Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2019

Moje pielgrzymowanie na Jasną Górę... (1)

Pozostały tylko wspomnienia, bo już zdrowie nie te a piesze pielgrzymowanie do Jasnogórskiej Królowej Polski naprawdę jest wyczerpujące i tylko osoby, które są w stanie w dość szybkim tempem przejść 30 kilometrów dziennie mogą się na taką pielgrzymkę wybrać.

Nie znaczy to, że nie możemy uczestniczyć duchowo w tych pielgrzymkach, chociażby poprzez modlitwę i przekazanie pielgrzymującym swoich intencji.

Na pieszej pielgrzymce byłem 2 razy: w roku 2011 i w roku 2012. Miejscem startu była Łódź a celem było dotarcie na miejsce 26 sierpnia czyli na Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Wtedy pielgrzymki łódzkie były niemalże wyjątkiem i nawiązywały do starego obyczaju pielgrzymowania, t.j. powrót do Łodzi odbywał się pieszo na trasie pielgrzymki. Oczywiście zawsze było tak, że część pielgrzymujących z różnych powodów kończyła pielgrzymkę właśnie 26 sierpnia i rozjeżdżało się do domów. Natomiast Ci wytrwalsi powracali pieszo do Łodzi. Ja byłem członkiem grupy ósmej (jednej z dziewięciu), którą akurat organizowali Franciszkanie.

Te dwie pielgrzymki nie były moimi jedynymi pobytami w Częstochowie. Pamiętam też doskonale mój tam pobyt w 1983 roku przy okazji wizyty św. Jana Pawła drugiego, wówczas papieża. Wtedy jako piętnastolatkowi dane mi było po raz pierwszy poczuć tą papieską atmosferę pielgrzymek św. Jana Pawła II do Polski i to w miejscu szczególnym, w Częstochowie. Dziś jest 19 Dzień Papieski i warto często wracać do nauk naszego papieża, bo jakoś o tych jego naukach zapomnieliśmy...

Powiem szczerze, że przed pierwszą pielgrzymką byłem pełen obaw czy wytrzymam fizycznie taką trasę. Poza tym było jeszcze wiele innych wątpliwości: czy dopisze pogoda; czy znajdę gdzieś miejsce noclegowe, co było niezbędne, bo w Częstochowie nocowaliśmy przed powrotem do Łodzi;  jakich ludzi spotkam i  jaka będzie atmosfera; czy odpowiednio przygotowałem się do pielgrzymki w zakresie ekwipunku i siły fizycznej.

Niemal wszystkie moje obawy zostały rozwiane już pierwszego dnia. Okazało się, że otaczają mnie osoby na wskroś uczynne i skore do pomocy, uśmiechnięte i mimo zmęczenia potrafiły się jeszcze wieczorem modlić i zabawą dawać świadectwo wiary. To był pierwszy dla mnie szok, bo tylko słyszałem jak wiara może zmieniać ludzi i choć mi też wielokrotnie pomogła to w świecie upływających dni w ciągu roku mało spotyka się podobnych ludzi. Tym bardziej, że przez długi czas przed powrotem do wiary (2010 rok) czułem się agnostykiem i przebywałem też wśród agnostyków i ateistów. Zresztą moja pielgrzymka w roku 2011 była intencyjnie dziękczynna za mój powrót do wiary, o czym napiszę może kiedyś, bo to historia niesamowita. Zresztą wszyscy pielgrzymi idą z jakimiś intencjami i prośbami do Matki Bożej, o wstawiennictwo do jej Syna.

Innym szokiem dla mnie była reakcja mieszkańców poszczególnych miejscowości, przez które pielgrzymowaliśmy. Mieli dla nas przygotowane posiłki i zimną wodę na upały, pozdrawiali nas i prosili o konkretne intencje i zapewniali, że modlą się z nami i za nas. Naprawdę było to wzruszające i wtedy znów poczułem tą moc naszej wiary katolickiej.

Nie było też problemu z noclegami na trasie jak i już w samej Częstochowie, gdzie nocowaliśmy u sióstr z jednego ze zgromadzeń, ale dziś już nie pamiętam nazwy, choć pamiętam, że z domu noclegowego roztaczał się piękny widok Jasnej Góry, do której mieliśmy dosłownie z 200 metrów. Noclegów w czasie pielgrzymki udzielali nam natomiast zupełnie obcy nam ludzie. To też kolejne miłe doświadczanie.

