Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2020

"New Deal" w UK - jakbym słyszał A. Dudę i M. Morawieckiego

Prezydent A. Duda i premier M. Morawiecki od dawna mówią o konieczności równego rozwoju gospodarczego w naszym kraju. Równego dla wszystkich i we wszystkich regionach. Oprócz tego tłumaczą, że Polsce potrzebne są - oprócz lokalnych - także centralne inwestycje, które mają podnieść ekonomicznie nasz kraj do poziomu krajów wysokorozwiniętych. Mają one być kołem zamachowym dla gospodarki w czasie wychodzenia z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Chodzi o centralne inwestycje w postaci potężnego Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), Przekopu Mierzei Wiślanej, budowy Baltic Pipe i Via Baltica, nowego pływającego terminalu do odbioru gazu LNG w Gdańsku czy rozbudowy już istniejącego w Świnoujściu.

Takie podejście do tych centralnych inwestycji jawnie nazywa gigantomanią kandydat na prezydenta Polski R. Trzaskowski wskazując, że niektóre z nich są już w Berlinie więc nam nie są już potrzebne. No cóż można i tak minimalistycznie i zwijająco patrzeć na rozwój Polski, ale warto też wskazywać co chcą robić inne o wiele od nas bogatsze kraje jak np. Wielka Brytania. 

""Premier Boris Johnson zapowiedział przyspieszenie realizacji projektów infrastrukturalnych, dzięki którym Wielka Brytania wyjdzie z kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa. Jak przekonywał, to jest moment, w którym trzeba być ambitnym. "Nie możemy nadal być po prostu więźniami kryzysu. Musimy działać szybko (...) "To jest moment, aby być ambitnym i wierzyć w Wielką Brytanię" - powiedział, ogłaszając "rewolucję infrastrukturalną". Tłumaczył, że Wielka Brytania musi wykorzystać obecny moment, aby rozwiązać problemy, które zostały uwypuklone przez epidemię, przede wszystkim nierówność szans, i dlatego plany inwestycyjne muszą zostać przyspieszone. Hasłem przewodnim rządu ma być "budować, budować, budować". Inwestycje, które w szczegółach ma w przyszłym tygodniu przedstawić minister finansów Rishi Sunak, opiewają na kwotę 5 mld funtów.  Premier po raz kolejny zapewnił, że odpowiedzią na kryzys nie mogą być oszczędności, lecz większa aktywność państwa w gospodarce. Porównał swój plan do tego, który w latach 30. ubiegłego wieku realizował ówczesny prezydent USA Franklin D. Roosevelt. "New Deal", który obejmował projekty robót publicznych, pomógł Stanom Zjednoczonym wyjść z wielkiego kryzysu. "Brzmi jak olbrzymia ilość interwencji rządowej, brzmi jak New Deal. I tak to ma brzmieć, bo tego wymagają czasy" - przekonywał Johnson. Podkreślił, że rewolucja infrastrukturalna ma na celu wyrównywanie szans między poszczególnymi częściami kraju, ponieważ zbyt wiele z nich zostało "pozostawionych w tyle, zaniedbanych, niekochanych". Wskazał, że przez to wiele talentów w kraju marnuje się. Zwrócił też uwagę, że chociaż Wielka Brytania ma jedne z najlepszych uniwersytetów na świecie i jest jednym z liderów innowacji, problemem jest wcielanie tych pomysłów w życie w kraju. "Choć nie jesteśmy już militarnym supermocarstwem, możemy być naukowym supermocarstwem, ale musimy położyć kres przepaści między wynalazkiem a jego zastosowaniem. Co obecnie oznacza, że genialne brytyjskie odkrycie znika w Kalifornii i staje się amerykańską firmą wartą miliard dolarów - lub chińską. Potrzebujemy teraz nowego, dynamicznego ducha komercyjnego, aby jak najlepiej wykorzystać brytyjskie odkrycia, aby brytyjskie pomysły rozwijały nowe brytyjskie gałęzie przemysłu i tworzyły brytyjskie miejsca pracy" - mówił''' [1].

