Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BANKRUCTWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BANKRUCTWO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Czy grozi nam zadłużeniowe bankructwo?

Wielokrotnie pisałem, że pieniądz odgrywa ważną rolę zarównow skali mikroekonomicznej jak i makroekonomicznej.

Z reguły pracujemy - jako pracownicy - w większości dla pieniędzy, są one często przedmiotem wielu emocjonalnych dyskusji, w miejscu pracy - do określonego poziomu - stają się podstawowym motywatorem pracodawców wobec pracowników. One dają nam poczucie bezpieczeństwa,  ich niedostatek często nie pozwala na godne i szczęśliwie życie a już ich brak prowadzi do   skrajnego ubóstwa, bankructwa lub różnych tragedii życiowych. Oczywiście jest źle, gdy dążenie do ich pomnażania przesłania nam inne piękne aspekty naszego bytu na tym ziemskim padole. Sztuką natomiast jest odpowiednia hierarchizacja naszych wartości i celów, aby cieszyć się zarówno z naszego wnętrza i wartości, które wyznajemy, jak i z radości odpowiedniego wydatkowania posiadanych zasobów gotówkowych.

Pieniądze dla firm, instytucji i państwa jako całości są oczywiście niezbędne do prawidłowego ich funkcjonaowania, stanowią "krwiobieg" gospodarki. Bez nich żadna firma nie jest w stanie egzystować. Brak finansowego kapitału krótkoterminowego powoduje zachwianie płynności finansowej i często bankructwo. Brak finansowego kapitału długoterminowego nie pozwala na inwestycje, planowanie działań i rozwój firm. Podobnie dzieje się z państwem jako całością.

W Europie i na świecie temat finansów państwa jest najważniejszym obszarem, którym interesują się zwykli wyborcy. Przecież od stanu finansów państwowych zależy wysokość podatków, pomocy socjalnej, wysokość świadczeń społecznych, poziom i dostępność usług medycznych czy oświaty, wysokość cen i naszych zarobków... Stan kasy państwowej dotyczy niemal każdej dziedziny naszego życia...

Aż dziwne, że w Polsce tak mało się mówi i pisze o tej stronie, najważniejszej naszego życia społeczno-gospodarczo-politycznego zastępując je tematami pobocznymi. W kampaniach wyborczych ten wstydliwy aspekt rządów D. Tuska nie zostaje niestety pokazywany przez opozycję a przde wszystkim przez PiS. Nie padają ważne pytania o przyszłość finansową naszego kraju, o przyszłość naszych dzieci i wnuków... 


Oczywiście przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele... od strachu rządzących przed gniewem gawiedzi, chęć zachowania władzy aż po zupełnie już zrezygnowane i "otumanione propagandą" polskie społeczeństwo a także brak wiedzy Polaków w obszarze szeroko pojętej ekonomii ("kłąnia się" się tu obniżenie w ostatnim 25-leciu poziomu nauczania w szkołach wszystkich szczebli).

Niezależnie jednak od wszystkich przeciwności i oporów niektórych warto podejmować się opisywania oraz  analizowania faktycznego stanu naszej gospodarki i jej finansów. Jest to tym bardziej konieczne, że powszechnie sprawy te są właśnie mało  rozumiane a sam przekaz informacji bywa często zafałszowany oraz celowo podnosi się jego "skomplikowalność". Widać to szczególnie w swoistej nowomowie i nieraz bełkocie "specjalistów: ekonomistów/finansistów" a także w oficjalnych przekazach instytucji do tego powołanych. Łatwo wtedy o manipulację lub niewłaściwe zrozumienie istoty tychże informacji finansowych.

Jednym z najważniejszych aspektów finansowych państwa jest jego załużenie mierzone długiem publicznym i zadłużeniem zagranicznym.

Ten pierwszy przekroczył właśnie magiczną liczbę biliona złotych. Według licznika zawieszonego przez Fundację Obywatelskiego Rozwoju (1) L. Balcerowicza na dzień dzisiejszy dług publiczny wynosi już 1003,73 mld złotych, czyli aż niemal 27 tysięcy złotych per capita (statystycznego mieszkańca Polski). Według informacji zawartej na stronie FOR szacunkowa wielkość jawnego długu publicznego (dług instytucji sektora rządowego i samorządowego liczony metodą ESA95), "po uwzględnieniu wahań kursu złotego, rośnie obecnie z 976,8 mld zł na koniec marca 2014 r. do 1032,3 mld zł na koniec grudnia 2014 r., czyli o prawie 202 mln zł na dobę, 8,4 mln zł na godzinę i 2335,5 zł na sekundę. Wyliczenia te nie uwzględniają umorzenia obligacji przejętych przez ZUS z OFE, ponieważ Trybunał Konstytucyjny nie wypowiedział się jeszcze, czy działanie te było zgodne z prawem. Szacunki wykonano przy założeniu stałego kursu złotego z 18 VII 2014 (4,15 zł/euro).  Dług publiczny (...) na 1 mieszkańca rośnie z 26 276 zł na koniec marca 2014 r. do 27 768 zł na koniec grudnia 2014 roku. Jako liczbę mieszkańców Polski przyjęto opublikowaną przez GUS w wynikach spisu powszechnego liczbę ludności rezydującej (37,2 mln osób w 2011 roku)." (1).

Bardzo ważna jest tu informacja, że licznik długu publicznego FOR nie uwzględnia umorzenia obligacji przejętych przez ZUS z OFE a spowoduje to znaczne i "sztuczne" zmniejszenie naszego oficjalnego długu publicznego. "Całkiem niedawno Eurostat informował o tym, że relacja polskiego długu publicznego do PKB spadła z 57,2 proc. do 49,5 proc. To efekt przejęcia przez Skarb Państwa obligacji OFE i ich umorzenia. Twórcy licznika długu na razie zmian nie planują" (2).

