Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 października 2021

Warszawski wiec "germańskiego gubernatora na Polskę" D. Tuska?

Coraz więcej osób - i bardzo dobrze - zaczęło mówić to o czym ja już pisałem wiele lat temu. Dla przykładu A. Gwiazda stwierdził w wypowiedzi dla wpolityce.pl, iż "Sprawa jest oczywista, Donald Tusk ma wyznaczoną rolę niemieckiego gubernatora w Polsce i po prostu o tę rolę walczy, bo nie może jej spełniać od 2015 roku" [1].  

Podobnie wypowiada się Janusz Śniadek, poseł PiS: "Namiestnik Berlina w Polsce próbuje realizować niemieckie interesy i podporządkowywać Polskę w gruncie rzeczy Niemcom, bo to Niemcy dominują w Unii Europejskiej. Być może druga intencją Tuska jest to, by zahamować szybki rozwój Polski, bo silna gospodarczo Polska oznacza większą niezależność, samodzielność także polityczną" [2]. A ja od siebie dodam, że silna gospodarczo Polska jest zagrożeniem dla konkurencyjności Niemiec w Europie i to tym bardziej, że mamy jeszcze zachowaną polską walutę. 

O potrzebie posiadania własnej waluty też pisałem i stwierdziłem m.in., że "Bez własnej waluty Polska byłaby bezbronna w razie dużych kryzysów i nie mogłaby się rozwijać w takim tempie jak do niedawna, czyli przed koronakryzysem. Bylibyśmy zdani - z walutą Euro - na łaskę EBC a tym samym moglibyśmy tylko liczyć na jałmużnę od bogatszych od nas krajów, które chcemy dogonić gospodarczo. Bez złotego ta pogoń nigdy się nie uda, bo wielkim krajom w postaci Niemic czy Francji nie zależy, żeby nasza gospodarka dynamicznie się rozwijała i była konkurencyjna w stosunku do nich. Już to przerobiły kraje Południa Europy, gdzie ich konkurencyjność po przyjęciu Euro drastycznie spadła i musiały się po prostu zadłużać ponad miarę. Na walucie Euro najbardziej zyskały Niemcy.  Po wprowadzeniu wspólnej waluty Niemcy stały się „Chinami Europy” odnotowując z roku na rok znaczną nadwyżkę w bilansie handlowym z innymi państwami unii walutowej. A pomyśleć, że D. Tusk deklarował, iż Polska może przyjąć Euro nawet w 2012 roku... Ale co mógł wówczas deklarować człowiek całkowicie wspierający niemiecką politykę i gospodarkę?" [3]. Czy można uważać, iż zmienił on w tym obszarze swoje zdanie a tym samym niemieckie marzenie o wprowadzeniu w Polsce Euro? Pytanie wydaje się retoryczne. 

Szczerze powiedziawszy to w ogóle się zastanawiałem czy pisać o tej demonstracji, ale uznałem, że jednak sytuacja staje się na tyle groźna, że jednak jest taka potrzeba. 

Przychylam się do stwierdzenia, że tak naprawdę D. Tusk chyba wcale nie chciał do tej "polskiej nienormalności" wracać i że został namówiony (zmuszony?) przez jego protektorkę A. Merkel. W sytuacji, kiedy prezydenturę USA objął J. Biden (K. Harris?) i oddaniu przez niego naszej części Europy na rzecz Niemiec i poprzez rurociąg Nord Stream 2 i sytuację na granicy Polski z Białorusią,  także Rosji, to stał się On naturalnym wysłannikiem tychże, który ma jasne zadanie: "podpalić emocjonalnie Polskę" i obalić wszelkimi metodami obecny rząd. Jeżeli ktoś tego nie widzi, to musi być faktycznie intelektualnym ślepcem, nie rozumiejącym niczego z tego, co się dzieje. No jest jeszcze możliwość, że widzi i jest albo zdrajcą interesów polskich, albo chciwym cynikiem, dla którego Polska i Polacy są zupełnie obojętni i za "30 srebrników" jest w stanie nas sprzedać komukolwiek, albo też mitomania i megalomania w dążeniu do władzy jest jego cechą dominującą a zawiść i złość są jego immanentnymi cechami charakteru.  Gdzie umiejscowić tutaj D. Tuska? Pozostawiam to do rozstrzygnięcia czytelnikom. 