Czy słowa premiera Borisa Johnsona nie brzmią znajomo, także w zakresie zwiększania innowacyjności brytyjskiej gospodarki? Przecież niemal identycznie od dawna mówią PAD i PMM. Zresztą od jakiegoś czasu takim językiem mówią też elity unijne, które chcą przeznaczyć miliardy Euro na inwestycyjne ratowanie europejskich krajów po kryzysie pandemicznym.

Przytaczam te słowa nie bez przyczyny, bo należy wyjaśnić, że tak naprawdę w gospodarce wszystko już było, tyle tylko, że trzeba umiejętnie korzystać z dobrodziejstwa historii gospodarczej oraz umieć to robić. I myśleć ambitnie i strategicznie.

Polska jest krajem na dorobku. Ostatnie pięć lat jednak udowodniły, że fundamenty gospodarki naszego kraju są bardzo silne i należy na nich budować naszą świetność i rozwój tak, abyśmy bardzo szybko osiągnęli poziom takich gospodarek jak Niemcy czy UK.

Jest to oczywiście proces powolny, ale nie możemy sobie dziś pozwolić na bierność, musimy ambitnie rozwijać Polskę a w kryzysie popandemicznym naprawdę duże inwestycje centralne i lokalne to najlepsza droga do wzrostu i rozwoju naszego kraju. Musimy wykorzystać ten czas a nie defensywnie skazywać się na stagnację gospodarczą.

Bo przecież budowa takiego CPK to setki firm budowlanych i tysiące miejsc pracy a później znajdzie tam zatrudnienie setki tysięcy osób. Infrastrukturalne inwestycje lokalne to też setki firm i tysiące miejsc pracy.

Ponadto wymogiem współczesnych gospodarek jest postawienie na innowacyjność, co też robi obecny rząd a podkreśla prezydent A. Duda.

Taką wizję naszego kraju chce realizować prezydent A. Duda. A jaką wizję ma R. Trzaskowski?

[1] https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/7760861,rewolucja-infrastrukturalna-na-wyspach-premier-johnson-trzeba-byc-ambitnym-i-dzialac-szybko.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 10 grudnia 2019

Drugi Gazoport w Polsce tylko w Gdyni!


Wczoraj prezydent RP Andrzej Duda ogłosił, że Polska ma wybudować drugi gazoport w Polsce podając prawdopodobną jego lokalizację w Gdańsku lub w Gdyni.

Ta zapowiedź cieszy, bowiem niedługo kończy się niekorzystna dla naszego kraju umowa na dostawy gazu z Rosji i jej Gazpromu. Najprawdopodobniej PGNiG podpisze kolejną umowę, ale korzystną dla nas i bardzo zmniejszającą zapotrzebowanie na gaz z Rosji.

W tej sytuacji potrzebne są nam alternatywne dostawy tegoż gazu. Już funkcjonuje gazoport w Świnoujściu i planowane jest zbudowanie gazociągu Baltic Pipe.

Gazociąg Baltic Pipe, który ma powstać do 2022/2023 roku mógłby dostarczać do Polski rocznie maksymalnie do 10 mld metrów sześciennych gazu z Norwegii - początkowo 2,5 do 3 mld metrów sześciennych. Na Norweskim Szelfie Kontynentalnym spółka PGNiG Upstream Norway posiada udziały w 26 koncesjach poszukiwawczych i wydobywczych i gaz z Norwegii wraz z innymi źródłami i przy docelowym wydobyciu zapewniłby całkowite pokrycie zapotrzebowania Polski na gaz -  nawet w sytuacji, gdyby jego transport z Rosji został całkowicie wstrzymany.

Polska rocznie zużywa około 15 mld metrów sześciennych gazu, z czego jedna trzecia jest wydobywana w kraju. Kolejną jedną trzecią możemy sprowadzić drogą morską do terminala gazowego LNG w Świnoujściu. W przyszłości gazoport ten ma zostać rozbudowany - jego przepustowość zwiększy się do 7,5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Docelowo potencjał gazociągu Baltic Pipe i gazoportu razem z wydobyciem krajowym dawałyby więc możliwość pozyskania około 22,5 mld metrów sześciennych. Przy pełnym wykorzystaniu tych zdolności Polska mogłaby nie tylko całkowicie zaspokoić swoje potrzeby, ale też część gazu odsprzedawać sąsiadom.

