Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 stycznia 2024

Nie stać nas na wiele telewizji mówiących jednym i patriotycznym głosem

Współczesny świat mediów jest bezwzględny i potrzebuje bardzo dużych środków finansowych aby w ogóle trwać i się rozwijać. 

W obecnej sytuacji, w której mamy do czynienia z gangsterskim zamachem obecnie rządzących na Polskę i wolność słowa trzeba znaleźć wspólny język i skonsolidować wszystkie wizualne media w jedną całość i należy tego dokonać jak najszybciej. 

Oczywiście chodzi mi o telewizje: "Republika" T. Sakiewicza, "wPolsce.pl" braci Karnowskich czy "Media Narodowe". Do tych mediów można by dołączyć telewizję "wRealu24" stworzoną przez M. Rolę, choć w imię pluralizmu lepiej zostawić po naszej stronie nawet krytyczne wobec formacji ZP (PiS+SP) media a takim jest telewizja M. Roli czy choćby "Niezależny Lublin" - NL24.tv starający się realnie oceniać bieżące i historyczne losy polskie np. poprzez wykłady dr E. Kurek.  

Są jeszcze indywidualne internetowe (na YouTube) formaty wizyjne (vlogi) prowadzone np. przez R. Ziemkiewicza, S. Michalkiewicza, W. Gadowskiego i jeszcze wielu innych. Moim zdaniem są to indywidualności, które warto zachować dla sprawy polskiej i nie mieszać się do treści ich wystąpień. 

Nie zapomnijmy też o sprofilowanych katolicko: "Telewizji Trwam" ojca dyrektora T. Rydzyka czy też "PCh24.tv". Moim zdaniem one też winny pozostać w swojej pierwotnej postaci ze względu chociażby na fakt, że reprezentują nurt ideowo-katolicki, który dla mnie jest bardzo bliski, ale przecież nie wszyscy Polacy są katolikami a państwo polskie oficjalnie jest świeckie.   

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wymieniłem wszystkich propolskich mediów wizualnych a  sam proces ewentualnej konsolidacji niektórych z nich byłby bardzo trudny, bo każda z tych telewizji powstawała z wielkim bólem i zaangażowaniem wielu ludzi, którzy nawet nieraz pracowali za darmo i z wielkim poświęceniem. To powoduje, że traktują swoją telewizję jako "swoje jedyne dziecko" i trudno im dopuścić do siebie myśl, że mieliby z kimś dzielić losy swojego "jedynaka". 

Ale czas jest wyjątkowy, po prostu przełomowy... bo grozi nam utrata suwerenności i niepodległości oraz wrogi drenaż (kradzież) naszych aktywów i zasobów przez zniemczoną UE. 

Niestety niewielu Polaków to rozumie i nie jest w stanie pojąć, że niegdysiejsze zabory trwały 123 lata a odzyskanie ponownej niepodległości było niesamowitym splotem wielu korzystnych okoliczności i odzyskaliśmy nasze państwo też dzięki temu, że było wśród nas wielu patriotów, którzy cały czas podtrzymywali ducha narodu. Przecież wtedy też nawet światopoglądowo skłóceni ze sobą wielcy Polacy w imię odzyskania Polski jednoczyli się jak np. R. Dmowski, I. Paderewski, W. Witos, T. Rozwadowski czy J. Piłsudski. Bez nich nigdy byśmy nie odzyskali naszej Polski!!!

Warto sobie przypomnieć historię, bo onegdaj naszymi zaborcami były: Niemcy (Prusy), Rosja i na dokładkę najmniej brutalna Austria. Trzeba o tym pamiętać i to tym bardziej, że utrata naszej państwowości nastąpiła w dużej mierze wskutek Zdrady Targowickiej samych Polaków, pseudo Polaków i agentów obcych państw. Owszem ci zdrajcy ostatecznie skończyli na szubienicach, ale nie zmienia to faktu, że Polski nie było na mapie świata przez 123 lata. 

Teraz mamy w Polsce rząd niemal "drugiej Targowicy", na czele którego stoi półniemiec (po babce od strony matki - Niemki Anny Liebke), który "polskość uważa za nienormalność" [1] i oddaje hołdy oraz pieje z zachwytu nad Niemcami: 

"Für Deutschland" (dosłownie "Dla Niemiec"):

Często przytaczam tę wypowiedź D. Tuska bo ona oddaje jego zespolenie z Niemcami a nie z Polską. Można nawet zauważyć u niego pewną fascynację Niemcami i jakąś formę kompleksu wobec nich, co powoduje występowanie u niego znanego syndromu, którego sens można streścić postulatywnym zwrotem: "być bardziej niemiecki niż Niemiec". Sądzę, że wielu z nas zna takich niby Polaków, którzy wyjechawszy do Niemiec już po miesiącu nie pamiętali języka polskiego...

Ale tak naprawdę chodzi o to, że całe KO-PO, PSL z Hołownią czy Lewicą to razem i w porozumieniu są - wedle mnie i tak jak ja rozumiem polskość - częściami partii antypolskiej. Jedyną zaś partią, którą można nazwać polską jest - z wieloma zastrzeżeniami - jedynie PiS-ZP. Chciałbym, abym mógł dołączyć do partii polskiej Konfederację, ale jest to jeden ideowy "miszmasz", po którym nie wiem czego się spodziewać. 

Musimy też zawsze pamiętać o następującej wypowiedzi:

"W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie".

Jakże prawdziwe to spostrzeżenie wypowiedziane onegdaj przez księcia  Adama Jerzego Czartoryskiego (+14.01.1770 - +15.07.1861). I sądzę, że teraz - podobnie jak w całej naszej historii - mamy takie same dwa ugrupowania: koalicję polską i antypolską koalicję potencjalnej zdrady narodowej. I bardzo ważne jest, żeby to do nas dotarło a niestety duża liczba Polaków tego nie dostrzega albo dostrzega lecz nie wydaje im się to dziś istotne, a szczególnie wśród młodego pokolenia. 

Mam też przeświadczenie, że wielu z nas już się przyzwyczaiło do wolnej i niepodległej Polski, i w związku z tym myśli, iż tak będzie cały czas... Niestety dzisiaj zagrożenie utratą Ojczyny jest całkiem realne i nie życzę żadnemu wolnemu Polakowi, aby doświadczył co to znaczy być zarządzanym przez Niemcy (UE) czy Rosję. 

Niestety dziś nie ma ugrupowania politycznego, które jest zdolne do objęcia władzy w Polsce a jest naprawdę fundamentalnie propolskie. To jest nasz historyczny dramat, ale wobec tego każdy Polak w dzisiejszej sytuacji musi wybierać pomiędzy środowiskiem chronicznie antypolskim a tym, który chociaż w części jest propolskim. 

A, że historia lubi się powtarzać to jestem niemal pewny, że bez naszej mobilizacji możemy stracić nasze państwo już na zawsze. Tego chcą niestety Niemcy, które planują zbudować z UE swoją IV Rzeszę, czyli Jedno Sfederalizowane (scentralizowane) Państwo Europa ze stolicami w Berlinie i Brukseli. Tego potencjalnego ataku Niemiec na kraje europejskie mogą nie dostrzegać społeczeństwa zachodnie, które nie doświadczyły komunizmu i koszmaru sowieckiego buta. Ale my winniśmy sobie zdawać sprawę do czego prowadzą mrzonki o stworzeniu jakiegoś jednego społeczeństwa, które ma zastąpić narody i państwa. To jest awykonalne a samo dążenie do "urawniłowki" ostatecznie skończy się na terrorze elit wobec buntujących się ludzi. 

Ale właśnie aby zachować dla nas wszystkich naszą Polskę musimy mieć wolność słowa i wolne polskie media, które będą docierały do całego narodu. I winniśmy mieć prawo wyboru różnych mediów, bo pluralizm i wolność słowa są przecież fundamentalnymi zasadami demokracji i to tej pierwotnej, bez jakichś przymiotników. 

Dlatego byłoby idealnie, gdyby jakoś skoordynować nasze działania, bo widać, iż nowe polskie władze będą starały się punktowo niszczyć propolskie media od nich niezależne. Jaskrawym przykładem jest już - zdobywająca coraz więcej widzów - Telewizja Republika, na którą na siłę poszukuje się pretekstu do jej zamknięcia lub drastycznego ograniczenia jej dochodów z reklam. Razem bylibyśmy silniejsi i trudniej by nas można było "skasować".

Nie wiem do końca jakby mogła wyglądać ta propolska konsolidacja mediów wizyjnych. Ta moja propozycja jest po prostu intuicyjna.

Może trzeba zrobić to powoli i zacząć np. od wspólnego pasma informacyjno-publicystycznego trwającego np. 2 godziny w porze wieczornej? A może np. trzeba by było rozpocząć budowę lokalnych oddziałów telewizyjnych - choćby wzorując się na niedawnym TVP3 - które zajmowałyby się zwykłymi problemami Polaków w ich miejscach zamieszkania? Pomysłów może być zapewne więcej, ale jedno jest pewne - patriotyczni Polacy muszą poczuć, że nie są osamotnieni i stanowią fundament naszej Ojczyzny.  A to poczucie może występować tylko wtedy, gdy solidarnie przeciwstawimy się panującemu bezprawiu i będziemy mieli swobodny dostęp do prawdziwych informacji. 


[1] Od razu wyjaśniam.  W listopadzie 1987 r. Tusk pytał, jak "wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu" - pisał późniejszy szef rządu. D. Tusk w artykule dodał, że polskość wywołuje u niego "niezmiennie odruch buntu". "Historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje bark brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię; i każą je z dumą obnosić" - pisał Donald Tusk kończąc tekst słowami: "sądzę – tak po polsku, patetycznie, że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem". Zob.: https://www.rp.pl/polityka/art37245881-kaczynski-broni-tuska-w-sprawie-slow-polskosc-to-nienormalnosc

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

wtorek, 13 sierpnia 2019

Pytanie o żydowskie normy (Aedon Cassiel)

W październiku 2016 roku ukazał się bardzo ciekawy artykuł Pana Aedona Cassiela zatytułowany "The Jewish Question for Normies" (Pytanie o żydowskie normy). Ten artykuł odnalazłem w sieci dopiero dziś a jako, że jest bardzo ciekawy przytaczam go niemal w całości. Jest trochę innym spojrzeniem na rolę Żydów w USA oraz na tzw. skrajną prawicę, która jest etnonacjonalistyczna tak samo jak etnonacjonalistyczni są żydowscy syjoniści w Ameryce i w Izraelu.

Artykuł zaczyna się od wskazania przewagi Żydów w światowych mediach, dlatego też zanim przejdę do treści artykułu chciałbym przedstawić tabelę, która wskazuje na pełnych oraz "mieszanych" Żydów w mediach na tle innych narodowości:

Żydzi w światowych mediach. Obraz jest duży, ale można go zapisać jako odrębny plik i uruchomić z poziomu Windowsa oraz później lekko powiększyć, wtedy będzie widoczny w takim zakresie, że będziemy mogli go odczytać.

Źródło: https://jasonbayz.files.wordpress.com/2015/07/industrydems.png


The Jewish Question for Normies (Aedon Cassiel)

rembrmoses

Przekonanie, że Alt-Right (prawicowa prawica - skrajna prawica) jest pełna fanatycznej nienawiści wobec Żydów, jest jednym z przekonań, które odbija się niemal równomiernie zarówno na lewicy, jak i prawicy. Ale nawet wielu konserwatystów głównego nurtu, którzy mają inne poglądy i sprzeciwiają się skrajnej prawicy nie oskarża jej jednak o fanatyczny tzw. "antysemityzm".

W artykule zatytułowanym „ Nie można wybielić bigoterii Alt-Right ” w The Federalist , Cathy Young poświęca większą jego część na relacjach skrajnej prawicy z Żydami, którzy na przykład przypisują Żydom kontrolę nad wszelkimi mediami.

Jak jednak zaskakująco zauważa, Milo Yiannopoulos (który jest Żydem) nie ma sensu nad tym się zastanawiać i mówić o "antysemityzmie", bo jest to statystyczny fakt. Jak zauważa:

"Żydzi rządzą wszystkim? Cóż, tak działamy i robimy. Żydzi rządzą wszystkimi bankami? Cóż, tak działamy i robimy. Żydzi prowadzą media? Cóż, tak działamy i robimy. . . To jest fakt. Nie jest to przedmiotem debaty. To fakt statystyczny. . . Żydzi prowadzą większość banków; Żydzi całkowicie zdominowali media; Żydzi są bardzo nieproporcjonalnie reprezentowani we wszystkich tych zawodach i sektorach gospodarczych. To tylko fakt. Wskazanie statystyk nie jest antysemickie. . . Zwracanie uwagi, że te rzeczy są prawdą, nie jest antysemityzmem".

