Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G. Orwell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G. Orwell. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 stycznia 2022

Dziś żyjemy w świecie orwellowskim!

George Orwell, właściwie Eric Arthur Blair (ur. 25 czerwca 1903, zm. 21 stycznia 1950) to jedna z najbardziej profetycznych postaci XX wieku. Najbardziej wizjonerskie jego książki to "Folwark zwierzęcy" a szczególnie późniejsza "Rok 1984". 

Jest teraz tzw. weekend (jak ja nie cierpię tego określenia...), więc może można znaleźć chwilę czasu na przeczytanie chociażby "Roku 1984" [1]. Naprawdę szczerze polecam, tym bardziej, że tak samo polecam obejrzenie bardzo dobrego filmu "Rok 1984. Totalitaryzm 2.0" a trudno go oglądać bez wcześniejszej znajomości treści książki. 

Chociaż w sumie... treść filmu odnosi się do czasów obecnych i warto go nawet obejrzeć nie znając wspomnianej książki, bo pokazuje w jakim to abstrakcyjnym (właśnie już orwellowskim) świecie przyszło nam dzisiaj żyć i jak łatwo zabrano nam już niemal wszystko: prawo do własnego życia, wolności, własności (też jako podstawy wolności), Boga (wiary) i rodziny oraz jak łatwo i jak w sumie szybko poddaliśmy się już kompletnemu zniewoleniu. 



Lewacko-marksistowscy totalitarni globaliści chcą nam jeszcze odebrać państwa narodowe tworząc jakiś jeden Rząd Światowy rządzący światem bez narodowych granic, własny pieniądz tworząc jakieś waluty ponadnarodowe a najlepiej jedną światową, gotówkę zamieniając ją w pieniądz jedynie elektroniczny i chcą nas zdepopulować  oraz utworzyć z nas jedną, bezkształtną masę spauperyzowanych, zatomizowanych i zniewolonych niewolników i to będących szczęśliwymi, że tymi niewolnikami są... bo przecież nadzorcy zapewnią nam szczęście i wskażą co jest dla nas bezpieczne i najlepsze, więc po co myśleć... 

Dla nich prawo naturalne już przestało istnieć. Teraz można już i zabijać na żądanie dzieci nienarodzone, dokonywać eutanazji na żądanie, zmieniać płeć w każdej chwili życia, wychowywać dzieci w parach jednopłciowych. Pierwotne znaczenia słów już nie obowiązują i jest ich relatywizowanie, przy czym słuszne jest już jedynie to, co nasi obecni właściciele za takowe uznają. 

Piszę ogólnie "o nas", bo odnoszę się do ogółu ludzkości, choć ten zniewalający nas proces jest na szczęście jednak zróżnicowany w zależności od określonego kraju lub terytoriów geograficznych. 

Niemal już całkowicie orwellowski, totalitarno-komunistyczny system panuje w Chinach, gdzie mamy już do czynienia z wprowadzeniem indeksacji społecznej, czyli wprowadzeniem punktacji przydatności do społecznego życia poszczególnych ludzi. O przydzielaniu tych punktów oczywiście decyduje wszechwiedząca władza (orwellowskie Ministerstwo Prawdy). Totalne zniewolenie, ale czy już tego powoli się nie wprowadza w Europie, USA i na całym świecie? Idealnym argumentem indeksacji ludzi - na razie sanitarnej - stał się Cowvid-19, gdzie wcześnie wyśmiewane paszporty covidowe już funkcjonują. A to przecież preludium do dalszych działań w tym kierunku. 

Warto jednak zwrócić uwagę, że jednak ogólnie na świecie rolę "Ministerstwa Prawdy" przejęły dziś media, w tym przede wszystkim media internetowe, które mają obecnie największy wpływ na postępowanie i myślenie miliardów ludzi. Właścicielami mediów tradycyjnych (tv, prasa, radio) i mediów internetowych jest tylko niespełna piętnaście firm, w tym giganci nowych technologii nazywani Big Tech jak: Google, Apple, Facebook i Amazon. To właśnie - jak powiedziałem - te ostatnie mają dziś największy wpływ na kształtowanie świadomości i postępowania ludzi, szczególnie młodych pokoleń. 