"Nawet, jeśli dojdzie do korekty, to FOR nie zmieni swojego drugiego licznika, w którym liczony jest tzw. dług ukryty. Zawiera on kwoty, jakie państwo będzie musiało w przyszłości wydać na świadczenia dla przyszłych emerytów. Na dziś wynosi on 3,126 bln zł co oznacza, że na jednego mieszkańca wypada nieco ponad 84 tys. zł" (2). Według natomiast Janusza Szewczaka - głównego ekonomisty SKOK - ukryty dług publiczny może nawet sięgać 5 bln z (3).

Systematycznie rośnie też koszt obsługi długu publicznego, który w roku 2013 wyniósł 32,34 mld zł (4).

Warto też zauważyć, że rząd PiS (licząc dla uproszczenia lata 2006, 2007) zwiększył dług publiczny (wg. metody ESA95) z poziomu 463,02 mld zł na koniec roku 2005 do poziomu 529,83 mld zł na koniec roku 2007, czyli o 66, 81 mld zł. Za rządów PO-PSL (licząc dla uproszczenia lata 2008-2014) dług publiczny wzrósł z poziomu 529,83 na koniec roku 2007 do poziomu - szacunkowo wg. FOR - 1032,3 mld zł na koniec roku 2014, czyli o 502,47 mld zł.

Natomiast według danych NBP zadłużenie zagraniczne Polski na koniec roku 2013 wyniosło około 276,8 mld Euro t.j. 381,1 mld USD (5). Warto wspomnieć, że sławne już zadłużenie zagraniczne jakie zostawił nam po sobie E. Gierek w 1980 roku wynosiło w walutach wymienialnych 24,1 mld USD a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD (6).

Systematyczne i ogromne zadłużanie Polski przez rząd PO-PSL odczuwać będą szczególnie przyszłe pokolenia Polaków.

Jak długo jeszcze pozwolimy D. Tuskowi nami rządzić? Czy obudzimy się dopiero jak Polska będzie zmuszona ogłosić bankructwo?

(1) http://www.dlugpubliczny.org.pl/pl/metoda-liczenia 
(2) http://finanse.wp.pl/kat,1036117,title,Dlug-liczony-juz-w-bilionach,wid,16802731,wiadomosc.html?ticaid=113408&_ticrsn=3
(3) http://blogmedia24.pl/node/68660
(4) http://www.mf.gov.pl/documents/764034/7372767/18042014_NIK_wyon_bud_pan_w_2013_w_cz_78_i_79.pdf
(5) http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/statystyka/zadluz.html
(6) http://pl.wikipedia.org/wiki/Zad%C5%82u%C5%BCenie_zagraniczne_PRL


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 2 maja 2012

Czy grozi nam zadłużeniowe bankructwo?


Witam serdecznie

Zawsze rozśmieszają mnie prorządowe media, które nagle zaczynają dostrzegać negatywne zjawiska zarządzania krajem przez prześmiewczą i według mnie skrajnie niekompetentną ferajnę D. Tuska. Jeszcze bardziej też śmieszy mnie jak te „dziennikarzyny” – oby nie być posądzonym o zbytni krytycyzm wobec Donalda Słonecznego – do ewentualnej negatywnej oceny poczynań rządowych wykorzystują informacje zaczerpnięte z prasy zagranicznej.

Wczoraj właśnie, budząc się chyba z kilkuletniego letargu, portal onet.pl począł ze zgrozą ostrzegać, że nasz dług publiczny jest naprawdę duży i wzrastają koszty jego obsługi a gorzej jest już chyba tylko wArgentynie (1).

Niemniej uważam, że - cytując obszernie artykuł panów Andrasa Gergely'ego i Jason Webb'a (Bloomberg News) – przedstawione przez onet.pl informacje są na tyle cenne, iż ja również postaram się wobec nich odnieść i wybiórczo przedstawić w sposób jasny w miarę mojej wiedzy merytorycznie. Poza tym uważam, że artykuł ten wymaga szczegółowego omówienia oraz przytoczenia danych o skali polskiego zadłużenia, których niestety zabrakło w treści przedruku opublikowanego przez portal onet.pl...

Wpierw jednak przypomnę kilka moich uwag na temat znaczenia pieniądza w gospodarce i negatywnego wpływu zbyt dużego zadłużania państwa.

Pieniądze dla firm, instytucji i państwa jako całości są oczywiście niezbędne do prawidłowego ich funkcjonaowania, stanowią "krwiobieg" gospodarki. Bez nich żadna firma nie jest w stanie egzystować. Brak finansowego kapitału krótkoterminowego powoduje zachwianie płynności finansowej i często bankructwo. Brak finansowego kapitału długoterminowego nie pozwala na inwestycje, planowanie działań i rozwój firm. Podobnie dzieje się z państwem jako całością, co widać na przykładzie Grecji, Włoch czy Hiszpanii i innych krajów, tego sztucznego, marksistowskiego tworu jakim jest Unia Europejska i jej waluta Euro (wyższa forma tzw. rubli transferowych za czasów marksistowskiego komunizmu i RWPG).

W Europie i na świecie temat finansów państwa jest najważniejszym obszarem, którym interesują się zwykli wyborcy. Przecież od stanu finansów państwowych zależy wysokość podatków, pomocy socjalnej, wysokość świadczeń społecznych, poziom i dostępność usług medycznych czy oświaty, wysokość cen i naszych zarobków... Stan kasy państwowej dotyczy niemal każdej dziedziny naszego życia...