Czy on ma rację? Oczywiście, że tak. Żydzi, którzy stanowią 2% populacji amerykańskiej, stanowią około 30–47% prezesów, założycieli, prezydentów i prezesów dużych firm medialnych. To są niezaprzeczalne fakty nie do poważenia. A to, co się dzieje w mediach, dotyczy także sal akademickich: w pracy Charlesa Kadushina z 1974  r. wskazano, że wśród amerykańskiej elity intelektualnej Żydzi reprezentowali prawie jej połowę.

W publikacji Harvard z 1995 r. „Żydzi i nowa scena amerykańska” Seymour Martin Lipset (który jest Żydem) przedstawia swoje obawy dotyczące tego, czy amerykańscy Żydzi przetrwają swój sukces i nie będą zmuszeni przez białą część antysemickiej, ale gościnnej Ameryki do asymilacji, co wiązałoby się z utratą żydowskiej tożsamości kulturowej. Warto podkreślić, że Pan Lipset tutaj przyrównuje zachowanie własnej  tożsamości kulturowej do asymilacji, która może być zagrożeniem dla tej tożsamości. Obawia się też, że amerykański sukces Żydów może prowadzić - gdyby nie nastąpiła asymilacja Żydów - do anihilacji środowisk żydowskich, do ich zniszczenia, do "śmierci".

To, co pisze Pan Lipset wpisuje się dokładnie w to, że duża część Żydów uważa, iż biali zwykli Amerykanie są paranoicznymi rasistami ("antysemitami"), co może wynikać też z faktu, że sukces Żydów w USA może mieć negatywny społeczny oddźwięk i budzić sprzeciw tej białej antysemickiej i rasistowskiej części Amerykanów, którzy obawiają się, iż mogą w USA za kilka dekad stać się mniejszością we własnym kraju.

(...)

Rzeczywiście, autorzy tacy jak Lipset nie mają wątpliwości, że dyskutują o tym, że Żydzi (którzy stanowią około 2% populacji amerykańskiej) reprezentują 26 procent reporterów, redaktorów i kadry kierowniczej głównych mediów drukowanych i telewizyjnych, 59 procent reżyserów, scenarzystów i producentów, 50 najlepiej zarabiających filmów z lat 1965–1982 oraz 58 procent reżyserów, scenarzystów i producentów w dwóch lub więcej serialach telewizyjnych o największej oglądalności.

(...)

Nie wszyscy jednak ze społeczności żydowskiej  a'priori mówią, że "antysemityzm" jest ściśle związany z białą częścią Amerykanów reprezentowaną przez skrajną prawicę.

Zaskakujące jest np. to, że Marilyn Mayo - która śledzi skrajną prawicę w ramach  Ligi Przeciwko Zniesławieniu - posuwa się tak daleko, że przyznaje, że możesz mieć zapatrywania skrajnej prawicy, które są anty-imigranckie, anty-"multi-kulti"  i antyglobalistyczne, bez antysemityzmu. Dalej mimo wszystko podkreśla, "że jednak spora część ludzi, którzy mówią o ideologii białej tożsamości, białej kultury, koncentruje się na Żydach jako problemie dla nich". Zakłada ona, że "nie ma sensu wyjaśniać dlaczego oni się mylą i są w błędzie, bo jest to z natury jakaś dewiacja-bigoteria". Ale przecież czy taką "dewiacją" dla nich są Afroamerykanie, którzy mówią o „ideologii [czarnej] tożsamości, [czarnej] kulturze, skupiają się na [rasistowskich białych] jako części ich problemu”?

Ale dobrze. Więc gdybyśmy przyznali, że żydowscy autorzy tacy jak Seymour Martin Lipset - nie wspominając o innych - mają rację, że Żydzi faktycznie mają nieproporcjonalny wpływ na amerykańskie media i środowisko akademickie, to co wtedy? Marilyn Mao najwyraźniej akceptuje fakt, że można przeciwstawić się imigracji, wielokulturowości i globalizmowi, nie będąc „antysemitą”. Ale jeśli zaakceptuje się to stanowisko, to jak wpłynęłoby to na relacje z Żydami? Sednem problemu nie jest to, że skrajna prawica nienawidzi Żydów za to, że są Żydami. Sedno problemu polega na tym, że wysiłek Żydów doprowadził do tego, iż posiadają oni niewspółmierną do wielkości ich populacji pozycję we współczesnej Ameryce. Poglądy Marilyn Mao dla większości Żydów są nieakceptowalne i mało który Żyd przyzna się do tego, iż tak myśli.

Etniczni Żydzi w większości sympatyzują z lewicą amerykańskiej polityki. Niezależnie od tego, czy mówimy o aborcji, pornografii, seksie przedmałżeńskim, małżeństwie homoseksualnym czy feminizmie, poglądy Żydów (szczególnie w kwestiach społecznych) od dawna znajdowały się po lewej stronie głównego nurtu amerykańskiego, który akceptuje powyższe zachowania. Nathan Abrams, wykładowca współczesnej historii Ameryki na Uniwersytecie w Aberdeen, cytuje Al Goldsteina, wydawcę  Screw, stwierdzając: „Jedynym powodem, dla którego Żydzi zajmują się pornografią, jest to, że uważamy, że Chrystus jest do bani. Katolicyzm jest do bani. Nie wierzymy w autorytaryzm”. Badanie z 2012 r. wykazało, że Żydzi, wraz z buddystami, byli zdecydowanie najbardziej podatni na seks przedmałżeński (z chrześcijanami i Hindusami znacznie mniej, a muzułmanami zdecydowanie najmniej). Choć zaledwie połowa wszystkich Żydów popiera legalizację aborcji bez żadnych ograniczeń ani kwalifikacji, żadna inna grupa nie przekracza wsparcia 25%. Podczas gdy 93% Żydów popiera legalizację aborcji we wszystkich lub większości przypadków, najbliższa grupa (biali protestanci) osiąga tylko 59%, podczas gdy czarni protestanci i katolicy mają odpowiednio 50% i 48%.

Biali Amerykanie popierają około 54% wobec 40% na korzyść republikanów, amerykańscy Żydzi popierają około 64% wobec 26% na korzyść Demokratów. Żydzi  też nieproporcjonalnie częściej dołączają do ruchów komunistycznych (jak Ilya Somin, profesor żydowski w George Mason School of Law który oficjalnie przyznaje się do komunizmu), choć unikają jasnego przekazu ze względu na częste utożsamianie Żydów jako projektodawców komunizmu a przecież jeszcze dziś w miejscach takich jak Chiny i Korea Północna są komunistyczne prześladowania Żydów.

Aż do początku XX wieku Żydzi byli też na czele wysiłków na rzecz walki z ograniczeniami imigracyjnymi. "Postępowy" eugenik Edward Alsworth Ross napisał w książce "The Old World in the New" z 1914  roku: „Systematyczna kampania w gazetach i czasopismach mająca na celu rozbicie wszelkich argumentów za ograniczeniem i uspokojenie lęków natywistycznych jest prowadzona przez jedną rasę. Hebrajskie pieniądze stoją za Narodową Liberalną Ligą Imigracyjną i jej licznymi publikacjami. Od gazety przed organem handlowym lub stowarzyszeniem naukowym po ciężki traktat opracowany przy pomocy funduszu Baron de Hirsch, literatura dowodząca błogosławieństw imigracji dla wszystkich klas w Ameryce pochodzi z subtelnych hebrajskich mózgów”. Żydowski przedstawiciel Scott Leavitt w Kongresie USA w 1924 r. stanął w obronie Ustawy imigracyjnej z 1924 r.,

Ale zupełnie inaczej Ci Żydzi i inni odnoszą się do swojego narodu i uważają, że ich instynktu w ochronie narodowej i rasowej nie należy potępiać (...) Tacy Panowie  z Illinois jak Mr. Sabath, z Nowego Jorku, jak Dickstein, Jacobstein, Celler i Perlman należą do jednego wielkiego historycznego ludu, który zachował tożsamość swojej rasy przez wieki, ponieważ szczerze oni wierzą, że są narodem wybranym, z pewnymi wartościami i ideałami, nad którymi muszę się pochylić i walczyć o nie, bo utrata tożsamości rasowej oznacza ich asymilację i degradację.

W wyżej wymienionych kwestiach warto wskazać na to, co pisze w sferze imigracyjnej Hugh Davis Graham w książce z 2002 roku, "Collision Course: The Strange Convergence of Affirmative Action and Immigration Policy in America": "Najważniejsze dla treści reformy imigracyjnej, siłą napędową sedna ruchu popierającego imigrację, sięgającą lat 20. XX wieku, były organizacje żydowskie od dawna działające w sprzeciwie wobec rasowych i etnicznych kwot imigrantów do USA. Należały do ​​nich Amerykański Kongres Żydów, Amerykański Komitet Żydowski, Liga Przeciwko Zniesławieniu, B'nai B'rith oraz Amerykańska Federacja Żydów z Europy Wschodniej". Żydowscy członkowie Kongresu, szczególnie przedstawiciele Nowego Jorku i Chicago, utrzymywali stałą, ale w dużej mierze nieskuteczną presję na kwoty pochodzenia narodowego od lat dwudziestych. . . . Dla opinii publicznej najbardziej widocznymi dowodami na dążenie do reformy imigracyjnej byli żydowscy liderzy legislacyjni, tacy jak przedstawiciel Celler i senator Jacob Javits z Nowego Jorku. Mniej widoczne, ale równie ważne, były wysiłki kluczowych doradców personelu prezydenckiego i agencyjnego. Należą do nich starsi doradcy ds. Polityki, tacy jak Julius Edelson i Harry Rosenfield w administracji Trumana, Maxwell Rabb w Białym Domu Eisenhowera oraz doradca prezydenta Myer Feldman, asystent sekretarza stanu Abba Schwartz oraz zastępca prokuratora generalnego Norbert Schlei w administracji Kennedy-Johnsona .

I trudno nie zauważyć, jak dużo Żydów potępia ideę wzmocnienia polityki granicznej w Stanach Zjednoczonych uważając ją za szczyt białego rasistowskiego zła politycznego, jednocześnie wspierając politykę w Izraelu, która nie tylko wzmacnia granice, ale na przykład faktycznie wyrzuca tysiące afrykańskich imigrantów, aby Izrael był państwem jedynie Żydowskim. Hipokrytycznie w rzeczywistości, gdyby D. Trump wygrał nominację, bardzo żydowska firma, która zbudowała mury w Izraelu, walczyłaby o szansę na budowę murów w Stanach Zjednoczonych (sic!). Ale jednak wciąż znajdujemy niezliczone przykłady głośnych Żydów, którzy jednym tchem piszą artykuły takie jak „Biały nacjonalizm to plaga, od której nie da się uciec”, a w następnych artykułach teksty z nagłówkami takimi jak: „Żydowska esencja Izraela jest niepodważalna”!: Etnonacjonalistyczna polityka imigracyjna dla mnie (Żyda) - ale nie dla ciebie (Goja)! Czyż to nie jest czysta hipokryzja, której nie zauważmy? Zauważamy.

Na wskazanie owej hipokryzji wskazuje np. ironiczna strona na Facebooku zatytułowana „ Otwarte granice dla Izraela ”. Jej założycielami nie są mniejszościowi Żydzi ani Izraelczycy, którzy faktycznie popierają ideę otwartych granic w Izraelu. To ludzie ironicznie zwracający uwagę na fakt, że Izrael nie ma otwartych drzwi do swojego państwa.

Nawet Daniel Pipes, znany jako „islamofobiczny” krytyk społeczności muzułmańskiej, nie popiera Donalda Trumpa z powodu jego stanowiska w kwestiach związanych z imigracją i różnorodnością. Może się to wydawać zaskakujące, ponieważ jedną z obietnic D. Trumpa było moratorium na muzułmańską imigrację, a Hillary Clinton chce zwiększyć liczbę uchodźców i innych imigrantów z krajów muzułmańskich. . . Rzeczywiście, Pipes po prostu zrezygnował z GOP (Partii Republikańskiej)  w związku z tym problemem. . . . Nie trzeba dodawać, że jest to szczególnie obłudne, biorąc pod uwagę status Pipe jako proizraelskiego aktywisty, ponieważ propozycje D. Trumpa są równoległe (identyczne) z polityką premiera Benjamina Netanjahu w Izraelu.

Tak więc nawet „konserwatywni” Żydzi, którzy nie są  częścią trendu przechylania się Żydów na lewo od głównego nurtu amerykańskiego, przeszli długą drogę, by odrzucić konserwatyzm od jego tradycyjnych ideałów. Czołowi założyciele i  opozycjoniści ruchu neokonserwatywnego  - Bill Kristol, Irving Kristol, Norman Podhoretz, Leo Strauss, Paul Wolfowitz, Douglas Feith, Lewis „Scooter” Libby, Elliott Abrams, Eliot A. Cohen, Robert Kagan, Jonah Goldberg, David Frum i wielu innych - są wyjątkowo nieproporcjonalnie żydowscy - na tyle, że neokonserwatyzm można  zasadniczo  uznać za „projekt żydowski”.