I tych pokoleń mi żal, bo jak smutno, ale i celnie ostatnio napisał W. Łysiak: "...ludzie logują się do Internetu, a następnie do mediów społecznościowych, by poprzez relacje z innymi budować swoją emocjonalną sieć. Tym to jest istotniejsze, że Facebook z natury rzeczy bazuje właśnie na emocjonalnych, prostych reakcjach, a jego algorytmy punktują – napędzające mniejsze i większe społeczności – wyzwalające różnorakie uczucia, wpisy i zdjęcia. To tworzy globalną sieć miliardów, miliardów emocjonalnych iskier przeskakujących z jednego telefonu na drugi, z jednej aplikacji w inną. Gdyby narysować fosforyzujące linie tych reakcji uzyskalibyśmy niewyobrażalnie skomplikowaną sieć połączeń między ludzkimi myślami i emocjami (...) Ten, kto tą siecią zarządza – uzyskuje olbrzymią władzę nad ludzkością, jest w stanie kierować jej nastrojami, światopoglądem, dokonywanymi wyborami (...) Cenzura dotycząca jakiejś części poglądów (przy aprobacie dla innych, często skrajnych) wytwarza stan wspólnotowej świadomości, wymodelowany w odpowiedni sposób. Użytkownicy stają się „mrówkami”, sądzącymi, przekonanymi o swej sprawczości, a w istocie posłusznymi nakazom „inteligencji mrowiska” (...) Giganci mediów społecznościowych czują się więc pewnie i bezkarnie, wbijając do łebków swoim „mrówkom” zbiorowy implant świadomościowy…" [2].

Niby nie są to jakieś odkrywcze stwierdzenia, ale to raczej my - średnie i starsze pokolenie - jesteśmy w stanie to zauważyć a niestety w swojej masie (oczywiście są wyjątki) młodzi ludzie już tego nie widzą. Dla nich smartfon i media społecznościowe są codziennością i bez nich już nie są w stanie funkcjonować. Nie zauważają więc, że są zbiorowo manipulowani i zniewalani. Nie są już w stanie myśleć jednostkowo i krytycznie a tylko już stadnie... tak jak jest to modelowane przez już ich medialnych nadzorców i właścicieli. 

Wierzę jednak, że kiedyś w końcu to musi "pęknąć". Historia nas uczy, że wszelkie totalitaryzmy w końcu zawsze upadały. Tak było z Cesarstwem Rzymskim, tak było z III Rzeszą i ZSRR. Ludzkość, ale chyba tak naprawdę ostatecznie Bóg nie pozwoli nam na ostateczny upadek. Musimy jednak indywidualnie Mu pomóc, walcząc głośno o naszą wolność, własność i nasze życie.




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 814. Paypal: paypal.me/kjahog

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Szczepionkowy zniewalający terror?

Całkiem niedawno pisałem: 

"Spełniają się najgorsze wizje, których jeszcze niedawno nie byliśmy w stanie sobie wyobrazić. G. Orwell w pełnej krasie. 

Polska, obok takich krajów jak: Bułgaria, Czechy, Dania, Niemcy, Grecja i Chorwacja podjęła decyzję o połączeniu się z unijnym systemem informatycznym weryfikującym certyfikaty COVID i rozpoczęło ich wydawanie. Czyli ziściły się przepowiednie pesymistów, że zaczniemy segregować ludzi ze względów sanitarnych i będziemy wydawać tzw. paszporty szczepionkowe pozwalające na bycie obywatelem lepszej kategorii w przypadku, gdy się zaszczepimy na koronawirusa. To już niemal wprowadzamy system punktacji ludzi obowiązujący w postkomunistycznych Chinach. 

Do tego będziemy szczepili przeciwko COVID-19 dzieci i młodzież w wieku 12–15 lat, co wydaje się jakimś kuriozum w przypadku, gdy szczepionki nie są jeszcze dostatecznie zbadane klinicznie. Są i głosy zachęcające do szczepień jeszcze młodszych naszych dzieci. 

O co tu do cholery chodzi? Przepraszam za emocje, ale nie rozumiem postawy naszych władz. Czyżby naprawdę pieniądze płynące z lobbingu przez koncerny farmaceutyczne były aż tak duże, że nie są oni w stanie się im oprzeć? Czy może tak są ogłupiali, że przyjmują wszystko, co wymyśli WHO, Europejska Agencja Leków (EMA), UE a może li tylko koncerny farmaceutyczne? 

