Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
sobota, 5 grudnia 2009
...ostatnia KAŁUŻA...
Tak od niechcenia... patrzę na coraz bardziej rozchwiany i niezrozumiały, otaczający mnie świat...
Tak od niechcenia... wstawszy rano z coraz większą rezygnacją przyglądam się tej grze pozorów w wykonaniu coraz bardziej żenujących i bezosobowych (niczym kukiełki) aktorów - clownów...
Tak od niechcenia... widzę zdziwione oczy dziecka pytającego, czy warto być w życiu przyzwoitym i już wcale nie dziwię się, że samo sobie odpowiada... pewnie, że nie warto!...
Z obojętnością, pouczony że jest on taki jak wszyscy ... przechodzę obok niepełnosprawnego...
Z obojętnością i już bez zdziwienia... widzę kolejną reklamę, znów lepszego proszku do prania...
Z obojętnością i rezygnacją klikam w klawiaturę... zastanawiając się czy potrafię jeszcze pisać zwykłym długopisem...
Beznamiętnie rejestruję kolejne obrazy wizyjne i notki prasowe... gdzie śmierć, krew, wojna, gwałt, przemoc, nikczemność i niegodziwość oraz całe to zło tego świata wcale nie wpływają na mój dobry apetyt...
Powoli już nie reaguję na żaden przejaw zła i cierpienia... patrząc jak po raz kolejny mój syn zabija przed monitorem nauczyciela, pewnie wyobrażając sobie, że jest to jeden z tych, rzeczywistych i znienawidzonych...
Powoli, niczym u bohatera Królowej Śniegu... zamarza moje serce...
I tylko gdzieś tam z otchłani i nawet natrętnie przebija się do mojej świadomości myśl-pytanie: CZY JESTEM JESZCZE CZŁOWIEKIEM?
I tylko gdzieś tam głęboko zaczynam czuć narastający strach przed tym, że - idąc tak bezmyślnie, bezrefleksyjnie i BEZEMOCJONALNIE prostą drogą swojego życia, w końcu wdepnąwszy W TĄ OSTATNIĄ KAŁUŻĘ - odwrócę się... a za mną będzie PUSTKA...
I KTO BĘDZIE JEJ WINIEN?
WAMPIRY I DEGENARACI?
Witam i od razu wielkie sorry za może zbytnią impulsywność i dosłowność, ale są sytuacje oraz zdarzenia, w których siła reakcji jest z reguły wprost proporcjonalna do siły akcji (a nawet może i w postępie geometrycznym silniejsza). O bezprawiu, zuchwalstwie, nikczemności nieraz warto powiedzieć ostro i bezceremonialnie, żeby wstrząsnąć umysłami innych. Do niektórych sama poprawność językowa argumentacji odkrawającej naprawdę rzeczy z pogranicza przestępstwa po prostu nie dociera i warto o tym mówić nawet prostym i ostrym językiem określając rzeczy "po imieniu".
A poza tym uważam, że powinienem przekazać mój stan emocji i oburzenia na rozgrywającą się na naszych oczach wielka hucpę z demokracji w wykonaniu PO.
To, co stało się wczoraj w Sejmie w postaci "krwawego unicestwienia" PiS-owskich członków Komisji Hazardowej jest wprost niepojęte.
Nawet SLD - ze swoim doświadczeniem socjotechniki i działań totalitarnych - prawdopodobnie z racji dbania o swój elektorat - nie posunęłoby się do tak perfidnej i kpiarskie dla Polaków decyzji.
We mnie kłębią się jak na razie od wczoraj tak rozszalałe z gniewu szare komórki, że mógłbym używać tutaj tylko słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Może jak się uspokoję to na chłodno przeanalizuję całą strategię PO wokół Ustawy Hazardowej.
I niech mi będzie można powiedzieć tylko w tej sprawie jedno: Dla PO afera hazardowa tak naprawdę jest tylko malutkim płomyczkiem ich niegodziwości, ale zrobią wszystko żeby ten płomyczek zgasić... bo w momencie gdyby naprawdę szczerze zacząć ją wyjaśniać doszlibyśmy do takich rzeczy, o których nawet najbardziej przewidującym innym Forumowiczom i Bloggerom się nie śniło.
PO takimi działaniami jak dziś z nas kpi i sprawia, że możliwym w naszych umysłach jest zrodzenie się pytania:
CZY PLATFORMA OBYWATELSKA TO PIERWOTNIE PARTIA DEGENERATÓW I WAMPIRÓW, KTÓRZY DLA ŁYCZKA KRWI W POSTACI WŁADZY I PIENIĘDZY SĄ W STANIE UNICESTWIĆ NAWET SAMYCH SIEBIE?
... gdyby tak było to podpadałoby pod odpowiednie jednostki chorobowe...