Ale też jestem coraz bardziej zawiedziony poziomem inteligencji dużej części polskiego społeczeństwa, którą onegdaj (ale w sumie całkiem niedawno) nazywano "lemingami". Czy taka hipokryzja jaką prezentuje dziś opozycja naprawdę ich nie razi? Jeszcze niedawno wszyscy z nich wołali Konstytucja (też wałęsowskie OTUA) i wskazywali, że jest to najważniejszy akt prawny w Polsce a dzisiaj krzyczą, że ona już wcale jest niepotrzebna bo wystarczą prawa unijne i Traktat Lizboński? Czy do tych głów nie dociera, że są sterowani jak kukiełki (pacynki) i wykorzystywani przeciw Polsce? Jeżeli znów nie widzą to: patrz poprzedni akapit. 

No i jeszcze ten Polexit odmieniany przez wszystkie przypadki i przypisywanie go do zamierzeń obecnie rządzących, choć nikt z nich ani razu nie powiedział, że ten Polexit jest realny a raczej było i jest przeciwnie: zarówno prezydent, premier, cały rząd i koalicja ZP głosi, iż tego naszego wyjścia z UE nie będzie. Osobiście mam mieszane uczucia w tej sprawie, bo dyskutować trzeba zawsze i w polityce nie ma słowa "nigdy". Obecny stan UE i kierunek jej rozwoju jest nie do zaakceptowania i albo Polacy zmienią to od środka, albo będzie czas na dyskusję nad Polexitem. Ale nie dlatego, że to opozycja o tym mówi, tylko po prostu obecne działania elity unijnej dążą do Superpaństwa i sądzę, że wiele krajów na to się nigdy nie zgodzi. A D. Tusk "strzela ślepymi nabojami" myśląc, że mamy 2010 czy 2011 rok, kiedy to Polacy byli najbardziej entuzjastycznie nastawieni wobec UE wśród innych państw, które do niej należą. Ale wtedy UE była jeszcze inna a dziś już dokładnie widać, że chce się z niej zbudować drugi ZSRR czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich i Polacy to widzą i nie tylko to... bo przecież dziś jesteśmy atakowani np. za takie same orzeczenie TK (o wyższości prawa krajowego nad unijnym) jak większość państw w UE, w tym np. Niemcy. I czy to nie jest skrajna hipokryzja elit unijnych a do tego różne traktowanie poszczególnych krajów - członków UE?

Widać, że totalna opozycja w sprawie domniemanego Polexitu sięga po "dobre wskazówki", bo ciągle powtarzając kłamstwo myśli, że stanie się ono w odbiorze swoich zwolenników w końcu prawdą [4].

Tak jeszcze na zakończenie. Widząc mowę ciała (mimika twarzy, ruchy dłoni, wyraz oczu) i werbalną nienawistną agresję, jakie w swoich przemowach prezentuje  D. Tusk, to zastanawiam się nad jego kondycją psychiczną. Być może się mylę, ale - jako laik w tych sprawach - chętnie poznałbym opinię jakiegoś specjalisty, bo przecież to może też być wszystko wyreżyserowane w celu zwiększania poziomu negatywnych emocji wśród jego zwolenników. A taka kumulacja emocjonalnego wzburzenia może się w końcu zakończyć tragedią i rozlewem krwi na ulicach. Tego chce D. Tusk? Już i tak totalna opozycja przesunęła granice przyzwoitości zachowania wprowadzając do akceptowalnego słownictwa wulgaryzmy, opluwanie przeciwników czy nawet przedstawicieli służb mundurowych lub też już jawną agresję - na razie kończącą się dewastacjami elewacji kościołów, niszczeniem autobusów "pro life", atakami na funkcjonariuszy... ale takie rozemocjowanie może w końcu wymknąć się spod kontroli. Po to D. Tusk wrócił do kraju? Pozostawiam pytanie otwarte. 

[4] "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą" - Joseph Goebbels: https://lubimyczytac.pl/cytat/37260

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 7 maja 2017

Marsz Wolności i błazenada bezsilnej, totalnej opozycji

Wiem, że o Marszu Wolności totalnej opozycji napisano chyba już wszystko. Niemniej tak osobiście, podsumowująco i refleksyjnie klika słów...

