sobota, 15 sierpnia 2020

Kilka słów o podwyżkach dla najwyższych funkcjonariuszy państwowych

Powiem szczerze. Krew we mnie wrze, gdy niektórzy doznają krytycznego amoku na jakąkolwiek wieść, że parlamentarzyści mają więcej zarabiać oraz powinny być podwyżki dla najważniejszych funkcyjnych pracowników państwowych. 

Dalsza treść odnosi się do osób mających wiedzę, doświadczenie i umiejętności niezbędne do sprawowania określonych wyższych stanowisk funkcyjnych w danej organizacji a nie dyletantów nie mających pojęcia o zarządzaniu państwem lub celowo się kreujących na takich dyletantów. 

Krytyka pomysłu jakichkolwiek  podwyżek jest dla mnie - delikatnie mówiąc - bezsensowna i wynika - z pewnością z niezawinionego - braku wiedzy w obszarze zarządzania i motywowania ludzi zajmujących się zarządczym kierowaniem wielkimi strukturami organizacyjnymi. Takimi są firmy różnego rodzaju a państwo jako całość jest przecież największą strukturą organizacyjną w kraju.

Tak się złożyło, że kiedyś pracowałem na wysokich stanowiskach. Każdy szczebel mojej kariery zawodowej wiązał się nie tylko ze zwiększeniem uprawnień, ale i zwiększeniem zakresu obowiązków i tym samym odpowiedzialności.

To jest złota zasada zarządzania: z=u=o (zakres obowiązków=uprawnieniom=odpowiedzialności).

Każdy też wyższy szczebel w danej strukturze organizacyjnej (firmie) wiązał się z bardzo dużym zwiększeniem moich wynagrodzeń. I to było zupełnie naturalne. Gdy doszedłem do szczebla tzw. top managementu to już o pieniądzach się nie mówiło a o innych motywacjach, tzw. pozafinansowych. Wcześniej z pewnością jednym z głównych motywatorów mojej pracy były finanse i zapewnienie rodzinie bezpieczeństwa finansowego.

Godne wynagradzanie za pracę i wiedzę oraz doświadczenie jest normą i to wynagrodzenie jest do pewnego stopnia kariery zawodowej najważniejsze. Dla wielu zresztą tak jest przez całe życie, choć wraz z upływem lat inne rzeczy stają się ważniejsze, tym niemniej bezpieczeństwo finansowe jest zawsze ważne, tyle tylko, że jeżeli gonimy za pieniądzem to już nie ma czasu nad zastanawianiem się na temat strategicznych rozwiązań w firmach i w państwie jako całości.

Trzeba sobie uświadomić, że w momencie, gdy zwiększa się odpowiedzialność i zakres obowiązków zwiększają się uprawnienia, nie tylko pod względem władzy i mocy decyzyjnej, ale i uposażenia finansowego.

Trudno sobie wyobrazić, aby w firmie prezes zarządu zarabiał mniej niż jego podwładni. Zarabia z reguły kilka a nawet kilkanaście razy więcej od swoich, nawet bezpośrednich podwładnych. To samo inni członkowie zarządu oraz (oczywiście mniej) dyrektorzy pionów... choć i oni zarabiają dwa lub trzykrotnie więcej od podwładnych kierowników działów czy wydziałów. Kierownicy zaś dwukrotnie więcej niż zastępcy a ci dwukrotnie więcej niż szeregowi pracownicy.

To jest naturalne i normalne, bo gdyby było inaczej nikt by nie zarządzał (nie chciał) i firma by upadła. To samo jest z państwem jako całością.

Na tego typu stanowiskach pieniądze już nie powinny odgrywać żadnej roli. One są i można myśleć tylko o rozwoju firmy i działaniach dla jej dobra a tym samym dobra wszystkich, którzy w tej firmie pracują.

Z tego punktu widzenia - biorąc pod uwagę całe państwo i zarządzanie nim - a więc odpowiedzialność za losy 38 mln ludzi to gradacja wysokości wynagrodzenia winna być następująca: prezydent zarabia najwięcej ze wszystkich urzędników państwowych i nie mogą to być kwoty odbiegające znacząco od uposażeń prezesów zwykłych firm i większe niż największe uposażenie prezesa spółki Skarbu Państwa (dotyczy to również premiera). Na drugim miejscu jest właśnie premier, później wicepremierzy, ministrowie, wiceministrowie, dyrektorzy departamentów, kierownicy... itd.

Sytuacja, że prezydent Polski, premier, wicepremierzy, ministrowie zarabiają mniej od prezydentów miast czy nawet mniej od swoich podwładnych jest po prostu chora. Poza tym zwiększa skłonność do  korupcji na styku państwo-biznes... Podobnie jest z żoną prezydenta: ona ma niemal tyle obowiązków, co mąż... może innych gatunkowo, ale za tę pracę musi być wynagradzana... bo nieraz to ona buduje zaufanie i sprawia, że Polska może więcej.

Wedle mnie dzisiaj prezydent powinien zarabiać co najmniej 40 tys. zł. Premier 35 tys. zł. Wicepremierzy 30 tys. zł, ministrowie około 25 tys. zł, dyrektorzy departamentów 20 tys. zł. Posłowie i senatorowie na poziomie dyrektorów departamentów, czyli około 20 tys. zł.