Ale chyba tak nie jest. Bardziej wiarygodnym jest poczucie wszechwładzy i uważania Polaków za półgłówków, którym można nasrać na talerz i powiedzieć, że to gulasz z przepisu prostu ze Słonecznego Peru (a jakby się zdarzyło rozwolnienie to powiedzieć, że to staropolska czernina)...
No cóż... PO wychowała sobie przednie stado bezwolnych i plastycznych Lemingów, którym wszystko może wcisnąć śmiejąc się z nich podczas wieczornej whiskey.
Na koniec (dbając o swoje starszawe nieco szare komórki) mogę powiedzieć jedno: od przeszło roku nawołuję do postawienia przywódców PO wraz z D. Tuskiem przed Trybunałem Stanu. Może kiedyś historia ich osądzi....
Pozdrawiam
P.S. A tak na marginesie: ciekawym jest, że tak naprawdę dla rozwikłania owe afery wystarczyłoby aby postawić zarzuty prokuratorskie kilku członkom PO zamieszanym bezpośrednio w lobbing i "ustawianie" ustawy hazardowej. Czyż nie jest symptomatyczna niewspółmierna do skali wydarzenia reakcja Premiera RP? (niezależnie od tego, że teraz i tak wszyscy aktorzy tej afery z uśmiechem wracają do polityki, podobnie jak sławetny już Misiak). Nie wydaje Wam się dziwnym celowe sprowadzania opinii publicznej na inne wydarzenia "okołohazardowe", podnosząc ich znaczenie lub nawet fałszując ich charakter i istotę? Czyż nie jest przedziwnym, że akurat teraz PO przedstawia projekt ustawy o IPN (przecież był gotowy i "trzymany w zamrażarce" od dawna). Może właśnie teraz nadszedł czas na to, aby ujrzał światło dzienne i skierował opozycję, media i opinię publiczną na dyskusję właśnie o IPN? A afera hazardowa w ten sposób gdzieś tam spadłaby na dalsze pozycje w świadomości medialnej. Nie zastanawia Was dlaczego tak się dzieje?
BYĆ MOŻE CHODZI O RZECZ O WIELE WAŻNIEJSZĄ I ISTOTNIEJSZĄ, DOTYCZĄCĄ SAMEGO PREMIERA I JEGO ROLI W CAŁEJ TEJ SPRAWIE!
Bo tak naprawdę niezależnie od charakteru (a także przedmiotu i podmiotów prowadzących operacje specjalne) i słuszności różnych prowadzonych śledztw: przekazanie przez urzędnika państwowego - uzyskanych przez niego z racji pełnionej funkcji - informacji potencjalnemu przestępcy o fakcie, że wobec niego prowadzone są działania operacyjne, jest przestępstwem zagrożonym wieloletnim więzieniem! A jeżeliby miało to dotyczyć samego Premiera (zdrada stanu?) to efektem tego byłoby pogrążenie całej Platformy i samego D. Tuska, rządu, całkowita rewolucja na scenie politycznej Polski, przyspieszone wybory, Trybunały Stanu.... Być może stąd ta nerwowość i imanie się nawet bezczelnych metod powstrzymania procesu wyjaśnienia owej afery!
Ku zastanowieniu....
czwartek, 3 grudnia 2009
PO CO NAM WŁADZA USTAWODAWCZA I PREZYDENT?
Witam ponownie
Pisząc dzisiaj post o faktycznej utracie przez Polskę niepodległości i suwerenności oraz wczytując się w komentarze do niego zrozumiałem tak naprawdę ogrom zmiany, która się dokonała. Zrozumiałem, że już teraz wszystko powoli bedzie zmierzało do innych rozwiązań, zrozumiałem żem już nie Polak ale Europejczyk z regionu zwanego Polską! I zainspirowany komentarzem blogera o nicku: Sterowiec Niesterowalny doszedłem do jakże ciekawego i być może dla niektórych (dla mnie trochę tak) zaskakujacego wniosku.
OTÓŻ W POLSCE NIE POTRZEBUJEMY JUŻ WŁADZY USTAWODAWCZEJ CZYLI PARLMENTU A TAKŻE URZĘDU PREZYDENTA RP. NIE POTRZEBUJEMY TEŻ DOTYCHCZAS STNIEJĄCYCH PARTII POLITYCZNYCH ANI TEŻ WYBORÓW PARLAMENTARNYCH I PREZDENCKICH.