Sanitarna segregacja ludzi  jest antykonstytucyjna w obliczu też antykonstytucyjnego eksperymentu medycznego w postaci szczepionek na koronawirusa. Od zawsze było bowiem tak, że nad szczepionkami pracowało się minimum 5 lat (średnio 7-8 lat) a teraz nagle okazało się, że po roku już koncerny farmaceutyczne opracowały szczepionkę na obecny wirus. Tak więc tak naprawdę masowe szczepienia są częścią badań klinicznych nad szczepionkami a my wszyscy jesteśmy "doświadczalnymi myszami lub królikami". I do tego jeszcze mają być szczepione dzieci - koszmar, na który społeczeństwa nie powinny się godzić, tak samo jak na segregację ludzi. 

Oprzytomniejemy w końcu? 

P.S.
Nie namawiam nikogo do rezygnacji ze szczepienia, ale proszę tylko o racjonalne myślenie. Nie może być tak, że zaszczepieni mają być ludźmi wyższej kategorii, no i musimy chronić nasze dzieci [1]".

Teraz okazuje się, że pomysły dziwnych ludzi w Polsce jak profesora Włodzimierza Guta, członka Rady Naukowej Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny sięgają jeszcze dalej: chce karać finansowo ludzi, którzy nie chcą się szczepić. Powiedział to wprost: "Najbardziej dotkliwe zawsze są konsekwencje finansowe. Myślę, że w tym przypadku kara finansowa byłaby trafnym rozwiązaniem" [2]. Na pytanie czy należałoby zakazać chodzenia do restauracji osobom niezaszczepionym raczył odpowiedzieć: "Uważam, że nie wszyscy muszą chodzić do restauracji. Jeśli ktoś stanął okoniem i nie chce się szczepić, nie musi również spożywać posiłku w restauracji. Nie jesteś zaszczepiony? Nie musisz chodzić do knajpy" [2]. Dodał też: "Na początku epidemii mówiono, że 60 proc. Jednak od kiedy wybuchła epidemia, mówiłem, że aby osiągnąć odporność zbiorową, 85 proc. społeczeństwa musi się zaszczepić [3].

Naprawdę im się już wszystko miesza w tych głowach albo po prostu realizują politykę tych, którzy im płacą a więc globalistów różnej maści. Jak można w demokratycznym kraju mówić takie bzdury, antykonstytucyjnie (nikt nie ma prawa do narzucenia obowiązkowego eksperymentu medycznego) ograniczające wolność jednostki? 

Wolność jest podstawą funkcjonowania wolnych społeczeństw. Jej ograniczanie winno być a'priori wykluczane prawnie. Polskie prawo daje nam takie możliwości i to pomimo, że i tak jest ułomne. Nigdy nie powinno być penalizowane nienoszenie maseczek, tak jak nie ma żadnych podstaw prawnych, żeby narzucić nam obowiązek szczepień na obecnego koronawirusa a tym bardziej karać nas finansowo za uchylanie się od nich. To decyzja każdego z nas i nie możemy pozwolić na takie nas ubezwłasnowolnianie. 

Już kiedyś pisałem, że G. Orwell przewraca się ze śmiechu w grobie. To, co sobie spisał w swojej książce "Rok 1984" teraz na świecie ziszcza  się w jeszcze ostrzejszej formie. Powoli dochodzimy do absurdu, ale to my tak uważamy (albo ja i inni podobnie myślący), bo nas jest mniejszość. Większość ludzi już została tak rozmiękczona, że przestała myśleć racjonalnie i zachowywać się w logiczny sposób. Została po prostu pozbawiona instynktu samozachowawczego. Ich już kształtuje tylko inżynieria społeczna - perswazyjna propaganda, którym się bezwolnie poddają. Szczepionkowy, obecny terror przez właśnie ich odbierany jest jako działanie na ich korzyść. I tego właśnie chcieli nadzorcy tego świata - aby rzeczy dla nas bardzo złe były przez nas postrzegane jako dobre. To kwintesencja naszej reakcji, jaką sobie życzyli od lat.

Jest jednak jakiś mały promyk nadziei w tym szaleństwie. Coraz więcej ludzi zaczyna się budzić i buntować, i może to jest nasza szansa na zwycięstwo człowieczeństwa? Musimy powrócić do korzeni, też naszej wiary, bo tylko Bóg jest w stanie nam dzisiaj pomóc, z tym, że my musimy i pomóc Jemu. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... © Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 2 grudnia 2016

Orwellowskie równiejsze "świnie" III RP.

