Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premier. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2020

M. Morawiecki - nic nie dzieje się przypadkowo..

Mateusz Morawiecki w Davos rozmawiał z szefową YouTube i  raczył był napisać na Facebooku: "Wpis z cyklu: Polaków można spotkać wszędzie 😉. Chyba wszyscy w Polsce wiedzą co to jest YouTube, ale pewnie nie wszyscy wiedzieli, że jego szefową jest Suzanne Wójcicki 😉. Na pewno Was zaskoczę, ale Susan jest moją daleką kuzynką z serca Świętokrzyskiego – jej rodzina mieszkała w Piotrowicach a moja rodzina w Nawarzycach i znały się świetnie. Te relacje potwierdziliśmy już na wielu przykładach. Spotkaliśmy się właśnie w #Davos. I wszystkich serdecznie pozdrawiamy" [1].

Onegdaj też stwierdził, że: ""członkowie jego rodziny” byli w stanie przeżyć niemiecką okupację dzięki pomocy polskich rodzin, lecz „żadna z tych osób, które narażały swoje życie nie została zaliczona w poczet tych najbardziej uhonorowanych, wielkich bohaterów – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”". "W ten sposób Mateusz Morawiecki poinformował o żydowskich korzeniach swojej rodziny, co w polskiej polityce zdarza się rzadko. Albo wicepremier ma odwagę ignorować antysemickie uprzedzenia, albo te uprzedzenia w Polsce słabną, także w środowisku politycznym polityka. A może i jedno, i drugie" [2].

Wspomnę tylko, że nasz premier przez wiele lat był prezesem jednego z największych polskich banków a wszyscy na świecie wiedzą, że takie lukratywne stanowiska w sektorze banksterskim mogą mieć tylko rodowici Żydzi lub też korzeniami z tymi Żydami "zjednoczonymi".

Czy mi to przeszkadza? Raczej nie, bo takie są fakty... Oczywiście zawsze podchodzę z pewną dozą podejrzliwości do ludzi, którzy mają żydowskie pochodzenie lub też są filosemitami. Jednocześnie jednak - mimo krytycyzmu - uważam, że można być zawsze osobą, która jest przychylna Polsce.

Swego czasu pisałem o M. Morawieckim: "Jego życiorys zawodowy jest wszakże ściśle związany z UE oraz III RP i dotychczas świetnie - jako przedstawiciel "banksterstwa" - radził sobie w tym szemranym środowisku. Stąd rodzi się wiele uzasadnionej krytyki M. Morawieckiego wskazującej, że jest on zwolennikiem i beneficjentem europejskiej idei wielopłaszczyznowej i ponadnarodowej integracji państw w ramach UE. Wskazuje się w tym kontekście, że: ukończył on "unijne" studia w Hamburgu, bankową karierę rozpoczynał w Deutsche Bundesbank w Niemczech, był związany z Central Connecticut State University i  w 1998 roku został zastępcą Dyrektora Departamentu Negocjacyjnego i Akcesyjnego w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, czyli przygotowywał Polskę do członkostwa w UE. W sferze zarzutów wobec M. Morawieckiego jest też sprawowanie przez niego funkcji prezesa zarządu "banksterskiego" BZWBK czy ścisłe związki z Konfederacją Lewiatan, kojarzoną ze spec-kreatorami III RP i np. nazwiskami takimi jak Kostrzewa czy Bochniarz. Dla wielu ostatecznie przesądzającym o negatywnej ocenie M. Morawieckiego jest jego udział w Radzie Gospodarczej premiera D. Tuska. Wielu też wskazuje jednak, że swoje osiągnięcia zawodowe zawdzięcza tak naprawdę talentowi, wiedzy, doświadczeniu i ciężkiej pracy w niesprzyjającym mu - z powodu własnej opozycyjnej działalności jak również takowej jego ojca K. Morwieckiego - otoczeniu. Poza tym podkreśla się zaangażowanie finansowe jego banku (BZWBK) w różnorakie przedsięwzięcia patriotyczne w Polsce, których nikt nie chciał współfinansować... ani rząd PO-PSL ani też żadne gospodarcze podmioty państwowe czy prywatne" [3].

Pisałem to niespełna pięć lat temu i przez ten czas premier M. Morawiecki okazał się być jednak dobrym premierem, ale czy jego korzenie nie wpłyną niekorzystnie dla Polski w świetle ustawy 447 JUST? A poza tym, czy mając takie rodzinne konotacje nie powinien wpłynąć na cenzorską politykę YouTube, która na ten przykład zabrała telewizji internetowej wRealu.24 możliwość zarobkowania na reklamach?


[1] https://wpolityce.pl/polityka/483465-szefowa-youtubea-to-daleka-kuzynka-premiera-morawieckiego
[2] https://oko.press/morawiecki-przyznaje-ze-zydowskie-korzenie-domagajac-sie-drzewka-yad-vashem-dla-calego-polskiego-narodu-zaklamuje-prawde-o-holocauscie/
[3] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/11/czy-m-morawiecki-jest-dobrym-wyborem.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 30 stycznia 2018

Czy zmierzamy we właściwym kierunku?

W ostatnich wyborach głosowałem na ludzi, których wyznaczył J. Kaczyński: A. Dudę i B. Szydło. Tym samym oddałem swój głos na kandydatów Zjednoczonej Prawicy wierząc, że zapowiadana „dobra zmiana” nadejdzie i to nadejdzie w ostatniej możliwej chwili dla trwania i przyszłości Polski jako niepodległego i suwerennego państwa.

Udało się a skala zwycięstwa zapewne mile zaskoczyła nas wszystkich - nas, którzy od lat wirtualnie i realnie walczyli z tragicznymi dla naszej ojczyzny antypolskimi rządami koalicji PO-PSL i w ogóle z całą niszczącą nas III RP czyli PRL-bis. Ku przerażeniu antypolaków wygrał zarówno A. Duda jak i cała zjednoczona wokół PiS prawica i to z takim wynikiem, który umożliwił powstanie samodzielnych jej rządów.

Powstał nowy rząd pod kierownictwem pani premier B. Szydło i przez dwa lata realizowane były obietnice wyborcze a rząd trwał z wysokim poparciem mimo ogłoszenia przez przegraną opozycję totalnej z nim wojny, wojny na wszelkich możliwych frontach: wewnętrznych i zewnętrznych. „Ulica i zagranica” miała – wedle zamierzeń kreatorów i liderów „totalnej opozycji” – zmieść nowy rząd z politycznej powierzchni w ciągu maksymalnie kilkunastu miesięcy.

Pomimo współczesnej „targowicy” i jej antypolskich działań rząd premier B. Szydło unikał jałowych potyczek politycznych, nie dawał się prowokować i po prostu normalnie i skutecznie pracował, realizując sukcesywnie i z determinacją swoje obietnice wyborcze.

Z każdym miesiącem Polacy przekonywali się, że nowa władza traktuje ich naprawdę poważnie, podmiotowo a nie – w odróżnieniu od poprzedników – przedmiotowo.

To, co zapowiadała B. Szydło w czasie kampanii wyborczej stawało się realnymi faktami: wprowadzono programy społeczne (500+, mieszkanie+, darmowe leki dla seniorów), przywrócono poprzedni wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn, w zaskakująco wysokiej kwocie podwyższono płacę minimalną i stawkę godzinową za pracę jednocześnie w dużej części likiwidując tzw. „śmieciowe umowy o pracę”, uszczelniono system podatkowy jednocześnie znacznie likwidując tzw. „mafię vatowską”, zwiększono wydatki na armię wraz ze zwiększeniem jej liczebności i modernizacją sprzętu (m.in. wojska terytorialne, rakiety „Patriot”), pomimo kłopotów i wielu przeszkód ostatecznie zreformowano system władzy sądowniczej (TK, SN, KRS, ustrój sądów powszechnych), obniżono ubeckie emerytury choć pozostały jeszcze do obniżenia emerytury komunistycznej „wojskówki”, nie zgodzono się na tzw. „kwotową relokację” islamskich uchodźców/nachodźców oraz podtrzymano zapowiedź nie przyjmowania ich w Polsce w ogóle, przygotowano i rozpoczęto realizację gospodarczego „planu odpowiedzialnego rozwoju” wicepremiera M. Morawieckiego wraz z powołaniem centralnych instytucji wspierających gospodarkę (m.in. PFR) i polskie oraz zagraniczne inwestycje, skutecznie broniono (m.in. B. Szydło podczas debaty w PE) Polski na arenie międzynarodowej ze szczególnym uwzględnieniem kuriozalnych i lewacko totalitarnych ataków na nasz kraj ze strony liderów UE, zacieśniono współpracę z USA i NATO (m.in. wojska amerykańskie w Polsce i w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej), rozpoczęto budowę porozumienia zwanego „Trójmorzem” przy ewidentnym wsparciu USA i prezydenta D. Trumpa, podjęto bardzo ważne decyzje w zakresie bezpieczeństwa energetycznego Polski m.in. poprzez zakup skroplonego gazu (LNG) z USA, zainicjowano współpracę z Chinami w ramach tzw. „Jedwabnego Szlaku” wraz z decyzją o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego w Łodzi, przyjęto do realizacji także wiele innych inwestycji infrastrukturalnych w postaci m.in. przekopu Mierzei Wiślanej czy budowy polskiego odcinka trójmorskiej autostrady łączącej kraje leżące w większości nad morzami: Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem, obroniono polskie górnictwo węgla kamiennego oraz podjęto działania zmierzające do odbudowy – zniszczonego przez antypolski rząd D. Tuska - polskiego przemysłu stoczniowego… i zapewne zrealizowano lub zainicjowano jeszcze wiele innych propolskich rozwiązań.

Oczywiście „ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi” i też w czasie dwuletnich rządów Zjednoczonej Prawicy popełniono ich wiele. Nie czas i miejsce aby w moim tekście byłyby one szczegółowo roztrząsane – od tego są opozycyjni politycy czy dziennikarze, blogerzy lub komentatorzy.

Tym niemniej warto jednak wspomnieć o fatalnej w skutkach decyzji ministra spraw zagranicznych zapraszającego do Polski Komisję Wenecką czy przyjęcie ustawy o obowiązkowych szczepieniach. Ponadto nie zrobiono nic a raczej negatywnie wiele w obszarze tzw. ustawy 1066 (ustawy o „bratniej pomocy” B. Komorowskiego), której nie tylko nie cofnięto, ale ją rozbudowano. Dużym błędem – wedle mnie – było też wyjazdowe posiedzenie rządu B. Szydło w Izraelu, co przypominało niesławne i podobne posiedzenia rządu PO-PSL zakończone zadziwiającym krakowskim posiedzeniem w 2014 roku izraelskiego Knesetu, na które był zaproszony i wziął udział przyszły prezydent A. Duda (czyżby „namaszczenie” go przez „braci” ze skrzydła szkockiej masonerii i Chabad Lubawicz?). 

Niestety też nie przeprowadzono: „przewietrzenia” polskiej/antypolskiej służby dyplomatycznej oraz dekomunizacji środowisk akademickich, choć może ostatnie decyzje ministra J. Gowina w zakresie „konstytucji dla nauki” prowadzić będą jednak do zdekomunizowania tego środowiska. Osobiście jednak wątpię w to, czy J. Gowin jest zdolny do radykalnych posunięć w tym obszarze i jeżeli miałbym wpływ na kształt rządu to dla tegoż wicepremiera i ministra nie byłoby w nim miejsca. Zaniechano też – po naciskach KE – z wprowadzenia podatku obrotowego dla zagranicznych korporacji, w tym przede wszystkim opodatkowania owym podatkiem sieci handlowych. Relatywnie bardzo mało zrobiono w zakresie kultury i dziedzictwa narodowego, promocji patriotyzmu i polskości – w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego cały czas stanowisko ministra w tym obszarze pełni dalej P. Gliński…

Bardzo opornie postępuje też proces rozliczenia poprzednich rządów i ich tysięcy afer. Niby trwa postępowanie związane z aferą Amber Gold, niby cały czas prowadzone jest postępowanie w sprawie „dzikiej warszawskiej reprywatyzacji”, niby wznowiono śledztwo w sprawie afery hazardowej, niby wiele „płotek” jest już w tych sprawach zatrzymanych, ale „rekiny” swobodnie pływają w oceanie IV RP. Tyle tylko, że jak na razie nic z tego nie wynika a afer poprzedników było tak dużo, że takich spraw powinno być prowadzone setki i wielu sprawców powinno już być osądzonych i przebywać w miejscu z widokiem słońca zza krat, także w sprawie dziesiątek zaskakujących „samobójstw i nieszczęśliwych wypadków” – też zdarzających się po tragedii smoleńskiej. Nikt z poprzedników nie został jeszcze oskarżony o przestępstwa, w tym obejmujące m.in. zdradę stanu. Nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów związanych z przygotowaniem w roku 2010 wizyty polskich władz w Katyniu. Podobnie nie oskarżono jeszcze nikogo za kłamstwa, zaniechania i sposób potraktowania przez władze PO-PSL tragedii smoleńskiej. Nie wiemy jeszcze – choć może w kwietniu tego roku sprawa zostanie wyjaśniona – co tak naprawdę było przyczyną owej tragedii i dlaczego nikt jeszcze nie odpowiedział za ten zamach.