Bo tak naprawdę w sumie wszystkie partie są już w Polsce nieistotne. Zgadzając się gremialnie i stadnie na TL dokonały same wyboru całkowitej swojej marginalizacji w sensie prawnie istotnego wpływu na Polaków i na nasz kraj. Logicznie więc obecne patie nie mają żadnego wpływu na obecny i przyszły los Polaków. A tym samym wybory do polskiego parlamentu czy też na Prezydenta nie mają juz zadnego znaczenia bowiem de facto Polski Parlment zatracił cel swojego istnienia: stanowienie prawa a polski Prezydent w świetle Prezydenta Europy zaracił jakikolwiek sens swojego bytu. W przyszłości tak naprawdę jedynymi wyborami lokalnie istotnymi dla obywateli bedą wybory samorządowe i to raczej w wyborach do regionów niż w ramach dotychczasowych województw. W sensie wybrów do gremium ustawodaczego będą zaś liczyc się tylko wybory na poszczególne globalne partie polityczne jak na ten przykład te funkcjonujace już w Parlamencie Europejskim. Być może faktycznie wystarczy jakies mało liczne gremium stanowiące prawa o charakterze lokalnym (coś na kształt 100 osobowego Senatu samorzadowego). Państwo Poslkie przestało istniec więc po co nam rząd i parlament stanowiacy prawo krajowe, którego de facto już sam nie stanowi? Także los całej naszej postokrągłowej klasy politycznej jest przesądzony a jej członkowie, zdając sobie z tego sprawę, muszą mieć jeszcze czas na wyciągnięcie resztek możliwych "profitów" wynikających z władzy oraz odpowiednie "ustawienie" się w nowej rzeczywistości (wybór partii lub instytucji globalnych).
Aby ten czas mieć Cała nasza klasa polityczna (nie licząc marginalnych ugrupowań o różnym chaakterze) z ochotą uczestniczy w zbiorowm oszukiwaniu Polaków i przedłużaniu czasu trwania prowizorycznej budowli zwanej naszą sceną polityczną. Polska polityka jest jednym teatrem, w którym od 20 lat graja ci sami aktorzy tylko przedstawienia sie zmieniają. I Ci aktorzy zrobią wszystko żeby ten teatr trwał do czasu zakładanego przez Unię Europejską jego końca i broń Boże żeby ludzie nie zaczęli zauważać też innych aktorów i innych teatrów a tym samym nie wyeliminowali ze sceny politycznej przed momentem jej całkowitej Europeizacji i stworzenia z Europy Konfederacji Regionów a nie Ojczyzn.
Z takiej perspektywy więc można łatwo wtłumaczyć oczywistość kierunków działań polityków reprezentujących wszystkie partie polityczne, którzy na dziś i dla gawiedzi nawet starają być wobec siebie coraz bardziej antagnistyczni (ale tak naprawdę w nieisotnych kwestiach). Jak zauważył to też Sterowiec Niesterowalny wszystkie partie przecież - niczym prowadzone na rzeź bydło - parły w stronę Unii Europejskiej i w sumie promowały zapisy traktatowe niwelujące faktyczną niepodległość i suwerenność Polski. L. Kaczyński traktat podpisał nawet bez jakichkolwiek oporów, które głośno artykułował choćby V. Klaus. Nie było żadnej merytorycznej dyskusji bo być nie mogło. W jej wyniku trzeba by było Polakom jasno i otwarcie powiedzieć, że Traktat Lizboński uśmierci Polskę jako niepodległe i suwerenne państwo. I gdyby do naszej świadomości dotarł ten fakt, to pewnie mógłby przyczynić się do rewolucji na naszej scenie politycznej (pewnie i tak w kosekwencji spacyfikowanej jak w przypadku irlandzkiego NIE). Z tego też względu nie przeprowadzono również referendum, bo byłaby kampania, w której trzeba by wyłożyć ten tragiczny w swojej wymowie fakt: Polska przez wieki walcząc o swoją państwowość teraz oddaje ją dobrowolnie i bez żadnego oporu.
Tak więc też nie należy się dziwić, że tak szybko i delikatnie wszyscy przeszli do porządku dziennego nad faktem podpisania przez L. Kaczyńskiego tego taktatu. Przecież dla opozycji byłby to swietny argument dyskredytujacy L. Kaczyńskiego jako obrońce polskości i narodu polskiego. Ale nie! W imię własnego istnienia na scenie politycznej ten argument nie bedize padał z żadnych ust. A np. ruchy części posłów PiS chcących zaskarżyć TL jako niezgodny z polską Konstytucją uważam za co najmniej śmieszny i cokolwiek spóźniony o ile nie jest (mam nadzieję, że nie) li tylko włącznie propagandowy mający "udbruchać" tę część elektoratu PiS, która była przeciwna TL.
Reasumując zrobiło mi się tak trochę smutno... Może jednak szansa na odwrócenie tego toczącego walca, niszczacego narodowość i państwowość, jeszcze jakaś istnieje... Wątpię w nią coraz bardziej, chociaż historia upadku sztucznych tworów takich jak Cesarstwo Rzymskie, ZSRR czy III Rzesza, daje mi jej trochę więcej.
Pozdraiwam