Aż dziwne, że w Polsce tak mało się mówi i pisze o tej stronie, najważniejszej naszego życia społeczno-gospodarczo-politycznego zastępując je tematami pobocznymi. W kampanii wyborczej ten wstydliwy aspekt rządów D. Tuska nie został niestety pokazany też przez PiS. Nie padły ważne pytania o przyszłość finansową naszego kraju, o przyszłość naszych dzieci i wnuków... Oczywiście przyczyn jest wiele... od strachu rządzących przed gniewem gawiedzi, chęć zachowania władzy aż po zupełnie już zrezygnowane i "otumanione propagandą" polskie społeczeństwo. Dziś zaś widzimy tego skutki, gdy nawet nie potrafimy skutecznie przeciwstawić się planowanemu wydłużeniu naszego wieku emerytalnego! (zresztą sprawa emerytur wymaga chyba szerokiej debaty politycznej - ja osobiscie jestem zdania, że winny być zachowane dotychczasowe ramy wiekowe z możliwością zdecydowania przez samego pracownika o ewentualnej dłuższej wiekowo pracy)

Niezależnie jednak od wszystkich przeciwności i oporów niektórych warto podejmować się opisywania oraz analizowania faktycznego stanu naszej gospodarki i jej finansów. Jest to tym bardziej konieczne, że powszechnie sprawy te są mało rozumiane a sam przekaz informacji bywa często zafałszowany oraz celowo podnosi się jego "skomplikowalność". Widać to szczególnie w swoistej nowomowie i nieraz bełkocie "specjalistów: ekonomistów/finansistów" a także w oficjalnych przekazach instytucji do tego powołanych. Łatwo wtedy o manipulację lub niewłaściwe zrozumienie istoty tychże informacji finansowych.

W mim poście "O pieniądzach, o finansach Polski raz jeszcze i z wyjaśnieniem..." (z którego pochodzi część moich powyższych refleksji) przedstawiłem też symptomatyczne dwie tabelki:






(Wykresy powyższe tworzyłem w październiku 2011 roku. Dziś nie mam do nich dostępu więc niniejszym dokonuję pewnego uściślenia danych dotyczących roku 2010 - deficyt budżetu państwa: 44,6 mld zł; dług publiczny MF: 747,89 mld zł; dług sektora finansów publicznych ESA'95: 778,20 mld zł;  deficyt budżetowy MF - 44,46. Źródło: (2)

Według szacunkowych jeszcze danych polski wzrost PKB w 2011 roku wyniósł 4,3% co winno dać PKB w wysokosci około 1.476 mld zł. Szacowany dług publiczny to 815-840 mld zł, co stanowi 55,2 - 56,9 szacowanego PKB. Niezależnie jednak na ostateczne i ewentualnie pewne już "cuda Rostowskiego" mające na celu krajowe zmniejszenie procentowej relacji wartości długu do wartości PKB do poziomu poniżej 55%, nasze zadłużenie jest ogromne i wzrosło za czasów rządów D. Tuska o około 290 mld zł (o ponad 55% w stosunku do roku 2007!). Według FOR państwowy dług publiczny per capita (na 1 mieszkańca) wyniósł w roku 2011 aż 21.891 zł i był o 1.810 wyższe niż w roku 2010. Deficyt budżetowy Polski wyniósł prawdopodobnie około 25 mld zł i był zbliżony do tego z lat 2008, 2009 więc wielkie peany, że deficyt został radykalnie zmniejszony są jak zwykle PR-ową grą rządu D. Tuska, który pomija horrendalny wzrost deficytu w roku wyborczym 2010...

W rzeczonym zaś artykule opublikowanym na onet.pl pierwszą informacją (leadem) jest taka oto: "W ubiegłym miesiącu koszt ubezpieczenia polskiego długu rósł szybciej niż w jakimkolwiek rynku wschodzącym z wyjątkiem Argentyny, ponieważ najszybciej rozwijająca się gospodarka Unii Europejskiej straciła tempo z powodu kryzysu zadłużeniowego".

Faktycznie średnie zadłużenie krajów UE wynosiło w roku 2011 około 82-83% (Grecji 165%, Włoch 120%: zobacz TU). Otóż jest gorzej oczywiście niż w Polsce, co może wskazywać, że naprawdę ta UE to zsocjalizowany, nieefektywny moloch a nasza sytuacja gospodarcza jest jak na razie względnie dobra tylko dlatego, że nie posiadamy waluty Euro a nasz rząd jest relatywnie bezczynny w porównaniu z kreatywnością i przedsiębiorczością zwykłych i niezwykłych Polaków.

W artykule podano też, że właśnie „polskie swapy* na zwłokę w spłacie kredytu w kwietniu wzrosły o 25 punktów bazowych do 205, jak wynika z danych zebranych przez Bloomberg. Gorszy wynik uzyskała jedynie Argentyna z 15-procentowym wzrostem do 945 i jest to największy wzrost wśród 20 krajów o rynkach wschodzących obserwowanych przez Bloomberg” oraz, że „Donald Tusk stara się zwiększyć zaufanie do kraju podnosząc podatki i wiek emerytalny, a także zmniejszając świadczenia emerytalne, żeby poprawić stan finansów państwa. Jednak spadek zamówień ze strefy euro (kryzys zadłużeniowy - dop-kj), największego eksportowego odbiorcy Polski, spowodował zmniejszenie produkcji przemysłowej do najniższego tempa od 2009 roku”.

Dalej w artykule podaje się informacje, że „eksport stanowi 43 procent polskiego produktu krajowego brutto, z czego ponad połowa trafia do strefy euro, która zgodnie z prognozami Międzynarodowego Funduszu Walutowego odnotuje w tym roku skurczenie o 0,3 procent. Zdaniem polskiego rządu tempo wzrostu, choć miało być najszybsze w Unii Europejskiej, zwolni w tym roku do 2,5 procent. Bank centralny prognozuje w tym roku 3-procentowy wzrost i 2,3-procentowy w 2013 roku – jak wynika z raportu banku z 12 marca. Spowolnienie gospodarcze utrudni rządowi osiągnięcie celu, jakim było zmniejszenie w tym roku deficytu budżetowego do 2,9 procent produkcji gospodarczej z 5,1 procent w 2011 roku”.