Tym niemniej plusy przewyższyły minusy i dwuletnie rządy pani premier B. Szydło były najlepszymi dla Polski i Polaków od 1989 roku, co potwierdzały wszelkie sondaże poparcia partii politycznych i określonych polityków.

O ile jednak cieszyłem się z działań rządu, o tyle działania prezydenta z czasem napawały mnie zdziwieniem i smutkiem. Kancelaria prezydenta aż roi się od dawnych działaczy i sympatyków UD/UW/demokraci.pl oraz dawnej wojskówki WSI. Do tego doszedł konflikt z ministrem A. Macierewiczem zakończony jego skandaliczną dymisją oraz konflikt z ministrem Z. Ziobro, który w nowym „rozdaniu” uniknął dymisji tylko dlatego, że jego SP tworzy koalicję z PiS a Z. Ziobro jest szefem tej partii. Prezydent też – mimo zapowiedzi – nie ujawnił aneksu do Raportu z Likwidacji WSI ani też nie spełnił swojej obietnicy pomocy dla oszukanych przez banksterów tzw. „frankowiczów”.

Przyjąłem zatem z wielkim smutkiem decyzję o dymisji pani premier B. Szydło, czemu dałem wyraz w swoich poprzednich tekstach. Z zażenowaniem przyjąłem też sposób jej dymisji i nominowanie jej na wicepremiera „do żadnych spraw”. Mimo wszystko na miejscu pani premier zrezygnowałbym w udziale w nowym rządzie, tym bardziej, iż – jak widać – została już całkowicie zmarginalizowana.
Z dużym dystansem przyjąłem też decyzję o powołaniu M. Morawieckiego na premiera RP i niestety ten dystans jeszcze się pogłębił po wspomnianej decyzji o dymisji A. Macierewicza a także dymisji J. Szyszko.

Często też wcześniej krytykowałem W. Waszczykowskiego, ale nowy szef MSZ „ze stajni” niesławnego B. Geremka J. Czaputowicz – wedle mnie – będzie jeszcze gorszym dla Polski ministrem niż jego poprzednik. Można to już zauważyć w dotychczasowych działaniach i stwierdzeniach ministra, które niejako znów prowadzą Polskę do przyjmowania pozycji klęczącej wobec lewackich i antypolskich elit unijnych. Nie widać też zdecydowanych ruchów w kierunku wymiany aparatu dyplomatycznego RP, który w dużej mierze jest właśnie spuścizną B. Geremka i elit postkomunistyczno-żydowskich (z obszaru tzw. „żydo-komuny”). Prezydent USA D. Trump potrafił bardzo szybko wymienić dyplomatów amerykańskich a my jakoś od przeszło dwóch lat nie jesteśmy w stanie skruszyć tego „betonu”… Szkoda, bo liczyłem, iż nowym ministrem spraw zagranicznych zostanie chociażby J. Saryusz-Wolski.

Mało się też mówi o dymisji pani minister cyfryzacji a decyzja ta niestety – również subiektywnie –była dużym błędem i zapewne już niedługo stanie się to widoczne.

Zmiany w rządzie okazały się niestety sukcesem „totalnej opozycji” i zapewne też otoczonego przez dziwnych ludzi prezydenta A. Dudy. Z pewnością też elity unijne zostały zmianami w polskim rządzie wysoce ukontentowane.

W tym obszarze warto też zwrócić uwagę na wypowiedziane onegdaj słowa G. Schetyny, który stwierdził, że zrobi wszystko aby powstrzymać legislację ustaw o KRS i SN. I rzeczywiście on oraz jego towarzysze krajowi i zagraniczni starali się bardzo mocno - szczególnie zdradliwie działając na arenie europejskiej - co zaowocowało uruchomieniem przeciwko Polsce przez KE punktu 7 traktatu UE.

Pomijając już fakt, że działania KE są pozaprawne nawet wedle praw unijnych oraz to, iż tak naprawdę atak jest skierowany bezpośrednio w polski prawicowy rząd w celu jego obalenia lub skłonienia go do a’la „peowskiej” uległości, to uruchomienie owej procedury przeciwko Polsce ma o wiele istotniejszy i szerszy cel.

Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.

Chore ideologicznie, postmarksistowskie i wyobcowane elity unijne chcą tej drugiej, anaturalnej i sztucznie wykreowanej Europy czyli inaczej ZSRR-bis w postaci „Związku Socjalistycznych Republik (Landów) Europejskich”.

Na przeszkodzie realizacji tej utopii stoją kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które już przeżywały ideologiczny komunizm i zauważają, iż obecna ingerencja brukselskich elit w wewnętrzne sprawy narodów i państw staje się jeszcze większa i twórczo – poprzez idee A. Gramsciego, A. Spinelliego i Szkoły Frankfurckiej - rozwinięta niż nawet ingerencja Komisarzy Ludowych i przywódców ZSRR.
I też ta ingerencja jest o wiele groźniejsza bowiem dotyczy przede wszystkim – mówiąc językiem K. Marksa – nadbudowy, czyli ogółu instytucji, działań, form świadomości społecznej całej Europy. Obejmuje państwo i organy jego działania, instytucje wychowania i kształcenia, naukę, religię, rodzinę, prawo, moralność, sztukę, filozofię, doktryny społeczne i polityczne i wiele innych. Jest to m.in. ziszczeniem słynnego komunistyczno-lewackiego „marszu przez instytucje” nakazanego przez A. Gramsciego i budowaniem nowego „postępowego” i pustego wewnętrznie człowieka pozbawionego wartości, własnych osądów i własnej religii, moralności, tradycji, więzów rodzinnych i społecznych, własnej kultury i tożsamości narodowo-historycznej, etyczno-moralnych norm postępowania. Człowieka wyzutego z człowieczeństwa i podmiotowości indywidualnej i zbiorowej, człowieka zatomizowanego i w dużej mierze pozbawionego wszelkiej własności oraz spauperyzowanego i ubezwłasnowolnionego – poprzez szeroko rozumianą lichwę – finansowo.

Nie jestem dziś w stanie określić czy nowy premier Polski wraz ze swoim rządem będzie twardo i bezkompromisowo bronił „Europy Ojczyzn” i budował wokół tej pierwotnej dla unii idei koalicję państw unijno-europejskich, czy to w ramach V4 czy Trójmorza.

Pan premier M. Morawiecki jest bowiem człowiekiem, którego droga zawodowa daleka była od polityki i nie dał się wcześniej poznać ze strony swoich poglądów politycznych (na marginesie: podobnie nie znaliśmy wcześniej tychże poglądów prezydenta A. Dudy).

W biznesie przecież 50 zł ma zawsze odcień niebieski, niezależnie czy noszone jest w „kieszeni czarnych, czerwonych czy różowych spodni”. I chyba w przypadku nowego premiera ta dewiza jest jak najbardziej trafna, bowiem nie przeszkadzało mu doradzanie antypolskiemu premierowi D. Tuskowi a wówczas też obecny premier był brany pod uwagę jako zmiennik V. Rostowskiego na stanowisku ministra finansów.

Jestem też daleki od doszukiwania się jakichś spiskowych teorii, ale znając realia biznesowe oraz też polityczne III RP trudno mi nie mieć wątpliwości , co do samej kariery naukowej i bankowej oraz wspomnianej doradczej nowego premiera a także jego udziału w procesie integracji Polski z UE. Nie są to kategoryczne stwierdzenia mające zdyskredytować M. Morawieckiego, ale jedynie wątpliwości i pytania, na które chciałbym uzyskać zdecydowane od niego odpowiedzi i wyjaśnienia.\

Ilość ukończonych przez niego szkół i kursów wydaje się – co zauważył m.in. prof. J. R. Nowak - nierealnie duża a samo podstawowe wykształcenie akademickie nie miało nic wspólnego z ekonomią, finansami i bankowością. Nie negując zdolności M. Morawieckiego, w tym obszarze pojawiają się też u mnie i inne wątpliwości związane pośrednio też z jego ojcem i faktem, iż K. Morawiecki był chyba i ponoć najbardziej znienawidzonym antykomunistycznym opozycjonistą, też w czasie III RP.
Jeszcze raz powtarzam, iż nie mam zamiaru dyskredytować zdolności i kariery M. Morawieckiego, ale w sieci pojawia się wiele niepokojących informacji i może warto byłoby jednak, aby wszelkie takie – nawet fałszywe - informacje i opinie zostały wyjaśnione a tym samym też rozwiane zgodnie z prawdą.

Przeto warto byłoby np. poznać źródła finansowania i wysokość nakładów finansowych poniesionych przez M. Morawieckiego na zdobywanie wykształcenia i doświadczenia. Ciekawa byłaby również jego opowieść jak było to możliwe, iż przeszłość ojca nie przeszkodziła mu w karierze bankowej w Niemczech i w Polsce oraz potencjalnie jakie hipotetyczne pozamerytoryczne okoliczności pozwoliły mu objąć stanowisko prezesa BZWBK. Można byłoby też zapytać go jak to jest, że zarabiając jako prezes zarządu BZWBK kilkaset tysięcy złotych miesięcznie, zarówno w 2015 i 2016 jego zaoszczędzone środki pieniężne wynoszą – wedle oświadczeń majątkowych - jedynie około 3 mln zł a akcje i udziały w spółkach około 4 – 4,3 mln zł oraz jakie były przyczyny wzięcia przez jego żonę – w czasie gdy pełnił on obowiązki prezesa banku i rocznie zarabiał miliony złotych - ogromnego kredytu hipotecznego we frankach, którą to informację w sieci przekazał nie tylko – o ile sobie przypominam - m.in. dr Z. Kękuś, były pracownik BZWBK i podwładny M. Morawieckiego. Wyjaśnienia też wymaga to, czy prawdą są określenia jednego z blogerów, który – być może w kategoriach pomówienia – uzasadniał karierę w III RP M. Morawickiego oraz jego ojca z ich kontaktami z funkcjonariuszami dawnej WSI i dlaczego ta informacja w przedziwny sposób została usunięta z sieci internetowej. Interesujące byłoby też dookreślenie przez M. Morawieckiego jego pochodzenia, bowiem jego stwierdzenie o tym, że członkowie jego rodziny dzięki pomocy Polaków uniknęli antyżydowskiego, dokonanego przez Niemców Holocaustu w czasie II Wojny Światowej rodzi wiele niepotrzebnych domysłów i spekulacji a przecież ewentualna u niego domieszka żydowskiej krwi nie jest przecież niczym złym. Odnośnie tego obszaru warto byłoby jednak dowiedzieć się czy, kiedy i w jakim kościele M. Morawiecki został ochrzczony i jak ewentualna chrześcijańskość jego rodziny ma się to do antymoralnego prowadzenia się jego ojca i stwierdzeniu przez niego, że jest „postchrześcijański” oraz gdzie i kiedy M. Morawiecki poślubił swoją żonę i jakie katolickie (chrześcijańskie) sakramenty realizuje się w jego rodzinie? Ciśnie się też na usta inne pytanie: dlaczego w czasie sławetnych i podsłuchanych rozmów w restauracji „Sowa i Przyjaciele” nowy premier używał angielskiego określenia „ we the people/my ludzie - my naród” a nie „my Polacy” i czy ma to jakikolwiek związek z treścią żydowskiej, rabinicznej księgi – Talmudu, w której ludźmi z bożą duszą nazywani są jedynie przedstawiciele jednej nacji?