Neokonserwatywny „ojciec chrzestny” Irving Kristol w artykule z 2003 r. zatytułowanym „Perswazja neokonserwatywna” wyjaśnia, że ​​„wydaje się, że historyczne zadanie i polityczny cel neokonserwatyzmu to "nawrócenie" partii republikańskiej i amerykańskiego konserwatyzmu w ogólności  przeciwko ich pierwotnym wartościom na rzecz żydowskiego neokonserwatyzmu". I podkreśla, że USA podejmuje działania wojskowe za granicą w interesie Izraela. Esej Samuela Francisa „The Neoconservative Subversion” w Neokonserwatyzmie Brenta Nelsona opisuje wysiłki aktywistów żydowskich / neokonserwatywnych aby „nie tylko debatować, krytykować i obalać idee tradycyjnego konserwatyzmu,  ale potępiać, oczerniać i szkodzić karierom osób ze starej prawicy i instytucji, na które kierowali swój celownik polityczny". Zauważmy, że autor używa tutaj określenia „starej prawicy ”, jako odnoszącego się do pierwotnych paleokonserwatystów, a nie jak Greg Johnson do faszystów, narodowych socjalistów i pokrewnych ruchów i argumentuje - jak Stephen Sniegoski w  The Transparent Cabal: The Neoconservative Agenda, War in the Middle East and the National Interest of Israel - że żydowscy neokonserwatyści są odpowiedzialni nie tylko za nakłonienie Stanów Zjednoczonych na skierowanie swoich dział na  Bliski Wschód, ale też za to, że owe konflikty niemal zawsze były zgodne z interesem Izraela.

W ten sposób neokonserwatywna transformacja polityki amerykańskiej przekształciła się w promocję pewnego rodzaju strategii „inwazji na świat, zaproszenia świata”. Po pierwsze, wojsko USA angażuje się w wojnę w środkowej części kraju dle East (wysiłek, który w rzeczywistości jest po prostu nieproporcjonalnie popychany przez Żydów); a następnie, po tym, jak zrzuciliśmy bomby na wszystkich ich krewnych i daliśmy im więcej niż wystarczający powód, aby nas nienawidzić, Stany Zjednoczone następnie zachęcają uchodźców, aby przyjechali "na herbatę" (kolejny wysiłek, który w rzeczywistości jest nieproporcjonalnie inspirowany przez Żydów, "na herbatę", czyli przyjmowania gościnnie i bez żadnych warunków uchodźców). Z pewnością ta strategia ma coś wspólnego ze znacznym wzrostem krajowych islamistycznych ataków terrorystycznych od 11 września.

W przeciwieństwie do tego, Alt-Right oznacza politykę, która stawia stwierdzenie „Ameryka na pierwszym miejscu”, ponieważ nie bombarduje obcych krajów, gdy mamy niewiele do zyskania, a jednocześnie nie próbuje ich zaprosić "na herbatę". Jak powiedział mi przyjaciel w Rosji, wszyscy czeczeńscy muzułmanie, których zna, zdają się sądzić, że to całkiem niezła okazja. W każdym razie nie domagali się przeniesienia do Stanów. Ale koniec bomb byłby miły.

A jednak zgadnij, co myślą żydowscy działacze w Lidze Przeciw Zniesławianiu o zwrocie „America First”, kiedy D. Trump przyjmuje je jako hasło kampanii? Uważają, że to „antysemityzm”.

Żydzi nie są oczywiście monolitem. Jest wielu Żydów, którzy podzielają lub przynajmniej potrafią uszanować podstawowe wartości alternatywnej do neokonserwatyzmu żydowskiego, pierwotnej  prawicy. Niektórzy wyznają konserwatywne społecznie wartości; niektórzy sprzeciwiają się dopuszczaniu zmian demograficznych poprzez niekontrolowaną imigrację.

Niektórzy uważają się nawet za członków skrajnej prawicy [cyt. Jonathan Siedel]. Niemniej jednak Żydzi byli tak bardzo nieproporcjonalnie zaangażowani w wysiłki zarówno w walce z tymi wartościami, jak i w potępieniu każdego, kto je utrzymuje, że jeśli odejmiemy cały wpływ Żydów od równania zarówno za, jak i przeciw nam, cała historia Stanów Zjednoczonych przebiegałaby bez wątpienia bardzo różnie. Normy i wartości, o których przywrócenie dzisiaj walczymy zostały zdekonstruowane dopiero dekady temu z powodu wysiłków, aby z nimi walczyć, które prawdopodobnie nigdy nie byłyby możliwe bez wysiłków Żydów.

Gdyby Żydzi jako grupa nie byli w stanie wywierać tak dużego wpływu na politykę USA, jaki dziś mają, prawowitość (prawość)  nie byłaby dziś marginalnym wysiłkiem przywrócenia klasycznych wartości i preferencji politycznych. Bo nie musiało tak być: te wartości i preferencje polityczne pozostałyby w centrum amerykańskiego głównego nurtu przez ostatnie stulecie.

Czy Żydzi nie są tylko białymi ludźmi z inną religią?

Alt-Right zaczyna się od akceptacji ludzkiej bioróżnorodności - tezy, że różne populacje ludzkie ewoluowały psychologiczne i behawioralne jest częścią rozumienia biologicznego spojrzenia na ludzi i narody oraz akceptacji, że tak własnie jest.

Teraz warto przytoczyć argumenty, które przeciwstawiają  akceptację różnorodności biologicznej człowieka do etnonacjonalizmu:

1. Ludzie lepiej dogadują się z innymi, którzy są bardziej podobni do siebie pod względem behawioralnym i psychologicznym.

2. Ponieważ geny mają duży wpływ na cechy behawioralne i psychiczne, ludzie nawiązują głębsze przyjaźnie z innymi, którzy są genetycznie bardziej podobni do siebie.

3. Ponieważ członek danej rasy jest genetycznie bardziej podobny do przeciętnego członka swojej rasy niż do osoby niebędącej członkiem (pomimo błędu Lewontina), społeczeństwa podzielone etnicznie będą miały proporcjonalnie więcej ludzi o większym stopniu pokrewieństwa genetycznego między nimi . Będą zatem mieli proporcjonalnie więcej osób o większym stopniu podobieństwa behawioralnego i psychologicznego między nimi, a zatem będą mieli większe zaufanie społeczne i uczestnictwo obywatelskie, a także silniejsze więzi i relacje międzyludzkie.

4. Ponieważ są to wszystkie pozytywne wartości, do których powinniśmy zachęcać, dla dobra wszystkich pokojowy ruch w kierunku etnonacjonalizmu  jest czymś, co członkowie wszystkich ras winny popierać.

Rzeczywiście, badania potwierdziły, że ludzie mają tendencję do tworzenia bliskich relacji z ludźmi, którzy są tak podobni genetycznie do nich jak czwarta kuzynka, a góra badań potwierdziła, że ​​wzrost różnorodności rasowej w rzeczywistości prowadzi do spadku zaufania społecznego, uczestnictwo obywatelskie oraz altruistyczne lub oparte na współpracy normy społeczne.

Co więcej, obecnie wiadomo, że zarówno Żydzi są wystarczająco genetycznie odrębni, aby zakwalifikować się jako „rasa”, i że pomimo znacznego stopnia domieszki europejskiej, Żydzi są w rzeczywistości genetycznie bardziej spokrewnieni z Palestyńczykami niż z populacjami europejskimi. Niektórzy uczeni, w tym Kevin MacDonald, spekulowali, że wyższy poziom etnocentryzmu Żydów w porównaniu z białymi jest jedną z genetycznie wpływających różnic w osobowości białych i Żydów. Jako dowód na tę hipotezę wskazuje na rozdział zatytułowany Monografie dla Towarzystwa Badań nad Rozwojem Dziecka w antologii Punkty wzrostu w teorii i badaniach przywiązania. W rozdziale autorzy wskazują na badania, w których wykazano, że izraelskie niemowlęta mają znacznie silniejsze reakcje strachu na pozostawienie ich obcym niż w przypadku jakiejkolwiek innej rasy, przy czym niemowlęta z północnych Niemiec wykazują najmniejszy lęk ze wszystkich. W rzeczywistości reakcje strachu niemowląt były tak duże, że eksperymenty często były skracane lub zaniechane.

W każdym razie wynik jest taki, że Alt-Right (prawicowa prawica-skrajna prawica) rozszerza swoje wnioski na rzecz etnonacjonalizmu w kierunku poparcia nawet dla syjonizmu - oba sposoby zapewnienia Żydom własnej ojczyzny etnicznej (zgodnie z poparciem dla etnonacjonalizmu w ogóle) oraz jako sposób na humanitarne stworzenie ojczyzny etnicznej dla białych, wolnej od żydowskiej dominacji społecznej i politycznej.

Jednak, jak powiedział Kevin MacDonald (prawicowy prawicowiec-skrajny prawicowiec) w swoim przemówieniu z okazji nagrody literackiej Jack London 2004 zatytułowanej „Czy model żydowski może pomóc przetrwać na Zachodzie?: "w rzeczywistości bardzo podziwiam Żydów jako grupę, która realizowała swoje interesy przez tysiące lat, zachowując jednocześnie swoją etniczną spójność i intensywność zaangażowania grupowego. Z pewnością losy Żydów miały swoje wzloty i upadki; ale ich wytrwałość, czasami w obliczu dużych szans, i ich spektakularny sukces w obecnych czasach są z pewnością warte naśladowania". Inni członkowie Alt-Right czasami nawet obramowali swoją filozofię polityczną jako wezwanie do czegoś w rodzaju rodzaju ” białego syjonizmu ”.

Czy więc częste określanie przez Żydów prawicowej prawicy jako „antysemickiej”, gdy jej polityczna filozofia jest niczym innym jak tylko lustrzanym odbiciem żydowskiego syjonizmu, nie wydaje się nieco dziwne?

Jak pisze Betsy Woodruff dla The Daily Beast w artykule zatytułowanym „Prawicowi przywódcy: nie jesteśmy rasistami, po prostu nienawidzimy Żydów”: „złe wieści, Żydzi - nie możecie być częścią białego etno-jednorodnego państwa”. Ale przecież Żydzi z diaspory amerykańskiej nie wydają milionów dolarów na próby sprowadzenia izraelskich Żydów do Europy i Stanów Zjednoczonych. Izraelscy Żydzi wydają miliony dolarów na próby sprowadzenia Żydów do Izraela z takich miejsc jak Europa i Stany Zjednoczone, choć oni raczej nie chcą się tam udawać. Strony internetowe takie jak judaizm 101 mówią nam, że „Życie poza Izraelem jest postrzegane przez Żyda jako nienaturalne państwo". Świat poza Izraelem jest często określany jako „galut”, co zwykle tłumaczy się jako „diaspora” (rozproszenie), ale bardziej dosłownym tłumaczeniem byłoby „wygnanie” lub „niewola”. Zatem odpowiedź Alt-Right na opinie Woodruffa brzmi: dlaczego mieliby chcieć być? Już wyrażają pragnienie własnego etnostatu poza Izraelem. A standardy poprawności politycznej, które potępiają białych za to, że nawet odważą się myśleć na ten temat, już swobodnie pozwalają Żydom nie tylko wyrażać swoje pragnienia, ale faktycznie mieć własny etnostat (państwo żydowskie w państwie nieżydowskim).

Newsflash: Biali również nie stają się częścią żydowskiego etnostatu Benjamina Netanyatu. Czy The Daily Beast wykorzysta ten fakt, aby skazać Żydów za syjonizm? Oczywiście nie.

Ale, co zabawne, Alt-Right też nie, bo sami też biali prawicowi prawicowcy są jak syjoniści, którzy są też prawicowymi żydowskimi prawicowcami.

Opublikowano: 18 października 2016 r. | Ten wpis został opublikowany w North American New Right oraz w: http://www.counter-currents.com/2016/10/the-jewish-question-for-normies/
------------------
Tłumaczenie moje ze wsparciem tłumacza Google. W tłumaczeniu dokonano niewielkich zmian i rozszerzeń mających charakter sprowadzenia tekstu do jednoznaczności przekazu w języku polskim. Jednocześnie przepraszam za ewentualne nieścisłości w treści, ale nie jestem tłumaczem a tekst jest dość trudny i pełny idiomów i amerykańskich zwrotów-skrótów. 

Opublikowano: 18 października 2016 r. | Ten wpis został opublikowany w North American New Right oraz w: http://www.counter-currents.com/2016/10/the-jewish-question-for-normies/

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 2 marca 2017

CO2. Kolejny atak zniemczonej UE na Polskę, ale walka jeszcze trwa!