George Orwell: "Folwark Zwierzęcy" (fragmenty: całość - 1):

---------------------

"...Po wysłuchaniu mowy Majora co bardziej inteligentne zwierzęta całkowicie zmieniły poglądy. Wprawdzie nie wiedziały, kiedy wybuchnie zapowiedziane przezeń powstanie, nie miały powodów do przypuszczeń, iż dożyją tego dnia, jednak doskonale rozumiały, że ich obowiązkiem jest przygotowywanie rebelii.
Wyjaśnianiem wszystkich spraw i organizowaniem zwierząt zajęły się oczywiście świnie, uważane ogólnie za najmądrzejsze. Ich stadku przewodziły dwa młode samce, Snowball i Napoleon, które pan Jones hodował na sprzedaż. Napoleon był sporym knurem rasy Berkshire o dzikim wyglądzie, jedynym z tej rasy na folwarku; choć nie był zeń najlepszy mówca, znano go z tego, że potrafi postawić na swoim. Snowball był bardziej ruchliwy, bardziej wygadany i bystrzejszy, jednak nie posiadał, jak sądzono, tak silnego charakteru jak tamten. Pozostałe samce były tucznikami. Najlepiej znano wśród nich Squealera, niewielkie grube prosię o nadzwyczaj okrągłych policzkach, mrugających oczkach, szybkich ruchach i przenikliwym głosie. Miał dar wymowy, a gdy roztrząsał jakiś trudny problem, zwykle kiwał się z boku na bok, merdając ogonkiem, co jakoś bardzo przekonywało doń słuchaczy. Mawiano o Squealerze, że czarne potrafi uczynić białym.
Ci trzej opracowali nauki starego Majora w spójny system myślowy, który nazwali Animalizmem.
(...)
Świnie oznajmiły, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy nauczyły się czytać i pisać ze starego podręcznika ortografii, który należał niegdyś do dzieci pana Jonesa i został wyrzucony na śmietnik. Napoleon posłał po garnki z czarną i białą farbą, a potem poprowadził zwierzęta ku pięciobelkowej bramie wychodzącej na drogę. Snowball (jako że właśnie on pisał najlepiej) ujął pędzel między kłykcie przedniej racicy, zamalował znajdujący się na szczycie napis FOLWARK DWORSKI i wpisał w tym miejscu: FOLWARK ZWIERZĘCY. Odtąd miała obowiązywać nowa nazwa. Dokonawszy zmiany zwierzęta powróciły na podwórze; Snowball i Napoleon polecili przynieść drabinę, którą przystawiono do ściany wielkiej stodoły. Knury wyjaśniły, że dzięki trzymiesięcznym studiom udało się im ująć zasady Animalizmu w Siedmiu Przykazaniach. Owych Siedem Przykazań zostanie wypisane na ścianie; mają one stanowić niezmienne prawo, któremu będą podlegać wszyscy mieszkańcy Folwarku Zwierzęcego. Z pewnym trudem (świni bowiem niełatwo utrzymać równowagę na drabinie) Snowball wspiął się na szczyt i przystąpił do pracy, w której pomagał mu stojący kilka szczebli niżej Squealer, trzymający garnek z farbą. Przykazania wypisano na smołowanej ścianie stodoły wielkimi, białymi literami, tak by były dobrze widoczne z odległości trzydziestu metrów. A oto ich treść:
SIEDEM PRZYKAZAŃ

1. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem.

2. Wszystko, co chodzi na czterech nogach lub ma skrzydła, jest przyjacielem.

3. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania.

4. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku.

5. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu.

6. Żadne zwierzę nie zabije innego.

7. Wszystkie zwierzęta są równe.
(...)

Czy jesteście zupełnie przekonani, że nie chcecie powrotu Jonesa?
I znów na takie dictum nikt nie znalazł odpowiedzi. Oczywiście zwierzęta nie chciały powrotu Jonesa i jeśli niedzielne zebrania miałyby spowodować ów powrót, nie ulegało wątpliwości, iż należy je skasować. Boxer, który zdążył już wszystko przemyśleć, dał wyraz ogólnemu uczuciu, oświadczając: "Jeśli tak mówi towarzysz Napoleon, musi to być słuszne". Odtąd maksymę: "będę pracować jeszcze więcej" uzupełnił inną: "Napoleon ma zawsze rację".
(...)