Mógłbym zadać jeszcze wiele pytań. Przyjdzie na to jeszcze czas. Są one nieraz zaskakujące i trudne, ale w momencie, gdy M. Morawiecki zdecydował się na karierę polityczną stał się funkcjonariuszem publicznym i winien wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Tym bardziej, iż dziś jest premierem rządu. Tak naprawdę na dziś możemy tylko „gdybać”, iż są mu bliskie wartości polskie, konserwatywne i wierzyć w jego werbalne osądy i zapowiedzi, iż w istocie tak jest. Tylko czy tak naprawdę jest? Mam nadzieję, że tak i jego intencje są czyste i wynikają z patriotycznej chęci budowy silnego państwa polskiego i jest to naprawdę cel nadrzędny jego działalności publicznej/politycznej.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu , iż obecnie mamy do czynienia z zalewem informacji tworzących trudno weryfikowalny szum informacyjny. Pojawia się wiele tzw. „fałszywych informacji/ fake newsów”, które tworzą niejednokrotnie fałszywy obraz rzeczywistości i trudno odnosić się do każdej pojawiającej się w Internecie, prasie, radio czy telewizji tejże informacji. Tyle tylko, że akurat prezydent, premier czy ministrowie mają do dyspozycji wielu pracowników, doradców i służby specjalne, które winny reagować na takie fałszywki informacyjne, wyjaśniać je a gdy trzeba to składać zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez autorów owych fałszywek. Najgorszą rzeczą jest milczenie, bo pozwala na geometryczny wzrost takiego kłamliwego szumu informacyjnego oraz powstawaniem różnych opinii noszących znamiona „political fiction” czy tzw. „teorii spiskowych” a to bardzo negatywnie wpływa na ocenę określonych polityków, co w przypadku najważniejszych z nich może doprowadzić do uszczuplenia poparcia dla nowych władz konserwatywnej części narodu polskiego.

Podobnie jak w przypadku prezydenta czy premiera także wielu nowych ministrów jest również niejako nowych w polityce i trudno ich oceniać wedle kryterium polityczno-światopoglądowego a przecież stanowiska ministrów winny być bardziej polityczne niż technokratyczne a raczej obecny skład rządu został tak ukształtowany, iż można go postrzegać właśnie jako ten drugi – technokratyczny. Czy jest to dobre rozwiązanie? Przychylam się do opinii, iż raczej nie… mając jednak nadzieję, że się mylę i też nie pomylił się J. Kaczyński...

Być może faktycznie długookresowo owe zmiany były niezbędne? Może trzeba było odmłodzić rząd i zmienić premiera na takiego, którego rozumieć będą elity unijne? Ale czy naprawdę trzeba było wymienić A. Macierewicza, który przecież tak naprawdę w polityce wobec UE miał marginalne znaczenie i skutecznie odbudowywał polską armię oraz „czyściał” ją ze złogów postkomunistycznej „wojskówki”? Ta zmiana – podobnie jak dymisja pani premier B. Szydło – dokonana została w sposób mało elegancki i nie została podyktowana względami merytorycznymi a raczej – wedle mojej subiektywnej opinii - osobistymi animozjami i konfliktem na linii A. Duda/dawne środowisko WSI i postWSI – szef MON. Sądzę też, iż była to cena za podpisanie przez prezydenta ustaw reformujących polskie sądownictwo: bardzo wysoka cena, którą – jak się zdaje – z wielkim trudem zapłacił J. Kaczyński (vide: ilość osobistych spotkań A. Duda – J. Kaczyński). Być może te zmiany miały i mają też na celu przejęcie części elektoratu liberalnego, wielkomiejskiego, ale czy nie kosztem twardego elektoratu PiS, dla którego A. Macierewicz był i dalej jest symbolem patriotyzmu i patriotycznej determinacji w działaniach realnych? Może też trzeba było dokonać takich zmian, które pozwolą cofnąć się w kontaktach unijnych o jeden krok aby później zrobić dwa kroki w przód, pozwalając unijnym lewakom na „wyjście z twarzą” z konfliktu z naszym krajem? Może też ta zmiana podyktowana została względami geopolitycznymi, w tym naciskiem na J. Kaczyńskiego przez USA i być może ich wysłannika Jonny'ego Danielsa, który zdaje się zastąpił w Polsce wcześniejszego a’la „rezydenta USA na Polskę” Lejbę Fogelmana?

Może… i tych może jest bardzo dużo… dla mnie za dużo i już dziś widać, że decyzje J. Kaczyńskiego w obszarze nowego rządowego „rozdania” osłabiły szefa PiS na tyle, iż nie był w stanie wymóc na swoich senatorach oczekiwanej przez niego decyzji w sprawie senatora PiS S. Koguta. I sądzę, że ten proces politycznego słabnięcia J. Kaczyńskiego będzie postępował dalej, niekoniecznie dla dobra Polski i Polaków.

Dla mnie jedno jest pewne. Głosując na PiS i ZP głosowałem na „dobrą zmianę”, którą zapowiadali: B. Szydło i A. Duda. Obecny rząd jest inny niż ten, na którego oddałem swój głos. Prezydent w dużej mierze stracił moje zaufanie i nie wiem czy po raz kolejny mu zaufam. Nowemu premierowi z dystansem się przyglądam i na razie ma u mnie ograniczony, ale jednak kredyt zaufania.

Będę się uważnie przyglądał działaniom obecnych władz polskich. Minął dopiero niespełna miesiąc od zmian w rządzie i wierzę, że następne będą jednak dobre dla Polski. Jeżeli jednak – wedle mojej opinii – tak nie będzie to starał się będę pisać o tym i przestrzegać, zarówno wirtualnie jak i realnie. I zawsze będę sobie – przed oceną – zadawać pytanie: „Czy zmierzamy we właściwym kierunku?”.

P.S.


Tekst w swojej zasadniczej formie był napisany jeszcze przed wybuchem afery związanej z nowelizacją ustawy IPN i penalizacją w niej antypolskich kłamstw przypisywania Polakom winy i współwiny za dokonany przez Niemców Holocaust Żydów. Jutro opublikuję w tej sprawie tekst zatytułowany: „O co chodzi Izraelowi”.  

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 6 listopada 2017

Apel! Panie J. Kaczyński! Tylko B. Szydło!

Tak wiem… Miałem pisać zupełnie o czym innym i swoje zobowiązanie złożone w ostatnim poście spełnię w kolejnych tekstach. 

Ale teraz muszę na coś wskazać, co mnie nurtuje już od dawna.

Życie płynie, czas płynie i nie można tego odwrócić. Jeszcze „niedawno” kończyłem studia i sam nie wiem kiedy stuknęła mi prawie 50-tka. W okresie „radości życia” – czyli do 40 lat – wydawało mi się, iż jeszcze wszystko przede mną. Teraz tylko chciałbym po sobie coś zostawić. Stąd wziąłem się za pisanie książek i m.in. zdałem sobie sprawę, że każdy powinien zostawić za sobą jakiś ślad, który młode pokolenia kiedyś zauważą. Jestem patriotą i we wnętrzu czuję polskość, więc chcę zostawić tą polskość dla przyszłych pokoleń Polaków. Może choć w części mi się uda… w części, bo „czas uczy pokory” i już dawno wyleczyłem się z jej braku.

Ale każdy ma swój czas. Jesteśmy aktywni tylko przez nikłe dziesiątki lat, co w skali historycznej jest okresem bardzo krótkim. I przez ten czas możemy dać tyle, ile potrafimy. Dla Polski, jeżeli choć trochę czujemy ją w sercu i chcemy jej dobra teraz i w przyszłości.

Tak naprawdę każdy ma jakieś powołanie od Boga, ma jakieś dane mu przez Niego talenty, które należy już samodzielnie rozwijać… bo jednym z największych „grzechów” jest „marnotrawienie danych przez Niego talentów” lub wykorzystywanie ich dla szeroko pojętego zła.

Talenty mają też politycy, choć jest to zawód, który powinien być zwieńczeniem własnej wcześniejszej pracy i dokonań życiowo-zawodowych a nie jej jedynym celem i programem „pierwsza i ostatnia praca”.

Dlatego też jestem zwolennikiem tego, aby posłem/ministrem/radnym można byłoby zostać dopiero w wieku 35 lat a senatorem czy prezydentem/burmistrzem/wójtem miasta/powiatu/gminy lub kraju dopiero w wieku 45 lat. Bo taka cezura wiekowa pozwalałaby ocenić naprawdę jakim człowiekiem jest pretendent do polityki i jakie ma talenty i osiągnięcia oraz faktyczne poglądy społeczno-polityczne i czy jest predestynowany do miana „męża stanu” i np. może mieć skłonność do „chapania kasy” i tylko osobistego wykorzystywania własnej pozycji i statusu publicznego. Można się z tego poziomu też zastanowić nad cezurą majątkową, choć może to być kontrowersyjne. Ale to tylko na marginesie. Może kiedyś powiem dlaczego uważam, że wiek powinien być jedną z najważniejszych kategorii warunkujących wejście do polityki…

Ale wracając do głównego tematu.

Szanowny Pan Prezes PiS-u, dr nauk prawnych Jarosław Kaczyński ma już swoje lata. Podziwiam go za to, co w swoim życiu publicznym zrobił i osiągnął. Jest i pewnie długo pozostanie najważniejszym i najlepszym dla Polski politykiem. Swoich poglądów nie zmienił przez dziesięciolecia. Potrafił być przez bardzo długi czas w opozycji i nigdy nie splamił się tałatajstwem i targowicką zdradą jaką dziś prezentuje tzw. „totalna opozycja”. Potrafił być premierem i rządzić dobrze, choć nie obca była mu – moim zdaniem - nieraz pycha, czego konsekwencją był upadek własnego rządu i przegrane wybory w 2007 roku… co było najtragiczniejszym dla Polski wydarzeniem ostatnich 30 lat (no może oprócz rządów i współrządów UD/UW).

Wierzę, że te 10 lat od upadku Jego rządów czegoś go nauczyły a przede wszystkim pokory i nie powieli swoich działań z tamtego okresu. 

Dziś bowiem jest na idealnej pozycji: swoistego naczelnika państwa. Ta rola – biorąc Jego doświadczenie, poglądy i dokonania – jest dla Niego wymarzona i chyba taką rolę już powinien spełniać do końca. Tego mu życzę a tym samym życzę PiS-owi i ZP wielu lat i kadencji rządzenia naszym krajem, choć oczywiście nie wszystko mi się podoba i piszę oraz będę o tym pisać. Nie na zasadzie „krytyki totalnej”, ale jako wskazanie do poprawy, jeżeli mój głos w ogóle coś znaczy.

Z wielkim więc zaniepokojeniem przyjmuję pogłoski polityczno-medialne o dymisji wiceprezesa PiS-u Pani premier Beaty Szydło z funkcji szefa rządu RP i podobno chęci J. Kaczyńskiego jej zastąpienia.

BYŁBY TO OGROMNY BŁĄD i sądzę, że w takim przypadku Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczona Prawica mogłyby pożegnać się z rządzeniem za dwa lata, o ile nie wcześniej. Dla Polski byłby to chyba ostateczny cios a przegrana PiS i ZP w kolejnych wyborach samorządowych, a szczególnie parlamentarnych ostatecznie pogrzebałyby polską państwowość, bo propozycje PO i jej „totalnej opozycji” zmierzają w prostej linii do „landyzacji” naszej Ojczyzny i ostatecznemu pozbawieniu jej suwerenności, wolności i niepodległości, czego wyrazem jest np. zapowiedź likwidacji urzędu wojewodów. Taka zapowiedź już powinna wzbudzić reakcję naszych służb kontrwywiadowczych, o ile one naprawdę są i działają jak polskie służby specjalne – dla dobra Polski… a mam tutaj wiele wątpliwości.

Apeluję więc do Szanownego Pana Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i mam nadzieję, że nie zaszkodzę tym apelem pani premier B. Szydło!

Zrobił Pan dla naszej Ojczyzny najwięcej po 1989 roku i żal byłoby, aby taki życiorys na kartach polskiej historii został zakwestionowany poprzez jakieś zupełnie bezmyślne posunięcia Pana już w wieku, kiedy winien Pan być „naczelnikiem i doradcą” a nie pełnić funkcji rządowych. Swoje doświadczenie mógłby też Pan wykorzystać w roli prezydenta Polski, ale z powodów oczywistych jest to już raczej niemożliwe.

Jeżeli jacyś pseudodoradcy proponują Panu przejęcie obowiązków premiera niech Pan sobie przypomni rok 2007 i kto tak naprawdę spowodował rozwiązanie Sejmu i upadek Pana rządów i czy aby to hipotetycznie nie były osoby i ich „działania operacyjne” z kręgu dawnej WSI i innych postkomunistycznych służb specjalnych oraz „uśpionych” dywersantów w szeregach Pana partii? I czy czasem ci doradcy dziś też Pana namawiają do braku decyzji o ujawnieniu aneksu z likwidacji WSI?

Szanowny Panie Prezesie!

Jest Pan bardzo dobrym politykiem, ale chyba sam Pan przyzna, że nieraz popełniał Pan błędy przede wszystkim w jednym: doborze ludzi. Nie pora teraz wymieniać nazwisk, choć cisną się na usta nazwiska Kaczmarka, Sikorskiego, Marcinkiewicza, „miśka” Kamińskiego, Migalskiego, Poncyliusza, Jakubiakowej, Kluzik-Rostkowskiej, Dorna, Ujazdowskiego, Zalewskiego, i wielu innych. Warto też cały czas mieć w pamięci, kto doradzał w roku 2010 Pana bratu ś.p. prezydentowi RP prof. Lechowi Kaczyńskiemu rezygnację z podróży do Katynia pociągiem na rzecz samolotu i kto ostatecznie i dlaczego – mimo zapowiedzi – nie wsiadł wówczas do feralnej „tutki”.