W Polsce medialnie w większości dyskutuje się o sprawach nie mających żadnego znaczenia dla Polaków.  Sztucznie podgrzewa się emocje, skłóca rodaków tematami i wydarzeniami nieistotnymi, w czym lubuje się nie mająca żadnego merytorycznego programu tzw. "totalna opozycja". Ten bieżący i sztucznie kreowany jazgot i histeria tych zdrajców naturalnie wymaga reakcji rządzących, co nie pozwala na skupieniu uwagi Polaków na rzeczach naprawdę istotnych, dotyczących nas wszystkich i przyszłych naszych pokoleń.

Jednym z tych tematów jest handel tzw. emisjami CO2 i światowymi oraz unijnymi obostrzeniami dotyczącymi emisji tegoż CO2.

Tak naprawdę zresztą przedmiotowego tematu w ogóle nie powinno być, bo tzw. Globalne Ocieplenie, które stało się pretekstem globalistów do walki z emisją gazów cieplarnianych oraz do wykreowania świetnego i dochodowego biznesu, jest fikcją.

Jednak na razie musimy - jako Polska - walczyć o jak najkorzystniejsze rozwiązania w tym obszarze, zarówno w skali światowej, jak i unijnej. A jest to bardzo trudne bowiem szczególnie największe państwa UE (w tym przede wszystkim Niemcy) prowadzą wobec nas wrogą i konkurencyjną politykę w zakresie polityki klimatycznej.

Kolejnym etapem tej wojny jest przyjęcie przez ministrów ds. środowiska w dniu 28.02.2017 roku "wspólnego stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU - ETS)", które zawiera rozwiązania określone przez polskiego ministra Jana Szyszkę jako niszczące polskie bezpieczeństwo energetyczne i blokujące polskie zasoby energetyczne takie jak węgiel oraz nie mające nic wspólnego z porozumieniem paryskim (COP21). Polska wraz z Bułgarią, Rumunią, Cyprem, Chorwacją, Węgrami, Włochami, Litwą i Łotwą stanowiła grupę państw sprzeciwiających się proponowanym rozwiązaniom. Mimo, że zgodnie z obowiązującym jeszcze przez miesiąc nicejskim systemem głosowania, zgodnie z którym stworzona grupa wystarczała do utworzenia tzw. „mniejszości blokującej”, to „wspólne” stanowisko zostało jednak zaakceptowane.

Niekorzystne dla Polski rozwiązania - powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów - to przede wszystkim:
-  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,
-  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane - tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

To porozumienie to kolejny negatywny krok UE wobec Polski a dodatkowo bezprawny oraz niezgodny z ogólnoświatowymi ustaleniami dokonanymi podczas ubiegłorocznego szczytu klimatycznego w Paryżu - COP21. Co prawda prace nad ostatecznym kształtem nowych przepisów rozpocznie niedługo Parlament Europejski, ale raczej nie należy się spodziewać by zmienił on ich treść. Polsce wraz z innymi krajami głosującymi przeciw porozumieniu pozostanie prawdopodobnie złożenie prawnego sprzeciwu do instytucji unijnych lub ONZ-towskich. 

W tym kontekście warto przypomnieć historię naszych negocjacyjnych klęsk i zwycięstw dotyczących całego obszaru związanego z polityką klimatyczną i pakietem klimatycznym obejmującymi też emisję i handel uprawnieniami CO2.

Rok 2008

Premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a "premier" D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

Rok 2013 (marzec)

Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (...) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień. W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:
- zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
- nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,
- naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,
-  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o "wielkim" wówczas znaczeniu D. Tuska.

Rok 2014 (październik) 

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się "premier" E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji - i chyba najtragiczniejszą dla Polski - tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń, co oczywiście było bardzo pożądane szczególnie dla niemieckiego przemysłu wydobywczego.

Rok 2015 (grudzień)

Ogromny sukces polskiego rządu i ministra Jana Szyszko na Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, tzw. szczycie klimatycznym COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko.

Polska w czasie tego szczytu chciała aby:
- porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
- w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,
- w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

W Paryżu Polska umiejętnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu "dekarbonizacja" na rzecz "neutralności węglowej". Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

Dla Polski był to ogromny sukces.

Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ postawił zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni "truciciele".

Po drugie. Nareszcie Polska uzyskała możliwość uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu to możliwym stało się wskazywanie na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto uzyskaliśmy swobodną możliwość wdrażania i eksportowania czystych technologii/metod spalania węgla dających minimalną emisję CO2 i zapewniających jego wtórne przetwarzanie, co - wedle ustaleń COP21 - pozwala  na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także - pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

Po trzecie i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskaliśmy akceptację  uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2, co pozwoliło na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Więc - wedle porozumienia COP21 - nie musimy skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw "dekarbonizacji" przemysłu i wprowadzania odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju ("płuca Europy" - ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi "neutralność węglowa" możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2. To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom - również tym z pkt. 2 - możliwym stało się również renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

Po czwarte. Uzyskaliśmy uznanie w zakresie naszych starań skierowanych na rozwijanie geotermalnych źródeł energii, czyli popularną geotermię tak wyśmiewaną przez elity III RP - ("Geotermia Toruńska").


Rok 2017 (luty)

Powtórzę to, co napisałem wcześniej. Przyjęto bezprawnie (pomimo sprzeciwu państw dających mniejszość blokującą) i niezgodnie z duchem ważniejszego porozumienia COP21 tzw. "wspólne stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU - ETS)". Niekorzystne dla Polski rozwiązania - powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów - to przede wszystkim:
-  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,
-  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane - tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

Na szczęście nie wszystko poszło "nie po naszej myśli".

Po pierwsze. Mimo, iż część krajów UE i wielu polityków chciało zwiększyć rokroczny spadek liczby uprawnień do emisji CO2, to jednak zachowany został ustalony w 2014 roku (też niekorzystny dla Polski) wskaźnik spadku wynoszący rocznie 2,2%.

Po drugie. Zgodnie z oczekiwaniami Polski przyjęto zapisy dotyczące zarządzania funduszem modernizacyjnym. Przewidziano go dla najbiedniejszych krajów UE, które z dochodów pochodzących ze sprzedaży 10 proc. uprawnień mają przekształcać swój system energetyczny. Do Polski trafić ma największa część z tych środków, dlatego polskiemu rządowi szczególnie zależało, by móc decydować, na jakie inwestycje pójdą. Na tym etapie udało się wynegocjować zapisy przewidujące, że to państwa-beneficjanci odpowiadają za zarządzanie funduszem a nie przedstawiciele państw członkowskich, KE oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Polska obawiała się, że zarządzanie funduszem przez KE i EBI sprawi, iż nie wszystkie projekty, jakie chciałaby realizować, będą mogły otrzymać wsparcie. Na czarnej liście mogłyby się znaleźć np. inwestycje, które byłyby w jakikolwiek sposób związane z wykorzystaniem węgla jako surowca energetycznego.

Po trzecie. Uzyskano lekkie złagodzenie kryteriów (tzw. benchmarków), od których będzie zależało, ile dana firma będzie mogła dostać darmowych pozwoleń na emisję. W koncepcji bowiem KE benchmarki określają standardową wydajność w danym sektorze i pokazują, ile trzeba wyemitować CO2, żeby wyprodukować np. tonę stali. 100 proc. darmowych pozwoleń na emisje dostaną tylko te firmy, których wydajność będzie zgodna z ustalonym benchmarkiem.

Po czwarte. Uzyskano możliwość przyznania 30% darmowych uprawnień z przeznaczeniem  dla ciepłownictwa, co jest ważne ze względu na wykorzystywanie przez Polskę węgla jako źródła energetycznego.

Niestety Polska może dziś walczyć tylko w zakresie skrajnie niekorzystnych porozumień zawartych przez zdrajców: D. Tuska i E. Kopacz a unijny system pozwoleń na emisję CO2 to główne narzędzie
realizacji zawartych w 2014 roku zapisów o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005 a nie 1990). 

Opisując efekty szczytu z 28.02.2017 roku korzystałem z dostępnych medialnie informacji, które wydają się być niepełne, co jest znów zastanawiające. Mam nadzieję, że polski rząd podejmie określone kroki prawno-instytucjonalne, aby wymóc na państwach unijnych respektowanie światowego porozumienia COP21, co wydaje się całkiem możliwe i prawnie skuteczne.

Oczekiwałbym jednak jakiejś dyskusji w Polsce na ten temat i szczegółowego poinformowania Polaków o wszystkich aspektach naszej walki o polski przemysł oparty na węglu.

To jest jedna z najważniejszych kwestii i może tzw. "totalna opozycja" jakoś też się wypowie na ten temat i uruchomi dla dobra Polski swoich przyjaciół w UE... w co zresztą wątpię, bo zdrajcy i sprzedajni szubrawcy już nimi pozostaną w imię zasady "raz k...rwa, zawsze k...rwa".



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 8 stycznia 2017

Czy POLSAT jest antypolski i proniemiecki?

Rzadko, ale nieraz zaglądam do mediów telewizyjnych, które są moim zdaniem nie tylko antypolskie, ale i miałkie programowo oraz totalnie ogłupiające ludzi i kreujące Polaków na naród prymitywów, ksenofobów, faszystów i chamów.

Wielokrotnie już o tym pisałem, że wiele stacji telewizyjnych w Polsce ma niewiele wspólnego z naszym krajem i służy jedynie do zabijania w nas dumy z tego, że jesteśmy Polakami i posiadamy własną tożsamość etniczną, kulturową, historyczną, własne tradycje, język, wiarę, sztukę, własne duże i dumne państwo w środku Europy.

Pomijam tutaj lewacko-demoliberalną propagandę zionącą np. z TVN-u czy całej grupy Polsatu. Uważam bowiem, że o wiele groźniejsza jest ukryta i podstępnie serwowana w tych stacjach antypolskość i kreowanie w nas poczucia niższości z jednoczesnym reprezentowaniem i promowaniem interesów innych krajów, z reguły nam wrogich.

Takie działania występują nie tylko w sferze programów informacyjnych, ale przede wszystkim w różnego rodzaju serialach, tzw. programach paradokumentalnych gdzie notorycznie tylko słychać i widać kłócących oraz wściekłych na siebie Polaków czy też w programach satyryczno-artystycznych.

Nie czas teraz i miejsce na roztrząsanie treści poszczególnych programów, tym bardziej, że nie jestem ich wiernym oglądaczem.

Natomiast - jak wspomniałem - nieraz zdarzy mi się przypadkowo coś obejrzeć i taka sytuacja miała miejsce wczoraj, gdzie akurat podczas obiadu przełączyłem swój telewizor na stację Polsat i obejrzałem ostatnie chwile programu satyrycznego kabaretu Neo-Nówka pod tytułem: "Seks, alkohol i książki".

Nie znam treści całego ich programu, ale moją uwagę zwróciło samo zakończenie, gdzie autorzy wzajemnie się przedstawiali. Otóż z humorem w przypadku dwóch członków grupy dodawano po personaliach słowo "Polska", natomiast w przypadku trzeciego członka grupy dodano wyrażenie wskazujące na miejsce jego pochodzenia lub zamieszkania: "Prusy Wschodnie".

Ocenę pozostawiam czytelnikom zwracając jedynie uwagę, że nawet w podręcznikach niemieckich publikuje się mapy z przedwojennym podziałem terytorialnym, gdzie wszystkie tzw. odzyskane przez Polskę ziemie po II WŚ są prezentowane jako dalej niemieckie, co przeczy obecnemu podziałowi terytorialnemu Europy, gdzie nie ma żadnych Prus Wschodnich a Polska ma swoje granice akceptowane przez świat międzynarodowy.

Być może potraktowałbym to wszystko jako żart zaprezentowany przez grupę kabaretową, ale nie jest to pierwszy przypadek podstępnego promowania Niemców i przedstawiania w złym świetle Polaków w Polsacie. A dodatkowo akcje niemal wszystkich produkcji Polsatu (seriali) umiejscowiona jest we Wrocławiu, co nie byłoby wcale złe bo to piękne miasto, gdyby nie to, iż część Niemców dalej uważa to miasto za swoje a Ruch Autonomii Śląska ma tam nad wyraz duże znaczenie i poparcie władz samorządowych.

Grupa Polsat to koncern, który obok Polsatu ze słoneczkiem emituje również takie kanały jak: TV4, TV6 czy Superstacja. Wszystkie należą pośrednio lub bezpośrednio do Zygmunta/Józefa o wielu nazwiskach takich ja: Krok, Solorz-Żak czy Podgórski. To bardzo ciekawa, tajemnicza i kontrowersyjna postać. Jest on właścicielem nie tylko telewizji, ale i operatorów telefonii komórkowej (Polkomtel/Plus, Areo2) oraz wielu innych przedsiębiorstw i grup kapitałowo-finansowych, m.in.: Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, Elektrimu, Midasa, Sferii, Plus Banku/Invest-Banku, ATM Grupy (udziałowiec), Anteny1, Śląska Wrocław (piłka nożna) i wielu, wielu innych.