Ale właśnie sami uczestnicy pielgrzymki to była jedna wspaniała rodzina boża i czułem się w tej rodzinie tak jakbym był w moim domu rodzinnym w młodości, kiedy byłem nawet ministrantem a moja rodzina od pokoleń jest głęboko wierząca.

A samo pielgrzymowanie? Nie czuło się zmęczenia, były gitary i bębny, śpiewaliśmy i modliliśmy się, wspieraliśmy się nawzajem w trudnych chwilach. I znów jak w rodzinie... I ta świadomość, że nasi przodkowie od wieków też pielgrzymowali do Częstochowy.

Ale niestety jednak byłem trochę mało przygotowany na tak długie marsze i już pierwszego dnia pojawiły się na stopach pęcherze. Na szczęście wśród nas był "zespół" medyczny w postaci jednej pielęgniarki, która opiekowała się nami w czasie pielgrzymowania i coś tam poprzebijała, czymś tam posmarowała a na końcu znalazłem się w karetce pogotowia, która zawsze towarzyszy w pielgrzymkach. Też coś tam porobili, zabandażowali stopy i mogłem dalej wędrować do Maryi. Na szczęście posłuchałem wcześniejszych wskazówek i zabrałem ze sobą obuwie o dwa numery za duże, co pozwoliło mi spokojnie iść nawet w bandażach na stopach, choć i tak do samej Częstochowy ból pęcherzy nie dawał za wygraną.

Przypętały mi się też skurcze łydek i mimo, że przed pielgrzymką i na pielgrzymce brałem potas z magnezem to jednak nieraz musiałem zdać się na pielgrzymkowego masażystę.

Byłem też zadziwiony, gdy na jednej z "moich" pielgrzymek odbył się ślub a młoda para poznała się wcześniej również na pielgrzymce. To było naprawdę chwytające za serce a ślub był przepiękny i ta radość bijąca z oczu młodej pary. Tego tak łatwo się nie zapomina.

I samo przybycie na Jasną Górę, po tylu dniach maszerowania. Padaliśmy wtedy krzyżem przed naszą Panią a mnie dosłownie łzy płynęły po twarzy i w roku 2011 i w 2012. To było naprawdę jakieś uniesienie, którego tak naprawdę wcześniej nie doświadczyłem.

Sam zaś pobyt w Częstochowie był pełen wiary i radości. Oglądaliśmy obraz Czarnej Madonny i modliliśmy się przed nim. Zwiedzaliśmy wszystko na terenie Sanktuarium. Uczestniczyliśmy w Mszach Świętych i w Sakramencie Pokuty. Spowiedź tam - u podnóża naszej Królowej - też jest ogromnym przeżyciem duchowym i dodatkowo też łączy jakąś więzią ludzi pielgrzymujących. Wieczorem była znów Msza Święta a później rozmowy niemal do rana o wszystkim: o wierze, o nauce społecznej św. Jana Pawła II czy kardynała S. Wyszyńskiego, o polityce, o teraźniejszości i przyszłości naszej Ojczyzny i co możemy dla niej zrobić, o tym jak na co dzień odczuwamy obecność Jezusa Chrystusa. A później krótka dwugodzinna drzemka i o szóstej rano rozpoczęcie pieszego powrotu do Łodzi.

A i jeszcze pierwszego wieczora w Częstochowie mieliśmy czas na ognisko, gdzie przede wszystkim śpiewaliśmy piosenki religijne i to takie, których ja wcześniej nie słyszałem, ale o wiele młodsi ode mnie owszem.  I tutaj należy też wspomnieć o młodych ludziach, którzy wybrali się na pielgrzymkę. Ta ich spontaniczna radość, że idą do Maryi udzielała się nam, ludziom w średnim wieku. Ta ich energia, modlitewna gorliwość i miłość do Jezusa Chrystusa i jego Matki potęgowała w nas przeświadczenie, że nasza Ojczyzna przetrwa i chyba od zawsze trwała dzięki naszej wierze.

W czasie zaś powrotu oprócz modlitw i śpiewania przy akompaniamencie gitary opowiadaliśmy po kolei o sobie, o naszym życiu w wierze i ku mojemu zaskoczeniu nie byłem sam, który się nawrócił. Były opowieści jak to się stało i pytaliśmy sami siebie: co od nas chce Bóg Ojciec i jego syn Jezus Chrystus? Co od nas chce Maryja? W tej powrotnej drodze naprawdę się polubiliśmy, bo zostali tylko najwytrwalsi i łatwiej było się otworzyć w małej grupie. Do dziś mam zapisane telefony do moich przyjaciół - pielgrzymów.