Totalniacy z PO i przystawek w postaci upadającej .Nowoczesnej i będącego na granicy sondażowej PSL-u zaangażowali wszystko, co mieli w propagandowe "nadmuchanie" tego marszu. Przyszło być może około 15 tysięcy ludzi, przy czym "przyszło" nie należy traktować wedle jego znaczenia albowiem dużą grupę "skłoniono" i "dowieziono" na marsz, niczym kiedyś za komuny na pochody 1-wszo majowe czy inne spędy związane z okupacyjną władzą ludową i sowiecką Rewolucją Październikową.

W ostatnich Marszach Niepodległości niemal zawsze było ponad 100 tysięcy osób.

Marsz Wolności po raz kolejny pokazał błazenadę, hipokryzję i bezsilność dzisiejszej niby opozycji, nazywającej siebie "opozycją totalną", co automatycznie wyklucza merytoryczny i konstruktywny jej charakter. Jedynym politycznym programem PO, Nowoczesnej i PSL-u jest "anty-PiS", czyli za wszelką cenę usunięcie obecnych władz i ponowne przejęcie tej władzy. Nic więcej, żadnego konstruktywnego i merytorycznego programu dla Polski i Polaków, oprócz właśnie chęci odzyskania tejże władzy i zapowiedzi cofnięcia reform PiS-u (ZP).

Takie rozumienie przez PO i jej przystawki polityki jest najgorszym typem myślenia o polityce i politycznego działania. Budowanie bowiem swojej pozycji na nienawiści do innych a nie na pracy własnej i własnych pomysłach świadczy nie tylko o inercji intelektualnej elit przywódczych owej opozycji, ale skupia wokół siebie elektorat kierujący się jedynie złymi emocjami, bezmyślny, fundamentalny, odrealniony i w dużej mierze równie pusty jak te elity - oczywiście proporcjonalnie do wiedzy i pozycji społecznej.

Tyle tylko, że oni liderowo nigdy nie spodziewali się, iż zostaną pozbawieni władzy w całości i dalej uważają, iż jest to dla nich "niesprawiedliwość dziejowa". Bo jakże to? Cała III RP powstała na porozumieniu starannie wyselekcjonowanej, różowej opozycji z komunistami i elitami światowego lewackiego demoliberalzmu miała rządzić do "końca świata i jeden dzień dłużej" a tu Polacy ich po prostu olali.

Nie mając żadnego spójnego programu ani żadnych propozycji merytorycznych dla Ojczyzny nie są kompletnie przygotowani na bycie w opozycji, nie wiedzą, jak się "znaleźć" w tej sytuacji. Więc bazują na tym, co od zawsze ich charakteryzowało: polityka wstydu i kompleksów,  Targowica 2.0, polityka pogardy dla braci Kaczyńskich (teraz już jednego) i np. A. Macierewicza czy Z. Ziobry, walka z rodziną i wiarą oraz polską tożsamością, demoliberalizm, postkomunizm, prywata, małostkowość, nepotyzm, hedonizm.

Przecież każdy pamięta jak niemal przez całą III RP to była jedna, wielka mowa nienawiści wobec prawej strony Polaków, których w dużej części reprezentował i dalej reprezentuje właśnie PiS (teraz ZP). Tyle pogardy, tyle kłamstwa i nienawiści, tyle lekceważenia, ile ze strony tzw. "elit" III RP "wylało" się na polskich "moherów", "watahy" prawicowców, "ksenofobów, antysemitów i faszystów", braci Kaczyńskich i na nas (w znaczeniu moim i ludzi mających polskie serce), to np. w Starej Europie taki PiS już dawno by nie istniał a ludzie go popierający chowaliby się ze wstydu po domach. A jednak Polacy są inni, w swojej masie mądrzejsi i godniejsi niż w dużej części zmanipulowane i odmóżdżone narody Zachodniej Europy.