Jeżeli ktoś z czytelników częściej ogląda stacje Z. Solorza-Żaka-Kroka-Podgórskiego to niech zwróci uwagę na subtelności proniemieckie i antypolskie prezentowane w tych kanałach, nawet w zawoalowany sposób i niech napisze do mnie na adres e-mail... bo być może ja w ogóle nie mam racji a całe moje podejrzenia są tylko jakąś oderwaną od rzeczywistości projekcją moich skłonności do wiary w teorie spiskowe...

P.S. (dopisek z 9 stycznia 2017 roku)
Wedle informacji z Wikipedii pan Solorz miał swoje konta na Cyprze a na cztery tygodnie przed blokowaniem wszystkich kont na Cyprze (z racji wymagania przez KE pobrania olbrzymiego podatku od kont) wytransferował część swojego majątku do TiVi Foundation z Liechtensteinu. I tak naprawdę właśnie ta jego fundacja w raju podatkowym jest właścicielem niemal wszystkich mediów (w tym Cyfrowego Polsatu/Polsatu) oraz m.in. spółek telefonii komórkowych (Polkomtel/Plus, Aero2) czy firm: Midas, Sferia (też operator telekomunikacyjny oferujący usługi telefonii nomadycznej - rozszerzonej wersji telefonii stacjonarnej, komórkowej oraz dostępu do internetu). Ponadto Zygmunt/Piotr Krok/Solorz-Żak/Podgórski był agentem I Departamentu MSW - wywiadu PRL (lata 1983-1985) zarejestrowany jako TW "Zeg". W latach 80-tych został mu wydany ponadto paszport konsularny a on sam ma wykształcenie średnie techniczne. SB-ekiem zostaje się całe życie - takie jest moje zdanie i do dzisiaj nie wiadomo skąd on na to wszystko miał pieniądze.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 4 stycznia 2017

Nie kupujcie produktów niemieckich, nie czytajcie ich prasy, nie pracujcie tam u nich!

Być może ktoś mi zarzuci, że jestem jakimś antyniemieckim oszołomem.

Na pewno tak nie jest.

Szanuję naród niemiecki, ale nie jestem w stanie zrozumieć jak ówcześnie niemal 90% Niemców stało się nazistami i hitlerowcami bezwzględnie i krwawo mordującymi Polaków, Żydów, Cyganów, Rosjan, niepełnosprawne dzieci, osoby psychicznie chore a nawet swoich rodaków. 

Jak taki naród, z tradycjami tysiąca lat mógł stać się takim narodem zwykłych barbarzyńców? Tego nie jestem w stanie zrozumieć, jak nie jestem w stanie zrozumieć stalinowskich żydo-komunistów, którzy w sumie okazali się jeszcze gorsi niż hitlerowcy, bowiem wymordowali nawet 30 mln swoich niby rodaków, nie mówiąc o Polakach. 

Dzisiejsza kompromitująca i odwracająca uwagę od R. Petru publikacja niemieckiej gazety "Fakt" dotycząca jednego z posłów PiS jest tylko potwierdzeniem jakiejś aberracyjnej nienawiści części Niemców wobec Polski i Polaków.  To nie jest coś nowego i szkoda, że dzisiejsze Niemcy dziedziczą tą antypolską historyczną nienawiść.

Powiem tak, że my Polacy zostaliśmy uśpieni w początkach lat 90-tych XXX wieku. Uśpieni przez Mazowieckiego i Kohla. Przez 26 lat lat oddaliśmy Niemcom niemal całą naszą gospodarkę a polityczne władanie objęła w tym czasie postsowiecka i tzw. moskiewska Rosja. Kondominium tych dwóch krajów zawsze chciało unicestwić Polskę.

Jestem jeno blogerem, więc mogę napisać, że Niemcom nie wierzę za grosz. To w dużej mierze toporny oraz niezbyt inteligentny naród (z autopsji) z wybujałym ego i tendencjach morderczych (nazizm), choć trzeba przyznać, iż strategicznie bardzo skuteczny gospodarczo. Tylko chyba oni mogli stać się narodowo-socjalistycznymi mordercami, tylko chyba żydo-sowiecko-komuniści stalinowscy mogli stać się klasowo-socjalistycznymi mordercami. Bo naród rosyjski nigdy taki nie był, choć mamy z nim swary i wzajemne żale. Natomiast Germanie są naszym wrogiem od zawsze totalnym, bo nawet Caryca Katarzyna II była Germanką (Niemką, Prusaczką?) a A. Merkelowa podobno ma jej wizerunek u siebie w gabinecie.

Niemiecki D. Tusk, którego rodzina mieszkała w przedwojennej niemieckiej części Gdańska a dziadek - wedle Kurskiego - był w Wermachcie tak samo jak komunistyczna i sprusaczona  Angela Merkel są skrajnie antypolscy i nie mogą znieść, że Polska się odradza.  Musimy to zrozumieć i stać się jak przed wojną antyniemieccy i antysowieccy (nie antyrosyjscy). A UE to Niemcy, więc musimy ją zreformować albo z niej wyjść jak UK.

Pozdrawiam... z emocjami wynikającymi z empatii wobec Szanownego posła PiS, Pana Leonarda Krasulskiego.

P.S.

Proponuję - jak przed II WŚ - całkowity bojkot ich produktów, prasy, innych mediów, koncernów i pracy w nich. Jak słyszę "niemiecka jakość" to mnie pusty śmiech ogarnia, być może tylko z emocji, bo na pewno część ich wytworów jest naprawdę dobrej jakości... jak Volkswagen :)

Polecam: http://niepoprawni.pl/blog/antysalon/skundlone-polskojezyczne-snowdenki-nadaja-na-deutsche-welle

Acha... i czekam na proces :)))

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 17 grudnia 2015

Ogromny sukces rządu B. Szydło na szczycie klimatycznym w Paryżu - COP21!


W 2008 roku premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a pan D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

W marcu 2013 roku Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (...) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień. W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:
- zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
- nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,
- naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,
-  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o "wielkim" wówczas znaczeniu D. Tuska.

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się premier E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji - i chyba najtragiczniejszą dla Polski - tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń.

Jeszcze przed podpisaniem tegoż pakietu oceniano negatywne skutki poprzedniego, co warto przypomnieć bowiem dzięki E. Kopacz byłyby one jeszcze drastyczniejsze. Wówczas Instytut T. Kościuszki przygotował raport, który zawierał m.in. takie konstatacje:

"(...) Przez politykę klimatyczną UE zapłacimy o kilkadziesiąt procent wyższe rachunki. Wzrośnie również bezrobocie. Cała gospodarka w ciągu kilku lat może stracić ponad 125 mld zł (...) Raport Instytutu Kościuszki nie pozostawia jednak złudzeń - koszty tej polityki są ogromne i w dużej mierze zapłacą je Polacy. W Polsce około 90 proc. energii elektrycznej pochodzi z węgla (kamiennego i brunatnego), a to oznacza, że polska energetyka poniesie duże obciążenia w związku z polityką klimatyczną. Duże koszty produkcji energii elektrycznej przenoszą się na kondycję całej gospodarki. Według raportu Instytutu Kościuszki łączny wpływ polityki klimatycznej UE może oznaczać dla naszego kraju spadek PKB rzędu 15-30 mld euro do 2020 r. Na każdego Polaka to rocznie od 235 do 470 zł. Koszty polityki klimatycznej to (...) realne pieniądze, które trzeba będzie zapłacić. Po pierwsze: za prąd, po drugie: za ciepło, po trzecie: za wszystko. Według raportu Instytutu Kościuszki do 2020 r. ceny energii elektrycznej wzrosną od 10 do nawet 50 proc. Podwyżki rachunków za prąd są dla Polaków szczególnie bolesne, ponieważ już teraz płacimy bardzo dużo. W porównaniu do siły nabywczej, w 2011 r. ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych w Polsce były o 28 proc. wyższe od średniej UE. O 30 proc. więcej zapłacimy za ogrzewanie. To bardzo zła informacja. Obecnie 1/3 Polaków mieszka w niedogrzanych lub zawilgoconych mieszkaniach. Niemal co druga rodzina (44,5 proc. gospodarstw domowych) wydaje na prąd i ogrzewanie ponad 10 proc. pieniędzy, które zostaną jej po opłaceniu podatków. Według analityków Instytutu Kościuszki polityka klimatyczna UE może oznaczać wzrost ubóstwa energetycznego w Polsce nawet o 5,3 proc. Rosnące ceny energii i ogrzewania oznaczają, że podrożeje niemal wszystko. Według NBP z powodu polityki klimatycznej w 2013 r. ceny wzrosną dodatkowo o 0,3-1,5 punktu procentowego. Oznacza to, że za redukcję emisji CO2 już w tym roku będziemy płacić przy okazji każdych zakupów (...) Negatywne skutki droższej energii i konieczności opłat za emisję CO2 odczuje w pierwszym rzędzie przemysł. Już rok temu Krajowa Izba Gospodarcza ostrzegała, że w 2015 r. koszt polityki klimatycznej dla naszego przemysłu wyniesie 5 mld zł. Tak duże obciążenia oznaczają droższą produkcję i spadek konkurencyjności. W skrajnym przypadku polityka klimatyczna doprowadzi do ucieczki przemysłu z Polski poza granicę UE, co oznacza utratę miejsc pracy i wzrost bezrobocia. Ze względu na ograniczenie krajowej produkcji pogorszy się bilans handlowy naszego kraju - spadnie eksport, a wzrośnie import. Osłabieniu ulegnie również polski złoty - przewidują analitycy Instytutu Kościuszki. Co gorsza problemy dotyczą nie tylko naszego kraju, ale całej Unii Europejskiej. - Próba zduszenia gospodarki europejskiej doprowadzi do tego, że stracimy tę historyczną przewagę, którą Europa miała na świecie - tak skutki systemu unijnego handlu emisjami skomentował Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej (...) Trzeba pamiętać, że wszystkie powyższe wyliczenia kosztów opierają się na dotychczasowych regulacjach. Tymczasem prawo w Unii Europejskiej zawsze może się zmienić. Unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard forsuje np. wycofanie z rynku części pozwoleń na emisję CO2, które spowodowałoby wzrost cen dla przemysłu. O wpływie duńskiej komisarz świadczy sukces, który odniosła w trakcie ostatnich negocjacji w sprawie budżetu UE. Zapisano w nim, że 20 proc. wydatków z funduszy unijnych musi zostać przeznaczone na politykę klimatyczną. - W przypadku Polski oznacza to, że mając 300 mld zł funduszy strukturalnych, będziemy musieli z tego przeznaczyć 60 mld zł na walkę ze zmianami klimatu i zapłacić drugie tyle udziału własnego, czyli łącznie 120 mld zł - wylicza prof. Władysław Mielczarski. Można uznać, że te 120 mld to kolejne koszty, które ponosi nas kraj za unijną politykę klimatyczną" [tutaj].

Wobec powyższych faktów najważniejszym dla polskiej gospodarki i polskich obywateli stał się tegoroczny szczyt klimatyczny w Paryżu COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko. Ów profesor od wielu lat zajmuje się problematyką klimatyczną i mając niemal gotowe tezy i postulaty o jakie Polska powinna walczyć w szczycie COP21 przystąpił do ich skonkretyzowania jako oficjalnego stanowiska Polski.

W skrócie. Polska chciała aby:
- porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
- w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,
- w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

W Paryżu Polska rewelacyjnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu "dekarbonizacja" na rzecz "neutralności węglowej". Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

Dla Polski jest to ogromny sukces. Sukces nasz wszystkich: zwykłych jak ja obywateli, naszego kraju, naszych firm, naszych obecnych i przyszłych pokoleń.

Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ stawia zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni "truciciele".

Po drugie. Nareszcie Polska będzie mogła żądać uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu będzie mogła wskazywać na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto swobodnie wdrażać i eksportować czyste technologie/metody spalania węgla dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie. Pozwala to na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także - z uwzględnieniem pkt 3 - pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

Po trzecie zaś i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskanie przez Polskę uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2 pozwala na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Nie musimy więc od teraz skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw "dekarbonizacji" przemysłu i wprowadzenia odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju ("płuca Europy" - ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi "neutralność węglowa" możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2. To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom - również tym z pkt. 2 - możliwym staje się też renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

Dodatkowo możemy swobodnie rozwijać geotermalne źródła energii, czyli popularną geotermię a nasze rozwiązania w tym zakresie (tak wyśmiewana przez elity III RP "Geotermia Toruńska") znalazły szerokie uznanie na szczycie klimatycznym w Paryżu.