A gdy już przekroczyliśmy granicę Łodzi to witał nas szpaler ludzi, którzy nas pozdrawiali a nawet do nas dołączali, by choć przez kilka chwil iść w pielgrzymce. To też było niesamowite...

Te dwie pielgrzymki zapamiętam do końca życia, one u mnie zapuściły bardzo głęboko korzenie wiary i tych korzeni już nigdy nie wyrwę.

Tęsknię do tej atmosfery w czasie pielgrzymek, tej wiary, którą widziałem na twarzach ludzi, tej szczerości, miłości i dobra, którymi wszyscy byliśmy częścią. Tęsknię, ale już chyba nie będzie mi dane, bo zdrowie nie pozwoli... Ale wspomnienie pozostanie na zawsze... a przypominając sobie te pielgrzymki zawsze umacniam się w wierze i nawracam się każdego dnia...

P.S.
Teraz można wywnioskować jak ja się czułem, gdy piewcy ideologii LGBTQ+  profanowali obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, profanowali Mszę Świętą i z pogardą odnosili się do naszej wiary. A przecież tak będą działali cały czas i musimy to jakoś zastopować, koniecznie!


niedziela, 11 listopada 2012

Podła, nieudana prowokacja antypolskich służb III RP

Godzina 16.30...

Słucham właśnie relacji z celowo zablokowanego - już na początku - naszego Marszu Niepodległości. Jedno jest pewne: Wasalny Marsz Prezydencki poniósł kompletną porażkę. Liczba ludzi, którzy chcieli uczestniczyć i uczestniczą w Marszu "Odzyskajmy Polskę" była i jest kilkunastokrotnie wyższa niż ilość osób idących w Marszu Namiestnika Polski.

Jednym jestem zszokowany. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż takiej strachliwej reakcji antypolskich służb policyjnych. Policjanci użyli broni gładkolufowej przeciw sprowokowanemu przez nich tłumowi. Mam nadzieję, że kule trafiły samych prowokatorów, czyli funkcjonariuszy państwowych. Gubernator Warszawy - poprzez swoje służby - zaapelowała do manifestantów o rozejście się do domów. Nie poskutkowało... Mafia D. Tuska i B. Komorowskiego po raz kolejny okazała się bezradna wobec naszej tożsamości narodowej, wobec naszego patriotyzmu. Została im już tylko przemoc, ale wobec dziesiątków tysięcy ludzi musieli zrezygnować...

Nie wiem jak sytuacja potoczy się dalej, ale jestem równie mocno oburzony narracyjną i nienawistną manipulacją jaką słyszę w TVP Info. Takiego fałszu i hipokryzji nie słyszałem nawet w ustach dziennikarskich funkcjonariuszy PRL. Może jedynie w czasach Stanu Wojennego... Jeden z wyższych funkcjonariuszy policji ośmielił się na wizji nazwać uczestników Marszu "Odzyskajmy Polskę" mianem psychopatów i bandziorów.

"Najpierw Cię nie zauważają, później wyśmiewają, następnie próbują zdyskredytować a na końcu ze strachu atakują. Wtedy wygrałeś"... Ten cytat jest dla mnie "światełkiem w tunelu". Strach władzy widać  dzisiaj - kolejny raz - wyraźnie...

Godzina 16.45

Obecna władza już przegrała... Prowokacja antypolskich służb specjalnych III RP poniosła totalną porażkę. Mars ruszył, choć wielu - szczególnie z małymi dziećmi - z niego zrezygnowała! Brawo manifestanci!

Godzina 16.55


Ale idziemy, idziemy po Polskę. W spokoju, z biało-czerwonym sercem i spokojnie. To nawet nie jest kilkunastokrotnie, ale chyba nawet kilkudziesięciokrotnie więcej ludzi niż na oficjalnym marszu Namiestnika. Tłumy ich, tłumy... serce rośnie.

Nie widać w telewizji końca Marszu... i TVP Info kończy właśnie relację na żywo... Ale strach przed prawdą. Jakże się cieszę... i choć nie jestem dziś w Warszawie, to czuję się tak jakbym tam był...


Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy My żyjemy!

P.S.

Mieliśmy do czynienia z kolejną już - po ubiegłorocznej - prowokacji antypolskich rządzących i próbie zablokowania Marszu Polaków. Jak długo jeszcze pozwolimy tej a'la swołoczy rządzić naszym krajem? Jak długo jeszcze pozwolimy, aby TVP była antypolską tubą propagandową? Jak długo jeszcze będziemy obcymi we własnym kraju?

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 8 listopada 2012

Bądźmy razem 11 listopada! Polska potrzebuje nas wszystkich!

Już za trzy dni Marsz Niepodległości. To nasze, Polaków święto, w którym będziemy  wyrażać radość z odzyskania przez nasze państwo niepodległości po 123 latach zniewolenia i wymazania przez zaborców Polski z mapy świata.  Naszym zbiorowym uczestnictwem pokażmy też obecnym, antypolskim włodarzom III RP, że jesteśmy dalej suwerenem we własnym kraju a patriotyzm w dalszym ciągu jest naszą cechą narodową.

Polska potrzebuje nas wszystkich. Polska jest dla nas wszystkich. I dla tych również, z którymi można się pięknie różnić... kochając wszakże zawsze Ojczyznę.

Kochani Polacy!

Bądźmy w tym dniu razem.  Bądźmy w tym dniu wolni duchem i ciałem a naszym bezagresyjnym patriotyzmem starajmy się też przekonać do Polski tych młodych Polaków, których tak bezwzględnie do swoich celów wykorzystują lewacy i polskie środowiska spod znaku pięcioramiennej, czerwonej, niebieskiej czy żółtej gwiazdy...

Niech ten biało-czerwony marsz - podobnie jak w ubiegłym roku - da nam znów nadzieję i wiarę w zwycięstwo. Nam wszystkim, zatomizowanym i rozproszonym po całej Polsce. Niech ta wspólnota wolnych Polaków, wspólnota gorących i prawdziwie polskich serc potwierdzi, że Polska jeszcze jest, jeszcze nie zginęła, kiedy my żyjemy...

 Pamiętacie? Ja też… Te warszawskie kondukty żałobne podczas powrotu na Polską Ziemię Pary Prezydenckiej… Płakaliśmy, oglądaliśmy Naszą Polskę... Byliśmy wzruszeni i wzmocnieni.. Jakże wielu wtedy nas było, polskich Patriotów.  Uwierzyliśmy wtedy ponownie w naszego narodowego ducha. Zobaczyliśmy, że tożsamość polska nie została zabita. Ona wtedy odrodziła się w Nas... i stała się taka sama jaka była i w naszych Dziadkach, i Ojcach, którzy oddali swe życie, którzy walczyli o to, żebyśmy teraz mogli być dumnymi Polakami i żyć we własnym kraju…

Jakże często w środowiskach patriotycznych czuliśmy i czujemy się osamotnieni, mamy poczucie bezsilności, marazmu, rezygnacji i zniechęcenia. Po 10 kwietnia 2010 roku i podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości pokazaliśmy, że jesteśmy silni... siłą tych tłumów stojących wzdłuż trasy konduktu żałobnego, siłą tych tłumów zapełniających ulice Warszawy. Udowodniliśmy naszą siłę.. siłą tych łez spływających na policzkach jakże wielu, też młodych ludzi, siłą naszych serc połączonych miłością do Ojczyzny. Byliśmy silni... siłą tych wszystkich słów wypowiedzianych i siłą krzyku milczenia…  Pokażmy w tym roku, że jesteśmy coraz bliżsi zwycięstwa naszej, tej jedynej Polski!   Bądźmy dumni z naszej polskości!

Kochani Polacy i Ci, co czują się Polakami!

Jest nas wielu! Wszyscy kochamy nasz kraj...  ten Bałtyk i góry, śląskie kopalnie, mazurskie jeziora, lasy i puszcze, śpiew ptaków i łany zbóż, miasta i wsie, i te krowy pasące się na łąkach, i bociany przynoszące wiosnę… Kochamy naszą Polskę, która istnieje od przeszło tysiąca lat i której żadnemu wrogowi nie udało się jej zniszczyć.