Niemniej te lata nienawistnej propagandy u części Polaków doprowadziły do niemal identycznego wyjałowienia intelektualnego i emocjonalnego jak to ma miejsce we Francji, Niemczech, Włoszech, Szwecji, Danii, UK, itd. Ta grupa jest całkowicie bezmyślna a jedyną ich emocją jest właśnie nienawiść do... ich zdaniem demiruga J. Kaczyńskiego. Nie liczą się żadne fakty, prawda czy logika, liczy się emocjonalna nienawiść wyhodowana przez te niemal 30 lat. Tych ludzi się już nie zmieni, są straceni. Nieraz próbowałem coś im przekazać, próbowałem dyskutować, ale oni w każdym zakamarku, za każdym rogiem, na niebie i na ziemi widzą po prostu jedno: oszalałego i złego J. Kaczyńskiego i jego złe PiS. Śni im się po nocach i zlani potem oraz z krzykiem się budzą, by zobaczyć go w łazience podczas porannej toalety. Widzą go nawet w drodze do pracy i w czasie pracy. On ich śledzi, chce zabić lub posadzić do więzienia. Zabiera im wolność i jest gorszy od wilka z Czerwonego Kapturka. Jak nic nie mówi, to "nienawistnie milczy", jak coś powie to "nienawistnie mówi" niezależnie co mówi... bo albo kłamie, albo zwodzi, albo jedno i drugie. Jest gorszy od Hitlera, Stalina, Lenina, Mao i Castro razem wziętych. Oni na sam dźwięk słowa "Kaczyński" dostają torsji, napływa im krew do mózgu a nienawiść aż kipi śliną z ich ust. Przykre to, ale prawdziwe...

I jak do nich jeszcze doliczyć postkomunistów, SB-ków, WSI-oków, lokalnych i centralnych beneficjentów (przede wszystkim finansowych i w zakresie władzy) III RP, sprzedajnych dziennikarzy czy artystów, grupy związane z częścią NGO, ideowych lewaków i demoliberałów, pospolitych zdrajców i przestępców, itp. to będzie to gdzieś około 20% Polaków (czy aby na pewno wszyscy to Polacy?). 

A PiS (ZP) robi swoje. J. Kaczyński w cieniu, największą popularnością cieszą się A. Duda i B. Szydło... "Karawana jedzie dalej" a szczekanie psów coraz cichsze, tzn. głośniej szczekają, ale karawana coraz dalej od nich... :)


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 10 kwietnia 2012

Największą wartością człowieka jest on sam a szczęściem Stworzenie go przez Boga Ojca na Jego podobieństwo.

Witam bardzo serdecznie

Niniejszy post jest pewną parafrazą mojego postu z dnia 12 lipca 2011 zatytyłowanego: "Największą wartością człowieka jest on sam". Ze względu na ważność treści właśnie teraz postanowiłem go w części przypomnieć i uzupełnić.

Obecna jego wersja opublikowana została pierwotnie podczas zaplanowanej przeze mnie przerwy w dostępie do mojego autorskiego bloga. Przepraszając za zamieszanie umieszczam go ze względów przede wszystkich archiwalnych oraz dla tych, którzy czytają mooje posty tylko na moim blogu.

Opublikowany został na forach w dniu: 28 marca w godzinach popołudniowych.
--------------------------------------------------------
Kupujemy, wciąż kupujemy te nasze wprost uwielbiane dobra trwałego użytku, przedmioty, bez których nie moglibyśmy już funkcjonować.

Kupujemy ciągle, mimo woli i przy naszej woli, coraz więcej i coraz więcej. Kupimy jednego dnia a drugiego już pojawia się lepszy model tego czegoś, więc dążmy, żeby go kupić, ale zanim go kupimy już jest inny model.

Więc żałujemy, że tamtego nie kopiliśmy, ale już chcemy następny, bo właśnie już się pojawił. Kupiliśmy, udało się, mamy kolejną zabawkę.... I nazajutrz okazuje się, że jest jeszcze lepszy model. Złościmy się, że kupiliśmy wczoraj tamten model a nie poczekaliśmy na model dzisiejszy, złorzeczymy na wszystkich, ale i tak więc w złości czekamy na lepszy model, ten wyśniony, ten najwspanialszy. Niestety... okazało się, że kupił go sąsiad więc szukamy jeszcze lepszego modelu od tegoż posiadanego przez sąsiada, ale jeszcze musimy go wyśnić, więc włączamy kolorowy świat okienek, w którym sen trwa cała dobę. O! tam nasi najmądrzejsi mówią, że ten jest najlepszy z najlepszych a nawet jest naleszpejszy z najlepszejszych! No nareszcie mamy mega najlepszejszy. Ufff....