A już gdy powstanie drugi gazoport o prawdopodobnej przepustowości 7,5 mld metrów sześciennych gazu to - jak mówił prezydent - Polska stanie się "hubem" gazowym w tej części Europy a jej możliwości eksportowe wyniosą około 15 mld metrów sześciennych gazu i naprawdę takim "hubem" moglibyśmy zostać, przy czym - co jest bardzo ważne! - proponowałbym jednak z różnych względów budowę nowego terminala na terenie Gdyni! Lokalizacja ta jest najlepsza przede wszystkim pod względem historyczno - politycznym, bowiem w sumie nakłady finansowe będą takie same jakbyśmy terminal budowali w Gdańsku. 

W tym kontekście warto wskazać, że Niemcy dużo inwestują w Polsce, tyle tylko, że około 75-80% tych inwestycji umiejscawiają na terenach, które przed II WŚ należały do Niemiec, a które po wojnie odzyskaliśmy jako od dawna polskie. Chyba to nie jest przypadek? Nieprawdaż? A jeżeli jeszcze dodamy do tego fakt, że Niemcy często posługują się (nawet w szkołach) mapą przedwojennych granic Niemiec, to lokalizacja gdyńska staje się oczywista. Przypomnijmy sobie dlaczego przed wojną Polska zbudowała niemal od zera Gdynię.

Być może przesadzam, ale lepiej "dmuchać na zimne" niż się sparzyć a już w Świnoujściu jest jeden terminal, więc nic nie szkodzi, żeby dla naszego dobra drugi powstał w Gdyni.

Niezależnie jednak od powyższych wątpliwości to powoli acz systematycznie zaczynamy wykorzystywać swoje geostrategiczne możliwości. Terminale gazowe, gazociągi, Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej to przedsięwzięcia na miarę naszego kraju: mamy świetną lokalizację, dużą powierzchnię, jesteśmy ludnym narodem, posiadamy ogromne złoża bogactw naturalnych... Niestety niemal 30 lat tzw. III RP nie zrobiono w tym względzie nic a dodatkowo "chłopcy" rozsprzedali nasz majątek na potęgę. Teraz musimy do nadrabiać.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 27 czerwca 2019

Na co zwracać uwagę biorąc kredyt.

Najlepiej żadnego kredytu nie brać, wtedy nie jesteśmy w żaden sposób ubezwłasnowolnieni finansowo i swobodnie możemy decydować o naszym życiu. Jesteśmy zdolni do asertywności, nawet wobec własnego pracodawcy, który wiedząc, że nie jesteśmy zadłużeni nie ma żadnych argumentów, by nas w pracy obarczać nadobowiązkami i grozić utratą pracy.

Ale niestety w większości kredyt jest jednak konieczny. Bierzemy mieszkanie na kredyt hipoteczny, samochód i inne dobra też z reguły są obciążeniem kredytowym. Nieraz też zdarzają się chwilowe kłopoty z niewystarczającymi środkami finansowymi pozwalającymi na płynność finansową naszego gospodarstwa domowego i decydujemy się na tzw. chwilówki.

No cóż. Dzisiaj pieniądz rządzi światem, choć jestem daleki od aprobaty takiego stanu rzeczy.

Na co więc zwracać uwagę biorąc kredyt?

Po pierwsze.