Warte jeszcze do odnotowania są opinie ekspertów: „”Kwietniowy spadek swapów był zbyt duży dla Polski, ponieważ jej system bankowy, w 59 procentach należący do zachodnich europejskich pożyczkodawców, jest podatny na pogarszające się nastroje dotyczące strefy euro, jak powiedział Martin Blum, współkierujący działem zarządzania aktywami Ithuba Capital w Wiedniu. „W pierwszym kwartale polskie spready walutowe były zbyt ograniczone w stosunku do zasadniczych parametrów – napisał Blum w e-mailu z 27 kwietnia. – Rozszerzenie, jakie nastąpiło w kwietniu spowodowało, że wróciły do bardziej uzasadnionych poziomów”. „Polskie swapy na zwłokę w spłacie kredytu częściej są w obrocie niż te z innych krajów w regionie, tak więc bardziej ulegają wpływom zmian nastrojów rynkowych, jak powiedział Arko Sen, strateg do spraw zadłużenia i walut rynków wschodzących w Europie, na Bliskim Wschodzi i w Afryce pracujący dla Bank of America Corp. w Londynie. „To system zasadniczych powiązań z Europą Zachodnią poprzez banki i kanały handlowe, ale też polskie swapy odgrywają rolę instrumentu zabezpieczającego przed większą ekspozycją w regionie – powiedział 27 kwietnia Arko w rozmowie telefonicznej”.

Przepraszam za może zbyt rozległe w treści przytoczenie fragmentów omawianego artykułu, ale wydaje się, że tak przedstawiona jego treść jest wymowniejsza i oznaczać może tylko jedno: w najbliższym czasie możemy się spodziewać, że ogólny kryzys występujący w strefie Euro dotrze do nas i może być zaskakująco duży i nie pomoże nam już nasza polska przedsiębiorczość. Ponadto wskazuje się, na znów zbyt optymistyczne prognozy wzrostu PKB w Polsce na lata 2012-2013, które z takim samouwielbieniem często głosi nasz Vincent Rostowski. Ważnym jest też zauważenie, że strefa Euro - tak jak sądziłem od dawna i sądzę też w stosunku do całej UE – jest od podstaw skazana na niepowodzenie i jest generatorem stałego i permanentnego kryzysu. Warto o tym pamiętać przy próbach wprowadzania u nas waluty Euro lub „dokładania złotówek” do reanimacji trupa jakim staje się powolnie ZSRE (Związek Socjalistycznych Republik Europejskich).

Poza tym mam nadzieję, że wielkie światowe instytucje finansowe wspierane przez naszą "rządową, nieferasobliwą ferajnę" nie wprowadzą Polski do europejskiego "Klubu Bankrutów".

Pozdrawiam

*swap – ogólnie to umowa pomiędzy dwoma podmiotami na wymianę przyszłych przepływów pieniężnych. Umowa ta określa jak ma wyglądać rozliczenie oraz kiedy przepływy mają nastąpić. W tym szczegółowym przypadku mamy do czynienia z tzw. swap'em na zwłokę w spłacie kredytu (ang. credit default swap), dające kupującemu wartość nominalną w zamian za bazowe papiery wartościowe lub ekwiwalent w gotówce, jeśli rząd lub firma nie wywiąże się ze spłaty zadłużenia. Ruchy ich wycen określają dla inwestorów m.in. stopień ryzyka zakupu emitowanych przez określone państwa papierów wartościowych jak np. obligacje czy bony skarbowe, co z kolei przenosi się na skłonność do inwestowania w te papiery lub też na stopień zaufania (w tym: „zaufania inwestycyjnego”) do całej gospodarki danego państwa.

(1) Wzrósł koszt ubezpieczenia polskiego długu, Andras Gergely i Jason Webb, http://gielda.onet.pl/wzrosl-koszt-ubezpieczenia-polskiego-dlugu,18726,5119809,1,news-detal
(2) http://www.dlugpubliczny.org.pl/pl; http://www.google.pl/publicdata/explore?ds=ds22a34krhq5p_&met_y=gd_pc_gdp&idim=country:pl&dl=pl&hl=pl&q=d%C5%82ug+publiczny )
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

piątek, 22 lipca 2011

Grecja... wielkie nadymanie Eurolandu i majstersztyk bankowców!

Witam

Doprawdy jak Ci skostniali i zsocjalizowani przywódcy  krajów Unii Europejskiej a szczególnie krajów zrzeszonych w Eurolandzie (posiadający walutę EU) są prześmiewczo zabawni...

Dla mnie wszyscy oni razem są jako - mniej więcej - jedno malutkie dziecko, które zbudowało sobie domek w piaskownicy (UE i waluta EURO) z tylko lekko wilgotnego piasku... Słoneczko cały czas niestety świeciło a upał wysuszył ukochany piaskowy domeczek i zaczął się sypać... Dziecko przerażone i ciągle zapłakane najpierw zaczęło ratować domek dosypując i posypując nań dodatkowy piasek (dotychczasowe pompowanie pomocy dla Grecji i nie tylko)... ale to nic nie pomagało, bo suchy piasek zsuwał się z resztek stwardniałych ścian "domku". Dziecko postanowiło dodawać wilgotny więc piasek (wczorajsze decyzje  Eurolandu)... Sądzę, że  "piaskowy domeczek" niestety w niedługim czasie rozsypie się cały... pod dużym "ciężarem właściwym" mokrego piasku... czyli przyjętych wczoraj, ale i wcześniej decyzji, razem z tą pierwotną... o utworzeniu Unii Europejskiej i wspólnej waluty...