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi wybrał i „postawił” Pan na Panią premier B. Szydło i śmiem twierdzić, że była to jedna z tych dobrych decyzji personalnych, którą Pan podjął a która okazała się chyba najlepszą w Pana karierze politycznej. 

Było jeszcze więcej wybranych przez Pana dobrych i prawych ludzi jak np. minister obrony narodowej Pan Antoni Macierewicz, minister koordynator służb specjalnych Pan Mariusz Kamiński czy polityczne ukształtowanie Pana Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości. Mam nadzieję, że takim dobrym wyborem okaże się też wicepremier i minister rozwoju oraz finansów Pan Mateusz Morawiecki, bo już Szanowny Pan prezydent RP, dr nauk prawnych Andrzej Duda czy też minister spraw zagranicznych i doktor nauk humanistycznych Pan Witold Waszczykowski lub wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego Pan profesor nauk humanistycznych Piotr Gliński to osoby, które „wydają owoce” swojej pracy charakteryzujące się zaskakująco szybkim tempem „gnicia”. O ile – z racji wieku i braku politycznego doświadczenia – Pan prezydent A. Duda może jeszcze ponownie wejść na „dobrą drogę dobrej zmiany”, to już w przypadku pozostałych dwóch panów wydaje się to niemożliwe. Po prostu są osoby, które charakterologicznie nie nadają się na liderów, choć mogą być bardzo wartościowymi ludźmi posiadającymi ogromną wiedzę czy też inne unikalne przymioty. Chyba też takim człowiekiem jest Pan minister zdrowia i doktor nauk medycznych Konstanty Radziwiłł. To tyle takich drobnych i rekonstrukcyjnych moich subiektywnych podpowiedzi.

A’propos jednak Pani premier Beaty Szydło.

Uważam, że w ogromnej mierze – o ile nie decydującej – dzięki niej PiS i cała ZP wygrała wybory parlamentarne w 2015 roku i to ona była czynnikiem sprawczym wyboru Pana A. Dudy na stanowisko prezydenta. I to właśnie w dużej mierze dzięki Pani premier B. Szydło dziś – po dwóch latach – PiS ma niespotykane w historii wysokie notowania sondażowe.

Nie może Pan tego zmarnować i wierzę, że te pogłoski o Jej dymisji są tylko „chciejstwem” i wydumaną „fantasmagorią” tzw. „totalnej opozycji”. Ona naprawdę chciałaby, aby Pan został premierem, bo przez dziesiątki lat pracowała nad Pana negatywnym PR-em i obecnie łatwo mogłaby powrócić do starej pieśni „o złym Kaczyńskim”.

Nie może Pan – apeluję jeszcze raz – dać zdrajcom takiej broni… Apeluję i proszę. Bo przecież Pan niczego już nie musi udowadniać a pani premier jako wiceprezes PiS-u i okresowo jego skarbnik okazała się być bardzo lojalnym wobec Pana i partii politykiem a jej cechy osobiste predestynują ją idealnie do roli premiera Polski w obecnych, trudnych czasach dla naszej Ojczyzny, jak i całej Europy.

Przez te dwa lata Pani premier okazała się konsekwentnym politykiem, który poważnie traktuje swoich wyborców, ale i wszystkich Polaków i także samo poważnie traktuje swoje słowa i złożone obietnice w kampanii wyborczej. Jest polską patriotką i osobą jednoczącą ludzi a nie ich skłócającą. Prowadzi swój rząd w poczuciu odpowiedzialności za Polskę i polski naród oraz pracuje ciężko nie zaważając na ujadanie niemal całej unijnej „wierchuszki” i polskich zdrajców z „totalnej opozycji”. Nie daje też wciągnąć się w jałowe spory, które mogłyby pochłaniać cenny czas, który Pani premier i jej rząd poświęca na pracę merytoryczną.

Szefowa polskiego rządu doskonale też radzi sobie na arenie międzynarodowej skutecznie broniąc Polski przed atakami i mocno przyczynia się do odzyskania przez Polskę międzynarodowej podmiotowości. Zostało to też zauważone na świecie, czego skutkiem jest 10 miejsce w rankingu najbardziej wpływowych kobiet w polityce oraz 31 miejsce wśród 100 najbardziej wpływowych kobiet świata. Jest jedyną Polką w tych rankingach opracowywanych przez magazyn „Forbes”. Wyprzedziła m.in. Hillary Clinton czy piosenkarkę Beyonce. Oczywiście to tylko subiektywny ranking magazynu i pewna zabawa, ale jednak jest on szeroko komentowany i przedstawiany w mediach jako miarodajny i opiniotwórczy, mający pokrycie w rzeczywistości.

„Ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów” i takich błędów też nie uniknęła Pani premier, ale bilans jej działań jest dla niej korzystny i z każdym tygodniem ta wspaniała Polka staje się prawdziwym „mężem stanu”. Mam wrażenie, że ostatnie dwa lata Pani premier wykorzystała zarówno dla dobra Polski i rodaków, jak i własnego politycznego rozwoju. Przykrym byłoby przerwanie jej misji.

Mało tego!

Aby dać odpór wszystkim zdrajcom i fałszywym przyjaciołom oraz ich podszeptom namawiam, aby Pan prezes jednoznacznie „namaścił” Panią premier Beatę Szydło na przyszłego szefa PiS-u. Byłoby to mistrzowskie posunięcie, o ile oczywiście Pani premier na to by się zgodziła a wierzę, że w poczuciu obowiązku za Polskę i polski naród jej decyzja byłaby zdecydowanie pozytywna.

Moim zdaniem warto to zrobić szybko, aby Pan miał czas na wdrożenie Pani premier B. Szydło w obowiązki szefa partii i aby nie dopuścić do jej rozpadu w razie walki o sukcesję po Panu, wtedy kiedy – oby jak najpóźniej – już Pana nie będzie. Wydaje mi się też, że Pana doświadczenie mogłoby być ogromnie przydatne np. gdyby objął Pan funkcję honorowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości i z tej perspektywy "pilnował" "dobrej zmiany.

Apeluję i proszę. Tylko to mi pozostało.

Krzysztof Jaworucki (bloger: krzysztofjaw)

P.S.
Przepraszam za powtórzenie w moim ostatnim poście dużej części tekstu. Stało się tak ze względu na nowy sposób, w jaki kopiuję teksty z programu tekstowego. Nie poprawiam, aby mieć świadomość tego, iż z szacunku do czytelników takich błędów nie mogę powielać.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 20 marca 2017

Wajcha znów przestawiona! Ponownie quasi-really niemiecka PO!

Niemal wszystkie partie powstałe w Polsce po roku 1989 były i w dalszym ciągu kreowane są przez określone i znajdujące się "w cieniu" gremia decyzyjne. Jest zapewne kilka takich takich ośrodków skupionych wokół "wajchowych" znajdujących się zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz Polski. Niezależnie od siebie i przy różnych celach do osiągnięcia mają one jednak wspólną cechę: są antypolskie w znaczeniu braku realizacji polskich interesów na rzecz interesów własnych.

Powyższe gremia mogą mieć różny charakter a podmiotowo reprezentują m.in.: grupy etniczne (np. Żydzi), państwa lub narody (np. Niemcy, Rosja, USA, Izrael), podmioty gospodarcze w sensie ponadnarodowych korporacji finansowo-przemysłowych (banki, firmy farmaceutyczne, firmy zbrojeniowe, firmy medialne i inne), organizacje lub grupy społeczno-polityczno-środowiskowe (np. grupa Bilderberg, fundacje G. Sorosa, grupy zawodowe, jawne i ukryte służby specjalne - też postkomunistyczne i innych państw), polityczne organizacje ponadnarodowe (np. zniemczona UE) lub też środowiska ideologiczne (np. demoliberalne, postkomunistyczne lewactwo). Pewnie są też i inne gremia, ale podkreślić trzeba też, że wszystkie one dla realizacji swoich celów mogą w różny sposób łączyć swoje siły i wielokierunkowo działać wspólnie wedle ściśle określonej strategii.

Przez prawie całe 26 lecie (do 2015 roku) te wykreowane w Polsce partie rządziły i stopniowo doprowadziły nasz kraj do stanu "państwa teoretycznego", gdzie jest już tylko "chuj, dupa i kamieni kupa". Podwójna w roku 2015 wyborcza wygrana PiS (ZP), zarówno w wyborach parlamentarnych, jak i prezydenckich,  dla tych wszystkich partii i środowisk była szokiem, i od samego początku połączyły one swoje siły w totalnej walce z PiS-em (ZP), której celem było i jest obalenie obecnych władz i powrót do "koryta" oraz do "tego jak było".

Wydaje się jednak, że jeszcze przed wyborami owe gremia przewidywały swoją porażkę, choć być może nie aż w takiej skali i z pewnością nie w wyborach prezydenckich. Ośmioletnie rządy quasi-really niemieckiej partii PO z przystawką w postaci PSL były bowiem najgorszymi rządami od 1989 roku i przesiąknięte były działaniami antypolskimi oraz w dużej części - z niekorzyścią dla Polski - proniemieckimi (prounijnymi). Do tego implikowały one: większe lub mniejsze afery (Amber Gold, reprywatyzacyjna, hazardowa, stoczniowa, klimatyczno-węglowa, podsłuchowa, w ochronie zdrowia i inne), korupcję, nepotyzm, spolegliwość i poddaństwo wobec zagranicy (Niemcy, Rosja), rozrost administracji, marnotrawienie środków finansowych, wzrost długu publicznego i zadłużenia zagranicznego, ogromną emigrację zarobkową Polaków, niszczenie polskiej gospodarki i sektorów przemysłowych, tolerowanie przestępstw finansowo-gospodarczych (wyłudzenia VAT, ceny transferowe), zgodę na przyjęcie imigrantów islamskich, rozbrojenie Polski, wzrost wieku emerytalnego, obniżenie wieku rozpoczęcia kształcenia, tragedię smoleńską, "seryjnego samobójcę i nieszczęśliwy wypadek" i wiele, wiele innych patologii oraz antypolskich działań.

"Wajchowi" przewidywali, że takie działania PO musiały doprowadzić tę partie do przegranej, tym bardziej, że na scenie geopolitycznej nastąpił "reset resetu" USA wobec Rosji a to wiązało się też bezpośrednio "z koniecznością" zmiany władzy w Polsce - z preferującą kondominium niemiecko-rosyjskie na preferującą kondominium amerykańsko-izraelskie. Myślano jednak, że będzie jakaś równowaga: "nasz prezydent, wasz premier/rząd). Stało się inaczej i w całym obszarze polskiej polityki władzę przejęło PiS (ZP), co spowodowało odsunięcie dotychczasowych elit III RP "od koryta" i powolne odzyskiwanie przez Polskę choć części suwerenności i niepodległości z jednoczesnym powrotem do podmiotowości, patriotyzmu i wartości chrześcijańskich a negacją wartości demoliberalnego lewactwa.

Wobec powyższego - w jakiejś panice - ad hoc wykreowano nowe byty polityczno-społeczne, które miały zastąpić lub też komplementarnie uzupełnić PO i spowodować ponowne objęcie władzy przez "jedynie słusznych". Tak powstały .Nowoczesna i KOD a być może nawet Kukiz'15 jako potencjalny koalicjant PiS mający spełnić taką destrukcyjną rolę jak onegdaj (2005-2007) LPR i częściowo Samoobrona. Pośrednio też zabezpieczono się bezprawnie przejmując cały Trybunał Konstytucyjny.

Wykreowano i postawiono więc właśnie na parlamentarną partię R. Petru i jego .Nowoczesną oraz KOD jako społeczną i pozaparlamentarną organizację ulicznego i masowego sprzeciwu. Przez przeszło rok prowadzono wielokierunkową i zmasowaną promocję obu ugrupowań(m.in. "pompowano" sondaże dla .N) i jednocześnie uruchomiono całe europejskie oraz światowe lewactwo a także w/w gremia decyzyjne do zmasowanej krytyki nowych polskich władz. Prawie cała opozycja w Polsce (PO, .Nowoczesna, PSL, KOD) określiła się mianem "totalnej opozycji" i stała się destrukcyjną siłą polityczną mającą na celu tylko jedno - obalić PiS i powrócić do władzy. W realizacji tego celu posunęła się też do "targowickiej zdrady" Polski i narodu polskiego.