Wreszcie rozległo się przeraźliwe ujadanie psów i przenikliwe pianie czarnego kogucika, a na podwórzu, w otoczeniu psiej eskorty, ukazał się sam Napoleon, majestatycznie wyprostowany, ciskając wokół wyniosłe spojrzenia. W racicy trzymał bat.
Zapadła śmiertelna cisza. Osłupiałe i przerażone zwierzęta zbiły się w gromadkę, łypiąc na długi rząd świń stąpających powoli dookoła podwórza. Wydawało się, że świat stanął na głowie. Potem, kiedy minął pierwszy szok, przyszła chwila, gdy wbrew wszystkiemu - wbrew trwodze, jaką wzbudzały psy, wbrew przyzwyczajeniu nabytemu w ciągu długich lat, by nigdy na nic nie narzekać i niczego nie krytykować - zwierzęta zdobyłyby się może na protest. W tej samej jednak chwili owce, jak na komendę, zaczęły przeraźliwie beczeć:
- Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej! Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej! Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej!
Koncert ten trwał bitych pięć minut. Kiedy zaś owce się uspokoiły, przepadła jakakolwiek sposobność wniesienia sprzeciwu, albowiem świnie zdążyły już zniknąć w domu.
Benjamin poczuł, że czyjś nos muska go po grzbiecie. Obejrzał się. Była to Clover. Jej stare oczy zasnuły się mgłą jeszcze bardziej niż zwykle. Nie mówiąc ani słowa pociągnęła go lekko za grzywę i zaprowadziła pod ścianę wielkiej stodoły, na której wypisano Siedem Przykazań. Przez kilka chwil osioł i klacz patrzyli w milczeniu na smołowaną ścianę z wymalowanymi na niej białymi literami.
- Oczy mam już nie te - powiedziała wreszcie Clover. - Nawet gdy byłam młoda, nie potrafiłam przeczytać tego, co tam wypisano. Ale wydaje mi się, że ta ściana wygląda inaczej niż ongiś. Czy nasze Przykazania są te same, co dawniej, Benjaminie?
Po raz pierwszy osioł odstąpił od swoich zasad i przeczytał Clover to, co było wypisane na ścianie. Pozostało na niej tylko jedno Przykazanie. Brzmiało ono tak:  

WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE NIEKTÓRE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNIEJSZE OD INNYCH

Potem nikogo już nie zdziwiło, że nazajutrz świnie nadzorujące prace gospodarskie trzymały w racicach baty. Nikogo też nie dziwiło, że świnie kupiły sobie radio, poczyniły starania o założenie telefonu, oraz zaprenumerowały "Johna Bulla", "Tit-Bits" i "Daiły Mirror". Nikogo nie dziwił widok Napoleona spacerującego z fajką w zębach po ogrodzie; nie, nikogo nie dziwiło nawet to, że świnie wyciągnęły z szaf ubrania pana Jonesa i nałożyły je na siebie. Sam Napoleon ukazał się w czarnym paltocie, myśliwskich bryczesach i skórzanych sztylpach, a jego ulubiona maciora paradowała we wzorzystej jedwabnej sukni, którą pani Jones wkładała w niedzielę.
(...)

Tego wieczora z domu świń dochodziły wybuchy głośnego śmiechu i odgłosy śpiewów. Nagle, na dźwięk pomieszanych głosów, zwierzęta tknęła ciekawość. Co mogło się dziać tam wewnątrz, gdzie po raz pierwszy zwierzęta i ludzie rozmawiali jak równy z równym? Wszystkie zwierzęta zaczęły skradać się jak najciszej do ogródka przed domem.
Przy furtce zatrzymały się nieco wystraszone, ale Clover dała znak, by podążyły za nią. Podeszły więc cichuteńko aż pod sam dom, a potem te, które były dość wysokie, zajrzały przez okno do pokoju stołowego. Przy długim stole siedziało sześciu gospodarzy i sześć co znamienitszych świń, a Napoleon zajmował honorowe miejsce. Świnie najwyraźniej czuły się całkiem swobodnie na swoich krzesłach. Towarzystwo grało w karty, ale akurat nastąpiła przerwa, widocznie po to, by mógł zostać spełniony toast. Wśród zebranych krążył wielki dzban, do kufli dolewano piwa. Nikt nie zauważył zdziwionych pysków zwierząt gapiących się z ogrodu.
(...)