Osiągnięcia polskiej delegacji w Paryżu można uznać za duży sukces. Uzyskaliśmy wszystko o co postulowaliśmy. Jesteśmy chyba w Europie największym wygranym w zakresie zapisów zawartych w globalnym porozumieniu. Wszystkie te rozwiązania dają nam możliwość  dalszego funkcjonowania polskiej gospodarki na węglu oraz swobodnej modernizacji energetyki węglowej. Dzięki m.in. nim możemy uniknąć miliardowych kosztów, zapobiec likwidacji kopalń, uniknąć drastycznej podwyżki cen energii dla odbiorców indywidualnych i przemysłowych oraz stworzyć bazę dla wzrostu i rozwoju gospodarczego. Dają nam one także możliwość renegocjacji fatalnych zobowiązań rządu PO-PSL oraz zwiększają naszą pozycję negocjacyjną w przyszłych rozmowach klimatycznych w UE i na świecie.

Taki sukces winien być pokazywany na pierwszych miejscach serwisów informacyjnych i przez długie tygodnie być publicznie analizowany. Tego w Polsce niestety nie ma... co tylko potwierdza fakt głębokiej degrengolady elit lewackich polityczno-medialnych elit III RP. Wczoraj była konferencja prasowa rządu na ten temat... nie wzbudziła zainteresowania mainstreamowych mediów...

Pozostawiam ten fakt ku refleksji wszystkich.

P.S.

"Ogólnie porozumienie COP21 z Paryża wzywa do redukcji emisji gazów cieplarnianych tak szybko, jak to tylko możliwe, uznając, że będzie to trwało dłużej w przypadku krajów rozwijających się. Działania zmniejszające emisje CO2 będą podejmowane przez wszystkie strony umowy, z poszanowaniem ich specyfiki i możliwości społeczno-gospodarczych. Porozumienie paryskie wyznacza cel utrzymania wzrostu globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza do końca wieku. Określa także, że w tym okresie powinniśmy osiągnąć równowagę między emisjami gazów cieplarnianych a ich pochłanianiem, m.in. przez lasy. Działania zmierzające do redukcji emisji CO2 będą się odbywały m.in. poprzez wprowadzanie nowych technologii czy zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w bilansie energetycznym. Z kolei równoważenie emisji będzie następowało m.in. w drodze wzrostu zalesiania". 

Na podstawie: premier.gov.pl

piątek, 27 listopada 2015

Ochłońmy - rząd rządzi dopiero niecałe dwa tygodnie!

W swoim poście "Opozycja zszokowana, że rząd rządzi a Prezydent jest aktywny" [1] napisałem:

"Obserwując histerię i lament polityków opozycji oraz wspierających ją mediów podnoszone każdorazowo i przy każdej decyzji nowego rządu czy prezydenta można odnieść wrażenie, że cały mainstream medialno-polityczny jest zdziwiony i zszokowany faktem, iż rząd rządzi a prezydent jest aktywny.

Dla nich zapewne najlepiej by było, żeby rząd B. Szydło nic nie robił, pobierał pieniądze i kontynuował ich politykę a prezydent A. Duda strzegł żyrandola i ośmieszał się na arenie międzynarodowej jak czynił to B. Komorowski.

Taka sytuacja jest przezabawna i śmieszna. Polacy wybrali swoją władzę, aby dokonała dobrej zmiany dla Polski. A przecież nie można tej zmiany dokonać bez podejmowania decyzji, decyzji szybkich i odważnych. A podejmowanie decyzji jest jednym z najważniejszych elementów rządzenia.

Można się dziwić i uśmiechać, ale jest to bardzo niebezpieczny proceder, który może dezintegrować państwo polskie i utrudnić a nawet uniemożliwić przeprowadzanie naprawy naszej Ojczyzny.

PO, Nowoczesna a także PSL przyjęły strategię opozycji totalnej, która negować będzie wszystko to co zrobią rządzący niezależnie od merytorycznej oceny określonych ich działań. Będą z pianą na ustach krytykować każde posunięcie prezydenta i rządu a wykorzystując przychylne im media będą próbowali podobnie jak to czynili od lat manipulować polskim społeczeństwem. Ich celem będzie wykreowanie atmosfery apokalipsy jaka spotkała Polskę po przejęciu władzy przez patriotyczną prawicę i ostateczne jej zniszczenie.

Oczywiście w szeregach PO czy PSL występuje ogromna frustracja po utracie rządów. Myśleli, że będą u władzy zawsze i dalej będą systematycznie doprowadzać Polskę do stanu "ch..d.. i kamieni kupy", przy jednoczesnym jej okradaniu i jej niszczeniu. Zachowuję się tak jakby decyzja Polaków odsuwających ich na boczny tor nic dla nich nie znaczyła, tak jak nie znaczyła w czasie całych ich rządów. Są zszokowani, że dziś są w opozycji i kompletnie nie umieją się w nowej sytuacji znaleźć. Jedynym sposobem działania opozycji jest li tylko frontalny, kłamliwy i brutalny atak na prezydenta i rząd. Wykreowana przez "mędrców-budowniczych" III RP "banksterska" Nowoczesna jest naturalnym ich sojusznikiem".

Rząd rządzi niecałe dwa tygodnie i już okazuje się jednak, że również zszokowanymi faktem, iż demokratycznie wybrany przez naród rząd rządzi a prezydent jest aktywny jest część środowiska prawicowego wraz z niektórymi dziennikarzami i autorytetami. Pani prof. J. Staniszkis, pani J. Jankowska, A. Dudek czy niektórzy dziennikarze portalu wpolityce.pl i inni rozdzierają już szaty na rządzie premier B. Szydło i proponują, aby zmienił styl i formę.

Rodzi się pytanie na jaką formę, na jaki styl i w jaki sposób rząd i prezydent mają zmienić swoje działanie? Czy na takie jak chce mainstream III RP i karmieni ich tekstami dziennikarze zagraniczni czy też przywódcy UE?

Otóż nie, bowiem jeżeliby poddał się oczekiwaniom mainstreamu III RP i wziął pod uwagę "dobre rady" części prawicowego środowiska to nie dokonałby w żaden sposób naprawy Polski.

Kiedyś była zgubna dla Polski i Polaków "gruba krecha" T. Mazowieckiego, w wyniku której komunistyczni mordercy, zaprzańcy, zdrajcy i złodzieje mogli spokojnie i dostatnio funkcjonować oraz nawet kreować III RP i nigdy tak naprawdę nie ponieśli kary za swoje czyny. Nie dokonano nigdy prawdziwej lustracji i dekomunizacji a środowiska prawnicze, naukowe, dziennikarskie czy w obszarze kultury praktycznie w żaden sposób  nie zostały zweryfikowane. Stąd cała III RP, począwszy od zdrady w Magdalence i jej zatwierdzeniu poprzez cyrk dla ludu w postaci Okrągłego Stołu, poprzez prezydenturę W. Jaruzelskiego i rządy UD/UW/AWS czy lewicy komunistycznej, aż po prezydentów A. Kwaśniewskiego i B. Komorowskiego i rządów PO-PSL, jest li tylko kreaturą i ułudą wolności i narodowej suwerenności. Krótkie rządy J. Olszewskiego i J. Kaczyńskiego dające nadzieję na budowę oraz odbudowę Polski i oderwanie się od zdradliwych umów początkujących III RP zostały zniszczone przez uczestników i beneficjentów owych zdrad oraz polityczno-mentalnych i rodzinnych ich spadkobierców.

Dzisiaj obecny rząd musi naprawdę rządzić i nie godzić się na jakąś drugą "grubą krechę", musi dokonać naprawy Rzeczpospolitej. I zaczął rządzić, rządzić naprawdę zgodnie z wolą wyborczą Polaków. Po to został przez nich wybrany i wygrał wybory. Ich wynik dał Zjednoczonej Prawicy możliwość samodzielnych rządów. Tak więc rządzi samodzielnie i normalnym jest, że musi rządzić z ludźmi, którzy gwarantują realizację programu a ci ludzie muszą być ludźmi patriotycznej prawicy. Czyż to nie jest normalne? Jak najbardziej normalne i naturalne w każdym demokratycznym kraju.

Oczywiście, że jest ta demokratyczna normalność podważana przez odchodzących i tracących władzę, ale jeżeli czyni się zarzut, że Zjednoczona Prawica z woli wyborców rządzi samodzielnie i w związku z tym w Polsce nastały rządy niemal jednopartyjne (PiS) jest właśnie czymś antydemokratycznym, podważających wolę suwerena i wynik demokratycznych wyborów. To jakaś hipokryzja i to perfidna manipulacyjna hipokryzja całego mainstreamu III RP. Zawsze przecież jest tak, że rządzący z woli narodu obsadzają swoimi ludźmi wszystkie możliwe stanowiska rządowe, administracyjne czy gospodarcze. Wszak to rząd będzie odpowiadał przed społeczeństwem za realizację swoich obietnic oraz za samo rządzenie i jego efekty. Czyż wobec tego ma odpowiadać za decyzje ludzi im nieprzychylnych i obsadzonych np. przez były rząd PO-PSL? To byłyby jakieś bzdury do nieskończonej potęgi a obecny rząd tym samym okazałby się nieodpowiedzialny i nie przygotowany do rządzenia.

Pomijając zatem lamentujące antydemokratyczne kreatury polityczno-medialne III RP to krytyka poczynań rządu i samego faktu przejmowania przez ZP (w tym PiS) pełni władzy w Polsce dokonywana przez środowiska prawicowe jest zupełnym nieporozumieniem i to nieporozumieniem zastanawiającym. Niektórzy nasi dziennikarze i autorytety sprawiają bowiem wrażenie jakby ulegli lewackiej i antypolskiej propagandzie elit III RP i jakiejś ich politpoprawności.

Powtórzę jeszcze raz. Nie może być tak, żeby demokratycznie wybrany przez naród rząd podejmował określone decyzje ze względu na to jaka będzie reakcja opozycji, czy polityczno-medialnego mainstreamu III RP albo też unijnych ośrodków zagranicznych.

Zresztą trzeba sobie zdawać sprawę, że każda decyzja rządu czy prezydenta - niezależnie od jakiegoś np. wyrafinowanego i spolegliwego stylu jej podejmowania - i tak będzie zawsze histerycznie krytykowana jako niemal nosząca znamiona "zamachu na demokrację, jako "faszystowska", "antyunijna", czy "bezprawna i łamiąca ład konstytucyjny". Tego możemy być pewni i to już się dzieje. Lewaccy, polipoprawni kreatorzy i beneficjenci III RP dotychczas niepodzielnie panujący w Polsce i mający w niej władzę absolutną nie mogą się pogodzić z tym, że dziś samodzielnie faktycznie i realnie rządzi demokratycznie wybrana i patriotyczna prawica. Zdają sobie sprawę, że sukces tych rządów oznaczać będzie dla nich klęskę. Klęskę całych 26 lat lewackiej propagandy i ogłupiania Polaków, prawdę o 26 latach rozkradania, zawłaszczania i niszczenia Polski oraz systematycznego sprowadzenia jej do roli "podnóżka" Niemiec (UE) i Rosji a z Polaków czyniących jedynie tanią siłę roboczą, bez godności i tożsamości narodowej, bez wykształcenia, bez własności i ubezwłasnowolnionej kredytem. Stąd rząd musi być przygotowany na każdy sabotaż jego decyzji, każdą podłość, do której elity III RP są zdolni...

Rząd więc - zresztą mając w pamięci destrukcyjne i antypolskie działania elit III RP podczas rządów prawicy w latach 2005-2007 - wie co robi. Musi na początek szybko i radykalnie oczyścić "przedpole" ze zdrajców i sabotażystów, którzy mogliby w przyszłości neutralizować i np. prawnie stopować wszystkie reformy patriotycznego rządu. Służby specjalne oraz TK zagrażały Polsce i przyszłym polskim reformom. Należało więc podjąć szybkie decyzje a'priori i "jednym cięciem" uniemożliwiające lub w znacznym stopniu ograniczające przyszłe możliwości destrukcji poczynań rządu. Były one niezbędne, aby przywrócić w Polsce ład demokratyczny i ład konstytucyjny i aby dać sobie (rządowi) szansę na realną, dobrą zmianę w naszej Ojczyźnie. Następnym krokiem winna być radykalna reforma mediów publicznych a kolejnym reforma szkolnictwa i przywrócenie propolskiego znaczenia polskiej kultury i sztuki... Tak naprawdę zaś kolejnymi krokami będzie naprawa we wszystkich obszarach funkcjonowania naszego państwa.  

Warto sobie z tego wszystkiego zdawać sprawę i przez pierwsze cztery czy osiem tygodni rządzenia pozwolić naszemu rządowi podejmować niezbędne decyzje tworzące fundament do zmian i naprawy oraz odbudowy naszej Polski. Naprawdę są one konieczne. Elity III RP będą lamentować i krzyczeć o pisowskich faszystach i jeszcze gaworzyć co tam im przyjdzie do głowy, ale ten lament należy przetrzymać i tak naprawdę nie potęgować go krytyką z naszej, prawej strony. Pamiętajmy, że nie wyciąga się "gołej ręki zgody i spolegliwości" wprost do paszczy nienawistnych i niemal wściekłych "krokodyli czy "wygłodniałych hien", którym zabrano smaczne pożywienie upichcone z naszej Polski.