Niestety - ku przerażeniu "wajchowych" - wszystkie radykalne działania "totalnej opozycji", zarówno te parlamentarne (np. grudniowa próba puczu czy też próby odwoływania ministrów i blokowanie przyjmowania ustaw rządowych), jak i uliczne (manifestacje KOD-u), spełzły na niczym a w miarę upływu czasu stały się żenująco śmieszne, groteskowe i kabaretowe.

Okazało się bowiem, że postawiono na "niewłaściwe konie". R. Petru i cała jego .Nowoczesna dali się poznać jako gromada infantylnych, śmiesznych, niedouczonych i prymitywnych osobowościowo postaci, które w odbiorze społecznym kompletnie nie nadają się do funkcjonowania w życiu politycznym Polski ani tym bardziej nie mają żadnych predyspozycji do objęcia lub współobjęcia władzy. Natomiast M. Kijowski i jego KOD okazali się szemranym towarzystwem, równie infantylnym i niedouczonym jak .Nowoczesna a do tego łasym na "kasę" i poklask społeczny oraz reprezentującym zadziwiających ludzi, z różnymi zawodowymi i ideologicznymi sierotami po III RP wraz z dawnymi UB-ekami i WSI-okami włącznie.

Jednocześnie nie udało się sprowokować PiS-u do bieżącej rozgrywki politycznej i zajmowania się  wykreowanymi przez "totalną opozycję" wyimaginowanymi problemami. Nowy rząd od samego początku, skutecznie i nie oglądając się na "totalniaków" realizuje swój program wyborczy ze wszystkimi społecznymi obietnicami (500+, mieszkanie+, program gospodarczy, obniżenie wieku emerytalnego, podwyższenie płacy minimalnej, powrót 7 latków do szkół, uszczelnienie VAT, naprawa wojska, odkomunizowanie Polski, wyjaśnianie afer PO-PSL i inne). Do tego rozpoczęta została (też przez prezydenta) odbudowa podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej i integracja w ramach NATO oraz krajów V4. Ponadto PiS-owi udało się zneutralizować destrukcyjną rolę postkomunistycznego i przejętego przez PO Trybunału Konstytucyjnego. A w ostatnich dniach PiS udowodnił antydemokratyczny charakter zniemczonej UE ("wybór" D. Tuska na "króla Europy") i wyszło na jaw uzależnienie polskich dziennikarzy od zagranicznych (przede wszystkim niemieckich) właścicieli mediów realizujących niemieckie a nie polskie interesy. Jakby mało było kłopotów dla "wajchowych", doszły do nich jeszcze wybór D. Trumpa na prezydenta USA i jego nowa polityka niemal całkowicie sprzeczna z polityką dotychczasowego światowego lewactwo i elit unijnych (niemieckich) oraz wewnętrzne problemy UE związane z kryzysami finansowymi, islamskim terrorem, imigracją, uzależnieniem krajów unijnych od Niemiec.

Biorąc zapewne pod uwagę wszystkie powyższe czynniki, zdając sobie sprawę, że nie da się ponownie wykreować nowej siły politycznej i licząc na krótką pamięć Polaków oraz ich prounijne nastawienie, "kreatorzy z cienia" - chcąc nie chcąc - dokonali znów przełożenia "wajchy" i ponownie postawili na quasi-really niemiecką, zewnętrzną partię PO. Mają w tym nowo-starym swoim dziele poparcie niemieckiej UE, mediów i światowego lewactwa.

Stąd PO nagle "postanowiło" zgłosić konstruktywne wotum nieufności wobec rządu PiS i bez porozumienia z innymi totalniakami (.N i PSL) wystawiło kandydata na premiera w postaci swojego lidera Grzegorza Schetyny. Stąd też nagłe "pompowanie" sondażowe PO zwielokrotniające wynikający z operacji "Saryusz-Wolski" spadek poparcia dla PiS (-5%) i prawdopodobnie w związku z tym występujący wzrost poparcia dla PO (+10%). Badania te zostały przeprowadzone na zlecenie Rzeczpospolitej, która niedawno dołączyła do chyba już szmatławych i stających się powoli czysto propagandowymi oraz antypolskimi (ostatni list szefa Axel Springer do polskich dziennikarzy) mediami "totalnej opozycji" w stylu m.in.: GW, Newsweeka, Polityki, TVN, Faktu, onetu czy wp. Zresztą część z nich od samego powstania była i jest antypolska.

Całkowite przejęcie opozycyjnego obszaru przez PO i podejmowanie przez nią decyzji bez porozumienia np. z .Nowoczesną dobitnie świadczy, że "wajchowi" zrezygnowali już z usług .N i KOD, choć zapewne nie pozwolą im do końca zginąć.  Mogą się jeszcze przydać a takie "pacynki" zawsze warto mieć w odwodzie, chociażby w czasie przyszłych i bardzo ważnych wyborach samorządowych.

Sytuacja na świecie jest dziś zmienna. Zbliża się ponowne "geopolityczne rozdanie", narastają różnego rodzaju problemy gospodarcze i związane z islamskim terroryzmem oraz taką też emigracją do Europy. Coraz więcej unijnych krajów zdaje sobie sprawę z konieczności daleko idącej reformy funkcjonowania UE. Wszyscy również w niepewności oczekują międzynarodowych decyzji nowej administracji USA i obserwują poczynania Rosji, Chin czy Iranu.

Ponowna próba ustanowienia przez "kreatorów z cienia" PO jako jedynej alternatywy dla PiS jest bardzo ryzykowna, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Rząd PiS (ZP) powoli (być może za wolno) zmienia Polskę i nie popełnia przy tym istotniejszych błędów. Wyjaśniane są afery PO-PSL, które w dłuższym okresie mogą całkowicie pogrążyć PO a wielu jej członków i sympatyków może już wkrótce zostać objętych programem "cela+". Szykują się lub już trwają reformy ostatnich bastionów postkomunistycznej sitwy III RP: sądownictwa, wojskowości, służb specjalnych, szkolnictwa wyższego, kultury. Wszystkie też już znane fakty pozwalają mieć nadzieję, że D. Trump znajdzie wspólny język z prezydentem i premierem Polski czy też J. Kaczyńskim. Wybory w Niemczech może wygrać skrajnie antypolski socjalista (narodowy socjalista?) M. Schulz, co może wywołać nowy, otwarty polityczny i gospodarczy konflikt pomiędzy Niemcami a Polską i nawet jeśli wygra A. Merkel to i tak będzie w czasie kampanii wyborczej zmuszona zradykalizować swoje poglądy na temat obecnych władz Polski i Polski jako takiej. W tym kontekście proniemiecka i uległa PO może bardzo dużo stracić, tym bardziej, iż prawdopodobnie czeka nas nowa i bardzo duża fala islamskich uchodźców do Europy oraz zintensyfikowanie radykalizacji muzułmanów (wzrost ilości zamachów terrorystycznych) a wiadomo, że PO - gdyby udało się jej jakimś cudem lub fałszerstwem przejąć władzę - otworzy polskie granice dla islamistów. Są jeszcze wybory we Francji...

Analizując to wszystko, osobiście sądzę, że rozpaczliwa próba reaktywowania PO skazana jest na niepowodzenie. Oby... ale Polska i Polacy cały czas muszą walczyć o swoją godność, honor, podmiotowość, suwerenność i niepodległość

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 11 lutego 2017

"Seryjny wypadek". Czy to pewna wersja "startegii żaby"?

Być może pewne wydarzenia dzieją się przypadkowo i to w każdej sferze życia indywidualnego oraz zbiorowego. Z pewnością tak jest, ale jeżeli tak się dzieje, że mało prawdopodobne do wystąpienia fakty jednak się zdarzają i to nawet cyklicznie to już nie można mówić o przypadku. A tak jest z tzw. stłuczkami samochodowymi najważniejszych osób w państwie, m.in. prezydenta, premier (też w Izraelu!) czy szefa MON.

Oczywiście można dalej się upierać, że ów "seryjny wypadek" limuzyn rządowych to jakieś fatum, "prawo serii", brak wyszkolenia i brawura BOR-owców, niedouczeni polscy kierowcy czy tam wyszukiwać innych przyczyn, w tym losowych.

Ale sprawa staje się na tyle poważna, że trzeba zakładać wykreowanie owej cykliczności "seryjnego wypadku". Tym bardziej, że w całej historii II PRL (III RP) jak i I PRL mieliśmy do czynienia z bardzo częstym grasowaniem "seryjnego samobójcy" czy też "nieszczęśliwego wypadku". To standard postępowania zmierzającego do wyeliminowania niewygodnych dla komuny, poskomuny i elit III RP ludzi, którzy zagrażali (i zagrażają) ustalonym w Magdalence i OS zdradliwym i antypolskim porozumieniom.

Objęcie władzy przez prezydenta A. Dudę i PiS (ZP) a szczególnie to, że rządzą naprawdę realizując swoje obietnice wyborcze od samego początku było szokiem dla II PRL i od pierwszego dnia rządów (a nawet wcześniej) nastąpił zmasowany atak na nowe władze, atak zjednoczonej totalnej opozycji, współczesnej Targowicy. Trwa on do dzisiaj, mimo, że wszystkie próby obalenia prezydenta czy rządu premier B. Szydło spełzły na niczym. Nie udało się wciągnąć rządzących w "bieżące pyskówki", nie udało się doprowadzić do krwawych rozruchów Polaków na ulicach, nie była w stanie pomóc brukselsko-niemiecka zagranica ani lewacko-demoliberalne światowe elity, nie udał się grudniowy i dobrze przygotowany pucz "totalnej opozycji" ani żadne prowokacje uliczne i parlamentarne. Rząd rządzi coraz skuteczniej i - o zgrozo - zaczął powoli rozbijać antypolską, rządzącą niemal od 27 lat mafię elit III RP. Zagrożone zostały podstawy jej funkcjonowania, począwszy od finansów, czyli swobodnego okradania Polski na miliardy złotych a skończywszy na śledztwach, aresztowaniach, procesach karnych, zmianach kadrowych (np. w armii) czy rozbijaniu bezkarnych korporacji zawodowych, w tym w wymiarze sprawiedliwości i w środowisku dawnych SB-ków czy WSI-oków. Całej tej sitwie dosłownie zaczął "palić się grunt pod nogami" a wizja świata zza krat jest dla tej wyższej kasty ludzi nie do przyjęcia, tak samo jak oderwanie ich od koryta władzy i apanaży z nią zawiązanych.

Wielokrotnie to powtarzałem i powtórzę jeszcze raz - oni są zdolni do wszystkiego, największej podłości i zdrady. Są w stanie doprowadzić Polaków do rozlewu polskiej krwi na ulicach, ale też są w stanie dokonywać mordów politycznych, tak jak to było i w czasie komuny i postkomuny.  A te mordy w postaci właśnie "seryjnego samobójcy" lub "nieszczęśliwego wypadku" były częste i cyklicznie a ich i ich ofiary opisałem w ciągle uzupełnianym swoim tekście: "Seryjny samobójca" i "nieszczęśliwy wypadek" - efekty degrengolady państwa polskiego!" [1]. Sądzę też, że z dużą dozą prawdopodobieństwa ową listę uzupełnić można też niedawną śmiercią w wypadku samochodowych posła Kukiz'15 Rafała Wójcikowskiego. 

Te dziwne wypadki samochodowe mogą nic nie znaczyć, ale też mogą stanowić operacyjne realizowanie pewnej strategii zbliżonej do tzw. "strategii żaby",  która to ta żaba włożona do wrzątku od razu wyskakuje i ucieka, ale jeżeli włoży się ją do zimnej wody i będzie tę wodę stopniowo się podgrzewać to żaba będzie - sukcesywnie w czasie - przyzwyczajać się do coraz bardziej gorącej wody, nie ucieknie i zginie w końcu ugotowana przez wrzątek. I właśnie może te dziwne wypadki mają na celu właśnie stopniowe przyzwyczajanie nas do ewentualnego "ostatecznego rozwiązania" kwestii prezesa, prezydenta, pani premier czy niektórych ministrów, którzy w końcu mogą naprawdę zginąć w jakimś wypadku samochodowym a wtedy totalniacy i ich "elity" różnej maści  - jak zwykle szyderczo i lekceważąco a wewnętrznie radośnie - rozłożą ręce i powiedzą: "No już było kilka wypadków a ten akurat okazał się śmiertelny, bo PiS zniszczył służbę BOR i nie wyciągnął wniosków z poprzednich zdarzeń. Ten wypadek akurat skończył się nieszczęśliwie, ale można się było w końcu tego spodziewać". 