Jeśli chodzi o wspaniałą, dobrosąsiedzką mowę pana Pilkingtona, stwierdził Napoleon, on ma tylko jedno jedyne zastrzeżenie. Otóż pan Pilkington przez cały czas mówił o "Folwarku Zwierzęcym". Oczywiście nie mógł wiedzieć - albowiem podaje się to po raz pierwszy do wiadomości - iż nazwa "Folwark Zwierzęcy" została zniesiona. Odtąd folwark ma nosić dawną nazwę: "Folwark Dworski", która to nazwa, jak sądzi, jest właściwa.
- Panowie - zakończył Napoleon - pozwólcie, iż wzniosę taki sam toast jak poprzednio, tyle że w innej formie. Napełnijcie kufle po brzegi. Panowie, oto mój toast: za pomyślność Folwarku Dworskiego!
Wybuchł tak ogromny aplauz jak chwilę wcześniej i kufle wychylono do samego dna. Jednak zwierzętom, które przyglądały się temu z ogrodu, wydało się, że oto zachodzi jakaś dziwna przemiana. Cóż takiego zmieniło się w wyglądzie świń? Clover przyglądała się starczymi, przyćmionymi oczami to jednemu ryjowi, to drugiemu. Niektóre miały po pięć podbródków, inne po cztery, jeszcze inne po trzy. Cóż takiego jakby się w nich przeobrażało i rozpływało? 


Umilkły już wesołe okrzyki, zebrani znów zasiedli do kart i podjęli przerwaną grę, a zwierzęta wycofały się cichcem. Nie uszły jednak i dwudziestu metrów, gdy naraz zatrzymały się w pół kroku. Z budynku doleciał je gwar podniesionych głosów. Pośpieszyły więc z powrotem i znów zajrzały przez okno. Tak, wewnątrz wybuchła zajadła kłótnia. Wrzeszczano na siebie, walono pięściami w stół, rzucano podejrzliwe spojrzenia, gwałtownie się zapierano. Źródłem nieporozumienia było to, iż Napoleon i pan Pilkington równocześnie zagrali asem pik. Słychać było dwanaście wściekłych głosów, a wszystkie brzmiały jednakowo. Nie było już żadnych wątpliwości, co się zmieniło w ryjach świń. Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim".



-------------------------------

Przytoczyłem powyższe dość obszerne fragmenty książki G. Orwella wytłuszczając to, co jest dla mnie najistotniejsze w sprawie tzw. legendy Solidarności, przedstawiciela elit III RP, protegowanego PO, Szanownego Pana J. Piniora podejrzewanego o korupcję w związku z zajmowanymi przez siebie funkcjami zaufania publicznego w niby już wolnej Polsce.

Służby specjalne RP - mając uzasadnione podejrzenia możliwości popełnienia przestępstwa - od kwietnia do września 2015 roku prowadziły wobec Szanownej legendy Solidarności tzw. działania operacyjne, dzięki którym uzyskano wiele materiałów dowodowych uprawdopodabniających jej działania korupcyjne, czyli branie łapówek, wziątek czy jak tam te elity III RP je nazywają. Działania były prowadzone jeszcze za rządów PO, ale nigdy nie zdecydowano się na postawienie tzw. legendzie Solidarności zarzutów ani nie usiłowano jego zatrzymania.

Jednak nowa władza postanowiła przywrócić służbom specjalnym i organom ścigania możliwość wykonywania przez nich swojej pracy zgodnie z polskim prawem oraz zgodnie z zakresem ich uprawnień, obowiązków i odpowiedzialności, a które to obejmują m.in. równe wobec prawa traktowanie obywateli Rzeczpospolitej Polskiej - niezależnie od tego, kim te osoby są, jakie funkcje pełnią i jakie zasługi są im przypisywane.

W związku z tym prokuratura - dysponując jej zdaniem wystarczającymi dowodami oraz obawiając się tzw. matactwa - wystąpiła do sądu o tymczasowy areszt wobec Szanownej tzw. legendy Solidarności oraz jej współpracowników. Jeżeli zarzuty stawiane Szanownemu Panu J. Piniorowi się potwierdzą  grozi mu kara pozbawienia wolności do lat 8.

W obronie Szanownej tzw. legendy Solidarności wystąpiły całe tabuny przedstawicieli elit III RP (PRL - bis) a wśród nich były inne legendy jak: L. Wałęsa  vel. Bolek, W. Frasyniuk. H. Wujec i wielu, wielu innych wraz z całą dzisiejszą zdradliwą opozycją w stylu Nowoczesnej, PO czy KOD. Zaczęto wylewać "pomyje" oskarżeń wobec polskich służb specjalnych, wobec prokuratorów prowadzących sprawę i oczywiście wobec całego rządu PiS (ZP) za niszczenie demokracji, prześladowanie niewinnego człowieka (jak za PRL), rewanżyzm, nienawiść czy też powrót totalitarno-komunistycznego modelu represji wobec niewinnych obywateli. Zabrakło mi tu jeszcze (a może przeoczyłem) obrony J. Piniora przez donosiciela nawet na własną narzeczoną S. Niesiołowskiego czy TW M. Boniego...