Od zawsze mówiłem, że utworzenie jakiegoś bliżej niesprecyzowanego i abstrakcyjnego Jednego, Państwa Europejskiego  (Unii Europejskiej w dzisiejszym i planowanym kształcie) a także w sposób sztuczny, odgórny wspólnej waluty (EUR) jest  pomysłem kuriozalnym  rodem z rozwiązań marksistowskich. Gospodarka kapitalistyczna, rynkowa bowiem od wieków rozwijała się żywiołowo, oddolnie... i dopiero ex post powstawały  teorie ekonomiczne, teorie zarządzania i cała nauka dotycząca gospodarowania w skali mikro i makro. Pierwszą teorią obejmującą też obszar ekonomii powstałą niejako tylko w głowie naukowca - ex ante w stosunku do realnej gospodarki - był "marksizm" stworzony przez Karola Marksa. Jako coś antynaturalnego, sztucznego, oderwanego od rzeczywistości oraz niezgodnego z wszelką logiką i ówczesną historią dotychczasowego rozwoju świata był autorytarnie oraz totalitarnie  wprowadzany  m.in. przez: W. Lenina i J. Stalina oraz ich następców w ZSRR i krajach tzw. "europejskiego realnego socjalizmu ", A. Hitlera w Niemczech w okresie III Rzeszy, Mao Zedonga w Chinach, F. Castro i w dużej mierze E. Guevarę na Kubie, Kim Ir Sena w Korei Północnej i przez jeszcze wielu innych...

Nietrudno zauważyć, ze idea "marksizmu" nie tylko nie sprawdziła się gospodarczo i doprowadziła kraje do ubóstwa, ale przyniosła światu - niejako stworzyła - najgorszych przywódców totalitarnych i najczarniejsze dla ludzkości XX wieku systemy morderczych, totalitarnych rządów... Spowodowała też największą do tej pory wojnę człowieka z człowiekiem: II Wojnę Światową i wszystkie jej konsekwencje...

Jestem cały czas zszokowany postępowaniem przywódców krajów należących do Unii Europejskiej, szczególnie tych, którzy reprezentują najsilniejsze w niej państwa. Po takim tragicznym doświadczeniu we wprowadzaniu "idei marksistowskiej", od wielu już lat wprowadza się ją ponownie, znów odgórnie, znów antynaturalnie, znów absurdalnie i znów totalitarnie, i antydemokratycznie!. Nie używa się przy tym broni palnej ani siły armii  a jedynie białą broń "finansowych, lichwiarskich kołnierzyków" i wykreowaną ogromną "siłę" pieniądza.

Mnie zawsze powtarzano... ucz się, zdobywaj wiedzę oraz patrzaj w przeszłość abyś mógł sprawnie i dobrze żyć w teraźniejszości i wiedział jak zbudować przyszłość.  Ucz się na swoich i cudzych błędach, nie powtarzaj błędów historii... To przecież takie proste i logiczne...

Więc co się dzieje? Dlaczego Europa i chyba cały już świat powtarzają tragiczne błędy historii? Dlaczego próbują znów wprowadzać idee Marksa i kto rzeczywiście to robi i tego chce? Zdałoby się zapytać - Kto za tym stoi? Kto na tyle nie lubi i nienawidzi innych ludzi, innych narodów oraz ich państw, że zamierza "zafundować" im ponowną hekatombę?

Spójrzmy... przecież utworzenie Unii Europejskiej oraz waluty Euro to nic innego jak wprowadzanie rozwiązań rodem z ZSRR, przy czym nawet Sowietom nie udało się tyle ile Socjalistom Unijnym.

Mamy obecnie już de facto jeden rząd, jeden parlament w Europie, jednego prezydenta, jedno źródło prawa, itd. Za czasów ZSRR (oprócz republik włączonych w jego granice) cześć państw zachowała wtedy jeszcze nikłą, bo nikłą, ale jakąś samodzielność - choć w stosowaniu i tworzeniu prawa, ale także nieraz w dużej mierze i gospodarczą (np. era E. Gierka). Obecnie krajowe rządy, parlamenty czy też prezydenci i premierzy stanowią tylko... marionetkowe pacynki utrzymywane jeszcze tylko dlatego, żeby nie "zszokować" spauperyzowanych i zmanipulowanych, ale jeszcze nie do końca otumanionych (nadchodzi GMO) mieszkańców Europy i zbyt wcześnie im nie pokazać, że wraz z Unią Europejską skończyła się demokracja a nastał zwykły socjalistyczno-globalistyczny totalitaryzm!,

Większość krajów posługuje się już jedną, sztuczną walutą i jest już jeden Bank Centralny Unii Europejskiej.  Pomijając kuriozum przyjęcia jednej waluty w krajach o nieraz diametralnie rożnym stopniu wzrostu i rozwoju gospodarczego oraz różniących się narodowo od samego zarania powstania Europy, warto zauważyć, że ZSRR wprowadziła jeno "rubla transferowego" używanego jako jednostka rozliczeniowa w handlu zagranicznym pomiędzy "swoimi krajami",

W ZSRR i krajach satelickich tak naprawdę nie było wyborów demokratycznych a te, które były stanowiły ich rzeczywista farsę.  A obecnie? Czy mamy wpływ na wybór Prezydenta Unii Europejskiej lub Rząd w postaci Komisji Europejskiej? Przecież nawet Parlament Europejski (jakaś fasadowa forma "resztówki" demokracji "na pokaz") nie ma żadnego wpływu na decyzję Rady Ministrów UE vel. Komisji Europejskiej i jej Przewodniczącego, Premiera UE José Manuela Barroso.

Materializuje się ponownie "materializm" stworzony w umyśle Karla Marksa... I ponownie ów "materializm" powoli na naszych oczach upada.