Chciałbym się mylić, ale podobnie korzystano z elementów tej strategii w przypadku "polityki nienawiści" wobec ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego, gdzie wcześniej pojawił się jakiś "ślepy, ruski snajper", potem B. Komorowski stwierdził mnie więcej, że "prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni" a później była tragedia smoleńska. Wcześniej zaś była katastrofa Casy a nawet możliwość katastrofy śmigłowca z L. Millerem. Został też wykreowany Cyba a przez całe ostatnie 1,5 roku próbuje się wykreować pokłady chorej nienawiści wśród odmóżdżonych lemingów... bo może któryś w końcu stanie się tym kolejnym Cybą....

Jedno zaś jest pewne. Najwyższym przedstawicielom polskich władz grozi niebezpieczeństwo i to tym większe, że A. Merkel zrozumiała, że musi liczyć się ze zdaniem Polski a dla niej to też zapewne jest nie do zniesienia. I tym bardziej, że "totalna opozycja" wraz z jej elitami traci na znaczeniu w badaniach sondażowych a podstawy jej szpetnej egzystencji zaczynają być podcinane skutecznymi działaniami nowych władz.

Oby jednak to wszystko były jednak przypadki, które zmuszą do radykalnych działań w zakresie poprawy bezpieczeństwa najwyższych władz RP.

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/11/seryjny-samobojca-i-nieszczesliwy.html

P.S.
Nie będę tutaj cytował, ale szydercze reakcje na wypadek pani premier takich Wrońskich czy Giertychów tylko świadczą  o ich totalnej zgniliźnie i skundleniu oraz jakiejś chorej antyludzkiej nienawiści. Oni naprawdę by się cieszyli ze śmierci przedstawicieli nowych władz...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 19 stycznia 2016

Rewelacyjna premier B. Szydło, rewelacyjni piłkarze ręczni!

Nie ma się co rozpisywać. Dziś wspaniały dzień dla Polski i Polaków!

Kuriozalna decyzja unijnych, antypolskich liderów o debacie na temat Polski w PE podsycana i wspierana żarliwie przez posługujących się językiem polskim współczesnych "targowiczan"  swoim przebiegiem tylko potwierdziła miałkość argumentacji oraz intelektualny i prawny bezsens stawianych Polsce przez nich zarzutów.

Idealnie tą debatę podsumowała premier B. Szydło mówiąc na zakończenie m.in.: "Pytań o TK i media wielu nie było - rozumiem, że nie ma problemu, więc nie macie, o co pytać. Ta dyskusja jest dla nas kłopotem, z którym ja też mam kłopot - nie zgadzam się, by KE zastosowała w stosunku do Polski taką decyzję, jaką podjęto. Ale chcę informować. (…) Wszyscy powinniśmy się troszczyć, by instytucje europejskie pracowały jak należy. Jestem gotowa udzielać informacji (...) Polska nie zasługuje na to, by być oceniana przez Komisję Europejską! (…) Jesteśmy suwerennym państwem i wolnym narodem!".

Ponadto dowiedzieliśmy się, że naszych, propolskich eurodeputowanych jest znacznie więcej niżby to wynikało ze zwykłej arytmetyki. Wielu wszak zagranicznych polityków kończyło swoje przemówienie zwrotem: "Jestem Polakiem"...

Ale już tak w życiu jest, że nieraz dobra passa przynosi jednocześnie wiele dobrych zdarzeń. I tak stało się dzisiaj.

Do polskiej premier B. Szydło dołączyli nasi wspaniali piłkarze ręczni, którzy dziś na mistrzostwach rozgrywanych w Polsce rozgromili mistrzów olimpijskich, mistrzów Europy i świata Francuzów 31: 25. To historyczne zwycięstwo i osiągnięte we wspaniałym stylu przy 15 tysięcznej biało-czerwonej publiczności! Gratulacje! I oby to zwycięstwo przemieniło się także w sukces podczas meczu finałowego. Oby!

Pozdrawiam wszystkich z polskim uśmiechem


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 19 września 2012

AmberGold - może warto pozwać zbiorowo Premiera RP?

Wczoraj we wszystkich niemal mediach podano informację, że oszacowany majątek firmy AmberGold wynosi 100 milionów złotych a roszczenia wobec niej aż 330 milionów złotych. Jak wynika z tej informacji oszukani przez tą firmę ludzie nie będą mogli uzyskać w całości zwrotu swoich pieniędzy  lub też nie odzyskają ich wcale.

Zrodził mi się w tej sytuacji pomysł, który nie wiem czy ma szanse pozytywnej realizacji. Nie jestem bowiem prawnikiem, ale być może warto imać się wszystkiego, co pomoże w odzyskaniu pieniędzy ludziom, którzy zaufali, iż dopuszczona przez rządzących do funkcjonowania na polskim rynku firma jest uczciwa i prawa.

Jak wszyscy wiemy w dniu 24 maja 2012 roku ABW poinformowała Premiera RP o prawdopodobnej przestępczej działalności firmy AmberGold. Od tego dnia Premier RP - najwyższej rangi funkcjonariusz publiczny - powziął informację, która winna skutkować poinformowaniem przez niego prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez tą firmę. Był to jego prawny obowiązek! Jako też pełniący zaszczytną funkcję Premiera powinien ostrzec rządzonych przez siebie obywateli o tym fakcie. Premier tego nie uczynił a jedyną osobą, która być może dowiedziała z ust premiera się o prawdopodobnym przestępczym charakterze działalności tej firmy był jego syn.

Premier RP nie dopełnił tym samym prawnego obowiązku, czyli prawdopodobnie popełnił przestępstwo i stał się być może współwinnym strat poniesionych przez obywateli, którzy ulokowali swoje oszczędności w firmie AmberGold po 24 maja 2012 roku!

W związku z powyższym może warto byłoby, aby Ci klienci, którzy powierzyli swoje oszczędności firmie AmberGold po 24 maja 2012 roku wytoczyli pozew zbiorowy o zwrot wpłaconych sum przeciwko Premierowi RP?

To tylko  taka moja propozycja, którą można też rozszerzyć o czas powzięcia przez KNF (2009) informacji o być może przestępczej działalności firmy Marcina P.

Pozdrawiam

P.S.
Nie byłem i nie jestem klientem firmy AmberGold

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 10 października 2011

Jan Krzysztof Bielecki - Nowy Premier?

Witam

Wiem, że nikt sobie nie wyobraża, że po zwycięstwie PO premierem może być ktoś inny niż Donald Tusk... jak kiedyś nikt sobie nie wyobrażał faktu rezygnacji przez niego z kandydowania na Prezydenta...

Od wczoraj zaś bardzo aktywnie i ponownie promowany przez media jest Jan Krzysztof Bielecki.

Źródło zdjęcia: wikipedia. Doprawdy... ciekawy i "czysto polski strój" Pana Jana Krzysztofa Bieleckiego może zastanawiać (przez niektórych - pomijając błękitną szarfę - ten np. "biało-czerwony kotylion" ma przestawione barwy i bardziej określa plemię Chazarów niż Polaków czy nawet Judejczyków a poza tym wielu też uważa kotyliony - w przeciwieństwie do kokard - za "niepoważne" narodowe symbole).

Tuż po zakończeniu wyborów ten Pan rozmawiał (wraz z J. Oleksym i K. Marcinkiewiczem) z "wybitnie rządową" dziennikarką Panią Dorotą Wysocką-Schnepf, żoną ambasadora RP w Hiszpanii Ryszarda Schnepfa (w 2006 roku "z hukiem wyrzuconego poprzez osobista dymisję" ze służby dyplomatycznej przez  rząd PiS...bowiem bez uzgodnienia z premierem przedstawił własną koncepcję związaną z Gazociągiem Północnym sic!!!) a dzisiaj TVP nie dość, że przygotowała mu reporterską wizualnie laurkę z życiorysu to jeszcze przedyskutowała z nim "palące problemy powyborcze".

Takie nasycenie J. K. Bieleckim może oczywiście nie znaczyć nic ponad to, iż ten Pan dalej będzie przez wielu postrzegany jako "faktyczny premier cienia", który z pozycji szefa Rady Gospodarczej przy Premierze de facto wykonuje czynności Prezesa Zarządu (lub też Syndyka) Rzeczpospolitej Polskiej. W innej wersji - zdecydowanie gorszej dla Polski - może jednak objąć już stery naszego kraju oficjalnie.

Sądzę, że jako mój komentarz wystarczy ponowne przedstawienie mojego tekstu pt.: Uwaga czyżby powrót "szaro-czarnej emnincji finansowej napisanego w lutym tego roku...

-------------------------------------------------------------------

(tekst mojego postu opublikowanego w dniu 06.02.2011 roku zawiera się pomiędzy wyśrodkowanymi liniami poziomymi) 

Tajemniczy były premier. Mentor D. Tuska. Typowany przez wielu na premiera... prawdopodobnie powraca promowany wstępnie (a jakże przez onet) medialnie przez dzisiejszą zajawką jego jutrzejszego wywiadu w onet.pl. "Bielecki: zawsze miałem słabość do braci Kaczyńskich".

Tylko wskażę na dwa pierwsze pytanie i odpowiedź, które ustawiają cały artykuł i są leadem jego wewnętrznej wymowy:
"Jacek Nizinkiewicz: W jakiej formie jest Donald Tusk? 
Jan Krzysztof Bielecki: Premier Tusk jest w bardzo dobrej formie. Mimo osobistych problemów, cały czas jest skupiony na rządzeniu krajem.
- Tusk i Schetyna grają w jednej drużynie? Czy każdy gra już na siebie? 
- Jestem przekonany, że Tusk i Schetyna grają w jednej drużynie. W końcu znam dobrze Grzegorza Schetynę".

Każdy kto kiedykolwiek zetknął się ze środowiskiem PO i najbliższym otoczeniem D. Tuska wie, że dla niego J.K. Bielecki jest czymś w rodzaju "guru"... chyba nie tylko finansowego, ale i życiowo-politycznego...

Nie wiem po co ten wywiad. Mogę się tylko domyślać, że planowany jest być może powrót J.K. Bieleckiego jako "ratownika" polskiej gospodarki, której oczywiście nie da się uratować... ale może właśnie dlatego potrzebny jest były premier, aby pomóc ją do końca PO-wiakom wydrenować? Innym celem może też być ostateczne upłynnienie PKOBP a może przygotowanie do prywatyzacji NBP? Nie wiem... może w ogóle J.K Bielecki nie wróci do polityki zadowalając się już osiągniętym statusem i dochodami? Może, ale... w takim razie po co promocja PR-owa?

Tylko dla przypomnienia. To przecież za kadencji prezesowania J.K. Bieleckiego PKO S.A. skutecznie zostało przejęte przez Unicredit. Za tę operacje oczywiście Pan Jan Krzysztof Bielecki otrzymał nagrodę i był długo we władzach tego włoskiego banku.

I właśnie wtedy, gdy we władzach Unicredit był J.K. Bielecki toczył się drenaż polskich firm poprzez oferowanie polskim przedsiębiorcom m.in. przez ten bank (vide PKO S.A.) toksycznych, asymetrycznych opcji walutowych, na których Polska mogła stracić nawet około 200 mld zł (doliczając do tego koszty upadłości, bankructwa, kategorię utraconych zysków, wypłacane dla upadających firm zasiłki dla bezrobotnych i uszczuplenie podatków lokalnych). Dygresja do Pana W. Pawlaka – Co z planowanymi pozwami zbiorowymi przedsiębiorców?

No i jeszcze pamiętne spekulacje na polskim złotym... Czy Unicredit w nich uczestniczył jako międzynarodowa instytucja finansowa? Większość takowych instytucji uczestniczyła a raczej na pewno te, które we władzach lub jako doradców miały Polaków, np. Goldman Sachs (Kaziu, Kaziu, Kaziu... Marcinkiewicz).

I jeszcze jedno na koniec. To m.in. UniCredit CA IB Poland brało pośredni lub bezpośredni udział w nadzorowaniu i przygotowywaniu prywatyzacji PGE (największej spółki energetycznej w kraju).

Czyżby czas na drugiego Leszka Balcerowicza? Ów skutecznie zniszczył polski majątek u progu III RP a może Ten ma zakończyć to niszczenie? Obym się mylił... również, co do roli J.K. Bieleckiego jako szarej albo i czarnej eminencji polskiego systemu finansowego i nie tylko...

Pozdrawiam

P.S.
Dla zobrazowania polecam moje dawniejsze posty:
1. KOMU ZALEŻY NA UTRACIE PRZEZ POLSKĘ PKO BP?
2. UWAGA - Powtórka z rozrywki... znów spekulacje na polskim złotym!
3. Spekulacja na złotym! - CORAZ OSTRZEJ!
4. WICEPREMIER SKARŻY SIĘ NA PREMIERA U INTERNAUTÓW!