Polski sąd odrzucił wniosek prokuratury i uwolnił Szanowną tzw. legendę Solidarności od konieczności odbywania kary aresztu do czasu rozpoczęcia rozprawy sadowej. Szanowny Pan J. Pinior uśmiechnięty wyszedł z sądu wznosząc palce ułożone w znak "Victorii" i zniknął w uściskach swoich towarzyszy.

W tym wszystkim mnie najbardziej zdziwiło uzasadnienie sędziego do decyzji o nie zatrzymaniu J. Piniora:

"Owszem, podejrzanym grozi osiem lat więzienia, ale sąd musi patrzeć nie na ustawowe, lecz realne zagrożenie karą. Sąd uznał, że nawet gdyby w przyszłości doszło do skazania podejrzanych, to w realiach tej sprawy, biorąc pod uwagę, jakich osób to dotyczy, nie byłaby to kara surowa (...)" - powiedział  sędzia Brzozowski [2].

I właśnie po poznaniu tegoż uzasadnienia od razu przypomniał mi się "Folwark Zwierzęcy" G. Orwella i w myślach sparafrazowałem jedno z najbardziej znanych cytatów z tej powieści, które w mojej wersji wybrzmiało: "Wszyscy są równi wobec prawa, ale są i równiejsi, zwani "świniami" elit III RP". Oczywiście nawiązuję tu ściśle do fabuły dzieła G. Orwella oraz faktu, iż właśnie świnie - jako najmądrzejsze - przewodziły innym zwierzętom w ich folwarku. Zresztą wszystkim jest znana inteligencja świń i nie dziwię się, że G. Orwell wybrał je na liderowych bohaterów swojej prozy.

Również w nawiązaniu do wypowiedzi owego sędziego nasunęła mi się parafraza jego słów, które mogłyby być wypowiedziane, gdyby jakaś ta równiejsza "świnia III RP" popełniła np. morderstwo: "...gdyby doszło do skazania podejrzanego, to w realiach tej sprawy, biorąc pod uwagę, jakiej osoby to dotyczy, nie byłaby to kara surowa"...
Pozdrawiam

[1] https://stopsyjonizmowi.files.wordpress.com/2012/09/folwark-zwierzc499cy-george-orwell.pdf
[2] http://wpolityce.pl/polityka/317782-skandaliczne-uzasadnienie-sedziego-ws-zwolnienia-piniora-biorac-pod-uwage-jakich-osob-to-dotyczy-nie-bylaby-to-kara-surowa-iii-rp-w-pigulce

P.S.

Tak ku refleksji mój tekst pt. "Kiedyś zabiłem... Będę ministrem dla dobra Polski!" (http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/02/kiedys-zabiem-bede-ministrem-dla-dobra.html). Nie ma on bezpośredniego związku ze sprawą Pana J. Piniora, bo dotyczy całkiem innej sprawy i o innym zabarwieniu oraz całkiem odmiennej kategorii czynu. Niemniej wskazuję go ze względu na pewien sposób dokonywanej przez elity III RP relatywizacji - wydawać by się mogło - oczywistych znaczeniowo pojęć oraz tendencji do "równiejszego" traktowania "swoich".

----------------------

Wśród rzeszy urzędników państwowych  opłacanych z naszych ciężko zarobionych pieniędzy krążą TW, czyli tajni współpracownicy komunistycznych służb specjalnych.

Przemykają po sejmowych korytarzach, zostają radnymi, prezesami spółek Skarbu Państwa, kandydują na najwyższe urzędy państwowe, zostają nawet ministrami...

No cóż... a, że świat mamy teraz zwirtualizowany spotkałem wczoraj wirtualnego, nierzeczywistego mojego dawnego "znajomego" ze studiów. Chłop się trzyma. Elegancko ubrany, dobry samochód i oczywiście dobre państwowe stanowisko, dające możliwość nieograniczonej niczym kariery... aż do ministra włącznie.

Na mój widok morda mu się uśmiechnęła i zaprosił mnie na zakrapiany obiad do, a jakże, jednej z najdroższych restauracji w moim mieście.

Zawsze jest przyjemnie pogadać o swojej młodości, szalonych czasach studenckich, imprezach, egzaminach. Z chęcią więc przystałem na propozycję, pamiętając jednak żeby nie zadać mu jednego wszakże pytania: jak On w ogóle skończył te studia, skoro się nie uczył a jego wiedza ekonomiczna zawsze wprawiała mnie w dobry humor (tak to pamiętałem... studiowaliśmy ekonomię).