Siadamy zmęczeni ta ciągłą pogonią za rzeczami, przedmiotami. Zdobyliśmy najlepszejszy ze wszystkich możliwych  modeli. Ileż to było bieganiny, drgawek serca, złości, zawiści, zazdrości... a wszystko dla tego przedmiotu. Co prawda w domu jest do wymiany jeszcze wiele, ale to za moment... Siedzimy więc i słyszymy, że.... pojawił się najnajnajlepszejszy z najlepszeszych! Serce staje, nogi drżą... wstajemy. I znów... ta kołomyja... pogoni lub kultywowania przedmiotów, które już posiadamy. Bo ileż to mamy w domu zgromadzonych przedmiotów, które dla nas posiadają wartość szczególną, rzeczy nipotrzebnych, ale z niezrozumiałych względów wprost wielbionych a które wyzwalają w nas mnóstwo negatywnych emocji i zatruwają niepotrzebnie nasz codzienne funkcjonowanie. 

Czyż dziś pogoń za przedmiotami, pogoń za luksusowym życiem, pogoń za lepszym statusem materialnym, lepszym samochodem, mieszkaniem nie staje się dla nas chorobliwą obsesją dążania za pustką, czymś bezwartościowym jak papier-banknot np. 50 ł, który można spalić i tylko tyle z niego zostaje wartości, ile tegi popiołu po spaleniu... Zapominamy o człowieku, o nas samych. Stajemy się niewolnikami otaczających nas przedmiotów, niewolnikami pieniądza w każdej formie.

W tej pogoni możemy zatracić siebie. Pracujemy coraz więcej żeby mieć na te coraz lepsze dobra a jak je juz mamy, to musimy pracować na te lepsze jeszcze ciężej... Kołomyja...

I w tej pogoni możemy stracić coś najcenniejszego, nas samych. W różny sposób, ale najczęściej są to różnego rodzaju  uzależnienia: narkomania, alkoholizm, pracoholizm, seksoholizm, lekomania i inne.  Pogoń za pieniądzem, pogoń za przedmiotami może nieraz mieć tragiczne dla nas samych skutki.

Ja też biegnąc za marzeniem, za przedmiotami zatraciłem w pewnym momencie na ługie lata samego siebie... alkohol stawał się chwilami dla mnie najważniejszy.

Za wszystkim tym jednak stoją i stały pieniądze. Pieniądz stał się niejako bożkiem współczesnego, konsumpcyjnego świata: stanowi wyznacznik wszystkiego co ma być ludzkie. Nie rozumiałem tego nigdy. Wiedza, wykorzystywanie talentów, pomaganie innym lub nawet zarabianie, ale w firmie, gdzie ludzie za swoją pracę mogliby godnie żyć a nie wegetować... to było moje marzenie.

Przecież, gdy pracownik zarabia głodowe pensje to po prostu wegetuje, jest niewolnikiem... a jak jeszcze swoje posiadane dobra nabył na kredyt, np.: samochód, mieszkanie, pralkę, lodówkę, etc. to... jest już nawet nie niewolnikiem,  jesteś niczym 'pies na smyczy' u swojego pracodawcy: firmy, banku czy jakiejś innej organizacji gospodarczej lub instytucji go zatrudniającej.

Taki człowiek jest ubezwłasnowolniony i tak naprawdę tak dalece zniewolony, że przestaje myśleć, zachowywać się i czuć jak człowiek. Każą Mu pójść jako baranowi na rzeź to pójdzie, bo jak nie to... starci pracę, a więc: mieszkanie, samochód, pralkę, lodówkę, i zostanie - wedle dzisiejszych konsumpcjonistycznych kanonów - nikim....

Bo przecież człowieka już w Nim dawno zabito. Stał się li tylko przedmiotem a nie podmiotem. Wartość przedmiotu zależy też właśnie od jego koloru, wagi, ciężaru, ozdóbek, itd. Przedmiot łatwo wycenić: ma tyle a tyle części, tyle i tyle wartych. I tak teraz wyceniany jest człowiek – jako suma wartości dóbr, które posiadł (samochodu, pralki, mieszkania, garniturów, itd, itp).

A gdzie jest sam człowiek i jego wartość? Gdzie jest człowiek jako ten, który winien byc w centrum zainteresowania. Czyż to nie on winien być najwartościowszym z tych "przedmiotów", które nabył? Czyż to nie on powinien decydować o ich wartości a nie one o jego wartości?