-------------------------------------------------------------------

Sądzę, że dziś - po wyborach parlamentarnych - nie muszę o wiele więcej dodawać... chyba tylko tyle, że może tez zostać wicepremierem...

Pozdrawiam refleksyjnie

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"

czwartek, 15 września 2011

Bogdanie Klichu! WRACAJ SZYBKO! albo egzorcysta potrzebny od zaraz!

Witam,
być może dla niektórych trochę kuriozalnie i humorystycznie...

Idea poniższego tekstu oraz jego zarys powstały ponad dwa i pół tygodnia temu. W nawale różnorodnych zajęć wakacyjno-prywatnych temat jakoś mi umknął i wydawało się iż zwyczajnie się czasowo zdezaktualizował. Raczej nie zamierzałem do niego powracać w formie osobnego wpisu zachowując sam pomysł oraz ewentualnie rozbudowując go szerzej w treści przygotowywanej przeze mnie publikacji książkowej moich felietonów, ale... jednak (z zachowaniem pierwotnego tytułu) trochę rozszerzony poniżej prezentuję... Czy słusznie zestawiam natomiast pewne "tuskowe fakty"? Nie wiem...

-------------------------------------------------------------------------- 

Przedstawię sekwencję zdarzeń:

1. Podczas kampanii wyborczej w 2007 roku przyszły Premier Donald Tusk oficjalnie wierzy w "cuda" i obiecuje Polakom różne "cuda" stając się niejako Cudotwórcą... ale jak się okazało Cudacznym Cudotwórcą Cudów Przywidzeniowych...  (CCCP - ZSRR?), czyli takich, które możemy zaliczyć do kategorii: chimer, fantasmagorii, fantomów, fatamorgan, halucynacji, miraży, omamów, ułud, urojeń, zwid, wyobrażeń, złudzeń lub autowiary w swoje ponadludzkie możliwości,

2. 09.10.2009 roku w wywiadzie dla pisma  "Polska" niejaki Sławomir Nowak o Donaldzie Tusku powiedział słowa następujące: "On nie jest żadnym nawiedzonym mistykiem, który ma olśnienia, ale na pewno jest dotknięty przez Pana Boga geniuszem i nieprawdopodobną intuicją. Premier zawsze szuka niestandardowych rozstrzygnięć i na tym też polega jego siła. Obrady klubu zakończył ostatnio sformułowaniem: "nie traćcie ducha". Biblijnie, powiało świeżą bryzą",

3. 11.06.2011 roku podczas partyjnej konwencji w Gdańsku Premier RP Donald Tusk grzmiał "z PO-wej ambony": "Nasz rząd nie będzie się kłaniał bankierom, ani związkowcom, nie będzie klękał przed księdzem..."

4. W numerze 26 Tygodnika Katolickiego "Niedziela" z 26.06.2011 roku  w reakcji na powyżej przedstawione słowa Premiera przytoczono wypowiedź Arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia, który odpowiadając panu Premierowi stwierdził: "Przed duchownymi nikt nie musi klękać, nie jesteśmy Najświętszym Sakramentem. Nie chcemy być używani jako straszak (...) Znamy przeszłość i część z nas, biskupów (...) pamięta jeszcze te hasła i slogany. One niczemu nie służą, tylko burzą harmonię społeczną, a wszyscy chcemy spokoju (...) Mamy katastrofy  biedy, po co mamy się biczować?...". W tej wypowiedzi - oprócz pewnych oczywistości społecznych i propagandowych - ważne jest to, iż przed księdzem nie klękamy dla jego osoby, ale dla Najświętszego Sakramentu, Boga, Jezusa Chrystusa poprzez którego niejako "przemawia" ksiądz i tylko tyle! Poza tym samo klęczenie wierzących przed Bogiem jest wyrazem pokory a nie pychy cechującej często ludzi szerzących zło i uważających się za lepszych od innych, niemal żyjacych ułuda i mania własnej boskości...,

5. 29.07.2011 roku w opublikowanym raporcie J. Millera padły jasno sformułowane konkluzje o wykluczeniu winy pilotów oraz jakichkolwiek ich błędów podczas lotu do Smoleńska,

6. 02.08.2011 roku psychiatra i Minister Obrony B. Klich traci swoje stanowisko w rządzie Cudacznego Cudaka Cudów Przywidzeniowych (CCCP),

7.  Po wielodniowym studiowaniu treści raportu J. Millera i wyczytaniu w nim, iż tragedii smoleńskiej nie byli w żadnym razie winni piloci... nasz CCCP (bez wsparcia i rady psychiatry / Ministra Obrony) podejmuje 4 sierpnia 2011 roku decyzję o  rozformowaniu 36 Specjalnego Pułku Piechoty, bo ów pułk spowodował takie wyszkolenie pilotów, że nie popełnili oni błędów podczas lotu...

8. W swojej niedawno opublikowanej książce J. Palikot opowiada o D. Tusku jako o człowieku, który kopie piłkę w swoim gabinecie  z wściekłością celując do kwiatka L. Millera... "Uderzał w coś, co należało do Millera, którym był autentycznie zafascynowany". W innym miejscu książki podobno opisuje Donalda Tuska czyli naszego CCCP jako człowieka bawiącego się głową Kaczyńskiego, czyli zabawką w postaci figurki Kaczyńskiego na sprężynce przytwierdzonej do rządowego biurka (sic!) a w wywiadzie dla pisma "POLSKA THE TIMES" powiedział m.in. o swoim byłym szefie: "- Jest bardzo impulsywny. Ale też bardzo chwiejny. Kiedy ma atak, jego twarz staje się zawzięta, rzuca wulgaryzmami, obraża i wyrzuca wszystkich. - Absolutnie was wszystkich wypierdolę. Nie nadajecie się do niczego. Mam już dość!". Można oczywiście oceniać z wielkim dystansem i nieufnością rewelacje Pana "Palącego Koty", ale jakoś Donald Tusk nie zareagował krytycznie i nie zaprzeczył prawdziwości tych faktów i zdarzeń...

9. We wrześniu 2011 roku oficjalnie jako juror występuje w TVP Adam Darski, który zapewne też nigdy nie klęka i  nie "będzie klękał przed księdzem" a przedwczoraj raczył obwieścić, że wybacza biskupom, nie wiedzą co czynią. Zapewne Sławomir Nowak zauważył, że też powiało od A. Darskiego "biblijnością"...

Czy ktoś coś z Was z tego rozumie?

Ja się już po prostu gubię w tej rzeczywistości stworzonej przez ostatnie 20 lat a już zupełnie nie jestem w sanie pojąć degrengolady ostatnich 4 lat...  Staram się więc szukać jakiś przyczyn, co jest trudne i prowadzić może do zaskakujących i raczej chyba mało prawdopodobnych konstatacji...

Może przyczyną tej degrengolady jest jakieś "wewnętrzne paskudztwo" nie pozwalające D. Tuskowi na logiczne postrzeganie rzeczywistości,  wyciąganie właściwych wniosków z treści wyczytywanych i dziejących się wokoło zdarzeń realnych? A może -czym się naprawdę martwię - coś "złego siedzi" w naszym Premierze, co nakazuje mu niszczenie biednych roślinek, dziwną zabawę z "głową Kaczyńskiego" na biurku i wywołuje zmienność nastrojów oraz strach przed klęczącym oddawaniem czci Bogu... przed którym przecież składał przysięgę małżeńską! (a więc nie może powiedzieć, że jest ateistą lub agnostykiem)? Może też dlatego nie reaguje na promowanie satanistów w publicznej telewizji?

Już sam nie wiem... Jeżeli tak rzeczywiście jest lub było to teraz rozumiem dlaczego tak długo CCCP nie dymisjonował psychiatry B. Klicha... Może warto byłoby zwrócić się jednak do tego ostatniego: "Bogdanie Klichu Wracaj!... bo boimy się o skutki kolejnych nielogicznych i "trącących czymś" decyzji i cudotwórczych konstatacji premiera dokonywanych oraz czynionych bez stałej Pana ministerialnej i zawodowej opieki!". 

A może wcale B. Klich jest w ogóle niepotrzebny a raczej  jakiś prokurator, sędzia, później "klawisz" albo... od razu egzorcysta...? 

Pozdrawiam

P.S.

Nie ukrywam, że ta nienawiść ziejąca od naszego Donalda Tuska vel. CCCP do wszystkiego naokoło a szczególnie do rzeczy pośrednio, bezpośrednio lub też wyimaginowanie związanych z PiS-em, Kaczyńskimi, Smoleńskiem, Polską, patriotyzmem, chrześcijaństwem, historią, tradycją, polskością... po prostu mnie przeraża i jakoś tak nie mogę przestać myśleć o tym, czym dla Polski był CCCP i IV Rzesza...

P.S.2 (dopisane około 9-tej rano)

Chyba faktycznie syndrom nienawiści dotyczy całości PO, bo przecież zawsze ryba "psuje się od łowy" a później już cała cuchnie...



Genialne...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"

sobota, 22 stycznia 2011

Wiadomości TVP - humor z groteską przeplatane Boa Dusicielem i ile kosztował bilet do Smoleńska?

Witam

Przyznaję się! Dawno nie oglądałem całych Wiadomości TVP. Może szkoda, ale właśnie z dystansu mogłem dziś ocenić nowy ich poziom wykrystalizowany po dokonaniu PO-owej czystki oraz zastraszeniu zwolnieniami reszty dziennikarzy.

Spostrzeżenie jedno... to już nawet nie żenada to po prostu tragifarsa i jeden wielki bezklasowy humor z groteską! Już nawet nie chodzi o kolejność przekazywanych informacji, gdzie pierwszą była relacja z Zakopanego o zajęciu przez A. Małysza miejsca bodajże szóstego a dopiero chyba trzecią było podanie bez żadnego komentarza faktu wypowiedzianej nam przez Rosję "wojny transportowej". Żadnego komentarza, opinii polskich władz i urzędników, wypowiedzi kierowców... materiał dziennikarsko amatorski i po prostu żałosny: ponad 100 polskich tirów nie może wjechać na teren Polski a zamiast rzetelnej wielopłaszczyznowej analizy serwuje się nam pod koniec Wiadomości - utrzymany w konwencji Magazynu 997 - materiał o wężu Boa dusicielu grasującym po jakimś blokowisku czy też ZOO. I znów materiał - "wypełniacz" zrobiony chyba przez kompletnych amatorów lub też w ostatniej chwili...

Właśnie dziennikarska jakość materiałów informacyjnych oraz ich wybór przeraziły mnie i zasmuciły chyba najbardziej a infantylność komentarzy (tam, gdzie w ogóle jakiekolwiek były) tylko pogłębiły stan owego przygnębienia.

Spośród tego zalewu dziennikarskiej tandety jakimś cudem pokazano jak to dzięki polskim żołnierzom i lekarzom uratowane zostało życie Afganki (szkoda, że w niespełna dwie godziny później dowiedziałem się, że polscy żołnierze i np. lekarze do Afganistanu nie pojechali ratować cywilów a raczej ginąć  w bezsensownej wojnie) oraz... dotarła do mnie w końcu potwierdzona oficjalnie informacja, że lot do Smoleńska był jednak lotem wojskowym!!!  Potwierdzenie oczywiście nie nastąpiło w sposób bezpośredni, ale propozycja wypłaty przez polski rząd D. Tuska odszkodowań dla rodzin tragicznie poległych pod Smoleńskiem jest jawnym przyznaniem się do wojskowego charakteru owego lotu – okazuje się bowiem, że ów lot nie był ubezpieczony (jak w przypadku lotów cywilnych, gdzie kupujemy ubezpieczenie wraz z biletem). I cała kampania dezinformacji stojąca u podstaw oddania śledztwa Rosjanom w ramach konwencji chicagowskiej... legła w gruzach...

Panie Premierze! Pytam niniejszym po raz ostatni: był to lot cywilny czy wojskowy? Jeżeli jednak cywilny to ile kosztował na niego bilecik oraz jaką część jego ceny stanowiło ubezpieczenie pasażerów? A może nie było biletów... więc kto był w końcu przewoźnikiem?

A tak na marginesie: Szanowny Panie Premierze! Nie mdli Pana podczas codziennego golenia? Nie? To pewnie ma Pan jedno z tych luster z Gabinetu Krzywych Zwierciadeł, który często odwiedza się podczas pobytu w tzw.: Wesołym Miasteczku... Tak też można...


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 9 lipca 2010

Panie Premierze! - Niech Pan się nie smuci!

Witam

Apeluję do Premiera Donalda Tuska!

Niech Pan, Szanowny Panie Premierze, nie będzie smutny... Dzisiaj w siatkówkę wygrali z Niemcami Polacy, ale wczoraj przegrali...