Polacy dali mandat zaufania dla patriotycznej prawicy. Nie można od razu po kilkunastu dniach oceniać z naszej strony negatywnie rząd, który ma rządzić 4 a nawet 8 czy 12 lat. Pierwsze decyzje rządu i lament mainstreamu III RP był spodziewany i będzie on towarzyszył przez wszystkie dni władzy Zjednoczonej Prawicy. Obecny zaś skowyt tracących władzę należy - mówiąc kolokwialnie - "olać", bo Polacy widzą jaki on jest fałszywy i hipokrytyczny. Przyjdzie czas na spokojne rządy. PiS z koalicjantami mają lata na udowodnienie swoich racji, ale żeby miały te lata to muszą na początku zneutralizować targowiczan. I tyle i aż tyle. I brawo, że rząd i prezydent to rozumieją.

Z naszej, prawej strony głosy zaniepokojenia stylem czy formą podejmowanych przez nasz rząd decyzji wydaje się chyba jakimś pokłosiem lewackiej propagandy, pedagogiki wstydu i strachu przed tym co inni powiedzą, czyli np. mainstreamowe, dotychczas reżimowe i wszechwładne media lub elity UE. Warto w tym kontekście spojrzeć np. na decyzje i sposób rządzenia  na Węgrzech przez V. Orbana. Wszystkie lewackie środowiska wewnętrzne i unijno-zewnętrzne wyzywały go od antydemokratycznego totalitarysty, faszysty i nacjonalisty a on - nie zważając na łajania i groźby unijnych lewaków - robił swoje, dla dobra Węgier i Węgrów. Dzisiaj UE np. przyjmuje do realizacji wszystkie niemal jego propozycje dotyczące rozwiązania kryzysu imigracyjnego a sam V. Orban stał się jednym z najważniejszych polityków całej UE.

Ochłońmy więc. Nie ma co rozdzierać szat i samemu rozbrajać naszych żołnierzy już na początku bitwy. Oni mają wygrać wojnę o Polskę -  o jej rozwój i zasobność, o jej honor i godność, o jej narodową tożsamość, demokratyczny ład i demokratyczną normalność.

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/11/opozycja-zdziwiona-i-zszokowana-ze-rzad.html


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Co jest nie tak z polskim państwem?

Ostatnie wydarzenia obejmujące sfałszowane po części wybory samorządowe, opowiedzenie się sądów po stronie rządzącej koalicji i prezydenta (sławetne oświadczenie Wielkiej Trójcy Sądowej w sprawie wypowiedzi J. Kaczyńskiego dotyczącej tak naprawdę obrony sądów powszechnych przed naciskami polityczno-lobbistycznymi), nocna (na szczęście nieudana) i powszechnie medialnie przemilczana próba zmiany konstytucji umożliwiającej pozbywanie się resztek majątku narodowego w postaci lasów, również prawie nocne odrzucenie głosami koalicji wniosku o referendum w sprawie losów przedsiębiorstwa Lasy Państwowe i broniące naszej ziemi podpisane przez przeszło 2,5 mln Polaków,  medialna zmowa odcinająca  - poprzez brak transmisji jego zeznania przed sądem - Polaków od istotnych informacji związanych z osobą B. Komorowskiego oraz ogólny, wykreowany przez całą III RP marazm większości społeczeństwa skłoniły mnie do przypomnienia i rozszerzenia moich refleksji na temat dzisiejszej Polski, które wielokrotnie w większości już kiedyś przekazywałem w postaci odrębnych postów.

Polska - co wydaje się aż nadto oczywiste - powoli ulega degrengoladzie społeczno-gospodarczo-politycznej. Demokracja, wolność, niepodległość, suwerenność, godność to w dzisiejszej Polsce pojęcia abstrakcyjne lub o innej od wcześniej rozumianej konotacji znaczeniowej.

Sądzę, że celowo i z premedytacją niszczy się polskość i Polskę, doprowadzając ją do degradacji poprzez m.in. grabieżczą prywatyzację i pozbywanie się majątku polskiego, uniemożliwienie powstania silnej polskiej klasy średniej, pauperyzację, atomizację i zniewolenie społeczeństwa oraz jego depopulację a także przez wiele innych, antypolskich działań w sferze etyki, moralności, tradycji, kultury, itp.

Gdzie doszukiwać się przyczyn?

Brak propolskich elit...

Powolna degradacja Polski  to w dużej mierze wynik braku odpowiednich propaństwowych i prawdziwie (także etnicznie) polskich elit.  

Od 1989 roku nie zrobiliśmy tego, co było konieczne, nie przeprowadziliśmy lustracji ani dekomunizacji. Teraz zaś otrzymujemy to, co winno być oczywiste. Nie powinniśmy tedy w ogóle się dziwić obecnemu tragicznemu stanowi etyczno-moralnemu tzw. elit PRL-bis. Nie ma skutków bez przyczyn. Dzisiejszy stan naszego państwa jest właśnie taki, ponieważ oparte jest ono na szumowinach ludzkich nie zdekomunizowanych i nie zlustrowanych zaraz na początku przemian. To zaniechanie jest grzechem pierworodnym III RP, ale jakże miało być inaczej, skoro przełom 1989 tworzyli ludzie dawnego systemu komunistycznego i ich TW, KO oraz tzw. "pożyteczni idioci" a przy OS po obu stronach zasiadali w większości ludzie obcego nam pochodzenia, dla których raczej dobro Polski nie było najważniejsze.

Historia uczy, że nie ma czegoś takiego jak: "rewolucja bez rewolucji". Ustrój totalitarny można skutecznie obalić jedynie odsuwając na stałe jego beneficjentów od wpływu na rządy post-totalitarne. Inaczej te same jednostki i ich grupy będą zawsze dążyły do odbudowania swojego stanu posiadania sprzed rewolucji i niemal zawsze im się ten proceder powiedzie. Wiedziano o tym w dawnej Czechosłowacji, wiedziano w Niemczech, gdzie hydrze ścięto głowę od razu i do dziś nie pozwolono jej odrosnąć... Tego nie zrobiono w Polsce i mamy, to co mamy..

Szukając jeszcze przyczyn dzisiejszego stanu Polski i braku prawdziwych, propolskich elit należy się cofnąć do czasów jeszcze przedwojennych, wojennych a także do całego okresu PRL.

II WŚ przyniosła nam wyniszczenie przez obydwu okupantów: Niemiec i Rosji Sowieckiej dużej części elit polskiego społeczeństwa. Mordy niemieckie i sowieckie przyczyniły si.ę więc diametralnie do uszczuplenia najbardziej wartościowej substancji polskiego narodu. Sowieci wywieźli na Sybir 1 mln Polaków, w Katyniu zginęło 22 tysiące oficerów i polskich patriotów. Elity, które mogłyby po wojnie odbudować nasz kraj. Po 1943  roku z rąk Sowietów i polskich komunistów zginęło tysiące pozostałych elit z AK oraz innych niepodległościowych organizacji wojskowych i patriotycznej części narodu, w tym inteligencji... Po wprowadzeniu Stanu Wojennego zmuszono do emigracji od 1,5 do 2 mln patriotów... Obecne rządy spowodowały, że wyemigrowało "za chlebem" przeszło 2 mln młodych, zdolnych i kreatywnych Polaków, którzy winni pracować tutaj, dla Polski i jednocześnie dla siebie... Dodatkowo w 2010 roku wystarczyło pozbyć się 96 osób (choć niektórzy zapewne zginęli niejako "przypadkiem i z wyższej konieczności"), w tym parę prezydencką, aby naród umarł i ścięto mu głowę... Czyż nie o to chodziło ewentualnym smoleńskim zamachowcom?

Zbudowaliśmy tedy PRL na wymordowaniu patriotycznej elity państwa polskiego i oparliśmy ją na etyczno-moralnych kanaliach bez żadnego gruntownego wykształcenia, patriotycznej postawy i poczucia honoru... I cały PRL i dzisiejsze elity to... w większości potomkowie tych prymitywów etyczno-intelektualnych, w większości nie mających z polskim narodem żadnych związków

PRL - bis zbudowaliśmy dodatkowo na gruncie wcześniejszego Stanu Wojennego i zdrady okrągłostołowo-madalenklwej, która niestety trwa do dzisiaj.

I naprawdę. Nie ma co się dziwić obecnemu stanowi umysłów i wyznawanej hierarchii wartości obecnie nami rządzących? No bo przecież pustak nic nie może urodzić jeno też pustkę, prymitywizm intelektualny też rodzi podobny prymitywizm lub jeszcze gorszy. Rodzi też również określony i determinujący ów prymitywizm system wartości reprezentowany przez całą niemal klasę polityczną PRL-bis, a szczególnie PO... rodzi jeszcze gorsze pod tym względem etyczno-moralne szumowiny.

Tak dygresyjnie... Przez te ostatnie 25 lat - mimo werbalnych deklaracji - udało się III RP dokonać w Polsce jednego: zamiast zbudowania społeczeństwa obywatelskiego i świadomego swojej wartości , tożsamości oraz przekonanego o możliwości demokratycznego decydowania o swoim losie stworzono masę spauperyzowanych, bezmyślnych istot niezdolnych do jakiejkolwiek refleksji, działania i przekonanych o swojej endogennej niemocy sprawczej... W czasach realnego socjalizmu władza uważała, że najlepiej rządzić bezwolnym pijanym społeczeństwem, teraz wykreowali sobie bezwolne masy zrezygnowanych apadrytów (bezpaństwowców)...

Kryzys tożsamości europejskiej, kryzys państwowości polskiej... 

Tak więc jesteśmy świadkami niewątpliwie kryzysu Państwa Polskiego ale także kryzysu cywilizacji europejskiej. U nas nie chodzi już tylko o samą PO. Jak wspomniałem dotyczy to całej klasy politycznej po 1989 roku i również nas samych, Polaków - wyborców i nie wyborców. W Europie czynnikiem sprawczym owego kryzysu tożsamości cywilizacyjnej jest promowanie idei lewackch kosztem chrześcijaństwa oraz próba zbudowania anaturalnej i narzucanej totalitarnie marksistowskiej idei globalnej, jednorodnej wspólnoty "mas" w postaci zniemczonego tworu nazywanego Unią Europejską... czyli wyższą formą ZSRR...

Jest symptomatyczne, że tak naprawdę ZSRR i cały sowiecki eksperyment obumarł w dużej mierze dzięki Polsce i Polakom... I nie łudźmy się, że współcześni twórczy kontynuatorzy tych idei w Brukseli o tym nie pamiętają... Stąd była ich tak wielka radość, gdy udało im się w 2003 roku uzyskać naszą zgodę na wejście do ich Unii Europejskiej... Ile to wtedy było radości Millerów, Michników i innych takich... a rozkład wyników owego referendum do dziś odzwierciedla strukturę geograficzną poparcia dla poszczególnych partii: zwolennicy utraty przez Polskę własnej suwerenności na rzecz globalnej, bezpaństwowej UE głosują dziś na "postępowe i nihilistyczne partie" a zwolennicy budowy i rozwoju państw narodowych w Europie Ojczyzn z reguły na PiS...

Homo sowvieticus - twórczo rozwijany marksistowski eksperyment!

Pozornie tedy odzyskanie przez Polskę suwerenności i niepodległości po latach panowania "sowieckiego" nie stało się niestety przełomem moralno-etycznym całego Narodu a wprost przeciwnie: staliśmy się wzajemnie wyobcowanymi aspołecznymi jednostkami niezdolnymi do dbania o własną i naszych potomków przyszłość. Nie stworzyliśmy nowej jakości życia publicznego i prywatnego, która nakierowywałaby nas na przestrzeganie w codziennym życiu obowiązujących norm, zarówno prawnych, jak i moralnych.

Oczywiście taki był i jest cel działań antypoolskich elit III RP, które z rozmysłem nie pozwalały pozbyć się Polakom mentalnej spuścizny komunistycznej i kreowały oraz kreują do dzisiaj pożądany przez nich poddańczy stan ich umysłu.

Takie pojęcia jak: patriotyzm, honor, ojczyzna, przyzwoitość, służba publiczna, uczciwość, praworządność zostały zrelatywizowane przez narzuconą nam globalistyczną współczesność a ich właściwa wartość stała się niejako anachronizmem, prawie nieprzystającym do rzeczywistości absurdem.