Po 123 latach zaborów odzyskaliśmy naszą Niepodległość i od razu zatrzymaliśmy najazd marksistowskich hord komunistycznych Sowietów. Uratowaliśmy świat przed barbarzyństwem klasowych morderców. Skutecznie dawaliśmy odpór rasowym, niemieckim, nazistowskim zbrodniarzom, by zostać pokonanymi dopiero wtedy, gdy pomogli im okupanci sowieccy… W czasie okupacji tylko w Polsce istniało zorganizowane Państwo Podziemne i cały czas trwała walka zbrojna zakończona Powstaniem Warszawskim... Przeżyliśmy komunizm, wobec którego przez całe lata stawialiśmy czynny opór. To w Polsce zrodził się ruch Solidarności a nasz Papież pokazał światu jacy naprawdę jesteśmy… przede wszystkim piękni duchem i miłością oraz tolerancją wobec innych.

 Jakże często walczyliśmy „za naszą i waszą wolność” i jakże często nie usłyszeliśmy nigdy słów wdzięczności a bywało, że stawaliśmy się obiektem wrogości i nieracjonalnej niechęci. Gdy Żydzi tułali się – przeganiani wszędzie – po całej Europie… właśnie w Polsce zyskali schronienie dane im przez Kazimierza Wielkiego… W czasie II Wojny światowej walczyliśmy na wszystkich frontach… by zostać zdradzeni w Jałcie. Zapoczątkowaliśmy upadek komunizmu we wszystkich krajach a dziś świętuje się na świecie tylko „obalenie Muru Berlińskiego”…

Ale przecież nam niepotrzebna jest żadna wdzięczność! Po prostu tacy jesteśmy… Ludzcy, dobrzy, tolerancyjni, po chrześcijańsku miłujący siebie i innych oraz… kochający po prostu swój kraj, swoją Ojczyznę, chronicznie nie znoszący zniewolenia a gloryfikujący prawdziwą Wolność!

Szanujemy inne narody i ich kraje. Szanujemy ich narodowe święta. Amerykanie mają swój „4 lipca”, Rosjanie czczą uwolnienie od Polaków Kremla, Żydzi mają swoja „Chanukę”, Francuzi, Niemcy i inne kraje świętują u siebie tak, jak sami tego pragną.

My chcemy, u siebie w Polsce świętować nasz polski Dzień Niepodległości. Nasi Ojcowi i dziadkowie walczyli za biało-czerwoną Polskę!

Kochani Polacy, Wszyscy!

Pokażmy naszą jedność jeszcze raz uczestnicząc w Marszu Niepodległości i innych uroczystościach we wszystkich zakątkach naszej, pięknej Polski. Niech zapłoną ogniska, załopocą flagi a w Stolicy z naszych gardeł niech płynie śpiew, rozbrzmiewa polskość!

Jest nas miliony… Niech te tłumy dumnych z polskości i naszego narodu ludzi jeszcze raz pozwoli nam uwierzyć, że WYGRAMY NASZĄ POLSKĘ. Niech te flagi w naszych oknach, msze za Ojczyznę, marsze i spotkania (nie tylko w Warszawie) będą zaczątkiem odbudowy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Jesteśmy tego warci! Wykrzesajmy szczególnie teraz jeszcze raz tego nieugiętego ducha naszej niezłomności i uwierzmy, że śmierć naszych przodków, nasza historia, tradycja, wiara, honor są niezniszczalnym fundamentem trwania naszej Ojczyzny!

Zjednoczmy się we wspólnej walce o naszą polskość. Niech będzie to walka w duchu pokoju i duchu wartości najwyższych: BÓG, HONOR I OJCZYZNA! Jeżeli zaś wśród polskich patriotów są nasi rodacy nie wierzący w Boga, to niech w to miejsce wstawią społecznie prawe zasady etyczno-moralne zawarte w Dekalogu…

 Innym zaś, dla których Polska to nadal dziki kraj a polskość to nadal nienormalność i tym różnej maści hipokrytom próbującym nas nadal wewnętrznie skłócić... po prostu podziękujmy za "fatygę" i ich ignorujmy... Jakże mali Oni są wobec Naszej polskiej wielkości i naszej wspólnej historii oraz tradycji...Jakże mali Oni są wobec polskiego ducha...

Tym "małym" i "wściekłym", "miałkim" i Nam nieprzychylnym powtarzam jeszcze raz: Nigdy Polaków nie złamiecie! Nigdy nie zrozumiecie naszego Ducha i Naszego Patriotyzmu! On Was przerasta!