To tylko sport... jak ukochana przez Szanownego Pana Premiera przecież... piłka kopana...

Pozdrawiam serdecznie... na smutki dobry jest kieliszek Palikotowej wódki.... (sprawdzone... Szanowny Panie Premierze!)... tym bardziej, że Niemcy też przegrali w Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej (nie kopanej!) z Hiszpanią... Polecam w takim razie: dwie małpki Palikotowego trunku...

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

piątek, 22 stycznia 2010

Śmierć Grzegorza Michniewicza - DLACZEGO?

Witam

Wraz z upływającym czasem od tragicznej śmierci G. Michniewicza, Dyrektora Generalnego Kancelarii Premiera, oraz obserwując znamienną CISZĘ rządowo-medialną wokół tego "samobójstwa"... coraz mocniej narasta we mnie intuicyjne przekonanie, że uzyskanie odpowiedzi na pytanie DLACZEGO TO "ZROBIŁ" byłoby jednocześnie odkryciem CAŁEGO ZŁA drążącego od podstaw III RP!

Nie wiem dlaczego, ale nawet cała Afera Hazardowa, czy nawet śmierć Generała Papały w mojej ocenie są mniej istotne dla Polski niż właśnie "samobójstwo" G. Michniewicza, którego dokonał we własnym domu używając do tego kabla elektrycznego zwykłego odkurzacza (sic!).

Mam takie niejasne przeczucie, że stało się naprawdę COŚ ZŁEGO dla Polski. Tego rodzaju charakterystyczny niepokój połączony z niewytłumaczalną wewnętrzną pewnością ogromnej ISTOTNOŚCI określonego zdarzenia pojawiał się w moim życiu kilkakrotnie: wtedy kiedy zamordowano ks. J. Popiełuszkę; gdy zobaczyłem zdjęcie z Magdalenki, na którym Wałęsa, Kiszczak, Jaruzelski, Michnik i inni chlali razem wódę śmiejąc się i wznosząc toasty; podczas Nocnej Zmiany; gdy zamordowano Generała Papałę; kiedy zniszczono Romana Kluskę - twórcę OPTIMUSA; po słowach G. Czempińskiego przyznającego się, iż to On był Twórcą Platformy Obywatelskiej...

O tym co wpływa na powyższy mój stan pisałem na moim blogu w poście "Dramatyczne Pytania". Nie będę teraz ponownie przytaczał zawartych w nim argumentów, ale symptomatycznym jest dla mnie również fakt, że nigdzie na forach internetowych nie mogłem złożyć kondolencji najbliższym G. Michniewicza ani też z niewiedzy nie mogłem uczestniczyć w Jego pogrzebie, który niezauważony przez żadne media odbył się 2 stycznia 2010 roku.

Czując niemniej, ze po prostu muszę... ponawiam więc moje pytania:




1. Dlaczego TAKI CZŁOWIEK popełnił samobójstwo?

2. Czego musiał się dowiedzieć, że NIE MÓGŁ Z TYM ŻYĆ?

3. Albo co MUSIAŁBY POWIEDZIEĆ, gdyby żył?

4. Jakie w końcu okoliczności skłoniły go do desperackiego czynu i czy To był TYLKO JEGO CZYN?

5. Dlaczego wokół tej śmierci, jednego z najważniejszych osób w Polsce, jest powszechny nimb milczenia? (za wyjątkiem jednego tygodnika: WPROST)

DLACZEGO?

Smutno i refleksyjnie pozdrawiam

P.S.
11 stycznia 2010 ukazał się w tygodniku WPROST artykuł o tej śmierci. Szczerza polecam. Oto jego internetowa zapowiedź:

"Poranek 23 grudnia, dom w Głoskowie pod Warszawą. Rządowy kierowca znajduje ciało dyrektora generalnego kancelarii Donalda Tuska. Jeden z najważniejszych w kraju urzędników zawisł na kablu od odkurzacza. „Wprost” ustalił, że w wieczór poprzedzający tragedię Grzegorz Michniewicz przeprowadził trzy rozmowy telefoniczne (z żoną, pewnym urzędnikiem i ze swoim przyjacielem) oraz wysłał serię SMS-ów.
Dotarliśmy do człowieka, który kontaktował się z nim jako ostatni.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo, przyjmuje samobójstwo za najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci Grzegorza Michniewicza. Ale dlaczego jeden z najbardziej zaufanych ludzi władzy, człowiek posiadający certyfikaty dostępu do najtajniejszych informacji, mający za sobą wiele specjalistycznych szkoleń, zdecydował się na tak drastyczny krok? Tym bardziej że 23 grudnia 2009 r. zapowiadał się dla niego bardzo przyjemnie. Najpierw miał być opłatek ze starymi znajomymi z Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a potem wyjazd nad morze do teściów, gdzie czekała na niego ukochana żona. Z planów nic jednak nie wyszło.

Poprzedniego dnia (22 grudnia) po godz. 17 na komórkę Michniewicza zadzwonił jego znajomy, wysoki rangą państwowy urzędnik. Potrzebował rady. Miał – i cały czas ma – problem z certyfikatem bezpieczeństwa, którego nie chce mu wydać jedna z tajnych służb. Sprawa jest gardłowa: brak certyfikatu może oznaczać dla niego dymisję. Znajomy potrzebował więc od Michniewicza rady. Chciał wiedzieć, do kogo może się w tej sprawie odwołać i ile czasu czeka się na decyzję.

Rozmowa trwała około 15 minut. – Zachowywał się w typowy dla siebie sposób. Angielska flegma, spokój, ale i serdeczność. Żadnych oznak przygnębienia – relacjonuje nasz informator. Historia z certyfikatem musiała jednak Michniewicza poruszyć. Podczas pogrzebu 2 stycznia żona Barbara miała się zwierzyć znajomym, że Grześ, jak mówili o nim przyjaciele, był po tej rozmowie bardzo zdenerwowany. Mąż prawdopodobnie opowiedział jej o problemach wspólnego znajomego przez telefon cztery godziny później. Przy okazji zrelacjonował jej też swoje przygotowania do następnego dnia: prasowanie spodni i problem z wywabieniem uporczywej plamy. Proza życia, żadnego przygnębienia czy zdenerwowania.

Po rozmowie z żona (rozłączyli się przed godz. 22) Michniewicz wyszedł na godzinny spacer z psem. W tym czasie musiało się coś wydarzyć. Od razu po powrocie odebrał telefon od Pawła Gutowskiego, wieloletniego przyjaciela mieszkającego na stałe pod Londynem. – Był już w fatalnym stanie. Prawie szlochał. W rozmowie z nim użyłem nawet określenia „wisielczy nastrój", co, niestety, okazało się prorocze – opowiada z przejęciem Gutowski. Z ustaleń „Wprost" wynika, że tego wieczoru Michniewicz napisał także kilka SMS-ów do swojego przełożonego, szefa kancelarii Tomasza Arabskiego. Nie wiadomo jednak, czego dotyczyły ani o której godzinie zostały wysłane. Minister nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie".

 ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...

sobota, 5 grudnia 2009

WAMPIRY I DEGENARACI?

Witam i od razu wielkie sorry za może zbytnią impulsywność i dosłowność, ale są sytuacje oraz zdarzenia, w których siła reakcji jest z reguły wprost proporcjonalna do siły akcji (a nawet może i w postępie geometrycznym silniejsza). O bezprawiu, zuchwalstwie, nikczemności nieraz warto powiedzieć ostro i bezceremonialnie, żeby wstrząsnąć umysłami innych. Do niektórych sama poprawność językowa argumentacji odkrawającej naprawdę rzeczy z pogranicza przestępstwa po prostu nie dociera i warto o tym mówić nawet prostym i ostrym językiem określając rzeczy "po imieniu".

A poza tym uważam, że powinienem przekazać mój stan emocji i oburzenia na rozgrywającą się na naszych oczach wielka hucpę z demokracji w wykonaniu PO.

To, co stało się wczoraj w Sejmie w postaci "krwawego unicestwienia" PiS-owskich członków Komisji Hazardowej jest wprost niepojęte.

Nawet SLD - ze swoim doświadczeniem socjotechniki i działań totalitarnych - prawdopodobnie z racji dbania o swój elektorat - nie posunęłoby się do tak perfidnej i kpiarskie dla Polaków decyzji.

We mnie kłębią się jak na razie od wczoraj tak rozszalałe z gniewu szare komórki, że mógłbym używać tutaj tylko słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Może jak się uspokoję to na chłodno przeanalizuję całą strategię PO wokół Ustawy Hazardowej.

I niech mi będzie można powiedzieć tylko w tej sprawie jedno: Dla PO afera hazardowa tak naprawdę jest tylko malutkim płomyczkiem ich niegodziwości, ale zrobią wszystko żeby ten płomyczek zgasić... bo w momencie gdyby naprawdę szczerze zacząć ją wyjaśniać doszlibyśmy do takich rzeczy, o których nawet najbardziej przewidującym innym Forumowiczom i Bloggerom się nie śniło.

PO takimi działaniami jak dziś z nas kpi i sprawia, że możliwym w naszych umysłach jest zrodzenie się pytania:

CZY PLATFORMA OBYWATELSKA TO PIERWOTNIE PARTIA DEGENERATÓW I WAMPIRÓW, KTÓRZY DLA ŁYCZKA KRWI W POSTACI WŁADZY I PIENIĘDZY SĄ W STANIE UNICESTWIĆ NAWET SAMYCH SIEBIE?

... gdyby tak było to podpadałoby pod odpowiednie jednostki chorobowe...

Ale chyba tak nie jest. Bardziej wiarygodnym jest poczucie wszechwładzy i uważania Polaków za półgłówków, którym można nasrać na talerz i powiedzieć, że to gulasz z przepisu prostu ze Słonecznego Peru (a jakby się zdarzyło rozwolnienie to powiedzieć, że to staropolska czernina)...

No cóż... PO wychowała sobie przednie stado bezwolnych i plastycznych Lemingów, którym wszystko może wcisnąć śmiejąc się z nich podczas wieczornej whiskey.

Na koniec (dbając o swoje starszawe nieco szare komórki) mogę powiedzieć jedno: od przeszło roku nawołuję do postawienia przywódców PO wraz z D. Tuskiem przed Trybunałem Stanu. Może kiedyś historia ich osądzi....


Pozdrawiam

P.S. A tak na marginesie: ciekawym jest, że tak naprawdę dla rozwikłania owe afery wystarczyłoby aby postawić zarzuty prokuratorskie kilku członkom PO zamieszanym bezpośrednio w lobbing i "ustawianie" ustawy hazardowej. Czyż nie jest symptomatyczna niewspółmierna do skali wydarzenia reakcja Premiera RP? (niezależnie od tego, że teraz i tak wszyscy aktorzy tej afery z uśmiechem wracają do polityki, podobnie jak sławetny już Misiak). Nie wydaje Wam się dziwnym celowe sprowadzania opinii publicznej na inne wydarzenia "okołohazardowe", podnosząc ich znaczenie lub nawet fałszując ich charakter i istotę? Czyż nie jest przedziwnym, że akurat teraz PO przedstawia projekt ustawy o IPN (przecież był gotowy i "trzymany w zamrażarce" od dawna). Może właśnie teraz nadszedł czas na to, aby ujrzał światło dzienne i skierował opozycję, media i opinię publiczną na dyskusję właśnie o IPN? A afera hazardowa w ten sposób gdzieś tam spadłaby na dalsze pozycje w świadomości medialnej. Nie zastanawia Was dlaczego tak się dzieje?

BYĆ MOŻE CHODZI O RZECZ O WIELE WAŻNIEJSZĄ I ISTOTNIEJSZĄ, DOTYCZĄCĄ SAMEGO PREMIERA I JEGO ROLI W CAŁEJ TEJ SPRAWIE!

Bo tak naprawdę niezależnie od charakteru (a także przedmiotu i podmiotów prowadzących operacje specjalne) i słuszności różnych prowadzonych śledztw: przekazanie przez urzędnika państwowego - uzyskanych przez niego z racji pełnionej funkcji - informacji potencjalnemu przestępcy o fakcie, że wobec niego prowadzone są działania operacyjne, jest przestępstwem zagrożonym wieloletnim więzieniem! A jeżeliby miało to dotyczyć samego Premiera (zdrada stanu?) to efektem tego byłoby pogrążenie całej Platformy i samego D. Tuska, rządu, całkowita rewolucja na scenie politycznej Polski, przyspieszone wybory, Trybunały Stanu.... Być może stąd ta nerwowość i imanie się nawet bezczelnych metod powstrzymania procesu wyjaśnienia owej afery!



Ku zastanowieniu....