Jak widać osobiście jestem jeszcze za większymi podwyżkami niż te jakie znajdują się w najnowszej noweli sejmowej przyjętej wczoraj przez Sejm [1].  

Powyżej skupiłem się na przedstawieniu zasad, które winny obowiązywać. Zastrzegłem też, że odnoszę się do ludzi, którzy są predestynowani do pełnienia określonych funkcji zarządczych. Tak jak w firmie top management musi dbać o nią i jej rozwój oraz pracowników, tak w państwie muszą to być państwowcy (propaństwowcy) dbający o rozwój Polski oraz dobro jej obywateli.

Nie rozpisywałem się na ten temat, ale chyba jasnym jest, że wtedy, gdy dana osoba jest nieskuteczna, okaże się nieodpowiednia, nie posiadająca niezbędnych umiejętności a już, gdy świadomie działa na szkodę firmy lub popełnia pospolite przestępstwo to... winna wylecieć z pracy z hukiem a do tego jeszcze nieraz i z "wilczym biletem" czy wnioskiem do prokuratury i więzieniem. Mogą się tutaj pojawić wątpliwości co do zasadności obecnego kształtu tzw. immunitetu, który posiadają parlamentarzyści - osobiście sądzę, że jest on zbyt szeroki. 

Bardzo dobrym pomysłem jest powiązanie gaży urzędników np. ze wzrostem gospodarczym i innymi czynnikami makroekonomicznymi. Podobnie dobrym rozwiązaniem jest powiązanie wynagrodzenia - a tak jest w obecnym projekcie zmian - z wynagrodzeniem sędziów Sądu Najwyższego. To są właśnie dobre rozwiązania, bowiem nie może być sytuacji, że np. prezydent albo premier zarabiają mniej niż sędziowie SN. 

Oczywiście na dziś należałoby wymienić prawie połowę niekompetentnych urzędasów.  Mamy młodych ludzi bez szans awansu, mamy kreatywną emigrację zarobkową, mamy Polonię i ludzi na tzw. : "emigracji wewnętrznej". Oni często byliby lepsi od dzisiejszych urzędasów. Ponadto i tak należy ograniczyć liczebność administracji urzędniczej.

"Biurokracja" i jej geometryczny rozrost winny być ograniczone do minimum właśnie. I tu jest rola ustawodawcy oraz nas wyborców. Korpus urzędniczy winien być racjonalny i w ilościach niezbędnych do sprawnego i efektywnego działania. Tu też widzę wiele do zrobienia.

Nawet nie wiem, czy wpierw - samym początku rządów PiS (ZP) nie należało zrobić czystek urzędniczych, redukujących ich liczbę a dopiero później zabrać się za jakiekolwiek podwyżki. Ja optuję jednak za takim rozwiązaniem, ale nie szokowym, bo państwo pogrążone zostałoby w chaosie. Trzeba to robić powoli i mądrze i mam nadzieję, że najbliższa zmiana struktury zarządzania państwem będzie to uwzględniała.

Dobre chęci i posiadanie racji nie wystarczą w przypadku państwa. I tu jest największa różnica między np. firmą a państwem. Państwo i rządzący muszą robić tak, aby było to transparentne i wpierw przekonać ludzi, że idzie się w dobrym kierunku. A idziemy w dobrym kierunku.

Inną kwestią są płace Polaków. Jest coś nienormalnego, że nawet przy nieraz większej wydajności pracy Polaków, większą nieraz niż w Europie Zachodniej liczbą przepracowanych godzin, cenami na takim samym poziomie jak u nich (a nawet nieraz większymi w Polsce)... Polacy zarabiają kilkadziesiąt procent mniej od pracowników w krajach starej unii. Trzeba to zmienić, ale to wymaga niestety czasu. Podobnie jest z poziomem wysokości emerytur czy rent. Oprócz już poczynionych działań (systematyczne podnoszenie płacy minimalnej, emerytalna "trzynastkę", wprowadzony zerowy PiT dla młodych do 26 roku życia, mały ZUS dla małych firm, itd.) przydałoby się jeszcze zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Ale nie wszystko naraz.

Jest wiele rzeczy do zrobienia. Podstawową jest przywrócenie odpowiedzialności urzędniczej. I tu też mamy jaskółki w postaci odpowiedzialności finansowej urzędników, kar dla notariuszy czy prokuratorów, itd. Problem jest właśnie w odpowiedzialności za podejmowane decyzje. U nas wszystko jeszcze staje na głowie, ale coraz bardziej ta głowa się podnosi i zaczyna normalnie i dla Polaków rządzić.

Ale jeszcze na koniec: by dobrze działać a reformy mają się udać to potrzeba najlepszych a najlepszych trzeba dobrze wynagradzać.

Mało jeszcze - a jest to ważne - wspomniałem, że godziwe zarobki funkcjonariuszy państwowych ograniczają też korupcję na styku biznes - państwo.

[1] https://wpolityce.pl/polityka/513441-podwyzki-wynagrodzen-sejm-przyjal-zmiany-w-prawie


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są przeze mnie cenzurowane ani wycinane za wyjątkiem tych, które zawierają wulgaryzmy oraz bezpośrednie niemerytoryczne ataki ad presonam.