Winniśmy unikać wszelkiego rodzaju firm pożyczkowych a skupić się na kredycie z banku. Musimy jednak mieć w takim przypadku tzw. zdolność kredytową, którą ocenia sam konkretny bank. Firmy pożyczkowe nieraz mają kilkukrotnie większe oprocentowanie pożyczek niż banki. Poza tym oferują pożyczki na krótki termin, po którym nie jesteśmy w stanie ich spłacić, więc bierzemy kolejną na spłatę poprzedniej. I popadamy w tzw. spiralę ciągłego zadłużenia. Zdarza się też, że płacimy firmom pożyczkowym kilkukrotnie więcej niż wyjściowa suma na jaką wzięliśmy pożyczkę. Nie ma co ulegać reklamom tych firm mówiącą o zerowym oprocentowaniu. To tylko chwyt reklamowy bowiem ten, który bierze taką chwilówkę i tak jej nie będzie w stanie spłacić.

Po drugie.

Zawsze trzeba brać po uwagę nie tylko same oprocentowanie kredytu, ale tzw. Roczną Rzeczywistą Stopę Oprocentowania (RRSO). Ona odzwierciedla naprawdę faktyczne koszty naszej pożyczki czy kredytu. Obejmuje wszystkie koszty włącznie z prowizjami banków i innych kosztach dodatkowych. To jest najważniejsza dla nas informacja i tym winniśmy się kierować biorąc jakikolwiek kredyt, bo zdarza się, że bank mówi o małym oprocentowaniu, ale koszty jego zaciągnięcia są na tyle wysokie, że RRSO przewyższa same oprocentowanie. Niestety informacja o RRSO jest najczęściej w umowie czy reklamie piana małym druczkiem i szczególnie osoby starsze często ulegają li tylko wielkością oprocentowania samego kredytu.

Po trzecie.

Ważną informacją jest też to, czy dany kredyt ma stałe czy zmienne oprocentowanie. Stałe znaczy nic innego, jak oprocentowanie w dniu wzięcia kredytu a zmienne może być ruchome w zależności od wielu czynników, m.i. inflacji. Obecnie nasza gospodarka jest w dobrej kondycji finansowej, więc najlepiej brać kredyt ze stałym oprocentowaniem bo ograniczamy ryzyko np. zwiększenia inflacji a tym samym oprocentowania naszych pożyczek i kredytów.

Po czwarte.

Istotną rzeczą jest też okres, na który bierzemy kredyt. Im dłuższy okres tym poniesiemy na jego spłatę większą ilość gotówki. Najgorzej jest z kredytami hipotecznymi. To są kredyty na 30 a nawet więcej lat i przez ten okres musimy go regularnie spłacać, bo możemy stracić mieszkanie. Jest to w dniu codziennym strasznie męczące i stale jesteśmy spięci. Wiem coś o tym, bo sam taki kredyt miałem, ale udało mi się go spłacić po 6 latach i wtedy wreszcie odetchnąłem głęboko ciesząc się życiem bez zadłużenia, bo takie życie jest prawdziwym życiem bez stresów.

Po piąte.

Przed podpisaniem umowy o kredyt zawsze winniśmy ją wpierw przeczytać w całości i jeżeli są jakieś nieścisłości lub czegoś nie rozumiemy to pracownik instytucji finansowej ma obowiązek szczegółowego ich wyjaśnienia. Należy czytać wszystko, nawet te akapity, które są pisane małym druczkiem a może właśnie szczególnie te akapity, bo tam kryją się często informacje niewygodne dla banków lub instytucji pożyczkowych. Jeżeli już podpiszemy umowę to jakiekolwiek późniejsze tłumaczenia, że czegoś się nie wiedziało nie mają żadnego sensu, bo tą umowę podpisaliśmy i koniec tematu.

Po szóste.

Nie możemy nigdy dopuścić do sytuacji sprali kredytowej, tzn. brania kredytu na spłatę poprzedniego. Jest to niedopuszczalne, bo konsekwencją tego jest zrujnowane nasze życie, utarta naszych dóbr (np. mieszkania) a nawet kary więzienia.

Po siódme.