Pozostają zatem cały czas fundamentalne pytania: Kto i po co "bawi" się znów w eksperymentowanie z a'priori złym i nieefektywnym marksizmem, który przyniósł same tragiczne skutki dla ludzkości?  Kto skorzystał najwięcej na marksizmie i jego konsekwencjach (np. na II Wojnie Światowej)? Kto od zawsze był zwolennikiem teorii marksistowskich i kto tworzył trzon rewolucjonistów sowieckich i teraz kto zaś tworzy trzon budowniczych Unii Europejskiej? Kto w ogóle ma inklinacje do poczuwania się lepszym od innych i dąży do rządzenia z Brukseli wszystkim narodami Europy... nie pozwalając im na kultywowanie własnej historii, tradycji, języka, państwa, religii, rodziny... na rozwijanie się gospodarczo według własnych pomysłów przy wykorzystaniu własnego, opartego na demokracji i cywilizacji chrześcijańskiej prawa oraz przy wykorzystaniu własnej waluty i posiadanych zasobów?

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie chcę zbytnio odnosić się do rozwiązań przyjętych w ramach pomocy unijnej dla Grecji.  Dla mnie jest to niczym innym jak "przelewaniem z pustego w próżne" i właśnie zwykłym nadymaniem się, puszeniem przywódców najważniejszych krajów Unii Europejskiej, Starej Unii Europejskiej a tak naprawdę przywódców Niemiec i Francji.  Bo chyba już nikt nie ma wątpliwości (chociażby po wczorajszym wirtualnym uczestnictwie w obradach unijnych ich nominalnego Przewodniczącego Donalda Tuska - Premiera Polski, która objęła niedawno prezydencje UE): wbrew propagandzie... nowe kraje, w tym Polska są tylko nic nie znaczącymi petentami Starej Unii Europejskiej i dostarczycielami surowców oraz taniej siły roboczej... Szkoda, że tego nie rozumiemy choć tak jak V. Klaus a najlepiej jakbyśmy to wreszcie przecięli i powrócili do idei niepodległej Polski... podobnie jak robią to dziś Węgrzy.

No więc... mieliśmy marketingowy spektakl puszenia i nadymania się przez A. Merkel, która - ze względu na swoich niemieckich wyborców - cały czas była sceptyczna wobec nowej pomocy unijnej dla Grecji.  Byliśmy i dalej jesteśmy świadkami komedii i jakiegoś kreowanego medialnie konfliktu pomiędzy Sarkozym a Merkel... konfliktu o skalę pomocy a tak naprawdę o to, czy włączyć w to banki komercyjne, czy nie.

Agencje się rozpisują o szczycie w Brukseli a tak naprawdę decyzje zapadły przed nim: "W czwartek po 13 rozpoczął się w Brukseli nadzwyczajny szczyt liderów eurolandu, którzy ustalają szczegóły drugiego pakietu pomocowego dla Grecji. W nocy ze środy na czwartek po siedmiogodzinnych rozmowach w Berlinie kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy (do których dołączył szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet) porozumieli się co do ogólnego zarysu pomocy dla zadłużonej Grecji". 

I tak oceniając całe to zamieszani i konflikt warto zauważyć jak mocno na świecie podkreśla sie fakt, iz jednak prywatny sektor finansowy będzie partycypował w pomocy dla Grecji. Przedstawia sie to jako sukces Niemiec i np. krajów skandynawskich (Finlandia). Opowiada się bajki, jaki o był "punkt zapalny", jaka to była decyzja... Przecież banki mogłyby obniżyć ratingi dla Grecji i ogłosić ją pełnym a nie selektywnym (sic!) bankrutem? Eksponuje się, że jednak będzie pomoc z ich strony! I powinna być takowa pomoc, bo to one w głównej mierze zadłużyły Grecję: "Chodzi o banki, fundusze i ubezpieczycieli posiadające greckie obligacje. Ostatecznie przywódcy wraz z sektorem finansowym uzgodnili, że ich dobrowolny udział w pomocy dla Grecji wyniesie ok. 37 mld euro. W jednej z wersji projektów wniosków wymieniono trzy możliwości takiej pomocy: wymianę obligacji na długoterminowe, wydłużenie ich zapadalności lub skup z rynku wtórnego. Ostatecznie opcje te nie są wymienione we wnioskach końcowych" (Źródło: TU).

I wszystko byłoby może naprawdę korzystne dla Grecji, może faktycznie należałoby spojrzeć  przychylnie na "rządy europejskie", które zaczęły wreszcie dostrzegać niechlubną rolę międzynarodowych lichwiarzy w globalnym zadłużaniu, pauperyzacji narodów i krajów oraz powstawaniu ogólnoświatowych kryzysów finansowych i gospodarczych...


Może przyjęte więc rozwiązania dałoby się tak lekko pozytywnie zaopiniować i nie byłoby w nich nic śmiesznego ani nie "trącułyby"  hiporkrytyczną manipulacją własnych wyborców, gdyby nie treść jedenego z  zapisów: "Przywódcy zezwolili też funduszowi EFSF na "rekapitalizację instytucji finansowych, poprzez pożyczki dla rządów włączając w to kraje nieobjęte programem (pomocowym - PAP)" - czytamy we wnioskach ze szczytu"

Cóż on oznacza? Ano ni mniej, ni więcej tylko możliwość uzyskiwania przez rządy z Funduszu Ratunkowego Strefy Euro (EFSF) pożyczek, które mogą być przeznaczone na rekapitalizację (dokapitalizowanie)... prywatnych instytucji finansowych, a więc:  banków, funduszów i ubezpieczycieli, którzy włączą się w partycypowanie w kosztach pomocy dla Grecji!!! Zauważmy! Określony Bank Prywatny, np. oddział we Francji pomaga Grecji.... następnie Sarkozy bierze pożyczkę z EFSF  (funduszu, który posiada środki unijne przeznaczone właśnie m.in. dla Grecji), by tą pożyczką dokapitalizować ów Bank, czyli de facto zwrócić Bankowi kwotę, którą wydał na pomoc Grecji (sic!).

Istny majstersztyk bankowców, międzynarodowych lichwiarzy...

