtyłę na polskie życie publiczne - przekonywał Palikot. Poseł odpierał także zarzuty dotyczące ataków gazety "Fakty i Mity" na Kościół i papieża. W opinii polityka, takie teksty są w Polsce potrzebne. - Ludzie to kupują, najwyraźniej jest rynek na takie komentarze - zauważył Palikot. Dodał także, że takie dyskusje są "dobrym kontrapunktem dla obecności Kościoła w życiu politycznym..."".  

Jestem pewny, że w najbliższym czasie zmasowany atak na Kościół Katolicki w Polsce i na nasze największe narodowe wartości przybierze niespotykane dotąd formy i rozmiary. Trzeba wszystkimi siłami powstrzymać ten najazd na Polskę szaleńczej nawałnicy rozwydrzonych lewackich, marksistowskich hord "chazarskich hunwejbinów".

Zgadzam się, że należy zacząć od budowy podstaw naszej egzystencji, ale oczekuję też odwagi nas wszystkich oraz zdecydowanych reakcji hierarchów Kościoła Katolickiego.

Dosyć!

I jeszcze do Januszka... "Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka" a wybory mogą być szybciej niż za cztery lata... Chociaż może akurat nie to przysłowie jest najbardziej adekwatne w tym przypadku, bo i wilki poczułyby się zapewne obrażone za takowe porównanie...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

I'm Vincent, Vincent Babble!

T. Lis "na żywo" w telewizorni...
---------------------------------

Na samą myśl, że...

Już za chwileczkę,
Już za momencik,
Poniedziałek z Lisem zacznie się kręcić...

I kręcić się będzie tak przez godzinkę...
Ogromna wesołość napawa moją rodzinkę. 

Wszak w każdym cyrku dość cyklicznie...
Występują clowny całkiem spontanicznie.
I wszyscy się śmieją jak to Liz wespół z Lisem
w  absurdu werbalnej powadze zabawiają się męskim zwisem...
---------------------------------

Dziś znów w dobrym humorze obejrzałem ten spektakl bardzo ochoczo...
I mimo, że kiedyś się obrażałem a nerwy me bywały zszargane, teraz jakoś ten program wzbudza we mnie prześmiewcze politowanie.
---------------------------------

Występ był przedni... Jegomoście znamienici...
Był niejaki Pszoniak... taki tyci, tyci

I Terlikowski terlał choć go zaszczekała
Szczuka - taka sobie dziewka zlewicowiała

Babiarz zatrwożony był plującym Germanem
"Rozgrzany" Kutz zajęty Wyborczej cytowaniem

O Prezydentowej potężne ukaranie wołano
z antykomunistycznych haseł faszystowskie zdjełano

Kończyło się biesiadników spotkanie, emocje nie opadały
Śmiech rodzinki pozostał... lis już taki wyliniały...
---------------------------------

Ale nie był to koniec komedyji niestety
Niejaki bowiem Vincent zaczął pleść swoje bzdety

Gaworzył oględnie, ważąc puste słowa
Była to odrażająco bełkotliwa mowa

Jedno na pewno z niej pozostanie
Na recesję metodę ma jedną - podatków wzrastanie...

Brytyjskie panisko czas zajmowało, gadało i się nastroszyło
I wyszło... a jakoby go w ogóle nie było...
---------------------------------

Pozdrawiam

P.S.
Zupełnie szczerze... takiego bełkotu ekonomiczno-politycznego, takiego pustosłowia i nowomowy politycznej jakie wypowiadał dziś nasz Minister Finansów dawno nie słyszałem. Vincent "Bełkot"... tak sobie go dzisiaj nazwałem... choć cały czas aktualne pozostaje pytanie: Kim jesteś Vincencie Rostowski?. Polecam ten mój linkowany post, w którym piszę m.in.:

"1. W roku 1986 lub 1987 M. Gorbaczow złożył deklarację o możliwym w przyszłości zjednoczeniu NRD i NRF;
2. W roku 1988 powstała Polsce Fundacja Fundacja im. Stefana Batorego, "założona w 1988 roku przez George'a Sorosa, amerykańskiego finansistę i filantropa, oraz grupę przywódców polskiej opozycji demokratycznej lat 80-tych";
3. W latach 1989-1991 wprowadzano w Polsce tzw. Plan L. Balcerowicza.Plan L. Balcerowicza był wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zastosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Plan ów (którego głównymi współtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę (sic!) posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych".  Doradcami L. Balcerowicza we wdrażaniu owego planu byli m.in.: J. Sachs i... "nasz" Jan Jacek Antony Vincent-Rostowski. W tym czasie też Vincent Rostowski był też wykładowcą w UCL School of Slavonic and East European Studies, University of London,
4. W roku 1995 Vincent Rostowski został profesorem mianowanym prywatnej uczelni (nie posiada tytułu naukowego ani stopnia naukowego doktora) i kierownikiem Katedry Ekonomii na Central European University w Budapeszcie. Uniwersytet ten założony został w 1991 roku przez obywatela USA, węgierskiego Żyda - Georga Sorosa,

5.  (żeby nie przeciągać - wyciąg z wikipedii) Vincent Rostowski "w latach 1989–1991 pełnił funkcję doradcy ekonomicznego wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza, a w latach 1997–2001 kierował Radą Makroekonomiczną w Ministerstwie Finansów. Od 2002 do 2004 był doradcą prezesa NBP. Doradzał również (chyba na początku lat 90-tych - dop.k.j.) rządowi Federacji Rosyjskiej w sprawach polityki makroekonomicznej (sic!!!). Od 2004 zajmował stanowisko doradcy zarządu Banku PEKAO S.A. - To dawny bank J.K. Bieleckiego i Unicredito spekulujące opcajmi walutowymi i złotym w Polsce. Należy do współzałożycieli Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE), zasiadał w radzie tej fundacji (członkostwo zawieszone wraz z objęciem funkcji ministra)". W radach fundacji są też sami znajomi, m.in. Leszek Balcerowicz i J. Sachs". 

Tak więc... ten bełkot to może w sumie zwykłe nas lekceważenie i "oczu mydlenie"... bo Vincent i tak zrobi, co mu każe G. Soros i spółka... Takie proste i jasne przecież... i przerażające!
---------------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 14 listopada 2011

Polski Związek Piłki Letniej...

Witam

Brak orła na koszulce polskiej reprezentacji w piłce nożnej, kotyliony prezydenckie,  nowe z carską koroną logo Wojska Polskiego...

Dziś trochę o tym pierwszym...

Zainspirowany treścią informacji podanej przez Fakt pt.: Nike walczyło z PZPN o orła!, w której oznajmiono, że: "Jak dowiedział się Fakt, przedstawiciele koncernu Nike od czterech miesięcy namawiali władze Polskiego Związku Piłki Nożnej, by na koszulkach znalazło się godło narodowe. Niestety bezskutecznie (...) Tłumaczyliśmy prezesom, że strój bez orła może być odebrany przez kibiców bardzo negatywnie. Niestety nikt nie chciał nas słuchać, a teraz wszyscy widzą, jak cała sprawa się skończyła - mówi nam osoba związana z koncernem Nike (...) Decyzja PZPN zbulwersowała kibiców, którzy zamierzają bojkotować nowe stroje kadry narodowej. Dla producenta jest to informacja fatalna. Pierwsza partia koszulek przeznaczonych do sprzedaży została już wyprodukowana. Co ciekawe, wpadka Grzegorza Laty (61 l.) i spółki może zostać wykorzystana przez konkurencyjne firmy. Już teraz pojawiają się pogłoski, że jeden z producentów odzieży zamierza wyprodukować repliki strojów z 1974 i 1982 roku, na których znajdzie się oczywiście godło narodowe. Niewykluczone, że takie trykoty będą cieszyły się zdecydowanie większą popularnością wśród fanów biało-czerwonych niż najnowsze koszulki z "piłkoptakiem" zamiast orła", postanowiłem spisać moje na ten temat uwagi.