Jeżeli posiadamy jednak nadmiar gotówki (co jest szczęściem bardzo niewielu z nas) to odradzam jej zainwestowanie w tzw. funduszach inwestycyjno-ubezpieczoniowych, np. w tak zwane polisolokaty. Nie ma to najmniejszego sensu bowiem nie będziemy mieli możliwości odzyskania kapitału w każdej chwili a jak jednak się uprzemy to ta gotówka może nam być wydane w kwocie mniejszej niż zainwestowaliśmy. Wolne środki finansowe należy inwestować na zasadzie dywersyfikacji, tzn. w różnych segmentach rynku finansowego: giełdy papierów wartościowych, obligacje rządowe lub konkretnych przedsiębiorstw, lokaty bankowe, nieruchomości, metale szlachetne (złoto, platyna, srebro).

Po ósme.

Jeszcze raz powtarzam, że należy tak żyć, żeby nie trzeba było brać kredytów, chociaż banki w reklamach nachalnie nam to zalecają. Nie ulegajmy im. Lepiej żyć trochę biedniej niż być ubezwłasnowolnionych kredytem. Nie musimy kupować nowego samochodu na kredyt, mieszkanie można wynająć, choć to też jest uciążliwe. Konsumpcja winna być taka na jaką na stać bez kredytu. I nieważne jest, że sąsiad kupił sobie nowy zakrzywiony telewizor LED albo nową brykę, którą pewnie też zakupił w kredycie. Bądźmy wolnymi ludźmi.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła na bloggerze: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ i e-mailową informacją o tym fakcie. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 21 października 2016

Polsko-chiński lub chińsko-polski majstersztyk!

Wizyta prezydenta A. Dudy w Chinach w listopadzie ubiegłego roku była niesamowitym i niestety niedocenianym sukcesem (ściekowe media skupiły się jedynie na zaprezentowaniu i wyśmianiu "poślizgu" prezydenta podczas zwiedzania Muru Chińskiego). Tak naprawdę ta wizyta niejako zakończyła się w czerwcu br., kiedy z rewizytą do Polski przybył prezydent Chin (przewodniczący ChRL) Xi Jinping.

Chiny są drugim mocarstwem gospodarczym na świecie, po USA. Dla Stanów są największą konkurencją i Amerykanie najchętniej pozbyliby się Chin... do czego w sumie - wedle wielu analityków - dążą przygotowując się do wojny. Jednak mają wielki problem ponieważ Chiny przez lata sprytnie zadłużali u siebie USA i dziś są bodajże ich największym zewnętrznym wierzycielem (na około 4,5 - 5,0 biliona USD długu zagranicznego USA zadłużenie wobec Chin wynosi około 1,1 - 1,4 biliona USD - średnio około 30% całości długu zagranicznego USA - sic!). 

Wracając do wspomnianych wizyt. Zarówno spotkanie listopadowe w Chinach jak i czerwcowe w Polsce  dotyczyło przede wszystkim  wzajemnej współpracy gospodarczej obu państw. Odbyło się szereg bezpośrednich spotkań przedstawicieli biznesu polskiego i chińskiego,  podpisano wiele umów (w Polsce - 11), także rangi państwowej. Tak naprawdę obydwa spotkania rozpoczęły nowy etap we wzajemnych stosunkach polsko-chińskich. Według wielu (do nich się zaliczam) to swoiste "nowe otwarcie"  dające szansę obu stronom: Polsce - bycia centralnym europejskim partnerem Chin (chińską "bazą" gospodarczą), Chinom zaś utworzenie centrum biznesowej i efektywnej ekonomicznie (zyskownej) ekspansji gospodarczej w Europie. O polskich korzyściach nawet nie ma co się rozpisywać - będą ogromne. Chiny też dużo zyskują na tej współpracy. Polska jest w centrum Europy i jest jednym z największych i najludniejszych w UE a do tego tańszym i Chińczykom nie grozi przejęcie ich przez koncerny np. niemieckie czy amerykańskie...