Odzyskajmy Polskę! Jeszcze nie zginęła, kiedy My Żyjemy!

(Źródło zdjęcia: http://www.wszechpolacy.pl/)

A po Marszu starajmy się nie tracić dalej naszej Polski. Bądźmy razem, organizujmy się i zacznijmy działać budując od podstaw Naszą Ojczyznę, Ojczyznę marzeń naszych ojców i dziadków, Ojczyznę marzeń nas samych.

-----------------------------------

Jestem kamieniem, ludzie głazami...
Staję się piaskiem, Oni górami...


Razem, wspólnie i wszyscy stworzymy głazy, z których może powstać wspaniała góra odrodzonej i pięknej Polski!

Pozdrawiam

P.S.
W tekście wykorzystałem niektóre fragmenty moich postów: Po co te marsze?, Polska nas potrzebuje... wszystkich! i Maszerujmy z flagą biało-czerwoną!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 7 listopada 2012

Ile będzie marszów 11 listopada?

W dzisiejszej GPC dane mi było przeczytać lakoniczną informację w brzmieniu:

""Kluby "Gazety Polskiej" z całego kraju zapowiadają udział w Marszu Niepodległości. Na miejsce zbiórki w najbliższą niedzielę o godz. 14 wyznaczono plac obok dworca Warszawa-Śródmieście. W pochodzie weźmie udział redaktor naczelny "GP" Tomasz Sakiewicz, który zawiesił swój udział w honorowym komitecie poparcia Marszu Niepodległości, w którym znalazł się Jan Kobylański. Kluby "GP" spotykają się o godz. 14 (...) a następnie przyłączą się do marszu, który rozpocznie się o godz. 15 w centrum stolicy, a zakończy przed pomnikiem Romana Dmowskiego przy pl. Na Rozdrożu. Po przybyciu przed pomnik Dmowskiego pochód ruszy w kierunku pomnika Józefa Piłsudskiego, by oddać hołd Marszałkowi. – Wszystkich, którzy chcą uczcić Marszałka, zapraszamy do przyłączenia się do klubów – mówi Anita Czerwińska z warszawskiego Klubu "GP"".

Przyznam szczerze, że jestem skonfundowany tą informacją i decyzją redaktora naczelnego "GP".

Ubiegłoroczny bowiem sukces Marszu Niepodległości wynikał przede wszystkim z jedności środowisk patriotycznych. I dzięki tej jedności mogliśmy pokazać całemu PRL-bis naszą siłę i przywiązanie do naszej Ojczyzny.

Mam nadzieję, że decyzja Pana Tomasza Sakiewicza nie jest ostateczna i przed 11 listopada odwiesi swoje zawieszenie w komitecie poparcia Marszu Niepodległości a sam Marsz będzie kolejnym naszym sukcesem.

Poza tym... tak naprawdę przecież nie chodzi o czczenie poszczególnych postaci mających największy wkład w odzyskanie przez Polskę niepodległości (R. Dmowski, J. Piłsudski), ale o upamiętnienie samego faktu jej odzyskania po 123 latach zaborów. Dodatkowo zaś sam Marsz Niepodległości ma też unaocznić rządzącym, że Polacy są i dalej będą suwerenem we własnym kraju a patriotyzm w dalszym ciągu jest naszą cechą narodową.

Pozdrawiam

P.S.
Swój "marsz" zapowiedział B. Komorowski... Nie pozwólmy, aby nasz marsz "rozmienił się na drobne"...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 31 grudnia 2011

Na ten Nowy Rok... czy już ostatni?

Witam

Z wolna, minuta po minucie nadchodzi Nowy Rok skrycie,
Się uśmiecha szelmowsko, oczko puszczając "peowsko",
Radość wszystkim zwiastuje, na swą wyrocznię jednak pomstuje...
Boć to koniec świata przecież będzie, naokoło gaworzą wszak o tym wszędzie...
I skończy się kraina szczęśliwości zielonej, i kres nastanie panowania gawiedzi szalonej...

Nowy Roczku kochany, zbyt mocno się nie frasuj...
Końca świata nie będzie, jeno koniec dla Polski  "rządowego ambarasu"...

-------------------------------

Aby Nowy Rok przyniósł nam wszystkim uśmiech, radość, spokój, pogodę ducha i... byśmy zdrowi byli!
A dzisiejszego wieczoru i nocy też takowej jak powyżej nadziei sobie życzyli...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com