Nie rozpisując się zanadto: po zjedzeniu pysznego obiadku i wypiwszy kilka głębszych oraz po dłuższych wspominkach nagle wypalił.... wiesz już od studiów pracowałem dla Komuny jako TW!.

Przyparło mnie do krzesła, ale widząc, że prawdopodobnie chłop ma potrzebę wygadania się pozwoliłem mu dalej mówić. Oto co usłyszałem o tej jego współpracy....



Musiałem jakoś skończyć te cholerne studia, więc się zgodziłem. Miałem obserwować członków NZS, ale uwierz nic w sumie na nikogo nie doniosłem... no może raz cholera.... na takiego jednego, co mi ukradł dziewczynę... wywalili go, ze studiów... należało mu się,
 

Wiesz jak to jest... musiałem później dalej współpracować i coś tam pisywać do tych swoich oficerów prowadzących. Jak już raz wdepniesz w gówno to niestety.... musiałem... wiesz... ale zawsze starałem się, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Nie zawsze się to udało, czego żałuję...
 

Kiedyś doniosłem politycznie na swojego kolegę...sorry aresztowali Go i tak pobili, że zmarł w szpitalu,
 

Kiedyś coś nieopatrznie naopowiadałem mojemu oficerowi prowadzącemu na temat mojej koleżanki i stała się tragedia: - nie chciałem tego - ale Ona nie wytrzymała przesłuchania i popełniała samobójstwo... skąd mogłem wiedzieć!,
 

Innym razem znów moim oficerom prowadzącym chlapnąłem coś nieopatrznie na temat innego mojego znajomego i musiał uciekać z kraju zostawiając niepracującą żonę z dwójką dzieci... no i ona musiała wszystko sprzedać żeby z czegoś żyć. Ciężko pracowała, nie miała czasu na wychowywanie i pieniędzy na kształcenie synów. Pozbawieni ojca dorastali praktycznie sami i wyobraź sobie jaka tragedia: zostali kryminalistami, podobno zamordowali już kilka osób (są w mafii). Wiesz ja nawet chciałem jej pomóc finansowo, ale jakoś tak nie mogłem spojrzeć jej w twarz...
 

Któregoś tam roku, dawno to było doniosłem.... nie nie doniosłem!.... chlapnąłem coś, nie na trzeźwo, mojemu oficerkowi, z którym piłem o moim koledze, świetnie zapowiadającym się młodym naukowcu. Cholera to był  talent czystej wody... No i wyobraź, że Chłopcy bez mojej wiedzy sprawili, ze wyrzucono Go z Uczelni i nie mógł kontynuować pracy naukowej ...trochę się załamał... ale teraz buduje w Niemczech domy (nawet dobrze zarabia). No, ale szkoda Go mógł być znanym, światowej sławy naukowcem polskim.
 

Słuchaj! Przepraszam za to wszystko! Nie chciałem!  Byłem wtedy młody i głupi miałem rodzinę i swoje ambicje, które mogłem spełniać. Nie nie chciałem tego wszystkiego, co się stało potem.
 

Ale... ale to było dawno. Ja się zmieniłem.
 

PRZYZNAŁEM SIĘ PRZECIEŻ, ŻE BYŁEM TAJNYM WSPÓŁPRACOWNIKIEM KOMUNISTYCZNYCH SŁUŻB BEZPIECZEŃSTWA! To mało! Wiesz ile mnie to kosztowało i jaką cywilną odwagą musiałem się wykazać i ją posiadać, żeby się przyznać!
 

STAŁEM SIĘ NAPRAWDĘ DOBRYM, INNYM, NOWYM CZŁOWIEKIEM. W NOWEJ, WOLNEJ POLSCE!
 

PRZEZ TE WSZYSTKIE LATA MIAŁEM PIENIĄDZE NA KSZTAŁCENIE SIĘ ZA GRANICĄ. JESTEM NAPRAWDĘ TERAZ DOBRYM FACHOWCEM. JESTEM KOMPETENTNY I PRACOWITY.
 

Wiesz... CHCĘ BYĆ MINISTREM!


(nagle dzwoni telefon.....mój znajomy chwilę rozmawia, kończy i rozpromieniony zwraca się do mnie)


Jest, jest, jest!!! Jak fajnie. Miałem przed chwilą telefon od Donka. Niedługo nominacja! Będę ministrem dla dobra Polski i Polaków!

(... i znikł jak kamfora....)

--------------------------


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com