Oczywiście oba spotkania miały też wymiar polityczny i wymagały z naszej strony niezwykłej sprawności, nie tylko organizacyjnej. Współpraca bowiem z krajami azjatyckimi (a już z Chinami w szczególności) jest specyficzna, oparta na wzajemnym szacunku i poszanowaniu oraz obwarowana wieloma gestami, natury nawet odpowiedniej gestykulacji czy sposobu werbalnej artykulacji słów.  Nasza para prezydencka zyskała dużą sympatię strony chińskiej, co jest naprawdę bardzo ważne i "tworzące" dobrą atmosferę rozmów biznesowych i ogólnie w naszej współpracy z Chinami.

Nie można też zapominać, że podczas listopadowej wizyty prezydenta Polski w Chinach odbyło się Forum (szczyt): Chiny - kraje Europy Środkowo-Wschodniej - kraje powstałe po rozpadzie Jugosławii (16+1). Tylko w przypadku polskiej delegacji jej przewodniczącym była głowa państwa. To też był jeden z tych ważnych "gestów" docenionych mocno przez stronę chińską (nasz prezydent spotkał się z trzema najważniejszymi osobami w Chinach: prezydentem Xi Jinpingiem, premierem Li Keqiangiem i przewodniczącym Parlamentu Zhang Dejiangiem).

Ale tak naprawdę tytułowym chińsko-polskim majstersztykiem jest planowana i niemal już zatwierdzona budowa tzw. "Jednego Pasa i Jednego Szlaku" zwanego też Jedwabnym Szlakiem oraz udział Polski w  Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych - AIIB. W Polsce ma znajdować się europejskie centrum (wielki port) przeładunkowe Jedwabnego Szlaku, prawdopodobnie w Małaszewiczach na granicy z Białorusią.

Warto w tym kontekście obejrzeć chiński film promocyjny Jedwabnego Szlaku (funkcjonuje od niemal roku  a powstał po wizycie prezydenta A. Dudy w Chinach).



https://youtu.be/8sUG8IFcm2o


Partnerstwo strategiczne zawarte przez Polskę z Chinami jest naprawdę dużym sukcesem. Polska po raz pierwszy od 1989 roku ma alternatywę zarówno polityczną jak i finansową. Powtórzę - mamy być europejskim centrum dystrybucyjnym Jedwabnego Szlaku i tym samym potencjalnie zyskujemy ogromne znaczenie, wreszcie podmiotowe a nie przedmiotowe a udział w AIIB daje nam dostęp do bardzo dużych środków finansowych.

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie strategiczna umowa Polski z Chinami to Szczyt NATO w Warszawie mógłby się skończyć fiaskiem, zarówno frekwencyjnym jak i w obszarze decyzyjnym. Jestem pewny, że - mimo artykułowanym od dawna przez Chiny ich planom wobec Polski - zaskoczyliśmy USA, zarówno wizytą A. Dudy w Chinach jak i - może jeszcze bardziej - wizytą prezydenta Chin w Polsce tuż przed szczytem NATO w Warszawie i głosowaniem ws. Brexitu w UK. Jestem pewny, że ten termin był wyznaczony celowo. USA stanęły przed dylematem: ulec lewactwu i zignorować Szczyt NATO a tym samym stracić Polskę na rzecz Chin czy jednak zatrzymać Polskę i dać jej to, co chce. Wygrał pragmatyzm i interesy amerykańskie.

Tym niemniej dalej mamy alternatywę i to jest coś, co uważam za jedno z największych osiągnięć prezydenta. A. Dudy. Przestaliśmy po prostu być zależni i być zdani tylko na USA i UE. Tym też tłumaczę - ja na razie - brak jakiegokolwiek ataku finansowo-gospodarczego na Polskę w stylu G. Sorosa i jego pracodawców z kręgu Rothschildów i im podobnych. Mamy bowiem od kogo otrzymać wsparcie finansowe w razie takiego ataku... od Chin... Poza tym Polska rzeczywiście może teraz niejako stawiać warunki i w krótkim czasie (historycznie) znacznie się wzbogacić w szerokim tego słowa znaczeniu ilościowym i jakościowym  (PKB per capita, PNN per capita, sam PKB i jego wzrost, wzrost zamożności społeczeństwa, niższe bezrobocie, rozwój gospodarczy, wzrost akumulacji i też wydatków - wzrost efektywnego popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, know-how, wzrost innowacyjności gospodarczej, itd).