Polski orzeł znajdował się od "zawsze" na koszulkach polskich reprezentantów, nie tylko uprawiających piłkę nożną. Wiele polskich transmisji sportowych kończyły łzy wzruszenia i radości, kiedy polscy reprezentanci stawali na podium i śpiewając polski hymn narodowy trzymali swoją dłoń na sercu... w pobliżu lub na... dumnym, polskim Orle... Piłkarze i reprezentanci innych gier zespołowych podobnie zachowywali się przed każdym meczem...

Gra w reprezentacji... w biało-czerwonych strojach z Orłem na piersi, to było i jest marzenie wielu sportowców. Reprezentowanie Polski stanowi dla nich zupełnie inny wymiar sportowy. Te specyficzne emocje, wzruszenie, drżenie serca, ścisk "w dołku", adrenalina, chęć zwycięstwa, wyjątkowa i podniosła atmosfera są trudne do opisania... trzeba to po prostu przeżyć...

Z pewnością gra w reprezentacji zawsze jest to inna gra niż we własnych klubach sportowych... W nich sportowcy grają cały czas, co tydzień kolejny mecz... to prawie ich praca... choć bywa przyjemna i naprawdę nieraz twórczo piękna. Gra w reprezentacji jest wyróżnieniem i w 2012 roku Polska po raz pierwszy zagra w finałach Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej.

Zastanawiam się tylko, czy zagra w nich Polska Reprezentacja, czy Klub Piłkarski Grzegorza Laty, który możemy sobie roboczo nazwać: Piłkarski Zespół Piłki Letniej. Oczywiście piłkarze będą jak w każdym klubowym meczu realizować powierzone im zadania i będą starali się grać jak najlepiej... ale - bez Orła - już nie będzie tego wzruszenia, tej wyjątkowości, tego ścisku serc, łez ze szczęścia wygranej... Tego "nieopisanego" czegoś, co nakazuje wykrzesać resztki sił dla wygranej... Widzieliśmy to ostatnio w meczu PZPL z Włochami. Sądzę, że dopóki Orzeł nie powróci, tak już pozostanie... tym bardziej, że polscy kibice nie będą kupowali żadnych gadżetów reprezentacyjnych z Logo PZPL, więc na trybunach będą kibice Polski a grać będą piłkarze PZPL... szykuje nam się jakieś aberracyjne kuriozum...

Ale... zanim dojdzie do gry PZPL w Euro2012 należy wpierw:

1. Ogłosić konkurs na hymn/pieśń klubową PZPL,
2. Zakazać używania przez PZPL skrótu PZPN, który kojarzy się z Polskim Związkiem Piłki Nożnej a nie Klubem Letnim,
3. Zażądać wycofania jakichkolwiek dotacji państwowych dla PZPL... wszak  to prywatny klub prywatnej osoby lub grupy osób,
4. Zakazać tym samym grania hymnu Polski podczas meczów PZPL,
5. Zdegradować klub do ligi osiedlowej.

Pozdrawiam

P.S.
Firmy! Produkujcie i oferujcie gadżety z Polskim Orłem i rokiem 2012 (bez oficjalnego logo EURO2012, logo NIKE i logo PZPL) - zyski gwarantowane! Ten pomysł z replikami strojów z 1974 i 1982 roku nawet niezły... można też pokusić się o wyprodukowanie hipotetycznych strojów reprezentacji Polski z roku: "EURO: 2016-4=2012" (©)...

Tak jeszcze na marginesie... Rzeczywiście bez godła w środku tak pusto jakoś, a przecież można było... i z logo PZPN i Nike i godłem... Tłumaczenia związku o finansowych przyczynach decyzji usuwającej polskie Godło Narodowe jest doprawdy prześmieszne... 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com