Pozdrawiam

P.S.
Zresztą Ci "fajni kolesie ze szczytu piramidy lichwiarskiej" maja tez wiele innych ciekawych rozwiązań "w zanadrzu" doprowadzających ludzi do ubóstwa i pozbywania ich jakiejkolwiek własności:

"Bankowcy właśnie szykują pisma dla 200 tysięcy rodzin zadłużonych we frankach, których kredyt po wzroście kursu szwajcarskiej waluty przekroczył wartość kupionego mieszkania. Kredytobiorcy będą zmuszeni dopłacić bankowi nawet po kilkanaście tysięcy złotych do zaciągniętych kredytów (...) - To dopiero początek. Na razie banki boją się wysyłać więcej takich pism, żeby nie powodować paniki - mówi ekonomista, Marek Zuber.  Rosnący kurs franka powoduje, że miesięczna rata wrosła już o kilkaset złotych. Wyższe różnice pomiędzy kursem kupna i sprzedaży franka w banku, czyli tak zwany spread, podnosi ratę o kolejne kilkanaście złotych. Najgorsze jednak dopiero nadchodzi. Banki upominają się o dodatkowe tysiące złotych, bo wartość kredytu przekroczyła rynkową wartość mieszkań.   - Zgodnie z zapisami paragrafu numer 2 umowy (...) Bank BPH S.A (...) naliczył opłatę manipulacyjną z tytułu przekroczenia dopuszczalnego wskaźnika obciążenia nieruchomości kredytem - pismo takiej treści z banku otrzymał nasz czytelnik. Kilka linijek niżej bank informuje, że dopłacić trzeba ponad 15 tysięcy złotych!   Urzędnicza formułka oznacza jedno - bank stwierdza, że wartość mieszkania jest mniejsza niż wysokość kredytu, dlatego domagają się dodatkowego zabezpieczenia.  - Bank zabezpiecza się w ten sposób przed niekorzystną dla niego różnicą pomiędzy wartością kredytu a ceną mieszkania. To dopiero początek tego, co czeka kredytobiorców w najbliższym czasie. Coraz więcej osób będzie otrzymywać takie właśnie pisma. Jest to efekt drogiego franka na rynku - przewiduje Marek Zuber.  Eksperci z Open Finance szacują, że w takiej sytuacji może być nawet 200 tysięcy kredytobiorców.  - Wynika to z popularności kredytów we franku szwajcarskim w latach 2006-2007. Wtedy to, w okresie boomu nieruchomościowego, Polacy zaciągali bardzo wiele kredytów, a większość z nich właśnie we franku, który wówczas kosztował dużo mniej niż dziś - mówi Marcin Krasoń, analityk Open Finance".
(Źródło: TU)

Ile rodzin straci mieszkanie, albo zadłuży się jeszcze bardziej... a tym samym jeszcze bardziej zniewoli i stanie się już całkowicie bezwolnymi już niewolnikami banków i własnych pracodawców?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

WSIOŁAJNOIZM! Czyżby zapowiadany krach TVN, TVN24 i całego ITI!?

Witam

Niniejszym bardzo dziękuje za inspirację kokosowi26, który dzięki swojej notce zatytułowanej Finansowy krach TVN, TVN24 i całego ITI? sprawił, iż postanowiłem zgłębić zasadność jego zapytania (przepraszam za zapożyczenie większej jego części do mojego tytułu notki....).

Innym, niewątpliwym implikatorem skłaniającym mnie do realizacji tegoż postanowienia był i jest piszący – w odcinkach – notki o historii ITI bloger Nowego Ekranu Stanislas Balcerac... Pasjonująca to bowiem literatura faktu przedstawiana przez człowieka znającego temat dogłębnie i nadzwyczaj szczegółowo...

Już pierwszy odcinek tej historii zatytułowany: Jak rodzilo sie ITI Holdings SA w Luksemburgu skłonił mnie do zgłębienia historii tak wielkiego sukcesu, tak małej firemki, założonej w Luksmburgu przez zwykłą sekretarkę.

W mojej codziennej pracy zawodowej na bieżąco mam do czynienia z pieniędzmi, ekonomią i gospodarką. Postanowiłem więc tym razem skupić się trochę na innych aspektach działalności firm a w ramach relaksu i odskoczni od żmudnej nieraz rzeczywistości pofantazjować w ramach economic fiction ocierającą się o political fiction.

Po lekturze wspomnianej notki S. Balceraca można byłoby pokusić się o stwierdzenie skierowane do opisywanego koncerncika:  "Z fecesów powstałeś w fecesy się obrócisz, koncernie ITI!". Byłaby to jednak chyba raczej  niedopuszczalna i nieodpowiednia parafraza słów słów zawartych w –  bardzo dla mnie istotnym i ważnym duchowo - Piśmie Świętym.

Uznałem tedy, że bardziej odpowiednim określeniem na całość medialnej strony pewnych "koncerncików" byłby mój neologizm: WSIOŁAJNOIZM.  Owo określenie nie ma oczywiście nic wspólnego z zapachem łajna, które w porównaniu z fetorem wsiołajnoizmu zdaje się być markowym zapachem wód toaletowych.

WSIOŁAJNOZIM – subiektywnie dla mnie – oznacza raczej pewną zbiorową cechę określonych grup społecznych, których pojedyncze osobniki implikują powstanie efektu synergii dwóch zjawisk, rzeczy, zdarzeń, wewnętrznych cech osobowościowych: WSI i łajna. Połączenie tych rzeczywistości osobowościowo-odchodowych wytwarza właśnie nowe zjawisko, które można obrazowo przedstawić jako gówno zmieszane z egocentroizmem* połączonym z chamstwem, obłudą, ignorancją, debilizmem społecznym i tumiwisizmem charakterystycznym dla tej części osłów, która swoją bezdennie głupią upartość wprost geometrycznie intensyfikuje w chwilach notorycznego posiadania klapek na oczach (które to ograniczają ogląd rzeczywistości zawężając ją do ckliwych wspomnień czasów rozkosznej i bezpieczniackiej komuny). W tym miejscu wypada mi przeprosić wszystkie pozostałe - skądinąd przesympatyczne – osły bez klapek na oczach...