Sytuacja geopolityczna zmienia się i cały czas ewaluuje. Jesteśmy świadkami przyspieszenia wielu zdarzeń politycznych i gospodarczych. Nastroje w Europie są coraz bardziej antyunijne a Chiny i kraje BRICS stają się zagrożeniem przede wszystkim dla USA. Polski rząd i prezydent naprawdę "zagrali" dość ostro podpisując umowy dwustronne z Chińczykami w sprawie Jedwabnego Szlaku i udziału w chińskim banku inwestycyjnym (udziale deklarowanym po zwycięstwie A. Dudy pod koniec rządów PO - w czerwcu, lipcu 2015 roku a dopracowanym, potwierdzonym i podpisanym już przez nowy rząd - *: patrz P.S.) przy jednoczesnym podpisaniu wielu umów dwustronnych podczas czerwcowej wizyty Prezydenta Chin. I znów muszę powtórzyć: Jedwabny Szlak i ostateczne przyłączenie się do AIIB to jest naprawdę geopolityczny majstersztyk.

Sądzę też, że nagły przypływ inwestycji zagranicznych do Polski jest też w znacznym stopniu efektem owego polsko-chińskiego zbliżenia i podpisanych umów oraz podjętych decyzji. Niemiecki Mercedes czy też  japońska Toyota nie inwestują w sposób przypadkowy i o ile w przypadku Mercedesa możemy mieć pewne wątpliwości dotyczące charakteru inwestycji (czy tylko niższe koszty pracy) to już w przypadku Toyoty możemy mówić o pełnym sukcesie, bowiem powstanie też japońsko-polskie europejskie centrum badawcze Toyoty. Obie inwestycje przyciągają kolejne (podobne już szykują się Amerykanie).

Strategiczna ścisła współpraca polsko-chińska zaczyna przynosić pozytywne dla Polski efekty. Obyśmy tylko nie zmarnowali swojej szansy!


*P.S. (dopisek z dnia 23.10.2016 godz. 09:10
Jeden z komentatorów (OBŁOK - salon24) zwrócił mi uwagę, iż porozumienie AIIB zostało podpisane jeszcze przez  rząd PO-PSL pod koniec ich rządów. Po sprawdzeniu faktycznie tak było tym niemniej sądzę, iż było to działanie wpisujące się w kampanię wyborczą PO, choć czasu na podpisanie było wcześniej dość dużo. Komentator OBŁOK wskazał na następujące kalendarium: "Rząd Kopaczki wyraził zgodę na podpisanie umowy o przystąpieniu do AIIB 5 sierpnia 2015. Ambasador Gajewski podpisał umowę 9 października 2015. Rada Ministrów pod kierownictwem premier Beaty Szydło została powołana i zaprzysiężona przez Dudę 16 listopada".  Nie zmieniam jednak pierwotnego tekstu wskazując w nim odniesienie do tego P.S., ale faktycznie niedokładnie sprawdziłem fakty i jest to jedyny taki przypadek w moim powyższym tekście i w ogóle od początku pisania przeze mnie bloga, t.j. od 2008 roku. Sądzę, iż owo niedopatrzenie sprawiające wrażenie przekłamania (naprawdę przeze mnie nie zamierzone) nie dyskredytuje jednak całego tekstu i jego wymowy. Jeżeli jednak komentator OBŁOK poczuł się urażony to wywołanie takiego stanu nie było moim zamiarem i przepraszam a poza tym i tak wszystko odbyło się już po wyborach prezydenckich, w których wygrał A. Duda i było wielce prawdopodobne, że wygra też PiS... choć nikt się nie spodziewał, iż do sejmu nie dostanie się lewica i tym samym PiS (ZP) będzie mógł utworzyć samodzielny rząd. Zwrócę też uwagę, iż przyspieszenie deklaracji chińskich o Jedwabnym Szlaku nastąpiło po listopadowej wizycie prezydenta A. Dudy w Chinach.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com