Zbudowany (a raczej nieodbudowany i postsowiecki) sposób funkcjonowania naszego państwa nie sprzyjał i nie sprzyja zresztą owym wartościom. Polskie społeczeństwo nie wierzy dziś w demokrację , prawo i instytucje z nią i z praworządnym państwem związane jak: parlament, sądy, prokuraturę czy policję. Większość Polaków nie zna prawa i nie ma - ze względu na ubóstwo - do niego dostępu. Hermetyczność środowiska prawniczego i wiedzy prawniczej oraz przykład wielu nieprawidłowości i niedoskonałości prawnej RP tworzą w naszym społeczeństwie przeświadczenie, że obywatele nie są równi wobec prawa i nie mają na jakość swojej egzystencji żadnego wpływu. Ową nierówność - której czynnikiem sprawczym jest zamożność i pozycja społeczno-zawodowo-polityczna - widzą wszędzie: w swoim miejscu pracy, gminie, powiecie, urzędzie skarbowym czy też wreszcie w skali makro, czyli instytucjach takich jak rząd czy parlament.

Przez te już 25 lat polskie niby elity polityczne nie były źródłem powstawania nowego, prawego Państwa. Stały się raczej w oczach jego obywateli synonimem małostkowości, karierowiczostwa, partyjniactwa i korupcji. Można powiedzieć, że "ryba psuje się od głowy" i tak też polskie elity postokrągłostołowe doprowadziły do zepsucia całego państwa oraz kreacji ludzkich antywartości cechujących większość Polaków.  Podstawą był oczywiście brak rozliczeń z przeszłością i umożliwienie przestępcom komunistycznym swobodnego funkcjonowania i rozwoju w nowej Polsce. Ich sposób działania i wyznawane wartości życiowe stały się więc obowiązującymi w III RP. "Homo sovieticus" i jego cechy nie stały się więc w całym dwudziestopięcioleciu obiektem krytyki a wręcz przeciwnie: nastąpiło jego przepoczwarzenie w "kolorowe opakowanie", puste w środku.

Hipokryzja demokracji – Demokratyczna hipokryzja... 

My Polacy - zgodnie z zamierzeniami zdrajców okragłostołowo-magdalenkowych - staliśmy się obecnie niestety właśnie takim kolorowym opakowaniem, w środku pustym lub zawierającym cokolwiek cuchnącą treść. Tacy są też oczywiście rządzący i ich towarzysze. I dlatego też jesteśmy skłonni dalej głosować na PO czy też na B. Komorowskiego, od czasu do czasu bezmyślnie oddając głos na "nowy proszek, jeszcze lepszy od tego, który był jeszcze najlepszy dwa dni temu..."

Bo czyż nie jest też tak, że w swoim miejscu pracy - jeżeli mamy taką możliwość - po prostu kradniemy (np. papier do drukarki czy też czas poświęcając go na wykonywanie pracy niekoniecznie dla właściwego pracodawcy). Nie jest czasem tak, że - na miarę swoich możliwości - załatwiamy sprawy sobie i innym wykorzystując posiadane znajomości i układy. Czy nie jest czasem dla nas oczywistością otrzymywanie tzw.: "prowizji" od załatwienia jakiejś sprzedaży czy kontraktu. W skali mikro to często właśnie tolerujemy i tak się zachowujemy zazdroszcząc ludziom na "piedestale" nie władzy, ale właśnie profitów z nią związanych. Bo przecież... jakbyśmy byli na ich miejscu to tak naprawdę robilibyśmy takie same rzeczy: dobre dla nas osobiście chociaż może i ocierające się o granice prawa lub nawet korupcjogenne. A zasady służby publicznej, patriotyzm, uczciwość, postawa propaństwowca? To przecież takie absurdalne i wręcz śmieszne rzeczy... No może realizowane przez nas tylko werbalnie, w pięknych słowach a nie w pięknych czynach i postępowaniu.

W demokracji liczy się głos większości a ta większość niestety dalej będzie raczej popierała PO. Bo przecież są tacy jak ta większość: ze wszystkimi przywarami "homo sovieticus" i tolerująca (nawet poprzez brak reakcji) na co dzień działania nie zawsze zgodne z prawem, również tym moralno-etycznym.

Tak naprawdę stworzyliśmy w Polsce jakąś hybrydę, quasi demokrację, stworzyliśmy quasi państwo, państwo teoretyczne przesiąknięte hipokryzją i dalekie od standardów naprawdę demokratycznych.

Ogłupiający, wszechmocny przekaz medialny 

Zbudowanie tak chorego państwa było możliwe oczywiście współcześnie jedynie dzięki przede wszystkim mediom, które w większości w Polsce są de facto mediami rządowymi . Wielu już pisało (ja też) o tym, że źródłem owej medialnej degrengolady jest szeroko pojmowana "michnikowszczyzna" w znaczeniu jakie nadał jej  Rafał Ziemkiewicz w swojej książce: "Michnikowszczyzna. Zapis choroby".

Niestety szeroko - w sensie źródła jak i sposobu przekazu - rozumiane media/zjawiska ( TV, Radio, Internet, Kino, Prasa, Film, Seriale, Imprezy masowe, Demonstracje, Zebrania modlitewne, Reklama, PR, Publicity, etc.) w sensie werbalnego i pozawerbalnego oddziaływania na zwykłego człowieka stały się już nie czwartą, ale pierwszą władzą. I to władzą potężną. Są już nie tylko źródłem informacji o otaczającym nas świecie, nie tylko przekazują wiedzę, dostarczają rozrywki oraz innych wartości, ale stały się KREATOREM zbiorowych zachowań i określonych sposobów myślenia oraz stylów życia jednostek i ich grup. Niczym „bóg” są zarówno „panem” stworzenia, jak i „panem” unicestwienia większości wszelkich osób, rzeczy, zjawisk i zdarzeń.

Oczywiście ogromne znaczenie przekazu medialnego nie jest niczym nowym. Od początków rozwoju ludzkości przekaz medialny (w rożnej formie) jest jej nieodłącznym elementem. Obok mowy bezpośredniej jest podstawowym, zbiorowym komunikatorem pomiędzy ludźmi, ich zbiorowiskami, organizacjami oraz kastami (rządzący – poddani). Przykładem mogą być starożytne Igrzyska czy tenże teatr.

Niemniej dopiero wiek XX i czas obecny jest dla przekazu medialnego okresem wcześniej niespotykanej świetności i rozwoju. Nie analizując szczegółowo, intuicyjnie możemy powiedzieć, że stało się to możliwe dzięki postępowi techniczno-technologicznemu, którego efektem jest powstanie globalnego społeczeństwa informacyjnego (również nie wnikając w szczegółowe dywagacje na temat określonego jego znaczenia).

Daje to właścicielom i dysponentom owych mediów wprost nieograniczone możliwości władania nad innymi. Daje władzę niemalże absolutną. Przekaz medialny jest bowiem najefektywniejszym instrumentem nie tylko zdobycia i utrzymania władzy politycznej, ale i materialnej oraz duchowej (emocjonalnej) nad człowiekiem. Przekaz ten decyduje też o tym jak postrzegamy świat i co oraz w jaki sposób się o nim dowiadujemy. Jak go de facto interpretujemy.

Łatwo możemy zauważyć, że tak pojmowany przekaz medialny stał  się wprost wymarzonym instrumentem manipulowania tymże człowiekiem oraz jego myśleniem, zachowaniem, doborem oraz hierarchią realizowanych w życiu wartości . Stąd tak ważnym jest różnorodność jego źródeł i wielość sposobów jego artykulacji, czyli - w ogromnym skrócie – Wolność, Odpowiedzialność, Rzetelność i Niezależność Mediów (przekazu medialnego). Czy w sensie idealnego modelu możliwe jest takowe we współczesnym świecie? Nie będę odkrywczy jeżeli powiem, że NIE!.

Ale każdy z nas indywidualnie oraz zbiorowo winien mieć możliwość i umiejętność krytycznego spojrzenia na istotę przekazu medialnego. Powinien dostrzegać jego prawdziwy charakter, ale też sytuację, w której przekaz medialny jest nośnikiem obłudy, fałszu, kłamstwa lub zawoalowanego nacisku socjotechniczno-propagandowego. A jeżeli tego nie potrafi to za niego winny to czynić np. instytucje państwowe (w tym media publiczne) lub niezależni dziennikarze.

Niestety w większości w Polsce media stały się propagandową tubą III RP. Stały się  jej bronią, ją ochraniają, ją kreują a nam przekazują informacje... które po prostu mają nas zmanipulawać.

Bezwartościowy świat medialnych kolorowych snów i prowincjonalizacja Polski

W Polsce kreowany świat przez media to miałkość i prymitywizm wartości… oraz kreowanie postaw takich, które czynią z nas, milionów Polaków bezwolne masy „wiecznie udających szczęśliwych tu i teraz”.

Może nieraz warto się zastanowić dlaczego właśnie w telewizji po raz kolejny do znudzenia leci jakiś Ferdek Kiepski, niezaradny fajtłapa i głupek pospolity zamiast serial o bezrobotnym zakładającym firmę i o jego kłopotach? Ku refleksji może też warto zastanowić się dlaczego  w serialach widzimy tylko ciągnące się problemy sercowo-rodzinne w smutnych wersjach ostatecznie? Dlaczego polskie media dołują Polaków zamiast ich promować, wydobywać z nich piękno i powab, pokazywać ludzi sukcesu? Dlaczego polskie media kreują zakompleksianie Polaków zamiast dawać im wiarę w umiejętności i możliwości?

Wielu nas zżyma się, że zamiast "wysokiej kultury" w telewizji czy innych mediach króluje miałkość, tania rozrywka i komercja. Można się zastanawiać, dlaczego,  ale czemu się dziwić? Polska rzeczywistość jest tak szara, że aż przerażająca...  Czyż można się dziwić, że Polacy uwielbiają programy dostarczające rozrywki, której nie mają - poza wielkimi aglomeracjami - na co dzień. W dużych miastach jest jakiś wybór. Zgoda. Ale wielu  żyje we Włocławku, Ustrzykach Dolnych, Kołobrzegu, Kaliszu, Zielonej Górze i innych większych lub mniejszych miastach i wsiach. Tam już "nic nie ma", "nic nie dociera"...

Nie wykształciliśmy Polski Samorządowej! Elitom (pseudoelitom, elytom) nie zależy na mądrym, wykształconym narodzie, bo trudniej nim rządzić. Miałkim elitom nie zależy na silnych samorządach bo tracą władzę. A nie-Polakom nie zależy na silnej Polsce z oczywistych względów...

Czas na odbudowę, czas na szczęście! 

Może jednak, mimo wszystko nadszedł czas na budowę Nowej Polski, może obecne wyniki wyborów i wszystko to, co działo się wokół nich a także wspomniane na początku fakty są dla nas ostrzeżeniem, niemal takim już ostatecznym dnem, od którego można „albo się odbić albo już niestety utopić ostatecznie”? Może warto dziś jednak udowodnić, że nas – jako Naród – nie można zatopić?

Taka oddolna budowa, odbudowa Polski ma dziś chyba sens głębszy niż nam się wydaje.

Jesteśmy przecież narodem dumnym i mądrym! Nie pozwalaliśmy nigdy sobą manipulować i z nas szydzić! Może teraz jeszcze tego nie widać, ale cała nasza historia to przeszło 1000 letnie Państwo Polskie. Państwo ludzi i Królów, Bohaterów i Męczenników, Ludzi Honoru! Państwo, którego nigdy nie mieli Ci wichrzyciele i piewcy Wybrańców Narodu! Tak naprawdę to my innych możemy uczyć naszej zaradności, inteligencji i pracowitości!

Dziś próbuje się z nas zrobić wyjałowioną z wszelkich wartości "rzecz" niezdolną do bycia człowiekiem! Pogrążoną w marazmie i beznadziei.  Mamy być w swojej masie łatwo sterowalnymi, zhomogenizowanymi w zakresie potrzeb zlepkami "istot cokolwiek oddychających jeszcze".

Na szczęście nie da się i nigdy nie dało się z nas - Polaków wyplenić naszej polskości, tradycji, wiary, historii. Nie udało się nikomu zniszczyć naszego narodu.

Powtórzę to, co kiedyś napisałem… Miejmy za maksymę to, co np. ja przyjmuję u siebie w działaniu: „Wszyscy wiosłujemy osobno ale i razem w jednym kierunku. Znamy cel podróży, czyli rozwój naszej Polski teraz i w przyszłości. Każdy z nas, proporcjonalnie do miejsca, w którym się znajduje, jest niezbędny w tej podróży i jest częścią osiągnięcia sukcesu, jakim jest dotarcie do jej celu”.

I w tym wszystkim bądźmy szczęśliwi… Szczęście to codzienne odczuwanie własnego istnienia”… Czyli żyjmy tak, abyśmy kładąc się do snu mogli stwierdzić: tak dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem, dałem komuś uśmiech, część siebie, coś zdziałałem dla siebie, moich bliskich i dalszych oraz Mojej Ojczyzny

Najlepszym "lekarstwem" na marazm i przygnębienie jest wiara, nadzieja i miłość... uśmiech, praca i działanie!  Najlepszym "lekarstwem" na głupotę marksizmu jest  walka z nim, walka dobrem, mądrością i miłością...

Ku zastanowieniu i pokrzepieniu…

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com