Z człowieka dziś próbuje się zrobić wyjałowioną z wszelkich wartości "rzecz" niezdolną do bycia człowiekiem!

A może o to właśnie chodzi, żeby była tylko nieliczna grupa ludzi a resztę ma tworzyć bezkształtna, bezmyślna, kolorowa, wiecznie głupawo zadowolona masa, której wartość maja określać jedynie przedmioty, które ta masa posiada? Bo w tej masie może ma już nie być człowieka jeno łatwo sterowalny, zhomogenizowany w zakresie potrzeb zlepek "istot cokolwiek oddychających jeszcze"? Czy o to chodzi obecnym elitom rządzącym w skonsumpcjonizowanym do granic absurdu świecie?

Jeżeli tak, to pragnę przypomnieć, że nie da się z człowieka wyplenić z człowieka. Choćby i jedno ziarnko z człowieczeństwa w nim zostało to wzrośnie w nim, wypełniając znów jego całe wnętrze. Jesteśmy różnorodni i tacy zostaniemy. Mamy różną osobowość, ducha, poglądy, idee, narodowości, kolor skóry, ale i każdy z nas inaczej myśli, zachowuje się, ma inny system wartości, odczuwa, myśli, podejmuje sam decyzje... jest Człowiekiem, czyli istotą wiedzącą, umiejącą, myślącą i czującą. A wnętrza, ducha nie da się kupić ani sprzedać ani wymodelować!

I wnętrze człowieka, czyli sam człowiek jest największą własną wartością Człowieka a nie dobra, które może posiadać jednego dnia a drugiego już nie.

Największą wartością człowieka jest on sam a jego szczęściem, że został stworzony przez Boga Ojca, Stwórcę na Jego podobieństwo! Każdy z nas jest a'priori dobry, każdy z nas jest człowiekiem dobra a nie zła. Dbajmy o to dobro w nas i pilęgnujmy je. Czyńmy dobro lub powstrzymujmy się od czynienia złą - to też jest dobry uczynek! Bądźmy dalej ludźmi i starajmy się każdego dnia uszlachetniać i zwiękaszać naszą wartość i rozwijać talenty dane nam przez Boga Ojca Jedynego!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 5 grudnia 2009

...ostatnia KAŁUŻA...

Witam

Tak od niechcenia... patrzę na coraz bardziej rozchwiany i niezrozumiały, otaczający mnie świat...

Tak od niechcenia... wstawszy rano z coraz większą rezygnacją przyglądam się tej grze pozorów w wykonaniu coraz bardziej żenujących i bezosobowych (niczym kukiełki) aktorów - clownów...

Tak od niechcenia... widzę zdziwione oczy dziecka pytającego, czy warto być w życiu przyzwoitym i już wcale nie dziwię się, że samo sobie odpowiada... pewnie, że nie warto!...

Z obojętnością, pouczony że jest on taki jak wszyscy ... przechodzę obok niepełnosprawnego...

Z obojętnością i już bez zdziwienia... widzę kolejną reklamę, znów lepszego proszku do prania...

Z obojętnością i rezygnacją klikam w klawiaturę... zastanawiając się czy potrafię jeszcze pisać zwykłym długopisem...

Beznamiętnie rejestruję kolejne obrazy wizyjne i notki prasowe... gdzie śmierć, krew, wojna, gwałt, przemoc, nikczemność i niegodziwość oraz całe to zło tego świata wcale nie wpływają na mój dobry apetyt...

Powoli już nie reaguję na żaden przejaw zła i cierpienia... patrząc jak po raz kolejny mój syn zabija przed monitorem nauczyciela, pewnie wyobrażając sobie, że jest to jeden z tych, rzeczywistych i znienawidzonych...

Powoli, niczym u bohatera Królowej Śniegu... zamarza moje serce...

I tylko gdzieś tam z otchłani i nawet natrętnie przebija się do mojej świadomości myśl-pytanie: CZY JESTEM JESZCZE CZŁOWIEKIEM?

I tylko gdzieś tam głęboko zaczynam czuć narastający strach przed tym, że - idąc tak bezmyślnie, bezrefleksyjnie i BEZEMOCJONALNIE prostą drogą swojego życia, w końcu wdepnąwszy W TĄ OSTATNIĄ KAŁUŻĘ - odwrócę się... a za mną będzie PUSTKA...

I KTO BĘDZIE JEJ WINIEN?