Kwintesencją depersonifikacji wsiołajnoizmu jest realna przedmiotowo i bankrutująca na naszych oczach organizacja reprezentująca sferę economic fiction,  zwana ITI (skrót od nazwy: idioci To Imbecyle lub: Imbecyle to Idioci) i jej wszystkie organizacje zależne: NVT (Nagminnie Viagrę Tą lub: Tą Viagrę Nagminnie) czy też NVT24 (w domyśle: Tą Viagrę Nagminnie przez 24 godziny na dobę).

Prawie, że bliźniaczą organizacją i przedstawicielem wsiołajnoizmu sfery economic fiction jest organizacja zwana TASLOP (Transcendentalnie, Anielsko, Socjalistycznie Lemingom Obłudę Przekazujemy lub: Przekazujemy Obłudę Lemingom: Saocjalistycznie, Anielsko, Transcendentalnie).

Sensu Largo – w kategoriach economic i political fiction – możemy wsiołajnoizmem określić (bądź może i nie... aczkolwiek jeżeli tak, to byłbym skłonny i z radością graniczącą ze szczęściem wyraziłbym chętnie i uniżenie przepraszający gest za - mam nadzieję - moje jakieś li tyko konfabulacyjne spostrzeżenia, które  nie mają statystycznej istotności ani realnej podstawy a także  prawdopodobieństwa wystąpienia splotu wydarzeń tworzących z Polski lat 1944-1989 i jej 22 lecia 1989-2011 sparszywiałą rzeczywistość zmurszałych nekrofilii polskości) pseudoelity rządzące Polską od 1980 roku, kiedy to przedstawiciel wsiłajnoizmu pierwotnego, niejaki agent Wolski zamienił się rychło we WRON-ę... by następnie przepoczwarzyć się we wsiołainoistyczną chyba III RP...

Podróżując dalej po kranie economic i political fiction i coraz mocniej wgłębiając się w istotę powstania oraz działania wymienionych organizacji doszedłem niestety do podobnej - co kokos26 - konstatacji: w tym oderwanym od normalności i rzeczywistości świecie rzeczywiście te fikcyjne niejako (lub może prawdziwe, ale czy na pewno?) instytucje są  realnymi  BANKRUTAMI MEDIALNYMI w zakresie władz potocznie zwanych umysłowymi oraz jako nieformalne autorytety zbiorowości dziennikarskiej a także reprezentantami zawodowo-etycznego antydziennikarstwa.

Bankruci Ci są bankrutmi i nie ma szans na ich ratunek bowiem ich płynność wartości dodanej w postaci jakiejkolwiek nadinteligencji powyżej 60 IQ ludzi ich tworzących wynosi 0 (słownie zero).

Pozwolę sobie zatem poniższymi słowami poinformować wszystkie firmy sektora economic fiction, którym zależy na dotarciu do marketingowo najatrakcyjniejszej grupy docelowej klientów, czyli Polaków w wieku 16-49 lat o IQ powyżej 60:

Skuteczność  i efektywność reklam  i innych form promocji w mediach będących własnością w/w organizacji zapewne będzie zmierzała geometrycznie w depresyjną otchłań a koszt dotarcia do określonego przez Was docelowego segmentu rynku (targetu) - czyli klientów powyżej 60 IQ - będzie równie geometrycznie wzrastał. Warto więc może jeszcze raz dokładnie przeanalizować swoje plany strategiczne, taktyczne i operacyjne oraz dokonać zmiany lub korekty kierunków alokacji środków finansowych zabudżetowanych jako wydatki na działania w zakresie szeroko ujmowanego marketingu? Wydaje mi, że należy też zastanowić się czy Wasze produkty mają być kojarzone z hipokrytycznym, infantylizmem wtórnym? Mam nadzieję, że nie, bowiem... Ojojoj... biada wtedy Wam, przyszłym bankrutom...

Na koniec coś ze świata realnego:
1) W sosie własnym wsiołajnoizmu: 10 razy mniejsze roczne zyski TVN (dziękuję blogerowi: pomidorowa),
2) Wsiołainozim w wydaniu solowym:  Teleobserwacja,
3) Wsiłajnoizm solowo w wydaniu sportowym: 7 lat ITI w Legii , Kompromitacja i klęska TVN z ITI, Lech-Legia 5.10.08 (Miklas? Co? Smacznego! & ITI S...,
4) Coraz mniej wsiołajnoizmu: Wielka porażka koncernu ITI? Zamykają telewizję (na razie w stolicy - sic!)
5) Inny wsiołajnozim "zapaskudza własne wsiołajnoistyczne gniazdo": Idzie wojna ITI z Agorą? "„Wyborcza" koncentruje się niemal wyłącznie na negatywnych zdarzeniach, pisze o Legii wybiórczo"

cdn...

*(egocentroizm - to kolejny mój neologizm stworzony na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu).  

P.S. Po napisaniu tekstu sam znalazłem lub wskazano mi na jeszcze inne artykuły o ITI i jego TVN:
– komentator fajnybanqie wskazał na "krawędziowy wsiołajnoizm" w artykule: TVN na krawędzi  oraz "internetowy wsiołajnozim" w artykule L. Misiaka w Gazecie Polskiej: Jak Roman Kluska budował ITI,
– bloger antonioiwaldi w poście: Kulisy powstania ITI- TVN wskazał na dalekie źródła powstania wsiołajnoizmu pod nazwą TVN sięgające 1983 roku powołując się na artykuł w portalu bankier.pl pod tym samym tytułem,
– mocno się dodatkowo zapaskudziło wsiołajnowe ITI-owo w sporze z Antonim Macierewiczem: Sąd Najwyższy oddalił kasację TVN przeciwko Macierewiczowi,  Macierewicz nie musi przepraszać ITI  


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com